wtorek, 26 marca 2019

Jak dalej żyć z tak ogromną stratą?

„Wszyscy jesteśmy jak marionetki w rękach Boga. Wmawiamy sobie stabilizację i bezpieczeństwo, starając się jakoś zapanować nad własnym życiem, ale wystarczy jedna chwila i wszystko się wali. Zawsze najbardziej tego się właśnie bałam – nieodwracalności pewnych zdarzeń...”.

Będąc rodzicem, ciągle boimy się o bezpieczeństwo naszych dzieci. Choć nie zawsze jesteśmy ideałem matki czy ojca, to jednak nigdy, nawet przez chwilę, nie dopuszczamy do siebie myśli, że naszemu dziecku mogłoby stać się coś złego, a tym bardziej że moglibyśmy stracić je na zawsze. Takie wizje są najczarniejszymi koszmarami, jakie mogłyby nam się przyśnić. Jednak wiemy doskonale, że często te koszmary, o których nawet boimy się pomyśleć, stają się rzeczywistością. Wystarczy bowiem jedna chwila, aby nasze życie na zawsze legło w gruzach. Tylko jak w takiej sytuacji dalej żyć? Na to pytanie musiały odpowiedzieć sobie Anna, Elżbieta i Izabela, bohaterki najnowszej powieści Katarzyny Misiołek Kryształowe motyle”.

Autorka na kartach swojej książki splotła losy trzech zupełnie różnych kobiet. Bardzo prawdopodobne jest, że w normalnym życiu mijając się na ulicy, nawet nie zwróciłyby na siebie wzajemnie uwagi. Tylko że życie każdej z nich już nigdy nie będzie normalne i to właśnie je łączy. Od dnia, kiedy każda z nich w tragicznych okolicznościach straciła swoje dziecko, ich codzienność stała się walką o to, aby przetrwać każdy kolejny dzień i zakładając maskę pozorów, choć na moment stłumić potworny ból trawiący serce i duszę. Prawdą jest, że wspólne cierpienie łączy ludzi. I to właśnie ono skłoniło nasze bohaterki, aby w internecie odnaleźć inne matki, które czują dokładnie, to co one. Tak też się poznały, a już wkrótce kontakt internetowy przerodził się w przyjaźń w życiu realnym. Obserwując już pierwsze ich spotkanie, widzimy, że nikt inny lepiej nie zrozumie cierpienia drugiego człowieka, jak ktoś, kto przeżywa podobne cierpienie. Nie trzeba wielu słów by, te cierpiące matki się zrozumiały. Tylko będąc razem, mogą przestać udawać, że jest lepiej, niż naprawdę jest. Mogą być sobą bez obaw, że zostaną skrytykowane, czy niezrozumiane. Dokąd zaprowadzi je ta rodząca się przyjaźń i jak wpłynie na nie same? Tego już musicie dowiedzieć się sami.

Kryształowe Motyle to bardzo emocjonalna, poruszająca a chwilami odbierająca dech ze wzruszenia historia matek, które przeżywają żałobę po najbardziej bolesnej stracie, którą możemy sobie wyobrazić. Pani Katarzyna Misiałek w bardzo prawdziwy, a przez to jeszcze mocniej odczuwalny dla nas czytelników sposób ukazała niszczącą siłę bólu i rozpaczy po tak traumatycznym przeżyciu nie tylko na same matki zmarłych dzieci, ale także na ich rodziny i najbliższe otoczenie. Nie dość bowiem, że same żyją w nieustającym poczuciu winy, że nie zrobiły wszystkiego, co mogły, aby ich dzieci nadal żyły, to dochodzi również do wzajemnego obwiniania się przez najbliższych dziecka, które odeszło, przerzucanie się wzajemnie winą, pretensjami i odpowiedzialnością za tę śmierć.

Fakt, że autorka nie skupia się tylko na cierpieniu samych matek, uświadamia nam, że choć ból i blizny już nigdy do końca nie miną to jednak mamy prawo i musimy żyć dalej, bowiem tkwiąc w swojej tragedii i zapominając o tym, że nasi bliscy również cierpią i często potrzebują nas bardziej, niż to okazują, możemy naprawdę wiele stracić.

