Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cykl Cztery pory roku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cykl Cztery pory roku. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lipca 2026

Gdy historia upomina się o tożsamość: Aneta Krasińska – „Lato w Kołobrzegu”

Większość z nas spędza życie w błogiej nieświadomości tego, co minęło. Żyjemy w przekonaniu, że nasza codzienna logistyka – praca, dom, dorosłe obowiązki – w pełni definiuje to, kim jesteśmy. Budujemy codzienność, nie zdając sobie sprawy, że pod jej fasadą kryją się dawne, głęboko pogrzebane dramaty i sekrety poprzednich pokoleń. Przeszłość ma jednak swój własny, nieuchwytny rytm i potrafi upomnieć się o nas w najmniej spodziewanym momencie. Czasami wystarczy drobny impuls, przypadkowo usłyszane słowo, nietypowe brzmienie nazwiska czy nagłe znalezienie się w przestrzeni, która oddycha historią, by pozornie bezpieczny schemat runął. Wtedy właśnie odkrywamy, że nie da się wznieść w pełni świadomej przyszłości bez poznania prawdy o własnych korzeniach. Szukanie tych źródeł okazuje się niełatwą, choć piękną próbą zrozumienia samego siebie – swoich lęków, zakorzenionego głęboko smutku i tęsknot, których prawdziwego podłoża tak długo nie byliśmy świadomi.

O tej pełnej niedopowiedzeń, osobistej drodze do wnętrza własnej tożsamości, toczącej się w przestrzeni zwyczajnego życia, opowiada najnowsza powieść Anety Krasińskiej. „Lato w Kołobrzegu”, stanowiące trzeci tom poruszającego cyklu „Cztery Pory Roku”, to znacznie więcej niż kolejna opowieść osadzona w malowniczym, nadmorskim pejzażu. Autorka stawia w niej dojrzałą i przejmującą tezę: każda rodzinna tajemnica prędzej czy później domaga się światła, a prawdziwe ukojenie rodzi się wyłącznie z odwagi do skonfrontowania się z własnym dziedzictwem.

Fabuła zyskuje wyjątkowy wymiar dzięki wpleceniu w nią niezwykle intrygującej, powojennej panoramy Kołobrzegu. Historia nie jest tu jedynie martwym tłem dla wydarzeń – staje się żywym, pulsującym sercem całej zagadki. Przeplatając dwie linie czasowe, twórczyni rzuca snop światła na trudne, pionierskie lata na Ziemiach Odzyskanych. To tam nowi mieszkańcy musieli budować swój świat na zgliszczach i cudzych przesiedleńczych dramatach. Podążanie za faktami zamienia się w fascynującą podróż przez labirynt celowo zacieranych śladów, przemilczeń i sekretów, które przez dekady miały nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Ta historyczna układanka głęboko porusza właśnie dlatego, że dotyka autentycznych ludzkich losów z pogranicza epok. Co warte podkreślenia, to bolesne dotykanie dawnych ran nie przytłacza czytelnika. Literatka mistrzowsko równoważy ciężar tajemnic kojącym tłem natury. Specyficzny, sanatoryjny rytm życia, szum fal i morski mikroklimat działają niczym emocjonalny kompres, dając przestrzeń na złapanie głębszego oddechu w obliczu nadciągających życiowych sztormów.

​Tytuł ten to jednak nie tylko rozliczanie się z przeszłością, ale również piękna, podnosząca na duchu opowieść o narodzinach nadziei i trudnej sztuce otwierania się na drugiego człowieka. Ta pisarka z wielką czułością portretuje tu motyw nowego początku. Pokazuje, jak zamknięty dotąd w swoim własnym świecie Leon zaczyna powoli burzyć obronny mur. W niespiesznych, sanatoryjnych realiach, pośród ludzi połączonych podobnym bagażem doświadczeń, rodzi się niezwykła, dojrzała nić porozumienia oraz bezinteresowna przyjaźń. Autorka przypomina nam, że w najbardziej burzliwych momentach życia to właśnie drugie, wyciągnięte bezinteresownie ramiona stają się naszym najmocniejszym oparciem, a przypadkowe spotkania potrafią całkowicie odmienić bieg przeznaczenia tej postaci.

