Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Kielecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Kielecka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 lipca 2025

"Niewidzialna dziewczyna" Katarzyna Kielecka

Są takie powieści, które czyta się nie tylko oczami, ale i duszą. Takie, które z każdą kolejną stroną wnikają głębiej, osiadają w sercu i nie pozwalają o sobie zapomnieć na długo po tym, jak wybrzmi ostatnie zdanie. „Niewidzialna dziewczyna” Katarzyny Kieleckiej to właśnie jedna z nich – literacka podróż w głąb ludzkiej wrażliwości, która z czułością i niezwykłą przenikliwością dotyka najdelikatniejszych strun naszej egzystencji. Ta książka nie krzyczy, nie szokuje, nie ucieka się do tanich chwytów. Ona szepcze – cichym, lecz sugestywnym głosem opowiada o samotności w tłumie, o poszukiwaniu własnego miejsca w świecie, który często wydaje się nas nie dostrzegać, i o odwadze, by w końcu pozwolić się zobaczyć. Kielecka z wirtuozerią godną mistrzyni splata losy bohaterki z uniwersalnymi pytaniami o sens bycia. O pragnienie bliskości i o to, jak odnaleźć światło w cieniu, gdy czujemy się najbardziej niewidzialni. To nie jest tylko opowieść – to lustro, w którym każdy z nas może dostrzec fragment siebie, swoich lęków, nadziei i cichych pragnień. Przygotujcie się na to, że ta powieść poruszy Was do głębi, skłoni do refleksji i przypomni o kruchej, a zarazem niezłomnej sile ludzkiego ducha.

Książka wydana pod czułym okiem wydawnictwa Szara Godzina to powieść, która nie tylko dotyka, ale głęboko porusza najczulsze struny ludzkiego serca. To misternie utkane płótno, na którym malują się losy dwóch kobiet, a ich ścieżki, pozornie odległe, niosą ze sobą echo wspólnego cierpienia i nadziei. W centrum tej opowieści stoi trzynastoletnia Ofelia, której istnienie zdaje się być cichym szeptem zagubionym w zgiełku świata. Przygnieciona ciężarem odrzucenia, zarówno przez rówieśników, jak i, co najbardziej bolesne, przez tych, którzy powinni otaczać ją miłością, Ofelia nauczyła się stapiać z tłem. Jej życie to świadome unikanie uwagi, bycie „nijaką i szarą jak wróbel”, byle tylko uniknąć kolejnego ciosu, kolejnego spojrzenia pełnego drwiny. Jej jedyną przystanią, jedynym świadkiem jej skrywanego bólu i wielkich, choć niewypowiedzianych marzeń, jest zeszyt. To na jego kartach Ofelia wylewa esencję swojej duszy – lęki, które dławią, tęsknoty, które palą, i nadzieje, które mimo wszystko tlą się gdzieś głęboko.

Równolegle, w innej przestrzeni życia, poznajemy Anetę. Kobieta ta, choć na pierwszy rzut oka wydaje się być ułożona i silna po rozwodzie, w głębi duszy dźwiga ciężar niezagojonego żalu. Jej dni upływają w poczuciu pewnej pustki, aż do momentu, gdy przeszłość niespodziewanie puka do jej drzwi w postaci dawno niewidzianego znajomego. To spotkanie, a także pojawienie się w jej życiu kogoś zupełnie nieoczekiwanego, stają się iskrą, która powoli rozpala w niej iskierkę nadziei.

Kielecka z niezwykłą wrażliwością splata te dwie narracje, tworząc opowieść o samotności, poszukiwaniu sensu i walce o własną wartość. „Niewidzialna dziewczyna” to studium ludzkiej potrzeby bycia widzianym, zrozumianym i kochanym. To książka, która uczy, że nawet w najgłębszym mroku, gdy czujemy się najbardziej niewidzialni, istnieje szansa na odnalezienie światła. Przez losy Ofelii i Anety, autorka przypomina nam, że prawdziwe więzi, te oparte na empatii i akceptacji, potrafią zdziałać cuda, wyciągając nas z cienia i nadając sens nawet najbardziej „niewidzialnemu” życiu.

Tytuł ten wpisuje się w nurt literatury psychologicznej, koncentrującej się na wewnętrznych przeżyciach bohaterów. Można ją porównać do dzieł eksplorujących samotność i alienację, choć autorka nadaje jej swój unikalny, subtelny ton. Osobiście uważam, że „Niewidzialna dziewczyna” to niezwykle poruszająca i ważna książka. Choć nie jest to powieść dla szukających dynamicznej akcji, jej siła tkwi w delikatności i głębi przekazu. To książka, która sprawia, że zatrzymujemy się na chwilę, by rozejrzeć się wokół siebie i może, po raz pierwszy, dostrzec kogoś, kto czuł się „niewidzialny”. Zdecydowanie polecam ją każdemu, kto ceni sobie literaturę wrażliwą, skłaniającą do refleksji nad ludzką naturą i znaczeniem relacji międzyludzkich. To głos, który, choć cichy, trzeba usłyszeć.

To literacka perełka, która zasługuje na uwagę każdego czytelnika poszukującego głębokiej, wzruszającej i dającej do myślenia historii. To nie jest kolejna opowieść o prostej miłości czy sensacyjnej intrydze, lecz subtelna podróż w głąb ludzkiej psychiki, dotykająca tematów samotności, poszukiwania siebie i próby odnalezienia miejsca w świecie. Historię, którą autorka oddała w nasze ręce, cechuje jej wrażliwość i autentyczność. Kielecka z niezwykłą precyzją kreśli portret bohaterki, która czuje się niezauważona, niczym tytułowa „niewidzialna dziewczyna”. Jej wewnętrzne monologi, lęki i pragnienia są tak realistyczne, że czytelnik natychmiast nawiązuje z nią emocjonalną więź. Pisarka nie boi się poruszać trudnych tematów, takich jak poczucie wykluczenia, brak zrozumienia ze strony bliskich czy walka o własną tożsamość, co sprawia, że powieść staje się lustrem, w którym wielu z nas może odnaleźć cząstkę siebie.

Ponadto, „Niewidzialna dziewczyna” to mistrzowskie studium psychologiczne. Kielecka z wnikliwością analizuje mechanizmy obronne, jakie wytwarzamy, by radzić sobie z trudnościami, oraz pokazuje, jak dużą rolę odgrywa otoczenie w kształtowaniu naszej samooceny. Powieść skłania do refleksji nad tym, jak często mijamy się z ludźmi, nie dostrzegając ich wewnętrznych zmagań, i jak ważne jest, by patrzeć poza powierzchnię, by naprawdę zobaczyć drugiego człowieka. Wreszcie, „Niewidzialna dziewczyna” oferuje nadzieję i inspirację. Mimo poruszania trudnych tematów powieść nie jest pozbawiona optymizmu. Pokazuje, że nawet w najciemniejszych chwilach istnieje szansa na odnalezienie światła, a przemiana jest możliwa, jeśli tylko odważymy się spojrzeć prawdzie w oczy i podjąć walkę o swoje szczęście. To historia o odwadze bycia sobą i o tym, że nawet „niewidzialna dziewczyna” może stać się dla kogoś całym światem.

To, co musi wybrzmieć, kiedy mówimy o tym utworze, to fakt, że bez wątpienia jest on niezwykle potrzebny społecznie. To taka opowieść, która mocno rezonuje z każdym czytelnikiem. Autorka porusza w powieści tematykę uniwersalną – poszukiwanie akceptacji, walkę z samotnością i próbę odnalezienia własnego głosu w świecie, który często wydaje się głuchy na ciche wołania. Kielecka z precyzją psychologa analizuje mechanizmy wyparcia, iluzje, jakimi karmimy się, by przetrwać, oraz trudną drogę do samopoznania. Pokazuje, że „niewidzialność” nie zawsze jest narzucona z zewnątrz; często bywa ona efektem wewnętrznych blokad i nieuświadomionych lęków.

„Niewidzialna dziewczyna” to książka, która zmusza do głębokiej introspekcji. Po jej lekturze trudno nie zadać sobie pytań o własne relacje z otoczeniem, o to, na ile sami jesteśmy widzialni dla innych, i na ile potrafimy dostrzec tych, którzy czują się niezauważeni. To książka, która na pewno na zawsze pozostanie żywa w myślach i sercach, wszystkich, którzy zechcą spędzić z nią swój wolny czas. Katarzyna Kielecka stworzyła dzieło wybitne – mądre, piękne i niezwykle poruszające. „Niewidzialna dziewczyna” to obowiązkowa lektura dla każdego, kto ceni sobie literaturę, która przede wszystkim inspiruje do refleksji i pomaga lepiej zrozumieć złożoność ludzkiego doświadczenia. To arcydzieło współczesnej prozy, które nikogo nie pozostawia wobec siebie obojętnym i inspiruje do ważnych i poważnych dyskusji.

Tego, co czeka na nas we wnętrzu książki, nie czyta się po to, by odpocząć i się zrelaksować, ale po to, by wzbogacić swoje wnętrze i otworzyć się na drugiego człowieka. Trzynastoletnia Ofelia bowiem jest cichym głosem wielu młodych ludzi, którzy czują tak jak ona. Katarzyna Kielecka w niezwykle wstrząsający i przejmujący sposób konfrontuje nas z bolesnym obrazem emocjonalnej niewidzialności nastolatki. Dziewczynka czuje się niezauważana i niedostrzegana przez tych, którzy powinni ją kochać, zwłaszcza przez zaniedbującą matkę i jej partnera. To poczucie osamotnienia i odrzucenia jest pogłębione przez trudne doświadczenia w patologicznym domu i brak akceptacji ze strony rówieśników, co sprawia, że Ofelia świadomie stara się być „nijaka i szara” by uniknąć dalszego cierpienia.

Powieść obrazuje motyw traumy i radzenia sobie z przeszłością. Zarówno w przypadku Ofelii, która mierzy się z zaniedbaniem i przemocą, jak i Anety, która pozornie „pozbierała się” po rozwodzie, ale wciąż boryka się z raną upokorzenia. Obie bohaterki muszą stawić czoła swoim wewnętrznym demonom i przeszłym doświadczeniom, aby móc ruszyć naprzód i zbudować zdrowe relacje. „Niewidzialna dziewczyna” to studium skomplikowanych relacji rodzinnych. Pokazuje dysfunkcyjną rodzinę Ofelii, brak wsparcia i miłości, a także wyzwania, przed którymi staje Aneta w relacji z córką Martą i swoimi przyjaciółkami. Powieść eksploruje, jak przeszłe doświadczenia wpływają na zdolność bohaterów do tworzenia zdrowych więzi i zaufania.

