wtorek, 30 sierpnia 2022

Dołącz do akcji #PożyczPrzeczytajPoleć razem z blogiem Kocie czytanie.

 



Jeśli czytacie książki i cenicie sobie polską literaturę, to warto, abyście opowiedzieli innym o tym, co czytacie i zachęcili ich do sięgnięcia po tytuły, na których lekturze wy spędziliście niezapomniane, pełne emocji chwile. Jest to prostsze, niż myślicie. Wystarczy, że dołączycie do akcji #PożyczPrzeczytajPoleć, do czego serdecznie zapraszam i zachęcam. Ja zdecydowałam się ją wesprzeć, ponieważ uważam, że dobre projekty związane z  czytelnictwem warto promować. Więcej o istocie tego niezwykle wartościowego przedsięwzięcia opowie wam jego pomysłodawczyni i główna opiekunka autorka Aneta Krasińska.

Korzystając z okazji, chciałabym jeszcze raz podziękować Ci Anetko za zaproszenie mojego bloga do objęcia akcji patronatem medialnym. Jest to dla mnie ogromny zaszczyt i wyróżnienie. Dziękuję Ci również za ogrom pracy, jaki wkładasz w jej prowadzenie i starania, aby dotarła ona do jak najszerszego grona czytelników bibliotek.

Nie przedłużając, zapraszam was do obejrzenia krótkiego filmiku.









No więc, kto z was dołączy do grupy osób, którym na sercu leży promowanie polskiego czytelnictwa i wspieranie działalności bibliotek?

A już jutro o 18:00 zapraszam was na kolejną odsłonę cyklu wywiadów w ramach akcji #PożyczPtzeczytajPoleć, której gościem specjalnym będzie autorka Magdalena Majcher.



Będziecie z nami?

sobota, 27 sierpnia 2022

"Znajda" Katarzyna Kielecka / Patronat medialny/ Recenzja przedpremierowa.



K
ochani,  dziś wspólnie będziemy musieli zmierzyć się z naprawdę trudnym tematem. Tematem, który nigdy nie powinien mieć możliwości zaistnieć. Mianowicie rozmawiać będziemy o „dzieciach wojny”. Zatem kim są owe dzieci? Otóż są to te dzieci, którym 1 września 1939 roku niemiecki okupant odebrał dzieciństwo, zamykając je w klatkach strachu i bólu. Choć dorośli starali się odsunąć od nich to, co trudne i bolesne, to jednak okrucieństwo wojny było tak ogromne, że niestety nie dało się uchronić ich przed piętnem tego bestialstwa. Piszę wam o tym, ponieważ przychodzę do was z recenzją wyjątkowej książki Katarzyny Kieleckiej „Znajda”, która swoją premierę będzie miała już 30 sierpnia nakładem wydawnictwa Szara Godzina, a o której ja mam możliwość opowiedzieć już teraz, gdyż mój blog ma zaszczyt i przyjemność objąć ją swoim patronatem medialnym. 

W powieści tej autorka podjęła się naprawdę trudnego zadania, jakim jest spojrzenie na wojnę oczami dziecka. Choć nam dorosłym może się wydawać, że małe dzieci niewiele rozumieją w obliczu tak trudnej sytuacji, to jednak one dostrzegają i czują więcej, niż my sami. Mają również niezwykłe zdolności adaptacyjne, co sprawia,  że bardzo szybko przyzwyczajają się do zaistniałej sytuacji i mogą przetrwać naprawdę wiele, czego przykładem jest główny bohater utworu sześcioletni Lolek.

