Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krystyna Mirek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krystyna Mirek. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 września 2021

"Blizny przeszłości" Krystyna Mirek.

M
oi drodzy dziś poruszymy bardzo trudny temat, jakim jest śmierć najbliższych nam osób. Dla każdego z nas jest to jedno z najtrudniejszych przeżyć, jakich doświadczamy przez całe życie. Zawsze wiąże się ono z poczuciem ogromnego bólu i straty. Tym razem jednak zastanowimy się, czy okoliczności, w jakich tracimy tych, których kochamy, mają znaczenie dla nas samych w trudnym i często długim procesie radzenia sobie z ich odejściem, a także w dalszym budowaniu naszego życia? Gdybym to ja miała udzielić odpowiedzi na to pytanie, bez wahania byłaby ona twierdząca. Nie chcę oczywiście, abyście mnie źle zrozumieli i pomyśleli, że umniejszam znaczenia śmierci kogokolwiek, by nadać większą wartość innej. Uważam jednak, że do tego, abyśmy mogli przejść przez trudny proces żałoby, niezbędne jest to, byśmy byli pewni, że wiemy wszystko na temat tego, jak odeszli nasi bliscy. Jeśli mamy jakiekolwiek wątpliwości nigdy nie zaznamy upragnionego spokoju, gdyż najgorsza jest ta niepewność, która nas trawi i niszczy od środka. Dążenie do prawdy staje się celem, na którym skupiamy wszystkie swoje działania. Jesteśmy w stanie zrobić bardzo wiele, by uzyskać odpowiedzi na targające nami wątpliwości i rodzące się w naszej głowie setki pytań. Nie ulega wątpliwości, że takie życie musi być bardzo trudne, dlatego zawsze współczuję osobom, których matka, ojciec, mąż, żona, syn, czy córka giną, a ich śmierć bądź zaginięcie osnute jest aurą tajemnic i niedopowiedzeń.

Na szczęście z poczuciem ogromnej ulgi mogę Was zapewnić, że nie zdecydowałam się poruszyć powyższego tematu na podstawie prywatnych doświadczeń. Skłoniła mnie do tego lektura książki Krystyny Mirek „Blizny przeszłości", o której chcę Wam teraz opowiedzieć kilka słów.

Ci z Was, który znają twórczość Pani Krystyny, wiedzą, że dotychczas mogliśmy spędzać wspaniałe czytelnicze chwile, czytając jej piękne, mądre, cieple i poruszające powieści obyczajowe. Ja je wszystkie uwielbiam i zawsze z ogromną przyjemnością po każdą z nich sięgam. Dla czytelnika nie ma jednak nic wspanialszego, jak móc obserwować proces rozwoju warsztatu pisarskiego swojego ulubionego autora, a co więcej zachęcać innych do poznania nowej odsłony jego twórczości. Dlatego z ogromną radością podzielę się z Wami moimi wrażeniami po przeczytaniu „Blizn przeszłości”, która to książka ku mojej ogromnej radości reprezentuje bardzo lubiany przeze mnie gatunek literacki, jakim jest thriller psychologiczny.

Nie będę ukrywać, że autorka nie oszczędzała głównej bohaterki swojej książki Majki Sokołowskiej. Dziś dorosła kobieta, już jako dziecko przeżyła ogromną traumę. Mając zaledwie siedem lat, była jedynym świadkiem morderstwa ojca w domu rodzinnym. Aleksander Sokołowski był bohaterem lokalnej policji i komendantem posterunku w małym miasteczku Borki. Cieszył się dużym szacunkiem i uznaniem tamtejszej społeczności. Jego nagła i tragiczna śmierć wzbudziła wielkie emocje i poruszenie wśród mieszkańców. Władze stanęły na wysokości zadania. Winny został bardzo szybko znaleziony i ukarany. Wszystko wydaje się załatwione z największym zaangażowaniem i starannością. Tak mija piętnaście lat. Po tym czasie w miasteczku pojawia się Majka, która będąc już dorosłą, o wiele więcej rozumie i wie, że jedyne co w sprawie jej ojca było wykonane z największym zaangażowaniem to ukrycie prawdy.

Bardzo szybko okazuje się, że  Borki to miasteczko wielu tajemnic, niebezpiecznych powiązań władzy, gdzie wiele osób przyłożyło rękę do tego, aby prawda o zbrodni sprzed lat nie ujrzała światła dziennego. Pojawienie się córki byłego komendanta jednak burzy ich spokój i pewność siebie. W powietrzu unosi się atmosfera napięcia i zagrożenia. Majka nie jest już małą, bezbronną dziewczynką. Przez wiele lat przygotowywała się do tej trudnej i bezwzględnej walki o prawdę. Tylko czy na pewno jest gotowa na to, by udźwignąć prawdę? O tym musicie już przekonać się sami, sięgając po książkę, do czego gorąco Was zachęcam.

W miasteczku czuje się gęstą atmosferę. Choć ulegając pierwszemu wrażeniu, można  poczuć, że w tej zamkniętej społeczności wszyscy się znają i wszystko o sobie wiedzą, z biegiem czasu orientujemy się, że tu każdy ma swoje sekrety i pilnie strzeżone tajemnice okryte aurą pozorów dla oczu innych. Tak naprawdę nie wiadomo, komu można tu ufać. Kto jest prawdziwym przyjacielem, a kto przebiegłym i niebezpiecznym wrogiem. Postacie bohaterów powieści są tak misternie skonstruowane, że można łatwo dać się nabrać na ich wyćwiczone do perfekcji działania i postępowania zdążające wyłącznie do uchronienia własnej osoby przed konsekwencjami win przeszłości.