​Wielkim atutem powieści jest również misterna kreacja postaci drugoplanowych. Nasza autorka nie traktuje innych kuracjuszy czy mieszkańców Kołobrzegu jako bezbarwnego tła. Wręcz przeciwnie – każda z napotkanych przez Leona osób wnosi do tej historii własny, wyrazisty mikrokosmos doświadczeń. To galeria wielowymiarowych postaci, często poturbowanych przez los, które noszą w sobie własne sekrety i niezagojone rany. Ich obecność, zawiłe życiorysy oraz splatające się z losem tej centralnej figury codzienne interakcje stają się dla niej nie tylko lustrem, w którym może się przejrzeć, ale też katalizatorem zmian. To właśnie te z pozoru marginalne spotkania i drobne gesty współtowarzyszy niedoli budują niezwykle autentyczny, chwytający za serce obraz ludzkiej solidarności.

​To uniwersalne doświadczenie zyskuje w książce niezwykle poruszającą, męską twarz. Na kartach powieści poznajemy Leona – człowieka, którego świat, mimo starań o zapewnienie stabilności, jest mocno naznaczony osobistymi ranami, przepracowaniem i ogromną potrzebą wyciszenia. Konieczność podreperowania zdrowia synka skłania go do opuszczenia tej wymagającej codzienności i wyjazdu na sanatoryjny turnus. Nadmorski kurort miał w założeniu przynieść jedynie wytchnienie i spokój spacerów brzegiem Bałtyku. Niespodziewanie stawia jednak przed tą postacią wyzwanie, na które nie był gotowy. Jeden z pozoru błahy moment przy recepcyjnej ladzie uruchamia lawinę pytań, które budzą w Leonie ogromną ciekawość. Przypadkowe dociekania obcych ludzi stają się kluczem do zamkniętych dotąd drzwi przeszłości, zmuszając go do wyruszenia śladem zagadkowych, zatartych przez czas losów doktora Bena Hosera. Pisarka prowadzi tę narrację z ogromnym wyczuciem. Nie spieszy się z odpowiedziami i dawkuje napięcie, pozwalając czytelnikowi na głębokie, osobiste współuczestniczenie w rekonstrukcji losów przodków, które zgłębia ta postać, co popycha go do dalszych poszukiwań.

Niezwykła siła tej powieści tkwi również w samym warsztacie językowym, gdyż ta artystka operuje słowem w sposób wybitnie plastyczny i zmysłowy. Nie tylko opisuje świat przedstawiony, ale wręcz materializuje go przed oczami wyobraźni czytelnika. Sprawia to, że zacierają się granice między obiema liniami czasowymi. Niezależnie od tego, czy śledztwo prowadzi nas przez współczesne dylematy Leona, czy też zanurza w surowe realia powojennego Kołobrzegu, stajemy się integralną częścią tej historii. Plastyczność opisów i psychologiczna prawda dialogów wywołują sugestywne wrażenie, jakbyśmy stali tuż obok postaci, ramię w ramię dzieląc z nimi przestrzeń. Razem z nimi chłoniemy nadmorskie widoki, ale przede wszystkim współodczuwamy każdą sekundę ich wewnętrznych zmagań. Ta literacka bliskość powoduje, że lęki, nadzieje i momenty wzruszenia tych osób rezonują w nas z pełną mocą, zamieniając bierną lekturę w głębokie, emocjonalne partnerstwo.

Wyjątkowość tej opowieści wypływa z jej niesamowitej dojrzałości emocjonalnej i odwagi do poruszania tematów, które rzadko goszczą w literaturze obyczajowej. Na tle poprzednich części cyklu „Cztery Pory Roku”, „Lato w Kołobrzegu” utrzymuje ten sam, niezwykle wysoki standard – jest równie mocno angażująca, a fabuła płynnie rezonuje z wypracowanym stylem całej serii. Warto po nią sięgnąć, ponieważ w genialny sposób łączy subtelność życiowej opowieści z surowością dziejowych barier. Książkę polecam z całego serca miłośnikom literatury z głębszym dnem oraz każdemu, kto szuka w historiach czegoś więcej niż tylko zwykłego umilacza czasu – to lektura, która zostaje w sercu na bardzo długo.

