Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dlaczemu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dlaczemu. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 grudnia 2022

"Dotyk twoich dłoni" Wioletta Piasecka

„Kiedyś, gdy byłam dzieckiem, myślałam, że miłość jest na zawsze. Każda bajka kończy się ślubem i słowami: " żyli długo i szczęśliwie”, a ja myślę, że ślub jest końcem bajki i początkiem realnego życia".

Cytat ten znajdziecie w najnowszej książce Wioletty Piaseckiej „Dotyk twoich dłoni”, z której recenzją dziś do was przychodzę. Zanim jednak opowiem wam o tej powieści,  zatrzymajmy się  nieco dłużej nad samym cytatem i dostrzeżmy jego głębię oraz tkwiącą w nim bardzo ważną życiową prawdę. W istocie to dopiero samo życie i wspólne przechodzenie małżonków przez trudy tego, co nas w nim czeka, jest prawdziwym sprawdzianem dla trwałości i siły uczuć między mężem i żoną. Łatwo bowiem jest być ze sobą, kiedy wszystko układa się po naszej myśli, a los nam sprzyja. Zupełnie inaczej wygląda to w sytuacji, kiedy związek zostanie wystawiony na ciężką i bolesną próbę. Wówczas albo wyjdziemy z niej zwycięsko, albo wręcz przeciwnie, wszystko, co dotychczas stanowiło o naszym szczęściu, zostanie mocno zachwiane, a być może rozpadnie się bezpowrotnie. Wiedzą o tym doskonale bohaterowie najmłodszego literackiego dziecka autorki Barbara i Mariusz Ulatowscy.

Oboje tworzą szczęśliwy związek. Są kochającym się małżeństwem. Wspólnie wychowują dwóch wspaniałych, bardzo rezolutnych synów. Pragną jednak jeszcze mieć córeczkę, o której marzeniami dzielą się ze światem. Ku ich ogromnej radości marzenie to nabiera coraz bardziej realnych kształtów, gdyż już od sześciu miesięcy Basia nosi pod sercem swoją upragnioną kruszynkę Zosię. Serce matki nie dało jednak kobiecie znaku, który choć przez chwilę mogłoby wzbudzić przeczucie, iż już wkrótce tę rodzinę dotknie jedna z najdotkliwszych postaci straty, jakiej można doświadczyć. Zosia odeszła na zawsze. Zniknęła nawet z pięknych snach swojej mamy, która do tej pory mogła ją tam właśnie zobaczyć. Już nigdy nic nie będzie takie samo. Zosia stała się małym aniołkiem, ale jej rodzina i bliscy muszą żyć dalej i poradzić sobie z tą straszną tragedią.

Autorka w bardzo obrazowy, a jednocześnie poruszający i mocno przejmujący sposób pokazała nam różne sposoby radzenia sobie z utratą nienarodzonego dziecka. Rodzina, która bardzo mocno się kocha i wspiera, traci grunt pod nogami. W poczuciu ogromnego bólu między Basią i Mariuszem tworzy się przepaść milczenia wypełniana jedynie wzajemnymi żalami, pretensjami i oskarżeniami. Kobieta nie kryje się ze swoją rozpaczą i przeżywaną żałobą, podczas gdy Mariusz swoje cierpienie przeżywa głęboko w sercu. Brak porozumienia i rozmowy prowadzi do rozpadu rodziny. W momencie, kiedy czara goryczy przelewa się, mężczyzna odchodzi do innej kobiety, porzucając żonę i dzieci.

Świadkami tego, jak bardzo tych dwoje szamocze się w swoich emocjach, nie mając siły, aby udźwignąć ciężar, jaki spadł na ich barki, są ich rodzice. W tym momencie muszę zwrócić uwagę na ich piękną postawę, którą się wykazują. Taką, która winna być dla nas wzorem tego, jak należy zachować się w obliczu podobnych zdarzeń, bo niestety, choć opisane perypetie bohaterów są tylko fikcją, to jednak wielu czytelników się z nimi utożsami. Wioletta Piasecka ubrała w słowa emocje i uczucia wielu matek, ojców, który niestety znają ten trudny temat z autopsji. Rodzice i teściowie Basi nie narzucają się, są niezwykle taktowni. Zawsze są obok, gotowi nieść pomoc i wsparcie, ale kiedy trzeba, potrafią też otwarcie powiedzieć co myślą, tym samym dając zainteresowanym do myślenia i wstrząsając nimi.

