Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tania książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tania książka. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 marca 2021

Akcja: Dzień Kobiet z MEGAN HART



D
rodzy Panowie wiem, że wielu z Was ma problem z tym, co podarować swoim kobietom w dniu ich święta, jakim jest Dzień Kobiet. 8 marca zbliża się już wielkimi krokami. Mój blog śpieszy Wam z pomocą i biorąc udział w akcji Dzień kobiet z Mogan Hart mam dla Was świetną promocję na zakup książek, z których na pewno ucieszą się Wasze żony, dziewczyny, narzeczone. 

Przyznaję, że ja niezbyt często sięgam po książki z gatunku romansu erotycznego, ale myślę, że tego dnia będzie to idealny wybór, aby poczuć te gorące emocje. 

Przejdźmy zatem do szczegółów akcji. 

Księgarnia Tania książka przygotowała dla nas kod zniżkowy, który upoważnia nas do zakupu 3 książki biorących udział w akcji autorstwa Megan Hart: „Trzy oblicza pożądania”, „Otchłań pożądania” oraz „Barwy pożądania” z 5% zniżką. 

TK5HART

Zostawiam dla Was bezpośredni link do wszystkich z wymienionych tytułów. 


Kochane kobietki, nawet jeśli panowie zaplanowali już dla Was inne prezenty, to zawsze wspaniałym pomysłem jest zrobienie prezentu od siebie dla siebie. 

Promocja obowiązuje od 2 do 03.2021 r. do 31.03.2021 r., działa tylko po zalogowaniu. Każdy z nas może skorzystać z niego tylko raz. 

Skusicie się? 

wtorek, 6 października 2020

Jestem zła i nigdy tego nie odkupię.

Moi drodzy czy wierzycie w istnienie genu zła? Czy uważacie, że jeśli Wasi rodzice robili w życiu coś bardzo złego, krzywdząc innych, to Wy również jesteście nosicielami rzeczonego genu i Waszą powinnością jest przez całe życie pokutować za ich winy? Odpowiedź na te pytania wydaje się oczywista, bowiem nikt z nas nie powinien nosić w sobie piętna przewinień i grzechów naszych bliskich. Jednak dziś za sprawą książki Maxa CzornyjaCórka nazisty”, którą recenzuję dla Was dzięki uprzejmości księgarni Taniaksiążka.pl, przekonacie się, że często nasze przeświadczenie o zasadności tak krytycznego postrzegania własnej osoby, jest zakorzenione tak mocno, iż nie pozwala nam zaznać spokoju aż po kres naszych dni.

Umysł ludzki jest bardzo złożonym mechanizmem, który działa na sobie tylko znanych zasadach. Choć wielu naukowców, psychologów i terapeutów stara się odkryć tajemnicę jego funkcjonowania, to nigdy do końca nie możemy być pewni, jaki wpływ będą miały na niego nasze przeżycia, traumy stres, czy choroba. Każdego dnia o słuszności tego stwierdzenia przekonuje się główna bohaterka powieści Greta. 84-letnia kobieta choruje na Alzheimera. Choroba plącze jej myśli. Coraz bardziej odbiera jej umiejętność prawidłowego postrzegania rzeczywistości, ale także nie pozwala uporządkować trudnych i bolesnych doświadczeń z przeszłości, które przypadły na czas II wojny światowej. Jedyne, o czym nasza bohaterka jest przekonana to fakt, że jest córką kapitana SS, który bez skrupułów pozbawiał życia niewinnych ludzi. Te wspomnienia dręczą ją i nie pozwalają zaznać tak potrzebnego u schyłku życia spokoju. Choć od kiedy pamięta, stara się, choć w niewielkim stopniu odkupić winy ojca, to swój stan odbiera jako pokutę za to, że tkwi w niej gen zła, który ją również czyni złą i w żaden sposób nie da się tego zmienić.

Przewodniczką po tym pełnym lęku, niepewności i obaw świecie wspomnień, która pomaga Grecie zapełnić coraz więcej powstających w jej głowie luk, jest psycholog Alicja Nowińska. Niestety trwająca już wiele lat terapia nie przynosi większych rezultatów. W momencie, kiedy terapeutka informuje Gretę, że niestety będą musiały przerwać terapię dzieje się coś, czego nikt by się nie spodziewał. W ręce starszej kobiety trafia niezwykły pamiętnik, którego autorką jest Anna. Dziewczynka, która wspólnie z matką w czasie wojny trafiła do obozu. Na pożółkłych kartkach pamiętnika Greta pozna wstrząsającą, bezkompromisową prawdę, która albo ją pogrąży, albo ofiaruje upragniony spokój. Bo czasem, droga ku miłości i wyzwoleniu z kajdan demonów przeszłości wiedzie przez piekło, które musimy przeżyć na nowo.

Moje słowa, że Greta, decydując się na lekturę pamiętnika, przeżywa piekło tamtych czasów na nowo, potraktujcie bardzo dosłownie. Oczami Anny bowiem widzimy i niemalże czujemy okrucieństwo człowieka wobec człowieka. Autor bezkompromisowo opisuje czytelnikowi cierpienie i upokorzenie, którego doznają bezbronni ludzie. Pogrążeni w niepewności jutra modlą się o przetrwanie i życie swoje i swoich bliskich. A ci, w których rękach leży ich los mają za nic wartość ludzkiego życia. Więźniowie obozu odzierani są z godności i człowieczeństwa. Jednak mimo silnych emocji, które wzbudza w Grecie czytanie zapisków Anny, dziewczyna staje jej się coraz bliższa,  a ulotne wspomnienia zaczynają układać się w logiczną całość. Tylko czy na pewno ten choćby chwilowy przebłysk świadomości będzie prawdą, jaką Greta chciałaby poznać, a może lepiej o niej zapomnieć i nigdy więcej do niej nie wracać? O tym musicie przekonać się już sami.

„Córka nazisty” to wciągająca i poruszająca powieść obyczajowa, której podzielona na dwie płaszczyzny czasowe fabuła przenosi nas do czasów holokaustu. Nie jest to jednak w żadnej mierze powieść historyczna. Na kartach książki odnajdziemy historię kobiety, na której teraźniejszości bardzo mocno odbiły się lata z jej młodości. Wówczas jej oczy widziały, a serce odczuwało, tragiczne przeżycia, których uczestnikiem, ani świadkiem nigdy nie powinien być żaden człowiek. Nie zdradzę Wam niczego więcej ponadto, że autor w pewnym momencie w bardzo zaskakujący sposób łączy ze sobą wydarzenia mające miejsce w odległych przecież od siebie czasach, co skutkuje zakończeniem, którego zupełnie się nie spodziewałam.

Tytuł ten był moim pierwszym spotkaniem z prozą Maxa Czornyja, ale na pewno nie ostatnim. Opowieść, którą autor oddał w nasze ręce, wzbudziła we mnie wiele emocji. Podczas lektury książki czułam się głęboko poruszona, nie tylko mocnymi i opowiedzianymi wprost wydarzeniami, ale także świadectwem pięknej miłości i oddania w wielu jej wymiarach. Książkę czytałam z ogromną ciekawością i zaangażowaniem, chcąc jak najszybciej dowiedzieć się, czy Anna i jej matka zdołały się uratować, jak również, czy Greta wreszcie zazna zbawiennego ukojenia i wyciszy targające nią wyrzuty sumienia za cudze grzechy.

Oczywiście gorąco zachęcam Was do tego, abyście Wy również sięgnęli po tę książkę i zaczytali się w powieści o miłości wbrew przeciwnościom, odkupieniu, przeszłości, która nie pozwoli o sobie zapomnieć, dopóki prawda nie ujrzy światła dziennego. Zapewniam Was, że książka trafia wprost do serca czytelnika i nie pozwala się od siebie oderwać. Zarówno Anna, jak i Greta stają nam się bardzo bliskie. A kilka niespodziewanych zwrotów akcji z pewnością was zaskoczy.

Na zakończenie zostawiam Wam cytat znaleziony jakiś czas temu w internecie, który nieustannie krążył w mojej głowie podczas czytania książki, a który doskonale wpisuje się w fabułę książki.

"Każdy z nas posiada rozdział, którego nie chce przeczytać nikomu... a czasem nawet nie chce pamiętać o jego istnieniu".


Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania książka, za co bardzo dziękuję.

Zachęcam Was również do zapoznania się z całą ofertą powieści historycznych i wojennych księgarni Taniaksiążka.pl

Książka jest odpowiedzią na indywidualne wyzwanie czytelnicze autorki bloga Ejotkowe postrzeganie świata „Przeczytaj dowolną książkę Maxa Czornyja. Dziękuję za nominację.




czwartek, 1 października 2020

Nie każdy z nas powinien być rodzicem.


Kiedy zapytamy rodziców spodziewających się dziecka, jak wyobrażają sobie swoje maleństwo, które za chwilę przyjdzie na świat. I to właśnie w nich będzie pokładało największą ufność, najczęściej słyszymy „Nie ważne, jakie będzie, najważniejsze, aby było zdrowe”. To oczywiście piękne i rzeczywiście najważniejsze życzenie, jakie mogą wypowiedzieć dla swojej pociechy przyszli mama i tato. Nikt z nas przecież nie chce, aby nasze dzieci cierpiały. Ale teraz pójdźmy o krok dalej i zastanówmy się, co jeśli nasze dziecko urodzi się „inne”, niż wszyscy, a jego odmienności nie da się ukryć? W pierwszej chwili na myśl przychodzą, wydawałoby się oczywiste odpowiedzi. Powinnością rodzica w takiej sytuacji, jest robić wszystko, aby uchronić swoje dziecko przed prześladowaniem i odrzuceniem ze strony społeczeństwa. To my rodzice odpowiedzialni jesteśmy za bezpieczeństwo i szczęśliwe dzieciństwo naszej latorośli. To dobro dziecka winno być dla nas rodziców największym priorytetem i to właśnie ono powinno najmocniej leżeć nam na sercu. Tylko jak się za chwilę przekonacie za sprawą książki Ellen Marie Wiseman „Dla jej dobra”, o której chcę Wam dziś opowiedzieć, dla każdego z nas pojęcie dobra może oznaczać coś zupełnie innego. W tej historii powiedzenie „dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane” będzie miało  bardzo realny wymiar.

