Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Angelika Ślusarczyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Angelika Ślusarczyk. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 lipca 2026

Ucieczka przed echem przeszłości. Recenzja powieści „Spójrz na mnie” Angeliki Ślusarczyk.


Często mylimy emocjonalne oparcie z materialnym dostatkiem, zakładając, że dom z pełną lodówką, własnym pokojem i stabilną sytuacją finansową chroni przed światem. Tymczasem najtrudniejsza do zniesienia samotność to ta, która rozgrywa się w dobrze urządzonych wnętrzach, w ciszy ignorowanych pytań i chronicznego braku rodzicielskiej uważności. Dorastanie w takim środowisku uczy jednego: rozpaczliwego, intuicyjnego wręcz szukania jakiegokolwiek ciepła, nawet jeśli jego cena okaże się destrukcyjna. O tym, jak głębokie ślady zostawia w nas ta młodzieńcza próżnia i jak trudno uciec przed echem dawnych, dramatycznych wyborów, pisze Angelika Ślusarczyk w swojej powieści „Spójrz na mnie”.

​Pisarka przenosi nas w świat Hani – licealistki z tak zwanego dobrego domu, która pod wpływem rówieśniczej presji decyduje się na jedno wieczorne wyjście. To właśnie wtedy jej ścieżki krzyżują się z Gabrysiem, co bezpowrotnie burzy dotychczasowy porządek. Ślusarczyk mistrzowsko zarysowuje tu bolesny kontrast społeczny: zderza wielkomiejski blichtr i materialny dostatek dziewczyny z codziennością chłopaka, naznaczoną cieniem trudnego, patologicznego środowiska. Ten zgrzyt pokazuje, że niezależnie od pochodzenia, głód bliskości i zaniedbanie bolą identycznie. Konsekwencje tamtego wieczoru oraz decyzje podjęte pod wpływem impulsu i paraliżującego strachu przynoszą nagłe, niewyjaśnione zniknięcie Gabrysia. Hania, pozostawiona sama sobie w rodzinnym mieście, bez żadnej wieści o jego losie, musi odtąd dźwigać ciężar tajemnicy, która kładzie się cieniem na kolejne osiem lat ich życia.

Gdy po tym czasie dorosła już bohaterka buduje pozory życiowej stabilizacji, mając bezpieczny związek i pracę, jedno przypadkowe spotkanie zmusza ją do nagłej konfrontacji z przeszłością. Wewnętrzny świat Hani okazuje się wzniesiony na kruchym fundamencie wyparcia. Przez lata uczyła się ona funkcjonować poprzez nakładanie kolejnych masek – wzorowej pracownicy i partnerki. To mechanizm obronny dobrze znany każdemu, kto próbował odciąć się od dawnego bólu grubą kreską. W powieści z dużą empatią ukazano, że ta obecna rutyna jest tylko fasadą, a skrywane głęboko pęknięcie zostało jedynie przypudrowane. Kiedy więc na jej drodze ponownie staje dawna miłość, chłopak, który w czasach nastoletnich był dla niej całym światem, nie mamy do czynienia z nagłym zwrotem akcji. To nieuchronne przerwanie tamy, pod którą przez lata zbierały się spychane uczucia.

Ten powrót przeszłości rzuca cień na obecne, z pozoru idealne życie bohaterki, stawiając ją w obliczu bolesnego dylematu. Twórczyni kreśli tu intrygujący trójkąt uczuciowy, który daleki jest jednak od schematów znanych z tanich romansów. Hania musi bowiem wybierać między bezpieczną, przewidywalną teraźniejszością u boku obecnego partnera a gwałtownym powrotem dawnych stanów emocjonalnych. Niosą one ze sobą tyleż samo fascynacji, co nieprzepracowanego żalu. To rozdarcie staje się dla niej testem na dojrzałość – uświadamia, że bezpieczny azyl, w którym schroniła się przed laty, był jedynie ucieczką od samej siebie.

