wtorek, 13 listopada 2018

Nic nie dzieje się bez powodu.

Kochani, nie wiem, czy zgodzicie się ze mną, ale uważam, że mieszkańcy dużych miast nie zwracają uwagi na otaczających ich ludzi. Nawet jeśli znają się z widzenia, to w biegu codziennego życia, nie mają czasu na to, by nawiązywać nowe znajomości, o bardziej zażyłych relacjach nie wspominając. Dziś opowiem Wam o czterech kobietach, bohaterkach cyklu Rok na Kwiatowej autorstwa Karoliny Wilczyńskiej, które gdyby nie pewna złośliwość rzeczy martwych, mimo że mieszkają na jednej ulicy i w jednym bloku mijałyby się każdego dnia, wymieniając być może tylko zdawkowe grzecznościowe dzień dobry. Jednak choć one jeszcze tego nie wiedziały, los szykuje dla nich wspaniałą niespodziankę.

Wędrowne ptaki to pierwsza część wspomnianego wyżej cyklu i w nim to właśnie poznajemy Malwinę, Lilianę, Wiolettę i Różę. Wszystkie cztery kobiety wprowadzają się do nowo wybudowanego bloku na ulicy Kwiatowej. Każda ma nadzieję, że nowe mieszkanie będzie także nowym etapem w jej życiu. Kiedy poznajemy osobowości kobiet, niemal od samego początku jesteśmy przekonani, że poza wspólnym adresem, nic tych kobiet nigdy łączyć nie będzie, ponieważ są od siebie diametralnie różne.

Malwina to dorosła kobieta, która zachowuje się, jak zbuntowana nastolatka, a wszystko dlatego, że przez całe życie otoczona była ochronnym parasolem  swoich rodziców, którzy spełniając wszelkie prośby córki oraz wspierając jej artystyczną pasję, wychowali ją na bardzo roszczeniową osobę. Wyprowadzając się z domu rodziców, dziewczyna myśli, że nareszcie uwolni się od ich opiekuńczości i będzie mogła być wolna, żyjąc po swojemu.

Liliana to pewna siebie, asertywna bizneswomen, która wie, czego chce i konsekwentnie dąży do realizacji swoich planów. Wiele kobiet patrząc na nią i styl życia, jaki prowadzi, mogłoby jej pozazdrościć.

Wioletta to gadatliwa matka polka, dla której własne mieszkanie było spełnieniem największych marzeń. Wspólnie z mężem i synkiem Oskarem wyprowadzają się z domu teściowej. Teraz Wioletta może być panią we własnym domu, choć łatwo nie jest, bo Marcin musi ciężko pracować, by spłacić kredyt, a ona sama w zaawansowanej ciąży poradzić sobie z żywiołowym synem.

Róża to cicha, wycofana, nieśmiała i niepewna siebie nauczycielka, która wspólnie ze swoimi dwoma kotami wprowadza się na Kwiatową, aby zamknąć bolesny etap w swoim życiu, bowiem dom rodzinny, w którym do tej pory mieszkała, przypinał jej o tym, co trudne i bolesne.

Myślę, że teraz, kiedy przeczytaliście te krótkie charakterystyki bohaterek powieści, doskonale widzicie, że są one od siebie tak odmienne, jak żywioły ogień, woda, powietrze i ziemia. Jednak, jak już wcześniej wspomniałam, przypadek sprawił, że drogi kobiet skrzyżowały się. A wszystko zaczęło się tak zwyczajnie od awarii windy, przez którą skazane były na swoje towarzystwo. Ja jednak uważam, że w życiu nic nie dzieje się przypadkiem, na co dowodem jest ta powieść. Nieoczekiwane zrządzenie losu zaowocowało niełatwą, ale bardzo cenną przyjaźnią.

Cała powieść podzielona jest odpowiednio na cztery części zatytułowane imionami kobiet i im właśnie poświęcona. Zaznaczyć jednak należy, że ta część cyklu w głównej mierze poświęcona jest Malwinie, którą kilka dni po przeprowadzce dotyka bolesna strata. Dziewczyna nie może się pozbierać, choć życie wymaga od niej dojrzałości i odpowiedzialności, stawiając przed nią trudne wyzwania. To właśnie przyjaciółki wprost i bez znieczulenia uświadamiają jej, że to nie zapis w metryce urodzenia świadczy o naszej dorosłości.