Kiedy przystępujemy do lektury książki, chłopiec i jego rodzina cieszą się z narodzin braciszka. Wtedy jeszcze nikt z nich nie zdaje sobie sprawy, że już następnego ranka wszystkie ich nadzieje i marzenia legną w gruzach, gdyż ich miasto Wieluń stanie w ogniu spadających bomb. My czytelnicy zostaniemy zabrani w podróż na kartach tworzącej się historii, która pozbawia człowieka prawa do wolności i godnego życia. Od teraz los dziecka i jego najbliższych zamieni się w pasmo dramatów, a my będziemy towarzyszyć im w walce o przetrwanie. Ich trudna droga rozpoczyna się wraz z podjęciem decyzji o ucieczce i szukaniu schronienia u krewnej w Skałce Polskiej. Już wtedy Lolek rozumie, że musi być dzielny i szybko wydorośleć, by być wsparciem dla swoich sióstr, a szczególne dla najmłodszej Krysi, z którą jest najmocniej zżyty. Oczywiście nie mogę napisać zbyt wiele, aby nie zdradzić za dużo, ale musicie wiedzieć, że ta podróż jest dla Sitarzów niezwykle trudna, gdyż poza ciężarem niesionego dobytku dźwigają również na swoich sercach ciężar i ból straty, którego nie da się z niczym porównać. Wojna jednak nie daje czasu na przeżycie żałoby. Trzeba iść dalej w poszukiwaniu azylu. Wreszcie udaje im się dotrzeć do domu cioci i odzyskać w miarę spokojny rytm życia. Spokój nie trwa jednak zbyt długo, ponieważ i do tej wioski dociera wojna. Na oczach chłopca dzieją się sceny, o których, nawet gdy teraz   wspominam mam łzy w oczach, ale o tym musicie już przeczytać sami, do czego całym sercem was zachęcam.
 Oczywiście niezależnie od tego, jak jest źle, nigdy nie gaśnie nadzieja na to, że kiedyś ta gehenna się skończy, a co za tym idzie, padają obietnice. Nawet gdyby wojna rozdzieliła nas z tymi, których kochamy to, kiedyś na pewno się odnajdziemy. Tylko, czy  należy ufać takim obietnicom, kiedy jest się tylko bezbronnym dzieckiem w obliczu tak strasznych przeżyć i niepewnej przyszłości? Musicie koniecznie sięgnąć po książkę i sami się przekonać.

Jednak to nie wszystko, o czym możemy przeczytać w „Znajdzie”. A to dlatego, że fabuła powieści została podzielona na dwie części, a akcja dzieje się dwutorowo. Drugą jej część stanowią wydarzenia dziejące się w czasach współczesnej Łodzi 2022 roku. To tutaj właśnie poznajemy Matyldę. Kobietę, która w momencie, kiedy my stajemy się obserwatorami jej życia, przeżywa kryzys małżeński. Ten trudny czas zbiega się dla naszej bohaterki z poznaniem bardzo ciepłej i serdecznej Pani Zosi, która ma niezwykły talent do robienia na szydełku. Pod jej palcami powstają istne arcydzieła sztuki, które sprzedaje, aby pomóc zwierzętom w schronisku. Pomiędzy Matyldą a starszą kobietą rodzi się niezwykła przyjaźń. To właśnie życiowa mądrość staruszki pomaga Matyldzie obiektywnie spojrzeć na swoje życie, uporządkować emocje i podejmować decyzje w zgodzie z samą sobą. Pani Zosia nie chce zbyt wiele o sobie mówić, ale Matylda czuje, że  nie jedno w życiu przeszła. Kiedy wreszcie Pani Zosia znajduje w sobie siłę, aby wrócić do dawnych wspomnień, pamięcią cofa się do wojennej i powojennej Łodzi. Dzieli się z Matyldą historią, która chwyta za serce. Mimo własnych życiowych problemów Matylda całą sobą angażuje się w koleje losów seniorki i to na nich właśnie się skupia.

 Jak możecie się domyślać, wraz z biegiem wydarzeń rozgrywających się w każdej części, nadchodzi moment, kiedy łączą się one w spójną całość. I macie moje słowo, że kiedy dwa elementy będące spoiwem tej dotychczas niekompletnej układanki trafią na swoje miejsce, popłyną łzy. Nie wierzcie mi jednak na słowo. Sami poczujcie te emocje.

„Znajda” to mocno poruszająca i emocjonalna historia, w której autorka oddaje głos dzieciom i uświadamia nam, że nie możemy bagatelizować ich udziału  w wojnie. One tam były, przeżywały to, co się działo i rozumiały wojnę na swój dziecięcy sposób. Co trzeba zaznaczyć, to fakt, że wojna nie jest przeżyciem, o którym można zapomnieć. Ona zostaje na zawsze w osobie, która ją przeżyła i ma wpływ na dalsze jej życie.

Ponadto lektura tej książki to solidna lekcja historii, z której poznamy wiele faktów historycznych, o których nie mówi się w szkole. Autorka włożyła dużo pracy w dotarcie do materiałów opisujących wydarzenia historyczne, o których czytamy w wojennej części powieści i to naprawdę widać.

