Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cykl płomienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cykl płomienie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 października 2021

"Nasza melodia" Anna Dąbrowska



O
miłości zawsze chce się myśleć i mówić jak najpiękniej. Wszyscy o niej marzymy i pragniemy poczuć wyjątkowość tego uczucia. Chcemy zatracić się w melodii przyspieszonego rytmu bicia serca dwojga zakochanych w sobie ludzi i zatopić w głębi spojrzeń skrywających oddanie osoby, której jesteśmy gotowi ofiarować siebie. Takiej miłości szukamy i na taką czekamy. Niestety, o czym na pewno przekonało się wielu z nas, to samo życie bywa najbardziej trudnym przeciwnikiem dla tego uczucia. To ono wyposażając nas bardzo często w ciężki bagaż doświadczeń, z którymi musimy się mierzyć każdego dnia, sprawia, że zagubieni i przepełnieni strachem obawiamy się dopuścić do głosu serce. Ogromny ciężar tej prawdy odczuli bohaterowie czwartej i ostatniej części cyklu „Płomienie” autorstwa Anny Dąbrowskiej „Nasza melodia”. 

Rita i Daniel są sąsiadami z dzieciństwa. W żadnej mierze jednak nie można ich nazwać przyjaciółmi z podwórka. Będąc nastolatkami bowiem, nie pałali do siebie sympatią. Choć może nie do końca. To Daniel widział w Ricie piegowatego rudzielca, którego wręcz nienawidził, a ona ze zranionym sercem podkochiwała się w nim skrycie. Młode lata tej dwójki naznaczone były chęcią rywalizacji, której obiektem była pasja i miłość do muzyki. Oboje grają na pianinie i każde z nich jest pewne wyższości swojego talentu i umiejętności nad tym drugim. Jak to często bywa, los rozdziela ich na wiele lat. W momencie, kiedy my czytelnicy stajemy się obserwatorami ich życia, są już dorośli i nie ma w nich już nic z dzieci, którymi byli kiedyś. Daniel, czy też Dany jak mówią na niego koledzy z zespołu „Płomienie”, stał się sławny, a Rita prowadzi swój klub i jest nauczycielką w szkole muzycznej. Choć wydawać by się mogło, że dzieli ich wszystko, to los pokaże im, że tak naprawdę są tacy sami i da im drugą szansę, choć oni sami jeszcze nie zdają sobie z tego sprawy. 

Nie myślcie jednak, że happy end tej historii jest oczywisty. W książkach Ani Dąbrowskiej nie ma miejsca na oczywistości. Mocno doświadcza swoich bohaterów i tak też jest i tym razem. Choć oboje starają się ukryć bolesną prawdę o tym, jak wygląda ich obecne życie.

Kiedy drogi naszych bohaterów po latach splatają się ponownie  Daniel, walcząc z samym sobą i bojąc się do tego przyznać, zaczyna dostrzegać w tej rudej jędzy piękną kobietę i wreszcie dociera do niego, jak wielkim był kiedyś głupkiem. Chciałby cofnąć czas i wszystko naprawić, ale być może na wszystko jest już za późno. Tylko on jeden wie, jak bardzo błędne są  przeświadczenia o sławie, którymi żyją ludzie. Tylko on jeden zna ciężar samotności, która pojawia się, gdy zgasną światła i opadną emocje granych koncertów. Pragnie spędzić życie z kobietą, która dotrzyma mu kroku w biegu, którym jest jego życie, albo będzie tą, dla której będzie chciał się zatrzymać. Czuje, że to właśnie Rita jest tą jedyną, ale w jej pięknych zielonych oczach dostrzega smutek.

Jak przekonacie się wraz z biegiem lektury, kobieta ma za sobą trudną przeszłość, od której nie potrafi się odciąć. Przeszłość, która ją niszczy i sprawia, że boi się już zaufać. Zapewne domyślacie się, że Daniel będzie próbował zdobyć jej serce, ale jak otworzyć je przed kimś, kto już raz cię zranił.

„Nasza melodia” na swoich kartach skrywa przejmującą historię, która jestem tego pewna, skradnie serce każdego, kto po nią sięgnie. Poznacie w niej kobietę i mężczyznę, którzy, tak jak my wszyscy pragną kochać i być kochanymi, ale doświadczeni przez przeszłość boją się tę miłość zarówno przyjąć, jak i ją okazywać. Na naszych oczach rozgrywa się pełna namiętności i pożądania swego rodzaju gra między Ritą i Danielem, dla której najpotężniejszym przeciwnikiem jest rozum. Czytelnik niemalże namacalnie odczuwa targające nimi emocje toczące walkę serca i rozsądku.

