piątek, 30 czerwca 2023

"Przeklęty Posag" Urszula Gajdowska

Wyciągając rękę po cudzą własność, nigdy się nie wzbogacisz, a na pewno prędzej, czy później drogo za to zapłacisz. Życie upomni się o sprawiedliwość. To prawda znana od zawsze, która ma w sobie niezwykłą moc sprawczą, o czym przekonała się Henrietta, główna bohaterka powieści obyczajowo – historycznej „Przeklęty posag” autorstwa Urszuli Gajdowskiej będącą drugą częścią cyklu Dworek nad Biebrzą, na której temat teraz wam trochę opowiem.

Abyśmy mogli poznać historię tej pięknej damy i jej rodziny na kartach książki przenosimy się do roku 1824, do wydarzeń mających miejsce chwilę po zakończeniu pierwszej części wspomnianego cyklu „Zaginione klejnoty”, którą również miałam już przyjemność recenzować. Zanim jednak skupimy się na tym, co tym razem autorka przygotowała dla swoich bohaterów, a tym samym dla nas czytelników, nadmienię tylko o czymś ważnym. Choć obie części można czytać niezależnie od siebie, to ja jednak uważam, że warto sięgać po nie w kolejności ich wydania. Chodzi mi tutaj o chronologię rozgrywających się wydarzeń, a także kontynuację wątków, których w „Zaginionych klejnotach” poznaliśmy tylko zarys.

A teraz przejdźmy do meritum książki. Henrietta Fleming jest wnuczką człowieka, który wskutek haniebnego czynu stał się właścicielem części cennego posagu, który nigdy nie powinien pozostać w jego posiadaniu. Dręczony wyrzutami sumienia opowiedział o tym, co wydarzyło się przed laty, swojemu synowi, a potem także wnuczce. Od chwili tej rozmowy dziewczynę nawiedzają koszmarne sny, których jak się okazuje, doświadcza również ojciec Panny Fleming. Dziewczyna nie chce dłużej doświadczać tych strasznych przeżyć. Jest zdeterminowana, by zrobić wszystko, co w jej mocy, aby zdjąć fatum ciążące nad jej rodziną. W tym celu podejmuje się bardzo ryzykownego zadania samotnej podróży statkiem do Anglii, wierząc, że tam znajdzie rozwiązanie tajemnicy przeklętego posagu. Jednak nie tylko ta tajemnica jest problemem naszej bohaterki, a już sama decyzja o podróży. Jej jako kobiecie nie wolno udawać się na takie wyjazdy bez towarzystwa opiekunki. Doskonale zdaje sobie sprawę, że gdyby, ktoś się o taj podróży dowiedział, wówczas grozi jej ostracyzm społeczny. No i młoda kobieta naraża się w ten sposób na niebezpieczeństwa ze strony mężczyzn. Dlatego też decyduje się na pewnego rodzaju maskaradę i w przebraniu staruszki wsiada na rzeczony statek. Pasażerem tego statku jest również średni z trzech synów hrabiny Madlińskiej Anthony Atherton, któremu udaje się rozpoznać prawdziwą tożsamość osobliwej starszej Pani i postanawia dowiedzieć się, co też kieruje jej poczynaniami. Jak się przekonacie, nie tylko jemu zależy na poznaniu jej sekretów.

Pozostawmy jednak na moment Henriettę, a skupmy się właśnie na samym Anthonie. Ci z was, którzy mają już za sobą lekturę „Zaginionych klejnotów” wiedzą, że wówczas poznaliśmy przystojnego hrabiego jako flegmatycznego, sztywnego, a wręcz nudnego dżentelmena, który był wzorem przestrzegania norm dworskiej etykiety, bez wahania spieszącym z pomocą młodym damom. Niestety nic dobrego z takiej postawy dla niego nie wynikło. Został mocno pokiereszowany fizycznie i uczuciowo. Czuje się oszukany i wykorzystany. Tak trudne życiowe doświadczenia bardzo go zmieniają. Teraz wręcz na naszych oczach przechodzi stopniową przemianę wewnętrzną. Niczym feniks z popiołów odradza się jako urzekający amant, który postanawia zmienić swoje usłużne dotychczas nastawienie do kobiet. Tylko czy mając tak blisko piękną i bardzo pociągającą kobietę, jaką jest Henrietta, która pokaże mu swoje zupełnie nieznane dotychczas oblicze, mężczyzna będzie w stanie pozostać wierny swoim postanowieniom? O tym koniecznie musicie przekonać się już sami, do czego gorąco wszystkich zachęcam.