„Samo życie pokazało mi, jak bardzo się myliłam. Zrozumiałam, że dojrzałości nie weryfikuje się numerem PESEL, ale tym, co robimy i jak potrafimy sprostać nieoczekiwanym i trudnym chwilom. Kiedy zaczynała się jesień, byłam jeszcze dzieckiem i trzydziestka na karku niczego nie zmieniała. Taka prawda. Musiałam dopiero zmierzyć się z prawdziwym życiem, bez ochronnego parasola taty, bez nieustannej troski mamy. Doświadczyć trudów prawdziwej codzienności, poczuć samotność i bezsilność, żeby znaleźć własną siłę, dostrzec i docenić tych, którzy są prawdziwymi przyjaciółmi”.

Poznajemy również od środka prawdę o codzienności pozostałych kobiet, lecz rozdziały im poświęcone przedstawiają głównie punkty widzenia i postrzegania osób swoich sąsiadek oraz sytuacji Malwiny, dlatego dla niektórych czytelniczek może okazać się nużące czytanie o jednej i tej samej sytuacji z różnych perspektyw. Mnie to jednak zupełnie nie przeszkadzało, co więcej pozwoliło jeszcze bardziej poznać osobowości i sposób postrzegania ważnych życiowych kwestii przez każdą bohaterkę. 

„Wędrowne ptaki” to historia o kobietach dla kobiet. Czytając tę książkę, czułam się dosłownie częścią tego wyjątkowego „Kapciowego  klubu”. Z każdą z bohaterek bardzo mocno się zżyłam. Każda stała mi się bliska, choć przyznam szczerze, że nie każda od razu zyskała moją sympatię.
Niezwykłej zażyłości czytelnika z bohaterem sprzyjało zastosowanie przez autorkę drugoobiegowej narracji. Bohaterki w swoich wypowiedziach zwracają się bezpośrednio do czytelnika, przez co, przez całą lekturę miałam wrażenie, że siedzę z każdą z dziewczyn przy herbatce, jak z przyjaciółką i z uwagą słucham tego, co ma mi do powiedzenia.

Moje kochane, jeśli macie ochotę na ciepłą, lekką historię, która nie tylko Was zrelaksuje, ale również wzruszy i poruszy. Opowieść o tym, że każdy z nas ma swoją historię i swoje problemy, o których nie zawsze chce i potrafi mówić, choć pozory mogą wskazywać na to, że są osoby, którym niczego w życiu nie brakuje i nie mają powodów do zmartwień, to ta książka jest właśnie dla Was. Historia Malwiny, Liliany, Wioletty i Róży, to dowód na to, że życie może w każdej chwili nas zaskoczyć i może zmienić się tak bardzo, jak nigdy byśmy tego nie przypuszczali.
Ja już wkrótce z ogromną ciekawością sięgnę po kolejny tom cyklu, a Wy skusicie się?

Na zakończenie, chciałabym zapytać Was, czy zdarzyło Wam się zawrzeć znajomość, która zaowocowała prawdziwą przyjaźnią, choć na początku, nic na to nie wskazywało?
Jeśli tak, opowiedzcie, proszę o Waszych przyjaźniach w komentarzach.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Czwarta strona, za co serdecznie dziękuję.



sobota, 10 listopada 2018

Pomóżcie proszę.



Moi kochani, dziś przychodzę do Was z gorącym apelem o pomoc. Jednak nie proszę o pomoc dla siebie, a dla małej Małgosi, córki moich znajomych, która cierpi na zespół Turnera. Jest to choroba genetyczna, która wymaga specjalistycznego leczenia praktycznie przez całe życie. Jak wiecie, prosić o pomoc jest bardzo trudno, ale wierzę, że w jedności jest siła i dlatego gorąco proszę Was w imieniu własnym i rodziny Małgosi o wsparcie. 

Wasza pomoc jest dla Małgosi bezcenna, bo dla niej to szansa na szczęśliwe dzieciństwo, którym powinno cieszyć się każde dziecko. Małgosia dopiero poznaje świat, więc nie pozwólmy, by kojarzył on się jej tylko z chorobą i cierpieniem. Podarujmy jej uśmiech. To, co możecie dla niej zrobić, to dla Was tak naprawdę tylko chwila, a dla niej wspaniały dar Waszych serc. Wystarczy, że podczas rozliczenia podatkowego podaruje dla Małgosi swój 1% lub wpłacicie chodźby najmniejszą darowiznę na konto.  Każda złotówka ma ogromne znaczenie. 

