sobota, 22 lutego 2020

Tabletka zapomnienia.

Witajcie moi kochani. Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku i nie spotkało Was nic złego, o czym chcielibyście zapomnieć i nigdy do tego nie wracać, a najlepiej na zawsze wymazać to zdarzenie z pamięci.

Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że życie nie zawsze jest dla nas łaskawe i niestety niemalże każdy z nas znalazł się w sytuacji, kiedy zmuszony był zmierzyć się z bardzo trudnymi przeżyciami w swoim w życiu, które nie rzadko wywołują w nas tak silne emocje, iż często nie potrafimy się z nimi uporać przez bardzo długie lata, a czasami nawet nie udaje nam się to nigdy. Ja też przeżyłam kilka tak bolesnych doświadczeń i muszę Wam się przyznać, że są takie chwile, kiedy one wracają do mnie we wspomnieniach, a ja wtedy tak mocno marzę o tym, by mieć taką „magiczną tabletkę zapomnienia”, po zażyciu której zapomnę o wszystkim, co przykrego, złego i traumatycznego spotkało mnie do tej pory. Czyż to nie brzmi wspaniale? Otóż nie.

Zapewne zastanawiacie się teraz, na jakiej podstawie zajęłam tak jednoznaczne i stanowcze stanowisko odnośnie do tej kwestii. Już wyjaśniam.
O tym, jak trudna i brzemienna w skutkach może okazać się nawet krótkotrwała utrata pamięci, przekonałam się podczas lektury książki „Amnezja” autorstwa Federico Axata, z której recenzją dziś do Was przychodzę.

Na kartach tej książki poznajemy dwudziestosiedmioletniego mężczyznę, którego los nie oszczędzał od najmłodszych lat. On i jego starszy brat Mark już jako dzieci otrzymali od życia wiele bolesnych ciosów, które sprawiły, że w pewnym momencie zostali na tym świecie zupełnie sami i mogli liczyć tylko na siebie. Dziś obaj są już dorosłymi mężczyznami i o ile starszy z braci ułożył sobie życie i prowadzi laboratorium medyczne, o tyle sam John, bo to właśnie o nim mowa, nie do końca poradził sobie z traumatycznymi wydarzeniami, które dotknęły ich rodzinę i dziś zmaga się z chorobą alkoholową. Jego jedyną siłą w tej walce jest czteroletnia córka, dla której chce wyjść z nałogu. Poza Markiem to właśnie ona jest mu najbliższa, ponieważ małżeństwo z matką dziewczynki  również się rozpadło. Choć nie zawsze jest lekko, to niestety pewnego ranka problem uzależnienia staje się dla Johna wręcz nieistotny w porównaniu do tego, jak bardzo za chwilę jego życie zostanie wywrócone do góry nogami.

Bo oto budzi się pewnego dna, leżąc na podłodze we własnym salonie, a obok niego stoi pusta butelka po wódce i leży młoda, piękna dziewczyna, której ku jego przekonaniu, nigdy wcześniej nie widział. Nie byłoby w tej scenie nic zaskakującego, gdyby nie jeden istotny szczegół, dziewczyna jest martwa. Grozy sytuacji dopełnia fakt, że obok ciała leży pistolet a John nie pamięta zupełnie nic z wydarzeń minionych kilku godzin. Więcej wam nie zdradzę. Powiem tylko tyle, że po tym zdarzeniu dzieje się szereg innych tajemniczych sytuacji, które wskazują na to, że ktoś próbuje wrobić go w morderstwo, ale czy na pewno? A może jednak jest mordercą, który przegrał z nałogiem i dlatego nic nie pamięta? Odpowiedzi na te pytania musicie oczywiście poszukać sami podczas czytania książki.

Wspólnie z naszym bohaterem i dwójką jego przyjaciół z dzieciństwa uczestniczymy w procesie dążenia do prawdy. Nie jest to jednak łatwe, ponieważ z każdą wręcz minutą rodzą się kolejne pytania bez odpowiedzi, jak również mnożą się wątpliwości. Na jaw wychodzą nowe fakty, które nie pozwalają ufać już praktycznie nikomu, a sprawa tajemniczej śmierci, bardzo szybko okazuje się tylko wierzchołkiem mnóstwa tajemnic i zdarzeń, które zbierają tragiczne żniwo nawet po wielu latach.

John, czemu trudno się dziwić, ma w głowie ogromny mętlik, do którego również przysłużyły się sugestywne sny, w  trakcie których nawiedza go tajemnicza młoda dziewczyna, która prowadzi go przez las, powtarzając tylko jedno zdanie: „O czymś zapomniałeś”. Przekonajcie się koniecznie, czy owe sny powtarzające się cyklicznie pomogą uzyskać odpowiedzi na dręczące mężczyznę pytania. Czy jest ktoś, komu zależy, aby prawda nie ujrzała światła dziennego, a jeśli tak to, czy Johnowi grozi niebezpieczeństwo? Sprawdźcie to koniecznie.

Jak wiecie albo i nie thriller psychologiczny to jeden z moich ulubionych gatunków czytelniczych i dlatego po książki go reprezentujące sięgam najczęściej, jednak muszę otwarcie przyznać, że ten bardzo mocno mnie zaskoczył. „Amnezja” to książka inna niż wszystkie z tego gatunku, które do tej pory czytałam. Oczywiście nie mogę napisać Wam zbyt wiele, aby nie pozbawić Was owego efektu zaskoczenia, ale zapewniam Was, że ze względu na wątek tajemniczych snów Johna, a jak się później okazuje nie tylko jego, wielbiciele fantastyki również znajdą w tej książce coś dla siebie.

Muszę przyznać, że moje wrażenia po lekturze „Amnezji” są bardzo mieszane. Początek mocno mnie wciągnął i byłam ciekawa, co będzie dalej. Po czym nastąpił wątek snów i jako że ja nie jestem zwolenniczką tego typu rozwiązań, na początku nie byłam do niego przekonana, a wręcz czułam się zagubiona z uwagi na to, że w kontekście tego, co przeczytałam do tego momentu, wydawał mi się zupełnie nierealny i wciąż zadawałam sobie pytanie: „czemu taki zabieg zastosowany przez autora ma służyć”?
Wraz z biegiem lektury oczywiście moje wątpliwości zostały rozwiane i kiedy kolejne elementy tak misternie skonstruowanej przez Federico Axata układanki zaczęły trafiać na swoje miejsce i układać się w logiczną całość, byłam pod wrażeniem pomysłowości autora i myślę, że Wy też będziecie. Brawa za tak rewelacyjną kreatywność.

Jak widzicie w książce dzieje się naprawdę dużo. Tajemnica goni tajemnicę, a cień śmierci nie opuszcza jej bohaterów. To wszystko w połączeniu z bardzo przystępnym i ciekawym stylem pisania, którym posługuje się autor, sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko. Axat, nie oszczędza swoich bohaterów, nie dając im czasu na wytchnienie i przystopowanie w wirze następujących po sobie tajemniczych odkryć, które nie raz zaskoczą nie tylko czytelnika, ale również ich samych.

Ze swej strony oczywiście książkę polecam i mam nadzieję, że udało mi się zachęcić Was do sięgnięcia po tę pozycję. A może lektura „Amnezji” już za Wami? Jeśli tak,napiszcie mi, proszę w komentarzach, jakie ta historia wywarła na Was wrażenie?

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Prószyński i S-ka, za co bardzo dziękuję.


wtorek, 18 lutego 2020

Kulturalnie przy kawie. vol.4/ Istotne zmiany.

Moi kochani dziś wspólnie z redakcją Niezależnego Kwartalnika Literacko-Artystycznego ”Post Scriptum” mamy dla Was wyczekiwaną przez wielu czytelników wspaniałą wiadomość. Otóż już teraz możecie przeczytać pierwsze w roku 2020 wydanie magazynu. Dzięki uprzejmości jego twórców mam możliwość zdradzić Wam co nieco na temat tego, co tym razem dla nas przygotowali.

Długo wyczekiwany pierwszy numer roku 2020 pojawił się w Walentynki pół godziny przed północą. Co w środku? To musicie sami zobaczyć. Zdradzimy tylko, że poza Andrzejem Pągowskim, wybitnym plakacistą będziecie mogli zapoznać się z fotografią Moniki Cichoszewskiej, malarstwem Diany Żarów, Sebastiana Monia oraz Marcina Kołpanowicza. Jest poezja i proza. Są świetni artyści z różnych dziedzin: jest aktorka i piosenkarka Katarzyna Jamróz, są pisarze płci obojga, są recenzje, jest smakowity materiał o gdańskim wernisażu malarstwa pióra Radosława Jaśnikowskiego (malarza Jarosława Jaśnikowskiego będziemy gościć w kwietniu). Jak zwykle są ciekawe felietony i opowiadania. Długo by tak można. Można i krótko-po prostu-Zapraszamy do lektury!

Zapomnielibyśmy o doskonałym materiale Roberta Knapika o twórczości naszej noblistki Olgi Tokarczuk. Łatwo o czymś zapomnieć, bo to 130 stron doskonałej lektury. Jeszcze raz, serdecznie zapraszamy!


W tym miejscu chcę powiedzieć o jednej bardzo ważnej zmianie dotyczącej możliwości pobrania pisma na swoje urządzenia mobilne. Dotychczas każdy poprzedni numer pisma, o którym Wam pisałam, mogliście przeczytać bezpłatnie. Teraz to się zmieniło, bowiem jak informuje redakcja, możliwość przeczytania pisma jest płatna.

Zapewne zastanawiacie się, czym taka zmiana jest spowodowana. Oczywiście twórcy spieszą z wyjaśnieniami.
"W dalszym ciągu działamy z miłości do Sztuki, nie do pieniędzy. Jednak płacimy za: platformy cyfrowe, strony, tłumaczenia na języki obce, oprogramowanie wszelkie. Dlatego prosimy o wyrozumiałość i wsparcie naszego przedsięwzięcia".


Nie martwcie się jednak, ponieważ opłata jest naprawdę niewielka, a dodatkowo dla wszystkich zainteresowanych została przygotowana bardzo atrakcyjna oferta wykupienia rocznej prenumeraty „Post Scriptum".
Poniżej możecie zapoznać się z jej szczegółami.

"Prenumerata naszego magazynu już jest dostępna! Wystarczy kliknąć podany w link, a potem wykupić subskrypcję ważną przez cały rok 2020. Na pierwszych subskrybentów czekają nagrody, między innymi przepiękna książka Joanny Stovrag, Chwila na miłość, a także unikalna reprodukcja obrazu z autografem malarza. Warto się spieszyć. Nie tylko z tego powodu. Na razie cena rocznej prenumeraty jest prawie taka sama jak cena pojedynczego numeru. Nie jesteśmy w stanie obiecać, że tak będzie zawsze. Dlatego lepiej wykupić teraz".

https://issuu.com/store/publishers/post.scriptum/subscribe


Jeśli nie mieliście okazji czytać poprzednich numerów, zestawiam Wam link do posta, w którym znajdziecie odnośniki do każdego z nich.

