Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Stand By Me, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Stand By Me, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 czerwca 2020

Wszystko będzie dobrze.

Moi drodzy śmiało mogę powiedzieć, że należy mi się nagroda, a przynajmniej wyróżnienie za perfekcyjnie odgrywaną przez wiele lat rolę tej pełnej optymizmu, siły i wewnętrznej radości dziewczyny, a teraz już kobiety, jak postrzegają mnie osoby, które spotykam na swojej życiowej drodze. Wielu z Was pisze do mnie, czy to w komentarzach na blogu, czy też w wiadomościach prywatnych, że podziwiacie mnie za to. Jest mi niezmiernie miło, ale dziś przyszedł czas, kiedy wreszcie jestem gotowa, aby otwarcie przyznać się Wam do tego, że nie zawsze jest tak kolorowo, jak widzą to osoby z mojego otoczenia, bowiem od czasów liceum jest ze mną ktoś, kto każdego dnia zmusza mnie do zakładania maski, w której pokazuję się światu. Jest to moja wierna towarzyszka depresja. Ona nigdy mnie nie opuszcza, ale też bywają dni, tygodnie, a nawet miesiące, kiedy nie pozwala mi normalnie żyć i choć nie pokazuję tego nikomu, w zaciszu własnego domu przejmuje nade mną władzę i próbuje mnie zniszczyć. Jakby tego było mało, depresję dzielnie wspiera nerwica lękowa. Wspólnie tworzą trudny do pokonania duet.

Nie będziemy się jednak skupiać na mnie, bo teraz mam ten lepszy czas i pewnie nie powiedziałabym Wam o moich zmaganiach z chorobą, ponieważ zapewne borykając się na co dzień z własnymi problemami, szukacie w internecie tej pozytywnej odskoczni, ale impulsem do takiego otwarcia się przed Wami stała się dla mnie najnowsza książka Agaty Czykerdy-Grabowskiej „Fale i echa”, o której chcę Wam dziś kilka słów opowiedzieć.

Poznajcie Ninę, młodą dziewczynę, która, choć z pozoru prowadzi niczym niewyróżniające się studenckie życie, to gdy poznacie ją bliżej, przekonacie się, że jest ono podporządkowane chorobie, z którą żyje już od kilku lat. To ona i samobójcza śmierć matki, która została owiana przez resztę jej rodziny aurą wielu niedopowiedzeń, przemilczanych pytań bez odpowiedzi oraz tajemnic złamała dziewczynę wewnętrznie. Codzienność Niny naznaczona jest samotnością i obezwładniającym lękiem przed śmiercią. Jedyne, co pozwala jej nie zatonąć w odmętach paraliżującego ją lęku to wypracowane rytuały i nieustannie powtarzane zaklęcia. Nie zawsze są one skuteczne, dlatego zapomnienia szuka w weekendowych wyjściach do klubu, gdzie może zatracić się w tańcu i być po prostu anonimową dziewczyną. Choć nie jest wtedy do końca sobą, wieczory takie są dla niej wytchnieniem od koszmarów, jakimi stały się dla niej noce, ale o tym musicie już przeczytać sami.

Na jednym z takich właśnie wyjść do klubu, poznaje niezwykłego chłopaka, który odmienia jej życie. Chłopaka, który robi wszystko, aby każdej nocy godzina 3:00 nie była godziną jej śmierci. Przy nim przestaje umierać, choć czuje, że Filip również skrywa swoje tajemnice. Opiekuńczy, pełen empatii i oddania młody mężczyzna ofiaruje tak bardzo potrzebny naszej bohaterce spokój i zrozumienie dla tego, jaka jest naprawdę i przez co zdeterminowane jest jej życie. Choć Nina czuje, że ten wyjątkowy chłopak, który podbił jej serce i sprawił, że zagościła w nim muzyka, jest tak bardzo różny od niej, to tylko on wie, w jak dużej mierze różnice te są pozorne. Łączy ich więcej, niż Nina mogłaby przypuszczać. Ma jednak świadomość tego, że to, czego dowie się o nim ta niezwykła zagubiona dziewczyna, może sprawić, że straci ją na zawsze. Przekonajcie się koniecznie, czy nasza dwójka zaryzykuje i obnaży przed sobą wszystkie swoje słabości, obawy i trawiące ich demony przeszłości.

