środa, 27 grudnia 2017

Macierzyństwo, ale za jaką cenę?

Moi drodzy, dziś spieszę do Was z literaturą taką, którą naprawdę lubię. Jest w niej wszystko to, czego zawsze szukam w dobrej książce: emocje, trudne wybory, jeszcze trudniejsze decyzje, no i oczywiście wiele rodzących się w głowie czytelnika podczas lektury momentów do refleksji i zadania sobie pytania „Co ja zrobiłabym/zrobiłbym, będąc na miejscu bohaterów historii opisanej w utworze?” Przy czym uwierzcie mi, że trudność i złożoność tematu, z którym postanowiła zmierzyć się autorka Julie Cohen w książce „Drogie maleństwo”, sprawia, że żadna odpowiedz na tak postawione pytanie, nie jest prosta i oczywista.

Pamiętam, że od chwili kiedy po raz pierwszy zobaczyłam, zapowiedz wydawniczą „Drogiego maleństwa”, byłam przekonana, że koniecznie muszę tę książkę przeczytać. I choć od czasu zapowiedzi do momentu, kiedy trafiła ona w moje ręce, minęło dość dużo czasu, to jednak nie dała mi o sobie zapomnieć. Nieustannie chodziła mi po głowie. I jak się okazało już od pierwszych stron książki moja ogromna determinacja, by dzieło to znalazło się w mojej domowej biblioteczce, była bardzo uzasadniona, gdyż jest to bardzo dobra książka.
A Teraz wyobraźcie sobie, że żyjecie w kochającym się, wydawałoby się idealnym, wręcz modelowym małżeństwie, ale niestety do pełni szczęścia brakuje Wam dziecka, owocu waszej miłości. Przez wiele lat staracie się o swoje maleństwo, lecz niestety wszystkie metody zawodzą. Jedyna nadzieja, jaką pokładacie w sztucznym zapłodnieniu in vitro również, okazuje się nieskuteczna. Kiedy już tracicie wszelką nadzieję, na zostanie rodzicami nagle niespodziewanie pojawia się jeszcze jedna szansa. Możecie mieć dziecko, korzystając z pomocy matki zastępczej. Jednak nie jest o tyle bardziej złożone, że surogatką zostaje najlepsza przyjaciółka męża (ale czy na pewno tylko przyjaciółka?) I tu rodzi się pytanie: „Jak daleko można się posunąć, by zostać rodzicem?”. Powstają wątpliwości i moralne rozważania. W takiej właśnie sytuacji znajdują się główni bohaterowie książki Clarie i Ben. Jest też Ramily, kobieta, która ma być tylko „inkubatorem „dla małego, wielkiego szczęścia małżonków. Czas uświadamia jednak całej trójce, że wszystko, co się dzieje w ich życiu, nie jest tylko zwykłą przyjacielską przysługą, jak od początku zakładali. Wszystkim jest ciężko odnaleźć się w tej niezwykłej sytuacji, lecz tłumaczą sobie, że „Kiedy dziecko się urodzi, wszystko się ułoży”. Czy tak rzeczywiście będzie, tego już musicie dowiedzieć się sami.


To, co niezwykle ujęło mnie w książce to jej niesamowicie ciepły, realistyczny klimat. Podczas lektury nieustannie miałam nieodparte wrażenie, że uczestniczę we wszystkich perypetiach bohaterów, dzieląc z nimi ich smutki, radości, obawy i wątpliwości. Bardzo często łapałam się na tym, że miałam ochotę każdego z nich przytulić, wesprzeć i pocieszyć, przez co wszyscy stali mi się bardzo bliscy niczym przyjaciele.


Książkę jak najbardziej polecam, gdyż jest to wspaniały debiut literacki, który na zawsze pozostanie w mojej pamięci, gdyż skradł mi serce. Niezmiernie się cieszę, że kolejna książka autorki jest już w mojej biblioteczce. Niebawem na pewno po nią sięgnę.

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Mój pierwszy książkowy TAG!



Moi drodzy, kilka dni temu zostałam nominowana przez Anię z bloga Z fascynacją o książkach do wykonania tagu książkowego. Przyznam szczerze, że w pierwszej chwili czułam radość pomieszaną z wielkim mętlikiem w głowie. Radość, ponieważ jest mi bardzo miło, że Ania zwróciła uwagę na mój dopiero początkujący blog i poprzez nominację dała mi możliwość, abym mogła trochę bardziej przybliżyć Wam swoją osobę, jak również swoje gusta czytelnicze. (Aniu bardzo Ci dziękuję). A jeśli chodzi o mętlik w głowie, to w momencie, kiedy przeczytałam pytania, na które mam odpowiedzieć w mojej głowie przez moment pojawiła się czarna dziura. Pomyślałam, rany ja kompletnie nie wiem, jak odpowiedzieć na te pytania. Jednak jakoś udało mi się uporządkować myśli i dziś chcę zaprezentować Wam, co mi z tego wyszło.: )


Zanim jednak zacznę, chcę zaznaczyć, że odpowiedzi, jakich udzieliłam na pytania zadane w tagu, są moimi subiektywnymi odczuciami i nie musicie się ze mną zgadzać.). 

Zaczynamy więc proszę bądźcie wyrozumiali.: ).


1.Jakie są trzy najlepsze książki, które przeczytałaś w tym roku?


Wybór nie był łatwy, ponieważ ten rok obfitował dla mnie w wiele naprawdę świetnych książek. Zdecydowałam się jednak wymienić właśnie te tytuły ze względu na to, że każdą z nich odbieram bardzo osobiście. Historie w nich opisane są niejako również moimi. Ponadto, co najważniejsze kryją w sobie bardzo ważne przesłania, które jeśli weźmiemy sobie do serca,mogą zmienić na lepsze nie tylko nasze życie, ale również wielu innych osób.


2. Jaka pozycja ostatnio złamała Ci serce? 

Promyczek to jedna z najpiękniejszych, a jednocześnie najbardziej bolesnych książek, jakie dane mi było ostatnio przeczytać. Muszę się przyznać przed Wami, że jestem bardzo wrażliwą osobą i krzywda ludzka i cierpienie bardzo mocno mną wstrząsają. Dzieje się tak zarówno w życiu realnym, jak i tym książkowym fikcyjnym. Zawsze, kiedy bohaterów książek, które czytam, spotyka coś, przez co cierpią, ja mocno się z nimi zżywam. Tak też było w przypadku tej książki. Roztrzaskała mi serce na miliony kawałków, rozerwała duszę na strzępy, wycisnęła potok łez. Historia, która wstrząsnęła mną, pozbawiając tchu po to, by na końcu dać nadzieję i wiarę.

3. Czy jest książka, którą wszyscy chwalą, a Ciebie jednak nie przekonała? 

Nie mogę powiedzieć, że książka jest zła, lecz niestety czytając, daje się odczuć w przekazywanych w niej radach dużą dozę przesady i zbyt wyidealizowane podejście do poruszanych kwestii. Nieustannie towarzyszyło mi poczucie, że Pan Vujicic chce przekonać czytelników, że tylko on wie jak żyć i tylko żyjąc według jego rad i wytycznych osiągniemy pełnię szczęścia. Według mnie jest to nieco rażące. Ponadto jest jeszcze coś, co mnie niemalże irytowało podczas lektury dzieła. A mianowicie chciałoby się rzec fanatyczne podejście do spraw religii, wiary i Boga. Jestem osobą wierzącą i wiara jest istotną częścią mojego życia, lecz sposób, w jaki autor pisze o tak delikatnej sprawie, jaką jest rola wiary w życiu człowieka, jest wręcz natarczywy i moralizatorski. Można by pokusić się o stwierdzenie, że próbuje nawracać czytających jego książkę.


4.Czy jest taka powieść, która została mocno skrytykowana przez większość blogerów, ale Tobie się podobała i będziesz jej wytrwale bronić?

Zdaje sobie sprawę, że wielu z Was mój wybór tej książki może dziwić, szokować, a nawet budzić kontrowersję. Jak to możliwe, że ja mogę bronić tej książki? Otóż jak już wcześniej wspomniałam, jestem osobą bardzo wrażliwą i emocjonalną i tak też w większości przypadków odbieram historię opisywane na kartach książek, po które sięgam. A według mnie Pani Katarzyna Michalak ma umiejętność kreowania fabuły swoich książek na dużym podłożu emocjonalnym. Można się wzruszyć do łez. Tak też, jeśli chodzi o moją osobę,było w przypadku "Leśnej Polany". Oczywiście są to moje wyłącznie subiektywne odczucia i wrażenia.

