piątek, 29 marca 2019

Gdy opadły emocje - Aneta Krasińska

Moi kochani, dziś przychodzę do Was z recenzją książki Anety Krasińskiej  „Gdy opadły emocje”, której mam ogromny zaszczyt i przyjemność być ambasadorką, za co już na wstępie bardzo dziękuję.

Muszę Wam się przyznać, że książka ta, stała mi się w pewnym sensie bardzo bliska i pomogła mi spojrzeć z dystansem, bez emocji, także na moją przeszłość, a tym samym, wiele przemyśleć i uporządkować, przede wszystkim wewnątrz siebie. 
Zapewne teraz, zastanawiacie się dlaczego, ale o tym, opowiem Wam już za chwilę. 

Najpierw pozwólcie, że zaproszę Was do swego rodzaju wehikułu czasu, który przeniesie nas do lat, kiedy byliśmy licealistami. 
Dla wielu z nas, czasy liceum kojarzą się z budowaniem przyjaźni nierzadko na całe życie, pierwszych uczuciowych uniesień i pięknych miłości. Wówczas żyjemy w przekonaniu, że cały świat stoi przed nami otworem i tylko my decydujemy o tym, jakich wyborów dokonamy i jak będzie wyglądała nasza przyszłość. To czas decyzji, które często mają wpływ nie tylko na nasze teraz, ale również, a może przede wszystkim na nasze kiedyś. 

Dlaczego o tym piszę? 

Otóż Pani Aneta Krasińska, tworząc historię opisaną na kartach powieści, którą oddała w ręce swoich wiernych czytelników, uświadamia nam, że tak naprawdę, wystarczy jedna chwila, jedno zdarzenie, które już na samym starcie, kiedy dopiero co wkraczamy w dorosłość, może odcisnąć swoje piętno na nas samych oraz wyborze ścieżki życiowej, jaką zdecydujemy się podążyć. 

Przekonali się o tym Marcelina, Magda i Emil, którzy w liceum tworzyli zgraną paczkę i byli pewni tego,  że łącząca ich przyjaźń przetrwa lata. 
Byli niczym wzajemnie uzupełniające się ogniwa, które wspólnie budowały godną pozazdroszczenia relację. Do ich teamu należał również Robert. Niestety, o czym jeszcze wtedy nikt nawet nie śmiał pomyśleć, już wkrótce jednego z tych, jak wówczas tym młodym ludziom się wydawało, niezniszczalnych ogniw miało zabraknąć na zawsze. Bo oto, w dniu rozdania świadectw maturalnych, tragiczną śmiercią ginie Robert. 
Przyjaciele chłopaka, jak się możecie domyślić - przeżywają traumę, która jak się okazuje, nie pozostaje bez wpływu na nich samych. 

Musicie wiedzieć, że, „Gdy opadły emocje”, to dopiero pierwsza część trylogii. Autorka bowiem zdecydowała się, przedstawić tamtejsze tragiczne przeżycia trójki przyjaciół z perspektywy każdego z nich, po to, aby ukazać, jak odejście przyjaciela i jego niestety, po dziś dzień do końca niewyjaśnione okoliczności śmierci, diametralnie zweryfikowały młodzieńcze postanowienia i zapewnienia.

W tej części poznajemy życie Marceliny. 
Dorosła już dziś kobieta jest żoną marynarza i matką nastoletnich bliźniąt. Z racji zawodu męża, praktycznie całe życie rodzinne jest na jej głowie, przez co, często czuje się przytłoczona codziennymi obowiązkami. 
Na szczęście,  ma u swojego boku Magdę, która dba o to, aby przyjaciółka od czasu do czasu pomyślała również o sobie. 

W momencie, kiedy my czytelnicy poznajemy życie Marceliny, Magdzie udało się namówić ją do udziału w spotkaniu klasowym zorganizowanym z okazji minionych dwudziestu lat od matury. 
Mimo że minęło tak wiele lat, okazuje się,  że zjazd ten rozdrapuje zabliźnione rany. 
Pomimo tego, że dziś nasi bohaterowie są już zupełnie innymi ludźmi i emocje tamtejszych wydarzeń zostały wyciszone, to jednak pozostało wiele niewyjaśnionych kwestii i niedopowiedzeń, które nie pozwalają w pełni pogodzić się z tym, co się kiedyś wydarzyło. 

Nie chcę zdradzać Wam zbyt wiele, abyście mogli sami poznać tę poruszającą i niewątpliwie życiową w swojej wymowie historię, która poprzez swój autentyczny wymiar, dostarczy Wam mnóstwo emocji i wzruszeń. 
Lektura książki da Wan także do myślenia i pozwoli zrozumieć, że czasami nie warto patrzeć wstecz, ponieważ przez to możemy postawić na szali to, co kochamy i to, co jest dla nas najważniejsze, ryzykując utratę tego, a tym samym zniszczyć naszą teraźniejszość. 

A teraz odrobina prywatny. 
Jak wspomniałam wcześniej, książka pozwoliła mi w pewnym stopniu uporać się z własną przeszłością. Jak wiecie, albo i nie, jestem osobą niepełnosprawną ruchowo i niestety w czasach liceum często z tego powodu stawałam się obiektem prześladowań i kpin ze strony swoich rówieśników. 
Choć od tamtych wydarzeń minęło już szesnaście lat, to jednak żal do kolegów i koleżanek pozostał we mnie do dziś. 
Nadal nie mogę zapomnieć o pewnych wydarzeniach z tamtego okresu, co wpłynęło również na to, co dziś dzieje się w moim wnętrzu. 
Książka „Gdy opadły emocje” pozwoliła mi zrozumieć, że nie warto chować urazy i żalu, ponieważ uczucia te mogą zniszczyć nasze tu i teraz. 

Na zakończenie chcę oczywiście gorąco polecić Wam lekturę książki i zapewnić Was, że spędzicie z nią wspaniały czas. 
Decydując się na lekturę, poznacie opowieść o przyjaźni, miłości, trudnych wyborach młodości, a więc o wszystkim tym, co zwie się życiem. W historii tej, niektórzy z nas, z pewnością odnajdą cząstkę własnego życia. 
Ja sama przeczytałam tę książkę bardzo szybko, właśnie z uwagi na jej realizm, który nie pozwolił mi się od niej oderwać. Jej bohaterowie stali mi się bardzo bliscy, dlatego z niecierpliwością czekam na moment, kiedy będę mogła poznać kolejne odsłony z perspektywy pozostałych jej uczestników. 

Jeśli udało mi się zachęcić Was do sięgnięcia po „Gdy opadły emocje”, czego bardzo bym chciała, bo naprawdę warto, to mam dla Was niespodziankę. 
Już niebawem na moim blogu pojawi się konkurs, w którym do wygrania będzie jeden egzemplarz książki. Także czekajcie cierpliwie. 

