Kochani dziś zapraszam Was na recenzję książki, która będzie, wiem to już dziś jedną z najlepszych przeczytanych przeze mnie książek tego roku. Książkę, która skrada serce czytelnika tak bardzo, że nie jesteśmy w stanie przestać jej czytać nawet na chwilę. Mam tu na myśli oczywiście debiut literacki Diane Rose „Carpe diem”.
Życie każdego z nas w dużej mierze składa się z planowania. Planujemy, co będziemy robić jutro, za tydzień. Marzymy o tym, jak będzie wyglądała nasza przyszłość. Niestety jedna chwila może boleśnie uświadomić nam, że to, czego pragniemy, o czym marzymy i co planujemy, nie ma już znaczenia, bo los wydał na nas zaoczny wyrok bez prawa do odwołania czy sprzeciwu. Bez pytania nas o zdanie nasz świat rozpadł się jak domek z kart, a my nie możemy zupełnie nic z tym zrobić. Przyznajcie, że brzmi to strasznie jak najczarniejszy senny koszmar, a właśnie to spotkało główną bohaterkę powieści „Carpe diem” Rosalie Heart.
„Najważniejszy w życiu jest czas. Co ci po miłości? Rodzinie? Przyjaciołach? Studiach? Skoro nie możesz ich przeżyć. Ktoś właśnie odebrał mi coś, co jest najcenniejsze.Bez czasu nigdy nie skończę studiów, nie powiem więcej Jamesowi, jak bardzo go kocham, nie zakocham się, nie założę rodziny. Bez czasu jestem nikim”.
