piątek, 10 lipca 2020

Cytaty z "Zatrute serca" Angelika Ślusarczyk.

Moi drodzy już za niespełna tydzień 16.07.2020.  nakładem wydawnictwa WasPos swoją premierę będzie miała książka Angeliki Ślusarczyk"Zatrute serca”, którą mój blog Kocie czytanie ma przyjemność objąć swoim patronatem medialnym. Wiem, że wiele z Was wspólnie ze mną czeka z niecierpliwością na ten dzień. Jako że sama jestem osobą z natury niecierpliwą i wiem, jak trudno jest czekać na coś, co chciałoby się mieć w swoich rękach, jak najszybciej mam dla Was niespodziankę. 

Postanowiłam odkryć przed Wami rąbka tajemnicy i dać Wam przedsmak tego, co przygotowała dla nas autorka na kartach swojej najnowszej powieści. 

Mam dla Was kilka cytatów, które mam nadzieję, jeszcze bardziej podsycą Waszą ciekawość i chęć sięgnięcia po książkę.



Napiszcie mi, proszę w komentarzach, który z cytatów podoba Wam się najbardziej i czy skusicie się na lekturę tego tytułu?

środa, 8 lipca 2020

Życie i szczęście są bardzo ulotne.

Moi drodzy Ci z Was, którzy już od dłuższego czasu odwiedzają mnie na blogu zapewne wiedzą, że to, czego szukam i co cenię sobie w książkach, po które sięgam to, autentyzm i życiowość poruszanej w nich tematyki. Takie historie bowiem pozwalają mi zatrzymać się w biegu codziennego życia, wiele przemyśleć i docenić to, co w życiu najważniejsze. Jednak dziś przychodzę do Was z recenzją najnowszej książki Sylwii Trojanowskiej otwierającej serię Dobre chwile - „Powiedz mi jak, będzie”. I już na wstępie muszę Wam się przyznać, że tym razem bardzo mocno pożałowałam swojego upodobania do tytułów skrywających na swoich kartach opowieści mocno realne. Takie, które mogłyby być treścią życia każdego z nas. Co więcej, wszystko to, o czym przeczytamy w książce dzieje się każdego dnia, może nawet gdzieś obok nas.

Pani Sylwia podjęła się bowiem zmierzenia się z jednym z najcięższych przeżyć, jakiego może doświadczyć człowiek. To właśnie za sprawą tej powieści porozmawiamy dziś o poczuciu straty i cierpieniu, jakie się z nim wiąże. Jednak, jeśli w ogóle poczucie straty można ujmować w kategoriach tych bardziej bolesnych i dotkliwych i tych, z którymi jesteśmy w stanie łatwiej sobie poradzić , to tym razem autorka poprzez koleje losów trzech par bohaterów swojej książki skonfrontowała nas z najdotkliwszą w moim odczuciu formą straty, jaką jest śmierć i utrata dziecka.

Rodzicielstwo to dla wielu par i małżeństw najpiękniejsze czego mogą w życiu doświadczyć, o czym marzą i czego pragną niemalże od zawsze. Nie jestem matką, ale wielokrotnie widziałam przyszłe mamy, które nosząc pod sercem nowe życie promieniały niezwykłym szczęściem i radością, której próżno szukać gdziekolwiek indziej. Nie możemy jednak zapomnieć również o tym, że w czasie oczekiwania na dziecko, poza wspomnianym bezgranicznym szczęściem nieustannie towarzyszący rodzicom maluszka strach i lęk o jego bezpieczeństwo. Choć nie chcemy myśleć o tym, że naszemu maleństwu mogłoby grozić choćby najmniejsze niebezpieczeństwo, to jednak mamy świadomość tego, że każdego dnia wielu rodziców dowiaduje się, że niestety stracili swój tak bardzo upragniony i wyczekiwany skarb. Trudno jest mi wyobrazić sobie, jak ogromy jest ból i rozpacz po tak bolesnej stracie. Oczywiste jest jednak, że w takiej chwili świat rodziców legnie w gruzach i są przekonani, że wraz z odejściem ich aniołka, dla nich samych życie również się skończyło. Ale czas mija i przychodzi moment, kiedy muszą zadać sobie pytanie: „Jak dalej żyć. Jak teraz będzie wyglądało ich życie”?

Powiedz mi, jak będzie. Skłam, jeśli musisz, ale powiedz. Uspokój zmącone myśli, Serce pełne trwogi otul słowami. Niczym szal. I powiedz. Że będzie dobrze, Że słońce wzejdzie, Że wrzosy znów zakwitną, Że dotkniesz mnie o poranku. Czule. Że jutro, Że za miesiąc, Że za rok też mi powiesz. Powiesz mi, jak będzie.

Na to trudne pytanie będą musieli odpowiedzieć sobie Ania i Wojtek, Kinga i Łukasz oraz Ola i Mateusz. To właśnie oni w najbardziej dojmujący sposób doświadczyli tego, jak bardzo ulotne jest życie i szczęście.

Powiem ci jedno, życie jest bardzo ulotne. Niby jesteś szczęśliwy, niby masz wszystko, a tu nagle trach i... zmienia się rzeczywistość".

Nasi bohaterowie są zupełnie tacy, jak ja, czy ty. W życiu doświadczyli już wszystkiego. Znają zarówno słodki smak szczęścia i radości, jak również gorycz łez, smutku i rozczarowań. Teraz jednak mają siebie i czują, że szczęście wreszcie puka do ich drzwi.  Aby poczuć je w pełni, pragną słyszeć tupot maleńkich stópek. Los nie jest dla tych par łaskawy i nawet jeśli przez chwilę pozwala im zaznać szczęścia płynącego, ze świadomości tego, jak bardzo blisko jest możliwość, aby marzenia stały się faktem, to niestety nagle i niespodziewanie świadomość ta przeradza się w cierpienie nie do zniesienia.

W książce pada jedno zdanie, które jest bardzo prawdziwe i uświadamia nam, jak bezlitośnie przewrotny i okrutny bywa los, zaburzając bieg życia „Matka nigdy nie powinna przeżywać śmierci dziecka”. Te małe istotki, które miały przed sobą całe życie, odchodzą, a matki, które pragnęły je chronić, zostają z niewysłowionym cierpieniem i muszą żyć dalej.

„Powiedz mi, jak będzie” to bardzo poruszająca i emocjonalna opowieść, w której w perfekcyjny sposób zostały splecione ze sobą trzy zupełnie odrębne ludzkie historie, które połączyło cierpienie. Bardzo ważnym aspektem, na który zwróciła uwagę Pani Sylwia i który warto podkreślić, jest fakt, że po stracie dziecka cierpi oboje rodziców. Choć to, kobieta nosiła je pod sercem, nie możemy w żaden sposób umniejszać bólu, który czuje ojciec. Zatrzymajmy się w tym miejscu na dłuższą chwilę i poświęćmy uwagę temu, jak bardzo tak trudna sytuacja wpływa nie tylko na matkę i ojca jako odrębne jednostki, ale także na ich związek. Tak traumatyczne przeżycia są często niełatwym sprawdzianem dla pary. Przekonajcie się sami, czy siła miłości wystarczy, aby wspólnie przejść przez to, co zgotował im los.

Jak widzicie, nie jest to łatwa książka i zapewniam Was, że bez łez się nie obejdzie, ale jest coś, co zawsze z nami pozostaje i pozwala nie zamykać się na to, co przyniesie przyszłość.

„Nadzieja... Ona nigdy nie umiera i pozwala przetrwać najtrudniejsze chwile”.

Z całego serca polecam Wam tę książkę. Od czasu kiedy skończyłam ją czytać, minęło już kilkanaście godzin, a ja nadal nie mogę uspokoić ciągle żywych we mnie emocji po jej przeczytaniu. Jestem pełna podziwu i uznania dla autorki nie tylko za wkład pracy włożonej w napisanie książki, ale przede wszystkim za siłę, jaką jako kobieta musiała w sobie odnaleźć, aby poruszyć tematykę poronień, lub innych okoliczności, w jakich umiera dziecko. To za co uwielbiam twórczość Pani Sylwii, to fakt, że nawet kiedy decyduje się napisać o czymś, co boli , ta ostatnia kropka w zdaniu kończącym  całość fabuły wlewa w serce czytelnika nadzieję i wiarę w to, że nawet pośród zgliszczy, można odnaleźć światełko, które wskaże nam kierunek na lepsze jutro i sprawi, że jeszcze raz dane nam będzie poczuć się szczęśliwymi, bo czas może nie leczy ran, ale uczy nas, jak z nimi żyć.

Cierpienie i ból to nie wszystko, czego, doświadczymy, sięgając po książkę. Znajdziemy w niej również wspaniałą przyjaźń, miłość, oddanie. Nic dodać, nic ująć samo życie.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Czwarta strona, za co bardzo dziękuję.



niedziela, 5 lipca 2020

Ważna informacja.


Witajcie Kochani! 

Dziś przychodzę do Was z krótką informacją. Otóż kilka dni temu założyłam profil na Facebooku. Informuję Was o tym, gdyż pomimo, że profil jest prywatny, będą się na nim pojawiały treści typowo książkowe. Z przyczyn ode mnie niezależnych, nie jestem w stanie prowadzić konta prywatnego, fanpage bloga i samego bloga jednocześnie, dlatego postanowiłam połączyć te dwie rzeczy. 

Będzie mi bardzo miło, jeśli zechcecie dołączyć do grona moich znajomych, jak również wyślecie mi zaproszenia do swoich Fanpage blogowych. Jest Was bardzo duże grono, dlatego Wam będzie łatwiej wysłać zaproszenia do mnie, niż mnie  polubić wszystkie Wasze Fanpage. Obawiam się, że mogłabym kogoś z Was pominąć, a tego bym nie chciała.

Wystarczy, że klikniecie grafikę widoczną w tym poście, którą znajdziecie po prawej stronie w panelu bocznym bloga, a zostaniecie przeniesieni bezpośrednio na profil.

Z góry dziękuję za dołączenie do moich znajomych, a także za każde wysłane zaproszenie. Każde z radością przyjmę. Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zechcecie poinformować inne moliki książkowe z grona Waszych znajomych, zarówno o moim facebookowym profilu, jak i o blogu.

Proszę, nie zostawiajcie linków do swojego Facebooka tutaj w komentarzach, a bezpośrednio na Facebooku.

