czwartek, 14 lutego 2019

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie!



Moi kochani, czy kojarzycie nadawany przez telewizję polską program „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”? Jeśli nie, powiem Wam tylko, że jest to program, w którym zrozpaczeni bliscy osób zaginionych w niewyjaśnionych okolicznościach apelują do widzów o pomoc w ich odnalezieniu. Zawsze, kiedy oglądałam transmisję tego programu, nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić, co czują te wszystkie osoby. Zastanawiają się zapewne, jak to się stało, że ślad po bliskiej ich sercu osobie zaginął i chcą nie tylko, żeby ich krewny czy przyjaciel wrócił, ale także zależy im na poznaniu całej prawdy o powodach i okolicznościach ich zniknięcia. Jednak, czy zawsze prawda staje się ukojeniem?

Teraz pewnie zadajecie sobie pytanie, dlaczego właśnie dziś chcę poruszyć z Wami ten trudny temat. Pretekstem do tak bolesnych rozważań jest lektura przeczytanej przeze mnie w ostatnim czasie książki B. A. Paris „Pozwól mi wrócić, z której recenzją dziś do Was przychodzę.

Główny bohater jej najnowszej powieści - Fin - przeżył przed laty bardzo podobną sytuację. Kiedy dwanaście lat temu wybrał się ze swoją ukochaną Laylą na wakacje do Francji, wierzył, że już za kilka tygodni zrobi jej wspaniałą niespodziankę, która będzie początkiem ich wspólnej szczęśliwej drogi przez życie. Nic nie wskazywało na to, że może wydarzyć się coś złego. Niestety, jak się okazuje te wakacje, były ich ostatnimi wspólnymi chwilami, ponieważ w drodze powrotnej podczas postoju, kobieta nagle znika. Policja prowadzi dochodzenie, przesłuchuje Fina. Jak to, zwykle w takich sytuacjach bywa, są tacy, którzy wierzą w opisywaną przez mężczyznę wersję tamtejszych wydarzeń, lecz są i tacy, którzy nawet po upływie tak wielu lat nie dają im wiary. Tylko Fin wie, że nie powiedział wtedy całej prawdy…
Dziś jest już w zupełnie innym miejscu swojego życia. Chce ułożyć je na nowo z siostrą swojej zaginionej dziewczyny Elen. Ich związek wkracza w poważny etap, ponieważ planują ślub. Kiedy  wreszcie wszystko zaczyna układać się po ich myśli i udało im się odzyskać utracony przed laty spokój przeszłość, o której, choć nie zapomnieli, to jednak udało im się z nią pogodzić, nagle powraca. Jeden telefon odmienia wszystko. Ktoś twierdzi, że widział Laylę. Co więcej, już wkrótce, zaczynają się dziać rzeczy, które zdają się tę informację potwierdzać. W głowie naszego bohatera panuje chaos. Czy jego ukochana naprawdę żyje i chce wrócić do jego życia, czy może komuś bardzo zależy, aby tak właśnie myślał? Komu może zaufać? Kto jest przyjacielem, a kto wrogiem? Za wszelką cenę, chce dociec prawdy. Tylko, czy rzeczywiście zawsze wiedzieć jest najlepiej?

Zanim podzielę się z Wami moimi odczuciami po lekturze książki, chcę, abyście wiedzieli, że było to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, tak więc nie mam porównania do pozostałych książek, które wyszły spod jej pióra. Niemniej jednak tytuł ten reprezentuje gatunek, który lubię, dlatego też będę oceniała go pod kątem wyczerpania znamion gatunku, jak również osobistych odczuć i emocji, jakie we mnie wzbudziła. I niestety z przykrością muszę przyznać, że nie do końca spełnił on moje oczekiwania.

Jak wiecie, a jeśli nie wiecie, to dziś się dowiecie, że w książkach szukam zawsze odniesienia do realnego życia, po to, aby wynieść z nich coś dla siebie i konfrontując się z opisanymi na ich kartach  historiami, zastanowić się, jak zachowywałabym się i jakie decyzje podjęłabym, będąc zmuszoną stanąć w obliczu podobnej sytuacji. Czytając opis książki, byłam przekonana, że sięgając po „Pozwól mi wrócić”, taką właśnie fabułę otrzymam. Przecież bardzo często, chociażby w mediach słyszymy, że ktoś zniknął i po wielu latach się odnajduje. Niestety poczułam się zawiedziona, kiedy okazało się, że autorka serwuje swoim czytelnikom zupełnie odrealnioną i przewidywalną opowieść. Takie rzeczy w życiu się nie zdarzają. Ponadto, zabrakło mi tu, jakiś naprawdę zaskakujących rozwiązań zagadki zaginięcia bohaterki.

Nie znaczy to jednak, że książka jest zła. To, co trzeba bezsprzecznie podkreślić na plus to fakt, że Pani Paris ma bardzo cenną dla pisarza umiejętność przyciągania uwagi czytelnika. Nawet,  kiedy już wiemy, w jakim kierunku potoczą się dalsze wydarzenia przedstawione w książce, to mimo to, nie jesteśmy się w stanie oderwać od lektury, co w połączeniu z lekkością pióra autorki sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Oczywiście mamy tu również momenty, które owiane tajemnicą wzbudzają dreszczyk emocji, więc jestem pewna, że jeśli zdecydujecie się przeczytać tę książkę, spędzicie z nią naprawdę ciekawie jeden, czy dwa wieczory. Mniej wymagający czytelnik na pewno będzie usatysfakcjonowany. Ja jednak, choć będę tę książkę miło wspominać i polecać czuję czytelniczy niedosyt.

Nie zmienia to, faktu, że na pewno sięgnę po poprzednie książki autorki, jak również czekam na kolejne.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Albatros, za co bardzo dziękuję.

poniedziałek, 11 lutego 2019

Przedpremierowo: "(Nie) miłość" Natasza Socha.



Kochani dziś porozmawiamy o miłości. Jednak nie będziemy mówić o stanie, kiedy jako zakochani widzimy świat przez różowe okulary, a w brzuchu czujemy trzepoczące skrzydłami motyle. Wręcz przeciwnie, tym razem za sprawą książki Nataszy Sochy „(Nie) miłość" i jej głównym bohaterom, spojrzymy na uczucie to w o wiele szerszym aspekcie w sytuacji, kiedy coś się kończy, coś się wypala, miłość traci swoje barwy, a pozostaje poczucie moralnego obowiązku i sumienie, które nie daje nam spokoju.

Cecylia i Wiktor są małżeństwem z wieloletnim stażem, którego owocem jest nastoletnia już dziś córka. Kiedy los splótł ich drogi, byli pewni swoich uczuć. Zakochani i szczęśliwi, bardzo szybko się pobrali i chciałoby się powiedzieć, żyli długo i szczęśliwie. Otóż niestety nie. W momencie, kiedy my czytelnicy mamy możliwość obserwacji tego, co dzieje się tu i teraz w ich małżeństwie, doskonale widzimy, że już nie żyją ze sobą i dla siebie, lecz obok siebie. Oboje zbudowali w milczeniu mur, który ich dzieli. Choć są razem, to jednak osobno.
Wielu z nas mogłoby naprawdę pozazdrościć tej dwójce. Mają wszystko, o czym niejeden, może tylko pomarzyć. Status społeczny na wysokim poziomie, satysfakcjonującą pracę, są bardzo dobrze sytuowani materialnie. Tak więc dlaczego oboje marzą o rozwodzie? Dlaczego ona szuka miłości w internecie, on w ramionach atrakcyjnej doktorantki?
Los jednak szykuje dla nich zupełnie inny scenariusz. Jedna chwila wystarczy, by pragnienie wolności trzeba było odłożyć na półkę „musi zaczekać”, bowiem Cecylia ulega wypadkowi samochodowemu, wskutek którego, na kilka miesięcy  zostaje przykuta do wózka. Doskonale wie, że niestety bez pomocy męża teraz sobie nie poradzi. Wiktor natomiast czuje się w obowiązku pozostać przy żonie w obliczu tak trudnej sytuacji. Choć oboje wiedzą, że nie chcą dłużej trwać w tym związku, nikt nie mówi tego głośno i nadal grają główne role w swoim prywatnym spektaklu „udawajmy, że jesteśmy rodziną”.

Czy choroba Cecylii, będzie tylko odwlekaniem nieuniknionego końca, czy może nowym początkiem? O tym przekonajcie się, sięgając po książkę.

Pani Natasza Socha podjęła w swojej najnowszej książce bardzo trudny i życiowy temat, z którym niestety za zamkniętymi drzwiami własnych domów zmaga się wiele małżeństw. Podjęła się trudnej roli odarcia miłości z tej otoczki lukru i cukru, z którym to uczucie jest kojarzone. Tym samym skłoniła nas do tego, abyśmy spojrzeli na aspekt związku z zupełnie innej perspektywy. Spójrzmy prawdzie w oczy, życie to nie bajka i prędzej, czy później w każdym związku pojawiają się problemy, przytłaczające nas często obowiązki, wzajemne żale, a nawet pretensje. I nagle nie wiedząc, tak naprawdę, kiedy to się stało, między dwojgiem kochających się kiedyś ludzi wszystko staje się czarno białe. Wyrasta mur milczenia, zaczynamy się unikać. Każde z małżonków buduje swój nowy świat, do którego, to drugie nie ma dostępu.

Jak się przekonacie podczas lektury książki najbardziej skutecznym sposobem na to, by tak się nie stało, jest rozmowa. Wydaje się to takie proste, a jednak jest takie trudne. Z biegiem czasu ludzie w małżeństwie przestają ze sobą rozmawiać. Ich codzienny dialog to suche komunikaty dotyczące najczęściej spraw, które trzeba załatwić, obowiązków domowych, bądź kwestii dotyczących dzieci. Zapominamy o sobie wzajemnie. O komunikowaniu własnych potrzeb, mówieniu o tym, co nas boli, co chcielibyśmy zmienić. Wychodząc z założenia, że w małżeństwie przecież już nie trzeba, przestajemy się starać. A potem  zaczynamy się dusić we własnym związku. Narastają przemilczane problemy i nagle uświadamiamy sobie, że z naszej miłości już nic nie zostało.

