poniedziałek, 5 stycznia 2026

„Wzgórze Świątecznych Życzeń ”Sylwia Trojanowska – tam, gdzie mróz kruszy mury serc.

Prawdziwa magia nie kryje się w podniosłych gestach, lecz w zdolności do wybaczenia sobie i innym. Objawia się wtedy, gdy milkną wielkie oczekiwania, a zaczyna się prozaiczna codzienność. Często dopiero w ciszy i chłodzie zimy odkrywamy, że to, co najbardziej zepsute, można naprawić dzięki sile ludzkiej solidarności. W świecie, który pędzi bez wytchnienia, warto zatrzymać się przy historiach przypominających o potrzebie przynależności i nadziei na nowy początek. Tak właśnie dzieje się w przypadku bohaterów powieści „Wzgórze Świątecznych Życzeń” Sylwii Trojanowskiej, która po latach od premiery doczekała się swojego pięknego wznowienia, potwierdzając wyjątkowość tej historii, do której czytelnicy chcą ciągle wracać.

Akcja przenosi nas do zaśnieżonego Świeradowa-Zdroju. Pod ciężarem zimowej aury postacie skrywają tam osobiste dramaty i niewypowiedziane żale. To właśnie lokalne, zapomniane wzniesienie staje się niemym świadkiem próby zjednoczenia ludzi, których na pozór dzieli wszystko, a łączy jedynie tęsknota za prawdziwym domem. Pisarka z czułością splata losy osób stojących na życiowych zakrętach, udowadniając, że wspólny cel potrafi skruszyć nawet najtwardsze bariery zbudowane z lat milczenia.

Sercem książki jest świeradowska społeczność – mozaika ludzi zrosłych z surowym, górskim krajobrazem, gdzie codzienne trudy przeplatają się z empatią. Autorka z dużą dbałością o detale oddaje ducha miasteczka, w którym każdy gest ma swoje znaczenie, a historia mieszkańców tworzy niewidzialną, lecz silną więź. Obserwowanie, jak ta początkowo zdystansowana grupa otwiera się na zmiany, pozwala czytelnikowi poczuć się częścią małej ojczyzny, w której pod grubą warstwą śniegu tętni gorące życie.

Choć nie wszyscy bohaterowie od razu wzbudzili moją sympatię, to właśnie ich autentyczność sprawiła, że szybko stałam się częścią tej wspólnoty i z przejęciem kibicowałam każdemu z nich. Na kartach utworu spotykamy barwny kalejdoskop osobowości, którym przewodzą jednostki poturbowane przez los, szukające azylu w górskiej ciszy. Pisarka z dużą wrażliwością kreśli portrety: od osób starszych, będących skarbnicą lokalnych opowieści, po młodych próbujących odnaleźć sens w pomaganiu innym. Każdy wnosi własny bagaż doświadczeń i lęków, a ich ścieżki zbiegają się wokół inicjatywy odnowienia wzgórza. Ta różnorodność sprawia, że proces budowania relacji staje się autentyczny i poruszający, pokazując, że każdy człowiek jest historią wartą wysłuchania.

Konstrukcja dzieła przypomina subtelnie tkaną makatkę, w której krótkie, dynamiczne rozdziały przeplatają się z nastrojowymi opisami, nadając lekturze rytm bicia serca. Klimat książki jest gęsty od zapachu lasów i rześkiego powietrza, które kontrastuje z bijącym ze stron ciepłem ogniska. Autorka z niezwykłym wyczuciem balansuje między melancholią a optymizmem, tworząc atmosferę, która otula czytelnika niczym miękki koc w mroźny wieczór.

Utwór staje się płótnem, na którym pisarka maluje obraz losów splatanych przez przeznaczenie. Centralnym motywem jest tutaj siła grupy, która niczym wiatr przenika przez zasłony obojętności i budzi uśpioną wrażliwość. To historia o szukaniu schronienia w świecie pełnym chaosu oraz o tym, że dom to nie tylko cztery ściany, ale przede wszystkim bliscy dający nam prawo do bycia sobą. Wątki osobistych tragedii harmonijnie łączą się z motywem drugiej szansy. Przypominają przy tym, że każda blizna na sercu może stać się początkiem nowej, pięknej drogi. Autorka z niezwykłą czułością pochyla się nad samotnością, przekuwając ją w ufność, która rozkwita wraz z każdą próbą przywrócenia blasku zapomnianemu miejscu.

