sobota, 29 stycznia 2022

"W ślepym zaułku" Ewa Szymańska

O
soby czytające książki doskonale wiedzą, że w naszym życiu odgrywają one bardzo ważną rolę i mają na nie znaczący wpływ. Sięgamy po nie z naprawdę  wielu różnych powodów. Dla relaksu, chęci poszerzenia swojej wiedzy, a także rozwoju osobistego. Wszystkie te aspekty czytania są bardzo korzystne, ale dziś skupimy się na jeszcze innym i w moim odczuciu najważniejszym, a mianowicie wymiarze społecznym. Ku mojej ogromnej radości coraz częściej autorzy decydują się poruszać w swoich książkach tematy trudne i niestety bardzo życiowe, z którymi zmagają się ludzie tacy jak my. Ci, których być może każdego dnia mijamy na ulicy, spotykamy w sklepie, czy w windzie. Często nawet przez moment nie przyszłoby nam do głowy, że ich codzienność może przypominać koszmar, a one przechodzą przez swoje prywatne piekło, będąc na przykład ofiarami przemocy. Być może teraz myślicie sobie, że nie jest możliwe, aby nie dostrzec, że ktoś doświadcza przemocy. Przecież na pewno taka osoba ma widoczne jej oznaki na swoim ciele, które powinny nas zaniepokoić i skłonić do reagowania na ludzką krzywdę. To prawda, ale musimy pamiętać również o tym, że aby zadać komuś cierpienie, jego sprawca wcale nie musi posuwać się do fizycznych ataków przemocy. Może ranić w białych rękawiczkach, poddając swoją ofiarę przemocy emocjonalnej zwanej też psychiczną. Z uwagi na to, że osoba jej doświadczająca najczęściej nie wykazuje żadnych jej oznak widocznych gołym okiem dla osób z zewnątrz, bardzo trudno jest nam rozpoznać jej przejawy i udzielić danej osobie niezbędnej jej pomocy. Dlatego właśnie w ręce czytelników trafia bardzo wiele książek, które mają uczulić nas na to, czego nie widać. Wzbudzić naszą czujność i empatię. Nie możemy w takich sytuacjach pozostawać obojętni. Często bowiem nasza wyciągnięta pomocna dłoń może zdziałać naprawdę wiele. Ja bardzo cenię sobie tego rodzaju literaturę i zawsze z ogromną wiarą w to, że trafiając w ręce osoby, która jej właśnie teraz potrzebuje, może jej naprawdę pomóc, chcę jak najczęściej wam ją prezentować. Tak też będzie i dziś, za sprawą książki Ewy Szymańskiej „W ślepym zaułku”, z której recenzją do was przychodzę.

Bohaterką powieści jest Paulina. Samotna matka, której dorosłość rozpoczęła się za wcześnie i nie przetrwała zderzenia z trudami realiów niełatwego życia. Wielka miłość przegrała z egocentryzmem męża młodej kobiety w momencie, kiedy trzeba było ustalić nową hierarchię wartości na rzecz rodziny i nowo narodzonego dziecka. Dziś nasza bohaterka marzy o stabilizacji i upragnionym spokoju. Już wkrótce w życiu kobiety pojawia się Jacek. Mężczyzna wydaje się, odpowiedzą losu na jej marzenia. Podobnie jak Paulina, Jacek jest samotnie wychowującym syna ojcem. Zwraca też uwagę innych swoją sylwetką i statusem społecznym. Wysportowany, szarmancki, właściciel dobrze prosperującej firmy o nienagannym wizerunku społecznym. Czy można wymarzyć sobie lepszego życiowego partnera, będąc kobietą po przejściach? I wiecie, co wam powiem? Przed sięgnięciem po książkę nie czytałam jej opisu, ale w momencie, kiedy poznawałam postać Jacka, wyczułam, że ten jego idealizm jest mocno naciągany i nie przyniesie nic dobrego. Bardzo szybko zarówno ja, jak i Paulina przekonałyśmy się o zasadności tego przeczucia. Sielanka patchworkowej rodziny kończy się z chwilą, kiedy Paulina dopuszcza się sprzeciwienia zdaniu męża w naprawdę błahej sprawie. Od tego momentu między małżonkami rozpoczyna się jawna walka ze sobą. Nie jest ona jednak w żaden sposób wyrównana, gdyż mąż stosuje wobec żony szantaż emocjonalny, w którym kartą przetargową jest wszystko to, co dla Pauliny najważniejsze. Celem nadrzędnym tego typu działań jest bezwzględne podporządkowanie sobie żony, a wszelkie nieposłuszeństwo karane jest przedłużającą się ciszą, oziębłością uczuciową i seksualną.