Sama Nina wierzy w to, że to właśnie w przeszłości, którą ona  wyparła z pamięci, kryje się klucz do tego, aby zaznała uzdrowienia i mogła przestać żyć z piętnem śmierci. Filip ofiaruje jej swoją pomoc, w tym niełatwym dla niej kroku w bolesną przeszłość. Jednak to, czego się dowiaduje i co udaje jej się ustalić, wcale nie przynosi ukojenia, krzywdzi i sprawia, że na pewne osoby już nigdy nie spojrzymy tak, jak do tej pory.

W tym miejscu zadajmy sobie pytanie:

Czy prawda zawsze niesie ze sobą wyzwolenie, czy nie lepiej czasami wiedzieć mniej, czy też należy zawsze dążyć do jej poznania?

Z tym pytaniem Was zostawiam, gdyż zdaję sobie sprawę, że jest to kwesta indywidualnego podejścia. „Fale i echa” to bardzo poruszająca i emocjonalna historia, która stawia nacisk na to, co niewidoczne dla oczu. Cierpienie i samotność młodych ludzi, których mimo młodego wieku życie już bardzo mocno doświadczyło. Opowieść ta porusza, wzrusza i trafia wprost do naszych serc. Ze swej strony bardzo dziękuję autorce za poruszenie tak ważnego tematu, jakim jest depresja, ponieważ z chorobą tą zmaga się wiele osób i niestety często są oni pozostawieni samym sobie. Historia opisana w książce pokazuje natomiast, że jeśli w naszym życiu jest ktoś, kto nie będzie nas oceniał, a zaakceptuje, postara się zrozumieć i będzie służył wsparciem, nasze życie może nabrać kolorów i odmienić się zupełnie.

Chciałabym również Podziękować Pani Agacie za to, że podzieliła się ze swoimi czytelnikami informacją, że ta książka jest dla niej bardzo osobista, gdyż opisując perypetie głównej bohaterki, opierała je na własnych przeżyciach i naprawdę doskonale poradziła sobie z tym, na pewno niełatwym wyzwaniem.

Jeśli szukacie książki, którą nie tyle się czyta, ile dosłownie karmi się nią duszę, to koniecznie musicie sięgnąć po ten tytuł. Niezwykły jej klimat i i tego, co dzieje się między  bohaterami sprawi, że poczujecie się niemal owładnięci tymi emocjami i od początku do końca lektury pozostaniecie pod niemalże namacalnym ich wpływem. A kiedy już odłożycie, książkę na półkę nie będziecie mogli uwierzyć w to, co przeczytaliście, a to za sprawą zaskakującego zakończenia. Macie moje słowo, że długo tej historii nie zapomnicie.

Uwielbiam każdą przeczytaną przeze mnie książkę tej autorki, ale właśnie ta, już zawsze będzie dla mnie tą wyjątkową, gdyż znalazłam w niej cząstkę siebie.

Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania książka, za co bardzo dziękuję.
Zachęcam Was również do zapoznania się z całą ofertą literatury kobiecej przygotowaną dla nas przez księgarnię.

Inne książki autorki, które recenzowałam:




czwartek, 8 listopada 2018

Ta noc zmieniła wszystko.

Kochani, czy tak, jak ja tęsknicie za wakacjami i słońcem? Za oknem mamy jesień, więc do kolejnych wakacji jeszcze daleko, ale na szczęście jest sposób na to, żeby nawet teraz wrócić do tamtych dni. A wszystko dzięki książkom. One są swego rodzaju wehikułem czasu. Dzięki nim wszystko jest możliwe.

Dziś przygotowałam dla Was recenzję typowo wakacyjnej książki jednej z moich ulubionych polskich autorek Pani Agaty Czykierdy – Grabowskiej „Stand by me”.

Jedną z najbardziej nieprzewidywalnych rzeczy w życiu każdego z nas jest miłość. Uczucie to zjawia się nagle i najczęściej wtedy, kiedy najmniej się go spodziewamy. Może przynieść szczęście i radość albo cierpienie i łzy. Nigdy nie możemy, być pewni, co nam ofiaruje, Jedyne, co jest pewne i bezsprzeczne, to fakt, że kiedy już zagości w naszym sercu, staje się siłą, z którą nie da się wygrać.