Lektura ta jest swego rodzaju lustrem  dla czytelnika  w którym odbijają się fundamentalne prawdy. Wartość człowieka nie mierzy się jego sukcesami, lecz odwagą do bycia kruchym. Pisarka przypomina nam, że każde spotkanie jest lekcją pokory, a najpiękniejsze życzenia to te, które spełniamy własnymi rękami dla kogoś innego. Książka zostawia nas z kojącą refleksją, że choć przeszłości nie da się napisać na nowo, to każda chwila obecna jest fundamentem pod lepsze jutro, jeśli tylko pozwolimy sobie na autentyczność.

Wyjątkowość tego dzieła tkwi w jego bezpretensjonalności i szczerości, z jaką dotyka najczulszych strun ludzkiej duszy. Jej siła nie płynie z lukrowanych obrazków, lecz z głębokiego przekonania, że dobro jest wyborem, którego dokonujemy każdego dnia, nawet wbrew przeciwnościom. Warto przeczytać tę książkę, by przypomnieć sobie o bliskości, która leczy, i o świetle, które nie gaśnie. Polecam tę lekturę każdemu, kto szuka nie tylko literackiego ukojenia, ale przede wszystkim inspiracji do tego, by z nową energią spojrzeć na własne relacje.

Ostatecznie ten utwór to nie tylko opowieść o Bożym Narodzeniu, ale przede wszystkim manifest wiary w człowieka i możliwość regeneracji zgaszonych nadziei. Autorka domyka historię klamrą, która spina bolesną przeszłość z jasną wizją przyszłości. Zostawia czytelnika z przeświadczeniem, że żadne serce nie jest zbyt zamarznięte, by znów mogło bić mocniej. Ta książka to dowód, że najpiękniejsze cuda zdarzają się wtedy, gdy zamiast czekać na los, sami wyciągamy do kogoś pomocną dłoń.

[Zakup własny].

sobota, 3 stycznia 2026

​Jak nie zwariować przed Wigilią? Jakub Bączykowski i jego „Nie jedz tego, to na święta”


Każdy z nas zna ten moment, gdy świąteczna magia zaczyna przypominać bieg z przeszkodami, a domowy spokój przegrywa z listą zakupów i nakazem lśniących podłóg. Zanim zasiądziemy do wigilijnego stołu, toczymy małe wojny o barszcz, choinkę czy tytułowe przysmaki, których „nie wolno ruszać”. To właśnie w ten uniwersalny, pełen absurdów klimat uderza Jakub Bączykowski w swoim świątecznym opowiadaniu "Nie jedz tego, to na święta", serwując historię będącą lustrem naszych przedświątecznych perypetii. W efekcie otrzymujemy nieprzesłodzoną opowieść z pierniczkami w tle, lecz swojską i pełną humoru satyrę na narodowe próby stworzenia ideału za wszelką cenę. Dzięki autentyczności, z jaką autor odmalowuje te sytuacje, każdy bez trudu odnajdzie tu cząstkę siebie.

Osobistym atutem tej przygody była dla mnie forma e-booka. Czytałam go w krótkich przerwach między przygotowaniami, co stało się swoistym bezpiecznikiem. Lektura pozwoliła mi złapać dystans i nie ulec wszechobecnej gorączce. Fakt, że tę błyskotliwą historię miałam zawsze pod ręką w telefonie, sprawił, że nawet w samym środku kuchennego chaosu potrafiłam odnaleźć chwilę uśmiechu.

Siłą opowieści są bohaterowie – Paweł i Sebastian – oraz ich pełne komizmu relacje. Bączykowski po mistrzowsku operuje ciętym dialogiem, zderzając mroźne powietrze Podlasia z dusznym aromatem wigilijnych potraw. Autor trafnie punktuje nasze przywary i przymus idealnego sprzątania. Pokazuje, że pogoń za perfekcją zazwyczaj kończy się chaosem, podczas gdy prawdziwe święta to umiejętność odnalezienia się w niedoskonałej rzeczywistości.

