Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Melisa Bel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Melisa Bel. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 lipca 2021

"Bezczelna" - Melisa Bel

D
orastanie nigdy nie jest łatwe. W młodym człowieku stojącym na progu dorosłego życia zachodzi wówczas wiele zmian, przede wszystkim natury emocjonalnej. To właśnie jest ten moment, kiedy zaczynamy odczuwać silną potrzebę niezależności i odkrywamy swoją kobiecość/męskość. Odczuwamy pierwsze fascynacje płcią przeciwną oraz uczymy się rozpoznawać i nazywać emocje z tym związane. Nie da się ukryć, iż wówczas tym młodym dorosłym targa wiele sprzecznych odczuć, dlatego bardzo ważne jest, aby właśnie wtedy młodzi ludzie mieli poczucie wsparcia ze strony dorosłych. Odpowiedzialność za to spoczywa na tych, którzy mają na młodzież największy wpływ. Ich rodziców i szkołę. To te jednostki są najbardziej znaczącymi filarami w tym okresie ich życia. To oni winni zadbać o to, aby córka/syn lub uczennica/uczeń często zagubiony w zupełnie nowym dla siebie etapie życia miał/a poczucie, że zawsze może przyjść, porozmawiać z kimś starszym, bardziej doświadczonym. I może liczyć na wysłuchanie, zrozumienie oraz dobrą radę. Tak być powinno, ale niestety najczęściej taki stan rzeczy  pozostaje tylko teorią, która z rzeczywistością ma niewiele wspólnego, co jak się przekonacie może spowodować, że zamiast chronić i wspierać dorośli będą krzywdzić i niszczyć w swoich podopiecznych wszystko, co piękne i fascynujące. Nie chcąc być gołosłowną, przychodzę do Was z recenzją książki Melisy Bel „Bezczelna”, której główna bohaterka niejednokrotnie, a nawet śmiało, można powiedzieć, od zawsze dotkliwie przekonywała się o tym, jak dorośli potrafią zabić w młodym człowieku wszystko, co stanowi o jego postrzeganiu samego siebie oraz poczuciu własnej wartości. A jak wiemy, są to cechy, które mają ogromne znaczenie w tym, jak będzie wyglądała nasza droga ku kształtowaniu siebie, własnych potrzeb i pragnień.

Kinga jest nastolatką dorastającą w bardzo konserwatywnej i niestety toksycznej rodzinie. Rodzice poza tym, że ją utrzymują i zapewniają dach nad głową, zupełnie się nią nie interesują. Nigdy nie biorą pod uwagę jej uczuć i potrzeb. Jedyne, czego doświadcza w domu to nieustające obelgi i upokorzenia. Przez lata życia w jednym domu z Bestią, jak mówi o swojej, matce nauczyła się schodzić jej z oczu, by jej nie drażnić. Dopóki nie wchodzą sobie w drogę i w szkole nie ma większych problemów może liczyć na względny spokój, ale matkę można łatwo rozjuszyć. Dziewczyna pragnie wolności, której szuka w szkole. Niestety tam również nie ma łatwego życia. Abyście mogli lepiej zrozumieć jej sytuację, musicie wiedzieć, że Kinga jest swego rodzaju indywidualnością. Jej wygląd oraz zachowanie mocno nie mieszczą się w ramach dyscypliny szkoły. Mało tego, poznając ją, możecie pomyśleć sobie, że nauczyciele mają trochę racji w swoich osądach, ale bardzo szybko przekonacie się, że jest to tylko maska pozorów, która skrywa samotną duszę.

„Nauczyciele przyzwyczaili się do nękania mnie niemal zawsze, gdy się pojawiałam na lekcjach. To było okropne, ale starałam się znosić to z obojętnością. Patrzyłam wtedy przez okno, w stronę parku i oglądałam, jak wrony swobodnie latają po niebie i obsiadają gałęzie drzew. Zawsze zazdrościłam im wolności. Gdy byłam karana za jakąś bzdurę, myślami odbiegałam od gorzkich słów i wyobrażałam sobie, że jestem jednym z tych ptaków i mogę w każdej chwili odfrunąć. Jak przyjemnie było się odcinać od świata”.