Ewa Szymańska na kartach swojej książki pokazała niemalże wzorcowy obraz toksycznego związku z mężczyzną, który każdego dnia dokłada wszelkich starań dotyczących budowania swojego nieskazitelnego wizerunku wspaniałego męża i ojca, a także liczącego się w świecie biznesu przedsiębiorcy. Jest to jednak bardzo złudne oblicze jego osobowości, a prawdziwą twarz doskonałego aktora i manipulatora poznają tylko najbliżsi Jacka za zamkniętymi drzwiami ich domu. Wówczas ściąga swoją maskę pozorów, bez skrupułów dając upust swojej tyranii w postaci upokarzania i poniżania członków swojej rodziny. Wzbudza ich strach i niepewność. Oprawca stosujący przemoc psychiczną potrafi doskonale trzymać swoje emocje na wodzy, ale kiedy zaczną one eskalować, mogą doprowadzić do tragedii. O tym jednak musicie przeczytać już sami.

Tytuł powieści doskonale odzwierciedla położenie Pauliny, w jakim znalazła się, wychodząc za Jacka. Jej życie to właśnie taki ślepy zaułek, z którego wydaje się nie być wyjścia. Kobietę ogarnia ogromna bezsilność i niepewność tego, co może wydarzyć się za chwilę. Chciałaby się wyrwać spod chorej kontroli męża, ale wie, że ma on wpływy i jest zdolny do wszystkiego. Musicie koniecznie sięgnąć po książkę i przekonać się, czy odnajdzie w sobie tak bardzo potrzebną jej siłę do tego, aby zawalczyć o bezpieczeństwo i lepsze życie dla siebie i tych, których kocha.

Gorąco polecam Wam lekturę tej, z przykrością muszę to zaznaczyć bardzo autentycznej i ponadczasowej historii. Niestety na pewno wiele kobiet odnajdzie w niej cząstkę własnego życia i utożsami się z bolesnymi przeżyciami Pauliny. Dla tych kobiet na pewno będzie do bardzo osobista powieść, która mocno w to wierzę, przywróci im wiarę w to, że nie są same i mogą odzyskać swoje utracone szczęśliwe życie. Mają w sobie wystarczająco dużo siły, by dokonać zmian na lepsze. Warto prosić o pomoc i być na nią otwartym. Czasami już sama rozmowa z drugim człowiekiem i jego spojrzenie na sytuację, w którą się uwikłaliśmy z boku, może okazać się nieocenioną pomocą.

Z uwagi na bardzo ważną tematykę książki jestem pewna, że nie pozostawi ona obojętnym nikogo, kto zdecyduje się ją przeczytać. Poruszeni losem Pauliny będziemy mocno kibicować jej szczęściu i z ogromnym zaangażowaniem wspierać ją w podejmowanych decyzjach. Książka mimo ciężaru podjętych w niej problemów oraz dojmująco prawdziwemu obliczu przemocy nie przytłacza czytelnika. Przykuwa jego uwagę  i pochłania go bez reszty. Daje do myślenia i nie pozwala  o sobie zapomnieć jeszcze  na długo po odłożeniu jej na półkę. To, co warto podkreślić to fakt, że Pani Ewa nie mami nas obietnicą tego, że będzie łatwo, ale daje nadzieję na zwycięstwo w tej batalii. A my moi kochani nie bądźmy obojętni i nie zamykajmy oczu na zło dziejące się być może bardzo blisko nas. Nie ukrywam, że zależy mi na tym, aby ta książka trafiła do jak najszerszego grona odbiorców, więc czytajcie ją, proszę i polecajcie innym. Niech będzie o niej głośno.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Szara Godzina, za co bardzo dziękuję.