Przystępując do lektury książki, zostajemy przeniesieni w czasie do lat 30. XX wieku i trafiamy do zamożnej posiadłości zamieszkałej przez małżeństwo państwa Blackwood. Prowadzą oni świetnie prosperującą stadninę koni i doskonale im się wiedzie. Nie są oni jedynymi mieszkańcami posiadłości. Jest jeszcze ktoś, kto spędza swoje zaledwie dziewięcioletnie życie z dala od ludzkich oczu. Mała Lilly. Dziewczynka, która różni się od innych ludzi. To właśnie przez swoją odmienność jej świat ogranicza się tylko do kilku metrów strychu, na którym jest ukrywana przez swoich rodziców, odkąd pamięta. Nigdy nie opuściła tego miejsca, ponieważ, jak ciągle powtarza jej matka, jest potworem, na którego widok wszyscy uciekliby z krzykiem. Świat zewnętrzny nie wie o jej istnieniu, a i ona nie poznała jego piękna i dobrodziejstw, o których czyta tylko w książkach i do którego przenosi się tylko w marzeniach. Pewnego dnia wszystko wskazuje na to, że wreszcie to największe marzenie się spełni i będzie mogła opuścić strych. Matka zabiera ją do cyrku, którego przyjazd dotychczas obserwowała zza krat maleńkiego okna. Nie wie jednak jeszcze, że już nigdy nie wróci do domu. Matka sprzedaje ją właścicielowi cyrku, gdzie będzie mogła żyć wśród podobnych do siebie dziwadeł. Jedyne co pada z ust rodzicielki wśród błagań dziecka o litość to jedno zdanie:


„To dla twojego dobra”.

Początki w nowym miejscu są dla dziewczynki piekłem, ale już wkrótce staje się największą atrakcją cyrku. Tam jej życie bardzo się zmienia, ale jej dalszą historię będziecie musieli poznać już sami. Nie będziecie jedynymi, którzy będą chcieli poznać sekrety przeszłości Blackwood, bowiem dwie dekady później w posiadłości zjawia się druga bohaterka poznawanej przez nas czytelników opowieści – Julia Blackwood. Dziewczyna uciekła z domu rodzinnego spod żelaznej ręki rodziców, gdzie jej dzieciństwo wypełniała nieustanna dyscyplina. Ciągłe nakazy i zakazy. Po śmierci rodziców zapisana jej w spadku posiadłość teraz należy do niej. Pewnego dnia natrafia na fotografię osobliwej postaci na grzbiecie słonia. To wydarzenie jest początkiem lawiny pytań bez odpowiedzi, które kłębią się w głowie młodej kobiety. Niczym misternie skonstruowana układanka, na jaw wychodzą kolejne przez lata skrywane w murach starego domu tajemnice. Julia pragnie poznać historię Lilly. Tylko czy na pewno jest na nią gotowa?

Jak się możecie domyślać to, że losy obu bohaterek zostały splecione na kartach książki, nie jest przypadkowe. Musicie Więc koniecznie po nią sięgnąć, aby przekonać się, co je łączy, jak również dowiedzieć się, jak odkryta prawda wpłynie na samą Julię.

Możecie mi wierzyć, że „Dla jej dobra”, to książka, jakiej jeszcze na polskim rynku nie było. Oryginalna i bardzo wciągająca fabuła w połączeniu ze świetnie skonstruowanymi charakterami jej bohaterów sprawi, że nie tylko nie będziecie mogli przestać czytać książki, ale także nie będziecie umieć przestać o niej myśleć. Zapewne już teraz zastanawiacie się, jakim trzeba być nie tylko rodzicem, ale przede wszystkim człowiekiem, żeby przez lata więzić swoje dziecko i wmawiać mu, że jest potworem. Przecież dla każdego rodzica jego dziecko jest najpiękniejsze. Ileż to razy powtarzacie swoim dzieciom, że są piękne i że je kochacie. Okazujecie im swoją miłość i czułość. Lilly niestety nigdy niczego podobnego nie doświadczyła. A kiedy wreszcie poznała wszystko, co przez dziewięć lat jej bezbronnego życia było dla niej zakazane, poczuła się zawiedziona, gdyż tam spotkała ją krzywda, ale jednocześnie dostała wreszcie od losu swoją szansę. Wiodła do niej jednak bardzo trudna i kręta ścieżka.

Sama Julia także przekona się, jak bardzo niszcząca może być siła rodzinnych tajemnic. Na własnej skórze poczuje, jak wielką krzywdę wyrządzili ci, którzy powinni chronić swoje dziecko. Zrozumie, że byli to ludzie, którzy nie potrafili kochać, ale czy zdoła wybaczyć i zacząć nowe życie obciążona ciężarem poznanej prawdy? Tego oczywiście Wam nie zdradzę. Powiem tylko, że my czytelnicy będziemy wprowadzani w stan szoku i niedowierzania dosłownie do samego końca. Nawet jeśli będziemy przekonani, że w tej szokującej, wstrząsającej i poruszającej opowieści wszystko zostało już powiedziane i wszystko już wiemy, to nagle autorka odkryje przed nami takie kolejne jej elementy, że zostaniemy wprowadzeni w stan osłupienia.

Na zakończenie pozwolę sobie powiedzieć kilka słów o samej konstrukcji fabuły, gdyż jest ona bardzo ważnym aspektem w odniesieniu do wszystkiego, o czym przeczytamy w książce. Co z kolei w ostatecznym rozrachunku stworzy genialną spójną całość. Otóż została ona podzielona na następujące po sobie naprzemiennie rozdziały zatytułowane imionami obu bohaterek. Poznajemy w nich losy ich obu takimi, jakie były one w murach rodzinnego domu oraz po jego opuszczeniu. Oczywiście w pewnym momencie obie te perspektywy wspaniale się ze sobą zazębiają. To wszystko w połączeniu z bardzo wielowymiarową kreacją każdego z bohaterów, a także niezwykłą umiejętnością autorki do grania na naszych emocjach i zaskakiwania nas sprawia, że w nasze ręce trafia wyjątkowa książka. Powieść o której nie tylko długo nie zapomnimy, ale również będziemy czuli potrzebę rozmawiania o niej z innymi. Mimo że, książka liczy sobie ponad czterysta stron, to dzięki niezwykłej umiejętności pani Wiseman do przyciągania uwagi czytelnika oraz przystępnemu i swobodnemu stylowi i językowi, którym się posługuje, w żaden sposób tej ilości stron nie odczujemy i przeczytamy książkę z ogromnym zaangażowaniem w mgnieniu oka.

„Dla jej dobra” to zapis tragicznej historii, którą zgotowali niewinnemu dziecku ci, którzy nigdy rodzicami być nie powinni, w poczuciu źle pojętego, a wręcz chorego przeświadczenia o jego dobru. Gorąco Wam tę książkę polecam. Jestem pewna, że przyznacie mi rację, iż jest ona czymś zupełnie nowym na polskim rynku wydawniczym. Nie znajdziecie w niej schematów. Podczas czytania odczujecie całą gamę emocji od smutku poprzez złość, niedowierzanie i konsternację aż po niewielki promyk nadziei, który czy zaświeci jaśniej może pokazać tylko czas.

Recenzja powstałą we współpracy z księgarnią Tania książka, za co bardzo dziękuję.

Zachęcam Was także do zapoznania się z całą ofertą thrillerów przygotowanych dla nas przez księgarnię.



poniedziałek, 21 września 2020

"Matka nigdy o tobie nie zapomni. Córka nigdy ci nie wybaczy"


Matka jest najważniejszą osobą w życiu dziecka niemalże od chwili poczęcia. Niezwykła więź rodząca się między dzieckiem a matką już w chwili, kiedy kobieta nosi swoje maleństwo pod sercem, sprawia, że w późniejszym okresie przez całe swoje dzieciństwo to właśnie matce dziecko ufa najbardziej. Przy niej czuje się najbezpieczniej. Z kolei dla większości matek ta mała istotka staje się oczkiem w głowie. Całe nasze życie zaczyna kręcić się wokół naszego skarbu. Wszelkie podejmowane przez nas działania i podejmowane decyzje, które odnoszą się do naszego syna czy córki mają służyć jego dobru, bezpieczeństwu i szczęśliwemu dorastaniu. Nie jest to łatwe i tylko rodzic wie, jak wiele starań i wysiłków od nas wymaga. Sytuacja wygląda o wiele trudniej, jeśli jesteśmy rodzicem dziecka chorego, czy niepełnosprawnego. W takich przypadkach bowiem matka często zmuszona jest zrezygnować z siebie, pracy zawodowej, aby poświęcić się opiece nad dzieckiem. Dla każdej z nas, która stanęła w obliczu takiej sytuacji, jest to naturalna kolei rzeczy, natomiast społeczeństwo, które każdego dnia jest obserwatorem codziennych zmagań, którym musi sprostać matka chorego dziecka, darzy ją szacunkiem, podziwem i uznaniem. Jednak taka uwaga i podziw nie każdej matce się należy. Nawet jeśli na własne oczy widzimy, z jak wielką troską i oddaniem opiekuje się ona swoim dzieckiem. Co więcej, to właśnie trzeba zrobić wszystko, aby jak najszybciej taką matkę od dziecka odizolować.

Zapewne teraz myślicie sobie, że piszę jakieś herezje. Przecież takiej rodzicielce należy się medal. Za chwilę przekonacie się, że takie postępowanie może być tylko perfekcyjnie zaplanowaną grą pozorów, wykreowaną po to, abyśmy, my postronni obserwatorzy właśnie w taki sposób o tej matce myśleli i tak ją postrzegali.

Nie opowiem Wam na szczęście o doświadczeniach z własnego życia, a postaram się przybliżyć historię Rose Gold głównej bohaterki książki Stephanie Wrobel „Troskliwa”, z której recenzją dziś do Was przychodzę.

W momencie, kiedy my czytelnicy zaczynamy towarzyszyć Rose w jej codziennym życiu, poznajemy ją jako młodą samotną matkę, która nie ma na świecie nikogo, kto byłby jej bliski i na kogo mogłaby liczyć. Dziewczyna nigdy nie miała łatwo. Już jako dziecko doznała wiele bólu i cierpienia. Nie wie, czym jest szczęśliwe dzieciństwo, ponieważ swoje spędzała w izolacji od rówieśników pod opieką zatroskanej matki, która starała się zrobić wszystko, aby wreszcie znalazł się ktoś, kto powie jej, dlaczego jej córeczka gaśnie w oczach. Jest coraz słabsza, wymaga żywienia pozajelitowego i porusza się na wózku. Żaden z lekarzy, choć było ich bardzo wielu, nie potrafił ustalić przyczyn tak ciężkiego stanu dziewczynki. Mimo to jej mama Patty się nie poddała. Trwała przy córce. Każdemu dziecku chciałoby się życzyć tak cudownej matki. Nie wypowiadajcie jednak podobnych życzeń zbyt pospiesznie. A dlaczego? No właśnie.

Po kilku latach od tamtejszych wydarzeń Rose próbuje ułożyć sobie życie na nowo. Jak jej to się udaje, ocenicie już sami. Teraz matki przy niej nie ma, ponieważ odbywa pięcioletni wyrok pozbawienia wolności za doprowadzenie do utraty zdrowia i zagrażanie życiu własnej córki. Tak ta szokująca prawda po latach wyszła na jaw. Dziewczyna już wie, że ta, którą tak bardzo kochała, przez wiele lat okłamywała ją. Mało tego, odegrała perfekcyjną rolę przed lekarzami i mieszkańcami małej społeczności, w której dzieje się akcja powieści. Manipulując ich emocjami, sprawiła, że uwierzyli w jej bezgraniczną miłość i cierpiące serce matki.