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Szara godzina, za co bardzo dziękuję.


wtorek, 26 marca 2019

Jak dalej żyć z tak ogromną stratą?

„Wszyscy jesteśmy jak marionetki w rękach Boga. Wmawiamy sobie stabilizację i bezpieczeństwo, starając się jakoś zapanować nad własnym życiem, ale wystarczy jedna chwila i wszystko się wali. Zawsze najbardziej tego się właśnie bałam – nieodwracalności pewnych zdarzeń...”.

Będąc rodzicem, ciągle boimy się o bezpieczeństwo naszych dzieci. Choć nie zawsze jesteśmy ideałem matki czy ojca, to jednak nigdy, nawet przez chwilę, nie dopuszczamy do siebie myśli, że naszemu dziecku mogłoby stać się coś złego, a tym bardziej że moglibyśmy stracić je na zawsze. Takie wizje są najczarniejszymi koszmarami, jakie mogłyby nam się przyśnić. Jednak wiemy doskonale, że często te koszmary, o których nawet boimy się pomyśleć, stają się rzeczywistością. Wystarczy bowiem jedna chwila, aby nasze życie na zawsze legło w gruzach. Tylko jak w takiej sytuacji dalej żyć? Na to pytanie musiały odpowiedzieć sobie Anna, Elżbieta i Izabela, bohaterki najnowszej powieści Katarzyny Misiołek Kryształowe motyle”.

Autorka na kartach swojej książki splotła losy trzech zupełnie różnych kobiet. Bardzo prawdopodobne jest, że w normalnym życiu mijając się na ulicy, nawet nie zwróciłyby na siebie wzajemnie uwagi. Tylko że życie każdej z nich już nigdy nie będzie normalne i to właśnie je łączy. Od dnia, kiedy każda z nich w tragicznych okolicznościach straciła swoje dziecko, ich codzienność stała się walką o to, aby przetrwać każdy kolejny dzień i zakładając maskę pozorów, choć na moment stłumić potworny ból trawiący serce i duszę. Prawdą jest, że wspólne cierpienie łączy ludzi. I to właśnie ono skłoniło nasze bohaterki, aby w internecie odnaleźć inne matki, które czują dokładnie, to co one. Tak też się poznały, a już wkrótce kontakt internetowy przerodził się w przyjaźń w życiu realnym. Obserwując już pierwsze ich spotkanie, widzimy, że nikt inny lepiej nie zrozumie cierpienia drugiego człowieka, jak ktoś, kto przeżywa podobne cierpienie. Nie trzeba wielu słów by, te cierpiące matki się zrozumiały. Tylko będąc razem, mogą przestać udawać, że jest lepiej, niż naprawdę jest. Mogą być sobą bez obaw, że zostaną skrytykowane, czy niezrozumiane. Dokąd zaprowadzi je ta rodząca się przyjaźń i jak wpłynie na nie same? Tego już musicie dowiedzieć się sami.

Kryształowe Motyle to bardzo emocjonalna, poruszająca a chwilami odbierająca dech ze wzruszenia historia matek, które przeżywają żałobę po najbardziej bolesnej stracie, którą możemy sobie wyobrazić. Pani Katarzyna Misiałek w bardzo prawdziwy, a przez to jeszcze mocniej odczuwalny dla nas czytelników sposób ukazała niszczącą siłę bólu i rozpaczy po tak traumatycznym przeżyciu nie tylko na same matki zmarłych dzieci, ale także na ich rodziny i najbliższe otoczenie. Nie dość bowiem, że same żyją w nieustającym poczuciu winy, że nie zrobiły wszystkiego, co mogły, aby ich dzieci nadal żyły, to dochodzi również do wzajemnego obwiniania się przez najbliższych dziecka, które odeszło, przerzucanie się wzajemnie winą, pretensjami i odpowiedzialnością za tę śmierć.

Fakt, że autorka nie skupia się tylko na cierpieniu samych matek, uświadamia nam, że choć ból i blizny już nigdy do końca nie miną to jednak mamy prawo i musimy żyć dalej, bowiem tkwiąc w swojej tragedii i zapominając o tym, że nasi bliscy również cierpią i często potrzebują nas bardziej, niż to okazują, możemy naprawdę wiele stracić.

Kochani, gorąco polecam Wam lekturę „Kryształowych motyli”. Tak, zapewne wielu z Was myśli sobie teraz, że nie jest to książka dla Was, ze względu na trudną tematykę i ja doskonale to rozumiem, jednak polecam tę książkę Waszej uwadze ze względu na to, że jej lektura uświadomiła mi, jak wiele jest wokół nas matek, które straciły swoje dzieci, a które cierpią w milczeniu i samotności. Mijamy je codziennie na ulicy, nie zdając sobie sprawy z ich bólu, a one nie mają nikogo, kto zechciałby po prostu ich wysłuchać bez osądzania i szukania winnych ich tragedii. A często to tak wiele znaczy.
Rozejrzyjmy się wokół siebie. Być może blisko nas, jest ktoś, dla kogo możemy stać się bezcennym wsparciem.

Jeśli obawiacie się, że lektura książki Was przytłoczy, chcę rozwiać Wasze obawy. Mimo trudnego tematu, , którego podjęła się autorka, książkę czyta się bardzo lekko i szybko, co niewątpliwie ułatwia nam jej odbiór. Ponadto, musicie przygotować się na to, że książkę cechuje odczuwalny nieustannie realizm wszystkiego, o czym czytamy. Świadomość tego, że historie Anny, Elżbiety i Izabeli mogłyby być niestety również naszymi, boli, a tym samym wymusza na nas przemyślenia i refleksje, a także rodzi pytanie:

Jak my poradzilibyśmy sobie dotknięci tak ogromną tragedią?

Obyśmy nigdy nie musieli poznawać na nie odpowiedzi.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Książnica, za co bardzo dziękuję.



sobota, 23 marca 2019

Kiedy życie przytłacza zbyt mocno.



Kiedy życie przygniata nas od najmłodszych lat, siłą rzeczy staramy się znaleźć sposób, aby choć na chwilę oderwać się od trudnej rzeczywistości, która każdego dnia jest nieodłączną częścią naszej codzienności. Czasami mamy to szczęście, że w całym tym syfie, jakim staje się nasz los, spotykamy kogoś, kto nie pozwala nam utonąć w jego bagnie i wspólnie z nami tworzy lepszy świat, do którego nikt inny nie ma dostępu. Jednak zapewne każdy z Was zgodzi się ze mną, że w takim święcie nie da się żyć wiecznie, a im dłużej w nim tkwimy, tym bardziej trudny staje się powrót do realiów życia.