„Przeklęty posag” to bardzo wciągająca powieść o charakterze literackiej rozrywki, którą czyta się niezwykle przyjemnie i lekko z rosnącą ciekawością tego, co wydarzy się za chwilę. Śmiało można powiedzieć, że każdy na jej kartach znajdzie coś dla siebie. Autorka w całości opisanej fabuły genialnie wplotła szeroki wachlarz gatunków literackich, które tworzą wyśmienitą książkową ucztę, od której my czytelnicy nie możemy się oderwać. Odnajdziemy tu oczywiście wiele ciekawostek historycznych oraz wręcz kryminalną tajemnicę, w której rozwiązanie będziemy mocno wciągnięci i zaangażowani. Sprawi to, że próbując wspólnie z bohaterami rozwikłać trafiające do ich rąk dość skomplikowane wskazówki poczujemy się, jak detektywi, a nawet znajdzie się coś dla miłośników fantastyki. A pomiędzy tym wszystkim, o czym czytamy, niemalże na naszych oczach rodzi się uczucie, w którego obliczu Henrietta i Anthony toczą wewnętrzną walkę pragnień i namiętności z obowiązującymi zasadami etykiety. Walkę serca z rozumem. A wszystko to okraszone dawką humoru i kuszących flirtów.

Jak widzicie, w tej książce naprawdę dużo się dzieje i możecie mi wierzyć, że nie raz czytając ją zostaniecie zaskoczeni obrotem sytuacji. Na pewno jesteście ciekawi, czy Henriettcie uda się odnaleźć skarb i odkupić winy dziadka, a tym samym odzyskać spokój dla siebie i najbliższych, więc mam nadzieję, że nie muszę was kochani namawiać dłużej do sięgnięcia po książkę. Gdyby jednak ktoś jeszcze się wahał zdradzę, że poza aspektem rozrywkowym Urszula Gajdowska zwraca naszą uwagę również na kwestie bardzo ważne takie jak: sytuacja kobiet i mężczyzn w małżeństwach aranżowanych, czy też uświadamia nam, jak silna sugestia może wpłynąć na nasze zachowanie, a także pokazuje nam, jak doświadczenia życiowe i drugi człowiek może nas zmienić.

Powiedźcie sami, czego więcej trzeba, aby móc powiedzieć, że przeczytało się świetną książkę? Ja w tej książce dostałam wszystko to, co w moim odczuciu taką świetną książkę tworzy i z niecierpliwością czekam na finalną część trylogii - „Testament dziadka”.

[Materiał reklamowy] Wydawnictwo Szara Godzina

piątek, 23 czerwca 2023

"W objęciach niewoli" Aneta Krasińska

Wojna i miłość, a raczej miłość w czasie wojny. Czy jest ona w ogóle możliwa? Na to pytanie spróbujemy sobie dziś odpowiedzieć na podstawie najnowszej książki  Anety Krasińskiej „W objęciach niewoli”, którą właśnie przed chwilą skończyłam czytać i będąc jeszcze pełna silnych emocji po jej lekturze, niezwłocznie chcę się z wami kochani nimi podzielić. Zanim jednak opowiem o samej książce, nadmienię tylko, że ta powieść jest kontynuacją pierwszej części Trylogii gdańskiej W objęciach nazisty”, którą miałam już przyjemność recenzować.

Wspólnie z jej głównymi bohaterami Nelą i Iwem przenosimy się do roku 1939 i trafiamy do Wolnego Miasta Gdańska w dniu, kiedy wybucha wojna. Ci z was, którzy czytali pierwszą część trylogii wiedzą, że losy tej dwójki nigdy nie powinny się połączyć, gdyż pochodzą z zupełnie odmiennych światów, a dla siebie wzajemnie powinni być wrogami. Nela jest Niemką pochodzącą z silnie zakorzenionej w faszystowskiej ideologii rodziny. Córką mocno zaangażowanego politycznie senatora. Natomiast Iwo jest Polakiem, a więc członkiem narodu, którego dziewczyna powinna nienawidzić. Nie od dziś jednak wiadomo, że serce nie sługa i ono podziałów nie uznaje. Znajomość z młodym celnikiem pozwoliła Neli spojrzeć na wojnę jego oczami i sprawiła, że teraz już nie wierzy ślepo w słuszność działań swojego narodu zmierzających do unicestwienia Polaków i zniszczenia wszelkich przejawów polskości.

Wojna to strach, dezorientacja i panika. Dokładnie takie uczucia towarzyszą mieszkańcom miasta, którzy boją się o siebie i tych, których kochają w obliczu niepewności jutra. Gdzie w takim razie w takiej sytuacji miejsce na miłość zapytacie. Przecież trzeba walczyć o przetrwanie i życie, a nie myśleć o porywach serca. Otóż miłość jest i będzie niezależnie, co się w naszym życiu będzie działo. W czasie wojny może być ona zarówno największym skarbem dającym siłę do tego, aby się nie poddać i nie stracić nadziei, ale również może ściągnąć na nas wiele kłopotów, a nawet być przyczynkiem do sprowadzenia na siebie wielkiego niebezpieczeństwa, o czym czego jeszcze nie wiedzą, już wkrótce przekonają się nasi bohaterowie.

Iwo i Nela chcą być razem i uciec gdzieś, gdzie będą mogli przetrwać ten trudny czas. Strach i pośpiech, który im towarzyszy wymusza na nich pochopne i nieprzemyślane decyzje, w których konsekwencji nasi młodzi zostają rozdzieleni. Nie mają pewności, czy to drugie żyje i czy kiedykolwiek uda im się jeszcze spotkać.