Przystępując do lektury książki, zaczynamy poznawać jej fabułę od dnia, w którym Patty opuszcza zakład karny i wspólnie z córką wraca do jej domu. Wygląda na to, że obie chcą zacząć od nowa i postarać się znów być rodziną. Jednak bardzo szybko przekonujemy się, że obie mają swój plan i chcą konsekwentnie go realizować niekoniecznie darzący do pojednania. Atmosfera staje się coraz bardziej napięta i gęsta, tym bardziej że mieszkańcy miasteczka tak łatwo nie wybaczają i nie zapominają.

„Troskliwa” to debiut autorski Stephanie Wrobel i muszę przyznać, że choć mam do niego kilka zastrzeżeń to jednocześnie podziwiam autorkę za podjęcie się w swojej książce tak ważnego, ale jednocześnie niełatwego tematu, jakim jest *Zespół Zastępczy Münchhausena. Cechy tego zespołu właśnie wykazuje matka Rose. Pod tym względem autorka przygotowała się bardzo dokładnie i doskonale odzwierciedliła zachowanie i postępowanie osoby, która na niego cierpi. Sama nigdy wcześniej poza literaturą fachową nie czytałam żadnej innej książki, która poruszałaby problem tej jednostki chorobowej. Teraz natomiast przejdźmy do kwestii wyczerpania znamion thrillera psychologicznego, który to gatunek reprezentuje ten tytuł. Tutaj poczułam już pewien niedosyt, a nawet mogę powiedzieć, że się zawiodłam. Zacznijmy jednak od plusów. Pierwszy i najważniejszy to świetna kreacja bohaterów. Złożoność zarówno postaci matki, jak i córki sprawia, że żadnej z nich nie można jednoznacznie określić jako dobrą, czy złą. Mimo że, Rose, przez wiele lat była krzywdzona przez matkę, nie możemy do końca uznać jej za ofiarę, ponieważ od chwili kiedy poznała całą prawdę jej postępowanie i motywy nią kierujące również pozostawiają wiele do życzenia.

A teraz zaczynają się te mniej dopracowane w moim odczuciu aspekty, czyli brak umiejętności utrzymania początkowo odczuwalnego napięcia i uwagi czytelnika.
Kiedy zaczynałam poznawać fabułę książki, z rosnącym napięciem czekałam na to, co wydarzy się za chwilę i w jakim kierunku potoczy się akcja. Jednak kiedy po zachowaniu Patty zorientowałam się, na czym opierać się będzie opierała się cała treść książki, siłą rzeczy z uwagi na znajomość istoty poruszanego problemu stała się ona dla mnie w pewien sposób przewidywalna i odebrała mi przyjemność wynikającą z elementu zaskoczenia. Dlatego jestem pewna, że osoby, które nie wiedzą nic na temat Zastępczego Zespołu Münchhausena, odbiorą tę książkę zupełnie inaczej, niż ja.

Tytuł ten to dająca do myślenia opowieść o chorobie, cierpieniu, zaburzeniach psychicznych tzw. zaburzeniach pozorowanych, krzywdzie, winie, karze i pragnieniu zemsty. Książkę czyta się bardzo szybko, czemu sprzyja swobodny styl i język, którym posługuje się autorka.

Bez wątpienia należy pogratulować autorce udanego debiutu. Widać, że ma talent. W jej twórczości kryje się potencjał. Początki zawsze są trudne. Na pewno z czasem dalszy wkład pracy zaowocuje wieloma świetnymi książkami, które wyjdą spod Jej pióra i po które ja chętnie sięgnę.

Na zakończenie chciałabym prosić Was moi kochani, abyście byli czujni i zwracali uwagę na to, czy ta troskliwa i kochająca matka, która być może mieszka obok was i która tak wspaniale opiekuje się swoim dzieckiem rzeczywiście ma na sercu jego dobro. Zaburzenia pozorowane wywoływane przez rodziców i opiekunów dzieci bowiem to nie fikcja literacka, a tragiczna i szokująca rzeczywistość, która może prowadzić nawet do śmierci dziecka. Obecnie prowadzone są specjalne szkolenia dla lekarzy i personelu medycznego mające na celu nauczyć ich, jak rozpoznać rodzica, czy opiekuna, który wykazuje cechy wspomnianego zespołu. Jednak jest on bardzo trudny do zdiagnozowania, dlatego wszyscy musimy być czujni. Bez naszej pomocy te bezbronne maluchy sobie nie poradzą.

*Zespół Münchhausena Rodzice wywołują u swoich dzieci choroby, by zyskać uwagę i współczucie otoczenia.

Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania książka, za co bardzo dziękuję.

Zachęcam Was również do zapoznania się z całą ofertą thrillerów przygotowaną dla nas przez księgarnię.



piątek, 11 września 2020

Strażniczka serca.

Kochani, czy podpisaliście oświadczenie woli wyrażające zgodę na przeszczep waszych organów po śmierci? Wiem, że jest to bardzo trudny i delikatny temat, dlatego nie należy wywierać na nikim presji, aby tak ważną decyzję podjął. Ja niestety z przyczyn ode mnie niezależnych dawcą organów zostać nie mogę, jednak uważam, że jest to najpiękniejszy dar, jaki człowiek może ofiarować człowiekowi. Ten wielki gest może uratować życie wielu osobom, a jakaś część nas nadal będzie w nich żyła, mimo że, nas już nie będzie. Nie wolno nam jednak zapomnieć, że podczas, gdy rodzina osoby, która otrzymała szansę na nowe życie właśnie dzięki przeszczepowi, cieszy się i jest ogromnie wdzięczna losowi za to, że udało się uratować kogoś, kogo kochają, jest również ta druga rodzina. Ta, która cierpi po stracie, kogoś, kto musiał umrzeć, aby ktoś mógł żyć. Co więcej, pójdźmy o krok dalej. Często bowiem zdarza się tak, że decyzja o byciu dawcą musi zostać podjęta bardzo szybko, na przykład wówczas kiedy potencjalny dawca ulega nagłemu wypadkowi. W takim przypadku ciężar tej najtrudniejszej woli spada na jego najbliższych. Ich świat nagle rozpad się na kawałki, a jedyne czego pragną to, aby to wszystko, co teraz dzieje się w ich życiu okazało się tylko koszmarnym snem.

Nie martwcie się, nie zdecydowałam się podjąć tego tematu ze względu na to, iż dotknął on mnie, bądź ważne dla mnie osoby. Jak zawsze jestem wdzięczna autorom, że poprzez książki, które oddają w nasze ręce, nie tylko przypominają nam, co w życiu ma największą wartość, ale przede wszystkim przedstawiają różne perspektywy spojrzenia na ten sam temat, tak abyśmy my sami mogli uświadomić sobie, że nic w życiu nie jest jednoznaczne i oczywiste.
Przekonała się o tym główna bohaterka książki Alex DahlŻycie za życie”, o której chcę Wam dziś opowiedzieć.

Jeszcze rok temu moglibyśmy pozazdrościć jej życia, które wiodła, a ją samą nazwać spełnioną pod każdym względem kobietą. Wiodła spokojne i ustabilizowane życie. Jednak dziś jest ono już mglistą przeszłością, a teraźniejszość spowijają opary alkoholu i otępienie lekami uspakajającymi, dzięki którym nasza bohaterka chce zagłuszyć ból po tragedii, w której straciła swoją ukochaną córeczkę. Amelie odeszła, ale jej serce dało drugie życie innemu dziecku. Jak czytamy w książce, Alice od zawsze popierała możliwość oddania organów do transplantacji, jednak kwestia ta nabrała zupełnie innego wymiaru w momencie, gdy sama musiała zmierzyć się z tak trudną decyzją. Teraz chce, tylko żeby Amelie wróciła.

Pogrążona w poczuciu ogromnej straty i bólu nie potrafi odbudować swojego życia na nowo mimo mijającego czasu. Schwytana w macki poczucia winy popada w depresję i tak każdego dnia powoli gaśnie.

Nie wiem, czy wiecie, ale jedną z podstawowych zasad w transplantologii jest to, aby biorca pozostał anonimowy dla rodziny dawcy. Podczas lektury książki dowiecie się, jak bardzo ważne jest, aby zasada ta była bezwzględnie przestrzegana. Niestety zdarza się tak, że w dobie wielu możliwości technologicznych bliscy na własną rękę starają się poznać tożsamość tego, kto nosi w sobie jakąś część tego, kogo stracili. Tak właśnie dzieje się i tym razem. Zrozpaczonej matce udaje się trafić na ślad małej Kai i jej mamy Ismelin. To właśnie Kaja jest teraz strażniczką serca jej córeczki. Obie kobiety wiodą zupełnie różne pod względem statusu materialnego życie, ale obie łączy jedno. Kochają bezgranicznie swoje dzieci. Iselin jest niezmiernie wdzięczna, że może patrzeć, jak jej krucha córeczka, z którą już tak wiele razy się żegnała, wraca do zdrowia. Tymczasem Alice znajduje sposób na to, aby poznać i zbliżyć się do tej dwójki. Początkowo, nic nie wskazuje na to, że nowa przyjaciółka mamy i córki może być dla nich zagrożeniem. Tylko Alice bowiem wie, jak niebezpieczny plan zrodził się w jej głowie.

Książka ta została zakwalifikowana jako thriller psychologiczny, jednak według mnie nie wyczerpuje ona znamion gatunku. Gdybym miała powiedzieć Wam, czego możecie spodziewać się, sięgając po ten tytuł, to bardziej skłaniałabym się ku dramatowi obyczajowemu. Jest to historia kobiet, które chcą zatrzymać przy sobie swoje ukochane dzieci. Z pewnością z uwagi na ważny temat, jakiemu została poświęcona, warto po nią sięgnąć. Wszystko, o czym w niej przeczytacie, na pewno Was poruszy i skłoni do ważnych życiowych refleksji. Tym bardziej że autorka pokazała nam nie tylko, jak tragedia oraz to, co dzieje się później wpływa na samą Alice, ale także na jej małżeństwo. Widzimy, że małżonkowie oddalają się od siebie. Z każdą niemalże chwilą stają się sobie obojętni. Choć są momenty, w których próbują przestać żyć przeszłością, to w pewnym momencie przestają już udawać. 