5.Lektura, która ostatnio totalnie Cię zszokowała lub pozostawiła po sobie mętlik w głowie? 

Grzesznik Artura Urbanowicza przeraża, robi wodę z mózgu i zmuszaabyśmy zrobili sobie rzetelny rachunek sumienia. Autor potrafi „malować” w psychice czytelnika słowem pisanym przerażające, przyprawiające o przeszywający strach, szybsze bicie serca i urywany oddech obrazy. Czytając te wszystkie straszne opisy, bałam się tak bardzo, że nie odważyłam się czytać tej książki po zmroku. Lektura „Grzesznika” to doskonała lekcja manipulacji, psychologi i socjotechniki. A zakończenie sprawiło, że niczego nie byłam już pewna. Taki mętlik w głowie mam dotąd, choć książkę czytałam już jakiś czas temu.


6.Jaką jedną książkę powinien przeczytać absolutnie każdy, niezależnie od gatunku jaki preferuje? 

Uważam, że tę książkę powinien przeczytać każdy, ze względu na piękne przesłanie, jakie w sobie niesie i apel POMAGAJMY. Pani Natasza Socha poprzez prawdziwą historię, którą w niej opisuje, apeluje do nas, abyśmy dali komuś szansę na nowe życie rejestrując się jako dawcy szpiku. Ty również możesz być osobą, która podaruje komuś życie. Dobro powraca i choć dziś myślisz, że Ciebie nic złego nigdy nie spotka, tak naprawdę nigdy niczego nie możemy być pewni w stu procentach i jutro Ty również możesz potrzebować pomocy.

Chcę wierzyć, że dzięki „Aptece marzeń” apel POMAGAJMY, dotrze do bardzo wielu ludzi, a przecież o to właśnie chodzi. Czytajcie „Aptekę marzeń” i mówcie o tej książce bardzo głośno gdzie i kiedy tylko się da.



7.Jaki autor jest według Ciebie niesłusznie niedoceniony lub mało znany? 






Według mnie autorką, która jest niedoceniana, jest Cathy Glass. Autorka z racji tego, że w życiu prywatnym stanowi rodzinę zastępczą dla pokrzywdzonych przez życie, los, a często niestety przez swoich najbliższych dzieci w swoich książkach opisuje wstrząsające i często traumatyczne prawdziwe losy swoich podopiecznych. Uważam, że o książkach Pani Glass ciągle mówi się zbyt mało. A zasługuje na to, aby zostać zauważoną. Ja sama bardzo chętnie sięgam po książki autorki i na każdą czekam z niecierpliwością. 




8.Która postać książkowa jest najbardziej podobna do Ciebie lub którą chciałabyś być?



Wielokrotnie przy okazji recenzowania książek o tematyce niepełnosprawności czy choroby pisałam, że ja również jestem niepełnosprawna ruchowo. Jednak tym razem miałam wrażenie, że czytam książkę o sobie, a to dlatego, że moja niepełnosprawność jest identyczna z niepełnosprawnością autorki książki "Moje pory roku” Laury Izabeli Jurga. Obie urodziłyśmy się z Dziecięcym Porażeniem Mózgowym. Obie również jako dzieci „byłyśmy baletnicami” chodząc wyłącznie na palcach, wskutek czego obie przeszłyśmy tożsame operacje. Podobieństw jest naprawdę bardzo wiele, lecz nie będę o nich pisać, żeby nie zdradzić całej treści utworu.



9.Czy jakaś książka podobała Ci się mniej niż jej ekranizacja? Jeśli tak, to jaka? 


Taką książką była na pewno książka „ 13 powodów” Jay Asher. Książka zupełnie do mnie nie przemówiła. Dłużyła mi się niemiłosiernie. Owszem pomysł na fabułę był dobry, ale z realizacją było już dużo gorzej. Według mnie ta książka nie zasługuje na miano bestselera światowego. Ekranizacja jest o wiele lepsza niż książka, ale również nierewelacyjna. Być może to już nie ten target wiekowy na tego rodzaju książki.)



10.Wymień kilka blogów, które warto odwiedzić. 


Pytania Ani bardzo mi się podobały, więc proszę, aby osoby, które nominuję, odpowiedziały na nie jeszcze raz. 

Do wykonania tagu nominuję następujące blogi:



Mam nadzieję, że Wam się podobało i dotrwaliście do końca.).


sobota, 23 grudnia 2017

Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku;*

Moi kochani w tym wyjątkowym dla wielu z nas czasie magicznych świąt Bożego Narodzenia oraz nadchodzącego Nowego Roku chcę życzyć Wam wszystkim i sobie samej, aby ten szczególny czas rozpalił w naszych sercach miłość, dobro i życzliwość nie tylko dla naszych najbliższych, ale również dla każdego innego człowieka. Rozejrzyjmy się wokół siebie, bo być może gdzieś obok nas jest, ktoś, kto w tej chwili samotnie spędza święta. Niech ten pusty talerz na stole wigilijnym nie będzie tylko symbolem. Czasami jeden prosty gest wystarczy, by przywrócić  komuś wiarę w lepsze jutro.

Moim skrytym pragnieniem jest również, aby ten płomień dobroci i życzliwości, który, wznieca magia świąt, nie zgasł wraz z ich końcem. Bądźmy dla siebie dobrzy przez cały rok.:).

Korzystając z okazji, chciałabym serdecznie podziękować wszystkim tym z Was, którzy tak miło i serdecznie przyjęliście mnie w blogosferze. Dziękuję za wszystkie odwiedziny, komentarze i ciepłe słowa, które ogromnie mnie cieszą i motywują do tego, aby jeszcze bardziej się starać. 💖

Na zakończenie chciałabym złożyć Wam życzenia świąteczno-noworoczne, ale, jako że nigdy nie byłam dobra w składaniu życzeń, napiszę po prostu:

Życzę Wam moi mili,
abyście szczęśliwi byli.
Szczęścia, miłości na każdym kroku,
i pomyślności w nadchodzącym Nowym Roku.
Wasz Czytający Kotek.



wtorek, 19 grudnia 2017

Bądź dzielny,stwórz legendę

Na wstępie pragnę przeprosić Was moi drodzy za chaotyczność tego, co chcę Wam dziś przekazać,ale jestem kilka chwil po lekturze „Promyczka” Kim Holden i wiem, że jeśli nie pójdę za ciosem i od razu nie podzielę się tym jak ogromnie wstrząsnął mną ten tytuł za moment rozkleję się zupełnie i już nigdy nie będę w stanie nic o niej powiedzieć. Uwierzcie mi, że ujęcie w słowa emocji, które mną targają jest zupełnie niemożliwe dlatego dziś nie będzie typowej recenzji a jedynie wymienię w punktach to, za co UWIELBIAM tę książkę.

Zanim jednak to zrobię musicie wiedzieć, że bardzo długo nie mogłam przekonać się do lektury tej pozycji. Co prawda bardzo chciałam go przeczytać ale podświadomie się przed nim wzbraniałam. Po wielogodzinnych rozmowach telefonicznych z moją przyjaciółką i jej nieustających zachwytach nad „Promyczkiem” w końcu dałam się przekonać.