Jestem pod wrażeniem tego, jak autor poradził sobie z krótką formą, zamykając tyle trafnych spostrzeżeń na kilku stronach. Lektura pozostawia czytelnika z mieszanką rozbawienia i ulgi, budując silne poczucie wspólnoty – domowe kłótnie to po prostu nieodłączny element grudniowego krajobrazu. Po ostatniej stronie zostaje refleksja, że warto porzucić rolę perfekcyjnego gospodarza na rzecz autentyczności. Ostatecznie największą wartością okazuje się ten niedoskonały chaos, który po latach wspomina się z największym sentymentem.

Opowiadanie czyta się błyskawicznie dzięki lekkiemu stylowi i braku zbędnych opisów. Autor stawia na akcję i komizm sytuacyjny, przez co puenta wybrzmiewa wyjątkowo mocno. „Nie jedz tego, to na święta” to idealna lektura na jeden wieczór – zwłaszcza ten, w którym masz ochotę rzucić ścierkę do kurzu i po prostu się zaśmiać. To nie tylko obowiązkowa pozycja dla fanów cyklu podlaskiego, ale też uniwersalny plaster na przedświąteczny stres.

[Zakup własny].

piątek, 2 stycznia 2026

Lekcja uważności i drugich szans: Recenzja powieści „Zanim odlecą anioły” Nataszy Sochy.

W pogoni za nowoczesnością często zapominamy, że najtrwalsze fundamenty życia budują wspomnienia i mądrość naszych przodków. Wierzymy, że jesień życia to czas wyciszenia. Tymczasem to właśnie w doświadczeniu starszych pokoleń drzemie siła zdolna naprawiać teraźniejszość. O tym kruchym porozumieniu pisze Natasza Socha w powieści „Zanim odlecą anioły”. To opowieść uświadamiająca, że nigdy nie jest za późno na nowy rozdział, a najpiękniejsze cuda rodzą się z prostej życzliwości. Prawdziwa magia nie potrzebuje blasku fajerwerków – wymaga jedynie odwagi, by zmierzyć się z historią własnej rodziny.

Poszukiwanie sensu w chaosie zdarzeń staje się osią fabuły. Autorka portretuje trudną drogę do zamknięcia bolesnych rozdziałów przeszłości i pokazuje, że życie rzadko przypomina idealny plan. Seria niepowodzeń może stać się paradoksalnym impulsem do walki o siebie. W galerii postaci wyróżnia się Jan, którego męska duma kruszy się pod ciężarem porażki. Obok niego staje enigmatyczna Bożena – architektka emocjonalnych przełomów, prowokująca innych do zrzucenia masek. Towarzyszy jej barwny kolektyw kuchennych „Aniołów”. Te kobiety udowadniają, że wybaczenie sobie i innym jest fundamentem uzdrowienia. Pozwala ono odciąć się od dawnych krzywd i odzyskać utraconą godność.

Głębię tej mozaiki charakterów podkreśla warsztat pisarski Sochy, balansujący między literacką finezją a przystępnym językiem. Konstrukcja powieści opiera się na kunsztownych retrospekcjach, odsłaniających kolejne warstwy tajemnic. Wyjątkowy klimat buduje tu subtelna atmosfera zbliżających się świąt, daleka od komercyjnego zgiełku. To Boże Narodzenie pachnące autentycznością i ciepłem rozgrzanego pieca staje się katalizatorem zmian. Blask choinkowych świec nie tylko rozświetla mrok grudniowych wieczorów. Przede wszystkim rozprasza on ciemność w ludzkich sercach, czyniąc tę lekturę idealnym towarzyszem zimowych dni.