Napiszcie mi, proszę w komentarzach, czy czytaliście już poprzednie wydania magazynu, a jeśli tak, to co o nim sądzicie i, czy planujecie wykupić prenumeratę?

Ze swej strony serdecznie Was do tego zachęcam, ponieważ w moim subiektywnym odczuciu jest to pismo godne uwagi. Warto rozwijać swoje szeroko pojęte zainteresowanie kulturą i sztuką. 

niedziela, 16 lutego 2020

Zapowiedź: Piętno dzieciństwa Katarzyny Kieleckiej

Moi drodzy, nie wiem, czy pamiętacie, ale w kwietniu minionego roku prezentowałam Wam książkę Katarzyny KieleckiejSedno życia” wydana nakładem wydawnictwa Szara Godzina, której miałam ogromny zaszczyt być ambasadorką. Książka bardzo mi się podobała i naprawdę nie mogłam doczekać się, kiedy będziemy mieli możliwość poznania kontynuacji opisanej w niej historii.


I oto dziś, wreszcie nadszedł ten moment, kiedy mogę podzielić się z Wami tak długo wyczekiwaną informacją, że już 19 lutego bieżącego roku swoją premierę będzie miało oczekiwane przez czytelników „Piętno dzieciństwa".

Jeśli nie mieliście jeszcze okazji czytać mojej recenzji książki „Sedno życia”, to zapraszam serdecznie do kliknięcia w tytuł.

Zostawiamy dla Was kilka informacji o książce, jak również jej pierwszy rozdział, który mam nadzieję, podsyci dodatkowo Waszą ochotę na sięgnięcie po książkę.





Opis:

W pierwszym tomie autorka oddała głos Edycie, w drugim swoją historię opowiedział jej brat – Wojciech. Dwie książki, dwie perspektywy, dwa życia, jedna trauma.  
                                          
Wojtek Rawicki, bohater powieści „Piętno dzieciństwa”,  jest człowiekiem sukcesu i szczęściarzem. Zajmuje wysokie stanowisko w banku z dyrektorską pensją, mieszka  w pięknym domu w dobrej dzielnicy  w Łodzi z żoną i dziećmi, żyje jak, chce. A jednak… Pod maską silnego mężczyzny kryje się mały chłopiec, który doświadczył w dzieciństwie przemocy fizycznej i psychicznej. Wojtek brzydzi się sobą, boi się okazywać emocje, ucieka przed głębokimi relacjami i rani bliskich. Świat Wojtka wywraca się  do góry nogami w wigilijną noc, kiedy przypadkowo dowiaduje się, że jego niechciane dziecko urodziło się i żyje. Od tej chwili kieruje nim jedno pragnienie – poznać swoją sześcioletnią córkę i stać się dla dziewczynki ojcem. 

Czy Wojtek zdobędzie się na odwagę, by zawalczyć o nowe życie? Czy niezaleczone blizny pozwolą mu poczuć się szczęśliwym i dać innym szczęście? Katarzyna Kielecka mieszka w Łodzi z  dwójką dorastających muzyków. Z wykształcenia jest pedagogiem specjalnym. Pracuje banku. Od lat tworzy drobne formy literackie: wiersze, opowiadania, teksty piosenek i scenariusze przedstawień dla dzieci. Pewnego dnia poczuła, że czas pomyśleć o powieści i już wie, że mogłaby pisać bez końca. Debiutowała powieścią Sedno życia (2019). Ponadto w tym samym roku ukazały się: Pod tym samym niebem i Gieśki. Księga przygód – książka przeznaczona dla młodych czytelników. „Piętno dzieciństwa” - Wydawnictwo Szara Godzina i autorka powieści Katarzyna Kielecka zapraszają do czytania. Książka jest dostępna w internetowych i stacjonarnych księgarniach w całej Polsce.

Rozdział 1


Gdy nasz ojciec zmarł, żadne z jego dzieci nie zdobyło się na ani jedną łzę. Żadne go nie żałowało. Zanim to jednak nastąpiło, po prawie sześciu latach wyrzutów sumienia i gardzenia samym sobą w wigilijny wieczór dowiedziałem się, że moje dziecko urodziło się i żyje. Myślałem, że oszaleję ze szczęścia. Nigdy dotąd nie czułem takiej radości. Nie zmąciła mi jej nawet wiedza, że jest chore i czeka je operacja serca. Trafiłem na informacje o córce przypadkiem przez stronę fundacji zbierającej środki na leczenie. Mieszkanie jej matki, które znałem, od dawna zajmowali nowi lokatorzy. O niczym nie wiedzieli albo nie chcieli mówić. Na wysokości zadania stanął mój przyjaciel Emil, na którego od ładnych kilku lat mogłem liczyć we wszelkich trudnych sprawach. Ustalił, że Ania wraz z naszym dzieckiem mieszka u rodziców pod Krakowem. Korzystając z licznych znajomości, zdobył namiary.
Z moją żoną i byłą kochanką ojca – Marzeną – nie łączyło mnie nic. Z jej bliźniętami, a moim przyrodnim rodzeństwem łączyło mnie jeszcze mniej, bo nie potrafiłem ich obdarzyć cieplejszym uczuciem. Moja siostra spędzała święta ogromnie zajęta małym Grzesiem, którego dostała w spadku po zmarłej Agacie. Czułem się w Łodzi zbędny. Bez wahania wskoczyłem w samochód i ruszyłem na południe.
Umiałem siedzieć cierpliwie i czekać bez ruchu. To była jedna z niewielu rzeczy, jakich nauczył mnie ojciec. Załadowałem na tylne siedzenie śpiwór, dwa koce, lornetkę, magiczny czajnik do gotowania wody w samochodzie i termos. Zaparkowałem w krzakach, blisko interesującego mnie domu, i skupiłem się na majstrowaniu kolejnych kaw, rozmyślaniu oraz obserwacji okien. Szczęśliwie nie trzymał mróz. Istniała szansa, że jakoś przeżyję to szaleństwo w plenerze.
Teren był mi kompletnie obcy. Kraków znałem. Wprawdzie głównie z sal konferencyjnych i hoteli, ale jednak. Tymczasem rejon, w którym się znalazłem, nie mówił mi nic. Z nudów grzebałem w tablecie i plątałem się wirtualnie po najbliższej okolicy, jednym okiem zerkając na wyświetlacz, a drugim na dom. Z krajowej dziewięćdziesiątki czwórki zjechałem w lewo tuż za Jerzmanowicami. Nawigacja zapierała się, że na Wawel mógłbym dotrzeć w ciągu czterdziestu minut. Blisko. Tuż obok mnie wisiała tabliczka informująca, że znajduję się przy ulicy Łokietka. Moja szmyrgnięta historycznie siostra zachwycałaby się tą lokalizacją. Mnie to nie ruszało. Dziarski, choć nieduży monarcha zszedł z tego padołu już prawie siedemset lat temu, więc uznałem, że nie ma się nad czym rozczulać. Niech spoczywa w spokoju.
Światem rządziła zima, było świąteczne popołudnie, wokół ani żywego ducha. W niedużej odległości widziałem mały, płatny parking i tablicę informującą o zagospodarowaniu turystycznym okolicy. Próbowałem sobie przypomnieć, czy w tym rejonie jest coś godnego zwiedzania, jednak byłem zbyt zaaferowany, żeby wygrzebać z pamięci cokolwiek. Wokół mnie stały luźno rozrzucone domy. Za nimi marzły w absolutnej ciszy ciemne, puste pola, bo śnieg nie raczył ich ubielić. W oddali czernił się las. Po świecie rozpełzł się mrok. W nielicznych budynkach powoli zapalały się kolejne światła i choinki. Rodziny cieszyły się z bycia razem, ja cieszyłem się z bycia bliżej niż kiedykolwiek.
Interesujący mnie budynek był nieduży, zwarty i nieciekawy. Miał pewnie ze czterdzieści lat i dość poniszczoną elewację, niegdyś piaskową albo żółtą. Żadne cudo. Zbudowany na planie kwadratu, piętrowy, z płaskim dachem, bez ganku, przybudówek czy garażu. Na piętrze przez całą szerokość frontowej ściany ciągnął się balkon, a w zasadzie loggia. Za nią błyszczały olbrzymie okna ozdobione fikuśnymi, bardzo symbolicznymi firaneczkami, jakby nad jasną, uśmiechniętą szeroko twarzą podskakiwała niesforna, krótka grzywka. Doskonale widziałem, co się dzieje w środku, zwłaszcza że miałem lornetkę.
Już po dwóch godzinach czekania spotkała mnie nagroda. Niecierpliwie wyprostowałem się za kierownicą. Przyłożyłem lornetkę do oczu cokolwiek zbyt energicznie, narażając się na malownicze limo. Syknąłem z bólu, odsunąłem sprzęt szpiegowski i nerwowo pomasowałem obity policzek. Tymczasem w oknie pokoju na piętrze zapaliło się światło i dostrzegłem postać, która pojawiła się w drzwiach. Odwracała się jeszcze w progu, jakby zachęcała kogoś do pójścia za nią. Od razu wiedziałem, że to ona, chociaż przesłaniało ją nieco zachodzące na okno świąteczne drzewko. Niska i niepozorna, tak jak ją zapamiętałem. Miała już trzydzieści lat, a z daleka sprawiała wrażenie bardzo młodej dziewczyny. W jej ruchach kryło się mnóstwo energii i dynamiki, jakby wypełniała ją sama radość. Była chyba szczuplejsza niż dawniej, choć nie miałem pewności. Kiedyś widywałem ją wyłącznie w sportowych bluzach i dżinsach. Poza tym jednym wyjątkowym razem sześć lat temu w jej mieszkaniu, kiedy zdesperowany i w poczuciu kompletnej beznadziei poleciałem do niej po choćby złudną nadzieję ratunku. Niespodziewanie dostałem wówczas w prezencie ją całą, żeby potem uciec bez słowa i podziękować jak najgorsza menda.
Tymczasem ona, całkowicie nieświadoma tego, że ją podglądam, w świątecznej bordowej sukience podkreślającej wszelkie walory kobiecości usiadła przy pianinie i zaczęła grać. Dawniej nosiła krótką ciemnoblond fryzurę z zachodzącymi na twarz jakimiś dziwnymi, niesymetrycznymi pazurkami. Teraz włosy jej urosły i łagodnymi falami spływały na ramiona. Połyskiwał w nich ciepły, miodowy odcień, którego wcześniej nie dostrzegałem. Tak wyglądała znacznie lepiej. W każdym razie w moim odczuciu, którym nie miałem się z kim podzielić.
Nie docierał do mnie żaden dźwięk, a jednak byłem głęboko przekonany, że Ania gra świetnie. To stanowiło dla mnie nowość. Niby już przed laty, ucząc matematyki, prowadziła lekcje muzyki z najmłodszymi klasami w podstawówce. Nie zgłębiałem jednak tego tematu, bo kompletnie mnie nie interesował. Poznałem ją przy okazji wyświadczania ciotce belferce szkolnej przysługi. Widywaliśmy się z Anią na warsztatach z podstaw bankowości dla dzieci. Fundowałem jej potem niezobowiązującą kawę w pobliskiej kawiarni, jednak nigdy o nic nie pytałem. Wiedziałem tyle, ile sama zechciała mi powiedzieć. W życiu nie przyszło mi do głowy, że może grać na pianinie z takim zapamiętaniem. Zahipnotyzowała mnie niemal od ręki do tego stopnia, że byłem skłonny z marszu wybaczyć jej ten związek z muzyką, byleby tylko nie sięgała po nuty Bizeta.
Kilka chwil później zmaterializowała się obok niej postać znacznie mniejsza, obdarzona burzą rudych, kręconych włosów. Znałem ją tylko z jednej fotografii z internetu, lecz nie miałem najmniejszych wątpliwości, kim jest. Stanowiła wierną kopię mojej siostry z czasów, gdy byliśmy mali. Różniła się od Edyty tylko okularami na małym, piegowatym nosku.
To była moja córka.
Moje własne dziecko, które niegdyś bezmyślnie chciałem wymazać nie tylko ze swojej świadomości, ale w ogóle z życia. Miała pięć lat. Usiadła grzecznie na foteliku obok pianina i z uwagą słuchała. Kiedy matka przerywała na chwilę grę, żeby zamienić z nią kilka słów, dziewczynka z zapałem obdarzała ją brawami, a ja niemal się dusiłem z przejęcia, zapominając co i rusz oddychać.
Po jakimś czasie cały ten kameralny koncert się zakończył. Starsza wzięła młodszą na kolana i trzymając w dłoni drobną łapkę dziewczynki, zaczęła wciskać kolejne klawisze, najwyraźniej coś jej przy tym tłumacząc. Mała śledziła wzrokiem własną rączkę, a potem w skupieniu próbowała powtarzać te same sekwencje. Chyba świetnie się przy tym bawiły, bo co chwilę uśmiechały się do siebie promiennie. Trwało to dość długo. Dla mnie mogłoby nigdy się nie kończyć. Gapiłem się jak zaczarowany. Wreszcie jednak znudziła je ta zabawa, matka odwróciła córkę buzią do siebie i mocno przytuliła, głaszcząc po niesfornych, rudych loczkach. Dziewczynka zarzuciła jej ręce na szyję. Trwały tak przez chwilę w beztroskiej i magicznej radości z bycia razem.
Tego było dla mnie za dużo. Nie wytrzymałem emocji, które gwałtownie we mnie wzbierały i nie znajdowały żadnej drogi ujścia. Nie przywykłem do takich doznań i nie umiałem sobie z nimi poradzić. Ba, nawet nie potrafiłem ich zdefiniować. Gwałtownie odłożyłem lornetkę na siedzenie obok, uruchomiłem silnik i zawróciłem ostrożnie, żeby nie ściągać na siebie uwagi. Towarzyszyła mi bolesna pewność, że ten sielski świat nut, dźwięków, prostych, serdecznych gestów i zwykłej, szczerej czułości jest mi kompletnie niedostępny. Odjechałem w stronę krakowskiego hotelu ze świadomością, że gdybym jeszcze trochę na nie popatrzył, niechybnie bym się rozpłakał.
Wiedziałem już wtedy, że te dwie istoty siedzące przy pianinie to sedno mojego życia, choć wcale nie miałem pewności, czy będę umiał je pokochać. Dokuczała mi świadomość, że niczego nie mogę im dać, a nic to stanowczo za mało, żeby zawracać im głowę. W domu czekała na mnie żona z dwójką dzieci mojego ojca, których bezpieczeństwo zależało tylko ode mnie. Byłem przekonany, że jeśli zostawiłbym ich samych, ojciec wcześniej czy później zacząłby składać rodzinne, towarzyskie wizyty. To musiałoby się skończyć tak samo, jak moje wieczorne odwiedziny w jego gabinecie. Mimo upływu lat, terapii, sukcesu zawodowego i niezłej pozycji finansowej wciąż byłem w jakimś stopniu zniewolony psychicznie. Ojciec potrafił mnie zastraszyć, szantażować i tłamsić, chociaż pozornie niczego takiego nie robił. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę i sprawiało mu to niezłą uciechę.
Pojechałem do hotelu na peryferiach Krakowa i przesiedziałem cały świąteczny wieczór w pustym pokoju jak ostatni kretyn, wpatrując się w coraz bardziej wygniecioną wydrukowaną z internetu podobiznę dziecka. Zdjęcia Ani nie miałem. Wystarczyło jednak, że przymknąłem oczy i znów widziałem ją w pokoju na piętrze, a jej dłonie płynęły miękko, choć bezdźwięcznie, po kolejnych oktawach. Wypiłem piwo, które w niczym mi nie pomogło, poszedłem pod prysznic, a potem spędziłem bezsenną noc, przewracając się na łóżku i raz po raz dochodząc do ponurej konkluzji, że moje życie jest całkowicie i nieodwracalnie spieprzone. Wreszcie niemal nad ranem podjąłem decyzję, że odpocznę parę godzin i wrócę do Łodzi. Uspokojony tą rezolucją, zasnąłem jak kamień i gniłem w łóżku niemal do południa.

