Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muza. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 lutego 2024

"Szeptacz" Alex North


Jedną z metod radzenia sobie z ciężkimi przeżyciami w życiu jest zmiana otoczenia. Mamy nadzieję, że nowe miejsce będzie dla nas nowym początkiem i pozwoli złagodzić trudne emocje, a także bolesne wspomnienia tego, co nas spotkało. Niestety jednak zdarza się, że to lepsze okazuje się wrogiem dobrego. Wkrótce, choć jeszcze o tym nie wie, o prawdziwości tego powiedzenia przekona się Tom Kennedy, bohater książki „Szeptacz” Alexa Northa. Już teraz mogę wam napisać, że miałam wobec tego tytułu duże oczekiwania, biorąc pod uwagę fakt, że swego czasu było o niej bardzo głośno, a nawet zdobyła nagrodę książki roku. Powieść ta była prezentowana jako mroczna historia, która wywoła w czytelniku strach. Na taką właśnie książkę miałam w ostatnim czasie ochotę i z takim też nastawieniem zaczęłam ją czytać. Ja już wiem, czy lektura sprostała moim oczekiwaniom, a teraz nadszedł czas, by podzielić się z wami moimi wrażeniami.

Zacznijmy jednak od początku. Wraz z mężczyzną i jego sześcioletnim synem Jakiem przenosimy się do niewielkiej i sprawiającej wrażenie spokojnej miejscowości Featherbank. Tom ma nadzieję, że tutaj wspólnie z synem będą mogli zacząć wszystko od nowa, a przede wszystkim jemu uda się odbudować relacje z dzieckiem, które nigdy nie były łatwe. Okazuje się jednak, że wrażenie cichego miejsca na ziemi jest bardzo złudne, gdyż to miasteczko skrywa mroczne tajemnice sięgające dwudziestu lat wstecz. To właśnie wówczas doszło do makabrycznych zbrodni na pięciu chłopcach, którzy padli ofiarą tytułowego szeptacza. Choć minęło już tyle lat, a morderca został schwytany, to do tej pory nie udało się odnaleźć ciała jednego z chłopców. W momencie, kiedy Szeptacz trafił za kraty, mieszkańcy odetchnęli z ulgą. Rodzice przestali bać się o swoje dzieci. Aż do teraz kiedy przyczajone dotychczas zło znów daje o sobie znać. Zaginęło dziecko, a ku zaskoczeniu policji okoliczności tego, co się wydarzyło, są bardzo podobne do działań szeptacza. Jak to możliwe? Przecież winny został ukarany. Tego musicie dowiedzieć się sami, sięgając po książkę.

Porwanie dziecka to najgorsze, czego może doświadczyć rodzic. Czas ma tu ogromne znaczenie. Każda mijająca godzina zmniejsza szansę odnalezienia dziecka żywego. Policyjna machina ruszyła, a jednym z funkcjonariuszy prowadzących śledztwo jest ten, który żyje z piętnem poczucia winy względem tego, co stało się przed laty. Czy tym razem uda się zapobiec tragedii? Na to i wiele innych pytań  odpowiedzi znajdziecie oczywiście na kartach książki.

Tymczasem wróćmy do Jakiea i Toma. Jakie to bardzo wrażliwy i delikatny chłopiec. Pomimo że ojciec bardzo go kocha, jest mu trudno dotrzeć do dziecka i nawiązać z nim więź. Bardzo się stara, ale Jakie jest typem samotnika żyjącego we własnym świecie. W pełni to, co czuje, rozumieją wyłącznie niewidzialni przyjaciele, z którymi rozmawia dziecko. Tatę niepokoi zachowanie syna, które w połączeniu z nawiedzającymi dziecko koszmarami wyglądają bardzo osobliwie i jak się przekonacie, czytając książkę, zwracają na niego uwagę innych. Zarówno my czytelnicy, jak i sam Tom tłumaczymy zachowania Jakea traumą, przez którą przeszedł, ale czy na pewno tylko ona jest ich podłożem? Jeśli jesteście tego ciekawi, nie pozostaje wam nic innego, jak przeczytać książkę, bo ja nic więcej nie zdradzę.

Wbrew pozorom relacje ojciec - dziecko w tej książce pokazują, że niedaleko pada jabłko od jabłoni. Tom również od dziecka był typem outsidera, a jego dzieciństwo nie było łatwe. Teraz chce zrobić wszystko by być dobrym ojcem, a w jego sercu tkwi wiele obaw, czy podoła temu zadaniu. Chce być przy synu zawsze, kiedy ten będzie go potrzebował i służyć mu pomocom zawsze, kiedy zajdzie taka potrzeba. Nie wie, jeszcze, że już wkrótce zostanie poddany najtrudniejszemu egzaminowi z rodzicielstwa, którego żaden rodzic nie jest w stanie nawet sobie wyobrazić. Oby tylko nie było za późno.

Jak widzicie, zarys fabuły książki zwiastuje naprawdę ciekawą, wciągającą i emocjonalną lekturę. Tak mogłoby być, gdyby nie w moim subiektywnym odczuciu zupełnie zmarnowany jej potencjał. Spodziewałam się, że czytając ją, poczuję strach, niepewność i w napięciu będę poznawała następujące po sobie wydarzenia, tworzące zajmującą historię, która nie pozwoli mi oderwać się od czytania. Bardzo chciałam, aby był to jeden z tych tytułów, dla których zarwę nockę i długo o niej nie zapomnę. Niestety spotkał mnie duży zawód i rozczarowanie, gdyż nie poczułam zupełnie nic. Ani strachu, ani też zaskoczenia. Książka jest małą cegiełką, ale czyta się ją bardzo szybko. Dla mnie, która chciałam od tej książki nieoczekiwanych zwrotów akcji, szybkiego tempa akcji i całej gamy silnych emocji, co obiecywał sposób promocji tej książki, jest ona mocno przereklamowana. Wiem jednak, że może się ona podobać i podoba się wielu osobom, które zdecydowały się na jej przeczytanie. 

Na pewno większą satysfakcję czytelniczą z lektury powieści odczują czytelnicy, którzy nie lubią się bać. Jeśli chodzi o mnie to moja ciekawość tego, o czym czytałam wzrosła na dwadzieścia ostatnich rozdziałów tej książki, podczas gdy całość opisywanej w niej historii składa się na siedemdziesiąt. Cóż więcej mogę powiedzieć. Nie będę zniechęcała was do spędzenia czasu z tą powieścią, gdyż odczucia czytelnicze są subiektywne i najlepiej wyrobić sobie o niej własne zdanie. 

[Zakup własny].

niedziela, 2 stycznia 2022

Toksyczna przyjaźń Polly Phillips

Przyjaźń to jedna z najcenniejszych wartości w naszym życiu. Przyjacielskie relacje najczęściej kształtują się w czasach szkolnych i jeśli są naprawdę silne, potrafią przetrwać lata, a nawet przejść z nami przez całe życie. My dorastamy i wchodzimy w kolejne życiowe etapy: budujemy związek, zakładamy rodzinę, rozwijamy się zawodowo, a najlepsza przyjaciółka jest zawsze z nami. To ją darzymy największym zaufaniem i właśnie jej powierzamy najskrytsze sekrety. O takiej serdecznej relacji marzy każdy z nas. Często jednak zapominamy o tym, że jak wszystko w życiu, przyjaźń także ewoluuje i nierzadko zastanawiamy się, co też takiego się stało, że w pewnym momencie coś przestało się układać między nami a naszą przyjaciółką. To, co nas łączy nie jest już tak szczere, jak dawniej, a co więcej, zaczyna bardzo negatywnie na nas wpływać. Dziś postaramy się rozważyć tę kwestię za sprawą książki Polly Phillips „Toksyczna przyjaźń”, z której recenzją do Was przychodzę.

Musimy bowiem pamiętać o tym, że przyjaźń, która na pierwszy rzut oka wydaje się wyjątkowa pod płaszczem pozorów potrafi zatruwać nam życie. Dlaczego tak się dzieje? Otóż powodów może być bardzo wiele, ale jednym z czynników przyczyniających się do takiego stanu rzeczy jest ogromna potrzeba rywalizacji i dążenie do tego, aby zawsze być w tej relacji górą i pozostawać w centrum zainteresowania innych. Owszem wszystko jest w jak najlepszym porządku, kiedy to naszej przyjaciółce dzieje się dobrze, odnosi sukcesy, ale jeśli to my cieszymy się chociażby najmniejszym osiągnięciem, wówczas taka toksyczna przyjaciółka będzie podcinała nam skrzydła jednocześnie rodząc w nas przekonanie, że przecież ona, jak zawsze chce tylko naszego dobra.

Poznajcie Izzy i Bac, bohaterki powieści, które połączyła wieloletnia przyjaźń. Dziś są dorosłe i choć ich życie to zupełnie różne i odlegle od siebie bieguny nie przeszkodziło to w zrodzeniu się łączącej je więzi. Izzy ma wspaniałą rodzinę, wysoki status społeczny. Może pochwalić się także nienaganną urodą. Natomiast życie Bac jest dalekie od doskonałości. Ma małe mieszkanko, wątpliwej reputacji narzeczonego i pracę, którą lubi, ale jeszcze dużo jej brakuje, aby mogła się wybić.

Kiedy my czytelnicy przystępujemy do lektury książki i stajemy się obserwatorami ich przyjaźni, bardzo szybko możemy odczuć, że na pewno nie jest ona zdrową relacją. To Izzy jest jej stroną dominującą. Potrafi doskonale manipulować nie tylko ludźmi, ale i faktami w taki sposób, aby zawsze wybielić swoją osobę i w oczach otoczenia być tą idealną, dobrotliwą, która zawsze chce dobrze.

Wraz z biegiem historii nie tylko my, ale przede wszystkim sama Bac uświadamiamy sobie, że przyjaciółka wręcz lubi sprawiać jej przykrość. Kiedy w życiu Bac, dzieje się coś dla niej ważnego umniejsza temu wartości, a wręcz bagatelizuje to. Mimo to nie mogą bez siebie przetrwać. Razem źle, ale bez siebie jeszcze gorzej. Widzimy, że między bohaterkami dochodzi do coraz częstszych kłótni, uszczypliwości i złośliwości. Jednak czara goryczy przelewa się w momencie, gdy na jaw wychodzi tajemnica, którą dosłownie kilka godzin wcześniej Bac podzieliła się z Izzy. Teraz już nie zawaha się powiedzieć przyjaciółce prosto w oczy tego, co o niej myśli. To znaczy, na pewno by to zrobiła, gdyby nie tragedia, której ofiarą jest Izzy, a główną podejrzaną jej spowodowania staje się nie kto inny, a właśnie Bac.

