Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agata Czykierda - Grabowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agata Czykierda - Grabowska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 maja 2026

"Przez milion burz" Agaty Czykierdy-Grabowskiej: O odwadze wybaczenia i poszukiwaniu światła pośród nawałnic


Czy znacie ten stan, gdy własny świat staje się zbyt ciasny, a jedynym ratunkiem wydaje się ucieczka do miejsc, o których tak bardzo chcieliście zapomnieć? Czasami życie przypomina krajobraz tuż przed burzą – duszny, gęsty i pełen napięcia. W pogoni za złudnym bezpieczeństwem często gubimy rytm własnego serca. Dzieje się tak aż do momentu, gdy instynkt podpowiada nam powrót do korzeni. Dopiero w tej odnalezionej na nowo ciszy poranków z dala od zgiełku najgłośniej wybrzmiewają pytania, od których uciekaliśmy przez lata, zmuszając nas do konfrontacji z tym, co niedopowiedziane.

W tę kruchą tkankę ludzkich losów uderza Agata Czykierda-Grabowska. Jej najnowsza, angażująca powieść obyczajowa pt. „Przez milion burz” udowadnia, że najtrudniejsza walka, jaką przychodzi nam stoczyć, to ta o prawo do wybaczenia samemu sobie. Akcja nabiera tempa, gdy główna bohaterka, Martyna, stając na życiowym rozdrożu, postanawia zamieszkać w zapomnianym domu swoich dziadków. To, co w założeniu miało być tylko chwilową ucieczką, szybko zmienia się w intrygującą podróż przez labirynt rodzinnych tajemnic. Odnalezione przypadkiem pamiątki stają się impulsem do odkrywania przeszłości pozostającej przez dekady w ukryciu.

Powieść po mistrzowsku operuje kontrastami, zderzając sterylny, bezduszny świat korporacji z naturalnym rytmem wsi. Nie jest to jednak obraz sielankowy – pod warstwą pozornego ładu pulsuje niepokój budowany przez niewyjaśnione zdarzenia wokół domu i dręczące przeczucie, że bezpieczeństwo bohaterki jest tylko złudne. Ten dualizm sprawia, że klimat opowieści balansuje między kojącą nostalgią a duszną atmosferą sekretów, zyskujących dopiero teraz szansę na ostateczne domknięcie.

​Niezwykłym atutem książki jest sposób budowania nastroju. W opisach starego domostwa i dzikiego ogrodu kryje się magiczna zmysłowość, będąca głęboką podróżą sentymentalną dla osób wychowanych na wsi lub spędzających tam beztroskie wakacje. Autorka przywołuje obrazy bliskości z naturą, stanowiące dla wielu synonim spokoju. To właśnie ta wszechobecna tęsknota sprawia, że narracja płynie niespiesznie, pozwalając w pełni zanurzyć się w świecie bohaterki. Jej dylematy powodują, że kibicujemy jej z całego serca, odnajdując w tej opowieści cząstkę szczerych przeżyć.

Siła utworu drzemie również w kreacji Huberta, spotkanego przez Martynę po powrocie w rodzinne strony. Jako lokalny lekarz staje się on nie tylko wsparciem, ale też kimś nakłaniającym ją do spojrzenia na swoje życie z innej perspektywy. Uczucie budzące się po latach na nowo oparto na wzajemnym zrozumieniu i wspólnym przepracowywaniu życiowych ran. Choć bohaterowie nie zdawali sobie z tego dotychczas sprawy, ta odnaleziona więź przypomina, że niektóre emocje są silniejsze niż czas. Motyw drugiej szansy na miłość pojawia się tu jako owoc bolesnego dojrzewania, pozbawiony sztucznego lukru.

​Konstrukcja powieści, oparta na przeplataniu współczesnych dylematów z obrazami z przeszłości, nadaje całości świetną dynamikę. Ta dwutorowość narracji pozwala nam odkrywać nie tylko bolesne tajemnice, ale i pierwsze, młodzieńcze zauroczenia, co sprawia, że wraz z bohaterką z każdym rozdziałem układamy tę emocjonalną mozaikę w całość.