Lektura książki skłania również czytelnika do refleksji odnośnie rozstania i poczucia obowiązku. Czy kiedy oboje małżonkowie zgodnie chcą się rozstać, a jedno z nich potrzebuje pomocy, na przykład ze względu na chorobę, czy niepełnosprawność to mimo wszystko współmałżonek z racji poczucia obowiązku, powinien trwać przy osobie skazanej na jego pomoc?

A może to wspólne trudne doświadczenie, pozwoli obojgu dostrzec siebie na nowo i da im szansę na to, by spróbować  jeszcze raz. 

„Sumienie ludzkie, jest czymś skandalicznie wkurzającym, Milczy przez długi czas uśpione albo nieobecne, a kiedy o nim zapomnisz, podnosi swój łeb i patrzy ci prosto w oczy. Zagląda w myśli. I nic nie mówi Kompletnie nic. A milczenie jest czasem głośniejsze niż strzał z karabinu”.

Jak widzicie „(Nie) miłość” to bardzo życiowa i ponadczasowa książka, z której bohaterami wielu z nas może się utożsamić. Autentyczni bohaterowie i ich realne problemy sprawią, że zapewne nie jeden z czytelników odnajdzie w ich historii pierwiastek własnego życia. Przyznaję, że na początku można odnieść wrażenie, że książka jest schematyczna, natomiast po przeczytaniu całości, dochodzimy do wniosku, że to nie schematyczność, a samo życie.

Oczywiście gorąco zachęcam Was do tego, abyście nie tylko przeczytali tę książkę, ale także dobrze przemyśleli wszystko, to co ona ze sobą niesie, jak również wcielili w swoje własne życie przekaz, który w sobie skrywa.

Jestem pewna, że wielbicieli twórczości autorki do sięgnięcia po jej najnowszą książkę przekonywać nie muszę, a tych z Was, którzy jeszcze nie czytaliście, żadnej Jej książki, mam nadzieję, że udało mi się zachęcić do tego, aby to zmienić właśnie dzięki temu  tytułowi.

Zapewniam Was, że dzięki bardzo lekkiemu i swobodnemu stylowi pisania, autorki, a także jak zapewne dostrzegliście ważnej tematyce książki, przeczytacie ją w mgnieniu oka na jeden raz, bo uwierzcie mi, nie sposób się od tej książki oderwać.

Premiera książki odbędzie się już 13.02.2019 roku. 

Recenzja powstała we współpracy z portalem Duże Ka, za co bardzo dziękuję.



piątek, 8 lutego 2019

Przedpremierowo: "Bezbronne" Taylor Adams.

Czasami Bóg posyła ludzi dokładnie tam, gdzie są potrzebni. Nawet kiedy oni sami o tym nie wiedzą.

Moi drodzy, nie wiem, czy Wam również, ale w moim życiu często zdarza się, że los bardzo mocno weryfikuje moje życiowe plany. Bywa tak, że mimo iż mam jakiś cel, do którego dążę nagle dzieje się coś, co staje mi na przeszkodzie do jego osiągnięcia. Oczywiście wówczas zastanawiam się, dlaczego tak właśnie się stało, ale po pewnym czasie zazwyczaj okazuje się, że nic nie dzieje się bez powodu.

Dziś przychodzę do Was z recenzją książki Taylor Adams „Bezbronne”, o bohaterce której los bardzo mocno pokrzyżował plany, ale czy na pewno bez powodu? O tym przekonacie się już za chwilę.

Darby jest młodą studentką. Kiedy, my czytelnicy, poznajemy jej perypetie opisane na kartach powieści, dziewczyna wraca właśnie z uniwersytetu do domu rodzinnego na ferie zimowe pełna obaw, bo właśnie otrzymała druzgocącą wiadomość o stanie zdrowia swojej matki. Oczywiście chce, jak najszybciej dotrzeć na miejsce, jednak niestety nie będzie to możliwe, ponieważ pech chciał, że rozszalała się śnieżyca, która uniemożliwia dalszą podróż. Chcąc nie chcąc nasza bohaterka zmuszona jest spędzić najbliższe godziny na kompletnym odludziu z czterema zupełnie obcymi osobami, którzy podobnie, jak ona zostali uziemieni przez śnieżycę. Jako że prognozy nie są optymistyczne, jej przymusowym przystankiem staje się postój przy autostradzie odcięta od świata, bez zasięgu w telefonie. Można by powiedzieć, że przecież to nic takiego, takie rzeczy przecież się zdarzają. Owszem, ale sprawa staje się o wiele poważniejsza, kiedy młoda dziewczyna, szukając zasięgu w telefonie na pobliskim parkingu, w jednym z zaparkowanych tam samochodów dostrzega uwięzione dziecko. Oczywiście porywaczem jest ktoś z czwórki osób w budynku. Co zrobi Darby? Czy uda jej się pomóc dziecku? Czy wśród jej towarzyszy jest, ktoś, komu może zaufać, a co się stanie, kiedy zaufa niewłaściwej osobie i wówczas jej życie również będzie zagrożone? Na te wszystkie nurtujące pytania, znajdziecie, odpowiedz, sięgając po książkę.

Muszę przyznać, że byłam pełna podziwu i uznania dla postawy głównej bohaterki. Dziewczyna, zdając sobie sprawę, że w obecnej sytuacji, kiedy tak naprawdę jest zdana tylko na siebie, jeśli podejmie próbę uratowania dziecka, a przestępca zorientuje się, że odkryła jego sekret, ryzykuje własnym życiem, a biorąc pod uwagę fakt, że nie ma możliwości wezwania pomocy, a tym bardziej wydostania się z postoju, wówczas znajdzie się w pułapce i będzie tak samo bezbronna, jak to porwane dziecko, bez wahania decyduje się pomóc. Tylko, czy aby na pewno była to słuszna decyzja? Przekonajcie się sami.

Bezbronne” to książka, z którą mam nie lada problem, a to dlatego, że coś mi w tej książce nie zagrało. Czytając opinię innych jej czytelników, widzimy, że zwracają oni uwagę na towarzyszące lekturze napięcie oraz dynamikę akcji, która nie pozwala odetchnąć. Tymczasem, jeśli chodzi o moje subiektywne odczucia, mogę zgodzić się, z tymi spostrzeżeniami, ale niestety dopiero od mniej więcej połowy książki. Pierwsza część książki strasznie mi się dłużyła i kompletnie nic się w niej nie działo. Później rzeczywiście akcja nabiera tępa i czujemy powiew strachu na plecach, ale moim zdaniem, przeczytać połowę książki, po to, aby wreszcie doczekać się czegoś, na co ja sama liczyłam od początku lektury, to trochę za mało.

Nie chcę, abyście pomyśleli, że książka jest zła, bo absolutnie tak nie jest. Bardzo podobał mi się intrygujący i ciekawy pomysł na fabułę, jej realistyczny charakter, który sprawił, że wielokrotnie zadawałam sobie pytanie, co ja zrobiłabym, będąc na miejscu bohaterki, analizowałam jej każdą podjętą decyzję. Na uwagę zasługują również świetnie wykreowane portrety psychologiczne bohaterów. Czytelnik od początku do końca ma możliwość wiedzieć, co myśli i czuje w danym momencie ta młoda kobieta.

W słowie podsumowania powiem tak, jeśli chcecie przeczytać naprawdę ciekawą i wciągającą książkę, w której na dynamiczny rozwój akcji jednak będzie trzeba cierpliwie poczekać, to serdecznie polecam Wam ten tytuł. Na zakończenie, dla tych z Was, którzy nie wiedzą, powiem Wam, że autor książki jest reżyserem i scenarzystą i to doskonale widać podczas czytania książki. „Bezbronne” to wspaniały materiał na film, który ja chętnie bym obejrzała.

Jak widzicie, w myśl cytatu, który przytoczyłam na początku recenzji, Pan Bóg skierował główną bohaterkę powieści na ten odcięty od reszty świata postój nie bez powodu, bowiem tylko ona była ostatnią nadzieją i ratunkiem dla tego bezbronnego dziecka.

A Wy, jak postąpilibyście w podobnej sytuacji, czy zaryzykowalibyście własnym życiem, by ratować inne życie?

Premiera książki odbędzie się już 13 lutego 2019 roku.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Otwarte, za co bardzo dziękuję.



środa, 6 lutego 2019

Zapowiedź patronacka "Uwikłani 2" Adriany Rak


Moi Kochani, dziś przychodzę z kolejną ciekawą zapowiedzią oraz informacją, że blog Kocie czytanie po raz drugi wziął pod swoje skrzydła powieść polskiej autorki. Mianowicie chodzi o drugi tom serii Agata i Piotr autorstwa Adriany Rak.

„Uwikłani 2” ukaże się nakładem wydawnictwa WasPos, a jej premiera planowana jest na 8 marca 2019.

Oficjalny opis:

„Ona i on
Dwa zranione serca
Namiętność i pożądanie
Miłość, która jest w stanie pokonać wszelkie przeciwności...

"Uwikłani. Tom II" to historia obok której nie możesz przejść obojętnie.
Jest pełna dramatyzmu, skrajnych emocji i zaskakujących zwrotów akcji.
To opowieść o ludziach, którzy mogą żyć obok ciebie,
dlatego proszę, wysłuchaj jej do końca...”

Napiszcie, proszę w komentarzach, czy wspólnie ze mną czekacie na premierę książki?

niedziela, 3 lutego 2019

Życiowy start ma znaczenie.