Swój bezpieczny świat fantazji będzie musiał opuścić, główny bohater książki Aly Martinez „Walcząc z ciszą, o której chcę Wam dziś opowiedzieć.

Życie Tilla od zawsze było nieustającą walką, a on sam był wojownikiem, który nigdy się nie poddawał. Jego siłą i inspiracją stała się Eliza, z którą wspólnie już jako trzynastolatek nasz bohater zbudował swój własny świat fantazji, o którym marzył, a którego nigdy nie zaznał w realnym świecie, bowiem, to czego doświadczał, opuszczając swój bezpieczny azyl, na pewno przerosłoby nie jednego dorosłego. Już jako dwudziestoletni chłopak, musiał zadbać o to, by stworzyć bezpieczny dom dla swoich dwóch młodszych braci. Dom, którego on sam nigdy nie miał. Pochodząc z patologicznej rodziny, od zawsze wiedział, że może liczyć tylko na siebie. Gdy pojawiła się Ona, życie tego dzielnego chłopaka zaczyna nabierać barw. Oboje stają się sobie bliscy. Eliza, jak nikt inny rozumie trudne położenie chłopaka, ponieważ sama znajduje się w bardzo podobnej sytuacji. Pozostawieni sami sobie, nie mają nic, a tak naprawdę mają wszystko, co najważniejsze. Mają siebie. Na oczach czytelnika między tą dwójką rodzi się piękna przyjaźń, która z biegiem czasu przeradza się w uczucie, do którego oboje boją się przyznać. Jest jednak coś, co ich różni. Eliza chce żyć życiem realnym, budować przyszłość natomiast jej ukochany w obawie przed stratą, bólem i cierpieniem, woli uciekać do świata fantazji, do którego prowadzi otwarte okno. Jednak już wkrótce  będzie musiał znaleźć w sobie odwagę, by wreszcie przestać się ukrywać i zmierzyć z prawdziwym życiem. Czy mu się to uda i jak wiele może stracić, jeśli poniesie porażkę? O tym przekonajcie się już sami.

„Walcząc z ciszą” to niezwykle emocjonalna i poruszająca historia chłopaka wielkiego sercem i duszą, który dostał od życia grad niespodziewanych ciosów, co skutkowało tym, że teraz, choć, jak my wszyscy pragnie kochać i być kochanym, obawia się zaangażowania w prawdziwe życie zdjęty strachem przed utratą tego, co kocha i bez czego nie wyobraża sobie siebie samego. Jak się przekonacie, czytając książkę, nadejdzie moment, kiedy będzie zmuszony przestać myśleć o tym, co dla niego dobre i opuszczając swoją strefę komfortu wziąć się z życiem za bary, po to, by chronić najbliższe swemu sercu osoby, a łatwo nie będzie, bo coraz bardziej w swoje macki chwyta go świat ciszy. Jak sobie poradzi? A może przegra niczym bokser w swojej walce życia? Zachęcam Was gorąco, abyście sięgnęli po książkę i podobnie, jak ja nieustannie mocno go dopingowali.

Jeśli szukacie książki, która pochłonie Was bez reszty, a jej bohaterowie skradną Wasze serca, przez co będziecie nieustannie niemalże na własnej skórze odczuwać ich ból i strach, ale także wspólnie z nimi cieszyć się z najmniejszego nawet sukcesu i przeżywać każdą chwilę szczęścia, ta książka będzie doskonałym wyborem.

Autorka poprzez historię opisaną w książce uświadamia nam, że tak naprawdę o kształcie naszego życia nie decyduje nasz status społeczny, czy środowisko, z jakiego się wywodzimy. Niezależnie od tego, jak trudny jest nasz życiowy start, możemy osiągnąć wszystko, bo najważniejsze jest to, jakimi ludźmi jesteśmy, ludzie, których los stawia na naszej drodze, ciężka praca i determinacja. Czasami jeden człowiek, jego oddanie, miłość i wiara w nas może odmienić nasze życie na zawsze.

Najtrudniej jest zawsze postawić ten pierwszy krok.

Na zakończenie, jak to często w moim przypadku bywa, mam do Was pytanie.

Czy Wy macie swój świat, do którego uciekacie choćby na chwilę, kiedy rzeczywistość Was przytłacza i czujecie, że potrzebujecie chwili wytchnienia, a jeśli tak, to, jak ten świat wygląda?

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Niezwykłe, za co bardzo dziękuję.


czwartek, 21 marca 2019

Zapowiedź: Sedno życia - Katarzyna Kielecka.






Sedno życia
Katarzyna Kielecka
Premiera 08 kwiecień 2019
Cena 39,90 zł
Objętość 408 strony
ISBN 978-83-66201-22-4
Oprawa miękka, 145x205 mm







Edyta, zakompleksiona i zdystansowana trzydziestolatka, niechętnie przyjmuje od brata propozycję pracy. Nie przypuszcza, że pociągnie to za sobą kolejne zwroty i zburzy jej cenny spokój. Niespodziewana diagnoza lekarska i spotkanie przyjaciółki z dzieciństwa wyzwalają w zamkniętym świecie bohaterki lawinę zmian, która zdaje się nie mieć końca.

Czy kobieta stawi czoła problemom i spełni obietnicę?

Niezwykła powieść o szukaniu drogi do akceptacji siebie, o łamaniu wewnętrznych barier oraz o tym, jak trudno nauczyć się kochać.

W przygotowaniu Piętno dzieciństwa.



Słowo o autorce:


Katarzyna Kielecka – mama dwójki dorastających muzyków, mieszkanka Łodzi, pedagog specjalny, pracuje w banku. Od lat tworzy drobne formy literackie: wiersze, opowiadania, teksty piosenek i scenariusze przedstawień dla dzieci. Pewnego dnia poczuła, że czas pomyśleć o powieści i już wie, że mogłaby pisać bez końca. Sedno życia jest jej debiutem literackim.

***

Czujecie się zachęceni do lektury?

wtorek, 19 marca 2019

Czy pierwsza miłość to ostatnia, czy ostatnia może pierwszą właśnie jest?

Jak świat światem, próbujemy odpowiedzieć na pytanie, czym jest miłość? Już od wieków poeci i pisarze starają się znaleźć odpowiednie słowa, które oddadzą jej barwę, kształt, zapach i smak. Jednak już nie raz przekonaliśmy się, że jest to uczucie, którego nie da się określić żadnymi schematami, zaszufladkować i ujarzmić.

Dziś przychodzę do Was ze zbiorem opowiadań „Pierwsza miłość”, w którym znani i lubiani autorzy polskiej literatury obyczajowej w jedenastu opowiadaniach, próbują przekazać nam wyjątkowość i piękno pierwszej miłości oraz emocje jej towarzyszące, które nie zawsze są takie, o jakich marzyliśmy.

