Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WasPos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WasPos. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 stycznia 2026

Pęknięty monolit prawdy. O powieści „Kim jesteś, Nikolo?” Bernardyny Dareckiej-Władzimiruk

Budujemy nasze życie na podobieństwo monolitu. To niewzruszona bryła, która ma chronić naszą tożsamość przed światem i nami samymi. Wierzymy w trwałość masek, które przybieramy. Jednak w swojej powieści „Kim jesteś, Nikolo?” Bernardyna Darecka-Władzimiruk pokazuje, że to, co bierzemy za jednolity kamień, jest jedynie kruchą konstrukcją pełną ukrytych szczelin. Prawdziwe „ja” nie jest bowiem statyczną formą. To proces, który krystalizuje się dopiero w bolesnym starciu z prawdą o przeszłości i w odwadze do rozbicia pozornej jedności własnego wizerunku.

W sercu tej opowieści pulsuje napięcie między dwiema siostrami. Choć dzielą to samo oblicze, stały się dla siebie obcymi lądami. Natalia i Nikola to dwie strony tej samej pękniętej struktury. Jedna szuka ocalenia w prawdzie. Druga ucieka w chłód wyrachowania i niebezpieczne sekrety. Kiedy w ich uporządkowaną codzienność wkracza Maks – człowiek naznaczony wspólną przeszłością i zagadkowym tatuażem – fasada spokoju zaczyna kruszyć się nieodwracalnie. Mężczyzna ten ucieleśnia skomplikowany wątek uczuciowy, stając się postacią ambiwalentną. Dla jednej z sióstr jest szansą na bliskość, dla drugiej śmiertelnym zagrożeniem dla jej misternie budowanych kłamstw. Pisarka rzuca czytelnika w wir pytań o to, czy miłość może przetrwać w świecie zbudowanym na oszustwie.

Istotnym filarem książki jest oniryczna i duszna atmosfera tajemnicy. Osacza ona czytelnika niczym gęsta mgła. Narracyjną siłą utworu są liczne retrospekcje. To one, niczym bolesne powroty do przeszłości, odsłaniają fundamenty obecnego dramatu sióstr. Autorka mistrzowsko operuje motywem dawnych zdarzeń. Nie są one jedynie wspomnieniem, lecz żywym, niszczycielskim żywiołem. Pokazuje, że sekrety mają swoją wagę i cenę. Nieodkryte latami, z czasem stają się toksycznym osadem, który zatruwa każdą nową relację, odbierając szansę na zdrowe uczucie. To właśnie te mroczne niedopowiedzenia oraz kilka bardzo zaskakujących zwrotów akcji, które wywracają fabułę do góry nogami, sprawiają, że lektura trzyma w napięciu do ostatniej strony.

Narracja książki to wielowymiarowe studium dualizmu ludzkiej natury. Pisarka z chirurgiczną precyzją rozcina tkankę siostrzanej relacji. Na kartach powieści splatają się wątki bolesnego poszukiwania korzeni z niszczycielską siłą rywalizacji o miłość i akceptację. Autorka udowadnia, że więzy krwi mogą być zarówno bezpieczną przystanią, jak i śmiertelną pułapką. Dzieło staje się przy tym fascynującym, głębokim studium psychologicznym. Ukazuje, jak głębokie deficyty emocjonalne mogą przekształcić się w pancerz egoizmu, uniemożliwiający prawdziwe kochanie drugiego człowieka.

Dojrzałość tej pozycji manifestuje się również w samej konstrukcji. Znacząco ewoluowała ona od czasu debiutu pisarki. Porównując ten tytuł do „Zapisanych w kwiatach”, widać ogromny rozwój warsztatu literackiego. O ile jej pierwsza książka urzekała ciepłem, tutaj autorka wykazuje się odwagą w ukazywaniu mroczniejszej strony ludzkich namiętności. Tempo akcji jest precyzyjnie wyważone. Pozwala nasiąknąć klimatem, by po chwili gwałtownie przyspieszyć, gdy kolejne warstwy skorupy odpadają. Niezwykłym atutem jest tu nieoczywiste domknięcie historii, które wymyka się schematom szczęśliwych zakończeń.

Książka ta pełni przede wszystkim funkcję uniwersalnego lustra, w którym może przejrzeć się każdy z nas. Dzięki uderzającej autentyczności dylematów historia przestaje być jedynie fikcją, a staje się ważną lekcją życiową. Pisarka udowadnia, że prawda, choć bywa bolesna, jest jedyną drogą do odzyskania siebie i szansą na autentyczną relację z drugim człowiekiem. Ta szczerość przekazu zmusza każdego czytelnika do zadania sobie pytania: ile w naszym własnym życiu jest autentyczności, a ile starannie pielęgnowanej iluzji?

Lektura ta staje się emocjonalną podróżą, która nie kończy się wraz z ostatnią stroną. Sięgnięcie po ten utwór to spotkanie z trudną mądrością życiową. Odkrywamy, że przebaczenie to najwyższa forma wolności, a konfrontacja z bólem bywa jedyną drogą do prawdziwego porozumienia. Na czytelnika czeka wachlarz emocji – od niepokoju, po nadzieję. Każda szczelina w naszym osobistym monolicie może stać się miejscem, przez które w końcu wpłynie światło.

„Kim jesteś, Nikolo?” polecam szczególnie czytelnikom poszukującym w literaturze odwagi do zadawania najtrudniejszych pytań i nieoczywistych wątków romantycznych. Polecam ją tym, którzy cenią głębokie portrety psychologiczne. Ten tytuł nie pozwala o sobie zapomnieć. Pozostawia w pamięci trwały ślad jeszcze długo po przewróceniu ostatniej strony, prowokując do przewartościowania relacji z bliskimi.

​Ostatecznie powieść ta to poruszający dowód na to, że żadna życiowa konstrukcja nie jest tak trwała, by nie mogła pęknąć pod naporem prawdy. Bernardyna Darecka-Władzimiruk domyka swoją opowieść w sposób, który nie przynosi łatwego ukojenia, ale daje odwagę do spojrzenia w głąb własnych szczelin. To właśnie w tym miejscu zaczyna się prawdziwa wolność. Autorka po mistrzowsku celebruje to na kartach swojego dzieła. ​Nad całością unosi się bowiem najbardziej niepokojące pytanie: czy naprawdę znamy swoich bliskich i czy potrafimy ich kochać bez masek? Lektura uświadamia, że drugi człowiek pozostaje niezbadaną tajemnicą, dopóki nie zdobędziemy się na szczerość, która ma moc kruszenia najtwardszych pancerzy.

[Zakup własny].

sobota, 14 grudnia 2024

"Podaruj mi uśmiech" Dagmara Rek

Empatia i otwartość na drugiego człowieka to wartości, które w świecie pełnym zła i cierpienia nabierają szczególnego znaczenia. Dziś wspólnie z autorką Dagmarą Rek chciałybyśmy uczulić nas wszystkich kochani na to, abyśmy stali się wobec siebie bardziej otwarci, a co najważniejsze, zaczęli wreszcie nie tylko widzieć, ale dostrzegać siebie nawzajem. A przyczynkiem do, jak się za chwilę przekonacie trudnych, ale niezwykle ważnych rozważań stanie się dla nas najnowsza książka pisarki „Podaruj mi uśmiech”. Na jej kartach zdecydowała się ona podjąć bolesny i niestety ciągle aktualny problem zjawiska przemocy w rodzinie, który dotyka wielu osób na całym świecie.

Zanim jednak opowiem wam nieco więcej o samej książce, chciałabym, żebyśmy wspólnie zrozumieli, na czym polega różnica między widzeniem a dostrzeganiem innych osób, które być może mijamy każdego dnia na ulicy lub spotykamy w sklepie. Otóż, kiedy widzimy, najczęściej odwracamy wzrok, ulegając błędnemu przeświadczeniu, że czyjeś małżeńskie, czy rodzinne problemy nie są naszą sprawą i nie powinniśmy się wtrącać. Natomiast jeśli dostrzeżemy, wówczas wykażemy chęć niesienia pomocy, bycia wsparciem i podania pomocnej dłoni, która dla osoby często latami tkwiącej w przemocowym związku może okazać się jedyną szansą na lepszą przyszłość. Przekonała się o tym główna bohaterka tej, co już teraz podkreślam z całą stanowczością niezwykle potrzebnej społecznie opowieści, której bolesną i wstrząsającą historię postaram się pokrótce nakreślić wam już za chwilę. Bo ta książka została napisana właśnie po to, aby podnieść świadomość społeczną, wstrząsnąć czytelnikiem, a tym samym sprawić, byśmy stali się bardziej uważni na to, co dzieje się być może bardzo blisko nas.