Nie mogłabym nie wspomnieć o jeszcze jednym aspekcie psychologicznym, na który została zwrócona uwaga czytelników powieści. Mianowicie wpływ tak druzgocących doświadczeń życiowych na dzieci. Pogrążona w swoim cierpieniu Basia do pewnego momentu nie zdaje sobie sprawy z tego, że Julek i Sebastian również cierpią. Ich spokojny i bezpieczny świat chwieje się w posadach. Mama, którą bardzo kochają płacze, oddala się od nich, podczas gdy oni tak bardzo jej potrzebują. Tata już z nimi nie mieszka. Oni także czują się niekochani i porzuceni, a winy szukają w sobie.

Często my dorośli uważamy, że dzieci są zbyt małe, aby zrozumieć i odnaleźć się w tak trudnych przeżyciach dotykających ich rodzinę. Tymczasem one rozumieją, widzą i słyszą więcej, niż nam się wydaje. To właśnie my  dokładamy im trosk, nie będąc z nimi szczerzy i maskując prawdę. Wówczas dzieci zostają same ze swoimi emocjami i myślami, czując się samotne i odtrącone.

Wszystko wskazuje na to, że małżeństwa Basi i Mariusza nie da się już uratować. Padło za dużo gorzkich słów. Za wiele bolesnych ciosów zostało zadanych. Jednak nie wiedzą jeszcze, że to nie koniec tego, tego, co przygotował dla nich los. A to, co dla nich szykuje, będzie wstrząsające, ale jednocześnie da im szanse na nowo docenić to, co zawsze powinno być dla nich najważniejsze. Tylko od nich zależy, czy tę szansę wykorzystają. Musicie koniecznie sami przekonać się, czy między tą dwójką jest jeszcze miejsce na wybaczenie i skrycie ostatnich trzech ciężkich miesięcy ich życia za kurtyną zapomnienia.

Wioletta Piasecka podjęła się poruszenia na kartach swojej powieści bardzo trudnych tematów. Mamy tu bowiem stratę ciąży, żałobę, zdradę, samotność pragnienie bliskości, uczucia. Wszyscy zgodzimy się zapewne z tym, że są to kwestie bardzo delikatne i należy podejść do nich z dużym wyczuciem, taktem i wrażliwością. Już teraz mogę was zapewnić, że autorce udało się to doskonale. Opisane w książce wydarzenia, wybory i decyzje jej bohaterów nacechowane są wiarygodnością, co sprawia, że nie tylko mocno angażujemy się emocjonalnie we wszystko, o czym czytamy, ale też zadajemy sobie pytanie: Jak ja poradził/a bym sobie, gdyby spotkało coś tak traumatycznego? I choć oczywiście nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi, to książka daje do myślenia. Bardzo cenną wartością dodaną do książki są wplecione w nią autentyczne wydarzenia, które miały miejsce na wyspie Phuket w Tajlandii w 2004 roku.

Nie mogę napisać, że jest to łatwa książka, którą czyta się lekko, prosto i przyjemnie, gdyż z uwagi na podjęte w niej problemy, jest to wręcz niemożliwe, ale jest to utwór niezwykle wartościowy i potrzebny społecznie. Książkę tę czyta się z ogromnym zaangażowaniem, czując w sercu całą gamę silnych emocji. Jestem pewna, że wielu jej czytelników pokusi się o ocenianie zachowań i postępowania Basi i Mateusza. Ja jednak jestem daleka od osądzania kogokolwiek w odniesieniu do tego, co ich spotkało, bowiem dopóki sami nie przeżyjemy czegoś podobnego, nigdy nie możemy ręczyć nawet za samych siebie.