​„Lato w Kołobrzegu” udowadnia, że najtrudniejsze życiowe podróże to te, które prowadzą nas wstecz – do miejsc i sekretów przodków, o których istnieniu często nie mieliśmy pojęcia. Ta znakomita pisząca stworzyła powieść-rezonans, w której echa powojennych dramatów idealnie współbrzmią z odkrywaniem własnej tożsamości. To niezwykle dojrzała, hipnotyzująca lekcja historii oraz człowieczeństwa, która nie pozwala na bierność. Zostawia czytelnika z głębokim pytaniem o siłę własnych korzeni i zmusza do refleksji jeszcze długo po tym, jak ucichnie szum kołobrzeskich fal, a w sercu na dobre opadną emocjonalne sztormy.




ZIMA W NAŁĘCZOWIE / WIOSNA W CIECHOCINKU


[Materiał reklamowy].


poniedziałek, 9 marca 2026

"Wiosna w Ciechocinku:" Gdy tężnie leczą duszę, a przeszłość odkrywa prawdę. / Recenzja przedpremierowa

W życiu każdego z nas nadchodzi moment, w którym ciężar codziennych ról staje się zbyt trudny do udźwignięcia. Dotychczasowe drogi zaczynają prowadzić donikąd. Prawdziwa regeneracja nie polega jednak na ucieczce, lecz na odwadze, by w narzuconej sobie ciszy przejrzeć się jak w zwierciadle i dopuścić do głosu własne, zaniedbane potrzeby. Wiosna w przyrodzie bywa gwałtowna. Ta zachodząca w ludzkiej naturze jest jednak subtelnym procesem pozwalania sobie na słabość, która paradoksalnie staje się fundamentem nowej siły. Tę uniwersalną podróż ku wewnętrznemu przełomowi kreśli Aneta Krasińska w swojej najnowszej powieści „Wiosna w Ciechocinku”, stanowiącej drugą odsłonę cyklu „Cztery pory roku” – wydaną po „Zimie w Nałęczowie”.

​Pisarka rzuca nas w sam środek emocjonalnego sztormu. Duszna atmosfera domowych napięć i bolesna bariera niedomówień między główną bohaterką, Iloną, a jej dorastającą córką Zosią stają się niemal namacalne. To przejmujące studium rodzicielskiej bezradności pogłębia skomplikowana sytuacja z byłym mężem. Twórczyni z dużą wnikliwością portretuje trudne uczucia towarzyszące konfrontacji z jego nowym życiem i partnerką. Kładzie się to cieniem na jego kontakcie z dzieckiem i potęguje poczucie osamotnienia Ilony. Widzimy kobietę uwięzioną w dojmującym wyobcowaniu, która dbając o innych, zgubiła instrukcję do własnego szczęścia. To wielowarstwowe wyczerpanie popycha ją wreszcie do wyjazdu w poszukiwaniu oddechu do Ciechocinka.

​W tej historii słynne uzdrowisko przestaje być martwą dekoracją i staje się pełnoprawnym bohaterem, który narzuca przybyszom swój niespieszny, kojący rytm. Autorka kreśli obraz miasta jako swoistego azylu. Specyficzny mikroklimat i aura nostalgii wymuszają tam zatrzymanie się w biegu. W sanatoryjnej ciszy, z dala od toksycznych schematów, bohaterka zaczyna wreszcie słyszeć własny, niemal zapomniany głos. Pod gęstą warstwą kuracyjnej codzienności autorka wykorzystuje ciechocińskie tężnie jako potężną metaforę odrodzenia. Rozpylona w powietrzu solanka zdaje się przenikać przez pancerz Ilony, a szum wody spływającej po tarninie zmywa nagromadzony żal. Pozwala to spojrzeć na konflikt z Zosią nie przez pryzmat winy, lecz wzajemnego wyobcowania.

​Współczesna walka o porozumienie znajduje swój niezwykły kontrapunkt w melodii minionych lat. Odnaleziona fotografia trzech nastolatek staje się portalem do świata przedwojennych tajemnic. Wątek historyczny nadaje fabule intrygujący, niemal detektywistyczny charakter, który skutecznie angażuje czytelnika w poszukiwanie prawdy wraz z bohaterką. Śledztwo Ilony oparte jest na analizie starych pamiątek. Zamienia ono lekturę w pełną napięcia wyprawę, gdzie rozwiązanie zagadki sprzed dekad staje się równie istotne, co dzisiejsze dylematy. Echa dawnych losów uświadamiają kobietom, że lęki i nadzieje są uniwersalne niezależnie od epoki. Zrozumienie losów tych, którzy deptali te same ścieżki przed nami, okazuje się kluczem do uleczenia teraźniejszości.

