Kochani dziś nadszedł długo oczekiwany przez wielu z nas dzień premiery książki Adriany Rak "Zagubieni",którą blog Kocie czytanie ma przyjemność otulić swoim ciepłym kocim futerkiem w postaci patronatu medialnego.
Zapewne niektórzy z Was pamiętają, że na blogu pojawiły się już wcześniej materiały promujące książkę oraz moja przedpremierowa recenzja.
Jeśli nie mieliście jeszcze okazji zapoznać się z owymi postami, zostawiam Wam do nich bezpośrednie linki.
Dziś przychodzę do Was z obiecaną kontynuację: fragmenty 2 /3.
2.
ALEXANDER
– Wszystkie
piękne i chętne panie uważajcie: król Alexander Heckmann
nadchodzi! – krzyknął radośnie mój polski asystent Dagmar
Konieczny, kiedy przekroczyliśmy próg jednego z gdańskich nocnych
klubów.
– Król?
– Zaśmiałem się, poklepując go po ramieniu. – Jeszcze nikt
nigdy nie mianował mnie na tak wysokie stanowisko.
– Król
wszystkich kobiecych serc – odparł. Uśmiech wciąż nie schodził
mu z twarzy. Pracowaliśmy ze sobą dopiero od dwóch miesięcy, a to
wyjście było naszym trzecim wspólnym wypadem, ale ja już zdążyłem
polubić tego szaleńca. Był dokładnie taki sam jak ja: żądny
przygód i ciekawy wszystkiego, dzięki czemu z łatwością już od
pierwszej rozmowy nawiązaliśmy ze sobą świetny kontakt.
– Ja
bym raczej powiedział to wprost: król wszystkich cipek – dodał
mój starszy brat Gregor, stojący tuż obok mnie, na co posłałem w
jego stronę posępne spojrzenie. – No co? – Zaśmiał się,
widząc moją reakcję. – Taka jest właśnie prawda, mój drogi.
Nie odpuścisz sobie żadnej i jestem święcie przekonany, że tej
nocy nie wrócisz sam do hotelu.
I
choć poczułem się nieco urażony jego słowami, w głębi duszy
wiedziałem, że mój ukochany braciszek ma rację. Uwielbiam
towarzystwo pięknych kobiet, a jeszcze bardziej lubię spędzać z
nimi czas na osobności. Z wielu powodów nie chciałem jednak z
żadną wiązać się na dłużej czy też wdawać się w
jakiekolwiek głębsze relacje. Swego czasu zaufałem jednej pięknej,
mądrej, niezwykle uzdolnionej i bardzo czarującej kobiecie. Miała
na imię Monika, poznaliśmy się na studiach. Od początku ciągnęło
nas do siebie na tyle mocno, że już po miesiącu byliśmy razem.
Zasadniczo wszystko było w porządku do czasu, kiedy po kilku
miesiącach okazało się, że moja dziewczyna jest w ciąży. Gdy
przekazała mi tę informację, byłem jednocześnie przerażony i
podekscytowany. Posiadanie syna było moim największym życiowym
marzeniem i skoro los postanowił obdarować mnie dzieckiem w wieku
dwudziestu trzech lat, to przyjąłem tę wiadomość i cieszyłem
się, mimo tego, że bałem się potwornie, czy sprawdzę się w roli
ojca. Jednakże Monika myślała inaczej. Z marszu oznajmiła mi, że
umówiła się już z lekarzem na kolejną wizytę, bo chciała
poddać się aborcji. Gdy usłyszałem te słowa, wpadłem w szał.
Byłem tak bardzo wściekły, że nie potrafiłem zapanować nad
sobą, przez co moja matka straciła kilka cennych pamiątek. Pech
chciał, że w chwili, w której Monika przekazała mi te druzgocące
wiadomości, przebywaliśmy w jadalni w moim rodzinnym domu. Od kilku
lat na jednym z dębowych regałów stało kilka cennych,
pamiątkowych kryształów, które swego czasu moja mama dostała w
prezencie od swoich rodziców. Niestety tamtego feralnego wieczoru
straciła je bezpowrotnie. Cały w nerwach wstałem od stołu i aby
dać upust emocjom, wziąłem je do ręki i zniszczyłem, rzucając
nimi o podłogę. Dźwięk tłuczonego szkła współgrał z
przerażonym wzrokiem wciąż siedzącej przy stole Moniki. Gdy
wspominam ten wieczór, aż dziw mnie bierze, że wraz z kryształami
nie zniszczyłem tego cholernego szklanego stołu, na którym jeszcze
kilka dni wcześniej uprawialiśmy namiętny seks. Wtedy jednak już
po kilku minutach – wraz z powrotem rodziców do domu – przyszło
otrzeźwienie. I w zaledwie kilka godzin ustaliliśmy wszystko.
