Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Majcher. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Majcher. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 czerwca 2024

"Rakowiska" Magdalena Majcher


Jestem czytelniczką, która bardzo ceni sobie literaturę true crime, a więc taką, dla której punktem wyjścia stały się faktyczne wydarzenia kryminalne. Polscy pisarze, coraz częściej sięgają po ten gatunek literacki i doskonale się w nim odnajdują, co owocuje pojawianiem się na naszym rynku wydawniczym naprawdę wartych uwagi powieści. Do grona tychże twórców należy Magdalena Majcher i to właśnie po książki oparte na faktach wychodzące spod jej pióra sięgam najczęściej. Autorka na kartach swoich książek jest zawsze blisko ludzi i ich dramatów. Pisze o sprawach kryminalnych, które wstrząsnęły naszym społeczeństwem, w obliczu ludzkich tragedii. Tym razem, w najnowszej książce „Rakowiska”, o której chcę dziś opowiedzieć kilka słów, Majcher rzuca nowe światło na głośne w swoim czasie brutalne morderstwo, którym wówczas żyła cała Polska.

Przystępując do lektury, cofamy się w czasie do dnia 13 grudnia 2014 roku i trafiamy do tytułowych Rakowisk. To właśnie w tej wiosce w okolicach Białej Podlaskiej doszło do brutalnego zabójstwa, którego ofiarą padło mieszkające tam małżeństwo. Z pełną odpowiedzialnością tych słów można powiedzieć, że była to zbrodnia ze znamionami szczególnego okrucieństwa. Jednak, choć to, co teraz napiszę, może wywołać w wielu z was duże poruszenie, to nie sama zbrodnia jako taka wprawiła opinię publiczną w największy szok. Rozgłosu i ogromnego zainteresowania przysporzyły temu bestialskiemu czynowi osoby jego sprawców. A okazali się nimi syn zamordowanych osób i jego przyjaciółka (na potrzeby powieści Maja i Kacper). Ta dwójka to licealiści, którzy wkraczając dopiero w dorosłość, tak naprawdę jeszcze niczego dobro w niej nie doświadczyli. Każdy, kto poświęci tamtejszym wydarzeniom nieco więcej uwagi, zadaje sobie jedno kluczowe pytanie: Co sprawiło, że te młode osoby podjęły decyzję o pozbawieniu życia drugiego człowieka? Mało tego, dlaczego syn zamordował własnych rodziców? Na te pytania zagłębiając się między innymi w akta sprawy, próbuje znaleźć odpowiedź autorka.

To, co bardzo ważne i co w zasadzie jest istotą tej powieści, to fakt, że Magdalena Majcher niejako przybliża nam kulisy tej strasznej tragedii z dużo szerszej perspektywy aniżeli wyłącznie w aspekcie zbrodni i kary. Wierzę w to, że nikt z nas nie jest tak bardzo zły i zepsuty, aby z dnia na dzień zdecydować o zamiarze zamordowania kogoś. U podłoża tak przerażającego postanowienia leży wiele czynników, które doprowadziły do takiej, a nie innej decyzji. I właśnie czytając tę książkę, przekonacie się, że w przypadku Mai i Kacpra był to długotrwały proces, lecz, aby czytelnik mógł to dostrzec, musi poznać osoby samych sprawców. Bo czy naprawdę są tak bardzo źli, a może skrzywdzeni przez tych, którzy powinni ich wspierać i chronić? Na to pytanie każdy, kto sięgnie po tę książkę, będzie musiał odpowiedzieć sobie sam zgodnie z własnymi przemyśleniami i refleksjami, gdyż  autorka, jak zawsze wykazuje się ogromnym profesjonalizmem i jest daleka od oceniania i osądzania Mai i Kacpra. Ona po prostu pozwala nam poznać ich samych i ich życie takim, jakie ono było przed zabójstwem.

Całość fabuły została podzielona na dwie płaszczyzny czasowe. Na tę, w której opisywane wydarzenia miały miejsce przed dokonaniem zabójstwa. To właśnie w niej poznajemy osobowości i codzienność Majki i Kacpra, a także analogicznie na tę, w której wydarzenia dzieją się już po tej tragicznej nocy. W tych rozdziałach poznajemy szczegółowy proces postępowania policyjnego i sądowego.

