Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zapowiedź recenzencka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zapowiedź recenzencka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 sierpnia 2025

Zapowiedź recenzencka: " Szalone Porto" Jolanta Kosowska / Fragment powieści



Czy jesteście gotowi na literacką podróż, która poruszy wasze serca i umysły? Już jutro 6.08.2025 będzie miała premiera najnowsza powieści Jolanty Kossowskiej „Szalone Porto". Na pewno wkrótce Wam o niej opowiem, a tymczasem mam dla Was wyjątkową okazję! Zanurzcie się w przedpremierowym fragmencie tej porywającej historii i dajcie się porwać wirze emocji. Jolanta Kosowska zaprasza nas do świata pełnego niezapomnianych wrażeń. Nie przegapcie tej szansy na literacką ucztę.

OPIS WYDAWNICTW ZACZYTANI:

Miasto pełne kolorów może skrywać mrok…

Życiowe plany Martyny runęły jak domek z kart. Gdy na kilka tygodni przed ślubem odkryła, że ukochany ją zdradza, odwołała uroczystość. Zamierza zrezygnować także z długo wyczekiwanej podróży poślubnej do Portugalii.

Odwodzi ją od tego Clara. Znajoma lektorka proponuje jej gościnę w mieszkaniu w Porto, a Martyna przystaje na jej propozycję. Po dotarciu na miejsce, zachwyca się pięknem miasta, jednak dostrzega też jego drugie oblicze – ubóstwo. Wkrótce poznaje jednego z bezdomnych, młodego Gaspara, a on stopniowo wciąga ją do swojego nietypowego świata.

Z czasem Martyna odkrywa, że ci, którzy nie mają nic, znajdują się w ogromnym niebezpieczeństwie. Ktoś na nich poluje. Morderca pozostaje nieuchwytny, a na jego celownik trafia także Gaspar. Martyna mimowolnie angażuje się w sprawę. Wkrótce – wśród ludzi, których nikt nie zauważa – odkryje, po co tak naprawdę tu przyjechała…


FRAGMENT POWIEŚCI


Zrobiło się już zimno. Wiał wiatr od rzeki. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła dwudziesta trzecia. Nigdy jeszcze nie zasiedziałam się tak długo na nabrzeżu. Uregulowałam rachunek, przeszłam około stu metrów wzdłuż Douro, a potem zaczęłam piąć się krętą, wąską uliczką w kierunku przystanku autobusowego. Ostatni autobus odjechał pół godziny temu. Nie znałam innego środka komunikacji, którym mogłabym się dostać w pobliże mojego domu. Wyjęłam telefon. Zaczęłam szukać połączenia. Nie było źle. Musiałam przejść około pięćset metrów do stacji metra. Ruszyłam szybkim krokiem i minęłam ostatnią restaurację z tych znajdujących się na przedłużeniu Praca da Ribeira. Kiedy zaczęłam wchodzić po schodach, zauważyłam, że nie ma już obok mnie ludzi. Na nabrzeżu kręcili się jeszcze turyści, sporo osób siedziało w barach i restauracjach, ale tutaj było pusto. Przyspieszyłam kroku, serce biło mi szybko, droga pięła się ostro w górę. Musiałam na chwilę zwolnić, bo wydawało mi się, że serce wyskoczy mi przez gardło. W uszach słyszałam szum połączony z biciem mojego serca. Zatrzymałam się na chwilę i rozejrzałam dookoła. Nikogo. Oddech zaczął się uspokajać, serce zwolniło. Szum w uszach zniknął. Ruszyłam dalej i wtedy nagle zaniepokoił mnie jakiś dźwięk. Nawet nie potrafiłam go nazwać. Jak spod ziemi ktoś wyrósł za moimi plecami. Obróciłam się i tuż za sobą zobaczyłam mężczyznę. Miał na sobie kurtkę narzuconą na koszulę, do tego ciemne spodnie, a na szyi szalik. Ten szalik zakrywał mu pół twarzy i właśnie on mnie w tym wszystkim najbardziej przeraził. – Przepraszam, jeżeli panią przestraszyłem – odezwał się po angielsku. – Szukam Rue de Dom Hugo. – Nie potrafię panu pomóc, nie jestem stąd – powiedziałam pospiesznie. – Nie musi pani być stąd, żeby znać tę ulicę – palnął. – Nie znam nazw ulic w Porto – stwierdziłam głośno. Czułam się coraz mniej pewnie. Coś niepokoiło mnie w tym mężczyźnie. W jego zachowaniu dostrzegłam coś dziwnego. Zbliżył się do mnie. Jego kurtka dotknęła mojej sukienki. Jak na złość ulica pozostawała pusta. – Nie znam Porto – powtórzyłam głośno. – Przyjechałam tutaj niedawno. Chciałam się od niego odsunąć, ale zastąpił mi drogę. – Poczekaj! Chcesz po prostu odejść? To takie idiotyczne. Wieczór się dopiero zaczął. Jesteś samotna i ja również. Dwoje samotnych ludzi i magiczne Porto. Chciałam uciec, ale chwycił mnie za rękę. Miał mocny uścisk. Z przerażenia nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Szarpnęłam dłoń. Uścisk stał się jeszcze mocniejszy. I nagle tuż obok nas stanął Gaspar. – Spadaj! – rzucił do obcego. Mężczyzna spojrzał na niego z obrzydzeniem. – To ty spadaj, gnojku! – warknął. – Wynoś się! Twój smród jest nie do zniesienia! Być może rzuciłby się na Gaspara, gdyby nie to, że za nim pojawiło się jeszcze dwóch innych bezdomnych. – Spadaj, człowieku! – powiedział Gaspar wyraźnie po angielsku. – To nie jest miejsce na przemoc. Idź stąd! – Zrobił krok w kierunku mężczyzny. Ten się cofnął i zmierzył Gaspara wrogim spojrzeniem. Gaspar stał spokojnie tuż obok mnie, nie spuszczał wzroku z typa. – Ja tylko chciałem zapytać o ulicę! – burknął nieznajomy. – Spadaj, człowieku, zanim wezwiemy policję! Facet się odwrócił. Początkowo szedł wolno, potem, obawiając się, że Gaspar zacznie go gonić, przyspieszył i już po chwili zaczął biec w kierunku nabrzeża. Zniknął za zakrętem. Zniknęli też bezdomni, którzy stali za Gasparem. Pewnie poszli za tamtym. – Nie chodź sama nocą po takich zadupiach!– burknął Gaspar. – To bywa niebezpieczne. Ten koleś to pikuś, nie wyglądał groźnie, ale kiedyś może ci się trafić ktoś zupełnie inny. Ładna dziewczyna, noc, puste ulice… Trzeba nie mieć instynktu samozachowawczego, żeby plątać się tu samotnie nocą. Porto jest piękne, ale niebezpieczne. Przyciąga szumowiny z całego świata. O tej porze jest bezpiecznie tylko na nabrzeżu, tam kręci się policja. Tutaj się nie zapuszcza. Odwrócił się i chciał odejść, a mnie ogarnęło przerażenie. – Czy mógłbyś odprowadzić mnie w kierunku metra? – zapytałam niepewnie. – Nie powinnaś się ze mną pokazywać. To zły pomysł – powiedział. – To nie przysporzy ci przyjaciół, raczej wrogów. Turystki nie zadają się z bezdomnymi. Należymy do innych światów. – Ja się z tobą nie zadaję, ja po prostu cię proszę, żebyś odprowadził mnie do stacji metra. Coś na kształt uśmiechu przemknęło przez jego twarz. – Nie zadajesz się ze mną? A jakoś co chwilę nasze drogi się krzyżują. Stacja jest dwieście metrów stąd – dodał po chwili. – Pójdę dziesięć kroków za tobą. Poczekam, aż wsiądziesz do metra. Jeszcze jedno: o tej porze wsiadaj do pierwszego wagonu. – Do pierwszego wagonu? – zapytałam. – – Dlaczego? – Pozostałe nie mają połączenia z pierwszym. Są monitorowane, ale jeżeli prowadzący nawet zobaczy coś niebezpiecznego, to nie ma szansy interweniować. Powiadamia tylko policję. A policja może być dopiero na kolejnej stacji. Czasami może być już za późno na działanie. – Straszysz mnie? Bawi cię to, że się boję? 