Kochani, zapewne nikt z nas nie poda w wątpliwość tego, że dobry życiowy start ma ogromny wpływ na naszą przyszłość. Jeśli wychowujemy się w szczęśliwej, kochającej rodzinie kształtuje się nasza pewność siebie i otwartość. Kiedy czujemy się kochani przez osoby nam najbliższe i możemy liczyć na ich wsparcie, wówczas kroczymy przez życie z wiarą i nadzieją z optymizmem postrzegając to, co może przynieść jutro.

Niestety nie każdy z nas ma tyle szczęścia, by dorastać w domu rodzinnym otoczonym spokojem ciepłem i miłością.

Dziś opowiem Wam historię Leo i Evie, bohaterów powieści Mii Sheridan „Bez tajemnic”, o której chcę Wam dziś w kilku zdaniach napisać.

Ta dwójka dzieci niestety nie miała szczęścia urodzić się pod szczęśliwą gwiazdą. Nigdy nie zaznały ciepła i miłości, a ich losy splotły się w rodzinie zastępczej. Od teraz dla siebie wzajemnie stali się wsparciem i pocieszeniem. Z biegiem czasu silnie zaciśnięte więzi przyjaźni przerodziły się w rodzącą się nieśmiało miłość, dzięki której czuli się wreszcie dla kogoś najważniejsi.
Pewnego dnia jednak chłopiec dostaje od losu szansę na lepsze życie. Choć rozstanie z ukochaną Evie jest trudne, nastolatkowie składają sobie obietnicę, która rodzi w sercu dziewczyny nadzieję na wspólną przyszłość we dwoje.
Osiem lat później, przyjaciel Leo, który zjawia się w życiu dorosłej już Evie, przekazuje jej wiadomość, która sprawi, że już nigdy nic nie będzie tak, jak tego pragnęła.
Dawny przyjaciel stawia na drodze młodej kobiety Jeka czarującego mężczyznę, który bardzo szybko zdobywa serce dziewczyny dzięki swojej dobroci, oddaniu i miłości. Z biegiem czasu uczucie to wybucha żarem namiętności.
Wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie fakt, że mężczyzna ewidentnie ma swoje sekrety, które, coraz trudniej jest ukryć, a wyznanie prawdy ukochanej staje się niezmiernie trudnym wyzwaniem.
Na pewno jesteście ciekawi, kim tak naprawdę jest Jake i co takiego ukrywa? Na to pytanie jednak będziecie musieli, znaleźć odpowiedz samodzielnie, sięgając po książkę.
Sprawdźcie, czy prawda, z którą będą musieli zmierzyć się nasi bohaterowie, zniszczy ich szansę na wspólną przyszłość.

Fabuła książki została podzielona na dwie części. Pierwsza z nich przedstawia perspektywę wydarzeń opisanych na kartach powieści widzianą oczami Evie. Druga natomiast to perspektywa wydarzeń przedstawiona przez Leo. I to właśnie ta część według mnie była ciekawsza. Pomimo że z racji tego, iż bohaterowie do momentu, kiedy los postanowił ich rozdzielić, przeżywali wszystkie wydarzenia  w domu zastępczym wspólnie, i w związku z tym, w części tej czytamy wiele powtórzeń, o których czytaliśmy już w części pierwszej, to to, czym dzieli się z nami Leo z czasów, kiedy u jego boku nie było ukochanej dziewczyny, jest naprawdę wstrząsające. Bez wątpienia, to właśnie on doświadczył o wiele więcej okrucieństwa niż Evie, jeżeli w ogóle można to porównywać.

Zapewne oczekujecie ode mnie, że napiszę Wam, czy polecam Wam tę książkę i czy będę zachęcać do jej przeczytania? I muszę Wam się przyznać, że mam problem z tym, aby jednoznacznie na to pytanie odpowiedzieć. A to dlatego, że jako wierna fanka i wielbicielka twórczości autorki muszę powiedzieć, że czuję się tą książką zawiedziona, bo doskonale wiem, że Sheridan stać na dużo więcej. Tymczasem „Bez tajemnic” to książka mocno przewidywalna i schematyczna. Trudna przeszłość bohaterów, demony przeszłości, które nie pozwala o sobie zapomnieć, miłość, namiętność, seks.

Owszem książkę czyta się bardzo szybko i lekko z uwagi na bardzo lekki styl pisania autorki, jednak niestety nie wnosi ona niczego nowego i ma swoje wady. Kolejną z nich oprócz schematyczności i przewidywalności, o której wspomniałam, jest za dużo scen erotycznych, szczególnie w pierwszej części. Ja wszystko rozumiem, ale sytuacja, kiedy dosłownie w każdej scenie Evie i Jakie lądują w łóżku, to już zdecydowanie przesada. Bardzo szybko stało się to aż nudne.

Jednak jest też coś, co sprawia, że ja sama jestem w stanie tej książce wiele wybaczyć. A mianowicie jest to fakt, że ten tytuł, był debiutem w dorobku twórczym autorki. Każdy autor kiedyś zaczynał i musimy wziąć poprawkę na to, że potrzeba czasu, by móc szlifować swój warsztat twórczy, wyciągać wnioski i uczyć się na błędach. A jeśli znacie inne książki autorki na pewno po przeczytaniu tej, mając porównanie, na pewno zauważycie, jak bardzo rozwinęła swój talent.

Także reasumując, nie będę Was ani zachęcać, ani zniechęcać. Jeśli mogę coś doradzić, przeczytajcie tę książkę, a następnie na przykład ”Bez słów”, aby móc dostrzec progres talentu pisarki.

Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania książka, za co bardzo dziękuję.
Zapraszam Was również do zapoznania się z innymi książkowymi nowościami oferowanymi przez księgarnię.


czwartek, 31 stycznia 2019

Miłość ponad podziałami.

Moi drodzy, jak wiadomo nie od dziś, miłość jest uczuciem, które nie pozwala się wcisnąć w żadne ramy, nie podlega żadnym regułom i najczęściej nie słucha głosu rozsądku. Dziś porozmawiamy o miłości ponad podziałami, tej która, choć nigdy nie powinna się zrodzić, zjawia się niespodziewanie i wywraca spokojne życie dwojga ludzi do góry nogami. A wszystko to za sprawą książki Niny Nirali „Online dostee”, z której recenzją tym razem do Was przychodzę.

Główną bohaterką powieści jest trzydziestokilkuletnia nauczycielka języka niemieckiego, która wiedzie spokojne, ustabilizowane życie. Niestety nadal samotne. Co prawda, ma za sobą kilka związków, ale żaden z nich nie przetrwał zbyt długo. Maya nie czuje się jednak źle, z tym że ciągle jest singielką, ponieważ ma świetną przyjaciółkę, na którą zawsze może liczyć, a od dziesięciu lat utrzymuje internetową znajomość ze swoim byłym uczniem Arunem. Po tak wielu latach znajomości relacje tej dwójki mocno ewaluowały i dziś łączy ich prawdziwa przyjaźń. Oboje stali się sobie bardzo bliscy, a jak wiadomo, od przyjaźni do miłości jest już bardzo blisko. Zapewne teraz zastanawiacie się, więc jaki problem? Skoro się kochają, to powinni być ze sobą. Przecież to normalne, że ludzie poznają się przez internet, a potem tworzą szczęśliwe związki. Owszem zgadzam się z Wami, ale niestety w przypadku tej May i Aruna, nie jest to tak proste i oczywiste, a to dlatego, że mężczyzna, dla którego bije serce naszej bohaterki, jest o dziesięć lat starszym od niej żonatym Hindusem. Już to jedno zdanie na pewno wiele Wam wyjaśnia. Żonaty mężczyzna, zupełnie inny kraj, odmienna kultura. Dla May oznacza to inny świat.

Nie zdradzę Wam nic więcej, ale możecie mi wierzyć, że ta miłość zostanie wystawiona na bardzo ciężką próbę. A czy wyjdą z niej zwycięsko, czy też to uczucie ich zniszczy, musicie sprawdzić sami.

Jeśli choć trochę znacie kulturę Indii, z pewnością wiecie, że małżeństwa w tym kraju są aranżowane. To rodzice wybierają dla swoich dzieci jak najlepszych w ich mniemaniu małżonków. Takie właśnie jest małżeństwo Aruna. Choć szanuje swoją żonę jako kobietę i matkę swoich dzieci, wie, że od dawna im się nie układa. Kiedy wreszcie ma szansę na prawdziwą miłość z wyboru, nagle dzieje się tragedia, która w jednej sekundzie niszczy wszelkie marzenia u boku May. Teraz będzie musiała podjąć bardzo wiele trudnych decyzji, które na zawsze zaważą na jego życiu. Tylko, czy nie będzie już na wszystko za późno?

Historia opisana na kartach „Online dostee” to dowód na to, że nie ma takiej miłości, o której ktokolwiek ma prawo mówić, że nigdy nie powinna się zdarzyć, bowiem jest to uczucie, które wzrasta ponad wszelkimi podziałami i różnicami. Potrafi połączyć to, co po ludzku nie jest możliwe do połączenia. To potwierdzenie znanej wszystkim prawdy, że miłość nie zna różnic i nie liczy lat, a często jest bliżej, niż nam się wydaje. Nie zawsze jest łatwo, ale warto walczyć o szczęście, nawet jeśli musimy ponieść duże ryzyko i postawić wszystko na jedną kartę.

Moi drodzy, muszę Wam się przyznać, że po poznaniu perypetii May i Aruna naszła mnie refleksja i poczułam ulgę i wdzięczność za to, że jestem Polką i wybór osoby, z która chcę iść przez życie, należy tylko i wyłącznie do mnie. Po przeczytaniu książki zrozumiecie dlaczego.

Jeżeli zdecydujecie się sięgnąć po ten tytuł, do czego serdecznie Was zachęcam, poznacie bardzo poruszającą i wzruszającą historię, która ma bardzo ponadczasowy wymiar. To właśnie ta ponadczasowość sprawia, że to, o czym czytamy, mocno chwyta za serce i porusza czytelnika do głębi. Autentyczność i pełno wymiarowość bohaterów sprawia, że stawiając się na ich miejscu, w dużej mierze utożsamiamy się z ich osobami i zastanawiamy się, jak my sami zachowalibyśmy się w obliczu konieczności dokonania takich, a nie innych, zdecydowanie nie łatwych wyborów, a jednocześnie mocno trzymamy kciuki za tryumf miłości.

