wtorek, 18 czerwca 2024

Zapowiedź patronacka : "Opowieści małej gwiazdeczki" oraz "Smok czy Smog? " Elżbieta Stępień/ Literatura dziecięca / Wznowienie


Z
awsze niezmiernie się cieszę, kiedy dowiaduję się, że książki naszych rodzimych autorów są wznawiane. Oznacza to bowiem, że czytelnicy chętnie po nie sięgają i chcą, aby jak najdłużej były one dostępne na naszym rynku wydawniczym. Moja radość jest jeszcze większa, kiedy mogę objąć je swoją opieką medialną i wam je polecać. Dziś przychodzę do was ze wspaniałą informacją o wznowieniu dwóch książeczek dla dzieci autorstwa Elżbiety Stępień „Opowieści małej gwiazdeczki” oraz „Smok czy Smog?”. Tym razem, autorka oddaje je w nasze ręce jako samo wydawca, dlatego prosimy o wsparcie i szerzenie wieści o nich w przestrzeni internetowej. Już wkrótce opowiem o każdej z nich trochę więcej, a teraz zostawiam dla was ich okładkowe opisy.

***

Opowieści Małej Gwiazdeczki

Kilkuletnia Małgosia musi po powrocie ze szpitala przebywać dłużej w domu. Czas umila jej swoimi opowieściami przyjaciółka z Gwiezdnej Krainy. Mała Gwiazdeczka w bajkowy sposób wprowadza młodego czytelnika w świat wartości takich jak: przyjaźń, ochrona przyrody, akceptacja siebie, umiejętność zgodnego współżycia w grupie czy wytrwałość w chorobie. Każda z opowieści Gwiazdeczki, porusza inny temat. Pojawią się tu wątki tajemniczych wydarzeń w Gwiezdnym Przedszkolu, m.in. nagłego zniknięcia Czarnej Dziury. Wielu wzruszeń dostarczy opowieść „O tym, jak Biedroneczka, kropeczkę zgubiła”. Młody czytelnik może również podążyć tropem pewnych pszczółek, które postanowiły się wyprowadzić. Książka jest pełną przygód historią mieszkańców Gwiezdnej Krainy i innych tajemniczych miejsc. Opowieści Małej Gwiazdeczki to również okazja do pobudzenia wyobraźni, czy rozmów na bliskie dzieciom tematy. Ciepło treści tej książki bez wątpienia poruszy serce każdego czytelnika. Tego małego i tego większego. Jakie opowieści snuje Mała Gwiazdeczka? Czy spodobały się ona bohaterce? Warto się przekonać.


***

Smok czy Smog?

„Smok czy Smog? „To książka skierowana do przedszkolaków i dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Zawiera opowiadania i wiersze o tematyce ekologicznej, dotyczące zanieczyszczeń powietrza, lasów, rzek. Jest świetnym materiałem inspirującym nauczycieli i rodziców do rozmów o ekologii, kształtowania właściwych postaw przyjaznych środowisku.

Wśród plastikowych butelek krąży legenda, że jeśli butelka była naprawdę grzeczna, to może się przemienić w inną rzecz. Czy naszej buteleczce to się uda? A może to tylko bajki dla grzecznych butelek? Czy wyobrażacie siebie świat, w którym drzewa to eksponat w muzeum? Czy rzeki mają marzenia? Na co skarżył się mały wilczek? Jakie kłopoty miał pewien jeż? Czy żabki są zadowolone z nowego stroju? Odpowiedzi na te pytania można poznać, sięgając do wierszy i opowiadań z zawartych w tym zbiorze. Wpadające w ucho wiersze i opowiadania oraz piękne ilustracje, na pewno zachęcą dzieci do dbania o środowisko.

[Materiał reklamowy] Autorka Elżbieta Stępień.


sobota, 15 czerwca 2024

"Stefania i wojna" Agata Pakuła

Nie ulega wątpliwości, że wojna jest najbardziej destrukcyjnym czynnikiem w życiu człowieka. Jej okrucieństwo pozbawia nas tak bardzo ważnego dla nas poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji. Wzbudza strach o życie i niepewną przyszłość naszą i naszych bliskich, ale także, o czym przekonacie się, czytając najnowszą książkę Agaty Pakuły „Stefania i wojna”, wyzwala w nas ogromną siłę, o którą w sytuacji pokoju samych siebie byśmy nie podejrzewali.

Musicie wiedzieć, że dla samej autorki jest to powieść szczególna i wyjątkowa. Już teraz zapewniam was, że taka też stanie się dla każdego, kto zechce po nią sięgnąć, do czego gorąco zachęcam. A to dlatego, że na jej kartach poznamy historię inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami, które zupełnie i bezpowrotnie odmieniły życie dziadków pisarki Stefani i Franciszka Knapczyków w obliczu niespodziewanego wybuchu II wojny światowej. Jest to druga książka Agaty poświęcona tym bolesnym przeżyciom. W pierwszej z nich, która nosi tytuł „Przez 581 dni byłem tylko numerem” możemy poznać je z perspektywy wspomnień dziadka Franciszka. Natomiast teraz niemal namacalnie doświadczymy ich oczami właśnie Stefanii.

Jeśli ktoś z was uważa, że kobiety to słaba płeć, to już za chwilę przekona się, jak bardzo się myli. Poprzez koleje losów głównej bohaterki, które tak naprawdę są mocno poruszającym świadectwem losów wielu kobiet, którym przyszło żyć i odnaleźć się w wojennej rzeczywistości pod okupacją niemiecką. Przekonacie się bowiem, do jak wielkich, wręcz heroicznych czynów zdolna jest kobieta, aby chronić tych, których kocha najbardziej.

Wraz z pierwszym rozdziałem książki trafiamy do niewielkiej zagórzańskiej wioski do domu małżonków, w którym dzieje się cud narodzin ich pierwszego dziecka. Ich radość z tak pięknego wydarzenia nie potrwała jednak długo, gdyż zmąciły ją wieści o przekroczeniu granicy Polski przez wojska niemieckie, które niestety bardzo szybko okazały się bolesną prawdą. Lęk i trwoga ogarnęły tę niewielką zamkniętą społeczność. Z dnia na dzień sytuacja staje się coraz bardziej groźna. Dochodzi do licznych wysiedleń, w wyniku których ludzie zmuszani są do opuszczenia swoich domów, będąc pozbawianymi dobytku całego życia. Wróg nie okazuje litości, przeprowadzane są zbiorowe egzekucje. Choć małżonkowie nie tracą nadziei na to, że uda im się razem przetrwać ten trudny czas, nadchodzi dzień, w którym ku przerażeniu Stefanii Franciszek zostaje aresztowany, a ona podobnie jak wiele innych kobiet zostaje zupełnie sama z już trojgiem dzieci. Pozbawiona wsparcia, opieki i ochrony męża musi zrobić wszystko, co w jej mocy, aby jej dzieci były bezpieczne.

To właśnie wielka matczyna miłość nie pozwala Stefanii się załamać i poddać. Autentyzm wszystkiego, o czym w książce przeczytamy, chwyta czytelnika za serce i sprawia, że ogromne poświęcenie, determinacja i odwaga tej kobiety wzbudzają nasz wielki podziw i uznanie. Jednak z pewnością te wszystkie druzgocące przeżycia, trudne decyzje i ciężkie wybory, którym Stefania musiała stawić czoła i które musiała podjąć, byłyby o wiele trudniejsze, gdyby nie dar pięknej przyjaźni i jej mocy, którą przez cały czas czuła.

Przyznam szczerze, że książkę czytałam ze ściśniętym gardłem, a łzy niejednokrotnie płynęły mi po twarzy. Choć liczy sobie ona tylko niewiele ponad sto stron, to ładunek emocjonalny, który za sobą niesie, jest naprawdę duży, dlatego musiałam robić sobie przerwy w jej czytaniu, aby ochłonąć. Los Stefanii i Franciszka stał mi się bardzo bliski, dlatego mocno trzymałam kciuki, aby ich piękna miłość stała się ich mocą przetrwania, która pomoże Franciszkowi dotrzymać danej żonie obietnicy i wrócić do niej oraz dzieci. Książka została napisana tak bardzo sugestywnie, że miałam wrażenie, iż jestem częścią wszystkiego, o czym czytam, czego nikomu z nas nie życzę. Jestem przekonana, że z uwagi na to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą i wszyscy zdajemy sobie sprawę, że niestety historia może się powtórzyć, ta opowieść trafi do nas z jeszcze większą mocą.

Na zakończenie chcę podziękować autorce za to, iż ocaliła tak ważną część życia swoich dziadków od zapomnienia, a nam czytelnikom zaufała na tyle, aby powierzyć ich osobiste i trudne doświadczenia życiowe. Na pewno nie było to łatwe zadanie, ale poradziła sobie z nim doskonale. Zdaję sobie sprawę, że będą osoby, które uznają, że nie są gotowe na tak ciężką tematycznie książkę. Nie obawiajcie się jednak, gdyż, pomimo iż poruszy ona każde serce, to na pewno nie przytłoczy. Jest napisana lekkim stylem i  angażuje nas w bieg toczących się wydarzeń tak mocno, że niepostrzeżenie docieramy do jej końca. Macie moje słowo, że  na pewno już nigdy nie pozwoli o sobie zapomnieć.

