poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Milczenie nie zawsze jest złotem.

Jedno z polskich przysłów mówi, iż mowa jest srebrem, a milczenie złotem. Czasem bowiem lepiej milczeć,  niż powiedzieć coś nieprzemyślanego. Jednak dziś chcę porozmawiać z Wami o tym, że milczenie również może wywołać w naszym życiu wiele sytuacji, które mogą zranić nie tylko nas samych, ale także wiele innych osób. Jak się za chwilę przekonacie niedomówienia i brak otwartości między ludźmi mogą doprowadzić do wielu przykrych konsekwencji, których piętno odczuwać będziemy przez całe życie. Na własnej skórze boleśnie przekonali się o tym bohaterowie powieści Mii Sheridan „Bez pożegnania”.

Cole i Preston są synami zamożnego farmera z Doliny Kalifornijskiej. Ich ojciec zatrudnia do pracy na farmie imigrantów z Meksyku. Jedną z pracownic farmera jest matka Lii Del Valle. Dziewczyna wychowała się w tym miasteczku niemalże od dziecka, a jej jedynymi przyjaciółmi stali się synowie pracodawcy matki. Mimo że od zawsze jest świadoma tego, iż ją ubogą imigrantkę i ich synów zamożnych państwa dzieli przepaść, obu darzyła na swój sposób miłością. Dla Prestona i Cola, była również bardzo ważna. Z biegiem czasu dziecięca sympatia przeradza się w młodzieńczą miłość. Kochają ją obaj, lecz ona prawdziwą miłością darzy tylko jednego z mich – Prestona.
On również kocha swoją przyjaciółkę, lecz zobowiązany pochopnie złożoną przysięgą musi się wycofać z walki o uczucie dziewczyny, Oboje cierpią, lecz każde w milczeniu z obawy przed odrzuceniem. Aż do pewnego wieczoru, którego wydarzenia stały się początkiem zdarzeń, które sprawiły, że ich życie nie będzie już nigdy takie samo. Wszystko, co wydarzyło się później, było pasmem bolesnych, a wręcz tragicznych zdarzeń. Nagle Lia znika bez pożegnania, by wrócić po sześciu miesiącach i spróbować odzyskać to, co porzuciła, odchodząc bez słowa. Jednak, czy zraniony, porzucony i urażony Preston będzie chciał dać naszej bohaterce jeszcze jedną szansę? Czy potrafi na nowo jej zaufać? To już wcale nie jest tak oczywiste, jak może nam się wydawać.

Kochani muszę z przykrością przyznać, że czuję się zawiedziona tą książką. Nie mogę powiedzieć, że  była zła, ale w porównaniu do innych tytułów tej autorki, takich jak choćby „Bez słów”, którą byłam po prostu oczarowana i w której się zakochałam, ta okazała się tylko przeciętna. Na taką, a nie inną moją ocenę tej książki złożyło się kilka czynników. Pierwszym z nich okazała się bardzo irytująca mnie postać głównej bohaterki, która swoim postępowaniem reprezentowała postawę „przepraszam, że żyje”. Już w szkole pozwalała się upokarzać, poniżać, nie próbując nawet się bronić. Jedyne co potrafiła to ciągle płakać i użalać się nad sobą.
Jestem w stanie zrozumieć, że mogła czuć się wyobcowana i gorsza pomiędzy dziećmi bogatych rodziców, ale wszystko ma swoje granice.
Ponadto nie do przyjęcia dla mnie było zachowanie Prestona i Lii w późniejszym czasie. Zachowywali się trochę jak dzieci w przedszkolu. Niemal od zawsze darzyli się uczuciem, a nigdy tak naprawdę nie było ich stać na szczerą otwartą rozmowę o tym, co czują i czego pragną. Prowadzili ze sobą swego rodzaju grę w niedomówienia, w stylu chciałabym, a się boję. Każde z nich liczyło, że to drugie się domyśli, co czuje to pierwsze i zrobi ten pierwszy krok. A przecież nikt z nas nie jest jasnowidzem. Jako dorośli ludzie powinniśmy zdawać sobie sprawę, że otwartość i szczerość jest niezbędna do tego, by zaznać prawdziwej miłości i szczęścia u boku ukochanej osoby. Najgorsze jest jednak to, że ten mur milczenia, jaki między sobą zbudowali, w konsekwencji przysporzył cierpień nie tylko im ale także innym osobom, a nawet doprowadził do tragedii.

Jak wspomniałam wcześniej, nie jest to najlepsza książka Pani Sheridan, ale czytało mi się ją bardzo przyjemnie i szybko. Co prawda nie odczułam jakiś wielkich emocji podczas lektury, ale kibicowałam bohaterom, aby wreszcie zdobyli się na szczerość i aby w ich sercach zapanowało szczęście i miłość, a w życiu spokój, na który w pełni zasługiwali po tym, co przeszli.
Jest to książka, w której znajdziecie całą gamę przeżyć, emocji, miłość, cierpienie, łzy, starania o wybaczenie oraz o szansę, by móc wszystko zacząć na nowo.

Po mimo, że tym razem na kartach powieści nie odnalazłam w pełni wszystkiego tego, za co pokochałam twórczość Mii Sheridan, książkę czytałam z dużą przyjemnością i lekkością, dlatego oczywiście ją Wam polecam. Jest to ciepła historia, z którą przyjemnie spędzimy kilka godzin w wiosenny ciepły dzień bądź leniwy wieczór. Ja na pewno sięgnę po kolejne utwory autorki, bo według mnie jedna słabsza książka jeszcze o niczym nie świadczy. Przecież w każdej dziedzinie nawet najlepszym zdarzają się gorsze momenty.

Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu Edipresse Książki.