Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Willa pod kasztanem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Willa pod kasztanem. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 listopada 2019

Przystań dla życiowych rozbitków.

Moi drodzy, czy znacie to uczucie, kiedy tęsknicie za swoimi przyjaciółmi, z którymi nie widzieliście się już dosyć długo i wreszcie nadchodzi ten z utęsknieniem wyczekiwany przez Was moment, kiedy możecie ich odwiedzić i dowiedzieć się co u nich słychać, jak się mają i co zmieniło się w ich życiu od czasu waszego ostatniego spotkania? Ja tak właśnie czuję się za każdym razem, kiedy sięgam po kolejne części cyklu Willa pod kasztanem autorstwa Pani Krystyny Mirek, Tym razem za sprawą książki „Światło gwiazd” już po raz czwarty byłam z wizytą w gościnnych progach domu cudownej babci Kaliny, której serce, jak i drzwi tytułowej willi zawsze stoją dla każdego szeroko otwarte.

Dziś przychodzę do Was, aby opowiedzieć Wam trochę o moich wrażeniach z tych odwiedzin. A możecie mi wierzyć, jest o czym opowiadać. Jednak aby nie zdradzać zbyt wiele tym, z was, którzy jeszcze nie czytali poprzednich odsłon cyklu, powiem tylko, że po ciszy i spokoju, którym zawsze charakteryzował się dom babci Kaliny, nie ma już śladu. Teraz śmiało można, powiedzieć, że willa stała się przystanią dla życiowych rozbitków. To właśnie w niej schronienia szukają mieszkańcy i przyjaciele domu. W życiu praktycznie każdego z bohaterów dzieje się naprawdę wiele zawirowań i obawiam się, że tym razem aromatyczny zapach pysznej szarlotki przy kuchennym stole seniorki, który zawsze był lekiem na wszelkie smutki i rozterki, może nie wystarczyć.

„Wszyscy jesteśmy na zakręcie i każdy podejmuje nowe decyzje”.

To jedno zdanie doskonale oddaje istotę tego, z czym będą zmuszeni zmierzyć się tym razem bohaterowie powieści. Czytając książkę, przez cały czas miałam nieodparte wrażenie, że każdy z nich zachowuje się niczym niewidomy, który nagle odzyskał wzrok i teraz po wielu latach trwania w życiowej ciemności zaczyna dostrzegać, to, co w życiu najważniejsze.

„Światło gwiazd” skrywa w sobie bardzo mądre i życiowe przesłanie: Każdy z nas zasługuje na szczęście, choć często droga do niego wiedzie przez naprawdę kręte ścieżki życia.

Najmocniej, ogromną prawdziwość tych słów odczuła na własnej skórze Dorota, matka jednego z  bohaterów, którego mieliśmy okazje poznać w poprzednich częściach cyklu.
Kobieta całe swoje życie była cieniem własnego męża odnoszącego biznesowe sukcesy. Ona  poświęciła się życiu rodzinnemu i wychowywaniu dzieci. Jej małżeństwo od dawna było fikcyjną grą pozorów, w której próżno było spodziewać się szczerych przejawów uczucia i oddania ze strony małżonka. Kiedy dziś przystępujemy do lektury „Światła gwiazd”, dowiadujemy się, że Dorota od kilku miesięcy jest wdową i teraz kiedy jej dorosłe już od dawna dzieci wiodą samodzielne życie, została zupełnie sama. Czas żałoby to dla bohaterki również okres wielu refleksji i gorzkich wniosków. Dopiero po śmierci męża dostrzega, jak wiele straciła, godząc się na życie według narzuconego przez niego scenariusza, który ten dla niej wykreował. Nie wie jednak, że los przygotował dla niej niezwykłą niespodziankę, która może zupełnie odmienić jej życie, jeśli tylko przestanie wreszcie myśleć o innych i zawalczy w końcu o swoje szczęście.
Uwierzcie mi - dla Doroty, będzie to czas wielu niełatwych decyzji i naprawdę nie będzie kolorowo, bo niestety rewolucja w jej życiu nie spodoba się wszystkim zainteresowanym, a tym samym będzie wiele emocji i gorzka pigułka, którą będzie zmuszona przełknąć, by choć raz móc być szczęśliwą.