***

Napiszcie mi, proszę w komentarzach, czy czytaliście już pierwszą część cyklu oraz, czy podobnie, jak ja czekacie na tę premierę?

środa, 12 lutego 2020

Nie pozwól na to, abyś stał się więźniem własnych obsesji.


Związek kobiety i mężczyzny to bez wątpienia jeden z najbardziej złożonych i często trudnych do zdefiniowania aspektów w życiu. Każdy jest inny i opiera się na różnych, nierzadko niezrozumiałych, a nawet niemożliwych do racjonalnego wytłumaczenia zasadach. Nie jest to nic złego, ponieważ każdy ma prawo budować swoje życie według własnych upodobań i wyobrażeń, ale sytuacja ma się zupełnie inaczej, kiedy zawarty między partnerami układ wymyka się spod kontroli, a co więcej wpływa na życie innych osób, a nawet staje się dla nich zagrożeniem.
Poruszyć ten naprawdę niełatwy problem zdecydowała się w swojej najnowszej książce StażystkaAlicja Sinicka, a ja przychodzę do Was, aby Wam trochę o tej książce opowiedzieć.

Bohaterowie historii, którą odnajdziemy na kartach książki, są zupełnie różni. To ludzie, którzy stoją po dwóch zupełnie różnych stronach życia. Jego poziom i status są od siebie skrajnie odległe. Z jednej strony mamy zamożną rodzinę Skalskich, którzy niejednokrotnie stają się obiektem podziwu ze strony mieszkańców Oławy, gdzie toczy się akcja powieści, z drugiej zaś młodą, atrakcyjną dziewczynę świeżo po studiach, która po śmierci matki została na świecie zupełnie sama i może liczyć tylko na siebie. Życie jej nie rozpieszcza. Ma za sobą związki ze starszymi mężczyznami, które w dłuższej perspektywie nigdy nie przynosiły nic dobrego. W momencie, kiedy my czytelnicy zaczynamy poznawać Klaudię, bo to o niej właśnie mowa, postanawia ona rozpocząć nowy etap życia i zamknąć swoją przeszłość bezpowrotnie. Czy zerwanie z przeszłością jest możliwe? Tego już musicie dowiedzieć się sami. Nie jest odkryciem fakt, że aby dać sobie szansę na nowy start, niezbędne są pieniądze. Klaudia szuka pracy, aby już nigdy nie być utrzymanką żadnego mężczyzny. Los zaczyna jej sprzyjać, bo ku swojej ogromnej radości trafia na ogłoszenie firmy Skalski, która poszukuje dziewcząt na stanowisko  stażystki w recepcji firmy. Ogłoszenie brzmi bardzo kusząco, więc Klaudia postanawia spróbować. I tak oto jej drogi splatają się z Markiem i Ewą Skalskimi. Pełna nadziei na przyszłość Klaudia nie wie jeszcze, że właśnie w stała się częścią brudnego i chorego układu, w który została nieświadomie wciągnięta.

W tym miejscu pozwólcie, że opowiem Wam coś więcej o Ewie i Marku. Marek jest prezesem wspomnianej firmy, która rozwija się bardzo prężnie, a sam prezes jest osobą niezwykle intrygującą i ujmującą. Ewa natomiast jest wzorową matką bliźniąt i żoną wspierającą męża we wszystkich jego poczynaniach. Mieszkańcy Oławy są pod wrażeniem jej dobroci i serdeczności, którą okazuje, pomagając i wspierając innych. Na usta cisną się słowa małżeństwo idealne. Jeśli Wy taż tak pomyśleliście o tej dwójce, to znaczy, że perfekcyjnie udaje im się odgrywać swoje role, bo właśnie na tym, aby tak ich postrzegano, im zależy. Za drzwiami ich domu jednak maski pozorów opadają i dostrzegamy, że w tym związku dzieje się coś niedobrego. Coś, co rani Ewę, ale na co pokornie się zgadza. Kobieta doskonale wie, że mąż właśnie rozpoczął swoją grę. Zdradzi ją, a ona pozwoli mu na to, bo taki jest układ. Znów zadziała symetria. Wszystko wróci do normy.
Plan jest perfekcyjnie przemyślany, dopóki jeden z elementów zakłóca ogromne pragnienie harmonii, które staje się nie do wytrzymania.

A co z Klaudią? Dziewczyna przekracza kolejne granice. Ale już wkrótce zaczynają dziać się rzeczy, które nie tylko pokazują dziewczynie zupełnie nieznane oblicze szefa, ale również wzbudzają w niej strach i obawy o własne bezpieczeństwo. Gra staje się coraz bardziej niebezpieczna, a nowe fakty, które wychodzą na jaw, czynią obawy te coraz bardziej zasadnymi. Klaudia wie, że musi wyrwać się z tych łańcuchów chorych pragnień, które stały się obsesją.

Stażystka to książka, w której pokusa igra ze strachem, który skrywa pilnie strzeżone tajemnice. To historia brudnych i obsesyjnych namiętności i pragnień, które, choć mają w sobie niszczącą moc, mają przynieść upragniony spokój i ukojenie. Te wszystkie uczucia oplatają czytelnika i nie pozwalają oderwać się od lektury.