Jeśli macie ochotę na życiową, mądrą skłaniającą do refleksji książkę, która nie tylko Was poruszy, ale również da nadzieję i wiarę w to, że życie, choć często bywa okrutne, udowadnia, że jeszcze wszystko może się zdarzyć, ta książka jest właśnie dla Was. Zapewniam Was, że spędzicie z nią piękny, wartościowy czas, a to, co przeczytacie, zostanie z Wam na bardzo długo.

„Masz szansę, by być z miłością swojego życia w tym życiu. Nie idź moją ścieżką”.

Recenzja powstała we współpracy z Autorką, za co bardzo dziękuję.

środa, 30 stycznia 2019

Zapowiedź: Nie jestem potworem - Carme Chaparro







Tytuł: Nie jestem potworem
Autor: Carme Chaparro
Premiera: 30.01.2019
Wydawnictwo: MUZA SA









Jest tylko jedna rzecz gorsza od sennego koszmaru: koszmar, który się powtarza. A spośród najgorszych sennych koszmarów o największy niepokój przyprawia ten, w którym znika dziecko. Bez śladu... 

Centrum handlowe. W tłumie ludzi zaczaja się porywacz, starannie wybierający swoją ofiarę. Jest nią czteroletni Nicolas. Chłopiec znika bez śladu, a próba jego odnalezienia kończy się fiaskiem. Tragedia ta jest szczegółowo omawiana przez media, a zwłaszcza przez dziennikarkę Inés, która, spisując historię tajemniczego porwania, staje się bestsellerową autorką. 

Dwa lata później nadinspektor Ana Arén prowadząca sprawę, wciąż nie może  się pogodzić z tym, że nie udało się odnaleźć Nicolasa. Jej przyjaciółka, Inés, której pięć minut sławy zdążyło właśnie przeminąć, desperacko szuka inspiracji do nowej książki. Niemoc twórczą przerywa kolejna tragedia: w identycznych okolicznościach jak przed dwoma laty zaginą Nicolas znika teraz czteroletni Kike. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy ginie trzecie dziecko - syn Inés...

„Nie jestem potworem” trzyma w napięciu do ostatniej strony. Bardzo wyraziste opisy stanów psychicznych osób na skraju załamania nerwowego mogą doprowadzić do granic wytrzymałości najtwardszych miłośników gatunku. To książka, której długo się nie zapomina.

Czasami trzydzieści sekund to zaledwie spojrzenie, obserwujesz owady, jak gdyby ktoś wcisnął pauzę w twoim mózgu, albo przyglądasz się butom na wystawie, zastanawiając się, czy możesz sobie na nie pozwolić, czy nie. I nie zdajesz sobie sprawy, że dziecka już nie ma. A potem walisz głową w ścianę, chcesz rozbić czaszkę o mur i zostawić na nim resztki mózgu, umazać wszystko we krwi. Bo sobie nie zdawałaś sprawy. 

fragment książki

Carme Chaparro (1973) popularna hiszpańska dziennikarka i prezenterka. Przez dwadzieścia lat redagowała serwisy informacyjne dotyczących najważniejszych wydarzeń krajowych i międzynarodowych oraz programy autorskie dla lokalnych mediów. Znana również z felietonów dla hiszpańskich tygodników i periodyków. Z zamiłowania do lektury zrodziło się w niej zamiłowanie do pisania. „Nie jestem potworem” jest jej pierwszą powieścią.

***

Kolejny tytuł, któremu nie mogłam się oprzeć,  a Was zainteresował?

wtorek, 29 stycznia 2019

Nowość: Walcząc z ciszą - Aly Martinez


Tytuł:
Walcząc z ciszą 
Autor:
Aly Martinez
Wydawnictwo:
NieZwykłe


Dla większości ludzi dźwięk jest pojęciem abstrakcyjnym. Spędzamy całe życie, próbując odciąć się od szumu, żeby móc skupić się na tym, co uważamy za ważne. Ale co, jeśli jasność umysłu zostaje przypłacona zupełną ciszą i ten niewyraźny szmer w tle staje się czymś, za co oddałoby się wszystko?

Od zawsze byłem wojownikiem. Mając rodziców, którzy cudem nie trafili więzienia, i dwóch młodszych braci, którzy niemal zostali oddani do rodzin zastępczych, zyskałem umiejętność w unikaniu ciosów,  jakie zadaje życie. Dorastając, nie miałem niczego, co mógłbym nazwać swoim, ale od chwili, kiedy spotkałem Elizę Reynolds, to właśnie ona należała do mnie. Stałem się kompletnie uzależniony od niej oraz ucieczki do rzeczywistości, którą sobie nawzajem zapewnialiśmy. Przez lata spotykaliśmy się z różnymi ludźmi, ale nie było nocy, żebym nie słyszał jej głosu. 

Nie zaplanowałem spotkania miłości swojego życia w wieku trzynastu lat. Tak samo jak tego, że jako dwudziestojednolatek zacznę stopniowo tracić słuch.

Ale i tak spotkały mnie obie z tych rzeczy.

A teraz prowadzę najcięższą walkę swojego życia i znalazłem się na skraju porażki.
Walczę o swoją karierę.
Walczę z obezwładniającą ciszą.
Walczę dla niej.

Każdej nocy, kiedy tuż przed zaśnięciem opuszcza ją świadomość, wzdycha.

To chyba właśnie jest dźwięk, którego będzie mi brakowało najbardziej.

Aly Martinez
Urodzona i wychowana w Savannah, w Georgii, jest mamą na pełny etat. Każde z jej czworga szalonych dzieciaków, wliczając w to bliźniaki, nie ma więcej niż pięć lat. Obecnie mieszka w Karolinie Południowej, a każdą wolną chwilę spędza na czytaniu wszystkiego, co wpadnie jej w ręce, najchętniej popijając przy tym wino.


Osobiście nie mogę doczekać się już lektury, a Wy macie tę powieść w swoich czytelniczych planach?

niedziela, 27 stycznia 2019

Miłość kontra złowrogie przeznaczenie

Moi kochani, zapewne zgodzicie się ze mną, że to, co niezbadane budzi ciekawość i chęć poznania. Wystarczy zaledwie kilka zdań usłyszanych od kogoś, aby ziarenko ciekawości zakiełkowało, nie pozwalając nam przejść obojętnie wobec tego, czego się dowiedzieliśmy.
Właśnie taka opowiedziana przez bliską osobę legenda nie daje spokoju głównej bohaterce najnowszej powieści Anny Lewickiej „Więź- Alicji.

Młoda kobieta czuje, że jakaś siła ciągnie ją w Bieszczady, do miejsca którego  dotyczy zasłyszana opowieść. Nie wie jeszcze, że ta wyprawa narazi ją na wiele niebezpieczeństw i znacząco wpłynie na kształt i sens jej dotychczasowego życia. Niesiona ciekawością i niezrozumiałą dla niej siłą postanawia wykorzystać przerwę zimową na studiach i wyrusza w góry. Niestety panująca surowa i bezwzględna aura, nie jest sprzymierzeńcem dziewczyny. Kiedy Alicja jest przekonana, że oto za chwilę jej podróż zakończy się sukcesem, nagle przez własną nierozwagę, a głównie zbyt pobieżne i lekkomyślne podejście do tego, co stało się celem jej eskapady, dochodzi do tragicznego wypadku, w którym życie naszej bohaterki wisi na włosku. Na szczęście świadkiem całego zdarzenia jest Wiktor, mieszkaniec tamtejszych okolic, który ratuje nieznajomej życie.

Po kilku dniach troskliwej opieki ze strony mężczyzny Alicja wraca do zdrowia, jednak jest zmuszona nadal korzystać z gościnności swojego wybawcy, ponieważ szalejąca śnieżyca odcięła ich od reszty świata.

Wraz z upływem czasu w nieśmiałych rozmowach zaczynają powoli się poznawać. Nie jest to łatwe, ponieważ oboje są bardzo skryci i jednak strzępy informacji, jakie czytelnicy otrzymują, układają się w bardzo ciekawą całość i zaczynamy dostrzegać, że każde skrywa swoją tajemnicę, którą nie łatwo się podzielić. Wkrótce między Alicją i Wiktorem rodzi się uczucie, które tak naprawdę nie ma racji bytu. Oboje pochodzą z zupełnie innych światów. Owładnięci żądzą i namiętnością dają ponieść się uczuciu. Jednak czy miłość wystarczy, by przetrwać?

Tego dowiecie się, sięgając po książkę.

Zdradzę Wam tylko, że łatwo nie będzie, bo to, co przeżywają Alicja i Wiktor miało swój początek już wiele lat temu, a teraz odciska swoje piętno na ich tu i teraz. Siły zła pałają żądzą zemsty, mimo minionych wielu lat.

Alicja i Wiktor to dwoje samotników, którzy, choć tak różni są bardzo do siebie podobni, dlatego bardzo szybko odnajdują wspólną płaszczyznę porozumienia. Oboje mają na siebie wzajemnie bardzo dobry wpływ, co znacząco odmienia ich samych.
Niemalże od początku widzimy, że żadnego z nich życie nie rozpieszczało. Wiktor jest samotnikiem stroniącym od świata i ludzi. Oczywiście nie zdradzę Wam dlaczego, ale to Właśnie Alicja pomaga mu odzyskać utracony spokój. Ona sama również woli samotność i własne towarzystwo, więc to wszystko sprawia, że choć los splótł ich losy po raz pierwszy, czują się tak, jakby znali się od zawsze.

„Więź” to ciekawe połączenie romansu z mitologią słowiańską, jednak w moim odczuciu z przewagą romansu. Autorce, co prawda nie udało się uniknąć powielania schematów charakterystycznych dla tego gatunku, ale nie zmienia to faktu, że książkę czyta się z dużym zaciekawieniem ze względu na wiszącą w powietrzu mroczną tajemnicę.