piątek, 21 stycznia 2022

"Czas grzechu" Anna Sakowicz

P
rzyznam się wam szczerze, że lekcje historii były jednym z moich największych koszmarów w okresie szkolnym. Problem nie leżał jednak w tym, że nie potrafiłam przyswoić przekazywanej przez nauczycieli wiedzy, ale w tym, że nie znoszę nauki, która polega tylko na przekazywaniu suchych faktów, z których znacząca część i tak po obowiązkowym zaliczeniu materiału zostanie przez nas zapomniana. Zdecydowanie wolę, kiedy ważne wydarzenia historyczne zostają wplecione w zajmującą opowieść o ludzkim życiu toczącym się w ich obliczu. Cenię sobie ich poznawanie z perspektywy zwykłych ludzi, takich jak my wszyscy. Przeżywających swoje dramaty, nierzadko przytłoczonych troskami, ale mimo wszystko nietracących nadziei na spełnienie swoich marzeń i pragnień, które skrywają w sercach. Wychodząc naprzeciw swoim preferencjom, z ogromną ciekawością sięgnęłam po pierwszą część Sagi Jaśminowej autorstwa Anny Sakowicz - „Czas grzechu”, która kusząc mocno  przemawiającym do mnie opisem fabuły obiecywała połączyć przyjemne z pożytecznym w takiej formie, jaką lubię najbardziej. Czy tak się stało? Przekonacie się już za chwilę.

Sięgając po „Czas grzechu” odbywamy swego rodzaju podróż wehikułem czasu, przenosząc się do Gdańska lat 1916 – 1939. Poznajemy różne oblicza tego miasta, które ukazują początek II wojny światowej, a następnie bardzo burzliwie ewoluują i stajemy się obserwatorami życia Antoniego Jaśmińskiego oraz jego rodziny. Mimo że, z Gdańskiem wojna obeszła się dość łagodnie, to los nie raz mocno doświadczył naszych bohaterów. Nie muszę chyba nikomu z was uświadamiać, że już samo bycie Polakiem w tamtych czasach było bardzo trudne, dodatkowo już w pierwszym rozdziale książki stajemy się uczestnikami pogrzebu najstarszego syna Pana Antoniego – Pawła. Ta tragedia odcisnęła bardzo wyraźne piętno na życiu całej rodziny, a szczególnie właśnie Antoniego i jego żony. Małżonkowie pogrążeni w swoim smutku zamykają się w sobie. Antoni ucieka w pracę, prowadząc swój ceniony przez klientów zakład introligatorski. To, co dzieje się z nimi nie pozostaje niezauważone przez pozostałe ich dzieci. Najstarszą Katarzynę, Stasię, Julię i Piotra. To właśnie główne trzem siostrom i ich losom została poświęcona ta część sagi. Już teraz mogę wam zdradzić, że poznając perypetie tych młodych kobiet, jestem wdzięczna, że mogę żyć w czasach, w jakich żyję jako kobieta. Żyć tak, jak chcę, budując swoją przyszłość, podążając za swoimi pragnieniami i tym, co mówi moje serce. Dziewczyny niestety nie miały tego szczęścia. Ich droga życia budowana była zgodnie z tradycją, w myśl której to rodzice, a głównie ojciec szukają najlepszych kandydatów na mężów dla swoich córek. Oczywiście nie brano tu pod uwagę uczuć córki, a jedynie status majątkowy kandydata na męża. Jak się można domyślać, wiele młodych kobiet nie było zadowolonych z wyborów ich ojców. Poddawały się jednak  ich woli, wierząc w powtarzane im przez matki zapewnienia, że miłość przyjdzie z czasem.