Kochani, gorąco polecam Wam lekturę „Kryształowych motyli”. Tak, zapewne wielu z Was myśli sobie teraz, że nie jest to książka dla Was, ze względu na trudną tematykę i ja doskonale to rozumie, jednak polecam tę książkę Waszej uwadze ze względu na to, że jej lektura uświadomiła mi, jak wiele jest wokół nas matek, które straciły swoje dzieci, a które cierpią w milczeniu i samotności. Mijamy je codziennie na ulicy, nie zdając sobie sprawy z ich bólu, a one nie mają nikogo, kto zechciałby po prostu ich wysłuchać bez osądzania i szukania winnych ich tragedii. A często to tak wiele znaczy.
Rozejrzyjmy się wokół siebie. Być może blisko nas, jest ktoś, dla kogo możemy stać się bezcennym wsparciem.

Jeśli obawiacie się, że lektura książki Was przytłoczy, chcę rozwiać Wasze obawy. Mimo bez wątpienia trudnego tematu poruszenia, którego podjęła się autorka, książkę czyta się bardzo lekko i szybko, co niewątpliwie ułatwia nam jej odbiór. Ponadto, musicie przygotować się na to, że książkę cechuje odczuwalny nieustannie realizm wszystkiego, o czym czytamy. Świadomość tego, że historie Anny, Elżbiety i Izabeli mogłyby być niestety również naszymi, boli, a tym samym wymusza na nas przemyślenia i refleksje, a także rodzi pytanie:

Jak my poradzilibyśmy sobie dotknięci tak ogromną tragedią?

Obyśmy nigdy nie musieli poznawać na nie odpowiedzi.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Książnica, za co bardzo dziękuję.



sobota, 23 marca 2019

Kiedy życie przytłacza zbyt mocno.



Kiedy życie przygniata nas od najmłodszych lat, siłą rzeczy staramy się znaleźć sposób, aby choć na chwilę oderwać się od trudnej rzeczywistości, która każdego dnia jest nieodłączną częścią naszej codzienności. Czasami mamy to szczęście, że w całym tym syfie, jakim staje się nasz los, spotykamy kogoś, kto nie pozwala nam utonąć w jego bagnie i wspólnie z nami tworzy lepszy świat, do którego nikt inny nie ma dostępu. Jednak zapewne każdy z Was zgodzi się ze mną, że w takim święcie nie da się żyć wiecznie, a im dłużej w nim tkwimy, tym bardziej trudny staje się powrót do realiów życia.

Swój bezpieczny świat fantazji będzie musiał opuścić, główny bohater książki Aly Martinez „Walcząc z ciszą, o której chcę Wam dziś opowiedzieć.

Życie Tilla od zawsze było nieustającą walką, a on sam był wojownikiem, który nigdy się nie poddawał. Jego siłą i inspiracją stała się Eliza, z którą wspólnie już jako trzynastolatek nasz bohater zbudował swój własny świat fantazji, o którym marzył, a którego nigdy nie zaznał w realnym świecie, bowiem, to czego doświadczał, opuszczając swój bezpieczny azyl, na pewno przerosłoby nie jednego dorosłego. Już jako dwudziestoletni chłopak, musiał zadbać o to, by stworzyć bezpieczny dom dla swoich dwóch młodszych braci. Dom, którego on sam nigdy nie miał. Pochodząc z patologicznej rodziny, od zawsze wiedział, że może liczyć tylko na siebie. Gdy pojawiła się Ona, życie tego dzielnego chłopaka zaczyna nabierać barw. Oboje stają się sobie bliscy. Eliza, jak nikt inny rozumie trudne położenie chłopaka, ponieważ sama znajduje się w bardzo podobnej sytuacji. Pozostawieni sami sobie, nie mają nic, a tak naprawdę mają wszystko, co najważniejsze. Mają siebie. Na oczach czytelnika między tą dwójką rodzi się piękna przyjaźń, która z biegiem czasu przeradza się w uczucie, do którego oboje boją się przyznać. Jest jednak coś, co ich różni. Eliza chce żyć życiem realnym, budować przyszłość natomiast jej ukochany w obawie przed stratą, bólem i cierpieniem, woli uciekać do świata fantazji, do którego prowadzi otwarte okno. Jednak już wkrótce  będzie musiał znaleźć w sobie odwagę, by wreszcie przestać się ukrywać i zmierzyć z prawdziwym życiem. Czy mu się to uda i jak wiele może stracić, jeśli poniesie porażkę? O tym przekonajcie się już sami.