[Materiał reklamowy] Autorka Agata Pakuła

czwartek, 13 czerwca 2024

"Matylda. Droga ku marzeniom" Aneta Krasińska

Dziś czuję się naprawdę wyjątkowo, gdyż przychodzę do was, żeby opowiedzieć o niezwykłym spotkaniu, na które bardzo czekałam i którego byłam niezmiernie ciekawa. A było to spotkanie literackie z moją i zapewne nie tylko moją książkową przyjaciółką Matyldą Daszkowską. Bohaterką cyklu „Matylda” autorstwa Anety Krasińskiej.  Było to już nasze drugie spotkanie, gdyż tę wówczas wspaniałą dziewczynkę, która skradła nie tylko moje, ale także wielu czytelników serce, poznaliśmy w pierwszej odsłonie cyklu wydanego pod opiekuńczymi skrzydłami wydawnictwa Skarpa Warszawska „Matylda. Droga ku przyszłości”. Już wówczas pokochaliśmy ją za jej imponującą dojrzałość, odpowiedzialność i nieustanne dążenie do zbudowania dla siebie lepszej przyszłości, na którą tak bardzo zasługuje, a która w dniu, kiedy opuszczała swój rodzinny dom na wsi rysowała się bardzo niepewnie. Tym razem możliwość poznania dalszych losów już młodej kobiety daje nam powieść „Matylda. Droga ku marzeniom” będąca bezpośrednią kontynuacją pierwszej części, po której lekturze swoimi wrażeniami chcę się teraz z wami podzielić.

Opisane na kartach powieści wydarzenia obejmują siedem lat życia dziewczyny w prężnie rozwijającej się, aczkolwiek biednej Łodzi, w której życie naprawdę było ciężkie. I jak sam tytuł wskazuje, są zapisem wielu przeciwności losu, które kobieta musiała przejść, by mieć szansę, ale w żadnym razie pewność na spełnienie swoich marzeń. Jeśli choć trochę znacie historię tamtego okresu, to możecie się domyślać, że będzie to dla niej, jako kobiety, która chce dla siebie czegoś więcej, aniżeli wypełniania roli żony i matki, do której każda dziewczynka była wtedy wychowywana bardzo trudna droga. Jak się przekonacie, śledząc jej perypetie niemalże każdy dzień jej codzienności to nieustanna nierówna walka.

Matylda jest osobą bardzo ambitną, która chce się uczyć i rozwijać, a także realizować swoją pasję. Jednak w świecie zdominowanym przez mężczyzn, gdzie ciągle umniejsza się roli kobiety w społeczeństwie, nikt zdaje się nie doceniać wszystkiego, co robi, aby dążyć do osiągnięcia wyznaczonych sobie celów. Ta niesprawiedliwość niczym zadra tkwi w jej sercu, choć boi się mówić o niej głośno. Obserwujemy początki kształtowania się praw kobiet, które postrzegane, jako słabsze i niebędące w stanie z niczym samodzielnie sobie poradzić spychane są na margines zamkniętego świata mężczyzn i tylko niektóre mają w sobie odwagę, by próbować się do niego przedostać. Postać i postawa Matyldy jest głosem tamtejszych kobiet, które tak, jak ona musiały udowadniać, że są w stanie spełniać swoje marzenia, co więcej na równym mężczyznom poziomie. To, co dla mężczyzn było takie prosto i łatwo dostępne, dla płci przeciwnej było tym, o co musiały stawać do ciągłej walki. Koniecznie przeczytajcie książkę i przekonajcie się, czy bohaterce starczy wytrwałości, aby się nie poddać i zawalczyć o to, czego tak bardzo pragnie.

Nasza Matyldzia nie byłaby jednak sobą, gdyby myślała wyłącznie o sobie i własnym życiu. Jej dobre serce zawsze ma na względzie tych, którzy w jej życiu są najważniejsi, a więc rodzinę i przyjaciół. Teraz kiedy po śmierci matki ojciec ożenił się po raz drugi, wie, że w domu rodzinnym, gdzie niepodzielną panią na włościach stała się macocha, nie ma czego szukać i może liczyć tylko na siebie. Co więcej, sama stała się niejako matką dla swoich dwóch braci, którzy nie chcą dłużej pozostać w domu na wsi. Teraz mają tylko siebie i muszą sobie poradzić, co bywa trudne, gdyż trosk i niepokojów nie brakuje, a życie zsyła kolejne wyzwania i trudy.

Codzienność toczy się swoim rytmem. Przyjaciele układają sobie życie, co od niektórych z nich wymaga przeciwstawienia się planowi, jaki na to życie ułożył za nich ktoś inny. Matylda również coraz częściej myśli o zbudowaniu związku i poznaniu smaku miłości. Niestety boleśnie przekonuje się, że miłość tak samo, jak jest piękna i słodka, również niespodziewanie może zawieść nasze nadzieje, przysporzyć bólu i rozczarowań.

Z pełnym przekonaniem uważam, że każdy powinien przeczytać ten cykl. A szczególnie powinna sięgnąć po niego każda kobieta, po to, by docenić swoje życie i uświadomić sobie, że właśnie dzięki takim kobietom, jak jego główna bohaterka dziś możemy cieszyć się nim w pełni i kształtować je nie czując się gorsze i niedoceniane. Po raz kolejny autorka oddała w nasze ręce mocno autentyczną, refleksyjną, poruszającą opowieść dziejącą się na tle historii. Mnie pochłonęła bez reszty i wzbudzała naturalną potrzebę przytulenia i pocieszenia Matyldy, a także dodania jej wiary w siebie i utwierdzenia jej w słuszności tego, co robi. Pokochałam ją całym sercem, dlatego z rosnącą ciekawością tego, czego jeszcze doświadczy książkę przeczytałam w mgnieniu oka. A wraz z ostatnim rozdziałem Aneta zaserwowała nam zaskakujący plot twist, który dla Matyldy jest kolejną podróżą w nieznaną przyszłość, a w nas czytelnikach podsyca rosnące zainteresowanie trzecią częścią cyklu, na którą mam nadzieję, nie będziemy musieli długo czekać.

[Materiał reklamowy] Wydawnictwo Skarpa Warszawska 

wtorek, 11 czerwca 2024

"Szalone noce w Paryżu" Wioletta Piasecka

Jesteśmy już u progu zbliżających się wakacji, a więc czas pakować walizki na z pewnością niezapomniane wyjazdy wypoczynkowe. My wielbiciele czytania, doskonale wiemy, że w naszym bagażu może zabraknąć wszystkiego, ale książki koniecznie muszą się w nim znaleźć. Już od kilku tygodni piszecie do mnie wiadomości prywatne z prośbą o polecenie takich, które będą idealną wakacyjną lekturą. Dziś w odpowiedzi na wasze zapytania chcę zaprezentować wam najnowszą powieść Wioletty Piaseckiej „Szalone noce w Paryżu”, którą bez wątpienia warto zabrać ze sobą na urlop.

Autorka doskonale wie, że książki, które czytamy w momencie, kiedy chcemy się odprężyć i po prostu wypocząć powinno czytać się lekko i przyjemnie. To właśnie zapewni nam historia, która czeka na nas na kartach jej najmłodszego literackiego dziecka, ale Wiola nie byłaby sobą, gdyby nie dostarczyła swoim czytelnikom emocji, a także powodów do refleksji i przemyśleń, opierając fabułę kreowanej przez siebie opowieści o ważne i bardzo życiowe aspekty, o czym możemy przekonać się już na początku opisanych w książce wydarzeń.

Wraz z rozpoczęcie czytania poznajemy ich główną bohaterkę Inkę Brzeską. Inka jest młodą kobietą, która od siedmiu lat nosi na swoich barkach brzemię zawiedzionych nadziei i pragnień swojego ojca, które według niego zaprzepaściła, wykazując się skrajną nieodpowiedzialnością, kiedy była jeszcze bardzo młodą osobą. Dziś samotnie wychowuje sześcioletniego synka, a przez te wszystkie lata jej wielkim pragnieniem jest odzyskanie uznania ojca, ze strony którego jedyne, czego teraz doświadcza to nieustanne złośliwości i uszczypliwości. Kobieta chce być, jak najbardziej samodzielna, ale chce także móc spełniać swoje marzenia. Od zawsze interesowała się modą i to właśnie z nią chciałaby związać swoją przyszłość. Swego rodzaju przepustką do tego świata mody miała być praca w agencji reklamowej, dla której porzuciła stabilne zatrudnienie. Niestety w nowym miejscu pracy Inka nie czuje się jak pełnoprawny pracownik, a raczej pomoc dla swoich współpracowników. Tym bardziej ogromne jest jej zaskoczenie, kiedy  przełożony właśnie ją deleguje na dwutygodniowy wyjazd szkoleniowy do Paryża, a więc niezwykłej stolicy  mody.

Inkę przepełnia wiele obaw i niepewności, ale także wiara w to, że ten wyjazd może zmienić wiele w jej życiu. Zarówno zawodowym, jak i prywatnym. Towarzyszący Ince strach przed podróżą na szczęście pomaga rozproszyć poznany na lotnisku Oskar Rozner. Młody mężczyzna również tym samym lotem podróżuje do Francji. Towarzyszka podróży wywiera na nim ogromne wrażenie, a i on sam przyprawia ją o drżenie serca. Paryż to również najpiękniejsze miasto miłości, która zrodziła się w nich niemalże od pierwszego wejrzenia.

To niezwykłe urokliwe miasto kusi do tego, aby będąc tutaj zapomnieć o trudnej rzeczywistości. Mentalność tamtejszych ludzi skłania do tego, żeby żyć tu i teraz, nie zamartwiając się tym, co będzie później. Tak też swoje wspólne szalone noce postanawia spędzić nasza dwójka. Wzajemnie obdarowują się gorącym uczuciem. Z ich ust pada wiele pięknych zapewnień o miłości, a skradzione w zaułkach urokliwych uliczek pocałunki, przepełnione są żarem pożądania. Ani Inka, ani Oskar, który jak się przekonacie, czytając książkę, jest mężczyzną po przejściach, nie zdobywają się na to, aby szczerze ze sobą porozmawiać. Tylko czy na kłamstwie można zbudować coś, co będzie miało solidne podstawy, by przetrwać? Odpowiedź wydaje się oczywista i ta para wkrótce również się o tym dotkliwie przekona. Koniecznie przeczytajcie książkę i sprawdźcie, czy uda się uratować piękne uczucie, które tak łatwo zniszczyć.