Muszę Wam się przyznać, że podobnie jak pierwsza miłość, jest to mój pierwszy raz, kiedy zdecydowałam się sięgnąć po antologię. Jeśli jesteście w miarę regularnymi gośćmi mojego bloga, zapewne zauważyliście, że nie jestem zwolenniczką krótkich form wypowiedzi. Nie jestem bowiem przekonana, czy autorowi na niewielkiej liczbie stron opowiadania uda się napisać historię, która nie tylko będzie stanowiła spójną całość, ale przede wszystkim, wciągnie mnie na tyle, by wzbudzić moje emocje.

Zastanawiacie się teraz na pewno, dlaczego w takim razie sięgnęłam po ten zbiór opowiadań?
Jak to mówią, zawsze kiedyś musi być ten pierwszy raz, a w sytuacji, kiedy mamy coraz mniej czasu na czytanie i kiedy nie zawsze możemy pozwolić sobie nie tylko na sięganie po książki naszych ulubionych twórców tak często, jakbyśmy chcieli, ale również na poznawanie twórczości nowych autorów nam jeszcze nieznanych, zbiór opowiadań jest doskonałym sposobem na rozwiązanie naszych czytelniczych rozterek. No, a jeśli dodatkowo są to opowiadania, których wspólną płaszczyzną jest pierwsza miłość, to czemu nie spróbować.

Nie będę ukrywać, że przystępując do lektury, czułam niepewność, ale również ciekawość, jak też autorzy przedstawili nam czytelnikom, to niezwykłe uczucie, o którym jakie by ono nie było, nie zapomina się do końca życia.

Nie będę już dłużej trzymać Was w niepewności i przyznam, że zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. Dla wielu z nas pierwsza miłość kojarzy się z patrzeniem na życie przez różowe okulary, lukrem i cukrem. I właśnie tego przesłodzenia się obawiałam.

Tymczasem w moje ręce trafiło jedenaście życiowych i poruszających opowiadań, które skłaniają do refleksji i przemyśleń. Ich autorzy wzruszają, bawią, przekonują, że czasami warto zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę zawalczyć o siebie i swoje prawo do szczęścia i miłości. Miłość bowiem nie zna granic. Może zjawić się w najmniej oczekiwanym momencie, Miłość nie liczy lat.

Niezwykła wyjątkowość każdego z tych opowiadań polega na ich realnym wymiarze. Wszystko, co przeżywają, bądź wspominają ich bohaterowie, mogłoby się stać naszą historią. Być może nawet niektórzy z Was znajdą w tych opowiadaniach cząstkę własnego życia i odbiorą je z sentymentem.

Ponadto Każdy z autorów pozostawił nam przesłanie, które jeszcze bardziej podkreśla i uwydatnia istotę pierwszej miłości, która, choć u każdego z nas rodzi się w różnych okolicznościach i momentach naszego życia, często ofiarując nam nie tylko uniesienia i motylki w brzuchu, ale również smak goryczy to, mimo wszystko, każdy chce kochać i być kochanym.

Gdybym miała w jednym zdaniu określić jedną wspólną myśl przewodnią dla tego  zbioru opowiadań, myślę, że doskonale przedstawiają ją słowa jednej z piosenek zespołu Ich Troje.

„Nie wiem, czy pierwsza miłość to ostatnia, czy ostatnia może pierwszą właśnie jest”.

Nie zdradzę nic więcej. Jedyne, co mi pozostało to gorąco zachęcić Was do sięgnięcia po „Pierwszą miłość”. Jestem pewna, że czytając, wrócicie do wielu pięknych wspomnień, doświadczając całej gamy emocji od śmiechu, wzruszenia, poprzez łzy i wiarę, że miłość jest w stanie przezwyciężyć to, co niezwyciężone. Bo ona nie kończy się, nawet kiedy ktoś odchodzi.

Jeśli o mnie chodzi, to mam kilka opowiadań, do których na pewno będę wracać i za każdym razem wyciągać z nich dla siebie, coś nowego. Jestem bowiem pewna, że czytając je po raz pierwszy, nie jesteśmy w stanie dostrzec wszystkich ich wartości.

Dla mnie najbardziej wzruszającą historią, która nie tylko wywołała potok łez, ale przede wszystkim trafiła w głąb mojego serca i pozostanie w nim na zawsze, jest piękna opowieść pana Jana, podopiecznego hospicjum.

Jak wspomniałam wcześniej, sięgając po tę antologię mamy możliwość poznania twórczości autorów, po których książki nie mieliśmy jeszcze okazji sięgnąć. W moim przypadku również tak się stało. Udało mi się poznać m.in. opowiadania autorstwa: Katarzyny Bereniki Miszczuk, Joanny Szafrańskiej, Lidii Liszewskiej, czy Roberta Kornackiego i teraz wiem, że na pewno chcę sięgnąć po ich pełnowymiarowe powieści.

Ok, to ja już nic więcej nie mówię, a Wy zabierajcie się do czytania „Pierwszej miłości”. Jeśli mogłabym Wam coś doradzić, to nie czytajcie wszystkich opowiadań jednocześnie. Delektujcie się nimi, pozwólcie im w Was dojrzeć, wówczas przyjemność z lektury będzie pełniejsza.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Czwarta strona, za co bardzo dziękuję.

piątek, 15 marca 2019

Trzy sekundy wystarczą, aby zamienić twoje życie w koszmar.

Żeby upilnować małe dziecko, trzeba mieć oczy dookoła głowy, a i to często nie wystarcza.
Ileż to razy słyszymy te słowa od rodziców i opiekunów małych dzieci. Jak wszyscy wiemy dzieci, które uczą się poznawać świat, chłoną go wszystkimi zmysłami. Wszystko je ciekawi i wszystko chcą zobaczyć. Rodzic nie ma łatwego zadania, aby cały czas mieć swoją latorośl w zasięgu wzroku i dbać o jej bezpieczeństwo. A często wystarczy dosłownie kilka sekund, by chwila nieuwagi doprowadziła do tragedii, która zmieni całe nasze życie w koszmar.

Dlaczego zdecydowałam się poruszyć ten niewątpliwie trudny temat?

Otóż wczoraj skończyłam lekturę debiutanckiej książki Carme Chaparo „Nie jestem potworem”, na której kartach poznałam historie rodziców, którzy znaleźli się w centrum koszmaru, jakim stało się ich życie, kiedy w zaledwie trzy sekundy bez śladu zniknęło ich dziecko.