Chłopak i dziewczyna są kolegami z jednej szkoły i klasy. Oboje pochodzą z dobrych domów, ale mają różne życiowe priorytety. Kacper jest przykładnym uczniem i synem, który ma sprecyzowane plany na przyszłość po skończeniu ostatniej klasy liceum. W ową przyszłość patrzy z nadzieją. Natomiast Maja jest inna niż wszyscy. Jawi się jako silna indywidualność. Nie chce podporządkować się przyjętym zasadom i regułom panującym w szkole. A jak wiemy, nasze społeczeństwo niestety nadal nie akceptuje wszelkich przejawów odmienności. Swoją postawą i zachowaniem dziewczyna sprowadza na siebie problemy, a także nie przysparza sobie sympatii otoczenia. Między tą dwójką rodzi się wyjątkowa i niecodzienna więź. Ta relacja nie jest pozytywnie odbierana przez osoby z najbliższego środowiska młodych. Maja jest postrzegana jako zbuntowana, arogancka i wulgarna dziewczyna, która ma zły wpływ na jeszcze do niedawna kulturalnego, spokojnego, ułożonego Kacpra. Czy w istocie tak właśnie było, a może to, co najważniejsze jest niewidoczne dla oczu? Tego musicie dowiedzieć się już sami, spędzając czas z tą niezwykle wartościową książką, do czego gorąco każdego zachęcam.

„Rakowiska” to książka, którą mając świadomość, jej autentyzmu, czyta się z ogromnym przejęciem. Autorka dołożyła wszelkich starań,  aby pokazać nam, że w tej historii chodzi zdecydowanie o coś więcej, niż tylko o ukaranie winnych i doskonale jej się to udało. Czytaniu towarzyszą silne emocje. Bolesne i dojmująco prawdziwe przemyślenia. Czy temu, co się stało, można było zapobiec? Sprawdźcie to sami. Na uznanie zasługuje również wspaniale dopracowana i bardzo ciekawa fabularyzowana warstwa książki, która przypomina między innymi, że policjant też człowiek. Ma swoje uczucia i potrzebuje azylu od otaczającego go każdego dnia zła.

To jedna z tych bardzo ważnych w swej wymowie książek, które powinien przeczytać każdy rodzic, opiekun, nauczyciel, pedagog i psycholog. Dzięki niej dostajemy cenną lekcję, która uczy nas, aby nie postrzegać młodych ludzi wyłącznie poprzez ich zachowania i postawę, gdyż mogą być one tylko maską skrywającą trudne przeżycia i emocje, z którymi młodzi dorośli nie potrafią sobie poradzić, zmagając się z nieustanną krytyką, brakiem akceptacji, zrozumienia i wewnętrznym zagubieniem. Nie oceniajmy, a bądźmy otwarci na dialog. Nie mówmy, a słuchajmy. Nie patrzmy na te młode osoby z naganą w oczach, a służmy im pomocą.

[Materiał reklamowy] Portal Duże Ka.

niedziela, 21 stycznia 2024

"Po tamtej stronie lustra" Magdalena Majcher

Na śmierć nigdy nie ma dobrego czasu. Dla tych, którzy tracą bliską swojemu sercu osobę, zawsze przychodzi ona zbyt wcześnie i zbyt szybko. Jednak o ile jesteśmy sobie w stanie wytłumaczyć to, że odchodzą od nas osoby starsze z racji wieku, czy też osoby chore, dla których często śmierć jest wybawieniem od bólu i cierpienia, o tyle śmierć dziecka pozbawiona jest wszelkiej logiki i najmniejszego sensu. Jak bowiem wytłumaczyć kres życia maleńkiej istoty, która była całym światem dla swoich rodziców i bliskich? Nadawała sens ich życiu, a swoje miała jeszcze całe przed sobą? Idąc dalej, spróbujmy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy małżeństwa doświadczające tak wielkiej tragedii są w stanie przejść przez nią wspólnie i pozostać jednością? A odpowiedzi na te i wiele innych pytań wynikających z powagi, a także złożoności podjętego tematu poszukamy na podstawie historii Agaty i Rafała Dobrowolskich, bohaterów powieści Magdaleny Majcher „Po tamtej stronie lustra, o której chcę wam opowiedzieć kilka słów.

Agata i Rafał byli wspaniałym małżeństwem, zgodnie i wspólnie kroczącym przez życie. Ich ukochana córeczka Aurelia była upragnionym owocem łączącej ich miłości. Nie bez powodu pisząc te słowa, użyłam czasu przeszłego, gdyż nagła śmierć dziewczynki sprawiła, że w momencie, kiedy my czytelnicy przystępujemy do lektury książki, po szczęściu tej rodziny pozostały już tylko wspomnienia, a i fundament, na którym została ona zbudowana, jest bardzo mocno podkopany.

Magdalena Majcher podejmując się tego niezwykle trudnego i bolesnego tematu na kartach swojej książki, pokazała nam dwa różne oblicza przeżywania żałoby po stracie dziecka. Agata zamyka się w swoim pancerzu bólu i cierpienia wypełnionym wspomnieniami, niespełnionymi wyobrażeniami tego, jak miało wyglądać życie jej córeczki, gdy będzie starsza, ale przede wszystkim wyrzutami sumienia i poczuciem winy. Odgradza się od świata, mając za nic to, co czują inni. Skupiona na swoim bólu tylko sobie daje prawo do jego przeżywania, bo to przecież ona nosiła Aurelkę pod sercem, ona była matką. Jak sama przyznaje, nie obchodzą ją inni. Rafał natomiast w myśl przysięgi małżeńskiej, którą składał żonie przed ołtarzem, chce być z nią na dobre i na złe. Chce wspierać żonę. I w tym miejscu dochodzimy do bardzo ważnego aspektu poruszonego w tej historii, który daje mocno do myślenia i który zostawiam każdemu z was do przemyślenia i refleksji.