Oczywiście gorąco zachęcam każdego do przeczytania tej wyjątkowej książki. „Dotyk twoich dłoni” poruszy wasze serca i zostanie w nich na zawsze. Wyciśnie łzy i nie pozwoli o sobie zapomnieć. Uświadomi, że życie to nie bajka, ale nawet jeśli boleśnie nas doświadcza, to jednocześnie właśnie w konfrontacji z tym, co trudne pozwala nam zrozumieć, co stanowi jego największą wartość.

[Materiał reklamowy] Autorka Wioletta Piasecka.

wtorek, 29 października 2019

Patronat: "Rabih znaczy wiosna" Weronika Tomala /Przedpremierowo.

Kochani, dziś poruszymy bardzo ważny i ciągle kontrowersyjny w naszym społeczeństwie problem braku tolerancji i akceptacji dla wszelkiego rodzaju szeroko pojętej odmienności. Niestety każdy z nas, potrafi bardzo szybko oceniać i krytykować innych tylko dlatego, że ktoś jest odmiennej orientacji seksualnej, innego koloru skóry, wyznania, czy pochodzenia niż my sami. Problem ten jest mi doskonale znany, ponieważ, jako osoba niepełnosprawna, już jako dziecko wielokrotnie stawałam się obiektem wzmożonej eskalacji niechęci, a często nawet agresji ze strony swoich rówieśników. Bo łatwiej jest ocenić kogoś z góry, niż spróbować tę osobę poznać i przekonać się, jakim jest człowiekiem. Przecież przypięcie etykietki „inny, a więc gorszy” nie wymaga wysiłku.

Do podjęcia tak trudnego również dla mnie samej tematu skłoniła mnie najnowsza druga już w dorobku twórczym książka Weroniki Tomali „Rabih znaczy wiosna”, której blog Kocie czytanie ma ogromną przyjemność i zaszczyt patronować.

Na kartach powieści odnajdziemy historię tytułowego Rabiha, chłopca wychowującego się w polsko-arabskiej rodzinie. Jego życie od najmłodszych lat przypomina piekło. Mieszane małżeństwo rodziców dziecka staje się powodem wielu konfliktów pomiędzy małżonkami. Życie tej rodzinny to codzienna gra pozorów, której prawdziwe oblicze zniewolonej przez tyranię głowy rodziny matki i syna ujawnia się tylko za zamkniętymi drzwiami ich domu.
Jednak to, co dziecko przechodzi w domu, jest dopiero pierwszą z odsłon jego trudnego dzieciństwa, bowiem otoczenie również nie szczędzi mu obelg i prześladowań z racji koloru skóry i egzotycznej urody odziedziczonej po ojcu... Mimo młodego wieku chłopiec wykazuje się dużą dojrzałością i rozumie, co jest powodem niechęci najbliższego środowiska, w którym dorasta wobec jego osoby.
Na szczęście ma u swojego boku najlepszą przyjaciółkę Martę, która dostrzega w nim to, co naprawdę ważne. Dzieci są dla siebie bratnimi duszami i to właśnie przy Marcie nasz mały bohater czuje się w pełni akceptowany i szczęśliwy. Wierzy, że tylko jej może ufać.

„Jestem inny i ludzie nie potrafią tego zaakceptować - mówi o tym tak zwyczajnie, bez emocji, jakby wszystkie lata przeżyte wśród rówieśników zdążyły pokazać mu gdzie jego miejsce.
- Nie przesadzaj. Nie są nam potrzebni, są ślepi. 
- Właśnie nie są. Mają oczy i widzą – opuszcza głowę w dół”.

Przyjaźń Marty z Rabihem sprawia, że ona również traci przyjaciół. Jednak dla tej dwójki najważniejsze jest to, że mają siebie i wierzą, że tak już zostanie na zawsze.
Jednak, jak się przekonacie, podczas lektury książki wystarczy dosłownie jedna chwila, by wszelkie zapewnienia o wiecznej przyjaźni legły w gruzach. Dosłownie moment, aby słowo na zawsze straciło swoją moc.