Wiadomość o zniknięciu dziecka zawsze budzi niemałą sensację i poruszenie wśród społeczeństwa. Tak też dzieje się i tym razem. W momencie, kiedy Madrycka policja otrzymuje zawiadomienie o tym strasznym wydarzeniu, stara się, jak najdłużej utrzymać tę informację w tajemnicy przed mediami. Niestety nie udaje się to zbyt długo, ponieważ, ku ogromnemu zaskoczeniu władz, już wkrótce reporterka jednego z kanałów telewizyjnych Ines Grau podaje do wiadomości publicznej informację o zaginięciu w centrum handlowym czteroletniego chłopca, Kike. Świat mediów zdaje się, znalazł już winnego przestępstwa, bowiem trwają spekulacje, że sprawa ta może być ściśle powiązana z niemalże identycznym zdarzeniem sprzed dwóch lat, kiedy to w takich samych okolicznościach zaginął i do tej pory nie został odnaleziony również czteroletni Nicolas.
Do prowadzenia tej sprawy zostaje przydzielona nadinspektor Ana Aren. Dla kobiety jest to nad wyraz trudna sprawa, ponieważ to ona dwa lata temu nadzorowała proces poszukiwań Nicolasa i jego porywacza. Niestety sprawca przestępstwa również do dziś pozostaje na wolności. Pani nadinspektor znajduje się w dość niekomfortowej sytuacji, ponieważ reporterka Kanału jedenastego, do której w jakiś sposób dotarł przeciek o prowadzonej przez Ane sprawie, prywatnie jest jej przyjaciółką? Czy to, Ana jest wtyczką mediów w policji?, Sprawdźcie to sami?
Mając w pamięci porażkę, jaką poniosła przed dwoma laty, Ana postanawia, że tym razem nie odpuści, dopóki chłopcy się nie odnajdą, a sprawca nie zostanie ukarany. Sprawa jednak komplikuje się, gdy zaledwie po kilku dniach z tego samego centrum zostaje porwany syn Ines. Czas ucieka, życie chłopców jest zagrożone. Czy uda się ich odnaleźć, a może jest już za późno?

Przyznajcie sami, że fabuła brzmi bardzo ciekawie i zachęca do sięgnięcia po książkę. Niestety z poczuciem niedosytu i żalem muszę stwierdzić, że w moim odczuciu autorce nie udało się do końca wykorzystać potencjału tematu, jaki podjęła w swojej książce. Pomysł na fabułę jest świetny. Problem cierpienia dzieci, zagrożenia ich życia, porwania, zaginięcia, zawsze wzbudzają w czytelniku emocje i powodują, że chcemy poznać historie, które ich dotyczą. W przypadku tej książki jednak zabrakło mi tego, czym thriller powinien się charakteryzować, czyli przede wszystkim napięcia i wartkiej akcji. 
W opisie książki czytamy:

„Nie jestem potworem, doprowadza na skraj wytrzymałości nerwowej zarówno swoich bohaterów, jak i czytelników. Ani oni, ani ty nie wyjdziecie z tego cało”.

Tymczasem ja nie czułam tego, co jest nam czytelnikom obiecywane, jeśli sięgniemy po książkę. W sytuacji, kiedy autor pisze o presji czasu w walce o życie dzieci, czytając, powinien odczuwać te emocje, czuć to, o czym pisze autor. A niestety tego, w tym przypadku zabrakło.
Akcja toczy się niespiesznie, nie ma momentów, które przyprawiają o szybsze bicie serca.

Nie znaczy to jednak, że książka jest zła, bo taka nie jest. Uważam, że to naprawdę dobry debiut autorki, któremu warto poświęcić kilka godzin swojego czasu. Poza ciekawym pomysłem na fabułę książka posiada jeszcze kilka aspektów, które są bezsprzecznie jej atutem.

Pierwszym z nich jest rozbudowanie wątków bohaterów powieści. Carme Chaparo nie skupiła się tylko na tym, jaki udział w prowadzonej sprawie mają poszczególni bohaterowie, ale także pozwoliła czytelnikom poznać sferę prywatną ich życia, co daje nam możliwość bliżej poznać i być może spróbować zrozumieć, takie, a nie inne ich wybory i decyzje oraz motywy postępowania. Kolejnym ogromnym plusem tej książki jest naprawdę zaskakujące zakończenie, które może zszokować, a już na pewno daje mocno do myślenia.

Poznając finał całej historii, zadajemy sobie pytanie, do czego jest zdolny człowiek, aby osiągnąć istotne dla siebie korzyści i przez chwilę być w centrum uwagi?

Jestem ciekawa, czy znajdziecie zrozumienie dla przestępcy i motywów jego postępowania. Czy przyznacie mu rację, że rzeczywiście nie jest potworem?
Ode mnie takiego zrozumienia sprawca cierpienia i krzywdy dzieci nie otrzymał.

Zwrócić należy również uwagę na przystępny i swobodny język i styl, którym posługuje się autorka. Sprawia on, że książkę czyta się naprawdę lekko i szybko.

Tak, więc jeśli macie ochotę na książkę, która opisuje trudną historię cierpienia rodziców po stracie dziecka oraz starania wymiaru sprawiedliwości o to, aby chłopcy wrócili szczęśliwie do swoich najbliższych i nie przeszkadza Wam niespieszny rozwój fabuły, oraz brak wyczuwalnych emocji, ale za to możecie liczyć na refleksje, przemyślenia i zaskakujące zakończenie, to jak najbardziej, jest to książka dla Was. Na jej kartach odnajdziecie na wskroś autentyczną opowieść o stracie, lęku, bólu, poczuciu winy i nadziei, która zawsze umiera ostatnia. Najbardziej przerażająca jest świadomość, że w każdej chwili to wszystko, o czym czytamy w książce, może stać się naszą historią.

Ja na pewno będę śledziła dalszy rozwój kariery pisarskiej autorki i oczywiście czekam na jej kolejną książkę.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Muza, za co bardzo dziękuję.​


wtorek, 12 marca 2019

Gdy miłość rywalizuje z pasją.

Kochani dziś porozmawiamy o naszych pasjach i zamiłowaniach, które bardzo często stanowią znaczną część naszego życia. Większość z nas ma wybraną dziedzinę, w której chce się rozwijać, ponieważ przynosi mu ona radość i sprawia przyjemność. Wówczas na poszerzanie wiedzy i szlifowanie naszych umiejętności w każdym aspekcie, który wiąże się z tym, co nas fascynuje, staramy się poświęcić, jak najwięcej czasu, po to, aby stawać się coraz lepszymi w tym, co robimy. I to jest bardzo dobre. Uważam bowiem, że życie bez pasji byłoby bardzo szare i smutne. Całym sercem popieram chęć inwestowania w siebie i to, co jest bliskie naszemu sercu.

Dziś jednak chcę opowiedzieć Wam o historii głównych bohaterów najnowszej powieści Agnieszki Lis Muzyka twojej duszy”, którzy przekonali się, że czasami pasja wymaga od nas największych poświęceń i oczekuje dokonywania trudnych wyborów, które odcisną trwałe piętno na naszej przyszłości.