Jeśli chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej o chorobie dziewczynki, zostawiam Wam link, w który możecie przeczytać o przyczynach, objawach i sposobie leczenia zespołu Turnera. W przypadku jakichkolwiek innych pytań dotyczących Małgosi proszę o kontakt z jej mamą. 

Na zakończenie, chcą jeszcze tylko prosić Was o udostępnianie tej informacji na swoich mediach społecznościowych, blogach. Im nas więcej, tym szanse dziewczynki rosną. Z całego serca już teraz dziękuję wszystkim tym, którzy zechcą pomóc i wierzę, że razem nam się uda. 💕

Kontakt z mamą Małgosi --> KLIK
O zespole Turnera --> KLIK

czwartek, 8 listopada 2018

Ta noc zmieniła wszystko.

Kochani, czy tak, jak ja tęsknicie za wakacjami i słońcem? Za oknem mamy jesień, więc do kolejnych wakacji jeszcze daleko, ale na szczęście jest sposób na to, żeby nawet teraz wrócić do tamtych dni. A wszystko dzięki książkom. One są swego rodzaju wehikułem czasu. Dzięki nim wszystko jest możliwe.

Dziś przygotowałam dla Was recenzję typowo wakacyjnej książki jednej z moich ulubionych polskich autorek Pani Agaty Czykierdy – Grabowskiej „Stand by me”.

Jedną z najbardziej nieprzewidywalnych rzeczy w życiu każdego z nas jest miłość. Uczucie to zjawia się nagle i najczęściej wtedy, kiedy najmniej się go spodziewamy. Może przynieść szczęście i radość albo cierpienie i łzy. Nigdy nie możemy, być pewni, co nam ofiaruje, Jedyne, co jest pewne i bezsprzeczne, to fakt, że kiedy już zagości w naszym sercu, staje się siłą, z którą nie da się wygrać.

Przekonali się o tym główni bohaterowie powieści „Stand by my” - Sara i Paweł. Ta dwójka nie jest sobie obca, gdyż znają się z czasów szkolnych. Jednak, kiedy my czytelnicy spotykamy ich na kartach książki, są już zupełnie innymi ludźmi. Sara właśnie zakończyła związek z mężczyzną, z którym zaczęli mijać się w swoich oczekiwaniach i potrzebach dotyczących wspólnego życia. Jak wiadomo, wszelkie rany najlepiej leczy się, tam, gdzie czujemy się bezpieczni. Nie ma lepszego miejsca niż dom rodzinny. Dlatego Sara postanawia spędzić wakacje w domu rodziców, chcąc zapomnieć i odzyskać utracony spokój.
Zupełnym zaskoczeniem jest dla niej chwila, kiedy dowiaduje się, że Paweł z racji zobowiązań zawodowych, również spędzi kilka miesięcy na rodzinnym łonie. Dziewczyna nie jest zachwycona perspektywą spotykania Pawła przez całe wakacje, gdyż będąc przyjaciółką jego siostry, nasłuchała się wiele na temat jego podbojów miłosnych i tego, jak lubi bawić się kobietami, mając za nic ich uczucia. Mimo że chłopak stara się, jak może zaprzyjaźnić z tą piękną wiedźmą, ta nie pozwala się obłaskawić.
Jednak już wkrótce wszystko się zmienia. A zaczęło się od jednej magicznej nocy. Nocy, podczas której na ziemi i w powietrzu, króluje miłość, która dosięgnie każdego. Noc Kupały odmieni także życie naszych bohaterów. Choć żadne z nich tego nie planowało, oboje zaczynają patrzeć na siebie zupełnie inaczej. Oboje nie chcą przyznać się przed sobą do tego, co czują, ale z miłością nie wygra żadna siła.
To już wiemy, ale być może plotki krążące na temat Pawła się potwierdzą i okaże się on tylko doskonałym aktorem, który chce tylko dobrze się zabawić, a wraz z końcem wakacji jego natura łamacza kobiecych serc ujawni swoje prawdziwe oblicze i zniknie bez słowa, zostawiając Sarę z kolejnymi ranami na sercu. Przekonajcie się sami, ja niczego już nie zdradzę.