„Mówią, że na czyjeś zaufanie pracujemy całe życie, lecz starannie pielęgnowane relacje można zburzyć w ciągu jednej sekundy. No cóż, życie bywa niesprawiedliwe. Mówią, że czas leczy rany.Ja jednak w tym miejscu zdecydowanie zaprzeczę. Upływający czas skleja je, owszem, wypełnia martwą tkankę, a potem to jest brzydkim strupem, który z czasem odpada. Po nim zostaje tylko mniejsza lub większa blizna”.

Niestety tak właśnie dzieje się w przypadku nierozłącznych Marty i Rabiha. Jedno zdarzenie sprawia, że od tej pory miłość i oddanie dla przyjaciółki, które od zawsze przepełniało serce chłopca, teraz zostaje zastąpione przez gniew i żal. Oczywiście nie zdradzę Wam, co takiego się stało, abyście sami mogli odkryć, co zniszczyło ten jeden z najpiękniejszych darów, jakie człowiek może ofiarować człowiekowi. Powiem tylko, że nie trzeba zrobić niczego złego, aby kogoś zranić, czasami chodzi właśnie o to, że nie zrobiło się nic.
I tak oto ich drogi rozchodzą się na wiele lat.

Zapomnieć oczywiście jest trudno, ale żyć dalej trzeba, więc Marta, postępując w myśl tej zasady, buduje swoje w miarę spokojne i stabilne życie, aż do chwili, gdy jej spokój niespodziewanie burzy przewrotny los.

„ON powrócił. Tak bliski, a jednak tak daleki. Już nie chłopak, a mężczyzna. Już nie przyjaciel. Już nie mój. Tego spojrzenia nie da się zapomnieć. Podobnie jak i nie da się wymazać przeszłości. Nigdy nie przypuszczałam, że nasze drogi jeszcze kiedyś się skrzyżują. I że dostrzegę w jego oczach skierowany w moją stronę gniew”.

Już ten cytat może uświadomić Wam jedno, ta książka nie skrywa w sobie banalnej historii o miłości, która po wielu latach nagle zapomina o wszystkim, co boli i budzi poczucie zawiedzenia i zdrady. To, co przygotowała dla swoich czytelników autorka to prawdziwe życie. A życie to nie bajka. Ono nie zawsze słucha naszych pragnień i choć chcielibyśmy cofnąć czas, często na wszystko wydaje się już za późno.

Kiedy przypadek, a być może przeznaczenie po raz kolejny splata ścieżki życia przyjaciół z dzieciństwa, są oni już zupełnie innymi ludźmi. Na Martę, jak grom z jasnego nieba spada wiadomość, że Rabih już wkrótce stanie na ślubnym kobiercu.
Każdy dorosły, rozsądny człowiek w tej sytuacji wie, że są w życiu momenty, kiedy trzeba zamknąć za sobą przeszłość i więcej do niej nie wracać, aby na własne życzenie nie zadawać sobie cierpienia. No ale jak wiemy, miłość i rozsądek rzadko kiedy idą ze sobą w parze. Nie powiem nic więcej, abyście sami mogli czerpać przyjemność z odkrywania wszystkich meandrów losu głównych bohaterów, ponadto, że przez cały czas czytania książki gdzieś z tyłu głowy kołatał mi się przeczytany kiedyś wiersz, który doskonale odzwierciedla to, co dzieje się z emocjami Marty i Rabiha, kiedy spotykają się po latach rozłąki.

*Kocham Cię i nienawidzę
Zamykam w sobie ból...
Ukrywam wciąż tęsknotę...
Wiem, że nie będziesz mój...
I nie chcę myśleć o tym...
Kocham Cię i nienawidzę...
Jedno większe od drugiego...
W nieznośnym świecie się gubię...
Nie mogę wydostać się z niego...
A przecież pragnę tak mało...
Serca, uśmiechu, radości...
Lecz cóż...
Kocham Cię bez cienia wzajemności...
I choć złoszczę się na siebie...
Prawda jednak taka jest...
Że nie mogę żyć bez Ciebie...
I wytrwale kocham Cię...