Jednak pomimo trudnej tematyki, powieść niesie ze sobą przesłanie nadziei. Ofelia, mimo wszystkich przeciwności, walczy o lepsze życie i nie poddaje się w poszukiwaniu miłości i akceptacji. Książka podkreśla ideę, że zawsze istnieje wiele wyjść z trudnych sytuacji, nawet jeśli na początku wydaje się, że jest tylko jedno. To historia o odwadze do stawienia czoła problemom i walce o siebie. Wszystko to sprawia, że czytelnik otrzymuje mądrą, mocno wciągającą i angażującą bez reszty historię o sile ludzkiego ducha w obliczu przeciwności losu.

Nie bez znaczenia jest również piękny, poetycki język Kieleckiej. Jej styl jest niezwykle sugestywny, pełen metafor i subtelnych opisów, które tworzą unikalną atmosferę. Autorka z lekkością przeplata ze sobą fragmenty refleksyjne z dialogami, budując opowieść, która płynie niczym rzeka, wciągając czytelnika w swój nurt. To sprawia, że lektura staje się prawdziwą przyjemnością, a każde zdanie wydaje się mieć swoje głębsze znaczenie.

Zamykając ostatnią stronę „Niewidzialnej dziewczyny” Katarzyny Kieleckiej, pozostajemy z echem opowieści, która jeszcze długo po lekturze rezonuje w głębi naszej świadomości. To nie jest bowiem powieść, którą można po prostu odłożyć na półkę i zapomnieć. To literackie lustro, w którym odbijają się nasze własne lęki, pragnienia i nieuświadomione tęsknoty za byciem widzianym, za zrozumieniem i akceptacją. Kielecka z maestrią tka narrację, która, choć osadzona w konkretnych realiach, dotyka uniwersalnych prawd o ludzkiej kondycji. „Niewidzialna dziewczyna” to studium samotności w tłumie, subtelne przypomnienie o tym, jak łatwo jest zagubić się w świecie pełnym bodźców, a jednocześnie tak często obojętnym na indywidualny ból. Autorka nie daje prostych odpowiedzi, zamiast tego zaprasza do introspekcji, do zadania sobie pytania o własną widzialność w oczach innych i, co ważniejsze, w swoich własnych. To powieść, która uczy empatii, skłania do uważniejszego patrzenia na tych, którzy mijają nas na ulicy, w pracy, w codziennym zgiełku. Przypomina, że za każdą twarzą kryje się złożony świat emocji, doświadczeń i często niewypowiedzianych wołań o uwagę.

Zostajemy z poczuciem, że prawdziwa siła tkwi nie w byciu głośnym czy dominującym, lecz w autentyczności i odwadze bycia sobą, nawet jeśli oznacza to bycie „niewidzialnym” dla niektórych. To właśnie w tej niewidzialności bohaterka odnajduje swoją niezwykłą moc, zdolność do obserwacji, analizy i w końcu – do odnalezienia własnego głosu. Kielecka nie tylko opowiada historię; ona otwiera drzwi do głębszego zrozumienia siebie i świata. Pożegnanie z tą powieścią nie jest definitywnym końcem, lecz raczej początkiem nowego spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość. „Niewidzialna dziewczyna” to lektura obowiązkowa dla każdego, kto pragnie zanurzyć się w refleksyjnej prozie, która porusza, inspiruje i zmusza do myślenia. To świadectwo literackiej dojrzałości Katarzyny Kieleckiej, która udowadnia, że prawdziwa magia słowa tkwi w jego zdolności do ujawniania niewidzialnego.

[Zakup własny].

poniedziałek, 11 grudnia 2023

"Księżyc nad Vajont - Echo" Katarzyna Kielecka

Czasami patrząc na relację matka - dorosłe dziecko już w pierwszej chwili widzimy, że jest ona mocno skomplikowana, a nawet na usta ciśnie się stwierdzenie, że zaburzona. Często bowiem zdarza się, że matka nie pozwala swojemu dziecku żyć własnym życiem. Co więcej, mamy wrażenie, że role w tej relacji zupełnie się odwróciły. To matka nie odcięła pępowiny i przez całe życie robi wszystko, aby zawłaszczyć swoje dziecko tylko dla siebie. Oczekuje uwagi i opieki, nie przejmując się nazbyt tym, że dorosła córka bądź syn ma własne życie i rodzinę, którą nierzadko zaniedbuje właśnie na rzecz rodzicielki.

Zapewne już czytając ten krótki fragment tekstu, wielu z was jest skłonnych do mocno krytycznego osądu takiej ozdoby. Nie róbcie tego jednak zbyt pochopnie. Nie wolno nam bowiem zapomnieć, że za takim, a nie innym postępowaniem, czy zachowaniem danej osoby mogą kryć się trudne doświadczenia życiowe, z których one wynikają. Wkrótce przekona się o tym rodzina Cichońskich, bohaterów dylogii Katarzyny Kieleckiej Księżyc nad Vajont, o której pierwszej części - Fala” - już wam opowiadałam. Dziś przyszedł czas, aby przybliżyć wam jej drugą odsłonę - „Echo".

Karolina i Kajetan Cichońscy bardzo się kochają. Wspólnie wychowują dwóch synów. Jednak cieniem na ich małżeństwie, a także relacjach kobiety z dziećmi kładzie się niezrozumiała dla Kajetana relacja jego żony z matką. Teściowa jest neurotyczną starszą osobą, która przywiązała Karolinę do siebie niewidzialnymi pętami emocji, których ta nie potrafi zerwać. To sprawia, że szczęście i stabilizacja rodzinna chwieje się w posadach. Nadziei na naprawę rodzinnego kryzysu zarówno Karolina, jak i my czytelnicy upatrujemy w niespodziewanych wakacjach, podczas których trzeba będzie odbyć podróż do przeszłości i zmierzyć się z jej dramatami, do których chciałoby się już nigdy nie wracać.

I tak przystępując do lektury książki, wspólnie z jej bohaterami trafiamy do współczesnych Włoch, które każdego dnia odkrywają przed Karoliną wiele wstrząsających, a nawet napawających ją grozą sekretów, a to wszystko za sprawą traumatycznych skutków prawdziwych wydarzeń spowodowanych tragedią, która dotknęła Dolinę Vajont w północno-wschodnich Włoszech w 1963 roku. To właśnie ta katastrofa stała się dla Katarzyny Kieleckiej inspiracją do napisania owej dylogii. Prawda, która wychodzi na światło dzienne, dotkliwie uświadamia naszej bohaterce, jak bardzo bolesne piętno to, co się wówczas stało, odcisnęło na wszystkich, którzy przetrwali to piekło na ziemi. Czego dowodem jest historia Marianny i jej męża Federico Lanza, których małżeństwo nie przetrwało strasznej próby, na którą zostało wystawione. Przygnieciona bólem okrutnej straty, której doświadczyli tamtego sądnego dnia, a także poczuciem winy, którym obarcza nie tylko siebie, Marianna z dziewięcioletnią córką postanawia opuścić męża oraz Włochy i wyjechać do Polski. Tam zostaje przygarnięta przez kuzynkę i jej męża z Łodzi.

Wydawać by się mogło, że teraz, kiedy matka i córka mają tylko siebie, a dziewczynka będzie musiała odnaleźć się w zupełnie nowej dla siebie rzeczywistości, to matka stanie się dla niej największym wsparciem. Niestety, tak się nie dzieje. Zatracona w swoim cierpieniu kobieta, budując niewidzialne pomniki pamięci dla tych, których straciła, zaniedbuje córkę. Dziewczynka czuję się oszukana, zawieszona i osamotniona. Coraz bardziej zamyka się w sobie.

Jednak jest ktoś, kto w tym pocztowym okresie pobytu w Łodzi staje się dla niej bardzo ważny. Kuzyn Witek i Kazik-chłopiec który, jako jedyny doskonale rozumie, co ona czuje i akceptuje ją w pełni. Tylko przebywanie z nim i listy słane do Włoch pozwalały, choć na chwilę ulżyć tęsknocie, która trawi serce dziecka.


"- Człowiek nie powinien chodzić po tym świecie sam.
- Dlaczego?
- Bo jeśli się potknie, nikt go nie złapie za rękę, a to żadna frajda przewrócić się w błoto".


Ta mała, zagubiona istotka, która zdecydowanie zbyt wcześnie i zbyt brutalnie została pozbawiona szczęśliwej, kochającej rodziny i beztroskiego dzieciństwa stała mi się bardzo bliska. Podczas czytania książki przez cały czas pragnęłam, by wreszcie zły los się odwrócił i ofiarował jej tak bardzo potrzebny jej spokój i utracone poczucie bezpieczeństwa. Niestety moje pragnienia okazały się płonne. Oczywiście nie zdradzę wam dlaczego. Powiem tylko tyle, że choć włoska katastrofa zebrała ogromne cierpienie i już wówczas córka Marianny przeszła tyle, ile nie byłby w stanie udźwignąć nie jeden dorosły, to dopiero to, o czym dowiecie się w tej części dylogii, roztrzaska wasze serca na miliony maleńkich kawałków.

Z pewnością w wielu z was, tak, jak było to w moim przypadku, wywoła potok łez, sprawi, że będziecie potrzebowali, choć na chwilę odłożyć książkę, aby ochłonąć, a jednocześnie nie będziecie potrafili tego zrobić. Chcąc, jak najszybciej poznać dalszy ciąg rozgrywających się na kartach tej niezwykłej powieści wydarzeń. O tym, że tak będzie, musicie przekonać się już sami, sięgając po tę powieść, do czego z głębi serca was zachęcam. Sprawdźcie również, czy ta podróż zmieni samą Karolinę, która, co pozwolę sobie powiedzieć wam w tajemnicy, dotychczas nie zdobyła się na odwagę bycia szczerą ze swoim mężem. No i co najważniejsze, musicie się dowiedzieć czy nadrzędny cel podróży, odbudowanie mocno chwiejącego się fundamentu rodzinnego został osiągnięty? Wszak

"Człowiek potrzebuje przeszłości, by budować na niej teraźniejszość, jak na solidnym fundamencie".