Kiedy rodzice stają w obliczu tak niewyobrażalnie ciężkiego życiowego przeżycia, jak Agata i Rafał, wówczas najczęściej, wszyscy są zatroskani i martwią się tym, jak z tym, co ich spotkało radzi sobie matka dziecka. Każdy pyta, jak ona się czuje, zwraca uwagę na to, że nie może teraz być sama. Od ojca dziecka natomiast oczekuje się, że będzie silny, że będzie ją wspierał. Rzadko kiedy ktoś zapyta o to, jak on sobie radzi i co czuje. Zapominamy o tym, że ten ojciec też cierpi. A jeśli już pozwala sobie na to cierpienie, to tak, jak Rafał w skrytości. Kiedy nikt nie może tego cierpienia zobaczyć, aby być silnym dla Agaty.

Rafał stara się być przy Agacie. Kocha żonę i chce, aby dała sobie pomóc, ale kiedy wszelkie próby kończą się niepowodzeniem, ta rodzina powoli przestaje istnieć. Małżonkowie oddalają się od siebie. Do Agaty coraz trudniej dotrzeć, a Rafał mimo swojego cierpienia szuka powrotu do normalności, uciekając w pracę. Chce iść dalej, co Agata uważa za niemożliwe, upatrując w próbie postawienia kroku naprzód zgody na pogodzenie się ze śmiercią córki i zdrady wobec niej. Wszystko, co przeczytamy w powieści „Po tamtej stronie lustra”, jest zapisem powolnego rozpadu nie miłości, a małżeństwa, bo bywa niestety, że miłość nie wystarczy, aby podnieść się po tak bolesnym ciosie od losu. Nie da się zaprzeczyć, że po czymś takim, choć życie toczy się dalej, nic już nie jest takie samo. I choć rodzic patrzący w lustro, wydaje się tą samą osobą, jaką był przed śmiercią dziecka, to tam, gdzie nie docierają ludzkie oczy, jest już zupełnie kimś innym.

Autorka oddając w nasze ręce tę niezwykle poruszającą, chwytającą za serce i zapadającą głęboko w nie powieść skłania nas do bardzo wielu przemyśleń, w których kierunku my sami boimy się skierować nasze myśli. Bo kto chce myśleć o tym, że mógłby znaleźć się na miejscu naszych bohaterów. A tymczasem, choć myślimy, że nic podobnego nas w życiu nie spotka, to takie tragedie dzieją się niemalże każdego dnia gdzieś obok nas. I to właśnie dojmujący autentyzm fabuły książki Magdaleny Majcher bardzo mocno nam to uświadamia i uwierzcie mi, że podczas jej czytania nie da się uniknąć wielu chwil zastanowienia, jak ja zachował/a bym się przeżywając śmierć dziecka? To pytanie kłębi się w naszej głowie od początku do końca książki, gdyż zadajemy je sobie w odniesieniu do różnych sytuacji i zachowań bohaterów. I tak poczynając od postawy i postępowania Agaty wobec Rafała, czy też jej siostry można by odebrać ją  jako egoistką, ale czy w istocie mamy prawo do tego, aby tak surowo ją oceniać? Kobieta jest bardzo skryta w swoim bólu. Zamknięta na ludzi niewiele mówi, ale dzięki zastosowanej przez autorkę podwójnej narracji i części rozdziałów książki stanowiących zapiski jej pamiętnika, możemy poznać to, co kryją jej serce i myśli.

„Jestem więźniem własnych myśli i wyrzutów sumienia. Dostałam dożywocie bez prawa do wcześniejszego zwolnienia za dobre sprawowanie”.


To właśnie te rozdziały poruszyły mnie najmocniej i pozwoliły niemalże namacalnie poczuć ogromny ciężar dramatu matki i rodziny. Każdy z nas jest inny i na swój sposób nie zawsze zrozumiały i akceptowany przez otoczenie walczy ze swoimi demonami. Jednak pamiętajcie, łatwo jest oceniać i krytykować, dopóki nie staniemy w obliczu tożsamej sytuacji.

