czwartek, 18 lipca 2019

Jak żyć dalej, kiedy wszystko, w co w życiu wierzyłaś, okazuje się kłamstwem?

„- Nie, nie zorientuje się. Ludzie wierzą w to, w co chcą wierzyć. W to, co im powiesz. Zaufaj mi, wiem, co mówię”.

Kochani, zapewne, gdybym teraz zapytała Was, jakie skojarzenia budzi w Was dom rodzinny, większość z Was na pewno odpowiedziałaby mi, że z miłością, ciepłem, bezpieczeństwem i wieloma innymi ciepłymi określeniami, które wznieciłyby poczucie ciepła w waszych sercach i promienny uśmiech na ustach. Tylko czy jesteście tego pewni? Czy macie pewność, że to poczucie szczęśliwej rodziny, którego doświadczyliście, będąc dziećmi i nastolatkami, nie było tylko pokazem iluzji, w który wasi bliscy chcieli, abyście uwierzyli?

Jak mówi jedno z przysłów: „Prawda, jak oliwa, zawsze na wierzch wypływa”. Tylko pamiętajcie, grzebanie w przeszłości bywa niebezpieczne. Dziś zapraszam Was, abyście wspólnie ze mną i główną bohaterką książki „Nie szukaj mnie Clare Mackintosh – Anną Johnson odkryli, prawdę, o tym, co tak naprawdę stało się z jej poukładanym światem, którego dziś już nie ma, a którego kobieta tak bardzo potrzebuje.

Życie Anny, po raz pierwszy rozsypuje się na kawałki, kiedy jej ojciec popełnia samobójstwo, skacząc z urwiska. Wówczas zrozpaczona córka, wspólnie z matką próbują odpowiedzieć sobie na pytanie, co takiego skłoniło ich bliskiego do tak drastycznego kroku. Niestety, wiele pytań zostaje bez odpowiedzi. Siedem miesięcy później świat Anny legnie w gruzach po raz kolejny, ponieważ jej matka Caroline również odbiera sobie życie. Śledztwo prowadzone w tej sprawie wskazuje na to, że był to desperacki krok zrozpaczonej żony, czego potwierdzeniem jest identyczny, jak w przypadku męża sposób popełnienia samobójstwa.

Kiedy my czytelnicy poznajemy życie Anny po tragedii, która ją spotkała, widzimy, że bardzo stara się pogodzić ze strasznymi faktami, ale nie jest to łatwe. Tym bardziej że nigdy do końca nie uwierzyła w to, że rodzice mogliby odebrać sobie życie. Brak najbliższych doskwiera szczególnie teraz, kiedy sama została matką i chciałaby móc uczyć się tej nowej roli, mogąc liczyć na wsparcie matki. Marzy o tym, aby córeczka dorastała, ciesząc się miłością dziadków. Może liczyć na wsparcie swojego partnera, jednak żałoba jest nieodłącznym elementem ich codziennego życia. Można śmiało powiedzieć, że Anna i Mark tworzą z nią swego rodzaju trójkąt. Zapewne prędzej czy później kobieta pogodziłaby się z tą bolesną, ale jednak nieodwracalną stratą, gdyby nie tajemnicza kartka, która dociera do niej dokładnie rok po śmierci matki. Trzy słowa, które na niej widnieją, nie pozwalają córce zamknąć przeszłości na zawsze. Jak się przekonacie:

„Czasami lepiej trzymać się kłamstw. Prawda mogłaby cię zabić”.

Moi drodzy, czy jesteście gotowi zaryzykować i towarzyszyć Annie w drodze do prawdy, mimo ostrzeżeń, które, ktoś jej wysyła?

Ja oczywiście bardzo gorąco Was do tego zachęcam, bo „Nie szukaj mnie” to bardzo dobry thriller psychologiczny, który czyta się z ogromnym zaangażowaniem, nie mogąc się doczekać, odkrycia prawdy. Policja jest przekonana, że to samobójstwo, Anna podejrzewa morderstwo, komu uwierzycie?