Dylogia Księżyc nad Vajont skrywa w sobie historię, której każdy, kto ją pozna, nigdy nie zapomni i już zawsze będzie nosił ją w sercu. Dzięki temu, że podobnie, jak w pierwszej jej odsłonie została ona podzielona naprzemiennie na dwie płaszczyzny czasowe. Tym razem trafiamy do współczesnych Włoch i Łodzi lat 60. i 70. To sprawia, że mając możliwość poznania całości opisanej w niej historii od przysłowiowej podszewki, trafia ona do serca czytelnika z ogromną mocą ładunku emocjonalnego. Na pewno jej lektura pozwoli nam inaczej spojrzeć na tych ludzi, których do tej pory nie potrafimy zrozumieć. Pamiętajmy, że za każdym człowiekiem kryje się historia jego przeszłości, która ukształtowała go takim, jakim jest. I co równie ważne dzięki niej wręcz poczujemy wyzwalającą moc prawdy, która, choć bywa trudna, to zakuta w kajdany sekretów skrywanych latami, niszczy nas każdego dnia i nie pozwala cieszyć się tym, co dobre tu i teraz. Mało tego, bardzo często odbija się rykoszetem na tych, których kochamy. Jestem przekonana, że ta zajmująca powieść stanie się impulsem dla jej czytelników do ważnych życiowych zmian i wielu szczerych rozmów.

[Materiał reklamowy] Wydawnictwo Szara Godzina
 

środa, 6 grudnia 2023

"Księżyc nad Vajont - Fala" Katarzyna Kielecka

Wszyscy zdajemy sobie sprawę z siły żywiołów natury, jednak często staramy się w nie ingerować i próbujemy je ujarzmić. Matka natura jest jednak nieprzewidywalna i wszelkie takie próby ze strony człowieka mogą prowadzić do ogromnych tragedii. Dziś chciałabym przypomnieć wam o jednej z nich, która miała miejsce w północno-wschodnich Włoszech w 1963 roku. Właśnie w październiku tego roku obchodziliśmy 60 rocznicę katastrofy, która dotknęła mieszkańców Doliny Vajont i pozbawiła życia tysiące osób. Wówczas tą katastrofą żyły całe Włochy, a jednak w Polsce wciąż jest mało znana i jestem pewna, że dzięki autorce Katarzynie Kieleckiej, która podczas rodzinnych wakacji do tamtych miejsc poczuła potrzebę opisania tego, co wówczas się tam wydarzyło na kartach swojej powieści, wiele osób dowie się o niej po raz pierwszy. A  nawet jeśli już wcześniej coś na jej temat słyszeli, to na pewno dopiero lektura tej historii pozwoli czytelnikom poczuć emocjonalny wymiar tamtejszych wydarzeń. I tak oto te chwytające za serce pisarki przeżycia towarzyszące wakacyjnej podróży zaowocowały powstaniem wyjątkowej dylogii Księżyc nas Vajont, o której pierwszej odsłonie „Fala” postaram się wam pokrótce opowiedzieć.

Moi kochani, przystępując do czytania książki wspólnie z jej bohaterami, przemieszczamy się naprzemiennie na dwóch płaszczyznach czasowych – Włoch lat 60. oraz współczesnej Łodzi, której, jak w każdej powieści Kasi nie mogło zabraknąć i tym razem w poczuciu jej lokalnego patriotyzmu oraz osobistego sentymentu, do czego wrócimy już za chwilę.

Zacznijmy zatem od wątku włoskiego, w którym poznajemy rodzinę Federico Lanza, który wspólnie z żoną Marianną, Polką z Wilna i trojgiem dzieci wiedzie spokojne i szczęśliwe życie. Jako głowa rodziny mężczyzna stara się zapewnić najbliższym godne warunki życia, co nie jest łatwe, gdyż sytuacja gospodarcza kraju jest bardzo ciężka. Dla mieszkańców doliny nadzieją na wyrwanie się z biedy i poprawę jakości ich życia jest podjęty przez inżynierów projekt budowy największej tamy na świcie i elektrowni, która miała zapewnić rozwój gospodarczy. Wielu z nich wówczas znalazło przy tej budowie zatrudnienie. Wśród pracowników znalazł się również Lanza, którego ten fakt napawa dumą. Nasz bohater wierzy w myśl technologiczną i ufa inżynierom przewodzącym owym pracom. Wszystko miało być tak pięknie, ale ludzka ręka, ignorując ostrzeżenia wysyłane już wcześniej przez naturę, przyczyniła się nie tylko do śmierci bezbronnych w starciu z mocą żywiołu ludzi, ale także do traumatycznych przeżyć tych, którzy to piekło przetrwali. Oczywiście nie będę zdradzała wam szczegółów, abyście mogli sami niemalże poczuć, to co wtedy czuli ci ludzie. Powiem tylko, że wystarczyły zaledwie cztery minuty, aby potężna fala bardzo dotkliwie i bezlitośnie ukarała człowieka za jego pychę i butę, odbierając mu wszystko, co kochał i co stanowiło sens jego życia. To, co miało być drogą ku lepszej przyszłości, sprowadziło piekło na ziemię. Nie trudno się domyślić, że tak traumatyczne doświadczenia życiowe mocno odcisnęły piętno na każdym, kto przez nie przeszedł. Rodzi się więc pytanie, jak dalej żyć, jak zbudować swój zdruzgotany świat na nowo? Na te pytania odpowiecie sobie jednak sami, czytając książkę.

Tymczasem wróćmy do czasów współczesnych, gdzie trafimy do Łodzi, a ściślej rzecz ujmując na osiedle Retkinia, które, co zdradzę wam jako ciekawostkę, przez dwadzieścia pięć lat było domem autorki. Tu poznajemy starszą kobietę, która od początku nie wzbudza sympatii czytelnika. Kobieta jest osobą mocno neurotyczną, która oczekuje od swojej córki Karoliny, że ta będzie na każde jej zawołanie. Choć wykazuje dominującą postawę, to jednocześnie potrzebuje, żeby się nią opiekować. Zdaje się mieć za nic życie prywatne rodzinne i małżeńskie Karoliny, które swoją drogą przechodzi kryzys. Stabilny fundament, na którym córka budowała swoje szczęście wspólnie z Kajetanem i dwójką ich synów, zaczyna się mocno chwiać. Karolina stoi pomiędzy młotem i kowadłem, każdego dnia będąc zmuszaną do dokonywania trudnych wyborów i podejmowania decyzji w kontekście wpojonego obowiązku opieki wobec matki, a nawet psychicznej manipulacji, a mężem i dziećmi, których już nie raz zawiodła.

Pisarka świetnie nakreśliła aspekt psychologiczny powieści i jej bohaterów zarówno w odniesieniu do przeżytej tragedii, traum które wywołała, jak i skomplikowanych relacji rodzinnych. Dzięki temu dała nam do myślenia i skłoniła nas do pohamowania swoich jakże daleko idących skłonności do oceniania innych ludzi. Zapominamy natomiast o tym, że za każdym człowiekiem, kryje się jego historia, która uczyniła go takim, jakim jest, na której temat my nie mamy wiedzy. Dlatego nie mamy prawa nikogo oceniać po pozorach. Przekonuje się o tym Karolina Cichońska, kiedy do jej matki przychodzi pewien list, a starsza pani czuje się wreszcie gotowa, by otworzyć się przed córką. Na pewno przeszłość rodzicielki nie usprawiedliwia w pełni jej zachowania wobec córki, ale z pewnością sprawia, że sam czytelnik zaczyna je w pewnym stopniu rozumieć. Koniecznie sięgnijcie po ten tytuł i przekonajcie się, czy naszym bohaterom uda się naprawić rodzinne relacje.

Jestem pełna podziwu i uznania dla autorki za to, że podjęła się tak bardzo ważnego zadania, aby opowiedzieć nam tę niezwykle ważną historię, a tym samym niejako ocalić ją od zapomnienia i bez wątpienia mocno przemówić do naszej wyobraźni, a także wzbudzić silne emocje. Możecie mi wierzyć, że Kasia sprostała temu odpowiedzialnemu zadaniu doskonale. Jest to zdecydowanie bardziej poważna książka, niż te, z których znamy dotychczas jej twórczość. Mimo że, jest smutna i mocno przejmująca, to jednak w całej opowieści nie zabrakło również miejsca na uśmiech, a nawet śmiech. A wszystko dzięki temu, że ta dylogia to zapis samego życia, a jej bohaterowie to ludzie tacy sami jak my, są odważni, ale też się boją. Kochają, ale też popełniają błędy, które kładą się cieniem na życiu i ich samych i ich bliskich.

Na pewno już stało się dla was oczywiste, że tę historię warto poznać. Zapewniam was, że nikogo nie pozostawi ona wobec siebie obojętnym, a świadomość, że została oparta na autentycznych wydarzeniach, sprawia, że emocje towarzyszące jej poznawaniu są dla czytelnika bardzo silne i dojmujące. Co więcej, ta dylogia stała się dla mnie impulsem  do tego, aby na własną rękę poszukać informacji na temat włoskiej tragedii. Oczywiście oba te zajmujące i wciągające nas od pierwszej do ostatniej strony wątki w pewnym momencie zostały ze sobą w bardzo ciekawy sposób połączone. Nie wierzcie mi jednak na słowo, tylko sami spędźcie niezapomniany czas na lekturze powieści. Ja niezwłocznie zabieram się za czytanie kontynuacji dylogii, bo przyznam, że pochłonęła mnie ona bez reszty.

[Materiał reklamowy] Wydawnictwo Szara Godzina

środa, 5 października 2022

"Znajda" Katarzyna Kielecka./ Fragment powieści.