Sara i Piotr to specyficzna mieszanka wybuchowa. Ona zadziorna, uparta i pewna siebie młoda kobieta, która jest zupełnie inna, niż kobiety, które do tej pory pojawiały się w życiu Pawła. Na nią nie działają tanie komplementy i wszystkie „chwyty” pod wpływem, których zazwyczaj dziewczyną miękną kolana.

„Była zbyt wyrywna i agresywna, żeby mógł jej pozwolić na wszystko. Uśmiechnął się w myślach. To była dziewczyna z ogniem, którą po prostu trzeba obłaskawić, ale nie tradycyjnymi sposobami, tylko podstępem”.

Pawła fascynuje jej zadziorność, ale tak naprawdę nie wie, czemu dziewczyna ma z nim problem. Przecież obydwoje wiedzą czego chcą, więc co jest grane? Czy jeśli pozna prawdę, będzie to koniec ich relacji? Zachęcam, abyście sprawdzili to sami.

Kochani, jeśli szukacie książki, która przyprawi was o przyspieszone bicie serca przepełnionej pożądaniem i miłością, której bohaterowie, sami nie mogą uwierzyć w to, jak bardzo Noc Kupały odmieniła ich życie, ta książka będzie dla Was idealna.

„Stand by me” to wciągający romans, przez który z racji lekkiego pióra autorki dosłownie się płynie. Chcę jednak, abyście wiedzieli, że jest to zupełnie inna historia, niż chociażby „Adam”, którego uwielbiam, czy „Pierwszy raz”. Muszę przyznać, że ja wolę te bardziej „dramatyczne” perypetie bohaterów, książek Pani Agaty, co nie zmienia faktu, że tę również Wam gorąco polecam.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Nove res, za co bardzo dziękuję.



poniedziałek, 5 listopada 2018

Uczta dla serc i dusz.

Kochani dziś chcę opowiedzieć Wam o książce, która roztrzaskała mnie emocjonalnie. Z natury jestem osobą, której mocno na sercu leży dobro drugiego człowieka. Nie potrafię przejść obojętnie wobec osoby, która czasami potrzebuje tak mało, aby wywołać uśmiech na jej twarzy. Swego czasu będąc nastolatką, byłam wolontariuszką w domu seniora. Muszę przyznać, że jestem wdzięczna losowi za każdą spędzoną tam chwilę, ponieważ czas ten, okazał się dla mnie niesamowitą lekcją pokory i pozwolił otworzyć się na drugiego człowieka. Patrząc na twarze tych starszych ludzi, których spotkałam na swojej drodze, w ich spojrzeniach można było dostrzec samotność, smutek, tęsknotę, a wystarczył mały gest, by choć na chwilę przywrócić im uśmiech i nadzieję. Oni nie oczekiwali wiele, chcieli, tylko aby ktoś ich wysłuchał.

Zapewne zastanawiacie się teraz, dlaczego piszę Wam o tym wszystkim. Otóż książka Pani Małgorzaty Mikos „Dni naszego życia”, po której lekturze nadal nie mogę pozbierać się emocjonalnie, skłoniła mnie do wspomnień z tamtego okresu w moim życiu. Za chwilę przekonacie się dlaczego.

Zanim jednak opowiem Wam o samej książce, jak to zwykle mam w zwyczaju, zapraszam Was na chwilę rozważań i przemyśleń nad tym, co ważne i nieuniknione, a jednak często spychane w głąb naszej świadomości. Dziś porozmawiamy o czasie, schyłku ludzkiego życia. Mówiąc wprost o starości, która, jak ja to zawsze powtarzam, jest jedną z niewielu rzeczy, która się Panu Bogu nie udała. Zapewne teraz wielu z Was pomyśli sobie „przecież jestem młody, to mnie nie dotyczy”. Nic bardziej mylnego kochani, choć w pędzie codziennego życia o tym nie myślimy. Starość dotknie każdego z nas.