Pozdrawiam Was serdecznie i zostawiam ogrom serdeczności.: )<3.

piątek, 3 lipca 2020

Jesteś moją obsesją.

Moi drodzy z pewnością wielu z nas przynajmniej raz w życiu było zakochanymi i wie, jak piękne jest to uczucie. Kiedy mamy obok siebie kogoś, kogo kochamy, czujemy się szczęśliwi i chcemy to szczęście zatrzymać przy sobie już na zawsze, budując z tą osobą wspólną przyszłość. To naturalna i piękna kolej rzeczy. Jednak, jak wszystko w życiu, miłość ma również dwie strony medalu. Musimy bowiem zdawać sobie sprawę z tego, że decydując się na wejście w związek, nie powinniśmy zapominać o tym, że nie każdy kończy się przed ołtarzem z obrączką na ręku i sakramentalnym tak, które wypowiadamy, patrząc w oczy ukochanej osobie. Niestety, nawet szczęśliwe związki często się rozpadają, dlatego tak samo, jak cudownie jest się zakochać, równe trudno pogodzić się z poczuciem odrzucenia po rozstaniu. Jest to trudny i często długotrwały proces, ale na szczęście większość z nas potrafi zamknąć etap zakończonego związku i iść dalej przez życie nie patrząc wstecz. Nie bez powodu użyłam stwierdzenia większość z nas, ponieważ nie wszyscy. I właśnie o sytuacji, kiedy nie możemy zapomnieć o naszym byłym już partnerze i o chwilach, które wspólne z nim przeżyliśmy, chciałabym tym razem z Wami porozmawiać. A pomoże nam w rozważaniu tego bez wątpienia trudnego problemu historia Patricka, głównego bohatera powieści Miłość i inne obsesje” Liane Moriarty, z której recenzją dziś do Was przychodzę.

Patrick jest wdowcem samotnie wychowującym ośmioletniego syna. Choć bardzo kochał żonę, którą zabrała mu ciężka choroba, chce zbudować sobie życie na nowo u boku kobiety, która pokocha jego i jego dziecko. Jest to, jak najbardziej normalne, lecz jak się przekonacie podczas lektury książki, w jego przypadku niełatwe zadanie. Pewnie myślicie sobie teraz, że problem leży w tym, iż mężczyzna ma dziecko i nie każda kobieta chce decydować się na wchodzenie w podobną relację. Otóż nic bardziej mylnego. Przeszkodą na drodze do szczęścia mężczyzny jest Saskia, była dziewczyna Patricka, dla której miłość stała się obsesją. Choć od ich rozstania minęło już kilka lat, kobieta nieustannie, go nęka i prześladuje. Zna każdy jego krok i wie o wszystkim, co dzieje się w życiu byłego chłopaka. Nieustanie go śledzi stając się jego cieniem. Taka sytuacja, czemu nie ma się co dziwić, odstrasza kobiety, które poznaje nasz bohater. Kiedy więc poznaje Ellen, pełen obaw wyznaje jej: „Ktoś mnie nęka” i pokrótce opowiada jej, jak wygląda jego życie z nieodłącznym balastem w postaci nieustępliwej stalkerki.
Sama Ellen nie czuje się jednak przerażona, czy zniechęcona związkiem, gdzie siłą rzeczy stanie się częścią swego rodzaju trójkąta, a co więcej nie ma pewności, czy nie grozi jej niebezpieczeństwo ze strony prześladowczyni swojego mężczyzny, o której przecież nic nie wie. Wręcz przeciwnie, czuje się zaintrygowana jej osobą.

I tak przechodzimy do kolejnego wątku, na który autorka zwróciła uwagę swoich czytelników na kartach książki. Zapewne zastanawiające jest, dlaczego Ellen tak szybko i łatwo godzi się na bycie z Patrickiem, wiedząc, z czym będzie musiała się zmierzyć. Większość kobiet potrzebowałaby czasu, aby przemyśleć to, o czym dosłownie przed chwilą się dowiedziały i zastanowić się, czy są gotowe na to, jak może teraz wyglądać ich życie. Tymczasem ona podejmuje decyzje natychmiast, bez mrugnięcia okiem. Otóż już wyjaśniam, w czym rzecz. Elen z zawodu i pasji jest hipnoterapeutką, a więc zgłębianie tajemnic ludzkiego umysłu za pomocą hipnozy jest jej codziennością. Stąd też wynika zainteresowanie osobą Saski. Nowa partnerka Patricka stara się dowiedzieć, jak najwięcej o jego byłej, lecz on nie jest skory do zwierzeń. I tak rodzi się pytanie, czy po prostu nie chce wracać do przeszłości, czy może coś ukrywa? O tym jednak musicie przekonać się już sami.

Miłość i inne obsesje” to książka ze świetnym pomysłem na fabułę. Autorka bowiem porusza kilka ważnych i ciekawych kwestii, na które warto zwrócić uwagę i które na pewno budzą zainteresowanie wielu osób. Po pierwsze i najważniejsze, mamy możliwość dowiedzieć się, co dzieje się w głowie osoby, która nie potrafi odciąć się od przeszłości i emocjonalnie, oraz mentalnie zakończyć dawno już nieistniejącego związku. Widzimy, jak bardzo duży i niszczący wpływ na człowieka ma obsesja spowodowana odrzuceniem. Niszczy życie nie tylko osoby prześladowanej, ale również prześladującej. Saskia poświęcając cały swój czas na obserwowanie i niejako ciągłe bycie częścią życia Patricka odcina się od przyjaciół, znajomych i życia towarzyskiego, a tym samym traci swoją szansę na to, aby poznać i pokochać kogoś innego. Aby żyć pełnią życia i na nowo poczuć się szczęśliwą.

Kolejny ważny aspekt, na który została zwrócona nasza uwaga to fakt, że przemocą nie nazywamy tylko fizycznej napaści na drugą osobę, ale prześladowanie psychiczne także nią jest. Nie będę oczywiście zdradzała Wam szczegółów, aby nie spoilerować, ale w jednej z opisywanych w książce scen Saskia mówi „Nigdy nie zrobiłam mu krzywdy”, co dowodzi temu, że wiele osób nie jest w pełni świadomych powagi i szkód prześladowania psychicznego.

No i wreszcie dochodzimy do wątku hipnoterapii. Fakt, że hipnoza może pomóc wielu osobom nie tylko uporać się z wieloma problemami natury psychicznej, emocjonalnej i fizycznej, ale także dotrzeć do naszej podświadomości, w której często kryje się wiele blokad niepozwalających nam cieszyć się satysfakcjonującym nas życiem. Poznajemy wiele technik hipnozy.

Zapewne zgodzicie się ze mną, że pomysł na fabułę oraz wplecione w nią wątki pozwalają nam czytelnikom spodziewać się ciekawej i wciągającej lektury, ze złożonymi portretami postaci, jak również dreszczyku emocji, a nawet niepokoju wynikającego z faktu, że nigdy nie wiemy, czego możemy spodziewać się po osobie owładniętej obsesją, która żyje w poczuciu straty i przekonaniu, że ktoś odebrał jej szczęśliwe życie.

Dokładnie tego oczekiwałam, biorąc do ręki książkę. Niestety bardzo szybko okazało się, że moje oczekiwania nie zostaną spełnione, gdyż ku mojemu ogromnemu smutkowi niewątpliwie tkwiący potencjał w całej historii, która została oddana w ręce nas czytelników, został zmarnowany. Podczas czytania nie odczułam żadnych głębszych emocji. Tempo akcji było mocno jednostajne. Nie doczekałam się, żadnych zwrotów akcji, a co więcej przez całe ponad pięćset stron, które liczy sobie ten tytuł, miałam wrażenie, że ciągle czytam o tym samym. Sami bohaterowie okazali się mało wyraziści, co w rezultacie zaowocowało tym, że czułam się mocno znużona. Plusem książki jest na pewno bardzo przyjemny w odbiorze styl pisania autorki i język, którym się posługuje.

Tym razem nie będę Wam polecała ani odradzała sięgnięcie po tę pozycję. Wiem, że są osoby, którym spodobała się ona dużo bardziej niż mnie, co dowodzi temu, że jej odbiór zależy od tego, czego od niej oczekujemy oraz od naszych preferencji czytelniczych. Pamiętajcie, że są to tylko moje subiektywne odczucia i Wasze odczucia po lekturze mogą być zupełnie odmienne. Dlatego najlepiej zrobicie, jeśli poznacie tę historię i wyrobicie sobie o niej własne zdanie.

Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania książka, za co bardzo dziękuję.

Zachęcam Was również do zapoznania się z całą ofertą literatury obyczajowej przygotowanej dla nas przez księgarnię. 


poniedziałek, 29 czerwca 2020

Konkurs z "Diabelski hrabia" Melisy Bel.

Witajcie kochani.

Dziś nadszedł ten długo wyczekiwany przez wielu z Was dzień, kiedy mogę ogłosić konkurs, w którym do wygrania będzie jeden egzemplarz książki „Diabelski hrabia” Melisy Bel. W komentarzach pod moją recenzją tego tytułu, jak również w wiadomościach prywatnych pisaliście mi, że chcielibyście bardzo mieć ją w swojej biblioteczce w którymś z tych pięknych ubranek, w jakich została ona zaprezentowana czytelnikom. 

Wychodząc naprzeciw Waszym prośbą,wspólnie z autorką przygotowałyśmy dla Was wyjątkowy egzemplarz książki z dedykacją i autografem Melisy Bel w dowolnie wybranym przez zwycięzcę ubranku widocznym na grafice.
Gorąco zachęcam do udziału w zabawie i życzę wszystkim powodzenia.

NAGRODĄ W KONKURSIE JEST: Jeden egzemplarz książki „Diabelski hrabia” Melisy Bel z dedykacją i autografem autorki w wybranym przez uczestnika konkursu ubranku.

Aby wziąć udział, należy:
- Zapoznać się z regulaminem konkursu -> REGULAMIN.
- Odpowiedzieć na pytanie konkursowe.

PYTANIE KONKURSOWE:
Czego szukasz w dobrych romansach historycznych? 

