piątek, 26 czerwca 2026

​Anna Prusik: „Zapomniałam, że Cię kocham” – o amnezji, która staje się drogą do wolności. ​

Czasem życie musi nas zatrzymać siłą. Robi to po to, żebyśmy w końcu mogli usłyszeć własne myśli. W codziennym pędzie łatwo stać się obcym dla samego siebie. Budujemy wtedy skomplikowane konstrukcje z cudzych oczekiwań i planów na przyszłość. Wierzymy, że to właśnie one świadczą o naszym miejscu w świecie. Tymczasem pod warstwą tych wszystkich „powinnam” i „muszę” kryje się człowiek. To ktoś, kto o swoich najprostszych pragnieniach często zdążył już dawno zapomnieć.

Dopiero gdy grunt usuwa się spod nóg, stajemy przed najtrudniejszym pytaniem: Kim jestem, gdy zabraknie mi moich wspomnień? Tę kruchą granicę między tym, co pamiętamy, a tym, co naprawdę czujemy, bada Anna Prusik w swojej najnowszej powieści „Zapomniałam, że Cię kocham”. Ta historia stawia odważną tezę: amnezja Lilianny Marii Sawki, głównej bohaterki książki, nie jest jedynie medyczną tragedią. Jest ona przede wszystkim bolesną szansą na spotkanie z tą wersją siebie, którą dawno temu zatraciła.

Kobieta to ceniona producentka muzyczna, która w wyniku wypadku traci dekadę swojego życia. Budzi się w warszawskiej rzeczywistości, która teoretycznie należy do niej, ale w której czuje się jak dziecko we mgle. Mężczyzna, z którym ma dzielić życie, jest dla niej kimś zupełnie obcym – nie budzi w niej żadnych uczuć. A to właśnie jemu, za zaledwie kilka tygodni, ma przysiąc miłość przed ołtarzem. Ten dramatyczny „reset duszy” stawia bohaterkę w sytuacji niemal bez wyjścia. Choć patrzy na swoje zdjęcia w mediach i widzi na nich własną twarz, w środku nie potrafi odnaleźć tej osoby. Dostrzega popularność i sławę, które są dla niej całkowicie puste.

Powrót w progi rodzinnego domu na wsi staje się dla niej jedynym ratunkiem. Wyjazd z głośnej stolicy wreszcie pozwala na zrzucenie wielkomiejskiego pancerza. Dopiero tam, z dala od szumu wielkiego miasta, Lilianna konfrontuje się z przeszłością. Spotkania z dawnymi znajomymi i przyjaciółmi sprawiają, że dobrze jej znane wspomnienia sprzed lat zyskują teraz nową siłę, mocno splatając się z tym, co przeżywa obecnie.

​Jednak zamiast sielanki, czekają na nią bolesne pytania. Właśnie tutaj, w cieniu dawnego życia, pojawia się on – mężczyzna, do którego serce Lilianny wyrywa się samoistnie. Choć amnezja nie zabrała jej wspomnień o nim i o tym, co ich łączyło, powrót jest trudny. Dziesięć lat temu rozstali się, nie wyjaśniając sobie niczego, a teraz ona musi zmierzyć się z jego chłodem. Dlaczego ten, który kiedyś był jej tak bliski, stał się teraz wobec niej tak bardzo zdystansowany? Te głębokie przemyślenia i niewypowiedziany żal, który od niego bije, stają się najbardziej bolesnym elementem jej obecnej układanki.

W tej podróży do korzeni gdzieś pomiędzy majestatycznym spokojem górskich szczytów a dźwiękami muzyki, która nagle przestała być tylko produktem, zaczyna słyszeć prawdę. Słyszy to, co przez lata zagłuszał wielkomiejski hałas. Proces odzyskiwania tożsamości nie jest tu gwałtownym olśnieniem. To raczej powolny powrót do fundamentów, które przetrwały w jej pamięci. To właśnie te młodzieńcze ideały i marzenia okazują się silniejsze niż lata spędzone w pogoni za prestiżem. Dynamikę tej przemianie nadaje kalejdoskop różnorodnych postaci drugoplanowych. Stanowią one żywą tkankę tej historii, a każdy z bohaterów wnosi nową perspektywę i ma w tej opowieści swoje znaczące miejsce.

Lektura tej książki wykracza poza ramy zwykłej prozy obyczajowej. Staje się ona intymnym zaproszeniem do szczerego wglądu w siebie. Towarzyszące producentce zagubienie szybko udziela się odbiorcy. Prowokuje ono pytania o to, ile z naszych codziennych wyborów to autentyczne pragnienia, a ile jedynie efekt presji otoczenia. Całość zmusza nas do namysłu nad trwałością naszych wewnętrznych fundamentów i skłania do refleksji nad tym, co pozostałoby z nas, gdybyśmy nagle stracili z oczu listę swoich osiągnięć.

​Dla mnie osobiście ta historia zadziałała jak cicha rozmowa z samą sobą sprzed lat. Śledząc losy Sawki, nieustannie powracałam do własnych, przykurzonych wersji siebie. Myślałam o planach, które odłożyłam na najwyższą półkę, bo przestały pasować do mojego dojrzałego wizerunku. Ta głęboka więź, jaką buduje się z bohaterką, sprawiła, że każda jej wątpliwość pracowała we mnie jeszcze długo po zamknięciu ostatniej strony.

Wyjątkowość tej powieści tkwi w jej odwadze do mówienia o rzeczach trudnych w sposób kojący. To propozycja dla każdego, kto czuje, że w pośpiechu zgubił gdzieś swoją autentyczność. „Zapomniałam, że Cię kocham” pokazuje, że bycie sobą to nie zbiór faktów, lecz kwestia czucia. Przypomina nam, że prawdziwa wolność zaczyna się tam, gdzie przestajemy bać się prawdy. Czasem trzeba stracić z oczu własną historię, by w końcu przestać błądzić. Warto zyskać odwagę do tego, by w każdej chwili móc zmienić zdanie i zacząć żyć w zgodzie z własnym sercem. Prawdziwa lojalność wobec siebie jest bowiem ważniejsza niż dotrzymywanie obietnic złożonych w obcym nam świecie.

Porozmawiajmy w komentarzach:

Gdybyś obudziła się jutro bez wspomnień z ostatnich 10 lat, co w Twoim obecnym życiu najbardziej by Cię zaskoczyło?

Czy wierzysz w to, że nasze „prawdziwe ja” z młodości zawsze w nas drzemie?

Co jest dla Ciebie najlepszym sposobem na „usłyszenie własnych myśli” w codziennym zgiełku?

[Zakup własny].


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przed pozostawieniem komentarza pod postem, zapoznaj się, proszę z polityką prywatności bloga, której szczegółowe informacje znajdziesz w zakładce Polityka prywatności bloga Kocie czytanie i wyraź zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych.
Pozostawiając komentarz, akceptujesz politykę prywatności bloga, a tym samym wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych.

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Proszę o kulturę wypowiedzi i podpisywanie się.