Jak możemy przeczytać w słowie od autorki, poznając Paryż opisany w książce, poznajemy go takim, jakim poznała go sama Wiola. Zaprosiła nas na cudowny spacer jego uliczkami, które sama przemierzała. Ta powieść każdemu, kto spędzi z nią swój wolny czas, zapewni ogromną przyjemność czytelniczą, ale także doda sił w walce o siebie i swoje marzenia, które naprawdę się spełniają, tylko trzeba na ich spełnienie dać sobie szansę. Jednak w tej naszej drodze ku marzeniom, która często wymaga od nas dużego ryzyka i nierzadko postawienia wszystkiego na jedną kartę, bardzo ważne jest wsparcie, które Inka otrzymała od swojej mamy i wspaniałej babci.

„Szalone noce w Paryżu” to wspaniała niezwykle klimatyczna i piękna powieść nie tylko o miłości, która, co wam zdradzę, przeszła przez wiele zawirowań, ale także o skomplikowanych relacjach międzyludzkich, wybaczaniu, niezłomności i sile kobiet. I co najważniejsze ogromnym znaczeniu wsparcia rodziny i wiary drugiego człowieka, która nas uskrzydla i pozwala uwierzyć w siebie, by móc poczuć się szczęśliwym i spełnionym.

Myślę, że nie muszę już nikogo przekonywać, iż warto przeczytać tę książkę. Wioletta Piasecka ma wspaniały dar pisarski. Nawet kiedy pisze lekką i niezobowiązującą książkę, tak jak ma to miejsce w przypadku tego tytułu, to dzięki tkwiącemu w niej autentyzmowi, w którym odnajdziemy ważne życiowe prawdy, a być może nawet cząstkę siebie i swoich pragnień, za każdym razem podbija serca swoich czytelników. Ja bardzo zżyłam się z bohaterami książki i mocno trzymałam kciuki za to, aby wreszcie odnaleźli drogę ku sobie i zaznali u swojego boku szczęścia, na które niewątpliwie zasługują. Moje serce szturmem zdobył synek Igi - Iwo. Tego chłopca nie da się nie pokochać. Jego dojrzałość i roztropność jest imponująca. Nie zabrakło również chwil przyprawiających mnie o wzruszenia i niemalże palpitacje. W tym roku wszyscy spędzamy wakacje w Paryżu, bo nawet jeśli nie każdy z nas będzie mógł być tam osobiście, to ta wyjątkowa książka przeniesie tam każdego, kto zatraci się w jej lekturze.

[Zakup własny].

sobota, 8 czerwca 2024

"Ta druga" Tomasz Betcher / Recenzja przedpremierowa

W ten piękny, ciepły i słoneczny dzień chcę zaprosić was kochani na wspaniałą literacką wycieczkę do Grudziądza. Pięknego miasta bliskiego sercu znanego i cenionego przez wielu czytelników pisarza Tomasza Betchera. To właśnie tutaj została osadzona fabuła najnowszej jego książki „Ta druga”, o której chciałabym wam trochę poopowiadać.

Każdy, kto zechce sięgnąć po książkę, do Grudziądza trafi wspólnie z jedną z głównych bohaterek powieści Paulą Bergman, która wróciła tutaj po ponad dwudziestoletniej nieobecności. Grudziądz to jej miasto rodzinne, z którym wiąże się wiele wspomnień, z czasów, kiedy dla niej i dwojga jej przyjaciół wszystko jeszcze wydawało się tak łatwe, a oni gotowi byli podbijać świat. Dziś już wie, że życie pisze naprawdę różne scenariusze i niestety rzadko uwzględnia w nich nasze pragnienia oraz marzenia. Sama właśnie zamknęła za sobą drzwi do pewnego bardzo trudnego etapu w swoim życiu, który miał zaowocować czymś pięknym, ale niestety nie przetrwał ciężkiej próby, jaką na jej życie zesłał los. Powrót w rodzinne strony uświadomił jej, natomiast że podczas jej nieobecności czas się nie zatrzymał i teraz wszystko jest zupełnie różne od obrazów zachowanych w jej pamięci.

Opuszczając ojczyznę, zostawiła także dwie bardzo bliskie swojemu sercu osoby. Ich trójkę połączyła niezwykła więź, która z czasem przerodziła się w przyjaźń ponad podziałami. Byli zupełnie różni, ale każdy z nich już jako nastolatek wiedział, że życie potrafi mocno doświadczyć. Wiedzieli jednak, że mają siebie i mogą na siebie liczyć. Teraz Zuzanna i Bartek, bo to o nich właśnie mowa są małżeństwem. Niestety ich związek nie jest takim, jakim do tej pory postrzegała go Paula. Co się dzieje i czy naprawdę wiemy, o bliskich nam osobach wszystko, a może tylko tyle, ile sami zechcą nam pokazać? Na to i wiele innych pytań, które możecie mi wierzyć, będą rodziły się w głowie czytelników książki odpowiedź oczywiście znajdziecie na jej kartach.

Choć wkraczając w dorosłe życie, nasi bohaterowie nie mieli jeszcze tego pełnej świadomości, to już wówczas podjęte decyzje mocno wpłynęły na całokształt ich życia, komplikując jednocześnie ich wzajemne relacje. Co odczuwają do dziś. Nie chcę wam zbyt dużo zdradzać, abyście sami mogli odkrywać wiele złożoności występujących w całości fabuły, więc powiem tylko, że na usta cisną się słowa „To nie tak miało być”. Jednak Tomasz Betcher uświadamia nam również, że dopóki żyjemy, mamy szanse, by coś w swoim życiu zmienić i pójść za tym, co podpowiada nam serce. Często takie zmiany wymagają od nas podjęcia bardzo trudnych wyborów i narażenia się na jak się może okazać bardzo krzywdzące i niesłuszne oceny otoczenia. Przyznam szczerze, że czytając książkę, ja również nader krytycznie oceniłam, niektóre postępowania bohaterów, ale pisarz kreując ich perypetie, jak w każdej swojej książce zostawia dla nas bardzo cenną lekcję życiową. Patrząc na czyjeś życie, możemy dostrzegać tylko pozory, a to, co najważniejsze może być skrywane gdzieś głęboko i niedostrzegalne na zewnątrz. Nie ferujmy wyroków o kimś, nie znając jego historii i motywów, które kierują jego takimi, a nie innymi zachowaniami, czy postępowaniem.

„Ta druga” to ogromnie wartościowa powieść, o której chciałoby się powiedzieć tak bardzo wiele, ale wiem doskonale, że nie mogę i nie chcę tego zrobić, ponieważ cokolwiek napiszę, okaże się spoilerem. Pozwólcie zatem, że zamiast na fabule książki, do której poznania z całego serca was zachęcam, skupię się na emocjach, jakie towarzyszyły mi podczas jej czytania. To, co warto i trzeba zaznaczyć, to fakt, że wszystko, o czym w niej przeczytamy to samo życie, dzięki czemu, wszyscy odnajdziemy w niej cząstkę siebie. Ja odebrałam ją bardzo osobiście. Szczególnie wątek jednej z bohaterek stał mi się bardzo bliski i zastanawiałam się, czy ja byłabym zdolna do tak trudnego i odważnego kroku na jaki zdecydowała się ona. Jest to powieść, która zmiażdżyła mnie emocjonalnie. Płakałam, doskonale rozumiejąc to, co ona czuła, a nawet doświadczając tak bardzo bolesnego deja vu. To jedna z tych książek, która trafia wprost do naszego serca, porusza najczulsze struny naszej duszy i nigdy nie pozwala o sobie zapomnieć. Wciąga bez reszty i sprawia, że choć chwilami, a szczególnie w końcowych jej rozdziałach, które są mocno zaskakujące i ogromnie chwytające za serce potrzebujemy wytchnienia, to jednocześnie nie potrafimy się od niej oderwać do momentu, aż dotrzemy do ostatniego zapisanego w niej zdania.

Przeczytacie tutaj o pięknej przyjaźni gotowej do największych poświęceń, miłości w różnych jej obliczach, skomplikowanych relacjach międzyludzkich i rodzicielskich, wyborach, które być może nie u każdego z was znajdą zrozumienie. Stracie, cierpieniu, ale także nadziei na to, że nie wszystko jeszcze jest stracone i tylko od nas zależy, czy wykorzystamy daną nam jeszcze jedną szansę. Jak to zwykle w książkach tego pisarza bywa, również i tym razem nie zabraknie bardzo ważnych aspektów społecznych, ale o tym musicie już przekonać się sami. O tej historii chce się rozmawiać, gdyż z pewnością wielu z was skłoni ona do burzliwych rozważań odnośnie do wątków psychologicznych, które w niej znajdziecie, a także moralności, a więc nie da się ukryć jednego z najbardziej kontrowersyjnych tematów. Odkładając swój egzemplarz na półkę, czułam się mocno wyczerpana emocjonalnie, ale jednocześnie towarzyszyło mi poczucie, że przeczytałam książkę wyjątkową, która znalazła się na mojej liście tych tytułów, które mocno wpłynęły na moje życie i pokazały mi, że nawet jeżeli jesteśmy w jego najtrudniejszym momencie, to ku naszemu zaskoczeniu możemy przeżyć jeszcze coś pięknego, a jednocześnie coś wyjątkowego od siebie dać tym, których kochamy. Miłość ma w sobie wielką moc i jest w stanie rozproszyć największy mrok.

Na zakończenie, nie mogłabym nie wspomnieć, o pięknym przedstawieniu Grudziądza, który jest wspaniałym drugoplanowym bohaterem powieści. Nigdy nie byłam w tym mieście, a dzięki książce mam ogromną ochotę je zwiedzić, krocząc śladami Zuzanny, Pauli i Bartka.