Jak wiecie, bardzo często prezentuje Wam na blogu thrillery psychologiczne, ale co za tym idzie z racji tego, że lubię po nie sięgać, rosną również moje oczekiwania względem tego gatunku. W przypadku tego tytułu wszystkie one zostały spełnione. Mamy tu atmosferę napięcia wyczuwalną niemalże od samego początku. Choć początkowo nic nie zwiastuje, że w związku Marka i Ewy dzieje się coś niepokojącego, to jednak my czytelnicy czujemy, że coś wisi w powietrzu. Nie zabraknie tu również wspaniale wykreowanych postaci i złożonych relacji między nimi. Kiedy już poznajemy drugie dno związku Skalskich i dowiadujemy się, jakiej prawdy tak bardzo strzegą, nie starajmy się ich osądzać, ani też rozumieć, bo tego na pewno nie zrozumie nikt, kto nigdy nie stał się więźniem własnych potrzeb.

Nie mogę też nie wspomnieć o zakończeniu, którego zupełnie się nie spodziewałam. Miałam wiele swoich koncepcji finału tej książki, ale żadna się nie sprawdziła, co oczywiście jest jej plusem, bo przecież każdy lubi być zaskakiwany podczas lektury.

Kochani koniecznie sięgnijcie po tę książkę. Zapewniam Was, że jej fabuła  w połączeniu z całą gamą różnorodnych postaci dostarczy Wam wielu emocji. Będziecie ją czytać z zapartym tchem, nie zdając sobie sprawy, że jaj kolejne strony czytają się niemal same.

W moim przypadku było to pierwsze spotkanie z twórczością Alicji Sinickiej, ale na pewno nie ostatnie. Jak najszybciej chcę poznać Jej inne książki, a do „Stażystki” na pewno jeszcze wrócę. Na dziś to tyle. Nie zwlekajcie z lekturą, na pewno będziecie pod jej ogromnym wrażeniem.

Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania Książka, za co bardzo dziękuję.

Zachęcam Was również do zapoznania się z całą ofertą bestsellerów przygotowaną dla nas przez księgarnię.


sobota, 8 lutego 2020

Jestem elementem układanki w sprawie o makabryczną zbrodnię.

Powszechnie wiadomo, że lekarz nie powinien leczyć bliskiej sobie osoby, ponieważ nie jest w stanie bez zaangażowania emocjonalnego podejść do prowadzenia przypadku owego pacjenta, co w rezultacie może wpłynąć negatywnie zarówno na proces leczenia, jak i również na samego lekarza. A czy policjant może prowadzić śledztwo w sprawie śmierci osoby, z którą łączy go wspólna przeszłość? Oczywiście może, ale czy to, aby na pewno jest dobra decyzja? Możecie to bardzo łatwo sprawdzić, biorąc do ręki książkę Sarah Bailey „Mroczne jezioro” i zagłębiając się w jej lekturę.

Tymczasem, dzisiaj ja, będąc dosłownie kilkanaście minut po przeczytaniu ostatniego zdania w książce, przychodzę do Was niezwłocznie, aby będąc jeszcze pod wpływem historii, którą odnajdziemy na kartach tego tytułu opowiedzieć o niej słów kilka, jak również podzielić się swoimi emocjami i wrażeniami, które opowieść ta we mnie wywołała. 

Tak więc już bez zbędnego przedłużania zapraszam Was do małego, uroczego miasteczka Smithson w Nowej Południowej Walii.
Jest to jedno z tych miejsc, w których dzieje się niezbyt wiele, a mieszkańcy miasteczka tworzą przyjazną, zamkniętą społeczność, w której wszyscy wszystko o sobie wiedzą, co za tym idzie, tworzą swego rodzaju jedną wielką rodzina, w której wszyscy czują się bezpieczni. Jednak w momencie, kiedy my czytelnicy wkraczamy w to spokojne życie tamtejszej społeczności, dowiadujemy się, że spokój ten został bardzo brutalnie zachwiany. Mieszkańcy są zdruzgotani i wstrząśnięci, ponieważ w pobliskim jeziorze znaleziono ciało szanowanej i lubianej przez wszystkich jednej z nauczycielek tamtejszego liceum Rosalind Ryan.
Na miejscu zdarzenia zjawia się detektyw Gemma Woodstock wraz ze swoim partnerem Feliksem McKinnonem. Widok, jaki tam zastają, jest makabryczny. Młoda, piękna kobieta leży w jeziorze, twarzą w dół a wokół jej ciała pływają rozsypane czerwone róże. Autorka chce, abyśmy od samego początku wspólnie z parą policjantów znaleźli odpowiedzi na dwa najważniejsze pytania. Czy było to samobójstwo, czy też kobieta padła ofiarą brutalnego morderstwa, a jeśli ktoś ją zabił, to kto i dlaczego? Władze oczywiście niezwłocznie przystępują do prowadzenia śledztwa. W tym momencie zatrzymajmy się na chwilę, ponieważ należy wspomnieć, że już na początku całej sprawy dowiadujemy się, że sierżant Gemma zataiła przed przełożonymi fakt, że denatka była jej koleżanką z klasy w czasach liceum. Mimo usilnych starań kilku jednostek policji uczestniczących w śledztwie, jak i pary ich przełożonych dochodzenie niestety nie przynosi znaczących rezultatów. Mieszkańcy nie chcą współpracować, ale Gemma jest zdeterminowana. Bardzo szybko okazuje się, że przekonanie, iż tu każdy o każdym wszystko wie, jest tylko pozorne. Miasteczko skrywa bardzo wiele tajemnic, które nigdy miały nie ujrzeć światła dziennego. Teraz każdy jest podejrzany i już nikt nie jest bezpieczny. Co więcej, przekonujemy się, że to, co wiemy o samej policjantce, nie jest całą prawdą o jej życiu, bowiem kobieta skrywa sekrety swojej przeszłości, które są częścią układanki rozgrywającej się dzisiaj, a które pomimo upływu lat nadal są jej wielkim wyrzutem sumienia.

Sprawa tajemniczej śmierci koleżanki z lat szkolnych staje się jej obsesją, która nie pozostaje bez wpływu na jej życie prywatne. W związku, który tworzy ze swoim partnerem Scottem, nie układa się już od dłuższego czasu. Mimo wielu starań Scotta, który chce, aby wspólnie z ich synkiem Benem stworzyli rodzinę, ją ciągnie w ramiona innego. Niespodziewanie dochodzi do sytuacji, w której nasza bohaterka obawia się o życie synka i o to, czy straci go na zawsze. Oczywiście nie zdradzę Wam szczegółów, ale rodzi się pytanie, czy to, co się stało, ma bezpośredni związek z prowadzoną właśnie sprawą, a może z przeszłością, która upomina się o całą prawdę?
Tego już musicie dowiedzieć się sami.

Odkrycie prawdy na pewno nie będzie łatwe, bo autorka naprawdę skutecznie nam to utrudnia, przez co jeszcze bardziej chcemy zagłębić się w tajemnicze meandry całej historii, na którą składa się naprawdę wiele dopracowanych czynników takich jak, portrety psychologiczne każdego z bohaterów, nie tylko tych pierwszoplanowych, dosłownie wszystkich. Wszystkie postacie występujące w książce, są nieoczywiste i wielowymiarowe. Do tego wszystkiego dochodzą, ciągłe zwroty akcji i latami skrywane tajemnice. W tej sprawie wszystko jest możliwe, a kolejne ujawniane fakty zaskakują nas niemalże bez przerwy. Samego zakończenia nawet przez moment nie udało mi się wziąć pod uwagę.

Cała historia została wzbogacona o warstwę obyczajową. W której to właśnie poznajemy prywatne życie Gemmy, które nie zawsze było łatwe i kryształowe. I właśnie fakt, że nikt nie jest tu idealny, sprawia, że wszystko, o czym czytamy, nabiera silnego wyrazu autentyczności, a przez to jeszcze mocniej wpływa na nasz emocjonalny odbiór całej fabuły. Jak to w życiu bywa, każdy z bohaterów popełnia błędy, często kierują nimi nie zawsze dobre emocje.

Atutem książki jest to, że jej fabuła została podzielona na dwie płaszczyzny czasowe, przez co nie tylko zostaje nam pokazane to, co dzieje się tu i teraz, ale także cofamy się do zdarzeń mających miejsce jeszcze za czasów lat szkolnych Gemmy i Rosalind. Dzięki temu mamy możliwość dostrzec całą sieć powiązań i złożonych relacji między bohaterami.

Jedyne, z czym nie do końca się zgodzę to stwierdzenie, że jak czytamy na okładce książki, jest to mroczny thriller psychologiczny. Mnie samej tego mroku zabrakło. Bardziej odczuwałam trzymającą w napięciu aurę tajemniczości, aniżeli mroku, ale w żaden sposób nie jest to wada. Wręcz przeciwnie.
W tym miejscu muszę powiedzieć również, że nie od razu udało mi się wciągnąć w fabułę. Na początku w moim odczuciu była ona zbyt powolna i drobiazgowa. Jak dla mnie za długo musiałam czekać na zasadniczy rozwój akcji i jej zwroty, ale myślę, że drobiazgowość ta wynika z faktu, iż „Mroczne jezioro” jest pierwszą częścią zapoczątkowanego przez autorkę cyklu „Gemma Woodstock” i celem autorki było, abyśmy bardzo dobrze poznali środowisko miasteczka od podszewki.

Kończąc, oczywiście serdecznie zachęcam Was do sięgnięcia po ten tytuł. Czyta się go bardzo szybko i z ogromną ciekawością. Wręcz nie możemy oderwać się od książki, chcąc jak najszybciej odkryć prawdę. Jestem przekonana, że wielokrotnie będziecie pewni, że odkryliście ją, zanim zrobiła to autorka, ale dosłownie za chwilę pojawi się nowy fakt, który zburzy waszą misternie zbudowaną teorię. Nie wolno Wam zapomnieć, że zostaniecie wciągnięci w złożony proces rozwikłania zagadki makabrycznej zbrodni, w którym nic do końca nie jest pewne i oczywiste, a najciemniej, jak zawsze jest tam, gdzie nigdy byśmy się tego nie spodziewali.

Mam nadzieję, że udało mi się zachęcić Was do przeczytania książki, a może już ją czytaliście? Jeśli tak, napiszcie mi o swoich odczuciach po lekturze.  Nie chciałabym długo czekać na drugi tom cyklu, bo naprawdę jestem go bardzo ciekawa i chciałabym móc go przeczytać jak najszybciej.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Editio, za co bardzo dziękuję.

wtorek, 4 lutego 2020

Konkurs z "Summer" Justyny Dziury.


Moi drodzy, niedawno mieliście okazję przeczytać moją recenzję debiutanckiej powieści Justyny Dziury „Summer". Ku ogromnej uciesze zarówno mojej, jak i oczywiście samej autorki, w licznych komentarzach pod recenzją pisaliście, że chcielibyście przeczytać książkę. Wychodząc naprzeciw Waszym pragnieniom czytelniczym, wspólnie z autorką przygotowałyśmy dla Was konkurs, w którym do wygrania będzie jeden egzemplarz książki z autografem Justyny Dziury. Gorąco zachęcam do udziału w zabawie, bo książka jest naprawdę świetna.

NAGRODĄ W KONKURSIE JEST: Jeden egzemplarz książki Justyny Dziury „Summer” z autografem autorki.