Pod dachem zakątka Babci Kaliny również dużo się dzieje, co wzbudza niepokój starszej pani. Znowu będzie musiała wziąć sprawy w swoje ręce, aby spróbować wyprostować zawikłane rodzinne relacje. A z dwiema synowymi w jednym domu i wnukiem, który zagubiony we własnych emocjach stąpa po bardzo niebezpiecznym gruncie, nie będzie to łatwe.

„Wobec ogromu świata nasze życie jest takim okruszkiem – szkoda tracić czasu na udawanie”.

Warto, abyśmy wszyscy wzięli sobie mocno do serca te słowa, wszak życie to tylko chwila i jeśli nie znajdziemy w sobie odwagi na szczerość i otwartość, a jedynie pozwolimy zamknąć się w klatce pozorów i konwenansów pewnego dnia możemy obudzić się zupełnie samotni i zrozumieć, że nasze życie to tylko fikcja. Przeciekło nam przez palce, a my nigdy tak naprawdę nie poznaliśmy smaku prawdziwego szczęścia i miłości. Nie pozwólmy na to, walczmy o siebie. Dopóki żyjemy, wszystko jest możliwe. Na to, co dobre w życiu nigdy nie jest za późno.

Kochani tych z Was, którzy znacie już cykl Willa pod kasztanem, z pewnością nie muszę namawiać do poznania dalszych perypetii jego bohaterów, a tym z Was, którzy jeszcze nie mieliście okazji poznać tej serii, z całego serca ją polecam. Jej autentyzm i niezwykłe ciepło sprawi, że na pewno skradnie ona Wasze serca. Daje Wam moje słowo, że wyjątkowy klimat całej historii otuli Wasze serca niczym ciepły kocyk w chłodny jesienny wieczór, wlewając w nie nadzieję na lepsze jutro, jeśli Wy również podobnie jak jej bohaterowie znajdujecie się obecnie na życiowym zakręcie.
Książki Pani Krystyny Mirek to samo życie. Nie odnajdziemy w nich przesłodzonych bajkowych scenariuszy. Tu jak w życiu każdego z nas bywa trudno, ale zawsze nadzieja umiera ostatnia. Książka dostarczy Wam wielu emocji i mnóstwo refleksji.
Mam nadzieję, że nie było to ostatnie spotkanie z mieszkańcami i przyjaciółmi Willi pod kasztanem, bo bardzo mocno się z nimi wszystkimi zżyłam i strasznie żal mi ich opuszczać.

Recenzja powstała we współpracy z portalem Czytajmy polskich autorów, za co bardzo dziękuję.


             

środa, 10 lipca 2019

Kiedy w sercu rozpęta się burza.

Moi drodzy dziś chciałabym zabrać Was ze sobą w odwiedziny do babci Kaliny i bliskich jej sercu osób, który już po raz trzeci otwierają dla nas drzwi Willi pod kasztanem. Wybrać się tam możemy oczywiście dzięki Pani Krystynie Mirek i trzeciej części cyklu „Willa pod kasztanem” - „Na strunach światła”.

Muszę się Wam przyznać, że wracałam do tego niezwykłego miejsca i jego wszystkich mieszkańców z ogromną radością i sentymentem, ponieważ ma ono w sobie wyjątkowy klimat. Tak się złożyło, że kiedy piszę dla Was te kilka słów o książce, przeżywam trudny okres w swoim życiu, a ta powieść jest dla mnie doskonałym sposobem na odrobinę wytchnienia i oderwania się od tego, co bolesne. Mając w pamięci poprzednie odsłony tej historii, byłam pewna, że cudowna babcia Kalina z otwartym sercem zaprosi mnie do swojej kuchni, gdzie unosił się będzie wspaniały zapach domowego ciasta. A uwierzcie mi w tak życzliwej i serdecznej atmosferze, w gronie przyjaciół, za których uważam bohaterów, powieści wszystkie troski w mgnieniu oka stają się łatwiejsze do zniesienia. Stało się dokładnie tak, jak myślałam, ale tego, co się dzieje u moich przyjaciół zupełnie się nie spodziewałam i kiedy podzielili się ze mną tym, co u nich słychać poczułam się naprawdę zaniepokojona. Jeśli chcecie wiedzieć, co się stało, chętnie opowiem Wam o tym, czego się dowiedziałam.