Nie
mogłem dopuścić do tego, aby Monika dokonała aborcji. Wprost nie
mieściło mi się to w głowie, tak samo zresztą, jak i moim
rodzicom, którzy z przerażeniem słuchali słów Moniki. Moja
(wtedy jeszcze moja…) dziewczyna początkowo nie chciała zgodzić
się na to, aby donosić ciążę, jednakże z każdą kolejną
minutą jej pewność siebie słabła. Być może domyśliła się,
że nie odpuszczę i zrobię wszystko, aby urodziła. Na szczęście
już po kilku miesiącach zostałem ojcem. I to na pełen etat, bo
Monika zrzekła się praw do dziecka, co było dla wszystkich nie
lada zaskoczeniem. Gdyby nie moi rodzice, którzy od pierwszych chwil
okazali się niesamowitym wsparciem, doprawdy nie wiem, jakbym sobie
poradził. Szczególnie na samym początku, kiedy nawet zmiana
pieluch była dla mnie kompletną abstrakcją i rzeczą, której nie
byłem w stanie poprawnie wykonać. Moja matka przejęła stery nad
opieką i wychowaniem swojego ukochanego wnuczka i tak jest do
dzisiaj. Jest nie tylko babcią, lecz również matką i przede
wszystkim najlepszą przyjaciółką dla mojego obecnie
siedmioletniego synka.
Od
dnia, w którym Monika przyniosła do naszego domu zaledwie
trzytygodniowego maluszka i oznajmiła nam, że zrzeka się praw
rodzicielskich i wyjeżdża do RPA, aby tam kontynuować swoje
studia, nie widziałem jej już nigdy więcej. I mam wielką
nadzieję, że już tak zostanie, bo tamtej nocy, kiedy poinformowała
mnie o ciąży i jednocześnie o zamiarze dokonania aborcji,
przestałem ją kochać. Do tamtej chwili myślałem, że nie da się
przestać kochać kogoś od razu, pod wpływem jednej sytuacji.
Przecież byłem święcie przekonany, że Monika to kobieta mojego
życia i że znam ją jak nikt inny na świecie… O tym, jak bardzo
jestem naiwny, dowiedziałem się niebawem. Tamta pamiętna noc
sprawiła również, że obiecałem sobie jedno. Już nigdy więcej
nie zaufam żadnej kobiecie. Jedyną, którą darzyłem szczerym
uczuciem, była moja matka i w tej kwestii nie miałem zamiaru
zmieniać niczego. Już nigdy więcej…
Byłem
zatem panem swojego życia. Przez ostatnie lata bawiłem się
kobietami tak samo, jak Monika mną. Gdy odeszła ode mnie,
zostawiając mi maleńkie dziecko, zaczęły dochodzić do mnie
informacje, że tak naprawdę nigdy mnie nie kochała. Nasi znajomi,
widząc jej zachowanie, postanowili powiedzieć mi prawdę. A ich
zdaniem prawda była taka, że Monika była ze mną tylko dla
pieniędzy i dlatego, że myślała, iż dzięki mnie i wpływom
moich rodziców czekać ją będzie wielka kariera. Nienawidziłem
jej więc z całego serca i nienawidzę do dzisiaj. Szczególnie za
to, że przez te wszystkie lata ani razu nie próbowała skontaktować
się z własnym dzieckiem…
Jak
każdy żyjący facet na tym świecie miałem jednak swoje potrzeby i
jedną z nich było towarzystwo kobiet. Tak, wiadomo, w jakim celu
spotykam się z nimi… To nieuniknione, tym bardziej, że od zawsze
lubiłem się dobrze zabawić.
Mój
brat miał zatem rację – tej nocy z pewnością nie wrócę sam do
hotelu, zwłaszcza że, odkąd tylko przekroczyliśmy próg klubu,
zewsząd wyłaniały się same piękności. Za to właśnie kochałem
Polskę – za piękne i błyskotliwe kobiety, z którymi spędzenie
nocy nie zawsze oznaczało sam seks. Większość z nich uwielbiała
rozmawiać, tak samo, jak i ja. Nie wiem, czy jest to standardem, czy
najzwyczajniej w świecie w jakiś nieznany mi sposób przyciągałem
do siebie takie kobiety, jednakże w żadnym innym kraju na świecie
nie spotkałem się z czymś takim, a już szczególnie w Niemczech,
gdzie żyję na co dzień wraz z całą moją rodziną.
Po
wejściu do klubu skierowaliśmy się do zarezerwowanej wcześniej
loży. Dagmar jak zwykle miał nosa. Zajął dla nas najlepsze ze
wszystkich możliwych miejsc. Tuż przed naszą lożą był podest,
na którym po kilku sekundach pojawiły się tancerki. Zupełnie
jakby ze swoim występem czekały na nas.
Wraz
z pierwszymi ruchami ponętnych kobiet mój humor poprawił się.
Wreszcie, po tylu dniach stresu, który związany był z naszą nową
polską lokalizacją, mogłem się wyluzować i pobyć w towarzystwie
płci pięknej.