My czytelnicy od początku wiemy, co się z nimi dzieje, gdyż fabuła powieści została podzielona w taki sposób, abyśmy mogli naprzemiennie być częścią nowej i bolesnej rzeczywistości każdego z nich. Ta część w głównej mierze została poświęcona staraniom Neli zmierzającym do odnalezienia Iwa. Z wiadomych przyczyn sama dziewczyna ma świadomość, jak wiele ryzykuje, chcąc odnaleźć i pomóc komuś, kto przez naród panów, jak nazywają siebie Niemcy, uważany jest za niegodnych życia i istnienia. Mało tego, ślub ktòrego miała nadzieję uniknąć, mając za sprzymierzeńca czas wojny, wydaje się nieunikniony, a ona nie wie, jak wydostać się z sideł, w które wpadła.

Od początku do końca niemalże czujemy, jak bardzo ciężko jest dziewczynie. Jej serce rozrywa cierpienie, tęsknota i strach,a musi lawirować między prawdą, którą może podzielić się jedynie z młodszym bratem, będącym jej sprzymierzeńcem, wsparciem i pomocą we wszelkich podejmowanych działaniach, a kłamstwami skrywanymi za kurtyną pozorów, widocznych dla wszystkich wokół. Nie pomaga również świadomość, że jest ktoś, kto wie coś, co może zniszczyć reputację całej jej rodziny, na której tak bardzo zależy jej ojcu. Było mi strasznie, żel Neli i łapałam się na tym, że chciałam podpowiedzieć jej, gdzie jest jej ukochany, by ulżyć jej w rozpaczy.

Jednak to wątek kolei losów Iwa wstrząsnął mną najmocniej, wywołując łzy i ogromnie przejęcie wszystkim, o czym w tym wątku przeczytamy. Bezkompromisowo i bardzo dobitnie ukazuje nam on ogrom okrucieństwa i nieludzkiego traktowania człowieka wobec człowieka pod przykrywką resocjalizacji i dania drugiej szansy odkupienia rzekomych win za działania przeciwko III Rzeszy.

To przez co musiał przejść ten chłopak i wszyscy, którzy dzielili z nim ten okrutny los, jest tak straszne, że nie sposób opowiedzieć tego słowami, dlatego musicie koniecznie sami sięgnąć po książkę i to poczuć. I to właśnie wspomnienia pięknych chwil pełnych miłości, a także pragnienie ponownego wzięcia w ramiona ukochanej pomagało Iwowi przetrwać to piekło na ziemi. Tylko, czy jeszcze kiedyś to pragnienie ma szansę stać się realnym? Przecież żyjąc w takich czasach, nie można być pewnym, co przyniesie jutro.

„W objęciach niewoli” to bardzo poruszająca i wzbudzająca w czytelniku podczas jej lektury bardzo silne przeżycia książka, która nikogo, kto ją przeczyta, nie pozostawi wobec siebie obojętnym. Czytałam ją z ogromnym przejęciem, drżąc o życie bohaterów, którzy przez to, że są bardzo autentyczni, a wręcz namacalni stali mi się bardzo bliscy. To wszystko sprawiało, że nie mogłam się od tej powieści oderwać, a jednocześnie czytałam ją przez łzy, zadając sobie pytanie, czy ja dałabym radę znieść ten ogrom bólu, upokorzenia i cierpienia zadanego Polakom przez ciemiężycieli. I wiecie, co, ta historia pokazuje, że człowiek jest w stanie znieść wszystko, dopóki nie zgaśnie ostatnia iskra nadziei. No i to zakończenie, które sprawiło, że moje serce zamarło i jak najszybciej chcę poznać finalną część tej trylogii. Jestem przekonana, że w waszym przypadku będzie tak samo, ale o tym musicie przekonać się już sami, do czego gorąco każdego z was zachęcam.

Zdaje sobie sprawę z tego, że niektórzy z was mogą pomyśleć, że nie są gotowi na przeczytanie tak ciężkiej tematycznie książki, ale ta historia pokazuje nam, jak trudne wybory i decyzje kierowały ludźmi w czasie wojny, a jednocześnie uświadamiają nam, że były one takie same, jak te, w których obliczu dziś my sami również stajemy. Bo choć postacie, które spotykamy w książce, są fikcyjni, to ich marzenia i pragnienia są bardzo realne i mimo mijającego czasu ciągle niezmienne i ponadczasowe. A pragnieniu ich realizacji towarzyszy niezwykła odwaga i ogromna determinacja.

Autorka napisała tę książkę w tak wciągający i angażujący nas czytelników sposób, że nawet nie zdążycie się zaokrętować, że dotarliśmy już do jej końca, ale macie moje słowo, że jeszcze bardzo długo będziecie nosić ją w swoim sercu i pamięci.

[Materiał reklamowy] Wydawnictwo Skarpa Warszawska

piątek, 16 czerwca 2023

"Madeira" Jolanta Kosowska

Dziś poruszymy bardzo ważny temat jakim jest dom, rodzina i relacje rodzinne. Dla mnie samej jest to największa wartość w życiu. Jestem już dorosła, ale do dziś pamiętam słowa mojej kochanej babci. Już kiedy byłam dzieckiem powtarzała mi, że właśnie dom rodzinny, moi bliscy i wszystko, co czuję myśląc o miejscu,w którym się urodziłam jest największym skarbem jaki posiadam i powinnam pielęgnować go w sercu. Oczywiście życie pisze różne scenariusze i nie wiemy, jak się ono ułoży, ale niezależnie od tego, gdzie się znajdziemy, to miejsce zawsze będzie tym, do którego możemy wracać, by poczuć się bezpiecznie.