Historia ta to nie tylko dążenie do odkrycia faktycznych okoliczności śmierci bliskich nam osób. To również bolesne odkrywanie sekretów rodzinnych, które były skrywane przed Anną przez całe jej życie, a konfrontacja, z którymi niszczy wszystko, w co do tej pory wierzyła nasza bohaterka. Jak się okazuje, jej dom rodzinny od zawsze spowity był pajęczyną kłamstw i intryg. Każde dziecko wierzy w nieskazitelny wizerunek swoich rodziców, jak żyć ze świadomością, że był on tylko złudzeniem? Czy da się zrozumieć i wybaczyć? Na te wszystkie pytanie, będziecie musieli odpowiedzieć sobie już sami po przeczytaniu książki.

Jeśli o mnie chodzi, nie wiem, czy potrafiłabym wybaczyć, to czego dopuścili się rodzice Anny i jak okrutnie postąpili wobec własnej córki. Ale jedno wiem na pewno. Gdybym była na jej miejscu, wolałaby nigdy tej prawdy nie poznać.

W książce możemy dostrzec trzy główne zwroty akcji odpowiadające trzem częściom, na które została podzielona jej fabuła. Każda z tych części odkrywa nowe szokujące fakty, które mnie samą nie raz zaskoczyły. Autorka nie wykłada od razu wszystkich asów z rękawa, co dodatkowo potęguje naszą ciekawość tego, co będzie dalej, nie pozwalając nam zaprzestać lektury książki do momentu jej przeczytania. Muszę przyznać, że pomysł na fabułę książki, jest naprawdę świetny. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z podobną koncepcją. Nie znajdziecie tu powtarzalności i schematów, a zakończenie całej historii nie tylko was zaskoczy, ale również, a może przede wszystkim skłoni do wielu przemyśleń na temat waszych rodzin i tego, czy to jak je postrzegacie, jest słuszne. Aż się boje pomyśleć dokąd te przemyślenia Was zaprowadzą.
Dodatkową zachętą do sięgnięcia po „Nie szukaj mnie” niech będzie fakt, że historia, którą skrywają jej karty, inspirowana jest autentycznymi wydarzeniami.

Mam nadzieję, że udało mi się zachęcić Was do przeczytania książki, Zapewniam Was, że niesamowita umiejętność skupiania uwagi czytelnika, którą bezsprzecznie posiada autorka w połączeniu z intrygującą i zaskakującą, a wręcz wprawiającą czytelnika w osłupienie i niedowierzanie fabułą sprawi, że dosłownie pochłoniecie tę książkę w kilka godzin, podczas których reszta świata przestanie dla Was istnieć.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Prószyński i S-ka, za co bardzo dziękuję. 

niedziela, 14 lipca 2019

Patronat: Czekałam na ciebie - Magdalena Krauze/ Recenzja przedpremierowa.




Moi drodzy, dziś nadszedł ten długo, oczekiwany przeze mnie moment, kiedy mogę podzielić się z Wami wrażeniami po lekturze książki Magdaleny Krauze „Czekałam na Ciebie”, którą blog Kocie czytanie ma przyjemność objąć patronatem medialnym.

Ci z Was, którzy są stałymi czytelnikami mojego bloga, wiedzą, że nie podejmuję się zbyt często patronowania książkom. Wynika to przede wszystkim z tego, że ja swoim blogowym patronatom stawiam naprawdę wysoką poprzeczkę. Wychodzę bowiem z założenia, że jeśli decyduję się na promowanie danego tytułu, to muszę być absolutnie przekonana, że historia, którą skrywają karty owej książki, jest tą, którą ja mogę swoim czytelnikom z czystym sumieniem polecić.

Na pewno teraz, wiele z Was zastanawia się, co w takim razie ma w sobie akurat ta książka, co zdecydowało o tym, że jednak dołączyła ona do grona moich blogowych patronatów?