Aby wziąć udział, należy:
- Zapoznać się z regulaminem konkursu -> REGULAMIN.
- Odpowiedzieć na pytanie konkursowe

PYTANIE KONKURSOWE:
Podaj własną definicję szczęśliwego związku. Oryginalność i kreatywność wypowiedzi mile widziana.

Informacje uzupełniające:
-Do wygrania jest 1 egzemplarz książki Justyny Dziury „Summer".
- Konkurs trwa - 04- 10.02.2020.
- Sponsor nagrody — Autorka Justyna Dziura.
- Koszt wysyłki pokrywa sponsor (tylko na terenie Polski)
- Pod uwagę będą brane tylko zgłoszenia zostawione w komentarzach pod tym postem.
- Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz bloga Kocie czytanie (osoby, które po zakończeniu konkursu przestaną obserwować blog, nie będą brane pod uwagę w kolejnych konkursach) oraz fanpage autorki/i wydawnictwa, jak również udostępnisz informację o tym konkursie na swoich socjal mediach.


Wzór zgłoszenia konkursowego:
Zgłaszam się.
Odpowiedz na pytanie konkursowe:
Wybieram książkę: Książkę z autografem autora/ dedykacją imienną proszę podać imię osoby, której ma być dedykowana książka/ bez wpisu.
Obserwuję jako:
Udostępniam: link
Adres e-mail: (w przypadku, kiedy nie podasz adresu e-mail, musisz śledzić wyniki konkursu, które zostaną ogłoszone w tym poście w ciągu dwóch tygodni od daty jego zakończenia).

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych tj. podanie mojego imienia i nazwiska w przypadku wygranej.

Ze swej strony gorąco zachęcam Was do udziału w konkursie i życzę wszystkim powodzenia.

***


Zwyciężczynią Konkursu jest: Królewskie Recenzje.

Serdecznie gratuluję kochana. Czekam na kontakt z adresem do wysyłki nagrody na maila, który znajdziesz na blogu w zakładce „Współpraca i kontakt".


piątek, 31 stycznia 2020

To ty decydujesz, co będzie dalej i kogo zatrzymasz u swego boku.

Kochani dziś porozmawiamy o miłości. Każdy z nas jej pragnie i potrzebuje. Jednak tym razem, chciałabym, abyśmy przez chwilę porozmawiali o tym, jakim niebezpiecznym narzędziem manipulacji może stać się to piękne uczucie. Dzieje się tak wówczas, kiedy dając się ponieść porywom serca i marzeniom o idealnym związku, nagle zaczynamy kochać zbyt mocno, nie zdając sobie sprawy z tego, że w ten sposób zatracamy siebie. A jeśli przestaniemy myśleć o sobie, tak naprawdę nigdy nie będziemy szczęśliwi.

Jako psycholog wielokrotnie miałam okazję spotkać na swojej drodze kobiety, które ze łzami w oczach opowiadały, jak wiele wycierpiały przez człowieka, którego w momencie, kiedy pojawił się on na ich drodze, uważały za najlepsze, co mogło je spotkać. 

„Kochany, czarujący, opiekuńczy, czuły. Czego można chcieć więcej? Rodzina go uwielbiała, a ja czułam się tak, jakbym złapała Pana Boga za nogi. Ale kiedy mijały kolejne miesiące, nagle świat widziany przez różowe okulary zaczął tracić swoje barwy. Dni zaczęły się wypełniać szarością i strachem. Książę zamienił się w potwora, a ja nie potrafię wyrwać się z tego toksycznego związku. Co robić? Proszę mi pomóc”. - Takie właśnie słowa padają wówczas najczęściej.

Do tego, aby poruszyć ten bardzo trudy, ale niestety ciągle często spotykany w związkach problem skłoniła mnie debiutancka powieść Justyny Dziury „Sammer”, z której recenzją dziś do Was przychodzę.

Zanim jednak opowiem Wam o samej książce, już na samym wstępie muszę zaznaczyć, że konfrontując historię, którą odnajdziemy na kartach książki, ze wspomnianym wcześniej moim doświadczeniem zawodowym z pełnym przekonaniem mogę zapewnić Was, że jest to książka niezwykle prawdziwa, o czym przekonacie się już za chwilę. Muszę przyznać, że z ogromną ulgą przyjęłam zapewnienie autorki, że to wszystko, o czym czytamy w książce, jest wyłącznie fikcją literacką, bo bez tej informacji można by mieć obawy, iż opisane w niej perypetie głównej bohaterki, są inspirowane autentycznymi wydarzeniami. Choć czy na pewno jest to do końca fikcyjna opowieść? O tym, przeczytacie w dalszej części recenzji.

A teraz poznajcie Sammer, młodą, atrakcyjną dziewczynę, która mimo swojego młodego wieku bardzo dotkliwie przekonała się, jak wysoką cenę trzeba zapłacić za marzenia o tym, by kochać i być kochanym. W momencie, kiedy my czytelnicy wkraczamy w życie dziewczyny, mamy możliwość obserwować, jak wiele wysiłku kosztuje ją powrót do pełni życia, które straciła przez kogoś, kto miał być jego treścią i sensem już na zawsze.
A miało być tak pięknie. Kiedy nasza bohaterka poznała swojego byłego już dziś chłopaka Damona, czuła się kochana i szczęśliwa. I uwierzcie mi, nie ma się czemu dziwić, ponieważ o takim mężczyźnie marzy każda kobieta. Atrakcyjny, ustabilizowany życiowo mężczyzna, który sprawia, że czujemy się piękne i wyjątkowe. Jednym słowem ideał. Niestety, takie rzeczy zdarzają się tylko w bajkach, a ludzie idealni nie istnieją. Naszą bohaterkę z pięknego snu na jawie, brutalnie budzi pierwszy wymierzony policzek, a potem jest już tylko gorzej, Oczywiście nie będę zdradzała Wam szczegółów, aby nie pozbawiać Was możliwości poczucia na własnej skórze tego, czym dzieli się z nami Summer.

Powiem, tylko że autorce doskonale udało się odzwierciedlić schemat przemocy i uzależnienia od siebie drugiej osoby. Na początku bowiem słyszymy:
-„Kochanie nie wiem, jak to się stało, to był impuls. Wybacz, to się więcej nie powtórzy." Jednak zawsze się powtarza, po czym padają słowa: ”To wszystko przez to, że tak bardzo cię kocham i boję się, że cię stracę. Zawsze, kiedy dostrzegam takie niebezpieczeństwo, tracę rozum”.
I wtedy za to, że ponownie zostałyśmy pobite i upokorzone, obwiniamy siebie. W naszej głowie rodzą się myśli: ” Być może czymś go sprowokowałam. Być może zachowałam się niewłaściwie i to go rozzłościło”.
Jednak moje drogie prawda jest taka, że jeśli ktoś raz uderzył, na pewno zrobi to znowu.
Następnym krokiem jest zastraszanie,”. Jesteś nikim. Nigdy się ode mnie nie uwolnisz. Jeśli spróbujesz odejść, zniszczę cię i twoich bliskich”.

Zastraszone kobiety boją się walczyć o siebie. Ważne jest, aby w tym trudnym procesie rozpoczęcia życia na nowo miały wokół siebie ludzi, którzy pomogą im  uwierzyć w siebie i odzyskać wiarę w to, że mogą i mają prawo zaznać prawdziwej miłości, u boku kogoś, kto będzie je szanował, kochał i dawał poczucie bezpieczeństwa.

Sammer po tak trudnych przeżyciach bardzo trudno jest zaufać komukolwiek. Na szczęście powrót przyjaciela z dzieciństwa pozwala jej na nowo czerpać radość z każdej spędzonej wspólnie chwili. On i rodzice Sammer pozwalają jej mieć nadzieje na nowy start.

„Nikt nie może przestać walczyć o swoje życie. Ludzie pojawiają się i odchodzą, ale to ty decydujesz, co będzie dalej i kogo zatrzymasz u swego boku”.

Jednak, o czym zapewne nie raz przekonał się każdy z nas, teoria i zapewnienia, że  teraz już wszystko będzie dobrze często nie idą w parze z tym, jak w rzeczywistości toczy się nasze życie. Tak też dzieje się i tym razem, ponieważ Damon nie pozwala swojej byłej dziewczynie o sobie zapomnieć. Chce, aby dała im jeszcze jedną szansę.
Czego jeszcze możemy się po tym człowieku spodziewać oraz czy uda mu się dopiąć swego? Odpowiedzi na te pytania czekają na Was oczywiście na kartach książki.

Pamiętacie, jak przed chwilą poddałam w delikatną wątpliwość fakt, że wydarzenia, na których opiera się fabuła powieści, są fikcją literacką? Oczywiście nie wątpię w zapewnienie Justyny, ale o ile nie jest to historia Jej związku, o tyle jest to głos w imieniu wielu kobiet, które latami tkwią w związkach, w których są upokarzane, poniżane, maltretowane fizycznie i psychicznie. Często w obawie przed zemstą cierpią w milczeniu, bojąc się prosić o pomoc.
Jestem pewna, że niestety wiele kobiet znajdzie w tej książce cząstkę siebie, ale jednocześnie mocno wierzę w to, że jej lektura będzie impulsem do tego, aby przerwać ten zaklęty krąg przemocy i uwierzyć w to, że choć nie będzie to łatwe, to jednak da się z niego wydostać.

Cóż mogę więcej powiedzieć. Aż trudno uwierzyć, że „Summer” jest debiutem literackim. To naprawdę bardzo emocjonalna, życiowa i prawdziwa historia, która spotyka młodą kobietę taką jak Ty, czy ja. Realizm zarówno wydarzeń, jak i kreacji bohaterów sprawia, że książkę czyta się z ogromnym przejęciem, a bohaterowie wzbudzają w nas cały wachlarz odczuć. Sama nienawidzę Damona. Za to bardzo mocno trzymałam kciuki za Sammer, która może budzić w czytelnikach skrajne emocje, ale nie oceniajmy jej zbyt pochopnie. Wszak nigdy nie możemy, być pewne, jak my same zachowałybyśmy się, będąc na jej miejscu.

Nie mogłabym nie wspomnieć o samej konstrukcji książki. Została ona podzielona na krótkie rozdziały, które opisują to, jak wygląda życie bohaterki już rok po zakończeniu koszmaru, przez który przeszła oraz na te, które opisują zdarzenia mające miejsce od momentu poznania Damona, aż do momentu zakończenia ich związku.
Bezsprzecznym atutem książki jest fakt, że pomimo iż porusza ona temat, z którym na pewno nie było się autorce łatwo zmierzyć, dzięki lekkości pióra i przystępnemu językowi, którym się posługuje, poradziła sobie z tym tematem doskonale. Książka porusza, ale w żaden sposób nie przytłacza. Widać, że Justyna włożyła w jej napisanie nie tylko dużo pracy i zaangażowania, ale przede wszystkim serce i emocje, a przecież te wszystkie czynniki połączone w jedną całość dają przepis na wspaniałą książkę, od której nie sposób się oderwać. A „Summer” taka właśnie jest.