Kiedy po raz pierwszy przeczytałam opis tej książki, bardzo mnie zaciekawił i wiedziałam, że muszę poznać historię, którą skrywają jej karty. Większość z was wie, że cenię sobie trudne skłaniające do przemyśleń powieści, z których możemy wyciągnąć coś dla siebie i przenieść na płaszczyznę własnego życia. Byłam przekonana, że w przypadku tego tytułu właśnie tak będzie, bo przecież toksyczne przyjaźnie, to niestety bardzo realny problem. Dodatkowym argumentem przemawiającym za tym, aby przeczytać „Toksyczną przyjaźń” był fakt, że została ona zakwalifikowana jako thriller psychologiczny, a więc jeden z moich ulubionych gatunków czytelniczych. Łącząc w całość te dwie składowe, liczyłam na wartościową, trzymającą w napięciu lekturę. 

Niestety, ku mojemu bardzo wielkiemu rozczarowaniu z bólem serca muszę powiedzieć, że jest to bardzo słaba książka i żałuję, że zmarnowałam na nią swój czas. Na pewno nie jest to thriller, a nudna i męcząca powieść, która w żaden sposób nie wzbudziła mojego zainteresowania. W tej książce poza zmarnowanym potencjałem tematycznym nie było nic, co byłoby godne uznania. Miałcy i nijacy bohaterowie zachowujący się, jak dzieci, brak napięcia, zero dynamiki. Jak wiecie, ja bardzo rzadko piszę negatywne recenzje. Nawet często pytacie mnie, jak to się dzieje, że tak mało krytykuję. Zawsze staram się wyciągnąć z książki to, co najlepsze i nawet jeśli mnie nie do końca przypadła do gustu, zostawić wam możliwość samodzielnej decyzji odnośnie do tego, czy chcecie ją przeczytać. Tym razem jednak naprawdę nie ma nic dobrego, co mogłabym z niej wyciągnąć, dlatego muszę to powiedzieć. Odradzam wam czytanie tej książki.

Mój zawód czytelniczy jest tym bardziej dotkliwy, że jest to pierwsza książka przeczytana przeze mnie w 2022 roku. Mam jednak nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Muza, za co bardzo dziękuję.


piątek, 3 grudnia 2021

"Topieliska" Ewa Przydryga

N
ie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale w moim odczuciu wszystko, co złe i czego skutki zostawiają swoje piętno na naszym życiu na bardzo długi czas, a nierzadko na zawsze dzieje się nagle i zupełnie niespodziewanie. Najczęściej nic nie wskazuje na to, że wkrótce wydarzy się coś, co sprawi, że już nigdy nic nie będzie takie samo. Nikt z nas bowiem nie myśli o tym, że wystarczy jedna chwila, abyśmy stracili wszystko to, co dotychczas było dla nas wyznacznikiem szczęścia i od teraz pogrążyli się we wszechogarniającej nas pustce, którą wypełni mrok, niepewność i tysiące pytań bez odpowiedzi. A już na pewno tragedii, która spotka jej rodzinę, nie spodziewała się główna bohaterka książki Ewy Przydrygi „Topieliska”, o której chcę wam opowiedzieć kilka słów.

 Pola jest szczęśliwą żoną i matką. Wiedzie ustabilizowane, spokojne życie, które nie wyróżnia się niczym szczególnym od tych, jakie wszyscy znamy. Zimowy poranek, kiedy my czytelnicy wkraczamy w jej życie, miał być taki, jak każdy inny. Tata małego Jasia zabiera chłopca do przychodni na umówioną już wcześniej wizytę, a mama wraca do łóżka złapać jeszcze trochę snu, przed powrotem swoich chłopaków do domu, gdyż tego dnia nie czuje się najlepiej. Spokojny sen przerywa jednak telefon, po którym w serce kobiety wdziera się lęk i obawa o to, co mogło się wydarzyć. Okazuje się bowiem, że Kuba nie dotarł z synem do przychodni. Pola wiedziona impulsem postanawia udać się tam osobiście, mając nadzieję, że szybko wszystko się wyjaśni. Warunki na drodze nie są łatwe, więc o nieszczęście nie trudno, czego potwierdzeniem jest fakt, że po drodze Pola jest świadkiem akcji ratunkowej, w której z rzeki wyławiany jest samochód z rozbitą przednią szybą. Niestety nasza bohaterka rozpoznaje w nim nissana męża. Jego ciało zostaje wyłowione kilka dni później. Dziecka nie odnaleziono. Policyjne dochodzenie wskazuje na nieszczęśliwy wypadek. Serce matki jednak nie traci nadziei. Ciągle tli się w nim nadzieja, że być może jej synek żyje. Pola decyduje się przeprowadzić własne śledztwo.

To, co podczas niego odkrywa burzy jej obraz postrzegania męża. Oboje obiecywali sobie bezwzględną szczerość wobec siebie, a tymczasem, prawdziwe oblicze mężczyzny, z którym dzieliła wspólne życie, jest dla niej zupełnie obce. Mnożą się tajemnice, mroczne sekrety, a na jaw wychodzą przerażające fakty. A wszystko to spowija zimne ramię śmierci, które, jak się przekonacie, dosięgło tę rodzinę już nie raz.

Wszyscy doskonale wiemy, że każde traumatyczne zdarzenie nie pozostaje bez wpływu na człowieka, który go doświadcza. Jak zatem poradzić sobie z czymś, co nas niszczy i od czego chcielibyśmy uciec, a najlepiej zapomnieć o tym na zawsze? Czy to, jest możliwe i do czego jesteśmy zdolni, aby odzyskać utracone życie? Na te i wiele innych szokujących pytań odnajdziecie wstrząsające odpowiedzi na kartach powieści.

Jest jednak coś, o czym wszyscy, którzy znają już twórczość Ewy Przydrygi doskonale wiedzą, a o czym nie wolno nam zapomnieć podczas czytania „Topielisk”. Mianowicie, jest to autorka, w której książkach nie ma miejsca na nic, co przewidywalne i oczywiste. Kiedy zaczynamy je czytać, powinniśmy spodziewać się niespodziewanego. Tak też jest i tym razem. Zostajemy wciągnięci w psychodeliczny klimat thrillera pełnego zagadek, który zwiedzie na manowce nasz umysł i realne postrzeganie rozgrywających się na jego kartach wydarzeń. Oczywiście będziecie ulegali przeświadczeniu, że udało wam się odnaleźć drugie dno tego, co dzieje się niemalże na waszych oczach, ale Pani Ewa właśnie tego chce. Zwodzi nas, gra na naszych emocjach, by za chwile ujawnić kolejny element tej przerażającej układanki zbudowanej z cierpienia, krzywdy i straty. Nie bez powodu napisałam, że ulegamy wrażeniu, iż bieg następujących po sobie wydarzeń rozgrywa się na naszych oczach.

 Ja poznając fabułę tej książki, poczułam się dosłownie wessana w najgorszy koszmar, z którego chciałam się, jak najszybciej obudzić, a jednocześnie nie mogłam się oderwać od czytania, chcąc wreszcie dowiedzieć się, co jest tu prawdą, a co tylko na prawdziwe ma wyglądać. Pani Ewa ma niezwykłą umiejętność oddziaływania nie tylko na emocje, ale także na wyobraźnię swoich czytelników. Wszystko, o czym czytałam, wizualizowało się niczym film klatka po klatce w mojej głowie, co dodatkowo potęgowało moje napięcie, a także odczucie niepokoju, a jednocześnie zagubienia. Tak zagubienia, bo w pewnym momencie nie wiedziałam, komu mogę zaufać, a to dlatego, że kreacje postaci wszystkich bohaterów książki są tak złożone, iż każdy może mieć wiele twarzy, ale o tym już musicie przekonać się sami.

Chciałabym zdradzić wam o wiele więcej na temat tego, co czeka Was, jeśli zdecydujecie się sięgnąć po ten tytuł, do czego serdecznie zachęcam, ale nie zrobię tego, gdyż, jeśli cokolwiek więcej zdradzę, pozbawię jej przyszłych czytelników tej podsycającej ciekawość niewiadomej, która przerazi i zszokuje, kiedy przekręcą kolejną stronę książki. Zależy mi na tym, abyście podobnie jak ja czytali tę książkę w pełni zaangażowani w lekturę, z duszą na ramieniu, ale i z przecież nigdy nieutraconą wiarą, że jeszcze wszystko ma szansę dobrze się skończyć.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Muza, za co bardzo dziękuję.




środa, 19 maja 2021

"Nieskończone bicie serca" Alessio Paulo.

N
ajgorsze czego możemy doświadczyć to bezsilność wobec cierpienia osoby nam bliskiej. Jednymi z najgroźniejszych przeciwników, którzy zazwyczaj pojawią się w naszym życiu w najmniej spodziewanym przez nas momencie i przygniata nas najmocniej, jest choroba i śmierć. Wobec tych dwóch nieodłącznych elementów życia, których niestety każdy z nas prędzej, czy później będzie zmuszony poczuć gorzki smak, często jesteśmy bezradni. To one tutaj dyktują warunki i nie uznają kompromisów. Dziś jednak poruszymy bardzo ważny, a jednocześnie niezmiernie trudny temat, kiedy śmierć jednego człowieka, staje się szansą na nowe życie dla kilku innych ludzi. A mianowicie będziemy rozmawiać o transplantologii. Nie wiem, czy też Wy tak macie, ale zawsze, kiedy choruje, ktoś, kogo kocham, nie wystarcza mi zwyczajne bycie przy nim. Ja chcę działać, zrobić coś, aby ulżyć cierpieniu tej osoby i pomóc jej, jak najszybciej wrócić do zdrowia, by mogła na nowo cieszyć się życiem. W tym miejscu rodzi się jednak pytanie, gdzie jest granica, której nie przekroczylibyśmy, aby ratować życie naszych dzieci, wnucząt? Z tym pytaniem na pewno niejednokrotnie zmagają się krewni osób, dla których jedyną szansą na normalne życie, a często na życie w ogóle jest przeszczep organu. Tym razem chcę, abyśmy przyjrzeli się tej bez wątpienia bardzo złożonej kwestii w odniesieniu do najnowszej książki Alessio Paulo „Nieskończone bicie serca”, o której chcę Wam kilka słów opowiedzieć.