PREMIERA KSIĄŻKI 12.06.2024. KOCHANI, TEGO DNIA W WASZE RĘCE TRAFI JEDNA Z NAJLEPSZYCH KSIĄŻEK ROKU.

[Materiał reklamowy] Wydawnictwo Mięta.

środa, 5 czerwca 2024

"Mój słodki aniołku" Johna Glatta



Dziś w dobie internetu i mediów społecznościowych każdego dnia trafiają do nas liczne prośby o wsparcie i pomoc dla ciężko chorych dzieci. Rodzice i opiekunowie tych dzieci w publikowanych przez siebie postach opisują ich nierzadko bardzo trudną sytuację zdrowotną i ciężki proces walki o zdrowie w drodze po lepsze życie. Zawsze, kiedy czytam takie treści, bardzo się wzruszam i staram się, chociażby napisać kilka pokrzepiających słów. Tym bardziej że sama jestem niepełnosprawna i wiem doskonale, ile starań od chwili moich narodzin  poczynili moi rodzice, abym w przyszłości mogła wieść samodzielne życie. Jednak od kilku dni do tego rodzaju wpisów publikowanych w sieci podchodzę z dużo większą czujnością, którą wzbudziła we mnie lektura książki Johna GlattaMój słodki aniołku", o której teraz chcę wam pokrótce opowiedzieć.

Pisarz jest dziennikarzem śledczym i w swoim dorobku twórczym ma już wiele książek z gatunku true crime, a więc takich, które dokumentują prawdziwe przestępstwa lub zbrodnie kryminalne. Ten tytuł do tego gatunku właśnie należy, a na jego kartach autor zwraca naszą uwagę na swego czasu głośną sprawę Lacey Spears. Matki blogerki, która na kilku portalach społecznościowych, publikowała przepełnione wielką miłością do swojego synka Garnetta posty opisujące jego cierpienie i zmagania z kilkoma chorobami. Wpisy te poruszały cały świat, a tymczasem okazało się, że wszyscy ulegliśmy fałszywej iluzji, za którą kryła się szokująca i druzgocąca prawda.

Ta kobieta była fenomenalną aktorką, która w perfekcyjny sposób grała na emocjach i uczuciach wszystkich osób, które od narodzin jej syna darzyły ją ogromnym podziwem i uznaniem ze względu na jej wieloletni matczyny heroizm i oddanie. Każdego dnia otrzymywała od tych ludzi wyrażających swoje współczucie, ogrom wsparcia nie tylko duchowego, ale także finansowego. Dopiero po pięciu  latach okazało się, że oszukała wszystkich, a internet stał się dla niej maską, za którą skrywała swoją prawdziwą twarz bezwzględnej i okrutnej morderczyni, która z premedytacją zaplanowała śmierć swojego dziecka.

I przyznam się szczerze, że gdybym nie znała prawdy i nie wiedziała, że za to bestialstwo została skazana na wiele lat więzienia z możliwością przedłużenia do dożywocia, to uwierzyłabym w każde jej słowo i zapewnienia o ogromnej miłości do swojego małego aniołka. A to dlatego, że dla świata zewnętrznego była ona uosobieniem matki idealnej. Z każdego wpisu w sieci wyłaniał się obraz zrozpaczonej samotnej matki, która robi wszystko, aby ratować zdrowie najważniejszej istoty w swoim życiu. Podczas gdy, kiedy nikt nie mógł tego widzieć, sama metodycznie odbierała mu to zdrowie, a w konsekwencji życie, świadomie wywołując u chłopca objawy chorobowe. To, co przeraża najbardziej to fakt, że przez te pięć lat tak naprawdę ta kobieta nigdy nie miała na uwadze dobra Garnetta. Tutaj zawsze chodziło o nią i o to, aby wzbudzać współczucie wśród lekarzy i całego społeczeństwa, jednocześnie zwracać na siebie uwagę. Takie zachowania są typowe dla osób, u których zdiagnozowano Zastępczy Zespół Munchhausena, którego według ustaleń specjalistów Lacey była typowym przykładem. Zespół ten jest rodzajem zaburzeń psychicznych, z grupy zaburzeń poznawczych, występujących głównie u rodziców i opiekunów osób od nich zależnych. Polega on na celowym wywoływaniu u tych osób objawów chorobowych, po to, by osiągnąć wyżej wymienione korzyści. Zaburzenie to nie wpływa jednak na świadomość osoby nim obciążonej, czy też na pojmowanie dobra i zła. Dlatego też nie usprawiedliwia ono nieludzkiego postępowania bohaterki książki.

„Mój słodki aniołku” to wstrząsająca książka ukazująca dramat rodzinny, która w co mocno wierzę, uczuli nas na to, aby być bardziej uważnymi na to, co czytamy w sieci, a także na to, co być może dzieje się obok nas. Choć trudno jest jednoznacznie dostrzec, że w tym, o czym mówi i o czym zapewnia nas rodzic, bądź opiekun są pewne niespójności, bo przecież zarówno lekarze, jak i otoczenie to właśnie im ufa najbardziej, to jednak są pewne wyraźne przesłanki, które powinny wzbudzić nasz niepokój. Poznacie je oczywiście, czytając książkę, do czego gorąco każdego z was zachęcam. Bez wątpienia nie jest to łatwa w odbiorze książka, ale warto ją przeczytać, właśnie dlatego, by wiedzieć, na co zwracać uwagę, aby zapobiec podobnym tragediom w przyszłości.

Znajdziecie tutaj bowiem zapis z przesłuchań i śledztwa policyjnego, jak również z całego przewodu sądowego w tej sprawie, w którym oskarżona nie skorzystała z możliwości złożenia zeznań, ale nie zgadza się z wyrokiem sądu i utrzymuje, że jest niewinna, jednocześnie nieustannie zapewniając o swojej miłości do swojego aniołka.

Wszystko, o czym przeczytamy w książce, zostanie z nami na zawsze. To zdecydowanie nie jest książka, którą da się szybko przeczytać, odłożyć i po prostu zacząć czytać kolejną. Jej lekturę trzeba sobie dawkować, gdyż rozmiar krzywd, które w wyrachowany sposób zadaje bezbronnemu dziecku najbliższa mu osoba, która powinna go chronić i czuwać nad jego bezpieczeństwem jest niewyobrażalny. Leacy doskonale wiedziała, że to jej działania są przyczyną niewyobrażalnego bólu syna, a jednak nic sobie z tego nie roniła Skupiała się wyłącznie na tym, by jak najbardziej wiarygodnie odegrać rolę zrozpaczonej matki, wobec której los nie ma litości. Mało tego wykreowała również wizję swoich osobistych przeżyć i doświadczeń, które zapewniam was, poruszą najbardziej zatwardziałe ludzkie serca. Już na początku rozprawy sądowej, w której dzięki tej książce my czytelnicy możemy uczestniczyć i niejako zasiąść na ławie przysięgłych zarówno sędzia, jak i adwokaci oskarżenia i obrony, proszą jej członków, aby dokonując osądu i wydawania wyroku w tej sprawie, postarali się wyłączyć emocje i nie ulegać prywatnym osądom. Tylko, czy jest to możliwe, wiedząc, że oskarżona wiedziała, że jej dziecko umiera i nie zrobiła zupełnie nic, by je ratować? Z tym retorycznym pytaniem was zostawiam, a ja teraz muszę ochłonąć i przeczytać coś lżejszego. Jedyne, co mi przeszkadzało podczas poznawania tej historii, to wielokrotne powtarzanie tych samych faktów i sytuacji, o których już wcześniej czytaliśmy. To sprawiło, że momentami miałam wrażenie, iż czytam ciągle to samo. Gdyby usunąć powtarzające się części fabuły, książka byłaby dużo bardziej skonkretyzowana i krótsza.

[Zakup własny]

piątek, 31 maja 2024

"Pokój 2.040" Mariusz Tryniszewski


Kiedy czujemy się szczęśliwi i spełnieni na wielu płaszczyznach życia, a nasza codzienność płynie harmonijnym i dobrze nam znanym nurtem, wówczas nieraz towarzyszy nam poczucie, że jesteśmy panami swojego losu i w tym życiu możemy zrobić naprawdę wszystko. Niestety, to los właśnie często w bardzo bolesny i dotkliwy sposób uświadamia nam, że tak naprawdę w jednej chwili możemy stać się bezsilni w obliczu tego, co on na nas zsyła i z czym przyjdzie nam się zmierzyć. Istoty tej trudnej prawdy na własnej skórze doświadczył Mariusz  Tryniszewski, autor książki „Pokój 2.040”, którego część z was może znać jako MuzykoMańka z jego licznych projektów muzycznych.

Mariusz jest wspaniałym mężem i ojcem jeszcze do niedawna dwóch nastoletnich córek. Do ich rodzinnego składu ku ogromnej radości i dumie mężczyzny już wkrótce miał dołączyć największy skarb syn Maksymilian. Chłopiec, o czym jego rodzice dowiedzieli się już na etapie badań prenatalnych, urodził się niepełnosprawny z licznymi wadami genetycznymi. Kumulacji złych zdarzeń losu dopełnił przedwczesny poród. Jednak choć już wtedy świat Tryniszewskich się zawalił, to wkrótce przekonali się, że to nie koniec ich trudnej historii,  którą będą wspólnie przeżywać. A wszystko przez druzgocącą i paraliżującą diagnozę, która padła, gdy Maksio miał zaledwie półtora roku. Ostra białaczka szpikowa, te trzy straszne słowa zupełnie odmieniły życie najbliższych dziecka, czego obrazem jest wszystko, o czym przeczytacie na kartach książki.