Gorąco polecam każdemu z was tę niełatwą, ale bardzo wartościową i mądrą powieść. Ktoś kiedyś powiedział, że największym przejawem miłości człowieka wobec człowieka jest dać mu odejść, jeśli to rozstanie pozwoli mu rozpocząć nowy etap w życiu i być szczęśliwym. Pisarka poprzez historię zapisaną na kartach tej powieści pyta nas, czy warto walczyć o związek za wszelką cenę, czy też lepiej przestać walczyć i odejść? Z takimi niełatwymi rozważaniami musieli zmagać się Agata i Rafał. Sięgnijcie koniecznie po tę bez wątpienia trudną emocjonalnie, ale piękną i zajmującą książkę, by przekonać się, czy ta para zdoła odnaleźć na nowo drogę ku sobie i odbudować swój zdruzgotany świat. Zanim jednak zasiądziecie do lektury, przygotujcie chusteczki, bo łez nie da się uniknąć. Jest to jedna z tych książek, której nie sposób odłożyć. A kiedy już dotrzemy do ostatniego jej zdania, zostaniemy z poczuciem najlepiej, jak to możliwe spożytkowanego czasu z książką, o której już nigdy nie zapomnimy.

[Zakup własny]

piątek, 13 stycznia 2023

"Finalistka" - Magdalena Majcher.

W naszym społeczeństwie funkcjonuje przekonanie, że piękne kobiety mają łatwiejsze i lepsze życie. Uroda otwiera wszystkie drzwi do sławy, sukcesów i uznania w oczach „znaczących” ludzi naszego kraju, a nawet świata. I owszem, coś w tym jest. Uroda może być darem, ale jak większość rzeczy w naszym życiu, również i ten aspekt ma drugą stronę, która już nie jest tak optymistyczna. Wręcz przeciwnie, może budzić strach, poczucie dyskomfortu, a nawet stać się przekleństwem sprowadzającym na nas zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa, a nawet życia. Tego rodzaju przemyślenia i refleksje wzbudziła we mnie książka Magdaleny Majcher „Finalista”, z której recenzją dziś do was przychodzę.

Już teraz muszę się wam kochani przyznać, że nie jest mi łatwo opowiedzieć o tej książce, gdyż reprezentuje ona gatunek true crime, czyli taki, w którym autor przedstawia i wyjaśnia prawdziwe sprawy kryminalne. Świadomość autentyczności i niestety, jak się za chwilę przekonacie ponadczasowości wszystkiego, o czym w książce przeczytamy, sprawiła, że ja czułam dojmujące poczucie smutku i bezradności, wobec tragedii, która wydarzyła się we Wrocławiu lat dziewięćdziesiątych. Tym razem inspiracją do napisana tej powieści dla Magdaleny Majcher stała się głośna wówczas sprawa zabójstwa Agnieszki Kotlarskiej. Młodej i pięknej wrocławianki, która otrzymała tytuł Miss Polski, a już kilka miesięcy później, jako pierwsza Polka w historii została wybrana na Miss International.

Na kartach powieści poznajemy ją, jako Agatę Szklarską. Młodą skromną i ambitną, a przy tym niezwykle mądrą i rozważną dziewczynę, która zaczyna wkraczać w dorosłe życie. Pasją nastolatki jest modeling, który bardzo szybko staje się początkiem dla rozwoju jej kariery. W momencie, kiedy my czytelnicy zaczynamy poznawać jej historię, dziewczyna dzieli swój czas pomiędzy naukę i przygotowania do wyborów w konkursie Miss Polski, do którego zakwalifikowała się, zdobywając tytuł Miss Dolnego Śląska. Nie chcę zbyt wiele zdradzać, abyście sięgając po książkę, sami mogli poznać tę historię. Powiem tylko, że Wrocław bardzo cieszy się z sukcesów swojej krajanki i dopinguje jej karierze, śledząc zdobywane przez nią kolejne jej szczeble.

Agata nawet przez chwile nie przypuszcza, że nadmierne zainteresowanie jej osobą może zniszczyć jej życie, a nawet pozbawić jej go na zawsze. A wszystko zaczyna się od pokazu sukni ślubnych, którego przypadkowym uczestnikiem jest Darek Wilczyński. Trzydziestokilkuletni mężczyzna wówczas po raz pierwszy widzi Agatę. Zauroczony jej urodą, delikatnością i wdziękiem, nie potrafi przestać o niej myśleć. Bardzo szybko zauroczenie przeradza się w obsesję. Mężczyzna zaczyna śledzić Agatę i choć tylko raz zamienili ze sobą kilka słów, to snuje wizje wielkiej miłości i wspólnej przyszłości ich dwojga. Robi wszystko, aby móc ją spotkać. Wystaje pod jej domem, wydzwania do niej, pisze listy. Agata nie reaguje i nie odpowiada na jego starania o jej uwagę i względy, co wzbudza jego złość. Sytuacja nie ulega zmianie, nawet kiedy kobieta wyjeżdża z kraju. Powrót po kilku latach zza oceanu i kolejne próby spotkania prowadzą do kumulacji, agresji. O tym jednak przeczytajcie już sami.