Oczywiście odpowiem Wam na to pytanie, ale pozwólcie, że potrzymam Was jeszcze chwilę w niepewności, gdyż zanim opowiem Wam o samej powieści, nie byłabym sobą, gdybym nie pokusiła się o chwilę życiowych refleksji i przemyśleń, do których oczywiście skłoniła mnie ta historia.

Kochane kobietki, dziś chciałabym się zwrócić szczególnie do tych z Was, które jesteście singelkami. Ile razy zdarzyło Wam się słuchać zwierzeń waszych koleżanek, które są, bądź były w związkach, na temat tego, jak to, one wiele przeżyły i jak duże doświadczenie w tej dziedzinie życia mają. One się ekscytowały, a Wy czujecie się gorsze. Ja sama będąc romantyczką, ze smutkiem muszę stwierdzić, że w dzisiejszym świecie niestety romantyzm został zatracony. Młode dziewczyny, czując presję, coraz bardziej spieszą się do tego, aby z kimś być, często zapominając o tym, co tak naprawdę jest istotą prawdziwego uczucia, a co gorsza zatracając w tym siebie.

Dziś wspólnie z autorką i główną bohaterką jej debiutanckiej książki - Pauliną Jabłońską spróbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy warto nie patrząc na poglądy innych, mieć swoje zasady i czekać na prawdziwe uczucie?

Paulina jest dwudziestoośmioletnią kobietą, której życia mogłaby pozazdrościć jej nie jedna z nas. Ma satysfakcjonującą pracę w wydawnictwie kobiecego pisma, kochającą rodzinę, która zawsze służy wsparciem, dobrym słowem i pocieszeniem. Dom rodzinny to dla niej niczym bezpieczna przystań, w której może odnaleźć spokój i wytchnienie, kiedy tylko tego potrzebuje. Nieocenioną wartością są dla niej również przyjaciele, a szczególna więź łączy ją z Malwiną. Nasza bohaterka mimo swojego wieku nadal jest sama. Jednak cały czas w głębi duszy marzy o tym, by kochać i być kochaną. Nie zmienia to faktu, że ma w życiu swoje zasady, którymi się kieruje i konsekwentnie się ich trzyma.
Wie, że jej najbliżsi bardzo chcą, aby u jej boku pojawił się ktoś, kto da jej szczęście, ale ona sama mając na uwadze swój nieudany związek, jak również własne obserwacje, nie chce pochopnie wchodzić w żaden związek. Przez cały czas, w głębi serca wierzy, że gdzieś tam czeka na nią ten jedyny, który obdarzy ją prawdziwym szczerym uczuciem.

Jak widzicie, Paulina wie, czego chce i czuje, że to ona jest projektantką własnego życia. Nic bardziej mylnego. Oto nagle  los stawia na drodze kobiety kogoś, kto wywraca jej uporządkowany świat do góry nogami. Igor Gradecki, niespełniona miłość Pauliny z lat szkolnych. Chłopak, który wówczas był marzeniem każdej dziewczyny. Dawne wspomnienia wracają, ale tamte lata to już przeszłość i Paulina jest w pełni świadoma tego, że od tamtej pory wiele się zmieniło, a przede wszystkim oboje nie są już nastolatkami.

„Wtedy w szkole to chyba najbardziej kochałam Igora za to, co sobie na jego temat wymyśliłam. Chyba nie muszę Ci tłumaczyć, że nastolatka to istota o bardzo małym rozumku. Ale dzisiaj mam dwadzieścia osiem lat, a to znaczy, że jestem o co najmniej dziesięć lat mądrzejsza. Wiem, że nawet najbardziej niebieskie oczy nie gwarantują szczęścia”.
Dziewczyna ma jednak przewagę nad Igorem. Ona go pamięta, a On zupełnie jej nie kojarzy. Co więcej, Paulina chce, aby tak zostało, jak najdłużej. Jeśli jesteście ciekawi dlaczego, nie chce, aby mężczyzna skojarzył jej osobę, musicie sięgnąć po książkę, bo ja niczego Wam nie zdradzę. Tym samym podejmując taką decyzję, kobieta daje swojej młodzieńczej miłości białą, czystą kartkę, która będzie zapisywała się na nowo.