Wspomnienie tej rozmowy przywiodła mi na myśl lektura najnowszej powieści Jolanty Kosowskiej „Madeira”, o której teraz opowiem wam kilka słów.

Zanim jednak skupię się na samej fabule książki, pozwólcie, że opowiem wam troszkę o samej autorce, gdyż to, jaka jest i co kocha Jola bezpośrednio odzwierciedlają jej książki, czyniąc każdą z nich wyjątkową. To pisarka o wielkim sercu,  której życie wypełnia wiele pasji, a jedną z nich jest podróżowanie. Jest to kobieta o wielkiej wrażliwości dla ludzi, ale także na piękno miejsc do których podróżuje. To wszystko w połączeniu z niezwykłym talentem pisarskim sprawia, że biorąc do ręki książkę tej autorki czytelnik wspólnie z jej bohaterami wyrusza w niezapomnianą podróż do miejsc, które oczarowują go od pierwszej chwili. Zazwyczaj są one tłem dla bardzo życiowych i przejmujących, pełnych emocji ludzkich historii. Takich o których nie tylko bardzo długo nie zapomnimy, ale także z którymi będziemy się utożsamiać.

Tym razem zostajemy zabrani do Portugalii na wyspę Madera. Tam spotykamy Julię. Młodą dziewczynę, która jest Polką ale wybrała się tutaj, by zakończyć swoje życie, które straciło sens, w chwili, kiedy bez śladu zaginął mężczyzna z którym pragnęła napisać historię ich wspólnego życia. To miejsce dla nich obojga jest wyjątkowe. Filip jest Portugalczykiem i właśnie na tej wspaniałej wyspie oświadczył się swojej ukochanej. Dziś  Juli zostały już tylko wspomnienia tych pięknych dni i gorących nocy, gdyż na kilka dni przed datą ślubu po zakończonym wieczorze kawalerskim z przyjaciółmi, chłopak wysłał narzeczonej wiadomość, a potem wszelki ślad po nim zaginął. Nasza bohaterka jest przekonana, że Filip nie żyje i kończąc swoje ziemskie życie, chce połączyć się z nim na nowo tam, gdzie on teraz jest.

Na szczęście los ma na jej życie inny scenariusz. Pojawia się ktoś, kto odwodzi ją od tego desperackiego kroku. Tak też trafia do jednej z portugalskich rodzin, której członkowie naprawdę wiele w życiu przeszli, a historia ich rodziny jest wręcz dramatyczna. Co więcej niespodziewanie dla samej Julii, może ona stać się rozwiązaniem dla zagadki niewyjaśnionego zaginięcia Filipa. Jak to możliwe?  Tego już musicie dowiedzieć się sami, sięgając po książkę. Już teraz z całego serca was do tego zachęcam.

Powieść została podzielona na dwie płaszczyzny czasowe. Teraźniejszość oraz wydarzenia mające miejsce przed sześcioma laty. To właśnie z przeszłości poznajemy trzypokoleniową rodzinę dla której wartość rodziny, rodzinnych relacji i więzi zawsze była najważniejsza. Kiedy czytamy o tym jak mogli na siebie liczyć, jak wielkim wsparciem dla siebie byli, a także jak wyjątkowa była miłość ich łącząca, to uwierzcie mi, że na sercu robi się ciepło. Oczywiście nie mogę zbyt wiele napisać, abyście sami mogli przeżywać tę pełną silnych emocji opowieść ale zdradzę wam coś, o czym również mówi sama autorka na spotkaniach ze swoimi czytelnikami. Dla niej samej jest to bardzo ważna powieść, gdyż dwa z występujących w książce wątków są inspirowane przez prawdziwe ludzkie historie. Oczywiście na potrzeby powieści zarówno one, jak i okoliczności ich zaistnienia zostały w pewnej mierze zmienione, ale miały miejsce.

W tej książce nasza uwaga zostaje zwrócona na bardzo ważne aspekty. Mnie mocno poruszył wątek pewnego lekarza, którego przeżycia, a przede wszystkim podejmowane decyzje i dokonywane wybory w obliczu trudnych i dla jego najbliższych ogromnie bolesnych wydarzeń  uświadamiają nam, że każdy człowiek ma prawo żyć tak, jak chce, bo każdy z nas jest inny. Ma prawo od początku do końca przeżyć to życie na własnych zasadach, i to właśnie w rodzinie powinniśmy znajdować wsparcie, zrozumienie i akceptację.

„Gdybym nie mógł być sobą, to umarłbym za życia”.


Rodzina jest siłą to właśnie w  rodzinnej miłości, przyjaźni i wzajemnym szacunku kryje się jej największa moc. To nasza bezpieczna przystań i nadzieja na lepsze jutro. Dzięki rodzinie mamy świadomość własnych korzeni, tego co nas ukształtowało i dodało wiary w budowanie własnego życia.