- Nie straszę cię. Już trochę żyję w tym mieście. O tej porze wsiada się do pierwszego wagonu. Rozumiesz? – zapytał. – Myślę, że to nie jest trudne do zrozumienia. Wsiadasz tam, gdzie jest człowiek prowadzący pojazd, i wysiadasz na szóstym przystanku. Potem idź w górę obok banku… Przestraszona ruszyłam szybkim krokiem, raz po raz oglądając się za siebie. Szedł za mną. Zatrzymał się przy bramie jednej z kamienic, później stanął na chwilę przy wystawie sklepu z sardynkami, przeszedł jeszcze parę kroków i wtoczył się ze mną na stację metra. To mnie zastanowiło. Przecież przed chwilą rozmawiał ze mną normalnie, nie był pijany i na pewno nie ćpał. Po chwili zrozumiałam – wtoczył się i nikt go nie zaczepiał, nawet policjanci popatrzyli na niego wyrozumiale. – Hej, koleś! – rzucił w jego kierunku jeden z funkcjonariuszy. – Tutaj nie ma miejsc do spania! – Ja tylko na chwilę – usłyszałam pijacki bełkot. – Zrobiło się zimno! – Ogrzej się trochę i potem spadaj! Niedługo odjedzie ostatnie metro. Za godzinę zamykamy. – Wiem, wiem – bełkotał Gaspar, chwiejąc się na nogach. – Ja tylko na chwilę. Ja pierniczę! Kim on był? Ten człowiek zmieniał się jak kameleon, w każdej minucie grał inną rolę. Wsiadłam, zgodnie z tym, co Gaspar mówił, do pierwszego wagonu. Widziałam go z daleka. Zatrzymał się przed bramkami, na których trzeba było kasować bilety. Stał oparty o jeden z automatów. Uniosłam rękę. Też mi pomachał. Jeszcze czekał, aż zamkną się drzwi metra. Wagony ruszyły. Gaspar odwrócił się i odszedł. Próbowałam sobie przypomnieć, co do mnie mówił. Że mam usiąść w pierwszym wagonie i wysiąść na szóstym przystanku? Skąd wiedział, że powinnam wysiąść na szóstym? Ja sama jeszcze tego nie wiedziałam. Opuściłam wagon i wszystko się zgadzało. Mówił, że mam pójść w górę ulicą obok banku, bo tam w nocy są strażnicy, którzy obserwują teren, i nic mi tam już nie grozi. Szybkim krokiem ruszyłam w kierunku domu, wpisałam kod, otworzyłam bramę i pospiesznie weszłam do środka. Dopiero w mieszkaniu poczułam się bezpieczna.

    ***   

Przekonajcie się sami, jak bardzo wciągająca jest  proza autorki. Otwórzcie drzwi do świata pełnego emocji, intryg i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego fragmentu nie będziecie chcieli przestać.
Zatem, po zapoznaniu się z tekstem, odpowiedzcie szczerze: Czy macie ochotę przeczytać całą książkę?





poniedziałek, 10 marca 2025

"Córka Racheli" Anna Stryjewska / Zapowiedź recenzencka + Fragment


Jak ja lubię być posłańcem dobrych wiadomości. Szczególnie wtedy, kiedy wiem, że ucieszą one wielu z was. Dziś właśnie mam taką wspaniałą informację dla wielbicieli powieści historycznych, a już na pewno dla miłośników twórczości autorki Anny Stryjewskiej. Otóż już 12.03.2025. wspólnie z wydawnictwem Skarpa Warszawska pisarka odda w ręce nas czytelników swoją najnowszą książkę „Córka Racheli” Powieść ta jest drugą częścią cyklu Dama w kapeluszu, którego pierwsza odsłona skradła wiele czytelniczych serc. Jestem przekonana, że tym razem, również tak będzie, gdyż, co już teraz mogę wam zdradzić, historię opisaną na kartach najmłodszego literackiego dziecka Anny Stryjewskiej, czyta się z ogromnym przejęciem, ale także niegasnącą nadzieją na lepsze jutro, której również nie zabrakło jej bohaterom, mimo okrutnych czasów, w jakich przyszło im żyć.

Ja oczywiście, o książce opowiem wam nieco więcej już wkrótce, a teraz zobaczcie, co pisze wydawnictwo.

„Córka Racheli” to przejmująca, naszpikowana emocjami opowieść o odnajdywaniu siebie w obliczu największych tragedii, a także determinacji w walce o ludzkie życie.

Miasto zostaje wcielone do Rzeszy i przemianowane na Litzmannstadt. Łódź staje się tak zwanym Krajem Warty. Niemcy likwidują wszelkie symbole polskości, burzą pomniki, zmieniają nazwy ulic i wprowadzają terror. Masowo wysiedlają ludzi, germanizują i wprowadzają godzinę policyjną. W Radogoszczu zakładają więzienie polityczne, a w lasach lućmierskich dokonują potwornych zbrodni na łódzkiej inteligencji. Mieszkańcy miasta żyją w permanentnym strachu o życie swoje i bliskich. Za najmniejsze uchybienie grozi surowa kara, a nawet śmierć.