Jestem pewna, że książka zyska wielu zwolenników, natomiast jeśli chodzi o mnie, osobę, która nie jest fanką fantastyki, mogę powiedzieć, że książka nie była tym, czego się spodziewałam, ale nie jestem nią zawiedziona.

Jeśli miałabym napisać, komu ją polecam, to zdecydowanie bardziej tym z Was, którzy zechcą poznać tę historię głównie ze względu na wątek romantyczny. Natomiast, jeśli stawiacie na aspekt mitologiczny, to myślę, że lektura tej książki nie do końca Was usatysfakcjonuje, ponieważ w moim subiektywnym odczuciu, mitologii było tu stosunkowo niewiele w odniesieniu do całości fabuły.

Cóż więcej mogę napisać? Jeśli szukacie niezobowiązującej lektury o miłości z mroczną tajemnicą w tle, którą czyta się bardzo przyjemnie i szybko to dobrze trafiliście. Gwarantuję, że jeśli nie będziecie stawiać tej książce zbyt wysokiej poprzeczki oczekiwań, spędzicie z nią naprawdę miłe chwile.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Jaguar, za co bardzo dziękuję.



czwartek, 24 stycznia 2019

Przedpremierowo: "Jej portret" Anna H. Niemczynow.

Bo nie słowa, a czyny świadczą o miłości.

Kiedy wstępujemy w święty związek małżeński i słyszymy słowa przysięgi, którą przed ołtarzem wypowiada osoba, z którą chcemy iść przez życie, często trwamy w przeświadczeniu, że od teraz będzie ona przy nas już zawsze. Z biegiem czasu, pochłonięci prozą dnia codziennego, przestajemy zauważać potrzeby i oczekiwania naszej drugiej połówki, skupiając się wyłącznie na tym, co w danym momencie dla nas samych jest najważniejsze, będąc święcie przekonanymi, że nasz współmałżonek nas zrozumie i będzie cierpliwie na nas czekał.

Dziś przychodzę do Was z recenzją najnowszej książki Anny H. NiemczynowJej portret”, której lektura uświadamia czytelnikowi, że tak naprawdę w życiu nic nie jest nam dane na zawsze, ale niestety często zdajemy sobie z tego sprawę dopiero wówczas, gdy w naszym życiu wydarzy się dramat. Dramat, którego konsekwencje są niestety nieodwracalne.

Główna bohaterka powieści Maja to kobieta, której życia mogłoby pozazdrościć wiele kobiet. Jest spełnioną zawodowo odnoszącą sukcesy pisarką, którą Pan Bóg obdarzył wspaniałą rodziną. Jak wiadomo, zawód pisarza wymaga czerpania wielu inspiracji, po to by spod jego pióra wychodziły historie, które podbiją serca czytelników. W momencie, kiedy my czytelniczy wkraczamy w życie rodziny Preis, Maja właśnie przeżywa swego rodzaju kryzys twórczy. Przytłoczona obowiązkami domowymi oraz opieką nad czwórką dzieci, czuje, że musi wyjechać na jakiś czas, aby odpocząć i znaleźć inspirację do powstania nowej książki.
Nie zdaje sobie jednak sprawy, że ten wyjazd odmieni na zawsze życie nie tylko jej, ale także jej najbliższych, a odwrotu już nie będzie.
Jako że Maja i Marcel są małżeństwem na stałe mieszkającym w Niemczech, kobieta postanawia wyjechać do Polski w nadziei, że być może tam odnajdzie coś, co będzie mogła przenieść na papier i czym będzie chciała podzielić się ze swoimi wiernymi czytelnikami.
Jednak możecie mi wierzyć, że tego, co się wydarzyło, nie mógł przewidzieć nikt. Bo oto, przypadek, los, a może przeznaczenie splata drogi naszej bohaterki z Danielem, jej miłością sprzed dwudziestu lat. W Mai budzą się wspomnienia młodzieńczego uczucia pełnego pasji i wiary w jego wyjątkowość. Pomyślicie sobie, że przecież to nic takiego, bo każdy z nas z sentymentem wspomina swoją pierwszą miłość. Owszem macie rację, ale problem zaczyna się, gdy przeszłość zagraża małżeństwu Mai i szczęściu jej rodziny.
Nagle wszystko to, co do tej pory stanowiło sens i nadrzędną wartość w jej życiu nabiera zupełnie innych kształtów i barw. Ponowne spotkanie z Danielem pozwala jej dostrzec siebie samą w zupełnie innym świetle. Uświadamia sobie, że do tej pory to, ona zawsze była dla wszystkich, a nikogo nie było dla niej, kiedy ona tego potrzebowała. To cele i pragnienia innych, były zawsze ważniejsze od tego, o co ona sama wielokrotnie prosiła. Teraz choć przez chwile chce czuć, że dla kogoś w istocie to ona liczy się najbardziej, Jednak nie może zapomnieć o tym, że przecież jest żoną i matką. W pewnym momencie będzie zmuszona do podjęcia trudnych decyzji i dokonania niełatwych wyborów.

Zarówno Maja, jak i Marcel są postaciami, które wzbudzały we mnie bardzo różne i często zmieniające się odczucia. Ale zacznijmy od Mai. Przyznaję, że na początku byłam na nią trochę zła. Bo jak można porzucić wszystko - kochającego męża, czwórkę dzieci, rodzinę i rzucić się w ramiona namiętności, pożądania żyjąc pragnieniami niespełnionej miłości sprzed lat. Jednak wraz z biegiem fabuły poznajemy drugą stronę medalu i kiedy spojrzałam na całą sytuację oczami bohaterki, nie oceniając jej postępowania, zaczęłam ją rozumieć. Nie chcę Wam za dużo zdradzać, żebyście sami mogli odkrywać złożoność opisanych w książce zdarzeń, powiem tylko, że powtarzanie komuś, że się go kocha i jest dla nas najważniejszy, nie wystarczy, żeby zbudować szczęśliwy związek. Bo nie słowa, a czyny świadczą o miłości.

Podobnie ambiwalentne nieustannie ewaluujące odczucia wzbudzał we mnie również małżonek Mai, Na początku uznawałam go za wspaniałego mężczyznę i nawet byłam zła na nią za to, że ciągle, coś jej w nim nie pasuje. A przecież on naprawdę się stara. Ciężko pracuje, żona jest dla niego największym skarbem, jest czuły, kochający. Kocha dzieci. Czego można chcieć więcej? Otóż czasem wystarczy być i tego, właśnie potrzebuje Maja. Tymczasem Marcel w galopie codziennych ambicji zapomina o tym i staje się strasznym egoistą, który zauważa i wypomina żonie najmniejsze niczym drzazgi przewinienia, podczas gdy swoich zupełnie nie dostrzega, choć ścielą się one niczym belki ułożone w lesie.

Kochani czy naprawdę musi dojść do tragedii, byśmy dostrzegli nasze błędy i przewinienia oraz zrozumieli, co w życiu jest najważniejsze i jak wiele mamy do stracenia?

„Jej portret” to bardzo życiowa i prawdziwa historia pełna ludzkich dramatów i niespodziewanych zwrotów akcji. To wciągająca opowieść o ludziach takich jak my, którzy w życiu bardzo mocno się pogubili i teraz na nowo muszą odnaleźć drogę ku sobie i temu, co kiedyś połączyło ich serca i duszę wytyczając im wspólną drogę życia. To poruszająca i mocno chwytająca za serce historia kobiety, której świat legł w gruzach, a teraz bardzo chce, by los dał jeszcze jedną szansę na to, aby odzyskać to, co utracone. Czy jednak na to już nie będzie za późno? Koniecznie sprawdźcie to sami.

Kochani musicie przeczytać tę książkę. Zapewniam Was, że jej lektura pochłonie Was bez reszty, a historia, którą poznacie, trafi głęboko do waszych serc i dusz serwując wam mocno wstrząśnięty koktajl emocjonalny. Od tej książki nie da się oderwać, a nawet jeśli odłożycie ją na chwilę, nie będziecie potrafili przestać o niej myśleć. To wyjątkowa powieść o miłości, wybaczaniu i odkrywaniu siebie na nowo. A samo zakończenie na pewno Was zaskoczy i wzruszy. W moim przypadku łezka w oku się zakręciła.

Mam nadzieję, że udało mi się zainteresować Was książką i będziecie z niecierpliwością oczekiwać jej premiery, która odbędzie się już 31 stycznia 2019 roku. Naprawdę warto.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Filia, za co bardzo dziękuję.


niedziela, 20 stycznia 2019

Przedpremierowo: "Mów szeptem" Agnieszka Olejnik

Witajcie kochani, dziś porozmawiamy o tym, jak to jest być 'innym' w społeczeństwie, czy w środowisku, w którym żyjemy. „Inny” w żadnym wypadku nie znaczy gorszy, bo równie dobrze może oznaczać kogoś wyjątkowego. Jednak niestety, z uwagi na to, że odmienność od ogólnie przyjętych norm niezależnie od tego, jakich aspektów życia ona dotyczy, zazwyczaj budzi lęk, brak akceptacji, a często nawet prześladowania, tym samym  równa się poczuciu samotności, alienacji, niezrozumienia.

Dziś przychodzę do Was z recenzją książki Agnieszki OlejnikMów szeptem", której główny bohater Witek posiada niezwykły dar. Chłopak widzi barwę i fakturę słów. U podstaw tego schorzenia leży spektrum autyzmu. Synestezja, bo taką właśnie nazwę nosi ta jednostka chorobowa, sprawia, że młody mężczyzna ma bardzo słabo rozwinięte umiejętności komunikacji społecznej. Choć jest bardzo inteligentny i wrażliwy nie potrafi wyrażać emocji, jest niczym kot, chadza własnymi drogami. Woli być samotnikiem, niż narażać się na prześladowania i kpiny. Wie doskonale, że nikt nie jest w stanie go zrozumieć.