Nasza kochana seniorka zawsze służy dobrą radą, a i pysznym posiłkiem zawsze poczęstuje, z czego korzystają zarówno jej wnuczęta, jak i rodzeństwo Łaniewskich. Cały dom tętni życiem, co babcię bardzo cieszy, gdyż jeszcze niedawno stałym jej towarzyszem była jedynie cisza. W powietrzu unosi się miłość, która rozkwita, tak samo pięknie, jak jej ogród. Niestety, kiedy jedni budują szczęśliwe życie, inni cierpią.

„Na strunach światła” skupia się głównie na dwóch wątkach. Pierwszy z nich to motyw zakazanej miłości. Jeden z bohaterów, oczywiście nie zdradzę Wam, który, kocha skrycie, miłością niespełnioną w kobiecie, o której nie wolno mu nawet pomyśleć w podobny sposób, W sercu mężczyzny panuje burza emocji. Wie, że jeśli to, co czuje, wyjdzie na jaw, zniszczy wszystko, co do tej pory było dla niego najcenniejszą wartością. Podczas gdy chłopak toczy nierówny pojedynek serca z rozumem, babcia Kalina bogata w doświadczenie i mądrość życiową niepokoi się o szczęście tych, których kocha.
Ten wątek to doskonały dowód na to, jak bardzo miłość bywa przewrotna. Często bowiem pociąga nas zakazany owoc, podczas gdy pozostajemy ślepi na to, co los daje nam niemalże na tacy. Czy tym razem serce zagubionego chłopaka odnajdzie właściwy kierunek i przyniesie upragnione szczęście? Sprawdźcie sami.

Niestety problemy uczuciowe młodych, to nie jedyne troski, które trapią Kalinę. Przykro mi to pisać, ale nad willą zawisło bezwzględne widmo przeszłości obciążone wieloma niewyjaśnionymi tajemnicami, poczuciem, krzywdy i urazy, które domaga się sprawiedliwości.
Oto pewnego dnia w tak ciepłym i przytulnym miejscu, jakim jest willa, powiało chłodem do szpiku kości. A wszystko za sprawą matki Antka, która nie bawiąc się w subtelności, zjawia się w domu swojej byłej teściowej, aby przedstawić swoje racje i zażądać tego, co jej zdaniem jej się należy.
Obojętna na działania Iwony nie pozostaje również matka Bianki. Tak oto dochodzi do starcia byłej żony i kochanki i niestety, nie trudno się domyślić, że kartą przetargową w konflikcie kobiet stały się ich dzieci.

Jak widzicie, serca naszych bohaterów targane są burzliwymi emocjami. Jeśli jesteście ciekawi czy przytulne królestwo babci Kaliny ma w sobie wystarczającą moc, by na nowo wlać w serca swoich mieszkańców spokój, gorąco zachęcam do sięgnięcia po „Na strunach światła”.

Jestem przekonana, że wielbicieli twórczości autorki do lektury owego tytułu namawiać nie muszę. A tych z Was, którzy jeszcze nie czytali cyklu „Willa pod kasztanem”, zapewniam, że jest to bardzo ciepła i wciągająca historia, która skradła moje serce już w pierwszej części i ma w nim swoje miejsce do dzisiaj. To jedna z tych książek, której się nie czyta, a odczuwa. Co więcej, podczas czytania przez cały czas miałam wrażenie nie tylko tego, że jestem bardzo blisko przeżyć każdego z bohaterów książki, ale wręcz  jestem częścią kochającej się rodziny. Rodziny, która mimo nieomijających ją zmartwień, trosk i problemów, zawsze jest razem.
Za każdym razem, kiedy kończę czytać książkę i odkładam ją na półkę towarzyszy mi smutek, że muszę ich wszystkich opuścić. Tym razem jest podobnie, ale ku mojej ogromnej radości wiem, że nie było to moje ostatnie spotkanie z tym cyklem. Ja już nie mogę doczekać się czwartego tomu, a Wy, znacie ten cykl? Jeśli tak koniecznie napiszcie w komentarzach, czy podobnie jak było to w moim przypadku, skradł on również Wasze serca, a może dopiero planujecie rozgościć się w Willi pod kasztanem?

Recenzja powstała we współpracy z portalem Czytajmy polskich autorów, za co bardzo dziękuję.

Jeśli jesteście ciekawi, co pisałam na temat  jednego z poprzednich tomów cyklu, zapraszam TUTAJ.


środa, 14 marca 2018

Czas na szczerość i prawdę.