Tymczasem skupmy się na samym Darku. Jak czytamy w książce, miłość od nienawiści dzieli tylko cienka linia. I o ile w życiu nie są to uczucia tak bardzo skrajne, bowiem w nim nic nie jest tylko czarne, albo tylko białe. Jeśli kogoś kochamy, to musi nas bardzo mocno skrzywdzić, żebyśmy poczuli do tej osoby nienawiść, o tyle w przypadku osoby zaburzonej osobowościowo, jaką niewątpliwie jest prześladowca Agaty, ta linia rzeczywiście jest bardzo cienka. Darek został zdiagnozowany jako osobowość paranoidalna - jest poważnym zaburzeniem struktury osobowościowej, powodującej zaburzenia w sferze funkcjonowania indywidualnego i społecznego, skutkiem dysfunkcjonalnego stylu związków i relacji z innymi.

Żebyście mieli pogląd na to, jakimi cechami charakteryzuje się ten rodzaj osobowości, pozwolę sobie wymienić kilka z nich. Przy czym wymienię tylko te, które miały odzwierciedlenie w postępowaniu i zachowaniu Darka opisanym w powieści.

  • Przeżywanie braku akceptacji.
  • Podejrzliwość i nieufność w kontaktach z innymi - (Darek już w szkole spotykał się z brakiem akceptacji, co stało się początkiem jego problemów w nawiązaniu relacji z innymi. Jest samotnikiem, nie potrafi zbudować związku).
  • Stała tendencje do interpretowania obojętnych bądź przyjaznych codziennych zdarzeń i zachowań innych, jako celowo wrogie, pogardliwe, uwłaczające i poniżające.
  • Tendencja do długiego przeżywania poczucia skrzywdzenia, niesprawiedliwości czy zlekceważenia.
  • Poczucie krzywdy i odrzucenia może wyzwalać zachowania agresywne, natarczywe żądania i domaganie się „swoich praw”.
  • Nadwrażliwość na niepowodzenia.
Mężczyzna bezsprzecznie wykazywał wszystkie te cechy, a ich kumulacja doprowadziła do najgorszego.

 „Finalistka” to bardzo przejmująca i poruszająca historia chorej miłości i obsesji, ale autorka zwraca w niej również naszą uwagę i uczula nas na ciągle aktualny i w dobie wszechobecnej ery internetu, komunikatorów oraz różnego rodzaju portali internetowych problem stalkingu, czyli uporczywego nękania bądź prześladowania ofiary. W latach dziewięćdziesiątych pojęcie to nie było jeszcze znane i uznawane za przestępstwo. Wówczas takie osoby, jak Darek nazywano psychofanami. To właśnie fakt, tego, że dziś każdy z nas może znaleźć się na miejscu Agaty, przeraża najbardziej.

Jestem pełna podziwu i uznania, ale także wdzięczności dla autorki za podjęcie się napisania tej książki. Z pewnością nie było to łatwe zadanie, nie tylko ze względu na ogromny wkład pracy włożony w samo pisanie, ale także gromadzenie materiałów dotyczących tej wstrząsającej sprawy kryminalnej i wierne ich odzwierciedlenie. To, co trzeba zaznaczyć i podkreślić, to fakt w pełni profesjonalnego podejścia do opowiedzenia nam tej historii. Próżno szukać w niej osobistych odczuć i osądów tego, co się wydarzyło przez Magdalenę Majcher.

Mam nadzieję i mocno w to wierzę, że ta książka będzie swego rodzaju przestrogą dla nas wszystkich, aby być czujnym i nie bagatelizować, a niezwłocznie reagować, jeśli staniemy się ofiarą stalkingu.

środa, 24 lutego 2021

"Mocna Więź" Magdalena Majcher/ Recenzja premierowa

M
oi drodzy tym razem porozmawiamy o rozpaczy i tęsknocie, którą czujemy, kiedy tracimy kogoś na zawsze. Śmierć - nieodwracalna strata, po której najmocniej cierpią ci, którzy zostają na ziemi. Pogrążeni w rozpaczy i dojmującym smutku nie potrafimy żyć ze świadomością, że już nigdy więcej nie zobaczymy osoby nam najdroższej, która jeszcze tak niedawno miała całe życie przed sobą. Miała, bo dziś już nie żyje i nigdy nie wróci. Choć zapewne wszyscy zgodzimy się z tym, że nic nie jest w stanie ukoić tego rodzaju bólu, bo czas przecież nie goi tak dotkliwych ran, które trawią nasze serce i duszę, a jedynie uczy, jak z nimi żyć, to jednak swego rodzaju ulgą dla bliskich osoby zmarłej jest możliwość jej godnego pochówku, a także odwiedzania jej na cmentarzu.

Jednak dziś za sprawą najnowszej książki Magdaleny Majcher „Mocna więź”, z której recenzją do Was przychodzę, poznacie wstrząsającą historię matki, której taką możliwość brutalnie i bez najmniejszych skrupułów odebrano. Zanim jednak opowiem kilka słów o samej książce, już na wstępie zdradzę, że nawet jeśli nie czytaliście jeszcze tej książki, to mogliście słyszeć i przypuszczam, że większość z Was słyszała o tym, co zdecydowała się opisać na jej kartach Pani Magdalena. Zapewne teraz zastanawiacie się jak to możliwe. O tym już za chwilę.