W tym okrutnym świecie wraz ze swoimi przyjaciółmi żyje Apolonia i powierzone jej na początku wojny, żydowskie dziecko. Z pomocą Marcela próbuje ustalić, co stało się z panią Weissową, ale okazuje się, że wszystkie ślady prowadzą donikąd. Poszukiwania ściągają niepotrzebną uwagę i pewnej nocy, do kamienicy, w której mieszka wdowa po Chrynieckim, wpada gestapo. Ta sytuacja, która przez przypadek kończy się dla domowników szczęśliwie, wymusza poważne decyzje. Postanawiają ukryć córkę Racheli i wszelkimi sposobami próbują dostać się na wieś.

Jak skończy się ta ucieczka i walka o przetrwanie? Co przyniesie bohaterom koniec wojny i początek nowego ładu? Jak potoczą się dalsze losy Apolonii Chrynieckiej i jej przyjaciół?

To nie koniec niespodzianek, gdyż przygotowałam również krótki fragment, który mam nadzieję, zachęci was jeszcze bardziej do sięgnięcia po tę książkową perełkę.

*****

– To co, Hanuś? – Mężczyzna wyciągnął spracowaną rękę i nieśmiało dotknął palców wybranki. – Zgadzasz się? – I nie czekając, co kobieta odpowie, dodał szybko: – Będzie nam dobrze razem, zobaczysz. Ja się roboty nie boję, ty też nie. Połączymy dwie gospodarki, kupimy jeszcze jedną krowę, będziemy sprzedawać mleko, robić sery… Zobaczysz.

– No, skoro tak… – bąknęła zawstydzona, odwracając co chwila wzrok. – To niech Wojciech przyjdzie w te święta. Wygalantuje się trochę, ogoli, ostrzyże… – wyliczała, jakby od tego zależało jej przyszłe szczęście. – No, i ja spróbuję coś przygotować. Napijemy się bimberku… – Mówiąc to, łypnęła zalotnie w jego stronę. Mężczyzna cmoknął ukontentowany, wywrócił z wraże nia oczami, po czym klepnął dziarsko w udo.  – Załatwione, będzie wszystko tak, jak sobie życzysz! Mania z Helką popatrzyły jedna na drugą i wymieniły porozumiewawcze spojrzenia. Zapowiadały się wielkie zmiany w tym domu. Czy na lepsze, dopiero miało się okazać. W tym momencie drzwi chałupy rozwarły się z hukiem i w progu stanął zapłakany, roztrzęsiony syn wdowy po Franku.

– Kra, kra pękła… – wydukał. – Ona tam wpadła, a Józzzek ją ra… ra… tuje!

– Kto? – Helka zbladła w sekundzie i zerwała się od stołu. Podświadomie czuła, że chodzi o Adę.

– Ada! – wychrypiał. – Chodźcie tam, nad staw, szyb ko! – zawołał, dusząc się z przejęcia własnym oddechem.

– Który staw? Ten za chałupą? – spytał Wojtek, zapominając w sekundzie o miło mijającym czasie i wizji wspólnych lat z Hanką. – Szybko, szybko! – ponaglał, narzucając na siebie kożuch i wsadzając niezdarnie stopy w wielkie gumiaki. Wybiegł na podwórze i chwycił za drabinę, która stała podparta przy komorze. Wielki był jak tur, toteż ujął ją pod pachę niczym draskę i ruszył z impetem za chłopcem. Kobiety narzuciły na siebie, co popadło, i lamentując, wybiegły za nimi. Nad sadzawkę nie było daleko, jakieś trzysta metrów wydeptaną przez dzieciaki ścieżką. Śnieg, który obielił długie pola, oszronił drzewa i dachy budynków, skrzypiał teraz pod ich nogami za każdym kolejnym krokiem.

Książkę możecie czytać i słuchać już teraz na platformie Legimi.


Do lektury zapraszają serdecznie Autorka, Wydawnictwo Skarpa Warszawska oraz Blog Kocie czytanie

[Materiał reklamowy] Wydawnictwo Skarpa Warszawska,




środa, 5 marca 2025

"Rozdzieleni" Iwona Feldmann/ Zapowiedź recenzencka + Fragment powieści



Moi drodzy, jestem osobą, której robi się ciepło na sercu, kiedy książki dostają swoje nowe drugie życie. A moja radość jest bezgraniczna, jeśli mogę przyczynić się do tego, aby taka właśnie książka po raz kolejny mogła zaistnieć w świadomości czytelników. Tak też stanie się tym razem, gdyż już wkrótce będę miała niezwykłą przyjemność przeczytać i zrecenzować dla was wspaniałą powieść Iwony Feldmann „Rozdzieleni”, której premierę wznowienia świętowaliśmy wczoraj tj.4.03.2025 pod opiekuńczymi skrzydłami wydawnictwa Krople czasu. To jedna z tych książek, która jest ucztą dla oczu dzięki swojemu pięknemu wydaniu, a także dla serc i dusz, gdyż każdemu kto zechce spędzić z nią swój, zapewniam niezapomniany czas. Dostarczy wiele emocji i refleksji. Myślę, że na ten moment nie muszę dodawać nic więcej, gdyż tak świetna książka najlepiej zaprezentuje się sama.


OPIS WYDAWCY - skrócony

W 1905 roku siedemnastoletnia Aniela decyduje się pozostać w rodzinnej miejscowości, podczas gdy jej dwaj bracia emigrują za ocean. Mimo obietnic, że wrócą po nią, rodzeństwo już  nigdy się nie spotyka.

Co by się jednak stało, gdyby po stu piętnastu latach ich potomkowie się odnaleźli?

Czasy współczesne, Polska, Tarnowskie Góry.

Anna mieszka na Śląsku i pracuje jako architektka, choć całą swoją pasję i czas poświęca malarstwu. Jej największym marzeniem jest wernisaż w jednej z europejskich stolic. Za namową babci wyjeżdża do Londynu, aby poznać zaginioną przed laty rodzinę, na urodzinach Johna Huntera, nestora rodu. Anna nie wie, że ta podróż marzeń stanie się jednym z największych wyzwań w jej życiu.

Czasy współczesne, Wielka Brytania, Londyn.

James, wnuk Johna i zarządca rodzinnej firmy, jest uznanym prawnikiem. Wieść o przyjeździe krewnych z Polski budzi w nim nieufność. Przekonany, że chcą wyłudzić pieniądze, robi wszystko, by ich zdemaskować. Nie spodziewa się jednak, że poznana przypadkiem kobieta o zdumiewająco niebieskich oczach wywróci jego świat do góry nogami. Kiedy nadejdzie okazja do zemsty – czy wciąż będzie jej pragnął?