Jak widzicie na kartach książki odnajdziemy wielowymiarową, życiową i refleksyjną historię, której lekturze towarzyszyć będą silne emocje z którymi przyznam szczerze było mi chwilami bardzo ciężko sobie poradzić. Wszystko, o czym przeczytamy trafiło wprost do mojego serca i wywołało łzy wzruszenia. Uwierzcie mi, że dojmujący autentyzm dziejących się w książce wydarzeń sprawi, że sami bohaterowie staną wam się bardzo bliscy, a wszystko, przez co przeszli przeniesiecie na płaszczyznę własnego życia, co w rezultacie skłoni każdego do głębokich refleksji i przemyśleń.

Myślę, że autorka miała tego świadomość, dlatego, aby wyciszyć nasze emocje, a także ułagodzić całą historię zabrała nas w literacką podróż po zaczarowanym miejscu, jakim jest Madera. Tym razem wyspa wiecznej wiosny nie jest tylko tłem dla dziejącej się fabuły. Można śmiało powiedzieć, że jest postacią pierwszoplanową. A nawet czyjąś kobietą życia. Jola ma niezwykłą umiejętność bardzo plastycznego opisywania słowem wszystkiego, co możemy zobaczyć i co możemy przeżyć trafiając do miejsc, w których osadza fabułę swoich książek. Nigdy nie byłam na Maderze, a podczas czytania książki miałam wrażenie, że te wszystkie piękne widoki roztaczają się pod moimi powiekami. Co więcej, dzięki tej książce mamy możliwość doświadczyć Madery wszystkimi zmysłami, co musicie koniecznie poczuć sami. Tej książki się nie czyta, ją się przeżywa i chłonie całym sobą. Kończycie czytać książkę i macie wrażenie, jak byście wrócili z podróży życia, która choć dobiegła końca, w was jeszcze bardzo długo, o ile nie na zawsze zostanie żywa.

Nie będę pisała nic więcej, gdyż choćbym bardzo chciała, nie jestem w stanie w słowach oddać piękna tej książki. Na nią trzeba po prostu otworzyć serce  i samemu je poczuć. Także nie zwlekajcie, ani chwili dłużej z jej przeczytaniem. Pozwoli wam ona spojrzeć na siebie i swoją rodzinę w zupełnie innym świetle. Docenić ją, a także zatrzymać się w biegu życia, wyciszyć i dostrzec wiele pięknych chwil, które tak bardzo często mijają bezpowrotnie przez nas niezauważone. Ja na pewno, jaszcze nie raz do tej książki wrócę i będę czerpać dla siebie z jej ogromnej wrażliwości i mądrości, która się w niej kryje.

[ Materiał reklamowy ] Grupa Zaczytani

 

piątek, 9 czerwca 2023

"Nauczycielka z Getta. Wciąż pod wiatr" Aneta Krasińska

Wiele osób, które obserwują mojego bloga i śledzą to, co czytam, już od dłuższego czasu pyta mnie, dlaczego do tej pory nie przeczytałam drugiej części cyklu Nauczycielka z getta „Wciąż pod wiatr” autorstwa Anety Krasińskiej, skoro pierwszą część Nauczycielka z getta polecałam i pisałam, że czekam na więcej. Przecież od premiery kontynuacji losów głównej bohaterki cyklu Laury Lewiatan minął już prawie rok. Przyznam się wam szczerze kochani, że powodem, tego, dlaczego odkładałam lekturę tej powieści w czasie, był po prostu strach. Wiedząc, co obecnie dzieje się za naszą wschodnią granicą, wiedziałam, że czytanie tej książki jeszcze bardziej i mocniej uświadomi mi, iż niestety historia może się w każdej chwili powtórzyć. Zwyczajnie nie byłam gotowa na to, by po raz kolejny wspólnie z Laurą wejść za mury łódzkiego getta i pozostać w nim, aby niemalże na własnej skórze odczuwać okrucieństwo piekła na ziemi, w którym o przetrwanie każdego dnia musiały walczyć osoby tam trafiające. Tym bardziej że już sam podtytuł tej części sugeruje, aby czytelnik przygotował się na to, iż decydując się na przeczytanie, musi zdawać sobie sprawę z tego, że los, a mówiąc wprost oprawcy, nie będą ułatwiać życia swoim ofiarom. I niestety przeczucia mnie nie myliły. I już teraz wycofuję się z tego, co napisałam recenzując „Nauczycielkę z getta”. Wówczas twierdziłam, że jest to najbardziej emocjonalna książka autorki jaką czytałam. Otóż nie, ta część wstrząsnęła mną i poruszyła jeszcze mocniej. O czym opowiem już za chwilę.