„Walcząc z ciszą” to niezwykle emocjonalna i poruszająca historia chłopaka wielkiego sercem i duszą, który dostał od życia grad niespodziewanych ciosów, co skutkowało tym, że teraz, choć, jak my wszyscy pragnie kochać i być kochanym, obawia się zaangażowania w prawdziwe życie zdjęty strachem przed utratą tego, co kocha i bez czego nie wyobraża sobie siebie samego. Jak się przekonacie, czytając książkę, nadejdzie moment, kiedy będzie zmuszony przestać myśleć o tym, co dla niego dobre i opuszczając swoją strefę komfortu wziąć się z życiem za bary, po to, by chronić najbliższe swemu sercu osoby, a łatwo nie będzie, bo coraz bardziej w swoje macki chwyta go świat ciszy. Jak sobie poradzi? A może przegra niczym bokser w swojej walce życia? Zachęcam Was gorąco, abyście sięgnęli po książkę i podobnie, jak ja nieustannie mocno go dopingowali.

Jeśli szukacie książki, która pochłonie Was bez reszty, a jej bohaterowie skradną Wasze serca, przez co będziecie nieustannie niemalże na własnej skórze odczuwać ich ból i strach, ale także wspólnie z nimi cieszyć się z najmniejszego nawet sukcesu i przeżywać każdą chwilę szczęścia, ta książka będzie doskonałym wyborem.

Autorka poprzez historię opisaną w książce uświadamia nam, że tak naprawdę o kształcie naszego życia nie decyduje nasz status społeczny, czy środowisko, z jakiego się wywodzimy. Niezależnie od tego, jak trudny jest nasz życiowy start, możemy osiągnąć wszystko, bo najważniejsze jest to, jakimi ludźmi jesteśmy, ludzie, których los stawia na naszej drodze, ciężka praca i determinacja. Czasami jeden człowiek, jego oddanie, miłość i wiara w nas może odmienić nasze życie na zawsze.

Najtrudniej jest zawsze postawić ten pierwszy krok.

Na zakończenie, jak to często w moim przypadku bywa, mam do Was pytanie.

Czy Wy macie swój świat, do którego uciekacie choćby na chwilę, kiedy rzeczywistość Was przytłacza i czujecie, że potrzebujecie chwili wytchnienia, a jeśli tak, to, jak ten świat wygląda?

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Niezwykłe, za co bardzo dziękuję.


czwartek, 21 marca 2019

Zapowiedź: Sedno życia - Katarzyna Kielecka.






Sedno życia
Katarzyna Kielecka
Premiera 08 kwiecień 2019
Cena 39,90 zł
Objętość 408 strony
ISBN 978-83-66201-22-4
Oprawa miękka, 145x205 mm







Edyta, zakompleksiona i zdystansowana trzydziestolatka, niechętnie przyjmuje od brata propozycję pracy. Nie przypuszcza, że pociągnie to za sobą kolejne zwroty i zburzy jej cenny spokój. Niespodziewana diagnoza lekarska i spotkanie przyjaciółki z dzieciństwa wyzwalają w zamkniętym świecie bohaterki lawinę zmian, która zdaje się nie mieć końca.

Czy kobieta stawi czoła problemom i spełni obietnicę?

Niezwykła powieść o szukaniu drogi do akceptacji siebie, o łamaniu wewnętrznych barier oraz o tym, jak trudno nauczyć się kochać.

W przygotowaniu Piętno dzieciństwa.



Słowo o autorce:


Katarzyna Kielecka – mama dwójki dorastających muzyków, mieszkanka Łodzi, pedagog specjalny, pracuje w banku. Od lat tworzy drobne formy literackie: wiersze, opowiadania, teksty piosenek i scenariusze przedstawień dla dzieci. Pewnego dnia poczuła, że czas pomyśleć o powieści i już wie, że mogłaby pisać bez końca. Sedno życia jest jej debiutem literackim.

***

Czujecie się zachęceni do lektury?

wtorek, 19 marca 2019

Czy pierwsza miłość to ostatnia, czy ostatnia może pierwszą właśnie jest?

Jak świat światem, próbujemy odpowiedzieć na pytanie, czym jest miłość? Już od wieków poeci i pisarze starają się znaleźć odpowiednie słowa, które oddadzą jej barwę, kształt, zapach i smak. Jednak już nie raz przekonaliśmy się, że jest to uczucie, którego nie da się określić żadnymi schematami, zaszufladkować i ujarzmić.