Jedyny moment, kiedy nasza bohaterka może bez obaw o potępienie i krytykę wyrazić swoje uczucia to chwila, kiedy słucha muzyki i gra na skrzypcach. Jest to, jak mówi jedna z niewielu rzeczy, w których jest dobra, bo przecież:

„Bestia zawsze mówiła, że mam głupi łeb. Wierzyłam jej, w końcu będąc moim rodzicem, chyba znała mnie najlepiej"?
Tylko muzyka i przyjaciele są dla niej ucieczką i sposobnością do tego, aby ściągnąć tę misternie pielęgnowaną maskę. Tylko oni znają i akceptują tę prawdziwą Kingę.

Już wkrótce w życiu dziewczyny pojawia się Marcel. Chłopak, który pomimo swojego młodego wieku charakteryzuje się dużą dojrzałością. Jest inteligentny i spokojny, a przy tym roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, co w połączeniu z jego atrakcyjnością fizyczną czyni go nader pociągającym. To właśnie on budzi w Kindze uczucia, o których do tej pory nie odważyła się nawet myśleć. Choć boi się do tego przyznać nawet sama przed sobą, po raz pierwszy czuje pożądanie i pragnie bliskości Marcela. To przy nim odkrywa swoją kobiecość i wszystko, co się z nią wiąże. Teraz moglibyście zapytać, a czego się tu bać, przecież to piękne i jest naturalną koleją rzeczy? Owszem, ale nie dla młodej kobiety, która jak miało to miejsce w przypadku Kingi przez całe życie żyła pod pręgierzem surowych rodziców trwających w tradycjonalizmie pod wpływem bojaźni Bożej i groźbą potępienia.

Nie ulega wątpliwości, że to, czego doświadczamy w rodzinie i co wynosimy z domu rodzinnego, ma ogromny wpływ na naszą przyszłość. Sprawdźcie zatem koniecznie, czy Kinga zdoła wyrwać się z kajdan wpajanych jej przez lata zasad moralnych i da sobie prawo do kochania i bycia kochanym. A przede wszystkim czy pokocha siebie, bo aby obdarzyć miłością drugiego człowieka, najpierw trzeba kochać siebie.

Jak widzicie „Bezczelna” to bardzo wartościowa książka, która porusza bardzo ważne i niestety ciągle aktualne dziś problemy. Łatwiej bowiem jest osądzić i skrytykować niż usiąść, porozmawiać i spróbować dowiedzieć się, w czym tkwi problem młodego człowieka. Jestem przekonana, że gdyby tylko ktoś poświęcił bohaterce książki więcej uwagi i zechciał wysłuchać jej życie zarówno w domu, jak i w szkole mogłoby wyglądać zupełnie inaczej. Wystarczy odrobina dobrej woli. Myślę, że jest to książka, w której bardzo dobrze odnajdzie się młody czytelnik, gdyż z przykrością muszę stwierdzić, że wielu z nich utożsami się z tym, co przeżywa, czuje i myśli Kinga. Niemniej jednak serdecznie zachęcam do poznania tej historii także, rodziców, nauczycieli, wychowawców, pedagogów oraz psychologów szkolnych. Mocno wierzę bowiem w to, że wszystko to, co znajduje się na jej kartach, skłoni ich do wielu refleksji i przemyśleń zmierzających do tego, aby ustrzegli się błędów, w których konsekwencji dorastający człowiek czuje się zagubiony, gorszy i samotny wśród otaczających go ludzi.