Wszystko zmienia się, gdy w liceum, w którym uczy się Witek, pojawia się nowa uczennica - Magda. Dziewczyna od razu wzbudza zainteresowanie całej społeczności uczniowskiej, w tym również Witka. Podczas gdy pozostali uczniowie starają się zbliżyć do „nowej”, gdyż budzi ona niemałą sensację w szkole, Witek obserwuje ją z boku i od razu, widzi, że jest wyjątkowa. Barwy, które ją otaczają, są ciepłe, przyjazne i miękkie. Coś nie pozwala mu przestać obserwować szkolnej koleżanki, Chce się do niej zbliżyć, ale jednocześnie obawia się, że jeśli tylko ta dowie się, kim jest, zareaguje, jak wszyscy do tej pory i odrzuci go. Los jednak mu sprzyja i już wkrótce nadarza się okazja, by bez ujawniana swojej prawdziwej tożsamości mógł poznać Magdę bliżej. W niedługim czasie między tą dwójką rodzi się niezwykła więź. Jednak, jak zareaguje Magda, kiedy wyjdzie na jaw, że  tajemniczy nieznajomy to ten „przypał”, jak przezywają go szkolni znajomi, od którego, wszyscy stronią? O tym, oczywiście musicie przekonać się sami.

„Czasami mam wrażenie, że jesteś jedynym człowiekiem, który… - urwała na chwilę, a gdy podjęła, jemu zaparło dech ze wzruszenia, bo mówiła dokładnie to, co on sam chciałby powiedzieć. - Że jesteś jedynym człowiekiem podobnym do mnie. Zupełnie jakbyśmy byli na obcej planecie, zamieszkałej przez istoty różne od nas, o jakichś dziwnych odnóżach, pokryte łuskam… Nikt inny nie może mi pomóc, nikt inny nie mówi w moim języku, nikt nie może mi podać ręki, tylko Ty. Ale na tej planecie nie ma słońca, jest całkiem ciemno, dlatego nie widzę twojej twarzy. Wiem tylko, że jest taka jak moja”.

Ten cytat jest bardzo wymowny w kontekście całej historii opisanej na kartach powieści, ponieważ ukazuje nie tylko pokrewieństwo dusz tych dwojga i niezwykłą więź, która jest między nimi, ale także, a może przede wszystkim obraz psychik samej Magdy i tego, co się z nią tak naprawdę dzieje, a co jest niedostrzegalne dla ludzkich oczu. Doskonale możemy odczytać z tych słów, że ta młoda dziewczyna podobnie, jak Witek czuje się nierozumiana i samotna, w jej życiu brakuję słońca, czyli radości i szczęścia. Czuje się jak gdzieś, gdzie jest ciemno i nikt nie może jej pomóc, czyli w pierwszej kolejności nasuwa się myśl, że bohaterka się czegoś boi, nie czuje się bezpieczna, potrzebuje pomocy i tylko Witek może ofiarować jej pomocną dłoń.

Zapewne jesteście ciekawi, co takiego ukrywa dziewczyna, przed czym ucieka, co odebrało jej spokój i radość życia, która przecież powinna cechować życie każdego nastolatka?
Ja jednak, jak się zapewne domyślacie, tego Wam nie powiem, więc koniecznie musicie sięgnąć po książkę.

Niestety to nie wszystko, co los, a może raczej Pani Agnieszka przygotowała dla swoich bohaterów, bowiem już wkrótce Magda zostaje wplątana w brutalne morderstwo jednego z mieszkańców lokalnej społeczności. Wszystko wskazuje na to, że to właśnie ona dokonała tej zbrodni. Oczywiście dziewczyna zaprzecza swojej winie i tylko ten nowo poznany chłopak, ten, o którym prawie nic nie wie, bo przecież rozmawiali ze sobą zaledwie kilkukrotnie teraz, jako jedyny może jej pomóc, już nie tylko w sensie metaforycznym, ale realnym. Czy będzie w stanie mu zaufać na tyle, by powierzyć mu całą prawdę o swoich mrocznych, i bolesnych sekretach, a przede wszystkim, czy rzeczywiście jest niewinna, a może po prostu jest dobrą aktorką, która doskonale gra na ludzkich emocjach?
Koniecznie to sprawdźcie, sięgając po książkę.

Jak widzicie „Mów szeptem” to bardzo ciekawa i złożona historia, w której znajdziemy nie tylko elementy powieści obyczajowej, ale także powieści psychologicznej i kryminału.

Doskonale wykreowane portrety psychologiczne bohaterów, pozwalają czytelnikowi niemalże zajrzeć do ich wnętrza i poczuć to, co oni sami czują nie tylko w kontekście niezrozumienia przez otaczający ich świat, ale także tego, co dzieje się z nimi, kiedy zdają sobie sprawę, że między nimi dzieje się coś wyjątkowego, czego zawsze się bali, a co sprawia, że życie staje się lepsze.

Autorka w doskonały sposób niespiesznie ujawnia kolejne elementy układanki, które tworzą bardzo realistyczną i poruszającą opowieść, która mam nadzieje uświadomi nam, że ten, kto wydaje nam się inny od nas samych, jest także człowiekiem i może ofiarować drugiemu człowiekowi od siebie bardzo wiele. Wystarczy tylko, że zadamy sobie trochę trudu, aby zechcieć, tę osobę poznać i zbliżyć się do niej, a nie z góry oceniać i skreślać..

Gorąco zachęcam Was do tego, żebyście sięgnęli po najnowsze twórcze dziecko Pani Agnieszki Olejnik. Gwarantuję Wam, że lektura pochłonie Was już od pierwszych stron, nie pozwalając Wam odłożyć książki, dopóki nie przeczytacie całej. A w połączeniu z bardzo lekkim stylem pisania, którym posługuje się autorka, nastąpi to dosłownie w mgnieniu oka.

Agnieszka Olejnik oddaje w nasze ręce chwytającą za serce opowieść o miłości dwojga ludzi, którzy choć różni, są tacy sami, a to, co ich połączyło, to samotność. Będziecie myśleć o tej książce jeszcze na długo po jej przeczytaniu.

Jeśli udało mi się przekonać Was o wyjątkowości skrywanej na kartach „Mów szeptem” historii i chcielibyście sami ją poznać, to będziecie mieli taką możliwość już niebawem, bowiem książka będzie miała swoją premierę 30 stycznia 2019 roku, a już dziś, możecie zakupić ją w przedsprzedaży.

Recenzja powstałą we współpracy z wydawnictwem Kobiece, za co bardzo dziękuję.


środa, 16 stycznia 2019

Czas wypełnić przeznaczenie.

Kochani, już na wstępie chciałabym prosić Was, abyście przez chwilę zastanowili się, jakie skojarzenia przychodzą Wam na myśl, kiedy słyszycie hasło Indie. Jeśli chodzi o mnie, to przyznaję, że do tej pory nie zagłębiałam się w kulturę i historię tego kraju. Dotychczas postrzegałam go przez pryzmat pięknych kobiet, wspaniałych strojów i drogocennej biżuterii. Podróż do tego niezwykłego kraju jest moim skrytym marzeniem, ale, jako że na ten moment nie mogę pozwolić sobie na jego zrealizowanie, postanowiłam przenieść się tam razem z Niną Nirali i jej debiutancką książką Maharani.

Jednak patrząc już na samą okładkę, wiedziałam, że nie będzie to łatwa wyprawa, bo oto widzimy piękną Hinduskę patrzącą na obraz walki. Wokoło rozprzestrzenia się ogień, a to nie wróży nic dobrego.

Główna bohaterka Durgeshwari jest piękną kobietą, której los i przeznaczenie zostało przypieczętowane już w momencie narodzin. Jako jedyna córka maharadży Radżiputany ma zostać następczynią tronu (maharani) i poślubić syna przyjaciela ojca, księcia Malwy. Doskonale zdaje sobie sprawę, że tylko w ten sposób może uratować swój kraj i poddanych od zagrożeń ze strony muzułmańskiej dynastii. Przyszła władczyni jest kobietą niezwykle mądrą i rozważną, dobrowolnie poddaje się woli swojego ojca, chcąc spełnić swoją powinność wobec narodu. Taka postawa napawa ojca przyszłej maharani niezwykłą dumą.
Mimo że młoda kobieta nie sprzeciwia się kolejom losu, jakie są jej pisane, marzy i pragnie, aby ktoś rozbudził w niej kobiecość i pokochał ją dla niej samej, a nie ze względu na jej status i stan posiadania. Pewnego dnia marzenie to urzeczywistnia się w osobie Amado. Między tą dwójką rodzi się, żarliwy, pełen miłości i namiętności romans, który niestety szybko i brutalnie zostaje przerwany, gdyż Mogołowie pragną zdobyć to, co nie do zdobycia, a tym samym zagrażają bezpieczeństwu Radżiputany. Nadszedł czas, by przeznaczenie Maharami się wypełniło.
Więcej nie będę zdradzać, ponieważ chcę, abyście sami mogli poznawać tę niezwykłą historię.

Aby podsycić Waszą ciekawość, powiem tylko tyle, że Macharani jest kobietą niezwykłą, ponieważ jej nieprzeciętna uroda to nie wszystko. Jest niczym nieujarzmiony tygrys, który z odwagą broni tego, co kocha i na czym jej zależy. Harda i buntownicza nie boi się stanąć do otwartej walki. Jak wiadomo, to co niedostępne i zakazane jeszcze bardziej podsyca chęć podboju i poskromienia tygrysa. Dzielna wojowniczka jednak tanio skóry nie sprzeda.

„Maharani” to niezwykle emocjonalna, piękne, ale jednocześnie smutna historia o miłości, która nigdy nie powinna się narodzić, pięknej przyjaźni oraz poświęceniu w imię przeznaczenia i poczucia obowiązku wobec kraju, który pokłada w swojej władczyni, ufność i nadzieje na pokój. To historia walki o wolność i bezpieczeństwo kraju, okupionej śmiercią niewinnych ludzi i rozlewem krwi. Bezwzględny wróg nie zna litości.

