Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Natalia Murawska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Natalia Murawska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 grudnia 2019

Czy w obliczu doświadczeń przeszłości mamy prawo być szczęśliwi?

W kontekście relacji między ludzkich krąży przekonanie, że przeciwieństwa się przyciągają. Jednak ja sama nie do końca się z tym zgadzam. Owszem zgodzę się ze stwierdzeniem, że kobiety i mężczyźni są od siebie bardzo różni, ale jednak w odniesieniu do tworzenia bliskich relacji z drugim człowiekiem takich jak miłość lub przyjaźń, w moim odczuciu przeświadczenie to nie ma zupełnie racji bytu. Chcąc zbudować związek, czy też przyjaźń zazwyczaj łatwiej nam odnaleźć wspólną płaszczyznę porozumienia i sympatii z osobą, która ma podobne do nas poglądy i doświadczenie życiowe, podobnie postrzega świat. Nie bez kozery mówi się przecież, że„ciągnie swój do swego". Wierzymy bowiem, że osoba, która osobowościowo, a często i emocjonalnie jest podobna do nas samych, będzie mogła nas bardziej zrozumieć, przez co rodzi się szansa na stworzenie czegoś naprawdę wyjątkowego. I owszem, jest to jak najbardziej możliwe, ale co w przypadku, kiedy los splata ze sobą drogi osób, których życie bardzo mocno doświadczyło, a oni sami każdego dnia czują, że tkwią w piekle, z którego nie mogą się wyrwać? Czy będą oni w stanie dać sobie wzajemnie siłę do tego, aby podnieść się z kolan i wyrwać z kajdan bólu, które ściskają ich serca i dusze?
Z tak trudnym wyzwaniem będą musieli zmierzyć się główni bohaterowie powieści Natalii Murawskiej "Wszystkie nuty życia", z której recenzją dziś do Was przychodzę.

Maja Orzechowska i Mikołaj Zdybicki to dwoje młodych ludzi, którzy poznają się na wspólnej imprezie studenckiej i choć jeszcze nic o sobie nie wiedzą, to jednak od pierwszej chwili czują się w swoim towarzystwie wyjątkowo, chociaż jeszcze chwilę temu impreza ta była ostatnim miejscem, w jakim chcieliby się znaleźć. Każde z nich na przełomie roku doświadczyło traumatycznych przeżyć, które nadal nie pozwalają im wrócić do pełni normalnego życia. Demony przeszłości karmione wyrzutami sumienia i poczuciem winy czynią z ich życia czarną rozpacz.
Maja straciła swojego najlepszego przyjaciela. Przyjaźń, która łączyła ją z Kostkiem, była wyjątkowa. Taka, o której marzy każdy z nas. Przez cały czas Maja była przekonana, że oboje wiedzą o sobie nawzajem wszystko. Aż do tego dnia kiedy, zrozumiała, że jednak tak nie było i że choć Konstanty ją uwielbiał, to ta przyjaźń była dla niego niewystarczająca, aby dać mu siłę wytrwania. Dziś już go nie ma, a dziewczyna nadal nie może pogodzić się z tą stratą. W jej głowie ciągle kłębi się mnóstwo wyrzutów. Jak to się stało, że ona niczego wcześniej nie przeczuła, nie zauważyła. Nie chcąc więcej cierpieć z powodu straty bliskiej sobie osoby, Maja chce przestać czuć. Swoje życie wypełnia studiami i pracą w kawiarni.

„Ktoś, kto powiedział, że czas goi rany, był kłamcą. Albo w życiu nie przeżył niczego złego. Czas nie goi ran, pozwala jedynie nauczyć się, jak przetrwać mimo ich istnienia, pozwala nam egzystować, próbując ignorować, to co tak bardzo boli. Ale to nigdy, przenigdy nie jest tak, że po określonym czasie rany znikają”.

Mikołaj jest młodym mężczyzną, który boleśnie przekonał się, jak jedna pozornie błaha decyzja może w zaledwie kilka minut na zawsze zmienić życie nie tylko nas samych, ale co straszniejsze życie tych, których kochamy.
Choć od tamtejszych wydarzeń minęło już sporo czasu to, za każdym razem, kiedy patrzy na swoją siostrę Zosię, wszystkie bolesne wspomnienia wracają, a emocje pozostają wciąż żywe. Dziś życie chłopaka zdeterminowane jest, rządzą zemsty i pragnieniem sprawiedliwości. Jego obecną codziennością są imprezy, alkohol i przypadkowo poznane kobiety na jedną noc.

Zarówno Maja, jak i Mikołaj każdy swój dzień przeżywają w maskach pozorów, podczas gdy cierpienie trawi ich wnętrza. Jak możecie się domyślać, między tą dwójką rodzi się uczucie. Oboje czują, że jest, to coś niezwykłego, czego nie spodziewali się poczuć jeszcze kiedykolwiek. Jednocześnie są jeszcze pełni obaw i lęków, ale także tego, czy w obliczu własnej przeszłości mają prawo czuć to, co czują.
Miłość to piękne uczucie, ale czy wystarczy, aby kochać kogoś ze wszystkimi jego demonami, bliznami pozostałymi, po niespodziewanych ciosach od życia? Czy naszym bohaterom wystarczy siły, aby udźwignąć nie tylko swój przygniatający ich bagaż doświadczeń, ale także podnieść ku górze tę drugą osobę, kiedy ta upada w dół? O tym musicie przekonać się już sami, sięgając po książkę.