Czy Igor jest prawdziwy w tym, jak postrzega go dziś Paulina, może to tylko gra pozorów? Czy powiedzenie „Stara miłość nie rdzewieje”, znajdzie swoje potwierdzenie pomiędzy tą dwójką? O tym, musicie przekonać się już sami.


Moi drodzy w tym miejscu chciałabym zapewnić Was, że „Czekałam na ciebie” to powieść wielowątkowa i perypetie głównych bohaterów to dopiero jeden z wielu wątków, jakie w książce znajdziemy.

Kolejnym bardzo ważnym dla mnie jako psychologa problemem, o którym, nie mogłabym nie wspomnieć, a który zdecydowała się poruszyć autorka, jest problem przemocy psychicznej w małżeństwie. W ciszy i pokorze zmaga się z nim koleżanka z pracy Pauliny – Monika

Kobieta jest tłamszona przez swojego męża. Zdominowana przez niego, znosi wszelkie upokorzenia, będąc przekonaną, że dla dobra dzieci i tego, aby miały szczęśliwą rodzinę musi poświęcić własne szczęście. Mąż Grzegorz wykorzystuje potulność żony i mocno sobie poczyna jej kosztem.

„A ja zadałam sobie pytanie, czego Monika uczy te dzieci?Że szczęście można poświęcić, że życie wbrew sobie, wbrew własnym pragnieniom, to, coś dobrego? Siedząc tak nocą w mojej niewielkiej kuchni, obiecałam sobie nie godzić się na mniej, nie zaspokajać cudzych pragnień kosztem własnego szczęścia. Nawet jeśli to znaczy, że będę żyła z kotem”.

Moje drogie nigdy nie dawajcie przyzwolenia na podobne traktowanie. Pamiętajcie, musicie oczekiwać od waszych mężów, czy partnerów, szacunku i tego, aby traktowali Was na równi ze sobą
Bez tego nigdy nie stworzycie udanego związku. A wasze dzieci patrząc na to, co dzieje się w domu, przeniosą te błędne wzorce na swoje przyszłe dorosłe życie. Pamiętajcie szczęśliwa mama, równa się szczęśliwe dziecko.

Jeśli jesteście ciekawi, czy Monika wreszcie to zrozumie i znajdzie w sobie siłę, aby o siebie zawalczyć, odpowiedz, oczywiście czeka na Was w książce.

W moim przypadku nie obyło się bez łez, podczas czytania. A wszystko za sprawą wątku ciężkiej choroby, w którym ja odnalazłam dużą część tego, z czym sama również musiałam się zmierzyć. Oczywiście nie będę teraz pisać, co mam na myśli, ale czytając, na pewno domyślicie się, o co chodzi.
Powiem tylko tyle, nigdy nie możemy z góry zakładać, że wiemy, co dla osób nam bliskich będzie najlepsze. Takim przeświadczeniem możemy ich bowiem mocno zranić. Pozwólmy im samodzielnie za siebie decydować.

Jak widzicie „Czekałam na ciebie” to książka, w której naprawdę dużo się dzieje i jestem pewna, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie.
Myślę, że odpowiedz na pytanie, dlaczego zgodziłam się rekomendować Wam tę książkę, jest już oczywista, ale niech tradycji stanie się zadość i podsumujmy sobie wszystko jeszcze raz.

„Czekałam na Ciebie” to wspaniały debiut literacki, który wciąga od pierwszej strony i tak już zostaje do samego końca. Historia, którą Magdalena Krauze oddała w ręce swoich czytelniczek, ujmuje swoją autentycznością. Ta historia mogłaby być historią każdej z nas. Wszystko to, o czym czytamy, wzbudza wiele emocji: smutek, wzruszenie, ale również nie zabraknie niepohamowanych salw śmiechu.