Moi drodzy, jeśli szukacie książki o pięknej zakazanej miłości z historią w tle, ta książka jest dla Was idealna. Ja sama nie potrafiłam się od niej oderwać. Autorka ma wyjstkowy dar malowania słowem niezwykłych obrazów opisywanej przez siebie historii, które bardzo mocno przemawiają do wyobraźni czytelnika. Czytając, niemalże przed oczami widzimy zarówno namiętne sceny miłości, jak i pole bitwy stojące w ogniu, usłane ciałami walczących żołnierzy, gdzie przelana krew wsiąka w ziemię.
Podczas lektury, miałam bardzo wyraziste poczucie, że jestem niemalże uczestnikiem wszystkich rozgrywających się na kartach powieści wydarzeń. Doskonała kreacja bohaterów i ich autentyczność, a także różnorodność sprawiła, że każda z postaci wzbudzała we mnie skrajnie różne emocje. Jedni stali mi się bliscy, innych miałam ochotę unicestwić.
Nie obyło się także bez wzruszeń i łez, które spowodowało przede wszystkim zakończenie, którego zupełnie się nie spodziewałam, a które mocno mną wstrząsnęło.

Bardzo istotnym atutem książki jest wplecenie w fabułę książki ciekawostek dotyczących, wiary, kultury i obyczajowości Indii. Choć, jak sama autorka zaznacza w przedmowie książki, kreacja jej fabuły jest zupełną fikcją literacką, to jednak wspomniane ciekawostki, zdecydowanie podnoszą wartość tej pozycji. Należy również podkreślić, że lekki i bardzo przystępny styl pisania, którym posługuje się Nina Nirali, sprawia, że przez całą książkę niemalże płyniemy z zapartym tchem, czekając na to, co jeszcze autorka przygotowała dla swoich bohaterów i jak mocno ich doświadczy, a może będzie dla nich łaskawa? O tym już przekonajcie się sami.
Cóż mogę więcej napisać? Chyba tylko tyle, że życzyłabym nam wszystkim tak ciekawych i emocjonalnych debiutów. Doskonale widać, że w napisanie tej książki autorka włożyła nie tylko ogrom serca, ale również wiele pracy, o czym świadczą przedstawione w książce fakty historyczne i ciekawostki kulturowe, a także możliwość poznania ciekawych słów w języku tego wspaniałego kraju.
Już teraz wiem, że z ogromną przyjemnością i zainteresowaniem sięgnę po kolejne książki Niny Nirali. Gorąco zachęcam Was do poznania historii Maharani i jej ojczyzny. Na pewno spędzicie z nią wiele niezapomnianych chwil.

Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję Autorce.



poniedziałek, 14 stycznia 2019

Przedpremierowo: "Wszystko oprócz prawdy" Gillian McAllister.

Gdyby toś zapytał mnie, które ze znanych człowiekowi uczuć nie podlega żadnym regułom, zjawia się w najmniej spodziewanym momencie naszego życia, a już na pewno nie słucha głosu rozsądku, bez wahania odpowiedziałabym – miłość. Dziś opowiem Wam o związku Rachel i Jacka, głównych bohaterów książki Gillian McAllister „Wszystko oprócz prawdy”.

Tych dwoje połączył zupełny przypadek. Wystarczyło kilka zdań i pełnych fascynacji spojrzeń, by między tą dwójką zrodziło się wyjątkowe uczucie. Kiedy my czytelnicy wkraczamy w ich życie związek, który tworzą, choć trwa zaledwie kilka miesięcy, wkroczył już w poważny etap. Zakochana bez pamięci Rachel spodziewa się dziecka Jacka. Miłość rozkwita, a kobieta ufa swojemu partnerowi bezgranicznie, bo serce mówi jej, że jest to właśnie ten mężczyzna, z którym chce spędzić resztę życia i to właśnie on jest wymarzonym ojcem dla jej dziecka.
Niestety pewnego dnia, jedna wiadomość odczytana przez partnerkę Jacka na jego ipodzie, burzy jej spokój. To, co przeczytała, przez cały czas tkwi w jej głowie. Nagle zaczyna dostrzegać dziwne zachowania mężczyzny, na które wcześniej nie zwracała uwagi. Telefon, z którym nigdy się nie rozstaje i strzeże, jak oka w głowie, wiadomości czytane na Facebooku, tak by Rachel ich nie mogła zobaczyć, unikanie odpowiedzi na zadawane pytania. Zaniepokojona dziewczyna dopiero teraz zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę nic o swoim mężczyźnie nie wie, a przecież już za kilka miesięcy na świat przyjdzie ich dziecko. Postanawia dowiedzieć się o nim czegoś więcej, tym bardziej że wszystko wskazuje na to, że wybranek jej serca ewidentnie, coś przed nią ukrywa. Zapewniam Was, że to, czego udaje jej się dowiedzieć, niszczy wszystko. Stawia pod ogromnym znakiem zapytania przyszłość, trwałość związku oraz zaufanie. Na takie odkrycie prawdy nie można się przygotować. Rachel jednak mimo wszystko nie przestaje drążyć w przeszłości Jacka. Wszystko, w co do tej pory wierzyła i w czym pokładała nadzieje legło w gruzach, a ten, którego kochała, mówił jej wszystko oprócz prawdy. Jednak jak się przekonacie, przeszłość naszej bohaterki również nie jest nieskazitelna i czysta, jak łza. Ona sama także nie gra w otwarte karty. Czy w takim razie ma prawo grzebać w przeszłości swojej drugiej połówki i oczekiwać od niego poznania całej prawdy? Na to pytanie każdy z Was musi odpowiedzieć sobie sam po lekturze książki.

Abyście mogli mieć pełniejszy ogląd na wszystkie wydarzenia opisane w książce, pozwólcie, że opowiem Wam trochę więcej o Rachel. Dziewczyna ma za sobą trudny rok. Bardzo mocno przeżyła śmierć matki, która jak się okazało, nigdy nie była taką osobą, za jaką uważała ją rodzina i za która sama się podawała. Prawda, która wyszła na jaw już po jej śmierci, odcisnęła piętno na ówczesnym związku młodej kobiety, a jakby tego było mało, choć była dobrze zapowiadającym się lekarzem, musiała zrezygnować z pracy w szpitalu, dlaczego? Dowiecie się oczywiście, sięgając po książkę.
Teraz ponownie będzie musiała zdecydować, czy znając prawdę o Jacku ma moralne prawo go osądzać i czy znajdzie w sobie odwagę nie tylko do tego, aby zdobyć się na szczerość i ujawnić przed mężczyzną swoją skrywaną dotychczas przeszłość, ale przede wszystkim do tego, by wybaczyć nie tylko jemu, ale i sobie. Czy miłość Rachel i Jacka jest wystarczająco silna, aby pogodzić się z przeszłością i ratować swój związek? Przekonajcie się sami.

„Wszystko oprócz prawdy” to wciągającą, stawiająca przed czytelnikiem wiele życiowych pytań, także o charakterze moralnym, historia. Autorka nie pozwala nam na chwilę wytchnienia. Tak doskonale żongluje naszymi emocjami, wspaniale stopniując napięcie i odkrywając kolejne sekrety i tajemnice, że nie jesteśmy w stanie oderwać się od książki. Na uwagę zasługuje również wspaniała kreacja bohaterów i doskonałe przedstawienie ich portretów psychologicznych. Poznając przeszłość każdego z nich, widzimy, nie tylko to jak wpłynęła ona na to, co w ich życiu dzieje się tu i teraz, ale także, to co skłoniło ich do dokonania takich, a nie innych czynów w przeszłości i jak się czuli ze świadomością tego, co zrobili.

Nie jest to jednak wszystko, o czym przeczytamy na kartach tej powieści. Autorka zwróciła bowiem uwagę na bardzo ważny aspekt tego, że od przeszłości nie da się uciec, tym bardziej w dobie internetu. Mimo że rodzina Jack'a zrobiła wszystko, żeby wymazać z sieci informacje o tym, czego się dopuścił, to jednak Rachel udało się dociec prawdy. Jeśli jesteście ciekawi, jak tego dokonała, odpowiedź na to pytanie oczywiście znajdziecie w książce.

Na pewno jesteście ciekawi jak wygląda sama konstrukcja książki i jak mi się ją czytało. Otóż tę książkę po prostu się pochłania. Lekki styl pisania autorki i godna uwagi umiejętność przyciągnięcia i skupienia uwagi czytelnika sprawia, że nim tak naprawdę zdążymy się zorientować, już kończymy czytać książkę.
Natomiast jeśli chodzi o konstrukcję fabuły, to została ona podzielona na trzy części, w których dodatkowo rozdziały zostały podzielone na te, w których wydarzenia dzieją się obecnie i te, które opisują wydarzenia sprzed roku. W nich właśnie poznajemy przeszłość i tajemnice Rachel.

Jak widzicie, jest to książka naprawdę wielowymiarowa. Porusza bardzo wiele życiowych problemów, które mogą dotknąć każdego z nas. Pozwala również spojrzeć z dystansem i przemyśleć wiele kwestii dotyczących także naszych związków.
Czy jesteś pewna/pewny, że twój mąż, żona, partner, partnerka, niczego przed tobą nie ukrywa? Czy masz prawo sprawdzać go za jego plecami? Czy jesteś gotowa/ gotowy zmierzyć się z tym, co takie „prywatne śledztwo” może oznaczać i chcesz ponieść związane z tym konsekwencje, od których nie będzie już odwrotu?
Na te i wiele innych pytań odpowiecie sobie oczywiście sami.