Mężczyzna wiedział, że nie może się poddać, bo to małe bezbronne dziecko nieświadome swojej ciężkiej sytuacji na niego liczy, a cała rodzina musi się wzajemnie wspierać i wspólnie z Maksiem stanąć do tej nierównej, a jednocześnie najważniejszej walki  w jego życiu. W momencie, kiedy spotyka nas coś tak bardzo po ludzku trudnego do udźwignięcia, oczywiste i naturalne jest, że w głowie kłębi się tysiące myśli i pytań bez odpowiedzi, a w sercu kumuluje się mnóstwo silnych emocji, którym potrzebujemy dać upust i które staramy się sobie uporządkować. Dla autora formą nazywania i wyrażenia tego, co wtedy czuł i myślał, a także opowiedzenie o przebiegu całego leczenia syna, która przynosiła mu pewnego rodzaju ulgę, okazało się pisanie. W późniejszym czasie zaowocowało to powstaniem tej niezwykle ważnej i wartościowej książki.

Jeśli zdecydujecie się po nią sięgnąć, do czego gorąco zachęcam, wspólnie z rodziną Tryniszewskich przejdziecie przez półroczny proces leczenia w Przylądku Nadziei, który od każdego z jej członków wymagał poświęcenia, wyrzeczeń i nierzadko zupełnego podporządkowania się chorobie i potrzebom chłopca. Mimo że jest to książka, w której doświadczymy bólu i cierpienia, to jest to również świadectwo niezwykłej, niecodziennej i wyjątkowej więzi zrodzonej między ojcem a synem, która mnie samą bardzo mocno poruszyła i wzbudziła ogromny podziw. Najmniejszej wątpliwości nie ulega fakt, że doświadczenie choroby zmienia w naszym życie naprawdę wiele. Jej nieodłączną częścią jest strach, obawy i niepewność tego, co przyniesie przyszłość, ale choć wielu z was może wydać się niestosownym to, co teraz napiszę, to tak trudne przeżycia, są cenną lekcją życia.

Co zaznacza sam autor, wymuszają na nas zatrzymanie się w biegu i pędzie codzienności  oraz całkowite jej przewartościowanie. Przypominają nam, że w rodzinie tkwi wielka siła i bez siebie przestajemy istnieć. Uczą cieszyć się każdą chwilą i każdą doceniać. Dzięki nim doceniamy małe rzeczy, które teraz stają się wielkie. Ten mały wojownik jest wielkim cudem i jego pojawienie się na świecie pozwoliło jego bliskim namacalnie takich cudów doświadczyć. To, co ich spotkało, zjednoczyło wiele ludzkich serc, których dobroć, serdeczność oraz chęć wsparcia i niesienia pomocy była w tych miażdżących człowieka dniach, tygodniach i miesiącach bezcennym darem.

Jak czytamy w opisie książki, dla Mariusza Tryniszewskiego jej napisanie miało wymiar terapeutyczny, ale także miał nadzieję, że dzieląc się swoją historią, będzie mógł komuś pomóc i mogę was zapewnić, że ten cel został w pełni osiągnięty. Bo chociaż siłą rzeczy książka wywołuje silne emocje, wzrusza i porusza, to jednak nie przytłacza. Wręcz przeciwnie daje dużo siły i wiary w to, że nawet tak ciężka choroba, jak nowotwór nie musi być wyrokiem i nigdy nie należy tracić nadziei na zwycięstwo w tej walce. W moim odczuciu, po ten tytuł powinien sięgnąć każdy i wracać do niej zawsze, kiedy spotka nas coś, z czym trudno nam sobie poradzić. Wszystko, o czym tutaj przeczytacie, pomoże wam wyjść z życiowego dołka i iść dalej z ufnością patrząc w przyszłość. Na zakończenie chciałabym serdecznie podziękować autorowi za to, że pozwolił nam poznać tę trudną, ale piękną opowieść o wyjątkowym chłopcu, który sam w sobie jest miłością i do którego ta miłość każdego dnia wraca. A was moi kochani proszę o pomoc i wsparcie dla Maksia. Informację o tym, jak możecie to zrobić, znajdziecie w książce.

E-BOOK

[Zakup własny].

poniedziałek, 27 maja 2024

Nowości na półce Legimi


W
wiadomościach prywatnych prosicie mnie, abym pokazała, co znajduje się na mojej wirtualnej półeczce Legimi. Oczywiście czynię to z największą przyjemnością. Zaprezentuję 10 tytułów, które w ostatnim czasie trafiły do mojej wirtualnej biblioteczki.

*Opisy książek pochodzą z portalu Lubimy czytać.

Osada - Michał Śmielak / Skarpa Warszawska

Zimą 1978 roku świat był bliski końca. Śnieg przykrył ziemię grubą warstwą, a niektórzy twierdzili, że nawet piekło zamarzło. Tymczasem ono właśnie wtedy się obudziło. W maleńkiej wsi położonej u stóp Karkonoszy podporucznik Jan Ryś spędza pierwsze od dawna Boże Narodzenie w gronie najbliższych. Świąteczną sielankę przerywa atak zimy, odcinając malutką osadę od świata. Skazana na porażkę walka z bezwzględnymi siłami natury schodzi jednak na drugi plan, gdy na środku wsi zostaje znalezione ciało młodej dziewczyny. W obliczu zbrodni budzą się dawne animozje, głęboko skrywane lęki i tajemnice, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego.

Czy niedoświadczony milicjant będzie w stanie udźwignąć ciężar wytropienia mordercy? Ile prawdy jest w powtarzanej przez starszych mieszkańców legendzie, że wieś nawiedziła Mara, demon mrozu i śmierci, który już niegdyś zebrał krwawe żniwo? Czterdzieści lat po tamtych wydarzeniach policjanci z Archwium X wzywają emerytowanego Jana Rysia na przesłuchanie dotyczące zbrodni z 1978 roku, tym samym budząc uśpione demony.
Michał Śmielak kolejny raz buduje duszną atmosferę małej społeczności, pokazując, że zło nigdy nie śpi…

Mój słodki aniołku - Jhn Glatt/ Filia 

Lacey Spears trafiła na pierwsze strony gazet w styczniu 2015 roku, gdy została oskarżona o zamordowanie swojego pięcioletniego synka Garnetta. Prokuratorzy stwierdzili, że 27-letnia matka otruła go wysokim stężeniem soli przez sondę żołądkową. Dla świata zewnętrznego Lacey wydawała się idealną matką, regularnie publikującą w mediach społecznościowych dramatyczne informacje o wstrząsających problemach zdrowotnych swojego syna. W rzeczywistości jednak Lacey była podręcznikowym przypadkiem zastępczego zespołu Münchhausena. Odkąd Garnett był niemowlęciem, celowo doprowadzała go do choroby, aby wzbudzić współczucie wśród lekarzy, a także setek obser-wujących ją osób na Facebooku i innych mediach społecznościowych. Kiedy w kwietniu 2015 roku ława przysięgłych hrabstwa Westchester uznała ją winną zabicia Garnetta, skazano ją na dwadzieścia lat pozbawienia wolności z możliwością przedłużenia do dożywocia.

Nigdy za ciebie nie wyjdę - Magdalena Krauze / Mięta 

Liwia kończy studia na kierunku fizjoterapia i pracuje na jednej z wrocławskich stacji benzynowych. Dziewczyna mieszka z ukochaną babcią oraz ekscentryczną ciocią, byłą zakonnicą. W ich ożywionym domu nie ma miejsca na nudę.

Młoda kobieta ma sprecyzowane plany na najbliższą przyszłość i bynajmniej nie uwzględnia w nich żadnego osobnika płci męskiej.

Mateusz właśnie obejmuje w sieci stacji benzynowych kierownicze stanowisko po swoim dziadku, który niedawno przeszedł zawał. A gdy młody szef zjawia się w jednej z placówek, przypadkowo słyszy na swój temat kilka niepochlebnych słów.

Między Liwią a Mateuszem dochodzi do konfrontacji. On jest nią oczarowany, a ona najchętniej posłałaby go na księżyc. Uważa go za rozpieszczonego dziedzica dziadkowej fortuny, który jest zuchwały i zbyt pewny siebie, a do tego okropnie ją irytuje. Za to Mateusz od pierwszych chwil czuje, że Liwia jest mu pisana. Musi tylko pokonać mur jej niechęci.

Czy mężczyzna zyska przy bliższym poznaniu? A może ognista rumba sprawi, że Liwia spojrzy na Mateusza inaczej?

Nigdy za ciebie nie wyjdę to opowieść o życiu, miłości i rodzinnych więzach. I o przeznaczeniu, którego nie da się uniknąć.


Szalone noce w Paryżu - Wioletta Piasecka / Skarpa Warszawska

Paryż – miasto miłości i szaleństw. Miasto mody, wspaniałej kuchni i wielu możliwości! Inka Brzeska wychowuje samotnie sześcioletniego syna. Ojciec wypomina córce stracone szanse, a także nieodpowiedzialność. Inka spragniona uznania w oczach bliskich, a także w swoich własnych, porzuca bezpieczną pracę w sklepie i zatrudnia się w agencji reklamowej. Ta praca to spełnienie jej marzeń. W krótkim czasie firma kieruje dziewczynę na szkolenie w Paryżu. Na lotnisku Inka poznaje sympatycznego młodego mężczyznę-Oskara Rosnera. Chłopak patrząc na jej barwną sukienkę stwierdza, że zapewne jest stylistką mody, a ona nie zaprzecza. Młodzi podczas lotu rozmawiają o filmach, książkach, spędzają ze sobą kilka fantastycznych godzin. Dziewczyna postanawia zostawić Oskarowi swój numer telefonu… Pełna ciepłych emocji i niespodziewanych zwrotów akcji historia, w której świat zawiruje od kolorowych świateł, francuskiej muzyki i małych uliczek Paryża, w których każdy chciałby, choć na chwilę się zgubić.