Nie można też pominąć bez słowa wspaniałej nad wyraz prawdziwej i wyrazistej kreacji bohaterów. Nie są oni w żaden sposób wyidealizowani. Jak każdy z nas mają swoje wady i zalety. Popełniają błędy. Cieszą się i płaczą. Jedni wzbudzają naszą sympatię, a innych mamy ochotę udusić. Nic dodać, nic ująć - samo życie.

To wszystko w połączeniu z lekkim i bardzo przystępny stylem pisania, którym posługuje się autorka, sprawia, że książkę czyta się w mgnieniu oka i żałuje się, że tak szybko się skończyła, a potem jeszcze bardzo długo nie można przestać o niej myśleć.

Zdecydowanie widać, że autorka włożyła w napisanie tej historii nie tylko całe serce, ale również ogrom pracy, co zaowocowało wspaniałą, pełną humoru, ale i cennych wartości książką, która pozwoli Wam się odprężyć i oderwać od trudów codziennego życia.

Gorąco zachęcam Was moi drodzy do tego, abyście Wy również przeczytali tę książkę.
Życzyłabym nam wszystkim, coraz więcej tak dobrych debiutów.

Pamiętajcie, swoją premierę książka będzie miała 31 lipca br., jednak już teraz można ją kupić w przedsprzedaży na stronie internetowej księgarni Empik.

Ja już nie mogę doczekać się kontynuacji, bo zakończenie tej części tak mnie, zaskoczyło, że jak najszybciej chcę wiedzieć, co będzie dalej.

Ze swej strony chciałabym serdecznie podziękować Autorce oraz wydawnictwu Jaguar za umożliwienie mi patronowania tak świetnej książce.








środa, 10 lipca 2019

Kiedy w sercu rozpęta się burza.

Moi drodzy dziś chciałabym zabrać Was ze sobą w odwiedziny do babci Kaliny i bliskich jej sercu osób, który już po raz trzeci otwierają dla nas drzwi Willi pod kasztanem. Wybrać się tam możemy oczywiście dzięki Pani Krystynie Mirek i trzeciej części cyklu „Willa pod kasztanem” - „Na strunach światła”.

Muszę się Wam przyznać, że wracałam do tego niezwykłego miejsca i jego wszystkich mieszkańców z ogromną radością i sentymentem, ponieważ ma ono w sobie wyjątkowy klimat. Tak się złożyło, że kiedy piszę dla Was te kilka słów o książce, przeżywam trudny okres w swoim życiu, a ta powieść jest dla mnie doskonałym sposobem na odrobinę wytchnienia i oderwania się od tego, co bolesne. Mając w pamięci poprzednie odsłony tej historii, byłam pewna, że cudowna babcia Kalina z otwartym sercem zaprosi mnie do swojej kuchni, gdzie unosił się będzie wspaniały zapach domowego ciasta. A uwierzcie mi w tak życzliwej i serdecznej atmosferze, w gronie przyjaciół, za których uważam bohaterów, powieści wszystkie troski w mgnieniu oka stają się łatwiejsze do zniesienia. Stało się dokładnie tak, jak myślałam, ale tego, co się dzieje u moich przyjaciół zupełnie się nie spodziewałam i kiedy podzielili się ze mną tym, co u nich słychać poczułam się naprawdę zaniepokojona. Jeśli chcecie wiedzieć, co się stało, chętnie opowiem Wam o tym, czego się dowiedziałam.

Nasza kochana seniorka zawsze służy dobrą radą, a i pysznym posiłkiem zawsze poczęstuje, z czego korzystają zarówno jej wnuczęta, jak i rodzeństwo Łaniewskich. Cały dom tętni życiem, co babcię bardzo cieszy, gdyż jeszcze niedawno stałym jej towarzyszem była jedynie cisza. W powietrzu unosi się miłość, która rozkwita, tak samo pięknie, jak jej ogród. Niestety, kiedy jedni budują szczęśliwe życie, inni cierpią.