​Lektura dzieła Anety Krasińskiej budzi uśpioną wrażliwość i zmusza do szczerego rachunku sumienia z własnych więzi. Podczas czytania uderzyła mnie autentyczność buntu Zosi. Stała się ona dla mnie bolesnym zwierciadłem. To opowieść, w której wiele matek odnajdzie lustro dla relacji z własnymi dziećmi, dostrzegając w buncie córki echa domowych bitew o zrozumienie. Patrząc na tę relację, przypomniałam sobie własne nastoletnie błędy. Zrozumiałam, jak trudną lekcją cierpliwości byłam dla swoich rodziców. Ta historia skłoniła mnie do głębokich wyrzutów sumienia. Ostatecznie doprowadziła mnie do prostego, choć spóźnionego słowa: przepraszam.

​Powieściopisarka posługuje się stylem plastycznym i zmysłowym, co czyni tekst niezwykle odprężającym. W porównaniu do pierwszego tomu cyklu opowieść o losach Ilony wydaje się propozycją jeszcze dojrzalszą. Warto jednak zaznaczyć, że obie części stanowią autonomiczne historie.

​Najważniejsza mądrość, z jaką zostawia nas pisarka, ukryta jest w prostym fakcie. Nie mamy wpływu na to, co było, ale mamy pełną władzę nad tym, jak ułożymy resztę własnej drogi. Autorka przekazuje nam, że dbanie o siebie nie jest aktem egoizmu, lecz fundamentem, bez którego każdy inny układ w końcu runie. Ten obraz to poruszająca lekcja wiary w to, że każdy moment jest dobry, by przestać być jedynie tłem w cudzym scenariuszu i stać się głównym architektem własnego losu.

Sięgnijcie po tę publikację, jeśli szukacie wzruszeń i odwagi do zmian. Ze względu na umiejętnie prowadzony wątek tajemnicy sprzed lat, w tej opowieści odnajdą się zarówno wielbiciele powieści obyczajowych, jak i miłośnicy angażujących opowieści z tłem historycznym. To powiew świeżości, który zostaje w sercu na znacznie dłużej niż tylko jeden sezon.


PREMIERA, II marca

[Materiał reklamowy].

piątek, 14 listopada 2025

"Zima w Nałęczowie" Aneta Krasińska - Cykl Cztery pory roku/ Tom I

Życie jest często niczym misternie tkany kobierzec, gdzie każdy dzień to kolejny splot, a przyszłość wydaje się precyzyjnie zaprojektowanym wzorem. Wierzymy w tę uporządkowaną wizję, w trwałość podjętych zobowiązań i niezmienność uczuć, które zdefiniowały nasze 'tu i teraz'. Lecz bywa, że w jednej, krótkiej chwili, ten idealny projekt rozpada się, a nić, która wiodła nas bezpiecznie, zostaje brutalnie przerwana.

​W obliczu zdrady – czy to bliskiej osoby, czy własnych, naiwnych przekonań – świat traci swoje barwy, a grunt usuwa się spod nóg. To moment egzystencjalnego wstrząsu, kiedy dotychczasowe bezpieczeństwo okazuje się iluzją. Nasza tożsamość, tak silnie związana z relacjami i planami, ulega redefinicji. Wtedy rodzi się fundamentalna potrzeba: ucieczka. Nie jest to jednak tchórzliwe wycofanie, lecz instynktowne poszukiwanie azylu – przestrzeni, w której można posklejać szczątki własnego ja, z dala od zgiełku i bólu miejsca, w którym wydarzyła się katastrofa.