Już teraz mogę otwarcie napisać, że siłę, aby podołać emocjonalnie wszystkiemu, o czym czytamy na kartach książki czerpałam właśnie od samej Laury. Jej postawa oraz wewnętrzna siła wzbudzały we mnie niezwykły podziw i uznanie. Jest to kobieta, dla której rodzina i relacje rodzinne są najważniejszą wartością. Wojna odebrała jej niemalże wszystkich, których kochała. Dziś jedyne bliskie jej osoby to dwaj nastoletni bracia męża, którymi przykładając wagę do obietnicy złożonej ich matce, się opiekuje. Teraz to ona stała się dla nich matką i to oni dają jej siłę do walki o swoje i chłopców przetrwanie. Nie jest to łatwa walka. Nikt nie przypuszczał, że miasto za drutami przetrwa jeszcze blisko dwa lata. Z każdym dniem jest coraz ciężej, ale Laura nie poddaje się i nie traci wiary w to, że kiedyś to wszystko się skończy, dlatego z uporem dąży do tego, aby dzieci zmuszane do pracy ponad swoje siły przez okupanta nie traciły zapału do nauki. Jako nauczycielka poprzez naukę daje im nadzieję na to, ze kiedy odzyskają wolność, ich wiedza będzie potrzebna do tego, aby odbudować kraj. Sama pracuje ciężko, ale nigdy nie zapomina o innych.

I tutaj dochodzimy do kolejnego bardzo ważnego aspektu poruszanego w książce, jakim jest wsparcie drugiego człowieka w tak bolesnych i trudnych przeżyciach. My czytelnicy mamy możliwość być częścią trudnej codzienności mieszkańców kamienicy, w której mieszka Laura. Oprócz niej i szwagrów, w kamienicy mieszkają również inne rodziny. Każdy stara się na swój sposób radzić z tym, co ich spotkało. Niestety w pojedynkę jest to bardzo trudne, a wręcz niemożliwe. Dlatego z biegiem czasu ci dotychczas zupełnie obcy sobie ludzie stają się dla siebie jak rodzina. Starają się sobie wzajemnie pomagać i podźwignąć, kiedy któreś z nich upada pod ciężarem bólu i rozpaczy. Ta chęć pomocy innym jest dla samej Laury niejako sposobem na to, aby poradzić sobie ze stratą ukochanego. To wszystko w połączeniu z pracą, która, choć na chwilę pozwala zapomnieć o tym, co dzieje się wokół, a także misją nauczana dzieci pozwala choć trochę normalizować każdy dzień. Tak też rodzą się przyjaźnie i niezwykłe więzi.

Postępowanie Laury niewątpliwie może być dla nas wzorem i motywacją do tego, aby niezależnie od tego, w jak trudnej sytuacji życiowej się znajdujemy nie pozostawać biernym i nie czekać tylko na to, co jeszcze się wydarzy. Warto działać i podejmować najlepsze dla nas samych decyzje, choć nie są one łatwe.

Nawiązując do wspomnianych trudnych decyzji muszę wspomnieć, o jeszcze jednym istotnym wątku książki. Jednym z największych pragnień każdej osoby żyjącej za drutami getta jest możliwość jego opuszczenia. Pamiętajmy o tym, że nasza bohaterka jest Polką i nie musiała do tego getta wchodzić, nie musiała w nim zostawać, a jednak została. O tym, że nie musi tu być, przypomina jej pewien niemiecki oficer. Wystarczy jedno jego słowo i Laura to getto opuści. Koniecznie przeczytajcie książkę i przekonajcie się, co zdecyduje kobieta. Czy zapomni, czym jest człowieczeństwo i ulegnie jego namowom? Sprawdźcie sami.

W książce jest bardzo wiele trudnych, a wręcz bolesnych momentów, ale jeden z nich poruszył mnie niezwykle mocno i nadal nie mogę przestać o nim myśleć. Mam tu na myśli budowę obozu przejściowego dla polskich dzieci, których rodzice zostali uznani za nazistów i kolaborantów, a one same za zagrożenie dla społeczeństwa. Choć warunki do życia są coraz gorsze, to Lewiatanowie starają się pomagać małym sierotom, choć sami przez to bardzo wiele ryzykują. Tak o to w ich życiu pojawia się ktoś, kto nie tylko dostał nową szansę od losu, ale także swoją obecnością może odmienić czyjeś życie.

W tej części dylogii naprawdę bardzo wiele się dzieje, a jej bohaterowie muszą mierzyć się z przeciwnościami losu. Przez to, że poznajemy zarówno ich wady, jak i zalety, są oni bardzo prawdziwi, a wręcz namacalni. Autorka poprzez ich kreację pokazała nam, że choć znajdą się i tacy, którzy wzbudzą w nas ambiwalentne odczucia, to nie możemy ich do końca jednoznacznie oceniać, bo wojna pokazała również, że nie wszyscy są doszczętnie zepsuci, a na to, kim są i co robią, mogło wpłynąć wiele czynników.

