Moi drodzy, dziś chcę zaprosić Was do lektury książki debiutującej polskiej pisarki Anny Krzyczkowskiej. Autorka debiutuje na rynku wydawniczym książką niezwykłą zarówno tematycznie, jak i pod względem przekazu, jaki książka ta w sobie niesie. Mowa oczywiście o książce „Niczemu Winne”. Pani Anna, kreując na kartach swej powieści losy jej bohaterów, porusza najczulsze struny ludzkiej duszy. Jak to się dzieje, przekonacie się już za chwilę.
„Świat się od smutku nie kurczy. Na cierpienie zawsze znajdzie się miejsce pod ludzkim dachem, gdzie powinno pachnieć radością. W czterech ścianach najczęściej zapada ciemność, którą rozświetlić mogą tylko niewinne promyczki. Czasem to złudzenie, zwykła iluzja”.
Laura, główna bohaterka powieści, choć żyje i wydawać by się mogło, wiedzie szczęśliwe, godne pozazdroszczenia, życie, tak naprawdę umarła przed pięcioma laty, kiedy to los odebrał jej dopiero co narodzonego synka, a ona musiała pożegnać go, zatrzaskując wieko małej białej trumienki, miejsca wiecznego spoczynku Mikołaja, Od tego czasu jej życie to iluzja. Kobieta na co dzień cieszy się życiem, uśmiecha się i stara się odnaleźć bezpieczną przystań u boku męża. Co więcej, pomaga ludziom odzyskać wewnętrzny spokój i drogę ku szczęściu, jako że jest psychologiem. Niestety jak wiadomo, szewc bez butów chodzi. Kiedy za naszą bohaterką zamykają się drzwi jej domu, kurtyna iluzji opada i w zaciszu czterech ścian jej serce rozrywa ból i tęsknota za swoim małym skarbem.
„Nie chciałam żadnej pomocy. Nie zasługiwałam na nią.Ja mojemu dziecku nie pomogłam. Nie zrobiłam nic.Nie umiałam nawet wybłagać, by zostało przy mnie dłużej niż jeden dzień”.
W tym rozerwanym na strzępy przez rozpacz i cierpienie sercu jest jednak jeszcze miejsce na jedno najważniejsze marzenie. Pragnienie, by życie dało jej jeszcze jedną szansę, na to, aby ciszę panującą w tym luksusowym domu wypełnił tupot małych stópek i beztroska radość dziecka.
Starania jednak nie przynoszą rezultatu. Laurze bardzo trudno jest pogodzić się z tym, że prawdopodobnie nigdy nie będzie jej dane jeszcze raz poczuć małe życie pod swoim sercem, tym bardziej że jej siostra Karolina, w czasie kiedy ona przeżywa swoją żałobę, zachodzi w ciąże i rodzi pięknego chłopca. Z biegiem czasu Laura przelewa całą nagromadzoną w sobie miłość na swojego siostrzeńca, zastępując mu niejako matkę, ponieważ siostra sama mimo dorosłego wieku, zachowuje się jak nastolatka i ostatnie, o czym myśli, a raczej, o czym nie myśli to jej syn Kacper. Dziecko odnajduje w domu wujka i cioci wszystko, czego nie odnalazł u matki miłość, radość bezpieczeństwo. Matka bowiem woli alkohol, przygodny seks, imprezy i narkotyki, Choć dla naszej Laury chłopiec jest oczkiem w głowie, jednak nie do końca takiego macierzyństwa pragnęła. Nie chce być tylko udawaną mamą i bawić się w szczęśliwy dom na niby. Czy Bóg, życie lub los spełni jej pragnienie i obdarzy ją darem macierzyństwa, o jakim marzy? O tym już musicie przekonać się sami.
Zapewniam Was, że to, co przygotowała dla czytelników autorka, mocno Was zaskoczy, zszokuje, a nawet wprawi w osłupienie. Muszę przyznać, że Pani Anna w naprawdę przemyślany sposób pokierowała losami każdego z bohaterów, przecinając ich linie życia w najmniej oczekiwanym momencie w jednym punkcie. Choć rozwiązania jednego z wątków domyśliłam się dość szybko, to finał drugiego był dla mnie zupełnym zaskoczeniem.
Podczas lektury czujemy niemal namacalnie smutek autorki. Razem z nią przeżywamy niegasnący ból po stracie dziecka przez to, że autorka pozwala nam w bardzo subtelny sposób „zajrzeć do serca i duszy Laury” i poczuć jej cierpienie.
Gdybym miała w kilku słowach powiedzieć Wam, o czym jest ta książka, powiedziałabym, że zdecydowanie jest to tytuł traktujący o przeżywaniu żałoby po stracie dziecka, o pragnieniu spełnienia się jako matka, ale przede wszystkim jest to utwór o różnych odcieniach miłości.
Natomiast odnośnie do tego, jakie są moje wrażenia po lekturze i czy Wam ją polecam, z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że książka trafiła do mojego serca. Wzruszyła, poruszyła i skłoniła do refleksji. Jedynym jak dla mnie utrudnieniem w lekturze (który z kolei dla wielu z Was może stać się jednym z głównych atutów tej książki), był język, jakim posługiwała się autorka. Oczywiście zgadzam się z opinią wielu z Was, że jest piękny i w odniesieniu do fabuły adekwatny, jednak mnie samej utrudniał on odbiór całej fabuły. Jednak są to, tylko moje subiektywne odczucia i nie musicie się z nimi zgadzać. Niemniej jednak gorąco zachęcam każdego z Was do sięgnięcia po „Niczemu winne”, bowiem, jest to bardzo poruszająca i wartościowa lektura, która stwarza możliwość, abyśmy i my sami przemyśleli wiele w naszym życiu.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Szara godzina