Dziś przychodzę do Was ze zbiorem opowiadań „Pierwsza miłość”, w którym znani i lubiani autorzy polskiej literatury obyczajowej w jedenastu opowiadaniach, próbują przekazać nam wyjątkowość i piękno pierwszej miłości oraz emocje jej towarzyszące, które nie zawsze są takie, o jakich marzyliśmy.

Muszę Wam się przyznać, że podobnie jak pierwsza miłość, jest to mój pierwszy raz, kiedy zdecydowałam się sięgnąć po antologię. Jeśli jesteście w miarę regularnymi gośćmi mojego bloga, zapewne zauważyliście, że nie jestem zwolenniczką krótkich form wypowiedzi. Nie jestem bowiem przekonana, czy autorowi na niewielkiej liczbie stron opowiadania uda się napisać historię, która nie tylko będzie stanowiła spójną całość, ale przede wszystkim, wciągnie mnie na tyle, by wzbudzić moje emocje.

Zastanawiacie się teraz na pewno, dlaczego w takim razie sięgnęłam po ten zbiór opowiadań?
Jak to mówią, zawsze kiedyś musi być ten pierwszy raz, a w sytuacji, kiedy mamy coraz mniej czasu na czytanie i kiedy nie zawsze możemy pozwolić sobie nie tylko na sięganie po książki naszych ulubionych twórców tak często, jakbyśmy chcieli, ale również na poznawanie twórczości nowych autorów nam jeszcze nieznanych, zbiór opowiadań jest doskonałym sposobem na rozwiązanie naszych czytelniczych rozterek. No, a jeśli dodatkowo są to opowiadania, których wspólną płaszczyzną jest pierwsza miłość, to czemu nie spróbować.

Nie będę ukrywać, że przystępując do lektury, czułam niepewność, ale również ciekawość, jak też autorzy przedstawili nam czytelnikom, to niezwykłe uczucie, o którym jakie by ono nie było, nie zapomina się do końca życia.

Nie będę już dłużej trzymać Was w niepewności i przyznam, że zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. Dla wielu z nas pierwsza miłość kojarzy się z patrzeniem na życie przez różowe okulary, lukrem i cukrem. I właśnie tego przesłodzenia się obawiałam.

Tymczasem w moje ręce trafiło jedenaście życiowych i poruszających opowiadań, które skłaniają do refleksji i przemyśleń. Ich autorzy wzruszają, bawią, przekonują, że czasami warto zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę zawalczyć o siebie i swoje prawo do szczęścia i miłości. Miłość bowiem nie zna granic. Może zjawić się w najmniej oczekiwanym momencie, Miłość nie liczy lat.

Niezwykła wyjątkowość każdego z tych opowiadań polega na ich realnym wymiarze. Wszystko, co przeżywają, bądź wspominają ich bohaterowie, mogłoby się stać naszą historią. Być może nawet niektórzy z Was znajdą w tych opowiadaniach cząstkę własnego życia i odbiorą je z sentymentem.

Ponadto Każdy z autorów pozostawił nam przesłanie, które jeszcze bardziej podkreśla i uwydatnia istotę pierwszej miłości, która, choć u każdego z nas rodzi się w różnych okolicznościach i momentach naszego życia, często ofiarując nam nie tylko uniesienia i motylki w brzuchu, ale również smak goryczy to, mimo wszystko, każdy chce kochać i być kochanym.

Gdybym miała w jednym zdaniu określić jedną wspólną myśl przewodnią dla tego  zbioru opowiadań, myślę, że doskonale przedstawiają ją słowa jednej z piosenek zespołu Ich Troje.

„Nie wiem, czy pierwsza miłość to ostatnia, czy ostatnia może pierwszą właśnie jest”.

Nie zdradzę nic więcej. Jedyne, co mi pozostało to gorąco zachęcić Was do sięgnięcia po „Pierwszą miłość”. Jestem pewna, że czytając, wrócicie do wielu pięknych wspomnień, doświadczając całej gamy emocji od śmiechu, wzruszenia, poprzez łzy i wiarę, że miłość jest w stanie przezwyciężyć to, co niezwyciężone. Bo ona nie kończy się, nawet kiedy ktoś odchodzi.