W tym świetle ponowne spotkanie z Gabrysiem zyskuje zupełnie nowy wymiar. Wspomnienia ożywają, stając się osią, wokół której koncentruje się cała relacja. Rodząca się na nowo bliskość nie jest jednak tanią ucieczką w stronę prostego happy endu. Autorka traktuje te więzi znacznie głębiej – jako lustro, w którym dziewczyna musi się wreszcie przejrzeć. Miłość staje się katalizatorem prawdy, dając bohaterom odwagę, by wreszcie przestać uciekać przed dawnymi ranami. Pozwala też odpowiedzieć na pytanie, czy można zbudować szczery związek, ukrywając kluczową część własnej tożsamości.

Podczas lektury towarzyszyło mi przede wszystkim przejmujące poczucie napięcia i ciągłego wyczekiwania na moment, w którym misternie budowana codzienność Hani w końcu runie. Odkrywanie kolejnych kart tej historii wywołało we mnie głęboko smutek nad losem dziewczyny, ale też zmusiło do osobistej refleksji nad tym, jak mocno nasze własne, młodzieńcze błędy i sekrety potrafią rezonować w dorosłym życiu. Ta książka nie pozwala przejść obok siebie obojętnie – zostawia czytelnika z poczuciem wewnętrznego niepokoju i pytaniem, gdzie leży granica między ucieczką a realnym wybaczeniem samemu sobie.

Duża w tym zasługa samego warsztatu literackiego, który urzeka językiem niezwykle dojrzałym, a zarazem wolnym od zbędnego patosu. Sugestywne obrazy budowane są za pomocą oszczędnych, ale niezwykle trafnych określeń, co doskonale współgra z dynamiką całej opowieści. Tempo akcji zostało tu zaplanowane z rzadko spotykaną precyzją – czytelnik nie jest pospiesznie raczony wszystkimi kartami, co podsyca ciekawość i stopniowo zagęszcza atmosferę. To właśnie to niespieszne, a jednocześnie pulsujące podskórnym niepokojem tempo sprawia, że od lektury trudno się oderwać, a psychologiczna gra trzyma w napięciu aż do ostatniej strony.

Wydawać by się mogło, że ze względu na wiek postaci w momencie zawiązania akcji jest to historia skierowana głównie do młodych dorosłych. Nic bardziej mylnego. To opowieść, w której dojrzały odbiorca odnajdzie ogromną wartość i głębokie prawdy o życiu. Wyjątkowość tej pozycji tkwi bowiem w tym, że w toku narracji nikt nie ocenia swoich bohaterów, lecz z ogromną empatią towarzyszy im w przeżywaniu najtrudniejszych chwil. Choć książka posiada magnetyczny motyw miłosny, jest przede wszystkim poruszającym studium ludzkiej psychiki i powolnego procesu uzdrawiania własnej tożsamości. Powieść tę polecam każdemu, kto w literaturze szuka czegoś więcej niż tylko chwilowej odskoczni; to idealna lektura dla miłośników historii psychologicznych, które zmuszają do zatrzymania się i zajrzenia w głąb własnego serca.

​„Spójrz na mnie” to boleśnie prawdziwa przypowieść o tym, że najtrudniejsza walka, jaką musimy stoczyć, to ta o prawo do bycia sobą, bez masek i bez lęku przed odrzuceniem. Całość udowadnia, że prawdziwy dom nie rodzi się z materialnego zabezpieczenia, ale z odwagi do skonfrontowania się z własną przeszłością. To literatura, która nie tylko dotyka najczulszych strun wrażliwości, ale też zostaje pod powiekami na bardzo długo, cicho przypominając, że dopóki nie spojrzymy prawdzie w oczy, zawsze będziemy więźniami własnej przeszłości.