– Widzę,
że szykuje się dzisiaj zajebista impreza – powiedział mój brat,
patrząc na apetyczny tyłeczek jednej z pań. – O, właśnie
dotarło nasze zamówienie – dodał, wymownie spoglądając w oczy
kelnerki. – Nieźle się zapowiada…
I
rzeczywiście, impreza była całkiem udana. Już po chwili, kiedy
wypiliśmy pierwsze drinki, udaliśmy się na parkiet, a tam czekało
na nas całe stado napalonych lasek. Jedna z nich, niska szatynka o
zielonych oczach, szczególnie zwróciła moją uwagę – głównie
dlatego, że na pierwszy rzut oka zupełnie nie pasowała do tego
miejsca. Piękna nieznajoma była ubrana w czarną sukienkę do
kolan, która szczelnie zasłaniała jej biust i plecy. Wyraz jej
twarzy jasno pokazywał, że chyba nie do końca jest zadowolona z
tego, że jest w takim klubie. Była wyraźnie zdezorientowana, a jej
ruchy wyglądały na sztuczne, jakby wymuszone. Na tle innych
tańczących i roznegliżowanych kobiet jawiła mi się jako istota z
innego świata.
– Hej,
zatańczymy? – zapytałem, stając tuż za nią, co chyba nieco ją
wystraszyło, bo kiedy usłyszała mój głos, momentalnie wzdrygnęła
się.
– Jeśli
chcesz – odpowiedziała, nie patrząc mi nawet w oczy, po czym
oboje zaczęliśmy powoli poruszać się w rytm rozpoczynającej się
piosenki. Ku mojemu zdziwieniu, już po kilkunastu sekundach, gdy
delikatnie położyłem swoją dłoń na jej plecach, piękna
nieznajoma zbliżyła się do mnie, po czym wtuliła się w moje
ramiona.
– Mogę
wiedzieć, jak masz na imię? – zapytałem, chcąc rozładować
wciąż napiętą atmosferę panującą między nami.
– Czy
to ważne? – odpowiedziała zalotnie.
– Wolałbym
wiedzieć, kto tak pięknie pachnie i jak nazywa się właścicielka
najseksowniejszego ciała w tym klubie, ale skoro to taka tajemnica,
to muszę pozostać w błogiej nieświadomości. – Zaśmiałem się,
a mój śmiech udzielił się również mojej partnerce.
– Mam
na imię Kasia.
– Miło
mi, Kasiu – odparłem i przycisnąłem ją do swojego ciała.
Patrząc wprost w jej rozanieloną twarz, dotknąłem dłońmi jej
pośladków, na co błyskawicznie zareagowała, cicho pojękując w
moje ucho, co dało mi jasny sygnał. Byłem gotowy do dalszego
działania. – Może miałabyś ochotę wyjść stąd i pojechać do
mojego apartamentu? Strasznie tu tłoczno i duszno… – dodałem,
a ona przyjęła to z uśmiechem na ustach.
Pół
godziny później byliśmy w moim apartamencie. I gdy zostaliśmy
całkiem sami, bez ciekawskich oczu stojących z boku, siedząc i
delektując się w ciszy szampanem, którego wyciągnąłem z
lodówki, moja nowa znajoma rozluźniła się na tyle, że już po
kilku minutach leżeliśmy nadzy w moim łóżku i pozostaliśmy w
nim aż do świtu…
O
poranku obudziłem się z powrotnym bólem głowy, co było dla mnie
sporym zaskoczeniem, bo przecież poprzedniej nocy nie wypiłem na
tyle dużo, abym teraz musiał cierpieć. Zanim jednak zdążyłem
dojść do siebie, przypomniałem sobie o obecności Katarzyny.
Odwróciłem się zatem, przekręcając na drugi bok, i jakie było
moje zdziwienie, kiedy zamiast śpiącej kobiety zobaczyłem
zaścielone, puste miejsce. Wstałem pospiesznie z łóżka i
skierowałem się do kuchni. I to właśnie tam ją zobaczyłem,
ubraną jedynie w mój czarny T-shirt, stojącą przy kuchennym
blacie.
– Dzień
dobry – przywitałem się. – Dziękuję ci za to, ale naprawdę
nie oczekiwałem od ciebie tego, abyś wstała i zrobiła nam tyle
jedzenia – dodałem, patrząc na talerz pełen kanapek i jajecznicę
dochodzącą na patelni.
– Och,
przepraszam. Nie chciałam cię zezłościć – odpowiedziała i
momentalnie posmutniała. – Myślałam, że po tylu nocnych
wrażeniach jedyne, o czym będziesz marzył o poranku, to dobre
jedzenie… Przepraszam, nie powinnam była się tak panoszyć.
– Nie,
to nie tak, że jestem zły. Po prostu… Kobieta gotująca w mojej
kuchni to dla mnie nowość. – Chrząknąłem, starając się jakoś
wyjść z tej kłopotliwej sytuacji. Przecież to nie była jej wina,
że miałem obsesję na punkcie swojej prywatności i nie chciałem,
aby z nią czy jakąkolwiek inną kobietą, z którą spotykałem się
z wiadomych powodów, łączyło mnie coś więcej aniżeli wspólne
chwile spędzone w łóżku. – To co my tutaj mamy dobrego? Och,
skąd wiedziałaś, że lubię takie kanapki? – Zaśmiałem się,
plotąc to, co ślina przyniosła mi na język. Katarzyna szybko
odzyskała dobry humor.
