niedziela, 23 września 2018

Historia lubi się powtarzać.

Moi drodzy dziś chcę porozmawiać z Wami o tym, jak bardzo duży wpływ na nas samych i nasze życie mają przekonania wyniesione z domu rodzinnego. Będąc dziećmi, każdego dnia obserwujemy, jak zachowują się i postępują nasi rodzice i to oni w największym stopniu są osobami, na których wzorujemy się, zakładając już własne rodziny. Niestety takie kopiowanie wzorców może okazać się dla nas największym błędem, choć często nie zdajemy sobie z tego sprawy, bo przecież „tak samo postępowała moja matka”. Jeśli chcecie przekonać się, do czego może doprowadzić tkwienie w takim błędnym kole, zapraszam Was do poznania historii Marty, głównej bohaterki powieści Łucji Wilewskiej „Ważki na kostce lodu”.

Dwudziestosześcioletnia Marta całe swoje dzieciństwo i wczesną młodość spędziła na małej wsi, w domu gdzie alkohol i przemoc, były codziennością. Matka kobiety swoje cierpienie znosiła z pokorą i w milczeniu tłumacząc sobie i córce, że najważniejsze jest to, aby rodzina była pełna. By mogła wychowywać się, mając matkę i ojca. Niestety pewnego dnia ojciec kobiety znika bez śladu. Ona sama ma wrażenie, że udało jej się złapać Pana Boga za nogi, ponieważ los postawił na jej drodze Mariusza, szanowanego adwokata, dzięki któremu udało jej się wyrwać do dużego miasta. Dziś ma wszystko, czego mogłoby jej pozazdrościć wiele kobiet. Męża na wysokim stanowisku, dwie wspaniałe córki i wymarzone duże mieszkanie. Jednak na jej twarzy brakuje szczerego uśmiechu. Ten, który na co dzień prezentuje mężowi i wszystkim dookoła jest tylko perfekcyjnie odegraną rolą szczęśliwej żony i matki. Bowiem za zamkniętymi drzwiami domu jej idealny mąż pokazuje swoją prawdziwą twarz. Każdego dnia upokarza, poniża i kpi z żony. Nieustannie wmawia jej, że jest nikim, nieumiejącą odnaleźć się w życiu sierotą. Marta, mając w pamięci poświęcenie własnej matki, również znosi wszystko z pokorą dla dobra córek. Co więcej, usprawiedliwia zachowanie męża tyrana, tłumacząc je stresującą pracą. Przecież to on jest lepiej wykształcony, zarabia na utrzymanie rodziny. Mało tego, zaczyna wierzyć w to, że mężczyzna jest od niej lepszy. Pozbawiona poczucia własnej wartości robi wszystko, aby zadowolić Mariusza. Jednak dla niego, nigdy nie jest dość dobra.
Pewnego dnia jednak Mariusz posuwa się za daleko. Może zabrzmi to niewłaściwie w kontekście tego, co się wydarzyło, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bowiem właśnie wtedy w życiu Marty pojawia się prawdziwy mężczyzna. Ktoś, kto ją kocha, szanuje i wierzy w nią. Dla niej samej wszystko, co teraz dzieje się w jej życiu jest tak piękne, nowe i do tej pory pozostające tylko niespełnionym pragnieniem. W życiu naszej bohaterki nigdy nic nie było łatwe i proste. Tym razem również będzie musiała stoczyć walkę nie tylko z brutalnym mężem, ale także serca z rozumem, bo przecież nadal zależy jej na rodzinie. Na drodze do jej szczęścia stanie również sprawa zaginięcia ojca, która, choć minęło już wiele lat, ożywa na nowo. Czy to, czego się dowie, przekreśli na zawsze jej szansę na to, by kochać i być kochaną? A co najważniejsze, czy zrozumie, że gwarantem szczęśliwego dzieciństwa dzieci nie jest pełna rodzina? Dziecko tylko wtedy jest szczęśliwe, kiedy szczęśliwa jest jego matka. Sięgnijcie po „Ważki na kostce lodu” i przekonajcie się sami.

To, co bardzo mnie zaskoczyło podczas lektury tej książki, to pojawienie się w fabule wątku paranormalnego. Nie będę Wam zbyt wiele zdradzać, żebyście sami mogli odkrywać wszystko, co przygotowała dla nas autorka. Powiem tylko, że  mnie, osobie, która zupełnie nie czyta fantastyki, o dziwo wątek ten zupełnie nie przeszkadzał. Być może dlatego, że nie był on dominujący. Jednak nie jestem do końca przekonana, czy, biorąc pod uwagę typ tej książki, wplecenie zjawisk paranormalnych, było dobrym krokiem. Mnie ono jakoś nie pasowało do całości, ale to tylko moje subiektywne odczucia i wiem, że wielu z Was na pewno się spodoba. Bardzo dobrym posunięciem natomiast, było wprowadzenie wątku kryminalnego, zaginięcia ojca Marty. Według mnie znacząco wzbogacił on wartość książki, czyniąc ją tajemniczą.

Jeśli chodzi, o to, co przeżywa Marta w swoim małżeństwie, niestety wszystko, o czym czytamy, jest bardzo autentyczne i bardzo wstrząsające, stanowi bolesną codzienność wielu kobiet, które nie mają nikogo, kto pomógłby im na nowo uwierzyć w siebie i uświadomić, że droga do szczęścia naszych dzieci nie tkwi w unieszczęśliwianiu siebie i trwaniu w nieszczęśliwym związku, który jedyne co nam zapewnia to strach, cierpienie i łzy.
Kochani na zakończenie chciałabym prosić Was, abyście rozejrzeli się wokół siebie, bo być może gdzieś obok Was żyje ktoś, kto, potrzebuje pomocnej dłoni, która stanie się dla niego siłą do tego, aby zawalczyć o siebie i rozpocząć nowe, lepsze życie. A jeśli Wy same trwacie w podobnych związkach, proszę Was, abyście nie bały się prosić o pomoc.

Oczywiście gorąco polecam Wam „Ważki na kostce lodu”. Jest to bardzo ciekawa, wciągająca i dająca do myślenia książka, która łączy w sobie elementy kilku gatunków, a więc każdy znajdzie coś dla siebie. Dzięki swobodnemu i przystępnemu stylowi pisania oraz językowi, którym posługuje się autorka, książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Mimo poważnej tematyki książki nie czujemy się przytłoczeni, a co za tym idzie, jej lektura płynie w mgnieniu oka.

Kochani pamiętajcie. Nie zawsze warto przenosić w swoje samodzielne życie wzorców wpajanych nam przez naszych najbliższych. Jak się bowiem przekonacie, mogą stać się one początkiem naszego osobistego piekła.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Videograf, za co bardzo dziękuję.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Przed pozostawieniem komentarza pod postem, zapoznaj się, proszę z polityką prywatności bloga, której szczegółowe informacje znajdziesz w zakładce Polityka prywatności bloga Kocie czytanie i wyraź zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych.
Pozostawiając komentarz, akceptujesz politykę prywatności bloga, a tym samym wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych.

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Proszę o kulturę wypowiedzi i podpisywanie się.