Pełna emocji historia o zjednoczeniu rodzin, która zachwyci czytelników. A przede wszystkim – elektryzujący romans, który na długo pozostaje w pamięci!




Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie przygotowała dla was niespodzianki, która na pewno jeszcze bardziej utwierdzi was w przekonaniu, że warto poznać tę zajmującą historię, którą skrywają karty książki. A będzie to krótki cytat.

***

 – Anna, słoneczko! – Usłyszała radosny głos babci Wiktorii. – Nareszcie jesteś!

Babcia była elegancką i bystrą kobietą. Jak na swój wiek bardzo sprawna fizycznie i chętnie do wszystkiego się wtrącała. W tej chwili sięgała Annie niewiele ponad ramiona, ale wytrwale rządziła rodziną. Za miesiąc z hakiem miała skończyć osiemdziesiąt dwa lata, a jej włosy nadal były w większości prawie czarne, przeplatane tylko w niewielkim stopniu siwymi pasemkami. Miała niebieskie oczy, a na ustach obowiązkową ciemnoczerwoną szminkę, którą rozcierała delikatnie palcem, aby wyglądały naturalnie. Prezentowała się jak zwykle rewelacyjnie. Ubrana była w jedną ze swoich bluzeczek w błękitne wzory i w ciemnopopielatą spódnicę.

– Obiecałam, to jestem – odparła Anna i ucałowała po kolei najpierw babcię, potem swoją mamę, ciocię Zosię i wujostwo. 

Do pokoju weszła pozostała część kuzynostwa, ale trzymali się lewej strony izby, aby nie robić tłoku. Anna na co dzień nie miała styczności z całą rodziną i nie bardzo przepadała za takimi naradami, ale gdy już tu była, lubiła wdychać atmosferę domu babci. Wszystko tu przypominało jej szczęśliwe lata dziecięcej beztroski, zabawy i wakacje. Głośne, radosne szczebiotanie i ekscytujący śmiech dochodzący ze wszystkich kątów ogródka. W takich chwilach brakowało tylko Julii. Anna zmarkotniała na wspomnienie swojej starszej siostry, ale szybko pozbierała myśli i uśmiechnęła się smutno.

– Nad czym tak debatujecie? – zapytała, ogarniając wzrokiem cały pokój i siadając obok swojej mamy na krześle przy stole. – Podobno miała być jakaś narada?

– Miała być i już była – wtrącił wujek Julek, jak na swój wiek szczupły i przystojny. Po jego minie Anna wnioskowała, że rozmowy nie potoczyły się po jego myśli.

– To niepotrzebnie przyjechałam taki kawał – westchnęła, przesuwając wzrokiem po twarzach wszystkich zebranych. – Skoro już wszystko załatwiliście…

– Nic nie załatwiliśmy – podkreślił twardo wujek. W jego głosie było czuć lekką irytację.

„Pewnie coś mu się bardzo nie spodobało” – stwierdziła w myślach. Jemu i ciotce Heli zawsze się wydawało, że więcej mogą i więcej im się należy, bo mają dobrze prosperującą firmę i są bogatsi niż cała pozostała rodzina.

– O co właściwie chodzi? – zapytała Anna, rozkładając ręce. – Czy nikt mi nie zdradzi tematu dyskusji? – Rozejrzała się po zgromadzonych, najdłużej zatrzymując wzrok na swojej matce, która była uśmiechnięta i zadowolona. 

– Zobaczysz – szepnęła rozbawiona.

Kuzynostwo milczało, aby nie narazić się na krytykę. Ciotka Hela zwinęła usta w dzióbek, dając wszystkim znać, że czuje się urażona, a wujek przygładzał zawzięcie swoją ciemną czuprynę.

– Spotkaliśmy się tutaj, bo babcia dostała zaproszenie – powiedziała w końcu Maria, matka Anny.

– O, to wspaniale! – ucieszyła się, chociaż nie do końca była pewna, czy powinna się cieszyć, skoro reszta rodziny miała grobowe miny. – Co to za zaproszenie? – dopytała, zwracając się do babci.

Babcia i rodzina chwilę milczeli.

– Aniu – zaczęła w końcu ciotka Zosia, siostra jej matki, siedząca również z nimi przy dużym stole. – Nie wiem, czy ci mamusia mówiła – zaczęła tak, jakby Anna miała sześć lat, a nie dwadzieścia sześć i nadal była małą dziewczynką. – Ale mieliśmy w rodzinie pewną babcię. 

– Chyba każdy ma jakąś babcię – wtrąciła szybko Anna, aby skrócić wypowiedź cioci Zosi.

– Tak, oczywiście, ale nie wiem, czy mamusia ci mówiła, bo ja moim dzieciom zawsze opowiadałam rodzinne historie… – ciągnęła swoje wywody, wpatrując się wytrwale w Annę. – I mówiłam im, że mieliśmy w rodzinie taką babcię Anielę.


– A, babka Aniela! – odparła Anna. Kto w ich rodzinie o niej nie słyszał? – Była babcią babci Wiktorii! – dorzuciła szybko. 

Co wiedziała o Anieli? Była piękna, dobra i miała najcudowniejsze oczy, jakie kiedykolwiek babcia Wiktoria widziała. Pozostało po niej dobre słowo, wspomnienie oraz kolczyki, które przechowywano w rodzinie, i parę starych, sfatygowanych zdjęć. Niewiele, ale ten okruszek z przeszłości był gdzieś w ich myślach. Może zapomniany i nieistotny, ale obecny.

– Tak – podkreśliła ciocia Zosia. – Aniela była babcią mojej mamy, czyli naszym przodkiem.

– Amen – podsumował Kacper, nie mogąc znieść sposobu mówienia ciotki. 

Babcia Wiktoria pogroziła Kacprowi palcem.

– Skończ – poleciła.

Anna wpatrywała się w babcię i jej córki, za plecami szeptała męska część kuzynostwa. Pewnie nabijali się z niej, że musiała od początku słuchać tych bajek, opowiadanych ustami ciotki Zosi. Nie rozumiała natomiast jednej rzeczy, więc dopytała:

– Wyjaśnijcie mi tylko jedno. – Skupiła wzrok na babci, jako adresatce swego pytania. Nie chciała, aby ciotka Zosia znowu jej coś wyjaśniała. – Co wspólnego ma jakieś zaproszenie z legendarną babcią, a właściwie… – Tu szybko przeliczyła. – Moją praprababcią. Czyżby ożyła?

W jednej chwili zgromadzeni krewni parsknęli śmiechem. Brat i kuzyni prawie się popłakali, a wujek Julek nie potrafił się uspokoić. Jedną ręką trzymał się za brzuch, drugą ukradkowo ocierał łzy. Nawet jej mama i babcia śmiały się uroczo.