Z
apewne duża część osób, które kochają czytać książki, choć raz trafiła na taką, o której moglibyśmy mówić bez końca. Robimy wszystko, aby przekonać innych, że jest ona wspaniała i naprawdę warto ją przeczytać, a jednak ciągle mamy poczucie, że zrobiliśmy zbyt mało, aby osoby czytające nasze materiały ją promujące zdecydowały się po nią sięgnąć. Ja dokładnie tak czuję się w odniesieniu do książki Katarzyny Kieleckiej „Znajda”. Choć pisałam wam recenzję tej wspaniałej powieści, a także publikowałam dla was cytaty, które znajdziecie na jej kartach, to wciąż mam poczucie, że nie wystarczająco zachęciłam do spędzenia z nią czasu. Dlatego dziś wspólnie z autorką przygotowałyśmy dwa cytaty, które mam nadzieję, ostatecznie utwierdzą was w przekonaniu, że koniecznie musicie sięgnąć po „Znajdę”.


Fragment 1.

Skrupulatnie wybrała z papierowej torebki okruszki po ciastku, popiła kawą, otarła usta wnętrzem dłoni i uśmiechnęła się szeroko. Miała zbyt białe i zanadto równe zęby, bym się nabrała na to, że są prawdziwe. Za to jej serdeczność i umiejętność cieszenia się drobiazgami były autentyczne i wręcz ujmujące.
– Opowie mi pani o sobie? O mężu, synu i pani dzieciństwie?
– Zaciekawiłaś się? – Zachichotała jak szelma i odgadłam, że o to jej właśnie chodziło. – Pod warunkiem że i ty mi opowiesz. Ale nie dziś. Będziesz miała powód, żeby znów mnie odwiedzić. Późno już, powinnam się pakować, bo mnie tu ćmok zastanie.
Nie zauważyłam, kiedy upłynęła godzina. Może mijali nas jacyś ludzie, może nawet zatrzymywali się, oglądali wyłożone na stoliku robótki, choć raczej nikt niczego nie kupił ani o nic nie pytał. Tak się skupiłam na staruszce, że reszta świata zniknęła mi z oczu. Zapomniałam nawet o Dominiku oraz reklamówce pełnej strzykawek i ampułek. Gdy kobieta wstała, by pozbierać swój kram, wpadłam na pomysł, by zrobić zdjęcie.
– Poproszę Sabinę, żeby wrzuciła na blog i napędziła pani klientelę – wyjaśniłam i pstryknęłam komórką kilka ujęć z rękodziełem.
– Ale jak, na odległość?
– Z tym sobie jakoś poradzimy. Teraz proszę się ładnie uśmiechnąć, to i panią uwiecznię. Najlepiej z szydełkiem w ręku, podczas pracy.
Nie protestowała, zgarnęła ze stolika napoczętą robótkę z cytrynowej włóczki. Z początku się krępowała, siedziała sztywno, a minę miała taką, jakby czekała na wizytę u gastrologa. Zaczęłam ją zatem podpuszczać:
– Niech pani sobie wyobrazi, że schodzi tu po schodach angielska królowa i mówi: „Cześć, jestem Elka, zrób mi, kochanieńka, biegusiem, różową czapkę z dużym pomponem. Powiem ci, że na tej mojej wyspie duje niemożliwie i wiecznie siąpi, a ja już posunięta w latach, to się mogę nabawić kataru, jak ruszę gdzieś na prowincję w byle kapelutku”.
Staruszka parsknęła śmiechem. Palce żwawo skakały na włóczce i dobierały kolejne oczka. Patrzyła na mnie roziskrzonym wzrokiem i uświadomiłam sobie, że gdzieś tam głęboko tkwiła w niej ukryta młoda kobieta, a może nawet dziewczynka, która nigdy nie miała okazji, by się najeść do syta słodyczy, a jednak umiała się cieszyć życiem.
– Pięknie – podsumowałam, przeglądając fotki na ekranie telefonu. – Żaden ze mnie fotograf, ale pani jest doskonałą modelką. Obiektyw panią kocha.
– A tam. Jak on mnie może kochać, skoro mnie mało zna? Rzadko trafiały się okazje do zdjęć. Za to królowa mogłaby tu wpaść. Podstawiłabym jej ten zydelek, coś na nim siedziała, i powiedziałabym: „Witaj, Elżuniu, jestem Zosia. Wyrychtuję ci czapkę z najpiękniejszym pomponem, tylko musisz zapłacić w złotówkach. Nie wiem, czy w schronisku przyjmą funty. A następnym razem, jak zajdziesz do mnie w gości, to przynieś angielską czekoladę, bo jeden raz w życiu taką jadłam, jeszcze podczas wojny, i nigdy potem żadna mi tak nie smakowała”.
Poczułam gulę w gardle. Wzruszyłam się i zalała mnie fala tkliwości.
– Wyręczę królową w tej kwestii, pani Zosiu. Obiecuję. A teraz pomogę w pakowaniu i odprowadzę panią na tramwaj.
Nie odpowiedziała nic. Ani słowa. Ale widziałam, jak raz za razem pociąga nosem. Chyba obie byłyśmy poruszone, czułyśmy, że w naszym życiu zaczyna się dziać coś ważnego. Naraz przestałyśmy być sobie obce, choć żadna tego nie planowała.

Fragment 2.

Słońce zmierzało już ku zachodowi. Zostawili za sobą przeprawę przez Wartę i ponad dwadzieścia kilometrów marszu w upale. Dorosłym kiełkowała w głowach myśl o szukaniu dogodnego miejsca na nocleg.
Wtem przedwieczorne niebo zaroiło się od złowieszczych czarnych punkcików. Narastający zza pleców warkot zbliżał się coraz bardziej i droga momentalnie się wyludniła. Nawet wozy z końmi próbowano pospiesznie ukryć pod osłoną drzew, choć szanse na to były znikome. Samoloty poruszały się na tyle nisko i wolno, by nie przegapić tłumu uchodźców. Zbliżywszy się, myśliwce jeszcze obniżyły lot i poczęły bez ostrzeżenia tłuc niekończącą się serią z karabinów maszynowych w zakurzony trakt, biegnące po bokach ściernisko oraz okoliczne zarośla. Trwało to nie dłużej niż pospiesznie odmawiany pacierz, a jednak wystarczyło czasu, by kilka furmanek przewróciło się przy rzężących, konających koniach. Krew zwierząt nie nadążała wsiąkać w piaszczyste pobocze i tworzyła niewielkie upiorne strumyczki.
Musiało minąć kilkanaście minut, nim zszokowani ludzie odważyli się oderwać głowy od ziemi. Wokół panowała dzwoniąca w uszach cisza przerywana jękami rannych. Krysia z Lolkiem podnieśli się z rowu, otrzepali ubranie i rozmasowali obite kolana. Ciocia Róża już pomagała ojcu stawiać do pionu oba wózki i zbierać porozrzucany dobytek. Dostrzegła dzieci, uśmiechnęła się do nich blado i przywołała gestem dłoni. Chłopiec otworzył usta, by zapytać o drugą siostrę, gdy Mirka wyłoniła się zza sporego krzewu. Wyglądała strasznie. Krysia zachłysnęła się na jej widok, przez chwilę nie mogła złapać powietrza, a po jej nogach pociekła ciepła strużka moczu. Lolka zemdliło, więc oparł się dłonią o młodą brzózkę i zgiął wpół w obawie, że zacznie wymiotować. Siedmiolatka miała całe ręce we krwi. Rozbryzgi dawało się też zauważyć na jej twarzy i beżowej sukience w drobniutką krateczkę.
– Próbowałam… – wyartykułowała z trudem, bo zęby jej się trzęsły, jakby wokół panował mróz, a nie końcówka lata. – Chciałam jej to włożyć do środka, ale się nie mieściło.
– Co takiego? – Róża podeszła na chwiejnych nogach do siostrzenicy.
– To wszystko z niej po prostu wypłynęło przez taką wielką dziurę w brzuchu. Ciociu, mnie się wydaje, że babcia dalej nie pójdzie – dodała i straciwszy władzę w nogach, osunęła się w wysoką trawę.


Napiszcie, proszę w komentarzach, czy te fragmenty zachęciły was do poznania całej historii, którą oddała w nasze ręce pisarka, a także, czy czytaliście jakąś książkę, do której przeczytania chcielibyście zachęcić dosłownie każdego?

piątek, 9 września 2022

Cytaty z "Znajda” Katarzyny Kieleckiej.

Kochani, pamiętacie, jak kilka dni temu prezentowałam wam recenzję mojego blogowego patronatu książki Katarzyny Kieleckiej „Znajda"? Już wtedy pod recenzją wiele osób pisało, że chętnie sięgniecie po tę powieść. Dziś, aby jeszcze bardziej zachęcić Was do poznania historii skrywanej na jej kartach, postanowiłam uchylić Wam rąbka tajemnicy w postaci kilku cytatów.






Mam nadzieję, że teraz już nikt nie będzie miał wątpliwości, że tę książkę naprawdę warto przeczytać.

W komentarzach napiszcie, proszę, który z cytatów podoba Wam się najbardziej?
























sobota, 27 sierpnia 2022

"Znajda" Katarzyna Kielecka / Patronat medialny/ Recenzja przedpremierowa.



K
ochani,  dziś wspólnie będziemy musieli zmierzyć się z naprawdę trudnym tematem. Tematem, który nigdy nie powinien mieć możliwości zaistnieć. Mianowicie rozmawiać będziemy o „dzieciach wojny”. Zatem kim są owe dzieci? Otóż są to te dzieci, którym 1 września 1939 roku niemiecki okupant odebrał dzieciństwo, zamykając je w klatkach strachu i bólu. Choć dorośli starali się odsunąć od nich to, co trudne i bolesne, to jednak okrucieństwo wojny było tak ogromne, że niestety nie dało się uchronić ich przed piętnem tego bestialstwa. Piszę wam o tym, ponieważ przychodzę do was z recenzją wyjątkowej książki Katarzyny Kieleckiej „Znajda”, która swoją premierę będzie miała już 30 sierpnia nakładem wydawnictwa Szara Godzina, a o której ja mam możliwość opowiedzieć już teraz, gdyż mój blog ma zaszczyt i przyjemność objąć ją swoim patronatem medialnym. 

W powieści tej autorka podjęła się naprawdę trudnego zadania, jakim jest spojrzenie na wojnę oczami dziecka. Choć nam dorosłym może się wydawać, że małe dzieci niewiele rozumieją w obliczu tak trudnej sytuacji, to jednak one dostrzegają i czują więcej, niż my sami. Mają również niezwykłe zdolności adaptacyjne, co sprawia,  że bardzo szybko przyzwyczajają się do zaistniałej sytuacji i mogą przetrwać naprawdę wiele, czego przykładem jest główny bohater utworu sześcioletni Lolek.