Na szczególną uwagę zasługuje kreacja postaci samej Majki. Dziewczyna niesiona pragnieniem zemsty staje się zagrożeniem dla wielu osób, jednak nie bierze pod uwagę, że sama może być w niebezpieczeństwie. My czytelnicy widzimy, że mimo iż dzięki swojej postawie silnej kobiety o niezwykłej intuicji stała się groźnym przeciwnikiem dla swoich wrogów, to jednak nadal gdzieś w środku skrywa się ta mała, samotna, wystraszona dziewczynka, którą dopadają demony przeszłości. Dziewczynka, która boi się tego, co zobaczy, kiedy ostatni element tej misternej układanki dotychczas blokowany przez jej świadomość trafi we właściwe miejsce. Tylko, czy w istocie  prawda jest tak ważna, czy rzeczywiście wyzwala, a może wręcz przeciwnie niszczy? Musicie to koniecznie sprawdzić, poznając tę historię.

Motyw morderstwa sprzed lat to jednak nie wszystko, co przygotowała dla nas autorka. Znajdziemy w niej również problem uzależnienia, przemocy w rodzinie, życia z niepełnosprawnym dzieckiem, choroby i manipulacji. Widzicie więc, że będzie nie tylko emocjonująco, ale także również życiowo, a to bardzo sobie w książkach cenię.

„Blizny przeszłości” to naprawdę godna uznania i polecenia nowa odsłona twórczości autorki. Choć w fabule książki nadal dostrzegamy elementy powieści obyczajowej, to jest ona uzupełniona o, jak już wcześniej wspomniałam świetnie wykreowane portrety psychologiczne bohaterów, uczucie napięcia, tajemnicy i niepewności. Wszystkie te elementy w połączeniu z dynamiczną akcją sprawiają, że w nasze ręce trafia wciągająca, niepozwalająca się od siebie oderwać książka. Czytamy ją z ogromną ciekawością, chcąc jak najszybciej rozwiązać zagadkę morderstwa. Ponadto kibicujemy Majce i pragniemy, by wreszcie znalazła ukojenie dla bólu, z którym się zmaga.

Po zamknięciu książki bardzo chcę sięgnąć po drugą część cyklu i mam nadzieję, że wkrótce mi się to uda. Jeśli Wy zdecydujecie się przeczytać tę powieść, na pewno spędzicie z nią godziny pełne emocji, ale także refleksji. Z pewnością poczujecie zadowolenie z lektury i satysfakcję z wartościowo spędzonego czasu z książką, o której jeszcze długo będziecie myśleć i analizować, wszystko to, o czym przeczytaliście na jej kartach.

Recenzja powstała we współpracy z portalem Czytajmy Polskich Autorów, za co bardzo dziękuję






wtorek, 5 listopada 2019

Przystań dla życiowych rozbitków.

Moi drodzy, czy znacie to uczucie, kiedy tęsknicie za swoimi przyjaciółmi, z którymi nie widzieliście się już dosyć długo i wreszcie nadchodzi ten z utęsknieniem wyczekiwany przez Was moment, kiedy możecie ich odwiedzić i dowiedzieć się co u nich słychać, jak się mają i co zmieniło się w ich życiu od czasu waszego ostatniego spotkania? Ja tak właśnie czuję się za każdym razem, kiedy sięgam po kolejne części cyklu Willa pod kasztanem autorstwa Pani Krystyny Mirek, Tym razem za sprawą książki „Światło gwiazd” już po raz czwarty byłam z wizytą w gościnnych progach domu cudownej babci Kaliny, której serce, jak i drzwi tytułowej willi zawsze stoją dla każdego szeroko otwarte.

Dziś przychodzę do Was, aby opowiedzieć Wam trochę o moich wrażeniach z tych odwiedzin. A możecie mi wierzyć, jest o czym opowiadać. Jednak aby nie zdradzać zbyt wiele tym, z was, którzy jeszcze nie czytali poprzednich odsłon cyklu, powiem tylko, że po ciszy i spokoju, którym zawsze charakteryzował się dom babci Kaliny, nie ma już śladu. Teraz śmiało można, powiedzieć, że willa stała się przystanią dla życiowych rozbitków. To właśnie w niej schronienia szukają mieszkańcy i przyjaciele domu. W życiu praktycznie każdego z bohaterów dzieje się naprawdę wiele zawirowań i obawiam się, że tym razem aromatyczny zapach pysznej szarlotki przy kuchennym stole seniorki, który zawsze był lekiem na wszelkie smutki i rozterki, może nie wystarczyć.

„Wszyscy jesteśmy na zakręcie i każdy podejmuje nowe decyzje”.

To jedno zdanie doskonale oddaje istotę tego, z czym będą zmuszeni zmierzyć się tym razem bohaterowie powieści. Czytając książkę, przez cały czas miałam nieodparte wrażenie, że każdy z nich zachowuje się niczym niewidomy, który nagle odzyskał wzrok i teraz po wielu latach trwania w życiowej ciemności zaczyna dostrzegać, to, co w życiu najważniejsze.

„Światło gwiazd” skrywa w sobie bardzo mądre i życiowe przesłanie: Każdy z nas zasługuje na szczęście, choć często droga do niego wiedzie przez naprawdę kręte ścieżki życia.

Najmocniej, ogromną prawdziwość tych słów odczuła na własnej skórze Dorota, matka jednego z  bohaterów, którego mieliśmy okazje poznać w poprzednich częściach cyklu.
Kobieta całe swoje życie była cieniem własnego męża odnoszącego biznesowe sukcesy. Ona  poświęciła się życiu rodzinnemu i wychowywaniu dzieci. Jej małżeństwo od dawna było fikcyjną grą pozorów, w której próżno było spodziewać się szczerych przejawów uczucia i oddania ze strony małżonka. Kiedy dziś przystępujemy do lektury „Światła gwiazd”, dowiadujemy się, że Dorota od kilku miesięcy jest wdową i teraz kiedy jej dorosłe już od dawna dzieci wiodą samodzielne życie, została zupełnie sama. Czas żałoby to dla bohaterki również okres wielu refleksji i gorzkich wniosków. Dopiero po śmierci męża dostrzega, jak wiele straciła, godząc się na życie według narzuconego przez niego scenariusza, który ten dla niej wykreował. Nie wie jednak, że los przygotował dla niej niezwykłą niespodziankę, która może zupełnie odmienić jej życie, jeśli tylko przestanie wreszcie myśleć o innych i zawalczy w końcu o swoje szczęście.
Uwierzcie mi - dla Doroty, będzie to czas wielu niełatwych decyzji i naprawdę nie będzie kolorowo, bo niestety rewolucja w jej życiu nie spodoba się wszystkim zainteresowanym, a tym samym będzie wiele emocji i gorzka pigułka, którą będzie zmuszona przełknąć, by choć raz móc być szczęśliwą.