„Na strunach światła” skupia się głównie na dwóch wątkach. Pierwszy z nich to motyw zakazanej miłości. Jeden z bohaterów, oczywiście nie zdradzę Wam, który, kocha skrycie, miłością niespełnioną w kobiecie, o której nie wolno mu nawet pomyśleć w podobny sposób, W sercu mężczyzny panuje burza emocji. Wie, że jeśli to, co czuje, wyjdzie na jaw, zniszczy wszystko, co do tej pory było dla niego najcenniejszą wartością. Podczas gdy chłopak toczy nierówny pojedynek serca z rozumem, babcia Kalina bogata w doświadczenie i mądrość życiową niepokoi się o szczęście tych, których kocha.
Ten wątek to doskonały dowód na to, jak bardzo miłość bywa przewrotna. Często bowiem pociąga nas zakazany owoc, podczas gdy pozostajemy ślepi na to, co los daje nam niemalże na tacy. Czy tym razem serce zagubionego chłopaka odnajdzie właściwy kierunek i przyniesie upragnione szczęście? Sprawdźcie sami.

Niestety problemy uczuciowe młodych, to nie jedyne troski, które trapią Kalinę. Przykro mi to pisać, ale nad willą zawisło bezwzględne widmo przeszłości obciążone wieloma niewyjaśnionymi tajemnicami, poczuciem, krzywdy i urazy, które domaga się sprawiedliwości.
Oto pewnego dnia w tak ciepłym i przytulnym miejscu, jakim jest willa, powiało chłodem do szpiku kości. A wszystko za sprawą matki Antka, która nie bawiąc się w subtelności, zjawia się w domu swojej byłej teściowej, aby przedstawić swoje racje i zażądać tego, co jej zdaniem jej się należy.
Obojętna na działania Iwony nie pozostaje również matka Bianki. Tak oto dochodzi do starcia byłej żony i kochanki i niestety, nie trudno się domyślić, że kartą przetargową w konflikcie kobiet stały się ich dzieci.

Jak widzicie, serca naszych bohaterów targane są burzliwymi emocjami. Jeśli jesteście ciekawi czy przytulne królestwo babci Kaliny ma w sobie wystarczającą moc, by na nowo wlać w serca swoich mieszkańców spokój, gorąco zachęcam do sięgnięcia po „Na strunach światła”.

Jestem przekonana, że wielbicieli twórczości autorki do lektury owego tytułu namawiać nie muszę. A tych z Was, którzy jeszcze nie czytali cyklu „Willa pod kasztanem”, zapewniam, że jest to bardzo ciepła i wciągająca historia, która skradła moje serce już w pierwszej części i ma w nim swoje miejsce do dzisiaj. To jedna z tych książek, której się nie czyta, a odczuwa. Co więcej, podczas czytania przez cały czas miałam wrażenie nie tylko tego, że jestem bardzo blisko przeżyć każdego z bohaterów książki, ale wręcz  jestem częścią kochającej się rodziny. Rodziny, która mimo nieomijających ją zmartwień, trosk i problemów, zawsze jest razem.
Za każdym razem, kiedy kończę czytać książkę i odkładam ją na półkę towarzyszy mi smutek, że muszę ich wszystkich opuścić. Tym razem jest podobnie, ale ku mojej ogromnej radości wiem, że nie było to moje ostatnie spotkanie z tym cyklem. Ja już nie mogę doczekać się czwartego tomu, a Wy, znacie ten cykl? Jeśli tak koniecznie napiszcie w komentarzach, czy podobnie jak było to w moim przypadku, skradł on również Wasze serca, a może dopiero planujecie rozgościć się w Willi pod kasztanem?

Recenzja powstała we współpracy z portalem Czytajmy polskich autorów, za co bardzo dziękuję.

Jeśli jesteście ciekawi, co pisałam na temat  jednego z poprzednich tomów cyklu, zapraszam TUTAJ.


sobota, 6 lipca 2019

Od przeszłości nie uciekniesz.

