poniedziałek, 5 lutego 2018

Bezcenny prezent

Kochani już na samym początku zadam Wam pytanie, na które odpowiedz, jest oczywista.

Czy lubicie prezenty?
Cóż za pytanie, no pewnie, że lubicie, kto z nas ich nie lubi. Dziś jednak nie będziemy mówić o prezentach w wymiarze materialnym. Nie wiem, czy wiecie, ale człowiek również może być dla kogoś prezentem. To właśnie taki wyjątkowy dar od losu jest najcenniejszy. Nie ma bowiem nic bardziej wartościowego w życiu każdego z nas niż obecność drugiej osoby i czas z nią spędzony.
Czasami jest to ktoś z rodziny, przyjaciel, ale zdarza się również i tak, że na naszej drodze zjawia się ktoś, kto, choć do tej pory był tuż obok, dla nas samych był niezauważalny. Los bowiem w swej skomplikowanej strukturze jest tak bardzo nieprzewidywalny, że potrafi nas samych mocno zaskoczyć. I ten, kto jeszcze wczoraj nic dla nas nie znaczył, dziś może stać się tym, bez kogo już nie wyobrażamy sobie życia. Obecność drugiej osoby może zupełnie zmienić nas samych oraz sposób, w jaki postrzegamy świat. Tego właśnie uczy swoich czytelników Elżbieta Rodzeń w książce „Dziewczyna o kruchym sercu.

Janek i Ula główni bohaterowie powieści są jak ogień i woda zupełnie różni.
On – dziewiętnastoletni chłopak wychowany w bardzo religijnej rodzinie, uczynny, towarzyski, pełen ciepła i empatii. Wzorowy uczeń. Chce pomagać ludziom, dlatego jest wolontariuszem. Właśnie dostał od swojego zwierzchnika nowe zadanie.

Ona – Zamknięta w sobie, stroniąca od ludzi opryskliwa dziewczyna. Nieprzewidywalny wulkan emocji. Nigdy nie wiadomo, czego można się po niej spodziewać, będąc obok.

„Spędzanie czasu z tą dziewczyną było niczym przejażdżka kolejką górską. Nigdy nie wiadomo, co się stanie za zakrętem”.

Mimo że tych dwoje różni absolutnie wszystko, pewnego dnia los splata ich drogi. Ula jest dziewczyną o kruchym sercu. Cierpi na bardzo poważną wadę serca. Jedynym dla niej ratunkiem jest przeszczep serca, którego nie chce podjąć się niestety żaden lekarz z uwagi na inne problemy zdrowotne Uli. Podobnie jak Janek chodzi do klasy maturalnej. Dotychczas wobec Ulki stosowany był tryb nauczania indywidualnego, a dziś jak się okazuje dziewczyna, ma duże braki w matematyce. Janek chętnie chce pomóc koleżance. Początkowo wszystko wydaje się łatwe i proste. Chłopak jest przekonany, że wywiąże się z powierzonego mu zadania bez problemu. Wszystko jednak komplikuje się, kiedy uświadamia sobie, że zaczyna patrzeć na swoją podopieczną inaczej niż do tej pory.

„-Dlaczego chcesz się we mnie zakochać?
- Wcale tego nie chciałem. - Spojrzałem jej w oczy. Jesteś dość wredna i męcząca. Gdyby moje serce pytało mnie o zdanie, kazałbym mu zmądrzeć”.

To, co bardzo mi się w tej historii podobało, to sposób, w jaki autorka poprowadziła wątek rodzącej się między młodymi miłości. Tu nic nie dzieje się natychmiast. Nie ma sytuacji, gdzie bohaterowie zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia. Co więcej, na początku Janek nawet nie lubił Ulki.

„- Nie wiesz, dlaczego facet musi być zawsze taktowny, podczas gdy kobieta może po prostu powiedzieć »spierdalaj«, gdy chce kogoś spławić?
- Życie, kolego. - Szturchnął mnie pięścią w ramię. - Baby rządzą światem, a jeszcze wpierają nam, że jest inaczej. Ale u was, katolików, zachował się chyba jeszcze tradycyjny model, co?
- Zapytaj moją mamę, kto obrał dziś kilka kilogramów ziemniaków”.

Dzięki temu perypetie nastolatków stają się bardziej wiarygodne i mocniej przemawiają do czytelnika.

Muszę przyznać, że kiedy zaczynałam poznawać, postać Uli nie zaskarbiła sobie ona mojej sympatii. Bardzo mnie irytowała. Nie mogłam zrozumieć,  jak możne być tak wredna dla osób, które ja kochają, którym na niej zależy i które chcą jej pomóc. Z czasem, kiedy w pełni poznałam motywy takiego jej zachowania, zaczęłam ją rozumieć. To właśnie Janek staje się dla naszej bohaterki przyjacielem, wsparciem pocieszeniem i siłą w najtrudniejszych chwilach. Tylko jemu pozwala tak naprawdę się do siebie zbliżyć. Jest jednak coś, co nie opuszcza dziewczyny zawsze, kiedy on jest blisko. Wrażenie, że chłopak coś przed nią ukrywa. Tajemnica czy mylne wyobrażenie Uli? Przekonajcie się sami…

Autorka łączy w swojej książce wiele bardzo różnych wątków: choroba, cierpienie, religia, sprawy ostateczne, przyjaźń miłość, relacje rodzinne. To wszystko wplecione w koleje losów naszych bohaterów tworzy piękną do głębi poruszającą historię, od której nie sposób się oderwać. Zatrzymajmy się jednak na chwilę właśnie na wątku relacji rodzinnych Janka z ojcem. Jakże ja nie znosiłam tego mężczyzny. To przykład ojca, który ojcem nie miał prawa się nazywać. To istny dyktator. Traktuje syna jak bezwolną marionetkę, która ma chodzić tak, jak ojciec mu każe. Zupełnie nie liczy się z pragnieniami i potrzebami Janka. Ma w stosunku do niego z góry ustalony plan, któremu chłopak ma się podporządkować, gdyż w przeciwnym razie nie ma dla niego miejsca w domu rodzinnym.

Gorąco zachęcam Was moi kochani do sięgnięcia po „Dziewczynę o kruchym sercu”. Emocjonalną historię dwójki młodych ludzi, którzy walczą o siebie nawzajem, swoje marzenia i prawo do tego, by decydować o samym sobie, aby przeżyć swoje życie tak, jak sami tego chcą Wywoła ona w Was całą gamę emocji: wzruszenie, złość, wyciśnie łzy, a ale również da wam nadzieję i ukoi wasze roztrzaskane lekturą serca. Jednak tym razem nie powiem, że jest to książka, po którą powinien sięgnąć każdy. Z racji swej ogromnej emocjonalności i niezwykle trudnego tematu może przysporzyć czytelnikowi niemal namacalnego bólu, a tym samym nie każdy z Was może być gotów do zapoznania się z tym tytułem.
Mnie samej z powodów osobistych było niezmiernie trudno dotrzeć do końca tej opowieści. Wylałam może łez, ale było warto. Po zakończeniu czytania miałam nieodpartą potrzebę powiedzenia bliskim memu sercu osobom:
„Kocham Cię. Dziękuję, że jesteś”
Zróbcie to, proszę również i Wy, bo jutro może być już za późno.