Kiedy przystępujemy do lektury książki, chłopiec i jego rodzina cieszą się z narodzin braciszka. Wtedy jeszcze nikt z nich nie zdaje sobie sprawy, że już następnego ranka wszystkie ich nadzieje i marzenia legną w gruzach, gdyż ich miasto Wieluń stanie w ogniu spadających bomb. My czytelnicy zostaniemy zabrani w podróż na kartach tworzącej się historii, która pozbawia człowieka prawa do wolności i godnego życia. Od teraz los dziecka i jego najbliższych zamieni się w pasmo dramatów, a my będziemy towarzyszyć im w walce o przetrwanie. Ich trudna droga rozpoczyna się wraz z podjęciem decyzji o ucieczce i szukaniu schronienia u krewnej w Skałce Polskiej. Już wtedy Lolek rozumie, że musi być dzielny i szybko wydorośleć, by być wsparciem dla swoich sióstr, a szczególne dla najmłodszej Krysi, z którą jest najmocniej zżyty. Oczywiście nie mogę napisać zbyt wiele, aby nie zdradzić za dużo, ale musicie wiedzieć, że ta podróż jest dla Sitarzów niezwykle trudna, gdyż poza ciężarem niesionego dobytku dźwigają również na swoich sercach ciężar i ból straty, którego nie da się z niczym porównać. Wojna jednak nie daje czasu na przeżycie żałoby. Trzeba iść dalej w poszukiwaniu azylu. Wreszcie udaje im się dotrzeć do domu cioci i odzyskać w miarę spokojny rytm życia. Spokój nie trwa jednak zbyt długo, ponieważ i do tej wioski dociera wojna. Na oczach chłopca dzieją się sceny, o których, nawet gdy teraz   wspominam mam łzy w oczach, ale o tym musicie już przeczytać sami, do czego całym sercem was zachęcam.
 Oczywiście niezależnie od tego, jak jest źle, nigdy nie gaśnie nadzieja na to, że kiedyś ta gehenna się skończy, a co za tym idzie, padają obietnice. Nawet gdyby wojna rozdzieliła nas z tymi, których kochamy to, kiedyś na pewno się odnajdziemy. Tylko, czy  należy ufać takim obietnicom, kiedy jest się tylko bezbronnym dzieckiem w obliczu tak strasznych przeżyć i niepewnej przyszłości? Musicie koniecznie sięgnąć po książkę i sami się przekonać.

Jednak to nie wszystko, o czym możemy przeczytać w „Znajdzie”. A to dlatego, że fabuła powieści została podzielona na dwie części, a akcja dzieje się dwutorowo. Drugą jej część stanowią wydarzenia dziejące się w czasach współczesnej Łodzi 2022 roku. To tutaj właśnie poznajemy Matyldę. Kobietę, która w momencie, kiedy my stajemy się obserwatorami jej życia, przeżywa kryzys małżeński. Ten trudny czas zbiega się dla naszej bohaterki z poznaniem bardzo ciepłej i serdecznej Pani Zosi, która ma niezwykły talent do robienia na szydełku. Pod jej palcami powstają istne arcydzieła sztuki, które sprzedaje, aby pomóc zwierzętom w schronisku. Pomiędzy Matyldą a starszą kobietą rodzi się niezwykła przyjaźń. To właśnie życiowa mądrość staruszki pomaga Matyldzie obiektywnie spojrzeć na swoje życie, uporządkować emocje i podejmować decyzje w zgodzie z samą sobą. Pani Zosia nie chce zbyt wiele o sobie mówić, ale Matylda czuje, że  nie jedno w życiu przeszła. Kiedy wreszcie Pani Zosia znajduje w sobie siłę, aby wrócić do dawnych wspomnień, pamięcią cofa się do wojennej i powojennej Łodzi. Dzieli się z Matyldą historią, która chwyta za serce. Mimo własnych życiowych problemów Matylda całą sobą angażuje się w koleje losów seniorki i to na nich właśnie się skupia.

 Jak możecie się domyślać, wraz z biegiem wydarzeń rozgrywających się w każdej części, nadchodzi moment, kiedy łączą się one w spójną całość. I macie moje słowo, że kiedy dwa elementy będące spoiwem tej dotychczas niekompletnej układanki trafią na swoje miejsce, popłyną łzy. Nie wierzcie mi jednak na słowo. Sami poczujcie te emocje.

„Znajda” to mocno poruszająca i emocjonalna historia, w której autorka oddaje głos dzieciom i uświadamia nam, że nie możemy bagatelizować ich udziału  w wojnie. One tam były, przeżywały to, co się działo i rozumiały wojnę na swój dziecięcy sposób. Co trzeba zaznaczyć, to fakt, że wojna nie jest przeżyciem, o którym można zapomnieć. Ona zostaje na zawsze w osobie, która ją przeżyła i ma wpływ na dalsze jej życie.

Ponadto lektura tej książki to solidna lekcja historii, z której poznamy wiele faktów historycznych, o których nie mówi się w szkole. Autorka włożyła dużo pracy w dotarcie do materiałów opisujących wydarzenia historyczne, o których czytamy w wojennej części powieści i to naprawdę widać.

W tym miejscu właściwie mogłabym zakończyć swoją recenzję, ale nie zrobię tego, gdyż nie mogłabym nie wspomnieć o jakże ważnej roli zwierząt w powieści. To właśnie one były dla dzieci, jedynym pocieszeniem, a często i  jedynymi obrońcami w ich samotnym tułaczym życiu. By nagle stać się niemymi ofiarami wojny.

Chciałoby się powiedzieć: " Oby nigdy te czasy do nas nie wróciły". Jednak w obliczu tego, co dzieje obecnie na Ukrainie, musimy mieć świadomość, że niczego nie możemy być pewni. W powieści także pojawiają się odniesienia do pierwszych dni wojny przeciwko naszym wschodnim sąsiadom, co sprawia, że mocno korespondują one z wojenną przeszłością Polski, bo przecież niestety historia może zatoczyć koło.

Myślę, że już wiecie, iż warto zagłębić się w lekturze najmłodszego literackiego dziecka Katarzyny Kieleckiej. Dać sobie czas na zadumę i refleksję. Choć w myślach oddać hołd dzieciom, którym odebrano życie w tej nierównej walce z bestialskim przeciwnikiem, ale również docenić ludzi, którzy jeszcze pamiętają te straszne czasy. Dołóżmy także wszelkich starań do tego, aby dbać o pomniki upamiętniające tamtejsze wydarzenia.

Mam nadzieję, że teraz wspólnie ze mną niecierpliwie wyczekujecie dnia premiery „Znajdy”. Macie moje słowo, że będzie to premiera wyjątkowa. Każdy czytelnik, w którego ręce trafi ta powieść, nie będzie mógł się od niej oderwać, a kiedy pozna historię, którą skrywają jej karty, z pewnością nigdy o niej nie zapomni. Przeczytacie tu o krzywdzie, stracie, cierpieniu, strachu, ale także o nadziei, przyjaźni. Trudnych wyborach i jeszcze trudniejszych decyzjach, a sami bohaterowie książki skradną wasze serca. Mocno trzymałam kciuki zarówno za Panią Zosię, Lolka, jak i samą Matyldę. Każde z nich potrzebuje wytchnienia i utraconego spokoju, na który wszyscy bardzo zasługują. Na sercu również mocno leżał mi przerażający los Olusia. Jeśli jesteście ciekawi, kim jest Oluś i przez co przeszedł, a wierzę, że tak, to nie pozostaje Wam nic innego, jak tylko przeczytać książkę.

Na zakończenie chciałabym bardzo podziękować zarówno wydawnictwu Szara Godzina, jak i samej autorce za zaufanie i powierzenie mi pod opiekę medialną tak wartościowej i zapadającej wprost w serce książki.




wtorek, 16 sierpnia 2022

Zapowiedz patronacka "Znajda" Katarzyna Kielecka.



M
oi drodzy dziś przychodzę do was z bardzo ważną informacją. Otóż już za dwa tygodnie swoją premierę będzie miała naprawdę wyjątkowa książka. Nakładem wydawnictwa Szara Godzina 30 sierpnia ukaże się najnowsza książka Katarzyny Kieleckiej „Znajda”, która macie moje słowo poruszy nawet najtwardsze serca. Dla mnie będzie to patronat szczególny, gdyż dzięki niemu spełnia się moje blogowe marzenie, aby logo bloga Kocie czytanie znalazło się na okładce książki jednej z moich ulubionych autorek. Czuję ogromną radość i dumę, że mogę zaopiekować się medialnie tą powieścią. Już teraz mogę was zapewnić, że jest to jedna z tych książek, o których nigdy się nie zapomina i które na zawsze nosi się w sercu.



ZNAJDA Tym najmłodszym, których wojny dorosłych wciąż okradają z dzieciństwa. 

W powieści łódzkiej pisarki przenikają się wątek współczesny, zrodzony z wyobraźni, i wojenny, utkany ze zdarzeń, które miały miejsce w rzeczywistości, jak bombardowanie Wielunia, pacyfikacja przez niemiecką policję wsi Skałka Polska, obozowe życie w „Małym Oświęcimiu” czy codzienność na łódzkim Grembachu.


OPIS WYDAWCY:

Wieluń 1939 roku. Sześcioletni Lolek cieszy się z narodzin braciszka. Pierwszego września na miasto spadają bomby i zmieniają jego szczęśliwe dzieciństwo w pasmo dramatów. Rodzina Sitarzy opuszcza dom i wyrusza w nieznane. Znajduje azyl u ciotki na wsi, lecz także do jej drzwi wkrótce zapuka wojna…

Łódź 2022 roku. Matylda mierzy się z małżeńskim kryzysem, despotyczną matką i niesfornym kotem Paszą. W noworoczny poranek poznaje uroczą staruszkę, która w przejściu podziemnym sprzedaje rękodzieło. Kobieta wzrusza i intryguje Matyldę oraz koi jej zbolałą duszę piękną życiową mądrością. Jak zrozumieć wojnę, gdy ma się kilka lat? Gdzie przetną się losy Lolka i Matyldy? Jaką rolę odegra w ich życiu zwykłe metalowe szydełko?