Pod dachem zakątka Babci Kaliny również dużo się dzieje, co wzbudza niepokój starszej pani. Znowu będzie musiała wziąć sprawy w swoje ręce, aby spróbować wyprostować zawikłane rodzinne relacje. A z dwiema synowymi w jednym domu i wnukiem, który zagubiony we własnych emocjach stąpa po bardzo niebezpiecznym gruncie, nie będzie to łatwe.

„Wobec ogromu świata nasze życie jest takim okruszkiem – szkoda tracić czasu na udawanie”.

Warto, abyśmy wszyscy wzięli sobie mocno do serca te słowa, wszak życie to tylko chwila i jeśli nie znajdziemy w sobie odwagi na szczerość i otwartość, a jedynie pozwolimy zamknąć się w klatce pozorów i konwenansów pewnego dnia możemy obudzić się zupełnie samotni i zrozumieć, że nasze życie to tylko fikcja. Przeciekło nam przez palce, a my nigdy tak naprawdę nie poznaliśmy smaku prawdziwego szczęścia i miłości. Nie pozwólmy na to, walczmy o siebie. Dopóki żyjemy, wszystko jest możliwe. Na to, co dobre w życiu nigdy nie jest za późno.

Kochani tych z Was, którzy znacie już cykl Willa pod kasztanem, z pewnością nie muszę namawiać do poznania dalszych perypetii jego bohaterów, a tym z Was, którzy jeszcze nie mieliście okazji poznać tej serii, z całego serca ją polecam. Jej autentyzm i niezwykłe ciepło sprawi, że na pewno skradnie ona Wasze serca. Daje Wam moje słowo, że wyjątkowy klimat całej historii otuli Wasze serca niczym ciepły kocyk w chłodny jesienny wieczór, wlewając w nie nadzieję na lepsze jutro, jeśli Wy również podobnie jak jej bohaterowie znajdujecie się obecnie na życiowym zakręcie.
Książki Pani Krystyny Mirek to samo życie. Nie odnajdziemy w nich przesłodzonych bajkowych scenariuszy. Tu jak w życiu każdego z nas bywa trudno, ale zawsze nadzieja umiera ostatnia. Książka dostarczy Wam wielu emocji i mnóstwo refleksji.
Mam nadzieję, że nie było to ostatnie spotkanie z mieszkańcami i przyjaciółmi Willi pod kasztanem, bo bardzo mocno się z nimi wszystkimi zżyłam i strasznie żal mi ich opuszczać.

Recenzja powstała we współpracy z portalem Czytajmy polskich autorów, za co bardzo dziękuję.


             

środa, 10 lipca 2019

Kiedy w sercu rozpęta się burza.

Moi drodzy dziś chciałabym zabrać Was ze sobą w odwiedziny do babci Kaliny i bliskich jej sercu osób, który już po raz trzeci otwierają dla nas drzwi Willi pod kasztanem. Wybrać się tam możemy oczywiście dzięki Pani Krystynie Mirek i trzeciej części cyklu „Willa pod kasztanem” - „Na strunach światła”.

Muszę się Wam przyznać, że wracałam do tego niezwykłego miejsca i jego wszystkich mieszkańców z ogromną radością i sentymentem, ponieważ ma ono w sobie wyjątkowy klimat. Tak się złożyło, że kiedy piszę dla Was te kilka słów o książce, przeżywam trudny okres w swoim życiu, a ta powieść jest dla mnie doskonałym sposobem na odrobinę wytchnienia i oderwania się od tego, co bolesne. Mając w pamięci poprzednie odsłony tej historii, byłam pewna, że cudowna babcia Kalina z otwartym sercem zaprosi mnie do swojej kuchni, gdzie unosił się będzie wspaniały zapach domowego ciasta. A uwierzcie mi w tak życzliwej i serdecznej atmosferze, w gronie przyjaciół, za których uważam bohaterów, powieści wszystkie troski w mgnieniu oka stają się łatwiejsze do zniesienia. Stało się dokładnie tak, jak myślałam, ale tego, co się dzieje u moich przyjaciół zupełnie się nie spodziewałam i kiedy podzielili się ze mną tym, co u nich słychać poczułam się naprawdę zaniepokojona. Jeśli chcecie wiedzieć, co się stało, chętnie opowiem Wam o tym, czego się dowiedziałam.

Nasza kochana seniorka zawsze służy dobrą radą, a i pysznym posiłkiem zawsze poczęstuje, z czego korzystają zarówno jej wnuczęta, jak i rodzeństwo Łaniewskich. Cały dom tętni życiem, co babcię bardzo cieszy, gdyż jeszcze niedawno stałym jej towarzyszem była jedynie cisza. W powietrzu unosi się miłość, która rozkwita, tak samo pięknie, jak jej ogród. Niestety, kiedy jedni budują szczęśliwe życie, inni cierpią.

„Na strunach światła” skupia się głównie na dwóch wątkach. Pierwszy z nich to motyw zakazanej miłości. Jeden z bohaterów, oczywiście nie zdradzę Wam, który, kocha skrycie, miłością niespełnioną w kobiecie, o której nie wolno mu nawet pomyśleć w podobny sposób, W sercu mężczyzny panuje burza emocji. Wie, że jeśli to, co czuje, wyjdzie na jaw, zniszczy wszystko, co do tej pory było dla niego najcenniejszą wartością. Podczas gdy chłopak toczy nierówny pojedynek serca z rozumem, babcia Kalina bogata w doświadczenie i mądrość życiową niepokoi się o szczęście tych, których kocha.
Ten wątek to doskonały dowód na to, jak bardzo miłość bywa przewrotna. Często bowiem pociąga nas zakazany owoc, podczas gdy pozostajemy ślepi na to, co los daje nam niemalże na tacy. Czy tym razem serce zagubionego chłopaka odnajdzie właściwy kierunek i przyniesie upragnione szczęście? Sprawdźcie sami.

Niestety problemy uczuciowe młodych, to nie jedyne troski, które trapią Kalinę. Przykro mi to pisać, ale nad willą zawisło bezwzględne widmo przeszłości obciążone wieloma niewyjaśnionymi tajemnicami, poczuciem, krzywdy i urazy, które domaga się sprawiedliwości.
Oto pewnego dnia w tak ciepłym i przytulnym miejscu, jakim jest willa, powiało chłodem do szpiku kości. A wszystko za sprawą matki Antka, która nie bawiąc się w subtelności, zjawia się w domu swojej byłej teściowej, aby przedstawić swoje racje i zażądać tego, co jej zdaniem jej się należy.
Obojętna na działania Iwony nie pozostaje również matka Bianki. Tak oto dochodzi do starcia byłej żony i kochanki i niestety, nie trudno się domyślić, że kartą przetargową w konflikcie kobiet stały się ich dzieci.

Jak widzicie, serca naszych bohaterów targane są burzliwymi emocjami. Jeśli jesteście ciekawi czy przytulne królestwo babci Kaliny ma w sobie wystarczającą moc, by na nowo wlać w serca swoich mieszkańców spokój, gorąco zachęcam do sięgnięcia po „Na strunach światła”.

Jestem przekonana, że wielbicieli twórczości autorki do lektury owego tytułu namawiać nie muszę. A tych z Was, którzy jeszcze nie czytali cyklu „Willa pod kasztanem”, zapewniam, że jest to bardzo ciepła i wciągająca historia, która skradła moje serce już w pierwszej części i ma w nim swoje miejsce do dzisiaj. To jedna z tych książek, której się nie czyta, a odczuwa. Co więcej, podczas czytania przez cały czas miałam wrażenie nie tylko tego, że jestem bardzo blisko przeżyć każdego z bohaterów książki, ale wręcz  jestem częścią kochającej się rodziny. Rodziny, która mimo nieomijających ją zmartwień, trosk i problemów, zawsze jest razem.
Za każdym razem, kiedy kończę czytać książkę i odkładam ją na półkę towarzyszy mi smutek, że muszę ich wszystkich opuścić. Tym razem jest podobnie, ale ku mojej ogromnej radości wiem, że nie było to moje ostatnie spotkanie z tym cyklem. Ja już nie mogę doczekać się czwartego tomu, a Wy, znacie ten cykl? Jeśli tak koniecznie napiszcie w komentarzach, czy podobnie jak było to w moim przypadku, skradł on również Wasze serca, a może dopiero planujecie rozgościć się w Willi pod kasztanem?

Recenzja powstała we współpracy z portalem Czytajmy polskich autorów, za co bardzo dziękuję.

Jeśli jesteście ciekawi, co pisałam na temat  jednego z poprzednich tomów cyklu, zapraszam TUTAJ.


poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Spełniaj swoje marzenia.


Należę do osób, które bardzo mocno wierzą w terapeutyczną moc książek. Niejednokrotnie przekonałam się, że kiedy w moim życiu dzieje się coś złego, o czym, choć na chwilę chcę zapomnieć, bardzo często sięgam po książkę i to naprawdę pomaga. Jednak chwilowa ucieczka od tego, co nas martwi bądź przytłacza, to nie jedyny dobroczynny skutek zatopienia się w świecie książek. Z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że odpowiednio dopasowana do stanu ducha, w jakim w danej chwili się znajdujemy książka, może podziałać na nas tak samo dobrze, jak niemal rozmowa z psychologiem. Co prawda czytanie książek nie rozwiąże naszych problemów, ale z pewnością poznając historie przedstawione na ich kartach, nie raz możemy odnaleźć w perypetiach ich bohaterów cząstkę siebie i codziennych trosk, z którymi również i my się zmagamy. Co za tym idzie, często to właśnie książka pozwala nam spojrzeć na nasz problem z dystansem, podpowiada, jak poradzić sobie z sytuacją, z której w naszej ocenie nie ma wyjścia, a także często staje się impulsem do wielu daleko idących zmian na lepsze.

Dziś chcę Wam właśnie o jednej z takich książek opowiedzieć. Będziemy mówić oczywiście o najnowszej powieści Pani Krystyny MirekTam, gdzie serce twoje”.

Jestem przekonana, że historia Laury, głównej bohaterki powieści może okazać się i na pewno, w wielu przypadkach okaże się bardzo podobna do tego, co każdego dnia przeżywa wiele kobiet. Nie przedłużając, zapraszam Was w takim razie do poznania Laury oraz kolei jej losów.

Kobieta z pozoru ma wszystko - wspaniały dom, męża lekarza i jako jego żona cieszy się szacunkiem wśród lokalnej społeczności. Nie bez powodu, jednak użyłam stwierdzenia „z pozoru ma wszystko”, bowiem jej prawdziwe życie,  do którego  nie sięga wzrok innych ludzi, jest niczym klatka, w której Laura się dusi. W rzeczywistości jest tylko dodatkiem do wizerunku małżonka, a w zasadzie tłem, z którego potrzebami nikt się nie liczy. Zarówno mąż, jak i toksyczni teściowie, a głównej mierze teść, emerytowany i ceniony w środowisku lekarskim doktor Wacław Andrychowski, oczekują od naszej bohaterki, tylko jednego – dziecka. Po wielu miesiącach bezowocnych starań, zarówno mąż Paweł, jak i jego ojciec, pod którego silnym wpływem znajduje się syn, całą winą za zaistniały problem obwiniają Laurę.
Pewnego dnia, kiedy kolejny cykl nie przynosi dobrych wieści zrozpaczona kobieta, wiedząc, że czekają ją kolejne upokorzenia i spojrzenia pełne zawodu, postanawia zamknąć ten etap swojego życia i zacząć walczyć o siebie i swoje marzenia. O czwartej nad ranem rzuca wszystko i wyjeżdża nad morze. My czytelnicy jesteśmy świadkami tego, jak Laura próbuje odnaleźć na nowo dawną siebie i uporządkować własne uczucia. Na drodze tego, bez wątpienia niełatwego procesu spotka wielu życzliwych ludzi, którzy podobnie, jak ona mają swoje troski i problemy, ale jest też coś, co ich łączy. Wszyscy marzą, pragną kochać i być kochanymi.

Autorka dużą część swojej książki poświęciła postaci Alfreda. Mężczyzny, który za sprawą wyłowionych kilka lat temu bursztynów jest bardzo bogaty, ale niestety bardzo samotny. Pochłonięty własnym znaleziskiem zapomniał o tym, co tak naprawdę jest największym skarbem w życiu człowieka. W momencie, kiedy jego życie dobiega końca, bardzo chce naprawić błędy przeszłości i zadośćuczynić krzywdy, które wyrządził. Jednak nie jest to, takie proste, jak mu się wydawało.
Pamiętajcie - całego zła, które popełniamy, nie da się naprawić w pięć minut.
Czy Alfred zdoła odkupić swoje winy i uzyska przebaczenie, zanim jego ziemskie życie dobiegnie końca oraz jaki wpływ On i Laura będą mieli na siebie wzajemnie? O tym musicie już przekonać się sami.


„Tam, gdzie serce twoje” to bardzo życiowa, ciepła i poruszająca historia. To opowieść o miłości, której wartość i obecność doceniamy dopiero wtedy, gdy ją tracimy. To książka, która zostawia nam nadzieję na drugą szansę, jednak tylko od nas zależy, czy ją wykorzystamy, czy pozwolimy jej przejść obok nas, a tym samym, będziemy musieli liczyć się z konsekwencjami. 

To także wciągająca opowieść o trudnych wyborach i decyzjach, od których nie sposób się oderwać. Każdy z bohaterów w chwili, kiedy ich poznajemy, znajduje się na rozstaju życiowych dróg i doskonale zdają sobie sprawę, że od kolejnego kroku, na jaki się zdobędą, bądź nie zależy nie tylko ich przyszłość, ale być może ostatnia szansa na bycie szczęśliwym.

Ze swej strony nie pozostaje mi nic innego, jak tylko z całego serca polecić Wam tę wspaniałą książkę. Całym sercem dołączam się do słów, które Pani Krystyna Mirek zostawiła dla nas w podziękowaniach dołączonych do książki:

„Niech ta historia da Wam wiele dobrych emocji, siły i wiary w siebie. Pomoże odpocząć, zrelaksować się, a potem wstać z nową energią do spełniania marzeń”.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Filia, za co bardzo dziękuję.



poniedziałek, 15 października 2018

Wszędzie można znaleźć swoją furtkę do szczęścia.

Każdy z nas jest tylko człowiekiem i ma prawo popełniać błędy. Wszyscy doskonale zdajemy sobie z tego sprawę, dlatego, choć nie jest to łatwe jesteśmy w stanie wiele wybaczyć innym. Niestety najtrudniej jest wybaczyć samemu sobie. Czasami bowiem jedna chwila może sprawić, że popełnimy błąd, który będzie ciążył nam na sumieniu przez resztę życia. Jak w takiej sytuacji dalej żyć? Na to pytanie stara się odpowiedzieć sobie główna bohaterka najnowszej powieści Krystyny Mirek „Szczęście za horyzontem” – Justyna. 

Młoda kobieta przeżyła naprawdę wielką tragedię. Poniosła największą stratę, jakiej może doświadczyć kobieta. Straciła swoje dwa małe skarby, które przez osiem miesięcy nosiła pod sercem. Teraz jej życie straciło sens. Ból jest tym bardziej dotkliwy, że Justyna wie, że to ona sama naraziła swoje dzieci na największe niebezpieczeństwo. Żyje w przeświadczeniu, że właśnie ona jest winna ich śmierci. Jej świat legł w gruzach, a ona została pochłonięta przez macki cierpienia, którego nic nie jest w stanie ukoić. Odcięta od świata nagle zostaje zupełnie sama, ponieważ jej życiowy partner nie potrafi dłużej znieść stanu odrętwienia i depresji, w której tkwi kobieta. Nie ma dokąd iść, gdyż dawno temu skłócona z rodziną, zerwała wszelkie kontakty z najbliższymi. Postanawia jednak zaryzykować i przyjeżdża do domu swojej kochanej babci, mając cichą nadzieję, że ta jej nie odrzuci. Babcia, jak to babcia oczywiście przyjmuje wnuczkę z otwartymi ramionami. Justyna opowiada najbliższej swojemu sercu osobie o tym jak bardzo cierpi. Babcia widząc, że trawiona rozpaczą Justyna nie może tak dalej żyć, czerpiąc z nieprzebranych pokładów swej życiowej mądrości wskazuje wnuczce drogę ku wybaczeniu, do którego środkiem jest zadość uczynienie za wyrządzoną krzywdę. 

Sposobność by komuś zadość uczynić pojawia się tak samo szybko, jak niespodziewanie. Los kieruje kroki Justyny ku rodzinie, która boryka się z wieloma trudnościami codziennego życia, na każdym kroku pokonując z trudem wszystkie jego przeciwności. 

Janek Małecki jest ojcem samotnie wychowującym trójkę wspaniałych dzieci. Pracuje od rana do nocy, a dzieci pozostawione samym sobie zmuszone są radzić sobie same. Rolę rodzica i opiekuna dla dwójki swojego rodzeństwa pełni jedenastoletni Wiktor, który mimo że sam jest jeszcze dzieckiem na swoich barkach dźwiga ogromny ciężar. Tu pomóc może tylko cud, o który każdego dnia modli się chłopiec. Justyna postanawia, że pomoże tej rodzinie i to oni będą jej sposobem na zadośćuczynienie, o którym mówiła jej babcia. Kiedy Justyna zjawia się w domu rodziny Małeckich sytuacja wygląda dramatyczne. Wszystko wskazuje na to, że zderzenie dwóch zupełnie różnych światów będzie dla naszej bohaterki największą pokutą. W momencie, kiedy Justyna poznaje Janka i jego dzieci, sytuacja jest naprawdę poważna, ponieważ mężczyzna w każdej chwili może stracić Wiktora, Emilkę i Leosia. Tylko ona może uratować tę rodzinę przed katastrofą. Ale czy na pewno?


„[...] Czuła się winna. Namieszała mu w głowie nocnymi rozmowami, zburzyła kruchy spokój tego domu. Wydawało jej się, że uratowała rodzinę przed katastrofą, ale może było inaczej? Może właśnie doprowadziła do większej?”

Sprawy nie ułatwia sama głowa rodziny. Janek jawi się w oczach nowej mieszkanki domu jako oschły i toporny mężczyzna, który nie dostrzega starań swoich dzieci. Nie okazuje im tak bardzo przecież potrzebnej dzieciom troski, uwagi i miłości. Z biegiem czasu jednak okazuje się, że tak łatwo ocenia się innych po pozorach, a prawda może być bardziej bolesna niż moglibyśmy przypuszczać.

Czas, który nasza bohaterka spędza z nowo poznaną rodziną jest dla niej czasem wielu zewnętrznych przemyśleń i przemian. W niespodziewany dla niej sposób zaczyna do niej docierać, że tak naprawdę to nie ona stała się wybawieniem dla tej wyjątkowej rodziny, ale to oni pomogli jej. Co więcej w jej sercu rodzi się uczucie, które jednak jest bardzo kruche bo zbudowane na skrywanej przez nią tajemnicy. Czy, kiedy Janek pozna jej przeszłość i motywy, jakie nią kierowały, kiedy stanęła na progu domu jego rodziny zrozumie i odwzajemni jej uczucie? Tego już musicie dowiedzieć się sami sięgając po książkę.

Zapewniam Was, że lektura tej książki będzie doskonałym wyborem właśnie teraz, gdy za oknem mamy piękną klimatyczną jesień, która zachęca do spędzenia czasu z kubkiem gorącej herbaty i dobrą książką, która otoczy Was niczym puchowy kocyk swoją ciepłą i bardzo życiową aurą. 

„Szczęście za horyzontem", to bardzo namacalna, życiowa opowieść, która mogłaby stać się historią każdego z nas, bowiem, kto jest bez winy, niechaj pierwszy rzuci kamień. 

To, co zawsze podkreślam pisząc na temat książek tej autorki to fakt, że Pani Krysia potrafi tak realistycznie wykreować zarówno samą fabułę swoich książek, jak również ich postacie, że bardzo szybko czytelnik utożsamia się z wydarzeniami opisanymi na kartach książek , a sami bohaterowie stają się mu bliscy. Tak też stało się i tym razem. Od początku bardzo mocno pragnęłam, żeby wszyscy zaznali spokoju płynącego z wybaczenia, prawdziwego szczęścia i miłości. Wszak, jak czytamy w książce:

„[...]Wszędzie można znaleźć swoją furtkę do szczęścia”. 

Sięgnijcie zatem po niezwykłą i poruszającą historię, o cierpieniu, potędze wybaczenia, sile dobra i magii miłości, która rozgrzeje Wasze serca. 


Recenzja powstała we współpracy z portalem Czytajmy polskich autorów, za co bardzo dziękuję.



piątek, 20 lipca 2018

Demony przeszłości.


Kochani serdecznie zapraszam Was do sięgnięcia po kolejną piękną książkę wspaniałej autorki, Pani Krystyny Mirek. Ci z Was, którzy już trochę znają mój gust czytelniczy doskonale wiedzą, że kocham twórczość Pani Krystyny i zawsze z wielką radością i entuzjazmem sięgam po jej kolejne książki. To, co mnie w nich zawsze urzeka to klimat i niezwykły realizm historii, które tworzy autorka. Za każdym razem, kiedy czytam którąś z jej dzieł mam przekonanie, że wszystko, o czym pisze, mogłoby wydarzyć się w życiu realnym.

Zanim opowiem kilka słów o drugim tomie cyklu „Jabłoniowy sad”, wspomnę tylko, że miałam przyjemność recenzować również tom pierwszy „Szczęśliwy dom”, którego recenzję możecie również już przeczytać. Do czego serdecznie zapraszam. Jedyne, co teraz Wam zdradzę to, to że byłam nim oczarowana. Dlatego, kiedy tylko na rynku wydawniczym pojawiła się druga część wspomnianego cyklu „Rodzinne sekrety”, nie mogłam doczekać się chwili kiedy znowu zagoszczę w domu rodziny Zagórskich, by zobaczyć, co u nich słychać.

Tym razem członkowie rodziny zmagają się z demonami przeszłości. Choć tym razem autorka skupia uwagę czytelnika na postaci i perypetiach życiowych najmłodszej z córek Państwa Heleny i Jana Zagórskich - Anieli, to pozostali członkowie rodziny również starają się podjąć próbę naprawienia błędnych decyzji i wyborów z przeszłości. Impulsem do tego staje się senior rodziny Pan Jan, który po raz kolejny stara się odzyskać przyjaciela. Dla całej rodziny jest to bardzo trudny czas. Pojawienie się niespodziewanego gościa wywraca ich życie do góry nogami. Zmiany są duże, ale jedno pozostaje niezmienne. W tej rodzinie jest moc i siła. Czy wszystko ułoży się zgodnie z pragnieniami bohaterów, tego już musicie dowiedzieć się sami?

Od książki trudno jest się oderwać. Czytając ją, czułam się, jak najbardziej serdecznie przyjęty przy suto zastawionym stole gość, który ma to szczęście i przywilej ogrzania się w cieple domowego ogniska i trzymania kciuków za szczęście każdego członka rodziny. Z niecierpliwością czekam na trzeci tom cyklu, bo przyznam się, że zżera mnie zwykła ludzka ciekawość tego, jak dalej Pani Krystyna pokieruje losami tej rodziny.