Diana, bo to o niej mowa od dziecka była świadkiem przemocy ojca wobec matki, która była ich codziennością toczącą się z dala od ludzkich oczu. Dla siebie i swojej rodziny pragnęła innego życia. Takiego, które zbuduje z mężczyzną, który zapewni jej spokój i podaruje uśmiech, jaki już tak długo nie gościł na jej ustach. Kiedy w jej życiu pojawił się Damian, serce wówczas młodej dziewczyny darzyło go bezgraniczną miłością. W nim pokłada nadzieję i ufność na upragnione szczęśliwe życie. Sielanka nie trwa jednak długo, gdyż ten, który jawił się jako ideał, zrzucił maskę pozorów i pokazał swoją prawdziwą twarz. Od tej chwili pije, bije i upokarza, a żona i mała córeczka żyją w strachu i niepewności tego, co wydarzy się za chwilę. A to zależne jest od nastroju niepodzielnego pana i władcy, który karmi się, upokarzając i poniżając żonę. Nie chcę zbyt wiele zdradzać, abyście sami mogli niemalże poczuć na własnej skórze strach i ból kobiety. Napiszę tylko, że Dagmara Rek w mocno wyrazisty sposób ukazała schemat myślenia zarówno ofiary, jak i cykliczny mechanizm postępowania tyrana oprawcy, który manipuluje swoją ofiarą, krzywdząc, by za chwilę mamić, przepraszać i składać obietnice zmiany na lepsze, które bardzo szybko stają się pustymi słowami bez pokrycia.

I tutaj dochodzimy do kolejnej bardzo ważnej kwestii. A mianowicie niezrozumienia społecznego, odnośnie do tego, dlaczego ofiara trwa przy swoim oprawcy i nie potrafi od niego odejść. Na to pytanie my czytelnicy uzyskamy odpowiedź podczas lektury książki. Diana zdobywa się na ogromną szczerość. Otwiera przed nami swoje serce i duszę, abyśmy mogli zrozumieć, co czuje i co myśli. Nadmienię tylko, że dzieci są obserwatorami, a także bardzo łatwo zakorzeniają w sobie zachowania i przekonania rodziców wyniesione z domu. Ponadto sam tyran niezmiennie zawsze dokłada wszelkich starań, aby odebrać swojej ofierze godność, pewność siebie oraz poczucie własnej wartości. Co w konsekwencji odbiera jej siłę do walki o siebie i lepszą przyszłość.

Właśnie teraz rozpoczyna się ogromnie istotna rola nas, jako społeczeństwa, abyśmy nie dali się zwieść złu przybierającemu fałszywe maski pozornego szczęścia rodzinnego, tylko po to, by uśpić naszą czujność, podczas gdy za zamkniętymi drzwiami czterech ścian dzieje się ludzki dramat. Jak możemy przeczytać w opisie książki, do naszej bohaterki ktoś wyciągnął pomocną dłoń. Teraz tylko od niej zależy, czy znajdzie w sobie siłę i odwagę, żeby tę dłoń przyjąć i przełamując wstyd prawdy, którą tak bardzo starała się ukryć. Stawiając wszystko na jedną kartę, z wiarą spojrzeć w przyszłość. Nawiasem mówiąc, przeszłość Andrzeja również chwyciła mnie za serce. Kreując koleje losów tej dwójki Dagmara Rek pokazuje nam, że nie należy oceniać ludzi na podstawie wyglądu, czy wykształcenia, gdyż nigdy nie możemy być pewni, co dany człowiek dźwiga na swoich barkach.

„Podaruj mi uśmiech” to tytuł, który z uwagi na wagę podjętego w niej tematu powinien przeczytać każdy z nas. Jego lektura w bezkompromisowy sposób konfrontuje nas z bolesną prawdą o niestety ponadczasowym problemie przemocy i tego, jak strasznym piekłem czyni ona życie osób jej doświadczających. Autorka skłania nas do głębokich refleksji i przemyśleń, a sama książka z pewnością stanie się swego rodzaju impulsem do walki o siebie dla tych, którym ktoś z szyderczym uśmiechem na ustach, każdego dnia tę wolę odbiera i co równie ważne pozwoli im spojrzeć na swoje dotychczasowe życie z zupełnie innej perspektywy. Dlatego proszę was moi drodzy, czytajcie tę powieść i polecajcie ją innym. Tak ważny temat nie może zostać przemilczany. Postarajmy się więc, by książka trafiła do jak najszerszego grona odbiorców. Ona naprawdę może komuś pomóc. Ja mając świadomość, że choć wszystko, o czym czytamy, wkraczając w życie Diany, jest fikcją literacką, to jednak wielu z nas może utożsamić się z tym, co ona przeżywa, książkę czytałam z ogromnym przejęciem w sercu. Całość wciągnęła mnie bez reszty od początku do końca. A sama kobieta i jej córeczka stały mi się bardzo bliskie. Trzymając kciuki, za to, aby mogły być szczęśliwe, nie potrafiłam przerwać czytania nawet na chwilę. Zapewne zdajecie sobie sprawę, że nie jest to powieść, którą czyta się dla relaksu, ale możecie mi wierzyć, że odkłada się ją na półkę z poczuciem wartościowo spędzonego czasu z książką, która długo nie pozwoli o sobie zapomnieć.

[Zakup własny].

piątek, 30 września 2022

"Ratując siebie" Małgorzata Brodzik

J
estem przekonana, że gdybym zapytała was, jakie wartości według was stanowią solidny fundament, na którym należy budować szczęśliwy i zdrowo funkcjonujący związek, to bez wahania wymienilibyście: miłość, zaufanie, wierność, uczciwość. Oczywiście mielibyście rację. Dla mnie również są to aspekty, bez których związek nie jest w stanie przetrwać. Ja jednak dodałabym coś jeszcze, a mianowicie seksualność w związku oraz otwartość między partnerami odnośnie do swoich wzajemnych potrzeb w tej sferze. Zapewne teraz wielu z was powiedziałoby, że przecież seks nie jest w życiu najważniejszy. Owszem nie jest, ale bez wątpienia jest bardzo ważnym jego uzupełnieniem. A to dlatego, że jeżeli nie będziemy potrafili rozmawiać z osobą, którą kochamy o swoich potrzebach, pragnieniach i oczekiwaniach, to niestety pewnego dnia możemy poczuć, że coś się między nami wypaliło. Coś wygasło, a wówczas zarówno uczciwość, jak i wierność są mocno zagrożone, co w perspektywie może doprowadzić do wielu poważnych konsekwencji.

Z autopsji przekonała się o tym główna bohaterka książki Małgorzaty Brodzik „Ratując siebie”, o której opowiem wam dziś kilka słów. 

Piotr i Natalia od zawsze byli przekonani, że spędzą razem całe życie, lecz to właśnie samo życie pokazało im, że niczego nigdy nie można być pewnym do końca. Kochali się przecież, a jednak z czasem coś zaczęło się między nimi psuć. A może tylko wydawało im się, że jeszcze się kochają. Zaczęły się awantury i codzienność obok siebie, a nie ze sobą. Aż pewnego dnia Piotr przyznał się do zdrady. Cios, który mąż zadał Natalii strasznie boli. Kobieta próbuje jakość poradzić sobie z tym, co się stało, ale niestety nie potrafi. Kierowana emocjami decyduje się postąpić w myśl zasady oko za oko, ząb za ząb i również dopuszcza się wiarołomstwa. Chce się zemścić i sprawić, aby mąż poczuł dokładne ten sam ból, który złamał jej serce.