Poznajcie Igora młodego chłopaka pochodzącego ze wsi, który jest dumą i nadzieją swoich rodziców. To on jako jedyny z czwórki dzieci Natalii i Dominika ma szanse zdobyć wykształcenie i być kimś. Chłopak jest bardzo zdolny, dlatego rodzice postanawiają wysłać go do szkoły z internatem, by mógł zdobyć solidne wykształcenie, które zapewni mu godne życie. Opuszczając dom, Igor otrzymuje od brata matki wyjątkowy prezent, aparat fotograficzny, który staje się początkiem jego pasji do fotografii. Skromny i pozornie niczym niewyróżniający się chłopak ukrywa się za obiektywem aparatu. Mówię pozornie niewyróżniający się, gdyż już w niedługim czasie od przyjazdu chłopaka do szkoły, nauczyciel z liceum, do którego uczęszcza Igor, dostrzega jego niezwykły talent do rysunku i fotografii. Rodzice nie są zbyt zadowoleni z kierunku, w jakim chce rozwijać się syn, ale jest ktoś, kto nie tylko wspiera naszego bohatera, ale również kocha go i pomaga mu. Kamila-dziewczyna, w którą Igor jest wpatrzony, jak w obrazek. Niestety szczęście Igora nie trwa zbyt długo, bo już wkrótce będzie musiał zmierzyć się z najbardziej dotkliwą stratą w swoim życiu.

Po kilku latach od skończenia szkoły Igor poznaje Elżbietę, dziewczynę, do której uczucie pozwala złagodzić ból, jakiego doświadczył kilka lat temu i pogodzić się z tym, z czym pogodzenie się wydawało mu się niemożliwe. Igor kocha Elżbietę i pragnie zajmować najważniejsze miejsce w jej sercu. Z biegiem czasu dostrzega jednak, że jej największą miłością jest muzyka. Elżbieta jest bardzo utalentowaną pianistką i to właśnie muzyka i gra na instrumencie stała się największą miłością jej życia. Czy miłość do zakochanego fotografa będzie silniejsza od miłości do muzyki, która gra w jej duszy? O tym musicie przekonać się sami.

Przyznam szczerze, że podczas lektury tej książki przez bardzo długi czas czułam się zdezorientowana, nie do końca rozumiejąc, jaki był zamysł autorki, że postanowiła tak, a nie inaczej skonstruować całość fabuły. Już tłumaczę dlaczego. Otóż początkowo miałam wrażenie, że w jednej książce czytam dwie odrębne historie dwójki niezwiązanych ze sobą ludzi. Cała powieść została podzielona na rozdziały zatytułowane odpowiednio On i Ona. Rozdziały On opisują niełatwe życie Igora, którego los boleśnie doświadczył i zmusił do pokonana trudnej drogi po to, aby być tym, kim jest tu i teraz. Natomiast rozdziały Ona ukazują życie sławnej pianistki Isabel, która kupując wspólnie ze swoim partnerem dom na drugim końcu świata, odcina się od ludzi. Całe swoje życie podporządkowuje koncertowaniu i muzyce klasycznej. Jej niekwestionowana sława i prestiż pozwalają jej dyktować warunki. Poznając koleje jej życia, przekonujemy się, że kobieta przed czymś ucieka i już niebawem będzie musiała wrócić do miejsca, o którym wolałaby na zawsze zapomnieć. Jaką rolę w jej życiu pełni w takim razie Igor? Na to intrygujące pytanie znajdziecie, odpowiedz na kartach książki.

Ja sama, dopóki nie poznałam na nie odpowiedzi, czułam się zagubiona, ale kiedy poznajemy odpowiedzi na nurtujące nas pytania i wątpliwości, cała opowieść pięknie się uzupełnia, pozwalając czytelnikowi poczuć szeroką gamę przepełniających ją emocji i wzruszeń. Kiedy wszystko staje się jasne, dociera do nas wyjątkowość tego, czego pozwoliła nam doświadczyć autorka.

Do mnie samej bardziej trafiły i przemówiły wątki poświęcone postaci Igora i to z nim bardzo się zżyłam. Było mi go bardzo żal i nawet łezka w oku mi się zakręciła, kiedy czytałam o tym, jak bardzo wiele w życiu musiał przejść. Mimo że był młodym człowiekiem, który opuszczając rodzinny dom, dopiero wkracza w samodzielne życie i zupełnie obcy świat, to niestety bezwzględny los zmusił go do bardzo szybkiego dorastania i podniesienia się po okrutnym ciosie, jaki bez ostrzeżenia mu zadał. Trzymałam kciuki za to, by znalazł w sobie siłę i determinację do tego, aby się nie poddać i walczyć o własne marzenia.
Natomiast Isabel niestety nie udało mi się obdarzyć sympatia. To bardzo irytująca kobieta, która zachowuje się jak zadufana w sobie dziewczynka, która nie dostrzega nikogo i niczego, poza tym, co dla niej ważne, a wszyscy wokoło skaczą wokół niej na paluszkach.

Reasumując, „Muzyka Twojej duszy”, to opowieść o sile ludzkich marzeń i pragnień. O poświęceniu i wyborach, które nigdy nie pozostają bez wpływu, na późniejszy kształt naszego życia. To także dowód na to, jak bardzo nieprzewidywalne bywa życie, niestety nie zawsze w taki sposób, w jaki byśmy sobie tego życzyli. Znajdziecie tutaj ból, cierpienie, upadki, ale także wzloty, nadzieje, marzenia, miłość i przyjaźń. Gdybym miała wskazać, to co zaliczyłam na minus tej książki, byłyby to dwie rzeczy. Po pierwsze zbyt długie oczekiwanie na to, aby wątki obojga bohaterów zaczęła się uzupełniać i tworząc spójną całość. Po drugie irytujące zachowania Isabel. Niemniej jednak zachęcam Was gorąco, abyście sięgnęli po tę książkę. Na pewno wszystko, czego doświadczycie podczas czytania, nie pozostanie bez wpływu na wasze serca i dusze.

A Wy ile bylibyście w stanie poświęcić dla swojej pasji?