Anna Sakowicz jednak umiejscowiła oś czasową swojej powieści na przełomie lat, w których kobiety zaczynają walczyć o siebie i swoje prawa wyborcze. Mocno wzrasta ich świadomość i chcą wreszcie same móc o sobie decydować. Buntują się przeciwko od lat ustalonym zasadom, według których ich jedyną rolą jest bycie żonami, oraz matkami i to właśnie temu powinny się poświęcić. Inaczej żyć pragną również córki Antoniego. Choć są zupełnie różne, to każda z nich pragnie być szczęśliwa zgodnie z tym, co dla nich oznacza szczęście.

Kasia jest najbardziej świadomą tego, czego dla siebie pragnie. Aby mieć szansę realizować swoje marzenia, musi wykazać się niezwykłą odwagą i sprzeniewierzyć się woli ojca. Jak się przekonacie, za to, co zrobiła, będzie musiała zapłacić bardzo wysoką cenę. Czy było warto? Tego dowiecie się, oczywiście czytając książkę.

Stasia, to ta zawsze poważna, ułożona i posłuszna ojcu córka. Musicie jednak koniecznie sprawdzić, czy pozostanie nadal taka, kiedy dowie się, kogo Antoni wybrał na jej męża. No i wreszcie Julia, której los poskąpił urody i obawia się, że nigdy nie wyjdzie za mąż. Najmłodsza córka to szalona młoda osóbka, która jest zdolna do wielu rzeczy, które nie spodobałyby się jej ojcu, ale przecież on nie musi o wszystkim wiedzieć...

„Czas grzechu” to wciągająca i przejmująca powieść rozgrywająca się na tle bardzo ważnych wydarzeń historycznych, podczas której lektury towarzyszy nam wiele emocji. Rodzina Jaśmińskich praktycznie od pierwszych stron czytania książki staje nam się bardzo bliska. Wspólnie z nią przeżywamy ich dramaty i smutki. Mnie samą bardzo mocno poruszyła siła polskości w sercu Antoniego. Choć żył wśród Niemców, nigdy nie stracił wiary, że Polska odrodzi się na nowo. Od początku także kibicowałam każdej z jego córek. One naprawdę wiele przeszły i zasługują na upragnione szczęście według własnej definicji. Gorąco polecam wam sięgnąć po ten tytuł. Jestem pewna, że dzięki wielkiemu wkładowi pracy Ani nad tym, aby wiernie oddać realia historyczne tamtych czasów, a także odzwierciedlić trzy różne oblicza Gdańska, poczujecie jej niezwykły klimat pełen porywów serca, tajemnic i nigdy niegasnącej nadziei na lepsze jutro.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Poradnia K, za co bardzo dziękuję.


sobota, 15 stycznia 2022

Wyniki plebiscytu OpowiemCi 2021.



Moi kochani są już wyniki plebiscytu na bloga roku 2021 Opowiemci. Zapraszam do zapoznania się z rankingiem. Blog Kocie czytanie znalazł się w przedziale od 50 do 100  głosów w swojej kategorii. Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy oddali na niego swój głos. 💕


wtorek, 11 stycznia 2022

"Siła miłości" Anna Sakowicz.

K
iedy na świat przychodzi dziecko, chwila jego narodzin jest cudem. To maleństwo ma przed sobą piękne i szczęśliwe życie. Tego właśnie życzymy każdemu maluszkowi. Niestety, bardzo często życzenia te nabierają zupełnie innego znaczenia w obliczu zderzenia z trudną rzeczywistością. Los bowiem nie jest sprawiedliwy i nie wszystkim daje możliwość szczęśliwego startu w drogę przez życie. Nie każdy z nas miał szczęście urodzić się w pełni zdrowym i sprawnym. Nie mamy też wpływu na to, w jakiej rodzinie się urodzimy, choć ten czynnik ma duży wpływ na to, jak może potoczyć się nasza przyszłość. Mówi się, że wszystkie dzieci są nasze i każde zasługuje na to, aby dorastać w kochającej się rodzinie. Oczywiście to prawda, więc dlaczego dzieciństwo wielu z nich naznaczone jest poczuciem samotności i odrzucenia? Ano właśnie dlatego, że czasem miłość to za mało. Najczęściej, kiedy dowiadujemy się, że dziecko zostało odebrane biologicznym rodzicom, myślimy o nich, jak najgorzej, no bo jakim trzeba być rodzicem, żeby dopuścić do czegoś podobnego. Tymczasem nie zawsze przyczyną jest brak miłości dla dziecka, a sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana i złożona. Najgorszym z możliwych rozwiązań jest umieszczenie dziecka w domu dziecka bądź innych placówkach opiekuńczo-wychowawczych. Wówczas z pomocą przychodzą osoby tworzące rodziny zastępcze. To dzięki nim dziecko może czuć się bezpieczne, zaznać ciepła w normalnej rodzinie. Czerpać prawidłowe wzorce, czekając na adopcję. Pomoc takich rodzin bez wątpienia jest nieoceniona, ale co przykro przyznać na pewno niedoceniona.