Marek wydaje się mężczyzną idealnym. To właśnie on daje Natalii wszystko, czego tak bardzo pragnęła, a czego nigdy nie przeżyła z Piotrem. Ich spotkania są pełne pasji, pożądania i poczucia spełnienia. Nasza bohaterka jest rozdarta wewnętrznie. Tak naprawdę nie wie, czego chce. Nie potrafi ostatecznie zdecydować się na rozstanie z mężem, ale nie umie też wybaczyć. Z biegiem czasu relacje z Markiem, które z założenia miały być tylko układem opartym na seksie, dla niej samej staje się czymś więcej, choć boi się do tego przyznać otwarcie w obawie przed pochopnym podjęciem decyzji. Już nie raz przekonała się, że pośpiech jest złym doradcą. Nie da się jednak długo walczyć z uczuciami. Natalia zatraca się w związku z nowo poznanym mężczyzną i niestety nie dostrzega znaków ostrzegawczych, które powinny uświadomić jej, że ideałów nie ma, a jeśli wydaje nam się inaczej, to najczęściej są to tylko pozory, za którymi, ktoś może skrywać swoją prawdziwą twarz.

Oczywiście nie mogę wam zbyt wiele zdradzić, więc powiem tylko, że Natalia trafia w pułapkę toksycznego związku. Czuje się manipulowana, osaczona, a partner próbuje przejąć nad nią kontrolę i zupełnie ją sobie podporządkować. Marek skrywa pewną tajemnicę, a Natalia musi zawalczyć o siebie, aby uwolnić się z tego chorego związku. Czy, jej się to uda, musicie przekonać się już sami?

„Ratując siebie” to erotyk i na pewno ci z was, którzy choć trochę znają moje upodobania czytelnicze teraz są mocno zaskoczeni, że sięgnęłam po książkę reprezentującą właśnie ten gatunek czytelniczy, gdyż nie należy on do moich ulubionych i naprawdę rzadko decyduję się na przeczytanie tego rodzaju powieści. Dlaczego więc tym razem zdecydowałam się zrobić wyjątek? Odpowiedź jest bardzo prosta. Miałam już okazję poznać twórczość Małgosi i wiem, że nie byłaby sobą, gdyby na kartach swoich książek nie poruszyła ważnych i życiowych tematów, które dadzą czytelnikowi możliwość zastanowienia się nad swoim życiem. W tym przypadku związkiem. Być może lektura tego tytułu pozwoli nam spojrzeć na nasz związek z innej perspektywy i zmienić w nim coś na lepsze. A już na pewno pomoże nam uchronić się przed błędami, za które trzeba zapłacić nie raz bardzo wysoką cenę. Autorka bowiem uświadamia nam, że często to właśnie brak szczerej rozmowy i otwartości w komunikowaniu swoich potrzeb prowadzi do tego, że oddalamy się od siebie i zamiast być małżeństwem żyjemy pod jednym dachem niczym współlokatorzy. Dopiero kiedy coś tracimy, zdajemy sobie sprawę z tego, że czasem wystarczy tak niewiele, by do wielu bolesnych i trudnych kryzysów w związku nie dochodziło. Warto rozmawiać. Ponadto, w osobie postaci Marka został nam przedstawiony klasyczny schemat postępowania i zachowań osoby toksycznej, przez co mam nadzieję czytelnicy, którzy utożsamią je z tymi, jakie wykazują ich drugie połówki odnajdą w sobie siłę, aby zakończyć ten etap swojego życia.

Na uwagę zasługuje również wyjątkowa i piękna przyjaźń Natalii i jej przyjaciółki Patrycji. Wyjątkowa, ponieważ Natalia wie, że może zwierzyć się przyjaciółce dosłownie ze wszystkiego. Może być z nią zupełnie szczera, gdyż wie, że ta nigdy jej nie ocenia i nie krytykuje jej decyzji. Zawsze wysłucha i doradzi. Ma również pewność, że bez względu na to, co dzieje się w jej życiu zawsze może liczyć na wsparcie i pomoc przyjaciółki. Takiej przyjaźni życzyłabym każdemu z nas.

Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do samej warstwy erotycznej powieści. Zdecydowanie jest to książka adresowana do dorosłego czytelnika, gdyż przedstawione w niej sceny łóżkowe są bardzo wyraziste i pikantne. Nie ma ich jednak tak, dużo, abyśmy czuli przesyt.

Jak widzicie, każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie. Nawet jeśli tak, jak ja nie przepadacie za erotykami, to macie moje słowo, że tutaj dostaniecie zdecydowanie coś więcej. Czyta się ją bardzo lekko i szybko, a po skończonej lekturze zaczynamy analizować własne życie w odniesieniu do tego, o czym właśnie przeczytaliśmy. A w moim odczuciu jest to najlepsza rekomendacja dla książki.

Recenzja powstała we współpracy z autorką, za co bardzo dziękuję.

Inne książki autorki, które recenzowałam:



środa, 3 lutego 2021

"Złudne nadzieje" Adriana Rak/ Recenzja patronacka przedpremierowa.




W
szyscy pragniemy kochać i być kochani, ale często będąc zakochanymi, przestajemy być ostrożni. Nie bez przyczyny mówi się, że miłość jest ślepa. Dając ponieść się emocjom i uniesieniom tego jakże pięknego uczucia, bardzo często bagatelizujemy sygnały, które mogą świadczyć o tym, iż już wkrótce to, co teraz wygląda tak pięknie, może niestety zamienić się w koszmar. Miłość może stać się przykrywką do tego, aby schwytać nas w pułapkę i niepostrzeżenie ściągnąć nas do czeluści piekielnych, czym teraz stanie się nasze życie. 

Drogi czytelniku dziś przychodzę do Ciebie po to, aby zabrać cię do tajemniczego świata brudnych interesów, mrocznych sekretów, przemocy i namiętności. Świata, w którym ludzkie życie nie ma żadnej wartości, a najmniejsze nawet nieposłuszeństwo jest surowo karane. Jeśli już tam trafisz, masz bardzo nikłe szanse, aby wyrwać się z kajdan podporządkowania oraz nieustannej kontroli i wieść dalej normalne życie. O ile w ogóle zdołasz ocalić swoje życie. Czy jesteś na to gotowy? 
Jeśli odważysz się zaryzykować, to poznasz to bezwzględne środowisko dzięki najnowszej książce Adriany Rak - „Złudne nadzieje”, którą blog Kocie czytanie ma ogromny zaszczyt i przyjemność objąć swoim patronatem medialnym. 

Na jej kartach poznajemy bowiem wstrząsającą i trudną historię młodej kobiety Natalii, która poznając Adama, była przekonana, że to jest właśnie taki mężczyzna, jakiego potrzebowała. Wszystko układało się świetnie i tak miało być już na zawsze, ponieważ para planuje ślub. Niestety w momencie, kiedy my czytelnicy zaczynamy wkraczać w życie naszej bohaterki, pragnienie spędzenia reszty swoich dni u boku ukochanego jest już tylko historią. Dziś Natalia marzy o tym, aby być jak najdalej od mężczyzny, który stał się jej tyranem i oprawcą. Przemoc fizyczna, którą nieustannie wobec niej stosuje, stała się dla niego sposobem na rozładowanie frustracji i odreagowanie po wszelkich niepowodzeniach w ciemnych interesach, które prowadzi. Samą Natalię traktuje jak swój prywatny towar na sprzedaż. Codzienność kobiety wypełniona jest lękiem, bólem i bezsilnością. Widzimy, że jest już pogodzona z tym, jak wygląda jej wegetacja, bo trudno to nazwać życiem. Robi wszystko, aby łagodzić napady wściekłości Adama, ale to nie wystarcza, aby uniknąć upokorzeń i poniżenia z jego strony. Wie, że zasięgi jego wpływów są tak szerokie, że nie będzie w stanie od niego odejść. Nadzieje na życie bez jego codziennej tyranii wydają się złudne. Kobieta czuje się zbyt słaba, aby móc zawalczyć o siebie. I pewnie sparaliżowana strachem konsekwencji, nie znalazłaby nigdy w sobie odwagi na to, aby spróbować zawalczyć o lepsze życie dla siebie, gdyby nie pewna wiadomość, która w obliczu tego, przez co przechodzi, wydawała się najgorszym, co mogła teraz usłyszeć, ale jednocześnie jest to moment pewnego przełomu w jej życiu. Natalia wie, że nie ma nic do stracenia, a jedynie może zyskać szansę, która najprawdopodobniej nigdy więcej się nie powtórzy. Postanawia zaryzykować wszystko i spróbować uciec. Ku jej ogromnemu zaskoczeniu nie jest sama. Poza bliskimi jej sercu osobami jest jeszcze ktoś, dzięki komu może być wolna. W najśmielszych nawet wizjach planu ucieczki nie przypuszczała nawet, że jej wybawcą okaże się człowiek, który jako pierwszy zniszczył jej życie. Daniel, bo to o nim mowa, jest jej byłym, z którym od lat nie utrzymywała żadnych kontaktów. 