Często w takich chwilach to prowincja, małe miasteczka czy zapomniane kurorty stają się sceną dla wewnętrznej transformacji. W ciszy i anonimowości, w otoczeniu historii zapisanej w starych murach, łatwiej jest usłyszeć własny, przytłumiony głos. To właśnie tam, gdzie czas płynie wolniej, a tajemnice przeszłości wciąż rezonują, złamane serce odnajduje nieoczekiwane ukojenie i, co najważniejsze, impuls do nowego początku. Bowiem to, co wydaje się końcem, jest w istocie preludium do odnalezienia prawdziwej siły – tej, która pozwala na nowo tkać własne, lepsze przeznaczenie. ​To uniwersalne doświadczenie, wpisane w losy wielu z nas, z niezwykłą czułością i wnikliwością portretuje Aneta Krasińska w swojej najnowszej powieści „Zima w Nałęczowie”.  Pierwszej części cyklu Cztery pory roku.

Główna bohaterka, Lidka Adamiak, jest uosobieniem kobiety, której życie, zbudowane na fundamencie stabilności i przewidywalności, runęło z dnia na dzień. Jej wstrząs wywołany zdradą narzeczonego nie jest jedynie melodramatycznym tłem, ale katalizatorem do zerwania z miejskim zgiełkiem i pozornym ładem. Lidka porzuca komfortową, choć iluzoryczną, warszawską rzeczywistość i intuicyjnie wybiera Nałęczów – uzdrowiskowy kurort owiany aurą nostalgii i historii. Nie szuka tu romansu ani sensacji; poszukuje ciszy, która pozwoli jej uporządkować myśli i emocje. Jednakże ta terapeutyczna podróż szybko nabiera nieoczekiwanego tempa. Przypadkowe odkrycie drogocennej, tajemniczej biżuterii wciąga ją w intrygę, która zmusza ją do wyjścia poza własny ból i skupienia się na tajemnicach przeszłości skrywanych przez stary Nałęczów.

W ten sposób Krasińska płynnie przeplata wątek psychologicznej odnowy Lidki z elementami powieści detektywistycznej. Poszukiwanie prawowitego właściciela klejnotów staje się dla bohaterki symbolicznym poszukiwaniem prawdy – nie tylko historycznej, ale także osobistej. Autorka zręcznie buduje sieć skomplikowanych relacji i niejasnych wskazówek, które prowadzą Lidkę przez malownicze zakątki uzdrowiska, zmuszając ją do interakcji z barwnymi postaciami, z których każda skrywa własną historię.

W "Zimie w Nałęczowie" tło geograficzne i fabularne zdecydowanie wykracza poza rolę zwykłej scenografii. Nałęczów, urokliwe uzdrowisko w zimowej szacie, urasta do rangi niemego bohatera, którego obecność i charakter mają fundamentalny wpływ na wewnętrzną przemianę Lidki i rozwój akcji. Nie jest to jedynie malownicze miejsce, gdzie toczą się wydarzenia; to przestrzeń, która leczy, konfrontuje i inspiruje.

​Uzdrowiskowa atmosfera, przesiąknięta ciszą, spokojem, a jednocześnie historyczną głębią, sprzyja introspekcji i ucieczce od chaosu. Kaskadowe krajobrazy, zabytkowa architektura i rytm życia kurortu działają na bohaterkę jak terapeutyczna otulina. Mówiąc o "niemym bohaterze", mam na myśli to, że Nałęczów aktywnie kształtuje emocje i decyzje postaci. Zimowa aura – często postrzegana jako symbol zamrożenia uczuć czy poczucia straty – tutaj paradoksalnie staje się oczyszczająca. To właśnie wśród zaśnieżonych parków i sanatoryjnych alejek Lidka odnajduje dystans do przeszłości i siłę do rozpoczęcia nowego rozdziału, a odnaleziona tajemnica historyczna wplata miejsce w sam środek jej osobistej historii.

​Miasto staje się odbiciem stanu duszy bohaterki – z pozoru uśpione, ale pod powierzchnią kryjące energię do życia i głębokie sekrety. Nałęczów nie tylko przyjmuje Lidkę, ale także współuczestniczy w jej emocjonalnej podróży, stanowiąc swoisty katalizator dla odrodzenia, co czyni jego rolę w powieści nieusuwalną i wyjątkowo znaczącą.