Dziś właśnie poruszymy temat ich działalności od kulis. Sama znam osoby prowadzące rodziny zastępcze i przyznaję, że patrząc na radość dzieci pozostających pod ich opieką oraz na więzi, które tworzą się pomiędzy wszystkimi ich członkami, można odnieść wrażenie, że wybór takiej drogi jest bardzo prosty. Mało tego, takie rodziny bardzo często trafiają na ludzkie języki, zostając posądzeni o zgrozo o dorabianie się na krzywdzie cudzych dzieci. Nikt jednak nie stara się dostrzec tego, czego nie widać na zewnątrz. Prawda jest natomiast taka, że te rodziny się nie skarżą, ale ich każdy dzień naznaczony jest wieloma trudami, wyrzeczeniami i poświęceniem. To nierzadko walka z wiatrakami o dobro podopiecznego, w której są pozostawieni sami sobie.

Zapewne zastanawiacie się, dlaczego zdecydowałam się podjąć dziś ten temat. Otóż dzieje się tak za sprawą książki Anny Sakowicz „Siła miłości”, z którą dziś do was przychodzę. Już teraz mogę powiedzieć, że jestem wdzięczna autorce za to, że zdecydowała się napisać tę książkę, gdyż mam ogromną nadzieję, że da ona mocno do myślenia tym, którzy tak łatwo ferują osądy względem rodziców zastępczych, nie mając pojęcia, o czym mówią. A przede wszystkim opisana na kartach książki historia będzie impulsem do tego, by zmienić coś odnośnie do wsparcia i pomocy takim rodzinom ze strony państwa i instytucji, którym podlegają. Zanim jednak opowiem o samej książce, chcę zaznaczyć, że historia głównych jej bohaterów oraz dziecka, dla którego stanowią rodzinę zastępczą, jest oparta na faktach i ma swój realny pierwowzór.

Poznajcie zatem Malwinę i Adriana Ostrowskich. Małżonkowie są przykładną specjalistyczną rodziną zastępczą, która w momencie, kiedy my czytelnicy stajemy się obserwatorami ich codzienności, przyjmują pod opiekę niemowlę. Mały Kacper ma pozostać w ich domu do czasu ustabilizowania jego sytuacji prawnej, a potem trafić do adopcji. Proces ten nie jest łatwy, ponieważ biologiczna matka kocha syna i chce go odzyskać, choć nie jest to możliwe. O tym jednak musicie przeczytać sami, sięgając po książkę. Z biegiem czasu coraz bardziej uwydatniają się dysfunkcje intelektualne chłopca i niestety jego szanse na adopcję maleją. Czas mija, a już nastoletni Kacper, ciągle nie opuścił domu swoich opiekunów. Bo przecież każdy chce mieć dziecko doskonałe. Takie, które nie sprawia problemów. A niestety Kacper sprawia ich coraz więcej. A co najbardziej niepokojące wykazuje destrukcyjne zachowania. Stanowi zagrożenie dla słabszych, czerpiąc satysfakcję w sprawianiu im krzywdy. Problem urasta do większej rangi ze względu na to, że biologiczne dzieci Ostrowskich, które przez to, czym zajmują się ich rodzice, zawsze czuli się mniej ważni,  teraz kiedy są już dorośli i zakładają własne rodziny, obawiają się o bezpieczeństwo swoich dzieci, a także samych rodziców. Zachowania Kacpra są nieprzewidywalne i nie wiadomo do czego może się posunąć, będąc coraz starszym.