Praca pisarza często bywa wyzwaniem, a ja bardzo cenię sobie autorów, którzy takich wyzwań nie boją się podejmować. Pani Magdalena bez wątpienia należy do grona takich właśnie autorów. Z każdą kolejną książką sobie samej stawia coraz wyższą poprzeczkę, a nas czytelników bezustannie zaskakuje. Tak też jest i tym razem, gdyż poznajemy ją w zupełnie nowym gatunku czytelniczym, jakim jest literatura faktu. Stąd też możecie już znać temat, z jakim postanowiła się zmierzyć. Sięgając po ten tytuł, będziecie mogli poznać kulisy głośnej niegdyś w mediach sprawy zaginięcia Anny Garskiej, żony sosnowieckiego policjanta, która, jak możemy przeczytać na okładce książki, padła ofiarą zbrodni prawie doskonałej z rąk tego, którego kochała najbardziej.

W przeciwieństwie do tego, jak robię to zazwyczaj, nie chcę zdradzać niczego więcej ze szczegółów tej sprawy, ponieważ chcę, abyście sami mogli odkrywać je, czytając książkę. Chcę zwrócić Waszą uwagę na to, co dzieje się w sercu matki, kiedy jej świat legnie w gruzach. Panią Michalinę, mamę zamordowanej Ani łączyła z córką niezwykła więź i nagle ten, który miał być dla jej dziecka gwarancją miłości i bezpieczeństwa pozbawia ją życia, odbierając jednocześnie matkę ich dziecku. Mało tego zaciera ślady, podczas gdy rodzina kobiety chce tylko wiedzieć, gdzie jest Ania.

W książce fabuła została skonstruowana tak, abyśmy mogli dowiedzieć się jakim dzieckiem była Ania, jak wchodziła w okres dojrzewania, poznaje Marka, a potem zakłada z nim rodzinę, o której niemalże od zawsze marzyła. To właśnie rodzina była dla niej najważniejsza. W ten sposób najlepiej się spełniała. Szczęściem dla niej było móc być żoną i matką. Drugą część fabuły rozpoczynają natomiast wydarzenia po 7 lipca 2012 roku, a więc po dniu, kiedy Ania podobno wyszła z domu i po dziś dzień nie wróciła. Ta historia to bardzo dojmujący dowód na to, że najbardziej brutalne scenariusze pisze samo życie. Niemalże na własnej skórze odczuwamy determinację jej rodziców  młodszej siostry do tego, aby zrobić wszystko, co w ich mocy, żeby natrafić na ślad Ani oraz moment, kiedy muszą przyjąć do wiadomości, że kobieta nigdy nie wróci do swojej bezpiecznej przystani, jak zawsze mówiła o swoich bliskich. Następnie następuje ta chwila, która uświadamia im, że prawdę, której tak bardzo szukają, mają niemal na wyciągnięcie ręki, choć przez długi czas nie brali jej pod uwagę.

„Mocna więź” to bardzo bolesna historia o miłości, która miała być obrazem zakochanych w sobie bez pamięci dwojgu młodych ludzi. Którzy mieli się przy sobie zestarzeć, a stała się straszną tragedią, która zakończyła życie młodej kobiety i zniszczyła świat jej najbliższych. To także świadectwo pięknych relacji na płaszczyźnie matka - dziecko, jak również walka o sprawiedliwość w imię pamięci i miłości do córki.

Na jednym ze spotkań autorskich online, w którym miałam przyjemność brać udział, Pani Magda powiedziała, że podczas powstawania książki obawiała się, czy zdoła unieść ciężar tej historii w taki sposób, aby wiernie oddać ogrom emocji jej towarzyszących. Śmiało mogę powiedzieć, że poradziła sobie doskonale. To co, według mnie zasługuje na uwagę i uznanie, to fakt, że w książce tej nie znajdziemy subiektywnych odczuć i osądów samej autorki. Od początku do końca Magdalena Majcher pozostaje bezstronna i wiernie przekazuje to, co usłyszała od Pani Michaliny, Pani Agnieszki oraz koleżanek Ani. Domyślam się, że nie było to łatwe, ale świadczy to o wielkim profesjonalizmie autorki.

Jest to jedna z tych książek, których nigdy się nie zapomina. To taka książka, która wywoła wiele bardzo silnych emocji. Wzruszy i poruszy. Ta historia na pewno nie pozostawi nikogo obojętnym, ale ja nie potrafię ocenić tej historii w skali liczbowej. Wręcz czuję, że nie mam do tego prawa. No bo jak ocenić ludzką tragedię.