Informacje uzupełniające:
-Do wygrania jest 1 egzemplarz książki Melisy Bel". Diabelski hrabia".
- Konkurs trwa - 29.06 - 06.07.2020.
- Sponsor nagrody-Melisa Bel.
- Koszt wysyłki pokrywa sponsor (tylko na terenie Polski)
- Pod uwagę będą brane tylko zgłoszenia zostawione w komentarzach pod tym postem.
- Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz bloga Kocie czytanie (osoby, które po zakończeniu konkursu przestaną obserwować blog, nie będą brane pod uwagę w kolejnych konkursach) oraz fanpage autorki, jak również udostępnisz informację o tym konkursie na swoich socjal mediach.


Wzór zgłoszenia konkursowego:
Zgłaszam się.
Odpowiedz na pytanie konkursowe:

Wybieram książkę: w białym damskim gorsecie/czarnym męskim fraku.
Obserwuję jako:
Udostępniam: link
Adres e-mail: (w przypadku, kiedy nie podasz adresu e-mail, musisz śledzić wyniki konkursu, które zostaną ogłoszone w tym poście w ciągu dwóch tygodni od daty jego zakończenia).

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych tj. podanie mojego imienia i nazwiska w przypadku wygranej.

Ze swej strony chcę serdecznie podziękować Autorce za pomoc w organizacji konkursu, a za wszystkich, którzy wezmą udział w zabawie, trzymam mocno kciuki.
***

 Wyniki konkursu
Zwyciężczynią konkursu została Sady Sana. 

Romans historyczny jak sama nazwa wskazuje to połączenie dwóch gatunków i to właśnie chcę w nim znaleźć. Po pierwsze powinien być przynajmniej w miarę rzetelny historycznie. Podczas czytania chcę poczuć ducha opisywanych czasów, cofnąć się w przeszłość i co najważniejsze czegoś się nauczyć. Książki historyczne dają nam wiedzę i nawet sięgając po fikcję literacką osadzoną w historycznym tle chcę się czegoś dowiedzieć. Im więcej wiedzy posiada autor i chce czytelnikowi przekazać, tym lepiej. Druga sprawa to czego oczekuję od romansu. Niech nie będzie płytki, niech przynajmniej raz mnie trochę zaskoczy. Nieoklepani bohaterowie, nieważne czy zapałam do nich sympatią czy będą mieli irytujący charakterek, ważne by było to coś charakterystycznego dla nich. Niech będą takie postacie, o których będę pamiętać gdy książka wróci na półkę a ja będę sięgać po kolejne.
Wybieram książkę: w białym damskim gorsecie. 

Zwyciężczyni gratuluję i proszę o kontakt z danymi do wysyłki nagrody, a pozostałym uczestnikom serdecznie dziękuję za udział w zabawie i zachęcam do wypatrywania kolejnego konkursu, który pojawi się już niebawem na blogu. 




czwartek, 25 czerwca 2020

Od tej decyzji nie ma już odwrotu.

Kochani każdego dnia śledząc doniesienia prasowe bądź telewizyjne czy też przeglądając wiele stron internetowych, trafiamy na coraz więcej informacji o tym, że ktoś zaginął i prosi się nas o pomoc w jego odnalezieniu. Po prostu wyszedł z domu i od tej pory ślad po nim zaginął. Zawsze, kiedy czytam coś takiego, zastanawiają mnie dwie kwestie. Po pierwsze i najważniejsze, co mogło być przyczyną zaginięcia poszukiwanej osoby, a ponadto, jak to jest możliwe, by zniknąć i nie pozostawić po sobie niczego, co mogłoby pomóc w odnalezieniu tej osoby? Warto jest również zadać sobie pytanie, czy zaginięcie to rzeczywiście miało miejsce, bo być może poszukiwana osoba chce, tylko aby wszyscy w jej najbliższym otoczeniu tak właśnie myśleli, a fakty są zupełnie inne.

Jeśli poczuliście się zaniepokojeni tym, że być może chcę porozmawiać z Wami na ten trudny temat, ponieważ mnie, albo kogoś mi bliskiego on w jakikolwiek sposób dotyczy, to spieszę Was uspokoić. Impulsem do poruszenia tego problemu nie są moje osobiste doświadczenia, a książka Julie Clark - „Ostatni lot”, którą właśnie skończyłam czytać. Będąc jeszcze pod wpływem emocji po jej lekturze, niezwłocznie spieszę, aby podzielić się z Wami moimi wrażeniami odnośnie do tego, co czekało na mnie na kartach powieści.

„Świat jest pełen ludzi, którzy mają jakieś tajemnice. W gruncie rzeczy nikt nie jest tym, na kogo wygląda”

Niech punktem wyjścia do tego, co chcę Wam dziś o tej książce opowiedzieć, będzie właśnie, ten niestety jak się okazuje bardzo prawdziwy i ponadczasowy cytat. Życie głównej bohaterki książki - Claire jest dosłownym jego odzwierciedleniem. Kiedy poznajemy tę kobietę, odnosimy wrażenie, że tego, jak ono wygląda, mógłby pozazdrościć jej każdy, a co więcej my czytelnicy nie jesteśmy w tej zazdrości odosobnieni. Nasza bohaterka prowadzi wręcz idealne życie u boku poważanego i uwielbianego przez społeczeństwo męża, który rozwija swoją karierę polityczną. Jednak tylko żona wie, że Roryemu do ideału bardzo daleko, a wizerunek, który prezentuje wszem i wobec to tylko maska pozorów, którą mężczyzna ściąga z dala od ludzkich oczu, w czterech ścianach ich luksusowego domu. Nie zdradzę Wam oczywiście, jakie jest prawdziwe oblicze mężczyzny, abyście mogli sami poczuć niemalże na własnej skórze, że nie wszystko złoto, co się świeci. Na pewno jednak będziecie mogli sobie wyobrazić, w czym rzecz, kiedy przeczytacie, że mając dość tego, co spotyka ją w małżeństwie, Clarie od wielu miesięcy planuje uciec od Roryego i porzucić na zawsze dotychczasowe życie.

I to właśnie próbie ucieczki przed przeszłością poświęcona jest w głównej mierze fabuła „Ostatniego lotu”. Jedyna i ostatnia szansa wcielenia w życie tak długo i misternie przygotowywanego planu pojawia się w dniu wyjazdu służbowego Claire do Portoryko. Zdeterminowana kobieta wie, że od tej decyzji nie ma odwrotu, ale pragnąc wyrwać się spod władzy osaczającego ją męża, decyduje się pojąć ten ostateczny krok. Wszystko wskazuje na to, że los chcąc wynagrodzić jej wszystko przez co do tej pory przeszła, postanowił jej sprzyjać i to bardziej niż ośmieliłaby się marzyć. Na lotnisku podczas odprawy okazuje się bowiem, że jest jeszcze ktoś, kto podobnie, jak ona chce zniknąć i zostać zapomnianą. Tak oto poznajemy Evę. Po wymienieniu pospiesznych kilku zdań kobiety postanawiają wymienić się biletami. To daje im gwarancję, że nikt nie znajdzie ich tam, gdzie powinny być. Ale czy na pewno? O tym musicie przekonać się już sami.

Jednak to nie koniec zwrotów akcji, które serwuje swoim czytelnikom Julie Clark, bowiem już po kilku godzinach startu samolotu, którym do Portoryko miała lecieć Claire, a poleciała Eva, media donoszą o katastrofie lotniczej samolotu, w której żaden z pasażerów nie przeżył. Bohaterka spontanicznie postanawia ukraść tożsamość Evy, o której wie tak niewiele, a co więcej już teraz mogę uchylić Wam rąbka tajemnicy i powiedzieć, że wszystko, co ta o sobie opowiedziała, okazuje się kłamstwem. Teraz nie mając wyboru, Claire będzie musiała zmierzyć się z całym bagażem przeżyć i doświadczeń osoby, pod którą się podszywa. A to nie będzie łatwe, a mało tego może grozić jej bardzo duże niebezpieczeństwo.

„Ostatni lot” to bardzo zgrabnie skonstruowany, trzymający w napięciu i wciągający kobiecy thriller, który czytamy z zapartym them, nie mogąc się od niego oderwać. Autorka wykreowała doskonałe portrety dwóch kobiet, które różni niemalże wszystko, a jednocześnie łączy tak wiele. Claire i Eva pochodzą z różnych środowisk i mają za sobą odmienną przeszłość, ale obie charakteryzuje wewnętrzna siła i pragnienie ucieczki ku wolności przed krzywdą, której doświadczyły z rąk mężczyzn, którym ufały.

Zatrzymajmy się jednak na krótką chwilę przy samej konstrukcji książki, bo trzeba przyznać, że autorka musiała włożyć w nią nie tylko dużo pracy, ale przede wszystkim pomysłowości i skupionej maksymalnie uwagi. Akcja książki poprowadzona jest dwutorowo. Rozdziały zatytułowane zostały odpowiednio imionami obu kobiet z tą różnicą, że perypetie Claire poznajemy w czasie rzeczywistym, natomiast aby przyjrzeć się życiu Evy, musimy zanurzyć się w przeszłość, która nie szczędziła kobiecie trudnych przeżyć. Jestem pełna podziwu i uznania dla autorki, że w ostatecznym rozrachunku, obie te płaszczyzny udało się tak wspaniale i ciekawie połączyć, co zaowocowało bardzo zaskakującym zakończeniem całej historii.

Bardzo ważnym aspektem książki jest wątek kobiecej przyjaźni, na który autorka kładzie duży nacisk. Obie bohaterki w życiu spotkało bardzo wiele trudnych sytuacji i wiele musiały się nauczyć, reagując na to, co przygotował dla nich los. W sytuacjach, z jakimi musiały się zmierzyć obie bohaterki, wsparcie i spojrzenie na wszystko z dystansem, kogoś, kto nam dobrze życzy i komu możemy ufać, jest bardzo cenne. Na szczęście każda z nich, miała kogoś takiego i to im bardzo pomogło.

O tym tytule już od dłuższego czasu jest bardzo głośno, a musicie wiedzieć, że ja do książek tak bardzo mocno nagłaśnianych i polecanych podchodzę z dużym dystansem, obawiając się przerostu formy nad treścią. Tym razem jednak ku mojej ogromnej radości mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że rozgłos ten jest w pełni uzasadniony i zasłużony. Książka jest świetna. Porusza bardzo ważną tematykę, wzbudza refleksje i przemyślenia. Według mnie może być wstępem do wielu ważnych rozmów. Wszystko w niej zostało dopracowane w najmniejszym szczególe. Nic nie zostało pozostawione przypadkowi i to się czuje od pierwszej do ostatniej strony. Czytelnik ma do czynienia z wyrazistymi osobowościami kobiet, które skrupulatnie realizują swój plan walki o siebie i lepszą przyszłość, a my czytelnicy pełni emocji możemy im towarzyszyć i obserwować ich poczynania.