W tym miejscu właściwie mogłabym zakończyć swoją recenzję, ale nie zrobię tego, gdyż nie mogłabym nie wspomnieć o jakże ważnej roli zwierząt w powieści. To właśnie one były dla dzieci, jedynym pocieszeniem, a często i  jedynymi obrońcami w ich samotnym tułaczym życiu. By nagle stać się niemymi ofiarami wojny.

Chciałoby się powiedzieć: " Oby nigdy te czasy do nas nie wróciły". Jednak w obliczu tego, co dzieje obecnie na Ukrainie, musimy mieć świadomość, że niczego nie możemy być pewni. W powieści także pojawiają się odniesienia do pierwszych dni wojny przeciwko naszym wschodnim sąsiadom, co sprawia, że mocno korespondują one z wojenną przeszłością Polski, bo przecież niestety historia może zatoczyć koło.

Myślę, że już wiecie, iż warto zagłębić się w lekturze najmłodszego literackiego dziecka Katarzyny Kieleckiej. Dać sobie czas na zadumę i refleksję. Choć w myślach oddać hołd dzieciom, którym odebrano życie w tej nierównej walce z bestialskim przeciwnikiem, ale również docenić ludzi, którzy jeszcze pamiętają te straszne czasy. Dołóżmy także wszelkich starań do tego, aby dbać o pomniki upamiętniające tamtejsze wydarzenia.

Mam nadzieję, że teraz wspólnie ze mną niecierpliwie wyczekujecie dnia premiery „Znajdy”. Macie moje słowo, że będzie to premiera wyjątkowa. Każdy czytelnik, w którego ręce trafi ta powieść, nie będzie mógł się od niej oderwać, a kiedy pozna historię, którą skrywają jej karty, z pewnością nigdy o niej nie zapomni. Przeczytacie tu o krzywdzie, stracie, cierpieniu, strachu, ale także o nadziei, przyjaźni. Trudnych wyborach i jeszcze trudniejszych decyzjach, a sami bohaterowie książki skradną wasze serca. Mocno trzymałam kciuki zarówno za Panią Zosię, Lolka, jak i samą Matyldę. Każde z nich potrzebuje wytchnienia i utraconego spokoju, na który wszyscy bardzo zasługują. Na sercu również mocno leżał mi przerażający los Olusia. Jeśli jesteście ciekawi, kim jest Oluś i przez co przeszedł, a wierzę, że tak, to nie pozostaje Wam nic innego, jak tylko przeczytać książkę.

Na zakończenie chciałabym bardzo podziękować zarówno wydawnictwu Szara Godzina, jak i samej autorce za zaufanie i powierzenie mi pod opiekę medialną tak wartościowej i zapadającej wprost w serce książki.




niedziela, 21 sierpnia 2022

"1200 gramów szczęścia" Marta Maciejewska

U
rodziłam się jako wcześniak z wagą urodzeniową 900 gramów i zaledwie czterema punktami w skali Apgar. Lekarze nie dawali mi zbyt wielu szans na przeżycie, a w zasadzie były one bardzo nikłe. Na szczęście mi się udało. Już jako kilkuletnie dziecko nieraz prosiłam mamę, aby opowiedziała mi jak to, było, kiedy nosiła mnie w brzuszku i potem kiedy się urodziłam. Zawsze wtedy odpowiadała, że był to najpiękniejszy czas w jej życiu. Opowiadała mi, że leżałam długo w inkubatorze, który zapewniał mi ciepło i bezpieczeństwo i wiele innych rzeczy, które co zrozumiałe, jako dziecko nie do końca rozumiałam. Jednak już wtedy wiedziałam jedno, moi rodzice kochali mnie najbardziej na świecie już od momentu, kiedy dowiedzieli się, że mama nosi mnie pod sercem. Jako nastolatka przestałam pytać, ale będąc już dorosłą kobietą, zrozumiałam, jak wiele trudu, strachu i obaw musiała znieść moja mama już podczas ciąży i potem przez bardzo długi czas po moich narodzinach. Jestem jej za wszystko ogromnie wdzięczna i kocham ją całym sercem.