Nareszcie nadszedł moment, kiedy mogę podzielić się z Wami wrażeniami po lekturze książki Krystyny Mirek „Światło o poranku”. Pani Krystyna jest jedną z polskich autorek, na której każdą kolejną książkę wyczekuję z ogromną ciekawością, ponieważ klimat Jej książek, wspaniała umiejętność modelowania słowa pisanego oraz poruszające i ciepłe historie, jakie opisuje na kartach swoich powieści, sprawiły, że autorka skradła moje serce. Tak też było i tym razem. Nie mogłam doczekać się tego, co tym razem przygotowała dla swoich czytelników, mając ciągle w pamięci to, jak wspaniałą lekturą była pierwsza część cyklu Willa pod Kasztanem „Światło w cichą noc”. Jeśli jeszcze nie czytaliście mojej recenzji tej części, znajdziecie ją tu. Po cichutku, by nie zakłócić niezwykle przyjaznej i serdecznej aury, jaką roztacza ciepłe wnętrze Willi pod kasztanem, nieśmiało pozwoliłam sobie zapukać do jej drzwi, by sprawdzić, co słychać u naszych bohaterów.

Jak się okazuje po magicznym nastroju świąt, już nic nie pozostało, Nasi bohaterowie muszą wrócić do szarej prozy życia, mierząc się z przeciwnościami, jakie los stawia na ich drodze Na szczęście dobrym duchem domu, jak zawsze pozostaje babcia Kalina, która zawsze przygarnia do swojego serca tych, których kocha, służąc wsparciem, radą i dobrym słowem. Będzie teraz bardziej niż kiedykolwiek potrzebna swoim bliskim, bo przeżywają oni naprawdę trudne chwile. Magda będzie musiała po raz pierwszy od czasu świąt spotkać się z Konstantym, który związał się z jej szefową. Nie trudno się domyślić, że nie jest to dla niej łatwe, biorąc pod uwagę, że teraz już każdego dnia będzie spotykała tych dwoje w miejscu pracy, Antka również los nie rozpieszcza, nadal szuka pracy, a serce wyrywa się do miłości. Bianka musi wracać do Warszawy, gdzie czeka na nią wiele niedokończonych spraw. Po powrocie nic już nie jest takie samo. Michał i Bartek, bracia, którzy bez względu na wszystko zawsze trzymali się razem, nagle przestają być swego rodzaju jednością. Dlaczego? Co ich podzieliło? Tego oczywiście dowiecie się, sięgając po książkę. Mamy także Dorotę, matkę Konstantego, która walczy o siebie, swoją rolę w małżeństwie i o to, co najważniejsze w związku dwojga ludzi.

Gdybym miała jednym zdaniem określić, czym charakteryzuje się „Światło o poranku”, powiedziałabym, że w tej części przyszedł czas na rozliczenie się z przeszłością, szczerość,  prawdę i ważne życiowe decyzje.

Poznajemy tu bowiem bardzo istotną część przeszłości życia matki Bianki, którą po pierwszej części mogliśmy bardzo surowo ocenić. Jak się okazuje najłatwiej ferować osądy bez poznania prawdy. Czy matka wyjawi córce prawdę, na którą ta, tak bardzo czeka, a może czasami lepiej jest nie wiedzieć? Przekonajcie się sami.
Również Konstanty chce wziąć sprawy w swoje ręce i uwolnić się spod wpływów innych. Czy mu się to uda, a przede wszystkim, czy starczy mu odwagi, by postawić ten ostateczny krok i wziąć swoje życie we własne ręce?
Pomyślicie sobie wiele pytań bez odpowiedzi, ale przecież nie ma nić prostszego, abyście sami uzyskali odpowiedzi na te i inne nurtujące Was pytania niż to, abyście niezwłocznie sięgnęli po” Światło o poranku”, do czego Was zachęcam.

Jeśli chodzi o bohaterów to, byli tacy, którzy bardzo mnie irytowali. Konstanty, który zachowywał się jak młodzik, który skacze z kwiatka na kwiatek. Niby kocha Magdę, a kiedy, tylko zobaczy atrakcyjną dziewczynę, po tej miłości nic nie zostaje. Magda, która zachowuje się jak dziecko, a nie dorosła kobieta. Zdaję sobie sprawę, że należy wziąć poprawkę na to, że wiele przeszła, ale wszystko ma swoje granice.
Jest jeszcze jeden element, który przynajmniej na początku utrudniał mi czytanie książki. Mianowicie nagle przeskoki, jeśli chodzi o poszczególne wątki. Czytamy wątek poświęcony jednej postaci, by za chwilę przeskoczyć do wątku innej postaci. Może się pogubić. Jednak wraz z ubywającymi stronami czytelnik przyzwyczaja się do tak szybkich zmian wątków i nie jest to już tak mocno odczuwalna niedogodność.