Ze swej strony gorąco polecam Wam ten tytuł, ponieważ śmiało mogę powiedzieć, że jest to jedna z najlepszych książek, jakie miałam okazję do tej pory przeczytać. Pamiętajcie, nigdy nie ustawajcie w walce o swoje dobro.

„Jeśli będziesz wystarczająco uważna, zawsze dostrzeżesz jakieś rozwiązanie.”.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Muza, za co bardzo dziękuję.


wtorek, 23 czerwca 2020

Angelika Ślusarczyk - Zatrute serca /Zapowiedź patronacką. Film promocyjny. 🎬




Kochani! Zapewne pamiętacie, że jakiś czas temu prezentowałam Wam zapowiedź mojego najbliższego patronatu książki Angeliki Ślusarczyk „Zatrute serca". Premiera coraz bliżej, więc dziś, aby jeszcze bardziej zachęcić Was do czekania na ten tytuł, chciałabym Wam przedstawić krótki filmik promocyjny przygotowany przez jedną z moich wpół patronek medialnych nad tym tytułem-Gabrysię z Instagrama @quiet.corner.of.florisia.

Życzę miłego oglądania, a w komentarzach napiszcie mi, proszę, czy tak samo, jak ja czekacie na tę wspaniale zapowiadającą się książkę?

poniedziałek, 22 czerwca 2020

WOULD YOU RATHER BOOK TAG.



W związku z tym, że liczba obserwatorów bloga Kocie czytanie ciągle rośnie, za co z całego serca wszystkim Wam dziękuję, pomyślałam sobie, że fajnie będzie, jeśli nowi sympatycy bloga dowiedzą się czegoś więcej o moich upodobaniach czytelniczych. Jako że nie umiem i nie lubię mówić o sobie, z pomocą przyszedł mi tag książkowy, na który odpowiadała również autorka bloga Biblioteczka ciekawych książek. To właśnie dzięki niej mogę odpowiedzieć na kilka ciekawych pytań, na które moje odpowiedzi w ciekawy sposób przedstawią Wam moje czytelnicze wybory.
Jak sama Kitty Ailla pisze, tag ten został przez nią samodzielnie przetłumaczony, choć czasem przerabiała go na potrzeby polskich realiów.

Wolałabyś/wolałbyś (do końca życia): 

CZYTAĆ TYLKO SERIE CZY JEDNOTOMÓWKI?

Ja jako czytelnik zdecydowanie wolę powieści jednotomowe. Lubię szybką akcję i zamknięte zakończenia. Z natury jestem osobą, której cierpliwość nie jest największą cnotą, dlatego nie cierpię czekać na kolejne tomy serii. Jeżeli już sięgam po serię, to dopiero wtedy, gdy wszystkie jej części goszczą już w mojej biblioteczce.

CZYTAĆ TYLKO PISARZY CZY PISARKI?

Ci z Was, którzy są stałymi gośćmi mojego bloga doskonale wiedzą, że częściej sięgam po twórczość Pań. Nie wynika to jednak z większego sympatyzowania tej grupie twórców, bo dla mnie nie ma to większego znaczenia. Według mnie ważna jest treść książki, a nie to, kto ją napisał. W gronie moich ulubionych autorów są zarówno kobiety, jak i mężczyźni.

KSIĄŻKI PRZEKSZTAŁCONE W FILMY CZY SERIALE?

Zdecydowanie preferuję filmy, gdyż nie znoszę odcinkowych seriali, które wymagają ode mnie wielu godzin oglądania. Film to jedna, zamknięta historia, którą mogę obejrzeć na jedno posiedzenie.

CZYTAĆ 5 STRON DZIENNIE, CZY 5 KSIĄŻEK TYGODNIOWO?

Wydaje mi się, że odpowiedź na to pytanie jest oczywista. Jak najbardziej 5 książek tygodniowo. Wydawanych jest tak wiele ciekawych książek, że ciężko byłoby mi ze świadomością, że czytając 5 stron dziennie, przeczytam ich tak niewiele i odbiorę sobie możliwość sięgnięcia po mnóstwo wspaniałych tytułów.

BYĆ PROFESJONALNYM RECENZENTEM, CZY AUTOREM?

Nieskromnie powiem, że już niejednokrotnie usłyszałam od wielu osób, że powinnam napisać własną książkę. Jest mi bardzo miło to słyszeć, jednak ja sama nie czuję się na siłach, aby podjąć się tego wyzwania. Za to doskonale czuję się, mogąc pisać o książkach i dzielić się z Wami swoimi emocjami i refleksjami po ich przeczytaniu. Dlatego zdecydowanie wolałabym być profesjonalnym recenzentem.

CZYTAĆ 20 ULUBIONYCH KSIĄŻEK, CZY TYLKO NOWE KSIĄŻKI BEZ MOŻLIWOŚCI POWROTU DO ŻADNEJ?

Biorąc pod uwagę fakt, że bardzo lubię gromadzić książki i niestety gromadzę je szybciej, niż czytam, nie mam czasu na to, aby powracać do tych samych historii. Owszem, jest kilka w moim subiektywnym odczuciu perełek, do których chciałabym wrócić, ale jeśli nie miałabym takiej możliwości, nie byłby to dla mnie powód do smutku.

BYĆ BIBLIOTEKARZEM, CZY KSIĘGARZEM?

Moim niespełnionym marzeniem od zawsze było być bibliotekarką. Uwielbiam klimat bibliotek i uważam, że stare książki mają duszę.

CZYTAĆ TYLKO SWÓJ ULUBIONY GATUNEK, BĄDŹ WSZYSTKIE INNE, POZA ULUBIONYM?

Nie mogłabym nie czytać thrillerów psychologicznych. Otwarcie przyznaję, że jestem od nich uzależniona, co potwierdzić mogą moi przyjaciele.
Korzystając z okazji, w tym miejscu chciałabym podziękować mojej przyjaciółce, autorce bloga Zapatrzona w książki, która wiedząc o mojej „obsesji” na punkcie tego gatunku, każdego miesiąca, kiedy tylko zobaczy zapowiedzi książek reprezentujących ten gatunek, wysyła mi na Messengera linki do nich, po to, abym mogła zapisać je na moją listę „Oddam duszę, by zdobyć”. Irenko, dziękuję Ci bardzo. <3
Tym samy oczywiście wybieram czytanie tylko swojego ulubionego gatunku.


I tak oto dotarliśmy do finału. Jestem bardzo ciekawa, jakie byłyby Wasze wybory, dlatego mam nadzieję, że Wy również zechcecie odpowiedzieć na ten tag, do czego serdecznie zachęcam.


piątek, 19 czerwca 2020

Jestem dziewczyną do towarzystwa.

Kiedy młody człowiek wkracza w dorosłe życie, niezbędne jest mu wsparcie najbliższych. Choć ten czas mam już dawno za sobą i dziś jest on tylko wspomnieniem, to doskonale pamiętam moment, kiedy idąc na studia, wydawało mi się, że jestem już taka dorosła i będąc z dala od domu, doskonale sobie poradzę. Bardzo szybko jednak przekonałam się, że w pełnym tych słów znaczeniu „tylko mi się wydawało”. Realia zweryfikowały mocno moje wyobrażenia o wspaniałym studenckim życiu. Na szczęście zawsze mogłam liczyć na pomoc moich rodziców, za co jestem im ogromnie wdzięczna, ponieważ wiem, że dzięki temu udało mi się uniknąć wielu błędów, za które patrząc z perspektywy czasu, mogłabym słono zapłacić i które mając na uwadze koleje losów niektórych moich znajomych, mogłyby odcisnąć swoje piętno na całe moje życie.

Nie piszę Wam o tym dlatego, abyście wyrażali swoje uznanie dla mojej rodziny i moich z nią relacji. Wręcz przeciwnie. Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie każdy młody człowiek ma w swoim życiu kogoś na kogo może liczyć, a często jego rodzina, jest rodziną tylko z nazwy. Co za tym idzie pozostawieni, samym sobie młodzi dorośli, obciążeni problemami dorosłego życia, nie potrafią sobie z nimi poradzić i przyciśnięci do muru, w ich mniemaniu w sytuacji bez wyjścia podejmują bardzo desperackie i nierozważne decyzje, które mają być rozwiązaniem wszystkich ich problemów, a niestety najczęściej okazuje się jednak, że są one dopiero ich początkiem. Przekonała się o tym główna bohaterka najnowszej książki Robyn Harding „Umowa”, o której chcę Wam dziś powiedzieć – Natalie. Poznajcie jej historię.

Dziewczyna jest studentką nowojorskiej akademii sztuk pięknych. Ma dopiero 21 lat, ale mimo młodego wieku chce prowadzić samodzielne życie. W domu rodzinnym nie znajduje już dla siebie miejsca. Rodzina, którą kiedyś miała, rozpadła się. Matka ma już swoją nową rodzinę i dwójkę upragnionych blondasków, jak z obrazka, którymi chwali się bez przerwy. A ojciec przypomina sobie o niej tylko od święta. Nasza bohaterka wyjeżdża na drugi koniec kraju do Nowego Jorku, by rozpocząć swoje wymarzone studia. Nowe życie nie szczędzi jej jednak trosk i powodów do zmartwień. Boryka się z problemami finansowymi. Brakuje jej pieniędzy na czesne, a współlokatorki, z którymi dzieli wynajmowane mieszkanie, tracą cierpliwość dla jej ciągle zaciąganych wobec nich długów i opóźnień w opłatach za wynajem. Jeśli czegoś nie wymyśli, wkrótce zostanie bez dachu nad głową. Pomysł na to, jak sobie radzić w dzisiejszym świecie będąc młodą, atrakcyjną kobietą podsuwa Ninie, jedna z koleżanek na roku. I tak oto zostaje ona dziewczyną do towarzystwa.