Jakież ogromne było moje zaskoczenie kiedy na początku dzieło to zwyczajnie mnie nudziło... Nie znajdowałam nic nadzwyczajnego, co było by dowodem na autentyczność fenomenu jaki wywołała wśród czytelników o czym nie omieszkałam oczywiście poinformować mojej przyjaciółki. Na co ona ze spokojem aczkolwiek z ogromnym przekonaniem i przejęciem powtarzała nieustannie:

„Czytaj dalej, po prostu czytaj, a na pewno pokochasz tę książkę”. 

wtorek, 12 grudnia 2017

Pozwól przeszłości spokojnie spać


Przeszłość najpierw była Przyszłością, a potem Teraźniejszością. Teraźniejszość wczoraj była Przyszłością, a jutro będzie Przeszłością. Przyszłość dziś nią jest, bo już jutro stanie się Teraźniejszością. Każdy dzień Przyszłości stanie się przeszłością, przeżytym czasem. Nie można mówić, że to, co minęło, nie ma znaczenia. Przeszłość jest cenna, ma wielką wartość. To nasze życie. Przeszłość, Teraźniejszość i Przyszłość mogą istnieć tylko razem, to siostry, władczynie naszego czasu, na dodatek serdeczne i najwierniejsze przyjaciółki. Każda za każdą skoczy w ogień, dlatego walka z Przeszłością skazana jest na porażkę. Zamiast z nią wojować lepiej zaakceptować fakt, że nam się przytrafiła i oswoić ją. Czy Przyszłość nas ukształtowała? Nauczyła czegoś? NIE! Dopiero jutro zaczniemy ją poznawać. Może narozrabiać w naszym życiu albo być potulnym kociakiem, Będzie miała znaczenie, gdy zostawi po sobie ślad i stanie się Przeszłością. To Przeszłość jest ważna. Najważniejsza! Jest najstarszą z trzech sióstr- przyjaciółek. Posadźmy ją w wygodnym i przepastnym fotelu. Niech sobie siedzi, podziwiając, jak się mierzymy z teraźniejszością i uśmiechamy do Przyszłości. Choć bywa balastem i ciąży niemiłosiernie, to ona trzyma nas w ryzach, czyni mądrymi i lepszymi. Przeszłość to ukończony fakultet! Zajmuje ważne miejsce w naszych umysłach i sercach. Gdyby ją stamtąd usunąć, pozostałyby wielkie dziury. Nie można przecież żyć z dziurami w mózgu i w sercu.
Tymi bardzo mądrymi i godnymi przemyślenia słowami zaczyna się książka Pani Grażyny Mączkowskiej „Tatuaże podświadomości”. Ileż to bowiem razy staramy się bagatelizować przeszłość, uciec od niej, bądź, co bezsprzecznie jest najgorszą ze wszystkich sytuacji, nie potrafimy iść naprzód, ponieważ przeszłość niczym permanentny tatuaż odciska swój ślad w naszej podświadomości, przez co nie jesteśmy w stanie żyć pełnią szczęścia, jaką ofiaruje nam życie.

Ze swoimi demonami przeszłości zmaga się główna bohaterka powieści Gabi. Dziś dorosła kobieta, żona, matka babcia. Na co dzień radosna, ciepła osoba. Jednak wszystko zmienia się nocą, kiedy koszmary dzieciństwa powracają w snach. Nie ma się czemu dziwić, bo dzieciństwo naszej bohaterki, to istne piekło. Alkoholizm ojca, przemoc, strach, nieustanne upokorzenia odebrały małej wówczas dziewczynce i jej rodzeństwu to, co dla każdego dziecka najważniejsze: miłość rodziców, bezpieczeństwo, ciepło rodzinne. Te bolesne przeżycia bardzo mocno wpłynęły na dorosłe życie Gabrieli. Jak sama często powtarza w niej jednej, jest ich dwie. Mała dziewczynka i dorosła kobieta. Gabrysia nadal czuje nienawiść do ojca. W jej głowie nieustannie żyje przeszłością i walczy z nią. Na szczęście na jej drodze pojawia się osoba, która wskazuje jej właściwą drogę do tego, by móc zamknąć pewien etap w swoim życiu. Jak nie trudno się domyślić nie jest to łatwy proces. Tego, czy Gabi się udało, dowiecie się, sięgając po „Tatuaże podświadomości".

Autorka w bardzo wyrazisty sposób ukazuje to, jak bardzo duży wpływ na więzi rodzinne nawet już w dorosłym życiu ma patologia w rodzinie. Nie chcę pisać zbyt wiele, ale doskonale widzimy to na przykładzie tego, jak dziś wyglądają relacje między rodzeństwem.
To na co należy również zwrócić uwagę to postać matki Gabi. Przypuszczam, że początkowo ocenicie ją bardzo surowo, ale jak się przekonacie, nie wszystko jest tak oczywiste, jak to wygląda na pierwszy rzut oka.

„Tatuaże podświadomości” to bardzo poruszająca książka z cennym przesłaniem. Przeszłości nie należy się wypierać, czy walczyć z nią. Jedyne, co możemy zrobić to, odłożyć ją na półkę. To, co już było, niech sobie spokojnie śpi. Na jej kartach odnajdziecie cierpienie i łzy, ale również miłość, przyjaźń, pracę i starania nad tym, by pogodzić się z tym, na co już nie mamy wpływu, a otworzyć się na to, co tu i teraz oraz dary przyszłości. Jest to historia, która pokazuje, że choć nie da się zapomnieć, warto wybaczyć.

Dla mnie „Tatuaże podświadomości” okazały się niezwykłą powieścią, do której zapewne jeszcze niejednokrotnie powrócę. Jej lektura dostarczyła mi bardzo wielu przemyśleń, refleksji i wzruszeń. To, co jest najbardziej bolesne i przerażające, to realizm tej powieści. Wiele z tej książki wyniosłam dla siebie. Myślę, że oczywiste jest to, iż gorąco ją Wam polecam. Ja jeszcze długo będę o niej myślała.


Za egzemplarz książki do recenzji bardzo dziękuję wydawnictwu Psychoskok 


piątek, 8 grudnia 2017

Podążaj własną drogą

Kochani dziś ponownie zapraszam Was na chwilę zastanowienia, przemyśleń i refleksji. Już na wstępie, tym z Was którzy jesteście rodzicami, chciałabym zadać pytanie. Czy kiedy patrzycie na swoje dzieci, zdarza się Wam snuć wizje tego, jak w przyszłości będzie wyglądało ich życie? Jestem pewna, że każdemu rodzicowi zdarza się to wielokrotnie. A jeśli nawet nie macie dzieci, zapewne przynajmniej raz byliście światkami rozmów, w których rodzice mówią. „Chcielibyśmy, aby nasza Marysia, Zosia, czy Ania w przyszłości była lekarzem, prawnikiem bądź bankowcem”. Jest to naturalne, dopóki nie ingerujemy w życie naszych dzieci zbyt mocno i pozwalamy im iść własną drogą. Jeżeli dotychczas nie znaleźliście sposobności, aby na ten temat pomyśleć, zapewniam Was, że lektura powieści Pani Elżbiety Kosobuckiej „Mój pomysł na życie”, o której chcę Wam opowiedzieć, stworzy Wam wiele momentów na tego typu przemyślenia. Zanim jednak opowiem o samej książce, muszę się przyznać, że bardzo krzywdząco oceniłam tę książkę. A dlaczego dowiecie się już za chwilę. Otóż sugerując się opisem znajdującym się na rewersie książki, byłam przekonana, że będzie to typowy romans, jakich wiele i przyznam szczerze, że to, co przeczytałam na jej pierwszych stronach, zdawało się potwierdzać moje przypuszczenia. Jednak mając w pamięci, to, co stało się z biegiem lektury, chcę bardzo przeprosić autorkę, za to, że tak z góry niesprawiedliwie oceniłam jej dzieło. Jak się przekonacie w dalszej części recenzji, przeprosiny są jak najbardziej zasadne.

wtorek, 5 grudnia 2017

Zasłużone miano bestsellera światowego

Książka Pani Lisy Genova w pełni zasługuje na zdobyte miano bestsellera światowego. Czytając „Motyla”, nie odbierałam go wyłącznie, jako „zwykły czytelnik”, lecz głównie szukałam jego wartości odnośnie do swojej płaszczyzny zawodowej, jako że jestem psychologiem oligofrenopedagogiki. Co prawda nie zajmuję się bezpośrednio osobami cierpiącymi na chorobę Alzheimera, o której mowa w powieści, jednak problem ten nie jest mi obcy.

Utwór ten to wspaniałe i poruszające, a zarazem szokujące i przerażające dzieło ukazujące niezwykle prawdziwą i trudną historię życia z wyniszczającą umysłowo chorobą.
Większości z nas Alzheimer kojarzy się z okresem starości, schyłku życia, a często nawet uważamy, że schorzenie to jest naturalnym skutkiem procesu starzenia się. Niestety tak wcale nie musi być. Choroba ta dotyczy także osób o wiele młodszych. Autorka uświadamia nam poprzez postać głównej bohaterki, iż Alzheimer dotyka już osób będących w pięćdziesiątym roku życia.