Wszystkie te elementy składają się na swoiste repetytorium z człowieczeństwa, w którym najważniejszą lekcją pozostaje uważność. Autorka przekonuje, że wartość jednostki nie wynika z sumy sukcesów, lecz z godności noszonej bez względu na wiek. Lektura pozostawia czytelnika w stanie kojącej melancholii. Budzi tęsknotę za prostotą relacji i uświadamia, jak wiele skarbów marnujemy, nie słuchając opowieści naszych bliskich. Wielu z nas odnajdzie w tej historii cząstkę własnych przeżyć, dylematów i nadziei. To czyni ją niezwykle bliską i osobistą.

Wymowny tytuł powieści staje się kluczem do jej zrozumienia. Spaja on nieuchronność przemijania z metafizyką codziennego dobra. „Anioły” to w tej historii nasi bliscy, których czas powoli dobiega końca, ale też ludzie wyciągający do nas dłoń w najmroczniejszym momencie. Natasza Socha przypomina, że mamy tylko krótką chwilę, by usłyszeć przemilczane historie i dokonać pojednania. Okazja do naprawienia relacji może bezpowrotnie odlecieć wraz z tymi, których kochamy. To wezwanie do duchowej czujności, by dostrzec magię drugich szans, zanim staną się one jedynie kruchym wspomnieniem.

Powieść tę polecam każdemu, kto szuka w literaturze życiowej prawdy i emocjonalnej głębi. Będzie idealnym wyborem dla osób ceniących historie zmuszające do zatrzymania się w biegu. To propozycja dla tych, którzy chcą poczuć magię świąt tam, gdzie zamiast prezentów liczy się szczere wybaczenie.

​„Zanim odlecą anioły” to literackie przypomnienie, że choć czas jest nieubłagany, to miłość, prawda i wspólny stół mają moc zatrzymywania go w najpiękniejszych momentach. Natasza Socha stworzyła opowieść, która zostaje w czytelniku jako cichy szept. Warto kochać ludzi takimi, jakimi są dzisiaj, zanim ich własne anioły odlecą w stronę wieczności.

[Zakup własny].

środa, 31 grudnia 2025

Dziękuję z głębi serca za rok 2025 – Mojej Wspaniałej Społeczności "Kocie Czytanie"


Drodzy Czytelnicy, Przyjaciele i Wszyscy, którzy zagościliście w progach "Kociego Czytania" – zamykając ten miniony, pełen wyzwań i radości rok, czuję głęboką wdzięczność.

​Kiedy spoglądam wstecz na każdy opublikowany post, recenzję czy refleksję, widzę wyraźnie, że to Wy jesteście bijącym sercem tego bloga. "Kocie Czytanie" nie jest tylko moim monologiem; to nasza wspólna, ożywiona rozmowa. To dzięki Wam te wirtualne strony ożywają, zyskując głębię, której nigdy nie osiągnęłyby w samotności.



Dziękuję Wam za każdą chwilę obecności i tysiące minut spędzonych na czytaniu moich tekstów. Dziękuję za każdy komentarz, który był dla mnie jak promyk słońca – czy to słowo uznania, mądra uwaga, czy poruszające wyznanie. Wasze wsparcie jest motorem napędowym, który pozwala mi tworzyć dalej z niezmienną pasją.




Blogowanie, podobnie jak życie, jest dla mnie ciągłą nauką. Często zmagamy się z ciszą i wątpliwościami: czy to, co robimy, ma sens? Czy nasze słowa znajdą echo? Wy staliście się latarnią morską, która nie pozwala mi zboczyć z kursu. Dzięki Wam wiem, że każda chwila poświęcona na pisanie to inwestycja w coś większego: w budowanie autentycznej wspólnoty i dzielenie się mądrością literatury.




Ta relacja nie jest jednostronna. Dajecie mi coś nieocenionego – w Waszych słowach znajduję siłę do pokonywania prokrastynacji i lęków. Wasza wiara w moje teksty to lekcja wytrwałości i pokory. Dzięki Wam czuję, że moje pasje są ważne, a czas, który w nie angażuję, wraca do mnie zwielokrotniony w postaci Waszej sympatii.



Wkraczając w nowy rozdział, obiecuję jedno: będę kontynuowała tę misję z taką samą dbałością o jakość. "Kocie Czytanie" pozostanie miejscem, gdzie głęboka lektura spotyka się z ciepłym sercem.