Sercem narracji jest intryga — przypadkowe odkrycie drogocennej biżuterii, które niczym magiczne wrota otwiera przejście do zapomnianego świata. Ten cenny artefakt jest kluczem do tajemnicy sprzed lat, zmuszając Lidkę do porzucenia własnych zmartwień i zanurzenia się w skomplikowane losy przedwojennych kuracjuszy. Wątek detektywistyczny staje się mostem łączącym teraźniejszość z przeszłością, ukazując, że miłość, poświęcenie i zdrada są ponadczasowymi uczuciami, których echa rezonują przez całe dekady. Poszukiwanie prawdy o właścicielu kosztowności to nie tylko śledztwo, to także poszukiwanie sensu i zamknięcia dla nierozwiązanej historii.

Oczywiście, pod powierzchnią historycznej zagadki pulsuje wątek miłosny. Historia Lidki, naznaczona dotkliwą utratą zaufania, zyskuje kontrast w postaci rodzącego się, nieśmiałego uczucia w Nałęczowie. Jej nowy związek rozwija się w cieniu dawnego dramatu, sugerując, że każde pokolenie musi przejść przez próbę, by odnaleźć prawdziwą nadzieję i spełnienie. Powieść subtelnie bada, jak dawne sekrety i zaniechania wpływają na teraźniejsze wybory serca, niosąc jednocześnie pocieszenie, że po każdej zimie zawsze nadchodzi wiosna.

Wyobraźcie sobie mglisty, zimowy Nałęczów – kurort uśpiony pod puchem, który skrywa w sobie nie tylko sanatoryjne spokój, ale i echa dawnych dramatów. Powieść Anety Krasińskiej to nie jest kolejna prosta historia obyczajowa. To emocjonalny wehikuł czasu, który zabierze Was w podróż przez dwa stulecia, splecione jedną, nieoczekiwaną zagadką. Jeśli kochacie współczesne historie o poszukiwaniu siebie, ale jednocześnie uwielbiacie kryminalne zagadki i historyczne tło – ta książka łączy je w spójną całość. Lidka nie tylko szuka złota. Ona znajduje samoświadomość i odwagę, by znów zaufać. Jej metamorfoza jest inspirująca i niezwykle realna. "Zima w Nałęczowie" to dowód, że czasem największe skarby odnajdujemy w najtrudniejszych momentach życia, a kluczem do naszej przyszłości jest zrozumienie przeszłości.

Nie czekajcie – zanurzcie się w tej zimowej, pełnej nadziei i tajemnic historii. Towarzyszyć Wam będzie cała paleta uczuć – od bólu i rozczarowania po stopniowo pojawiającą się nadzieję i delikatne wzruszenie. Powieść skłania do refleksji nad tym, co w życiu jest naprawdę ważne: równowaga między pracą a życiem prywatnym, zaufanie oraz siła drugiego człowieka. Po lekturze pozostanie z Wami uczucie ciepła i spokoju, a także przekonanie, że zawsze warto dać sobie szansę na lepsze jutro, nawet po największej stracie.

Życie często wymaga od nas przystanku – chwili, w której musimy cofnąć się o krok, by zyskać perspektywę. Wszyscy niesiemy ze sobą bagaż historii, tych własnych i tych, które do nas szepczą z przeszłości. Prawdziwa mądrość nie polega na ucieczce, lecz na odwadze, by spojrzeć w głąb siebie i pozwolić, aby miejsca, które odwiedzamy, stały się katalizatorem zmian. Ostatecznie, każda z pozoru przypadkowa ścieżka, którą obieramy, prowadzi nas do najcenniejszego odkrycia: naszej własnej siły i gotowości do pisania kolejnych, lepszych rozdziałów.

[Materiał reklamowy] Wydawnictwo Skarpa Warszawska.

piątek, 17 października 2025

"Zima w Nałęczowie" Aneta Krasińska - Zapowiedz recenzencka/ Fragment



Gromadzicie już książki zimowe i świąteczne, a może jakaś tego rodzaju lektura już rozgrzewa wasze wieczory? Ja polecam najnowszą książkę Anety Krasińskiej "Zima w Nałęczowie", wydaną zaledwie kilka dni temu 15.10.2025 przez wydawnictwo Skarpa Warszawska. Wkrótce ją przeczytam i dla was zrecenzuję, a tymczasem, zostawiam opis wydawcy oraz na zachętę krótki fragment powieści.