[Materiał reklamowy].


wtorek, 5 maja 2026

Drżenie Serc: Między Złotą Klatką a Wolnością. Recenzja Powieści Angeliki Ślusarczyk

Życie niejednokrotnie zmusza nas do noszenia masek, ale jaka jest prawdziwa cena udawanej doskonałości? W świecie, który ceni fasadę, powieść Angeliki Ślusarczyk, „Drżenie serc”, wnika bezwzględnie w uniwersalny lęk przed zniszczeniem starannie budowanego obrazu szczęścia. Opowieść ta jest bezlitosnym studium cichej ofiary i dowodem na to, że największa siła tkwi w przyznaniu się do prawdy, nawet jeśli ta prawda burzy całe dotychczasowe życie. Zamiast pytać, co kryje się za drzwiami, utwór pyta, jak wykuć klucz do własnej wolności, kiedy już dawno uwierzyło się w kłamstwo.

Fabuła rzuca nas w pozornie idylliczny świat Lilianny, która u boku majętnego Kuby zdaje się mieć wszystko: stabilizację i podziw otoczenia. Jednakże, za fasadą tego uporządkowanego życia kryje się mroczna i toksyczna pułapka. Kuba, idealny na pokaz, w zaciszu domowym staje się mistrzem emocjonalnej kontroli i manipulacji, stopniowo odbierając Liliannie pewność siebie i godność. Dramatyczna walka bohaterki o odzyskanie siebie nabiera tempa dzięki wsparciu przyjaciół oraz pojawieniu się intrygującego Michała, co zmusza Liliannę do podjęcia najtrudniejszej decyzji: ucieczki z jej więzienia. To historia o wstrząsającym przebudzeniu, odważnej ucieczce i poszukiwaniu miłości po traumie.

Centralnym tematem jest toksyczny związek – mistrzowsko zarysowany portret małżeństwa, gdzie miłość staje się narzędziem kontroli. Kuba, uosobienie manipulacji, zamyka Liliannę w „złotej klatce”, gdzie przemoc emocjonalna działa subtelniej niż cios. Lecz książka nie unika opisów fizycznej opresji – dowodów na to, że terror pozostawia także widoczne blizny i strach w ciele. Utwór demaskuje społeczną farsę pozornego szczęścia. Równocześnie powieść koncentruje się na wątku samoakceptacji i metamorfozy. Lilianna rozpoczyna swoją podróż jako cień samej siebie, zagubiona w cudzych oczekiwaniach. Śledzimy jej heroiczny proces odzyskiwania własnego głosu – bolesne, lecz niezbędne wykuwanie nowej tożsamości. Ważnym wątkiem jest również ratunek przez relację: przyjaźń staje się dla Lilianny siecią asekuracyjną, a pojawienie się Michała wprowadza motyw oczyszczającej miłości, opartej na szacunku i będącej bezpieczną przystanią.

Autentyczny wymiar powieści tkwi w kreowaniu postaci – pełnokrwistych, uwikłanych w sieć skrajnych emocji. Lilianna to postać, której psychiczny portret jest zarówno bolesny, jak i inspirujący. Kuba, z pozoru charyzmatyczny i nienaganny, jest perfekcyjnie skonstruowanym antagonistą, a jego psychopatyczne zapędy budzą autentyczny lęk. Michał wnosi do opowieści element uzdrawiający, stanowiący symbol miłości opartej na szacunku. Kluczowym, a zarazem najtrudniejszym elementem procesu odrodzenia Lilianny jest akt przebaczenia. Nie jest to naiwne zapomnienie o krzywdach, lecz transcendentny wybór uwolnienia się od przeszłości. Poprzez ten akt, Lilianna ostatecznie zamyka bolesny rozdział, odzyskując pełną kontrolę nad własnymi emocjami i przyszłością.

Czytanie tego utworu to emocjonalny wstrząs. Czytelnikom towarzyszyć będzie wachlarz emocji – od lęku i rozpaczy po głęboką nadzieję. Powieść wywoła silną empatię i bezkompromisowe oburzenie na manipulację. Co najważniejsze, wiele kobiet z pewnością odnajdzie w historii Lilianny cząstkę siebie, identyfikując się z jej lękami i walką. Z tego powodu książka ma potencjał, by stać się ważnym impulsem do działania – głosem odwagi, który zainspiruje do walki o własną godność i wyznaczenie nieprzekraczalnych granic.