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Czwarta strona, za co bardzo dziękuję.



poniedziałek, 11 marca 2019

Zapowiedź: Tam, gdzie serce twoje - Krystyna Mirek






Tytuł: Tam, gdzie serce twoje
Autor: Krystyna Mirek
Premiera: 13.03.2019
Wydawnictwo: Filia










Podobno los zawsze daje drugą szansę. Jednak Ci, którzy ją przegapią, muszą przygotować się na wiele komplikacji…
Laura poświęciła wszystko dla swojego małżeństwa. Stała się mistrzynią kompromisu, w końcu z roku na rok miała mniej do powiedzenia. Aż pewnego dnia o czwartej nad ranem coś w niej pękło. Rzuciła wszystko i udała się w podróż na drugi koniec Polski, nad morze, by odzyskać swoje serce. 
Albert dawno temu znalazł prawdziwy skarb. Wyłowił z morza wyjątkowe złoże bursztynu. Z nikim się nie podzielił, ukrył je głęboko. Podobnie zamknął swoje serce. U schyłku życia postanowił naprawić wyrządzone krzywdy. Szybko jednak przekonał się, że to nie takie proste. 
W małym nadmorskim pensjonacie Laura spotyka ludzi, którzy serdecznie ją przyjmują, chociaż podobnie jak ona, znajdują się na życiowych rozstajach. 
Każde z nich szuka miłości, największego skarbu, który zwykle ukrywa się tam, gdzie wzrok nie sięga. Czy uda im się ją odnaleźć?



***

Kolejny tytuł, któremu nie mogłam się oprzeć,  a Was zainteresował?

piątek, 8 marca 2019

Najtrudniej jest walczyć o siebie.

Kochani dziś porozmawiamy o tym, jak bezwzględnym przeciwnikiem potrafi być życie. Okrutny los, doświadczając nas każdego dnia, potrafi rzucić nas na kolana i złamać na resztę naszych dni. Zapewne wielu z Was zastanawia się teraz, czy zdecydowałam się poruszyć ten temat w kontekście własnych przeżyć i doświadczeń. Cóż, bywają chwile, kiedy życie mnie nie oszczędza, jak z pewnością każdego z Was, ale tym razem nie będziemy mówić o mnie, bowiem do tak trudnych przemyśleń skłoniła mnie, lektura książki Kate McCarthy „Walcząc o odkupienie”.


Moi drodzy, czy kiedykolwiek oglądając, chociażby wiadomości i słysząc kolejne doniesienia o wojnie w Afganistanie, zastanawialiście się, dlaczego walczący w niej żołnierze zdecydowali się poświęcić własne życie, opuszczając rodziny i przyjaciół?
Przyznam szczerze, że ja sama do tej pory nie poświęcałam tej kwestii zbyt wielu swoich myśli.
Wiele jednak zmieniło się po przeczytaniu książki, o której chcę Wam opowiedzieć kilka słów. A dlaczego, o tym przekonacie się już za chwilę.

Poznajcie Ryana mężczyznę, który walczy w niebezpiecznej misji w Afganistanie. Służba w elitarnej jednostce, której dziś jest częścią od zawsze była jego marzeniem. Jednak, kiedy poznamy bliżej historię naszego bohatera, przekonamy się, że za marzeniem tym od najmłodszych lat wówczas chłopca, kryła się próba ucieczki przed trudnym dzieciństwem, krzywdą i doznanym cierpieniem. Co więcej, już będąc dzieckiem, poznał, jak wielki ból trawi serce człowieka, kiedy traci bliską osobę i czuje się winny tej straty.
Jest jednak ktoś, o kim nie może zapomnieć.

Finaly Tonner jest siostrą najlepszego przyjaciela Ryana. Mężczyzna kocha ją od zawsze i chce ją chronić także przed samym sobą, gdyż żyje w przeświadczeniu, iż, ktoś taki jak on, na kim ciąży poczucie winy zniszczyłby kobiecie życie, a ona zasługuje na wszystko, co najlepsze.
Tak mija sześć długich lat, w których czasie Ryan i Finlay nie mieli ze sobą kontaktu. Po tym czasie wystarczy jednak tylko chwila, by na nowo obudzić skrywane uczucia i rozpalić pożądanie.
Niestety ta historia to bolesny i rozrywający serce czytelnika dowód na to, że miłość nie zawsze leczy wszystkie rany i nie jest w stanie przezwyciężyć wszystko. Koniecznie przekonajcie się dlaczego.

Walcząc o odkupienie” to bardzo przejmująca i autentyczna powieść o cierpieniu, poświęceniu własnego szczęścia i miłości w imię walki o odkupienie własnych win. To świadectwo niezwykle silnych więzi łączących przyjaciół. To także zapis strachu i lęku, które każdego dnia towarzyszą rodzinom, których ojciec, syn, mąż, ukochany walczą, nie wiedząc, czy będzie im dane wrócić szczęśliwie do domu rodzinnego.



Autorka poruszając tak trudy temat, uświadamia nam czytelnikom, jak wielki koszt ponosi każdy, kto bierze udział w wojnie. Wielu z młodych mężczyzn poświęca swoją szansę na szczęśliwie i spokojne życie i niestety na wojnie kończy swoje życie, a ci, którzy z niej wracają, nigdy już nie będą tacy sami, ponieważ już na zawsze pozostanie z nimi piekło, którego doświadczyli.

Większości z nas żołnierze jawią się jako silni, nieustraszeni mężczyźni, których nic nie jest w stanie złamać. Perypetie głównego bohatera opisane na kartach tej książki zadaje tej wizji kłam. Jednocześnie przekonujemy się, że dla Ryana najtrudniejsza walka dopiero się zaczyna. Będzie to walka o samego siebie.

Bez wątpienia „Walcząc o odkupienie” to jedna z najlepszych książek, jakie do tej pory przeczytałam. Od pierwszej strony wzbudziła we mnie ogromną gamę emocji, które zawładnęły mną bez reszty. Płakałam, czułam żal, smutek, strach, ale także nadzieję na to, że Fin i Ryan wreszcie zaznają szczęścia i spokoju, którego tak bardzo potrzebują. Trzymałam kciuki za to, aby doświadczyli ulgi, jaką niesie ze sobą przebaczenie sobie i innym.

Całym sercem zachęcam Was do lektury tej wspaniałej książki, która zawładnie waszym sercem i duszą nie pozwalając o sobie zapomnieć. Tym razem nie mam słów, które byłyby odpowiednie do tego, aby oddać wyjątkowość tej książki. Czegokolwiek nie napiszę i tak będzie to zbyt mało, więc po prostu przeczytajcie i przekonajcie się sami.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Niezwykłe, za co bardzo dziękuję.


środa, 6 marca 2019

Zapowiedz: " Gdy opadły emocje" - Aneta Krasińska.

Kochani, dziś - wspólnie z wydawnictwem Szara Godzina - chciałabym zaprezentować Wam zapowiedz pierwszego tomu ciekawie zapowiadającej się trylogii autorstwa Pani Anety KrasińskiejGdy opadły emocje".