Katarzyna Kielecka snuje opowieść o współczesnych trzydziestolatkach. Równocześnie po mistrzowsku przedstawia oczami dzieci piekło wojny - pełne rwanych obrazów, szeptów i krzyków.

Książkę patronatem objęli: Zaczytana Ewelka, Przystanek szczęścia, TVP Łódź, Radio Łódź, Radio Ziemi Wieluńskiej, Granice.pl, Subiektywnie o książkach, Opowiem Ci, Czas Dzieci, Kocie czytanie, Alkanba, Książkowe wieczory u Katji, Czytamy, bo kochamy






Napiszcie, proszę w komentarzach, czy lubicie powieści z wojną w tle oraz, czy czekacie wspólnie ze mną na premier „Znajdy"?

Jeśli tak, to już dziś możecie zamówić tę książkę i z niecierpliwością czekać na swój własny egzemplarz.





czwartek, 23 czerwca 2022

"Ślady. Rudy warkocz" Katarzyna Kielecka



K
iedy jesteśmy szczęśliwi, skupiamy się na tym, co jest źródłem naszej radości i często nie dostrzegamy niczego wokół nas. Nie dopuszczamy do siebie myśli o tym, że mogłoby wydarzyć się coś, co nam to szczęśliwe życie zakłóci, a może nawet odbierze na zawsze. Jest to jak najbardziej naturalne, bo przecież nikt z nas nie jest emocjonalnym masochistą, aby dobrowolnie mącić sobie piękne chwile zamartwianiem się na zapas. Tym samym jednak przestajemy być czujni, za co często przychodzi nam zapłacić bardzo wysoką cenę. Przekonali się o tym bohaterowie bardzo cenionego przez wielu czytelników cyklu „Sedno”, autorstwa Katarzyny Kieleckiej, o którego czwartej części zatytułowanej „Ślady. Rudy warkocz”, chcę wam dziś opowiedzieć.
Zanim jednak skupię się na tej odsłonie cyklu, pozwolę sobie zacytować zaledwie jedno zdanie mojej recenzji jego poprzedniej części „Ślady. Psim tropem”.

„Musicie bowiem wiedzieć, że my czytelnicy od początku dostrzegamy zagrożenie dla spokoju tej rodziny, z którego oni sami nie zdają sobie jeszcze sprawy”.

To zdanie jest kluczowym dla rozpoczęcia biegu wydarzeń dziejących się właśnie na kartach tej części zamykającej cały cykl. Widmo wspomnianego wówczas przeze mnie zagrożenia dla spokoju rodziny Blińskich, niestety teraz już stało się faktem. Grześ i Edyta wraz ze swoim czworonożnym przyjacielem Kufą znikają bez śladu, a ich najbliżsi starają się zrobić wszystko, aby jak najszybciej znaleźć, chociażby najmniejszą wskazówkę, która pozwoli im uzyskać odpowiedzi na kłębiące się w ich głowach setki pytań przesiąkniętych strachem o to, co przyniesie najbliższa przyszłość.

Koszmar, w jakim znalazł się Andrzej, kochający mąż Edyty i wspaniały ojciec Grzesia byłby niemożliwy do przetrwania w pojedynkę. Dlatego autorka uświadamia nam, że w rodzinie tkwi siła. My czytelnicy jesteśmy świadkami tworzącej się niezwykłej więzi pomiędzy Jędrkiem, a jego szwagrem Wojtkiem, która umacnia się w obliczu wspólnego lęku obu mężczyzn. Stają się dla siebie nieocenionym wsparciem w tak trudnej sytuacji, której muszą stawić czoła. Męska przyjaźń pozwala im przetrwać ten okropny czas i nie zwariować. Współpraca i wspólne działanie sprawiają, że stają się świetnym duetem.

Samemu Wojtkowi jest jeszcze trudniej, o ile to jest w ogóle możliwe, gdyż jest rozdarty emocjonalnie pomiędzy obawami o to, co dzieje się z jego siostrą i siostrzeńcem, a co za tym idzie koniecznością niesienia im pomocy, a troską o zdrowie żony Ani będącej w zaawansowanej i zagrożonej ciąży. I tutaj ponownie widzimy wspaniałą postawę Ani, która, mimo że bardzo potrzebuje bliskości męża, odsuwa swoje potrzeby na bok, chowając się niejako na drugi plan. Mało tego, cały czas motywuje małżonka do działania, aby, jak najszybciej wszyscy mogli być znowu w komplecie i cieszyć się odzyskanym spokojem. Ale czy jest to jeszcze możliwe, a może na wszystko jest już za późno? Na pewno jesteście tego ciekawi, ale ja nic więcej nie powiem, więc koniecznie musicie sami sięgnąć po książkę.

Zdradzę wam tylko tyle, że czytelnik od początku wie, co stało się z Edytą i jej synem ze względu na to, że akcja w powieści prowadzona jest dwutorowo. Ta wiedza wzbudza w nas, cały wachlarz emocji, a najbardziej dojmująca jest  złość na samych siebie, że choć wiemy tak wiele i chcielibyśmy pomóc Andrzejowi i Wojtkowi w dotarciu do prawdy, to niestety jesteśmy bezsilni i nie możemy nic zrobić. Oczywiście mężczyźni nie prowadzą śledztwa na własną rękę i tu pojawia się komisarz Szymon Maciak. Bardzo ciekawa, ale i osobliwa postać. Ja go bardzo polubiłam i myślę, że zyska również waszą sympatię.

Akcja dziejących się wydarzeń nabiera tempa, ale także nie raz mocno nas zaskakuje. Dopiero finalna część serii pokazuje nam prawdziwe oblicza jej bohaterów i uzmysławia, kto z nich jest tym dobrym, a kto tym złym? Kto ma czyste sumienie, a kto będzie musiał ponieść karę za swoje postępowanie, albo prosić o wybaczenie, którego uzyskanie wcale nie jest pewne. Wręcz na naszych oczach na światło dzienne wyjdą tajemnice i winy, przez które już nigdy nic może nie być takie samo. Ich poznanie zrodzi w nas wiele refleksji i skłoni do głębokich przemyśleń dotyczących tego, czy to, co przeżyliśmy w życiu i jak ciężki bagaż doświadczeń mamy za sobą może być usprawiedliwieniem dlatego, że sami czynimy źle, krzywdząc przy tym innych? Pójdźmy jeszcze o krok dalej i rozważmy, czy każdy, kto doznał w życiu krzywdy, został nią naznaczony i na pewno będzie postępował tak samo, jak postępowano w stosunku do niego względem innych osób? Z czego bierze się zło? Ja już znam odpowiedzi na te pytania w kontekście tego wszystkiego, o czym przeczytałam w książce. Teraz zachęcam was bardzo gorąco, żebyście wy również ich poszukali.

Już zbliżamy się do końca tego, czym chciałam się z wami podzielić po przeczytaniu tej książki, ale zanim dobrniemy do finiszu, nie mogłabym nie wspomnieć o byłej żonie Andrzeja Justynie. To z pewnością nie jest kryształowa postać. Ma wiele na sumieniu i nieraz dolewa oliwy do ognia, aby z premedytacją namieszać, ale to, czego doświadcza w momencie, kiedy my ją ponownie spotykamy, jest karygodne. Kobieta jest w ciąży, dosłownie na kilka tygodni przed rozwiązaniem. Nie czeka jednak z otwartym sercem i ramionami na mające się wkrótce pojawić na świecie dziecko. Ona ma za sobą dzieciństwo, w którym nikt nie pokazał jej, czym jest miłość rodzica do dziecka i teraz  sama nie potrafi pokochać tego maleństwa. Przekonajcie się, czy mimo wszystko nadejdzie moment, że w jej sercu wznieci się choćby maleńka iskierka matczynych uczuć. Nie o tym jednak chciałam pisać. Przerażające jest to, w jakich warunkach rodzi Justyna. Została pozbawiona godności, prawa do rodzenia po ludzku. Nie chcę zbyt wiele zdradzać, ale żadna kobieta, bez względu na to, jakim jest człowiekiem, nie powinna rodzić w takich warunkach, ale o tym już musicie przekonać się sami.

Jak zapewne zauważyliście „Ślady. Rudy warkocz” to książka, w której naprawdę bardzo dużo się dzieje, a akcja ani przez chwilę nie stoi w miejscu. Co więcej, zwroty następujących po sobie wydarzeń są tak zaskakujące, że do ostatniej strony czytanej historii nie możemy być niczego pewni. Katarzyna Kielecka w bardzo ciekawy i wciągający sposób połączyła powieść obyczajową, z której dotychczas  ją znaliśmy i za którą ją uwielbialiśmy z nowymi dla siebie wątkami kryminału i thrillera. I doskonale sobie z tym poradziła. Taka mieszanka gatunkowa trzyma w nieustającym napięciu, aż do zamknięcia książki. Co bardzo ważne, wplecenie tych gatunków nie pozbawiło całości tego, co jest znakiem rozpoznawczym autorki. Lekkości i humoru. Wszak nawet w najtrudniejszych chwilach życia trzeba czasem się uśmiechnąć, żeby nie oszaleć.

Mam nadzieję, że przekonałam was, że naprawdę warto spędzić czas z tą rodziną. Mnie oni wszyscy stali się bardzo bliscy i przyznam szczerze, że z żalem ich zostawiam. Koleje losów bohaterów nie były usłane różami, ale nie zabrakło również przyjaźni, miłości i wiary w lepsze jutro. Pocieszeniem dla mnie jest fakt, że jak zapewnia autorka, niektórych bohaterów żegnamy tylko na chwilę, gdyż pojawią się w kolejnych jej książkach. Już nie mogę doczekać się ponownego z nimi spotkania, a tymczasem za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Szara Godzina.

Części cyklu sedno w kolejności ich wydania:

"Ślady. Rudy warkocz"  - dwie ostatnie części można czytać jako odrębną dylogię, bez znajomości dwóch pierwszych.



niedziela, 2 maja 2021

"Ślady. Psim tropem" Katarzyna Kielecka.