Alice Howland jest pięćdziesięcioletnią kobietą sukcesu. Wykłada psychologię na Harvardzie. Zdobyła światową sławę w dziedzinie lingwistyki. Jest szanowana i poważana w środowisku zawodowym. Ma wspaniałą rodzinę. Cieszy się, życiem. Na pozór wszystko układa się wspaniale, lecz jest coś, co niepokoi kobietę. Coraz częściej zdarza jej się tracić pamięć, odczuwa poczucie dezorientacji, miewa napady paniki. Początkowo symptomy te składa na karb przepracowania, stresu, braku snu. Jednak kiedy z biegiem czasu dolegliwości te nie ustępują, a co więcej nasilają się, udaje się do lekarza, który diagnozuje u niej Alzheimera we wczesnym stadium. Świat Alice wywraca się do góry nogami. W tym miejscu należy zwrócić uwagę na fakt, że autorka pragnie uświadomić czytelnikom, co ta destrukcyjna choroba oznacza dla osób aktywnych zawodowo kroczących ścieżką kariery.

sobota, 2 grudnia 2017

Odczaruj przeszłość.

Moi drodzy mamy grudzień, dla wielu z nas najpiękniejszy miesiąc w roku. Nie trudno zgadnąć dlaczego. Oczywiście z uwagi na to, że już niemalże za chwilę nadejdzie Boże Narodzenie. W polskiej wierze i tradycji jedno z najpiękniejszych i najbardziej wyczekiwanych świąt. Przypuszczam, że niektórzy z Was zaczynają właśnie przygotowania do tego jakże wyczekiwanego, wyjątkowego czasu. Pierwsze zakupy, dekorowanie domu, a co najważniejsze nasze serca przepełnia radość i miłość. Z niecierpliwością czekamy na spotkanie z najbliższymi przy wigilijnym stole, podczas gdy w tle radości wypełniającej nasze domy unosić się będą melodie pięknych polskich kolęd. Niczego więcej nie pragniemy, jak tylko tego, by w ten magiczny czas być z tymi, których kochamy.
Niestety nie dla wszystkich święta Bożego Narodzenia to czas kojarzący się z pięknem, radością i miłością. Są osoby, które wolałyby z różnych przyczyn wymazać ten czas z pamięci. Dla tych osób bowiem święta kojarzą się z bólem, cierpieniem, samotnością.

Dziś dzięki książce Pani Krystyny Mirek „Światło w cichą noc” znajdziemy się na osiedlu domków jednorodzinnych, którego mieszkańcy właśnie przygotowują się do świąt. Wierni tradycji dekorują swoje domy tysiącem mieniących się światełek. Pośród tej ferii blasku kolorowych barw znajdują się dwa domy, w których panuje zupełna ciemność. Do jednego z nich zapukamy wspólnie z Antkiem Milewskim, chłopakiem, który próbuje podnieść się po bolesnym ciosie zadanym mu przez życie. Młody mężczyzna wraca po latach do domu rodzinnego swojego ojca, by tam, odnaleźć odpowiedz na dręczące go od lat pytania i wątpliwości. W przedwojennej willi mieszka ukochana babcia Kalina, z którą od lat nie utrzymywał kontaktu. W momencie przekroczenia progu willi wspomnienia wracają, a historia bolesnych przeżyć z przeszłości opowiedziana z perspektywy babci nabiera innych kształtów, dając Antkowi wiele do myślenia. Być może wszystko, co do tej pory myślał o ojcu i jego zachowaniu wcale nie jest tak oczywiste.

Jest jeszcze ktoś, dla kogo święta nie przynoszą radości i ukojenia, a jedynie ból, łzy i ogromną tęsknotę za tymi, których już nie ma i którzy nigdy nie wrócą. Bartek, Michał i Magda to trójka rodzeństwa, którzy w czasach dzieciństwa przeżyli właśnie w Wigilię tragedię rodzinną, która na zawsze odmieniła ich życie. Od tej pory na świecie mają tylko siebie. Wzajemnie się sobą opiekują, wspierają się, ale świąt unikają jak ognia. Aż do dziś, bowiem tego roku życie stawia przed rodzeństwem nie lada wyzwanie. Po wielu latach "uciekania przed świętami" muszą zorganizować własną wigilię. Jak nie trudno się domyślić nie będzie to proste. Trzeba będzie zmierzyć się z traumą przeszłości, by mieć szansę na szczęśliwą przyszłość. Czy się uda odczarować święta?, a przede wszystkim, czy było warto się starać? O tym przekonacie się, sięgając po książkę.

poniedziałek, 27 listopada 2017

Artystyczne dusze

Jesteśmy arcydziełem stworzonym z dwóch samotnych dusz”

Twórczość Brittainy C. Cherry była mi do tej pory nie znana, choć teraz kiedy przeczytałam drugą wydana na polskim rynku wydawniczym książkę tej autorki „Art & Soul” ogromnie żałuję, że do tej pory nie sięgnęłam, po „Kochając Pana Danielsa”, co muszę jak najszybciej nadrobić. Dziś jednak chcę zachęcić Was do sięgnięcia właśnie po „Art & Soul”, ponieważ jest to książka, która poruszy nawet najbardziej zatwardziałe serca. Muszę przyznać, że kiedy rozpoczęłam lekturę, nie wywarła ona na mnie wielkiego wrażenia, wydając mi się schematyczną, ale już po kilku stronach moje odczucia uległy zupełnej zmianie. Nie mogłam oderwać się od czytania, jednocześnie nie mogąc poradzić sobie z targającymi mną emocjami. Łzy cisnęły mi się do oczu, a wzruszenie ściskało gardło. A samo zakończenie wywołało bunt, który przerwał tamę moich emocji, wywołując spazmatyczny szloch.
Cała ta gama uczuć bardzo zaskoczyła mnie samą, gdyż jest to książka adresowana do młodzieży, a ja już od dłuższego czasu niestety nie należę do tej grupy wiekowej. Potwierdza to jedynie fakt, że książek nie należy szufladkować.
Mam nadzieję, że już sam wyraz moich wrażeń, jakie wywarła na mnie ta niezwykła książka, przekonał Was moi kochani do sięgnięcia po nią. Gdyby jednak jeszcze ktoś miał wątpliwości czy na pewno jest to aż tak zachwycający utwór, jestem przekonana, że zarys fabuły pozbawi Was ich ostatecznie.

czwartek, 23 listopada 2017

Znajdź w sobie odwagę

Dziś porozmawiamy sobie o życiu, a dokładnie o tym, jak trudne może ono być. Zapewne każdy z nas nie raz znalazł się na przysłowiowym, życiowym zakręcie. Wówczas czujemy, że fundamenty, na których je opieraliśmy, zaczynają chwiać się w posadach, a nasz świat się wali. W takiej sytuacji zmuszeni jesteśmy do podjęcia wielu trudnych decyzji po to, by nadać naszemu życiu nowy kierunek. Często niestety wymaga to od nas postawienia wszystkiego na jedną kartę, a jak wiemy, nie każdy ma w sobie wystarczająco dużo odwagi, aby postawić ten zdecydowanie trudny krok i jeszcze raz zawalczyć o to, co najważniejsze.

Na szczęście główna bohaterka najnowszej powieści Pani Doroty Schrammek „Tam, gdzie czekał anioł” znalazła w sobie tę odwagę. A łatwo jej nie było. W momencie, kiedy czytelnik wkracza w jej życie, Beata traci pracę. W domu i małżeństwie od jakiegoś czasu też nie układa się najlepiej. Mąż, który kiedyś wydawał się, tym wymarzonym od jakiegoś czasu jest inny. Raczej oczekuje i wymaga, niż sam z siebie coś daje. Utrata pracy przelewa czarę goryczy. Beata postanawia dać sobie czas na to, by wszystko na spokojnie sobie przemyśleć i poukładać. Dlatego też postanawia podjąć pracę w charakterze opiekunki starszego małżeństwa w Niemczech. Tam właśnie poznaje ludzi, którzy dosyć mocno wpływają na jej życie, a co za tym idzie, pozwala na nowo i trochę z innej perspektywy spojrzeć na siebie, męża, rodzinę. Urokliwe niemieckie miasteczko i przyjazna atmosfera pozwalają kobiecie odzyskać wewnętrzny spokój i stabilizację Niestety, los nie przygotował naszej bohaterki na kolejny druzgocący cios, który spada na nią jak grom z jasnego nieba. Jeśli chcecie wiedzieć więcej, nie pozostaje Wam nic innego, jak tylko sięgnąć po książkę