Jeśli jesteście ciekawi zarówno tego, co planuje Alice, jak i czy uda jej się ten plan spełnić, ale także czy małżeństwo Alice wyjdzie zwycięsko z tej strasznej próby, zachęcam Was do lektury. Tylko najlepiej zapomnijcie o tym, że to miał być thriller. W przeciwnym razie możecie poczuć niedosyt. Mnie zabrakło tu przede wszystkim zaskoczenia, napięcia i wyrazistych charakterystyk bohaterów. Akcja powieści toczy się mocno jednostajnie. Próżno tu szukać spektakularnych zwrotów akcji. Jedynie ostatnie kilkadziesiąt stron wywołało u mnie szybsze bicie serca. Ponadto wielu rzeczy z całej fabuły można się było domyślić. Natomiast jeśli chodzi o samych bohaterów, to stali mi się oni bliscy poprzez wszystko, przez co przeszli. Czułam ich ból, smutek, cierpienie, ale także nadzieję na lepsze jutro. Oni byli bardzo prawdziwi, ale nie wyraziści. Dla dramatu obyczajowego byłby to atut, ale dla thrillera już nie.

Reasumując, przeczytałam naprawdę godną uwagi książkę, ale zupełnie inną niż to, czego oczekiwałam. Jednak nie żałuję czasu z nią spędzonego, ponieważ lubię życiowe i poruszające historie, które dostarczają wzruszeń i refleksji. Całość jest napisana bardzo lekkim i przystępnym językiem. Czyta się szybko, choć moim zdaniem książka mogłaby być krótsza, a treść bardziej skondensowana, przez co uniknęlibyśmy pojawiającego się od czasu do czasu wrażenia monotonii. Wy drodzy czytelnicy musicie sami zdecydować, czy chcecie poznać tę historię. Ja polecam, ale wszystko zależy od tego, czego od niej oczekujecie.

Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania książka, za co bardzo dziękuję.

Zachęcam Was również do zapoznania się z całą ofertą thrillerów przygotowaną dla nas przez księgarnię.


piątek, 21 sierpnia 2020

Tak rodzi się obłęd

Na wieść o tym, że nasza siostra, kuzynka, czy koleżanka właśnie urodziła dziecko i została świeżo upieczoną mamą, spieszymy z gratulacjami. Rozpływamy się nad tym, jak wielkiego szczęścia właśnie dane jej jest doświadczać. Bez wątpienia jest to prawda, ale dziś spojrzymy na to ogromne przeżycie, jakim są narodziny dziecka z zupełnie innej strony. Nie możemy bowiem zapomnieć, że dla wielu kobiet tak znacząca zmiana w ich życiu, mimo wielkiej miłości, jaką darzą swoje maleństwo, może okazać się przytłaczająca. W rezultacie taki stan rzeczy może doprowadzić do depresji poporodowej. Przekonała się o tym bohaterka najnowszej książki Klaudii Muniak „Nie ufam już nikomu”, z której recenzją dziś do Was przychodzę.

Iga od kilku tygodni jest mamą małego Joachima. Początki tak ważnego etapu w jej życiu nie są jednak łatwe. Wie, że teraz to głównie ona jest odpowiedzialna za to, aby chłopiec był bezpieczny i aby niczego mu nie brakowało. To zadanie okazuje się dla kobiety ponad jej siły. Obolała po ciężkim porodzie z trudem znosi czas połogu. Sytuacji nie ułatwia fakt, że nasza bohaterka cierpi na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, czyli nerwicę natręctw.

Iga ma świadomość, że gdyby nie pomoc matki i obecność kochającego męża sama nie byłaby w stanie podołać wszystkim obowiązkom, jakie nakłada na nią bycie matką. Ma jednak nadzieję, że stan, w którym się znajduje, jest tylko przejściowy i wkrótce odejdzie w zapomnienie, Rozpoczęła bowiem przerwane na czas ciąży leczenie lekami antydepresyjnymi, a ponadto regularnie spotyka się ze swoją psychoterapeutką. Mało tego, wielu pacjentów zmagających się z problemami służby zdrowia mogłoby jej pozazdrościć, gdyż jest jedną z pierwszych osób, która ma możliwość testować innowacyjną metodę leczenia za pomocą wczepionego pacjentowi czipu. Zdalnie programowany, perfekcyjnie kontroluje dawki i czas podawanych leków. Co prawda metoda ta jest nowatorska, ale Iga ufa jej działaniu, ponieważ będąc naukowcem, jest również jej współtwórcą. Przy tak kompleksowym leczeniu można mieć nadzieję, że poprawa samopoczucia mamy Joachima to tylko kwestia czasu. Tymczasem ku jej zaskoczeniu, ona czuje się coraz gorzej. Przerażona i bezsilna zaczyna doświadczać bardzo realistycznych i przerażających halucynacji, w których stanowi zagrożenie dla swojego dziecka. Granica między rzeczywistością a obłędem, w który stopniowo popada, zaczyna mocno się zacierać. Co więcej, bardzo szybko do halucynacji dołączają zaniki pamięci, których Iga nie potrafi racjonalnie wyjaśnić. Zagubiona i przestraszona musi, jak najszybciej zrozumieć, co się wokół niej dzieje, gdyż w momencie, kiedy widzi siniaki na ciele syna, zdaje sobie sprawę, że tu nie chodzi tylko o nią, a o jego bezpieczeństwo. Czy to możliwe, aby to właśnie ona byłą dla niego największym zagrożeniem? O tym musicie przekonać się już sami, sięgając po książkę, do czego oczywiście serdecznie zachęcam.

Nie ufam już nikomu” to wciągający thriller medyczny, w którym poza wspomnianym wątkiem medycznym, do którego jeszcze za chwilę wrócimy, autorka poruszyła także kilka innych bardzo ważnych i życiowych aspektów. Jeśli coś na ich płaszczyźnie się nie układa, mogą sprawić, że przestaniemy ufać nie tylko sobie, ale wszystkim wokół, Nawet jeśli są to osoby nam bliskie.

To na co warto zwrócić uwagę w pierwszej kolejności to relacje Igi z matką. Choć kobieta twierdzi, że chce dla córki jak najlepiej, to sama Iga mówi otwarcie, że choć kocha swoją matkę, to ta zawsze robiła wszystko tak, by było dobrze, ale tylko jej samej. Córka nigdy nie zasłużyła na uznanie w oczach rodzicielki. Bez względu na to, co w życiu robiła, zawsze było to za mało, aby zadowolić kobietę. Jak się przekonacie podczas lektury książki, w życiu Igi zdarzył się jeden moment, jeden zły wybór, który dość mocno zaważył na tym, że teraz musi ona zmagać się z piętnem przeszłości tylko dlatego, że nadopiekuńcza matka zdecydowała schować ją pod kloszem swoich wpływów. Czy teraz kobiecie na pewno zależy na dobru córki? A może chce, żeby znowu było tak, jak ona to sobie zaplanowała. Tego oczywiście dowiecie się, czytając książkę.

Kolejny ważny aspekt mający znaczący wpływ na życie Igi to jej relacje z mężem. O nim samym nie dowiadujemy się zbyt wiele poza tym, że jest kochającym i czułym mężem. Ciężko pracuje nad udoskonalaniem ich wspólnego projektu nad czipem. Jest oddany żonie. Jednak w momencie, kiedy ona przechodzi przez wszystko, o czym czytamy na kartach książki, małżeństwo Igi i Natana przeżywa  swego rodzaju kryzys. Małżonkowie oddalają się od siebie. Dochodzi równe do pewnego rodzaju incydentów z udziałem mężczyzny, które sprawiają, że kobieta zaczyna postrzegać go w zupełnie innym świetle. To wszystko pozwala jej mieć wątpliwości co do tego, czy mężowi w istocie zależy tylko na jej dobru.

No i wreszcie dochodzimy do wątku przyjaźni głównej bohaterki z Martą. Marta to typ przyjaciółki lojalnej, zawsze gotowej służyć wsparciem i dobrym słowem, ale nie wszystko złoto, co się świeci, a dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Nie zdradzę nic więcej. Jeśli chcecie wiedzieć, co mam na myśli, pisząc te słowa, nie pozostaje Wam nic innego, jak tylko przystąpić niezwłocznie do poznawania tej historii.

Możecie mi wierzyć, że poznając od podszewki wszystko, z czym zmaga się Iga i w jakiej atmosferze lęku, strachu i niepewności toczy się jej codzienność, odczujecie niemalże namacalnie, co znaczy przestać ufać nie tylko innym, ale przede wszystkim samemu sobie. Autorka dołożyła wszelkich starań, aby czytelnik poczuł wszystko to, co czuje Iga i udało jej się to rewelacyjnie. Momentami nie wiemy, co jest prawdą, a co tylko efektem halucynacji bohaterki. Sprawia to, że trwamy w ogromnym napięciu o bezpieczeństwo bezbronnego dziecka.

Co prawda, żaden z bohaterów nie zyskał mojej sympatii, ale jestem pełna uznania dla autorki odnośnie do solidnego przygotowania się pod względem oddania istoty zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych.

Bardzo ciekawy okazał się także aspekt zastąpienia regularnych wizyt w gabinecie lekarskim urządzeniem, które mogłoby monitorować nasz stan zdrowia i adekwatnie do sytuacji zdrowotnej, w jakiej się obecnie znajdujemy podawać nam dożylnie odpowiednie dawki leków. Wydaje się to idealną alternatywą dla długich terminów oczekiwania na wizytę u specjalisty i przesiadywania wielu godzin w przychodni, czy szpitalu. Ale czy to naprawdę bezpieczne? Iga już to wie, teraz wasza kolej.

„Nie ufam już nikomu” to bardzo dobry thriller, który czyta się z rosnącą ciekawością i zainteresowaniem odnośnie tego, co może wydarzyć się za chwilę. Mimo że, nie nie mamy tu spektakularnych zwrotów akcji, to podskórny niepokój nie opuszcza nas do samego końca. Mimo początkowego wrażenia, że akcja się lekko dłuży, książka wciągnęła mnie tak mocno, że nie mogłam się od niej oderwać, przez cały czas próbując wydedukować i przewidzieć jeszcze zanim zdradzi to Pani Klaudia, jaki będzie koniec tej historii. Niestety nie udało mi się to, czemu się nie dziwię, bo finał bardzo mnie zaskoczył, a to właśnie lubię.

Jeśli szukacie bardzo dobrze napisanej książki, która dostarczy Wam wielu emocji, a której bohaterowie nie raz swoim postępowaniem wzbudzą w Was szereg różnorodnych odczuć, to koniecznie sięgnijcie po ten tytuł. Ciekawa fabuła, w którą wplecione zostały ważne i bardzo realistyczne wątki skłoni Was do refleksji i przemyśleń. To opowieść o chorobie, relacjach rodzinnych, błędach przeszłości, macierzyństwie oraz innowacyjnych technologiach medycznych. Widać, że Pani Klaudia Muniak włożyła w napisanie swojego najnowszego dziecka bardzo dużo pracy, co w połączeniu z niezwykle przystępnym językiem i swobodnym stylem pisania, którym się posługuje, zapewnia nam kilka godzin zupełnego oderwania od codziennych zajęć. Dlatego z pewnością warto po niego sięgnąć i się zaczytać.

Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania książka, za co bardzo dziękuję.

Zachęcam Was również do zapoznania się z całą ofertą thrillerów przygotowanych dla nas przez księgarnię.


wtorek, 11 sierpnia 2020

Zamknięta w bańce bólu i cierpienia.