Autorka operuje językiem, który jest zarazem przejmujący i transparentny. Melodia narracji płynnie przechodzi od powolnych, dusznych opisów psychologicznego uwięzienia do dynamicznych zrywów ku wolności, a zmienne tempo akcji utrzymuje stałe zaangażowanie. Niezwykłe jest to, że nawet gdy czytelnik jest przekonany o znajomości dalszych losów bohaterów, autorka serwuje wielokrotne, ważne zwroty akcji (plot twisty), które całkowicie zmieniają dotychczasowe wyobrażenia o fabule i mocno zaskakują. Narracja jest umiejętnie prowadzona na dwóch płaszczyznach czasowych (teraz i kiedyś), co pozwala na pełne zrozumienie genezy toksycznego związku. Dialogi z Kubą są majstersztykiem subtelnej agresji. Konstrukcja utworu, silnie skupiona na wewnętrznym świecie Lilianny, wzmacnia klaustrofobiczny efekt, a kontrast sceniczny – zderzenie fasadowego blasku publicznych spotkań z brutalną intymnością – nadaje opowieści strukturalny rytm odrodzenia.

Warto podkreślić, że nieoczywiste, a jednocześnie niezwykle życiowe, jest samo zakończenie powieści. Finał ten z pewnością wprowadzi w refleksję wielu czytelników, bowiem ma na niego wpływ nie tylko autorka, ale także my sami – jako odbiorcy. A dlaczego tak się dzieje? O tym muszą przekonać się już ci, którzy zechcą tę powieść, przeczytać.

"Drżenie serc” to znacznie więcej niż powieść – to literacki, palący manifest o odwadze. Autorka nie tylko wciąga w wir skrajnych emocji, lecz przede wszystkim zostawia czytelnika z niezłomną wiarą w możliwość wewnętrznej rewolucji. Książka uświadamia, że najważniejszy akt miłości to miłość do samego siebie, a odzyskanie głosu jest pierwszym, niezbędnym krokiem do wolności. Powieść jest lekturą uniwersalną, ale szczególnie ważną dla osób zmagających się z poczuciem uwięzienia – staje się latarnią nadziei i niezbitym dowodem na to, że zmiana jest możliwa. Dla mnie to była lektura, która zmusiła do natychmiastowej refleksji nad własnymi granicami i przypomniała, jak potężna jest siła, gdy odzyskujemy własny głos. Polecam ją jako katharsis, hołd dla nieugiętości ludzkiego ducha i potężną inspirację do walki o prawo do nieudawanej radości. Ta przenikliwa i bezkompromisowa opowieść o odwadze do odnalezienia siebie jest lekturą obowiązkową.

[Zakup własny].

sobota, 18 lipca 2020

"Zatrute serca" - Angelika Ślusarczyk /Recenzja patronacka.

Nic, co dzieje się w naszym życiu nie pozostaje bez wpływu na naszą przyszłość i na nas samych. Mówi się, że to, co nas spotyka i czego doświadczamy, kształtuje naszą osobowość i wpływa na to, jaką drogą życia podążymy oraz jakich wyborów dokonamy. Niestety zapewne wszyscy zgodzimy się z tym, że życie to trudny przeciwnik, który mając sobie za nic nasz ból i cierpienie potrafi nas bardzo boleśnie doświadczyć. Często podnosząc się z kolan po kolejnym ciosie zadanym nam przez los, przepełnieni żalem i złością zadajemy sobie pytanie „Dlaczego ja?”. W poczuciu niesprawiedliwości rozpamiętujemy zdarzenia, które sprawiły, że wszystko, w czym do tej pory odnajdowaliśmy bezpieczną przystań, źródło szczęścia i spokoju, wszystko, co stanowiło naszą siłę, rozpada się, jak szklanka. Od tej chwili już nic nie jest takie jak dawniej. Bo czy raz rozbitą szklankę da się ponownie posklejać, tak by nie dostrzec na niej śladów doznanych zniszczeń? Musimy jednak pamiętać kochani, że jeśli będziemy nieustannie żyć wspomnieniami trudnych, a często nawet traumatycznych zdarzeń, które nas dotknęły, pielęgnując w sobie negatywne uczucia i emocje, wówczas będziemy zatruwać nasze serca. Zatracając się w tym, co już było i minęło i na co już teraz nie mamy wpływu, możemy nie dostrzec swojej szansy na to, by zacząć wszystko od nowa.