To zaledwie niewielki ułamek tego, co przygotowała dla nas autorka, a jak widzicie, już rodzi się w nas wiele bardzo ważnych pytań. Co sprawiło, że Natalia postanowiła postawić wszystko na jedną kartę i uciec? Jaka przeszłość łączy ją z Danielem? W jaki sposób mężczyzna ją skrzywdził? No i oczywiście najważniejsze na ten moment pytanie, czy próba ucieczki się powiedzie? Oczywiście, aby uzyskać odpowiedzi na nie wszystkie, sami musicie sięgnąć po „Złudne nadzieje”, do czego gorąco Was zachęcam, ponieważ ja nie zdradzę niczego więcej. 

Spójrzmy jednak na sytuację Natalii nieco szerzej, a bardzo szybko zdamy sobie sprawę z tego, że ewentualna wolność nie gwarantuje jej upragnionego spokoju i spalenia za sobą mostów do trudnej przeszłości. Jak pisałam wcześniej, Adam to bezwzględny drań, który, jak nie trudno się domyślić nie puściłby płazem tego, co zrobiła Natalia. Ktoś taki nie pozwoli z siebie kpić. Bez wątpienia kobieta znajduje się w sytuacji nie do pozazdroszczenia, z której nie ma już odwrotu. Przekonajcie się koniecznie, czy pożałuje swojej decyzji. 

Aby jednak nie było tak mrocznie siłą i nadzieją na to, że cierpienie nie jest jedynym, co przygotował dla Natalii los, są jej najbliżsi i paradoksalnie Daniel. To oni starają się przywrócić jej wiarę w to, że jeszcze wszystko się ułoży. Daniel chce chronić swoją dawną miłość przed karzącą ręką psychopaty, który miał być jej mężem. Mężczyzna czuje się winny tego, przez co przechodzi jego młodzieńcza miłość, gdyż wie, że gdyby nie zrobił tego, co zrobił, jej życie byłoby zupełnie inne. Ponadto wreszcie przyznaje sam przed sobą, że nigdy nie zapomniał o tej wspaniałej kobiecie. Uczucia odżywają na nowo. Daniel chce zrobić wszystko, aby odzyskać ukochaną. Nie myślcie jednak, że będzie to, takie proste. Wszak kobieta po przejściach, co więcej ich wspólna przeszłość nie jest tu bez znaczenia. Mało tego Daniel również nie jest kryształową postacią i obawia się tego jak  jego "maleńka", jak zwykł do niej mówić, zareaguje, kiedy pozna prawdę o życiu, jakie prowadzi. 

Złudne nadzieje” to zupełnie inna od tej, z której dotychczas znaliśmy twórczość autorki jej odsłona. Bez wahania mogę stwierdzić, że jest to świetny materiał na ekranizację filmową. Macie moje słowo, że poczujecie się bardzo pozytywnie zaskoczeni. Niemalże od pierwszych zdań książki poczujecie cały wachlarz emocji, które nie opuszczą Was aż do końca, a nawet jeszcze dłużej, ponieważ jej fabuła zostaje przerwana w  momencie, kiedy sięgają one zenitu i jak najszybciej chcielibyśmy wiedzieć, co będzie dalej. 

Brutalność czynów, których dopuszczał się wobec Natalii Adam, sprawi, że nawet na chwilę nie przestaniecie drżeć o jej bezpieczeństwo i życie. Wiedząc, że jest on zdolny dosłownie do wszystkiego, nawet przez moment nie przestaniecie być czujni. A jeśli pojawią się chwile, kiedy poczujecie, że teraz już wszystko będzie dobrze, bardzo boleśnie przekonacie się, że owa radość okazała się nader przedwczesna. 

Trzeba powiedzieć wprost, że autorka bardzo mocno doświadczyła swoją bohaterkę, ale jednocześnie, co jest bardzo dużym atutem książki i co należy podkreślić, nacechowała wykreowaną przez siebie historię ogromną autentycznością, jeśli chodzi o aspekt przemocy w związku wobec kobiet. Nikomu z Was zapewne nie muszę uświadamiać, jak wiele kobiet w samotności potulnie znosi przemoc tego, który miał być kochającym, wymarzonym mężczyzną, a okazał się potworem w ludzkiej skórze. Mam nadzieję i chcę mocno wierzyć w to, że czytelniczka, która przeczyta „Złudne nadzieje” i utożsami swoje życie z perypetiami Natalii, dzięki niej nie zawaha się prosić o pomoc i skorzysta z adresów instytucji do tego powołanych, które znajdują się w książce. 

Gorąco zachęcam Was do spędzenia czasu z tą książką. Nie sposób się od niej oderwać. Wszystko, o czym w niej przeczytacie, pokazuje, jak bardzo przewrotne bywa życie. Miłość może być zarówno wybawieniem, jak i przekleństwem. 

Muszę przyznać, że mimo iż od chwili, kiedy skończyłam czytać tę książkę, minęło już trochę czasu, ja nadal nie mogę przestać o niej myśleć. Natężenie przeżyć towarzyszących tej lekturze wyczerpało mnie emocjonalnie. Był strach, łzy smutek, przerażenie, złość, a nawet wściekłość. Nie zabrakło jednak miłości, wiary i nadziei na lepsze jutro. Jestem przekonana, że Ci z Was, którzy choć trochę znają warsztat twórczy Adrianny, dostrzegą i na pewno docenią to, jak wspaniale się on rozwinął, dzięki czemu z każdą kolejną jej książką jesteśmy zaskakiwani czymś zupełnie nowym, choć niezmiennie wspaniałym. 

Na zakończenie chcę podziękować autorce oraz wydawnictwu WasPos za możliwość patronowania tak wspaniałej, wręcz genialnej książce. Jedyne, co mi teraz pozostaje, to serdeczne pogratulować i prosić o jak najszybsze wydanie drugiej części, bo moje słabe nerwy nie wytrzymają zbyt długiego oczekiwania. 

Kochani zapamiętajcie datę 09. O2.2021. To będzie dzień naprawdę wyjątkowej premiery na polskim rynku wydawniczym.




niedziela, 16 sierpnia 2020

"Żar pocałunku" Dominika Smoleń / Recenzja przedpremierowa.

Mówi się, że najważniejsze w życiu jest, aby robić to, co się kocha. Co sprawia nam przyjemność i dzięki czemu chcemy się rozwijać i dążyć do tego, aby być jeszcze lepszym w swojej dziedzinie. Jeśli masz swoją pasję, dzięki której możesz się realizować, czujesz się szczęśliwy i spełniony. Oczywiście jest to prawda. Dziś jednak porozmawiamy sobie o tym, jak cienka jest linia, za którą zadowolenie z tego, czemu się poświęcamy, aby móc osiągać sukcesy, zaślepia nas, a tym samym staje się dla nas destrukcyjne.

Wszyscy zapewne doskonale zdajemy sobie sprawę, że jeśli chcemy być dobrzy w tym, co robimy i widzieć tego wymierne rezultaty, musimy włożyć w nasze działania dużo pracy i wysiłku, ale także bardzo często poświęcić na rzecz tych osiągnięć nasze całe życie. Ja oczywiście popieram i bardzo podziwiam ludzi, którzy mają duże ambicje i chcą coś osiągnąć, jednak uważam, że trzeba dbać przede wszystkim o to, aby nie zapomnieć, że na jednej sferze życia nasz świat się nie kończy. Musimy pamiętać o tym, że jest wiele innych ważnych celów i priorytetów, o których również nie wolno nam zapominać. Los bowiem pisze różne scenariusze i może w jednej chwili, pozbawić nas tego wszystkiego, czemu do tej pory podporządkowywaliśmy naszą codzienność.
Przekonał się o tym Wojtek, główny bohater najnowszej książki Dominiki Smoleń „Żar pocałunku”, z której recenzją dziś do Was przychodzę. 