wtorek, 21 listopada 2017

Moje lustrzane odbicie

Dziś opowiem Wam swoją historię. Zapewne wielu z Was zastanawia się jak to możliwe, że recenzując/opiniując książkę, której przecież nie jestem autorką twierdzę, że jest to moja historia. Powód jest bardzo prosty, otóż wielokrotnie już przy okazji recenzowania książek o tematyce niepełnosprawności czy choroby pisałam, że ja również jestem niepełnosprawna ruchowo. Jednak tym razem miałam wrażenie, że czytam książkę o sobie, a to dlatego, że moja niepełnosprawność jest identyczna z niepełnosprawnością autorki książki"Moje pory roku” Laury Izabeli Jurga. Obie urodziłyśmy się z Dziecięcym Porażeniem Mózgowym. Obie również jako dzieci „byłyśmy baletnicami” chodząc wyłącznie na palcach, wskutek czego obie przeszłyśmy tożsame operacje. Podobieństw jest naprawdę bardzo wiele, lecz nie będę o nich pisać, żeby nie zdradzić całej treści utworu. Lektura tej książki nie była dla mnie łatwa, gdyż powróciło do mnie wiele trudnych, często bolesnych wspomnień z sytuacji, przez które musiałam przejść, by zaakceptować i nauczyć się żyć z jak ja to określam „Moją przyjaciółką niepełnosprawnością". Pani Laura „naszą historią” pokazuje, że naszym największym pragnieniem jest poczucie akceptacji, a naszym największym problemem są wewnętrzne lęki, które jednak pokonujemy przy pomocy rodziny.przyjaciół i dobrych ludzi, których Bóg stawia na naszej drodze. Bo przeszkody są po to, by je pokonywać, a nie je omijać. Musimy tylko nauczyć się prosić o pomoc i zdać sobie sprawę, że nie jest to oznaka słabości. Bo każdy człowiek, by żyć, potrzebuje drugiego człowieka. Musimy wierzyć w siebie, bo ogranicza nas tylko nasz umysł, lęki i obawy. Bo nie chodzi o to, by nie upadać, a oto by się podnieść i iść dalej. Historia młodej kobiety pokazuje, że paradoksalnie największą przeszkodą w spełnieniu naszych codziennych celów życiowych są....schody. Życie, jakie prowadzi ta wspaniała dziewczyna, zadaje kłam błędnej wizji codziennego bytowania osób z niepełnosprawnością jako tych, które są zamknięte na świat i ludzi siedząc w domu i użalając się nad sobą. Autorka to wspaniała otwarta na ludzi i nowe doświadczenia osoba, która nigdy się nie poddaje, stawiając czoła wszelkim życiowym wyzwaniom, a co więcej stawia sobie coraz to nowe cele, podnosząc ich poprzeczkę za każdym razem wyżej. Z pełnym przekonaniem twierdzę, że powinien brać z niej przykład nie jeden pełnosprawny, gdyż osiągnęła tak wiele, że wielu z nas nawet będąc w pełni sprawnymi, nie zdołałoby tego dokonać. Ponadto Pani Laura udowadnia również, że ludzie niepełnosprawni to nie ci, którzy ciągle tylko biorą od innych, ale również wiele innym dają od siebie, wkładając ogrom serca i pracy w słusznej sprawie dla dobra ogółu.
Czytając tę książkę, naszła mnie taka myśl: „Przekuwajmy swoje słabości w naszą siłę, a będziemy w stanie osiągnąć wszystko, czego zapragniemy".

Oczywiście książkę serdecznie polecam i z góry bardzo przepraszam za prywatę, lecz była ona nieunikniona, bo przecież to „moja historia” (oczywiście, jeśli chodzi o jednostkę chorobową, bo w innych aspektach moja niekończąca się opowieść jest zupełnie inna).

sobota, 18 listopada 2017

Nie trzeba słów, by wyrazić to, co najważniejsze

Drogi czytelniku wyobraź sobie, że jesteś małym dzieckiem, które już jako noworodek trafia do domu dziecka i od tego momentu zmieniasz nieustannie miejsca swojego pobytu, trafiając do 32 domów dziecka i rodzin zastępczych, gdyż twoi opiekunowie porzucają cię jak niechciany przedmiot. Czyż nie brzmi to okrutnie...?

Taki właśnie los spotkał główną bohaterkę książki „Sekretny język kwiatów” - Victorię. Jej opiekunowie i rodzice zastępczy widzą w niej samo zło. Raporty, które powstają na temat dziewczynki, charakteryzują ją jako: aspołeczną, porywczą, małomówna, bezczelną. Nikt jednak nie zadaje sobie trudu, by dociec przyczyn takiego zachowania dziewczynki. Żaden z opiekunów nie zdaje sobie sprawy, że po przeżyciu tak wielu traumatycznych chwil w życiu takie zachowanie Victorii może być jej sposobem „pancerzem” mającym chronić ją przed kolejnym zranieniem ze strony świata dorosłych. Dziewczynka boi się otworzyć i zaufać ludziom. Życie naszej małej bohaterki zmienia się, gdy trafia pod opiekę Elizabeth, która wprowadza ją w tajniki sekretnego języka kwiatów. O tym jednak musicie już przeczytać sami... „Dar” ten pomaga jej wyrażać siebie i komunikować się z innymi ludźmi. Kolejnym przełomem w życiu bohaterki jest chwila, kiedy na jej drodze życiowej pojawia się Grant, który podobnie jak ona rozumie język kwiatów. Znajomość ta pozwala dziewczynie odkryć siebie na nowo. Poznaje smak uczuć, których nigdy wcześniej nie zaznała. Jej niecodzienny „dar,”, choć wydaje się niepozorny, wpływa znacząco na życie wielu osób. Tyle o fabule.

środa, 15 listopada 2017

Terapia w domowym zaciszu.

Moi drodzy, dziś porozmawiamy o relacjach damsko- męskich. Temat stary jak świat, a mimo to nadal do końca niezgłębiony. Moglibyśmy mówić o tym jakże złożonym aspekcie naszego życia bez końca i zapewne zgodzicie się ze mną, że nigdy nie zdołalibyśmy dostatecznie go wyczerpać. Spróbujmy jednak przyjrzeć się temu zagadnieniu troszeczkę bliżej.
Kochane kobiety, dziewczęta, zastanówcie się proszę przez chwilę, jaki typ mężczyzny ma szansę przykuć waszą uwagę i zainteresować Was sobą na przykład w klubie, dyskotece? Czy będzie to mężczyzna cichy, wycofany przysłowiowo podpierający ściany, czy raczej ten pewny siebie, uśmiechnięty z zadziornym błyskiem w oku? Przypuszczam, że zdecydowanie większe szanse ma drugi typ mężczyzn. Pamiętajmy jednak, że nie wszystko złoto co się świeci. Jak się za chwilę przekonamy z książki Niny Reichter „Love line” zachowania tych „królów życia” często są wyuczone, wykalkulowane, dążące do tego, aby uwieść kobietę i wykorzystać ją.

Zanim jednak opowiem kilka słów o samej książce, chcę prosić Was abyście decydując się na lekturę tego tytułu w żaden sposób nie sugerowali się okładką. Jest ona bowiem bardzo myląca w odniesieniu do całości fabuły. Sama patrząc na nią po raz pierwszy, byłam przekonana, że będzie to kolejny, płomienny romans jakich wiele. Ot nic odkrywczego. Teraz wiem, że powiedzenie, by nie oceniać książki po okładce, w przypadku tej pozycji jest bardzo zasadne. Uważam bowiem, że okładka może spowodować krzywdzący jej odbiór „na pierwszy rzut oka”. Tymczasem, kiedy przystąpicie do lektury będziecie bardzo pozytywnie zaskoczeni. Bowiem wbrew temu, jak tytuł ten jest kategoryzowany w żadnym wypadku nie jest to romans. Gdybym miała spróbować przypisać „ Love line” do określonego gatunku literackiego bez wahania powiedziałabym, że jest to bardzo mądra i pouczająca powieść psychologiczna, która pozwala nam w bardzo subtelny sposób zajrzeć za kulisy tego, co dla nas bardzo ważne: związków, uczuć oraz blasków i cieni życia.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Piekło na ziemi

Dziś moi drodzy czytelnicy zapraszam was na spotkanie z książką nie łatwą, lecz niewątpliwie wartą tego, by poświęcić jej swój czas. O historii Nataschy Kampusch zapewne wielu z was już słyszało, chodź, by za sprawą mediów czy internetu. O niej i jej losach było dość głośno w 1988 roku. Bo właśnie 2 marca tegoż roku została porwana i uprowadzona w drodze do szkoły wówczas 10-letnia Natascha.