Życzę Wam, aby nadchodzący rok 2026 obdarzył Was spokojem ducha, mądrością płynącą z dobrych książek i odwagą do bycia autentycznymi. Niech każda kolejna strona, którą wspólnie odkryjemy, prowadzi nas do lepszego zrozumienia świata i samych siebie.




A która z książek przeczytanych w tym roku najmocniej zapadła Wam w pamięć i dlaczego?

​Dziękuję Wam za wszystko. Jesteście dla mnie więcej niż czytelnikami – jesteście cichymi mentorami i przyjaciółmi mojej duszy.




wtorek, 30 grudnia 2025

RECENZJA: "Świąteczny abonament" Marty Nowik: Czy szczęście można kupić?

Często, w pędzie codzienności, łapiemy się na poszukiwaniu jakiejś „gwarancji spełnienia” – wygodnej, opłaconej z góry obietnicy, że życie dostarczy nam ciepła, radości i spełnienia. Ale co, jeśli prawdziwe szczęście nie jest gotową receptą, lecz śmiałą decyzją o redefinicji własnych granic? Powieść Marty Nowik „Świąteczny abonament”, zabiera nas w podróż, w której świąteczna gorączka staje się katalizatorem życiowej rewolucji, a jej bohaterka, Irena, musi zmierzyć się z najtrudniejszym zadaniem: odnalezieniem własnego głosu.

Fabuła koncentruje się na Irenie, właścicielce salonu fryzjerskiego, który jest dla niej jedynym azylem przed uciążliwym i apodyktycznym mężem Krzysztofem. Jej życie toczy się w rytmie narzucanym przez męża. Świąteczny czas, który z założenia ma być synonimem ciepła i harmonii, w domu Ireny staje się poligonem walki o godność. Tuż przed Bożym Narodzeniem jej kruchy świat zostaje wywrócony do góry nogami przez nagłe pojawienie się dwóch ekscentrycznych lokatorek: energicznej babci Hani i równie charakternej teściowej Tekli. Ich obecność wyzwala serię komicznych i konfliktowych sytuacji, ale zmusza Irenę do spojrzenia na swoje małżeństwo z dystansu. Co więcej, w salonie fryzjerskim pojawia się klient, który okazuje się jej ukochanym z lat młodości. To spotkanie staje się iskrą, która rozpala w Irenie pragnienie odzyskania wolności i godności, stawiając ją przed najtrudniejszą decyzją: czy odebrać „abonament” na dotychczasowe, nieszczęśliwe życie i z determinacją zawalczyć o siebie.

Pod warstwą krzepiącej, świątecznej komedii, powieść Nowik porusza bogactwo motywów. Głównym rdzeniem jest bezsprzecznie motyw emancypacji i odzyskania własnej tożsamości – podróż Ireny od cichej uległości do samoświadomej kobiety. Towarzyszy temu wszechobecny motyw uwięzienia i ucieczki, gdzie dom staje się klatką, a jego mury rozsadza chaosotwórcza siła kobieca uosabiana przez starsze kobiety. Wątek ten sprawnie przeplata się z motywem drugiej szansy w miłości, który jest przede wszystkim lustrem, w którym Irena dostrzega utracone aspiracje. Wszystko to otacza motyw Świąt Bożego Narodzenia, które funkcjonują jako tygiel przemiany – czas, w którym demaskują się długo tłumione prawdy. Ostatecznie, powieść jest liryczną analizą relacji rodzinnych – ich toksyczności, ale i uzdrawiającej, międzypokoleniowej mocy wsparcia.

Kluczową postacią jest Irena, uosabiająca archetyp Kopciuszka uwięzionego w rutynie, której ewolucja jest sercem fabuły. Jej mąż, Krzysztof, reprezentuje archetyp Tyrana/Kontrolera, będąc symbolem toksyczności. Kontrapunktem dla Ireny są starsze kobiety: Babcia Hania (archetyp Mądrej Staruszki/Wiatru Zmian), która wnosi bezceremonialny chaos, oraz Teściowa Tekla (archetyp Surowej Krytykującej Matki), której obecność zmusza do rewizji relacji. Jednak jej krytycyzm, choć bolesny, nieświadomie staje się kolejnym motorem, zmuszającym Irenę do wewnętrznej rewizji. Wreszcie, ukochany z przeszłości pełni funkcję Katalizatora Zmiany. Dynamika tych postaci idealnie odzwierciedla walkę między stagnacją a wyzwoleniem.