Marionetka - Sylwia Bies / Vectra 

"Wszyscy jesteśmy marionetkami wiszącymi ponad oceanem szaleństwa" - Alexander Gordon Smith

Styczeń 2016 roku. W mieszkaniu odnalezione zostają zwłoki młodej kobiety. Najbliżsi ofiary są przekonani, że wiedzą, kto może odpowiadać za tę zbrodnię. Rozpoczyna się dramatyczna walka z czasem.

Kilka lat wcześniej dwie pochodzące z różnych światów nastolatki się zaprzyjaźniają. Spoiwem ich relacji staje się mroczny sekret. Julia i Agnieszka są gotowe zrobić wszystko, by prawda, która może zniszczyć ich przyszłość, nie wyszła na jaw.

Marionetka to wstrząsająca opowieść o tym, jak jedno wydarzenie potrafi wprawić w ruch machinę nie do zatrzymania. Jak niszczycielską siłę kryją w sobie sekrety sprzed lat? Kto w tej historii pociąga za sznurki, a kto jest wyłącznie bezwolną marionetką?


Należy do mnie - Anna H. Niemczynow / Luna 

Starannie wyreżyserowany dramat psychologiczny.

Helena, była primabalerina, dla rodziny zrezygnowała z dobrze zapowiadającej się kariery. Jej mąż, Wiktor, nie docenia tych poświęceń, prowadząc podwójne życie u boku enigmatycznej Klary.

Fausti, córka małżeństwa, usiłuje odnaleźć się w rzeczywistości pełnej tajemnic, pozorów i gier wymykających się dorosłym spod kontroli. Dziewczynce z pomocą przychodzi terapeutka dr Mound, za której kunsztem pracy skrywa się bolesna historia.

Czy działanie w imię dobra usprawiedliwia ludzkie uczynki? Czy bezwarunkowa miłość nam służy? Czy może bywa przekleństwem?

"Należy do mnie" to poruszająca opowieść o tym, jak trudno poznać kogoś do końca. Czule i wymownie naszkicowany słowem świat rozpaczliwych wyborów i dróg, z jakich nie można zawrócić.


Bestia i Bestia - Nathalie K. Flower / Self Publishing 

Daniel swoim wyglądem bardziej przypomina postać z obrazu "Krzyk" Edwarda Muncha niż typowego mężczyznę. Hanna zaś została potwornie okaleczona. Nic dziwnego, że oboje wzbudzają strach wśród okolicznych mieszkańców.

Kiedy krewni dziewczyny naciskają, by ta wprowadziła się do agresywnego wuja, z pomocą przychodzi Daniel. Proponuje rozwiązanie, które uchroni ją przed okrutnym losem. Nie odkrywa jednak wszystkich swoich kart.
Jak Daniel radzi sobie z odmiennością, którą ma od urodzenia? Czy straumatyzowana Hanna zaakceptuje swoją sytuację i otworzy się na możliwości, które postawi przed nią los? I czy bestiom pisane jest szczęśliwe zakończenie?

Zaklęte zwierciadło - Ewa Sobieniewska / Lira

Rok 1833. Eufrozyna Bilińska zubożała szlachcianka, nie martwi się coraz trudniejszym położeniem swej rodziny, bo – szczęśliwie zakochana – żyje marzeniami. Nie wie, że rodzice mają wobec niej inne plany. Postawiona przed rozpaczliwym wyborem, postępuje wbrew sobie, co zaważy na całym jej życiu.

Dwadzieścia lat później Eliza Ruczyńska szykuje się do ślubu z młodym i przystojnym arystokratą, gdy w jej świat wkracza rosyjski szlachcic – zaborca. Dziewczyna, chociaż zawsze była posłuszna woli rodziców, tym razem postanawia iść za głosem serca, nawet jeśli oznacza to ostracyzm środowiska. Czy ta decyzja przyniesie jej upragnione szczęście? A może przyjdzie jej stoczyć jeszcze niejedną walkę o siebie i miłość?
To pasjonująca saga o kobietach, które musiały ponieść konsekwencje swoich wyborów. To opowieść o nienawiści prowadzącej do miłości – i miłości prowadzącej do nienawiści. To historia o podnoszeniu się po stracie, o kobiecej sile, która pozwala przetrwać najgorszy czas, oraz o tym, że aby odnaleźć spokój ducha, trzeba rozliczyć się z przeszłością – nie można nią żyć.

Ból narodzin - Weronika Wierzchowska / Prószyński i S-ka


W roku 1882 pierwsza polska lekarka, doktor Anna Tomaszewicz-Dobrska, po długich staraniach dostaje przydział na szefową miejskiego Przytułku Położniczego. Jej klinika to ledwie mieszkanie w zrujnowanej kamienicy, stojącej na warszawskiej robociarskiej Woli. Cały personel to starsza akuszerka Jadwiga i kucharka Aniela. Jeszcze przed otwarciem działalności pojawią się dwie bezdomne dziewczyny z miejskiej biedoty, Zosia, która uciekła z domu przed molestującym ją ojczymem i Karolina, ścigana przez nożowników złodziejka z targowiska na Kercelaku. Anna przyjmuje je pod dach jako służące.
W ciasnocie i nędzy, bez światła i bieżącej wody, atakowane przez niechętnych im sąsiadów, Inspekcję Sanitarną i konkurencyjne kliniki położnicze, zaczynają działalność. Pod kierownictwem 28-letniej pani doktor otwiera się przytułek mający umożliwić najbiedniejszym kobietom poród w godnych warunkach.
Opowieść o tym, jak w bólach narodził się prowadzony przez kobiety szpital, który zmienił oblicze polskiego położnictwa.

Saga Warszawska  Panny na wydaniu - Katarzyna Maludy / Replika

Hrabia Hieronim Żarski znakomicie potrafił zarządzać ziemskimi majątkami, które powierzyły mu w opiekę rodziny Walewskich i Łączyńskich. Nie potrafił jednak zupełnie radzić sobie z kobietami, a tu aż dwie zwaliły mu się na głowę i ściągnęły kłopoty: panna Florentyna Glińska przybyła z Paryża, by zorganizować pogrzeb sławnej Marii Walewskiej i prekursorka feminizmu – Florentyna. Okazało się też, że jego rodzona córka, Helenka, którą chciał umieścić w klasztorze, by zapewnić jej spokój i godne życie, musi wyjść za mąż, by odziedziczyć majątek Cały ten galimatias to zbyt trudne zadanie, by uczciwy, pracowity i prostoduszny hrabia Hieronim sobie z nim poradził. Na szczęście nie był z tym sam.
Akcja powieści toczy się w Kiernozi, Walewicach i Warszawie. Autorka pokazuje, jakie zmiany zachodziły w mieście w pierwszym dwudziestoleciu XIX wieku, wspomina zburzenie ratusza na Rynku Starego Miasta i przeniesienie siedziby władz do Pałacu Jabłonowskich, rozebranie Bramy Krakowskiej. Razem z bohaterami spacerujemy po Ogrodzie Saskim, który zniszczony podczas insurekcji kościuszkowskiej zmieniał się z francuskiego ogrodu w park w stylu angielskim, jesteśmy w nieistniejącej już dziś siedzibie teatru na placu Krasińskich. W akcję powieści wplecione są różne wydarzenia historyczne. Bohaterowie na własnej skórze odczuli, że Królestwo Polskie coraz bardziej przypominało państwo policyjne, a swobody obywatelskie nie były w nim respektowane. Obserwowali wojskowe parady, w których lubował się wielki książę Konstanty, i byli świadkami upokorzenia, jakie spotkało kapitana Michała Wilczka podczas jednej z nich. Byli na przedstawieniu, podczas którego śliczna aktoreczka panna Jenny Philips ssała karmelka, co wzburzyło zlekceważoną widownię, a jej reakcja była pretekstem do ograniczenia wolności słowa. Wspominają moskiewską wyprawę Napoleona i to, jak wierne wielkiemu Francuzowi do ostatnich chwil wojsko polskie przeszło pod dowództwo cara Aleksandra I i wielkiego księcia Konstantego po kapitulacji Bonapartego.

***


To już wszystkie książki, które mam nadzieję w najbliższym czasie uda mi się przeczytać w formie elektronicznej. Jestem ciekawa, czy któraś zainteresowała was na tyle, że sami chcielibyście po nią sięgnąć? A może lektura którejś z tych powieści jest już za wami? Jeśli tak, to koniecznie podzielcie się w komentarzach swoimi do niej odczuciami.



wtorek, 21 maja 2024

"Deja Vu" Jolanta Kosowska - recenzja przedpremierowa

Choć w myśl znanej piosenki lubimy wracać tam, gdzie już byliśmy, to jednak zdarza się, że takie powroty bywają bardzo trudne. Wynika to z faktu, iż powrót po latach może w bardzo dojmujący, a zarazem bolesny sposób uświadomić nam, że życia, które pamiętamy z czasów przed opuszczeniem danego miejsca, za którym tęskniliśmy już nie ma. Czas podczas naszej nieobecności się nie zatrzymał i tak wiele się zmieniło. Kiedy zdamy sobie z tego wszystkiego sprawę, może zrodzić się w nas poczucie rozczarowania, zawodu i, co najbardziej odczuwalne poczucie osamotnienia. Mało tego odnalezienie się w nowych realiach życia w tylko pozornie starym miejscu może okazać się nie lada wyzwaniem. Już wkrótce, choć jeszcze o tym nie wie, o prawdzie płynącej z tego, co dotychczas wam napisałam, przekona się główny bohater książki Jolanty Kosowskiej „Deja Vu” - Rafał Wroński, której premierę wznowienia już wkrótce będziemy świętować.