I
w tak dobrych nastrojach spędziliśmy tamten poranek, żegnając się
czule i obiecując sobie nawzajem, że z pewnością wkrótce się
spotkamy, co z mojej strony nie było prawdą, ale nie chciałem jej
ponownie urazić. Miałem jednak jedną zasadę: nigdy nie spotykałem
się z kobietą więcej niż raz, bo z żadną nie chciałem się
angażować w jakąkolwiek poważniejszą relację. Już nigdy więcej
nie zamierzałem cierpieć z powodu nieszczęśliwej miłości i
miałem wielką nadzieję, że uda mi się wytrwać w tym
postanowieniu przez całe moje życie…
Gdy
Katarzyna opuściła mój apartament, wróciłem do łóżka i już
po chwili zasnąłem. Obudziłem się tuż po osiemnastej i zjadłem
resztki naszego śniadania, po czym udałem się do swojego biura i
włączyłem znajdujący się na biurku laptop. Pomimo tego, że
przespałem dobrych kilka godzin, wciąż czułem zmęczenie.
Rozsiadłem się zatem wygodnie w moim fotelu i zacząłem odpisywać
na służbowe e-maile, których codziennie było tak dużo, że nie
zawsze byłem w stanie odpowiedzieć na nie tego samego dnia, a z
racji tego, że wczoraj nie miałem czasu na sprawdzenie poczty,
takich wiadomości było naprawdę sporo.
Zapowiada
się pracowity wieczór – pomyślałem, przeglądając otrzymane
maile. Wśród wielu służbowych znalazłem również kilka reklam,
a jedna z nich zwróciła moją uwagę. Informowała o portalu
randkowym MeAndYou. Swego czasu spędzałem czas na szukaniu tej
jednej, jedynej, wymarzonej kobiety właśnie na tego typu stronach.
Z ciekawości zajrzałem zatem na ten portal i gdy wyświetliła mi
się główna strona, ujrzałem zdjęcie pewnej kobiety, znajdujące
się w rubryce Nowi
członkowie.
Kliknąłem
w jakże wyszukaną nazwę Tamara123
i
zacząłem czytać:
Drodzy
Podglądacze,
nazywam
się Tamara…
Przeczytałem,
wpatrując się wciąż w podobno realne zdjęcie autorki tego
ogłoszenia i nie myśląc zbyt długo, postanowiłem odpisać.
Droga
Tamaro,
wiedz,
że urzekło mnie twoje ogłoszenie. Zakładając, że jest ono
szczere i prawdziwe, tak jak załączone przez ciebie zdjęcie,
chciałbym zapytać, czy ten portal jest miejscem dla takiej kobiety
jak ty? Bo coś mi mówi, że znalazłaś się tutaj zupełnie
przypadkiem.
Pozdrawiam,
Twój
Podglądacz Alexander.
PS.
Uśmiechnij się ;-) Masz niezwykle smutne i przejmujące spojrzenie…
Napisałem,
po czym wysłałem swoją wiadomość. Wciąż jednak wpatrywałem
się w ten przygaszony wzrok, pozbawiony jakiejkolwiek radości.
Doprawdy, nie mogłem pojąć, dlaczego jego właścicielka znajduje
się na tym portalu, pełnym zboczeńców i poszukiwaczy
jednorazowych przygód… Kiedy jednak ponownie spojrzałem na listę
otrzymanych wiadomości, przestałem zastanawiać się na tym i
zająłem się swoimi obowiązkami, bo przecież to wychodziło mi
najlepiej. I cokolwiek miało by się nie dziać, praca zawsze będzie
dla mnie najważniejsza. Oczywiście poza moim synem, za którym
mimowolnie tęskniłem, żywiąc nadzieję, że już za kilka dni,
kiedy domknę wszelkie sprawy w Polsce, wyjadę z nim na długie
wakacje. Tego właśnie pragnąłem najbardziej.
3.
TAMARA
Masz
niezwykle smutne i przejmujące spojrzenie…
– Brawa
dla ciebie, geniuszu, za odkrycie prawdy – powiedziałam kąśliwie,
czytając te słowa.
Spośród
kilkudziesięciu innych wiadomości jedynie ta nadawała się do
tego, abym przeczytała ją w całości, poświęcając na to kilka
jakże cennych sekund mojego życia. Reszta spamu, bo właśnie tym
były pozostałe wiadomości, nie była warta mojej uwagi, bowiem we
wszystkich anonsach chodziło tylko o jedno – o seks oczywiście,
czego ja, jak zresztą wyraźnie zaznaczyłam w swoim ogłoszeniu,
nie szukałam. Jednakże, kiedy przeglądałam swoją skrzynkę
odbiorczą, zrozumiałam, że ten portal nie jest odpowiednim
miejscem dla mnie ani dla żadnej szanującej się kobiety. Okej,
może gdzieś na świecie istnieją ludzie, którzy poznali się
dzięki takim portalom i obecnie wiodą szczęśliwe życie, ale ja,
patrząc na te wszystkie obrzydliwe, niemające żadnego sensu
wiadomości nie mogłam myśleć inaczej. Zresztą, mogłam
spodziewać się tego wcześniej i w ogóle nie zakładać tego
konta…
Wiadomość
od niejakiego Alexandra była jedyną normalną odpowiedzią i
właśnie dlatego, choć tak naprawdę sama nie wiedziałam po co,
odpisałam mu. A jeszcze chwilę wcześniej myślałam o usunięciu
konta… Coś mi jednak mówiło, że powinnam odpisać.