Mam nadzieję, że już udało mi się przekonać Was, do poświęcenia tej książce swojej uwagi i czasu, bo jest tego naprawdę warta.
„Wszystko oprócz prawdy” to książka, która na długo po jej przeczytaniu pozostanie w Waszej pamięci, skłoni do przemyśleń, refleksji, a nawet być może do dyskusji z Waszą drugą połówką, w której na pewno pomogą znajdujące się na końcu książki pytania, na które będziecie mogli sobie odpowiedzieć i wspólnie je przemyśleć.
Jest to niezwykle wartościowa książka o miłości, wybaczaniu, rozliczaniu z przeszłością, o czynach z przeszłości, które już zawsze będą częścią nas, o kłamstwie i prawdzie, zaufaniu, a więc o prawdziwym życiu.

Jeszcze raz gorąco polecam i zachęcam, byście dali tej książce szansę, a na pewno ona Was nie zawiedzie. Jeśli udało mi się Kochani Was namówić, to miło mi was poinformować, że premiera książki odbędzie się już jutro tj. 15 stycznia 2019 roku.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Prószyński o S- Ka, za co bardzo dziękuję.



niedziela, 13 stycznia 2019

Zapowiedz patronacka "Naucz się beze mnie żyć" Angelika Ślusarczyk



Moi kochani, dzisiejszy dzień jest dla mnie wyjątkowy, gdyż przychodzę do Was z zapowiedzią debiutanckiej książki naszej koleżanki blogerki Angeliki Ślusarczyk, autorki bloga Tylko magia słowa, którą Kocie czytanie ma zaszczyt i przyjemność objąć swoim pierwszym patronatem medialnym.

„Naucz się beze mnie żyć” ukaże się nakładem wydawnictwa WasPos, a jej premiera planowana jest na pierwszą połowę lutego 2019 roku. (data premiery może ulec zmianie).

Oficjalny opis:

„Wiola to młoda dziewczyna, która całkiem niedawno straciła bliską osobę. Teraz prowadzi swój Kobiecy Salon, świadcząc w nim usługi kosmetyczne wraz ze swoimi pracownicami - Klarą oraz Karoliną. Wspomnienia jednak są silniejsze-wszystko, co było, wraca do niej jak bumerang. W dodatku los nie oszczędza jej w ogóle, wciąż podkładając kobiecie kłody pod nogi. Wiola próbuje ułożyć swoje życie na nowo, jednak nie spodziewa się tego, co kapryśna fortuna dla niej przygotowała.
Spotka na swojej drodze wielu ludzi-tych dobrych, złych, lecz niewielu z nich tak naprawdę stanie się dla niej ważnych. W dodatku nic i tak nie zwróci jej Jego-tego, który zniknął...”

Napiszcie, proszę w komentarzach, czy wspólnie ze mną czekacie na premierę książki?

sobota, 12 stycznia 2019

Konkurs na "Osobowość roku 2018". Nominacja dla autorki Adrianny Rak. Głosujmy!



Moi drodzy, wspólnie z autorką Adrianną Rak, chciałybyśmy poinformować Was o niezwykłej niespodziance, jaka spotkała naszą rodzimą pisarkę. :)



Wiadomość od autorki:

Kochani,

zostałam nominowana w konkursie na „Osobowość roku 2018” organizowanym przez Dziennik Bałtycki w kategorii kultura :)
Jest mi ogromnie miło, bo nie spodziewałam się zupełnie takiego wyróżnienia.
Gdybyście zechcieli oddać na mnie swój głos, to proszę o SMS o treści: GDK.115 na numer 72355. Koszt SMS-a to 2,46zl. Głosowanie będzie trwać do wtorku 12 lutego br. do godz. 21. Dziękuję!

Wyniki można śledzić na bieżąco, klikając w poniższy link:


Regulamin plebiscytu:


Na pewno wszyscy zdajemy sobie sprawę, że dla autora taka nominacja to ogromne wyróżnienie. Adrianna Rak jest autorką, która moim skromnym zdaniem, w pełni zasługuje na zwycięstwo w tym konkursie. W swoje książki wkłada nie tylko ogrom pracy, ale przede wszystkim całe swoje serce. 
Jeśli zgadzacie się ze mną, niech Wasze głosy będą dla niej swego rodzaju wspaniałym podziękowaniem za pracę i pasję, którą wkłada w napisanie każdej  z nich.

Ja już zagłosowałam, a Ty?


wtorek, 8 stycznia 2019

Czy naprawdę nadszedł czas ostatecznych pożegnań?

W dobrym towarzystwie czas bardzo szybko płynie. Nawet nie wiecie, jak przyjemnie spędziłam czas z czterema bohaterkami serii Karoliny Wilczyńskiej „Rok na Kwiatowej". Aż samej trudno mi uwierzyć, że to już naprawdę minął rok od momentu, kiedy po raz pierwszy stałam się częścią życia każdej z tych wyjątkowych kobiet. Dziś przychodzę do Was z recenzją ostatniej na ten moment części owej serii „Owoce miłości”, by opowiedzieć Wam, czego dowiedziałam się od dziewczyn podczas przemiłych pogaduszek przy herbatce, bądź kawce.

Tym razem dużą część swojej wizyty w Kielcach spędziłam u Wioli. Muszę przyznać, że kobieta nie ma łatwo. Jest kochającą matką trójki dzieci, która dwoi się i troi, żeby ogarnąć swoje Robaczki, jak pieszczotliwie o nich mówi, co nie jest łatwą sztuką, ponieważ z racji tego, że mąż jest tylko weekendowym gościem w domu, ze wszystkim musi radzić sobie sama. Co prawda małżonek proponuje jej pomoc teściowej, ale sami rozumiecie, że z teściowymi bywa różnie. A ta Wioli, naprawdę nie ma czego zazdrościć. Mimo wszystko ona nie poddaje się i muszę przyznać, że mocno mi zaimponowała, ponieważ przeszła ogromną metamorfozę. Chce żyć aktywnie, a co więcej zaraża swoją energią i pasją inne kobiety. Oczywiście nie będę Wam pisała dokładnie, w czym rzecz, bo, kiedy wpadniecie do niej z wizytą, na pewno sama z przyjemnością Wam wszystko opowie. Mogę tylko powiedzieć, że jestem pełna podziwu dla jej postawy. Niestety jak to w życiu bywa, na słonecznym niebie często niespodziewanie pojawiają się chmury. Tak też jest w przypadku tej bohaterki. Cieniem na jej szczęściu kładzie się lęk i przekonanie o rozpadzie małżeństwa. Wiecie, jak to jest, kiedy tworzy się tzw. weekendowy związek. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Z drugiej strony, przeświadczenie o zdradzie, może być tylko wytworem wyobraźni Wioli potęgowanym życiem na odległość. Ja oczywiście znam już prawdę, no ale jak się domyślacie, będę milczała jak grób. Nie martwcie się jednak, bo wystarczy tylko, że sięgniecie po książkę, a wszystko w mgnieniu oka stanie się jasne.

No dobrze, dosyć o Wioli, bo na pewno jesteście ciekawi co słychać u reszty dziewczyn. Jak sama Wiola mówi, Klub kapciowy jak same o sobie mówią, nie spotyka się już tak często, jak dawniej, a to dlatego, że każda jest skupiona na własnych sprawach i problemach, które je pochłaniają. Nieśmiała i wylękniona Róża przygotowuje się do najważniejszej roli w swoim, życiu. Jest pełna obaw, czy będzie dobrą matką. Jednak wszelkie wątpliwości może rozwiać właśnie Wiola, bo kto doradzi lepiej niż pełno etatowa potrójna matka?

Z kolei Liliana czeka na rozprawę sądową w sprawie swojej podopiecznej Agnieszki. Musi być silna, by pomóc przejść przez to wszystko Agnieszce. No i została nam jeszcze Malwina, która trwa w ferworze przygotowań do swojego ślubu z Markiem, a musicie wiedzieć, że jest to nie łatwa przeprawa, gdyż matka przyszłej panny młodej usilnie chce przeforsować własną wizję tego wyjątkowego dnia w życiu córki.

Jak widzicie dzieje się, oj dzieje, ale nie martwcie się, te cztery wariatki zawsze mogą na siebie liczyć.

Mimo wzlotów i upadków nie zapominają o swojej przyjaźni, a to, co wydaje się końcem, może okazać się początkiem czegoś pięknego, bo przecież tam, gdzie króluje miłość i przyjaźń nie może być inaczej. Coś mi mówi, że nie jest to jednak ostatnie spotkanie czytelników z Lilianą, Różą, Malwiną i Wiolą…

Moi drodzy ja pokochałam tę serię i jej bohaterki. Zawsze kiedy, brałam kolejną jej część do ręki, wiedziałam, że za chwilę poczuję się częścią tej niezwykłej paczki. I tak też się stało. Kiedy oddawałam się lekturze, nigdy nie obyło się bez kawy lub herbaty. Siadałam wygodnie w fotelu i z ogromną ciekawością czekałam na to, co ciekawego mają mi do powiedzenia moje książkowe kumpelki.

Jestem pewna, że jeśli tylko sięgniecie po tę serię, pokochacie ją równie mocno, jak ja za jej życiowość, realizm, gamę emocji, bowiem czytając tę serię, czułam wzruszenie, smutek, radość, współczucie, obawy, lęk, złość, nadzieję, czyli wszystko to, czym doświadcza nas prawdziwe życie.

Zapewniam Was, że dzięki lekkości języka i stylu pisania, którym posługuje się autorka, będziecie mogli odprężyć się, zrelaksować i zapomnieć o całym bożym świecie wokół Was. W mgnieniu oka zapomnicie o wszystkich problemach, kłopotach i zmartwieniach dnia codziennego. A przecież każdy z nas od czasu do czasu tego potrzebuje. A jak wiadomo, książka jest dobra na wszystko.

Recenzja powstała we Współpracy z wydawnictwem Czwarta strona, za co bardzo dziękuję.

Jeśli mielibyście ochotę zapoznać się z moimi recenzjami poprzednich części serii, zostawiam Wam linki do każdej z nich.