Oczywiście kibicujemy ich szczęściu bardzo mocno i chcielibyśmy, aby byli ze sobą, ale Ania Dąbrowska, za co bardzo jej dziękuję doskonale rozumie i wie, że w sprawie uczuć nie należy niczego przyspieszać, ani na nic naciskać. Trzeba być cierpliwym i dać sobie czas. I ona ten czas swoim bohaterom dała. Mimo że w książce nie brakuje pikantnych dwuznaczności między nimi, to jednak wszystko dzieje się we właściwym sobie tempie z ujmującą delikatnością i wrażliwością. A co z tego wyniknie, musicie już przekonać się sami, sięgając po książkę, do czego gorąco Was zachęcam.

Moi kochani, jak wspomniałam we wstępie recenzji, jest to już ostatnia część cyklu "Płomienie". Z ogromnym żalem żegnam się z jego bohaterami, gdyż śmiało mogę powiedzieć, że ma on swoje miejsce w moim sercu. Ogromnie się cieszę, że w tej części autorka jeszcze raz dała nam, jego wielbicielom możliwość spotkania się z pozostałymi członkami zespołu i sprawdzenia, co teraz u nich słychać. Muszę Wam jednak powiedzieć, że okoliczności, jakie temu spotkaniu towarzyszyły, sprawiły, że moje serce na dłuższą chwilę przestało bić. Nie powiem nic więcej. Musicie koniecznie sami przeczytać tę książkę, jak i cały cykl, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście.

Zachęcam także do zapoznania się z moimi recenzjami wcześniejszych odsłon cyklu:


Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Novae Res, za co bardzo dziękuję.




sobota, 19 grudnia 2020

Miłość może spalić do zgliszczy.

M
oi drodzy dziś chciałabym porozmawiać z Wami o spełnianiu marzeń w kontekście sytuacji życiowej, w jakiej się znajdujemy. Jakże często zewsząd jest nam powtarzane, że w życiu najważniejsze jest to, aby być szczęśliwym i spełniać swoje marzenia. Oczywiście ja się z tym zgadzam, ale niestety w praktyce często, dla wielu z nas łatwiej jest to powiedzieć, niż zrobić. Nikogo z Was zapewne nie muszę uświadamiać, że los nie zawsze nas rozpieszcza. Jesteśmy doświadczani wieloma bolesnymi przeżyciami, którym nierzadko musimy stawiać czoła każdego dnia od nowa nawet przez wiele lat. Wówczas siłą rzeczy dążenie do tego, aby urzeczywistnić, to czego pragniemy, schodzi na bardzo odległy plan, a najczęściej zostaje zepchnięte w najgłębsze zakamarki naszego serca. Z pewnością zgodziłaby się ze mną główna bohaterka trzeciej części cyklu Płomienie Czas na ciszę autorstwa Anny Dąbrowskiej, o której chcę Wam kilka słów opowiedzieć. 

Oksana jest piękną utalentowaną wokalnie młodą dziewczyną. Kiedy śpiewa, swoim głosem toruje sobie drogę wprost do ludzkich serc. Porusza najdelikatniejsze struny ich duszy. Ona sama jednak nie ma świadomości niezwykłego talentu, jaki posiada. To skromna osóbka, która nie potrafi uwierzyć w siebie i swoją siłę. Możecie mi wierzyć, że nie trudno się temu dziwić, kiedy już pozna się jej codzienność, która jest walką w dosłownym tego słowa znaczeniu. Walką z czasem o życie najbliższej swemu sercu osoby. Ale zacznijmy od początku. 

Od momentu kiedy Oksana niedawno straciła matkę, jej każdy dzień podporządkowany jest wspieraniu ojca w opiece nad ciężko chorym bratem Tomkiem. Choroba chłopaka zagraża jego życiu, a jedyną szansą na powrót do zdrowia jest skomplikowana operacja. Zarówno ona, jak i ojciec wiedzą, że Tomek nie może długo czekać, bo jego stan jest już naprawdę ciężki. Nasza bohaterka widzi, że ojciec traci już wiarę i siłę. Ona musi być silna za nich wszystkich. Mimo że, czasami czuje się niemalże przezroczysta dla swojego taty, który całą swoją uwagę skupia na synu, nigdy się nie skarży. Przecież dla niej również brat jest najważniejszy i zrobiłaby wszystko, aby miał szansę cieszyć się zdrowiem. Wkrótce pojawia się taka możliwość. Pełna sprzecznych emocji decyduje się wziąć udział w programie muzycznym. Przyjaciele, którzy mocno jej kibicują, cieszą się, że będzie mogła pokazać swój talent. Oksana natomiast jak zawsze nie myśli o sobie. Choć nie wierzy, że może przejść eliminacje, chce spróbować dla Tomka, aby ewentualną wygraną przeznaczyć na jego leczenie. Gdyby tylko wiedziała, jak bardzo ten krok i ta jedna decyzja zmieni jej życie... 