W książce „3096 dni”, o której chcę Wam dziś opowiedzieć autorka w sposób bezkompromisowy, otwarcie i szczerze mówi o trudnym dzieciństwie, porwaniu oraz fizycznych i psychicznych upokorzeniach, jakich doznawała.

” Czuję się już na tyle silna, aby opowiedzieć całą historię mojego porwania".
Tytuł książki jest zarazem wyznacznikiem czasu jaki .Natascha spędziła w rękach porywacza. Bo właśnie tyle 3096 dni (8,5 roku)
trwało jej piekło.
Jej porywaczem był Wolfgang Priklopil 35-letni mężczyzna niezrównoważony psychicznie, który owego feralnego dnia wciągnął dziewczynkę do swojej białej furgonetki.

„Usiłowałam krzyczeć. Nie wydałam żadnego dźwięku. Moje strumy głosowe po prostu nie funkcjonowały. Cała byłam jednym wielkim krzykiem. Niemym krzykiem, którego nikt nie słyszał”

piątek, 10 listopada 2017

Egzamin z macierzyństwa

Drogi czytelniku dziś zapraszam Cię na recenzję książki autorki, która w swoich utworach nie boi się podejmowania trudnych tematów, takich, które bardzo często są pomijane bądź przemilczane. W jej książkach nic nie jest tylko czarne albo tylko białe. Próżno w nich szukać historii łatwych i prostych, wręcz przeciwnie, złożoność problematyki kreowanej fabuły sprawia, że to jak daną historię odbierzemy, zależy od tego z perspektywy, którego z jej bohaterów na nią patrzymy. Wielopłaszczyznowość ta sprawia, że podczas lektury skłaniani jesteśmy do wielu refleksji i przemyśleń. To wszystko w połączeniu z lekkością pióra i płynnością słowa niezmiennie zachęca nas czytelniczki do sięgnięcia po każdą kolejną książkę tej wspaniałej polskiej pisarki, na którą zawsze oczekujemy z niecierpliwością. A mowa oczywiście o Pani Magdalenie Majcher. Zapewne nikomu z was osoby Pani Magdaleny przedstawiać nie trzeba, powiem więc tylko tyle, że „Matka mojej córki”, bo to właśnie o tej książce jak się domyślacie, chcę wam dziś opowiedzieć, jest trzecim tytułem w dorobku pisarskim Pani Majcher, natomiast drugim po „Stanie niebłogosławionym” traktującym o macierzyństwie. Ci z Was, którzy czytali moją recenzję „Stanu niebłogosławionego”, wiedzą, że wówczas to właśnie dzięki niej autorka zdobyła moje serce bowiem, było to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki. Byłam pod ogromnym wrażeniem owej pozycji i gorąco zachęcałam Was do lektury. Jednocześnie wiedziałam, że kolejnej książce, którą napisze Pani Magda, postawię bardzo wysoką poprzeczkę i obawiałam się, czy dorówna swojej poprzedniczce. Jeśli jesteście ciekawi czy autorce udało się wyjść naprzeciw moim oczekiwaniom i im sprostać proszę o chwilę cierpliwości, przekonacie się o tym w dalszej części mojej recenzji.

wtorek, 7 listopada 2017

Co zrobić z tą miłością?

*A gdy się zejdą, raz i drugi,kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością,bardzo się męczą, męczą przez czas długi,co zrobić, co zrobić z tą miłością?....”

Te właśnie słowa piosenki w pełni odzwierciedlają losy głównych bohaterów powieści Pani Agnieszki Lingas- Łoniewskiej „Łatwopalni". Często zdarza się tak, że w naszym życiu dzieją się rzeczy, które już na zawsze czynią je jałowym i pozbawionym jakiegokolwiek sensu. W jednej chwili tracimy wszystko, a sami stajemy się zamkniętymi w sobie życiowymi pustelnikami. Takie właśnie życie wiedzie ON, mężczyzna, który nie ma już nic-zdarzenie z przeszłości nie pozwala mu normalnie żyć. Jedyne, co mu zostało to ucieczka, choć demony przeszłości dopadają go wszędzie.

„Padł na kolana, uniósł twarz ku słońcu, zacisnął pięści i krzyknął:
- Wybaczcie mi!Potem spojrzał na popękaną ziemię wokół i zrozumiał,że tak właściwie wygląda on sam.Spuścił głowę i pokonany wrócił do motocykla.Nie zasługuje na nic.

Ascetyczne życie i nieustanne umartwianie się staje się jego codzienną karą za to, co choć wydarzyło się już jakiś czas temu, w nim-Jarku każdego dnia odżywa na nowo, trawiąc jego serce i duszę....
Los na jego drodze stawia ją- Monikę. Kobieta jest zamkniętą w sobie, ograniczoną przez konwenanse osobą, która również w życiu wiele wycierpiała.
Kiedy drogi tych dwojga splatają się, rodzi się między nimi uczucie. Jednak nie jest to łatwa miłość. Oboje potrzebują ukojenia i spokoju. Marzą, by kochać i być kochanym. Niestety życie nadal ich nie oszczędza. Oboje wiedzą, że aby móc z radością patrzeć w przyszłość trzeba zamknąć drzwi przeszłości, a żeby móc to uczynić należy wybaczyć i uzyskać przebaczenie.

Autorka w swoim dziele porusza wiele ważnych problemów, które mogą także spotkać każdego z nas: ból rozrywający serce, poczucie straty, samotności, walkę z samym sobą, by móc żyć na nowo.
Pani Agnieszka w subtelny i sobie tylko znany sposób niepostrzeżenie trafiła do głębi mojego serca, grając wspaniały koncert na delikatnych strunach moich emocji.
Książkę zdecydowanie polecam. Jest wspaniała, rewelacyjna,jedyna w swoim rodzaju!!!
Już nie mogę się doczekać kontynuacji historii, którą odnajdziemy w drugiej części „PRZEBUDZENIE.ŁATWOPALNI II". 

* Fragment piosenki „Czy te oczy mogą kłamać".

niedziela, 5 listopada 2017

Pod hasłem kontrowersja

*Dziś zapraszam wszystkich do lektury książki pod hasłem kontrowersji. Ukazanie się jej na rynku wydawniczym wzbudziło w czytelnikach wiele emocji i niezbyt pochlebnych opinii. Mowa oczywiście o utworze Sophie Morgan"Wyznania uległej”, Ale zanim powiem kilka słów o samej książce, przyjrzyjmy się jej jakże wymownej okładce, która w zasadzie mówi wszystko o charakterze utworu. Czarne mroczne tło symbolizujące mroczną stronę pożądana a na nim skrępowane kobiece dłonie będące symbolem uległości i poddaństwa. W dłoniach piękna róża kwintesencja kobiecości. No i te czarne paznokcie będące wyrazem buntu, który pomimo poddaństwa budzi się w uległej kobiecie. Są to moje subiektywne odczucia i skojarzenia, jakie nasunęły mi się od razu, gdy po raz pierwszy zobaczyłam okładkę jeszcze przed przeczytaniem książki w zestawieniu z jej tytułem i cytatem umieszczonym na rewersie książki.

Lubię, kiedy sprawiasz mi ból. Pragnę tego. Wiem, że możesz nie wierzyć w to kiedy patrzę na ciebie ze złością, płaczę, rumienię się albo próbuję ukryć strach.Ale to właśnie mnie kręci. Ból, poniżenie, niepewność-to na mnie działa. Kiedy krępujesz mi nadgarstki, chwytasz za gardło, ciągniesz za włosy, posiadasz mnie, władasz mną, moje serce szybciej bije.I robię się mokra...
Myślę, że ten cytat wszystko wam uzmysłowił moi drodzy, ale gdyby w kimś jednak budził jeszcze jakąś niepewność co do fabuły, pozwolę sobie napisać o niej kilka słów.

czwartek, 2 listopada 2017

Nie żyjemy tylko dla siebie

Recenzja była pierwotnie publikowana gościnnie na blogu Medytacje nad książką.
Moi kochani, dziś porozmawiamy na temat trudy i bolesny. Temat, o którym na co dzień nie chcemy myśleć i mówić z obawy, by nie wywołać wilka z lasu i nie ściągnąć złego, bądź też z przekonania, że problem ten przecież nas nie dotyczy. Będziemy mówić o chorobie i śmierci. W dzisiejszych czasach, kiedy mamy swobodny i łatwy dostęp do internetu nieustannie czytamy kolejne apele, a wręcz błaganie o pomoc dla kogoś, kto potrzebuje naszej pomocy po to, by móc żyć. Oczywiście odczuwamy współczucie, dowiadując się o dotykającym innych cierpieniu, ale z reguły po chwili zajęci własnym życiem i problemami zapominamy o tym, co czytaliśmy, bo przecież to wszystko dzieje się tam a my nie możemy nic zrobić, by pomóc. Dzięki książce Pani Nataszy Sochy „Apteka marzeń” przekonasz się, że i Ty w bardzo prosty sposób może podarować komuś życie. Drogi czytelniku nie myśl sobie, że skoro mowa o książce, to nie ma czym się przejmować, bo zapewne jest to, tylko kolejna ckliwa historyjka będąca fikcją literacką. Otóż nie na kartach „Apteki marzeń” poznasz prawdziwą historię wspaniałej dziewczynki i jej rodziny, od której my dorośli możemy się bardzo wiele nauczyć.

wtorek, 31 października 2017

Prawda czy fałsz?