Śmiało, można powiedzieć, że w książce dostrzegamy motyw rozdartej sosny. Malwina wspólnie z mężem stają w obliczu trudnej decyzji o zakończeniu opieki zastępczej i oddaniu Kacpra do specjalistycznego ośrodka. Na szali stawiają bezpieczeństwo i troskę o swoje wnuczęta oraz dobro dziecka, które nie ma nikogo i z którym przez te kilkanaście lat połączyła ich niezwykła więź. Prawda jest taka, że z tej sytuacji nie ma dobrego wyjścia. Zawsze ktoś będzie cierpiał. A wy, co zrobilibyście, będąc na miejscu Ostrowskich?

Zapewniam was, że to pytanie będzie dręczyło was przez całą lekturę książki i jeszcze na długo po jej przeczytaniu. Odpowiedź na nie będzie ewaluowała. Najczęściej uwagę na rodziny zastępcze zwracamy dopiero wtedy, gdy dzieje się w nich coś złego. W innym wypadku tylko się od nich wymaga, nie służąc wsparciem i pomocą. A jeśli zdecydują się zrezygnować z opieki nad powierzonym im dzieckiem, bardzo często dosięga ich ostracyzm społeczny, bo przecież, jak tak można postąpić. Nawet psa się tak nie traktuje, a co dopiero dziecko. Łatwiej oceniać z góry, niż zadać sobie odrobinę trudu i poznać sytuację u źródła.

Perypetie rodziny Ostrowskich to jednak nie wszystko, o czym przeczytamy w książce. Poznamy w niej również Lilianę. Dziennikarkę piszącą artykuł poświęcony właśnie tematyce rodzin zastępczych. Jak się przekonacie, kobieta ma za sobą niełatwą przeszłość, która po dziś dzień odciska swoje piętno na jej życiu. To zlecenie obudzi wspomnienia i będzie próbą rozrachunku z własnymi problemami. Czy skuteczną? Tego już nie zdradzę.

„Siła miłości” to bardzo poruszająca historia, która przeczołga nas emocjonalnie bardzo mocno. Powinien ją przeczytać każdy, gdyż jej lektura otworzy nam oczy na rzeczy dziejące się bardzo blisko nas, o których nie mamy najmniejszego pojęcia. Choć wydaje nam się, że wiemy wszystko. Poznamy różne oblicza miłości i poczujemy ich siłę. Najdą nas myśli dotyczące tego, czy miłość rzeczywiście jest bezwarunkowa i czy ma jakieś granice. Ta historia poruszy, wzruszy, przerazi i da wiele do myślenia. To prawdziwe życie, które nigdy nie jest zero jedynkowe. Przeczytajcie koniecznie. Oczywiście nie będę oceniała samej fabuły, ponieważ uważam, że nie mam do tego prawa. Powiem tylko, że trafiła wprost do mojego serca i jestem pewna, że nikogo z was również nie pozostawi obojętnym. Natomiast nie muszę chyba mówić, że jak wszystkie książki Ani, pod względem literackim ta również jest świetna. Czytamy ją z ogromnym zaangażowaniem. Dzięki lekkiemu i przystępnemu stylowi pisania autorki, mimo że, tematyka książki nie jest łatwa, czyta się ją bardzo płynnie, nie czując przytłoczenia. Sami bohaterowie stali mi się bardzo bliscy i chciałabym poznać kontynuację ich losów. Was jeszcze raz zachęcam do lektury, a ja muszę ochłonąć z emocji.