Zapewne teraz zastanawiacie się, dlaczego zdecydowałam się poruszyć z Wami dziś ten temat. Przyznaję się przed Wami otwarcie, że sama z siebie pewnie nigdy bym się na to nie zdecydowała, wszak mówienie o przeżyciach, czy też osobach, które w jakikolwiek sposób zatruły nasze serca, jest bardzo trudne. Każdy z nas bowiem ma w pewnym stopniu zatrute serce, choć być może nie zdajemy sobie jeszcze do końca z tego sprawy. Ze mną było podobnie do momentu, kiedy sięgnęłam po książkę Angeliki Ślusarczyk  - „Zatrute serca”, której mój blog Kocie czytanie ma ogromny zaszczyt i przyjemność patronować i z której recenzją dziś do Was przychodzę.

Kiedy zaczęłam poznawać historię, którą skrywają karty tej książki, bardzo szybko przekonałam się, że jest to opowieść, w której każdy z nas odnajdzie cząstkę samego siebie. Mało tego, każdy z nas mógłby stać się jej bohaterem. Poznajemy bowiem Klarę, młodą dziewczynę, która już jako dziecko doświadczyła goryczy cierpienia, jaką jest utrata ukochanej osoby. Śmierć matki w tragicznym wypadku odcisnęła na niej znaczące piętno i choć dziś jest już dorosłą kobietą, to jednak ciągle nie potrafi pogodzić się z tą stratą. Sytuacji nie ułatwia również obecne życie rodzinne naszej bohaterki. Mieszka ona bowiem z ojcem, który w domu jest niemalże rzadkim gościem i jego żoną, która jest wyrafinowaną, wredną babą. Toksyczna macocha traktuje pasierbicę, jak pomiotło, podczas gdy przed mężem odgrywa perfekcyjną rolę wspaniałej kobiety.

Jest jeszcze coś, co od dawna tkwi niczym bolesna drzazga w sercu Klary. Kobieta czuje się zdradzona i oszukana przez przyjaciela, który zerwał z nią kontakt w momencie, kiedy najbardziej go potrzebowała. Marcel był dla niej kimś wyjątkowym. Dziś my czytelnicy jesteśmy świadkami tego, jak chłopak ponownie zjawia się w jej życiu. Jednak teraz oboje są już zupełnie innymi ludźmi. Wiedzą, że słowo przepraszam to za mało, aby wybaczyć i zapomnieć. Przekonajcie się sami, czy tę przyjaźń da się jeszcze uratować, a może lepiej jest czasami po prostu pozwolić komuś odejść.

Klara, mimo że jest atrakcyjną kobietą i wzbudza zainteresowanie płci przeciwnej, nie jest zainteresowana atencją mężczyzn. Wszystko zmienia się, jednak gdy pewnego dnia wybiera się do klubu ze znajomym z pracy i tam spotyka nieznajomego o pięknych oczach, których już nigdy nie zapomni. Spojrzenie tych oczu zostanie z nią na zawsze. Nasza dwójka coraz częściej na siebie wpada i jak możecie się domyślać, rodzi się między nimi uczucie. Wydawać by się mogło, że teraz nastąpi szczęśliwe zakończenie i Klara wreszcie będzie mogła zaznać tak zasłużonego szczęścia, miłości i bezpieczeństwa u boku ukochanego. Niestety i tym razem niczego nie może być w swoim życiu pewna. Stąpająca dotychczas twardo po ziemi dziewczyna, gdzieś w głębi duszy czuje, że ten mężczyzna nie jest dla niej. Obawiając się, że jego też straci, jak wszystkich, których kochała i którzy byli dla niej bliscy, łaknie go i jego bliskości.
Sięgnijcie koniecznie po książkę i sprawdźcie, czy rozum wygra zmagania z sercem. Jak ta jedna, tak bardzo ważna decyzja zmieni jej życie? Czy zamknie swoją bezpowrotną przeszłość i dostrzeże wartość tego, co tu i teraz.