Choć nasza bohaterka ma pewne opory przed takim sposobem zarabiania pieniędzy, to jednak mając przysłowiowy nóż na gardle, zakłada, że będzie to tylko chwilowy i doraźny sposób na to, aby wyjść z impasu, w jakim się znalazła. W ten właśnie sposób poznaje o wiele od siebie starszego, przystojnego i zamożnego prawnika Gaba. Romans tej dwójki rozkwita. Przy nim Nat czuje się wyjątkowa i bezpieczna. Ten czarujący mężczyzna troszczy się o nią i dba o jej dobro. Jest to dla niej niezwykle ważne, bo właśnie pojawił się w jej życiu były chłopak, który chce ją zniszczyć. Wszystko układa się wspaniale do momentu, kiedy Natalie łamie reguły umowy zawartej ze swoim kochankiem i nie zakochuje się w nim. Od tej pory zaczynają się prawdziwe problemy. Gabe wbrew pragnieniom swojej kochanki nie chce odejść od żony, a ta nie potrafi się z tym pogodzić. Sprawdźcie sami, co dzieje się w sytuacji, kiedy miłość przeradza się w obsesję i do czego zdolny jest człowiek, by dostać to, co chce i bronić tego, co może stracić.

„Umowa” to książka dobra, ale nie wyróżniająca się niczym szczególnym. Czyta się ją bardzo szybko i z ciekawością tego, jak potoczą się dalej następujące po sobie wydarzenia, ale w moim odczuciu zabrakło mi w całej tej historii napięcia charakterystycznego dla tego gatunku książek. Autorka poruszyła w książce bardzo wiele aktualnych w dzisiejszym świecie tematów. Sponsoring, samotność w rodzinie i małżeństwie. Pokazała nam również, co kryje się za tą cienką granicą dzielącą miłość od nienawiści w obliczu poczucia porzucenia i skrzywdzenia oraz zagrożenia utraty tego, na czym nam zależy. Jest to godna uwagi i polecenia opowieść o miłości, niespełnionych marzeniach krzywdzie, nienawiści, zbrodni i wybaczeniu z bardzo zaskakującym zakończeniem, którą ja ze swej strony oczywiście Wam polecam z zastrzeżeniem, że ja skłaniałabym się do sklasyfikowania tego tytułu bardziej jako powieść obyczajowa z dreszczykiem, aniżeli thriller.

Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania książka, za co bardzo dziękuję.

Zachęcam Was również do tego, abyście zapoznali się z całą ofertą kryminałów, które przygotowała dla nas księgarnia.

Inne książki autorki, które recenzowałam:





poniedziałek, 15 czerwca 2020

Wszystko będzie dobrze.

Moi drodzy śmiało mogę powiedzieć, że należy mi się nagroda, a przynajmniej wyróżnienie za perfekcyjnie odgrywaną przez wiele lat rolę tej pełnej optymizmu, siły i wewnętrznej radości dziewczyny, a teraz już kobiety, jak postrzegają mnie osoby, które spotykam na swojej życiowej drodze. Wielu z Was pisze do mnie, czy to w komentarzach na blogu, czy też w wiadomościach prywatnych, że podziwiacie mnie za to. Jest mi niezmiernie miło, ale dziś przyszedł czas, kiedy wreszcie jestem gotowa, aby otwarcie przyznać się Wam do tego, że nie zawsze jest tak kolorowo, jak widzą to osoby z mojego otoczenia, bowiem od czasów liceum jest ze mną ktoś, kto każdego dnia zmusza mnie do zakładania maski, w której pokazuję się światu. Jest to moja wierna towarzyszka depresja. Ona nigdy mnie nie opuszcza, ale też bywają dni, tygodnie, a nawet miesiące, kiedy nie pozwala mi normalnie żyć i choć nie pokazuję tego nikomu, w zaciszu własnego domu przejmuje nade mną władzę i próbuje mnie zniszczyć. Jakby tego było mało, depresję dzielnie wspiera nerwica lękowa. Wspólnie tworzą trudny do pokonania duet.

Nie będziemy się jednak skupiać na mnie, bo teraz mam ten lepszy czas i pewnie nie powiedziałabym Wam o moich zmaganiach z chorobą, ponieważ zapewne borykając się na co dzień z własnymi problemami, szukacie w internecie tej pozytywnej odskoczni, ale impulsem do takiego otwarcia się przed Wami stała się dla mnie najnowsza książka Agaty Czykerdy-Grabowskiej „Fale i echa”, o której chcę Wam dziś kilka słów opowiedzieć.

Poznajcie Ninę, młodą dziewczynę, która, choć z pozoru prowadzi niczym niewyróżniające się studenckie życie, to gdy poznacie ją bliżej, przekonacie się, że jest ono podporządkowane chorobie, z którą żyje już od kilku lat. To ona i samobójcza śmierć matki, która została owiana przez resztę jej rodziny aurą wielu niedopowiedzeń, przemilczanych pytań bez odpowiedzi oraz tajemnic złamała dziewczynę wewnętrznie. Codzienność Niny naznaczona jest samotnością i obezwładniającym lękiem przed śmiercią. Jedyne, co pozwala jej nie zatonąć w odmętach paraliżującego ją lęku to wypracowane rytuały i nieustannie powtarzane zaklęcia. Nie zawsze są one skuteczne, dlatego zapomnienia szuka w weekendowych wyjściach do klubu, gdzie może zatracić się w tańcu i być po prostu anonimową dziewczyną. Choć nie jest wtedy do końca sobą, wieczory takie są dla niej wytchnieniem od koszmarów, jakimi stały się dla niej noce, ale o tym musicie już przeczytać sami.

Na jednym z takich właśnie wyjść do klubu, poznaje niezwykłego chłopaka, który odmienia jej życie. Chłopaka, który robi wszystko, aby każdej nocy godzina 3:00 nie była godziną jej śmierci. Przy nim przestaje umierać, choć czuje, że Filip również skrywa swoje tajemnice. Opiekuńczy, pełen empatii i oddania młody mężczyzna ofiaruje tak bardzo potrzebny naszej bohaterce spokój i zrozumienie dla tego, jaka jest naprawdę i przez co zdeterminowane jest jej życie. Choć Nina czuje, że ten wyjątkowy chłopak, który podbił jej serce i sprawił, że zagościła w nim muzyka, jest tak bardzo różny od niej, to tylko on wie, w jak dużej mierze różnice te są pozorne. Łączy ich więcej, niż Nina mogłaby przypuszczać. Ma jednak świadomość tego, że to, czego dowie się o nim ta niezwykła zagubiona dziewczyna, może sprawić, że straci ją na zawsze. Przekonajcie się koniecznie, czy nasza dwójka zaryzykuje i obnaży przed sobą wszystkie swoje słabości, obawy i trawiące ich demony przeszłości.

Sama Nina wierzy w to, że to właśnie w przeszłości, którą ona  wyparła z pamięci, kryje się klucz do tego, aby zaznała uzdrowienia i mogła przestać żyć z piętnem śmierci. Filip ofiaruje jej swoją pomoc, w tym niełatwym dla niej kroku w bolesną przeszłość. Jednak to, czego się dowiaduje i co udaje jej się ustalić, wcale nie przynosi ukojenia, krzywdzi i sprawia, że na pewne osoby już nigdy nie spojrzymy tak, jak do tej pory.

W tym miejscu zadajmy sobie pytanie:

Czy prawda zawsze niesie ze sobą wyzwolenie, czy nie lepiej czasami wiedzieć mniej, czy też należy zawsze dążyć do jej poznania?

Z tym pytaniem Was zostawiam, gdyż zdaję sobie sprawę, że jest to kwesta indywidualnego podejścia. „Fale i echa” to bardzo poruszająca i emocjonalna historia, która stawia nacisk na to, co niewidoczne dla oczu. Cierpienie i samotność młodych ludzi, których mimo młodego wieku życie już bardzo mocno doświadczyło. Opowieść ta porusza, wzrusza i trafia wprost do naszych serc. Ze swej strony bardzo dziękuję autorce za poruszenie tak ważnego tematu, jakim jest depresja, ponieważ z chorobą tą zmaga się wiele osób i niestety często są oni pozostawieni samym sobie. Historia opisana w książce pokazuje natomiast, że jeśli w naszym życiu jest ktoś, kto nie będzie nas oceniał, a zaakceptuje, postara się zrozumieć i będzie służył wsparciem, nasze życie może nabrać kolorów i odmienić się zupełnie.

Chciałabym również Podziękować Pani Agacie za to, że podzieliła się ze swoimi czytelnikami informacją, że ta książka jest dla niej bardzo osobista, gdyż opisując perypetie głównej bohaterki, opierała je na własnych przeżyciach i naprawdę doskonale poradziła sobie z tym, na pewno niełatwym wyzwaniem.

Jeśli szukacie książki, którą nie tyle się czyta, ile dosłownie karmi się nią duszę, to koniecznie musicie sięgnąć po ten tytuł. Niezwykły jej klimat i i tego, co dzieje się między  bohaterami sprawi, że poczujecie się niemal owładnięci tymi emocjami i od początku do końca lektury pozostaniecie pod niemalże namacalnym ich wpływem. A kiedy już odłożycie, książkę na półkę nie będziecie mogli uwierzyć w to, co przeczytaliście, a to za sprawą zaskakującego zakończenia. Macie moje słowo, że długo tej historii nie zapomnicie.

Uwielbiam każdą przeczytaną przeze mnie książkę tej autorki, ale właśnie ta, już zawsze będzie dla mnie tą wyjątkową, gdyż znalazłam w niej cząstkę siebie.

Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania książka, za co bardzo dziękuję.
Zachęcam Was również do zapoznania się z całą ofertą literatury kobiecej przygotowaną dla nas przez księgarnię.

Inne książki autorki, które recenzowałam:




sobota, 13 czerwca 2020

Oddaj krew, pomóż Oli. Apel o pomoc. Razem możemy więcej /Aktualizacja.



Moi kochani jestem osobą, która nie potrafi prosić o pomoc. Tym razem jednak nie proszę o pomoc dla siebie, a dla córki mojej koleżanki. We wtorek jadąc z trójką swoich dzieci samochodem, 36-letnia Aneta zginęła w wypadku, a jej trójka dzieci   leży w szpitalu. Dla jednej z dziewczynek jest potrzebna krew. Można oddać dowolną grupę krwi w dowolnym punkcie krwiodawstwa z dopiskiem dla Aleksandra Kaczyńska szpital w Warszawie ul. Żwirki i Wigury. Oddział Intensywnej Terapii Medycznej. 
W razie jakichkolwiek pytań proszę zwracać się do cioci dziewczynki.
Trwa również zbiórka pieniędzy dla dzieci na stronie pomagam. pl 

Z całego serca proszę o pomoc w uratowaniu życia Oli. Oddaj krew, a jeśli nie możesz, udostępnij tę informację na swoich socjal mediach. 
Serdecznie dziękuję za wszelką pomoc w imieniu własnym oraz najbliższych Oli.

piątek, 12 czerwca 2020

Reżim milczenia.