Warto zwrócić uwagę na sam język autorki – niezwykle plastyczny i sugestywny, a jednocześnie konkretny. Dzięki temu opisy przyrody niemal czuć na własnej skórze, a dialogi brzmią naturalnie, co pozwala bez reszty zanurzyć się w tej lekturze i chłonąć ją wszystkimi zmysłami. Choć książka dotyka bolesnych rozliczeń, fabuła prowadzi nas przez nie z taką lekkością, że czytanie staje się kojącym doświadczeniem. Tekst angażuje emocjonalnie, rezonując z naszymi lękami i pragnieniem powrotu do prawdy o sobie. Wartość tej pozycji tkwi w jej realizmie – przypomina nam, że choć życiowe trudności są nieuniknione, to od naszej odwagi zależy, czy odnajdziemy wreszcie upragnione światło.

Lektura pozostawia nas z kojącym przeświadczeniem, że nawet po najdłuższym sztormie niebo w końcu się wypogadza. To historia, którą odkłada się na półkę ze szczerą motywacją, by zacząć od nowa – bo dom to przede wszystkim stan ducha. Polecam tę książkę każdemu, kto szuka ukojenia i wierzy, że na nowy początek nigdy nie jest za późno. To idealna lektura dla czytelników pragnących emocjonalnej głębi i odrobiny światła po życiowych wichurach.

​Pytania do Was:

​Czy macie takie miejsce z dzieciństwa, do którego wracacie myślami, gdy świat staje się zbyt głośny i przytłaczający?

Wierzycie w „drugie szanse” od losu, czy raczej uważacie, że pewnych drzwi nie powinno się otwierać dwa razy?

[Materiał reklamowy].


poniedziałek, 15 czerwca 2020

Wszystko będzie dobrze.

Moi drodzy śmiało mogę powiedzieć, że należy mi się nagroda, a przynajmniej wyróżnienie za perfekcyjnie odgrywaną przez wiele lat rolę tej pełnej optymizmu, siły i wewnętrznej radości dziewczyny, a teraz już kobiety, jak postrzegają mnie osoby, które spotykam na swojej życiowej drodze. Wielu z Was pisze do mnie, czy to w komentarzach na blogu, czy też w wiadomościach prywatnych, że podziwiacie mnie za to. Jest mi niezmiernie miło, ale dziś przyszedł czas, kiedy wreszcie jestem gotowa, aby otwarcie przyznać się Wam do tego, że nie zawsze jest tak kolorowo, jak widzą to osoby z mojego otoczenia, bowiem od czasów liceum jest ze mną ktoś, kto każdego dnia zmusza mnie do zakładania maski, w której pokazuję się światu. Jest to moja wierna towarzyszka depresja. Ona nigdy mnie nie opuszcza, ale też bywają dni, tygodnie, a nawet miesiące, kiedy nie pozwala mi normalnie żyć i choć nie pokazuję tego nikomu, w zaciszu własnego domu przejmuje nade mną władzę i próbuje mnie zniszczyć. Jakby tego było mało, depresję dzielnie wspiera nerwica lękowa. Wspólnie tworzą trudny do pokonania duet.

Nie będziemy się jednak skupiać na mnie, bo teraz mam ten lepszy czas i pewnie nie powiedziałabym Wam o moich zmaganiach z chorobą, ponieważ zapewne borykając się na co dzień z własnymi problemami, szukacie w internecie tej pozytywnej odskoczni, ale impulsem do takiego otwarcia się przed Wami stała się dla mnie najnowsza książka Agaty Czykerdy-Grabowskiej „Fale i echa”, o której chcę Wam dziś kilka słów opowiedzieć.