Chłopak jest synem byłego skoczka narciarskiego. Ojciec od zawsze wpajał w syna upodobanie do tego sportu, co w rezultacie zaowocowało tym, że Wojtek idąc w ślady ojca, również oddał swoje serce tej dziedzinie sportu. Nasz bohater odnosi sukcesy, jednak jeszcze nie jest najlepszym skoczkiem w drużynie. Chce zrobić wszystko, by być numerem jeden. Wszystkie swoje myśli i emocje skupia tylko na tym jednym celu. Nie może znieść faktu, że lepszy od niego jest Błażej, dla którego, jak sam przyznaje, skoki nie są najważniejszym priorytetem. Wojtek natomiast skacze po to, by wygrywać.

Niestety skoki narciarskie, jak większość, o ile nie wszystkie, dyscypliny sportu, jest bardzo niepewna, pod względem kontuzji i urazów. Wystarczy dosłownie chwila, aby niefortunny wypadek wykluczył skoczka ze sportowej rywalizacji na bardzo długo. Tak też dzieje się w przypadku naszego bohatera. Ulega wypadkowi na skoczni i niestety musi zapomnieć o rozpoczynającym się właśnie sezonie narciarskim. Jak nie trudno się domyślić, młody mężczyzna jest załamany, a sytuacji nie ułatwia trudna relacja z ojcem, który wywiera na synu presje, aby ten spełnił jego niespełnione ambicje.

Wojtek nie wie jednak jeszcze, że ten czas, kiedy zmuszony jest odłożyć swoje sportowe aspiracje, będzie dla niego momentem wielu zmian i refleksji na temat tego, co w życiu jest tak naprawdę ważne i jak powinna wyglądać jego piramida wartości. A wszystko za sprawą swojego największego rywala sportowego i jego siostry Darii. Kiedy dziewczyna pojawia się w jego życiu, jej otwartość i pewność siebie ujmuje chłopaka. Serce zaczyna szybciej bić, ale nie spodziewajcie się tu sielanki, ponieważ aby ten związek i to uczucie miało szansę przetrwać, Wojtek będzie musiał zmierzyć się z wieloma poważnymi sekretami swojej ukochanej, które mogą zniszczyć tę miłość. Dopiero teraz musi znaleźć w sobie siłę, by walczyć o to, czego pragnie.
Sięgnijcie koniecznie po książkę i przekonajcie się, czy Wojtek będzie zwycięzcą w najważniejszych dla siebie zmaganiach, czy też po raz kolejny będzie musiał przełknąć gorycz porażki.

Jak widzicie „Żar pocałunku” to książka, która porusza bardzo wiele ważnych kwestii życia każdego z nas. Jeśli choć trochę znacie moje upodobania czytelnicze, to wiecie, że nie lubię książek, których fabuła nastawiona jest tylko na czysty romans. Od książek oczekuję czegoś więcej, co nie tylko przyspieszy bicie mojego serca i sprawi, że krew zacznie szybciej krążyć, ale także stanie się impulsem do tego, aby to, o czym czytamy w książce przenieść również na płaszczyznę własnego życia, przeanalizować i być może coś w nim zmienić. I właśnie to wszystko dostałam na kartach tej powieści. Dominika Smoleń dzięki swojej książce przypomina nam, że nie ma w życiu nic ważniejszego niż miłość i przyjaźń. To ona nadaje naszemu życiu sens, bo niezależnie, jak wiele zakrętów życiowych przyjdzie nam pokonać, to jeśli mamy obok siebie osoby bliskie naszemu sercu, wtedy wszystko staje się łatwiejsze.
Historia Wojtka uświadamia nam również, że w życiu zawsze warto mieć plan B. Nie warto patrzeć tylko w jednym kierunku, bo niestety, częsta nieprzychylność losu, może sprawić, że pewnego dnia poczujemy, że zostaliśmy z niczym.

Oczywiście, jak wspomniałam wcześniej, usatysfakcjonowani lekturą zostaną również Ci z Was, którzy szukają gorących uczuć i uniesień. Pragnienie miłości i żar namiętności czujemy niemalże namacalnie, Sceny erotyczne, które występują w książce, momentami są bardzo odważne, ale w żaden sposób nie są niesmaczne, co w moim odczuciu jest kolejnym już dużym plusem tego tytułu. Zostały one wykreowane tak, by pobudzić zmysły czytelnika i to się udało.

Tytuł ten swoją premierę będzie miał już niebawem 28.08.2020. i zapewniam Was, że naprawdę warto na tę premierę czekać. Jest to bardzo dobra i wartościowa książka, której bohaterowie staną Wam się bardzo bliscy, będziecie mocno kibicować ich szczęściu, do którego droga wiedzie krętymi ścieżkami. 

Dzięki swobodnemu stylowi pisania autorki oraz przystępnemu i bardzo płynnemu językowi pisania, który się posługuje, całość czyta się bardzo przyjemnie i szybko. Wiarygodne  kreacji postaci bohaterów sprawiają, że jesteśmy zaangażowani w bieg wydarzeń rozgrywających się w ich życiu, przez co nawet nie zdajemy sobie sprawy, że właśnie czytamy ostatni rozdział książki. Przeczytacie tu o trudnych relacjach rodzinnych, uzależnieniu, ambicjach, które często nas przerastają, przyjaźni oraz miłości w każdym jej wymiarze. Macie moje słowo, że dzięki realistycznej wymowie, wszystkiego, o czym przeczytacie w książce, będą wśród Was tacy, którzy znajdą w niej cząstkę siebie i mam nadzieje przewartościują odpowiednio swoje życie, czego i sobie i każdemu z Was życzę.

Inne książki autorki, które recenzowałam:

Recenzja powstała we współpracy z Autorką, za co bardzo dziękuję.

sobota, 18 lipca 2020

"Zatrute serca" - Angelika Ślusarczyk /Recenzja patronacka.

Nic, co dzieje się w naszym życiu nie pozostaje bez wpływu na naszą przyszłość i na nas samych. Mówi się, że to, co nas spotyka i czego doświadczamy, kształtuje naszą osobowość i wpływa na to, jaką drogą życia podążymy oraz jakich wyborów dokonamy. Niestety zapewne wszyscy zgodzimy się z tym, że życie to trudny przeciwnik, który mając sobie za nic nasz ból i cierpienie potrafi nas bardzo boleśnie doświadczyć. Często podnosząc się z kolan po kolejnym ciosie zadanym nam przez los, przepełnieni żalem i złością zadajemy sobie pytanie „Dlaczego ja?”. W poczuciu niesprawiedliwości rozpamiętujemy zdarzenia, które sprawiły, że wszystko, w czym do tej pory odnajdowaliśmy bezpieczną przystań, źródło szczęścia i spokoju, wszystko, co stanowiło naszą siłę, rozpada się, jak szklanka. Od tej chwili już nic nie jest takie jak dawniej. Bo czy raz rozbitą szklankę da się ponownie posklejać, tak by nie dostrzec na niej śladów doznanych zniszczeń? Musimy jednak pamiętać kochani, że jeśli będziemy nieustannie żyć wspomnieniami trudnych, a często nawet traumatycznych zdarzeń, które nas dotknęły, pielęgnując w sobie negatywne uczucia i emocje, wówczas będziemy zatruwać nasze serca. Zatracając się w tym, co już było i minęło i na co już teraz nie mamy wpływu, możemy nie dostrzec swojej szansy na to, by zacząć wszystko od nowa.

Zapewne teraz zastanawiacie się, dlaczego zdecydowałam się poruszyć z Wami dziś ten temat. Przyznaję się przed Wami otwarcie, że sama z siebie pewnie nigdy bym się na to nie zdecydowała, wszak mówienie o przeżyciach, czy też osobach, które w jakikolwiek sposób zatruły nasze serca, jest bardzo trudne. Każdy z nas bowiem ma w pewnym stopniu zatrute serce, choć być może nie zdajemy sobie jeszcze do końca z tego sprawy. Ze mną było podobnie do momentu, kiedy sięgnęłam po książkę Angeliki Ślusarczyk  - „Zatrute serca”, której mój blog Kocie czytanie ma ogromny zaszczyt i przyjemność patronować i z której recenzją dziś do Was przychodzę.