Jest jeszcze ktoś, komu udział w programie wcale nie sprawia przyjemności, a kto przez jego producentów został okrzyknięty, jako jego największa gwiazda. Kosma były wokalista zespołu muzycznego, który po jego rozpadzie, żyje chwilą, wśród mroku demonów własnej przeszłości. To postać charyzmatyczna i tajemnicza, która otoczona murem przeżytego niegdyś cierpienia przywdziewa maskę pozorów i żyje według własnych zasad. Mężczyzna nie wie jednak jeszcze, że udział w tym projekcie zburzy świat ciszy, w którym ukrywa swoją prawdziwą twarz i wedrze się siłą melodii wyśpiewywaną głosem, który skłania do przeżywania emocji, przed którymi on sam tak bardzo się broni. 

Jak się możecie się domyślać, między tą dwójką zrodzi się uczucie. Uczucie piękne i pełne głębi, ale też takie, które może ich oboje zniszczyć. Pełne obaw, niepewności i sprzeczności. Przekonajcie się koniecznie, czy ogień miłości pozostawi po sobie tylko zgliszcza. 

„Czas na ciszę” to książka, której nie należy czytać. Ją należy chłonąć sercem i duszą, aby w pełni poczuć jej wyjątkowość. To, opowieść o miłości, pasji i marzeniach. Historia opisana na kartach tej wyjątkowej powieści w piękny sposób pokazuje, jak bardzo jedna osoba może zmienić nasze życie i nas samych. Przywrócić siłę do walki o siebie i własne szczęście. To także dowód na to, że przed miłością nie da się uchronić. Choć byśmy chcieli przed nią uciec, ona rozkruszy najtwardsze mury. Nigdy nie poddaje się, żadnym zasadom i postanowieniom. Kiedy do głosu dochodzi serce, w jednej chwili to ono przejmuje kontrolę nad naszym życiem. Miłość jest piękna, ale potrafi także sprawiać ból. O tym, jak będzie w przypadku Kosmy i Oksany musicie przekonać się już sami. 

Anna Dąbrowska w swoich książkach w niezwykły sposób potrafi połączyć aspekt emocjonalny z aspektem życiowym, przez co ich lektura to nie tylko niezwykła uczta dla duszy pełna wzruszeń, ale także czas na refleksje i przemyślenia. Tym razem jest podobnie. Został bowiem poruszony problem poświęcania się i myślenia o innych kosztem siebie. Oksana ciężko pracuje, często ponad siły, a mimo to nigdy się nie sprzeciwia przeciw temu jak wygląda jej życie, a wszystko po to, by pomóc ojcu i ulżyć cierpieniu brata. W tym miejscu rodzi się pytanie: Czy będąc w podobnej sytuacji, też byśmy tak potrafili? Jest to pytanie, którego w kontekście tego, o czym czytamy, nie da się uniknąć, ale niech pozostanie ono indywidualnym pytaniem dla każdego z nas do rozważenia w głębi własnego serca. 

Cały cykl Płomienie był dla mnie wyjątkowy i na pewno jeszcze nie raz do niego wrócę. Podobnie, jak miało to miejsce w przypadku poprzednich jego części, tym razem również popłynęły łzy, a serce mocno przyspieszyło rytm. Nie mogłam przestać, czytać tej książki, gdyż poczułam się wręcz oczarowana jej klimatem i zahipnotyzowana odczuwalną niemalże namacalnie wyjątkowością uczucia, które zrodziło się między Oksaną i Kosmą. Chciałam bardzo, aby wreszcie zrzucili z siebie brzemię obaw, lęków i trosk, aby móc odrodzić się na nowo siłą swojej miłości, która przecież często dana nam jest tylko na chwilę. 

Nie potrafię znaleźć odpowiednich słów, aby przekonać Was do sięgnięcia po ten tytuł. Mam nadzieję, że wystarczającą dla Was rekomendacją będzie fakt, że mimo iż od momentu, kiedy skończyłam czytać książkę, minęło już dość dużo czasu, a we mnie nadal wszystkie emocje towarzyszące mi podczas jej czytania nadal są żywe. Nie mogę przestać o niej myśleć. I jestem pewna, że będzie tak jeszcze długo. Bardzo lubię taki stan po zamknięciu książki, bo to świadczy o jej wyjątkowości. Chcę takich książek jeszcze więcej i za to Aniu bardzo Ci dziękuję. 