Cóż jeszcze mogę dodać. Oczywiście warto przeczytać tę książkę, do czego serdecznie zachęcam. Jest to bardzo ważny głos w dyskusji na temat poznawania naturalnych potrzeb natury każdego człowieka na progu dorosłości. Autorka uświadamia nam, jak ważne jest, abyśmy właśnie wtedy, czuli się w pełni akceptowani i kochani. Aby to właśnie dorośli uświadomili nam, że poznawanie własnego ciała, a także emocje, które czujemy do mężczyzny, czy kobiety nie są grzechem, a czymś pięknym, co zostanie z nami na zawsze. No właśnie na zawsze, a więc pierwsze doświadczenia będą miały także wpływ na nasze przyszłe relacje z mężczyznami. Przeczytajcie „Bezczelną” by sprawdzić, jaki wpływ w tym kontekście miały one na przyszłość Kingi.

Jeśli szukacie wartościowej książki na wakacje, to ten tytuł będzie idealnym wyborem. Czyta się ją bardzo lekko i szybko, a przy tym można wyciągnąć z niej ważną lekcję na przyszłość. Jedyne czego mi zabrakło to bardziej pogłębiony i wyrazisty obraz domu i relacji w domu rodzinnym bohaterki. Myślę, że jego pełniejsze ukazanie, jeszcze bardziej podkreśliłoby istotę przekazu, który książka w sobie skrywa. Sposób, w jaki zakończyła się ta część historii, sprawił, że chcę poznać kontynuację.

Być może właśnie w te wakacje spotkacie na swojej drodze kogoś, kto pozwoli Wam odkryć w sobie tę uśpioną dotychczas stronę Waszej natury. Nie bójcie się czuć. Drogi rodzicu przeczytaj tę książkę, aby ustrzec się błędów, które popełnili dorośli wobec Kingi. Niech twoje dziecko nie boi się z Tobą rozmawiać. Niech nie boi się kochać.

Recenzja powstała we współpracy z autorką, za co bardzo dziękuję.

wtorek, 1 czerwca 2021

"Bezczelna" Melisa Bel / Zapowiedź wydawnicza.


M
oi kochani niezmiennie wielką radością jest dla mnie moment, kiedy mogę zaprezentować Wam kolejną na polskim rynku nowość wydawniczą. Ogromnie cieszy mnie fakt, że jest coraz więcej godnych uwagi tytułów polskich twórców, które bardzo chcę promować i Wam polecać.

Tym razem pragnę zwrócić Waszą uwagę na wspaniale zapowiadającą się książkę Melisy Bel "Bezczelna", której premierę świętować będziemy 8 czerwca 2021 r. Ja oczywiście nie mogę doczekać się tej chwili. Wam natomiast już dziś uchylę rąbka tajemnicy.

OPIS KSIĄŻKI:

Kinga jest młodą, utalentowaną skrzypaczką, która świat dorosłych utożsamia z bólem, niezrozumieniem i poniżeniem. Uwięziona pomiędzy wymagającymi, tkwiącymi w tradycjonalizmie rodzicami, a szkolną dyscypliną, znajduje wytchnienie w muzyce i w kontaktach z rówieśnikami.
Bolesne doświadczenia i łatka bezczelnej dziewczyny sprawiają jednak, że zanim w pełni stanie się kobietą, traci wiarę w siebie.

Gdy wkrótce w jej życiu pojawia się Marcel, spokojny, inteligentny oraz niezwykle pociągający mężczyzna, Kinga podchodzi do niego z dużą dozą ciekawości, ale i nieufności. Niezwykła chemia, jaką do siebie czują, uzmysławia dorastającej dziewczynie jej pragnienia, które jak jest o tym przekonana, są zakazane i niewłaściwe.

Czy Kinga będzie w stanie sprzeciwić się wpajanym latami zasadom, by odkryć swoją prawdziwą naturę? Czy kobieta, która nie wie, czym jest miłość, potrafi obdarzyć uczuciem siebie i ludzi?
Jak wychowanie wpłynie na jej przyszłe relacje z mężczyznami?