Natomiast mogę i chcę ocenić książkę pod względem pracy i serca autorki włożonego w napisanie tej powieści. Pod tym względem zasługuje na pełną dziesiątkę. Od pierwszej do ostatniej strony widzimy, jak wiele czasu i zaangażowania Pani Magda poświęciła, aby wszystko, co przeczytamy, było rzetelne i dopracowane pod każdym względem. Was z całego serca zachęcam do przeczytania tej książki. Niech pamięć o Ani będzie ciągle żywa, w sercach tych z nas, którzy po nią sięgną. Natomiast ja mam wielką nadzieję, że autorka nie poprzestanie tylko na tej pozycji i będzie dalej podążała w kierunku literatury faktu. Czekam na to z niecierpliwością.

Recenzja powstała we współpracy z portalem Duże Ka, za co bardzo dziękuję.







środa, 22 sierpnia 2018

Czas ujawnić przeszłość, aby móc ukształtować przyszłość.

Kochani Ci z Was, którzy znają już trochę mój gust i upodobania czytelnicze, wiedzą, że po książki, które wzruszają i poruszają, dając czytelnikowi chwilę na refleksję i przemyślenia sięgam najczęściej. Ponieważ, to właśnie one dają mi poczucie przeczytania czegoś wartościowego, co zostanie ze mną na dłużej i zostawi ślad w moim sercu. Mam też grono swoich ulubionych autorów, co do których jestem pewna, że to właśnie w ich książkach znajdę wszystko to, czego szukam. Jedną z takich właśnie autorek, po której książki sięgam w ciemno i zawsze wyczekuję z niecierpliwością, kiedy zostanie wydane każda kolejna, jest Pani Magdalena Majcher.

Nie muszę chyba nikomu z Was pisać z jak wielką niecierpliwością już od momentu, kiedy zobaczyłam, zapowiedz najnowszej książki autorki - „W cieniu tamtych dni”, o którym chcę Wam dziś opowiedzieć, czekałam na moment, kiedy będę miała możliwość jej przeczytania. Zaczęłam czytać i muszę przyznać, że wraz z tą książką poznałam zupełnie inną odsłonę twórczości Pani Magdaleny. Jednak jak wiadomo nowe, nie zawsze znaczy równie dobre, bądź lepsze. Jak było w tym przypadku, przekonacie się już za chwilę.

„Każdy z nas ma jakąś historię. Musisz poznać przeszłość swojej rodziny, aby zrozumieć teraźniejszość i dać szansę przyszłości”.

Ten cytat z książki w moim odczuciu jest jej motywem przewodnim, bowiem bohaterowie historii opisanej na kartach tej powieści, bardzo mocno odczuli jego prawdziwość w kontekście tego, jak w momencie, gdy my czytelnicy mamy możliwość poznania ich bliżej wygląda ich życie.

Poznajcie Mikołaja, dwudziestoletniego studenta polonistyki, który w bardzo zauważalny sposób różni się od swoich rówieśników. Podczas gdy oni szaleją na imprezach, wyjazdach, przeżywając swoje miłosne podboje, on kocha książki i pragnie kochać i być kochany, ale tak prawdziwie, nie na chwilę. Niestety jego „odmienność” dla młodych dziewczyn nie jest atutem. Mikołaj nie ma szczęścia w miłości, co spędza sen z powiek jego ukochanej babci Emilii, która będąc już w sędziwym wieku dziewięćdziesięcioletnich lat, pragnie, by wnuk znalazł prawdziwe szczęście i miłość. Babcia jest dla młodego mężczyzny niczym matka, ponieważ to właśnie ona wychowywała Mikołaja, kiedy jej córka Helena porzuciła małego jeszcze syna na rzecz światowej kariery.
Chłopak, choć utrzymuje bardzo sporadyczny kontakt z matką, nigdy nie wybaczył jej tego, jak postąpiła i do dziś nie może zrozumieć chłodu, obojętności i dystansu, z jakim matka odnosi się do Emilii.
Jeszcze nie wie, że tegoroczne wakacje, które spędzi w domu rodzinnym z babcią Emilią, zupełnie odmienią nie tylko jego postrzeganie własnej matki, ale także sprawią, że pozna wiele tajemnic z przeszłości Emilii, która, choć miała miejsce dawno temu, odcisnęła również swój ślad na jego teraźniejszym życiu. A wszystko zaczęło się przez zupełny przypadek, kiedy Mikołaj znajduje szkatułkę pełną nigdy niewysłanych listów do tajemniczego Krzysztofa, których autorką jest właśnie jego babcia, a pośród owych listów leży powstańcza opaska, powierniczka wielkiego cierpienia, łez bólu, ale również wielkiej wiary, nadziei i miłości naznaczonej śmiercią.
Jaka historia wiąże się z tymi wyjątkowymi świadectwami przeszłości? Co skrywają listy, które nigdy nie trafiły do rąk adresata i dlaczego nie zostały wysłane? Na te i wiele innych intrygujących nas podczas lektury pytań oczywiście znajdziecie, odpowiedz, zagłębiając się w tę niezwykle przejmującą i wzruszającą historię.