Mówi się, że tylko śmierć jest w życiu sprawiedliwa, ponieważ nikogo z nas nie ominie i każdy bez względu na to, jak wygląda jego życie, prędzej czy później będzie musiał się z nią skonfrontować. Dziś jednak nie będziemy rozmawiać o istocie śmierci, a o tym, jak wygląda życie osób, które tracą bliską swemu sercu osobę. Ból i cierpienie po odejściu kogoś, kogo kochamy, jest jednym z najbardziej trudnych, a wręcz traumatycznych przeżyć. Zgadzamy się z tym zapewne wszyscy, ale pójdźmy o krok dalej i zastanówmy się, czy okoliczności, w jakich nasz krewny, przyjaciel, czy znajomy kończy życie doczesne, mają wpływ na to, jak radzą sobie z tą sytuacją ci, których zostawili tu na ziemi. Według mnie  owszem  jest to bardzo istotny czynnik w procesie przechodzenia  tych osób przez etap żałoby i godzenia się z tym, co się stało. Nie chcę, abyście źle mnie zrozumieli. W żaden sposób nie  umniejszam cierpieniu wynikającemu ze śmierci kogokolwiek, ponieważ bez wątpienia jest ono niewyobrażalne, jednak uważam, że o ile sam wymiar cierpienia się nie zmienia to, łatwiej jest pogodzić się ze śmiercią kogoś, kto na przykład zmarł z racji wieku, czy długoletniej choroby, aniżeli kogoś, kto umiera nagle i niespodziewanie. Jeszcze wczoraj dzieliliśmy z kimś życie. Był zdrowy, w pełni sił. Mieliśmy wspólne plany i marzenia, a dziś już tej osoby z nami nie ma. Jak w obliczu takiej tragedii żyć dalej żyć?

Przed tak  trudnym zadaniem staje główna bohaterka debiutanckiej powieści Lauren North „Zdrada doskonała”. Kobieta jeszcze wczoraj wiodła spokojne szczęśliwe życie u boku męża Marka. Małżonkowie wychowywali wspólnie syna Jamiego. Dziś po tamtym życiu zostały tylko zgliszcza. Zaledwie w kilka godzin świat naszej bohaterki legnie w gruzach. Od chwili, kiedy dowiedziała się, że jej mąż zginął w wypadku samolotowym, nie potrafi poradzić sobie z tym, co ją spotkało. Zamknięta w bańce swojego bólu i cierpienia odcina się od rzeczywistości. Wie jednak, że nie może dać się wciągnąć w otaczającą ją otchłań nicości i zagubienia, ponieważ ma jeszcze syna. Niestety wiedzieć, a wcielić tę wiedzę w życie to zupełnie dwie różne kwestie. Tess nie ukrywa tego, że nie radzi sobie sama ze sobą. Na szczęście są organizacje, które mają za zadanie podać pomocną dłoń tym, którzy nie potrafią znaleźć w sobie siły, aby zacząć żyć na nowo w nowej dla siebie rzeczywistości. Nie jest to łatwe, a nikt nie zrozumie naszego bólu bardziej, niż ktoś, kto również poznał jego niszczącą moc.

Pewnego dnia do drzwi Tess puka Shelley. Kobieta zapewnia Tess, że doskonale rozumie, co ta czuje i dlatego pomoże jej przetrwać ten najgorszy czas w jej życiu. Wyrozumiała, pełna życzliwości zdobywa zaufanie swojej podopiecznej. Co więcej, bardzo szybko nić porozumienia, która wytwarza się między nimi, przeradza się w przyjaźń. Nie trudno się temu dziwić, gdyż powszechnie wiadomo, że cierpienie zbliża ludzi. Shelley nie jest jedyną osobą, która chce pomóc Tess. Chęcią pomocy wykazuje się również brat Marka Ian.

Wydawać by się mogło, iż Tessa ma ogromne szczęście, że ma blisko kogoś, kto chce jej dobra i służy swoją pomocą. Ona sama tak właśnie myśli do momentu, gdy na jaw zaczynają wychodzić sekrety i tajemnice Marka. Pociągają one za sobą szereg niewyjaśnionych zdarzeń, wzbudzających podejrzenia nie tylko, co do tego co działo się w życiu jej męża za jej plecami, ale także poddają w poważną  wątpliwość bezinteresowność  i wielkoduszności szwagra oraz nowej przyjaciółki. Pełna lęku i strachu Tess musi chronić Jamiego. Przecież teraz ma tylko go.
Sięgnijcie koniecznie po książkę i przekonajcie się, czy strach ten ma swoje uzasadnienie i czy chłopiec oraz jego mama mogą czuć się bezpieczni w swoim  domu.

Kiedy cierpimy, stajemy się bezbronni. Zatraceni w trawiącym nasze serce i duszę bólu często balansujemy na granicy jawy i swoich własnych wyobrażeń. Już nie raz słyszałam, jak ludzie dzielący się swoimi przeżyciami po stracie ukochanej osoby mówili: „pewnych zdarzeń z tamtego okresu zupełnie nie pamiętam. Mam wrażenie, jakby ktoś wyjął mi te chwile z życia”. Jest to, jak najbardziej uzasadnione, gdyż często nasza podświadomość, chcąc ulżyć naszemu bólowi, wypiera pewne fakty. Mówię o tym dlatego, że w takim stanie stajemy się niczym marionetki w rękach innych ludzi. Bardzo łatwo nami manipulować i sprawić byśmy w pewnym momencie sami nie wiedzieli, co jest prawdą, a co kłamstwem. Kto jest prawdziwym przyjacielem, a kto tylko takiego udaje. Kto naprawdę chce nam pomóc, a kto ma, w swoich pozornie dokonywanych w dobrej wierze działaniach, ukryty motyw.

Autorka w bardzo zajmujący i intrygujący sposób ukazała ten model manipulacji na kartach powieści. Perfekcyjnie w poczuciu nieustającego niepokoju towarzyszącemu czytelnikowi przez całą fabułę podrzuca czytelnikowi mylące sugestie. Tym samym steruje nie tylko emocjami swojej bohaterki, ale i nas samych, by na końcu, wbrew naszym wszelkim wcześniejszym przewidywaniom bardzo mocno nas zaskoczyć.

„Zdrada doskonała” to bardzo dobry thriller psychologiczny, który czyta się z ogromnym zainteresowaniem i ciekawością tego, co wydarzy się za chwilę. Świetnie wykreowane portrety psychologiczne bohaterów w połączeniu z pierwszoosobową narracją sprawiają, że przez cały czas wiemy, co czują i myślą bohaterowie. Bardzo ciekawym zabiegiem ze strony autorki jest wplecenie w całość historii wewnętrznych monologów, które prowadzi Tess. Jeśli chodzi o mnie, książka mocno mnie wciągnęła i nie mogłam się od niej oderwać.
Przyznaję, że przystępując do lektury książki, bardzo jednoznacznie odebrałam jej tytuł i zasugerowana nim spodziewałam się zupełnie czegoś innego, niż to, co czekało na mnie na jej kartach. I pewnie teraz Was zaskoczę, albowiem jestem bardzo zadowolona, że moje pierwotne oczekiwania nie zostały spełnione, gdyż dostałam coś o wiele lepszego. Autorka przypomniała mi bowiem, że zdrada nie jedno ma imię.

Gorąco zachęcam Was kochani do sięgnięcia po ten tytuł. Lekkość i swoboda stylu oraz języka, którym posługuje Lauren North no i oczywiście jej niezwykła umiejętność skupienia naszej uwagi oraz podsycania z każdą przeczytaną stroną książki ciekawości czytelnika odnośnie do następujących po sobie wydarzeń sprawi, że będziecie przekręcać je z niecierpliwością i w mgnieniu oka, niepostrzeżenie dla siebie samych dotrzecie do końca. Życzyłabym nam wszystkim jeszcze więcej tak dobrych debiutów. Ja z niecierpliwością czekam na kolejne książki autorki i jestem pewna, że jeszcze nie raz o niej usłyszymy.

Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania książka, za co bardzo dziękuję.

Zachęcam Was także do zapoznania się z całą ofertą thrillerów przygotowanych dla nas przez księgarnię.


piątek, 3 lipca 2020

Jesteś moją obsesją.

Moi drodzy z pewnością wielu z nas przynajmniej raz w życiu było zakochanymi i wie, jak piękne jest to uczucie. Kiedy mamy obok siebie kogoś, kogo kochamy, czujemy się szczęśliwi i chcemy to szczęście zatrzymać przy sobie już na zawsze, budując z tą osobą wspólną przyszłość. To naturalna i piękna kolej rzeczy. Jednak, jak wszystko w życiu, miłość ma również dwie strony medalu. Musimy bowiem zdawać sobie sprawę z tego, że decydując się na wejście w związek, nie powinniśmy zapominać o tym, że nie każdy kończy się przed ołtarzem z obrączką na ręku i sakramentalnym tak, które wypowiadamy, patrząc w oczy ukochanej osobie. Niestety, nawet szczęśliwe związki często się rozpadają, dlatego tak samo, jak cudownie jest się zakochać, równe trudno pogodzić się z poczuciem odrzucenia po rozstaniu. Jest to trudny i często długotrwały proces, ale na szczęście większość z nas potrafi zamknąć etap zakończonego związku i iść dalej przez życie nie patrząc wstecz. Nie bez powodu użyłam stwierdzenia większość z nas, ponieważ nie wszyscy. I właśnie o sytuacji, kiedy nie możemy zapomnieć o naszym byłym już partnerze i o chwilach, które wspólne z nim przeżyliśmy, chciałabym tym razem z Wami porozmawiać. A pomoże nam w rozważaniu tego bez wątpienia trudnego problemu historia Patricka, głównego bohatera powieści Miłość i inne obsesje” Liane Moriarty, z której recenzją dziś do Was przychodzę.

Patrick jest wdowcem samotnie wychowującym ośmioletniego syna. Choć bardzo kochał żonę, którą zabrała mu ciężka choroba, chce zbudować sobie życie na nowo u boku kobiety, która pokocha jego i jego dziecko. Jest to, jak najbardziej normalne, lecz jak się przekonacie podczas lektury książki, w jego przypadku niełatwe zadanie. Pewnie myślicie sobie teraz, że problem leży w tym, iż mężczyzna ma dziecko i nie każda kobieta chce decydować się na wchodzenie w podobną relację. Otóż nic bardziej mylnego. Przeszkodą na drodze do szczęścia mężczyzny jest Saskia, była dziewczyna Patricka, dla której miłość stała się obsesją. Choć od ich rozstania minęło już kilka lat, kobieta nieustannie, go nęka i prześladuje. Zna każdy jego krok i wie o wszystkim, co dzieje się w życiu byłego chłopaka. Nieustanie go śledzi stając się jego cieniem. Taka sytuacja, czemu nie ma się co dziwić, odstrasza kobiety, które poznaje nasz bohater. Kiedy więc poznaje Ellen, pełen obaw wyznaje jej: „Ktoś mnie nęka” i pokrótce opowiada jej, jak wygląda jego życie z nieodłącznym balastem w postaci nieustępliwej stalkerki.
Sama Ellen nie czuje się jednak przerażona, czy zniechęcona związkiem, gdzie siłą rzeczy stanie się częścią swego rodzaju trójkąta, a co więcej nie ma pewności, czy nie grozi jej niebezpieczeństwo ze strony prześladowczyni swojego mężczyzny, o której przecież nic nie wie. Wręcz przeciwnie, czuje się zaintrygowana jej osobą.