Musicie przyznać, że już sam opis brzmi zachęcająco. Ja już wkrótce podzielę się z Wami moimi odczuciami po lekturze, a jeśli Wy chcielibyście wzbogacić swoją biblioteczkę o ten tytuł, książkę możecie kupić na stronie autorki.


Kto się skusi, a może ktoś z Was już poznał historię, którą skrywają karty książki? Napiszcie, proszę w komentarzu.



czwartek, 19 listopada 2020

Wierna dręczycielka.

K
ochani dziś zabieram Was w niezwykłą podróż do dziewiętnastowiecznej Anglii. Drogie panie chcę, abyśmy wspólnie choć przez chwilę poczuły, jak wspaniale byłoby móc wówczas bywać na odbywających się wtedy wspaniałych balach organizowanych przez zamożne panie z towarzystwa. Być damą w pięknej sukni, za którą tęsknie wodziliby wzrokiem szlachetnie urodzeni dżentelmeni. Nie ukrywam, że jestem romantyczką i często, czuję, że nie pasuję do czasów, w których przyszło mi żyć. Teraz więc pozostaje pytanie, czy odnalazłabym się w wieku dziewiętnastym? Oczywiście sama nie mam możliwości tego sprawdzić, ale na szczęście dzięki książkom wszystko jest możliwe. Dlatego też tym razem na to pytanie postaram się odpowiedzieć sobie i Wam dzięki najnowszej książce Melisy Bel „W paszczy lwa”, z której recenzją dziś do Was przychodzę.

Już teraz mogę Wam zdradzić, że owa odpowiedź nie będzie tak oczywista, jak może się to wydawać, bowiem bycie kobietą tamtych czasów wcale nie jest łatwe. Ograniczane przez konwenanse oraz obowiązującą etykietę zmuszone są znieść naprawdę wiele, aby móc zaznać szczęścia i prawdziwej miłości. Bardzo dobitnie przekonała się główna bohaterka powieści - Catherine Williams.
Młoda dziewczyna od zawsze żyje w cieniu swojej starszej siostry Helen, która jest oczkiem w głowie swojej matki. To właśnie do niej lady Amelia nieustannie porównuje młodszą córkę. To właśnie Helen jest tą piękną i dystyngowaną młodą damą, która wzbudza zainteresowanie wielu panów na salonach. Tymczasem Catherine z ust rodzicielki słyszy tylko kąśliwe reprymendy i ubolewania nad jej dziecięcą nieporadnością, mimo że właśnie debiutuje na balu. W budowaniu wizerunku idealnej kandydatki na żonę nie pomagają również bujne kształty naszej bohaterki, które żadną miarą nie wpisują się w obowiązujące kanony urody. Los nie obchodzi się z dziewczyną łaskawie, dając jej także niepożądany dar wpadania w kłopoty i krępujące sytuacje. Ona sama jednak marzy o dobrym i miłym mężu.

Pewnego dnia na drodze dziewczyny staje mężczyzna, dla którego jej serce zabiło mocniej. Nicolas Devon właśnie wrócił z frontu i jest uznany za bohatera. Niestety zdobycie serca mężczyzny nie jest łatwe, ponieważ jest on lwem salonowym rozchwytywanym przez wiele pań, które zabiegają o jego uwagę i względy. Taka szara myszka, jak panna Williams nie ma u takiego mężczyzny najmniejszych szans. Można by przypuszczać, że odpuści i zrezygnuje ze swojej szansy na miłość, gdyby nie pewne upokarzające ją zdarzenie, które paradoksalnie stało się początkiem jej spektakularnej metamorfozy i determinacji w walce o tego, na którym jej zależy.