To, co według mnie jest najbardziej bolesne i uderzające to, fakt, że ludzie starsi spychani są tak jakby na boczne tory życia. Młodzi ludzie żywią przekonanie, że takie osoby nic nie wiedzą o życiu, niczego nie mogą już światu od siebie dać, niejako nie pasują do dzisiejszych czasów. Mijamy ich na ulicy, spotykamy każdego dnia, ale zaaferowani własnym życiem nie poświęcamy tym osobom swojej uwagi, bo przecież życie pędzi, a niestety w czasach, w których przyszło nam żyć, ważniejsze jest to, by mieć niż być. Stąd też często osoby starsze czują się samotne w tłumie. A, jak się przekonacie, sięgając po książkę Pani Małgorzaty, jeśli tylko zechcecie ich wysłuchać, mogą oni ofiarować Wam od siebie bardzo wiele.

Piotr jest osiemdziesięciolatkiem, który przez mieszkańców miasteczka, w którym żyje, postrzegany jest jako dziwak, tylko dlatego, że wyznaje swoje zasady i żyje po swojemu, nie próbując dopasować się do współczesnych realiów życia. Żyje, jak chce, a nie tak jak oczekują tego od niego inni, bowiem od zawsze jego celem, było bez względu na wszystko pozostać sobą. Niestety jego sąsiadom to nie odpowiada, dlatego zdają się go nie zauważać, traktując niemal jak zło konieczne. Przedwcześnie owdowiały mężczyzna wiedzie samotne życie, a przy życiu trzymają go tylko wspomnienia niezwykłej miłości do ukochanej żony, która, choć minęło już wiele lat od jej śmierci, nigdy nie wygasła. Pewnego dnia los krzyżuje drogi naszego bohatera z młodą dziennikarką, która, choć jest jego sąsiadką podobnie jak inni, nie poświęcała większej uwagi osobie starszego mężczyzny. To spotkanie odmieni życie ich obojga, a wszystko za sprawą wyjątkowego projektu, którego podejmuje się młoda dziewczyna. Piotr zdaje sobie sprawę, że jego życie na tym świecie wkrótce dobiegnie końca, dlatego prosi sąsiadkę, by spisała historię jego życia, aby nie umarła razem z nim. Chce, aby poznali ją  syn i wnuki.

Uwierzcie mi, zadanie nie jest proste, ponieważ historia, której powiernikiem staje się dziewczyna, jest równie piękna, wzruszająca, jak i okrutna oraz bolesna. Poprzez retrospekcję wydarzeń, mamy możliwość poznania kolei życia staruszka już jako dziecka. To, czego doświadczył, może złamać na zawsze nie jednego dorosłego, a co dopiero dziecko. Dorosłe życie również zadało mu bezlitosny cios, przedwcześnie odbierając najlepszą przyjaciółkę i jedyną największą miłość życia.
Nie będę opisywać Wam szczegółów tej wyjątkowej opowieści, abyście sami mogli odkrywać jej głębie i wraz z bohaterem przenieść się do czasów, gdzie największą wartością był drugi człowiek, przyjaźń i miłość, która bez względu na mijający czas pozostaje wieczna.

Piotr jest postacią, która od samego początku znalazła miejsce w moim sercu. Czytając „Dni naszego życia”, nieustannie przypominałam sobie moich dziadków, którzy już odeszli, a którzy, kiedy byłam jeszcze małym dzieckiem, często opowiadali mi, o tym, jak dawniej wyglądało ich życie. Teraz, podczas czytania tej książki, często wyobrażałam sobie, że to właśnie ja siedzę z moim dziadkiem i słucham trudnej, ale niezwykłej historii perypetii jego życia. Być może wyda wam się to niedorzeczne, ale ja naprawdę pokochałam tego staruszka. Nie myślcie sobie, że Piotr przez całe życie był ideałem. Jak każdy z nas popełniał błędy, ale jego przeżycia są dowodem na to, że nigdy nie jest za późno, aby je naprawić. Były chwile, kiedy żałowałam, że nie mogę go przytulić. Ta historia to dowód na to, że każdy z nas jest wyjątkowy i skrywa w sercu historię, która jeśli tylko zechcemy ją poznać, może odmienić i ubogacić nasze życie. Nie liczy się wiek, przekonania, czy status majątkowy a człowiek, z którym duchowa bliskość i przyjaźń może okazać się najcenniejszym darem. 
.
Pani Małgorzata Mikos oddała w nasze ręce napisaną pięknym językiem wzruszającą i wyjątkową historię, która pozostawia swój ślad w sercu czytelnika już na zawsze. Nigdy nie zapomnę tej książki i na pewno wrócę do niej nie raz. Płakałam przy niej, smutek i poczucie niesprawiedliwości rozrywały mi serce. Każdemu z nas życzę tak wspaniałej miłości, jaka łączyła, a właściwie łączy do dziś Piotra i jego żonę, bo ta miłość zwyciężyła nawet śmierć. Dla mnie osobiście „Dni naszego życia” to niezapomniana chwila na to, by się zatrzymać i docenić największe wartości, jakie ofiaruje nam życie: miłość, przyjaźń, możliwość obcowania z drugim człowiekiem. Mimo że, tak jak stało się w moim przypadku, książka rozerwała mi duszę na strzępy, autorka nie pozostawia nas bez nadziei, za co bardzo dziękuję.