Zapewne zastanawiacie się teraz, dlaczego zdecydowałam się na tak osobiste zwierzenia. Otóż dwa dni temu te wszystkie wspomnienia i emocje, którymi już nie raz dzieliła się ze mną mama, do mnie wróciły i uderzyły we mnie z ogromną siłą. Tak naprawdę dopiero teraz mogę powiedzieć, że mam pełen obraz niezwykle trudnej drogi, jaką musiała przejść moja mama w walce o moje życie i zdrowie. A wszystko to stało się za sprawą książki Marty Maciejewskiej „1200 gramów szczęścia”, której karty skrywają niezwykle emocjonalną i poruszającą historię inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami, o której ja dziś chcę wam opowiedzieć. Oczywiście, przypadek każdej ciąży i każdego wcześniaka jest inny, ale emocje zawsze są takie same. I już teraz mogę wam zdradzić, że dla mnie ta powieść na zawsze będzie szczególna i ma swoje miejsce w moim sercu. Nie wybiegajmy jednak zbyt mocno przed szereg i zacznijmy od początku.

Przystępując do lektury powieści, poznajemy Emilię. Młoda kobieta od zawsze marzyła o tym, by zostać modelką. Nie jest jej łatwo, ponieważ ma duży problem z uwierzeniem w siebie. Znajduje jednak w sobie odwagę, aby spróbować swoich sił. Stawia wszystko na jedną kartę w pogoni za marzeniami i ku swojej wielkiej radości odnosi sukcesy w świecie modelingu. Duże zmiany w jej życiu niesie dla niej również miłość. Choć początki znajomości z Jakubem nie były łatwe, a ich relacje można określić jednym krótkim przysłowiem „Kto się czubi, ten się lubi”, to jednak chłopakowi udaje się zdobyć serce dziewczyny.

Para decyduje się zamieszkać razem. Szczęśliwi, są dla siebie wsparciem, kiedy wybucha COVID. Nie jest im łatwo przetrwać ten trudny czas, ale nawet pandemia nie jest w stanie zepsuć im radości, kiedy dowiadują się, że Emilia jest w ciąży. Nałożone restrykcje i ograniczenia spowodowane sytuacją epidemiologiczną w kraju pozbawiają przyszłego tatę możliwości bycia przy partnerce podczas wizyt u lekarza, ale najważniejsze jest to, że dziecko rozwija się prawidłowo, a ciąża przebiega bez komplikacji. Kuba i Emilia nie wiedzą jednak jeszcze, że już wkrótce zawisną nad nimi czarne chmury, które przyniosą ze sobą strach, mnóstwo obaw i niepewność tego, co przyniesie przyszłość. Bo oto niespodziewanie dla kogokolwiek Emilia trafia do szpitala i dowiaduje się, że zarówno jej, jak i dziecku zagraża bardzo duże niebezpieczeństwo i dlatego musi pozostać w szpitalu pod czujnym okiem lekarzy. Oczywiście przyszła mama bardzo się boi, ale ma nadzieję, że za kilka dni wszystko się ustabilizuje i wróci do domu. Niestety tak się nie dzieje. Wyniki badań są coraz gorsze, a ciało kobiety zmienia się tak bardzo, że nie potrafi już na siebie patrzeć w lustrze. To miała być historia o zakochanych, cieszących się z pięknych przeżyć wzorcowej ciąży, a zamieniła w prawdziwy koszmar przepełniony rozpaczą, bólem i samotnością, ale o tym już musicie przeczytać sami.

Rozpoczyna się walka z czasem o życie matki i dziecka. Los niestety zadaje kolejne ciosy i mała Julia przychodzi na świat za wcześnie. Dla młodej matki jest to prawdziwy horror. Jest załamana, a niestety rodzina nie może być przy niej ze względu na zagrożenie, jakie niesie ze sobą rosnący w siłę wirus. Drży o życie swojej córeczki, którą kocha całym sercem. Sytuacji nie ułatwia fakt, że sama czuje się fatalnie, a także poczucie zagubienia i dezinformacji dotyczącej tego, co będzie dalej. Niestety w przypadku wcześniaków niczego nie można powiedzieć na pewno. Ich stan zdrowia może zmieniać się z minuty na minutę i jest swoistą sinusoidą. Emilia jest kłębkiem nerwów i trudno jej poradzić sobie ze swoimi emocjami, ale wie, że musi być silna. 

Koniecznie sięgnijcie po tę książkę i przekonajcie się, czy ten koszmar się kiedyś skończy.