Kiedy zaczęłam poznawać historię, którą skrywają karty tej książki, bardzo szybko przekonałam się, że jest to opowieść, w której każdy z nas odnajdzie cząstkę samego siebie. Mało tego, każdy z nas mógłby stać się jej bohaterem. Poznajemy bowiem Klarę, młodą dziewczynę, która już jako dziecko doświadczyła goryczy cierpienia, jaką jest utrata ukochanej osoby. Śmierć matki w tragicznym wypadku odcisnęła na niej znaczące piętno i choć dziś jest już dorosłą kobietą, to jednak ciągle nie potrafi pogodzić się z tą stratą. Sytuacji nie ułatwia również obecne życie rodzinne naszej bohaterki. Mieszka ona bowiem z ojcem, który w domu jest niemalże rzadkim gościem i jego żoną, która jest wyrafinowaną, wredną babą. Toksyczna macocha traktuje pasierbicę, jak pomiotło, podczas gdy przed mężem odgrywa perfekcyjną rolę wspaniałej kobiety.

Jest jeszcze coś, co od dawna tkwi niczym bolesna drzazga w sercu Klary. Kobieta czuje się zdradzona i oszukana przez przyjaciela, który zerwał z nią kontakt w momencie, kiedy najbardziej go potrzebowała. Marcel był dla niej kimś wyjątkowym. Dziś my czytelnicy jesteśmy świadkami tego, jak chłopak ponownie zjawia się w jej życiu. Jednak teraz oboje są już zupełnie innymi ludźmi. Wiedzą, że słowo przepraszam to za mało, aby wybaczyć i zapomnieć. Przekonajcie się sami, czy tę przyjaźń da się jeszcze uratować, a może lepiej jest czasami po prostu pozwolić komuś odejść.

Klara, mimo że jest atrakcyjną kobietą i wzbudza zainteresowanie płci przeciwnej, nie jest zainteresowana atencją mężczyzn. Wszystko zmienia się, jednak gdy pewnego dnia wybiera się do klubu ze znajomym z pracy i tam spotyka nieznajomego o pięknych oczach, których już nigdy nie zapomni. Spojrzenie tych oczu zostanie z nią na zawsze. Nasza dwójka coraz częściej na siebie wpada i jak możecie się domyślać, rodzi się między nimi uczucie. Wydawać by się mogło, że teraz nastąpi szczęśliwe zakończenie i Klara wreszcie będzie mogła zaznać tak zasłużonego szczęścia, miłości i bezpieczeństwa u boku ukochanego. Niestety i tym razem niczego nie może być w swoim życiu pewna. Stąpająca dotychczas twardo po ziemi dziewczyna, gdzieś w głębi duszy czuje, że ten mężczyzna nie jest dla niej. Obawiając się, że jego też straci, jak wszystkich, których kochała i którzy byli dla niej bliscy, łaknie go i jego bliskości.
Sięgnijcie koniecznie po książkę i sprawdźcie, czy rozum wygra zmagania z sercem. Jak ta jedna, tak bardzo ważna decyzja zmieni jej życie? Czy zamknie swoją bezpowrotną przeszłość i dostrzeże wartość tego, co tu i teraz.

Mimo, że główną bohaterką powieści jest Klara, to mamy również rozdziały poświęcone jej drugoplanowym bohaterom. Z nich właśnie możemy dowiedzieć się, co niszczy ich zatrute serca. Jakie kłamstwa, decyzje, złe wybory, tajemnice wpłynęły na to, jak teraz wygląda ich życie. Każdy z nas bowiem został zraniony i zranił. Niestety często musi minąć dużo czasu, abyśmy otworzyli oczy i zrozumieli swoje błędy.

Jak widzicie „Zatrute serca” to trudna, ale nad wyraz prawdziwa historia, która na pewno zostanie z nami na bardzo długo i da nam wiele do myślenia. Autorka zostawiła w niej dla nas piękne przesłanie, aby pomimo przeciwności spotykających nas niemalże każdego dnia nie zamykać się w żalach i pretensjach. Pielęgnować piękne wspomnienia i walczyć o swoje. Doceniać ważnych dla nas ludzi, bo nigdy nie wiadomo, jak długo będzie nam dane cieszyć się ich obecnością. Cieszmy się każdą piękną chwilą w życiu i dzielmy się tym szczęściem z innymi, a ono na pewno do nas wróci.
Z tą piękną myślą Was zostawiam i jeszcze raz zachęcam Was do sięgnięcia po tę książkę. Jestem przekonana, że zaczytacie się w niej bez reszty i trafi ona wprost do Waszych serc.

Autorce serdecznie dziękuję nie tylko za możliwość objęcia patronatem tak wyjątkowej książki, ale przede wszystkim za niezwykłe emocje, głębokie refleksje i oczyszczające serce i duszę łzy wzruszenia podczas lektury.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem WasPos, za co bardzo dziękuję.



Inne książki autorki, które czytałam:

środa, 15 lipca 2020

Czy warto działać pod wpływem chwili?

Przyszedł czas, aby przyznać się przed Wami do czegoś, co w moim odczuciu jest moją wadą. Otóż jestem osobą, mało spontaniczną. Nie potrafię podejmować szybkich decyzji. Wszystkie podejmowane przeze mnie w życiu działania są poprzedzone wieloma godzinami, a zdarza się, że nawet dniami przemyśleń na temat konsekwencji takiego, czy innego wyboru, którego dokonam. Zanim na cokolwiek się zdecyduję, rozważam wszystkie za i przeciw. Oczywiście zależnie od tego, jak na tę kwestię spojrzymy, dla jednych jest to wada, dla innych zaleta. Ja jednak od zawsze chciałam nauczyć się nie myśleć i nie analizować, aż tak bardzo, a po prostu iść na żywioł i zobaczyć co się stanie. Mimo starań spontaniczność nadal nie jest moją domeną i pewnie już tak zostanie. Jednak z perspektywy czasu oraz po lekturze książki Małgorzaty Kasprzyk Ostatnia szansa”, z której recenzją dziś do Was przychodzę, doszłam do wniosku, że chyba powinnam być wdzięczna losowi za to, że zawsze chcę być o krok do przodu, przewidując następstwa swoich poczynań.

Pewnie teraz zastanawiacie się, skąd u mnie takie wnioski. Otóż, kiedy poznacie Ewę, główną bohaterkę powieści, za chwilę wszystko stanie się jasne. Ewa jest młodą, piękną i inteligentną kobietą, która wiedzie szczęśliwe życie. Właśnie skończyła studia i chce się usamodzielnić. Ma jednak świadomość, że jej życie mogłoby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby nie miłość i serdeczność wujka Waldka, który zaopiekował się dziesięcioletnią wówczas dziewczynką po tragicznej śmierci jej rodziców. Dziewczyna jest ogromnie wdzięczna bratu matki za to, że kiedy straciła najbliższe swojemu sercu osoby, on podjął się wychowania jej i od tego momentu traktował ją, jak własną córkę. Jest jednak coś, co nie daje naszej bohaterce spokoju. Waldek, mimo że jest już mężczyzną w średnim wieku, nigdy się nie ożenił. Siostrzenica jest przekonana, że stało się tak, ponieważ poświęcając się opiece nad nią oraz pracy w świetnie prosperującej firmie, której jest prezesem, zupełnie zapomniał o sobie i zepchnął swoje życie prywatne na boczne tory. Właściwie popadając w pracoholizm, zupełnie je stracił. Ewa ma wyrzuty sumienia i czuje się  winna samotności wuja, tym bardziej, teraz kiedy ona za chwilę wyfrunie z rodzinnego gniazda i pójdzie własną drogą. Jest przekonana, że gdyby tylko się postarał poznałby kobietę, z którą mógłby ułożyć sobie życie. Jest atrakcyjnym mężczyzną i wiele kobiet zwraca na niego uwagę, choć on sam niestety tego nie zauważa. Ewunia, jak zwykł zwracać się do niej Waldek, nie chce, aby wracał on po pracy do pustego domu, dlatego postanawia dopomóc jego szczęściu, gdyż, jak sądzi, jest to ostatnia szansa, by mógł zaznać miłości i szczęścia, na które bez wątpienia zasługuje u boku kobiety, która zechce mu je ofiarować. Dziewczyna ma już w głowie plan, jak znaleźć odpowiednią kandydatkę na swoją ciotkę, ale... No właśnie jest jedno ważne, ale. Ewa jest jedną z tych osób, które szybciej działają niż myślą, co już niejednokrotnie przysporzyło jej problemów i stawiało w niezręcznych sytuacjach. Co więcej, nie przewidziała również tego, że może wpaść we własne sidła i także się zakochać. Sprawdźcie koniecznie, jaki finał będzie miał ten niecodzienny pomysł, a zapewniam Was, że będzie działo się naprawdę dużo.

Z pełnym przekonaniem uważam, że „Ostatnia szansa” powinna zostać zekranizowana. Fabuła książki to doskonały materiał na komedię omyłek, bo właśnie taką zabawną, wzruszającą i lekką opowieść na kartach tej książki odnajdzie czytelnik, który zdecyduje się po nią sięgnąć. Jeśli jednak zagłębimy się trochę bardziej w wykreowaną przez Panią Małgorzatę Kasprzyk opowieść, wówczas dostrzeżemy, że poza elementem typowo humorystycznym zostały w niej również poruszone bardzo ważne życiowe aspekty. Takie jak więzi rodzinne, wpływ przeżyć z młodości na późniejsze życie osobiste, bo jak się przekonacie podczas lektury, Ewa dopatruje się przyczyn kawalerstwa Waldka zupełnie gdzie indziej, niż ma to miejsce w rzeczywistości. A także skrywane wiele lat uczucia oraz wspaniała kobieca przyjaźń.

I chciałabym, żebyśmy w tym miejscu zatrzymali się na troszkę dłuższą chwilę, ponieważ wątek przyjaźni Ewy i Hani pracownicy, a jednocześnie najbliższej w firmie Waldka mu osoby jest bardzo piękny i warto zwrócić na niego uwagę. Choć Ewę i Hanię dzieli pokolenie to więź, która się między nimi zrodziła, jest wyjątkowa. Myślę, że nie będzie nadużyciem, jeśli napiszę, że w starszej koleżance Ewa może odnaleźć, to co utraciła wraz ze stratą matki. To właśnie Hani się zwierza, to u niej może szukać wsparcia i dobrych rad. A co najważniejsze Hania jest dla dziewczyny głosem zdrowego rozsądku i bezstronnym okiem ocenia sytuację, kiedy nad Ewą znów zaczyna brać górę jej wada. Sam Waldek również często prosił Hanię o rozmowę na temat Ewy, wszak, jej wychowanie nie zawsze należało do najłatwiejszych.

Książka łączy w sobie wszystko to, co ja cenię sobie w literaturze, czyli emocje, humor, mądrość i autentyczność. Ne tylko z uwagi na fabułę, ale także na bohaterów, których polubiłam od pierwszej chwili i którym mocno kibicowałam. Każdy z nich zasługuje na to, by kochać i być kochanym, a Wy przekonajcie się koniecznie, czy miłość zagości w ich życiu.

Na zakończenie nie pozostaje mi już nic innego, jak tylko gorąco zachęcić Was do zaczytania się w tej powieści. Jest to książka, która sprawdzi się idealnie jako lektura na wakacje do czytania na plaży, bądź na leżaku w ogrodzie. Wszystko,  co przygotowała dla nas autorka, wprawi Was w doskonały nastrój, wciągnie bez reszty, a także wzbudzi Wasze emocje. Ta ciepła i urokliwa opowieść skradnie serce czytelnika. Ponadto lekkość pióra, którym posługuje się Pani Małgosia, sprawi, że książkę przeczytacie w mgnieniu oka i będziecie chcieli więcej, a to według mnie najlepsza dla niej rekomendacja.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem WasPos, za co bardzo dziękuję.



Inne książki autorki, które czytałam:

piątek, 10 lipca 2020

Cytaty z "Zatrute serca" Angelika Ślusarczyk.

Moi drodzy już za niespełna tydzień 16.07.2020.  nakładem wydawnictwa WasPos swoją premierę będzie miała książka Angeliki Ślusarczyk"Zatrute serca”, którą mój blog Kocie czytanie ma przyjemność objąć swoim patronatem medialnym. Wiem, że wiele z Was wspólnie ze mną czeka z niecierpliwością na ten dzień. Jako że sama jestem osobą z natury niecierpliwą i wiem, jak trudno jest czekać na coś, co chciałoby się mieć w swoich rękach, jak najszybciej mam dla Was niespodziankę. 

Postanowiłam odkryć przed Wami rąbka tajemnicy i dać Wam przedsmak tego, co przygotowała dla nas autorka na kartach swojej najnowszej powieści. 

Mam dla Was kilka cytatów, które mam nadzieję, jeszcze bardziej podsycą Waszą ciekawość i chęć sięgnięcia po książkę.



Napiszcie mi, proszę w komentarzach, który z cytatów podoba Wam się najbardziej i czy skusicie się na lekturę tego tytułu?

niedziela, 26 kwietnia 2020

Mój ojciec jest potworem w ludzkiej skórze.


Moi kochani, jeśli od dłuższego czasu jesteście w miarę regularnymi gośćmi na moim blogu, to zapewne wiecie, że z wykształcenia jestem psychologiem dziecięcym. Wybierając ten zawód, kierowałam się chęcią niesienia pomocy tym najbardziej bezbronnym, czyli właśnie dzieciom. Nie piszę Wam tego, aby w jakikolwiek sposób „urosnąć” w Waszych oczach, ale dlatego, abyście mieli świadomość, że ten piękny, ale i trudny zawód niejako wymógł na mnie konfrontację z ogromem bólu i cierpienia, którego doświadczają dzieci i młodzież niestety także we własnych domach. Większości z nas dom rodzinny, kojarzy się z poczuciem ciepła i bezpieczeństwa, tymczasem w tych młodych ludziach słowo dom budziło strach i lęk, bo właśnie tam doznały największego cierpienia i upokorzenia. Teraz, mimo że na szczęście w wielu przypadkach, ktoś podał im pomocną dłoń, aby mogły zaznać choć trochę lepszego życia, to jednak piekło wszystkiego, co przeżyły w przeszłości, trwa nadal w ich wspomnieniach, z którymi często nie mogą sobie poradzić.

Zdecydowałam się poruszyć ten temat ze względu na przeczytaną przeze mnie w ostatnim czasie książkę Małgorzaty Brodzik Walcząc z przeszłością”. Niektórzy z Was mogą już kojarzyć autorkę z bloga Mama na obcasach, którego jest twórczynią.

Walcząc z przeszłością” to debiutancka powieść Pani Małgosi i muszę przyznać, że jestem pełna podziwu, iż znalazła w sobie siłę i odwagę, aby od razu na początku swojej przygody z pisaniem podzielić się z nami tak trudną i bolesną historią, jaką znajdziemy na kartach książki. Tym bardziej że jak dowiadujemy się z samej jej okładki, wydarzenia, o których w niej przeczytamy, są inspirowane przeżyciami z dzieciństwa autorki. A temat, któremu zdecydowała się stawić czoła to dorastanie w rodzinie, w które alkohol, przemoc i bieda są stałymi elementami życia.

Poznajcie Emmę nastoletnią dziewczynę, która, od kiedy tylko sięga pamięcią wspólnie z matką żyła w piekle zgotowanym im przez ojca alkoholika. Dziewczyna przez wiele lat była świadkiem tego, jak ojciec pił i bił matkę, a ta znosiła wszystko w pokorze i ciszy. Krzysztof, bo to o nim mowa, jest potworem w ludzkiej skórze. Aby zdobyć pieniądze na picie, ograbi rodzinę z ostatniego grosza. A kiedy trunek przejmie nad nim władzę, nie szczędzi żonie i córce razów zarówno tych psychicznych, jak i fizycznych. Nasza bohaterka często jest pozostawiona samej sobie, bo mimo tego, że to ona jest dzieckiem, a jej matka rodzicem, to niestety bierność kobiety wobec tego, co dzieje się w ich domu, której córka nie może zrozumieć, sprawia, że jest ona zmuszona bardzo szybko dorosnąć i przejąć opiekę nad matką. Paula pragnie lepszego życia dla swojej Emmy, ale nie podejmuje żadnych działań, by zrobić cokolwiek w tym kierunku. Emma ma o to żal do swojej rodzicielki, ponieważ wie, że istnieje wiele instytucji, które mogłyby im pomóc, gdyby tylko ta zechciała opowiedzieć całą prawdę o ich koszmarnym życiu. Ich codzienność to gra pozorów i życie w ciągłym lęku o to, co przyniesie kolejny dzień.

