piątek, 8 maja 2020

"Diabelski hrabia" - Melisa Bel./ Recenzja przedpremierowa.


Jak świat światem miłość jest dla wielu z nas tematem, o który nie potrafimy otwarcie rozmawiać. Często kochamy skrycie, nie mogąc zdobyć się na to, aby powiedzieć osobie, którą darzymy uczuciem, o tym, że jest ona bliska naszemu sercu. Takie skrywane uczucia, mogą sprawiać nam ogromny ból, szczególnie wówczas, kiedy każdego dnia fizycznie jesteśmy blisko kochanej osoby, ale siłą rzeczy w obecnej sytuacji, mimo wszystko jest nam ona bardzo daleka. Zapewne wielu z nas wie, czym  jest platoniczna miłość i doświadczyło jej na własnej skórze, jednak nie jest to problem, tylko naszych czasów, o czym przekonacie się już za chwilę.

Dziś bowiem, chcę, abyśmy wspólnie cofnęli się w czasie i poznali pewnego mężczyznę na życiu, którego niespełniona miłość odcisnęła swoje bardzo wyraźne piętno. Taka swego rodzaju podróż wehikułem czasu będzie możliwa dzięki debiutanckiej książce Melisy Bel „Diabelski hrabia”, o której mam przyjemność opowiedzieć Wam teraz kilka słów. Tytuł ten jest pierwszą częścią cyklu „Niepokorni” i to właśnie przystępując do jego lektury, trafiamy do Anglii roku 1818 i stajemy się niejako obserwatorami życia toczącego się w posiadłości Greenbill, gdzie rozgrywają się wszystkie opisane na kartach powieści wydarzenia.

Choć prawdę mówiąc, stwierdzenie, że w tej rezydencji toczy się życie, będzie w tym przypadku dużym nadużyciem. Jest to bowiem bardzo mroczne, zaniedbane miejsce, którego właścicielem jest hrabia Winston zwany przez wszystkich tytułowym Diabelskim hrabią. Charles, bo tak mu właśnie na imię, niemalże od dziecka w tajemnicy przed światem kochał piękną córkę tamtejszego rządcy posiadłości i guwernantki - Jocelyn. Nieświadoma jego uczuć dziewczyna wyszła za kuzyna hrabiego, Edwarda Ashtona. Nie mogąc znieść cierpienia po definitywnej stracie ukochanej, dziedzic posiadłości próbuje zapomnieć o dziewczynie, zaciągając się na front.

W momencie, kiedy my czytelnicy zaczynamy poznawać całą opowieść, od tamtejszych wydarzeń minęło już kilka lat, ale jak się przekonacie wszystko, co przeżył nasz główny bohater, uczyniło go człowiekiem, do którego w pełni pasuje nadany mu przydomek. Demoniczna, silna postać o zimnym wyrazie oczu, budzi respekt i strach, choć jednocześnie bardzo mocno przyciąga uwagę wielu kobiet. Mając tego świadomość, hrabia nie waha się korzystać z uciech , jakie dla mężczyzny niesie takie zainteresowanie. Pewnie jeszcze długo wiódłby tak samotne życie, zatracając się w przygodnych uciechach cielesnych, gdyby nie pewien list, wraz z którym wracają tak trudne wspomnienia minionych lat.

Tak oto dowiadujemy się, jak potoczyło się życie młodzieńczej miłości hrabiego po wyjściu za mąż. A nie było ono łatwe. Jako że są to czasy, kiedy wyznacznikiem dobrego ożenku jest status społeczny i pochodzenie wybranki, to małżeństwo hrabiego ze zwykłą córką rządcy uważane jest za skandal i potępiane w oczach środowiska arystokratycznego rodu, a wybranka serca Edwarda staje się dla jego najbliższych czarną owcą. Nagła śmierć męża i brak majątku sprawiają, że Jocelin nie ma innego wyboru, jak tylko postąpić zgodnie z ostatnią wolą małżonka i zwrócić się o pomoc do lorda Winstona.

Okoliczności spotkania tej dwójki są dość osobliwe, a samo przyjęcie gościa przez gospodarza rezydencji nie wygląda tak, jak byśmy się tego spodziewali. Zdecydowanie nie czeka on na lady z otwartymi ramionami, ale o tym musicie przekonać się już sami, sięgając po książkę. Powiem tylko tyle, że ostatecznie młoda kobita zamieszkuje w rezydencji, pełniąc w niej rolę ochmistrzyni. Oboje jednak jeszcze nie zdają sobie sprawy, jak bardzo to ponowne spotkanie zmieni ich życie, ale czy na pewno na lepsze? Sięgnijcie koniecznie po książkę i sprawdźcie to sami, bo ja nie zdradzę już ani słowa więcej.