Poznajcie Ninę, młodą dziewczynę, która, choć z pozoru prowadzi niczym niewyróżniające się studenckie życie, to gdy poznacie ją bliżej, przekonacie się, że jest ono podporządkowane chorobie, z którą żyje już od kilku lat. To ona i samobójcza śmierć matki, która została owiana przez resztę jej rodziny aurą wielu niedopowiedzeń, przemilczanych pytań bez odpowiedzi oraz tajemnic złamała dziewczynę wewnętrznie. Codzienność Niny naznaczona jest samotnością i obezwładniającym lękiem przed śmiercią. Jedyne, co pozwala jej nie zatonąć w odmętach paraliżującego ją lęku to wypracowane rytuały i nieustannie powtarzane zaklęcia. Nie zawsze są one skuteczne, dlatego zapomnienia szuka w weekendowych wyjściach do klubu, gdzie może zatracić się w tańcu i być po prostu anonimową dziewczyną. Choć nie jest wtedy do końca sobą, wieczory takie są dla niej wytchnieniem od koszmarów, jakimi stały się dla niej noce, ale o tym musicie już przeczytać sami.

Na jednym z takich właśnie wyjść do klubu, poznaje niezwykłego chłopaka, który odmienia jej życie. Chłopaka, który robi wszystko, aby każdej nocy godzina 3:00 nie była godziną jej śmierci. Przy nim przestaje umierać, choć czuje, że Filip również skrywa swoje tajemnice. Opiekuńczy, pełen empatii i oddania młody mężczyzna ofiaruje tak bardzo potrzebny naszej bohaterce spokój i zrozumienie dla tego, jaka jest naprawdę i przez co zdeterminowane jest jej życie. Choć Nina czuje, że ten wyjątkowy chłopak, który podbił jej serce i sprawił, że zagościła w nim muzyka, jest tak bardzo różny od niej, to tylko on wie, w jak dużej mierze różnice te są pozorne. Łączy ich więcej, niż Nina mogłaby przypuszczać. Ma jednak świadomość tego, że to, czego dowie się o nim ta niezwykła zagubiona dziewczyna, może sprawić, że straci ją na zawsze. Przekonajcie się koniecznie, czy nasza dwójka zaryzykuje i obnaży przed sobą wszystkie swoje słabości, obawy i trawiące ich demony przeszłości.

Sama Nina wierzy w to, że to właśnie w przeszłości, którą ona  wyparła z pamięci, kryje się klucz do tego, aby zaznała uzdrowienia i mogła przestać żyć z piętnem śmierci. Filip ofiaruje jej swoją pomoc, w tym niełatwym dla niej kroku w bolesną przeszłość. Jednak to, czego się dowiaduje i co udaje jej się ustalić, wcale nie przynosi ukojenia, krzywdzi i sprawia, że na pewne osoby już nigdy nie spojrzymy tak, jak do tej pory.

W tym miejscu zadajmy sobie pytanie:

Czy prawda zawsze niesie ze sobą wyzwolenie, czy nie lepiej czasami wiedzieć mniej, czy też należy zawsze dążyć do jej poznania?

Z tym pytaniem Was zostawiam, gdyż zdaję sobie sprawę, że jest to kwesta indywidualnego podejścia. „Fale i echa” to bardzo poruszająca i emocjonalna historia, która stawia nacisk na to, co niewidoczne dla oczu. Cierpienie i samotność młodych ludzi, których mimo młodego wieku życie już bardzo mocno doświadczyło. Opowieść ta porusza, wzrusza i trafia wprost do naszych serc. Ze swej strony bardzo dziękuję autorce za poruszenie tak ważnego tematu, jakim jest depresja, ponieważ z chorobą tą zmaga się wiele osób i niestety często są oni pozostawieni samym sobie. Historia opisana w książce pokazuje natomiast, że jeśli w naszym życiu jest ktoś, kto nie będzie nas oceniał, a zaakceptuje, postara się zrozumieć i będzie służył wsparciem, nasze życie może nabrać kolorów i odmienić się zupełnie.

Chciałabym również Podziękować Pani Agacie za to, że podzieliła się ze swoimi czytelnikami informacją, że ta książka jest dla niej bardzo osobista, gdyż opisując perypetie głównej bohaterki, opierała je na własnych przeżyciach i naprawdę doskonale poradziła sobie z tym, na pewno niełatwym wyzwaniem.