Jestem pełna podziwu, uznania, ale przede wszystkim wdzięczności dla Marty, że zdecydowała się napisać tę książkę. Dla niej, jak sama mówi, była to forma terapii i wyrzucenia z siebie tych wszystkich bolesnych przeżyć i emocji, które w niej tkwią, ale jestem przekonana, że dla kobiet, które przechodziły przez to samo, to właśnie „1200 gramów szczęścia” będzie taką terapią.
Autorka bowiem dzieląc się swoją historią, doda im sił i uświadomi, że nie są same i nie muszą przechodzić przez swoje cierpienie samotnie. Warto przepracować swoją traumę i zadbać o swoje emocje prosząc o pomoc psychologa. Po przeczytaniu tej książki kobiety te zrozumieją, że mają prawo otwarcie i głośno mówić o tym, co czują. Nie muszą tego ukrywać przed otoczeniem i udawać, że wszystko jest w porządku.

Nie jest to jednak książka tylko dla mam, które przeżywają tak trudne chwile tygodniami, a bardzo często miesiącami. Wręcz przeciwnie. Powinien przeczytać ją każdy z nas, w tym także służba zdrowia szpitali oddziałów położniczych oraz neontologii. Wówczas personel medyczny będzie mógł bardziej wczuć się w położenie mamy, która przeżywa katusze i czuje, jakby ktoś wyrwał jej serce, będąc pozbawioną bliskości swojego maleństwa. Zrozumieją, że wtedy jedynym co może uspokoić kobietę to traktowanie jej zwyczajnie po ludzku, a nie tylko, jak kolejny statystyczny przypadek, jakich wiele. Natomiast rodzina i przyjaciele kobiety w tak trudnej sytuacji nauczą się, jak skutecznie ją wesprzeć. Mam nadzieję, że wreszcie dotrze do takich osób, że powiedzenie mamie, której świat usuwa się spod nóg „Zapomnij, skup się na dziecku” wcale nie pomaga, a jeszcze bardziej szkodzi i jest równoznaczne z tym, gdybyśmy powiedzieli osobie chorującej na depresję: „Weź się w garść, ogarnij się, przestań się nad sobą użalać”. Takie słowa przynoszą dokładnie odwrotny skutek od zamierzonego. Bo jak zapomnieć o bólu i strachu, który każdej nocy przeradza się w senne koszmary. Koszmary, które sprawiają, że matka ma wrażenie, że się dusi, a serce za chwilę wyskoczy jej z piersi. Jeśli nie wiesz, co powiedzieć, nie mów nic. Po prostu bądź, wysłuchaj, przytul.

Jeśli sięgniecie po „1200 gramów szczęścia”, do czego całym sercem was zachęcam, poznacie piękną, ale bardzo trudną emocjonalnie, przejmującą i poruszającą opowieść o bezgranicznej miłości matki do dziecka, która jest niezłomna i przetrwa wszystko, dla dobra małej wojowniczki. Na jej kartach mamy także pokazany obraz nierównej walki z losem o życie małej kruszynki, w której na usta matki bezustannie ciśnie się jedno pytanie bez odpowiedzi:  "Dlaczego ja, dlaczego nas to spotkało”? Nie zabraknie tu jednak również radości z najkrótszych nawet chwil szczęścia, a także przyjaźni rodzącej się między matkami dzielącymi te same szpitalne przeżycia, które są dla siebie wzajemnie niezwykłym wsparciem.

Czytając powieść, nie mogłam powstrzymać łez i teraz kiedy opowiadam wam o książce, jest dokładnie tak samo. Na zakończenie mogę powiedzieć tylko jedno. Marta dziękuję Ci za te niezapomniane przeżycia i emocje. Jesteś wspaniałą kobietą i matką, a Julcia jest cudownym aniołkiem.
A Tobie mamusiu dziękuję za to, że przeszłaś przez podobne piekło, bym ja mogła żyć.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Szara Godzina, za co bardzo dziękuję.




wtorek, 16 sierpnia 2022

Zapowiedz patronacka "Znajda" Katarzyna Kielecka.



M
oi drodzy dziś przychodzę do was z bardzo ważną informacją. Otóż już za dwa tygodnie swoją premierę będzie miała naprawdę wyjątkowa książka. Nakładem wydawnictwa Szara Godzina 30 sierpnia ukaże się najnowsza książka Katarzyny Kieleckiej „Znajda”, która macie moje słowo poruszy nawet najtwardsze serca. Dla mnie będzie to patronat szczególny, gdyż dzięki niemu spełnia się moje blogowe marzenie, aby logo bloga Kocie czytanie znalazło się na okładce książki jednej z moich ulubionych autorek. Czuję ogromną radość i dumę, że mogę zaopiekować się medialnie tą powieścią. Już teraz mogę was zapewnić, że jest to jedna z tych książek, o których nigdy się nie zapomina i które na zawsze nosi się w sercu.