Myślę, że ten wiersz powie Wam bardzo wiele, więc ja nie powiem nic więcej. Koniecznie przeczytajcie książkę i przekonajcie się, jak jej bohaterowie poradzą sobie w momencie, kiedy ich poukładany świat ponownie został wywrócony do góry nogami. Czy odnajdą na nowo wspólną drogę ku szczęściu?

Gdybyście zapytali mnie, dlaczego zdecydowałam się patronować książce „Rabih znaczy wiosna” bez wahania odpowiedziałabym Wam moi kochani, uwielbiam książki, które łączą w sobie przyjemne z pożytecznym i to właśnie w tej książce otrzymałam.

Weronika Tomala oddała w nasze ręce subtelną i nad wyraz prawdziwą historię miłości rodzącej się z przyjaźni, a jednocześnie podjęła wspaniałą próbę pokazania nam, że nie mamy prawa dzielić świata na lepszych i gorszych. Na równych i równiejszych. Pamiętajmy o jednym, w momencie, kiedy pojawiamy się na tym świecie, nie mamy możliwości decydowania o tym, czy urodzimy się Polakiem, czy Saudyjczykiem. Nie mamy też prawa wyboru koloru skóry ani rodziny, w jakiej żyjemy, czy też tego, czy urodzimy się pełnosprawni, bądź niepełnosprawni. Nie karaicie nas więc za to, na co nie mamy wpływu.

Rabih urodził się w Polsce i przez całe życie czuł się Polakiem, a mimo to ciągle padał ofiarą prześladowań. Lidzie ulegający stereotypom nie pozwalali wieść mu spokojnego życia w kraju, który kochał całym sercem.

Terrorysta? Samobójca-zamachowiec? Przyglądają mi się, jakbym miał za chwilę rozchylić ubranie i obnażyć schowany pod spodem pas szahida, gotowi zlinczować mnie za jedno krzywe spojrzenie. Zdążyłem się przyzwyczaić. Ojciec pozostawił po sobie zbyt wyraźny ślad, bym mógł wyprzeć się pochodzenia. Choć o islamie i tych wszystkich wysadzających się szaleńcach niewielkie mam pojęcie, sam wygląd wystarcza, bym ponosił konsekwencje swojej inności.

Nie muszę chyba nikomu z Was pisać, że „Rabich znaczy wiosna” to bardzo wartościowa książka, którą z całego serca Wam polecam. Moja osoba jest doskonałym dowodem na to, że mogłaby to być historia każdego z nas. Jej uniwersalność i niestety ponadczasowość mam nadzieje da każdemu jej czytelnikowi, wiele do myślenia. Autorka podjęła się naprawdę ważnego i z pewnością niełatwego zadania wykreowania historii o najważniejszych w życiu każdego człowieka aspektach: przyjaźni, miłości, błędach, które przecież popełnia w życiu każdy, a które często mają ogromny wpływ na jego całokształt, tolerancji, potrzebie akceptacji. Nie zabraknie tu również trudnych wyborów i jeszcze trudniejszych decyzji.

Zapewniam Was moi kochani, że Weronika Tomala z owym zadaniem poradziła sobie doskonale pod każdym względem. Książkę czyta się z ogromnym zaangażowaniem nie tylko ze względu na wspomnianą już wcześniej wspaniale wykreowaną fabułę, ale również dzięki, autentycznym postaciom. Z oczywistych względów postać Rabiha stała się moją bratnią duszą i mocno kibicowałam, jego szczęściu. Moją sympatię oczywiście zyskała Marta, ale był też ktoś, kto bardzo mnie drażnił, ale niech to zostanie tajemnicą do czasu, aż sami sięgniecie po tę wspaniałą książkę, która już na zawsze ma swoje miejsce w moim sercu.
Mam nadzieje, że skusicie się na książkę, bo naprawdę warto, a będzie to możliwe już jutro tj. 30.10.2019 roku.