K
ochani na pewno znacie to uczucie podekscytowania, kiedy już za chwilę macie spotkać się z dawno niewidzianymi przyjaciółmi. Z jednej strony nie możecie doczekać się, aby wreszcie dowiedzieć się, co u nich słychać, a z drugiej strony towarzyszy Wam obawa, czy to, czego dowiecie się o ich obecnym życiu, jest tym, czego wy im życzycie. Wiadomo, że dla osób bliskich naszemu sercu chcemy, jak najlepiej, ale jednocześnie przecież doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że w życiu bywa różnie i często los ma za nic nasze dobre życzenia. Obawy przed tym, co zastaniemy, pukając do drzwi naszych przyjaciół, są o tym bardziej uzasadnione, kiedy doskonale wiemy, że dotychczas przeszli naprawdę wiele ciężkich chwil. Życie nigdy nie było dla nich zbyt łaskawe. A jak wiadomo, niestety historia lubi się powtarzać.

Zapewne, teraz zastanawiacie się, o losy kogo z moich przyjaciół tak mocno się obawiam i drżę z niepokoju. Nie martwcie się dłużej. Nie chodzi bowiem o nikogo z bliskich mi osób, którzy towarzyszą mi na mojej drodze życiowej w życiu realnym. Tym razem zapraszam Was serdecznie z wizytą do moich literackich przyjaciół, bohaterów cyklu „Sedno” autorstwa Katarzyny Kieleckiej- rodzeństwo Edytę i Wojtka Rawickich, których poznaliśmy niemal od dziecka w pierwszym i drugim tomie wspomnianego cyklu. Odpowiednio Sedno życia" i "Piętno dzieciństwa".

Dziś odwiedziłam ich już po raz trzeci, zagłębiając się w lekturę trzeciej odsłony cyklu zatytułowanej „Ślady. Psim tropem”. Niezwłocznie po zamknięciu książki, spieszę, aby opowiedzieć Wam, czy moja niepewność tego, co zastanę, stając się ponownie obserwatorem ich obecnego życia, okazała się uzasadniona, czy też niepotrzebnie się martwiłam.

Kiedy zaczęłam czytać książkę, odetchnęłam z ulgą. Nie ulega bowiem wątpliwości, że szczęście, na które bez wątpienia oboje zasługują, wreszcie się do nich uśmiechnęło. Zarówno Edyta, jak i Wojtek cieszą się pełnią życia rodzinnego u boku wspaniałych współmałżonków, wychowując cudowne dzieci. Miłość kwitnie, a obie rodziny pozostając w bardzo bliskiej relacji, są dla siebie wsparciem. Już z opisu widniejącego na rewersie książki możemy wywnioskować, że wydarzenia w niej opisane, tym razem w znaczącej mierze skupione będą na rodzinie Edyty. Kobieta spełnia się jako żona i matka, dzieląc życie z Jędrkiem. Ich każdy dzień kręci się wokół pracy zawodowej oraz opieki nad nad wyraz dojrzałym i rezolutnym dziewięcioletnim synem. Grześ, bo to o nim mowa, ma jeszcze jednego niezawodnego opiekuna, który nie odstępuje chłopca na krok. Wierny pies Kufa obdarzył dziecko wspaniała, oczywiście odwzajemnioną miłością. Patrząc na ten cudowny rodzinny obrazek, pomyślałam sobie, że właśnie takiego życia dla nich chciałam. Nie mogłabym wymarzyć lepszego.
Ku mojemu przerażeniu jednak bardzo szybko przekonałam się, że moja radość może okazać się przedwczesna. Musicie bowiem wiedzieć, że my czytelnicy od początku dostrzegamy zagrożenie dla  spokoju tej rodziny, z którego oni sami nie zdają sobie jeszcze sprawy. Niespodziewanie dla samego Jędrka pod jego domem pojawia się jego była żona. Mało tego, czego świadomy jest tylko czytelnik, każdy krok rodziny Blińskich jest śledzony przez dwóch podejrzanych mężczyzn, którzy na pewno nie chcą wpaść na kawę.

Między Edytą i jej mężem również zaczyna się źle dziać. Szczerość w związku, którą sobie obiecywali, staje pod bardzo dużym znakiem zapytania, kiedy Edyta wprost udowadnia mężowi, że ją okłamuje. Ona jednak również nie ma odwagi, aby podzielić się z nim swoimi obawami dotyczącymi jej zdrowia. To wszystko jest jednak tylko preludium do wydarzeń, które doprowadzą mężczyznę na skraj załamania. Nie wie jeszcze, że po powrocie z wyjazdu służbowego nie będą czekali na niego, jak to zawsze mieli w zwyczaju ukochana żona, wspaniały syn i oddany psi przyjaciel. W tajemniczych okolicznościach cała trójka znika bez śladu. Rozpoczyna się czas pełen niepewności i strachu, o to, co przyniosą kolejne godziny poszukiwań. Oczywiście, abyście mogli się tego dowiedzieć, musicie sięgnąć po książkę. Ja niczego więcej nie zdradzę, ponadto, że sytuacja staje się coraz bardziej skomplikowana i niebezpieczna. Kto za tym wszystkim stoi, a przede wszystkim, co chce osiągnąć, musicie sprawdzić już sami.

Muszę przyznać, że zupełnie nie spodziewałam się takiej odsłony twórczości Pani Katarzyny Kieleckiej, jaką poznajemy na kartach tego tytułu. Tym niemniej jest to zaskoczenie bardzo pozytywne, które dowodzi temu, że autorka wspaniale rozwija swój warsztat twórczy. Ci z Was, który znają twórczość pisarki, wiedzą, że dotychczas oddawała Ona w ręce swoich czytelników życiowe, poruszające i niestroniące od trudnych tematów historie, które chwytały nas za serce i skłaniały do refleksji. Tym razem jest dokładnie tak samo, jednak dodatkowo fabuła została wzbogacona o genialny trzymający nas w napięciu i wzbudzający mnóstwo emocji wątek thrillera.
Jeśli chodzi o mnie, to uwielbiam dokładnie takie połączenia gatunkowe. Uwierzcie mi, czytałam tę książkę na jednym wdechu z galopującym od rollercoastera przeżyć sercem.

Jest to książka dla każdego, bo jak wspomniałam, nowa odsłona twórczości Pani Kasi nie pozbawiła nas niczego, za co kochaliśmy Jej książki do tej pory. Nadal są życiowe, poruszające i okraszone dużą porcją humoru i charakterystycznego dla bohaterów tej serii ciętego języka. Jestem pewna, że wątek dreszczyku i grozy, który tutaj odnajdujemy, pozwoli autorce poszerzyć grono swoich czytelników, którzy właśnie czegoś takiego dla siebie szukają. Jak widzicie, nic nie tracimy, a wręcz przeciwnie wiele zyskujemy. A przecież na tym nam wszystkim zależy najbardziej.

Jednak nie tylko koleje losów głównych bohaterów zasługują na uwagę czytelnika. Nie mogłabym bowiem nie wspomnieć o postaci byłej żony Jędrka – Justyny. Ci, którzy znacie poprzednią część cyklu, doskonale wiecie, że ocenialiśmy ją bardzo surowo i jednoznacznie. Tymczasem teraz poznajemy jej historię o wiele dokładniej i możecie mi wierzyć, że na pewno będziecie bić się w piersi za to, że tak pochopnie ją oceniliście, a to, czego dowiecie się o jej życiu w przeszłości, wywoła ogromne wzruszenie i wyciśnie łzy. Jej perypetie to dowód na to, że nie należy oceniać człowieka zbyt pochopnie, zanim nie dowiemy się, przez co przeszedł. Przeszłość bowiem, bardzo często odciska na ludziach swoje piętno, a nasze osądy mogą okazać się nader krzywdzące.

Gorąco zachęcam Was do sięgnięcie po tę pozycję. Pani Katarzyna Kielecka wciąga nas w bardzo dynamicznie zmieniający się bieg wydarzeń, nie pozwalając nam odetchnąć ani na chwilę. Chcemy, jak najszybciej dotrzeć do końca i przekonać się, jaki finał będzie miała ta historia. Nie tracimy nadziei, że już za chwilę traumatyczne przeżycia Blińskich staną się przeszłością, o której dzięki miłości do siebie szybko zapomną, a w ich domu ponownie zagości spokój i szczęście. Pani Kasia jednak nie oszczędza swoich bohaterów, przez co, zamykając książkę, miałam wrażenie, że moje serce przestało bić i natychmiast chciałam sięgnąć po kolejną część zatytułowaną „Ślady. Rudy warkocz”, o której opowiem Wam już wkrótce.

Na zakończenie, mam dla Was wskazówki, jak należy czytać ten cykl, ponieważ często mnie o to pytacie. Jak pisałam, „Ślady. Psim tropem” i „Ślady. Rudy warkocz” są trzecią częścią cyklu „Sedno”, jednak jeśli nie poznaliście dwóch pierwszych, to nie ma przeszkód, byście te dwie części potraktowali jako dwa odrębne tomy powieści. Bez problemu odnajdziecie się w fabule z racji tego, że autorka wyjaśniła niezbędne wątki, nawiązując do minionych wydarzeń, Według mnie jednak korzystniejsze będzie przeczytanie wszystkich czterech tytułów w kolejności ich wydania. Wówczas będziecie mieli pełny obraz historii, co znacząco wpłynie na Wasz jej odbiór. Oczywiście z korzyścią dla czytelnika.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Szara godzina, za co bardzo dziękuję. 









niedziela, 21 lutego 2021

ZAPOWIEDŹ: ŚLADY KATARZYNA KIELECKA.




ŚLADY Czytając tę powieść, poczujesz się jak w rollercoasterze. Trzymaj się mocno! 24 lutego ukażą się nakładem Wydawnictwa Szara Godzina dwa tomy nowej powieści Katarzyny Kieleckiej: „Ślady. Psim tropem” i „Ślady. Rudy warkocz”. Tym samym czytelnicy poznają dalsze losy bohaterów „Sedna życia” i „Piętna dzieciństwa” w sensacyjnej odsłonie.

Edycie i Jędrkowi nareszcie wszystko się układa. Pochłonięci miłością, opieką nad dziewięcioletnim Grzesiem oraz psem Kufą nie dostrzegają, że rodzinne szczęście wisi na włosku. Edyta niepokoi się o swoje zdrowie oraz odkrywa, że mąż ją okłamuje. Nieoczekiwanie pod ich domem pojawia się była żona Jędrka. Ponadto dwaj podejrzani mężczyźni obserwują każdy krok Blińskich. Kiedy podczas spaceru znika Kufa, a po niej Grześ, wydarzenia nabierają tempa. Czy powróciły demony przeszłości?