Historia opisana na kartach tej powieści nadaje dosłowny wymiar pięknej obietnicy, którą często, patrząc głęboko w oczy ukochanej osoby, składają sobie zakochani. Moje serce należy do ciebie. Będę z tobą na zawsze. Dla Ylenie słowa te stały się rzeczywistością, ponieważ jej ukochany Aleks, który zginął w wypadku samochodowym, jest jednocześnie dawcą, którego serce jej przeszczepiono. Jak się domyślacie, nie jest łatwo cieszyć się nową szansą dla siebie uzyskaną za tak wysoką cenę. Tak ogromna strata strasznie boli , ale nie można pozwolić, by tak bezcenny dar nie został odpowiednio doceniony i spożytkowany. Nastolatka stara się z pomocą przyjaciół zacząć normalnie żyć. Chce oderwać się od wspomnień, które bolą i przytłaczają. Ma nawet pewne plany z tym związane, ale przestają mieć one jakiekolwiek znaczenie w momencie, kiedy ku jej ogromnemu zaskoczeniu jej drogi splatają się z dziewczyną, która diametralnie  odmieni jej dotychczasową codzienność, a może nawet narazi je obie na ogromne niebezpieczeństwo. Georgia, bo tak właśnie jej na imię zdaje się wiedzieć o Ylenie i Aleksie bardzo dużo, podczas gdy sama Ylenie dopiero podczas pierwszego ich spotkania dowiaduje się, że dla nowo poznanej dziewczyny Aleks również nie jest obojętny. Mało tego, wszystko, co mówi, daje zupełnie inne spojrzenie na śmierć chłopaka i rodzi mnóstwo pytań oraz wątpliwości.
Wierzę, że jesteście ciekawi, co łączy całą trójkę, ale tego musicie dowiedzieć się już sami, czytając książkę.

Nie wiem, czy, wiecie, ale zarejestrowano wiele przypadków, kiedy osoby po przeszczepie informowały, że częścią ich nowego życia stały się wspomnienia przeżyć z życia osoby, którego organ im przeszczepiono. I tutaj dochodzimy do kolejnego wątku wplecionego w fabułę, jakim jest pamięć komórkowa. Nie będę Wam oczywiście opisywała tego zagadnienia zbyt dokładnie, abyście mogli poznać je w książce. Nadmienię tylko, że swego rodzaju zapis komórkowy dawcy gromadzi jego przeżycia, które jeśli są bolesne i trudne mogą bardzo utrudniać życie biorcy. W związku z tym dziewczyny, między którymi rodzi się wyjątkowa więź, decydują się na własną rękę przeprowadzić swego rodzaju śledztwo, które prowadzi je do miejsc pełnych okrucieństwa i bólu. Miejsc, gdzie nie ma żadnych skrupułów i granic moralnych. Tam żeruje się na ludzkiej biedzie i trudnej sytuacji życiowej.

W tym momencie wróćmy do pytania, które postawiłam we wstępie mojej recenzji. Gdzie jest granica, której nie przekroczymy, aby dać szansę na życie i zdrowie naszym najbliższym. Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, w jak trudnej sytuacji znajduje się światowa transplantologia. Niestety nadal stosunkowo niewielki procent osób decyduje się na przekazanie swoich organów do przeszczepu. Tymczasem tak wiele osób czeka na tę często jedyną szansę. Co za tym idzie, niestety bywa i tak, że ich zdesperowani bliscy, postawieni pod ścianą decydują się skorzystać z nielegalnej drogi pozyskania organu, co sprzyja rozwojowi podziemnego świata handlu narządami. Jeśli sięgniecie po tę książkę, zajrzycie za kulisy tego brutalnego procederu.

Jak widzicie, w książce odnajdziemy bardzo ważne i godne uwagi oraz refleksji wątki, które mogłyby zaowocować naprawdę wartościową książką, gdyby ich potencjał został wykorzystany. Niestety w moim odczuciu tak się nie stało. Autor poszedł bardziej w kierunku literatury młodzieżowej, tylko nieznacznie nakreślając wyżej wymienione przeze mnie tematy. Swoją uwagę skupił natomiast na grupie młodych ludzi, których połączyła przyjaźń. Mimo młodego wieku wiedzą już czym jest ból straty, ciężar śmierci, choroby. Lęk i strach. Mimo tych trudnych przeżyć chcą żyć dalej. To pragnienie życia jest w każdym z nich mocno namacalne. Dopiero wkraczają na ścieżki życia i ciągle starają się odkrywać siebie w wielu aspektach. Zarówno tych osobowościowych, jak i emocjonalnych, a także seksualnych. Eksperymentują i uczą się nazywać to, co czują i otwarcie o tym mówić. Odkrywają własne potrzeby i szukają własnej drogi także tej uczuciowej. Wszyscy są zupełnie różni, ale łączy ich radość życia.

Do mnie niestety tak historia nie do końca trafiła. Owszem bardzo ciekawiły mnie kwestie przeszczepu, pamięci komórkowej i handlu narządami, dlatego straszne żałuję, że zostały one potraktowane tak pobieżnie. Nie poczułam także praktycznie żadnych emocji, które przecież powinny być silne, kiedy poruszana jest tak ważna tematyka. Na okładce książki czytamy, że dziewczynom grozi śmiertelne niebezpieczeństwo, jednak według mnie nie jest ono podczas czytania w żaden sposób odczuwalne. Naprawdę wielka szkoda.
Nie twierdzę jednak, że jest to zła książka. Po prostu jest ona adresowana do czytelnika nastoletniego, który z pewnością bardziej dostrzeże i doceni jej wartość.
Sami musicie zdecydować, czy jest to historia dla Was.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Muza, za co bardzo dziękuję.



piątek, 12 marca 2021

„Nie boję się śmierci. Życie jest znacznie trudniejsze”.

B
ycie lekarzem wiąże się z wielkim prestiżem i uznaniem, ale przede wszystkim z ogromną presją i odpowiedzialnością. To w rękach lekarzy leży ludzkie życie i to w nich chorzy pokładają wszelką ufność i nadzieję w walce o swoje zdrowie i życie. Wierząc w zdobytą przez nich wiedzę, jesteśmy przekonani, że zrobią wszystko, co w ich mocy, aby przywrócić nas do pełni zdrowia i sił. Niestety nikt z nas nie jest nieomylny. Lekarze również. Przypuszczam, że każdy z nas choć raz słyszał na przykład w mediach o przypadkach błędów lekarskich, które skutkowały trwałą utratą zdrowia, a nawet życia pacjenta. Takie sytuacje niewątpliwie są ogromną traumą zarówno dla rodziny ofiary błędu lekarskiego, jak i dla samego medyka. Nierzadko nigdy nie jesteśmy w stanie pogodzić się z tym, co się stało. W rezultacie tak straszna tragedia może mieć swoje daleko idące konsekwencje, nawet wówczas, kiedy jesteśmy przekonani, że zdarzenia te są już tylko przeszłością, z której obciążeniem musimy nauczyć się żyć. Choćbyśmy nie wiem, jak chcieli, czasu nie da się cofnąć, a życie toczy się dalej. My musimy spróbować ułożyć je sobie na nowo. Tylko czy jest to możliwe?

Wkraczając w życie Charlotte Knopfler głównej bohaterki książki E.G. Scott „Dlaczego właśnie ja”, z której recenzją dziś do Was przychodzę, możemy śmiało powiedzieć, że tak. Jednak, abyście mogli dowiedzieć się, co takiego spowodowało, że to właśnie ona zmuszona była uzyskać odpowiedź na to pytanie, opierając się na własnych przeżyciach, musimy cofnąć się nieco w czasie do dnia, który zmienił w jej życiu niemalże wszystko.

Nasza bohaterka jest doskonałą kandydatką na wziętego neurochirurga. Jeszcze niedawno wszystko wskazywało na to, że  dzięki swojemu zaangażowaniu i umiejętnościom czeka ją wielka kariera w zawodzie. Niewykluczone, że o jej osobę w zespole swoich lekarzy zabiegałoby wiele szpitali. Nie bez powodu użyłam czasu przeszłego, bowiem dzień, w którym na stole operacyjnym straciła młodą pacjentkę, nie tylko przekreślił wszelkie wizje kariery, ale przede wszystkim mocno odbił się na niej samej. Na szczęście, choć nie było łatwo, kobiecie udało się stanąć na nogi. Bardzo pomocna w całym procesie budowania siebie na nowo dla Charlotte okazała się internetowa grupa wsparcia gromadząca osoby zmagające się z życiowymi traumami. Kiedy my czytelnicy stajemy się obserwatorami jej obecnego życia, widzimy, że udało jej się wyjść na prostą. Obecnie jej codzienność jest stabilna i uporządkowana. Wspólnie z najlepszą przyjaciółką Rachel prowadzi gabinet akupunktury, a i w jej życiu prywatnym pojawił się mężczyzna, dla którego serce zabiło mocniej. Co prawda Peter jest bardzo tajemniczy i nie mówi o sobie zbyt wiele, ale to, co podaje jako powód jego skrytości, uspokaja Charlotte na tyle, że godzi się, aby zachowali swój związek w sekrecie. Czy to bezgraniczne zaufanie będzie słuszną decyzją? O tym musicie przekonać się sami.

Niestety los nie pozwala Charlotte zbyt długo cieszyć się spokojem i stabilizacją. Peter od dłuższego czasu nie daje znaku życia, a już wkrótce nasza bohaterka, o czym jeszcze nie wie, będzie bardzo potrzebowała jego wsparcia. Otrzymuje bowiem telefon z policji z prośbą o identyfikację zwłok młodej dziewczyny. Strach przed tym, czemu będzie musiała stawić czoła po dotarciu na miejsce, ustępuje miejsca konsternacji, ponieważ ku jej ogromnej uldze nigdy wcześniej nie poznała zmarłej, a śledczy informują ją, że ofiara wskazała właśnie ją jako osobę, którą należy powiadomić w razie nagłego wypadku.
Przerażona i zagubiona nie wie, co robić, gdyż dla policji jest jedną z podejrzanych o zbrodnię. Charlotte musi, jak najszybciej odkryć kim jest nieznajoma i co je połączyło. U swojego boku ma tylko przyjaciółkę, gdyż Petera nie ma zawsze wtedy, kiedy go najbardziej potrzebuje. Rachel od zawsze jest nieufna wobec nowego mężczyzny swojej przyjaciółki. Czy słusznie? Musicie to koniecznie sprawdzić.

„Dlaczego właśnie ja” to pełen tajemnic i intryg wyścig z czasem o prawdę i udowodnienie swojej niewinności. Ta historia pokazuje, że to, co dla jednych jest już zamkniętym etapem z przeszłości, dla innych nigdy takowe nie było. To opowieść o życiu w poczuciu krzywdy i niesprawiedliwości oraz chorym pragnieniu sprawiedliwości. Cała historia opisana na kartach książki od początku do końca będzie trzymała Was w napięciu i chęci jak najszybszego poznania zakończenia. Co więcej, jestem pewna, że w momencie kiedy wielowątkowość fabuły zacznie łączyć się w logiczną całość, nie będziecie mogli oderwać się od książki, będąc przekonanymi, że jej finał jest już dla Was oczywisty. Nie bądźcie jednak zbyt pewni swego, gdyż autorzy postarali się o takie zakończenie, jakiego z pewnością nie będziecie w stanie przewidzieć.