Kochani, czy pamiętacie czas swoich matur i egzaminów zawodowych? Wiem, że niektórzy z czytelników mojego bloga, właśnie w tym roku pisali swój egzamin dojrzałości, więc te emocje są jeszcze w Was bardzo świeże. Ja swoją maturę pisałam piętnaście lat temu, ale wspomnienia tamtego czasu w moim życiu nadal pozostają żywe. Nie wiem, jak, było w waszym przypadku, ale dla mojej całej klasy był to, czas, kiedy bardzo mocno się zjednoczyliśmy i staraliśmy się wykorzystać, jak najlepiej te ostatnie dni przed tym, zanim nasze drogi się rozejdą i każdy z nas patrząc odważnie w przyszłość, pójdzie własną drogą, by realizować swoje plany i marzenia.

Pewnie teraz zastanawiacie się, dlaczego akurat dziś dzielę się z Wami wspomnieniami z tamtejszych wydarzeń. Odpowiedź kryje się w książce „1000 pierwszych szeptów" Anieli Wilk, o której  chcę Wam dziś opowiedzieć.
Główną bohaterką powieści jest Lila. Maturzystka, która w momencie, kiedy my czytelnicy wkraczamy w jej życie, powinna wspólnie z koleżankami i kolegami z klasy przeżywać stres związany z tym, jakie zadania przyjdzie jej rozwiązać na teście maturalnym. Niestety może jedynie za pomocą mediów społecznościowych śledzić zmagania przyjaciół, bo sama do matury nie przystąpi. Los bowiem bardzo szybko zmusił ją do zdania znacznie trudniejszego egzaminu niż ten szkolny. W starciu z bezwzględnym przeciwnikiem, jakim stało się dla niej życie, które nigdy jej nie rozpieszczało, musiała zmierzyć się z tak wieloma problemami i troskami, że nauka zeszła na drugi plan.
Samotnie musiała patrzeć na chorobę i śmierć matki, a także przejąć opiekę nad nastoletnim bratem Markiem. Nigdy nie mogła liczyć na wsparcie nikogo bliskiego, ponieważ ojciec odszedł od rodziny, przed przyjściem Marka na świat. Przystępując do lektury książki, właśnie towarzyszymy rodzeństwu w podróży na Pomorze do domu babki ze strony ojca, który teraz ma się stać również ich domem. Dla samej Lili, taki obrót spraw jest nie lada zaskoczeniem, ponieważ za życia swojej synowej babka nie utrzymywała kontaktów z rodziną. W tym miejscu rodzą się pierwsze pytania. Dlaczego ojciec Lili i Marka opuścił rodzinę? Dlaczego babka Alicja nie interesowała się losem rodziny syna? Oczywiście dziewczyna będzie szukała odpowiedzi na te pytania. Na ten moment, ma o wiele większy problem. Po traumatycznych przeżyciach, których oboje z Markiem doświadczyli, nasza bohaterka zupełnie nie może poznać osoby brata. Chłopak wykazuje przerażające siostrę fascynacje, stał się agresywny i całkiem obcy. Lili przeraża to, co się z nim dzieje i choć bardzo się stara, nie potrafi do niego dotrzeć.
Rodzinne strony ojca są dla dziewczyny wkroczeniem w nieznane i teraz będzie musiała na nowo ułożyć swoje życie, zamykając za sobą pewien rozdział.
Szansą na nowy, lepszy początek jest dla niej Miłosz, tamtejszy leśnik, który staje na jej drodze życiowej w dość nietypowych okolicznościach.
Z czasem między tą dwójką rodzi się płomienne uczucie, ale jak się przekonacie, szansa ta może okazać się tylko niemożliwym do spełnienia marzeniem. A dlaczego? Sięgnijcie po książkę i poszukajcie odpowiedzi na jej kartach.