ZNAJDA Tym najmłodszym, których wojny dorosłych wciąż okradają z dzieciństwa. 

W powieści łódzkiej pisarki przenikają się wątek współczesny, zrodzony z wyobraźni, i wojenny, utkany ze zdarzeń, które miały miejsce w rzeczywistości, jak bombardowanie Wielunia, pacyfikacja przez niemiecką policję wsi Skałka Polska, obozowe życie w „Małym Oświęcimiu” czy codzienność na łódzkim Grembachu.


OPIS WYDAWCY:

Wieluń 1939 roku. Sześcioletni Lolek cieszy się z narodzin braciszka. Pierwszego września na miasto spadają bomby i zmieniają jego szczęśliwe dzieciństwo w pasmo dramatów. Rodzina Sitarzy opuszcza dom i wyrusza w nieznane. Znajduje azyl u ciotki na wsi, lecz także do jej drzwi wkrótce zapuka wojna…

Łódź 2022 roku. Matylda mierzy się z małżeńskim kryzysem, despotyczną matką i niesfornym kotem Paszą. W noworoczny poranek poznaje uroczą staruszkę, która w przejściu podziemnym sprzedaje rękodzieło. Kobieta wzrusza i intryguje Matyldę oraz koi jej zbolałą duszę piękną życiową mądrością. Jak zrozumieć wojnę, gdy ma się kilka lat? Gdzie przetną się losy Lolka i Matyldy? Jaką rolę odegra w ich życiu zwykłe metalowe szydełko?

Katarzyna Kielecka snuje opowieść o współczesnych trzydziestolatkach. Równocześnie po mistrzowsku przedstawia oczami dzieci piekło wojny - pełne rwanych obrazów, szeptów i krzyków.

Książkę patronatem objęli: Zaczytana Ewelka, Przystanek szczęścia, TVP Łódź, Radio Łódź, Radio Ziemi Wieluńskiej, Granice.pl, Subiektywnie o książkach, Opowiem Ci, Czas Dzieci, Kocie czytanie, Alkanba, Książkowe wieczory u Katji, Czytamy, bo kochamy






Napiszcie, proszę w komentarzach, czy lubicie powieści z wojną w tle oraz, czy czekacie wspólnie ze mną na premier „Znajdy"?

Jeśli tak, to już dziś możecie zamówić tę książkę i z niecierpliwością czekać na swój własny egzemplarz.





piątek, 12 sierpnia 2022

"Niezapomniany Walc" Wioletta Piasecka / Konkurs wakacyjny.




W
akacje w pełni, więc chciałabym zabrać was w niezapomnianą podróż na Rodos. Co więcej, będzie to podróż bez biletu, ale całkowicie legalna. Wszystko to jest możliwe dzięki książceNiezapomniany walc” Wioletty Piaseckiej, którą wygra jedna osoba biorąca udział w konkursie, który przygotowałyśmy dla was wspólnie z autorką. Zapraszamy do zabawy i wszystkim życzymy powodzenia.

W konkursie można wziąć udział zależnie od własnej decyzji na blogu bądź na Facebooku pod specjalnie przeznaczonym do tego postem. Jednak zgłosić się można tylko raz w wybranym przez siebie miejscu.

NAGRODĄ W KONKURSIE JEST: Jeden egzemplarz książki "Niezapomniany walc" z autografem autorki.

Aby wziąć udział, należy:
- Zapoznać się z regulaminem konkursu -> REGULAMIN.
- Odpowiedzieć na pytanie konkursowe.

PYTANIE KONKURSOWE:
Gdzie i jak lubisz najbardziej spędzać wakacje?

Zgłosić się do udziału w konkursie i wykonać zadanie konkursowe możesz się w jednym z dwóch przeznaczonych do tego celu miejsc. : - na blogu pod tym postem, bądź na Facebooku pod postem konkursowym. Jednak zgłosić się można tylko raz. Wybór miejsca pozostawiam Twojej indywidualnej decyzji.


Informacje uzupełniające:
-Do wygrania 1 egzemplarz książki "Niezapomniany walc autografem autorki.
- Konkurs trwa - 12- 19.08. 2022.
- Sponsor nagrody- Autorka Wioletta Piasecka.
- Koszt wysyłki pokrywa sponsor (tylko na terenie Polski)
- Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz bloga Kocie czytanie (osoby, które po zakończeniu konkursu przestaną obserwować blog, nie będą brane pod uwagę w kolejnych konkursach) oraz fanpage autorki/i wydawnictwa, jak również udostępnisz informację o tym konkursie na swoich socjal mediach.

