Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Między nami niebo". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Między nami niebo". Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 września 2026

Tam, gdzie miłość sięga poza granicę życia. „Między nami niebo” – Małgorzata Mikos

Są w życiu chwile, kiedy prozaiczna codzienność nagle pęka, a świat, który dotąd uważaliśmy za pewny i trwały, bezpowrotnie zmienia swój bieg. W takich momentach czas zaczyna mierzyć się zupełnie inną miarą. Nie liczą się już godziny czy minuty, ale ciężar słów, które zdążymy wypowiedzieć, oraz czułość gestów, jakie zdołamy po sobie zostawić. Najtrudniejszym sprawdzianem miłości staje się wtedy oswojenie własnej bezradności i podjęcie cichej próby zbudowania bezpiecznego świata dla tych, których przyjdzie nam pożegnać. To głęboko poruszająca sztuka obecności, sięgająca daleko poza granicę ludzkiego bytu.

W tę najczulszą i zarazem najtrudniejszą przestrzeń wprowadza nas Małgorzata Mikos w powieści „Między nami niebo”. Bolesna diagnoza sprawia, że młoda matka, Marta, musi zmierzyć się z okrutną perspektywą odejścia i świadomością, że nie zobaczy dorastania swojej kilkuletniej córki Hani. Pragnąc dać dziecku schronienie przed ostateczną pustką, postanawia pozostawić po sobie wyjątkową spuściznę – przepełnione miłością wiadomości, które mają stać się cichym świadectwem matczynej obecności na kolejne lata życia dziewczynki.

​W tym trudnym czasie Marta nie pozostaje jednak sama. Życiowe doświadczenia sprawiły, że wraz z bratem Damianem mieli w życiu tylko siebie, a jego postawa w obliczu tragedii staje się poruszającym świadectwem głębokiej, oddanej miłości. Gdy kobieta powoli gaśnie, brat po prostu przy niej trwa – bez zbędnych pytań, bez oceniania czy podważania jej decyzji. Służy solidnym wsparciem i daje jej otuchę, że nie zostanie osamotniona w swoim cierpieniu. Obserwowanie tak bliskiej relacji rodzeństwa mocno chwyta za serce i buduje świadomość, jak wielkim darem jest obecność kogoś, kto stoi przy nas bez względu na wszystko.

Kiedy walka Marty dobiega końca, na Damiana spada ciężar żałoby, a opieka nad dziewczynką staje się wypełnieniem obietnicy danej siostrze. Mężczyzna z dnia na dzień musi odnaleźć się w roli jedynego opiekuna, starając się na nowo zbudować poczucie bezpieczeństwa małej siostrzenicy. Ta konkretna sytuacja staje się dla autorki punktem wyjścia do ukazania trudnego procesu oswajania straty i głębokiej przemiany samego bohatera. Pęknięty od środka przez własny ból, uczy się odkładać na bok lęk, by dać dziecku bezpieczną ostoję.

Ta historia nie byłaby jednak pełna bez subtelnego ukazania dziecięcego przeżywania odejścia bliskiej osoby. Twórczyni z wielką wrażliwością oddaje świat malutkiej Hani, pokazując, jak dziecięca emocjonalność próbuje oswoić wielką pustkę poprzez codzienne gesty i pytania pozbawione dorosłego cynizmu.

​Powieść spowija gęsta, intymna atmosfera, w której każdy akapit oddycha autentycznym bólem, ale i cichym pięknem. To lektura wymagająca skupienia, nasycona emocjami rezonującymi w czytelniku od pierwszej do ostatniej strony. Autorka nie szuka taniego sentymentalizmu, lecz tworzy przestrzeń do zatrzymania się nad własną wrażliwością. Ogromna w tym zasługa jej dojrzałego warsztatu – posługuje się językiem plastycznym, a przy tym pozbawionym patosu. Niespieszne tempo pozwala z bliska przyglądać się zmaganiom bohaterów, zatracając granicę między fikcją a rzeczywistością.

​Należą jej się słowa uznania. Pisanie o tak delikatnych, bolesnych sprawach, od których na co dzień wolimy uciekać, wymagało ogromnej odwagi i niewątpliwie stanowiło dla niej duży ciężar emocjonalny podczas całego procesu twórczego. Autorka stworzyła historię bardzo potrzebną i ważną, dając czytelnikowi przestrzeń do konfrontacji z własnymi lękami.

Sama odebrałam tę historię głęboko. Ze względu na własne doświadczenia życiowe bardzo mocno postawiłam się w sytuacji Marty. Pierwsza część książki – do momentu jej odejścia – stała się dla mnie najtrudniejszym sprawdzianem. Wywołała bolesny odruch wewnętrznej wdzięczności za to, że sama nie mam dzieci, gdyż ciężar takiej perspektywy wydaje się nie do udźwignięcia. Jednocześnie czułam ogromną dumę z bohaterki i potrzebę szepnięcia jej, że jest cudowną matką.

​O ile pierwsza część wywołała trudne emocje i lęk, czy zdołam dotrwać do końca, o tyle druga przyniosła ciche ukojenie. Obserwowanie relacji, jaka krok po kroku budowała się między wujkiem a siostrzenicą, rozlało w moim sercu ciepło. Ta więź wlała we mnie spokój, pokazując, jak istotne dla osamotnionego dziecka jest poczucie, że mimo potężnej straty ma obok kogoś, dla kogo zawsze będzie najważniejsze.

Mimo że nie jest to łatwa lektura, jej siła tkwi w walorze terapeutycznym. Małgorzata Mikos daje czytelnikowi narzędzia do oswojenia tematów tabu, jakimi pozostają odchodzenie i żałoba. Niewiele jest pozycji, które potrafią w tak dojrzały sposób przełożyć ludzką bezradność na lekcję empatii i uważności.

Warto również zatrzymać się nad dopracowaną oprawą wizualną tego wydania. Błękitne niebo z bukietem barwnych balonów unoszących się ku górze oraz malowane brzegi stron w motyw niezapominajek tworzą kompozycję, która od pierwszego spojrzenia przyciąga wzrok i porusza najczulsze struny. To nie tylko piękna oprawa, ale i głęboka symbolika – niezapominajki są cichym znakiem pamięci, która nie gaśnie, a ulatujące balony przywodzą na myśl znany z ceremonii pożegnań gest wypuszczania ich ku niebu. To symbol oswojenia straty, uwalniania od bólu i wysyłania do bliskich wiadomości przesyconych miłością oraz dziecięcą nadzieją. Sama metafora tytułowego nieba zyskuje tu bardzo osobisty wymiar – staje się płaszczyzną łączącą dwa światy i subtelną granicą, dzięki której pamięć nie dzieli, a osłania tych, którzy zostali na ziemi.

To jedna z tych rzadkich powieści, które po odłożeniu na półkę nie odchodzą w zapomnienie, lecz powoli dojrzewają w czytelniku, cicho zmieniając jego spojrzenie na drugiego człowieka.

[Materiał reklamowy].