Natalia Murawska na kartach książki „Wszystkie nuty życia” przedstawiła bardzo przejmującą i chwytającą za serce historię, nie tylko w aspekcie tego, co przeżywają jej bohaterowie, ale również, a może przede wszystkim ze względu na dojmujące przeświadczenie tkwiącego w niej realizmu, które przez cały czas czytania książki nie opuszcza czytelnika. To, o czym czytamy może, a co więcej wydarza się na pewno w realnym życiu. To może spotkać każdego z nas.
Kiedy czytałam tę książkę, napisałam na Instagramie „Czytam i płaczę” i tak właśnie było. Dziś, kiedy piszę tę recenzję, minęło już trochę czasu, lecz moje emocje nadal pozostają bardzo silne i wiem, że nie miną zbyt szybko, a „Wszystkie nuty życia” zostaną ze mną na zawsze i na pewno będę do tego tytułu wracała jeszcze nie raz.

Inne książki autorki, które recenzowałam:

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Lucky, za co bardzo dziękuję.


sobota, 27 stycznia 2018

Vita est bella - życie jest piękne!


Moi kochani dziś pragnę zwrócić Waszą uwagę na bardzo udany debiut literacki Natalii Murawskiej pt „Życie jest piękne”. Jak wiecie bardzo często sięgam po książki traktujące o chorobach i cierpieniu. Wynika to z tego, iż uważam,że tak trudne tematycznie książki zawsze nas czegoś uczą. Dlatego też kiedy czytając opis książki Natalii Murawskiej dowiedziałam się,że będzie to historia nastolatki chorującej na białaczkę, wiedziałam,że muszę ją przeczytać. Moje pragnienie spełniło się dzięki autorce i wydawnictwu Novae Res, za co serdecznie dziękuję.
Przystępując do lektury byłam przygotowana na bolesną i trudną historię, która może przytłaczać ogromem cierpienia i rozpaczy. Jakież było moje ogromne,pozytywne zaskoczenie kiedy przekonałam się, że mimo powagi tematu z jakim postanowiła się zmierzyć autorka na kartach tej niezwykłej książki odnajdziemy wiele nadziei, wiary, oraz pięknych wartości jakimi są przyjaźń i miłość.

Siedemnastoletnia Cornelia jest nastolatką jakich wiele. Wiedzie typowe dla osób w swoim wieku życie. Ma wspaniałą rodzinę na którą zawsze może liczyć. Jak każda młoda dziewczyna snuje mnóstwo planów i marzeń na przyszłość. Przed nią całe życie. Pewnego dnia z ust lekarza pada słowo białaczka. Słowo, które rozbrzmiewa echem w jej głowie brzmi jak wyrok. Nagle, życie traci sens. Już nic nie ma znaczenia,Wszystkie marzenia legną w gruzach. Na szczęście w życiu naszej bohaterki jest ktoś, kto nigdy nie zawodzi i wspiera bez względu na wszystko. Natalie, przyjaciółka od serca. Dziewczyna jawi się jako osoba silna i przebojowa. Jej sposobem na życie jest flirt i przypadkowe kontakty z mężczyznami. Jednak nie oceniajcie jej z góry, bowiem jest to tylko maska pozorów. Natalie przeszła naprawdę dużo w swoim życiu. Została skrzywdzona przez najbliższych i pozostawiona samej sobie. Jeśli zajrzymy pod maskę, którą przywdziewa każdego dnia, zobaczymy kruchą dziewczynę pragnącą ciepła i miłości.

Zarówno Cornelia, jak i Natalie tracą wiarę w to, że pomimo tego,że życie mocno je doświadcza przed nimi jest jeszcze wiele pięknych chwil. Do momentu aż w życiu każdej pojawia się szansa na miłość. Bardzo piękną prawdą jest fakt,że nadzieją dla każdego człowieka jest drugi człowiek. Obie młode kobiety nie mają łatwo. Czy zła passa przeminie?, czy po burzy przyjdzie słońce? Przekonacie się podczas lektury.

Autorka wykreowała dla swoich bohaterek życie, któremu trudno byłoby sprostać nawet dorosłej osobie, a co dopiero wkraczającym w życie osobom. To z czym muszą się zmierzyć to bezwzględna lekcja szybkiego dorastania. Decyzje i wybory, których zmuszone są dokonać zaważą na całym ich życiu. Przekonacie się, często bywa tak, iż żaden wybór nie jest tym, jakiego chcielibyśmy dokonać. Jedyne,co możemy zrobić to wybrać mniejsze zło.

Jak wspomniałam na wstępie mojej recenzji miałam nadzieję,że czytając „Życie jest piękne” wyniosę z niej coś dla siebie i tak właśnie się stało. Często zapominamy o tym,że bez względu na to, w jak trudnym momencie życia się znajdujemy i jak bardzo mocno daje nam ono w kość nie możemy zapominać o tym,że jest ono wyjątkowe i cieszyć się każdą jego chwilą. Jeśli znajdujecie się na życiowym zakręcie i nie dostrzegacie dla siebie przeszłości nie myślcie o tym, co będzie kiedyś,żyjcie tu i teraz, gromadźcie wspomnienia i piękne chwile. Chwytajcie dzień bo nic nie jest dane nam na zawsze.

Mimo,że dzieło Natalii Murawskiej to książka młodzieżowa z pełnym przekonaniem gorąco zachęcam również dorosłych, aby zdecydowali się po nią sięgnąć. Jest to piękna, poruszająca książka o przyjaźni, miłości, walce o życie i szczęście. Piękne przesłanie książki sprawi,że po zakończeniu czytania zaczniecie bardziej doceniać wasze życie, dostrzegać jego piękno i cieszyć się małymi rzeczami.

Mam nadzieję,że autorka już pracuje nad nową książką bo ja czekam na nią z niecierpliwością.

Na zakończenie mam do was pytanie, czy w waszym życiu wydarzyło się coś, co pozwoliło wam dostrzec jego piękno i wyjątkowość?