Samemu Nicolasowi skrycie Catherine podobała się od dawna, ale dzieli ich znaczna różnica wieku i przecież ona jest tylko dzieckiem. Nie wie jednak jeszcze, że ta słodka jaskółeczka, jak zwykł o niej mówić i myśleć ma już przygotowany swój plan zapolowania na salonowego lwa. Podejmie z nim grę, która udowodni, że po tamtym dziecku, którego widział w niej wybranek jej serca, nie ma już śladu. Grę, na którą nie będzie przygotowany. Sprawdźcie koniecznie, czy da się usidlić, a może pozostanie odporny na uroki swojej wiernej dręczycielki.

Jeśli zdecydujecie się sięgnąć po tę książkę, do czego gorąco Was zachęcam, otrzymacie pełen namiętności i humoru romans historyczny, od którego nie będziecie mogli się oderwać. Niesamowity londyński klimat oraz różnorodność i barwność każdego z bohaterów tej historii sprawi, że zapomnicie o otaczającej Was rzeczywistości, chcąc jak najdłużej pozostać pod jej urokiem. Niemalże na własnej skórze poczujecie subtelność, ale także pasję rozkwitającego uczucia, okraszonego zabawnymi utarczkami słownymi.

Miłość to jednak nie jedyny aspekt, na którym opiera się fabuła książki. Poznajemy również trudną historię rodzinną Nicolasa, który żyje w poczuciu winy za tragedię, która zniszczyła jego rodzinę, a także siłę plotki i starania, aby odbudować majątek rodzinny.
Ponadto jesteśmy świadkami tego, jak główna bohaterka robi wszystko, aby wyrwać się z ucisku wywołanego rolą matki i żony przypisywanej kobiecie. Pragnie mieć u swojego boku mężczyznę, który będzie traktował ją jak równą sobie i przy którym będzie mogła czuć się wolna.

Nie mogłabym również nie wspomnieć o wątku wyjątkowej przyjaźni między Catherine i jej damą do towarzystwa. Charlotte pochodzi z zupełnie innego z perspektywy życia nowej przyjaciółki świata. Wychowywana w przytułku, wie, czym jest bieda i uciemiężenie. Dzięki niej Catherine pozna trudy prawdziwego życia, o którym dotychczas nie miała pojęcia, żyjąc pod kloszem.

Myślę, że już teraz sami widzicie, iż naprawdę warto spędzić czas z tą pozycją. Czyta się ją z niezwykłą lekkością i swobodą. Melisa Bel ma wspaniałą umiejętność odzwierciedlania realiów tamtejszych czasów, jak również kreślenia słowem wspaniałych obrazów, które czytelnik może niemalże widzieć, zamykając oczy.
To wszystko i o wiele więcej, czego ja Wam oczywiście nie zdradzę, sprawia, że już nie mogę doczekać się trzeciej części cyklu Niepokorni”. A Wy dacie się namówić?

Recenzja powstała we współpracy z Autorką, za co bardzo dziękuję.

Moja recenzja pierwszej części cyklu:

piątek, 8 maja 2020

"Diabelski hrabia" - Melisa Bel./ Recenzja przedpremierowa.


Jak świat światem miłość jest dla wielu z nas tematem, o który nie potrafimy otwarcie rozmawiać. Często kochamy skrycie, nie mogąc zdobyć się na to, aby powiedzieć osobie, którą darzymy uczuciem, o tym, że jest ona bliska naszemu sercu. Takie skrywane uczucia, mogą sprawiać nam ogromny ból, szczególnie wówczas, kiedy każdego dnia fizycznie jesteśmy blisko kochanej osoby, ale siłą rzeczy w obecnej sytuacji, mimo wszystko jest nam ona bardzo daleka. Zapewne wielu z nas wie, czym  jest platoniczna miłość i doświadczyło jej na własnej skórze, jednak nie jest to problem, tylko naszych czasów, o czym przekonacie się już za chwilę.

