
Moi drodzy, dziś zapraszam Was na spotkanie z książką, która dla mnie samej jest czymś zupełnie nowym, jeśli chodzi o moją przygodę z czytaniem. Jak wiecie albo i nie zazwyczaj czytam książki, które co prawda poruszają trudne tematy, skłaniając czytelnika do przemyśleń, ale jednocześnie są dość „łagodne” w odbiorze. Stronię od tytułów, podczas lektury których, towarzyszyłby mi strach, a na całym ciele miałabym gęsią skórkę. Taki ze mnie cykor. W związku z tym możecie sobie wyobrazić, jak wielkie było moje zaskoczenie, kiedy w chwili, gdy na jednym z portali czytelniczych zobaczyłam, zapowiedz książki Pana Artura Urbanowicza „Grzesznik” i pomyślałam „Ja to muszę przeczytać”. No bo gdzie ja do takich książek? Opętanie, gangi, półświatek przestępczy… ale, jako że czytanie jest dla mnie sposobem na poznawanie czegoś nowego, postanowiłam spróbować. I wiecie, co się stało…? To była najlepsza decyzja w moim życiu. „Grzesznik” jest rewelacyjny! Pochłonął mnie bez reszty. Zanim jednak spróbuję przybliżyć Wam nieco samą fabułę utworu, nie byłabym sobą, gdybym nie zostawiła Was moi kochani z pytaniem retoryczny na, które warto, aby każdy z nas spróbował sam sobie odpowiedzieć, zaglądając w głąb własnego sumienia.
A mianowicie Jakim jestem człowiekiem? Czy mam odwagę spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie „Jestem w porządku wobec siebie i innych, a także czy zdaję sobie sprawę z tego, że każdy mój czyn czy to ten dobry, czy to ten zły zbierze plon stokrotny?
Jeśli dotychczas nie zastanawialiście się nad tym, zapewniam Was, że lektura „Grzesznika” niejako Was do tego zmusi, zabierając Was w najczarniejsze zakamarki Waszych sumień.
Marek Suchocki Jest bossem suwalskiego półświatka, znają go, a już na pewno słyszeli o nim wszyscy, Swoje rządy sprawuje niepodzielną, twardą ręką. Pewnego dnia jednak docierają do niego wieści, że jego poprzednik wraca do gry i chce odzyskać swój teren. Marek jak na prawdziwego gangstera przystało, decyduje się na konfrontację ze swoim konkurentem. Jak możecie się domyślić w środowisku, w jakim obraca się nasz bohater, nie stosuje się półśrodków. Niestety dla naszego bohatera kończy się to tragicznie. Mężczyzna spada ze schodów, wskutek czego zapada w śpiączkę. Po przebudzeniu okazuje się, że to dopiero początek pasma nieszczęść i niepowodzeń Suchockiego. Rzeczywistość, z którą musi się zmierzyć, jest niczym senny koszmar. Grupa, której był szefem, rozpadła się, stracił wszystkie zgromadzone przez lata gangsterski pieniądze, a jego konkurent jest bezkompromisowym, bezlitosnym przeciwnikiem. Grzesznik jak zwykło się o nim mówić w mediach, daje Markowi możliwość wyboru – albo dobrowolnie zrzeknie się władzy, albo straci wszystko. Jednak to nie koniec trudnych i niespodziewanych zmian w życiu mężczyzny, bowiem to, co do tej pory go spotkało, jest niczym w porównaniu do przerażającej umiejętności, jaką posiada…
Autor ma nietuzinkową umiejętność łączenia kilku gatunków literackich w jednym utworze. Tak też stało się w przypadku tej książki. „Grzesznik” łączy w sobie elementy powieści gangsterskiej z horrorem. Kiedy już przeczyta się pierwsze kilka zdań, nie jest się w stanie oderwać od książki. Akcja nabiera tempa z minuty na minutę. Próżno tu szukać przewidywalności. Pan Artur tak doskonale zwodzi czytelnika, że nawet jeśli przez moment wydaje nam się, że już wiemy, co stanie się za chwilę okazuje się, że dosłownie jedno zdanie potrafi zburzyć wszystko, podrzucając nam kolejny trop, który i tak okazuje się nie być tym właściwym. Ja próbowałam przechytrzyć Pana Artura trzy razy i trzy razy mi się nie udało.
Kiedy zanim jeszcze sama zdecydowałam, że przeczytam tę książkę, czytałam tak wiele pochlebnych, a wręcz pełnych zachwytu recenzji o niej zastanawiałam się, w czym tkwi jej fenomen. Teraz już wiem. Oczywiście poza wymienionymi przeze mnie już wcześniej jej atutami zwrócić należy na dwa czynniki. Po pierwsze wspaniała, dopracowana w każdym calu kreacja bohaterów. Bohaterowie są tak wyraziści i tak trójwymiarowi, że chwilami musiałam powtarzać sobie „spokojnie oni nie istnieją naprawdę”, gdyż myślałam sobie niejednokrotnie, jak bardzo nie chciałabym spotkać ich w życiu realnym. Natomiast drugim czynnikiem jest, że autor potrafi „malować” w psychice czytelnika słowem pisanym przerażające, przyprawiające o przeszywający strach, szybsze bicie serca i urywany oddech obrazy. Czytając te wszystkie straszne opisy, bałam się tak bardzo, że nie odważyłam się czytać tej książki po zmroku. Lektura „Grzesznika” to doskonała lekcja manipulacji, psychologi i socjotechniki.
Cóż więcej ze swojej strony mogę powiedzieć. Gorąco zachęcam Was do sięgnięcia po „Grzesznika”. Na pewno w przypadku wielu z Was zmieni ona Wasze postrzeganie i rozumienie pewnych kwestii. Przyznać trzeba, że jest to tytuł dla osób o mocnych nerwach, ale z drugiej strony skoro ja strachajło dałam radę, Wy też dacie. Ja wiem, jedno chcę dożywotnio czytać książki Pana Artura Urbanowicza.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję autorowi.