Każdy rodzic pragnie, aby jego dziecko dorastało w poczuciu bezpieczeństwa i szczęścia, które każdego dnia zapewnia mu przebywanie w rodzinnym domu, wśród bliskich jego sercu osób. Największym szczęściem dla rodzica jest słyszeć radosny śmiech dziecka i widzieć jego rozpromienioną buzię. Robimy wszystko, aby kiedy po latach wróci ono do wspomnień czasów dzieciństwa, mogło otwarcie powiedzieć, że był to jeden z najpiękniejszych okresów w jego życiu.
Wszyscy doskonale wiemy, że nie zawsze jest to proste zadanie, mimo że żyjemy w czasach, gdzie wszystko jest dostępne na wyciągnięcie ręki, a wokół panuje względny spokój.

A teraz chciałabym, abyście wspólnie ze mną za sprawą książki Jennifer Rosner „Żółty ptak śpiewa”, z której recenzją dziś do Was przychodzę, wybrali się w podróż do przeszłości. Cofniemy się razem do roku 1941. Trwa druga wojna światowa, a my trafiamy do jednej z polskich wsi w sam środek brutalnej nazistowskiej obławy na jej mieszkańców żydowskiego pochodzenia. Wówczas poznajemy Różę i jej pięcioletnią córeczkę Szirę, którym udało się ujść z życiem i od teraz, obie mając tylko siebie, będą musiały walczyć o przetrwanie, a my czytelnicy będziemy im w tej trudnej drodze towarzyszyć.

Musicie wiedzieć, że dom, w którym dotychczas u boku kochających rodziców i dziadków dorastała dziewczynka, od zawsze rozbrzmiewał muzyką, śpiewem oraz grą na instrumentach. Dlatego teraz, kiedy obie z matką ukrywają się w stodole i Róża nakazuje jej milczenie, dziecko nie rozumie, co takiego się stało, że musi pozbyć się tak ukochanych przez swoje dziecięce serce dźwięków, które czyniły ją szczęśliwą.

Jak każda matka, Róża niezależnie od sytuacji, w jakiej się znajdują, chce zrobić wszystko, aby odciąć córkę od całego zła, które spotkało je tylko dlatego, że są Żydówkami. Wymyśla więc niezwykłą historię o zaczarowanym ogrodzie, w którym śpiewa żółty ptak i tam dziewczynka może czuć się bezpieczna. Tę historię jednak będziecie musieli poznać już sami.

Niestety chwilowe poczucie bezpieczeństwa, jakie dawała im kryjówka w stodole, zostaje im odebrane. Trwa zima i Róża, aby dać dziecku szansę na przeżycie, musi podjąć decyzję o jej opuszczeniu. Zapewne wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, jak trudne i bolesne dla nich obu jest to przeżycie. Sprawdźcie koniecznie sami, czy Róża znajdzie w sobie tyle siły, by oddać Szirę i tak naprawdę nie móc być pewną co się dalej z nią stanie. Czy w tak bestialskich czasach, w jakich przyszło im żyć, rozstanie jest gwarancją spokoju i lepszego życia dla jej córki? Oczywiście przekonacie się o tym, sięgając po książkę, do czego gorąco Was zachęcam.

„W oczach Boga twoje dziecko nie różni się niczym od moich. Zasługuje na to, żeby przeżyć”.

„Żółty ptak śpiewa” to przejmujący i trafiający wprost do naszych serc obraz okrucieństwa, jakie człowiek zgotował człowiekowi. Tylko ze względu na swoje pochodzenie nasze bohaterki zostały obdarte z wszelkich przejawów człowieczeństwa. Podczas lektury książki przekonacie się, że ich życie zostało sprowadzone do poziomu tego, jakie wiodą zwierzęta. Aby przetrwać zmuszone były żyć w reżimie milczenia. Niemcy odebrali im wszystko dom, bliskich, poczucie bezpieczeństwa, a nawet godność, ale jest coś, czego nigdy nie zniszczy żadna siła. Miłość matki i dziecka. I o tym właśnie jest ta książka.
To przejmująca opowieść o nierozerwalnej więzi matki z dzieckiem, której nic nie jest w stanie zerwać. Ona przetrwa nawet największe okrucieństwo i bolesne rozstania.

Muszę Wam szczerze powiedzieć, że czytając o wszystkim, przez co przeszły Róża i Szira przez cały czas miałam wrażenie, że jestem z nimi i wspólnie walczymy o przeżycie. Bohaterki stały mi się bardzo bliskie i serce mi się krajało, kiedy czytałam, jak strasznego piekła doświadczyły za sprawą swoich prześladowców. I uwierzcie mi, czułam autentyczną ulgę, kiedy mogłam, choć na chwilę odłożyć książkę i uświadomić sobie, że czytam o lęku, cierpieniu, samotności, prześladowaniu, upokorzeniu i poniżeniu w książce, a ja i moja rodzina jesteśmy razem bezpieczni. A przecież to nie jest fikcja literacka. Takie rzeczy działy się w rzeczywistości i wszyscy mamy tego świadomość W takich chwilach czuje się autentyczną wdzięczność, za czasy, w których żyjemy i modli się o to, aby tamte nigdy się nie powtórzyły. I dokładnie tak czułam się po zamknięciu i odłożeniu książki na półkę.

Trzeba zaznaczyć, że nie jest to łatwa lektura. Ze względu na tematykę książka zawiera w sobie duży ładunek emocjonalny, co w moim przypadku zaowocowało łzami płynącymi po policzkach. Jednak kiedy już zaczniecie ją czytać i nawet jeśli odłożycie ją na chwilę, przerywając lekturę, to nie będziecie w stanie przestać o niej myśleć, chcąc, jak najszybciej dowiedzieć się, czy tym dwóm dzielnym bohaterkom udało się wygrać tak bezwzględną walkę z okupantem.

Mam nadzieję, że udało mi się przekonać Was o wyjątkowości i niezwykłej wartości tego tytułu i teraz Wy zechcecie poznać tę historię. Ja nigdy jej nie zapomnę. Jednak gdybyście nie byli jeszcze do końca przekonani, czy chcecie ją przeczytać, uchylę Wam rąbka tajemnicy i zdradzę, że książka jest autentyczną historią opowiedzianą autorce przez kobietę, której dzieciństwo przypadło na czasy drugiej wojny światowej.

Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania książka, za co bardzo dziękuję.

Zachęcam Was również do zapoznania się z całą ofertą bestsellerów przygotowaną dla nas przez księgarnię.



poniedziałek, 8 czerwca 2020

Głośno, nie zawsze znaczy wyraźnie.

O tym, że jestem osobą niepełnosprawną, pisałam w sieci już niejednokrotnie i na tym nie będziemy się dziś skupiać. Postaramy się natomiast odpowiedzieć sobie, na pytanie, czy niepełnosprawność przekreśla zupełnie nasze życie. Czy odbiera nam możliwość realizowania siebie, swoich pasji i marzeń?

Nie będę jednak szukała odpowiedzi na to pytanie z punktu widzenia własnych doświadczeń życiowych, a zaproszę Was na literackie spotkanie z niezwykłym człowiekiem - Panem Michałem Majchrzakiem, który tym, jak żyje i jak wiele w swoim życiu osiągnął, wielokrotnie udowodnił, że niepełnosprawność jest wyzwaniem i jedną z wielu utrudnień w osiągnięciu wytyczanych sobie celów, ale jeśli tylko uwierzymy w siebie i włożymy w to, co robimy całe serce oraz wysiłek możemy przekłuć nasze słabości w siłę, która będzie nas napędzać każdego dnia.

Co prawda nie miałam przyjemności poznać Pana Michała osobiście, ale właśnie skończyłam czytać Jego autobiograficzną książkę „W ciszy i w ciemności. Zycie z zespołem Ushera”, po zamknięciu, której mam wrażenie, jakbym wróciła ze spotkania ze wspaniałym człowiekiem, który przy filiżance kawy szczerze i otwarcie opowiedział mi swoją bardzo niezwykłą, choć niełatwą życiową historię.

Chcę, abyście Wy również mogli właśnie dzięki tej książce doświadczyć niezwykłej siły i determinacji, która wręcz emanuje z każdego zdania, które przeczytacie na jej kartach i dla tego przychodzę do Was, aby przybliżyć Wam postać jej bohatera.

Jak wskazuje sam tytuł książki, Pan Michał choruje na Zespół Ushera, który pisząc w skrócie, jest schorzeniem dziedziczonym Charakteryzuje się głównie: uszkodzeniem słuchu typu odbiorczego oraz zwyrodnieniem barwnikowym siatkówki. Jako że choroba ta dotknęła go już we wczesnym dzieciństwie, można powiedzieć, że jest jego wierną towarzyszką od zawsze. Nie jest to jednak w żadnej mierze książka medyczna. Jak pisze sam autor, choroba ukształtowała go, jako człowieka i dlatego od zawsze czuł potrzebę podzielenia się swoją historią. Sięgając po książkę mamy możliwość niejako poznać wszystkie etapy oswajania się ze świadomością choroby nie tylko samego bohatera przecież jeszcze dziecka, ale również jego najbliższych oraz życia z nią. Nie będę oczywiście zdradzała szczegółów, abyście Wy sami zechcieli umówić się na spotkanie przy herbatce z Panem Michałem. Powiem tylko, że jak każdy młody człowiek chciał w pełni wykorzystywać swoje życie i choć było ono różne, to jednak tak podobne do tego, które prowadzą zdrowe dzieci i nastolatkowie. Okres buntu, sprzeciwu, poznawania własnych ograniczeń i możliwości. O tym jednak będziecie musieli przeczytać już sami.

To, co warto podkreślić to fakt, że choć jest to książka, dzięki której możemy poznać świat postrzegany z perspektywy osoby głucho-niewidomej to jednak ma ona także w pewien sposób charakter uniwersalny dla każdego rodzaju niepełnosprawności. Autor zwraca bowiem uwagę na to, jak dużą rolę w procesie samoakceptacji, samodzielności i pewności siebie ma rodzina i otoczenie. Ważne jest, aby od początku nie traktować niepełnosprawnego dziecka inaczej, niż zdrowe dzieci. Nie stosować taryfy ulgowej. Być obok wspierać i pomagać owszem, ale nie wyręczać i nie użalać się. W przeciwnym razie dziecko stanie się nieporadne życiowo i wyrządzimy mu tym wielką krzywdę.