Drogi
Podglądaczu Alexandrze,
dziękuję
za twoją troskę i obawę o to, czy rzeczywiście ten portal jest
miejscem dla takiej kobiety jak ja. Notabene, sama nie wiem, co
dokładnie masz na myśli, używając słów „takiej kobiety jak
ty” – przecież nie znasz mnie, więc skąd te wnioski…?
Zresztą nieważne.
W
odpowiedzi na twoją wiadomość chciałabym cię poinformować, że
od kilku lat jestem dorosłą kobietą, która doskonale zdaje sobie
sprawę z tego, co i dlaczego robi ;-)
Pewnej
nocy, będąc pod wpływem emocji, założyłam to konto, licząc w
duchu na to, że i ja (tak jak i rzekomo tysiące innych osób na
świecie) właśnie tutaj znajdę swoją drugą połówkę. Z
przykrością jednak stwierdzam, pomimo otrzymania ponad stu
wiadomości, że moje oczekiwania były na wyrost – z pewnością
nie znajdę tutaj swojego księcia na białym koniu ;-) A szkoda, bo
zawsze chciałam poczuć się jak prawdziwa księżniczka… ;-)
Dziękuję
za twoją (jedyną normalną spośród całego „spamu”) wiadomość
i życzę wszystkiego najlepszego,
Tamara.
Odpisałam
i wylogowałam się z portalu, po czym położyłam się do łóżka.
Mijający dzień był kolejną katastrofą. Wieść o moim zwolnieniu
rozeszła się błyskawicznie, poprzez co stałam się obiektem
skupiającym na sobie uwagę wszystkich pozostałych pracowników.
Część z nich, na czele z Amelią Krauze, jawnie cieszyła się z
decyzji naszego kierownika, a pozostali, w tym pani Jadzia, jedna z
nielicznych pracownic sklepu, z którą od samego początku udało mi
się złapać doskonały kontakt, wyrażała swoje niezadowolenie.
Poza tym pani Jadzia, znająca moją obecną sytuację życiową,
szczerze obawiała się tego, czy i jak poradzę sobie bez pracy.
– Kochana,
jak na ciebie patrzę, to nie umiem inaczej – mówiła, ocierając
łzy z oczu, kiedy prosiłam ją, by przestała płakać. – Ja
rozumiem, że każdy chce jak najlepiej i wymaga od swoich
pracowników ciągłej dyspozycyjności, ale w twoim przypadku
należałoby okazać zrozumienie i jakoś inaczej to wszystko
rozegrać… Sama nie wiem… Mam ochotę oddać ci swoje miejsce. –
Łkała, co rusz ocierając łzy chusteczką.
– Pani
Jadziu, niech pani nawet tak nie myśli…. Sądzę, że pani ta
praca jest potrzebna, może nawet bardziej niż mnie… Pani syn
jest niepełnosprawny, a mąż właśnie stracił zatrudnienie. Poza
tym ja jestem młoda, dam sobie radę… – mówiłam, wpatrując
się w zatroskaną kobietę. – Zresztą, to bez znaczenia, kto i
jaką ma sytuację. Widocznie tak miało być, pani Jadziu, że
stracę tę pracę, muszę się pogodzić z tym wszystkim…
Wiedziałam,
że cokolwiek by się nie działo, dam radę. Taka już przecież
byłam – silna, choć nigdy nie wierzyłam w siebie i często
użalałam się nad swoim życiem.
Tym
bardziej w takie dni jak ten, kiedy sterana po pracy, z głową pełną
niezbyt przyjemnych myśli, wracam do domu, a tam, tak jak i
poprzedniego dnia, ojciec siedzi pijany przed telewizorem i dyryguje
zrozpaczoną matką próbującą zabawiać Oleńka. W takich
chwilach, kiedy widziałam mojego syna patrzącego na pijanego
dziadka i niejako zmuszonego przeze mnie do tego, aby spędzać z nim
całe dnie, nienawidziłam samej siebie. Mój syn, tak jak i każde
dziecko, zasłużył na to, aby wychowywać się w spokojnym domu,
pełnym miłości, a w obecnej sytuacji to było niemożliwe, bo
przecież całe dnie przebywał z babcią i oboje byli skazani na
obecność tego okropnego ochlejtusa.
– O,
widzę, że ktoś tutaj świetnie się bawi – powiedziałam
kąśliwie, wchodząc do mieszkania. – Szkoda tylko, że my nie
jesteśmy w takim dobrym humorze – dodałam, patrząc wymownie na
matkę.
– A
co sobie będę żałował – odpowiedział rozbawiony ojciec, nie
przerywając oglądania.
– A
podanie o pracę złożyłeś? – zapytałam, choć doskonale znałam
odpowiedzieć. Na pewno nigdzie nie poszedł, mimo tego, że o
poranku obiecywał na wszystkie świętości, że pójdzie do
wskazanej przeze mnie agencji pracy i złoży swoje CV.