Mimo, że główną bohaterką powieści jest Klara, to mamy również rozdziały poświęcone jej drugoplanowym bohaterom. Z nich właśnie możemy dowiedzieć się, co niszczy ich zatrute serca. Jakie kłamstwa, decyzje, złe wybory, tajemnice wpłynęły na to, jak teraz wygląda ich życie. Każdy z nas bowiem został zraniony i zranił. Niestety często musi minąć dużo czasu, abyśmy otworzyli oczy i zrozumieli swoje błędy.

Jak widzicie „Zatrute serca” to trudna, ale nad wyraz prawdziwa historia, która na pewno zostanie z nami na bardzo długo i da nam wiele do myślenia. Autorka zostawiła w niej dla nas piękne przesłanie, aby pomimo przeciwności spotykających nas niemalże każdego dnia nie zamykać się w żalach i pretensjach. Pielęgnować piękne wspomnienia i walczyć o swoje. Doceniać ważnych dla nas ludzi, bo nigdy nie wiadomo, jak długo będzie nam dane cieszyć się ich obecnością. Cieszmy się każdą piękną chwilą w życiu i dzielmy się tym szczęściem z innymi, a ono na pewno do nas wróci.
Z tą piękną myślą Was zostawiam i jeszcze raz zachęcam Was do sięgnięcia po tę książkę. Jestem przekonana, że zaczytacie się w niej bez reszty i trafi ona wprost do Waszych serc.

Autorce serdecznie dziękuję nie tylko za możliwość objęcia patronatem tak wyjątkowej książki, ale przede wszystkim za niezwykłe emocje, głębokie refleksje i oczyszczające serce i duszę łzy wzruszenia podczas lektury.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem WasPos, za co bardzo dziękuję.



Inne książki autorki, które czytałam:

piątek, 10 lipca 2020

Cytaty z "Zatrute serca" Angelika Ślusarczyk.

Moi drodzy już za niespełna tydzień 16.07.2020.  nakładem wydawnictwa WasPos swoją premierę będzie miała książka Angeliki Ślusarczyk"Zatrute serca”, którą mój blog Kocie czytanie ma przyjemność objąć swoim patronatem medialnym. Wiem, że wiele z Was wspólnie ze mną czeka z niecierpliwością na ten dzień. Jako że sama jestem osobą z natury niecierpliwą i wiem, jak trudno jest czekać na coś, co chciałoby się mieć w swoich rękach, jak najszybciej mam dla Was niespodziankę. 

Postanowiłam odkryć przed Wami rąbka tajemnicy i dać Wam przedsmak tego, co przygotowała dla nas autorka na kartach swojej najnowszej powieści. 

Mam dla Was kilka cytatów, które mam nadzieję, jeszcze bardziej podsycą Waszą ciekawość i chęć sięgnięcia po książkę.



Napiszcie mi, proszę w komentarzach, który z cytatów podoba Wam się najbardziej i czy skusicie się na lekturę tego tytułu?

sobota, 16 lutego 2019

Patronat medialny: „Naucz się beze mnie żyć” Angelika Ślusarczyk.


Kochani, właśnie dziś nadszedł ten wyjątkowy dla mnie dzień, kiedy mam ogromną przyjemność zaprezentować Wam recenzję debiutanckiej powieści naszej koleżanki blogerki Angeliki Ślusarczyk Naucz się beze mnie żyć, której Kocie czytanie ma zaszczyt patronować.