Jeśli szukacie książki, którą nie tyle się czyta, ile dosłownie karmi się nią duszę, to koniecznie musicie sięgnąć po ten tytuł. Niezwykły jej klimat i i tego, co dzieje się między  bohaterami sprawi, że poczujecie się niemal owładnięci tymi emocjami i od początku do końca lektury pozostaniecie pod niemalże namacalnym ich wpływem. A kiedy już odłożycie, książkę na półkę nie będziecie mogli uwierzyć w to, co przeczytaliście, a to za sprawą zaskakującego zakończenia. Macie moje słowo, że długo tej historii nie zapomnicie.

Uwielbiam każdą przeczytaną przeze mnie książkę tej autorki, ale właśnie ta, już zawsze będzie dla mnie tą wyjątkową, gdyż znalazłam w niej cząstkę siebie.

Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania książka, za co bardzo dziękuję.
Zachęcam Was również do zapoznania się z całą ofertą literatury kobiecej przygotowaną dla nas przez księgarnię.

Inne książki autorki, które recenzowałam:




środa, 16 października 2019

Wakacje, które zmieniły ich życie.

Dziś będzie odrobinę sentymentalnie. Wspólnie z Wami kochani, wrócę do wspomnień pięknej opowieści o miłości moich dziadków. To jest miłość, która zrodziła się z dziecięcej przyjaźni i choć, jak sami dziadkowie wielokrotnie powtarzali, nie zawsze było lekko i nie raz musieli stawić czoła wielu przeciwnościom losu, to nigdy nie przestali się kochać. Mimo, że dziadka już dziś z nami nie ma, to zawsze, kiedy babcia opowiada historię ich uczucia, widzę ten charakterystyczny błysk w jej oczach, który świadczy o tym, że jej młodzieńcza miłość wypełnia jej serce po dziś dzień.

Ci z Was, którzy już od dłuższego czasu odwiedzają mnie na moim blogu, zapewne zauważyli, że wielokrotnie dzielę się z Wami przeżyciami bądź refleksjami z życia swojego, czy też z życia moich bliskich, które wplatam w recenzje książek, o których chcę Wam opowiedzieć. Bo to właśnie książki sprawiają, że podczas ich lektury znajduję część wspólną między tym, o czym czytam, a tym, co miało miejsce w realnym życiu naszej rodziny.
Tak też jest i tym razem. Do tego, aby podzielić się z Wami bardzo osobistym pierwiastkiem początków uczuć babci i dziadka, skłoniła mnie książka Agaty Czykierdy – Grabowskiej „Słońce, wiatr i księżyc”, z której recenzją dziś do Was przychodzę. Za chwilę dowiecie się, dlaczego tak się stało.

Kiedy poznajemy Kaję i Pawła, głównych bohaterów powieści są oni jeszcze dziećmi. Kaja wraz z rodzeństwem mieszka w mieście, ale rodzice przywożą dzieci na wakacje do dziadków na wieś. Początkowo dziewczynka nie jest zadowolona perspektywą spędzenia całych wakacji z dziadkami, będąc przekonaną, że nie znajdzie tam niczego ciekawego dla siebie i zwyczajnie będzie się nudziła. Jednak już wkrótce, przekona się o tym, jak bardzo się myliła.
A wszystko zaczęło się od bardzo niebezpiecznego zdarzenia, które mogłoby skończyć się tragicznie dla młodszego brata Kai - Antka, gdyby nie natychmiastowa pomoc tutejszego chłopca Pawła. Od tej pory między tą dwójką rodzi się niezwykła przyjaźń. Więź, która sprawia, że chcą spędzać ze sobą, jak najwięcej czasu. Tylko przy Kai Paweł czuje się swobodnie i spokojnie. Jest mu to bardzo potrzebne, bo w domu rodzinnym przechodzi przez prawdziwe piekło. Kiedy dziewczyna jest świadkiem jednego ze zdarzeń, którego ofiarą jest jej przyjaciel, postanawia zrobić wszystko, aby mu pomóc. Nie może zrozumieć, jak to możliwe, że na wsi, w której przecież wszyscy się znają i wszystko o sobie wiedzą chłopak jest pozostawiony samemu sobie. To, czego dowiedziała się o życiu Pawła, jest dla niej ogromną próbą dojrzałości.
Od tej pory dziewczyna z ochotą spędza każde kolejne wakacje z dziadkami.  Z biegiem lat jesteśmy świadkami tego, jak oboje z Pawłem dorastają i wkraczają w okres nastoletni, wraz z którym przychodzi świadomość, że nie postrzegają siebie już tylko jako przyjaciół, a w ich sercach rodzi się pierwsze nieśmiałe pełne lęku i obaw uczucie. Oboje czują się zagubieni i nie wiedzą, co zrobić z tym, co się między nimi dzieje.