– Jak
wyszłaś z domu, to tak się źle poczułem, że aż zostałem w
domu – drwił sobie dalej, nie odrywając wzroku od jednego z tych
durnych talent show, w którym tak naprawdę zwracało się uwagę na
wszystko poza talentem.
– Dobrze,
że chociaż na chlanie piwa miałeś siły i czas…
– Oj,
na to zawsze jestem w pełni gotowy.
– Jak
tam w pracy? – wtrąciła po chwili matka. – Pewnie jesteś
bardzo zmęczona. Idź do kuchni i zjedz sobie, w garnku znajdziesz
zupę, a w lodówce odłożyłam dla ciebie porcję spaghetti.
Bez
żadnego sprzeciwu, chcąc jak najszybciej zjeść, umyć się i
położyć w łóżku, udałam się do kuchni, gdzie odgrzałam sobie
jedzenie. Po kilku minutach i szybkim prysznicu byłam z Olkiem już
w naszym pokoju, gdzie syn zaledwie po przeczytaniu jednej krótkiej
bajki zasnął w moich ramionach, a ja właśnie wtedy włączyłam
laptop i przejrzałam swoją elektroniczną pocztę. Po odpisaniu na
wiadomość niejakiego Alexandra (a odpisałam mu głównie ze
względu na jego imię…) leżałam i wpatrywałam się w okno, za
którym rozprzestrzeniał się widok na okolicę. W oddali słychać
było jeżdżące tramwaje i ten monotonny, na co dzień denerwujący
dźwięk, który akurat w tej chwili koił moje nerwy.
Tamtej
nocy moja głowa była pełna myśli. Nadal nie wiedziałam, jak
powiedzieć matce, że właśnie straciłam pracę. Z pewnością
biedaczka przejmie się tym na tyle, że nie będzie w stanie, tak ja
i ja, myśleć o niczym innym. Znałam ją doskonale i wiedziałam,
że pod tym względem jesteśmy identyczne – ciągłe rozmyślania
to dla niej chleb powszedni. Miała wystarczająco dużo zmartwień,
a u boku niewdzięcznego małżonka, któremu jak widać, wciąż
nigdzie się nie spieszyło, a już szczególnie do pracy, dlatego
nie miałabym serca katować jej kolejną złą wiadomością.
Postanowiłam więc, że moją utratę pracy będę trzymała w
sekrecie tak długo, jak będzie to możliwe. Tym bardziej, że
liczyłam na to, że w najbliższym czasie znajdę jakiekolwiek
sensowne zatrudnienie. W ciągu kilku najbliższych dni z pewnością
udam się do dobrze znanej mi agencji i rozważę każdą z możliwych
ofert, taki przynajmniej miałam plan…
Rozmyślając
o nadchodzącej przyszłości, zasnęłam i obudziłam się nazajutrz
z samego rana, czując na sobie rączki mojego wciąż wtulonego we
mnie synka. To właśnie za to – za tę poranną bliskość i ten
niezwykły, nieporównywalny do niczego innego widok śpiącego
dziecka – kochałam macierzyństwo, chociaż bycie matką zupełnie
odbiegało od tego wizerunku, który często kreowany jest przez
media. Ilekroć widziałam, czy to w reklamach, czy w jakimś
programie, matkę ubraną w nieskazitelnie czyste ciuchy, dumnie
kroczącą u boku swoich dzieci, z wielkim uśmiechem na ustach,
tylekroć zastanawiałam się, jakim cudem takie kobiety dają sobie
radę w życiu. Bo w to, że takie istnieją naprawdę, nie wątpiłam,
wszak wciąż wierzyłam w prawdziwą miłość i szczęście,
jakiego można zaznać u boku drugiej osoby. Mimowolnie w takich
chwilach zazdrościłam tym wszystkim idealnym matkom nie tylko ich
życia, lecz właśnie bliskości ukochanego partnera, w czym
doszukiwałam się powodzenia w ich życiu.
Leżąc
i patrząc na beztroskiego, śpiącego Oleńka, zastanawiałam się
nad tym, co nieprzerwanie trapiło mnie od dnia, w którym zerwałam
z Arkiem, tracąc przy okazji siły do dalszego życia w jakimkolwiek
związku.
Czy
kiedykolwiek dane mi będzie zasmakować szczęścia u boku innego
mężczyzny? Czy będę w stanie zagwarantować mojemu dziecku takie
życie, o jakim zawsze marzyłam? Czy w czasach, w których naszą
atrakcyjność wyznaczają lajki na Facebooku i Instagramie, uda mi
się znaleźć mężczyznę, który zwiąże się ze mną, pomimo
moich wad i tego, że mam dziecko? – zastanawiałam się, nie
odrywając wzroku od syna.
To
oczywiste, że Olek nigdy nie stanowił dla mnie żadnego problemu i
wedle własnej oceny wciąż w głębi duszy wierzyłam w to, że w
oczach innych mężczyzn jestem na tyle atrakcyjną kobietą, iż
warto zwrócić na mnie uwagę. Ja i Olek stanowiliśmy nierozłączny
pakiet i tak pozostanie już na zawsze.