Anna tymczasem wstała i sięgnęła po szklankę do kredensu i nalała sobie kompotu z białego metalowego dzbanka w kropki. U babci zawsze był kompot. Napiła się, dając towarzystwu chwilę wytchnienia.

Babcia odchrząknęła i uciszyła wszystkich.

– Niestety, Aniela nie ożyła – stwierdziła z dziwną nutką sentymentu w głosie, jakby sobie ją przypomniała i właśnie wspominała tamte czasy. 

Anna przez chwilę wpatrywała się w babcię Wiktorię. Jej szaroniebieskie oczy, na moment przesłonięte mgiełką, zdawały się wędrować daleko poza miejsce, w którym wszyscy się znajdowali. Widocznie wspomnienie Anieli budziło w Wiktorii dawne obrazy. Jakie one były? Postanowiła, że gdy tylko zdarzy się okazja, wypyta babcię o jej dzieciństwo i o wszystko, co pamięta z tamtych czasów. Anna doskonale pamiętała, gdzie na pobliskim cmentarzu jest grób babki Anieli. Może jest tam tylko niewielka, mało widoczna tabliczka z jej imieniem, nazwiskiem i datą urodzin. Pamiętała, że lata temu ich daleka krewna zamówiła nowy pomnik i chciała zlikwidować tabliczkę, ale po namyśle stwierdziła, że ją zostawi. To była ich przeszłość, ich rodowód i symbol jedności rodziny. 

Babcia nagle otrząsnęła się z chwilowego transu i spokojnie powiedziała:

– Wiesz, Anno, tak sobie myślę, że w pewnym sensie można powiedzieć, że Aniela ożyła. 

Anna uniosła brwi. Ona i jeszcze parę osób zdziwiło się.

– Co chcesz przez to powiedzieć, babciu? – dopytywała.

– Co chcę powiedzieć? – zawtórowała jej Wiktoria i z zastanowieniem spojrzała w oczy wnuczki. – Pamiętasz może, że jej bracia wyjechali do Ameryki?

Tak, coś tam pamiętała, ale były to tak odległe czasy i mieli tak skąpe informacje na ten temat, że traktowali je jak jakieś baśnie lub podania, niekoniecznie zgodne z prawdą. Luźno rzucone słowa bez znaczenia, ciekawostka rodzinna, być może bez pokrycia, przekazywana przez lata z ust do ust.

– To byli bracia Anieli czy bracia twojego męża, babciu? – dopytała Anna, bo pewne rodzinne koneksje trochę się jej pogmatwały.

– Zdecydowanie bracia Anieli – podkreśliła babcia.

– Pamiętam – szepnęła Anna, próbując sobie coś przypomnieć. Wyjechali, nie chcieli zabrać Anieli i już nigdy nie wrócili. Nikt ich nie szukał, zapomnieli o swojej siostrze. Może żyli gdzieś tam, w wielkim świecie, a ich potomkowie, tak jak oni, wspominali rodzinne historie. Może, jak Anna, niewiele już pamiętali. Czas i zawierucha wojenna zatarły wspomnienia i zniszczyły pamiątki. Ich drogi rozeszły się na wieki.

– Otóż… – zaczęła babcia Wiktoria, delikatnie kołysząc się w tył i w przód na swoim krzesełku. – Odnalazła się nasza zaginiona część rodziny – oznajmiła z dumą. – Potomkowie braci Anieli odnaleźli nas. Wynajęli firmę detektywistyczną i potwierdzili już na podstawie badań genetycznych, że jesteśmy spokrewnieni. Nestor ich rodu, John Hunter, zaprosił nas do siebie na swoje dziewięćdziesiąte urodziny.

– O! To wspaniale! – wykrzyknęła z radością Anna. 

Zawsze jej się wydawało, że jej rodzina jest związana z tą ziemią. Tu się wychowali, tu żyli od pokoleń. Babcia Wiktoria, jej rodzeństwo, a potem ich dzieci i wnuki – wszyscy pozostali w tej samej okolicy, tworząc taką enklawę luźnej wspólnoty. Miejsce, gdzie wszyscy sąsiedzi się znali i tworzyli jedną wielką rodzinę. Informacja, że gdzieś daleko istnieje gałąź ich rodu, która postanowiła ich odnaleźć, wywołała w Annie mieszankę radości i zdziwienia. Poczuła, jakby nagle ktoś przerzucił wielki most do nowej krainy nad morzem zapomnienia.

– Co „wspaniale”?! – oburzył się wuj Julek, wyrywając ją z rozmyślań, gdy w jej głowie układały się już całe obrazy i historie. Miała duszę artystki i od razu jej wyobraźnia brała górę, a mózg szafował barwami i scenami. – Trzeba tam będzie jechać! To kosztuje – oponował głośno wujek, jakby nie miał złamanego grosza i na nic nie było go stać. – I kto niby tam pojedzie? – zapytał ze złością i jakoś dziwnie machnął ręką.

– Wcale nie trzeba jechać! – zawtórowała mu jego siostra, ciocia Zosia. – Szkoda pieniędzy na coś takiego. Po co jeździć na takie wycieczki?

– Jakie „szkoda pieniędzy”!? – żachnęła się babcia Wiktoria. – Przecież dostaliśmy zaproszenie i bilety. Pierwsze dwa są opłacone. Kwatery i wyżywienie mamy zapewnione w ich domu, a wy się martwicie o pieniądze. Dwa następne bilety lotnicze też są już przez nich zapłacone. Może są z noclegami tylko na trzy dni, ale darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. To oni ponieśli koszty, a wy się martwicie o pieniądze? – oburzyła się i dodała: – Wstyd!

– A kieszonkowe? – zagadnęła ciotka Zosia, jakby zrobiła wielkie odkrycie, o którym powinna poinformować całą rodzinę. – Nie każdego na to stać! 

Anna uniosła brew. 

– Już nie przesadzaj, mamo – wtrącił się Sambor, syn cioci Zosi. – Przecież masz pieniądze.

– Ale nie po to, aby je wydawać!

– Na ile dni są te pierwsze dwa bilety? – zapytała z ciekawości Anna, aby przerwać nieprzyjemną wymianę zdań między ciotką i jej synem. Uratowała Sama i puściła do niego oko. Kuzyn zorientowawszy się, o co chodzi, uśmiechnął się tylko z zadowoleniem.

– Na dziesięć dni – odparła jej matka.

– Fajnie, ktoś się dobrze zabawi – wtrąciła Anna. 