„Miłość rodząca się z przyjaźni, zakrada się bardzo powoli. Nie widzisz jej, aż któregoś dnia budzisz się i nie potrafisz myśleć o niczym innym niż o tej jednej, jedynej osobie. Każdy twój krok prowadzi cię do niej. To jednocześnie cudowne i przerażające".

Koniec końców młodzieńcza impulsywność i zazdrość rodzi wiele nieporozumień i niedopowiedzeń, które rozdzielają tę dwójkę na kolejne siedem lat.
Bardzo przykra wiadomość, którą otrzymuje Kaja, sprowadza ją po siedmiu latach na wieś, do miejsca, gdzie przeżyła najpiękniejsze chwile swojego dzieciństwa i wczesnej młodości. Wracają wspomnienia, ale wraca również i On – Paweł.

Dziś jednak wszystko wydaje się wyglądać inaczej. Są już dorosłymi ludźmi, a każde z nich ma swoje, zupełnie odmienne życie. Kaja wróciła ze Stanów, gdzie przez te wszystkie lata rozłąki przebywała tylko na chwilę, a potem znowu zniknie, a Paweł zostanie tu gdzie jego miejsce. Ale czy na pewno serce nie weźmie góry nad rozsądkiem? Czy miłość z dzieciństwa ma szansę na nowo się odrodzić, a nawet jeśli, to czy warto, jest dla niej rezygnować z ustabilizowanego życia i tak po prostu rzucić wszystko, co do tej pory udało się osiągnąć?

Odpowiedzi na te pytania poszukajcie oczywiście na kartach książki, bo ode mnie nie dowiecie się niczego więcej.

„Słońce, wiatr i księżyc” to bardzo ciepła, utrzymana w klimacie życia toczącego się na wsi opowieść o przyjaźni i miłości rodzącej się bardzo nieśmiało i subtelnie już od czasów dzieciństwa. Miłości ponad podziałami osób z zupełnie dwóch różnych światów, która została poddana bardzo wcześnie poważnej próbie, której nie jeden dorosły mógłby nie mieć siły i odwagi podołać, a teraz po latach wszystko ma szansę odrodzić się na nowo, tylko, być może na wszystko jest już za późno.
Oczywiście serdecznie Wam tę książkę polecam. Gwarantuję, że dzięki jej autentyzmowi i wspaniałej kreacji nie tylko bohaterów, którzy stają się nam bliscy niemalże od pierwszych stron historii, ale także niezwykle ciepłemu i sielskiemu klimatowi, w jakim została ona osadzona, książkę przeczytacie z niezwykłą lekkością i swobodą w mgnieniu oka.
Sama mieszkam na wsi, a to sprawiło, że wiele z opisanych w książce zdarzeń z życia w gospodarstwie pokrywa się z moimi wspomnieniami z dzieciństwa: żniwa, czy zbory truskawek, spacery po łąkach, ogniska i kiełbaski pieczone w gronie dzieci sąsiadów. Ach to były piękne czasy.
Pani Agato, serdecznie dziękuję za cudowne przeżycia i wszelkie emocje towarzyszące mi podczas czytania książki.

Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania Książka, za co bardzo dziękuję.