Sukces "Świątecznego abonamentu" opiera się w dużej mierze na lekkim i przystępnym stylu Marty Nowik, który łączy w sobie humor obyczajowy z głęboką wrażliwością na życiowe dramaty bohaterów. Autorka mistrzowsko posługuje się żywymi dialogami, które są niezwykle naturalne i często przepełnione komizmem wynikającym z międzypokoleniowego zderzenia temperamentów (zwłaszcza w scenach z babcią Hanią). Nowik zręcznie balansuje na granicy sentymentalizmu i realizmu, unikając przy tym nadmiernego lukrowania; jej bohaterowie są wiarygodnie niedoskonali, a ich problemy autentyczne. Ponadto, Nowik z dużą dbałością oddaje przedświąteczny nastrój, używając go nie tylko jako tła, ale i wzmocnienia kontrastu dla emocjonalnego chłodu Ireny. Konstrukcja powieści oparta jest na dynamicznej, chronologicznej narracji, której akcja zagęszcza się w okresie przedświątecznym, co wzmacnia poczucie narastającego kryzysu i nieuchronności zmiany. To właśnie ten serdeczny, momentami liryczny ton, połączony z umiejętnością szybkiej zmiany tempa narracji – od dowcipnej sceny do momentu głębokiej refleksji – sprawia, że książka jest tak angażująca.

​Podczas lektury "Świątecznego abonamentu" czytelnikowi towarzyszy bogata paleta emocji, począwszy od irytacji na kontrolujące zachowanie Krzysztofa i współczucia dla uwięzionej Ireny, aż po serdeczny śmiech wywoływany przez absurdalne sytuacje i cięte riposty Babci Hani. Książka natychmiast wywołuje refleksję na temat własnych związków i dynamiki rodzinnej: Czy ja też rezygnuję z siebie dla spokoju? Czy moje granice są nienaruszone? Motyw ten prowadzi do nadziei i otuchy, zwłaszcza w miarę jak Irena odzyskuje swoją siłę. Czytelnicy zmagający się z życiową stagnacją poczują literacką motywację do działania, a cała opowieść zostawi ich z głębokim przekonaniem, że na zmiany nigdy nie jest za późno, a prawdziwe szczęście wymaga śmiałości.

Powieść "Świąteczny abonament" polecam z czystym sumieniem wszystkim, którzy szukają lekkiej, ale inteligentnej literatury obyczajowej z głębokim przesłaniem. Jest to idealna lektura dla kobiet, które czują się uwięzione w rutynie lub toksycznym związku i potrzebują literackiej iskry do zmiany, ponieważ Irena stanowi silny wzór emancypacji. Książka trafi również do miłośników świątecznej atmosfery i serdecznych, rodzinnych komedii, choć przestrzegam, że pod choinkowym lukrem kryje się poważna refleksja. Gorąco rekomenduję ją także tym, którzy doceniają humor dialogowy i wyraziste, starsze postaci – Babcia Hania jest literacką perełką, która sama w sobie jest powodem, by sięgnąć po tę historię.

​Jeśli szukacie powieści, która nie tylko otuli Was czułością w długie wieczory, ale i da Wam odwagę, by przemyśleć i zmienić swoje życie, to "Świąteczny abonament" jest pozycją obowiązkową. Marta Nowik zaserwowała nam literacką ucztę, w której śmiech przeplata się z głęboką prawdą o nas samych. To książka, która głośno mówi: zasługujecie na więcej! Nie czekajcie na lepszy moment ani na "abonament" z gwarancją szczęścia, po prostu sięgnijcie po tę powieść i zacznijcie swoją rewolucję razem z Ireną. Polecamy z całego serca!

[Zakup własny]