„Opłacone bilety z zakwaterowaniem i wyżywieniem to jak wielki prezent” – pomyślała. Ktoś miał gest i robił to tylko po to, aby poznać rodzinę tak daleką, że śladu po pokrewieństwie prawie już nie było. 

– Tak, Anno, ktoś się dobrze zabawi – odparła babcia. – W pierwszej turze lecimy razem, ty i ja – oświadczyła. Aby podkreślić to, co powiedziała, wskazała palcem na siebie i na nią.

– Nie, babciu, ja nigdzie nie lecę – zakomunikowała odruchowo Anna. 

Miała przecież swoją nową, upragnioną pracę. Trzy miesiące temu dostała umowę, wprawdzie na pół etatu, ale to wystarczało, aby dobrze zarobić i mieć czas na swoje hobby. Była architektem. Mogła spokojnie pracować nad zleconymi projektami w biurze projektowym w Katowicach lub w domu, a potem oddawać się swojej pasji. Malowała i prowadziła własne strony internetowe, ale nie była to łatwa praca.

Babcia napiła się herbaty, która stała przed nią na stole i pewnie już ostygła.

– Ależ oczywiście, że lecisz ze mną do Londynu, Anno – powiedziała zdecydowanie. 

Wnuczka nie zaprotestowała. Zamarła. Powolny wdech, uderzenie serca. Wydech.

– Do Londynu? – zapytała zdziwiona. – Przecież bracia babki Anieli wyemigrowali za ocean.

– Ja też do niedawna byłam o tym przekonana – odparła babcia. – Tak nam mówiono. Takie szczegóły zapamiętaliśmy z dzieciństwa.

– Właśnie, do Londynu! – wtrąciła się Helenka. – Nadal nie rozumiem, dlaczego nie może z mamą jechać moja córka, Jaga, przecież ona też nieraz była już w Londynie, tak jak Anna.

– Pozwól, że ci wyjaśnię po raz któryś dzisiaj – odezwała się spokojnie babcia Wiktoria, odwracając się w stronę Heli. – Jaga nie umie zadbać o swojego psa, więc na pewno nie zadba o mnie. Ja zabieram Annę, bo jej ufam, a Jaga niech zainteresuje się studiami, aby znowu nie musiała we wrześniu poprawiać egzaminów – podkreśliła. – Nie potrzebuję zapatrzonej w lusterko panienki, tylko człowieka, który mi pomoże, gdy tam się wybiorę.

– Ale ja nie mogę jechać – wtrąciła zdezorientowana Anna. 

Czuła, że zaczyna panikować. Zdecydowanie nie pojedzie tam z babcią. Dopiero niedawno stamtąd wróciła! Ciężko tam pracowała i załatwiała mnóstwo różnych spraw z nadzieją, że za chwilę wszystko to zaowocuje. Jednak teraz musiała nadrobić stracony czas i górę zaległości w pracy. 

– Oczywiście, że możesz. I pojedziesz – zadysponowała apodyktycznie babcia. 

Anna w panice spojrzała na swoją matkę.

– Nie mogę, babciu. Mam na głowie tyle spraw, że prawdopodobnie moje życie się zawali, jeśli wyjadę – powiedziała cicho. 

Ledwo poukładała sobie wszystko i nagle miała to rzucić, bo tak powiedziała babcia, a jacyś ludzie przysłali im bilety na kolejne rodzinne spotkanie? Nie, tak nie mogło być! Była niezależna i sama o sobie decydowała. Nie po to budowała sobie ten model życia, aby teraz wszystko zaprzepaścić! A co na to powie Michał? Kurczę, kim był dla niej Michał, że o nim myślała? Może nikim szczególnym, a może kimś? Był jednak jej szefem! Parę dni temu pojechała z nim na służbową kolację z klientami. Potem odwiózł ją do domu, odprowadził pod same drzwi i na pożegnanie pocałował w policzek. Tylko tyle, ale było przyjemnie. W tamtym momencie była szczęśliwa.

– To zorganizuj wszystko tak, aby się nie zawaliło i abyś wykorzystała ten pobyt na swoją korzyść. Czy to tak wiele? – zapytała babcia Wiktoria, wzruszając z lekceważeniem ramionami.

– To zbyt wiele, babciu – odparła z przejęciem Anna i wpatrzyła się w jej niebieskie oczy. Czy ona uważała, że wszystko można tak łatwo rzucić, zostawić to, co tak długo się budowało? Nie mogła zawrócić w połowie drogi. 

– No, widzi teściowa? – znowu wtrąciła się Hela. – Anna nawet nie chce tam jechać, a Jaga pojechałaby z przyjemnością – podkreśliła, odgarniając na bok swoje kasztanowe włosy.

– Każdy by tam chętnie pojechał – stwierdziła ciotka Zosia. – Przecież wszystko jest opłacone. Czy moje dzieci nie chciałyby odwiedzić Londynu?

– Już ci to tłumaczyłam, Zosiu – zdenerwowała się babcia. – Możemy jechać razem. Ja, ty, Maria i Julek, wszystkie moje dzieci. Pewnie to byłoby najbardziej sprawiedliwe. Jeszcze bardziej sprawiedliwe byłoby, gdybym mogła pojechać tam z moim rodzeństwem, ale oni już nie żyją!

Anna westchnęła, czując powagę chwili i oddech przeszłości na karku, wywołany słowami babci i drżeniem jej głosu.

– Jednak żadne z nas nie zna angielskiego na tyle dobrze, aby swobodnie się tam poczuć – ciągnęła babcia Wiktoria. Dumnie i z werwą stawiała czoło światu, a nawet własnej rodzinie. Była silną kobietą, w co Anna nigdy nie wątpiła. Była niestrudzoną wojowniczką. – Musimy do tego wyjazdu wciągnąć młodsze pokolenie, które już lepiej od nas posługuje się tym językiem. Najpierw pojadę ja z Anną, a potem dołączy do nas Julek i jedno z twoich dzieci, Zosiu. Czy to będzie Sambor, czy Olek, wy sami zdecydujecie.

Anna próbowała się skupić i przemyśleć całą sprawę. Wiedziała, że matka jej nie pomoże, bo siedziała zadowolona i widocznie zgadzała się z babcią. Zosia i Julek najchętniej by ją zjedli za to, że babcia wybrała właśnie ją. Odwróciła się i spojrzała na brata i resztę zgrai za swoimi plecami. Jak na komendę podnieśli kciuki. Oni zgadzali się z babcią, mimo że ich rodzice oponowali. Anna zdawała sobie sprawę, że chętnie by tam pojechali, ale nie jako opiekunowie babci, bo właśnie w takim charakterze Anna miała wystąpić. Spędzi dziesięć dni z babcią i dziewięćdziesięcioletnim staruszkiem! „Fantastycznie” – pomyślała. Nie mogła jednak jechać do Londynu na tak długo! W ogóle nie mogła tam jechać! To w drobny mak rozbijało jej plany i jej życie! Babci łatwo się mówiło: „Zorganizuj wszystko tak, aby się nie zawaliło i abyś wykorzystała ten pobyt na swoją korzyść”.