Opis wydawcy:

Spotkanie po latach może skutkować sporą dawką emocji i zmianą życiowych planów.
Marcelina jest mężatką wychowującą nastoletnie bliźnięta. Bywa przytłoczona codziennymi obowiązkami. Od czasu do czasu jej przyjaciółka Magda próbuje to zmienić. Tym razem namawia koleżankę do udziału w imprezie zorganizowanej dwadzieścia lat po maturze. Spotkanie otwiera niezabliźnione rany.
Gdy opadły emocje to pierwsza część trylogii. Każdy tom poświęcony jest rozterkom innej osoby w związku z wydarzeniami z czasów liceum, gdy tworzyli zgraną grupę z nadzieją patrzącą w przyszłość.
W przygotowaniu: Gdy nadeszło życie i Gdy powrócił spokój.

Premiera 25.03.2019
ISBN 978-83-66201-21-7
Cena 29,90 zł
Objętość 240 stron
Format 145 × 205 mm, oprawa miękka

Skusicie się?

sobota, 2 marca 2019

Patronat medialny: "Uwikłani. Tom II" Adrianna Rak.

Moi drodzy, dziś mam ogromną przyjemność zaprezentować Wam przedpremierową recenzję najnowszej książki autorki i blogerki Adrianny Rak „Uwikłani. Tom 2”, która jest kontynuacją cyklu „Agata i Piotr”. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji przeczytać mojej recenzji pierwszego tomu, zapraszam serdecznie tutaj.
Przyjemność i zaszczyt jest tym większy, że blog Kocie czytanie objął ten tytuł patronatem medialnym.

Zanim jednak opowiem Wam o samej książce, chciałabym, abyście wiedzieli, czym kieruję się, decydując się na obicie patronatem tego tytułu. Otóż dla mnie książka musi dotykać problemów realnych, które mogłyby mieć odzwierciedlenie w życiu każdego z nas. Wiedząc, że Adrianna Rak nie boi się podejmowania w swoich książkach właśnie takich wyzwań, z ogromną radością podjęłam się współpracy i już teraz mogę zdradzić Wam, że moje oczekiwania zostały w pełni spełnione. Jednak więcej na ten temat, przeczytacie  za chwilę, w dalszej części recenzji.

Jeśli decydujemy się na zbudowanie z kimś związku, musimy zdawać sobie sprawę z tego, że, nic i nikt nie może zagwarantować nam jego trwałości. W życiu zdarzają się sytuacje, które bardzo mocno wpływają zarówno na jego kształt, jak i szansę przetrwania.

Agata i Piotr, główni bohaterowie powieści, choć kochają się miłością szczerą i prawdziwą, doświadczyli z powodu tego uczucia już bardzo wiele cierpienia i łez. Choć cierpią, zdają sobie sprawę, że nie mogą myśleć tylko o tym, co ich łączy, ponieważ Piotr ma bardzo skomplikowane życie rodzinne, w którym przede wszystkim musi myśleć o swoim synu. W momencie, kiedy po raz kolejny odwiedzamy tę dwójkę, wydaje się, że najtrudniejsze decyzje i wybory zostały już podjęte i teraz potrzeba czasu, który uleczy rany. Jednak, jak wiadomo, życie ma to do siebie, że potrafi zaskakiwać w najmniej spodziewanym momencie. Nie zdradzę oczywiście, co takiego się wydarzy, powiem tylko, tyle że jedna wiadomość, którą usłyszy Agata, zupełnie odmieni wcześniej podjęte postanowienia. Tym razem to, głównie Piotr, będzie musiał wziąć wreszcie swoje życie we własne ręce i zawalczyć o to, na czym w życiu najbardziej mu zależy.



Trzeba przyznać, że uczucie, które zrodziło się między Agatą i Piotrem, doskonale odzwierciedla tytuł książki. Los uwikłał ich bowiem w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Na szczęście Agata może liczyć na wsparcie swojej przyjaciółki Basi, która zawsze służy dobrym słowem. Natomiast Piotr nie ma zupełnie nikogo, kto mógłby mu pomóc. A jakby tego, było mało, życie uparcie zatruwa mu Karolina.
Rozdarty wewnętrznie będzie musiał wiele przemyśleć.
Ale czy ostatecznie nasi bohaterowie zaznają szczęścia u swojego boku, o tym musicie przekonać się sami.

W tej części cyklu poza dalszym ciąg perypetii głównych bohaterów autorka bardzo ciekawie rozwinęła wątek dotyczący postaci Basi. Jako oddana przyjaciółka wiernie trwa przy Agacie, jednak potrafi też nieźle namieszać, budząc przy całej sympatii do jej postaci złość w czytelniku. Jest kilka sytuacji z jej udziałem tej bohaterki, kiedy czytając, mamy ochotę krzyczeć i zgrzytać zębami krzycząc „kobieto, coś ty najlepszego zrobiła!”.
W życiu osobistym Basi Pojawia się ktoś, kto również bardzo wzbogaca całą historię z uwagi na trudną przeszłość mężczyzny. Czy do Basi i Witka uśmiechnie się dobry los? Musicie to koniecznie sprawdzić.

Jak widzicie, czytelnik na kartach tej książki spotyka różnorodne postaci. Zarówno te pozytywne, które stają się bliskie naszemu sercu, jak i te negatywne, których postępowanie podnosi nam ciśnienie. Bardzo ciekawe kreacje bohaterów w połączeniu z niespodziewanymi zwrotami akcji sprawiają, że książkę czyta się w mgnieniu oka. Dodatkowo wspomniana przeze mnie wcześniej autentyczność wykreowanej fabuły sprawia, że bardzo mocno przeżywamy i odczuwamy wszystko to, co spotyka głównych bohaterów. Życzymy im jak najlepiej, a jednocześnie do końca boimy się o ich szczęście. Oczywiście za sprawą życiowej tematyki, podczas lektury, nie da się uniknąć pytania:
A co by było, gdybym to ja stała się częścią podobnej historii? Czy dokonałabym takich samych wyborów? Czy podjęłabym podobne decyzje?

„Uwikłani. Tom 2” to książka, która dostarczy Wam wielu refleksji i zapewni całą gamę uczuć i emocji. Od smutku, rozpaczy, zwątpienia, lęku i niepewności poprzez złość, aż do radości i nadziei. Gorąco Wam polecam ten tytuł z uwagi na to, że jest to książka, która z pewnością trafi do Waszych serc. Wobec tego, co skrywają jej karty, nie da się pozostać obojętnym. U mnie nie obyło się bez łez, a wszystko przez zakończenie, które rozerwało mi serce.

Na zakończenie chciałabym gorąco podziękować autorce za tak niezwykłe wyróżnienie, jakim jest patronat, jak również za powierzone mi zaufanie. Z całego serca dziękuję i z niecierpliwością czekam na kolejne książki.




Jeśli udało mi się zachęcić Was do przeczytania książki, to już niedługo będziecie mieli taką możliwość, gdyż jej premiera odbędzie się już 8 marca 2018 roku.

Recenzja powstała we współpracy z Autorką oraz wydawnictwem WasPos, za co bardzo dziękuję.