Przekonali się o tym główni bohaterowie powieści „Stand by my” - Sara i Paweł. Ta dwójka nie jest sobie obca, gdyż znają się z czasów szkolnych. Jednak, kiedy my czytelnicy spotykamy ich na kartach książki, są już zupełnie innymi ludźmi. Sara właśnie zakończyła związek z mężczyzną, z którym zaczęli mijać się w swoich oczekiwaniach i potrzebach dotyczących wspólnego życia. Jak wiadomo, wszelkie rany najlepiej leczy się, tam, gdzie czujemy się bezpieczni. Nie ma lepszego miejsca niż dom rodzinny. Dlatego Sara postanawia spędzić wakacje w domu rodziców, chcąc zapomnieć i odzyskać utracony spokój.
Zupełnym zaskoczeniem jest dla niej chwila, kiedy dowiaduje się, że Paweł z racji zobowiązań zawodowych, również spędzi kilka miesięcy na rodzinnym łonie. Dziewczyna nie jest zachwycona perspektywą spotykania Pawła przez całe wakacje, gdyż będąc przyjaciółką jego siostry, nasłuchała się wiele na temat jego podbojów miłosnych i tego, jak lubi bawić się kobietami, mając za nic ich uczucia. Mimo że chłopak stara się, jak może zaprzyjaźnić z tą piękną wiedźmą, ta nie pozwala się obłaskawić.
Jednak już wkrótce wszystko się zmienia. A zaczęło się od jednej magicznej nocy. Nocy, podczas której na ziemi i w powietrzu, króluje miłość, która dosięgnie każdego. Noc Kupały odmieni także życie naszych bohaterów. Choć żadne z nich tego nie planowało, oboje zaczynają patrzeć na siebie zupełnie inaczej. Oboje nie chcą przyznać się przed sobą do tego, co czują, ale z miłością nie wygra żadna siła.
To już wiemy, ale być może plotki krążące na temat Pawła się potwierdzą i okaże się on tylko doskonałym aktorem, który chce tylko dobrze się zabawić, a wraz z końcem wakacji jego natura łamacza kobiecych serc ujawni swoje prawdziwe oblicze i zniknie bez słowa, zostawiając Sarę z kolejnymi ranami na sercu. Przekonajcie się sami, ja niczego już nie zdradzę.

Sara i Piotr to specyficzna mieszanka wybuchowa. Ona zadziorna, uparta i pewna siebie młoda kobieta, która jest zupełnie inna, niż kobiety, które do tej pory pojawiały się w życiu Pawła. Na nią nie działają tanie komplementy i wszystkie „chwyty” pod wpływem, których zazwyczaj dziewczyną miękną kolana.

„Była zbyt wyrywna i agresywna, żeby mógł jej pozwolić na wszystko. Uśmiechnął się w myślach. To była dziewczyna z ogniem, którą po prostu trzeba obłaskawić, ale nie tradycyjnymi sposobami, tylko podstępem”.

Pawła fascynuje jej zadziorność, ale tak naprawdę nie wie, czemu dziewczyna ma z nim problem. Przecież obydwoje wiedzą czego chcą, więc co jest grane? Czy jeśli pozna prawdę, będzie to koniec ich relacji? Zachęcam, abyście sprawdzili to sami.

Kochani, jeśli szukacie książki, która przyprawi was o przyspieszone bicie serca przepełnionej pożądaniem i miłością, której bohaterowie, sami nie mogą uwierzyć w to, jak bardzo Noc Kupały odmieniła ich życie, ta książka będzie dla Was idealna.

„Stand by me” to wciągający romans, przez który z racji lekkiego pióra autorki dosłownie się płynie. Chcę jednak, abyście wiedzieli, że jest to zupełnie inna historia, niż chociażby „Adam”, którego uwielbiam, czy „Pierwszy raz”. Muszę przyznać, że ja wolę te bardziej „dramatyczne” perypetie bohaterów, książek Pani Agaty, co nie zmienia faktu, że tę również Wam gorąco polecam.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Nove res, za co bardzo dziękuję.