Wzór zgłoszenia
Zgłaszam się:
Moja odpowiedz na pytanie konkursowe:
Obserwuję jako:
Udostępniam: link
Adres e-mail: (w przypadku, kiedy nie podasz adresu e-mail, musisz śledzić wyniki konkursu, które zostaną ogłoszone w tym poście w ciągu dwóch tygodni od daty jego zakończenia).

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych tj. podanie mojego imienia i nazwiska w przypadku wygranej.

Ze swej strony chcę serdecznie podziękować autorce Wioletcie Piaseckiej za pomoc w organizacji konkursu, a was jeszcze raz zachęcić do udziału.

WYNIKI KONKURSU. 
Szkoda, że na blogu konkurs cieszył się tak znikomym zainteresowaniem. No ale, mówi się trudno Za to na Facebooku pojawiło się  sporo zgłoszeń i to właśnie komentarz pozostawione tam, jednomyślnie z autorką książki "Niezapomniany walc" Wiolettą Piasecką, postanowiłyśmy nagrodzić.

piątek, 5 sierpnia 2022

"Niepokonane" - A.Kameron

M
y kobiety uważane jesteśmy za słabą płeć. Jednak życie niemalże każdego dnia zadaje kłam temu stwierdzeniu. Wszyscy wiemy, że los potrafi niespodziewanie rzucać nam kłody pod nogi i wywrócić nasz świat do góry nogami. Wówczas to właśnie my stajemy się walecznymi wojowniczkami stającymi w obronie tego, co dla nas najważniejsze i tego, co kochamy. Naszym orężem jest wiara i nadzieja w odzyskanie utraconego spokoju i stabilizacji, która niezależnie od tego, czemu musimy stawić czoła, zawsze jest niepokonana. W kobiecą siłę mocno wierzy autor książki „Niepokonane” Adam Kameron, który oddał w ręce swoich czytelników zajmującą i wciągającą opowieść splecioną z kolei losów czterech przyjaciółek, których, już teraz mogę wam to zdradzić, wcale nie oszczędzał. Każdej z nich dość mocno poplątał dotychczas ustabilizowane życie. Zacznijmy jednak od początku.

Sylwia, Marta, Kaja i Loveth to cztery tak różne od siebie jak ogień i woda kobiety, które połączyła praca w korporacji. Ci z was, którzy choć trochę wiedzą, jak wygląda praca w takim miejscu, zapewne doskonale zdają sobie sprawę, że tutaj nie ma miejsca na sentymenty. Każdy pod każdym kopie dołki. Tworzą się zakulisowe intrygi i powiązania. Liczą się tylko wyniki i to, aby być na jak najwyższym szczeblu kariery. Wspaniale w tym środowisku radzi sobie Sylwia. Mając dopiero trzydzieści siedem lat, zajmuje już dyrektorskie stanowisko. Budzi respekt  wśród swoich kolegów z pracy, ale jak się sami przekonacie, sięgając po książkę także zazdrość i zawiść.

W momencie, kiedy przystępujemy do lektury powieści, nasza bohaterka rozpoczyna swój dzień pracy, jak zawsze pewnie wkraczając w mury firmy Consulting Center. Nie wie jednak jeszcze, że za chwilę dowie się o czymś, co zatrzęsie jej życiem w posadach, mocno je komplikując. Otóż jak grom z jasnego nieba spada na nią wiadomość o śmierci męża. Wszystko wskazuje na to, że mężczyzna popełnił samobójstwo. Sylwia jednak nie daje wiary w teorię policji. Przecież ona, jak nikt inny zna swojego męża i wie, że  ten nigdy nie byłby zdolny do tak desperackiego kroku. Postanawia nie zostawiać tej sprawy tylko w rękach policji i chce przeprowadzić swoje prywatne śledztwo. Oczywiście nie zostaje sama w tak trudnej chwili. Zawsze może liczyć na pomoc i wsparcie pozostałych dziewczyn. Czytając książkę, czułam się niemalże częścią ich paczki, czy też kółka wzajemnej adoracji, jak o nich mówiono. Z ogromnym zaangażowaniem śledziłam postępy w odkrywaniu kolejnych elementów układanki dążącej do poznania całej prawdy. Nie było łatwo. Na jaw wychodzą kolejne sekrety i intrygi. Wszystko zaczyna się coraz bardziej komplikować. Nie wiadomo komu ufać. Czyje wsparcie i współczucie jest prawdziwe, a kto przywdział maskę wyreżyserowanej sympatii.
Przyjaciółki jednak się nie poddają. Sprytnie i przebiegle zbliżają się do celu. O tym jednak musicie przeczytać już sami.