Kochani, być może niektórym z Was przeszkadzać będzie powolna akcja tej książki oraz skrupulatne opisy przeżyć bohatera. Dla mnie jednak jest to jej atutem, gdyż według mnie jest to książka adresowana do ludzkich serc i dusz. Nie da się jej przeczytać bez głębokiej refleksji, dlatego autorka poprzez niespieszną akcję daje nam czas na zastanowienie się nad własnym życiem i hierarchizacją cenionych przez nas wartości. Chce, abyśmy dokładnie poczuli to, co każdego dnia od wielu lat czuje Piotr.

Nie znajdę chyba już więcej słów na to, aby utwierdzić Was w przeświadczeniu jak, niezwykłe w swoim wyrazie są „Dni naszego życia". Przeczytajcie, a przekonacie się sami.

Na zakończenie, chcę tylko prosić Was, abyście rozejrzeli się wokół siebie. Być może, każdego dnia mijacie samotną starszą osobę, która pragnie, by ktoś zechciał ją wysłuchać. Pamiętajmy my też, kiedyś możemy znaleźć się na miejscu tych osób, a dobro naprawdę powraca.

Recenzja powstała we współpracy z portalem Czytajmy polskich autorów i wydawnictwem Novae res, za co bardzo dziękuję.



wtorek, 30 października 2018

Byłam tam, gdzie czeka się na śmierć.

Kochani, często pytacie się mnie co u mnie słychać. Niestety muszę Wam powiedzieć, że ostatnio nie jest najlepiej. A to dlatego, że kilka dni temu trafiłam do miejsca, w którym ludzie czekają na śmierć. To najbardziej mroczne i napawające lękiem miejsce, jakie dotychczas miałam okazję poznać. Kiedy tu trafiłam moja przewodniczka, którą była Krysty, główna bohaterka powieści „Mury” autorstwa Hollie Overton, ostrzegła mnie, że decydując się wkroczyć za bramę tego przerażającego budynku, muszę być bardzo ostrożna, ponieważ chwila nieuwagi może kosztować mnie utratę życia, gdyż przemoc i żądza zemsty są tu codziennością. Zapewne zastanawiacie się, co to za straszne miejsce. Nie będę już dłużej trzymała Was w niepewności i zdradzę Wam, że autorka zabiera nas do więzienia dla osób skazanych na śmierć. „Mury”, bo tak nazywane jest to więzienie to od kilkunastu lat miejsce pracy Krysty. Kobieta pracuje na stanowisku pracownika administracji publicznej więziennictwa. Oczywiście nie trudno się domyślić, że nie jest to praca jej marzeń, ale mimo to docenia jej wartość, bo dzięki niej, jako samotna matka może zapewnić godne życie swojemu nastoletniemu synowi i ciężko choremu ojcu. A rodzina zawsze była dla niej najważniejsza. Naszej bohaterki życie nigdy nie rozpieszczało, ale udało jej się być silną i poukładać je. Ryan, syn Krysty, jest jej największym szczęściem, ale jak to z nastolatkami bywa, potrafi czasami sprawiać kłopoty. Pewnego dnia kobieta dowiaduje się, że chłopak bez jej wiedzy trenuje sztuki walki. Jako że nie popiera tego typu sportów, chce zabronić synowi uczestnictwa w dalszych zajęciach, ale za chłopakiem wstawia się jego trener Lance, który stał się dla niego autorytetem i przyjacielem. Obserwując relacje łączące syna z mężczyzną, matka cieszy się, że obaj tak dobrze się dogadują, wszak Ryan wychowywany bez ojca potrzebuje męskiego wzorca. Z biegiem czasu trener zdobywa sympatię całej rodziny, a wkrótce również serce Krysty. Mężczyzna ujmuje ją swoją dobrocią, gotowością do pomocy i wsparcia. Miłość, która rodzi się między tą dwójką, owocuje ślubem i nadziejami naszej bohaterki na odnalezione wreszcie szczęście.