„1000 pierwszych szeptów” to pierwsza część cyklu i to widać od samego początku książki. Nie trudno dostrzec, że to wszystko, o czym czytamy, jest dopiero wstępem i preludium do tego, co przygotowała dla nas autorka. Aniela Wilk skupia się na tym, aby przedstawić swoim czytelnikom zarys fabuły oraz zaprezentować postacie jej bohaterów, jak również relacje ich łączące. I tak oto poznajemy Lilkę - młodą dzielną kobietę, która stara się odnaleźć utracony spokój i odzyskać kontrolę nad własnym życiem, ale ku jej rozpaczy nie ułatwia jej tego, agresywny i krnąbrny nastoletni brat Marek, o którego lęk i troska spędza siostrze sen z powiek. Babkę Alicję, kobietę mocno osobliwą, która na każde pytanie wnuczki dotyczące ojca i przeszłości rodzony odpowiada tak, by nie powiedzieć niczego znaczącego. Można przypuszczać, że ma coś do ukrycia. No i jest jeszcze Miłosz – młody pracownik straży leśnej, który choć potrafi mocno irytować nadmierną pewnością siebie, to jednak ma w sobie coś, co fascynuje Lili. On też wiele już w życiu przeszedł.

Ta część nie powie nam zbyt wiele o samej istocie perypetii czekających bohaterów, ale mocno podsyci naszą ciekawość odnośnie tego, co spotka ich w kolejnej części. A zakończenie tego tytułu wyraźnie wskazuje na to, iż przeszłość, której tak pieczołowicie chroni Alicja, powróciła ze zdwojoną siłą i może zagrozić nie tylko całej rodzinie, ale także zniszczyć wszystko, co piękne.

Ze swej strony, gorąco zachęcam Was do poznania tego, co skrywa „1000 pierwszych szeptów”. Jest to ciekawie napisana, wprowadzająca w dalszą część historii będącą obiecującą zapowiedzią wciągającej historii, która uświadamia nam, że niezależnie, od tego, jak bardzo chcielibyśmy uciec od przeszłości, jest to absolutnie niemożliwe i prędzej, czy później będziemy musieli się z nią zmierzyć. 

Ja z niecierpliwością czekam na kolejną odsłonę powieści.
A Wy czekacie razem ze mną? Znacie już ten tytuł? Jeśli nie, to myślę, że jest to ciekawa propozycja na spędzenie wakacyjnego popołudnia. Jest to niewielka objętościowo pozycja, którą z uwagi na lekki i swobodny styl pisania autorki czyta się bardzo szybko i przyjemnie, dlatego jestem pewna, że kawa przy tej książce będzie smakowała wybornie. Ostrzegam jednak, że możecie być zmuszeni wypić zimną kawę, bo książka wciąga i istnieje ryzyko, że o kawie najzwyczajniej w świecie zapomnicie.

Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania książka, za co bardzo dziękuję.
Zachęcam Was również do zapoznania się z pozostałymi nowościami, które przygotowała dla nas księgarnia, bo jest ich naprawdę wiele i jestem pewna, że każdy znajdzie coś dla siebie.

piątek, 5 lipca 2019

Wspierajmy młode talenty. Odrobina prywaty.




Witajcie kochani, dziś przychodzę do Was z odrobiną prywaty. Wierząc w to, że my miłośnicy literatury chętnie wspieramy także inne dziedziny kultury, chciałabym prosić Was o wsparcie dla Oliwii, utalentowanej młodej dziewczyny o pięknym głosie, która próbuje swoich sił w konkursie wokalnym.
Jeśli zaprezentowany utwór Wam się podoba, w imieniu wykonawczyni poproszę o głos. Dla Was będzie to tylko jedno kliknięcie, a dla Oliwii wielka szansa i radość. 
Wystarczy kliknąć tu 

Głosowanie trwa do 18 sierpnia br. i jest zupełnie bezpłatne. Głosować można wielokrotnie. Jednak każdego dnia konkursu można oddać tylko 1 głos.

Będzie nam miło, jeśli udostępnicie tę informację na swoich social mediach.


Z góry dziękuję:).