Drodzy czytelnicy dziś chcę Wam opowiedzieć o najnowszej książce Harlana Cobena, która została wydana nakładem wydawnictwa Albatros. Jednocześnie chcę nadmienić, że jest to moje drugie spotkanie z twórczością tego autora. Pierwszą książką, jaką przeczytałam, była „Jedyna szansa”. Choć było to dość dawno temu, bo jeszcze na długo przed tym, zanim zdecydowałam się dzielić swoimi opiniami o książkach na łamach internetu, do dziś nie mogę o niej zapomnieć. To właśnie ten tytuł sprawił, że zakochałam się w twórczości autora. Zapewne to stwierdzenie wyda Wam się dziwne, skoro wtedy przeczytałam tylko jedną książkę, ale tak właśnie było. Mimo że miałam dość długą przerwę, wiedziałam, że muszę ponownie wrócić do książek Cobena i właśnie dziś nadszedł ten czas. Czy aby moje tamtejsze uwielbienie nie okazało się przedwczesne, przekonacie się w dalszej części recenzji.

Moi drodzy czy pamiętacie z dzieciństwa grę „Prawda czy fałsz”? Była to zabawna gra rodzinna polegająca na tym, że każdy gracz biorący udział w zabawie słyszał stwierdzenie dotyczące wielu dziedzin życia i musiał sam zdecydować, czy według niego jest ono prawdziwe, czy też fałszywe. Zabawa była przednia, a nawet jeśli któryś z graczy popełnił błąd, nic wielkiego się nie działo, no bo przecież tylko zabawa.

sobota, 28 października 2017

Lekcja tolerancji



Kochani dziś, zanim opowiem Wam o książce „Zaina” Pani Wandy Szymanowskiej, postanowiłam podzielić się z Wami jednym z bardzo bolesnych doświadczeń w moim życiu. Jak wiecie, a jeśli nie wiecie to, to za chwilę się dowiecie od urodzenia, jestem osobą niepełnosprawną ruchowo. Co prawda poruszam się samodzielnie, ale mocno utykam. Nie myślcie, proszę, że oczekuję od Was pocieszenia, czy litości. W dalszej części mojej recenzji zrozumiecie, dlaczego o tym wspominam. Mieszkam w małej miejscowości, gdzie za czasów mojego dzieciństwa w okolicy nie było innych niepełnosprawnych dzieci. Mimo swojej niepełnosprawności będąc dzieckiem, nie czułam, że jestem inna, niż wszystkie dzieci w moim otoczeniu. Rodzice nigdy nie traktowali mnie inaczej, niż moją siostrę, więc moja niepełnosprawność nie stanowiła dla mnie większego problemu. Wszystko zmieniło się wraz z moim pójściem do szkoły podstawowej. Tam właśnie koledzy i koleżanki z klasy w bardzo przykry i bezpośredni sposób uświadomiły mi moją odmienność. Stałam się obiektem szykan, drwin i wyzwisk. Obelgi w stylu kaleka, czy kuternoga stały się epitetami, które słyszałam niemal każdego dnia.

środa, 25 października 2017

Marzenia się spełniają, lecz nie zawsze tak, jakbyśmy tego chcieli.



Moi drodzy, dziś chcę zaprosić Was do lektury książki debiutującej polskiej pisarki Anny Krzyczkowskiej. Autorka debiutuje na rynku wydawniczym książką niezwykłą zarówno tematycznie, jak i pod względem przekazu, jaki książka ta w sobie niesie. Mowa oczywiście o książce „Niczemu Winne”. Pani Anna, kreując na kartach swej powieści losy jej bohaterów, porusza najczulsze struny ludzkiej duszy. Jak to się dzieje, przekonacie się już za chwilę.

„Świat się od smutku nie kurczy. Na cierpienie zawsze znajdzie się miejsce pod ludzkim dachem, gdzie powinno pachnieć radością. W czterech ścianach najczęściej zapada ciemność, którą rozświetlić mogą tylko niewinne promyczki. Czasem to złudzenie, zwykła iluzja”.

Laura, główna bohaterka powieści, choć żyje i wydawać by się mogło, wiedzie szczęśliwe, godne pozazdroszczenia, życie, tak naprawdę umarła przed pięcioma laty, kiedy to los odebrał jej dopiero co narodzonego synka, a ona musiała pożegnać go, zatrzaskując wieko małej białej trumienki, miejsca wiecznego spoczynku Mikołaja, Od tego czasu jej życie to iluzja. Kobieta na co dzień cieszy się życiem, uśmiecha się i stara się odnaleźć bezpieczną przystań u boku męża. Co więcej, pomaga ludziom odzyskać wewnętrzny spokój i drogę ku szczęściu, jako że jest psychologiem. Niestety jak wiadomo, szewc bez butów chodzi. Kiedy za naszą bohaterką zamykają się drzwi jej domu, kurtyna iluzji opada i w zaciszu czterech ścian jej serce rozrywa ból i tęsknota za swoim małym skarbem.

Nie chciałam żadnej pomocy. Nie zasługiwałam na nią.Ja mojemu dziecku nie pomogłam. Nie zrobiłam nic.Nie umiałam nawet wybłagać, by zostało przy mnie dłużej niż jeden dzień”.

poniedziałek, 23 października 2017

Ta książka nie pozwala oddychać!


Moi drodzy dziś chcę opowiedzieć Wam o książce, która zmieniła mój stosunek do sięgania po kryminały. Musicie wiedzieć, że pozycje tego typu były ostatnimi, po jakie zdecydowałabym się sięgnąć.Ale jak zapewne zauważyliście, piszę o tym w czasie przeszłym, gdyż dzieło Rachel Abbott „Obce dziecko"sprawiła, że od teraz zdecydowanie bardziej otworzę się na ten rodzaj utworów literackich. A dlaczego właśnie ta autorka tak diametralnie zmieniła moje upodobania czytelnicze, tego dowiecie się, czytając dalszą część recenzji.

O tej książce jeszcze niedawno było bardzo głośno w internecie. Przeczytałam i obejrzałam bardzo wiele recenzji na jej temat i ku mojemu wtedy zaskoczeniu wszyscy zachwycali się tym tytułem. Ja oczywiście sceptycznie podchodziłam do tej publikacji, ale kiedy zachwytom innych czytelników nie było, końca zdecydowałam, że i ja spróbuję się przełamać i przeczytam ją po to, by sprawdzić, o co tyle szumu i na czym polega jej fenomen. I wiecie, co się stało? Przepadłam bez reszty. Ona jest GENIALNA! Autorka już od pierwszej strony buduje tak ogromne napięcie i emocje, że nie sposób przestać czytać. Tu cały czas coś się dzieje. Dynamiczny rozwój akcji i wciskająca w fotel fabuła sprawia, że nie ma się czasu na złapanie oddech, bo tak bardzo chcemy wiedzieć, co wydarzy się za chwilę. Na kartach tej powieści odnajdziecie wszystko, czym powinien charakteryzować się dobry kryminał. Napięcie, tajemnice, przeszłość, która nie daje o sobie zapomnieć i strach o to, co jest bezcenne.

czwartek, 19 października 2017

Czas na wzruszenia

Książkę tę dostałam na prezent gwiazdkowy od bliskiej mi osoby od razu, kiedy została wydana, a więc już kilka lat temu. Mimo to ciągle do niej wracam, gdyż był to prezent bardzo udany.
Do dziś pamiętam, że pozycje tę chciałam przeczytać od bardzo dawna, gdyż po przeczytaniu kilku opinii o niej, miałam nadzieje na to, że czas spędzony przy jego lekturze będzie czasem pełnym wzruszeń, przemyśleń i nadziei. A więc wszystkiego tego, co lubię i czego szukam w książkach. I nie zawiodłam się, co więcej utwór przerósł moje oczekiwania.