Dziś bowiem, chcę, abyśmy wspólnie cofnęli się w czasie i poznali pewnego mężczyznę na życiu, którego niespełniona miłość odcisnęła swoje bardzo wyraźne piętno. Taka swego rodzaju podróż wehikułem czasu będzie możliwa dzięki debiutanckiej książce Melisy Bel „Diabelski hrabia”, o której mam przyjemność opowiedzieć Wam teraz kilka słów. Tytuł ten jest pierwszą częścią cyklu „Niepokorni” i to właśnie przystępując do jego lektury, trafiamy do Anglii roku 1818 i stajemy się niejako obserwatorami życia toczącego się w posiadłości Greenbill, gdzie rozgrywają się wszystkie opisane na kartach powieści wydarzenia.

Choć prawdę mówiąc, stwierdzenie, że w tej rezydencji toczy się życie, będzie w tym przypadku dużym nadużyciem. Jest to bowiem bardzo mroczne, zaniedbane miejsce, którego właścicielem jest hrabia Winston zwany przez wszystkich tytułowym Diabelskim hrabią. Charles, bo tak mu właśnie na imię, niemalże od dziecka w tajemnicy przed światem kochał piękną córkę tamtejszego rządcy posiadłości i guwernantki - Jocelyn. Nieświadoma jego uczuć dziewczyna wyszła za kuzyna hrabiego, Edwarda Ashtona. Nie mogąc znieść cierpienia po definitywnej stracie ukochanej, dziedzic posiadłości próbuje zapomnieć o dziewczynie, zaciągając się na front.

W momencie, kiedy my czytelnicy zaczynamy poznawać całą opowieść, od tamtejszych wydarzeń minęło już kilka lat, ale jak się przekonacie wszystko, co przeżył nasz główny bohater, uczyniło go człowiekiem, do którego w pełni pasuje nadany mu przydomek. Demoniczna, silna postać o zimnym wyrazie oczu, budzi respekt i strach, choć jednocześnie bardzo mocno przyciąga uwagę wielu kobiet. Mając tego świadomość, hrabia nie waha się korzystać z uciech , jakie dla mężczyzny niesie takie zainteresowanie. Pewnie jeszcze długo wiódłby tak samotne życie, zatracając się w przygodnych uciechach cielesnych, gdyby nie pewien list, wraz z którym wracają tak trudne wspomnienia minionych lat.

Tak oto dowiadujemy się, jak potoczyło się życie młodzieńczej miłości hrabiego po wyjściu za mąż. A nie było ono łatwe. Jako że są to czasy, kiedy wyznacznikiem dobrego ożenku jest status społeczny i pochodzenie wybranki, to małżeństwo hrabiego ze zwykłą córką rządcy uważane jest za skandal i potępiane w oczach środowiska arystokratycznego rodu, a wybranka serca Edwarda staje się dla jego najbliższych czarną owcą. Nagła śmierć męża i brak majątku sprawiają, że Jocelin nie ma innego wyboru, jak tylko postąpić zgodnie z ostatnią wolą małżonka i zwrócić się o pomoc do lorda Winstona.

Okoliczności spotkania tej dwójki są dość osobliwe, a samo przyjęcie gościa przez gospodarza rezydencji nie wygląda tak, jak byśmy się tego spodziewali. Zdecydowanie nie czeka on na lady z otwartymi ramionami, ale o tym musicie przekonać się już sami, sięgając po książkę. Powiem tylko tyle, że ostatecznie młoda kobita zamieszkuje w rezydencji, pełniąc w niej rolę ochmistrzyni. Oboje jednak jeszcze nie zdają sobie sprawy, jak bardzo to ponowne spotkanie zmieni ich życie, ale czy na pewno na lepsze? Sięgnijcie koniecznie po książkę i sprawdźcie to sami, bo ja nie zdradzę już ani słowa więcej.