Mężczyzna jest lekarzem powracającym po kilku latach z emigracji do Polski. Zbudowanie życia na nowo dla naszego bohatera nie będzie łatwe. Po tym, co zostawił, opuszczając ojczyznę, nie ma już śladu. Jedyną osobą, która łączy go z minionymi czasami, jest przyjaciel Konrad. To właśnie on postarał się, aby Rafał miał do czego wracać. Teraz poza pracą w szpitalu obejmie również posadę wykładowcy etyki zawodowej, którą do niedawna sprawował uwielbiany przez swoich studentów Marco Brzeziński. Poprzednik Rafała niestety zmarł, ale w sercach i pamięci swoich uczniów jest ciągle żywy i obecny. Dla nich wszystkich nie był tylko nauczycielem, ale także przyjacielem oraz wzorcem człowieka niezwykłego i wyjątkowego. Rafał bardzo szybko przekonuje się, że teraz już zawsze będzie porównywany do niedoścignionego ideału i trudno będzie nie pozostawać w jego cieniu. Mało tego, to nie koniec przejawów obecności Marco w jego życiu, a wręcz przeciwnie początek. A wszystko za sprawą mieszkanie, które wynajmuje. Choć nie był tego świadomy, jego poprzednimi lokatorami byli Marco i jego ukochana Ania. To miejsce przesiąkło ich obecnością. Nadal mieszka tu kot Murano, a także są tu ich rzeczy osobiste. Największą ciekawość nowego lokatora wzbudza pamiętnik Ani, który jak się przekonacie podczas lektury książki stanie się początkiem koszmaru, w jaki zamieni się jego codzienność.

To właśnie zapiski z tego pamiętnika są świadectwem pięknej miłości Marco i Ani, która przenosi nas do tak wspaniałej, że aż wręcz nierzeczywistej Wenecji, którą w sposób niezwykle magiczny w wyobraźni swoich czytelników maluje słowem autorka. To właśnie Wenecja staje się niejako pierwszoplanową bohaterką wszystkiego, o czym przeczytamy na kartach powieści. Dzięki klimatycznym opisom miasta, w którym, jak twierdzi pisarka, może zdarzyć się wszystko, każdy, kto będzie czytał tę książkę, ma możliwość wręcz chłonąć je wszystkimi zmysłami. W tej książce można się zatracić, podobnie jak czytając pamiętnik Ani zatraca się Rafał. Jesteśmy świadkami tego, jak życie Marco staje się dla niego obsesją. Coraz częściej ulega wrażeniu, że  bardzo mocno utożsamia się z życiem Marco, choć nigdy go nie znał i do niedawna nic o nim nie wiedział. Co więcej, żywi przeświadczenie, że wszystko, czego się dowiaduje, było także jego udziałem. Zna miejsca i ludzi, których znał Marco, uczestniczył w wydarzeniach, w których brał udział również on. A nawet kocha jego kobietę. Tylko jak to możliwe, skoro nigdy nie był w Wenecji, a Ani nigdy nie poznał? Żywi przekonanie, że to mieszkanie i ci ludzie, których nie zna, choć czuje, że zna tak samo dobrze, jak samego siebie go opętali.

To przeklęte uczucie deja vu nie przestaje mu towarzyszyć. Czy to możliwe, że Rafał zatracił granicę pomiędzy prawdą i wyobraźnią? Zatarł tę cienką linię dzielącą jawę od snu? Jak sam niejednokrotnie powtarza, zaczyna żyć życiem zmarłego wykładowcy, a nawet ich życie staje się jednością. Czyżby Rafał zwariował? Kim jest naprawdę i czy zdoła odnaleźć siebie? Na te pytania musicie poszukać odpowiedzi już sami, do czego oczywiście każdego zachęcam.

Zapewniam was moi drodzy, że decydując się na lekturę tego tytułu, dostaniecie bardzo wartościową, aczkolwiek wymagającą historię. Taką, której nie czyta się dla relaksu po pracy, ale tę, która wymaga od nas skupienia, przemyślenia, zagłębienia się w czytaną treść i refleksji. Poza charakterystycznym dla twórczości Joli motywem podróży, w którym rozwija się miłość mamy jeszcze jeden równie charakterystyczny dla pisarstwa autorki aspekt medyczny. Tym razem nie dotyczy on konkretnej choroby, a odnosi się do etyki zawodu lekarza i porusza bardzo ważne zagadnienia z zakresu relacji lekarz-pacjent, czy też wzajemnych relacji między lekarzami. Uwierzcie mi kochani, że ta płaszczyzna książki może i na pewno w przypadku wielu z was będzie powodem wielu cennych rozmów i dyskusji. Całość tej historii podobnie, jak tak bliska sercu Jolanty Kosowskiej Wenecja osnuta jest aurą tajemniczości, której w wymowie opisanych w niej wydarzeń również nie zabraknie, a wszystko przez pewną legendę i okrutną klątwę.

W ręce każdego, kto zechce przeczytać „Deja vu”, bezsprzecznie trafi książka niezwykła. Taka, o której nie da się szybko zapomnieć. Jednak dzięki otwartemu zakończeniu, to jak ją odbierzecie, zależy w dużej mierze od tego, czy w życiu wierzycie temu, co widoczne dla oczu i namacalne, czy też  ufacie sercu i podążacie za swoimi uczuciami. Bo tylko wówczas miłość wbrew wszystkim i wszelkiej logice może być wieczna. Autorka daje nam możliwość zdecydowania, czy odkładając książkę na półkę, uwierzymy w szkiełko i oko, czy też w siłę uczuć.

Premiera 12.06.2024.

[Materiał reklamowy] Wydawnictwo Zaczytani.


środa, 15 maja 2024

"Tajemnice malinowego wzgórza" Iwona Mejza


L
os ma to do siebie, że rzadko kiedy przygotowuje nas na znaczące zmiany w naszym życiu. Najczęściej nastają one niespodziewanie, a my sami nie jesteśmy gotowi na to, by je przyjąć. I chociaż często marzymy o tym, aby w naszej codzienności wydarzyło się coś, co ją odmieni i być może nada jej zupełnie inny kierunek, to w momencie, kiedy, ku naszemu zaskoczeniu marzenia te nabierają realnych kształtów, wówczas w nas samych rodzi się wiele niepewności, a na usta ciśnie się pytanie „I co będzie dalej”? Przed takimi i wieloma innymi rozmyśleniami wspólnie ze swoją najbliższą rodziną stanie główna bohaterka najnowszej książki Iwony Mejzy  „Tajemnice malinowego wzgórza”, o której z przyjemnością opowiem teraz kilka słów.

Małgorzata, bo to o niej mowa właśnie straciła pracę. Postanawia nie dzielić się tą informacją z najbliższymi. W momencie, kiedy my czytelnicy przystępujemy do lektury powieści, a tym samym stajemy się obserwatorami ich życia, otrzymują oni smutną, a zarazem szokującą wiadomość o śmierci starszego brata babci naszej bohaterki Eleonory Milewskiej. W liście z kancelarii prawnej, adwokat zmarłego informuje również, że po uroczystości pogrzebowej odbędzie się odczytanie pozostawionego przez mężczyznę testamentu. Jednak, aby rodzina mogła poznać jego treść, wszyscy w komplecie muszą wziąć udział w pogrzebie, a także przybyć do kancelarii. I tutaj zaczynają się schody, gdyż okazuje się, że w testamencie został ujęty również mąż Małgorzaty, z którym ta planuje się rozwieść i nie utrzymuje kontaktu. A to dopiero początek trudnych chwil dla Małgorzaty, gdyż jak się przekonacie, czytając książkę, przetrwanie z tą rodziną jednego całego dnia, jest nie lada wyzwaniem. Mimo że na swój sposób się kochają, to między seniorką, a jej synową przekomarzaniom i uszczypliwościom nie ma końca. Za to ugodowy ojciec Małgorzaty pozostaje przyjaźnie nastawiony do swojej rodziny. Ciekawość jednak zwycięża i wspólnie z bohaterami książki wyruszamy w podróż do niewielkiej miejscowości na Malinowe Wzgórze, która czego nawet przez chwile nie przypuszczają bohaterowie, a tym bardziej my czytający książkę, stanie się niemałą rewolucją w ich życiu.

A wszystko za sprawą zapisu umieszczonego we wspomnianym już wcześniej testamencie, według którego tajemniczy krewny znany rodzinie tylko z opowieści seniorki Eleonory przekazuje im w spadku dwór. Jednak jego spadkobiercami, a także pozostałej części majątku staną się tylko wówczas jeśli spełnią jeden z warunków, którym owa spuścizna została obwarowana. A mianowicie, przez rok wszyscy członkowie rodziny mają obowiązek mieszkać razem na Malinowym Wzgórzu.

Musicie przyznać, iż Iwona Mejza rzuciła swoich bohaterów na głęboką wodę, w sytuacji wydawałoby się niecodziennej, ale jednak takiej, która może zdarzyć się w realnym życiu. Jak się możecie domyślać spełnienie takiego warunku dla osób, pomiędzy którymi spięć nie brakuje, wywoła spore zamieszanie, ale z biegiem toczącego się na Malinowym Wzgórzu życia, do jego mieszkańców zacznie wreszcie docierać, że Ferdynand był bardzo mądrym człowiekiem, czyniąc taki, a nie inny zapis po swojej śmierci. Chciał przekazać swoim bliskim coś znacznie cenniejszego aniżeli spadek sam w sobie. On doskonale wiedział, że bez względu na wszystko, rodzina jest najcenniejszą wartością w życiu człowieka. Jednocząc naszych bohaterów w obliczu wspólnego zadania, dał swoim spadkobiercom szansę, aby odstawiając na boczne tory wzajemne animozje, mogli sobie o tym przypomnieć i odbudować więzi rodzinne.