To, co jest niezwykłym atutem powieści, to zastosowanie przez autorkę dwóch przestrzeni czasowych - teraźniejszości i przeszłości, które idealnie się ze sobą zazębiają, tworząc głęboko zapadającą w serce opowieść, od której trudno się oderwać. Podróż w przeszłość za sprawą niezapomnianych wspomnień z czasów Powstania Warszawskiego, do których wraca Emilia, sprawiają, że czujemy się wyróżnieni, mogąc poznać nawet najbardziej osobiste, intymne i piękne jej przeżycia. Muszę przyznać, że podczas czytania nieustannie towarzyszyło mi przeświadczenie, że siedzę obok Mikołaja i razem słuchamy tego, czym chce się z nami podzielić ta niezwykle ciepła kobieta o wielkim sercu i niezłomnym harcie ducha.
Mimo że „W cieniu tamtych dni” jest fikcją literacką, to jednak autorka uświadamia nam, że jednocześnie mogłaby być i zapewne była  to rzeczywistość wielu młodych ludzi, którzy walczyli o wyzwolenie Warszawy. Dzięki tej książce bardziej doceniamy to, że dane nam jest żyć tu i teraz.
Wspominamy też z czcią i szacunkiem tych, często bezimiennych bohaterów, którzy walczyli do ostatniej kropli krwi, wierząc w zwycięstwo i wolność.

Gorąco polecam Wam lekturę tej książki. Spędzicie z nią niezapomniany czas, który pozwoli Wam docenić wiele wartości w waszym życiu, a także zrozumieć to, że pełni szczęścia i poczucia spełnienia w życiu nie da się osiągnąć bez rozliczenia się z przeszłością.
Na zakończenie powiem Wam tylko jedno. Teraz już wiem, że przeczytam wszystko, co napisze Pani Magdalena Majcher, ponieważ pisząc tę książkę, udowodniła, że niezależnie jaką odsłonę swojej twórczości zaprezentuje swoim czytelnikom, zawsze będzie ona genialna.
Jestem zachwycona i chcę więcej, dlatego już teraz z niecierpliwością czekam na kolejną książkę, która wyjdzie spod pióra autorki. Jestem niezmiernie ciekawa, czym zaskoczy nas tym razem, bo trzeba przyznać, że bardzo wysoko podniosła poprzeczkę moich oczekiwań, o ile może być jeszcze lepiej.

Za tę niezapomnianą i wyjątkowa podróż w czasie serdecznie dziękuję wydawnictwu Pascal.


piątek, 10 listopada 2017

Egzamin z macierzyństwa

Drogi czytelniku dziś zapraszam Cię na recenzję książki autorki, która w swoich utworach nie boi się podejmowania trudnych tematów, takich, które bardzo często są pomijane bądź przemilczane. W jej książkach nic nie jest tylko czarne albo tylko białe. Próżno w nich szukać historii łatwych i prostych, wręcz przeciwnie, złożoność problematyki kreowanej fabuły sprawia, że to jak daną historię odbierzemy, zależy od tego z perspektywy, którego z jej bohaterów na nią patrzymy. Wielopłaszczyznowość ta sprawia, że podczas lektury skłaniani jesteśmy do wielu refleksji i przemyśleń. To wszystko w połączeniu z lekkością pióra i płynnością słowa niezmiennie zachęca nas czytelniczki do sięgnięcia po każdą kolejną książkę tej wspaniałej polskiej pisarki, na którą zawsze oczekujemy z niecierpliwością. A mowa oczywiście o Pani Magdalenie Majcher. Zapewne nikomu z was osoby Pani Magdaleny przedstawiać nie trzeba, powiem więc tylko tyle, że „Matka mojej córki”, bo to właśnie o tej książce jak się domyślacie, chcę wam dziś opowiedzieć, jest trzecim tytułem w dorobku pisarskim Pani Majcher, natomiast drugim po „Stanie niebłogosławionym” traktującym o macierzyństwie. Ci z Was, którzy czytali moją recenzję „Stanu niebłogosławionego”, wiedzą, że wówczas to właśnie dzięki niej autorka zdobyła moje serce bowiem, było to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki. Byłam pod ogromnym wrażeniem owej pozycji i gorąco zachęcałam Was do lektury. Jednocześnie wiedziałam, że kolejnej książce, którą napisze Pani Magda, postawię bardzo wysoką poprzeczkę i obawiałam się, czy dorówna swojej poprzedniczce. Jeśli jesteście ciekawi czy autorce udało się wyjść naprzeciw moim oczekiwaniom i im sprostać proszę o chwilę cierpliwości, przekonacie się o tym w dalszej części mojej recenzji.