Tytuł ten to naprawdę świetnie skonstruowana, wciągająca i zaskakująca pozycja, którą serdecznie każdemu polecam. Ten niezwykły klimat tajemniczości, a także wielu sekretów w połączeniu ze świetnie wykreowanymi postaciami drugoplanowymi zapewni Wam naprawdę zajmującą lekturę. Dlaczego wspomniałam tylko o postaciach drugoplanowych? A no dlatego, że postaci głównej bohaterki nie udało mi się polubić, ani zrozumieć. Biorąc pod uwagę to, co ją spotkało w praktyce lekarskiej, uważam, że powinna być bardziej dojrzała i ostrożna. Tymczasem zachowywała się jak zagubiona, naiwna nastolatka, której można wszystko wmówić i wodzić ją za nos, a ona łyknie wszystko, co usłyszy bez chwili przemyślenia. Gdyby nie była taka ślepa na wszystko, co się wokół niej dzieje cała historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej. Macie moje słowo, że Wy również wiele razy poczujecie się zirytowani jej postacią, ale to nie zmienia faktu, że książka jest naprawdę świetnym thrillerem psychologicznym, który musicie przeczytać. Ostrzegam tylko, zarezerwujcie sobie dużo wolnego czasu, gdyż nie ulega wątpliwości, że zostaniecie pochłonięci bez reszty. A może wcale nie tak dużo, bo przecież książkę z uwagi na bardzo przystępny styl i język, którym została napisana, a przede wszystkim na duże zaangażowanie czytelnika w lekturę czyta się naprawdę błyskawicznie.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Muza, za co bardzo dziękuję.

Inne książki autorów, które recenzowałam:

poniedziałek, 9 listopada 2020

Miała umrzeć - Ewa Przydryga

W
szyscy wiemy, jak ważna dla każdego z nas jest świadomość naszej tożsamości i historii rodzinnej, Nie ulega wątpliwości, że koleje losów naszych bliskich mają większy, bądź mniejszy wpływ na to, jak wygląda nasze życie. O tym, jak bardzo jest to istotne przekonała się główna bohaterka najnowszej powieści Ewy Przydrygi „Miała umrzeć”, z której recenzją dziś do Was przychodzę.

Lena jest artystką. W momencie, kiedy my czytelnicy wkraczamy w jej życie, trafiamy na wernisaż jej prac. Można powiedzieć, że mogłaby czuć się kobietą spełnioną, gdyby nie to, że przez całe życie, nękana stanami lękowymi, poszukuje prawdy o sobie. Osierocona w dzieciństwie nie pamięta swoich bliskich i tak naprawdę nie wie o nich samych i okolicznościach ich śmierci zbyt wiele. Co prawda wychowująca ją ciotka przekazała jej kilka zdawkowych informacji na temat tamtejszych wydarzeń, lecz nie najlepsze jej relacje z kobietą uczyniły z życia maleńkiej wówczas Leny koszmar. To wszystko sprawiło, że dziecko, które tak bardzo potrzebuje ciepła i miłości, nigdy jej nie otrzymało, w konsekwencji czego, dorosła dziś kobieta nie potrafi zbudować trwałych i zdrowych relacji z mężczyznami.

Nasza bohaterka nie wie, jednak jeszcze, że w dniu, kiedy świętuje swój sukces, wydarzy się coś, co nie pozwoli jej dłużej karmić się strzępkami wiedzy o losach swoich najbliższych i będzie impulsem do tego, aby wziąć sprawy w swoje ręce i wreszcie poznać całą prawdę. Ku ogromnemu zaskoczeniu kobiety bardzo szybko wychodzi na jaw, że przez wiele lat otaczały ją kłamstwa i fałszywa rzeczywistość, którą usłyszała z ust ciotki. Dlaczego krewna kłamała? O tym musicie już przekonać się sami, czytając książkę.

Co więcej, wszelkie tropy prowadzonych na własną rękę działań wiodą Lenę do tragicznych wydarzeń, które miały miejsce pod koniec lat dziewięćdziesiątych. A wszystko zaczęło się od grupy nastolatków, której przewodziła dziewczyna o imieniu Ada. Młodzi ludzie podjęli się uczestnictwa w grze zainicjowanej przez ich przywódczynię. Celem gry jest podejmowanie się wyzwań testujących wytrzymałość psychiczną i fizyczną jej uczestników. Kolejne jej poziomy oznaczają balansowanie na granicy życia i śmierci. Niestety przeszłość skrywa wiele tajemnic dowodzących temu, że granice te zostały przekroczone, a ich ofiarą było ludzkie życie. Lena jest coraz bliżej skrywanych w mrocznej przeszłości tajemnic, jednak przerażające jest to, że wychodzące na światło dzienne nowe fakty prowadzą do jej własnej osoby. Mało tego, ktoś zrobi wszystko, aby wreszcie przestała grzebać w przeszłości. Ile jeszcze osób musi zginąć, aby ta okrutna gra mogła wreszcie się skończyć.

„Miała umrzeć” to trzymający w napięciu i wciągający thriller psychologiczny o zagubionych i pozostawionych samym sobie młodych ludziach, którzy pozbawieni zainteresowania i miłości swoich bliskich, chcą, choć na chwilę uciec od otaczającej ich trudnej rzeczywistości codziennego życia. Potrzebują choć przez chwilę poczuć się panami swojego losu i poczuć, że mają na niego wpływ. Potrzebują poczuć smak wolności. Tego wszystkiego szukają w odurzających substancjach i przekraczaniu własnych granic. W pewnym momencie jednak podjęta gra wymyka się spod kontroli i to, co wówczas się dzieje, niszczy wiele ludzi. Tylko czy to poczucie panowania nad swoim życiem nie okaże się zaledwie złudzeniem. A może to, zupełnie ktoś inny pociąga za sznurki, a ci młodzi ludzie okazali się tylko marionetkami? Sięgnijcie koniecznie po książkę i poszukajcie odpowiedzi na te i wiele innych nurtujących czytelnika pytań.

Autorka oddała w nasze ręce historię, od której nie sposób się oderwać. Poprzez wszystko, o czym czytamy na kartach książki, uświadamiamy sobie, do czego zdolny jest człowiek pod wpływem silnych emocji, pragnienia zemsty i odwetu. Czy warto, jest budzić uśpione demony przeszłości, a może Lena gorzko tego pożałuje? Przyznajcie sami, że to wszystko, czego możecie dowiedzieć się podczas lektury książki, jest tak intrygujące i ciekawe, że nie sposób się oprzeć.

Myślę, że nie muszę Was dłużej przekonywać, iż warto spędzić z tą książką czas. Dodam tylko, że czyta się ją niezwykle lekko i płynnie dzięki lekkiemu stylowi pisania autorki oraz przystępnemu językowi, którym się posługuje, a także umiejętności podsycenia ciekawości czytelnika. Nie mogłabym nie wspomnieć oczywiście o bardzo ciekawej kreacji każdego z bohaterów i ich portretów psychologicznych. Te wszystkie elementy w połączeniu z prowadzoną w dwóch płaszczyznach czasowych fabułą, które finalnie perfekcyjnie się ze sobą uzupełniają, daje czytelnikowi gwarancję poczucia przeczytania książki, o której długo się nie zapomni i na pewno będzie chciało więcej. A przecież właśnie o to chodzi.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Muza, za co bardzo dziękuję.

Inne książki autorki, które recenzowałam:



czwartek, 6 sierpnia 2020

Status związku: To skomplikowane.

Moi drodzy w czasie wakacji duża część miłośników książek i wielbicieli czytania rezygnuje z sięgania po książki trudne tematycznie bądź wymagające większego skupienia. Jest to w pełni zrozumiałe, gdyż czas wakacyjnego wypoczynku to moment, kiedy chcemy się odprężyć i zrelaksować. Dlatego właśnie wybieramy tytuły, na których kartach odnajdziemy historie lekkie, łatwe i przyjemne. Ja jednak należę do tej grupy czytelników, której nie usatysfakcjonuje zwykłe, kolokwialnie mówiąc czytadło. Wybierając lekturę dla siebie, chcę, aby było to coś, co połączy przyjemne z pożytecznym. Mówiąc wprost, oczekuję, że poza przyjemnością czytania po skończonej lekturze będę miała poczucie, że przeczytałam naprawdę wartościową książkę, o której nie zapomnę chwilę po odłożeniu jej na półkę.
Wybór nie jest łatwy, ponieważ na polskim rynku wydawniczym jest naprawdę wiele godnych uwagi powieści, które na pewno sprawią, że tegoroczne wakacje upłyną nam pod znakiem dobrej książki.

Ja tym razem zdecydowałam się sięgnąć po książkę „To tylko przyjaciel” Abby Jimenz. Zapewne wielu z Was słyszało o tym tytule, a może nawet jego lektura jest już za wami, ponieważ bez wątpienia jest to jedna z najgłośniejszych propozycji czytelniczych tegorocznych wakacji. Od momentu, kiedy ja przeczytałam ostatnie zdanie historii, którą oddała w nasze ręce autorka, minęło zaledwie kilka godzin i już przychodzę do Was, aby będąc jeszcze pod wpływem emocji, jakie wywołała we mnie ta książka podzielić się z wami moimi odczuciami po jej lekturze. A przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie, czy uznanie jej za hit, w moim odczuciu jest zasłużone.

Zanim jednak opowiem Wam o samej fabule utworu, chcę, abyśmy przez chwilę zastanowili się, jak to jest być kobietą żołnierza. My kobiety mamy słabość do mężczyzn pracujących w służbach mundurowych. Nie bez powodu mówi się, że za mundurem panny idą sznurem. Ja jednak zawsze jestem pełna podziwu i uznania dla żon i dziewczyn, których mężczyźni służą w wojsku. Choć mają one kogoś, kogo kochają, to jednak decydując się na związek z synem armii, muszą zaakceptować fakt, że ich wspólne życie zawsze będzie naznaczone tęsknotą i odmierzane czasem kolejnych przepustek, w których czasie będą mogli spędzić ze sobą zaledwie kilkanaście dni.