Oczywiście gorąco polecam każdemu lekturę obu części dylogii. Pamiętajcie, że choć postać głównej bohaterki jest fikcyjna, to całe tło historyczne jest potwierdzoną prawdą historyczną, którą trzeba znać i poznawać. A przystępna forma podania tych faktów, jaką jest powieść, z pewnością ułatwi przyswojenie tej wiedzy. Ja czytając książkę, czułam się częścią historii Laury, bardzo wierzyłam w to, że nie da się złamać i przetrwa. Wiele razy łapałam się na tym, że chciałam jej pomóc, by za chwilę uświadomić sobie, że ja tylko czytam o kolejach jej losów. Napięcie rozgrywających się przeżyć było bardzo duże, więc musiałam robić sobie przerwy w lekturze, aby dać sobie czas na wyciszenie i głębszy oddech, ale jednocześnie nie mogłam doczekać się końca książki, aby dowiedzieć się, co stanie się z Laurą. Jednak tego, jak zakończyła się ta część, zupełnie się nie spodziewałam, a musicie wiedzieć, że nie było to jedyne nieoczywiste rozwiązanie, jakie zastosowała autorka w tej książce.

Na pewno już wiecie, że jest to książka, którą trzeba i warto przeczytać, więc nie zatrzymuję was dłużej.

[Materiał reklamowy] Autorka Aneta Krasińska

sobota, 3 czerwca 2023

"Sny pachnące poziomkami" Wioletta Piasecka

"Każdy z nas przeżywa swój prywatny koniec świata i musi dźwigać jego ciężar”.

Ileż życiowej prawdy kryje się w tych słowach. Spróbujmy zatem odpowiedzieć sobie na pytanie, czym jest ów koniec świata? Dla każdego z nas oczywiście przybiera on inną formę i wymiar, ale gdybym ja miała podać swoją definicję, to dla mnie jest to taki czas w życiu człowieka, kiedy traci wszystko to, co kochał. Co dawało mu poczucie spokoju, szczęścia i bezpieczeństwa. Wówczas nasz świat rozpada się jak domek z kart, a nas samych wypełnia strach i niepewność tego, co przyniesie przyszłość. Tak właśnie czuje się główna bohaterka najnowszej powieści Wioletty Piaseckiej „Sny pachnące poziomkami” na kartach której znajdziecie powyższy cytat. Z jej recenzją właśnie dziś do was przychodzę. Poznajcie jej historię.

Lena Szejna jest młodziutką dziewiętnastoletnią córką leśniczego. Całe swoje dzieciństwo i nastoletnie życie spędziła w Leśnictwie Górki, gdzie jej ojciec Andrzej był leśniczym. Lena jest także córką lasu. Las i obcowanie z przyrodą to jej świat, który pokochała całym sercem. W momencie, kiedy my czytelnicy przystępujemy do lektury książki, nasza bohaterka przeżywa swój prywatny koniec świata. Po śmierci ojca zostaje całkiem sama, a jakby tego było mało, w przeciągu zaledwie trzech miesięcy musi opuścić leśniczówkę, której mury skrywają tak wiele pięknych wspomnień z dzieciństwa Leny. Nie jest to pierwsza strata, której doświadcza dziewczyna, ponieważ bardzo wcześnie odeszła jej ukochana mama. Miała jednak zawsze tatę, dla którego była oczkiem w głowie. Mężczyzna ożenił się ponownie, ale macocha nigdy nie darzyła pasierbicy ciepłymi i szczerymi uczuciami, czemu dobitnie dała wyraz zaraz po śmierci męża, o czym przekonacie się, czytając książkę. Teraz boleśnie dociera do niej, że nie ma zupełnie nic i samotnie pełna lęków musi rozpocząć zupełnie nowe życie.

Tylko jak to zrobić, kiedy nie ma się siły podnieść z kolan po tak trudnym ciosie od losu. Kiedy serce trawi ból, a w głowie kłębią się myśli o zawiedzionych marzeniach i planach, które teraz Lena zmuszona jest porzucić. Nastolatka ma wrażenie, że otacza ją pustka. Jedynym balsamem kojącym to dojmujące cierpienie jest śpiew ptaków, spacery po lesie, jego zapach, który otula i choć na chwilę ofiaruje spokój i wyciszenie. Na szczęście, kiedy trzeba wrócić do rzeczywistości od której nastolatka chciałaby uciec, jest ktoś, kto podaje jej pomocną dłoń i nie pozwala upaść pod ciężarem traumatycznych przeżyć. To młody podleśniczy Kamil Grygiel, który wiele dobrego zawdzięczał ojcu dziewczyny, a jego samego podobnie, jak wszyscy okoliczni mieszkańcy darzył ogromnym szacunkiem i uznaniem. Teraz chce pomóc jego córce, którą zna od dziecka, co nie spotyka się z aprobatą jego narzeczonej. Czy obawy przyszłej żony Kamila są słuszne i czy ta dwójka spojrzy na siebie wzajemnie zupełnie inaczej niż do tej pory? O tym już musicie przeczytać sami, sięgając po książkę, do czego już teraz serdecznie was zachęcam.

No cóż, nie da się wiecznie odwlekać tego, co nieuniknione, więc Lena zostawia za sobą przeszłość. Zabierając tylko niewielki dobytek i serce wypełnione wspomnieniami, wyprowadza się do Trójmiasta. Oczywiście nie zdradzę wam kochani, co w tym nowym życiu czeka tę młodą kobietę, abyście sami mogli towarzyszyć jej w próbach poukładania swojego życia na nowo. Powiem tylko, że będzie to, życie do którego scenariusz będzie próbował napisać za nią ktoś inny. Ktoś chce dać jej wszystko, co najlepsze, ale na jego zasadach. Koniecznie przeczytajcie książkę i przekonacie się, czy Lena zdoła wyrzec się swoich marzeń, pragnień i nadziei, które pokładał w niej ojciec, aby stać się zupełnie kimś innym.