Zachęcam Was również do zapoznania się z całą ofertą literatury kobiecej polecanej przez księgarnię.


czwartek, 8 listopada 2018

Ta noc zmieniła wszystko.

Kochani, czy tak, jak ja tęsknicie za wakacjami i słońcem? Za oknem mamy jesień, więc do kolejnych wakacji jeszcze daleko, ale na szczęście jest sposób na to, żeby nawet teraz wrócić do tamtych dni. A wszystko dzięki książkom. One są swego rodzaju wehikułem czasu. Dzięki nim wszystko jest możliwe.

Dziś przygotowałam dla Was recenzję typowo wakacyjnej książki jednej z moich ulubionych polskich autorek Pani Agaty Czykierdy – Grabowskiej „Stand by me”.

Jedną z najbardziej nieprzewidywalnych rzeczy w życiu każdego z nas jest miłość. Uczucie to zjawia się nagle i najczęściej wtedy, kiedy najmniej się go spodziewamy. Może przynieść szczęście i radość albo cierpienie i łzy. Nigdy nie możemy, być pewni, co nam ofiaruje, Jedyne, co jest pewne i bezsprzeczne, to fakt, że kiedy już zagości w naszym sercu, staje się siłą, z którą nie da się wygrać.

Przekonali się o tym główni bohaterowie powieści „Stand by my” - Sara i Paweł. Ta dwójka nie jest sobie obca, gdyż znają się z czasów szkolnych. Jednak, kiedy my czytelnicy spotykamy ich na kartach książki, są już zupełnie innymi ludźmi. Sara właśnie zakończyła związek z mężczyzną, z którym zaczęli mijać się w swoich oczekiwaniach i potrzebach dotyczących wspólnego życia. Jak wiadomo, wszelkie rany najlepiej leczy się, tam, gdzie czujemy się bezpieczni. Nie ma lepszego miejsca niż dom rodzinny. Dlatego Sara postanawia spędzić wakacje w domu rodziców, chcąc zapomnieć i odzyskać utracony spokój.
Zupełnym zaskoczeniem jest dla niej chwila, kiedy dowiaduje się, że Paweł z racji zobowiązań zawodowych, również spędzi kilka miesięcy na rodzinnym łonie. Dziewczyna nie jest zachwycona perspektywą spotykania Pawła przez całe wakacje, gdyż będąc przyjaciółką jego siostry, nasłuchała się wiele na temat jego podbojów miłosnych i tego, jak lubi bawić się kobietami, mając za nic ich uczucia. Mimo że chłopak stara się, jak może zaprzyjaźnić z tą piękną wiedźmą, ta nie pozwala się obłaskawić.
Jednak już wkrótce wszystko się zmienia. A zaczęło się od jednej magicznej nocy. Nocy, podczas której na ziemi i w powietrzu, króluje miłość, która dosięgnie każdego. Noc Kupały odmieni także życie naszych bohaterów. Choć żadne z nich tego nie planowało, oboje zaczynają patrzeć na siebie zupełnie inaczej. Oboje nie chcą przyznać się przed sobą do tego, co czują, ale z miłością nie wygra żadna siła.
To już wiemy, ale być może plotki krążące na temat Pawła się potwierdzą i okaże się on tylko doskonałym aktorem, który chce tylko dobrze się zabawić, a wraz z końcem wakacji jego natura łamacza kobiecych serc ujawni swoje prawdziwe oblicze i zniknie bez słowa, zostawiając Sarę z kolejnymi ranami na sercu. Przekonajcie się sami, ja niczego już nie zdradzę.

Sara i Piotr to specyficzna mieszanka wybuchowa. Ona zadziorna, uparta i pewna siebie młoda kobieta, która jest zupełnie inna, niż kobiety, które do tej pory pojawiały się w życiu Pawła. Na nią nie działają tanie komplementy i wszystkie „chwyty” pod wpływem, których zazwyczaj dziewczyną miękną kolana.

„Była zbyt wyrywna i agresywna, żeby mógł jej pozwolić na wszystko. Uśmiechnął się w myślach. To była dziewczyna z ogniem, którą po prostu trzeba obłaskawić, ale nie tradycyjnymi sposobami, tylko podstępem”.