Na taki właśnie związek zdecydowała się główna bohaterka książki „To tylko przyjaciel” - Kristen Peterson. Kristen jest bardzo samodzielną i przedsiębiorczą kobietą. Prowadzi własną rozwijającą się firmę. Swój czas dzieli między pracę, ukochanego psa i dwójkę wspaniałych przyjaciół, którzy już za kilka miesięcy zostaną małżeństwem, Ona sama niestety nie ma obok siebie mężczyzny, którego kocha. Tyler służy w armii i ciągle odnawia kontrakty na kolejne zagraniczne misje. Kristen tęskni, brakuje jej ciepła i bliskości. Ma jednak nadzieję, że trwająca właśnie misja Tylera, będzie ostatnią z jego udziałem i że już wkrótce wróci on do domu. Tymczasem ona zajmuje się swoimi obowiązkami i przygotowaniami do ślubu najlepszej przyjaciółki, Sloan. Kobieta nie zdaje sobie jednak sprawy, że za chwilę w jej życiu pojawi się ktoś, kto nie tylko wywróci jej stabilny, poukładany świat do góry nogami, ale przede wszystkim jego osoba stanie się powodem do podjęcia trudnych decyzji i wyborów, które mogą sprawić, że już nigdy nic nie będzie takie samo.

Josh Copeland, bo to właśnie o nim mowa jest nowym nabytkiem tamtejszej straży pożarnej a prywatnie przyjacielem i drużbą przyszłego męża Sloan. Kiedy ta dwójka się poznaje, niemalże od pierwszej chwili zaczyna między nimi iskrzyć. To właśnie przy Joshu Kristen poznaje, czym jest prawdziwa siła przyciągania i pożądania. Nasza bohaterka oczywiście walczy z tym uczuciem, nawet kiedy pewne okoliczności sprawiają, że zostaje singielką. Jedyne, na co się godzi to relację friends with benefits. Wydawać by się mogło, że teraz, gdy ich wzajemne stosunki zostały jasno określone, wszystko będzie już proste. Wszyscy jednak doskonale wiemy, że sercu nie wolno rozkazywać. Oboje czują, że chcą czegoś więcej, jednak nasza bohaterka boi się powiedzieć „Tak”, ponieważ tylko ona wie, że nigdy nie będzie mogła stworzyć pełnej, dużej rodziny, o której marzy Josh. Sięgnijcie koniecznie po książkę i przekonajcie się sami, czy miłość zawsze przezwycięża wszelkie przeszkody.



Nie zakładajcie jednak niczego z góry i nie bierzcie za oczywiste, ponieważ życie nie raz potrafi zadać cios, po którym nie potrafimy dalej żyć. Choć na zewnątrz próbujemy jakoś się trzymać, to jednak w środku umieramy. W tej książce będziemy musieli zmierzyć się również z tak druzgocącymi przeżyciami. Przeżyciami, które łamią serce i sprawiają, że człowiek rozpada się na miliony kawałków.

Przyznaję, że mnie ten wątek książki roztrzaskał emocjonalnie. Płakałam, czując, żal i złość do autorki, że właśnie w tak dramatyczny sposób pokierowała losami swoich bohaterów. Za chwilę jednak naszła mnie refleksja, że przecież takie właśnie jest życie. Szczęście bywa bardzo ulotne. Kiedy jedni z nas się cieszą, inni płaczą. Kiedy ktoś umiera, ktoś inny się rodzi. Takie są koleje ludzkich losów i nie należy unikać tak trudnych emocji.

Już teraz mogę Wam zdradzić kochani, że Abby Jimenez napisała wspaniałą książkę, w której genialnie udało jej się połączyć lekką i przyjemną opowieść, w której można się dosłownie zatracić i zaczytać na plaży, czy też w zaciszu domowego ogródka, z wątkami bardzo życiowymi, trudnymi i poruszającymi. Takimi, które nikogo, kto weźmie tę książkę do ręki, nie pozostawią obojętnymi i na pewno skłonią do wielu refleksji i przemyśleń.
W książce odnajdziemy bowiem miłość, przyjaźń, namiętność, wielkie pragnienia, ale także obawy lęk, zmagania ze stratą i wiele innych wątków, które jak się przekonacie, może napisać nie tylko to książkowe życie.

Wszystko to w połączeniu z fantastycznymi postaciami bohaterów, których nie sposób nie polubić, sprawia, że od książki nie można się oderwać. Żadna z postaci nie jest wyidealizowana. Każda z nich ma swoje marzenia i plany, które niestety życie weryfikuje nie zawsze po ich myśli. Ten realizm ich kreacji sprawia, że stają się oni bardzo bliscy czytelnikowi. Razem z nimi przeżywamy ich wzloty i upadki, cierpienia i radości. Niemalże czujemy się częścią ich życia.

Cóż więcej mogę powiedzieć. Jeśli szukacie książki, która zapewni Wam niesamowity rollercoaster emocji od śmiechu poprzez wzruszenia, szok łzy to koniecznie musicie sięgnąć po ten tytuł. Macie moje słowo, że jeśli zabierzecie tę książkę ze sobą na wakacje, będą one wyjątkowe i nie zapomniane, jak opowieść, która w niej na Was czeka.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Muza, za co bardzo dziękuję.

czwartek, 25 czerwca 2020

Od tej decyzji nie ma już odwrotu.

Kochani każdego dnia śledząc doniesienia prasowe bądź telewizyjne czy też przeglądając wiele stron internetowych, trafiamy na coraz więcej informacji o tym, że ktoś zaginął i prosi się nas o pomoc w jego odnalezieniu. Po prostu wyszedł z domu i od tej pory ślad po nim zaginął. Zawsze, kiedy czytam coś takiego, zastanawiają mnie dwie kwestie. Po pierwsze i najważniejsze, co mogło być przyczyną zaginięcia poszukiwanej osoby, a ponadto, jak to jest możliwe, by zniknąć i nie pozostawić po sobie niczego, co mogłoby pomóc w odnalezieniu tej osoby? Warto jest również zadać sobie pytanie, czy zaginięcie to rzeczywiście miało miejsce, bo być może poszukiwana osoba chce, tylko aby wszyscy w jej najbliższym otoczeniu tak właśnie myśleli, a fakty są zupełnie inne.

Jeśli poczuliście się zaniepokojeni tym, że być może chcę porozmawiać z Wami na ten trudny temat, ponieważ mnie, albo kogoś mi bliskiego on w jakikolwiek sposób dotyczy, to spieszę Was uspokoić. Impulsem do poruszenia tego problemu nie są moje osobiste doświadczenia, a książka Julie Clark - „Ostatni lot”, którą właśnie skończyłam czytać. Będąc jeszcze pod wpływem emocji po jej lekturze, niezwłocznie spieszę, aby podzielić się z Wami moimi wrażeniami odnośnie do tego, co czekało na mnie na kartach powieści.

„Świat jest pełen ludzi, którzy mają jakieś tajemnice. W gruncie rzeczy nikt nie jest tym, na kogo wygląda”

Niech punktem wyjścia do tego, co chcę Wam dziś o tej książce opowiedzieć, będzie właśnie, ten niestety jak się okazuje bardzo prawdziwy i ponadczasowy cytat. Życie głównej bohaterki książki - Claire jest dosłownym jego odzwierciedleniem. Kiedy poznajemy tę kobietę, odnosimy wrażenie, że tego, jak ono wygląda, mógłby pozazdrościć jej każdy, a co więcej my czytelnicy nie jesteśmy w tej zazdrości odosobnieni. Nasza bohaterka prowadzi wręcz idealne życie u boku poważanego i uwielbianego przez społeczeństwo męża, który rozwija swoją karierę polityczną. Jednak tylko żona wie, że Roryemu do ideału bardzo daleko, a wizerunek, który prezentuje wszem i wobec to tylko maska pozorów, którą mężczyzna ściąga z dala od ludzkich oczu, w czterech ścianach ich luksusowego domu. Nie zdradzę Wam oczywiście, jakie jest prawdziwe oblicze mężczyzny, abyście mogli sami poczuć niemalże na własnej skórze, że nie wszystko złoto, co się świeci. Na pewno jednak będziecie mogli sobie wyobrazić, w czym rzecz, kiedy przeczytacie, że mając dość tego, co spotyka ją w małżeństwie, Clarie od wielu miesięcy planuje uciec od Roryego i porzucić na zawsze dotychczasowe życie.

I to właśnie próbie ucieczki przed przeszłością poświęcona jest w głównej mierze fabuła „Ostatniego lotu”. Jedyna i ostatnia szansa wcielenia w życie tak długo i misternie przygotowywanego planu pojawia się w dniu wyjazdu służbowego Claire do Portoryko. Zdeterminowana kobieta wie, że od tej decyzji nie ma odwrotu, ale pragnąc wyrwać się spod władzy osaczającego ją męża, decyduje się pojąć ten ostateczny krok. Wszystko wskazuje na to, że los chcąc wynagrodzić jej wszystko przez co do tej pory przeszła, postanowił jej sprzyjać i to bardziej niż ośmieliłaby się marzyć. Na lotnisku podczas odprawy okazuje się bowiem, że jest jeszcze ktoś, kto podobnie, jak ona chce zniknąć i zostać zapomnianą. Tak oto poznajemy Evę. Po wymienieniu pospiesznych kilku zdań kobiety postanawiają wymienić się biletami. To daje im gwarancję, że nikt nie znajdzie ich tam, gdzie powinny być. Ale czy na pewno? O tym musicie przekonać się już sami.

Jednak to nie koniec zwrotów akcji, które serwuje swoim czytelnikom Julie Clark, bowiem już po kilku godzinach startu samolotu, którym do Portoryko miała lecieć Claire, a poleciała Eva, media donoszą o katastrofie lotniczej samolotu, w której żaden z pasażerów nie przeżył. Bohaterka spontanicznie postanawia ukraść tożsamość Evy, o której wie tak niewiele, a co więcej już teraz mogę uchylić Wam rąbka tajemnicy i powiedzieć, że wszystko, co ta o sobie opowiedziała, okazuje się kłamstwem. Teraz nie mając wyboru, Claire będzie musiała zmierzyć się z całym bagażem przeżyć i doświadczeń osoby, pod którą się podszywa. A to nie będzie łatwe, a mało tego może grozić jej bardzo duże niebezpieczeństwo.

„Ostatni lot” to bardzo zgrabnie skonstruowany, trzymający w napięciu i wciągający kobiecy thriller, który czytamy z zapartym them, nie mogąc się od niego oderwać. Autorka wykreowała doskonałe portrety dwóch kobiet, które różni niemalże wszystko, a jednocześnie łączy tak wiele. Claire i Eva pochodzą z różnych środowisk i mają za sobą odmienną przeszłość, ale obie charakteryzuje wewnętrzna siła i pragnienie ucieczki ku wolności przed krzywdą, której doświadczyły z rąk mężczyzn, którym ufały.