Poznając kulisy życia osób słabowidzących, niewidomych, głuchych i niedosłyszących przekonujemy się, że wystarczy pamiętać o kilku bardzo istotnych zasadach, aby osobom tym było łatwiej żyć i nawiązywać relacje z innymi ludźmi I tak na przykład: głośno to nie to samo, co wyraźnie. Zapewne większość z nas myśli sobie, że jeśli do osoby słabosłyszącej powiemy coś bardzo głośno to, wtedy na pewno będziemy się z nią w stanie porozumieć. Jednak jak dowiadujemy się od Pana Michała, nie zawsze tak jest, bo owszem osoba ta nas usłyszy, ale nie zawsze zrozumie sens wypowiedzi. Dlatego, musi patrzeć na nasze usta, by czytać z ruchu warg. Takich przykładów znajdziecie w książce więcej, więc gorąco zachęcam do jej przeczytania.

Choć samego autora cechuje bardzo duża skromność i jak sam pisze, nie uważa się za nikogo wyjątkowego i godnego uwagi, bo przypadków niepełnosprawności jest bardzo wiele, to jednak, jak się przekonacie, ma on na swoim kącie wiele sukcesów sportowych. Bieganie wyczynowe jest jego pasją i muszę przyznać, że jestem pełna podziwu dla tego, czego dokonał w tej dziedzinie. Brał udział w wielu maratonach zarówno lokalnych, międzynarodowych, jak również górskich. Jeśli jesteście ciekawi, jak tego wszystkiego dokonał, a wierzę, że tak, to koniecznie sięgnijcie po ten tytuł.

A teraz spojrzę na wszystko, co przeczytałam, jako osoba niepełnosprawna i spróbuję się do tego odnieść. Książka ta na pewno dodaje sił i wiary w to, że skoro innym się udaje, my też pomimo niepełnosprawności możemy wiele w życiu osiągnąć. Oczywiście autorowi nie chodzi o to, żebyśmy robili coś ponad swoje siły i możliwości, ale abyśmy mając świadomość własnych ograniczeń, próbowali małymi kroczkami, mimo zapewne początkowych porażek korzystając z dobrodziejstw życia, spełniali swoje marzenia.

„Nigdy nie rezygnuj ze swoich marzeń, bez względu na to, jak nierealne się wydają”.

Z pełnym przekonaniem uważam, że jest to, książka, którą powinien przeczytać każdy. Zarówno osoby niepełnosprawne, którym może ona bardzo pomóc i stać się dla nich impulsem do walki o siebie, jak i swoje marzenia. Jak również rodzice oraz bliscy osób zmagających się ze swoimi fizycznymi ograniczeniami, po to by wiedzieli, jak stać się dla dziecka wsparciem, a nie kolejną przeszkodą do pokonania. I wreszcie każda inna osoba. Wiele razy słyszę od osób zdrowych, że często nie wiedzą, jak zachować się w obecności niepełnosprawnych, aby nas nie urazić, nie zachować się nietaktownie, bądź zwyczajnie nie utrudniać nam życia. Z tej książki wszystkiego się dowiecie, więc jak widzicie, jest to bardzo wartościowa pozycja, którą powinien przeczytać każdy. Ja przeczytałam i jestem pełna pozytywnej energii i zmotywowana do tego, aby się nie poddawać.

A Wy skusicie się na lekturę?

Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania książka, za co bardzo dziękuję. Zachęcam Was również do zapoznania się z innymi książkami biograficznymi, które znajdziecie w ofercie księgarni.


piątek, 5 czerwca 2020

"Królowa pszczół"- Nina Nirali /Recenzja przedpremierowa.

Witajcie kochani.
Co u Was słychać? Mam nadzieję, że jesteście szczęśliwi, a w Waszych sercach panuje radość i wewnętrzny spokój. Jeśli tak, czego każdemu z Was serdecznie życzę, to proszę Was, cieszcie się i doceniajcie każdy nawet najmniejszy szczęśliwy moment w swoim życiu. Dzielcie te radosne chwile z tymi, których kochacie i zachowajcie je w pamięci na zawsze. Nie proszę Was o to bez powodu, bowiem dziś porozmawiamy sobie o przewrotności ludzkiego losu.

Jak mówią słowa piosenki zespołu Skaldowie *„Pukajcie ze mną w niemalowane drewno, bo czasami szczęście trwa tylko chwile dwie”.
Zapewne zgodzimy się wszyscy, że w kontekście wielu krętych ścieżek, którymi los prowadzi nasze życie, słowa te są bardzo prawdziwe. To właśnie los, który rozdaje karty w naszym życiu, tak samo, jak potrafi być szczodry, hojny i szeroko się do nas uśmiechać, równie szybko wedle swojego kaprysu może nam odebrać wszystko, co do tej pory ofiarował i tym razem, mieć dla nas tylko swój krzywy uśmiech.

Pewnie niektórzy z Was myślą teraz, że w moim życiu dzieje się coś złego i dlatego zdecydowałam się poruszyć ten temat. Otóż nie, możecie być spokojni. Nie chodzi o mnie. Do tego rodzaju refleksji i przemyśleń skłoniła mnie najnowsza książka Niny Nirali - „Królowa pszczół”, którą miałam przyjemność przeczytać przedpremierowo i o której chcę teraz Wam opowiedzieć.

To właśnie jej bohaterowie na własnej skórze doświadczyli tego, jak bardzo nieprzewidywalnym, a jednocześnie trudnym przeciwnikiem może okazać się los. To on gra z nimi w nierówną grę zmuszając ich zarówno do poznania smaku goryczy, jak i dokonywania trudnych wyborów oraz podejmowania niełatwych decyzji, za którymi co prawda może kryć się szczęście, ale może być im ono dane tylko na chwilę. Zapraszam Was na dalszą część recenzji, abyście wspólnie ze mną przekonali się, dokąd one ich doprowadzą.

Jak czytamy na okładce książki, główną jej bohaterką jest Skylar, autorka bestsellerowych powieści. Jednak już teraz mogę Wam zdradzić, że śmiało możemy powiedzieć, iż przynajmniej na początku, historia opisana na kartach tej powieści ma dwie główne bohaterki. A to dlatego, że do pewnego momentu opisane w niej wydarzenia dzieją się dwutorowo.
Poznajemy bowiem, jak już wcześniej wspomniałam Skylar, która przyjeżdża do Indii, gdzie zabiera nas ponownie Nina Nirali, by tu właśnie napisać swoją najważniejszą w życiu książkę, ale jest jeszcze, ktoś, kto w tym samym czasie ucieka z domu rodzinnego, aby ustrzec się przed życiem, które zaplanowali dla niej rodzice. Ośmioletnia Anu, bo to o niej mowa, wyrusza nocą w samotną podróż do Mumbaju, dzięki czemu unika aranżowanego małżeństwa z dużo starszym od siebie mężczyzną.

Wróćmy jednak na chwilę do pierwszej z bohaterek, gdyż jak się przekonacie podczas lektury książki, choć ona sama jeszcze o tym nie wie spotkanie z niezwykle inteligentnym i interesującym taksówkarzem Ravishem, który odwozi ją z lotniska do hotelu, odmieni już wkrótce życie ich obojga. Ku ogromnemu zaskoczeniu mężczyzny bardzo intrygująca i tajemnicza Europejka, jak wtedy o niej pomyślał, oferuje mu pracę dla siebie za bardzo duże, jak na jego obecny poziom życia pieniądze. Jak się możecie domyślać, w skrytości serc tej dwójki rodzi się uczucie. Jednak jeśli oczekujecie, że teraz wszystko potoczy się jak w bajce, to nic bardziej mylnego. Oboje w życiu bardzo wiele przeszli i teraz są nieufni i ostrożni. Z biegiem fabuły dowiadujemy się, także że Skylar skrywa bardzo bolesną tajemnicę i kiedy zapada zmrok, z dala od ludzkich oczu, pozwala, by łzy mogły dać jej chwilowe ukojenie.
W chwili, gdy drogi tej dwójki łączą się, ich świat zupełnie się zmienia, ale to dopiero początek tego, co przygotował dla nich los.

Autorka w doskonały sposób pokazała nam czytelnikom Indie, jako kraj pełen kontrastów. O tym kraju mówi się bowiem, że w jednej chwili z pięknego, bajkowego świata możemy trafić do slamsów.
Anu, która, choć ma dopiero osiem lat i powinna cieszyć się beztroskim dzieciństwem, nigdy tak naprawdę nie miała szansy poczuć się dzieckiem. Teraz jest jednym z wielu bezdomnych dzieci, o których świat zapomniał i musi walczyć o przetrwanie. Śledząc jej losy, jesteśmy niemalże obserwatorami skrajnej biedy i niesprawiedliwości społecznej, która dotyka tych najbardziej bezbronnych. Ta książka to swego rodzaju apel przypominający nam o tym, że wszyscy jesteśmy równi i tak powinniśmy być traktowani.

Skylar nie może przejść obojętnie obok tego, co spotyka tamte dzieci i tak jeden z pozoru niewielki gest uruchamia lawinę zmian w życiu całej trójki. Ja jednak niczego więcej Wam nie zdradzę, abyście sami mogli być świadkami przemian każdego z bohaterów. Nie tylko tych widocznych gołym okiem, ale przede wszystkim zachodzących w ich sercach.

Wydawać by się mogło, że teraz każde z nich doświadczy wreszcie tak bardzo upragnionego i zasłużonego szczęścia, ale tylko Skylar wie, że nie zjawiła się w tym kraju wyłącznie po to, aby pisać. Jest pełna obaw i lęku o to, że kiedy Ravi pozna prawdę, odejdzie, a nawet jeśli zostanie, ich szczęście będzie trwało tylko chwilę, ponieważ w życiu niestety często dzieją się rzeczy nieodwracalne, na które nie mamy wpływu.