Recenzja powstała we współpracy z portalem Czytajmy polskich autorów, za co bardzo dziękuję. 






piątek, 24 kwietnia 2020

Podobieństw między dwojgiem ludzi szukaj zawsze w ich wnętrzu.


Mówi się, że życie jest piękne i rzeczywiście tak jest. Jeśli jednak jesteś młodą osobą, dla której od dziecka miało ono do zaoferowania tylko gorycz cierpienia i ból odrzucenia, to niestety w pewnym momencie zaczynasz zamykać się na nie i na wszystko, co ze sobą niesie. Jeśli rani i krzywdzi ktoś, kto powinien cię chronić i dawać poczucie bezpieczeństwa, boisz się ponownie zaufać. Za fasadą pozorów widocznych dla ludzkich oczu skrywasz własne pragnienia i marzenia. Nie chcesz, by ktoś znalazł drogę do twojego serca, bo wtedy staniesz się bezbronna.

Tak właśnie czuje się główna bohaterka najnowszej powieści Anny Dąbrowskiej „Odlecimy stąd”, z której recenzją dziś do Was przychodzę. Delfina jest nastolatką, jednak w żaden sposób ani wyglądem, ani zachowaniem nie przypomina innych dziewcząt w swoim wieku. Jestem pewna, że kiedy poznalibyśmy ją w życiu realnym, w pierwszej chwili uznalibyśmy ją za dość osobliwą postać. Dziewczyna stroni od ludzi. Jej świat stanowi nauka, praca w warsztacie samochodowym dziadka oraz muzyka, która wypełnia pustkę, jaką pozostawili po sobie ci, dla których okazała się mniej ważna od osób, dla których ją porzucili. Dziewczyna mimo swojego młodego wieku jest bardzo dojrzała, co bez wątpienia wynika z faktu, że niestety ukształtowało ją cierpienie. Porzucona przez matkę ma na świecie już tylko dziadka i to on jest dla niej najważniejszy. Nasza bohaterka w obawie przed ponownym zranieniem boi się otworzyć na innych ludzi, dlatego skrywa swoją prawdziwą twarz za maską chłopczycy. Jest przekonana, że po doświadczeniach z przeszłości nie potrafi już kochać i nigdy się nie zakocha, ale jak wiadomo, uczucia to ta sfera naszego, życia, nad którą my nie mamy najmniejszej władzy. Tak samo, jak mocno potrafią krzywdzić, tak niespodziewanie się pojawiają. A sercu nie da się rozkazywać.

„Od ludzi małomównych nie wymaga się wielu słów. Czego zatem wymagać od dwojga osób, które mają swoje lęki i tajemnice? Na szczerą rozmowę nie mogą liczyć, bo nie potrafią wydobyć z ust więcej niż parę słów… Coś jednak musi ich łączyć, skoro chcą wciąż trwać przy sobie.”

Delfina nie wie jeszcze, że ten tajemniczy mężczyzna o pięknych oczach, które przyciągnęły jej uwagę, już niebawem bardzo mocno odmieni jej życie. Jakub to były wokalista rockowy, który tak jak może zrobić wrażenie na kobiecie, potrafi również być totalnym dupkiem. Irytujący, chamski i zmienny, jak kierunek chorągiewki powiewającej na wietrze. Wydawać by się mogło, że tę dwójkę różni absolutnie wszystko, jednak mimo to wbrew sobie Delfina, zaczyna czuć, że Kuba sprawił, iż jej serce zaczęło szybciej bić, a oddech przyspieszać zawsze, kiedy On jest blisko. Jakub to czuje i sam również zaczyna walczyć  ze sobą.

„Obiecaj, że nigdy się we mnie nie zakochasz. Nie chce cię zranić".

Zapewne nie będzie dla Was zaskoczeniem, że łatwiej jest to naszym bohaterom powiedzieć niż zrobić. Choć trudno im wyrazić słowami, co czują i czego pragną, to panująca między nimi cisza mówi o wiele więcej niż setki wypowiedzianych słów. To właśnie muzyka i gra na gitarze, której uczy Delfinę Jakub, pokazuje wszystko, to, co kryje się na dnie ich zranionych dusz. To dźwięki i słowa muzyki, która płynie wprost z serca, otwierają ich wzajemnie na siebie.