„Ślady małych stóp na piasku” to historia szczęśliwej rodziny jakich wiele. Tata, mama, syn, córka. Cała czwórka z radością oczekuje przyjścia na świat kolejnego członka rodziny. Jednak na tym podobieństwo do innych rodzin się kończy (lecz nie do końca, o czym przekonacie się sami). Nagle świat tej rodziny zmienia się diametralnie. Już nic nie będzie takie jak dawniej. Wszystko zaczyna się jakże niewinnie i niepozornie.

Pewnego dna podczas spaceru na plaży Anny dostrzega, że jej mała córeczka Thais lekko powłóczy nóżką, a jej kroki są chwiejne. Niby nic takiego, bo przecież małe dzieci często potrzebują więcej czasu, by ich chód w pełni się ukształtował, a nasza mała bohaterka ma dopiero niespełna dwa latka. Po serii badań okazuje się jednak, że owe problemy z chodzeniem nie są niestety błahym, przejściowym stanem właściwym małym dzieciom, lecz wręcz przeciwnie są jednym z wielu objawów śmiertelnej, nieuleczalnej choroby, jaka jest Leukodystrofia metochromatyczna. Diagnoza spada na rodzinę jak grom z jasnego nieba. Zszokowani rodzice słyszą od lekarza, że jest to choroba genetyczna niszcząca układ nerwowy chorego, a ich dziecku zostało kilka miesięcy życia. Jednak to nie wszystko. W myśl powszechnie znanego powiedzenia, że nieszczęścia chodzą parami, lekarze informują Anne i jej męża, iż dziecko, którego oczekują, może być również chore. Czy rzeczywiście tak będzie, tego już nie zdradzę.

poniedziałek, 16 października 2017

Wyrok bez odwołania

Kochani dziś zapraszam Was na recenzję książki, która będzie, wiem to już dziś jedną z najlepszych przeczytanych przeze mnie książek tego roku. Książkę, która skrada serce czytelnika tak bardzo, że nie jesteśmy w stanie przestać jej czytać nawet na chwilę. Mam tu na myśli oczywiście debiut literacki Diane Rose „Carpe diem”.

Życie każdego z nas w dużej mierze składa się z planowania. Planujemy, co będziemy robić jutro, za tydzień. Marzymy o tym, jak będzie wyglądała nasza przyszłość. Niestety jedna chwila może boleśnie uświadomić nam, że to, czego pragniemy, o czym marzymy i co planujemy, nie ma już znaczenia, bo los wydał na nas zaoczny wyrok bez prawa do odwołania czy sprzeciwu. Bez pytania nas o zdanie nasz świat rozpadł się jak domek z kart, a my nie możemy zupełnie nic z tym zrobić. Przyznajcie, że brzmi to strasznie jak najczarniejszy senny koszmar, a właśnie to spotkało główną bohaterkę powieści „Carpe diem” Rosalie Heart.

Najważniejszy w życiu jest czas. Co ci po miłości? Rodzinie? Przyjaciołach? Studiach? Skoro nie możesz ich przeżyć. Ktoś właśnie odebrał mi coś, co jest najcenniejsze.Bez czasu nigdy nie skończę studiów, nie powiem więcej Jamesowi, jak bardzo go kocham, nie zakocham się, nie założę rodziny. Bez czasu jestem nikim.

czwartek, 12 października 2017

Moje pierwsze spotkanie z literaturą grozy


Moi drodzy, dziś zapraszam Was na spotkanie z książką, która dla mnie samej jest czymś zupełnie nowym, jeśli chodzi o moją przygodę z czytaniem. Jak wiecie albo i nie zazwyczaj czytam książki, które co prawda poruszają trudne tematy, skłaniając czytelnika do przemyśleń, ale jednocześnie są dość „łagodne” w odbiorze. Stronię od tytułów, podczas których lektury towarzyszyłby mi strach, a na całym ciele miałabym gęsią skórkę. Taki ze mnie cykor. W związku z tym możecie sobie wyobrazić, jak wielkie było moje zaskoczenie, kiedy w chwili, gdy na jednym z portali czytelniczych zobaczyłam, zapowiedz książki Pana Artura Urbanowicza „Grzesznik” i pomyślałam „Ja to muszę przeczytać”. No bo gdzie ja do takich książek? Opętanie, gangi, półświatek przestępczy… ale, jako że czytanie jest dla mnie sposobem na poznawanie czegoś nowego, postanowiłam spróbować. I wiecie, co się stało…? To była najlepsza decyzja w moim życiu. „Grzesznik” jest rewelacyjny! Pochłonął mnie bez reszty. Zanim jednak spróbuję przybliżyć Wam nieco samą fabułę utworu, nie byłabym sobą, gdybym nie zostawiła Was moi kochani z pytaniem retoryczny na, które warto, aby każdy z nas spróbował sam sobie odpowiedzieć, zaglądając w głąb własnego sumienia.

A mianowicie Jakim jestem człowiekiem? Czy mam odwagę spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie „Jestem w porządku wobec siebie i innych, a także czy zdaję sobie sprawę z tego, że każdy mój czyn czy to ten dobry, czy to ten zły zbierze plon stokrotny?

Jeśli dotychczas nie zastanawialiście się nad tym, zapewniam Was, że lektura „Grzesznika” niejako Was do tego zmusi, zabierając Was w najczarniejsze zakamarki Waszych sumień.

wtorek, 10 października 2017

To były czasy...


Często rozmawiając z moją babcią bądź z nieżyjącą już niestety prababcią prosiłam, aby opowiedziały mi, jak wówczas wyglądało życie. Wtedy z rozrzewnieniem wzdychały i zawsze powtarzały: „Ach kiedyś to były czasy”, a na ich twarzach gościł uśmiech, ale i zaduma. Zapewne wielu z Was moi drodzy również nie raz było świadkami takich sentymentalnych rozmów również i w waszych rodzinach. Ja, mimo że słuchało mi się tych rozmów z ogromną przyjemnością i zainteresowaniem, ciągle czułam swego rodzaju niedosyt i zawsze gdzieś głęboko w sercu marzyłam o takiej podróży w czasie, by móc bliżej przyjrzeć się czasom młodości naszych przodków. Jak się zapewne domyślacie, jednak niestety nie posiadam wehikułu czasu dzięki któremu, mogłabym odbywać podróże w czasie. Na szczęście dzięki książkom mogę być, gdzie tylko zechcę i kiedy zechcę. Dziś razem z Panią Moniką Rzepielą i jej książką „Dwór w Czartorowiczach” chcę zabrać Was moi drodzy w jedną z takich niezwykłych podróży do innej epoki, czasów po upadku powstania styczniowego.

Jak wszyscy wiemy czasy, o których czytamy były, dla nas Polaków bardzo ciężkie. Stosowano wobec nas liczne represje i wysiedlenia. Państwo Jabłońscy również mają w historii swojego rodu ofiary tych trudnych czasów, lecz mimo to z Dworem w Czartorowiczach los obszedł się nader łagodnie i łaskawie. Naszą podróż rozpoczynamy od poznania Panny Ewy Jabłońskiej, przykładnej córki, religijnej panienki, która jest córką Państwa Antoniego i Blanki Jabłońskich prawowitych właścicieli Dworu w Czartorowiczach. Dziewczyna bardzo kocha wieś i dwór, w którym się wychowała. To tu rozkoszując się urokami spokojnego i urokliwego życia, czuje się najszczęśliwsza. Kocha przyrodę, do której miłością chce zarazić również swojego braciszka Olesia. W momencie, kiedy trafiamy w gościnne progi dworu, zarówno Ewa, jak i wszyscy pozostali mieszkańcy z radością czekają na powrót z trzyletnich nauk na pensji Igi Branieckiej, kuzynki Ewy, a siostrzenicy jej matki. W momencie, kiedy kuzynki Ewy, a siostrzenicy jej matki. Ewa i Iga od dziecka wychowywały się razem, dlatego też są dla siebie nie tylko kuzynkami, ale również przyjaciółkami i powierniczkami.