Niewyjaśnione okoliczności śmierci Sylwestra to nie wszystko, o czym przeczytamy w książce. Niestety, kiedy ktoś umiera, życie nie staje w miejscu i musi toczyć się dalej. Dlatego mamy również możliwość poznać życie prywatne każdej z kobiet. I muszę przyznać, że naprawdę autor ich nie oszczędza.

Marta jest typową matką i żoną, która swojej siły i drogi, którą kroczy, a także zasady, według których chce budować swoje życie rodzinne, szuka Piśmie Świętym i Bogu. To sprawia, że podporządkowuje wierze całe życie nie tylko swoje, ale całej rodziny, a także opiera na niej swoje małżeństwo. Nie zdradzę zbyt wiele, ale zapewniam was, że nadmierna religijność bywa szkodliwa, o czym Marta przekona się na własnej skórze. Konsekwencje będą dotkliwe, a poukładać wszystko na nowo będzie trudno.

Kaja jest kobietą, której rodzina rozpada się w zaledwie jednej chwili. Jedno zdanie wystarczy, aby musiała wziąć życie we własne ręce i przygotować się do najtrudniejszej walki o wszystko. O to, co jest dla niej najważniejsze i co kocha najbardziej.

Loveth jest młodą dziewczyną, która od dziecka nie miała łatwo. Szuka własnego miejsca na ziemi. Potrzebuje miłości i bliskości, a także poczucia akceptacji. Niestety wplątuje się w nieciekawe relacje, które mocno komplikują jej życie. Teraz musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czego tak naprawdę dla siebie chce i spróbować wyjść na prostą. Jednak wiele ryzykuje.

No i wreszcie Sylwia. To wszystko, co teraz dzieje się w jej życiu staje się dla niej także czasem, by wiele przemyśleć i zrozumieć, co tak naprawdę w życiu jest najważniejsze. Będzie musiała bardzo się postarać, by odzyskać to, co zawsze stało gdzieś daleko w cieniu jej kariery zawodowej, a co powinno być zawsze priorytetem.

Jak widzicie kochani „Niepokonane” to książka, w której naprawdę wiele się dzieje. Akcja nawet na chwilę nie stoi w miejscu, przez co nie sposób oderwać się od czytania. Bardzo realistyczna kreacja postaci jej bohaterek, a także wszystkiego, co je spotyka, sprawia, że szybko stają nam się one bardzo bliskie. Co więcej, na pewno wiele kobiet utożsami się co najmniej z jedną z nich. To opowieść dająca odczuć, jak wielka siła tkwi w nas kobietach, choć my same często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Dzięki tej książce poczujemy, jak wielka moc tkwi w kobiecej przyjaźni. Na pewno w pojedynkę każdej z dziewczyn byłoby bardzo trudno uporać się ze swoimi obawami, wątpliwościami, smutkami i wieloma innymi emocjami, które spadły na ich barki. Jednak mają siebie.

To, co mi samej bardzo się podobało to fakt, że ich relacje nie są przesłodzone. Nie spijają sobie z dzióbków ani nie użalają się nad sobą wzajemnie. Ich bezpośrednie dialogi nieraz wywołały mój śmiech. One są dla siebie wsparciem i po prostu działają dla dobra wzajemnego, kiedy trzeba. Często balansują na krawędzi, ale czego się nie robi w imię przyjaźni. Jednak czy naprawdę zawsze warto tak bardzo dociekać prawdy? Może lepiej, aby ona nigdy nie została odkryta...

Mam nadzieję, że już wiecie, iż naprawdę warto spędzić swój wolny czas z tą książką. Czyta się ją z ogromną lekkością i przyjemnością. Stron ubywa w bardzo szybkim tempie, niepostrzeżenie dla czytelnika. Aż trudno uwierzyć, że jest to debiutancka powieść Adama. Oby więcej takich debiutów, a nasz polski rynek wydawniczy będzie rósł w siłę. Ja z niecierpliwością czekam na kolejne książki autora.

Recenzja powstała we współpracy z autorem, za co bardzo dziękuję.