Justynko, serdecznie Ci gratuluję i dziękuję, że znalazłaś w sobie siłę, aby podjąć się poruszenia w swojej książce tak ciężkiego, ale niezmiernie ważnego tematu, o którym trzeba mówić głośno.
Z niecierpliwością czekam na kolejną Twoją książkę, a Was moi kochani z całego serca zachęcam do sięgnięcia po książkę. Życzę nam wszystkim, coraz więcej tak świetnych debiutów.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem WasPos, za co bardzo dziękuję.

wtorek, 28 stycznia 2020

"Zmuszona,by zabić" Rachel Abbott / Recenzja przedpremierowa.

Zawsze, kiedy czytam w prasie, bądź słyszę w mediach doniesienia o tym, że ktoś zabił bliską sobie osobę męża, żonę lub innego członka rodziny, zastanawiam się nie tyle nad tym, jak można kogoś pozbawić życia, ile co takiego musiało się wydarzyć, aby pchnąć sprawcę morderstwa do tak strasznego czynu wobec osoby, z którą przecież dzielił życie i którą kochał?

Oczywiście przyczyn takiej tragedii może być bardzo wiele i często dochodzi do nich w rodzinach, w których nigdy nie podejrzewalibyśmy, że może dziać się coś złego. Przekonała się o tym jedna z bohaterek najnowszej książki Rachel Abbott „Zmuszona, by zabić” sierżant Stephanie King, kiedy w środku nocy zostaje wezwana do domu uznanego fotografa Marka i jego narzeczonej Evie. Kiedy dociera na miejsce, w sypialni pary zastaje wstrząsającą scenę. Martwego mężczyznę i przytuloną do niego Evie, która otwarcie przyznaje „Zabiłam go”.
Co takiego się stało, przecież takiego życia, jakie wiedzie ta rodzina, mogłoby pozazdrościć im wielu?

„Niezależnie od tego, jak blisko kogoś żyjemy, nigdy tak naprawdę nie wiemy do końca, co ma w sercu”.

W tym miejscu musimy cofnąć się trzy lata wstecz, ponieważ właśnie wtedy śmierć zagościła w tym domu po raz pierwszy. Wówczas bowiem Mark przeżył tragiczną śmierć swojej żony Mii, która zginęła, jak wszystko na to wówczas wskazywało wskutek nieszczęśliwego wypadku, do którego doszło w domu podczas nieobecności Marka. Zrozpaczony mężczyzna przeżył silne załamanie. Wycofał się z życia i pracy zawodowej. Nikt nie potrafił mu pomóc. Nawet rodzona siostra, z którą łączy go dość specyficzna, ale bardzo silna więź, czuła się bezsilna wobec ogromu cierpienia brata. To właśnie pojawienie się Evie w życiu Marka na nowo nadało mu sens. Miłość do kobiety i ich córki sprawiła, że odzyskał utraconą radość i szczęście. Patrząc na tę rodzinę, jesteśmy pod wrażeniem troski, którą Mark otacza swoją kobietę. Jednak niemalże od pierwszych stron powieści czytelnik wyczuwa dziwną i napiętą atmosferę panującą w domu. Dodatkowo coraz częściej na ciele Evie pojawiają się różnego rodzaju obrażenia, do których dziwnym trafem dochodzi zawsze tuż przed wyjazdem narzeczonego w podróż służbową. Zapewne dostrzegacie tu pewną zbieżność z okolicznościami śmierci żony Marka? Czyżby ten kochający i wspaniały mężczyzna potrafił tak dobrze grać i pod maską pozorów skrywał oblicze bezwzględnego tyrana? O tym, musicie przekonać się sami.

„Chodzi o to, że to nie jest pierwszy wypadek, jakiego doznała, prawda? Zawsze dochodzi do nich, kiedy Mark wyjeżdża. Tak jak wtedy, kiedy oblała się wrzątkiem. Powiedziała, że kichnęła w momencie nalewania wody do kubka i wtedy się poparzyła, ale widziałam pod bandażem, że to coś więcej niż zwykłe ochlapanie”.

Jestem przekonana, że teraz Ci z Was, którzy nie mieli jeszcze okazji poznać twórczości Rachel Abbott, są pewni, że już wszystko wiedzą, bo przecież tu wszystko jest oczywiste. Jednak wielbiciele pióra autorki doskonale wiedzą, że są to tylko pozory, którym nie powinniśmy dać się zwieść, ponieważ autorka celowo zwodzi nas na manowce i robi nam mętlik w głowie. Podrzucane nam mylne tropy okraszone dużą dawką nieustającego napięcia mają nas zdezorientować, by za chwilę zaskoczyć i wbić w fotel, a jednocześnie sprawić, że nie będziemy mogli oderwać się od książki. Tak też właśnie się dzieje. Każdy nowo odkryty wątek tej historii rodzi w nas mnóstwo pytań i rozważań, także natury moralnej.

Pierwsze z nich i najważniejsze to, w którym momencie człowiek staje się mordercą. Czy dzieje się to, w momencie, kiedy zadamy swojej ofierze pierwszy cios, czy już w momencie, kiedy zakiełkuje w nas taka myśl?

W książce mamy również poruszony bardzo istotny problem tego, jak ogromną niszczącą siłą może stać się pielęgnowana przez lata żądza zemsty i bólu mającego swój początek nawet w odległej przeszłości.

„Każda rana, każda pęknięta kość, każda sekunda bólu podsyca ogień zemsty”

No i wreszcie dochodzimy do trzeciego aspektu, a mianowicie miłości między rodzeństwem, która może zaślepiać i popychać do przerażających czynów.

„Zmuszona, by zabić” to fenomenalny wielowymiarowy thriller psychologiczny z genialnie wykreowaną fabułą i jej wyrazistymi bohaterami o złożonych osobowościach. Żadna z postaci, która jest częścią poznawanej przez nas historii, nie jest kryształowa. Każda ma wiele za uszami i przyczynia się w mniejszym lub większym stopniu do wstrząsających wydarzeń, o których tu czytamy. Ta opowieść to dowód na to, że na tragedię jednego człowieka często składa się wiele czynów, których dopuszczają się ludzie, których nigdy byśmy nawet nie śmieli podejrzewać o niecne zamiary.

Książka, którą autorka oddała w nasze ręce, przyprawi Was o szybkie bicie serca, galopujący puls i niedowierzanie. Będziecie czuć się zszokowani i osłupiali. Nie będziecie mogli dać wiary w to, jaki finał będzie miała ta historia, przy czym do samego końca nie będziecie mogli być niczego pewni. Nic dodać, nic ująć - Rachel Abbott, którą kocham i uwielbiam w pełnej krasie. Mistrzyni nieoczywistych rozwiązań, moralnych rozważań i trzymających w napięciu mrocznych klimatów, których źródło znajduje się w ludzkiej psychice.

Oczywiste jest, że gorąco polecam Wam ten tytuł i ostrzegam, książki tej autorki uzależniają i nigdy nie pozwalają o sobie zapomnieć.

PREMIERA KSIĄŻKI JUŻ 29.01.2020 roku.

Recenzja powstała we współpracy z portalem Duże Ka, za co bardzo dziękuję.


  

sobota, 25 stycznia 2020

Kulturalnie przy kawie. vol.3


Moi kochani, jako że w minionym roku bardzo dobrze przyjęliście zapoczątkowany przeze mnie na blogu cykl „Kulturalnie przy kawie”, w którym we współpracy z redakcją Niezależnego Kwartalnika Literacko-Artystycznego „Post Scriptum” prezentowałam Wam kolejne jego numery, które mogliście przeczytać na swoich urządzeniach mobilnych, w tym roku postanowiłam cykl ten kontynuować, mając nadzieję, że nadal będziecie nim zainteresowani.

Dziś przychodzę do Was z trzecim numerem, co prawda świątecznym, ale przecież okres świąteczny trwa do 2 lutego, także mam nadzieję, że chętnie po niego sięgniecie i znajdziecie coś ciekawego dla siebie. 

Wystarczy, że klikniecie tutaj i pobierzecie pismo.

Jako ciekawostkę zdradzę Wam, że w numerze tym znajdziecie dwa bardzo ciekawe opowiadania autorstwa Piotra Jastrzębskiego, autora książki „Z dna”, którą miałam przyjemność recenzować na blogu.

Jeśli nie mieliście jeszcze okazji przeczytać poprzednich numerów, serdecznie zapraszam tutaj.

Koniecznie napiszcie mi w komentarzach, co myślicie o grudniowej odsłonie pisma i który artykułów najbardziej Was zainteresował?

wtorek, 21 stycznia 2020

Sekrety nigdy nie umierają.

Nie jestem rodzicem, ale na pewno zgodzicie się ze mną, że świadomość tego, że ukochane dziecko, to, które kocha się najbardziej na świecie i dla którego pragnie się wspaniałego życia, stacza się, dosłownie sięgając dna, jest jednym z największych rodzajów cierpienia, jakiego rodzice mogą doświadczyć. Oczywiście w tej sytuacji większość rodziców zrobi wszystko, aby wyciągnąć dziecko z bagna, w którym się znalazło, ale niestety nie jest to łatwe zadanie, gdyż dla syna, bądź córki w takiej sytuacji to nie rodzic i jego prośby są już autorytetem, a często wpływ środowiska, w którym się znajduje, osób trzecich, które mają silny wpływ na nasze dziecko, jak również często używki takie jak alkohol lub narkotyki. Co w takiej sytuacji ma zrobić bezsilny rodzic?

W obliczu tak trudnej sytuacji znalazł się główny bohater najnowszej książki jednego z moich ulubionych zagranicznych pisarzy, na którego kolejne dzieła zawsze czekam z ogromną niecierpliwością Harlana Cobena O krok za daleko Simon Greene.

Mężczyzna odchodzi od zmysłów, ponieważ od miesięcy szuka swojej zaginionej córki Paige. W jego głowie kłębi się tysiące pytań bez odpowiedzi. Co takiego wspólnie z żoną Ingrid zrobili albo czego nie zrobili, że dziewczyna uciekła? Przecież miała tylko się uczyć i być szczęśliwa.