Zanim jednak opowiem Wam o samej książce, poproszę Was o to, abyście zamknęli na chwilę oczy i razem ze mną wybrali się we wspomnieniach do czasu, kiedy przeżywaliście swoje pierwsze miłości. Kiedy jeszcze byliście tak bardzo ufni i widząc świat przez różowe okulary, wierzyliście, że ten, którego obdarzyliście uczuciem, będzie tym pierwszym i jedynym na całe życie. Teraz z perspektywy czasu zapewne zgodzicie się ze mną, że było to myślenie bardzo naiwne i życie mocno zweryfikowało siłę pierwszych miłości.
Dziś przekonacie się jak, bardzo mocno przeszłość i niespełniona miłość może ukształtować naszą teraźniejszość.

Poznajcie Wiolę, główną bohaterkę powieści, Już jako bardzo młoda dziewczyna poczuła smak łez i dotkliwy ból, kiedy los bezlitośnie z niej zadrwił. Choć tamtejsze zdarzenia kosztowały ją wiele, to jednak w jej życiu pojawił się ktoś, kto na nowo nauczył ją wierzyć we własne szczęście i rozpalił w sercu żar prawdziwej miłości, takiej na zawsze. Jednak i tym razem życie było wobec zakochanej dziewczyny bezwzględne bowiem, tak samo, jak niespodziewanie uczucie to zrodziło się między nią a Mateuszem, który stał się dla niej wszystkim, tak samo nagle zostaje jej odebrane.
Choć w momencie, kiedy my czytelnicy wkraczamy w życie Wioli od chwili, gdy po raz ostatni widziała swojego ukochanego, minęły już trzy lata, do dziś słyszy słowa „Naucz się beze mnie żyć”, które były ostatnimi, jakie Mateusz wypowiedział w dniu, w którym bez słowa odszedł i zniknął bez śladu.

Zapewne jesteście ciekawi, co stało się w życiu naszej bohaterki, zanim poznała Mateusza i dlaczego chłopak porzucił ją skoro byli ze sobą szczęśliwi, nie próbując nawet nic tłumaczyć, ani wyjaśniać. Jeśli tak, to nie musicie się martwić, wszystkie odpowiedzi na nurtujące Was pytania znajdziecie na kartach książki, a to znaczy, że koniecznie musicie ją przeczytać.

Dziś Wiola jest dorosłą młodą kobietą, której mimo bolesnych życiowych doświadczeń udało się wiele osiągnąć. Wyrwała się z małej wioski do dużego miasta, gdzie rozwija swój coraz lepiej prosperujący gabinet kosmetyczny. Ma dwie wspaniałe przyjaciółki, na które może liczyć. Wydawać by się mogło, że doskonale sobie radzi, jednak z biegiem fabuły przekonujemy się, że to tylko maska pozorów skrywająca ogromny ból po stracie miłości swojego życia. Kobieta nie może zapomnieć i przestać kochać. Żyje wspomnieniami, które choć bolą, jednocześnie dają nadzieje na to, że jeszcze kiedyś uzyska odpowiedzi na setki pytań kłębiących się w jej głowie.
A przede wszystkim na to jedno najważniejsze: „Dlaczego odszedłeś”?

„Naucz się beze mnie żyć” to bardzo życiowa książka o kobiecie takiej jak Ty i ja. Jej niezwykły realizm zarówno pod względem historii, którą poznaje czytelnik, jak i postaci w niej występujących sprawia, że od początku do końca bardzo mocno utożsamiamy się z perypetiami Wioli. Współczujemy jej, ponieważ naprawdę dostaje mocno w kość od życia. Ale przede wszystkim kibicujemy , trzymając mocno kciuki, aby wreszcie zaznała upragnionego spokoju i miłości, na którą naprawdę zasługuje.
Ogromną Wartością tej książki jest to, że nie jest to tylko historia miłosna. Autorka poruszyła w niej również szereg innych ważnych tematów takich jak: piętno trudnych przeżyć z przeszłości i jego wpływ na to, co jest tu i teraz, a także przyjaźni, której wartość i prawdziwość weryfikuje życie, potrzebę zamknięcia pewnych etapów przeszłości i spalenia za sobą mostów, po to, by zrzucić ciężar, noszony często przez wiele lat, ze swoich barków i poczuć ulgę.
Jak widzicie, nic dodać, nic ująć, samo życie.