Kto chce poznać dalszą część opowieści. która zostanie z wami na długo?

ZAMÓW TUTAJ


{Materiał reklamowy] Autorka Iwona Feldmann.



czwartek, 6 lutego 2025

"Niepokorne" Sylwia Markiewicz / Zapowiedź recenzencka



Gdybym miała wskazać kilka polskich autorek, które należą do grona moich ulubionych pisarek, po których książki zawsze sięgam z niekłamaną przyjemnością i ogromną ciekawością, to bez wątpienia znalazłaby się wśród nich Sylwia Markiewicz. Jako kobieta,  sięgając po jej twórczość, często przeglądam się w niej niczym w tafli lustra. A to dlatego, że jak sama Sylwia przyznaje, pisze o kobietach i dla kobiet. To sprawia, że z każdej książki, która wychodzi spod jej palców, śmigających po klawiaturze komputera, możemy wynieść wiele dla siebie, a nawet odnaleźć w nich cząstkę własnych przeżyć i emocji, gdyż scenariusz do nich napisało uważnie  przez nią obserwowane życie.

Domyślacie się zapewne, że ten, mam nadzieję ciekawy wstęp, nie został napisany przeze mnie bez powodu. Pisząc go, chciałam powiedzieć wam, że jeśli chcecie przeczytać coś naprawdę wartościowego, życiowego, emocjonalnego i zapadającego w pamięć warto wybrać powieści Sylwii. Wszystkie są rewelacyjne, ale dziś chciałabym waszą uwagę skierować szczególnie na najnowsze literackie dziecko pisarki „Niepokorne”, która to powieść pod opiekuńczymi skrzydłami wydawnictwa Pascal swoją premierę miała 29 stycznia 2025.

Ja już niebawem będę czytała i recenzowała dla was ten tytuł w ramach trwającej akcji #karnawałzsylwiąmarkiewicz. Będzie mi bardzo miło, jeśli wy również dołączycie do mnie i wspólne zagłębimy się w tej wspaniałej lekturze. Naprawdę warto, o czym świadczy bardzo zachęcający opis wydawniczy.


Dlaczego trzy kobiety w sylwestra rzucają wszystko i uciekają od bliskich?

Aneta co roku przygotowuje noworoczny obiad dla kilkunastu osób. Jednak tym razem czuje, że obowiązki zawodowe i rodzinne ją przerastają. Zostawia dzieci z mężem i jedzie do siostry.

Milena wyjeżdża na sylwestra do rodziców, gdzie kilka dni wcześniej zawiozła syna. W końcu ma odwagę odejść od impulsywnego partnera, który ją tłamsi i jej nie szanuje. Ma dość toksycznego związku.

Justyna sama utrzymuje rodzinę – młodszą siostrę i rodziców alkoholików. Gdy brakuje pieniędzy nawet na najpotrzebniejsze rzeczy, zdesperowana dziewczyna posuwa się do kradzieży.

Losy Anety, Mileny i Justyny splatają się ze sobą, kiedy wszystkie trzy wsiadają do tego samego przedziału. Nieplanowany postój pociągu jest szansą, żeby bliżej się poznać. Co wyniknie z tego spotkania?

Opowieść o kobietach, które chcą podążać za swoimi marzeniami wbrew oczekiwaniom innych.


Zostawiam też grafiki od autorki i wydawcy.







Zatem nie traćmy czasu i czytajmy wspólnie „Niepokorne". Do lektury zachęcają Autorka, Wydawnictwo Pascal oraz blog Kocie czytanie.

[Materiał reklamowy] Wydawnictwo Pascal.

piątek, 27 grudnia 2024

"Rok i trzy dni" Marta Maciejewska/ Zapowiedź recenzencka


Stary rok powoli dobiega końca, a ja przyznaję, że z nadzieją i radością oczekuję na rok 2025. Nie tylko ze względów prywatnych, ale również jako czytelniczka wyczekująca wspaniałych premier książkowych. A te pojawią się już w styczniu. Jedną z nich będzie niezwykle ciekawa i rewelacyjnie się zapowiadająca powieść "Rok i trzy dni" Marty Maciejewskiej. Zapamiętajcie datę 14.01.2025., bo właśnie tego dnia wspólnie z autorką oraz wydawnictwem Świat Kobiet będziemy świętować premierę tej książki. Ja opowiem wam o niej już niebawem, a tymczasem zostawiam opis okładkowy.


A co, jeśli ci powiem, że jest sposób na wieczną młodość? Możesz ją mieć… pod jednym warunkiem… Poznasz dokładną datę swojej śmierci, co do minuty. To jak? Wchodzisz w to?

Nina Anderson to ambitna, młoda kobieta, a do tego bardzo majętna. Wydaje się, że niczego jej nie brakuje do szczęścia. Żyje w czasach, gdy medycyna znalazła rozwiązanie na największe bolączki ludzkości – starość i choroby, a sztuczna inteligencja towarzyszy człowiekowi na każdym kroku i wyręcza go niekiedy nawet w myśleniu. Nina wie, że za tym dobrodziejstwem kryje się tajemniczy wynalazek jej matki, która poświęciła życie, by nie dostał się on w niepowołane ręce.

Po latach cienie przeszłości wracają wraz z naszyjnikiem ze złotą salamandrą. Pewien urodzinowy wieczór, a raczej intrygujący solenizant przeorganizuje uporządkowaną i nudną codzienność Niny w pasmo niebezpiecznych przygód w zmieniającej się jak w kalejdoskopie scenerii egzotycznych wysp.

Wątek sensacyjny splata się tu ze wzruszającą historią o miłości i przemijaniu. Marta Maciejewska w najnowszej książce zastanawia się nad tym, co decyduje o szczęściu i sensie naszego życia. Czy liczba przeżytych dni? Czy to, jak i z kim je przeżyliśmy?


Uwierzcie mi "Rok i trzy dni" będzie bardzo głośną premierą, która otworzy wspaniały czytelniczo rok na naszym polskim rynku wydawniczym.