Zatrzymajmy się jednak na krótką chwilę przy samej konstrukcji książki, bo trzeba przyznać, że autorka musiała włożyć w nią nie tylko dużo pracy, ale przede wszystkim pomysłowości i skupionej maksymalnie uwagi. Akcja książki poprowadzona jest dwutorowo. Rozdziały zatytułowane zostały odpowiednio imionami obu kobiet z tą różnicą, że perypetie Claire poznajemy w czasie rzeczywistym, natomiast aby przyjrzeć się życiu Evy, musimy zanurzyć się w przeszłość, która nie szczędziła kobiecie trudnych przeżyć. Jestem pełna podziwu i uznania dla autorki, że w ostatecznym rozrachunku, obie te płaszczyzny udało się tak wspaniale i ciekawie połączyć, co zaowocowało bardzo zaskakującym zakończeniem całej historii.

Bardzo ważnym aspektem książki jest wątek kobiecej przyjaźni, na który autorka kładzie duży nacisk. Obie bohaterki w życiu spotkało bardzo wiele trudnych sytuacji i wiele musiały się nauczyć, reagując na to, co przygotował dla nich los. W sytuacjach, z jakimi musiały się zmierzyć obie bohaterki, wsparcie i spojrzenie na wszystko z dystansem, kogoś, kto nam dobrze życzy i komu możemy ufać, jest bardzo cenne. Na szczęście każda z nich, miała kogoś takiego i to im bardzo pomogło.

O tym tytule już od dłuższego czasu jest bardzo głośno, a musicie wiedzieć, że ja do książek tak bardzo mocno nagłaśnianych i polecanych podchodzę z dużym dystansem, obawiając się przerostu formy nad treścią. Tym razem jednak ku mojej ogromnej radości mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że rozgłos ten jest w pełni uzasadniony i zasłużony. Książka jest świetna. Porusza bardzo ważną tematykę, wzbudza refleksje i przemyślenia. Według mnie może być wstępem do wielu ważnych rozmów. Wszystko w niej zostało dopracowane w najmniejszym szczególe. Nic nie zostało pozostawione przypadkowi i to się czuje od pierwszej do ostatniej strony. Czytelnik ma do czynienia z wyrazistymi osobowościami kobiet, które skrupulatnie realizują swój plan walki o siebie i lepszą przyszłość, a my czytelnicy pełni emocji możemy im towarzyszyć i obserwować ich poczynania.

Ze swej strony gorąco polecam Wam ten tytuł, ponieważ śmiało mogę powiedzieć, że jest to jedna z najlepszych książek, jakie miałam okazję do tej pory przeczytać. Pamiętajcie, nigdy nie ustawajcie w walce o swoje dobro.

„Jeśli będziesz wystarczająco uważna, zawsze dostrzeżesz jakieś rozwiązanie.”.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Muza, za co bardzo dziękuję.


czwartek, 28 maja 2020

"To, co bliskie sercu" - Katherine Center / Recenzja przedpremierowa + Zaproszenie do udziału w wyjątkowej akcji.

Kochani chciałabym, abyście wspólnie ze mną wrócili na chwilę do wspomnień z czasów, kiedy byliście nastolatkami. Nie wiem oczywiście, jak wówczas postrzegaliście swoją osobę, bo przecież każdy z nas jest inny, ale jeśli o mnie chodzi, to z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że wtedy cechowała mnie ogromna otwartość na świat i ludzi, ale też swego rodzaju młodzieńcza naiwność, którą jeszcze w tak młodym wieku tłumaczy się wszystkie błędy i pochopne decyzje.

Myślę, że będąc tak młodym człowiekiem, nie do końca zdajemy sobie sprawę z tego, jak trudne i ciężkie bywa życie. Ja sama uważam, że w pewnej mierze jest to dobre, ponieważ mamy jeszcze czas, aby się o tym przekonać. Niestety nie każdemu z nas dane jest cieszyć się byciem nastolatkiem, bowiem często bywa tak, że trudną lekcję życia musimy odebrać znacznie szybciej, niż byśmy się tego spodziewali i bardzo szybko dorosnąć.

Zapewne niektórzy z Was myślą sobie teraz, że przychodzę do Was dziś po to, aby opowiedzieć Wam swoją historię, która będzie dowodem na to, jak zgubna może okazać się owa młodzieńcza naiwność i jak bardzo boleśnie niespodziewane i trudne życiowe przeżycia mogą nas jej pozbawić. Poniekąd tak właśnie będzie, jednak nie będę pisała Wam o sobie, a o Cassie. Głównej bohaterce najnowszej powieści Katherine Center „To, co bliskie sercu”, której szesnaste urodziny okazały się największym koszmarem w jej życiu. Koszmarem, który odmienił ją na zawsze.

Tego dnia bowiem los zadał jej dwa bolesne ciosy prosto w serce. Zraniły ją dwie, bliskie jej sercu osoby. Matka, która porzuciła rodzinę i chłopak, którego kochała skrycie, a który zakpił z niej i odebrał wszystko, co dla kobiety najważniejsze. Od tego momentu postanowiła odciąć się od wszelkich uczuć i emocji w relacjach z mężczyznami i skupić się na sobie.

Dziś nasza bohaterka jest już dorosłą kobietą, która jako jedyna kobieta strażak odnosi sukcesy w jednostce straży pożarnej w Austin, gdzie rozgrywa się początkowa akcja książki. Szanowana i doceniana przez kolegów z zastępu właśnie szykuje się do uroczystości, na której ma odebrać zasłużoną nagrodę. Nie wie jednak jeszcze, że ten dzień zupełnie zmieni jej życie, bo oto przeszłość nagle daje o sobie znać. Budzą się tłumione przez lata emocje i dochodzi do pewnego zdarzenia, które dla niej samej skutkuje poważnymi konsekwencjami zawodowymi. Jednak to nie wszystko, co spada na jej barki, ponieważ w myśl zasady jeden problem, to nie problem, matka, która przecież opuściła męża i swoją dorastającą córkę teraz nagle prosi Cassie o pomoc, gdyż zmaga się z poważną chorobą. Tak oto wierna zasadom wpojonym jej przez wychowującego ją ojca zostawia za sobą swoje dotychczasowe życie i wyjeżdża do oddalonego o setki kilometrów Massachusetts. Kobieta przenosi się do tamtejszej jednostki straży pożarnej, ale to, co tam zastaje i jak zostaje przyjęta przez mężczyzn, z którymi będzie pracowała, różni się niczym niebo i ziemia w odniesieniu do jej poprzedniego miejsca pracy. Przed Cassie stoi nie lada wyzwanie odnalezienia się w nowym środowisku wśród nieokrzesanych mężczyzn i wywalczenia sobie pozycji na nowo, jak również próba naprawienia relacji z matką. Jak sobie poradzi, tego już musicie dowiedzieć się sami,sięgając po książkę, do czego gorąco Was zachęcam.

Skomplikowane relacje rodzinne i zawodowe to nie jedyne płaszczyzny życia Cassie, które będzie musiała postarać się naprawić i uporządkować, gdyż ku jej wielkiemu zaskoczeniu w jej życiu pojawia się ktoś, kto budzi w niej uczucia, które zamrożone, tego strasznego dnia przed laty, miały już nigdy nie ożyć. Dziewczyna nie wie, co się z nią dzieje, a na oczach nas czytelników dokonuje się niezwykła przemiana typowej chłopczycy, ukrywającej się za strażackim kombinezonem w piękną kobietę, która bardzo chce kochać i być kochaną. Z pewnością jednak zauważyliście, że tej dziewczynie nic w życiu nie przychodzi łatwo. Tak też będzie i tym razem, gdyż aby móc być szczęśliwą, będzie musiała zawalczyć o to, co kocha.

Katherine Center oddała w nasze ręce poruszającą i wciągającą historię, w której splotła w doskonały sposób kilka bardzo ważnych życiowych wątków takich jak zmaganie się z bolesną przeszłością, wybaczenie nie tylko innym, ale i samemu sobie. Próba podniesienia się z kolan po bolesnym ciosie od życia, ale jednocześnie niegasnącej nadziei i pragnieniu miłości.

Patrząc na postać głównej bohaterki, możemy być dumni, że tak świetnie poradziła sobie po tym wszystkim, co ją w życiu spotkało. Zadajmy sobie jednak pytanie, czy odciąć się od przeszłości przywdziewając na siebie twardy pancerz i budując mur wokół własnego serca, jest równoznaczne z poradzeniem sobie? A może to właśnie dopiero teraz nadszedł czas, by się z tą przeszłością skonfrontować i zamknąć pewne etapy. Pamiętajmy wszak, że to, co najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

Moi drodzy ze swej strony oczywiście polecam Wam sięgnięcie po ten tytuł. Zapewniam Was, że, wszystko to, o czym przeczytacie na kartach tej książki, nie tylko poruszy wasze serca, ale również skłoni do życiowych refleksji. Podczas lektury doświadczycie, naprawdę wielu różnych emocji takich jak poczucie, krzywdy, odrzucenia, samotności, ale także swego rodzaju przeistoczenia się poczwarki skrywającej się w swoim kokonie bezpieczeństwa w pięknego motyla, który pod wpływem rodzącego się uczucia rozwija skrzydła i poznaje swoje prawdziwe oblicze, które jest ogromnym zaskoczeniem nie tylko dla otoczenia, ale przede wszystkim dla niego samego.
Przekonacie się również, że nie zawsze, wszystko jest takie, na jakie wygląda na początku i nie należy nikogo oceniać z góry, zanim nie poznamy jego wersji wydarzeń.

Jak widzicie, w książce naprawdę wiele się dzieje, a wszystko tworzy tak przyjemną i lekką mimo niełatwej tematyki opowieść, że praktyczne czyta się ona zupełnie sama. Uwierzcie mi, że przeczytacie ją z ogromnym zaangażowaniem w mgnieniu oka.

Na uwagę zasługuje również fakt, że dzięki temu, iż mąż autorki służy w ochotniczej straży pożarnej, mamy możliwość niemalże u źródła dowiedzieć się jak wygląda ta trudna praca od kulis, co zostało wspaniale oddane w całej fabule książki. Bywa śmieszne, zabawnie, ale też bardzo trudno.

Na zakończenie chcę zaprezentować Wam cytat, który w moim odczuciu jest pięknym i jakże prawdziwym przesłaniem tej książki:

„Owszem, na świecie jest mnóstwo niewyobrażalnego cierpienia. Ale nie będzie dobrze, jeśli z tego powodu nie pozwolimy sobie na nadzieję, miłość, odczuwanie rozkoszy. Przeciwnie, należy cieszyć się każdą drogocenną sekundą tych uczuć, które na nas spływają. Reakcją na zło tego świata nie powinien być strach przed miłością, lecz coś dokładnie przeciwnego. Powinno się właśnie kochać do szaleństwa, kiedy tylko można”.

Mam nadzieję, że udało mi się pokazać Wam moją satysfakcję i zadowolenie z lektury książki, a tym samym skusić Was do tego, abyście sami zechcieli poznać historię, którą skrywają jej karty. Jeśli tak to, mam dla Was wspaniałą wiadomość, otóż swoją polską premierę będzie ona miała już 3 czerwca 2020 roku.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Muza, za co bardzo dziękuję.



Jednak to nie koniec dobrych wiadomości, ponieważ już dziś wspólnie z wydawnictwem Muza, chcielibyśmy zaprosić Was do udziału w #AkcjaToCoBliskieSercu, której celem jest celebrowanie dobrych emocji poprzez dzielenie się ze światem tym, co dla nas najważniejsze. Chcemy stworzyć mozaikę dobrych emocji!
Akcja rozpocznie się 5 czerwca, czyli tuż po premierze książki.

Mamy dwie możliwości, aby wziąć w niej udział:

1. filmik zamieszczony na InstaStory
2. statyczny post zamieszczony na Instagramie.

Na filmiku/zdjęciu powinna być widoczna okładka książki Katherine Center, a w opisie musi się znaleźć informacja o tym, co jest bliskie Waszemu sercu. Koniecznie trzeba pamiętać również o dodaniu #AkcjaToCoBliskieSercu oraz oznaczeniu @wydawnictwomuza, aby mogło na swoim profilu udostępnić możliwie jak najwięcej pozytywnych postów: ).

Napiszcie mi, proszę w komentarzach czy planujecie sięgnąć po książkę i wziąć udział w akcji.

niedziela, 10 maja 2020

Zapowiedź: Bliżej, niż myślisz - Ewa Przydryga.

Kochani mam dziś Wam do zaprezentowania naprawdę smaczny kąsek czytelniczy. A wszystko dzięki wydawnictwu Muza,  nakładem którego już 20. 05. 2020. na naszym rynku wydawniczym odbędzie się premiera książki Ewy Przydrygi „Bliżej, niż myślisz".

Ta premiera cieszy mnie w sposób szczególny, ponieważ tytuł ten reprezentuje jeden z moich ulubionych gatunków literackich. Jak możemy przeczytać już na okładce książki, jest to wciągający, zaskakujący, mocny polski thriller, na który czekali czytelnicy. Mnie taka rekomendacja zachęca do poznania historii, którą skrywają karty książki, ale jeśli Wy chcielibyście dowiedzieć się o tej pozycji czegoś więcej, to mam dla Was garść ciekawych o niej informacji.

Wciąga i trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Psychodeliczny nastrój, mroczna tajemnica oraz sekrety z przeszłości. Ewa Przydryga stworzyła thriller psychologiczny, jakiego w Polsce jeszcze nie było.

OPIS WYDAWCY:

Nika Wermer, właścicielka niewielkiego pensjonatu w Gdyni, jest przekonana, że była świadkiem morderstwa. Na ekranie monitoringu widziała, jak ktoś wynosi z wynajmowanego pokoju ciało młodej kobiety. Natychmiast dzwoni na policję. Jednak jej zeznania wydają się mało wiarygodne – wskazany przez nią pokój wygląda na niezamieszkany, zniknęło również nagranie z monitoringu. Widząc, że policjanci nie są zainteresowani tą sprawą, Nika sama postanawia dotrzeć do prawdy. Kim była tajemnicza dziewczyna? Kto ją zabił? Czy mordercą jest ktoś, kogo może znać?

Nika musi się zmierzyć z własnymi lękami, strachem i wyobraźnią. Zostawiła za sobą właściwie wszystko – przyjacielskie relacje, znajomych, wspomnienia. Z przeszłością łączą ją jedynie nabrzmiała różowa blizna na brzuchu oraz zaklejone pudła, które stoją w garażu jedno na drugim i pokrywają się coraz grubszą warstwą kurzu. Powracające traumatyczne wspomnienia nie pozwolą jej jednak normalnie żyć. Jeśli nie umie zaufać nawet sobie, to komu właściwie może wierzyć? Nika musi działać szybko, zagrożenie może być blisko, bliżej, niż myśli…

„Bliżej, niż myślisz” to wypełniony napięciem i silnymi emocjami thriller psychologiczny. Ewa Przydryga po mistrzowsku prowadzi narrację, zagląda w zakamarki ludzkiej duszy i wyciąga na światło dzienne wszystkie najgłębiej skrywane tajemnice swoich bohaterów. Wiarygodnie sportretowane postaci, nieprzewidywalna i zaskakująca fabuła oraz przejmująca niepewność, co jest jawą, a co jedynie wytworem wyobraźni – to największe atuty tej powieści.

Napięcie, duszna atmosfera, sekrety oraz spektakularny finał – oto co czeka czytelników w powieści Ewy Przydrygi. Fani B.A. Paris, Alexa Michaelidesa czy A.J. Finna odnajdą w tej książce wszystko to, co w thrillerach psychologicznych cenią najbardziej.

SŁOWO O AUTORCE: 

Ewa Przydryga – urodziła się w Poznaniu. Jest absolwentką filologii angielskiej, pracuje jako tłumaczka i nauczycielka języka angielskiego. Autorka powieści „Zatrutki”. Tworzy thrillery psychologiczne pełne rodzinnych tajemnic i intryg. Mieszka w Gdyni, najczęściej spotkać ją można w nieznanych zakamarkach miasta, gdzie szuka inspiracji do swoich książek.

***

Miałam okazję czytać już kilka przedpremierowych recenzji tej książki i wiem, że zbiera ona bardzo pochlebne opinie, dlatego już niebawem z ogromną ciekawością również przystąpię do jej czytania. Postaram się, aby moje recenzja ukazała się na blogu jeszcze przed premierą. 

A Wy sięgniecie po „Bliżej, niż myślisz”, a może już ją czytaliście? Jeśli tak, podzielcie się, proszę swoimi wrażeniami w komentarzu.

piątek, 10 kwietnia 2020

Ciche dni ABBIE GREAVES / Recenzja przedpremierowa.

Moi drodzy chciałabym, abyśmy wspólne zastanowili się przez chwilę, do czego porównalibyśmy związek dwojga ludzi. Gdybym miała obrazowo określić, czym w moim odczuciu jest związek, czy też małżeństwo, porównałabym go do sinusoidy. Każdy z Was, kto dzieli swoje życie z drugą osobą, zapewne zgodzi się ze mną, że życie we dwójkę niesie za sobą zarówno wzloty, jak i upadki. Nie ulega też wątpliwości, że na całokształt tego, co dzieje się w naszym małżeństwie i jak ono wygląda, wpływają różnego rodzaju sytuacje życiowe, przez które wspólnie przechodzimy. Niestety nie zawsze są one budujące. Nierzadko jesteśmy zmuszeni stawić czoła bolesnym i druzgocącym przeżyciom, ponieważ życie potrafi boleśnie nas doświadczać. Takie trudne sytuacje bywają ciężkim czasem próby dla wielu związków.

Psychologowie i terapeuci nieustannie powtarzają i słusznie, że jednym z najlepszych dla każdego małżeństwa, a w szczególnie dla tych, które borykają się z problemami sposobem na to, aby wyjść zwycięsko z tego, co nas gnębi, jest szczera rozmowa. Niby takie proste i oczywiste, a jednak często o tym zapominamy i to właśnie stanowi istotę wielu problemów. Tymczasem wzajemne otwarte komunikowanie swoich odczuć i potrzeb jest bardzo ważnym krokiem w złożonym procesie walki o siebie i tych, których kochamy.

Dziś za sprawą książki Abbie Greaves „Ciche dni”, o której chcę Wam kilka słów opowiedzieć, będziemy mogli niemalże namacalnie poczuć, co dzieje się w momencie, kiedy wspomnianej otwartości i rozmowy zabraknie. Jeśli chcecie przekonać się, jak bardzo niszcząca może okazać się siła milczenia, zapraszam Was serdecznie na dalszą część recenzji.

Poznajcie Meggie i Franka kochające i szczęśliwe małżeństwo z wieloletnim stażem. Tak właśnie moglibyśmy o nich powiedzieć w pierwszej chwili, kiedy ich poznajemy. Jednak jeśli zdecydujemy się zostać z nimi choć trochę dłużej, to niestety zauważymy, że w ich domu nie słychać dźwięków rozmowy. Mieszkają ze sobą, wykonują zwykłe codzienne czynności, ale niestety przestrzeń między nimi wypełnia bolesna i przytłaczająca cisza. Wydawać by się mogło, że to nic takiego, bo przecież w każdym małżeństwie zdarzają się ciche dni. Owszem, ale sytuacja nabiera zupełnie innego wymiaru, kiedy dowiadujemy się, że cisza jest nieodłącznym elementem życia naszych bohaterów już od pół roku. Od tak dawna nie zamienili ze sobą ani jednego słowa. To Frank przestał się odzywać, a w momencie, kiedy my czytelnicy zaglądamy z ogromną ostrożnością za kulisy ich rodzinnego życia, jesteśmy świadkami tego, jak Meggie nie ma już siły, aby dźwigać na swoich barkach ciężar samotności i niewypowiedzianych słów. Decyduje się na ostateczny i dramatyczny krok, podejmuje próbę samobójczą. Dla Franka jest to ogromny wstrząs. Trwając w lęku o życie żony, uświadamia sobie, że nie może mieć pewności, ile wspólnego czasu im jeszcze zostało. Niepewność jutra staje się dla mężczyzny impulsem do tego, aby trwając przy łóżku utrzymywanej w śpiączce farmakologicznej żony, wyznać jej całą skrywaną do tej pory prawdę o powodach swojego milczenia.

Tak oto czytelnik staje się słuchaczem bardzo poruszającej i intymnej spowiedzi Franka. Poznajemy niezwykłą historię życia naszych bohaterów, która jest piękna, ale nie pozbawiona bólu i rozpaczy spowodowanej stratą, która naznaczyła ich dalsze życie. Przez cały czas jesteśmy świadomi tego, jak Frankowi trudno jest wypowiadać każde słowo, które pada z jego ust, ale jednocześnie są one dla niego swego rodzaju oczyszczeniem, bo dopiero teraz po raz pierwszy jest zupełnie szczery w tym, co mówi do nieprzytomnej Meggie. Wyznaje jej sekrety, które tak bardzo długo ciążyły mu na sercu i powodowały trawiące duszę poczucie winy.

Wiemy jednak, że w momencie, kiedy coś złego dzieje się między dwójką kochających się osób, to zazwyczaj wina leży pośrodku. Nawet jeśli myślimy, że problem leży tylko w nas samych, często przekonujemy się, że nasza druga połówka też ma coś na sumieniu, tylko skrzętnie to ukrywa. Jak się przekonacie podczas lektury książki, sama Meggie również ma swoje sekrety.