I tak przechodzimy do kolejnego wątku, na który autorka zwróciła uwagę swoich czytelników na kartach książki. Zapewne zastanawiające jest, dlaczego Ellen tak szybko i łatwo godzi się na bycie z Patrickiem, wiedząc, z czym będzie musiała się zmierzyć. Większość kobiet potrzebowałaby czasu, aby przemyśleć to, o czym dosłownie przed chwilą się dowiedziały i zastanowić się, czy są gotowe na to, jak może teraz wyglądać ich życie. Tymczasem ona podejmuje decyzje natychmiast, bez mrugnięcia okiem. Otóż już wyjaśniam, w czym rzecz. Elen z zawodu i pasji jest hipnoterapeutką, a więc zgłębianie tajemnic ludzkiego umysłu za pomocą hipnozy jest jej codziennością. Stąd też wynika zainteresowanie osobą Saski. Nowa partnerka Patricka stara się dowiedzieć, jak najwięcej o jego byłej, lecz on nie jest skory do zwierzeń. I tak rodzi się pytanie, czy po prostu nie chce wracać do przeszłości, czy może coś ukrywa? O tym jednak musicie przekonać się już sami.

Miłość i inne obsesje” to książka ze świetnym pomysłem na fabułę. Autorka bowiem porusza kilka ważnych i ciekawych kwestii, na które warto zwrócić uwagę i które na pewno budzą zainteresowanie wielu osób. Po pierwsze i najważniejsze, mamy możliwość dowiedzieć się, co dzieje się w głowie osoby, która nie potrafi odciąć się od przeszłości i emocjonalnie, oraz mentalnie zakończyć dawno już nieistniejącego związku. Widzimy, jak bardzo duży i niszczący wpływ na człowieka ma obsesja spowodowana odrzuceniem. Niszczy życie nie tylko osoby prześladowanej, ale również prześladującej. Saskia poświęcając cały swój czas na obserwowanie i niejako ciągłe bycie częścią życia Patricka odcina się od przyjaciół, znajomych i życia towarzyskiego, a tym samym traci swoją szansę na to, aby poznać i pokochać kogoś innego. Aby żyć pełnią życia i na nowo poczuć się szczęśliwą.

Kolejny ważny aspekt, na który została zwrócona nasza uwaga to fakt, że przemocą nie nazywamy tylko fizycznej napaści na drugą osobę, ale prześladowanie psychiczne także nią jest. Nie będę oczywiście zdradzała Wam szczegółów, aby nie spoilerować, ale w jednej z opisywanych w książce scen Saskia mówi „Nigdy nie zrobiłam mu krzywdy”, co dowodzi temu, że wiele osób nie jest w pełni świadomych powagi i szkód prześladowania psychicznego.

No i wreszcie dochodzimy do wątku hipnoterapii. Fakt, że hipnoza może pomóc wielu osobom nie tylko uporać się z wieloma problemami natury psychicznej, emocjonalnej i fizycznej, ale także dotrzeć do naszej podświadomości, w której często kryje się wiele blokad niepozwalających nam cieszyć się satysfakcjonującym nas życiem. Poznajemy wiele technik hipnozy.

Zapewne zgodzicie się ze mną, że pomysł na fabułę oraz wplecione w nią wątki pozwalają nam czytelnikom spodziewać się ciekawej i wciągającej lektury, ze złożonymi portretami postaci, jak również dreszczyku emocji, a nawet niepokoju wynikającego z faktu, że nigdy nie wiemy, czego możemy spodziewać się po osobie owładniętej obsesją, która żyje w poczuciu straty i przekonaniu, że ktoś odebrał jej szczęśliwe życie.

Dokładnie tego oczekiwałam, biorąc do ręki książkę. Niestety bardzo szybko okazało się, że moje oczekiwania nie zostaną spełnione, gdyż ku mojemu ogromnemu smutkowi niewątpliwie tkwiący potencjał w całej historii, która została oddana w ręce nas czytelników, został zmarnowany. Podczas czytania nie odczułam żadnych głębszych emocji. Tempo akcji było mocno jednostajne. Nie doczekałam się, żadnych zwrotów akcji, a co więcej przez całe ponad pięćset stron, które liczy sobie ten tytuł, miałam wrażenie, że ciągle czytam o tym samym. Sami bohaterowie okazali się mało wyraziści, co w rezultacie zaowocowało tym, że czułam się mocno znużona. Plusem książki jest na pewno bardzo przyjemny w odbiorze styl pisania autorki i język, którym się posługuje.

Tym razem nie będę Wam polecała ani odradzała sięgnięcie po tę pozycję. Wiem, że są osoby, którym spodobała się ona dużo bardziej niż mnie, co dowodzi temu, że jej odbiór zależy od tego, czego od niej oczekujemy oraz od naszych preferencji czytelniczych. Pamiętajcie, że są to tylko moje subiektywne odczucia i Wasze odczucia po lekturze mogą być zupełnie odmienne. Dlatego najlepiej zrobicie, jeśli poznacie tę historię i wyrobicie sobie o niej własne zdanie.

Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania książka, za co bardzo dziękuję.

Zachęcam Was również do zapoznania się z całą ofertą literatury obyczajowej przygotowanej dla nas przez księgarnię. 


piątek, 19 czerwca 2020

Jestem dziewczyną do towarzystwa.

Kiedy młody człowiek wkracza w dorosłe życie, niezbędne jest mu wsparcie najbliższych. Choć ten czas mam już dawno za sobą i dziś jest on tylko wspomnieniem, to doskonale pamiętam moment, kiedy idąc na studia, wydawało mi się, że jestem już taka dorosła i będąc z dala od domu, doskonale sobie poradzę. Bardzo szybko jednak przekonałam się, że w pełnym tych słów znaczeniu „tylko mi się wydawało”. Realia zweryfikowały mocno moje wyobrażenia o wspaniałym studenckim życiu. Na szczęście zawsze mogłam liczyć na pomoc moich rodziców, za co jestem im ogromnie wdzięczna, ponieważ wiem, że dzięki temu udało mi się uniknąć wielu błędów, za które patrząc z perspektywy czasu, mogłabym słono zapłacić i które mając na uwadze koleje losów niektórych moich znajomych, mogłyby odcisnąć swoje piętno na całe moje życie.

Nie piszę Wam o tym dlatego, abyście wyrażali swoje uznanie dla mojej rodziny i moich z nią relacji. Wręcz przeciwnie. Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie każdy młody człowiek ma w swoim życiu kogoś na kogo może liczyć, a często jego rodzina, jest rodziną tylko z nazwy. Co za tym idzie pozostawieni, samym sobie młodzi dorośli, obciążeni problemami dorosłego życia, nie potrafią sobie z nimi poradzić i przyciśnięci do muru, w ich mniemaniu w sytuacji bez wyjścia podejmują bardzo desperackie i nierozważne decyzje, które mają być rozwiązaniem wszystkich ich problemów, a niestety najczęściej okazuje się jednak, że są one dopiero ich początkiem. Przekonała się o tym główna bohaterka najnowszej książki Robyn Harding „Umowa”, o której chcę Wam dziś powiedzieć – Natalie. Poznajcie jej historię.

Dziewczyna jest studentką nowojorskiej akademii sztuk pięknych. Ma dopiero 21 lat, ale mimo młodego wieku chce prowadzić samodzielne życie. W domu rodzinnym nie znajduje już dla siebie miejsca. Rodzina, którą kiedyś miała, rozpadła się. Matka ma już swoją nową rodzinę i dwójkę upragnionych blondasków, jak z obrazka, którymi chwali się bez przerwy. A ojciec przypomina sobie o niej tylko od święta. Nasza bohaterka wyjeżdża na drugi koniec kraju do Nowego Jorku, by rozpocząć swoje wymarzone studia. Nowe życie nie szczędzi jej jednak trosk i powodów do zmartwień. Boryka się z problemami finansowymi. Brakuje jej pieniędzy na czesne, a współlokatorki, z którymi dzieli wynajmowane mieszkanie, tracą cierpliwość dla jej ciągle zaciąganych wobec nich długów i opóźnień w opłatach za wynajem. Jeśli czegoś nie wymyśli, wkrótce zostanie bez dachu nad głową. Pomysł na to, jak sobie radzić w dzisiejszym świecie będąc młodą, atrakcyjną kobietą podsuwa Ninie, jedna z koleżanek na roku. I tak oto zostaje ona dziewczyną do towarzystwa.

Choć nasza bohaterka ma pewne opory przed takim sposobem zarabiania pieniędzy, to jednak mając przysłowiowy nóż na gardle, zakłada, że będzie to tylko chwilowy i doraźny sposób na to, aby wyjść z impasu, w jakim się znalazła. W ten właśnie sposób poznaje o wiele od siebie starszego, przystojnego i zamożnego prawnika Gaba. Romans tej dwójki rozkwita. Przy nim Nat czuje się wyjątkowa i bezpieczna. Ten czarujący mężczyzna troszczy się o nią i dba o jej dobro. Jest to dla niej niezwykle ważne, bo właśnie pojawił się w jej życiu były chłopak, który chce ją zniszczyć. Wszystko układa się wspaniale do momentu, kiedy Natalie łamie reguły umowy zawartej ze swoim kochankiem i nie zakochuje się w nim. Od tej pory zaczynają się prawdziwe problemy. Gabe wbrew pragnieniom swojej kochanki nie chce odejść od żony, a ta nie potrafi się z tym pogodzić. Sprawdźcie sami, co dzieje się w sytuacji, kiedy miłość przeradza się w obsesję i do czego zdolny jest człowiek, by dostać to, co chce i bronić tego, co może stracić.

„Umowa” to książka dobra, ale nie wyróżniająca się niczym szczególnym. Czyta się ją bardzo szybko i z ciekawością tego, jak potoczą się dalej następujące po sobie wydarzenia, ale w moim odczuciu zabrakło mi w całej tej historii napięcia charakterystycznego dla tego gatunku książek. Autorka poruszyła w książce bardzo wiele aktualnych w dzisiejszym świecie tematów. Sponsoring, samotność w rodzinie i małżeństwie. Pokazała nam również, co kryje się za tą cienką granicą dzielącą miłość od nienawiści w obliczu poczucia porzucenia i skrzywdzenia oraz zagrożenia utraty tego, na czym nam zależy. Jest to godna uwagi i polecenia opowieść o miłości, niespełnionych marzeniach krzywdzie, nienawiści, zbrodni i wybaczeniu z bardzo zaskakującym zakończeniem, którą ja ze swej strony oczywiście Wam polecam z zastrzeżeniem, że ja skłaniałabym się do sklasyfikowania tego tytułu bardziej jako powieść obyczajowa z dreszczykiem, aniżeli thriller.

Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania książka, za co bardzo dziękuję.

Zachęcam Was również do tego, abyście zapoznali się z całą ofertą kryminałów, które przygotowała dla nas księgarnia.

Inne książki autorki, które recenzowałam:





poniedziałek, 15 czerwca 2020

Wszystko będzie dobrze.

Moi drodzy śmiało mogę powiedzieć, że należy mi się nagroda, a przynajmniej wyróżnienie za perfekcyjnie odgrywaną przez wiele lat rolę tej pełnej optymizmu, siły i wewnętrznej radości dziewczyny, a teraz już kobiety, jak postrzegają mnie osoby, które spotykam na swojej życiowej drodze. Wielu z Was pisze do mnie, czy to w komentarzach na blogu, czy też w wiadomościach prywatnych, że podziwiacie mnie za to. Jest mi niezmiernie miło, ale dziś przyszedł czas, kiedy wreszcie jestem gotowa, aby otwarcie przyznać się Wam do tego, że nie zawsze jest tak kolorowo, jak widzą to osoby z mojego otoczenia, bowiem od czasów liceum jest ze mną ktoś, kto każdego dnia zmusza mnie do zakładania maski, w której pokazuję się światu. Jest to moja wierna towarzyszka depresja. Ona nigdy mnie nie opuszcza, ale też bywają dni, tygodnie, a nawet miesiące, kiedy nie pozwala mi normalnie żyć i choć nie pokazuję tego nikomu, w zaciszu własnego domu przejmuje nade mną władzę i próbuje mnie zniszczyć. Jakby tego było mało, depresję dzielnie wspiera nerwica lękowa. Wspólnie tworzą trudny do pokonania duet.

Nie będziemy się jednak skupiać na mnie, bo teraz mam ten lepszy czas i pewnie nie powiedziałabym Wam o moich zmaganiach z chorobą, ponieważ zapewne borykając się na co dzień z własnymi problemami, szukacie w internecie tej pozytywnej odskoczni, ale impulsem do takiego otwarcia się przed Wami stała się dla mnie najnowsza książka Agaty Czykerdy-Grabowskiej „Fale i echa”, o której chcę Wam dziś kilka słów opowiedzieć.

Poznajcie Ninę, młodą dziewczynę, która, choć z pozoru prowadzi niczym niewyróżniające się studenckie życie, to gdy poznacie ją bliżej, przekonacie się, że jest ono podporządkowane chorobie, z którą żyje już od kilku lat. To ona i samobójcza śmierć matki, która została owiana przez resztę jej rodziny aurą wielu niedopowiedzeń, przemilczanych pytań bez odpowiedzi oraz tajemnic złamała dziewczynę wewnętrznie. Codzienność Niny naznaczona jest samotnością i obezwładniającym lękiem przed śmiercią. Jedyne, co pozwala jej nie zatonąć w odmętach paraliżującego ją lęku to wypracowane rytuały i nieustannie powtarzane zaklęcia. Nie zawsze są one skuteczne, dlatego zapomnienia szuka w weekendowych wyjściach do klubu, gdzie może zatracić się w tańcu i być po prostu anonimową dziewczyną. Choć nie jest wtedy do końca sobą, wieczory takie są dla niej wytchnieniem od koszmarów, jakimi stały się dla niej noce, ale o tym musicie już przeczytać sami.

Na jednym z takich właśnie wyjść do klubu, poznaje niezwykłego chłopaka, który odmienia jej życie. Chłopaka, który robi wszystko, aby każdej nocy godzina 3:00 nie była godziną jej śmierci. Przy nim przestaje umierać, choć czuje, że Filip również skrywa swoje tajemnice. Opiekuńczy, pełen empatii i oddania młody mężczyzna ofiaruje tak bardzo potrzebny naszej bohaterce spokój i zrozumienie dla tego, jaka jest naprawdę i przez co zdeterminowane jest jej życie. Choć Nina czuje, że ten wyjątkowy chłopak, który podbił jej serce i sprawił, że zagościła w nim muzyka, jest tak bardzo różny od niej, to tylko on wie, w jak dużej mierze różnice te są pozorne. Łączy ich więcej, niż Nina mogłaby przypuszczać. Ma jednak świadomość tego, że to, czego dowie się o nim ta niezwykła zagubiona dziewczyna, może sprawić, że straci ją na zawsze. Przekonajcie się koniecznie, czy nasza dwójka zaryzykuje i obnaży przed sobą wszystkie swoje słabości, obawy i trawiące ich demony przeszłości.

Sama Nina wierzy w to, że to właśnie w przeszłości, którą ona  wyparła z pamięci, kryje się klucz do tego, aby zaznała uzdrowienia i mogła przestać żyć z piętnem śmierci. Filip ofiaruje jej swoją pomoc, w tym niełatwym dla niej kroku w bolesną przeszłość. Jednak to, czego się dowiaduje i co udaje jej się ustalić, wcale nie przynosi ukojenia, krzywdzi i sprawia, że na pewne osoby już nigdy nie spojrzymy tak, jak do tej pory.

W tym miejscu zadajmy sobie pytanie:

Czy prawda zawsze niesie ze sobą wyzwolenie, czy nie lepiej czasami wiedzieć mniej, czy też należy zawsze dążyć do jej poznania?

Z tym pytaniem Was zostawiam, gdyż zdaję sobie sprawę, że jest to kwesta indywidualnego podejścia. „Fale i echa” to bardzo poruszająca i emocjonalna historia, która stawia nacisk na to, co niewidoczne dla oczu. Cierpienie i samotność młodych ludzi, których mimo młodego wieku życie już bardzo mocno doświadczyło. Opowieść ta porusza, wzrusza i trafia wprost do naszych serc. Ze swej strony bardzo dziękuję autorce za poruszenie tak ważnego tematu, jakim jest depresja, ponieważ z chorobą tą zmaga się wiele osób i niestety często są oni pozostawieni samym sobie. Historia opisana w książce pokazuje natomiast, że jeśli w naszym życiu jest ktoś, kto nie będzie nas oceniał, a zaakceptuje, postara się zrozumieć i będzie służył wsparciem, nasze życie może nabrać kolorów i odmienić się zupełnie.

Chciałabym również Podziękować Pani Agacie za to, że podzieliła się ze swoimi czytelnikami informacją, że ta książka jest dla niej bardzo osobista, gdyż opisując perypetie głównej bohaterki, opierała je na własnych przeżyciach i naprawdę doskonale poradziła sobie z tym, na pewno niełatwym wyzwaniem.

Jeśli szukacie książki, którą nie tyle się czyta, ile dosłownie karmi się nią duszę, to koniecznie musicie sięgnąć po ten tytuł. Niezwykły jej klimat i i tego, co dzieje się między  bohaterami sprawi, że poczujecie się niemal owładnięci tymi emocjami i od początku do końca lektury pozostaniecie pod niemalże namacalnym ich wpływem. A kiedy już odłożycie, książkę na półkę nie będziecie mogli uwierzyć w to, co przeczytaliście, a to za sprawą zaskakującego zakończenia. Macie moje słowo, że długo tej historii nie zapomnicie.

Uwielbiam każdą przeczytaną przeze mnie książkę tej autorki, ale właśnie ta, już zawsze będzie dla mnie tą wyjątkową, gdyż znalazłam w niej cząstkę siebie.

Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania książka, za co bardzo dziękuję.
Zachęcam Was również do zapoznania się z całą ofertą literatury kobiecej przygotowaną dla nas przez księgarnię.

Inne książki autorki, które recenzowałam:




piątek, 12 czerwca 2020

Reżim milczenia.

Każdy rodzic pragnie, aby jego dziecko dorastało w poczuciu bezpieczeństwa i szczęścia, które każdego dnia zapewnia mu przebywanie w rodzinnym domu, wśród bliskich jego sercu osób. Największym szczęściem dla rodzica jest słyszeć radosny śmiech dziecka i widzieć jego rozpromienioną buzię. Robimy wszystko, aby kiedy po latach wróci ono do wspomnień czasów dzieciństwa, mogło otwarcie powiedzieć, że był to jeden z najpiękniejszych okresów w jego życiu.
Wszyscy doskonale wiemy, że nie zawsze jest to proste zadanie, mimo że żyjemy w czasach, gdzie wszystko jest dostępne na wyciągnięcie ręki, a wokół panuje względny spokój.

A teraz chciałabym, abyście wspólnie ze mną za sprawą książki Jennifer Rosner „Żółty ptak śpiewa”, z której recenzją dziś do Was przychodzę, wybrali się w podróż do przeszłości. Cofniemy się razem do roku 1941. Trwa druga wojna światowa, a my trafiamy do jednej z polskich wsi w sam środek brutalnej nazistowskiej obławy na jej mieszkańców żydowskiego pochodzenia. Wówczas poznajemy Różę i jej pięcioletnią córeczkę Szirę, którym udało się ujść z życiem i od teraz, obie mając tylko siebie, będą musiały walczyć o przetrwanie, a my czytelnicy będziemy im w tej trudnej drodze towarzyszyć.

Musicie wiedzieć, że dom, w którym dotychczas u boku kochających rodziców i dziadków dorastała dziewczynka, od zawsze rozbrzmiewał muzyką, śpiewem oraz grą na instrumentach. Dlatego teraz, kiedy obie z matką ukrywają się w stodole i Róża nakazuje jej milczenie, dziecko nie rozumie, co takiego się stało, że musi pozbyć się tak ukochanych przez swoje dziecięce serce dźwięków, które czyniły ją szczęśliwą.

Jak każda matka, Róża niezależnie od sytuacji, w jakiej się znajdują, chce zrobić wszystko, aby odciąć córkę od całego zła, które spotkało je tylko dlatego, że są Żydówkami. Wymyśla więc niezwykłą historię o zaczarowanym ogrodzie, w którym śpiewa żółty ptak i tam dziewczynka może czuć się bezpieczna. Tę historię jednak będziecie musieli poznać już sami.

Niestety chwilowe poczucie bezpieczeństwa, jakie dawała im kryjówka w stodole, zostaje im odebrane. Trwa zima i Róża, aby dać dziecku szansę na przeżycie, musi podjąć decyzję o jej opuszczeniu. Zapewne wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, jak trudne i bolesne dla nich obu jest to przeżycie. Sprawdźcie koniecznie sami, czy Róża znajdzie w sobie tyle siły, by oddać Szirę i tak naprawdę nie móc być pewną co się dalej z nią stanie. Czy w tak bestialskich czasach, w jakich przyszło im żyć, rozstanie jest gwarancją spokoju i lepszego życia dla jej córki? Oczywiście przekonacie się o tym, sięgając po książkę, do czego gorąco Was zachęcam.