Moi drodzy z całego serca polecam Wam sięgnąć po „Królową pszczół”, ponieważ jej karty skrywają bardzo wciągającą i poruszającą opowieść, od której nie sposób się oderwać. Autorka oddała w nasze ręce bardzo klimatyczną, mądrą i emocjonalną historię splecioną ze złożonych i trudnych kolei ludzkich przeżyć i doświadczeń. Wszystko, o czym przeczytamy w książce, skłania nas do głębokich refleksji i przemyśleń, Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że jest to jedna z najlepszych książek, jakie udało mi się przeczytać w tym roku. Jestem pełna podziwu i uznania dla Niny Nirali za to, że w tak niezwykły sposób udało Jej się połączyć ze sobą wiele ważnych wątków, które w efekcie tworzą, coś naprawdę wyjątkowego i chwytającego za serce. Jest to jedna z tych książek, która moje serce roztrzaskała na tysiące kawałków i wywołała niepohamowany potok łez, Nie ukrywam, że stało się tak również, dlatego że w pewnej mierze niejako wiem, co czuła Skylar i jak musiało być jej ciężko, bo sama znajduje się w podobnej sytuacji.

Być może teraz odnosicie wrażenie, że napisałam Wam na temat „Królowej pszczół” zbyt wiele, ale możecie mi wierzyć, że to zaledwie niewielki ułamek z tego, co w niej odnajdziecie. Żałuję, że nie mogę zdradzić Wam więcej szczegółów, ale nie chcę pozbawiać Was tych wspaniałych doznań, które będą towarzyszyć Wam od pierwszej do ostatniej strony. Dlatego powiem tylko tyle, że jeśli szukacie książki, której nie odbiera się umysłem a sercem. Takiej, która pobudzi Wasze najgłębiej ukryte emocje, pochłonie Was bez reszty i nigdy nie pozwoli o sobie zapomnieć, to, koniecznie sięgnijcie po ten tytuł.

Nina Nirali należy do grona moich ulubionych autorek i z każdą kolejną swoją książką udowadnia, że jest to wyróżnienie w pełni zasłużone. W każdą z nich wkłada nie tylko całe swoje serce, ale również ogrom pracy, co doskonale widać. Tak też jest i w przypadku „Królowej pszczół”. Tu wszystko jest dopracowane w najmniejszych detalach. Wspaniały klimat powieści, autentyczne i budzące naszą sympatię portrety bohaterów sprawiają, że kibicujemy ich szczęściu.

Mam nadzieję, że to wszystko, czym się z Wami podzieliłam i o wiele więcej, o czym nie mogę Wam napisać, a co dostaniecie, decydując się przeczytać książkę, wzbudziło Wasze nią zainteresowanie i z niecierpliwością będziecie czekać na jej premierę, która będzie miała miejsce już 1 lipca 2020 roku.

*Słowa z piosenki zespołu Skaldowie "Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał".

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Novae Res, za co bardzo dziękuję.

Inne  książki autorki, które recenzowałam:
Online dostee.
Maharani.
Oblicza księżyca.


poniedziałek, 1 czerwca 2020

Gdy coś wydaje się idealne, najczęściej bywa podejrzane.

Większość z nas żywi przekonanie, że osoby żyjące w małych miejscowościach bądź mieszkające na małych osiedlach tworzą swego rodzaju zamkniętą społeczność, w której wszyscy bardzo dobrze się znają i wszystko o sobie wiedzą. Z własnego doświadczenia, jako mieszkanki małej wioski mogę Was jednak zapewnić, że takie myślenie często bywa złudne. Możecie mi wierzyć, że choć wszyscy znamy się tu niemalże od zawsze, to jednak niejednokrotnie dowiadujemy się o kimś z nas, czegoś, czego byśmy się po tej osobie nie spodziewali i co nas mocno zaskakuje. A takie wieści rozchodzą się u nas lotem błyskawicy.

Ten post nie będzie jednak poświęcony zakulisowemu życiu mieszkańców mojej miejscowości, a bohaterom innej niewielkiej grupy osób, którą możemy poznać na kartach książki „Ktoś tu kłamie” Jenny Blackhurst, o której chcę Wam dziś opowiedzieć.

Kochani zapraszam Was serdecznie do tego, abyście wspólnie ze mną odwiedzili niewielkie osiedle Severn Oaks, gdzie dzieją się wydarzenia opisane w powieści. Musicie wiedzieć, że otrzymując zaproszenie, chociażby do odwiedzenia tego miejsca powinniście czuć się wyróżnieni, ponieważ spotkacie tam najbardziej zamożne i szanowane osoby w okolicy. Mieszkanie w tej dzielnicy oznacza prestiż. Tym niezwykłym przywilejem cieszy się szóstka głównych bohaterów, o bardzo różnych i złożonych osobowościach. Kiedy wkraczamy za bramę ich wewnętrznego świata, widzimy, że są oni ze sobą wzajemnie w dość bliskich relacjach. Można nawet powiedzieć, że się ze sobą przyjaźnią. Wraz z rozpoczęciem akcji stajemy się uczestnikami pikniku organizowanego w tamtejszej szkole, którego inicjatorką była jedna z mieszkanek wspomnianego osiedla Erica Spenser.

Nie bez powodu używam w tym przypadku czasu przeszłego, gdyż minęło już pół roku, odkąd na jednym z otwartych przyjęć kobieta poniosła natychmiastową śmierć w tragicznym wypadku. Wygląda na to, że dziś, choć wszyscy pamiętają zmarłą przyjaciółkę, to jednak  powoli zapominają o tragedii, która ją spotkała. Nie wiedzą jednak jeszcze, że za chwilę wydarzy się coś, co nie tylko stanie się przyczyną powrotu do przeszłości, ale przede wszystkim zburzy spokój i harmonię ich codziennego życia.

Oto niespodziewanie dla nich wszystkich właśnie w dniu pikniku na Facebooku pojawia się post nieznanej nikomu osoby, która pisze, że przekonanie, iż Erica zginęła w wyniku nieszczęśliwego wypadku, jest kłamstwem, a tajemniczy mężczyzna Andy Noon, jak się przedstawia, zna całą prawdę, na temat tego, co wówczas wydarzyło się na owym feralnym przyjęciu i będzie ją ujawniał w podcaście zatytułowanym „Prawda o Erice”, bo ewidentnie ktoś tu kłamie. Odcinków podcastu będzie sześć, adekwatnie do tego ilu podejrzanych jest w kręgu tych, którzy mogliby mieć motyw, aby zabić, a ostatni odcinek ujawni nazwisko osoby, która ma krew na rękach i jest mordercą.

Nikt ze wskazanych przez autora podcastu osób nie może czuć się pewnie i bezpiecznie, gdyż nie tylko nie wiedzą, kim jest tajemniczy mężczyzna. Ile wie, i co zdecyduje się ujawnić publicznie, ale przede wszystkim każda z tych osób jest dowodem na to, że nawet w tak małym gronie osób nie wiemy o sobie nawzajem wszystkiego. Wszystkie te osoby ukrywają coś, o czym pozostali nie wiedzą. Wtorkowe wieczory, kiedy zostają wyemitowane kolejne odcinki, nie są już tak spokojne, jak dotychczas. Kiedy na jaw wychodzą nowe, szokujące fakty, mieszkańcy zaczynają zwracać się przeciwko sobie i zdają sobie wreszcie sprawę, że minusem mieszkania we własnym wewnętrznym świecie, jest fakt, że tu nic nie da się ukryć. Tu wszystko widać jak na dłoni.

Jednak to nie wszystko, co spędza sen z powiek ich całej szóstki Nagle bowiem w niewyjaśnionych okolicznościach znika jedna z wytypowanych osób. Wówczas sytuacja ta rodzi kolejne pytania bez odpowiedzi. Czy zaginiona jest winna i dlatego uciekła, a może grozi jej niebezpieczeństwo i za chwilę kolejną ze wskazanych osób może spotkać również coś złego?
Na te i wiele innych pytań i wątpliwości odpowiedzi będziecie musieli poszukać wspólnie z bohaterami historii, którą w nasze ręce oddała autorka, bo ja nie zdradzę już ani słowa więcej.

„Ktoś tu kłamie” to bardzo angażujący czytelnika thriller psychologiczny, który obnaża prawdziwość ludzkiej natury. Czyż bowiem realia naszego, życia nie udowodniły nam niejednokrotnie, że kiedy toczy się ono po naszej myśli, wówczas chcemy zacieśniać więzy z innymi, jesteśmy serdeczni i przyjacielscy, a kiedy dzieje się coś, co może zagrozić naszemu bezpieczeństwu, bądź ktoś staje na drodze naszego szczęścia, wtedy diametralnie zmieniamy swoje nastawienie i często nie zważając na wagę podjętych działań, robimy coś, czego nigdy byśmy się po sobie nie spodziewali. Wystarczy chwila, a potem nie ma już odwrotu.

Autorka świetnie ukazała ten aspekt w momencie, kiedy napięcie wynikające z zaistniałej sytuacji sprawia, że bohaterowie zaczynają patrzeć na siebie wilkiem. Najpierw wszyscy byli przyjaciółmi. Były wspólne przyjęcia, spotkania i herbatki, a teraz każdy myśli już tylko o sobie.

Ja bardzo lubię twórczość Jenny Blackhurst i zawsze gorąco zachęcam Was do sięgnięcia po każdą z jej książek. Tak też będzie i tym razem, ponieważ w tej historii niemalże przepadłam. Autorka w rewelacyjny sposób wciągnęła mnie w cały proces dążenia do odkrycia prawdy, która miała nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Dzięki świetnej kreacji portretów psychologicznych każdego bohatera, do końca nie dało się przewidzieć zakończenia. Co więcej takiego, jakie ostatecznie otrzymaliśmy, nie obstawiałam nawet przez chwilę. Tu każdy ma coś na sumieniu i każdy może okazać się winny. Napięcie, które nie opuszcza nikogo w Sewern Oaks, od samego początku udziela się czytelnikowi i tak już zostaje do końca.

Ja nie mogłam odłożyć tej książki, do momentu, aż nie skończyłam jej czytać i wierzę, że w Waszym przypadku też tak będzie, dlatego będę Was kusić, jak tylko mogę do sięgnięcia po ten tytuł.

Pamiętajcie, jeśli coś na pierwszy rzut oka wygląda zbyt idealnie, to może okazać się złudne i podejrzane, Nie dajcie się zwieść pozorom.

Do następnego razu... Bądźcie szczerzy.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Albatros, za co bardzo dziękuję.

Inne książki autorki, które recenzowałam: