Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stefan Górawski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stefan Górawski. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 marca 2026

Cień przeszłości i cena prawdy: recenzja powieści „Gorycz spełnionej zemsty” Stefana Górawskiego

Pocisk raz wystrzelony z dawnych lat rzadko chybia celu. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy na jego drodze staną dekady milczenia i pozornego spokoju. Każdy z nas tworzy codzienność na fundamentach minionych wyborów. Często naiwnie wierzymy, że czas potrafi wymazać winy. To właśnie w tym zawieszeniu między tym, co było, a tym, co nieuchronne, rodzą się historie najbardziej bolesne. Taki duszny, egzystencjalny klimat po mistrzowsku kreuje Stefan Górawski w swojej najnowszej powieści „Gorycz spełnionej zemsty”. Książka ta stanowi studium nieuchronnego upadku, w którym sprawiedliwość okazuje się równie niszcząca, co sama zbrodnia. Jako wyczekiwana kontynuacja losów bohaterów znanych z „Obsesji powziętej zemsty”, udowadnia ona, że wyrównanie rachunków z losem rzadko przynosi upragnione ukojenie. Choć w moim odczuciu znajomość pierwszej części nie jest absolutnie konieczna, by odnaleźć się w fabule, będzie ona doskonałym uzupełnieniem lektury. Pozwoli czytelnikowi na pełniejsze spostrzeżenia i głębszy wgląd w historię, która swój początek miała lata wcześniej.

​Hieronim Wrosta, niegdyś policjant, dziś człowiek po przejściach, zostaje rzucony w sam środek zagadki. Sprawa przez siedemnaście lat obrastała kurzem i kłamstwem. Potężny właściciel firmy POLROL zleca mu odnalezienie córki, Agaty, która rozpłynęła się w powietrzu niemal dwie dekady wcześniej. Wrosta wchodzi do świata dolnośląskiej prowincji. Milczenie jest tam walutą, a śledztwo szybko przestaje być zwykłym zleceniem. Na jaw wychodzą powiązania między starymi grzechami a nowymi tragediami. Mimo upływu lat, w tym świecie nikt nie czuje się w pełni usatysfakcjonowany wymiarem sprawiedliwości. Pragnienie zemsty wciąż czai się w mroku, będąc nieodłącznym cieniem każdej podejmowanej decyzji.

W tej części cyklu czytelnik dostrzega uderzającą metamorfozę głównego bohatera. Wrosta nie jest już napędzanym wyłącznie furią mścicielem. Staje się postacią bardziej stonowaną, wręcz melancholijną. Zamiast szukać kolejnych starć, usiłuje zrozumieć mechanizmy zła. Ta ewolucja z egzekutora w zmęczonego życiem analityka własnych błędów nadaje mu nowej głębi. Powieść to także skrupulatne studium traumy. Twórca precyzyjnie analizuje, jak długoletnie ukrywanie prawdy degeneruje psychikę. Ta płaszczyzna znajduje odzwierciedlenie w relacji Hieronima z Klaudią. Górawski pokazuje trud konstruowania wspólnej przyszłości przez dwoje poturbowanych ludzi.

Kontynuacja ta wypada niezwykle dojrzale na tle pierwszej części. Rezygnuje z gwałtownej dynamiki na rzecz pogłębionej psychologii postaci. Pierwszy tom skupiał się na impulsywnym dążeniu do wyrównania krzywd. „Gorycz spełnionej zemsty” oferuje bardziej wyważone, gorzkie spojrzenie na konsekwencje tamtych czynów. Pisarzowi udało się uniknąć pułapki powielania schematów. Stworzył dzieło, które nie tylko dopełnia historię, ale nadaje jej zupełnie nowy, egzystencjalny wymiar.

Równie istotne co główny bohater są tutaj postacie drugoplanowe. Górawski traktuje je z ogromną uwagą. Nie są oni jedynie tłem dla działań Wrosty, lecz pełnokrwistymi postaciami z własnym bagażem doświadczeń. Ich niejednoznaczność moralna sprawia, że do samego końca trudno jest odróżnić ofiary od katów. Fundamentem tej dusznej opowieści jest miejsce akcji. Dolnośląska prowincja w ujęciu prozaika to przestrzeń zamknięta. Jest pełna cieni i niewypowiedzianych pretensji. Małomiasteczkowy klimat, gdzie „każdy wie wszystko, ale nikt nic nie mówi”, staje się niemal osobnym bohaterem powieści.

Twórca powieści operuje stylem surowym i oszczędnym. Rezygnuje z widowiskowości na rzecz gęstej, klaustrofobicznej atmosfery. Konstrukcja opiera się na dwutorowości. Górawski sprawnie przeplata wątki bieżącego śledztwa z retrospekcjami, a powolne tempo akcji jest tu w pełni uzasadnione – autor dawkuje informacje niczym elementy skomplikowanej układanki, które dopiero na samym końcu tworzą pełny obraz tragedii. Dynamika tekstu wynika z narastającego napięcia psychologicznego. Stopniowe odkrywanie kart czyni ten proces niezwykle angażującym. Zakończenie nie oferuje łatwego oczyszczenia. Stanowi logiczne domkniecie dusznej atmosfery. Pisarz unika oczywistych rozwiązań. Stawia na finał, który zamiast przynosić ulgę, pozostawia odbiorcę z gorzkim osadem.

Warto sięgnąć po tę pozycję. Górawski udowadnia, że polski kryminał może być literaturą wysokiej próby. Intryga jest tu jedynie punktem wyjścia do rozmowy o kondycji człowieka. Autor nie idzie na łatwiznę. Zamiast tanich efektów oferuje emocjonalną autentyczność i mistrzowsko budowane napięcie. Tytuł ten polecam szczególnie miłośnikom kryminałów noir i dramatów psychologicznych. Spodoba się osobom, które od tempa akcji wolą gęstą atmosferę i historie, w których granica między dobrem a złem niebezpiecznie się zaciera.

​Kontakt z „Goryczą spełnionej zemsty” pozostawia nas w stanie głębokiej refleksji nad naturą sprawiedliwości. Towarzyszy nam nieustanny niepokój. Pojawia się też smutne zrozumienie, że niektóre rany nigdy się nie goją. To książka, która zmusza do zadania sobie pytania: czy prawda zawsze wyzwala? Czy może czasem jedynie dopełnia zniszczenia?

​„Gorycz spełnionej zemsty” to lektura dla tych, którzy w kryminale szukają czegoś więcej niż tylko odpowiedzi na pytanie „kto zabił?”. Stefan Górawski przypomina, że raz uruchomiona machina odwetu nie zna litości. Jej finał rzadko przypomina zwycięstwo. To brutalnie szczera, literacka przestroga. Najstraszniejszym więzieniem nie są kraty, lecz prawda, z którą musimy nauczyć się żyć każdego kolejnego dnia. Ze względu na mroczną tematykę i ciężki ładunek emocjonalny, pozycja ta dedykowana jest wyłącznie dorosłym czytelnikom.

[Materiał reklamowy] Autor Stefan Górawski.





sobota, 12 kwietnia 2025

"Obsesja powziętej zemsty" Stefan Górawski


*Wracając myślami do przeszłości naszych lat dzieciństwa, zapewne pamiętamy, że jednym z najczęstszych pytań, jakie nam wówczas zadawano, było: „Kim chcesz zostać w przyszłości?” Najpierw to pytanie zadawali nam nasi bliscy, a później wkroczyło ono wspólnie z nami w szkolne mury. Odpowiedzi na nie były oczywiście różne, a dorośli nie do końca przykładali do nich wagę, zdając sobie sprawę, że zanim rzeczywiście nadejdzie moment, kiedy młody człowiek stanie przed podjęciem takowej decyzji, musi upłynąć jeszcze dużo czasu i tym samym jego wizja własnej przyszłości jeszcze wielokrotnie będzie ewaluowała. Są jednak decyzje i wybory, które, choć podejmuje je dziecko, pozostają na zawsze niezmienne, bowiem nie liczy się wiek, a motywacja ich podjęcia, o czym w swojej najnowszej książce „Obsesja powziętej zemsty” pisze Stefan Górawski. A ja dziś chciałabym wam moi kochani o tej, co już teraz mogę zdradzić, mrocznej i niezwykle wciągającej powieści obyczajowo – kryminalnej opowiedzieć.

Wraz z rozpoczęciem lektury książki, wspólnie z jej głównym bohaterem Hieronimem Wrostą, trafiamy do niewielkiej wioski Żartowice nieopodal Głogowa. Jest to rodzinna miejscowość mężczyzny, do której wraca po latach nauki, aby podjąć pracę w tutejszym komisariacie policji. Nie da się ukryć, że w szeregi załogi trafił bardzo skuteczny w swych służbowych działaniach sierżant, co cieszy komendanta posterunku. Nikt jednak poza samym Hieronimem nie wie jeszcze, że sprawy służbowe stanowią dla niego wyłącznie konieczny dodatek do najważniejszego celu, w jakim się tu zjawił i któremu już, jako dziecko zdecydował się podporządkować swoje całe życie. Nigdy nie wymazał bowiem z pamięci obrazu zamordowanej matki i nie zagłuszył słów obietnicy złożonej na jej grobie. Słowa przyrzeczenia złożonego najważniejszej osobie w życiu wówczas małego chłopca w najgorszym dniu jego życia, w momencie, kiedy my czytelnicy zaczynamy mu towarzyszyć, mogą wreszcie zacząć się wypełniać. Uważny czytelnik na pewno już po samym tytule książki domyśli się, że chodzi o zemstę na bydlaku, który po dziś dzień nie poniósł kary za zbrodnię popełnioną w niewyjaśnionych okolicznościach.

Tak oto każdy, kto zechce spędzić z tą powieścią swój wolny czas, do czego serdecznie zachęcam, stanie się niejako śledczymi wspólnie z Hieronimem starającym się na własną rękę znaleźć poszlaki prowadzące do rozwiązania zagadki kryminalnej. Nie jest to jednak łatwe, jeśli mamy do czynienia z małą zamkniętą społecznością. Już sam fakt, że ktoś zaczyna grzebać w zamkniętej przecież sprawie sprzed lat, budzi niechęć do policjanta. Zresztą rozmawiać z policją nikt nie lubi. Autor wspaniale oddał realia relacji międzyludzkich panujących na wsi, gdzie wszyscy wszystko o sobie wzajemnie wiedzą, ale kiedy trzeba, udają, że nie wiedzą nic. Jednak siła plotki jest większa, aniżeli konieczność trzymania języka za zębami. I to właśnie ona jest nitką, za którą podążamy, wydawać by się mogło do zamierzonego celu. Jednak nie jest to proces prosty i oczywisty, gdyż na jaw wychodzą kolejne tajemnice i sekrety, które podsycają naszą ciekawość, ale także nasilają nerwy i emocje Hieronima, któremu z racji osobistego wymiaru sprawy nie jest łatwo się zdystansować, a wręcz jest to niemożliwe.

I tutaj dochodzimy do kolejnego ważnego aspektu, jakim jest płaszczyzna psychologiczna książki, a przedmiotem jej rozważania staje się rodzące się pytanie: Gdzie jest i jak cienka jest granica między zemstą a obsesją? Stefan Górawski na kartach swojego najmłodszego literackiego dziecka wręcz obrazowo pokazał, jak bardzo mocno chęć zemsty podsycana traumatycznymi przeżyciami z dzieciństwa rzuca cień na dorosłe życie człowieka, kształtując jego relacje, decyzje i ogólne poczucie szczęścia. Musicie bowiem wiedzieć, że zakorzenione w naszym bohaterze poczucie niesprawiedliwości i krzywdy nie wynika jedynie z cierpienia po stracie rodzica, ale także, o czym przekonacie się, czytając książkę, z bolesnych doświadczeń już po jego tragicznej śmierci, których wspomnienia nieustannie i uporczywie do niego wracają, a my czytelnicy w ten sposób je poznajemy. Sprawdźcie koniecznie, czy Hieronimowi uda się zapanować nad swoimi emocjami, co jest niezbędne, by wytropić mordercę.

A wytropić go nie będzie łatwo, zarówno sierżantowi Wroście, jak i nam, którzy z pozycji własnego fotela zagłębimy się w lekturze. Stefan Górawski postarał się bardzo, aby utrudnić nam to zadanie poprzez wspaniałą kreację wszystkich bohaterów, których spotkamy w powieści. Każdy z nich jest tak bardzo wielowymiarowy, a przy tym niejednoznaczny, że nie sposób do ostatniego zapisanego w książce zdania wskazać mordercy. Żadna z postaci nie jest kryształowa, ale też nikt tutaj nie jest do końca zły. Całokształt historii, którą oddał w nasze ręce pisarz, wyłania nam się niespiesznie, lecz nieprzerwanie buduje wciąż rosnące napięcie. Jestem przekonana, że podobnie, jak ja będziecie chcieli odkryć sprawcę zbrodni jeszcze zanim sam autor odkryje przed nami całą prawdę. I uwierzcie mi, że kilkukrotnie będziecie przekonani, że wam się to udało, by za chwilę przekonać się, że to tylko złudzenie. Autor bowiem niezwykle skutecznie wodzi nas na manowce, niespodziewanie serwując nam zaskakujące fakty i zwroty akcji.

Mam nadzieję, że już teraz udało mi się przekonać was, że jest to warta uwagi powieść. Jednak to jeszcze nie wszystko, co chcę wam o niej powiedzieć. A to dlatego, że jak wspomniałam na początku recenzji, jest to kryminał wzbogacony bardzo ciekawą warstwą obyczajową, w której autor główny nacisk kładzie na wpływ niszczącej chęci zemsty na relacje międzyludzkie także te uczuciowe, opierające się na próbie zbudowania trwałego i szczęśliwego związku. I tutaj kolejna ciekawostka. Otóż wątek obyczajowy zaskakuje nas, gdyż poprzez jedną z postaci, którą spotkamy w książce, sprawia, że pragnienie zemsty przybiera różne oblicza, a nam przypomina, że pozory mogą mylić, gdyż często zapominamy o tym, że za takim, a nie innym zachowaniem każdego człowieka kryje się znana wyłącznie jemu historia jego życia.

To, o czym trzeba powiedzieć, to fakt, że jest to tytuł, po który może i powinien sięgnąć wyłączne dorosły czytelnik. Literaturą dla osób 18+ czynią go dwa czynniki. Pierwszy z nich to elementy erotyki, która jest znaczącą częścią fabuły książki. Choć nie jest ona w żadnej mierze nader dosłowna, to zdecydowanie przemawia do wyobraźni odbiorcy, a także pokazuje, jak silnym narzędziem władzy, manipulacji i emocjonalnego zniewolenia jest seksualność i pożądanie. Ponadto, w moim odczuciu wartość tej książki, którą zdecydowanie tworzy nie tylko rozrywka kryminalna, a także świetny humor, ale również aspekt psychologiczny, na pewno bardziej dostrzeże i doceni  ktoś, kto przechowuje w sercu i duszy głębsze przeżycia. Nosi na swoich barkach bagaż życiowych doświadczeń. Wie jak skomplikowane i trudne bywa życie oraz jak ciężkim brzemieniem mogą stać się dla nas dziejące się w nim wydarzenia odciskające swoje piętno na naszej przyszłości, aniżeli młody człowiek, który jest dopiero u progu dorosłego życia.

„Obsesja powziętej zemsty” to niezwykle realistyczna w swojej wymowie lektura, gdzie wszystko, o czym w niej przeczytamy, mogłoby dziać się gdzieś blisko nas, a nawet to my sami moglibyśmy być bohaterami opisywanych wydarzeń. To książka, od której nie można oderwać się ani na chwilę ze względu na ciekawą i wciągającą zagadkę kryminalną, a także dające do myślenia i wzbudzające refleksje wątki ją uzupełniające i bez wątpienia wzbogacające. To opowieść o człowieku, który nie potrafi uwolnić się od przeszłości i dąży do odkrycia prawdy o zbrodni, która zniszczyła jego dzieciństwo. Na zakończenie powiem wam jeszcze, że podobnie, jak miało to miejsce, w poprzednich książkach autora, tak również i teraz  czeka na was wiele smaczków z historii lokalnej autora. Tym razem na temat Głogowa.

Gdyby jednak ktoś z was nie był jeszcze do końca przekonany o tym, że warto sięgnąć po tę książkę na pewno ostatecznie przekona was informacja, że przed kilkoma dniami "Obsesja powziętej zemsty" otrzymała nominację do Nagrody Wielkiego Kalibru.

[Materiał reklamowy] Autor Stefan Górawski

*


czwartek, 27 kwietnia 2023

"Klątwa włoskiego orzecha" Stefan Górawski

Autor zdjęcia Krzysztof Chmielarski

Podobnie jak Zbigniew Wodecki *lubię wracać tam, gdzie byłam już. Jeśli o mnie chodzi, słowa tej zapewne większości z was znanej piosenki mają odniesienie nie tylko do miejsc, czy wspomnień, ale także do książek i ich bohaterów. Jeśli mam możliwość sięgnąć po kontynuację książki, w której poprzedniej części rozstałam się z postaciami, które w pewien sposób mnie, jako czytelniczce stały się bliskie. Ich dalsze losy nie tylko mnie ciekawią, ale też leżą mi na sercu, to bardzo chętnie po nią sięgam. Chcę dowiedzieć się, jak życie, a ściślej rzecz ujmując, sam autor pokieruje ścieżkami ich losów. Mówię wam o tym nie bez powodu, gdyż dziś chcę wspólnie z wami wrócić do niewielkiej turystycznej miejscowości Jemierzyce, w której Stefan Górawski osadził miejsce akcji swojego kryminalno – obyczajowego cyklu Komisarz Ireneusz Waróg. Cykl ten bardzo mocno mnie wciągnął i zaangażował czytelniczo. W tę książkową podróż wybrałam się już po raz trzeci, gdyż właśnie o trzeciej jego części zatytułowanej „Klątwa włoskiego orzecha” chcę wam teraz opowiedzieć kilka słów.

Głównego bohatera i jego bliskich mogliśmy poznać już w poprzednich odsłonach cyklu „Sekret włoskiego orzecha” oraz „W cieniu włoskiego orzecha”, jednak jeśli trafiłaś/trafiłeś na tę recenzję bez ich znajomości, to pokrótce wspomnę, że Ireneusz Waróg, bo to właśnie on jest wspomnianym głównym bohaterem, to emerytowany stróż prawa, który po nieudanym małżeństwie i rozwodzie stara się rozpocząć życie na nowo. Jego bezpieczną przystanią miały stać się właśnie Jemierzyce. I pewnie tak by się stało, bo los postawił na jego drodze wspaniałą kobietę. Kochająca i oddana Ireneuszowi Irenka jest mieszkanką tutejszej wioski. Ma za sobą również niełatwą przeszłość i teraz jedyne czego pragnie to spokój u boku Irka, ale... No właśnie, ale Irek nie może mentalnie przejść w zasłużony stan zawodowego spoczynku, gdy dowiaduje się o niewyjaśnionych sprawach kryminalnych, które miały miejsce w wiosce i sam postanawia dociec prawdy. To, co odkrywa, otwiera puszkę pandory i generuje kolejne tragiczne wydarzenia, w których ofiarami padają także niewinni, a w niebezpieczeństwie jest nie tylko sam Ireneusz, ale także osoby mu najbliższe. O tym jednak przeczytajcie sami.

Autor przyzwyczaił nas do tego, że każdą z części rozpoczynał sielsko i anielsko, by dopiero w późniejszych rozdziałach pozbawić nas złudzeń, że Jemierzyce to taka spokojna wioska. Tym razem bieg rozgrywających się na kartach „Klątwy włoskiego orzecha" wydarzeń rozpoczyna bardzo tragiczne zdarzenie, które przelewa czarę goryczy w życiu naszego bohatera. Zawsze postrzegany przez wszystkich jako twardy i spokojny człowiek, Ireneusz staje się apatyczny, szuka ucieczki w samotność, traci chęć do życia i działania. Choć rzeczywisty stan tego, co się z nim dzieje temu przeczy, on  wmawia sobie, że sam sobie poradzi. Tymczasem Irenka widzi, że jej małżonek potrzebuje fachowej pomocy. Gdyby nie determinacja i stanowczość kobiety podyktowana miłością mogłoby dojść do kolejnej tragedii. Irek trafia do szpitala i potwierdzają się przypuszczenia jego małżonki. Zostaje przyjęty na oddział z rozpoznaniem depresji. My czytelnicy towarzyszymy mu w całym procesie terapeutycznym i staraniach o odzyskanie dawnego siebie.

Niestety mężczyzna nie może w pełni skupić się na tym, aby spokojnie zadbać o swoje zdrowie psychiczne, gdyż ktoś ewidentnie chce, aby poniósł odpowiedzialność za nie swoje winy odnośnie do zdarzeń opisanych w pierwszej scenie tej części historii. Wszystko jednoznacznie wskazuje na niego, jako winnego. Nawet wymiar sprawiedliwości nie daje wiary jego niewinności. W takiej sytuacji, po raz kolejny będzie musiał wziąć sprawy w swoje ręce i zawalczyć o oczyszczenie się z wszelkich podejrzeń. Nie będzie to jednak łatwe, gdyż jest wiele osób w tej hermetycznie zamkniętej społeczności, które na małżeństwo Warógów patrzy z niechęcią, a wręcz wrogością. Ireneusz jest w ciągłym niebezpieczeństwie. Ktoś bardzo dosadnie pokazuje, że jego obecność we wsi, a nawet na świecie jest mu bardzo nie na rękę. Rozpoczyna się wyścig z czasem. Jeśli Irek nie odkryje, kto i dlaczego chce mu zaszkodzić, wówczas sam trafi za kratki.
Koniecznie musicie poznać całą prawdę, która na pewno was zaskoczy.

Podczas rozmowy ze znajomą na temat „Klątwy włoskiego orzecha” wyraziła ona zdziwienie, dlaczego autor połączył postać głównego bohatera z problemem depresji. Przecież policjant kojarzony jest z twardym facetem, silnym psychicznie, a tu nagle depresja. Moi kochani ja uważam, że pisarz zrobił bardzo dobrze, sprawiając, że depresja wyciągnęła swoje macki po Ireneusza. Zadał w ten sposób kłam przeświadczeniu, że jest to choroba ludzi słabych i uświadomił czytelnikom, że może ona dotknąć każdego. Jesteśmy tylko ludźmi i każdy z nas ma określoną wytrzymałość na ciosy zadawane nam przez życie. Przygniatani przez traumatyczne doświadczenia życiowe popadamy w poczucie winy, marazm i otępienie. W takiej sytuacji niezbędne jest wsparcie i miłość, tych, którzy nas kochają i chcą dla nas jak najlepiej, a także pomoc specjalistów, którzy pomogą nam przepracować wszystko, co nas dręczy, budzi niepokój i niszczy wewnętrznie, abyśmy mogli na nowo odzyskać chęć do życia. Nie bójmy się o tę pomoc prosić.

Mogę was zapewnić, że Stefan Górawski nie daje ani chwili wytchnienia swoim bohaterom. Do samego końca rzuca im kłody pod nogi, a ujawniona w tej opowieści prawda nigdy nie jest oczywista. Zarówno czytelnik, jak i sam Ireneusz już nie raz przekonali się, że tu nikomu nie można ufać, gdyż pozory mogą mylić. Bądźcie czujni.

Bardzo żałuję, że to już koniec. Dla mnie był to jeden z najlepszych cykli kryminalno – obyczajowych, jakie miałam okazję czytać, dlatego rozstaję się z nim z żalem. Na pewno jednak kiedyś jeszcze do niego wrócę.

*Fragment tekstu piosenki Zbigniewa Wodeckiego "Lubię wracać tam, gdzie byłem".

[Materiał reklamowy] Autor Stefan Górawski

poniedziałek, 17 kwietnia 2023

"W cieniu włoskiego orzecha" Stefan Górawski

 Autor zdjęcia Krzysztof Chmielarski

Nie bez przyczyny mówi się, że lepiej mieć wielu przyjaciół, niż jednego wroga. Problem ten staje się o wiele bardziej złożony i niebezpieczny, kiedy negatywne emocje kogoś w stosunku do nas przeradzają się w obsesję, a rosną w siłę podsycane niepohamowanym pragnieniem zemsty. Osoba owładnięta tym destrukcyjnym uczuciem staje się nieprzewidywalna, a tym samym bardzo niebezpieczna. Nie cofnie się bowiem przed niczym, aby osiągnąć swój cel i dokonać odwetu. Już wkrótce przekona się o tym na własnej skórze, choć jeszcze o tym nie wie emerytowany policjant Komisarz Ireneusz Waróg, którego poznaliśmy w pierwszej części cyklu Komisarz Ireneusz Waróg Sekret włoskiego orzecha” autorstwa Stefana Górawskiego. Nie chcąc spojlerować fabuły pierwszej części tym z was, którzy jeszcze jej nie czytali, powiem tylko, że nasz bohater jest mężczyzną po przejściach, który świeżo po rozwodzie chcąc odpocząć i cieszyć się przejściem na emeryturę przyjeżdża na zasłużone wakacje do niewielkiej miejscowości Jemierzyce. Pobyt ten nie ma jednak zbyt wiele wspólnego z prawdziwym wypoczynkiem, gdyż zawodowe nawyki nie pozwalają mu przejść obojętnie obok dwóch niewyjaśnionych spraw kryminalnych, które koniec końców udaje mu się doprowadzić do końca. Wydawać by się mogło, że teraz już w życiu Ireneusza zagości spokój i będzie on mógł cieszyć się miłością rodzącą się między nim a jedną z mieszkanek wioski, Ireną. Miałam nadzieję, że autor pozwoli Irkowi wreszcie odetchnąć i czerpać radość z nowego lepszego życia u boku ukochanej. Kiedy przystąpiłam do lektury drugiej części wspomnianego cyklu zatytułowanej „W cieniu włoskiego orzecha”, na początku wszystko wskazywało na to, że moje nadzieje się spełniły.

W pierwszych rozdziałach książki możemy ulec wrażeniu sielankowego życia pary. Mężczyzna będący pod wpływem gorącego uczucia czuje się niczym nastolatek z motylami w brzuchu. Powoli zaczyna czuć się częścią tej małej społeczności, a jego wybranka serca robi wszystko, aby jej dom zaczął traktować również jako swój. Życie biegnie niespiesznie. Jest jednak coś, co od czasu do czasu zasiewa niepokój w sercach Ireny i Ireneusza. Są to, wrogie, a wręcz nienawistne spojrzenia kierowane w ich stronę przy każdej nadarzającej się okazji przez kogoś, kto od momentu rozwiązania zagadki dwóch zbrodni i ujawnienia ich sprawcy stał się największym wrogiem Ireneusza. Naszego bohatera nie jest łatwo zastraszyć i stara się też uspokoić Irenkę. Sprawa komplikuje się jednak o wiele bardziej, kiedy dochodzi do zdarzeń zagrażających bezpieczeństwu, a nawet życiu nie tylko jego, ale także kogoś bliskiego jego sercu. Łatwo się domyślić, że w obliczu takiego zagrożenia były policjant nie może pozostać obojętnym. Prowadzone przez miejscową policję dochodzenie nie przynosi większych rezultatów, więc Irek w myśl zasady „umiesz liczyć, licz na siebie” postanawia przeprowadzić własne śledztwo.

Oczywiście nie zdradzę Wam dokąd ono doprowadzi, powiem tylko, że okaże się ono siecią wielu powiązań, a w momencie, kiedy nadejdzie kulminacyjny moment, gry chorego umysłu pragnącego zasmakować zemsty, nam czytelnikom na kilka chwil dosłownie zatrzyma się serce pełne strachu, o to, co wydarzy się za chwilę. O tym jednak musicie przeczytać już sami, sięgając po książkę, do czego gorąco zachęcam.

Wątek kryminalny nie stanowi jednak całej osi, na której opiera się fabuła książki. Mamy w niej również szeroko rozbudowaną warstwę obyczajową opisującą próbę połączenia dwóch światów kobiety po przejściach i mężczyzny z przeszłością w jedno. Nie jest to łatwe, ponieważ sama była żona Ireneusza tego nie ułatwia, a i dzieci, choć są prawie dorosłe to nieustannie pokazują że prawie robi wielką różnicę nie mogąc pogodzić się z rozpadem małżeństwa rodziców. Koniecznie przeczytajcie książkę i przekonajcie się, czy Irkowi uda się na nowo uporządkować swoje życie osobiste i poukładać je tak, by on sam i wszyscy, których kocha mogli cieszyć się szczęśliwym życiem.

Książkę oczywiście gorąco polecam. Jest to życiowa i bardzo autentyczna historia, o ludziach takich, jak my wszyscy. Bardzo prawdopodobne jest, że gdzieś obok nas żyją ludzie, którzy borykają się z podobnymi problemami, jakie mają bohaterowie cyklu. Rozpad rodziny, niełatwa przeszłość nieumiejętność pogodzenia się z prawdą o kimś, kogo kochamy, która prowadzi na skraj przepaści obłędu. Ale także potrzeba kochania i bycia kochanym, próba ułożenia sobie życia na nowo i dania szansy na przeżycie czegoś pięknego. Czyż to nie jest samo życie. Bohaterowie tutaj nie są kryształowi i bez skazy, ale któż z nas jest. To sprawia, że są autentyczni i wyraziści. Ja z wielką przyjemnością sięgnęłam po tę, jak również poprzednią część cyklu. Przyznaję, że dałam się zwieść tej wręcz leniwej atmosferze pierwszej części książki, by potem przypomnieć sobie, że Stefan Górawski nie jest autorem, który głaszcze bohaterów swoich książek po głowach. Wręcz przeciwnie, zapewnia im wiele nieoczekiwanych zwrotów w życiu i mocno doświadcza. To wszystko w połączeniu z przystępnym stylem pisania autora oraz barwnym językiem, którym się posługuje, sprawia, że książkę czyta się z dużym zaangażowaniem i ciekawością tego, co wydarzy się za chwilę. Na uwagę zasługują również dwa inne atuty książki. Pierwsza to fakt, że pisarz świetnie oddał klimat zamkniętej społeczności, w której wszyscy się dobrze znają, ale nie chcą zbyt wiele o sobie wzajemnie zdradzać. A może tylko wydaje im się, że dużo o sobie wiedzą? Sprawdźcie sami. Natomiast drugi aspekt to zauważalne w książce walory turystyczne miejscowości oraz epizody historyczne, co warto docenić.

Mam nadzieję, że zaciekawiłam was tą historią i sami będziecie chcieli również ją poznać. Ja już się cieszę, że na mojej półce czeka część trzecia, za której czytanie niezwłocznie się zabieram.


[Materiał reklamowy] Autor Stefan Górawski

niedziela, 12 czerwca 2022

"Sekret włoskiego orzecha" Stefan Górawski.



Większość osób aktywnych zawodowo będących na progu przejścia na emeryturę, snuje plany o tym, jak wspaniały będzie to etap w ich życiu. Wreszcie będą mogli odpocząć, wolni od zawodowych obowiązków, zadań i zobowiązań. Jednak, kiedy już ta chwila nadchodzi, często okazuje się, że mentalne przejście w stan zawodowego spoczynku nie zawsze jest tak proste, jakby się to mogło wydawać. Bowiem są zawody, które mimo że zaprzestaliśmy czynnego ich wykonywania, jeszcze przez bardzo długi czas pozostawiają w nas naturalne odruchy i potrzebę działania jeśli tylko znajdziemy się w sytuacji, która zbudzi nasze zawodowe instynkty. Wszak czy, jest możliwe pozostanie biernym emerytowanym lekarzem, kiedy jesteśmy świadkami wypadku? Odpowiedź jest oczywista. Zdecydowałam się poruszyć ten temat ze względu na przeczytaną przeze mnie w ostatnim czasie książkę autorstwa Stefana Górawskiego - „Sekret włoskiego orzecha”, z którego recenzją dziś do was przychodzę.

Na kartach powieści poznajemy emerytowanego komisarza policji Ireneusza Waróga. W momencie, kiedy, my czytelnicy przystępujemy do lektury książki mężczyzna przyjeżdża do niewielkiej turystycznej miejscowości Jemierzyce. Co prawda w tej małej wiosce próżno szukać imponujących atrakcji turystycznych, ale nasz bohater nie tego oczekuje. Wręcz przeciwnie, ma nadzieję, że odnajdzie tu ciszę i spokój, którego teraz tak bardzo potrzebuje. Życie tutaj płynie niespiesznie, a wręcz leniwie. Pan komisarz jednak nie wie jeszcze, że ta chciałoby się powiedzieć nudna aura jest tylko pozorna, gdyż cieniem na życiu mieszkańców wioski kładzie się tragiczna śmierć jednej z mieszkanek Jemierzyc, która przed dwudziestoma laty padła ofiarą morderstwa. Co więcej po dziś dzień okoliczności i przyczyny zbrodni nie zostały ustalone, a jej sprawca ciągle pozostaje nieznany.

Jak nietrudno się domyśleć policjant dowiadujący się o niewyjaśnionej zagadce kryminalnej nie potrafi przejść obok niej obojętnie. Zapach świeżej krwi przyspiesza tętno i budzi adrenalinę. Emerytura nie stanowi tu żadnego argumentu dla tego, aby zaniechał działań zmierzających do odkrycia prawdy. Okolicznością sprzyjającą dla Ireneusza jest fakt, że został przyjaźnie przyjęty przez tutejszą społeczność. Chce to w pewien sposób wykorzystać i dowiedzieć się od tutejszych czegoś więcej o tym, co się tu kiedyś wydarzyło, tak by nie wzbudzić ich podejrzeń. Nie jest to jednak proste, gdyż to, czego udaje mu się dowiedzieć w dużej mierze opiera się na spekulacjach, domysłach i przypuszczeniach osób z którymi rozmawia. I tu powstaje pytanie: Rzeczywiście nic nie wiedzą, czy po prostu nie chcą mówić? Odpowiedzi musicie poszukać sami sięgając po książkę, do czego serdecznie zachęcam.

Zdradzę tylko, że śmierć Aldony, bo tak miała na imię zamordowana kobieta nie jest jedyną tajemnicą, którą skrywa ta pozorna oaza spokoju. Także w Jemierzycach kilkanaście lat temu zaginął mężczyzna. A jakby tego było mało swoje  interesy prowadzi tu podejrzany biznesmen. Jak widzicie komisarz ma wiele zawiłych supłów do rozplątania, jak się szybko przekonuje w dosłownym tego stwierdzenia znaczeniu, gdyż mieszkańcy powiązani są bardzo głębokimi i złożonymi relacjami, choć sami wolą tego nie okazywać. Musicie koniecznie pomóc mu w jego prywatnym śledztwie, gdyż jemu samemu może nie być  łatwo skupić się na nurtujących go sprawach, a dlaczego?

Musicie wiedzieć, że wczasy na które zdecydował się Ireneusz nie miały na celu wyłącznie zasłużonego wypoczynku, ale także poukładania sobie w głowie i sercu wszystkiego po świeżo orzeczonym rozwodzie. Nie jest to łatwe bo mężczyzna wie, że to on zawinił, a na drugą szansę u byłej już żony nie ma co liczyć. Choć Sylwia jest nadal obecna w myślach eksmęża, to niestety teraz łączą ich już tylko dzieci, w których wychowywaniu swoją drogą mocno się różnią, co powoduje między nimi swego rodzaju zgrzyty. O tym jednak przekonajcie się już sami czytając książkę.

„Sekret włoskiego orzecha” odebrałam jako ciekawą i wciągającą powieść obyczajową z wątkiem kryminalnym, w której czytelnikowi została przedstawiona bardzo szeroka i złożona płaszczyzna życia społecznego. A takie połączenia w książkach bardzo lubię. Wspaniale było poczuć ten niezwykły klimat zamkniętej społeczności pełen niewyjaśnionych tajemnic z przeszłości, w której nikt nie jest taki na jakiego wygląda przy pierwszym poznaniu i każdy ma coś na sumieniu, co za wszelką cenę stara się ukryć. Nie ma tu rozlewu krwi, której ja bardzo nie lubię. Akcja toczy się wolno dając czytelnikowi czas na poznanie osobowości wszystkich mieszkańców i skupienie się na samym śledztwie. To wszystko w połączeniu z perypetiami życiowymi zarówno Jemierzycan, jak i samego Ireneusza sprawiło, że całą historię śledziłam z rosnącą ciekawością, czując się niemalże współprowadzącą dochodzenie wspólnie z komisarzem. A kiedy już docierałam do końca pierwszej części cyklu, jej finalne sceny bardzo mocno mnie zaskoczyły, a wręcz wprawiły w osłupienie. No i oczywiście poznałam sekret włoskiego orzecha. Mam nadzieję, że wy też jesteście jej ciekawi.

Ja oczywiście zachęcam was do sięgnięcia po ten tytuł. Stefan Górawski posługuje się bardzo płynnym i przystępnym stylem pisania, który sprawia, że książkę czyta się niezwykle przyjemnie i szybko. Na jej lekturze spędziłam bardzo zajmujące popołudnie, podczas którego zupełnie oderwałam się od tego, co działo się wokół mnie i zaangażowałam maksymalnie we wszystko, o czym czytamy na jej kartach. Mocno wierzę w to, że taki stan rzeczy jest dla was wystarczającym dowodem na to, że jest to książka godna uwagi i ulegniecie moim namowom, byście ją przeczytali.

Recenzja powstała we współpracy z autorem, za co bardzo dziękuję.