Pozwolę sobie wspomnieć o samej konstrukcji fabuły książki. Otóż została ona podzielona na rozdziały „Teraz” i „Kiedyś”. Jak nie trudno się domyślić wydarzenia opisane w rozdziałach opatrzonych tytułem „Teraz” opisują obecny kształt życia Wioli i jej codzienność, a te opatrzone tytułem »Kiedyś«, stanowią wspomnienia bohaterki, do których ta często wraca, a nawet można powiedzieć, którymi ciągle żyje, a które mocno wpłynęły na jej tu i teraz.

Moi kochani z całego serca polecam Wam ten naprawdę bardzo dobry debiut. Jestem niezmiernie szczęśliwa, że moim pierwszym blogowy, patronatem okazała się tak świetna książka. Jestem pewna, że jeśli tylko Angelika będzie chciała dalej pisać i się rozwijać, na co ogromnie liczę, to przed nią roztacza się wspaniała twórcza przyszłość. Z pewnością usłyszymy o niej jeszcze nie raz.

Ja już nie mogę doczekać się Jej kolejnych książek, a Wam jeszcze raz polecam lekturę „Naucz się beze mnie żyć". Lekkość i swoboda języka, którym posługuje się autorka, sprawi, że książkę tę przeczytacie w mgnieniu oka, a realizm podjętych tematów po przeczytaniu książki skłoni was do przemyśleń z uśmiechem na ustach, ale i z łezką w oku.

Na zakończenie chciałabym skierować kilka skromnych słów do samej autorki.
Kochana jeszcze raz dziękuję Ci za powierzone mi zaufanie, a także za wspaniałą, niezapomnianą lekturę. Za śmiech i łzy, za wzruszenia i nadzieję, za wiarę w to, że to, co piękne i prawdziwe przezwycięży wszystkie przeciwności losu.
„Naucz się beze mnie żyć” już zawsze będzie dla mnie wyjątkową książką, która na zawsze będzie zajmowała szczególne miejsce w moim sercu czytelnika.

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Autorce oraz wydawnictwu Was Pos.



niedziela, 13 stycznia 2019

Zapowiedz patronacka "Naucz się beze mnie żyć" Angelika Ślusarczyk



Moi kochani, dzisiejszy dzień jest dla mnie wyjątkowy, gdyż przychodzę do Was z zapowiedzią debiutanckiej książki naszej koleżanki blogerki Angeliki Ślusarczyk, autorki bloga Tylko magia słowa, którą Kocie czytanie ma zaszczyt i przyjemność objąć swoim pierwszym patronatem medialnym.

„Naucz się beze mnie żyć” ukaże się nakładem wydawnictwa WasPos, a jej premiera planowana jest na pierwszą połowę lutego 2019 roku. (data premiery może ulec zmianie).

Oficjalny opis:

„Wiola to młoda dziewczyna, która całkiem niedawno straciła bliską osobę. Teraz prowadzi swój Kobiecy Salon, świadcząc w nim usługi kosmetyczne wraz ze swoimi pracownicami - Klarą oraz Karoliną. Wspomnienia jednak są silniejsze-wszystko, co było, wraca do niej jak bumerang. W dodatku los nie oszczędza jej w ogóle, wciąż podkładając kobiecie kłody pod nogi. Wiola próbuje ułożyć swoje życie na nowo, jednak nie spodziewa się tego, co kapryśna fortuna dla niej przygotowała.
Spotka na swojej drodze wielu ludzi-tych dobrych, złych, lecz niewielu z nich tak naprawdę stanie się dla niej ważnych. W dodatku nic i tak nie zwróci jej Jego-tego, który zniknął...”

Napiszcie, proszę w komentarzach, czy wspólnie ze mną czekacie na premierę książki?