„Diabelski hrabia” to wspaniały i wciągający romans historyczny, który bez wątpienia wymyka się stereotypom, krążącym wokół tego gatunku książek. Jest to opowieść, o dwójce zranionych ludzi, którzy w życiu przeszli bardzo wiele i dopiero teraz los, a może przeznaczenie daje im szansę na to, aby znaleźli drogę ku sobie i wreszcie mogli zaznać smaku miłosnego spełnienia. Co prawda, każde z nich poznało smak miłości w sobie tylko znany sposób, ale w pewnym momencie zdają sobie sprawę, że jeszcze nigdy nie czuli tak wyjątkowego pragnienia i napięcie, które rodzi się między nimi, gdy są blisko. Jocelyn kochała swojego zmarłego męża, ale ich miłość była zupełnie inna. Mąż nigdy nie obudził w niej takiego żaru namiętności, jaki czuje przy Charlesie. On natomiast jest bardzo zaskoczony tym, co się z nim dzieje w obecności tej niepokornej kobiety. Staje się ona dla niego swego rodzaju wyzwaniem, ponieważ w przeciwieństwie do wielu innych kobiet, które wręcz do niego lgnęły, jej nie jest w stanie sobie podporządkować.

Kochani gorąco zachęcam Was do sięgnięcia po ten tytuł. Ci z Was, którzy odwiedzają mojego bloga od dłuższego czasu i znają już choć trochę moje upodobania czytelnicze, wiedzą, że ja nie przepadam za romansami, a ten ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu i zadowoleniu dosłownie mnie pochłonął. W przedstawioną w książce historię wciągnęłam się niemalże od pierwszej chwili i tak pozostało już do samego końca. Zapewniam Was, że gdybym  już zabierając się do czytania tej książki, nie była świadoma, że jest to debiut autorki, to nigdy bym się tego nie domyśliła.

Ta książka przywróciła mi chęć do sięgania po dobre romanse, Odnalazłam w niej wszystko to, czego szukam w tytułach reprezentujących ten gatunek literacki, czyli smaczną w odbiorze, zmysłową namiętność spragnionych kochanków, którą wręcz jesteśmy w stanie poczuć. To, co warto zaznaczyć w tym miejscu, to fakt, że nie znajdziecie tu znamion wulgarności i wyuzdania, co dla mnie jest bardzo dużym atutem. Autorka wspaniale pokazała, że pisząc o namiętności w sposób subtelny, również można pobudzić emocje osoby czytającej.

Kolejnym niemniej ważnym atutem książki jest sposób, w jaki Melisa Bel przedstawiła nam czytelnikom wewnętrzny proces przemiany głównego bohatera pod wpływem miłości. On człowiek bez serca, diabelski hrabia czuje zachodzące w nim zmiany osobowości, nad którymi sam już przestaje mieć kontrolę, choć ciągle prowadzi walkę z tym, co czuje jego serce. Teraz tylko od niego zależy, co zrobi z tą miłością, ale nie ma zbyt wiele czasu, gdyż o serce Jocelin zaczyna zabiegać pewien przystojny baron.

Jeśli jesteście ciekawi, czy hrabia Winston znajdzie w sobie odwagę, by wreszcie wyznać ukochanej swoją miłość, czy też historia ponownie zatoczy koło i po raz kolejny, to nie on, a ktoś inny będzie cieszył się szczęściem u jej boku, a wierzę, że tak jest, to koniecznie musicie wzbogacić swoją biblioteczkę o tę pozycję. Nadmienię jeszcze tylko, że jest to historia bardzo zabawna, która na pewno wprawi Was w dobry nastrój.

Ja już nie mogę doczekać się kontynuacji cyklu, a dziś ze swej strony chcę serdecznie pogratulować autorce tak udanego debiutu i podziękować za umożliwienie mi spędzenia kilku godzin na lekturze tak dobrej książki.

PREMIERA KSIĄŻKI JUŻ 10 MAJA.

Recenzja powstała we współpracy z Autorką, za co bardzo dziękuję.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Przed pozostawieniem komentarza pod postem, zapoznaj się, proszę z polityką prywatności bloga, której szczegółowe informacje znajdziesz w zakładce Polityka prywatności bloga Kocie czytanie i wyraź zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych.
Pozostawiając komentarz, akceptujesz politykę prywatności bloga, a tym samym wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych.

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Proszę o kulturę wypowiedzi i podpisywanie się.