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję wydawnictwu Filia

sobota, 30 czerwca 2018

Dom, do którego chce się wracać.

Kochani zapewne każdy z nas marzy o stworzeniu dla swoich najbliższych domu, którego fundamentem będzie miłość, wzajemne oddanie i wsparcie. Domu, w którego zaciszu zawsze odnajdziemy wewnętrzny spokój i harmonię, a panujące w nim ciepło da jego mieszkańcom ukojenie, pozwalając odnaleźć właściwą drogę niezależnie od tego, w jakim momencie życia się znajdujemy i jak trudne życiowe zakręty przyjdzie nam pokonać.

Taki właśnie dom dla swoich córek stworzyli Helena i Jan Zagórscy. Piękna posiadłość otoczona jabłoniowym sadem jest dla dorosłych już dziś kobiet bezpiecznym azylem, w którym zawsze mogą się zatrzymać i przeczekać najtrudniejszy czasz w swoim życiu czerpiąc siłę i życiową mądrość z bezcennych rad rodziców i ciotki.
Jan, właściciel małej kawiarenki z duszą czuwa nad szczęściem kobiet swojego życia. Jednak upływający czas uświadamia mu, że ten piękny, niemal sielankowy obraz życia rodzinnego ma niestety wiele coraz bardziej dostrzegalnych rys. Córki bowiem nie potrafią ułożyć sobie życia prywatnego. Błądzą, są zagubione, co czyni je nieszczęśliwymi. Targają nimi sprzeczne emocje i pragnienia. Choć każda pragnie zaznać prawdziwego szczęścia, nie potrafią obrać ku niemu właściwego kierunku. Helena i Jan zatroskani rozterkami córek robią wszystko, by uchronić dzieci przed błędnymi decyzjami i wyborami. Nadchodzi jednak czas, kiedy muszą przeciąć pępowinę, aby pozwolić im żyć na własny rachunek.

Rodzinę Zagórskich spotykamy w momencie, kiedy trwają gorączkowe przygotowania do czterdziestej rocznicy ślubu Państwa Zagórskich. Jest to również moment, w którym daje o sobie znać przeszłość, która jak wszyscy doskonale wiemy, nigdy nie pozostaje bez wpływu na to, co tu i teraz. Tak też dzieje się również w przypadku członków tej rodziny. Ta wspaniała i wyjątkowa z założenia uroczystość zmieni życie każdego z nich.

Książka jest wspaniała. Urzeka i wciąga od pierwszego zdania. Nie sposób się od niej oderwać. Pani Krystyna Mirek poprzez historię opisaną na kartach tej wyjątkowej sagi rodzinnej uświadamia nam czytelnikom, jak nieocenioną wartością jest rodzina. Jak wielkim szczęściarzem jest każdy, kto ma „Szczęśliwy dom”, do którego prowadzą wszystkie drogi niezależnie od tego, gdzie „żuci nas los". Dom, którego drzwi są dla nas otwarte o każdej porze dnia i nocy po to, by otulić nas swoim ciepłem i dodać sił do wykonania kolejnego kroku na trudnej drodze, jaką jest życie.


Za możliwość tak wspaniałej lektury serdecznie dziękuję wydawnictwu Filia.

środa, 14 marca 2018

Czas na szczerość i prawdę.

Nareszcie nadszedł moment, kiedy mogę podzielić się z Wami wrażeniami po lekturze książki Krystyny Mirek „Światło o poranku”. Pani Krystyna jest jedną z polskich autorek, na której każdą kolejną książkę wyczekuję z ogromną ciekawością, ponieważ klimat Jej książek, wspaniała umiejętność modelowania słowa pisanego oraz poruszające i ciepłe historie, jakie opisuje na kartach swoich powieści, sprawiły, że autorka skradła moje serce. Tak też było i tym razem. Nie mogłam doczekać się tego, co tym razem przygotowała dla swoich czytelników, mając ciągle w pamięci to, jak wspaniałą lekturą była pierwsza część cyklu Willa pod Kasztanem „Światło w cichą noc”. Jeśli jeszcze nie czytaliście mojej recenzji tej części, znajdziecie ją tu. Po cichutku, by nie zakłócić niezwykle przyjaznej i serdecznej aury, jaką roztacza ciepłe wnętrze Willi pod kasztanem, nieśmiało pozwoliłam sobie zapukać do jej drzwi, by sprawdzić, co słychać u naszych bohaterów.

Jak się okazuje po magicznym nastroju świąt, już nic nie pozostało, Nasi bohaterowie muszą wrócić do szarej prozy życia, mierząc się z przeciwnościami, jakie los stawia na ich drodze Na szczęście dobrym duchem domu, jak zawsze pozostaje babcia Kalina, która zawsze przygarnia do swojego serca tych, których kocha, służąc wsparciem, radą i dobrym słowem. Będzie teraz bardziej niż kiedykolwiek potrzebna swoim bliskim, bo przeżywają oni naprawdę trudne chwile. Magda będzie musiała po raz pierwszy od czasu świąt spotkać się z Konstantym, który związał się z jej szefową. Nie trudno się domyślić, że nie jest to dla niej łatwe, biorąc pod uwagę, że teraz już każdego dnia będzie spotykała tych dwoje w miejscu pracy, Antka również los nie rozpieszcza, nadal szuka pracy, a serce wyrywa się do miłości. Bianka musi wracać do Warszawy, gdzie czeka na nią wiele niedokończonych spraw. Po powrocie nic już nie jest takie samo. Michał i Bartek, bracia, którzy bez względu na wszystko zawsze trzymali się razem, nagle przestają być swego rodzaju jednością. Dlaczego? Co ich podzieliło? Tego oczywiście dowiecie się, sięgając po książkę. Mamy także Dorotę, matkę Konstantego, która walczy o siebie, swoją rolę w małżeństwie i o to, co najważniejsze w związku dwojga ludzi.