„Sny pachnące poziomkami” to piękna i mocno poruszająca historia. Wspaniała i wyjątkowa nie tylko dla nas czytelników, ale przede wszystkim najbliższa sercu samej autorki. Jak mówi sama Wiola, ta książka opisuje jej życie. Choć perypetie Leny są fikcją literacką, to opisywane w powieści miejsca, leśne ścieżki, drogi, toczące się w lesie życie, a także zakulisowe życie w leśniczówce, jak również praca leśniczego i pracowników nadleśnictwa są czerpane z autopsji. Jeśli tego jeszcze nie wiecie, Wiola jest panią Leśniczynią, czyli żoną leśnika. Dlatego też w książce znajdziemy wiele pięknym niczym malowanych słowem opisów przyrody. Uwierzcie mi, że kiedy będziecie je czytać i na chwilę zamkniecie oczy, to ujrzycie je oczami wyobraźni. Pisarka opisuje je tak sugestywnie, że pomiędzy stronami książki można poczuć niemalże zapach lasu.

Jednak to nie wszystko, co czeka na czytelnika, który zechce spędzić czas z tą piękną książką. Wioletta Piasecka jest autorką, która już nie raz pokazała, że nie boi się trudnych tematów. Co więcej, takich, z którymi niestety utożsamić się może wielu z nas. Tak też jest i tym razem. Aspekt straty, o którym już pisałam to jedno, ale odnajdziemy tu również wątek toksycznego związku i chorej zazdrości. Osoba, którą przygniatają problemy, troski i zmartwienia jest bardzo podatna na manipulację. Łatwo ją kontrolować oraz wzbudzać w niej poczucie winy. Jest wiele takich związków, gdzie żyjemy niczym w złotej klatce, bo nie znamy innego rodzaju miłości. Czy tym razem uda się odzyskać nadzieję i zerwać tę relację? Może czas wreszcie pozwolić wypełnić się przeznaczeniu, przed którym często bardzo długo się bronimy. Jeśli jesteście ciekawi, jak potoczą się opisane w książce wydarzenia, a jestem przekonana, że tak to nie zwlekajcie ani chwili dłużej z jej lekturą. Macie moje słowo, że nie będziecie mogli się od niej oderwać.

W zasadzie mogłabym na tym zakończyć swoją recenzję, bo cóż tu dużo pisać, książka jest rewelacyjna i musicie ją przeczytać, ale muszę wspomnieć, o jeszcze jednym wątku jej fabuły który mnie samą mocno poruszył i chwycił za serce. Kochani, nawet jeśli czujecie się bardzo samotni, to nigdy nie traćcie wiary w to, że los postawi na waszej drodze kogoś, kto nie tylko sprawi, że samotność przestanie być już tak dojmująca, ale również wy możecie odmienić życie tej osoby na lepsze.
Co więcej, taka wyjątkowa relacja może nawiązać się z osobą, od której najmniej byście się tego spodziewali. Tak właśnie stało się w przypadku Leny i pewnej dość osobliwej kobiety, która wie, czym jest ciężkie życie w samotności. Sprawdźcie sami.

Mam nadzieję, że już nie muszę nikogo z was przekonywać, że „Sny pachnące poziomkami”, to książka, wobec której nie sposób przejść obojętnie. Autentyzm opisanej w niej historii pełnej wzruszeń i bolesnych chwil poruszy każdego czytelnika. A bardzo realistyczne kreacje postaci sprawią, że staną się nam oni bardzo bliscy, a nawet będziemy się z nimi utożsamiać. Nie znaczy to jednak, że wszyscy wzbudzą naszą sympatię. Ja bardzo kibicowałam szczęściu Leny, mocno trzymając kciuki, za to by była dla siebie dobra i wyszła zwycięsko z walki o swoje marzenia oraz plany.
Jestem przekonana, że każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie i na co innego zwróci uwagę, ale to, co bezsprzeczne to fakt, że wszystkim nam doda ona siły w walce o siebie i pomoże nigdy się nie poddać.

Na zakończenie chcę podziękować Ci Wiolu, za to, że otworzyłaś nam bramy do swojego leśnego życia i pokazałaś je z zupełnie innej, nieznanej dotychczas perspektywy. Wspaniale ubrałaś w słowa piękno i wyjątkowość lasu, ale także, co bardzo ważne, uczuliłaś nas na to, że las bywa niebezpieczny i musimy sobie z tego niebezpieczeństwa zdawać sprawę.
Ja z niecierpliwością czekam na kontynuację. Już bardzo chcę wrócić do lasu i oczywiście jestem ciekawa, co tym razem los szykuje dla Leny.

A was kochani nie zatrzymuję już dłużej, więc bez zbędnego zwlekania, zabierajcie się do „Snów pachnących poziomkami” czytania.

[Materiał reklamowy] Autorka Wioletta Piasecka