Pewnego dnia wreszcie ojcu Paige udaje się trafić na jej ślad. Odnajduje ją w Central Parku grającą na swojej gitarze w miejscu, gdzie ludzie uzależnieni od narkotyków grają za pieniądze, by zdobyć środki na kolejną działkę. Po raz kolejny musi zmierzyć się z faktem, że jego córka jest ćpunką. Postanawia, że zrobi wszystko, aby zabrać ją do domu, ale na drodze staje mu Aron, chłopak, przez którego dziewczyna stała się tym, kim widzi ją obecnie. Zrozpaczony ojciec po chwili zdaje sobie sprawę, że znów stracił swoje dziecko, gdyż i tym razem udaje jej się uciec. Simon, wierząc w to, że teraz, kiedy raz udało mu się odnaleźć córkę, na pewno uda mu się to ponownie, zdeterminowany postanawia nie ustawać w poszukiwaniach. Niestety sprawy się komplikują, ponieważ wkrótce dochodzi do brutalnego morderstwa Arona, a dziewczyny nadal nigdzie nie ma. Mało tego, ktoś strzela do żony Simona i podczas gdy ona walczy o życie, on sam musi odnaleźć córkę, by poznać, odpowiedz na najważniejsze w tej chwili pytanie: czy to ona zabiła? Więcej nic Wam nie zdradzę, poza tym, że podczas całej akcji powieści wyjdą na jaw, bardzo druzgocące sekrety, które mogą zniszczyć wszystko, co było budowane przez całe życie.
Ile jesteśmy w stanie poświęcić w imię prawdy? Czy nasz bohater odważy się posunąć o krok za daleko? O tym musicie już przekonać się sami.

Książki Harlana Cobena są jednymi z tych, które rozpoznasz już po kilku stronach rozpoczętej lektury. W każdej z nich można dostrzec swego rodzaju charakterystyczny dla Jego twórczości niezmienny szkielet powieści, w którym zmieniana jest tylko sama istota fabuły i jej wątki. Zawsze bowiem mamy wątek zaginięcia, tajemnicy oraz wplecionych w całość historii pozornie niepowiązanych ze sobą wątków, które we finalnej części książki genialnie się ze sobą łączą, tworząc zaskakujące zakończenie.

Tak też było i tym razem. Autor oczywiście nie pozwolił, abyśmy domyślili się prawdy (przynajmniej mnie się to nie udało) podrzucając nam mylne tropy, które również są bardzo ciekawe. Mamy tu bowiem wątek sekty, sekretów przeszłości, tajemnic, które nigdy miały nie ujrzeć światła dziennego. A kiedy już jesteśmy przekonani, że wiemy wszystko i niczym więcej nie możemy zostać zaskoczeni, nagle nie możemy dać wiary temu, co przeczytaliśmy w końcowych rozdziałach i z wielkim „Ale jak to?” nie możemy uwierzyć w to, co właśnie się stało.

Mimo że jak wspomniałam wcześniej, jeśli mamy za sobą lekturę już kilku  książek tego autora, to mniej więcej możemy się dopatrzyć pewnych schematów, mnie one zupełnie nie przeszkadzają. Autor posiada bowiem niezwykłą umiejętność przyciągania uwagi czytelnika i angażowania go bez reszty w wydarzenia rozgrywające się na kartach książki. Kiedy już zaczniemy czytać, nie jesteśmy w stanie przerwać, niecierpliwie spiesząc ku rozwiązaniu zagadki i uzyskaniu odpowiedzi na nurtujące nas pytania.

Bezsprzecznym atutem tej książki są również wspaniałe, wyraziste i mocno charakterystyczne kreacje bohaterów. Tu nie ma nikogo, kto stanowiłby zbędne tło dla czytanej historii. Każdy bohater ma swoją wyznaczoną rolę, która, choć na początku może wydawać nam się mało istotna, w efekcie okazuje się równie ważna, jak postacie pierwszoplanowe.

Gdybym miała porównać do czegoś nie tylko tę książkę, ale ogólnie całą twórczość Harlana Cobena bez wątpienia byłaby to wieloelementowa układanka puzzli, którą układasz, na początku myśląc, przecież tu nic do siebie nie pasuje”, ale im dalej wkraczasz w to mroczne środowisko uzależnienia, przemocy, zbrodni i tajemnic, z coraz bardziej rosnącymi emocjami chcesz dopasować do siebie wszystkie elementy, by wreszcie na koniec nie dowierzać temu, co zobaczysz.

Myślę, że nie będę Was dłużej przekonywała do sięgnięcia po tę książkę. Jeśli lubicie hipnotyzujące, wciągające thrillery z wartką akcją pełną napięcia, których się nie czyta, a wręcz się je pochłania, to koniecznie musicie sięgnąć po ten tytuł. Jeśli jeszcze nie znacie pióra tego autora, gwarantuję, że satysfakcja po przeczytaniu tej książki będzie jeszcze większa.
Jako wielbicielka twórczości autor polecam całym sercem.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Albatros, za co bardzo dziękuję.


piątek, 17 stycznia 2020

Nie pozwól się zniszczyć.

Zapewne zgodzicie się ze mną, że książki mogą i niejednokrotnie stają się motywacją do wielu zmian w naszym życiu. Często bowiem w historiach, o których czytamy na ich kartach, odnajdujemy cząstkę siebie i własnych życiowych przeżyć. Takie książki cenię sobie najbardziej i po takie sięgam najczęściej. Dziś przychodzę do Was z recenzją niezwykle wartościowej i poruszającej pozycji autorstwa Niny Nirali „Oblicza księżyca, która,jestem tego pewna doda sił wielu kobietom. A dlaczego? O tym już za chwilę.

„My kobiety, mamy w genach pragnienie uszczęśliwiania wszystkich wokoło. To jest silniejsze od nas. Instynkt żony i matki każe nam się podporządkować... Czasami już samo pragnienie bycia kochaną staje się toksyczne".
Mówi się, że my kobiety jesteśmy strażniczkami domowego ogniska. I według mnie coś w tym jest. Bo czyż większość z nas nie pragnie założenia szczęśliwej, kochającej się rodziny, w której będziemy mogły kochać i dbać o naszych bliskich ciesząc się ich szczęściem. Jest to, jak najbardziej naturalne pragnienie pod warunkiem, że w darzeniu do zapewnienia szczęścia swojej rodzinie nie zapominamy również o sobie, swoich potrzebach i pragnieniach.

Przekonała się o tym bardzo boleśnie główna bohaterka powieści Ranya Patel. Młoda kobieta jest Hinduską pochodzącą z bogatej rodziny prawniczej. Mimo że rodzice pozostawiają córce na wiele swobody odnośnie do wykształcenia i innych aspektów życia, w których inne młode Hinduski swobody tej nie mają, to jednak zgodnie z tamtejszymi zwyczajami Ranya wstępuje w aranżowany związek małżeński. Nie jest to dla niej jednak problemem, ponieważ mężczyznę, z którym ma dzielić życie, od dawna darzyła skrywanym uczuciem. Wierzy, że wspólnie z Mohitem, bo to o nim mowa będą wiedli szczęśliwe życie pełne miłości, której ona tak bardzo pragnie. Niestety tuż po zakończeniu ceremonii ślubnej i przekroczeniu progu domu małżonka zrzuca on maskę, za którą przez cały czas skrywał swoje prawdziwe oblicze i staje się bezdusznym tyranem. Przemoc psychiczna i fizyczna z jego strony staje się codziennością naszej bohaterki. Bardzo szybko przestaje ona mieć nadzieję, że cokolwiek jeszcze może się zmienić w jej życiu. Zastraszona, poniżana i upokarzana godzi się na życie w piekle za zamkniętymi drzwiami własnego domu, poświęcając się dla dobra innych. Kiedy czuje, że już dłużej nie zniesie tyranii kata, z którym żyje pod jednym dachem, pragnie śmierci, w której widzi jedyny dla siebie ratunek. Jednak jak się przekonacie, los postanawia dać jej szansę zawalczenia o siebie i upragnioną wolność.  To, co dzieje się później niech zostanie tajemnicą do momentu, aż sami sięgniecie po książkę. Powiem tylko, że od tej chwili na zawsze umiera Ranya, a świat poznaje niezwykle piękną, pewną siebie kobietę, która, aby móc w pełni cieszyć się nowym życiem, chce, aby sprawiedliwości stało się zadość. Ale jak to, w życiu bywa, zemsta zawsze zbiera swoje ofiary także w niewinnych. Jaka tym razem będzie jej cena? Przekonajcie się sami.

„Oblicza księżyca” to książka, pod której jestem ogromnym wrażeniem. Perypetie głównej bohaterki z jednej strony są bardzo wstrząsające i poruszające, z drugiej zaś mogą wydawać się nierealne. Jednak według mnie istotą całej tej historii, jest to, aby pokazać, że nie należy bać się walczyć o swoje prawo do szczęścia i poszanowania godności. Nikt nie ma prawa traktować nas przedmiotowo, jako narzędzia do zaspokajania swoich potrzeb i chorych rządź. Autorka chce również pokazać nam, że jeśli tylko znajdziemy w sobie determinację, siłę i odwagę na pewno znajdą się ludzie, którzy nam pomogą rozpocząć nowe lepsze życie i uwierzyć w siebie.
Nasza bohaterka spotkała na swojej drodze wielu wspaniałych ludzi, którzy pomogli jej na nowo uwierzyć we własną wartość, odzyskać godność, a przede wszystkim poznać piękno prawdziwego uczucia i  odkryć w sobie zatraconą w toksycznym związku kobiecość i wewnętrzną siłę.
„...należy kochać, jednak kiedy kochamy innych ludzi, nie możemy rezygnować z nas samych, przestać siebie kochać i szanować...”
To, co jest w tej książce niezwykłe to, dziejąca się niemalże na naszych oczach przemiana głównej bohaterki. Miała ona to ogromne szczęście poznać wspaniałą kobietę, która nie tylko dała jej możliwość rozpoczęcia zupełnie nowego życia, ale przede wszystkim pokazała, jak wyegzekwować od mężczyzn, aby nas szanowali i doceniali. Sprawiła także, że ujrzeliśmy szarą myszkę przeistaczającą się w pumę, która bierze życie we własne ręce.

Moi kochani już od pierwszych zdań tej książki widać, że autorka włożyła w jej napisanie mnóstwo pracy i serca. Podjęcie się tak trudnego tematu, jakim jest przemoc domowa, nienawiść, upokorzenie, poniżenie i upodlenie z rąk tego, który powinien nas kochać, szanować i zapewnić nam bezpieczeństwo na pewno nie było łatwe, więc tym bardziej jestem wdzięczna Ninie Nirali za cały trud, przypuszczam, że głównie emocjonalny, który włożyła w napisanie tej książki. Chcę wierzyć i wierzę mocno w to, że każda kobieta, która zdecyduje się poznać tę opowieść, a również jest ofiarą przemocy domowej, dzięki tej lekturze zobaczy światełko w tunelu beznadziei i rozpaczy, a co za tym idzie, odważy się poprosić o pomoc. Na końcu książki odnajdziemy dane kontaktowe do instytucji, które takowej pomocy nam udzielą.

„Oblicza księżyca” to książka, którą czyta się z ogromnym przejęciem i zaangażowaniem. Lektura dostarcza nam mnóstwa silnych emocji, które nie pozwalają  pozostać obojętnym na brutalność, której doświadczyła bohaterka. Na pewno nie jest to książka, którą da radę przeczytać każdy. Zdecydowanie na tego typu książkę trzeba się odpowiednio przygotować i mieć świadomość tego, że po jej przeczytaniu jeszcze przez długi czas będą towarzyszyć nam bardzo silne emocje. Nie zmienia to jednak faktu, że z całego serca polecam Wam tę wspaniałą opowieść o miłości, nienawiści i pragnieniu wolności.