Gdybym miała jednym zdaniem określić, czym charakteryzuje się „Światło o poranku”, powiedziałabym, że w tej części przyszedł czas na rozliczenie się z przeszłością, szczerość,  prawdę i ważne życiowe decyzje.

Poznajemy tu bowiem bardzo istotną część przeszłości życia matki Bianki, którą po pierwszej części mogliśmy bardzo surowo ocenić. Jak się okazuje najłatwiej ferować osądy bez poznania prawdy. Czy matka wyjawi córce prawdę, na którą ta, tak bardzo czeka, a może czasami lepiej jest nie wiedzieć? Przekonajcie się sami.
Również Konstanty chce wziąć sprawy w swoje ręce i uwolnić się spod wpływów innych. Czy mu się to uda, a przede wszystkim, czy starczy mu odwagi, by postawić ten ostateczny krok i wziąć swoje życie we własne ręce?
Pomyślicie sobie wiele pytań bez odpowiedzi, ale przecież nie ma nić prostszego, abyście sami uzyskali odpowiedzi na te i inne nurtujące Was pytania niż to, abyście niezwłocznie sięgnęli po” Światło o poranku”, do czego Was zachęcam.

Jeśli chodzi o bohaterów to, byli tacy, którzy bardzo mnie irytowali. Konstanty, który zachowywał się jak młodzik, który skacze z kwiatka na kwiatek. Niby kocha Magdę, a kiedy, tylko zobaczy atrakcyjną dziewczynę, po tej miłości nic nie zostaje. Magda, która zachowuje się jak dziecko, a nie dorosła kobieta. Zdaję sobie sprawę, że należy wziąć poprawkę na to, że wiele przeszła, ale wszystko ma swoje granice.
Jest jeszcze jeden element, który przynajmniej na początku utrudniał mi czytanie książki. Mianowicie nagle przeskoki, jeśli chodzi o poszczególne wątki. Czytamy wątek poświęcony jednej postaci, by za chwilę przeskoczyć do wątku innej postaci. Może się pogubić. Jednak wraz z ubywającymi stronami czytelnik przyzwyczaja się do tak szybkich zmian wątków i nie jest to już tak mocno odczuwalna niedogodność.

Jak pisałam wcześniej, książkę naprawdę warto przeczytać, ponieważ jest to bardzo ciepła historia o miłości, przyjaźni, wybaczaniu, oraz konfrontacji z przeszłością, bez której nie da się iść dalej szczęśliwie przez życie. Jednak nie jest to najlepsza książka autorki. Niemniej jednak mam nadzieję, że powstanie trzecia część serii na którą, jak zawsze będę czekać.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu Edipresse Książki.



sobota, 2 grudnia 2017

Odczaruj przeszłość.

Moi drodzy mamy grudzień, dla wielu z nas najpiękniejszy miesiąc w roku. Nie trudno zgadnąć dlaczego. Oczywiście z uwagi na to, że już niemalże za chwilę nadejdzie Boże Narodzenie. W polskiej wierze i tradycji jedno z najpiękniejszych i najbardziej wyczekiwanych świąt. Przypuszczam, że niektórzy z Was zaczynają właśnie przygotowania do tego jakże wyczekiwanego, wyjątkowego czasu. Pierwsze zakupy, dekorowanie domu, a co najważniejsze nasze serca przepełnia radość i miłość. Z niecierpliwością czekamy na spotkanie z najbliższymi przy wigilijnym stole, podczas gdy w tle radości wypełniającej nasze domy unosić się będą melodie pięknych polskich kolęd. Niczego więcej nie pragniemy, jak tylko tego, by w ten magiczny czas być z tymi, których kochamy.
Niestety nie dla wszystkich święta Bożego Narodzenia to czas kojarzący się z pięknem, radością i miłością. Są osoby, które wolałyby z różnych przyczyn wymazać ten czas z pamięci. Dla tych osób bowiem święta kojarzą się z bólem, cierpieniem, samotnością.

Dziś dzięki książce Pani Krystyny Mirek „Światło w cichą noc” znajdziemy się na osiedlu domków jednorodzinnych, którego mieszkańcy właśnie przygotowują się do świąt. Wierni tradycji dekorują swoje domy tysiącem mieniących się światełek. Pośród tej ferii blasku kolorowych barw znajdują się dwa domy, w których panuje zupełna ciemność. Do jednego z nich zapukamy wspólnie z Antkiem Milewskim, chłopakiem, który próbuje podnieść się po bolesnym ciosie zadanym mu przez życie. Młody mężczyzna wraca po latach do domu rodzinnego swojego ojca, by tam, odnaleźć odpowiedz na dręczące go od lat pytania i wątpliwości. W przedwojennej willi mieszka ukochana babcia Kalina, z którą od lat nie utrzymywał kontaktu. W momencie przekroczenia progu willi wspomnienia wracają, a historia bolesnych przeżyć z przeszłości opowiedziana z perspektywy babci nabiera innych kształtów, dając Antkowi wiele do myślenia. Być może wszystko, co do tej pory myślał o ojcu i jego zachowaniu wcale nie jest tak oczywiste.

Jest jeszcze ktoś, dla kogo święta nie przynoszą radości i ukojenia, a jedynie ból, łzy i ogromną tęsknotę za tymi, których już nie ma i którzy nigdy nie wrócą. Bartek, Michał i Magda to trójka rodzeństwa, którzy w czasach dzieciństwa przeżyli właśnie w Wigilię tragedię rodzinną, która na zawsze odmieniła ich życie. Od tej pory na świecie mają tylko siebie. Wzajemnie się sobą opiekują, wspierają się, ale świąt unikają jak ognia. Aż do dziś, bowiem tego roku życie stawia przed rodzeństwem nie lada wyzwanie. Po wielu latach "uciekania przed świętami" muszą zorganizować własną wigilię. Jak nie trudno się domyślić nie będzie to proste. Trzeba będzie zmierzyć się z traumą przeszłości, by mieć szansę na szczęśliwą przyszłość. Czy się uda odczarować święta?, a przede wszystkim, czy było warto się starać? O tym przekonacie się, sięgając po książkę.