Nocne
i poranne rozmyślania wprawiły mnie w dość dobry nastrój.
Niestety, kilka minut później, kiedy oboje z Oleńkiem, który w
międzyczasie zdążył się już obudzić i obsypać mnie porannymi
buziakami, udaliśmy się do kuchni, na widok pijanego ojca zrzedła
mi mina, a mój dobry humor ulotnił się niczym kamfora. Na zegarze
wybiła dziewiąta rano, a mój wspaniały ojczulek był wyraźnie
wstawiony. W takich chwilach zawsze zastanawiałam się, skąd on na
to picie bierze pieniądze, bo przecież nie zarabiał ani grosza…
Wiedziałam jednak, że w tym wszystkim poniekąd winna jest moja
mama, która pomimo tego, że wiedziała, iż nie jest to mądre
posunięcie, dawała mu drobne kwoty, które ten w całości
przeznaczał na zakup alkoholu. Poza tym tacy ludzie jak on zawsze
znajdowali sposób na szybki i łatwy zarobek lub darmowe chlanie na
umór z przypadkowymi osobami u boku…
– No
widzę, że nie zwalniasz tempa – krzyknęłam, rzucając w jego
stronę posępne spojrzenie. – Dziewiąta rano, a ty już
bełkoczesz i ledwo stoisz na nogach. Szkoda, że akurat dzisiaj nie
odwiedziła nas pani Wiola i nie zobaczyła, w jaki sposób ten
biedny, schorowany staruszek spędza poranki – dodałam,
wspominając o jednej z pracownic Miejskiego Ośrodka Pomocy
Społecznej, która odwiedzała nasze mieszkanie co jakiś czas.
Kilka
lat temu psycholog szkolny, widząc mnie i mojego brata po
kilkudniowej libacji ojca, po której wróciliśmy do szkoły,
wyciągnęła z nas całą prawdę i z pomocą wspomnianej pani Wioli
założyła ojcu tak zwaną Niebieską Kartę, dzięki której
byliśmy pod stałą obserwacją osób zajmujących się niesieniem
pomocy rodzinom takim jak nasza. Przez tyle lat w zachowaniu naszego
ojca nie zaszły żadne większe zmiany, a już z pewnością żadne
pozytywne, dlatego też pani Wioletta odwiedzała nas co jakiś czas,
notując w swoim starym, wysłużonym notesie wszystko to, co jej
mówiliśmy, i to, co sama była w stanie zaobserwować podczas tych
kilku krótkich chwil spędzonych w naszym mieszkaniu.
– Ha,
ha. – Zaśmiał się. – Wy to tylko byście chciały się mnie
pozbyć i żyć w luksusach.
– W
końcu mówisz do rzeczy!
– Ale
złego diabli nie biorą – dodała cicho moja mama i czym prędzej
wyszła z kuchni, zabierając ze sobą Oleńka, a ja, wykorzystując
tę sytuację, zrobiłam dla naszej trójki szybkie śniadanie i
również udałam się do salonu, nie chcąc dłużej patrzeć na tę
pijacką mordę.
– No
nic, ja muszę się już zbierać. O jedenastej powinnam być w
pracy. – Po skończonym śniadaniu i kilkunastu minutach spędzonych
na zabawie z synem musiałam zbierać się do pracy, chociaż
najchętniej zostałabym w domu z Oleńkiem i zamknęła się z nim w
pokoju. Niestety, musiałam wyjść i pójść do sklepu, w którym
pracowałam, bo nie mogłam dopuścić do tego, aby moi najbliżsi
pozostali bez jakichkolwiek pieniędzy. Tym bardziej, że wkrótce
zostanę bez pracy…
I
na szczęście, ku mej ogromnej radości, osiem godzin, które
musiałam spędzić w sklepie, minęło zaskakująco szybko, głównie
ze względu na to, że niemalże przez cały dzień rozpakowywaliśmy
dostarczony towar. Praca była niezwykle męcząca, ale dzięki temu,
że każdy z pracowników odpowiadał za rozpakowanie konkretnego
produktu i ułożenie go nie tylko na magazynowych półkach, ale i
tych znajdujących się na głównej, sprzedażowej hali, każdy z
nas zajęty był sobą, co sprawiło, że nikt nie miał czasu
plotkować na mój temat.
Gdy
tuż przed dwudziestą pierwszą wróciłam do domu, ojciec spał w
najlepsze, co tylko spotęgowało mój względnie stabilny nastrój.
Dodatkowo, kiedy weszłam do sypialni, ujrzałam śpiącego syna,
dzięki czemu miałam czas tylko dla siebie.
Zasiadłam
więc do laptopa z chęcią usunięcia konta na portalu MeAndYou.