Pawła fascynuje jej zadziorność, ale tak naprawdę nie wie, czemu dziewczyna ma z nim problem. Przecież obydwoje wiedzą czego chcą, więc co jest grane? Czy jeśli pozna prawdę, będzie to koniec ich relacji? Zachęcam, abyście sprawdzili to sami.

Kochani, jeśli szukacie książki, która przyprawi was o przyspieszone bicie serca przepełnionej pożądaniem i miłością, której bohaterowie, sami nie mogą uwierzyć w to, jak bardzo Noc Kupały odmieniła ich życie, ta książka będzie dla Was idealna.

„Stand by me” to wciągający romans, przez który z racji lekkiego pióra autorki dosłownie się płynie. Chcę jednak, abyście wiedzieli, że jest to zupełnie inna historia, niż chociażby „Adam”, którego uwielbiam, czy „Pierwszy raz”. Muszę przyznać, że ja wolę te bardziej „dramatyczne” perypetie bohaterów, książek Pani Agaty, co nie zmienia faktu, że tę również Wam gorąco polecam.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Nove res, za co bardzo dziękuję.



sobota, 14 lipca 2018

Przedpremierowo "Adam " Agata Czykierda - Grabowska



Moi drodzy nie wiem, czy wiecie, ale Pani Agata Czykierda – Grabowska jest jedną z moich ulubionych polskich autorek. Nie myślcie jednak, że wiąże się to z samymi superlatywami dla autorki, bowiem w moim przypadku zaliczenie autora do grona moich ulubionych pisarzy wiąże się z dużymi oczekiwaniami, jakie mam wobec jego książek. Z każdym kolejnym tytułem wychodzącym spod pióra autora stawiam mu coraz wyższą poprzeczkę. Jak się możecie domyślić, nie każdemu twórcy udaje się w moim odczuciu stanąć na wysokości zadania. Dziś sprawdzimy, czy wyzwaniu sprostała właśnie Pani Agata, ponieważ chcę zaprezentować Wam jej najnowszą książkę pt. „Adam”. 

Zanim jednak przejdę do samej książki, jak to mam w zwyczaju pozwolę sobie na kilka chwil życiowych przemyśleń. Kochani, na pewno każdy z Was zna powiedzenie „Samotny wśród ludzi”. To, że mamy wokół siebie mnóstwo ludzi, nie znaczy, że nie możemy się czuć samotni. Pozwólcie, że przedstawię Wam siedemnastoletnią bezimienną bohaterkę powieści, której życie jest boleśnie niezaprzeczalnym tego dowodem. Nastolatka jest córką małżeństwa, które prowadzi tymczasowy dom opieki dla dzieci i młodzieży, która z różnych powodów nie może przebywać w swoim domu rodzinnym. Rodzice naszej bohaterki poświęcają swój czas i uwagę swoim podopiecznym, podczas gdy, ich córka jest dla nich wręcz niewidzialna. Jak sama mówiła, przez całe życie czuje się w swojej rodzinie jak zbędny element. Nigdy nie czuła się tak naprawdę kochana,choć przez cały czas pragnie, by matka chociaż przez chwile poświęciła jej, odrobinę swojej uwagi, by dała jej odczuć, że jest dla niej ważna. Jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego matka dziewczyny tak bardzo skąpi córce rodzicielskiej miłości sięgnijcie po „Adama”.