 Dwutomowa powieść – „Ślady. Psim tropem” i „Ślady. Rudy warkocz” - to połączenie powieści obyczajowej i trzymającego w napięciu thrillera. Znajdziecie tu skrywane latami tajemnice, niewyjaśnione sprawy, zaskakujące zwroty akcji oraz przyjaźń i miłość – w każdej ich odsłonie. Nie zabraknie wzruszeń, refleksji i dreszczu grozy. A wszystko to doprawione ciętym językiem i sporą dawką poczucia humoru. *Do powieści dołączone jest opowiadanie-niespodzianka. 




Katarzyna Kielecka mieszka w Łodzi z dwójką dorastających muzyków. Z wykształcenia jest pedagogiem specjalnym. Pracuje w banku. Debiutowała powieścią „Sedno życia” (2019), którego kontynuacja – „Piętno dzieciństwa” ukazała się w 2020 r. Rok później premierę miały „Pod tym samym niebem” oraz książka dla dzieci „Gieśki. Księga przygód”. W 2020 r. ukazały się kolejne powieści jej autorstwa: „Cytrusowy gaj” oraz” Na tej samej ziemi”.






Wydawnictwo Szara Godzina, Katarzyna Kielecka oraz oczywiście ja zapraszamy do czytania. Od dnia premiery książka będzie dostępna w internetowych i stacjonarnych księgarniach w całej Polsce.





poniedziałek, 1 lutego 2021

Każdy z nas ma swój cytrusowy gaj

M
y kobiety mamy to do siebie, że w życiu prawie każdej z nas nadchodzi moment, kiedy potrzebujemy stabilizacji. Coraz mocniej i wyraźniej daje nam o sobie znać pragnienie założenia rodziny z kimś, kogo kochamy, a w naszych marzeniach coraz częściej widzimy siebie jako szczęśliwą mamę tulącą w ramionach swoje słodkie maleństwo. Jednak wszyscy wiemy, aby być gotowym na tak ważny życiowy krok, potrzebne jest stworzenie odpowiednich warunków, by zapewnić nowo powstającej rodzinie jak najlepszy start. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę główna bohaterka powieści Katarzyny Kieleckiej „Cytrusowy gaj”, na którą dziś chciałabym zwrócić Waszą uwagę. Kiedy przystępując do jej lektury i zaczynamy poznawać życie młodej kobiety, czujemy się o nią spokojni. Ma ona bowiem u swojego boku mężczyznę, który ciężką pracą dąży do tego, aby wizje ukochanej o byciu matką i żoną mogły się urzeczywistnić. Moglibyśmy śmiało powiedzieć, że jest szczęściarą, ale czy na pewno? O tym będziecie mogli przeczytać w dalszej części mojej recenzji. 

Ada, bo to o niej mowa, wiedzie spokojne i szczęśliwe życie z Jackiem, mężczyzną, który był jej przeznaczony od zawsze. Już jako dzieci wychowywali się wspólnie, spędzając ze sobą bardzo dużo czasu. Ich matki dosłownie wymodliły sobie, aby ich dzieci były zawsze razem. Modlitwy te zostały wysłuchane i dziś młodzi narzeczeni planują ślub. Wiedzą o sobie wszystko i oboje mają wspólne plany na przyszłość. Zarówno Ada jak i Jacek spełniają się zawodowo. On kończy doktorat i rozpoczął pracę w dużej firmie farmaceutycznej. Natomiast ona jest nauczycielką w przyszpitalnej fundacji dziecięcego oddziału onkologicznego. Wspólnie ze swoją najlepszą przyjaciółką Majką, która pełni rolę jej pomocy nauczycielskiej starają się, aby przebywające na leczeniu szpitalnym dzieci nie miały zaległości w nauce i mogły wyrównać swoje szanse edukacyjne ze swoimi rówieśnikami. 

Nasza bohaterka jest bardzo wrażliwą i empatyczną osobą, dlatego nie potrafi odciąć się emocjonalnie od cierpienia swoich podopiecznych. Co więcej, od pewnego czasu pełna niepewności i obaw przygotowuje się do odejścia na urlop macierzyński Majki, która oczekuje przyjścia na świat synka. Cieszy się szczęściem przyjaciółki i sama chciałaby nosić pod sercem nowe życie, ale jednocześnie martwi się, jak ułożą się jej relacje z osobą, która ma zająć posadę przyszłej mamy. 

Jakie ogromne jest jej zaskoczenie, kiedy wbrew jej przypuszczeniom i oczekiwaniom nowym współpracownikiem okazuje się mężczyzna. I tak w życiu Ady pojawia się irytujący i drażniący ją wolontariusz Bartek. Ada nie zdaje sobie sprawy, że jest to ktoś, kto znacząco wpłynie na jej życie, ale o tym już musicie przekonać się sami. 

Odnaleźć się w nowej sytuacji nie pomaga pojawienie się nastoletniego Maćka. Podopiecznego domu dziecka, który już po raz trzeci został pokonany przez białaczkę i wrócił na oddział onkologii. Wszyscy wiemy, jak ważne dla osoby chorej są obecność i wsparcie bliskich jej osób. Niestety przez to, że Maciek jest wychowankiem domu dziecka,  nie ma obok siebie nikogo, kto by go kochał i był przy nim kiedy się boi. Na szczęście jest ktoś, kto nie pozwoli na to, by czuł się osamotniony w swojej chorobie. Ada i Majka są zawsze blisko. To one są dla dziecka najbliższe. Czy teraz Bartkowi uda się godnie zastąpić Majkę? Warto to sprawdzić, bo ja oczywiście nic więcej nie zdradzę ponadto, że wszystko, co przeżywa i czego doświadcza ten młody bohater, mocno mnie poruszyło i dało mi wiele do myślenia. Koleje jego losów oraz wszystko, przez co przechodzi i jak sobie z tym radzi mogą stać się dla nas bardzo ważną lekcją i nauczyć  doceniać każdą piękną i niepowtarzalną chwilę życia. 

Wraz z biegiem lektury zaczynamy dostrzegać, że to spokojne, poukładane i stabilne życie Ady, które już znamy i do którego zdążyliśmy już przywyknąć, zaczyna się niestety zmieniać. Jacek, którego była tak bardzo pewna, żyjąc w przekonaniu, że zna go najlepiej, nagle zmienia się nie do poznania. Coraz częściej nie ma dla niej czasu, a kiedy już jest blisko, wybucha złością i agresją, którą wyładowuje właśnie na niej. Sama Ada tłumaczy niezrozumiałe dla niej zachowanie narzeczonego przemęczeniem w pracy, a nawet szuka winy w sobie. Spycha swoje problemy na dalszy plan, bo niestety jest jeszcze ktoś, komu jest bardzo potrzebna. To Majka, która nie może dojść do siebie po porodzie i odnaleźć się w nowej roli. Wszystko wskazuje na to, że młoda mama sama sobie nie poradzi i Ada nie może zostawić jej samej. 

Myśląc o innych, kobieta zapomina o sobie, a tymczasem w jej życiu osobistym zaczyna dziać się coraz gorzej. Nie zdaje sobie sprawy, że znajduje się w ogromnym niebezpieczeństwie, którego źródła należy szukać w tragicznych wydarzeniach rodzinnych sprzed lat. Kiedy prawda wyjdzie na jaw, Ada przekona się, że nigdy nie można być pewnym, iż wie się o kimś wszystko. Życie bowiem może uświadomić nam boleśnie, że nawet osoby bliskie naszemu sercu mogły przez cały czas grać swoje perfekcyjne role, nigdy nie będąc prawdziwymi. 
Ada zostanie postawiona przed trudną prawdą skrywaną przez lata. Musi się z nią zmierzyć, aby móc zamknąć pewien etap w swoim życiu i iść dalej. Jak możemy przeczytać w książce: 

„Każdy ma swój cytrusowy gaj i swoje drzwi. Zawsze jest jakieś wyjście. Czasem tylko trzeba, by ktoś inny stanął obok i pomógł chwycić za klamkę”. 

Jeśli jesteście ciekawi, a wierzę, że tak, czy Ada znajdzie swój cytrusowy gaj i czy w jej życiu pojawi się ktoś, z kim będzie chciała otworzyć drzwi do niego, to serdecznie zachęcam Was do poznania historii, którą skrywają karty książki. 

„Cytrusowy gaj” to bardzo poruszająca opowieść wzruszająca swoją autentycznością. Autorka mierzy się w niej z wieloma trudnymi tematami, w których obliczu niestety staje wielu z nas. Przeczytamy w niej o chorobie, przemocy domowej, strachu, bezsilności, trudnej przeszłości rodzinnej, depresji poporodowej. Ale nie obawiajcie się, bo mimo niełatwego jej wymiaru doświadczymy równiej obrazu pięknej przyjaźni w wielu jej wymiarach, marzeń, a także nadziei na lepsze życie, która przecież gaśnie ostatnia.

Przez to, że wszystko, o czym czytamy w książce, mogłoby stać się treścią życia nas samych, podczas jej czytania odczuwamy cały wachlarz emocji od wzruszenia, które wywołuje łzy, poprzez złość na niesprawiedliwość życia, a także strach o życie i los tych bohaterów, którzy stają nam się bliscy. 

Skupmy się zatem trochę dłużej na samych bohaterach właśnie, oraz konstrukcji książki. Jak już wcześniej wspomniałam, bohaterowie Ci są bardzo autentyczni. Jedni tak jak Ada, Majka i Maciek skradają nasze serca i mocno kibicujemy ich szczęściu, a innych takich jak na przykład Jacek, mamy ochotę unicestwić. Samą książkę czyta się bardzo szybko i lekko, a jednocześnie z dużym zaangażowaniem i ciekawością tego, jaki będzie jej finał. 

Zapewne czytając moją recenzję, nie macie wątpliwości, że oczywiście gorąco zachęcam Was do poświęcenia czasu tej książce. Na pewno będzie on bardzo wartościowo spędzony i długo niezapomniany. A przecież w życiu chodzi o to, aby przeżywać jak najmocniej wyjątkowe chwile. Macie moje słowo, że „Cytrusowy gaj” zapewni ich Wam bardzo wiele.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Szara Godzina, za co bardzo dziękuję.