[Materiał reklamowy] Autorka Marta Maciejewska.


czwartek, 12 grudnia 2024

"Świąteczne życzenie" Ewelina Klimko - Opowiadanie świąteczne/ Zapowiedź recenzencka



Święta już coraz bliżej, a w ten wyjątkowy klimat nas czytelników najlepiej wprowadzają książki. Okres przedświąteczny jednak wiąże się także z natłokiem domowych obowiązków, które nie zawsze pozwalają nam wygospodarować zbyt wiele wolnych chwil z książką. Mając to na uwadze wspólnie, z autorką Eweliną Klimko przychodzimy do was z zaproszeniem do lektury opowiadania świątecznego pisarki „Świąteczne życzenie”. Już teraz mogę Was zapewnić kochani, że będzie to wspaniała forma odpoczynku od przedświątecznego rozgardiaszu. Niespełna czterdzieści minut czytania pięknej wzruszającej historii otuli was niezwykłą magiczną aurą. Mnie mocno chwycił za serce fakt, że opowiadanie to napisała mama dla syna, kiedy był on jeszcze małym dzieckiem i uczyniła Filipa jednym z jego bohaterów. Niebawem napiszę o „Świątecznym życzeniu” nieco więcej, a teraz zostawiam dla was krótki opis.

Świąteczna podróż ojca z synem staje się początkiem niezwykłej przygody, pełnej ciepła, magii i bliskości. Ta poruszająca opowieść o miłości, samotności i spełnianiu marzeń pokazuje, że czasami wystarczy jedno spotkanie, jedna magiczna noc, by wszystko odmienić. Wystarczy uwierzyć, a skrywane głęboko w sercu świąteczne życzenia mogą się spełnić. Czy Jakub i Filip odnajdą to, czego im najbardziej brakuje? Czy zrozumieją, czym tak naprawdę jest magia świąt? Czy odkryją tajemnicę niezwykłego domu?

Mam nadzieję, że już teraz wzbudziłyśmy waszą ciekawość i będziecie chcieli poznać to niezwykle poruszające i wartościowe opowiadanie. Jeśli tak, o jego udostępnienie w formie e-booka zwracajcie się w wiadomości prywatnej do samej autorki.

[Materiał reklamowy] Autorka Ewelina Klimko.

niedziela, 27 października 2024

Kiedy ktoś sprawia, że ślad po tobie nigdy nie zaginie ❤️ Post specjalny ❤️

Moi drodzy, dziś chciałabym podzielić się z Wami wspaniałą wiadomością, która sprawiła, że wzruszenie ścisnęło mnie za gardło, z oczu popłynęły łzy, a serce zalała ogromna radość i wdzięczność.

27. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie 2024 trwają w najlepsze i na pewno wielu z Was spotkało się ze wspaniałą pisarką Danką Braun, aby wyściskać się z autorką, a także zdobyć autograf do Jej najnowszej książki „Egzamin na ojca". Jeśli macie już tę wspaniałą powieść w swoich biblioteczkach, to doskonale wiecie, dlaczego piszę o niej w kontekście tak silnych emocji. To właśnie ona i dedykacja, jaką w niej znajdziecie, emocje te we mnie wywołała.

Pani Danusiu, jeszcze raz z całego serca dziękuję za tak wspaniałe wyróżnienie i cudowną niespodziankę w postaci zadedykowania książki właśnie mnie: "Dla Agnieszki Kaniuk za hart ducha i wolę walki". Los stawiania na naszej drodze anioły, które dodają nam skrzydeł i Pani jest dla mnie właśnie takim aniołem. Wierzę jednak, że dobro powraca i tego całym sercem Pani życzę.

Zachęcam was kochani do tego, abyście sięgnęli po książkę i poznali niezwykle mądrą, refleksyjną, życiową i wzruszającą historię, którą skrywają jej karty.

Tymczasem zostawiam dla was opis wydawniczy.

Monika Szostak, samotna matka dwóch synów, wreszcie znajduje odrobinę szczęścia, gdy w jej życie wkracza Marcin Karski – skromny czyściciel dywanów. Mężczyzna szybko staje się częścią rodziny, budując silną więź z jej sześcioletnim synkiem, Grzesiem. Gdy wydaje się, że wszystko idzie w dobrym kierunku, Monika odkrywa szokującą prawdę – Marcin nie jest tym, za kogo się podaje. Zraniona, zrywa z nim kontakt, ale jej koszmar dopiero się zaczyna. Kobieta zostaje aresztowana pod zarzutem morderstwa, a niedługo potem w niejasnych okolicznościach znika jej synek. Prywatny detektyw Mirek Filer stara się oczyścić ją z zarzutów i trafić na trop dziecka, lecz dochodzenie utrudniają mu własne problemy rodzinne. Czy Monika zdoła udowodnić swoją niewinność i czy uda się odnaleźć zaginionego chłopca?

Musicie przyznać, że opis brzmi niezwykle ciekawie i przejmująco, co sprawia, że książka budzi nasze zainteresowanie i chcemy ją przeczytać. Ja już wkrótce opowiem o niej nieco więcej.

[Materiał reklamowy] Autorka Danka Braun.

sobota, 26 października 2024

"Już nie żyjesz" Krzysztof Koziołek - Zapowiedź recenzencka



Dzień dobry kochani, a żeby dzień był dobry, potrzebujemy dobrych wiadomości. I tak się fantastycznie składa, że ja mam dla was wiadomość rewelacyjną! A mianowicie 19.112024., swoją premierę będzie miała najnowsza książka Krzysztofa Koziołka "Już nie żyjesz", a blog Kocie czytanie będzie miał przyjemność wam o niej opowiedzieć. Moja radość i ekscytacja jest ogromna, gdyż śmiało mogę powiedzieć, że twórczość tego autora jest moim odkryciem roku. Zaledwie kilka miesięcy temu przeczytałam powieść "Jej ostatnia prośba" i przepadłam. Zdecydowanie chcę więcej, dlatego z niecierpliwością czekam na moment, kiedy będę mogła przeczytać "Już nie żyjesz". A to, co tym razem przygotował dla nas pisarz, zapowiada się naprawdę świetnie. 


Powieść obyczajowa (dramat obyczajowy) "Już nie żyjesz" podejmujący ważny społecznie temat mobbingu.


Opis okładkowy:

Jeden podpis życie pewnej psycholożki zamienia w piekło. Świat instruktora muzyki obraca się w gruzy przez brak jednego podpisu.

Oboje dzień po dniu są odzierani z godności, aż w końcu stają na krawędzi szaleństwa. Jeszcze żyją, choć tak naprawdę są już martwi.





Musicie przyznać, że całość prezentuje się bardzo intrygująco. Mało tego, autor ostrzega, że jest to opowieść dla ludzi o mocnych nerwach. Ja już zacieram ręce w oczekiwaniu na czas spędzony z tym tytułem. A Wy, skusicie się? Jestem również ciekawa, czy podobnie jak ja, macie swoje literackie odkrycia tego roku, który tak szybko dobiega końca.

[Materiał reklamowy] Manufaktura Tekstów.