TYTUŁ TEN OTWIERA CYKL CZTERY PORY ROKU.

ZIMOWA OPOWIEŚĆ O NIEOCZEKIWANYCH PORYWACH SERC DAJĄCYCH NADZIEJĘ NA LEPSZE JUTRO!

Pośpiech towarzyszący Lidce Adamiak tak w życiu prywatnym, jak i zawodowym poskutkował dramatycznym odkryciem, po którym zaczęła się zastanawiać, czym jest miłość. W jednej chwili jej uporządkowane i zaplanowane życie w stolicy legło w gruzach. Tylko dzięki trosce i wsparciu przyjaciółki kobieta nie popada w obłęd i za jej namową wyjeżdża do Nałęczowa, by nabrać dystansu do wydarzeń i móc spokojnie zasiąść do wieczerzy wigilijnej.

Zarówno sam Nałęczów, jak i jego mieszkańcy zdumiewają Lidkę od pierwszych chwil pobytu w kurorcie, jednak z każdym dniem coraz bardziej jej się tu podoba. A gdy odkrywa drogocenną biżuterię, rozpoczyna poszukiwania prawowitego właściciela. Dzięki temu, choć na chwilę zapomina o własnych kłopotach i skupia się na poznaniu historii przedwojennego Nałęczowa i pewnego kuracjusza.

Tym razem Aneta Krasińska przenosi swoich czytelników do otulonego śnieżnym puchem i pachnącego przyprawą do piernika Nałęczowa, w którym przeszłość i współczesność wzajemnie się przenikają, a skutki miłości i nienawiści mają wpływ na to, co tu i teraz.

A TERAZ ZAJRZYJMY DO ŚRODKA KSIĄŻKI.

Zima w Nałęczowie”

Widząc zbliżającą się parę kuracjuszy widywanych na zabiegach w łazienkach, chwycił Wandę za łokieć i poprowadził w stronę jej domu. Wolał nie dawać podstaw do plotek, ale nie zamierzał przemilczeć dziwacznej informacji. Kiedy więc tylko dostatecznie oddalili cię od centrum uzdrowiska i wyszli na trakt prowadzący do gospodarstwa rodzinnego Bednarczyków, Jeremi zatrzymał się i z marsowym czołem spojrzał na ukochaną.

– Wyjaśnisz mi to wszystko? – zapytał, starając się zapanować nad rosnącym zniecierpliwieniem.

– Łucja była na policji – zaczęła powoli.

– I co z tego?

– Podobno zgłosiła kradzież broszki.

Przez chwilę usiłował pojąć słowa Bednarczykówny.

– I co to ma wspólnego z nami? – dociekał, nie znajdując wyjaśnienia kobiecych obaw.

– Bo ta skradziona broszka jest w kształcie pawia i ponoć otrzymała ją od ciebie.

– Co?! – Nachylił się nad Wandą, jakby nie dosłyszał. – Nigdy nie podarowałem jej żadnej broszki! To jakieś brednie! Przecież broszka jest u ciebie. Prawda?

– Tak mi się wydawało.

– Kompletnie nie pojmuję, o co w tym wszystkim chodzi. To musi być jakaś pomyłka albo kłamstwo szyte grubymi nićmi. Nic mnie nie łączy z Łucją, więc nie traćmy czasu na domysły. Idź się przebrać, żebyśmy mogli pójść na kolację.

– Ale…

– Zaczekam tu na ciebie i sprawdź, czy masz broszkę, a najlepiej przypnij ją do sukienki, żeby wszyscy widzieli, że to ty ją posiadasz.

– Nie wiem, czy to dobry pomysł.

– Co w nim złego? To twoja broszka, a Łucja plecie jakieś farmazony. – Musnął wargami jej czoło i uśmiechnął się, chcąc ją uspokoić. – Wandziu, wszystko będzie dobrze. Nie zaprzątaj sobie głowy jakimiś domysłami.

Mina Bednarczykówny dowodziła braku przekonania co do słów kochanka, ale jego ponaglenia nie pozostawiły jej wyboru. Minęła wysoką lipę rosnącą na skraju parceli i bez słowa podążyła do siebie.


Czy ktoś z Was również planuję otulić się jej ciepłem w długie wieczory? Dajcie znać w komentarzach.