Moi kochani zachęcam Was serdecznie do tego, abyście sięgnęli po „Ciche dni” sami i nie tylko poznali, co jest powodem milczenia Franka oraz, jakie są tak skrzętnie skrywane przed sobą wzajemnie tajemnice obojga bohaterów, ale również, a może przede wszystkim, czy los da im ostatnią szansę na szczerość i wybaczenie, którego tak bardzo potrzebują.

„Ciche dni” to bardzo piękna i prawdziwa historia, która nie tylko uświadamia nam, jak ważne jest to, abyśmy nie zamykali się na siebie w obliczu trudnych przeżyć, budując mur milczenia, ale również pokazuje nam, że nigdy nie powinniśmy odkładać na później tego, co chcemy powiedzieć i czym chcemy się podzielić z bliską nam osobą. Wszak większość z nas niestety doświadczyła uczucia, towarzyszącego nam w momencie, gdy tracimy bliską naszemu sercu osobę, a jeszcze tak wiele chcielibyśmy jej powiedzieć. Niestety często jest już na to za późno.

Jeśli szukacie historii, którą chłonie się sercem, czytając niespiesznie, poddając się atmosferze intymności i wzruszeń to jestem pewna, że lektura tej książki będzie dla Was niezwykłym przeżyciem nie tylko literackim, ale także emocjonalnym i duchowym.

Autorka przedstawiła opisaną na kartach swojej powieści historię z perspektywy obojga bohaterów, co sprawia, że my czytelnicy możemy spojrzeć na wszystko z szerszej perspektywy i co bardzo prawdopodobne odnieść wszystko, o czym czytamy do swojego życia, a tym samym mam nadzieję uczyć się na ich błędach.

Mam nadzieję, że udało mi się zachęcić Was do sięgnięcia po ten tytuł i oddać jego niezwykłą wartość. Jeśli tak, to już w maju będziecie mogli wzbogacić swoją biblioteczkę o ten tytuł, do czego wspólnie z wydawnictwem Muza gorąco Was namawiamy.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Muza, za co bardzo dziękuję.


sobota, 21 marca 2020

"Test na miłość" Helen Hoang / Recenzja przedpremierowa.

Kochani na pewno niejednokrotnie doświadczyliście sytuacji, kiedy sięgając po twórczość zupełnie nieznanego Wam autora, zakochujecie się w niej bez pamięci i od tego momentu z niecierpliwością czekacie na  kolejne owoce jego pracy. Co prawda, w moim przypadku nie zdarza się to zbyt często, ale najczęściej ma to miejsce w odniesieniu do twórców słowa pisanego.

W tym miejscu, chciałabym, abyśmy wspólnie cofnęli się w czasie do dnia 5 czerwca 2019 roku, kiedy to swoją premierę na polskim rynku wydawniczym miała książka Helen Hoang „Więcej niż pocałunek”. Wspominam to, wydarzenie nie bez powodu, ponieważ historia, którą dzięki tej książce miałam możliwość poznać, podbiła moje serce i sprawiła, że z niecierpliwością czekałam na kolejne książki tej autorki.

Dziś wreszcie nadszedł ten tak długo wyczekiwany przeze mnie moment, kiedy  mogę przyjść do Was z przedpremierową recenzją kolejnego książkowego dziecka Pani Hoang, które do naszych księgarni trafi już dosłownie za chwilę, bo 25 marca bieżącego roku, a mam na myśli oczywiście książkę „Test na miłość”.

Musicie jednak wiedzieć, że jeśli chodzi o mnie to zawsze, kiedy pierwszą książkę autora, po jaką sięgnęłam, oceniam bardzo wysoko i odbieram z wielkim entuzjazmem, jak miało to miejsce podczas lektury wspomnianego wyżej utworu „Więcej niż pocałunek”, to sięgając po kolejną jego książkę bardzo boję się rozczarowania, ponieważ obawiam się, że niestety może nie być w stanie przeskoczyć tak wysokiej poprzeczki, którą wyznaczył poprzedzający ją tytuł. Jeśli jesteście ciekawi, czy w moim odczuciu „Test na miłość” dorównał światowemu fenomenowi swojej poprzedniczki, zapraszam serdecznie na dalszą część recenzji.

Zanim jednak opowiem Wam, co tym razem czeka na nas na kartach tej książki, pozwólcie, że jak to często w moich recenzjach bywa, zacznę od pewnych ogólnych życiowych rozważań, które jednak jak się przekonacie, mają bezpośredni związek z tym, co tym razem autorka przygotowała dla swoich czytelniczek.

Powszechnie mówi się, że życiowy start ma duży wpływ na naszą przyszłość. To, w jakiej rodzinie dorastamy i żyjemy, jest niejako miejscem startowym, z którego wyruszamy w nasze samodzielne dorosłe życie. Oczywiście zgadzam się z tym, jednak nie należy zapominać, że nasze pochodzenie, czy status materialny nie przesądzają o całokształcie i jakości reszty naszego życia. Wszak nigdy nie jest za późno na zmiany. Jeśli tylko dążymy do tego, aby polepszyć poziom życia nasz i naszych bliskich, los niespodziewanie może dać nam ku temu możliwość, która bardzo często mocno nas zaskakuje.

Przekonała się o tym, główna bohaterka powieści, z której recenzją dziś do Was przychodzę Esme Tran. Dziewczyna jest Wietnamką, która wspólnie z mamą i babcią wiedzie skromne życie. Uboga, ale uczciwa i piękna młoda kobieta pragnie lepszego życia dla siebie i swojej rodziny, a szczególnie dla córeczki, którą sama wychowuje. Na co dzień Esme pracuje jako sprzątaczka w jednym z tamtejszych hoteli. Jak się możecie domyślać, praca ta nie przynosi zbyt wysokich dochodów, ale to właśnie dzięki pracy, a raczej pewnej kobiecie, którą  tam poznała, dostała szansę na lepsze życie w zupełnie niedostępnym dla niej dotychczas świecie. Nieznajoma składa jej niecodzienną i poniekąd ryzykowną propozycję, aby ta wyjechała z nią do oddalonego o setki kilometrów od rodzinnego domu kraju, gdzie ma spróbować obudzić w sercu jej dorosłego już syna uczucia. Przyznajcie, że jest to dość nietypowe zadanie. Zapewne teraz zastanawiacie się, skąd taki dość dziwny pomysł zrodził się w głowie matki chłopaka. Jak wiadomo, sercem matki zawsze kieruje troska o szczęście i dobro swojego dziecka. To właśnie było impulsem do podjęcia działań mających na celu znalezienie kandydatki na żonę dla dwudziestosześcioletniego Khaia, bo to właśnie o nim mowa. Zadanie nie wydaje się naszej bohaterce zbyt trudne, więc wspierana przez najbliższych decyduje się podjąć ryzyko. Na miejscu okazuje się jednak, że nic nie jest tak proste, jakie w pierwszej chwili się wydawało. A to dlatego, że chłopak cierpi na zaburzenia autystyczne, które mają to do siebie, że osoby, u których stwierdzono tę jednostkę chorobową, nie potrafią odczuwać i okazywać głębszych uczuć. Khai jest atrakcyjnym i bardzo inteligentnym mężczyzną, ale świadomość swojego problemu zupełnie zamknęła go na uroki płci pięknej. Jest przekonany, że nie nadaje się do zbudowania związku i założenia rodziny. Jego mama jednak jest innego zdania i właśnie dlatego w jego życiu pojawia się Esme. Wyzwanie, przed którym stoi dziewczyna nie jest proste, tym bardziej że kandydat na przyszłego męża pozostaje niewzruszony na próby zdobycia jego serca, a czas nagli. O tym, czy Esme uda się przekonać  chłopaka, dla którego jej serce zabiło mocniej, że on też potrafi kochać, musicie już przekonać się sami.

Zastanówmy się przez chwilę, czym dla bohaterów książki jest ów tytułowy „Test na miłość”? Musimy wziąć pod uwagę fakt, że przypadek, a może los postawił na wspólnej drodze dwoje zagubionych życiowo ludzi. Ona pragnie  lepszej przyszłości dla siebie i córki i kiedy serce daje jej znak, że Khai jest tym, u którego boku mogłaby i chciałaby ją zbudować, ten nie nie wierzy w to, że może kochać i być kochanym. W jego dotychczas uporządkowanym, podporządkowanym rutynie życiu zapanował zupełny chaos. Teraz musi zrozumieć to, że nie ma serca z kamienia, jak do tej pory uważał, ale po prostu serce to działa na trochę innych zasadach, co nie oznacza, że w związku z tym jest skazany na wieczną samotność. Wszyscy jednak doskonale wiemy, że rodzaju przemyślenia wymagają często bardzo dużo czasu i niestety może okazać się, że na wszystko jest już za późno. Czy tak będzie tym razem?, przekonajcie się sami, sięgając po książkę.

Karty najnowszej książki Helen Hoang skrywają bardzo poruszającą i życiową historię dwojga ludzi, którzy aby dać sobie szansę na miłość w pierwszej kolejności muszą zrozumieć siebie, a następnie nauczyć się siebie nawzajem, akceptując się takimi, jakimi są ze swoimi zaletami, wadami i dziwactwami. Cieszę się, że autorka podjęła się odsłonięcia swego rodzaju kurtyny, za którą mamy możliwość zobaczyć, jak wygląda życie z osobą cierpiącą na zaburzenia autystyczne, a tym samym odrzeć postrzeganie takich osób z pewnego rodzaju tabu i mitów krążących wokół tego tematu.

Podsumowując i kończąc, „Test na miłość” jest książką, którą serdecznie i z czystym sumieniem Wam polecam. Jest to jedna z tych opowieści, która wciąga nas od pierwszej strony dzięki wspaniałemu połączeniu w fabule przyjemnego z pożytecznym. Z jednej strony mamy bowiem lekką w odbiorze, zabawną i seksowną opowieść (nie mylić z erotyczną), z drugiej zaś poważne życiowe tematy imigracja za pragnieniem lepszego życia, choroba,  aspekty wzajemnej akceptacji i zrozumienia. 
Jeśli podobała Wam się poprzednia książka autorki, to jestem przekonana, że ta również przypadnie Wam do gustu, ponieważ można odnaleźć między książkami pewne wspólne elementy.
W ostatnim słowie zdradzę Wam jeden mały sekret, o którym pisze w książce sama autorka. Otóż pewne elementy tego, o czym czytamy, jak również kreacje niektórych postaci książki są inspirowane opowieścią z życia bliskiej autorce osoby. Zapewniam Was, że w momencie, kiedy dowiedziałam się o tym, cała opowieść zyskała w moich oczach głębszego znaczenia i wyrazu. Zobaczyłam ją w zupełnie innym świetle, dlatego mam nadzieję, że udało mi się podsycić Waszą ciekawość i chęć spędzenia czasu z tym tytułem.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Muza, za co bardzo dziękuję.