Na zakończenie chciałabym podziękować wszystkim osobom, które podjęły decyzję o zostaniu rodzinami zastępczymi. Kochani dziękuję Wam za wasze oddanie, włożony trud i pracę. Za wasze poświęcenie i wielkie serca. Jesteście wspaniali.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Luna, za co bardzo dziękuję.


sobota, 8 stycznia 2022

Mój dzień w książkach 2021



K
ochani dziś przychodzę do Was z bardzo fajną, ale wcale nie tak prostą, jakby się to mogło wydawać na pierwszy rzut oka zabawą czytelniczą. Jej celem jest to, abyśmy opowiedzieli, jak wyglądał jeden dzień z naszego życia, uzupełniając podane zdania tytułami książek, które udało nam się przeczytać w roku 2021. Jeśli chodzi o mnie, to starałam się wybrać takie tytuły, które z czystym sumieniem mogę Wam polecić i do których przeczytania serdecznie Was zachęcam. Jeśli chcielibyście dowiedzieć się nieco więcej o moich odczuciach po ich przeczytaniu, wystarczy kliknąć dany tytuł, a zostaniecie przeniesieni do mojej jego recenzji.

Zaczęłam dzień z "Kochaną córeczką".

W drodze do pracy zobaczyłam "Dziecięcy kram"

i przeszłam obok "Topielisk"

żeby uniknąć "Terapeutki",

ale oczywiście zatrzymałam się przy "Domu obok".

W biurze szef powiedział: "Wysłuchaj mnie 

i  zlecił mi zbadanie "Listów do Emki".

W czasie obiadu z "Dobrą siostrą",



Potem wróciłam do swojego biura "Utracona miłość".

Następnie, w drodze do domu, kupiłam "Bardziej kochać siebie",


Przygotowując się do snu, wzięłam "Figurkę z porcelany"

i uczyłam się" Solo",

zanim powiedziałam dobranoc "Tej, która zawiniła".


Mam nadzieję, że zabawa przypadnie wam do gustu i również wykonacie swoją jej odsłonę. Jestem ciekawa czy, czytaliście, bądź planujecie przeczytać, którąś ze wspomnianych przeze mnie książek.

niedziela, 2 stycznia 2022

Toksyczna przyjaźń Polly Phillips

Przyjaźń to jedna z najcenniejszych wartości w naszym życiu. Przyjacielskie relacje najczęściej kształtują się w czasach szkolnych i jeśli są naprawdę silne, potrafią przetrwać lata, a nawet przejść z nami przez całe życie. My dorastamy i wchodzimy w kolejne życiowe etapy: budujemy związek, zakładamy rodzinę, rozwijamy się zawodowo, a najlepsza przyjaciółka jest zawsze z nami. To ją darzymy największym zaufaniem i właśnie jej powierzamy najskrytsze sekrety. O takiej serdecznej relacji marzy każdy z nas. Często jednak zapominamy o tym, że jak wszystko w życiu, przyjaźń także ewoluuje i nierzadko zastanawiamy się, co też takiego się stało, że w pewnym momencie coś przestało się układać między nami a naszą przyjaciółką. To, co nas łączy nie jest już tak szczere, jak dawniej, a co więcej, zaczyna bardzo negatywnie na nas wpływać. Dziś postaramy się rozważyć tę kwestię za sprawą książki Polly Phillips „Toksyczna przyjaźń”, z której recenzją do Was przychodzę.

Musimy bowiem pamiętać o tym, że przyjaźń, która na pierwszy rzut oka wydaje się wyjątkowa pod płaszczem pozorów potrafi zatruwać nam życie. Dlaczego tak się dzieje? Otóż powodów może być bardzo wiele, ale jednym z czynników przyczyniających się do takiego stanu rzeczy jest ogromna potrzeba rywalizacji i dążenie do tego, aby zawsze być w tej relacji górą i pozostawać w centrum zainteresowania innych. Owszem wszystko jest w jak najlepszym porządku, kiedy to naszej przyjaciółce dzieje się dobrze, odnosi sukcesy, ale jeśli to my cieszymy się chociażby najmniejszym osiągnięciem, wówczas taka toksyczna przyjaciółka będzie podcinała nam skrzydła jednocześnie rodząc w nas przekonanie, że przecież ona, jak zawsze chce tylko naszego dobra.