Oczywiście, jak wskazuje sam tytuł powieści, Malinowe Wzgórze skrywa wiele tajemnic, które spędzając swój wolny czas na jej czytaniu, będziemy odkrywać. Czekają na nas mnożące się pytania bez odpowiedzi i prawda, która niesie ze sobą wiele zaskoczeń, wzruszeń i emocji. To wyjątkowe miejsce wzbudza ciekawość i zainteresowanie nie tylko ze strony nowych mieszkańców dworu, ale także osób postronnych, którzy być może mają w tym swój interes. O tym jednak musicie przeczytać już sami, sięgając po książkę, do czego każdego gorąco i serdecznie zachęcam.

„Tajemnice malinowego wzgórza” to niezwykle wciągająca, zabawna i barwna opowieść, którą świetnie się czyta. Lekki i przystępny styl pisania autorki w połączeniu z bardzo ciekawymi i różnorodnymi kreacjami bohaterów sprawia, że przez całą historię wręcz się płynie. Sami członkowie rodziny stają nam się bardzo bliscy i chcemy, aby w tym, co ich spotkało, dostrzegli dla siebie możliwość na to, by zacząć wszystko od nowa. Iwona Mejza poprzez wszystko, o czym tutaj przeczytamy, skłania nas również do bardzo ważnych refleksji i przemyśleń dotyczących relacji rodzinnych, które każdy czytelnik z pewnością przeniesie na płaszczyznę życia własnej rodziny. Oddając w nasze ręce swoje najnowsze literackie dziecko, pisarka dała mam cenną lekcję, i tylko od nas zależy, czy wyciągniemy z niej naukę dla siebie.

PATRONAT MEDIALNY BLOGA KOCIE CZYTANIE.

[Materiał reklamowy] Wydawnictwo Dragon

sobota, 11 maja 2024

"Najbliższa rodzina" Kia Abdullah

*„Czuć zazdrość o własną siostrę - z jednej strony dziwne, a z drugiej całkowicie naturalne. Bardzo możliwe, że przy tym nieuniknione. Bo czy kobiet nie uczy się, by ze sobą rywalizowały? Obserwują się więc wzajemnie, oceniają, krytykują i ustalają porządek dziobania. Samo to czyni rodzoną siostrę pierwszą rywalką”.

Leila i Yasmin są siostrami, które poznajemy na kartach książki „Najbliższa rodzina” autorstwa Ki Abdullah. Obie kobiety od zawsze miały tylko siebie. Już w dzieciństwie naprawdę wiele przeszły. Leila jako starsza musiała bardzo szybko dorosnąć, aby zaopiekować się Yasmin i zatroszczyć o to, by mogły być razem. Dziś są już dorosłe i chciałoby się powiedzieć, że wiodą odrębne życie. Jednak nie jest tak do końca. Uważny czytelnik z pewnością dostrzeże, że pomiędzy rodzinami, które zbudowały, brakuje odrębności i swego rodzaju dystansu. Taka zażyłość w obliczu relacji rodzinnych może jawić się jako coś wspaniałego. Czy jednak w istocie jest ona korzystna dla wzajemnych relacji między jej członkami? O tym musicie przekonać się już sami, czytając książkę.

Leila jest nieocenionym wsparciem dla swojej siostry. Mimo że kobieta prowadzi własną firmę i jest oddana swojej pracy, zawsze znajdzie czas na to, aby pomóc w opiece nad swoim trzyletnim siostrzeńcem Maksem. Tak też miało być i tego dnia, kiedy doszło do strasznej tragedii, która zdruzgotała tę rodzinę i być może już na zawsze rozdarła ją na pół. Ofiarą pomyłki, zaniedbania, czy też celowego działania pada bezbronny chłopiec, który umiera w samochodzie swojej ciotki. Autorka skonstruowała fabułę tej wstrząsającej i trzymającej w napięciu historii w bardzo ciekawy sposób. Tak, aby czytelnik wiedział, jak doszło do śmierci dziecka, ale nie mógł być pewien tego, czy to, co się wydarzyło, było nieszczęśliwym wypadkiem, czy też właśnie na takowy miało wyglądać, po to, by ukryć coś znacznie gorszego. Leila zostaje postawiona w stan oskarżenia, a każdy, kto sięgnie po ten tytuł, czuje się częścią ławy przysięgłych, która ma zadecydować o dalszym jej losie.

Na pewno wielu z nas niejednokrotnie przekonało się jak złudne i naiwne bywa przeświadczenie, że doskonale znamy swoich najbliższych i wiemy o nich niemalże wszystko. Nieraz z ogromnym zaskoczeniem stajemy w obliczu sytuacji, która boleśnie uświadamia nam, że nawet ci, których kochamy, mogą zakładać maski, za którymi skrywają swoją prawdziwą twarz. Często prowadzą z nami swego rodzaju grę pozorów, ukrywając przed nami swoje prawdziwe uczucia i emocje. Uczestnicząc w procesie przeciwko naszej bohaterce, stajemy się świadkami tego, jak podczas jego trwania spadają wszystkie maski, a prawda, która niczym elementy rozbitej układanki wychodzi na jaw, szokuje nas i sprawia, że do końca nie wiemy czemu, o czym czytamy w książce dać wiarę. Bo jak się przekonacie, zagłębiając się w lekturę, tu nikt nie jest bez skazy. Każdy ma na sumieniu, coś, co nie pozwala mu czuć się bez winy.

Każda osoba czytająca tę książkę będzie czuła potrzebę, by stanąć po którejś ze stron sądowej barykady. Jednak uwierzcie mi, że nie będzie to łatwe, bo nawet jeśli w trakcie lektury nadejdzie taki moment, a będzie ich kilka, że zyskacie przekonanie, iż wiecie, czy oskarżona jest winna, czy też nie, to za chwilę w wyniku ujawnienia nowych faktów i zeznań świadków, nie będziecie już pewni niczego. Zaskakujące zwroty akcji rzucające na toczącą się sprawę nowe światło sprawią, że będziemy czuli wewnętrzne rozdarcie emocjonalne. Bo choć w kontekście tego, na czym opiera się treść książki, na pewno zabrzmi to strasznie, to nie każdy, kto zasiada na miejscu oskarżonego, jest złym człowiekiem.

Nie chcę zdradzać zbyt wiele, abyście sami odkrywali złożoność tego, co na was czeka, jeśli zdecydujecie się spędzić czas z tym, co już teraz mogę z pełną świadomością napisać, świetnym thrillerem sądowym, ale przeczytajcie, jeszcze raz cytat, który zostawiłam dla was na początku mojej recenzji, a  wtedy z pewnością spojrzycie na całość toczących się wydarzeń z zupełnie innej perspektywy.

Bo to nie jest powieść ukazująca wyłączne rodzinną tragedię. Jej równie ważnym aspektem jest siostrzana relacja, która została zbudowana na podłożu bolesnych przeżyć z lat dzieciństwa. To Leila poświęciła bardzo wiele dla dobra Yasminy. Mimo młodego wieku musiała tak wiele udźwignąć na swoich barkach. Dziś jest odważną, pewną siebie, bezkompromisową kobietą sukcesu. Patrząc na jej życie, na usta ciśnie się stwierdzenie, że ma wszystko. Ona jednak pragnie czegoś, co nie jest jej dane, a czego doświadcza Yasmina. Ta natomiast czuje się gorsza od starszej siostry, która doskonale radzi sobie w życiu, kontrolując je w pełnym wymiarze. Jak teraz, kiedy po dawnym życiu nie ma już śladu, a codzienność wypełnia chaos, cierpienie i ból poradzą sobie obie siostry? Czy siostrzana miłość będzie silniejsza od nienawiści, żalu i poczucia winy? Musicie koniecznie to sprawdzić, do czego serdecznie każdego z was zachęcam.

„Najbliższa rodzina” to bardzo dobry thriller psychologiczny ze świetnie wykreowanymi portretami psychologicznymi każdej postaci, którą w nim poznajemy. Z racji tego, że rozgrywające się na jego kartach wydarzenia dotyczą druzgocącej tragedii, która mogłaby i na pewno niestety jest częścią życia niektórych osób, będziecie czytali go z dużym przejęciem i zaangażowaniem. To właśnie dojmująca świadomość autentyzmu tej książki sprawia, że czujemy się wstrząśnięci i mocno poruszeni. Pisarka bardzo sugestywnie i obrazowo odzwierciedliła atmosferę sali sądowej, zeznań pod przysięgą, dzięki czemu całą sobą czułam towarzyszące temu napięcie, niepewność i obawę odnośnie do tego, co za chwilę ujrzy światło dzienne. Nie da się również uniknąć prób postawienia się na miejscu każdej ze stron tych tragicznych przeżyć i zadania sobie pytania, jak my sami bylibyśmy w stanie sobie z nim poradzić? O ile jest to jeszcze możliwe. A samo zakończenie mocno zaskakuje, wprawia w osłupienie i burzy wszystko, w co chcieliśmy wierzyć do momentu przeczytania ostatniego zdania zapisanego w książce. Kiedy sumienie nie pozwala przemilczeć prawdy i tkwić w kłamstwach, manipulacji i tajemnicach.

*Cytat pochodzi z książki, o której mowa w recenzji, str.9.

Zakup własny


czwartek, 9 maja 2024

Mój prywatny raj na ziemi

Każdy z nas ma w życiu takie momenty, kiedy chcę uciec od całego świata. Odciąć się  od otaczającego nas zewsząd chaosu, pędu, stresu i niepokoju. Ja dziś zapraszam was do mojego prywatnego raju na ziemi, w którym odzyskuję spokój i nabieram sił do tego, aby stawić czoła czekającym mnie każdego dnia przeciwnościom losu.










Napiszcie, proszę w komentarzach, czy macie takie swoje miejsce, w którym możecie pobyć sami ze sobą, wyciszyć się i odzyskać wewnętrzną harmonię?