W słowie podsumowania chcę zostawić każdej osobie czytającej tę recenzję małe przesłanie od siebie.
Bądźmy tolerancyjni, a jeśli nie potrafimy, to po prostu żyjmy i pozwólmy żyć innym.

Na zakończenie chcę z całego serca podziękować autorce za zaufanie i możliwość patronowania tak wspaniałej książce. To dla mnie ogromne wyróżnienie. Swoje serdeczne podziękowania kieruję również do wydawnictwa Dlaczemu.

Jeśli nie mieliście okazji czytać mojej recenzji debiutanckiej książki Weroniki, to zapraszam Was serdecznie tutaj.


poniedziałek, 2 września 2019

Zapowiedź Patronacka: Rabih znaczy wiosna - Weronika Tomala




Kochani, jest mi niezmiernie miło, że mogę poinformować Was, że już 30.10.2019 roku odbędzie się premiera drugiej w dorobku twórczym autorki i blogerki Weroniki Tomali książki „Rabih znaczy wiosna", której blog Kocie czytanie ma przyjemność patronować.

OPIS:
Martę i Rabiha połączyła prawdziwa przyjaźń od dziecka. Są jak brat i siostra jak papużki-nierozłączki, jak dwie połówki tego samego kamienia. Różni ich tylko jedno - w żyłach Rabiha płynie arabska krew. Choć wychował się w Polsce i czuje się prawdziwym Polakiem, nie jest akceptowany przez otoczenie ze względu na kolor skóry i egzotyczną urodę, którą odziedziczył po ojcu. Nieszczęśliwy splot wydarzeń sprawia, że ich wyjątkowa relacja urywa się, blednie, majaczy we wspomnieniach dorosłych już ludzi. Los bywa jednak przewrotny - Marta i Rabih spotykają się ponownie i to w okolicznościach, o których oboje chcieliby zapomnieć. Ona wiedzie poukładane, szczęśliwe życie, on za moment staje na ślubnym kobiercu. I świat staje na głowie. Czy w obliczu tłumionego przez lata gniewu i żalu potrafią odnaleźć dawnych siebie? Czy targani sprzecznymi emocjami wreszcie ujrzą to, przed czym tak zaciekle się bronią?


Jeśli tak jak ja nie możecie doczekać się premiery książki, to mam dla Was świetną wiadomość. Już teraz możecie kupić ją w przedsprzedaży. 

Ja nie mogę doczekać się, aby poznać historię, którą skrywają karty „Rabih znaczy wiosna”, a Wy?

niedziela, 27 maja 2018

Kiedy coś tracisz, doceniasz tego wartość.

Kochani nie wiem, czy wiecie, ale bardzo lubię sięgać po książki debiutujących pisarzy. Wspieram ich i podziwiam za to, że spełniają swoje marzenia. Jeśli debiutantem jest osoba z naszego rodzimego podwórka, zawsze niezmiernie się cieszę i trzymam mocno kciuki za sukces książki. Dziś chcę zaprezentować Wam pierwszą książkę naszej koleżanki blogerki Weroniki Tomali, „Płynąc ku przeznaczeniu”, którą dzięki uprzejmości Weroniki i wydawnictwa Dlaczemu miałam przyjemność otrzymać do recenzji, za co bardzo serdecznie dziękuję.

Moi drodzy, czy wierzycie w przeznaczenie? W to, że nasz los i bieg naszego życia, już w momencie naszych narodzin jest z góry określony? Ja wierzę i wiem jedno, wszystko, co jest nam pisane, zazwyczaj spełnia się w najmniej oczekiwanym momencie, kiedy zupełnie się tego nie spodziewamy. Los potrafi nas zaskoczyć, często odmieniając zupełnie nasze dotychczasowe życie.
Przekonała się o tym główna bohaterka powieści - Dominika.