Jak pisałam wcześniej, książkę naprawdę warto przeczytać, ponieważ jest to bardzo ciepła historia o miłości, przyjaźni, wybaczaniu, oraz konfrontacji z przeszłością, bez której nie da się iść dalej szczęśliwie przez życie. Jednak nie jest to najlepsza książka autorki. Niemniej jednak mam nadzieję, że powstanie trzecia część serii na którą, jak zawsze będę czekać.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu Edipresse Książki.



sobota, 2 grudnia 2017

Odczaruj przeszłość.

Moi drodzy mamy grudzień, dla wielu z nas najpiękniejszy miesiąc w roku. Nie trudno zgadnąć dlaczego. Oczywiście z uwagi na to, że już niemalże za chwilę nadejdzie Boże Narodzenie. W polskiej wierze i tradycji jedno z najpiękniejszych i najbardziej wyczekiwanych świąt. Przypuszczam, że niektórzy z Was zaczynają właśnie przygotowania do tego jakże wyczekiwanego, wyjątkowego czasu. Pierwsze zakupy, dekorowanie domu, a co najważniejsze nasze serca przepełnia radość i miłość. Z niecierpliwością czekamy na spotkanie z najbliższymi przy wigilijnym stole, podczas gdy w tle radości wypełniającej nasze domy unosić się będą melodie pięknych polskich kolęd. Niczego więcej nie pragniemy, jak tylko tego, by w ten magiczny czas być z tymi, których kochamy.
Niestety nie dla wszystkich święta Bożego Narodzenia to czas kojarzący się z pięknem, radością i miłością. Są osoby, które wolałyby z różnych przyczyn wymazać ten czas z pamięci. Dla tych osób bowiem święta kojarzą się z bólem, cierpieniem, samotnością.

Dziś dzięki książce Pani Krystyny Mirek „Światło w cichą noc” znajdziemy się na osiedlu domków jednorodzinnych, którego mieszkańcy właśnie przygotowują się do świąt. Wierni tradycji dekorują swoje domy tysiącem mieniących się światełek. Pośród tej ferii blasku kolorowych barw znajdują się dwa domy, w których panuje zupełna ciemność. Do jednego z nich zapukamy wspólnie z Antkiem Milewskim, chłopakiem, który próbuje podnieść się po bolesnym ciosie zadanym mu przez życie. Młody mężczyzna wraca po latach do domu rodzinnego swojego ojca, by tam, odnaleźć odpowiedz na dręczące go od lat pytania i wątpliwości. W przedwojennej willi mieszka ukochana babcia Kalina, z którą od lat nie utrzymywał kontaktu. W momencie przekroczenia progu willi wspomnienia wracają, a historia bolesnych przeżyć z przeszłości opowiedziana z perspektywy babci nabiera innych kształtów, dając Antkowi wiele do myślenia. Być może wszystko, co do tej pory myślał o ojcu i jego zachowaniu wcale nie jest tak oczywiste.

Jest jeszcze ktoś, dla kogo święta nie przynoszą radości i ukojenia, a jedynie ból, łzy i ogromną tęsknotę za tymi, których już nie ma i którzy nigdy nie wrócą. Bartek, Michał i Magda to trójka rodzeństwa, którzy w czasach dzieciństwa przeżyli właśnie w Wigilię tragedię rodzinną, która na zawsze odmieniła ich życie. Od tej pory na świecie mają tylko siebie. Wzajemnie się sobą opiekują, wspierają się, ale świąt unikają jak ognia. Aż do dziś, bowiem tego roku życie stawia przed rodzeństwem nie lada wyzwanie. Po wielu latach "uciekania przed świętami" muszą zorganizować własną wigilię. Jak nie trudno się domyślić nie będzie to proste. Trzeba będzie zmierzyć się z traumą przeszłości, by mieć szansę na szczęśliwą przyszłość. Czy się uda odczarować święta?, a przede wszystkim, czy było warto się starać? O tym przekonacie się, sięgając po książkę.