Jeśli o mnie chodzi, to mam kilka opowiadań, do których na pewno będę wracać i za każdym razem wyciągać z nich dla siebie, coś nowego. Jestem bowiem pewna, że czytając je po raz pierwszy, nie jesteśmy w stanie dostrzec wszystkich ich wartości.

Dla mnie najbardziej wzruszającą historią, która nie tylko wywołała potok łez, ale przede wszystkim trafiła w głąb mojego serca i pozostanie w nim na zawsze, jest piękna opowieść pana Jana, podopiecznego hospicjum.

Jak wspomniałam wcześniej, sięgając po tę antologię mamy możliwość poznania twórczości autorów, po których książki nie mieliśmy jeszcze okazji sięgnąć. W moim przypadku również tak się stało. Udało mi się poznać m.in. opowiadania autorstwa: Katarzyny Bereniki Miszczuk, Joanny Szafrańskiej, Lidii Liszewskiej, czy Roberta Kornackiego i teraz wiem, że na pewno chcę sięgnąć po ich pełnowymiarowe powieści.

Ok, to ja już nic więcej nie mówię, a Wy zabierajcie się do czytania „Pierwszej miłości”. Jeśli mogłabym Wam coś doradzić, to nie czytajcie wszystkich opowiadań jednocześnie. Delektujcie się nimi, pozwólcie im w Was dojrzeć, wówczas przyjemność z lektury będzie pełniejsza.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Czwarta strona, za co bardzo dziękuję.

piątek, 15 marca 2019

Trzy sekundy wystarczą, aby zamienić twoje życie w koszmar.

Żeby upilnować małe dziecko, trzeba mieć oczy dookoła głowy, a i to często nie wystarcza.
Ileż to razy słyszymy te słowa od rodziców i opiekunów małych dzieci. Jak wszyscy wiemy dzieci, które uczą się poznawać świat, chłoną go wszystkimi zmysłami. Wszystko je ciekawi i wszystko chcą zobaczyć. Rodzic nie ma łatwego zadania, aby cały czas mieć swoją latorośl w zasięgu wzroku i dbać o jej bezpieczeństwo. A często wystarczy dosłownie kilka sekund, by chwila nieuwagi doprowadziła do tragedii, która zmieni całe nasze życie w koszmar.

Dlaczego zdecydowałam się poruszyć ten niewątpliwie trudny temat?

Otóż wczoraj skończyłam lekturę debiutanckiej książki Carme Chaparo „Nie jestem potworem”, na której kartach poznałam historie rodziców, którzy znaleźli się w centrum koszmaru, jakim stało się ich życie, kiedy w zaledwie trzy sekundy bez śladu zniknęło ich dziecko.

Wiadomość o zniknięciu dziecka zawsze budzi niemałą sensację i poruszenie wśród społeczeństwa. Tak też dzieje się i tym razem. W momencie, kiedy Madrycka policja otrzymuje zawiadomienie o tym strasznym wydarzeniu, stara się, jak najdłużej utrzymać tę informację w tajemnicy przed mediami. Niestety nie udaje się to zbyt długo, ponieważ, ku ogromnemu zaskoczeniu władz, już wkrótce reporterka jednego z kanałów telewizyjnych Ines Grau podaje do wiadomości publicznej informację o zaginięciu w centrum handlowym czteroletniego chłopca, Kike. Świat mediów zdaje się, znalazł już winnego przestępstwa, bowiem trwają spekulacje, że sprawa ta może być ściśle powiązana z niemalże identycznym zdarzeniem sprzed dwóch lat, kiedy to w takich samych okolicznościach zaginął i do tej pory nie został odnaleziony również czteroletni Nicolas.
Do prowadzenia tej sprawy zostaje przydzielona nadinspektor Ana Aren. Dla kobiety jest to nad wyraz trudna sprawa, ponieważ to ona dwa lata temu nadzorowała proces poszukiwań Nicolasa i jego porywacza. Niestety sprawca przestępstwa również do dziś pozostaje na wolności. Pani nadinspektor znajduje się w dość niekomfortowej sytuacji, ponieważ reporterka Kanału jedenastego, do której w jakiś sposób dotarł przeciek o prowadzonej przez Ane sprawie, prywatnie jest jej przyjaciółką? Czy to, Ana jest wtyczką mediów w policji?, Sprawdźcie to sami?
Mając w pamięci porażkę, jaką poniosła przed dwoma laty, Ana postanawia, że tym razem nie odpuści, dopóki chłopcy się nie odnajdą, a sprawca nie zostanie ukarany. Sprawa jednak komplikuje się, gdy zaledwie po kilku dniach z tego samego centrum zostaje porwany syn Ines. Czas ucieka, życie chłopców jest zagrożone. Czy uda się ich odnaleźć, a może jest już za późno?