W momencie, kiedy czytelnicy poznają Dominikę, właśnie spełnia się jedno z największych marzeń dziewczyny. Wspólnie z dwiema przyjaciółkami wyjeżdża na wakacje marzeń. Dominika jest skromną studentką, której życie od najmłodszych lat nie rozpieszczało. Nigdy nie mogła pozwolić sobie na rozrzutność. Los mocno doświadczył jej rodzinę, więc była zmuszona szybko dorosnąć i na wszystko, co ma samodzielnie zapracować. Za chwilę wyruszy w podróż do Hiszpanii, nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że w te wakacje rozpocznie się jej droga ku przeznaczeniu.
Właśnie tam bowiem poznaje Dawida, dla którego jej serce mocniej zabiło. Jeśli jednak myślicie, że teraz wszystko potoczy się jak w bajce i będą żyli długo i szczęśliwie, to nic z tych rzeczy. Dawid wydaje się zupełnie niezainteresowany naszą bohaterką. Co więcej, jest wobec niej oschły i opryskliwy. Z czego to wynika i czy Dominice uda się dotrzeć do serca wybranka, tego już musicie dowiedzieć się sami, sięgając po książkę, do czego gorąco zachęcam.

Nie mogłaby nie wspomnieć o kreacji bohaterów. Dominika to nieśmiała, wycofana młoda kobieta, której brak wiary w siebie i odwagi do tego, aby zawalczyć o swoje szczęście. Dawid natomiast na początku jawi się nam jako egoistyczny, pewny siebie facet, który wie, że podoba się kobietom i bez skrupułów to wykorzystuje tak, jak jest mu wygodnie. Jak się później okazuje, nie wszystko, co widzą oczy, jest rzeczywistością. Prawda, którą skrywają pozory, może zniszczyć. Czy nasi bohaterowie znajdą w sobie siłę, aby stawić jej czoła?

„Nie miałam pojęcia, w którym kierunku pędzi teraz moje szczęście. Wiedziałam tylko, że piękne rzeczy rodzą się w bólu i warto czasami wyposażyć się w środki łagodzące objawy”.

Bardzo pomocne stały się dla Dominiki jej przyjaciółki. Kaśka i Wiki, choć nie ingerowały w jej decyzje, zawsze służyły wsparciem i dobrą radą, a kiedy było trzeba, na chłodno oceniały sytuację, troszcząc się o przyjaciółkę. Autorka wspaniale wykreowała obraz wyjątkowej przyjaźni. Takie przyjaciółki to prawdziwy skarb.

Gdybym miała w kilku słowach powiedzieć, o czym jest książka, „Płynąc ku przeznaczeniu”, powiedziałabym, że jest to historia, o marzeniach, przyjaźni, walce z bolesną przeszłością, oraz miłości zrodzonej z obaw, lęków i niepewności.

Na kartach powieści znajdziecie poruszającą i wzruszającą opowieść, która da Wam do myślenia. Autorka uświadamia swoim czytelnikom bardzo ważną prawdę. Otóż często nie dostrzegamy tego, co mamy na wyciągnięcie ręki, do czasu, kiedy to utracimy. Kiedy coś tracisz, doceniasz tego wartość.

„I wszystko zmieniło się w dniu, kiedy poznałam Ciebie. I kiedy cię utraciłam."

Weronika Tomala oddaje w nasze ręce bardzo dobry debiut, napisany lekkim i prostym językiem, dzięki czemu, książkę czyta się łatwo, szybko i przyjemnie. Mimo że na początku trochę trudno było mi wbić się w fabułę, z biegiem czasu autorce udało się zdobyć moją uwagę i wciągnąć w bieg wydarzeń. Książkę gorąco polecam. Jest to idealna pozycja na wakacyjny czas. Dzięki jej lekturze poczujesz klimat gorącej Hiszpanii. Co prawda w książce da się dostrzec pewną schematyczność, jednak mnie ona zupełnie nie przeszkadzała w jej odbiorze.

Autorce gratuluję bardzo dobrego debiutu i z niecierpliwością czekam na kolejną książkę, którą z przyjemnością przeczytam, a Was moi kochani gorąco zachęcam do tego, abyście wspierali to, co dobre i sięgnęli po „Płynąc ku przeznaczeniu”.

Myślę, że zakończenie książki mocno wasz zaskoczy, a nawet popłyną łzy, tak, jak było w moim przypadku.