Pewnego dnia podopiecznym rodziców dziewczyny staje się tytułowy Adam. Tajemniczy, skryty chłopak, którego aurę spowija mrok, w którym kryje się ogrom bólu, cierpienia i krzywd, których paradoksalnie nie oszczędzali mu ci, u których powinien otrzymać miłość i bezpieczeństwo. Pomimo tego, że życie nigdy go nie oszczędzało, ten młody mężczyzna się nie poddaje, gdyż nikomu nie uda się zabić w nim nadziei.
Jak  możecie się domyslać, między tą dwójką z biegiem czasu zaczyna rodzić się uczucie. Nie jest to jednak miłość, o jakiej możecie przeczytać w wielu innych książkach. W przypadku tych młodych ludzi autorka bardzo pięknie przedstawiła wzajemne uzupełnianie się ich serc i dusz. Choć wydawać, by się mogło, że nasi bohaterowie są zupełnie różni, tak naprawdę są tacy sami. To, że życiowy start każdego z nich jest zupełnie różny, bo Ona jest dziewczyną, która ma rodzinę, przyjaciół, jest czysta jak łza, a jej serce czuje zbyt mocno, a On jest na świecie zupełnie sam, bo właśnie stracił matkę, zamknął swoje serce, by nie pozwolić się skrzywdzić, to jednak jest coś, co ich łączy, oboje czują się samotni, pozostawieni sami sobie, przezroczyści. Dopiero gdy los splata ich drogi, wzajemnie ofiarowują sobie najcenniejszy dar, jakiego każde z nich pragnęło od zawsze. Adam, choć zna wybrankę swojego serca zaledwie kilka miesięcy, czyta z niej jak z otwartej książki, wie, co czuje i myśli, a to dlatego, że jako jedyny ją ostrzega i jest dla niego naprawdę ważna. Ona z kolei rozumie go jak nikt inny.
Oboje wiedzą, że empatyczna wrażliwa dziewczyna nie powinna przywiązywać się do dzieci przebywających w jej domu, a tym bardziej do Adama, ponieważ wie, że chłopak może pozostać w jej rodzinie tylko przez rok, do uzyskania pełnoletności i niestety będzie musiał odejść, a ona znów zostanie sama z cierpieniem w sercu. Tylko jak przestać czuć?


Znając już trochę twórczość autorki, spodziewałam się, że Pani Agata w historii pięknej miłości poruszy również inne bardzo ważne wątki i tak też się stało. Na kartach powieści odnajdziemy problem przemocy, wykorzystywania seksualnego, relacji rodzicielskich, poczucia odrzucenia i samotności. W tym miejscu chciałabym zwrócić Waszą uwagę na fakt, iż o głównej bohaterce pisałam „bezimienna”. Otóż w istocie autorka nie nadała dziewczynie imienia. Według mnie jest to bardzo udany zabieg mający jeszcze bardziej podkreślić brak uwagi, zainteresowania i uczuć względem dziewczyny ze strony jej najbliższych, którzy zupełnie nie dostrzegali jej potrzeb.
To, co niezmiernie istotne, a jednocześnie bardzo poruszające to fakt, że niestety wielu z nas może utożsamić się z poczuciem odrzucenia, jakie towarzyszy naszej bezimiennej we własnej rodzinie, czego nie życzę sobie, ani nikomu z Was.

Jeśli chcecie wiedzieć, czy naszym bohaterom dane będzie zaznać prawdziwego szczęścia u swojego boku, koniecznie sięgnijcie po „Adama”. Książka, którą Pani Agata Czykierda – Grabowska oddaje w ręce swoich czytelników to mocno wstrząśnięty koktajl emocjonalny. Trzeba przyznać, że autorka doskonale zna drogę do serc czytelników, jak również potrafi  poruszyć najczulsze struny ich duszy, co skutkuje potokiem łez podczas lektury.
Przyznaję otwarcie, ja po przeczytaniu tej książki byłam totalnym wrakiem emocjonalnym i nadal nie mogę się pozbierać. Ta książka jest wspaniała, koniecznie przeczytajcie i pozwólcie, aby zawładnęły Wami uczucia.

Wyczekujcie premiery, która już 18 lipca 2018 roku. Zapewniam Was, że Pani Agata ciągle jest w swojej szczytowej formie twórczej. Chyba nie muszę mówić, że jak najbardziej sprostała moim oczekiwaniom, a nawet znacząco je przerosła. Z niecierpliwością czekam na kolejną książkę autorki.

Za możliwość poznania tak wspaniałej historii, która już na zawsze ma swoje miejsce w moim sercu, dziękuję wydawnictwu OMG Books.