Poznajcie Luizę. Niespełna czterdziestoletnią kobietę, o której można
powiedzieć naprawdę wiele, ale na pewno nie to, że jest taka, jak
wszyscy. Choć ona bardzo się stara, aby na zewnątrz tak to właśnie
wyglądało. Zbudowała sobie życie, które w pierwszej chwili może nam się
wydawać bardzo podobne do naszego. Pracuje, ma dorosłą córkę i
przyjaciela, który rozumie ją, jak nikt inny. Jednak jak się za chwilę
przekonacie, jest to tylko fasada pozorów skrywająca naprawdę złożone i
skomplikowane oblicze jej codziennej walki o to, aby pozostać na
powierzchni i nie zostać wessaną przez pułapki własnego umysłu. Umysłu,
w którym panuje chaos generujący strach i lęk, który jest nieodłącznym
towarzyszem Luizy. Kobieta zdecydowała się opowiedzieć mi swoją
historię, aby uporządkować swój świat. Poszukać w nim prawdy i miłości,
której, tak bardzo pragnie. Opowie ją również wam, jeśli tylko
sięgniecie po najnowszą książkę Eweliny Miśkiewicz „Sen przychodzi nad ranem”, której premiera odbędzie się już 10 marca 2023 roku nakładem
wydawnictwa Szara Godzina, a której Kocie czytanie ma zaszczyt
patronować medialnie. Oczywiście już teraz gorąco was do tego zachęcam.
Zacznijmy
jednak od początku. Luiza jest osobą, która myśli zbyt dużo i czuje
zbyt mocno. W momencie, kiedy my czytelnicy zaczynamy poznawać jej
opowieść, ona sama czuje, że stoi nad przepaścią i obawia się, że
nadchodzi jej ostateczny rozpad, którego proces rozpoczął się już dawno
temu. Od zawsze czuła, że jest inna. Nie ufa ludziom, stroni od
wszystkiego, co może pobudzić jej silne emocje i jeszcze bardziej zmącić
jej umysł. Nie może ufać też samej sobie, gdyż, jak sama przyznaje, jej
głowa to dziwne miejsce. Już sama nie wie, czy jest jej sprzymierzeńcem,
czy wrogiem. Jest jeszcze jedna niewiadoma powracająca do niej nad
ranem. Fragmenty tajemniczego snu, który odbiera jej spokój. Nie potrafi
z niczym ich powiązać, ale wiedziona impulsem postanawia po dwudziestu
latach udać się do domu rodzinnego, mając nadzieję, że tam uda jej się
dotrzeć do prawdy i wypełnić luki w pamięci, która teraz jest niczym
labirynt. Pełna dróg wiodących na manowce i ślepych zaułków.
Podążając
w ślad za naszą bohaterką, poznajemy jej trudne relacje z matką, która
nigdy nie potrafiła dać jej miłości. Lu ma ciągłe wrażenie, że ich
relacje są zaburzone. Ona ciągle potrzebuje matki, podczas gdy ta
oczekuje, by to właśnie Luiza wykazywała inicjatywę dla podtrzymania ich
relacji, które przez tak wiele lat przejawiają się tylko w sporadycznych
rozmowach telefonicznych. Kobieta ma poczucie odwrócenia ról. Tak, jakby
to ona musiała jej matkować. Podobne odczucie towarzyszy jej w
odniesieniu do swoich relacji z córką. Zoja, bo to o niej mowa zawsze
wszystko wie, podejmuje właściwe decyzje. A Lu czuje, że ciągle ją
rozczarowuje.
To właśnie w Werbkowicach poszczególne elementy
układanki nawiedzającej ją we śnie zaczynają układać się w jedną całość.
Lu ulegając popychającemu ją impulsowi, coraz bardziej świadomie
odkrywa tajemnice, przed którymi dotychczas chronił ją umysł. Teraz
wraca do wspomnień, które coraz częściej podają w wątpliwość to, czy
istotnie to umysł jest jej wrogiem, a może wróg pochodzi z zewnątrz. Dla
Luizy dotarcie do prawdy nie jest łatwe, gdyż ona nie potrafi odróżnić
prawdy od fałszu. Rzeczywistości od iluzji. Przeczytajcie koniecznie tę
niezwykle wciągającą książkę i przekonajcie się, czy wam uda się
odnaleźć tę właściwą ścieżkę, którą będziecie podążać.
Autorka
poprzez to, co obecnie dzieje się z Luizą i jej życiem uświadamia nam,
jak bardzo znaczący wpływ na przyszłość człowieka ma jego dzieciństwo i
to, czego w nim doświadczamy. My towarzyszymy kobiecie w momencie, kiedy musi na nowo stać się małą dziewczynką i wrócić
tam, gdzie wszystko się zaczęło. By jej historia była pełna, musi poznać
jej bieg przyczynowo skutkowy. Tylko czy będzie to możliwe, w
sytuacji, kiedy sama Lu nie może mieć pewności, czy świat, w którym
obecnie się znajduje, jest tym prawdziwym, czy może tylko jednym z wielu
wykreowanym przez jej umysł? O tym musicie przekonać się już sami, bo
ja oczywiście nic nie zdradzę.
Nawet gdybym chciała to nie mogę,
ponieważ Ewelina Miśkiewicz tak perfekcyjnie zatarła granice pomiędzy
tym, co jest rzeczywistością, a co tylko projekcją chorego umysłu, że
sam czytelnik do końca nie wie, czy może ufać swojemu odbiorowi tego, o
czym czyta na kartach książki. Z biegiem fabuły, coraz częściej zadajemy
sobie pytanie, kto tak naprawdę chce pomóc Luizie i stoi po jej
stronie, a kto tylko świetnie nią manipuluje. A prawda mocno szokuje i
zaskakuje.
Nic więcej nie napiszę ponadto, że musicie zapamiętać
datę 10 marca, ponieważ będzie to dzień premiery książki, o której na
pewno będzie głośno. „Sen przychodzi nad ranem” to powieść, która
pokazuje nam najgłębsze meandry udręczonego chorobą umysłu sterującego
człowiekiem, jak bezwolną marionetką. Zostaniecie dosłownie pochłonięci i
nie będziecie mogli oderwać się od czytania, aż do ostatniego zdania
zapisanego przez autorkę, by ostatecznie zadać sobie pytanie, ale czy
rzeczywiście Luiza opowiedziała całą prawdę? Sprawdźcie to sami.
Na
zakończenie chcę serdecznie podziękować autorce oraz wydawnictwu Szara
Godzina za zaufanie i możliwość patronowania tak wspaniałej książce, o
której, mimo że skończyłam ją czytać już jakiś czas temu, ciągle myślę i
do której z pewnością wrócę jeszcze nie raz.
[Materiał reklamowy] Wydawnictwo Szara Godzina.