Recenzja powstała we współpracy z Autorką, za co bardzo dziękuję.

poniedziałek, 13 stycznia 2020

Konkurs z "Powódź" Pawła Fleszara.


Witajcie kochani. Dziś mam dla Was niespodziankę. Kilka dni temu recenzowałam dla Was książkę „Powódź” Pawła Fleszara. W komentarzach pod recenzją wykazaliście bardzo duże zainteresowanie tą książką, dlatego wspólnie z wydawcą przygotowaliśmy dla Was konkurs, w którym do wygrania jest jeden egzemplarz książki z autografem, bądź dedykacją autora według życzenia zwycięzcy.

NAGRODĄ W KONKURSIE JEST: Jeden egzemplarz książki Pawła Fleszara "Powódź" z dedykacją, bądź autografem autora / bez wpisu -  zgodnie z życzeniem zwycięzcy.

Aby wziąć udział, należy:
- Zapoznać się z regulaminem konkursu -> REGULAMIN.
- Odpowiedzieć na pytanie konkursowe.

PYTANIE KONKURSOWE:
Czy w Twoim życiu zdarzyła się sytuacja, kiedy myślałaś/ myślałeś, że znasz swojego przyjaciela, bądź przyjaciółkę bardzo dobrze, lecz z czasem dowiedziałaś/eś się o nim czegoś, co bardzo mocno uświadomiło Ci, jak bardzo się myliłaś/eś?

Informacje uzupełniające:
-Do wygrania jest 1 egzemplarz książki Pawła Fleszara „Powódź”
- Konkurs trwa - 13- 20.01.2020.
- Sponsor nagrody — Księży Młyn Dom Wydawniczy.
- Koszt wysyłki pokrywa sponsor (tylko na terenie Polski)
- Pod uwagę będą brane tylko zgłoszenia zostawione w komentarzach pod tym postem.
- Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz bloga Kocie czytanie (osoby, które po zakończeniu konkursu przestaną obserwować blog, nie będą brane pod uwagę w kolejnych konkursach) oraz fanpage autora/i wydawnictwa, jak również udostępnisz informację o tym konkursie na swoich socjal mediach.

Wzór zgłoszenia konkursowego:
Zgłaszam się.
Odpowiedz na pytanie konkursowe:
Wybieram książkę: Książkę z autografem autora/ dedykacją imienną proszę podać imię osoby, której ma być dedykowana książka/ bez wpisu.
Obserwuję jako:
Udostępniam: link
Adres e-mail: (w przypadku, kiedy nie podasz adresu e-mail, musisz śledzić wyniki konkursu, które zostaną ogłoszone w tym poście w ciągu dwóch tygodni od daty jego zakończenia).

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych tj. podanie mojego imienia i nazwiska w przypadku wygranej.

Ze swej strony gorąco zachęcam Was do udziału w konkursie i życzę wszystkim powodzenia.

***

Zwyciężczynią konkursu zostaje
ANETA IWANIUK.
Serdecznie gratuluję i proszę o kontakt w celu przekazania adresu do wysyłki nagrody, a wszystkim pozostałym uczestnikom serdecznie dziękuję za udział w konkursie. 😊 

czwartek, 9 stycznia 2020

Intryga jakich mało.

Moi drodzy, zawsze, kiedy autor zwraca się do mnie z propozycją zarekomendowania jego książki, jest to dla mnie bardzo duże wyróżnienie. Jednak przyznam szczerze, że rzadko wychodzę poza swoją strefę komfortu czytelniczego i dlatego nie zdarza mi się często podejmować współprac, jeśli oferowana mi do lektury książka reprezentuje gatunek literacki, po który nie sięgam zbyt często. Jednak, jak to w życiu bywa, od każdej reguły są wyjątki. W moim przypadku owym wyjątkiem jest sytuacja, kiedy twórca potrafi tak opowiedzieć mi o książce, abym poczuła się nią zaintrygowana i chciała odstąpić od wcześniej wspomnianej zasady.

Tak właśnie było w przypadku książki Pawła Fleszara „Powódź”, z której recenzją dziś do Was przychodzę. Zaledwie trzy słowa, które Pan Paweł napisał w wiadomości do mnie: „Kryminał z oryginalnym tematem”, sprawiły, że poczułam, iż koniecznie muszę poznać historię, którą skrywają karty tej książki. Biorąc pod uwagę to, jak wiele książek jest obecnie wydawanych, zdaję sobie sprawę, że autorom jest coraz trudniej uniknąć schematów w swoich książkach, więc mimo że nie zaczytuję się w kryminałach, musiałam koniecznie przekonać się, co jest tym oryginalnym tematem „Powodzi”.

Aura za oknem mi sprzyjała, ponieważ w momencie, kiedy rozpoczęłam lekturę tego tytułu,  padał deszcz, było szaro i ponuro. Pewne teraz myślicie, że jestem szalona, pisząc, że taka pogoda może czemukolwiek sprzyjać. Otóż jak się za chwilę przekonacie, pogoda pod psem sprawiła, że jeszcze mocniej poczułam klimat wydarzeń, o których czytamy w powieści, bo oto zostajemy przeniesieni do Krakowa, któremu zagraża powódź. Deszcz pada nieustannie, a prognozy nadal są niepokojące. Władze robią wszystko, aby zapobiec najgorszemu, a wśród mieszkańców miasta panuje atmosfera napięcia i lęku.
Pewnego dnia w takich właśnie okolicznościach skacząc z dziewiątego piętra Krakowskiego wieżowca, popełnia samobójstwo czterdziestoletni Jakub. Wydaje się, że wszystko w tej sprawie jest jasne, ale jest ktoś, ktoś, kto nie może uwierzyć w to, co się stało i postanawia na własną rękę przeprowadzić śledztwo w tej sprawie. Osobą tą jest przyjaciel Kuby z dzieciństwa Krzysiek. Mężczyźni jednak od wielu lat nie utrzymywali ze sobą kontaktu, czego przyczyny również nie są tak oczywiste, jak moglibyśmy przypuszczać, ale o tym przeczytajcie już sami.
Punktem zaczepienia w dążeniu do prawdy dla Krisa staje się pozostawiony przez samobójcę pożegnalny list napisany na odwrocie zdjęcia pięknej kobiety i jedno zdanie, które zwraca szczególną uwagę mężczyzny:

„Zły człowiek zabrał Zuzę i odtąd moje życie straciło sens”.

Kris jest przekonany, że zna swojego przyjaciela na tyle dobrze, że nie wierzy, aby mógł on popełnić samobójstwo, więc chcę dowiedzieć się, kim jest tajemnicza Zuza, mając nadzieję, że kobieta pomoże mu w rozwiązaniu zagadki. Nie jest to jednak łatwe, gdyż nikt nie zna kobiety ze zdjęcia. Nasz bohater nie zostaje jednak bez pomocy, ponieważ w całą sprawę mocno angażuje się dwójka przypadkowo poznanych nastolatków.
Oczywiście nie zdradzę Wam, do jakich odkryć prowadzi to śledztwo, ale powiem tylko tyle, że tu właśnie czytelnik dostrzega ową oryginalność tematu, o którym zapewniał nas autor. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z podjętym w fabule książki problemem. Jestem szczerze zaskoczona rozwojem wypadków i szokującą prawdą, która ujrzała światło dzienne.
Oczywiście zachęcam Was, abyście sami poznali to szokujące zakończenie śledztwa, bo ode mnie niczego więcej się nie dowiecie.

Jak widzicie, fabuła książki rodzi w czytelniku wiele pytań takich jak: Co skłoniło Jakuba do tak drastycznego kroku, jakim jest samobójstwo? Kim jest Zuza i dlaczego słuch o niej zaginął? Jak również, dlaczego Kuba i Kris przez tak wiele lat nie utrzymywali ze sobą kontaktu? Aby jeszcze bardziej zachęcić Was do sięgnięcia po książkę, zostawię dla Was kolejny intrygujący kąsek, a jednocześnie refleksję do przemyślenia. W trakcie prowadzonego prywatnego dochodzenia Krisa naszła bardzo ważna i życiowa refleksja.

Nigdy nie możesz być pewnym, że kogokolwiek znasz do końca, bowiem twarz, którą ktoś Ci pokazuje, może nie być jego prawdziwą twarzą, a tylko tą, którą ktoś chce, abyś Ty zobaczył.

Nie mogę również nie wspomnieć o konstrukcji i stylu całej książki. Prosty i przystępny styl pisania oraz język, którym posługuje się autor, sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko. Ciekawym pomysłem jest również przedstawienie pewnych wycinków z gazet, które początkowo mogą wydawać się nie mieć związku z tym, o czym czytamy, ale jak się okazuje na koniec podobnie, jak w kostce Rubika nagle wszystko zaczyna wskakiwać na właściwe miejsce, tworząc ciekawą, spójną całość.

Nie możemy również pominąć kreacji bohaterów, którzy przecież zawsze w pierwszej kolejności zwracają uwagę nas czytelników. Trzeba przyznać, że każda z postaci tej powieści jest dość charakterystyczna i przewrotna czego przykładem jest sam Kris.
Mężczyzna jest byłym wojskowym, ale gdy patrzymy na jego osobę, nic na to nie wskazuje. Kiepsko strzela, ma nadciśnienie i początki nadwagi.
Dwójka nastolatków reprezentująca zupełnie inne od Krisa spojrzenie na świat, a tym samym na sprawę samobójstwa Jakuba. No i oczywiście sam Jakub. Jaki był naprawdę?

„Powódź” to historia ukazująca mroczne strony wydarzeń dziejących się w nieznanych „zwykłym ludziom” kręgach. Mamy tu morderstwo, szokujące, budzące grozę filmy znalezione w telefonie Jakuba i wiele innych trzymających nas w napięciu zdarzeń. Jestem przekonana, że w tej książce każdy znajdzie coś dla siebie, gdyż poza rzeczywiście oryginalnym tematem stanowiącym główny wątek tej historii znajdziemy tu również dużą dawkę humoru oraz poczujemy wyjątkowy klimat Krakowa, a także charakterystyczne dla tego rejonu i miasta smaki.

Ze swej strony polecam Wam „Powódź”, jako lekturę na wieczór po ciężkim dniu pracy w towarzystwie kieliszka dobrego wina. Zapewniam Was, że będzie to wieczór bardzo udany, a Wy sami poczujecie ten niezwykły pełen napięcia i oczekiwania na finał tej misternie skonstruowanej intrygi nastrój.

Zostawiam Wam również fragment powieści. https://www.km.com.pl/upload_pdf/Powodz.pdf

Recenzja powstała we współpracy z Autorem, za co bardzo dziękuję.