Poznajcie Izzy i Bac, bohaterki powieści, które połączyła wieloletnia przyjaźń. Dziś są dorosłe i choć ich życie to zupełnie różne i odlegle od siebie bieguny nie przeszkodziło to w zrodzeniu się łączącej je więzi. Izzy ma wspaniałą rodzinę, wysoki status społeczny. Może pochwalić się także nienaganną urodą. Natomiast życie Bac jest dalekie od doskonałości. Ma małe mieszkanko, wątpliwej reputacji narzeczonego i pracę, którą lubi, ale jeszcze dużo jej brakuje, aby mogła się wybić.

Kiedy my czytelnicy przystępujemy do lektury książki i stajemy się obserwatorami ich przyjaźni, bardzo szybko możemy odczuć, że na pewno nie jest ona zdrową relacją. To Izzy jest jej stroną dominującą. Potrafi doskonale manipulować nie tylko ludźmi, ale i faktami w taki sposób, aby zawsze wybielić swoją osobę i w oczach otoczenia być tą idealną, dobrotliwą, która zawsze chce dobrze.

Wraz z biegiem historii nie tylko my, ale przede wszystkim sama Bac uświadamiamy sobie, że przyjaciółka wręcz lubi sprawiać jej przykrość. Kiedy w życiu Bac, dzieje się coś dla niej ważnego umniejsza temu wartości, a wręcz bagatelizuje to. Mimo to nie mogą bez siebie przetrwać. Razem źle, ale bez siebie jeszcze gorzej. Widzimy, że między bohaterkami dochodzi do coraz częstszych kłótni, uszczypliwości i złośliwości. Jednak czara goryczy przelewa się w momencie, gdy na jaw wychodzi tajemnica, którą dosłownie kilka godzin wcześniej Bac podzieliła się z Izzy. Teraz już nie zawaha się powiedzieć przyjaciółce prosto w oczy tego, co o niej myśli. To znaczy, na pewno by to zrobiła, gdyby nie tragedia, której ofiarą jest Izzy, a główną podejrzaną jej spowodowania staje się nie kto inny, a właśnie Bac.

Kiedy po raz pierwszy przeczytałam opis tej książki, bardzo mnie zaciekawił i wiedziałam, że muszę poznać historię, którą skrywają jej karty. Większość z was wie, że cenię sobie trudne skłaniające do przemyśleń powieści, z których możemy wyciągnąć coś dla siebie i przenieść na płaszczyznę własnego życia. Byłam przekonana, że w przypadku tego tytułu właśnie tak będzie, bo przecież toksyczne przyjaźnie, to niestety bardzo realny problem. Dodatkowym argumentem przemawiającym za tym, aby przeczytać „Toksyczną przyjaźń” był fakt, że została ona zakwalifikowana jako thriller psychologiczny, a więc jeden z moich ulubionych gatunków czytelniczych. Łącząc w całość te dwie składowe, liczyłam na wartościową, trzymającą w napięciu lekturę. 

Niestety, ku mojemu bardzo wielkiemu rozczarowaniu z bólem serca muszę powiedzieć, że jest to bardzo słaba książka i żałuję, że zmarnowałam na nią swój czas. Na pewno nie jest to thriller, a nudna i męcząca powieść, która w żaden sposób nie wzbudziła mojego zainteresowania. W tej książce poza zmarnowanym potencjałem tematycznym nie było nic, co byłoby godne uznania. Miałcy i nijacy bohaterowie zachowujący się, jak dzieci, brak napięcia, zero dynamiki. Jak wiecie, ja bardzo rzadko piszę negatywne recenzje. Nawet często pytacie mnie, jak to się dzieje, że tak mało krytykuję. Zawsze staram się wyciągnąć z książki to, co najlepsze i nawet jeśli mnie nie do końca przypadła do gustu, zostawić wam możliwość samodzielnej decyzji odnośnie do tego, czy chcecie ją przeczytać. Tym razem jednak naprawdę nie ma nic dobrego, co mogłabym z niej wyciągnąć, dlatego muszę to powiedzieć. Odradzam wam czytanie tej książki.

Mój zawód czytelniczy jest tym bardziej dotkliwy, że jest to pierwsza książka przeczytana przeze mnie w 2022 roku. Mam jednak nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Muza, za co bardzo dziękuję.