Niestety jednak niedługo po ślubie, kobieta brutalnie przekonuje się, że wizja szczęśliwego życia u boku małżonka była tylko złudzeniem, a nadzieje na i żyli długo i szczęśliwie płonne, albowiem ten, który jawił się jako ucieleśnienie kobiecych marzeń, okazał się potworem z najgorszego koszmaru, który zamienił życie kochającej kobiety w piekło na ziemi. Lance pokazuje swoją prawdziwą twarz oprawcy. Stosuje wobec Krysty przemoc zarówno psychiczną, jak i fizyczną. Jest jednak doskonałym aktorem i wie, w jaki sposób kontrolować i manipulować żoną, by nikt nie domyślił się, że w ich małżeństwie źle się dzieje. Kiedy przemoc, szantaż i groźby przybierają na sile, Krysty musi ratować swoich najbliższych. Do czego będzie w stanie się posunąć, sprawdźcie sami. Pamiętajcie jednak, że na co dzień przebywa wśród najbardziej niebezpiecznych i brutalnych przestępców, więc uczyć może się od najlepszych, tylko, czy starczy jej odwagi?

Jak czytamy na okładce książki, historia opisana na jej kartach została określona thrillerem psychologicznym, z czym w moim osobistym odczuciu nie do końca mogę się zgodzić. Owszem gatunek ten jest wyraźnie zauważalny, ale dopiero od mniej więcej połowy książki. Na początku natomiast bardziej trafnym mianem dla książki byłoby określenie jej dramatem rodzinnym, bowiem Hollie Overton przedstawia nam bardzo autentyczną historię kobiety, która po raz kolejny źle ulokowała uczucia i zbyt pochopnie zaufała pragnąc jedynie kochać i być kochaną. To, co przeżywa Krysty w małżeństwie, może niestety spotkać każdą z nas. Właśnie dzięki tej namacalnej dla czytelnika autentyczności książka bardzo mocno nas wciąga, a jej bohaterowie stają nam się bardzo szybko bliscy, Szczerze boimy się o bezpieczeństwo bohaterki i jej rodziny. Natomiast, wspomniana przeze mnie niejako druga część książki dostarcza czytelnikowi emocji i napięcia w obawie przed tym, co wydarzy się już za chwilę. Niecierpliwie przewracamy kolejne strony, chcąc jak najszybciej dowiedzieć się, jaki będzie zakończenie tej niewątpliwie trudnej historii.

Według mnie należy zwrócić uwagę na jeszcze jeden istotny wątek, który bez wątpienia podnosi wartość książki. Mianowicie jest to wątek historii jednego z osadzonych w Murach czekającego na wyrok śmierci, który utrzymuje, że jest niewinny. Nie będę Wam dokładnie opisywała, istoty całego wątku, ale były momenty, kiedy czytając, autentycznie się wzruszałam. Ja mu uwierzyłam, Przekonajcie się, czy intuicja mnie nie myliła, czy też Clifton Harris, bo to o niego właśnie chodzi, był tak przebiegły, że udało mu się zagrać na moich emocjach i wywieść mnie w pole.

Kochani, nie będę dłużej opowiadać Wam o tej książce, bo jak zawsze uważam, że to, co dobre, obroni się samo, a uwierzcie mi, ta naprawdę taka jest. Wciąga od pierwszej strony, zapewnia całą gamę emocji, porusza istotne tematy, także aspekt moralny i daje do myślenia. Jestem pewna, że jeszcze długo o niej nie zapomnę. Wiem, że na pewno sięgnę po inne tytuły autorki.

A Wy, co jesteście w stanie zrobić, by chronić tych, których kochacie?
Zapraszam do dyskusji.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Czarna Owca, za co bardzo serdecznie dziękuję.