„Diabelski hrabia” to wspaniały i wciągający romans historyczny, który bez wątpienia wymyka się stereotypom, krążącym wokół tego gatunku książek. Jest to opowieść, o dwójce zranionych ludzi, którzy w życiu przeszli bardzo wiele i dopiero teraz los, a może przeznaczenie daje im szansę na to, aby znaleźli drogę ku sobie i wreszcie mogli zaznać smaku miłosnego spełnienia. Co prawda, każde z nich poznało smak miłości w sobie tylko znany sposób, ale w pewnym momencie zdają sobie sprawę, że jeszcze nigdy nie czuli tak wyjątkowego pragnienia i napięcie, które rodzi się między nimi, gdy są blisko. Jocelyn kochała swojego zmarłego męża, ale ich miłość była zupełnie inna. Mąż nigdy nie obudził w niej takiego żaru namiętności, jaki czuje przy Charlesie. On natomiast jest bardzo zaskoczony tym, co się z nim dzieje w obecności tej niepokornej kobiety. Staje się ona dla niego swego rodzaju wyzwaniem, ponieważ w przeciwieństwie do wielu innych kobiet, które wręcz do niego lgnęły, jej nie jest w stanie sobie podporządkować.

Kochani gorąco zachęcam Was do sięgnięcia po ten tytuł. Ci z Was, którzy odwiedzają mojego bloga od dłuższego czasu i znają już choć trochę moje upodobania czytelnicze, wiedzą, że ja nie przepadam za romansami, a ten ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu i zadowoleniu dosłownie mnie pochłonął. W przedstawioną w książce historię wciągnęłam się niemalże od pierwszej chwili i tak pozostało już do samego końca. Zapewniam Was, że gdybym  już zabierając się do czytania tej książki, nie była świadoma, że jest to debiut autorki, to nigdy bym się tego nie domyśliła.

Ta książka przywróciła mi chęć do sięgania po dobre romanse, Odnalazłam w niej wszystko to, czego szukam w tytułach reprezentujących ten gatunek literacki, czyli smaczną w odbiorze, zmysłową namiętność spragnionych kochanków, którą wręcz jesteśmy w stanie poczuć. To, co warto zaznaczyć w tym miejscu, to fakt, że nie znajdziecie tu znamion wulgarności i wyuzdania, co dla mnie jest bardzo dużym atutem. Autorka wspaniale pokazała, że pisząc o namiętności w sposób subtelny, również można pobudzić emocje osoby czytającej.

Kolejnym niemniej ważnym atutem książki jest sposób, w jaki Melisa Bel przedstawiła nam czytelnikom wewnętrzny proces przemiany głównego bohatera pod wpływem miłości. On człowiek bez serca, diabelski hrabia czuje zachodzące w nim zmiany osobowości, nad którymi sam już przestaje mieć kontrolę, choć ciągle prowadzi walkę z tym, co czuje jego serce. Teraz tylko od niego zależy, co zrobi z tą miłością, ale nie ma zbyt wiele czasu, gdyż o serce Jocelin zaczyna zabiegać pewien przystojny baron.

Jeśli jesteście ciekawi, czy hrabia Winston znajdzie w sobie odwagę, by wreszcie wyznać ukochanej swoją miłość, czy też historia ponownie zatoczy koło i po raz kolejny, to nie on, a ktoś inny będzie cieszył się szczęściem u jej boku, a wierzę, że tak jest, to koniecznie musicie wzbogacić swoją biblioteczkę o tę pozycję. Nadmienię jeszcze tylko, że jest to historia bardzo zabawna, która na pewno wprawi Was w dobry nastrój.

Ja już nie mogę doczekać się kontynuacji cyklu, a dziś ze swej strony chcę serdecznie pogratulować autorce tak udanego debiutu i podziękować za umożliwienie mi spędzenia kilku godzin na lekturze tak dobrej książki.

PREMIERA KSIĄŻKI JUŻ 10 MAJA.

Recenzja powstała we współpracy z Autorką, za co bardzo dziękuję.