Kiedy Jakub decyduje się kawałek po kawałku pokazać dziewczynie, która staje się dla niego, kimś wyjątkowym całą prawdę o sobie, niestety okazuje się, że wszystko to, z czym do tej pory w samotności zmaga się każdego dnia, jest bardzo bolesne i trudne. Teraz mężczyzna stoi na rozdrożu dróg i musi dokonać wielu ważnych wyborów oraz znaleźć w sobie siłę, aby nie tylko walczyć o siebie, ale również o kogoś, kto od zawsze jest najważniejszą w jego życiu osobą, a teraz jest zupełnie bezbronna i potrzebuje go bardziej, niż kiedykolwiek inny. On także ma za sobą trudną przeszłość, którą trzeba wreszcie uporządkować, by móc budować przyszłość. Czy jednak w tej przyszłości znajdzie się miejsce dla Delfiny, a może jej zostaną tylko wspomnienia i kolejna rana na sercu oraz nadzieja, że ona także, jak wszystkie wcześniejsze, kiedyś się zabliźni i przestanie tak bardzo boleć?
O tym musicie przekonać się już sami.

Kochani gorąco zachęcam Was do sięgnięcia po „Odlecimy stąd”. Anna Dąbrowska słowem porusza najgłębiej skrywane emocje i uczucia czytelnika. Sprawia, że piękno opisanej na kartach powieści historii niemalże nas wypełnia. To jedna z tych książek, podczas lektury której jej subtelność gra na naszych emocjach niczym najpiękniejsze melodie grane na strunach gitary. Wystarczy lekkie muśnięcie strun, a budzą się słowa ukryte w dźwięku. Tej książki się nie czyta, ją się chłonie całą sobą. Po jej przeczytaniu poczułam, że potrzebuję dłuższej chwili, aby uspokoić swoje myśli i uczucia i właśnie wtedy zdałam sobie sprawę, że po mojej twarzy płyną łzy. Aniu, dziękuję za te piękne i niezapomniane kilka godzin spędzone z Twoją książką. Nigdy jej nie zapomnę i na pewno jeszcze wielokrotnie do niej wrócę.

Jak widzicie, autorka tym razem postawiła na emocje i uczucia, ale nie jest to jedyny aspekt, na który zwróciła naszą uwagę. W książce znajdziemy bowiem również wątek relacji dziadka wychowującego nastoletnią wnuczkę. Uwielbiam Pana Janusza. Jest dla Delfiny nie tylko dziadkiem, ale również przyjacielem. Martwi się o nią, ale w żaden sposób nie neguje jej decyzji i wyborów. Ufa jej i chce, by była szczęśliwa.

Ponadto przeczytamy tu również o zmaganiu się z depresją, z którą boryka się tak wielu z nas, niestety często w samotności. Perypetie Delfiny i Jakuba to trudna droga przez życie, ale jednocześnie, to piękny przykład tego, jak wiele mogą dać sobie wzajemnie zupełnie różni, pochodzący z odległych światów ludzie. Ich historia, to także dowód na to, jak bardzo te różnice mogą okazać się pozorne. Nie wolno nam bowiem zapomnieć, że często prawdziwych podobieństw między ludźmi należy szukać w tym, co niewidoczne dla oczu.

To wszystko i o wiele więcej czeka na Was podane w najlepszym wydaniu i formie, więc koniecznie sięgnijcie po ten tytuł. Dajcie się ponieść i nie brońcie się przed nieuniknioną falą głębokich przeżyć, której z pewnością doświadczycie. Książkę czyta się jednym tchem i nie sposób się od niej, oderwać. Ja jednak  zachęcam do tego, abyście czytali ją niespiesznie, dając sobie czas na jej przeżywanie.

Na zakończenie przyznam Wam się szczerze, że ciągle towarzyszy mi poczucie, iż nie napisałam o tej książce wszystkiego, co chciałabym Wam na jej temat przekazać. Czasami bowiem w nasze ręce trafiają takie książki, po przeczytaniu których mamy poczucie, że czegokolwiek na ich temat nie powiemy, to i tak będzie za mało, aby wyrazić, pod jak wielkim ich wrażeniem jesteśmy. I tak właśnie czuję ja, opowiadając Wam o tej pozycji.

„Odlecimy stąd” to jedna z najlepszych książek, jaką miałam przyjemność czytać w tym roku i mam ogromną nadzieję, że to przekona Was ostatecznie do tego, żebyście i Wy zechcieli ją przeczytać.

Recenzja powstała we współpracy z portalem Papierowe motyle, za co bardzo dziękuję.