Przyznajcie sami, że fabuła brzmi bardzo ciekawie i zachęca do sięgnięcia po książkę. Niestety z poczuciem niedosytu i żalem muszę stwierdzić, że w moim odczuciu autorce nie udało się do końca wykorzystać potencjału tematu, jaki podjęła w swojej książce. Pomysł na fabułę jest świetny. Problem cierpienia dzieci, zagrożenia ich życia, porwania, zaginięcia, zawsze wzbudzają w czytelniku emocje i powodują, że chcemy poznać historie, które ich dotyczą. W przypadku tej książki jednak zabrakło mi tego, czym thriller powinien się charakteryzować, czyli przede wszystkim napięcia i wartkiej akcji. 
W opisie książki czytamy:

„Nie jestem potworem, doprowadza na skraj wytrzymałości nerwowej zarówno swoich bohaterów, jak i czytelników. Ani oni, ani ty nie wyjdziecie z tego cało”.

Tymczasem ja nie czułam tego, co jest nam czytelnikom obiecywane, jeśli sięgniemy po książkę. W sytuacji, kiedy autor pisze o presji czasu w walce o życie dzieci, czytając, powinien odczuwać te emocje, czuć to, o czym pisze autor. A niestety tego, w tym przypadku zabrakło.
Akcja toczy się niespiesznie, nie ma momentów, które przyprawiają o szybsze bicie serca.

Nie znaczy to jednak, że książka jest zła, bo taka nie jest. Uważam, że to naprawdę dobry debiut autorki, któremu warto poświęcić kilka godzin swojego czasu. Poza ciekawym pomysłem na fabułę książka posiada jeszcze kilka aspektów, które są bezsprzecznie jej atutem.

Pierwszym z nich jest rozbudowanie wątków bohaterów powieści. Carme Chaparo nie skupiła się tylko na tym, jaki udział w prowadzonej sprawie mają poszczególni bohaterowie, ale także pozwoliła czytelnikom poznać sferę prywatną ich życia, co daje nam możliwość bliżej poznać i być może spróbować zrozumieć, takie, a nie inne ich wybory i decyzje oraz motywy postępowania. Kolejnym ogromnym plusem tej książki jest naprawdę zaskakujące zakończenie, które może zszokować, a już na pewno daje mocno do myślenia.

Poznając finał całej historii, zadajemy sobie pytanie, do czego jest zdolny człowiek, aby osiągnąć istotne dla siebie korzyści i przez chwilę być w centrum uwagi?

Jestem ciekawa, czy znajdziecie zrozumienie dla przestępcy i motywów jego postępowania. Czy przyznacie mu rację, że rzeczywiście nie jest potworem?
Ode mnie takiego zrozumienia sprawca cierpienia i krzywdy dzieci nie otrzymał.

Zwrócić należy również uwagę na przystępny i swobodny język i styl, którym posługuje się autorka. Sprawia on, że książkę czyta się naprawdę lekko i szybko.

Tak, więc jeśli macie ochotę na książkę, która opisuje trudną historię cierpienia rodziców po stracie dziecka oraz starania wymiaru sprawiedliwości o to, aby chłopcy wrócili szczęśliwie do swoich najbliższych i nie przeszkadza Wam niespieszny rozwój fabuły, oraz brak wyczuwalnych emocji, ale za to możecie liczyć na refleksje, przemyślenia i zaskakujące zakończenie, to jak najbardziej, jest to książka dla Was. Na jej kartach odnajdziecie na wskroś autentyczną opowieść o stracie, lęku, bólu, poczuciu winy i nadziei, która zawsze umiera ostatnia. Najbardziej przerażająca jest świadomość, że w każdej chwili to wszystko, o czym czytamy w książce, może stać się naszą historią.

Ja na pewno będę śledziła dalszy rozwój kariery pisarskiej autorki i oczywiście czekam na jej kolejną książkę.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Muza, za co bardzo dziękuję.​