Właśnie taki plan – chęć usunięcia tego konta – chodził za
mną przez cały dzień i po kilkunastogodzinnych rozmyślaniach
postanowiłam, że to zrobię. Nie było przecież sensu w posiadaniu
czegoś, co i tak nie przyniesie mi żadnych korzyści, a już z
pewnością nie sprawi, że poznam kogoś godnego uwagi. Po włączeniu
laptopa kliknęłam w ikonkę przeglądarki i już po kilku sekundach
zalogowałam się na portalu, gdzie w skrzynce odbiorczej czekało na
mnie łącznie trzydzieści nowych wiadomości, w tym jedna od
rzekomego Alexandra.
Tamaro,
dziękuję
za szczerość. Zresztą tego właśnie spodziewałem się w
odpowiedzi – szczerości i humoru, nie pytaj, proszę, skąd to
wiem, bo przyznam szczerze, że... sam nie wiem… ;-) Po prostu –
kiedy pierwszy raz ujrzałem twoje zdjęcie, wiedziałem, że mam do
czynienia z kimś szczególnie godnym uwagi i czytając twoją nową
wiadomość, cieszę się, że zdecydowałem się napisać do ciebie.
Ja
też, tak samo jak i ty, dałem się niegdyś omamić sile reklamy
tego portalu i chciałem być, tak jak tysiące innych osób,
szczęśliwie zakochany, znajdując tutaj kobietę swojego życia.
Szybko zrozumiałem, że marzenia to jedno, a prawdziwe życie to już
zupełnie inna historia, niemająca nic wspólnego z takimi miejscami
jak to… ;-)
Dziękuję
ci również za miłe słowa i cieszę się, że jako jedyny
napisałem, jak sama to nazwałaś, normalną wiadomość ;-) Czyżby
dzięki temu wróciła do ciebie wiara w istnienie normalnych
mężczyzn? Jeśli tak, to wspaniale – bo właśnie taki jestem na
co dzień…
Spokojnej
nocy, Tamaro.
Wciąż
czekam na twój uśmiech.
Z
pozdrowieniami,
Alexander
PS.
Zawsze chciałem być rycerzem, który pewnego dnia, przyjeżdżając
na białym koniu, odwiedzi pewną piękną księżniczkę…
PS2.
W takim przypadku odwiedziny te z pewnością skończyłyby się
porwaniem…
Przeczytałam,
śmiejąc się w duchu. Wiadomość Alexandra, a już szczególnie
jej zakończenie sprawiło, że na mojej twarzy wreszcie pojawił się
dawno niewidziany uśmiech.
– No
dobrze, panie Alexandrze, to właśnie z uśmiechem na ustach odpiszę
na twoją wiadomość – powiedziałam na głos, zabierając się do
pisania i kiedy po chwili przeczytałam to, co ten uroczy nieznajomy
miał dostać w odpowiedzi, uśmiechnęłam się ponownie.
Za
moment znalazłam się w swoim wygodnym łóżku, wzięłam do ręki
jedną z książek, które niedawno (z ciężkim bólem serca)
kupiłam sobie w jednym z supermarketów i zaczęłam czytać,
zanurzając się w cudowny świat bohaterów. Świat pełen
namiętności i gorących uczuć – czyli dokładnie taki, o jakim
wciąż skrycie marzyłam…
Mam nadzieję, że fragmenty zachęciły Was do sięgnięcia po książkę. Jeśli tak to mam dla Was niespodziankę.
Zapraszam Was na konkurs z Zagubieni Adriany Rak.
Aby wziąć udział w konkursie, należy:
– zapoznać się z regulaminem rozdania -> REGULAMIN.
– odpowiedzieć na zadanie konkursowe.
ZADANIE KONKURSOWE:
Odpowiedź na pytanie:
Czy internetowa znajomość ma szansę przerodzić się w prawdziwe uczucie?
Informacje uzupełniające:
– do wygrania są dwa egzemplarze,"Zagubieni" Adriany Rak z dedykacją lub autografem autorki na życzenie zwycięzcy.
.
– rozdanie trwa - 6- 13.11.2019
– sponsor nagrody – Wydawnictwo WasPos.
– koszty wysyłki pokrywa SPONSOR
– miło mi będzie, jeśli zaobserwujesz bloga Kocie czytanie, udostępnisz informację o konkursie na swoim blogu bądź innych mediach społecznościowych oraz polubisz fanpage wydawnictwa oraz autorki.
Serdecznie zachęcam do udziału w konkursie i życzę wszystkim powodzenia.
***
Wyniki konkursu.
Kochani bardzo dziękuję wszystkim Wam, którzy wzięliście udział w konkursie. Wszystkie odpowiedzi na pytanie konkursowe bardzo mi się podobały i uwierzcie mi, że wybór dwóch zwyciężczyń był naprawdę trudny, Ale udało się, nagrodzę, egzemplarz książki „Zagubieni” otrzymują
oraz Aneta Iwaniuk.
Dziewczynom serdecznie gratuluję i proszę o wysłanie mi adresów do wysyłki nagrody na maila znajdującego się w zakładce „Współpraca i kontakt”( W mailu napiszcie proszę, czy chcecie otrzymać książkę z dedykacją imienną od autorki, autografem, czy też nie życzcie sobie żadnego wpisu)? A tych z Was, którym dziś nie udało się wygrać, zachęcam do wypatrywania kolejnego konkursu na blogu.