„W oczach Boga twoje dziecko nie różni się niczym od moich. Zasługuje na to, żeby przeżyć”.

„Żółty ptak śpiewa” to przejmujący i trafiający wprost do naszych serc obraz okrucieństwa, jakie człowiek zgotował człowiekowi. Tylko ze względu na swoje pochodzenie nasze bohaterki zostały obdarte z wszelkich przejawów człowieczeństwa. Podczas lektury książki przekonacie się, że ich życie zostało sprowadzone do poziomu tego, jakie wiodą zwierzęta. Aby przetrwać zmuszone były żyć w reżimie milczenia. Niemcy odebrali im wszystko dom, bliskich, poczucie bezpieczeństwa, a nawet godność, ale jest coś, czego nigdy nie zniszczy żadna siła. Miłość matki i dziecka. I o tym właśnie jest ta książka.
To przejmująca opowieść o nierozerwalnej więzi matki z dzieckiem, której nic nie jest w stanie zerwać. Ona przetrwa nawet największe okrucieństwo i bolesne rozstania.

Muszę Wam szczerze powiedzieć, że czytając o wszystkim, przez co przeszły Róża i Szira przez cały czas miałam wrażenie, że jestem z nimi i wspólnie walczymy o przeżycie. Bohaterki stały mi się bardzo bliskie i serce mi się krajało, kiedy czytałam, jak strasznego piekła doświadczyły za sprawą swoich prześladowców. I uwierzcie mi, czułam autentyczną ulgę, kiedy mogłam, choć na chwilę odłożyć książkę i uświadomić sobie, że czytam o lęku, cierpieniu, samotności, prześladowaniu, upokorzeniu i poniżeniu w książce, a ja i moja rodzina jesteśmy razem bezpieczni. A przecież to nie jest fikcja literacka. Takie rzeczy działy się w rzeczywistości i wszyscy mamy tego świadomość W takich chwilach czuje się autentyczną wdzięczność, za czasy, w których żyjemy i modli się o to, aby tamte nigdy się nie powtórzyły. I dokładnie tak czułam się po zamknięciu i odłożeniu książki na półkę.

Trzeba zaznaczyć, że nie jest to łatwa lektura. Ze względu na tematykę książka zawiera w sobie duży ładunek emocjonalny, co w moim przypadku zaowocowało łzami płynącymi po policzkach. Jednak kiedy już zaczniecie ją czytać i nawet jeśli odłożycie ją na chwilę, przerywając lekturę, to nie będziecie w stanie przestać o niej myśleć, chcąc, jak najszybciej dowiedzieć się, czy tym dwóm dzielnym bohaterkom udało się wygrać tak bezwzględną walkę z okupantem.

Mam nadzieję, że udało mi się przekonać Was o wyjątkowości i niezwykłej wartości tego tytułu i teraz Wy zechcecie poznać tę historię. Ja nigdy jej nie zapomnę. Jednak gdybyście nie byli jeszcze do końca przekonani, czy chcecie ją przeczytać, uchylę Wam rąbka tajemnicy i zdradzę, że książka jest autentyczną historią opowiedzianą autorce przez kobietę, której dzieciństwo przypadło na czasy drugiej wojny światowej.

Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania książka, za co bardzo dziękuję.

Zachęcam Was również do zapoznania się z całą ofertą bestsellerów przygotowaną dla nas przez księgarnię.



poniedziałek, 8 czerwca 2020

Głośno, nie zawsze znaczy wyraźnie.

O tym, że jestem osobą niepełnosprawną, pisałam w sieci już niejednokrotnie i na tym nie będziemy się dziś skupiać. Postaramy się natomiast odpowiedzieć sobie, na pytanie, czy niepełnosprawność przekreśla zupełnie nasze życie. Czy odbiera nam możliwość realizowania siebie, swoich pasji i marzeń?

Nie będę jednak szukała odpowiedzi na to pytanie z punktu widzenia własnych doświadczeń życiowych, a zaproszę Was na literackie spotkanie z niezwykłym człowiekiem - Panem Michałem Majchrzakiem, który tym, jak żyje i jak wiele w swoim życiu osiągnął, wielokrotnie udowodnił, że niepełnosprawność jest wyzwaniem i jedną z wielu utrudnień w osiągnięciu wytyczanych sobie celów, ale jeśli tylko uwierzymy w siebie i włożymy w to, co robimy całe serce oraz wysiłek możemy przekłuć nasze słabości w siłę, która będzie nas napędzać każdego dnia.

Co prawda nie miałam przyjemności poznać Pana Michała osobiście, ale właśnie skończyłam czytać Jego autobiograficzną książkę „W ciszy i w ciemności. Zycie z zespołem Ushera”, po zamknięciu, której mam wrażenie, jakbym wróciła ze spotkania ze wspaniałym człowiekiem, który przy filiżance kawy szczerze i otwarcie opowiedział mi swoją bardzo niezwykłą, choć niełatwą życiową historię.

Chcę, abyście Wy również mogli właśnie dzięki tej książce doświadczyć niezwykłej siły i determinacji, która wręcz emanuje z każdego zdania, które przeczytacie na jej kartach i dla tego przychodzę do Was, aby przybliżyć Wam postać jej bohatera.

Jak wskazuje sam tytuł książki, Pan Michał choruje na Zespół Ushera, który pisząc w skrócie, jest schorzeniem dziedziczonym Charakteryzuje się głównie: uszkodzeniem słuchu typu odbiorczego oraz zwyrodnieniem barwnikowym siatkówki. Jako że choroba ta dotknęła go już we wczesnym dzieciństwie, można powiedzieć, że jest jego wierną towarzyszką od zawsze. Nie jest to jednak w żadnej mierze książka medyczna. Jak pisze sam autor, choroba ukształtowała go, jako człowieka i dlatego od zawsze czuł potrzebę podzielenia się swoją historią. Sięgając po książkę mamy możliwość niejako poznać wszystkie etapy oswajania się ze świadomością choroby nie tylko samego bohatera przecież jeszcze dziecka, ale również jego najbliższych oraz życia z nią. Nie będę oczywiście zdradzała szczegółów, abyście Wy sami zechcieli umówić się na spotkanie przy herbatce z Panem Michałem. Powiem tylko, że jak każdy młody człowiek chciał w pełni wykorzystywać swoje życie i choć było ono różne, to jednak tak podobne do tego, które prowadzą zdrowe dzieci i nastolatkowie. Okres buntu, sprzeciwu, poznawania własnych ograniczeń i możliwości. O tym jednak będziecie musieli przeczytać już sami.

To, co warto podkreślić to fakt, że choć jest to książka, dzięki której możemy poznać świat postrzegany z perspektywy osoby głucho-niewidomej to jednak ma ona także w pewien sposób charakter uniwersalny dla każdego rodzaju niepełnosprawności. Autor zwraca bowiem uwagę na to, jak dużą rolę w procesie samoakceptacji, samodzielności i pewności siebie ma rodzina i otoczenie. Ważne jest, aby od początku nie traktować niepełnosprawnego dziecka inaczej, niż zdrowe dzieci. Nie stosować taryfy ulgowej. Być obok wspierać i pomagać owszem, ale nie wyręczać i nie użalać się. W przeciwnym razie dziecko stanie się nieporadne życiowo i wyrządzimy mu tym wielką krzywdę.

Poznając kulisy życia osób słabowidzących, niewidomych, głuchych i niedosłyszących przekonujemy się, że wystarczy pamiętać o kilku bardzo istotnych zasadach, aby osobom tym było łatwiej żyć i nawiązywać relacje z innymi ludźmi I tak na przykład: głośno to nie to samo, co wyraźnie. Zapewne większość z nas myśli sobie, że jeśli do osoby słabosłyszącej powiemy coś bardzo głośno to, wtedy na pewno będziemy się z nią w stanie porozumieć. Jednak jak dowiadujemy się od Pana Michała, nie zawsze tak jest, bo owszem osoba ta nas usłyszy, ale nie zawsze zrozumie sens wypowiedzi. Dlatego, musi patrzeć na nasze usta, by czytać z ruchu warg. Takich przykładów znajdziecie w książce więcej, więc gorąco zachęcam do jej przeczytania.

Choć samego autora cechuje bardzo duża skromność i jak sam pisze, nie uważa się za nikogo wyjątkowego i godnego uwagi, bo przypadków niepełnosprawności jest bardzo wiele, to jednak, jak się przekonacie, ma on na swoim kącie wiele sukcesów sportowych. Bieganie wyczynowe jest jego pasją i muszę przyznać, że jestem pełna podziwu dla tego, czego dokonał w tej dziedzinie. Brał udział w wielu maratonach zarówno lokalnych, międzynarodowych, jak również górskich. Jeśli jesteście ciekawi, jak tego wszystkiego dokonał, a wierzę, że tak, to koniecznie sięgnijcie po ten tytuł.

A teraz spojrzę na wszystko, co przeczytałam, jako osoba niepełnosprawna i spróbuję się do tego odnieść. Książka ta na pewno dodaje sił i wiary w to, że skoro innym się udaje, my też pomimo niepełnosprawności możemy wiele w życiu osiągnąć. Oczywiście autorowi nie chodzi o to, żebyśmy robili coś ponad swoje siły i możliwości, ale abyśmy mając świadomość własnych ograniczeń, próbowali małymi kroczkami, mimo zapewne początkowych porażek korzystając z dobrodziejstw życia, spełniali swoje marzenia.

„Nigdy nie rezygnuj ze swoich marzeń, bez względu na to, jak nierealne się wydają”.

Z pełnym przekonaniem uważam, że jest to, książka, którą powinien przeczytać każdy. Zarówno osoby niepełnosprawne, którym może ona bardzo pomóc i stać się dla nich impulsem do walki o siebie, jak i swoje marzenia. Jak również rodzice oraz bliscy osób zmagających się ze swoimi fizycznymi ograniczeniami, po to by wiedzieli, jak stać się dla dziecka wsparciem, a nie kolejną przeszkodą do pokonania. I wreszcie każda inna osoba. Wiele razy słyszę od osób zdrowych, że często nie wiedzą, jak zachować się w obecności niepełnosprawnych, aby nas nie urazić, nie zachować się nietaktownie, bądź zwyczajnie nie utrudniać nam życia. Z tej książki wszystkiego się dowiecie, więc jak widzicie, jest to bardzo wartościowa pozycja, którą powinien przeczytać każdy. Ja przeczytałam i jestem pełna pozytywnej energii i zmotywowana do tego, aby się nie poddawać.

A Wy skusicie się na lekturę?

Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania książka, za co bardzo dziękuję. Zachęcam Was również do zapoznania się z innymi książkami biograficznymi, które znajdziecie w ofercie księgarni.