W tym miejscu muszę przyznać się Wam, że poznając tę historię, przez cały czas zadawałam sobie pytanie, co też jeszcze musi się stać, aby Paula się opamiętała i zawalczyła o siebie i swoje dziecko? I stało się. Jak to zazwyczaj w takich sytuacjach bywa, musiało dojść do tragedii, aby zrozumieć, że wielu krzywdom można było zapobiec. Ale o tym musicie przeczytać już sami.

Podczas niedawnej rozmowy z moją koleżanką na temat tej książki ona powiedziała mi, że nie może zrozumieć, dlaczego ludzie, którzy w swoim życiu doznali krzywdy, chcą się nią dzielić publicznie, na przykład pisząc książki, czy też występując w programach telewizyjnych. Otóż czasem wspomnienia przeszłości są tak trudne, że nie jesteśmy w stanie z nimi dalej żyć i zamknąć tak bolesnego rozdziału naszej przeszłości. Aby móc iść dalej potrzebujemy wyrzucić z siebie cały trawiący nas od środka ból i go przepracować. Przelanie swoich emocji na papier, czy też opowiedzenie komuś o tym, co nas spotkało, może stać się dla nas swego rodzaju terapią i oczyszczeniem z tego, co niszczy nas każdego dnia, powracając, chociażby w ciągle bardzo realistycznych mimo upływu czasu snach. Oczywiście prawdopodobnie nigdy nie da się wymazać tych okrutnych przeżyć z pamięci, ale takie otwarcie się przed ludźmi może sprawić, że ból stanie się choć trochę łatwiejszy do zniesienia. Przestaniemy uciekać w poczucie winy, którym często ofiary przemocy się dręczą i nauczymy się żyć z tym, co już zawsze będzie częścią nas samych, a przede wszystkim pozwoli nam uwierzyć w to, że mamy prawo do normalnego, spokojnego życia bez strachu, przemocy i poniżania.

Według mnie, choć, jak sama autorka pisze, tylko niektóre opisane w książce sytuacje są prawdziwe, to właśnie ta książka może być dla niej swego rodzaju katharsis.
Małgorzata Brodzik apeluje również do nas wszystkich, abyśmy nie pozostawali obojętni na ludzkie cierpienie. Zjawisko przemocy domowej jest niestety bardzo częste w naszym społeczeństwie, dlatego bardzo ważne jest, abyśmy reagowali natychmiast, kiedy jesteśmy świadkami przemocy, bądź jeśli wiemy, że komuś za zamkniętymi drzwiami własnego domu dzieje się krzywda. Przykład głównej bohaterki książki pokazuje, że gdyby ktoś odważył się jej pomóc, życie tej rodziny mogłoby potoczyć się zupełnie inaczej.

Zazwyczaj, kiedy czytam książki, które są opisem gehenny, jaką z różnych powodów stało się czyjeś życie, nie decyduję się na ich ocenę, ponieważ uważam, że po prostu nie mam do tego prawa. Tym razem jednak ze względu na to, że część przedstawionej nam opowieści jest fikcją literacką, a także mając na uwadze swoje wykształcenie zawodowe, pokuszę się o pewne uwagi po lekturze.

„Walcząc z przeszłością” to bardzo trudna i wstrząsająca historia, która na pewno nikogo, kto sięgnie po książkę, nie pozostawi obojętnym na to, o czym w niej przeczyta. Biorąc do ręki ten tytuł, musicie mieć świadomość, że jej lektura może okazać się dla Was trudną emocjonalną przeprawą, choć trzeba przyznać, że swobodny i przystępny styl pisania, którym posługuje się autorka zdecydowanie, ułatwia nam skonfrontowanie się z całym syfem, jak, jak określa to Ona sama. Tytuł ten to zdecydowanie bardzo udany debiut i serdecznie zachęcam Was do jego przeczytania, ale jednak, jako psycholog nie mogę zgodzić się z kreacją sfery emocjonalnej samej Emmy.

Z doświadczenia wiem, że dzieci, które stały się ofiarami przemocy, nie prezentują takiej postawy, jaką możemy zaobserwować u tej postaci. Nie chcę Wam zbyt wiele zdradzać, aby nie narzucać Wam, jak macie odbierać jej osobę. Dzieci te są wystraszone, nieśmiałe i zamknięte w sobie. Emma natomiast mocno kontrastuje z tymi faktami. Dlatego, jeśli miałabym oceniać realizm tej postaci, to nie do końca został on odzwierciedlony.

Przejdźmy zatem do kilku słów podsumowania. „Walcząc z przeszłością” to książka, po którą zdecydowanie warto sięgnąć, jeśli tylko jesteście gotowi zmierzyć się z bólem, cierpieniem i ciężarem krzywdy, której jest tu naprawdę wiele. Książka wstrząsa czytelnikiem, porusza do głębi, daje do myślenia i otwiera nasze oczy na piekło. Na to, co dzieje się w patologicznych rodzinach, a czego my często nie zauważamy, albo mówiąc wprost, od czego umywamy ręce, tłumacząc to tym, że nie chcemy się wtrącać w nie nasze sprawy. Kochani pamiętajmy o jednym, jeśli krzywda dzieje się dziecku, to zawsze jest nasza sprawa i nie wolno nam po prostu nie reagować.

Poza głównym wątkiem przemocy odnajdziemy tu również kilka innych bardzo ważnych kwestii, na które została zwrócona nasza uwaga. Jednym z nich jest prześladowanie, Emmy przez rówieśników w szkole. Dziewczyna była uważana za gorszą właśnie dlatego, że koledzy postrzegali ją przez pryzmat ojca alkoholika i prześladowali tylko ze względu na to, że była biedna. Uczulam Was moi kochani, abyście rozmawiali ze swoimi dziećmi na tak ważne tematy w domach i uświadamiali im, że dzieci nie odpowiadają za czyny swoich rodziców i nie powinno się ich w taki sposób oceniać. A to, że są biedni, nie znaczy, że są gorsi. Emma nie miała przyjaciół, choć bardzo tego potrzebowała. Wtedy na pewno byłoby jej łatwiej przejść przez tę trudną drogę, którą wybrało dla niej życie.

Kolejny aspekt to kwestia żalu, poczucia winy, przebaczenia i wyznania całej prawdy. Emma wielu zachowań i wyborów swojej matki nie rozumiała, dlatego to właśnie ją w dużej mierze obwiniała za to, jak potoczyło się ich życie. Miała do niej żal i obarczała ją winą za wiele zaistniałych sytuacji. Obie kobiety natomiast zmagały się z poczuciem własnej winny, bo każda z nich miała sobie coś do zarzucenia. W tej sytuacji tylko otwartość i szczerość często aż do bólu może przynieść ukojenie i szansę na wybaczenie. Sprawdźcie koniecznie, czy w przypadku Emmy i Pauli doszło do takiej rozmowy i czy padły słowa przebaczenia.

Cóż więcej mogę napisać. Autorce serdecznie gratuluję tak wartościowego debiutu i dziękuj, że zechciała podzielić się z nami tak bolesnymi życiowymi doświadczeniami, co z pewnością nie było łatwe. Was jeszcze raz zachęcam do poznania tej historii, a przede wszystkim do głębokich i ważnych refleksji, których zapewniam, nie da się uniknąć. Sama z niecierpliwością czekam na kontynuację, ponieważ zakończenie sugeruje, że takowa może się pojawić, na co bardzo liczę i mam nadzieję, że będziemy mogli ją poznać już niedługo.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem WasPos, za co bardzo dziękuję.


czwartek, 16 kwietnia 2020

"Bezmiar cierpienia" - Adriana Rak. / Recenzja Przedpremierowa.


Kochani nie wiem, jak jest w waszym przypadku, ale ja mocno wierzę w to, że każdy człowiek, który pojawia się w naszym życiu, pojawia się w nim nie bez powodu. Czasem musimy tylko poczekać chwilę, aby przekonać się, jak wiele łączy nas z zupełnie nieznaną nam przecież osobą i jak bardzo dużo możemy sobie wzajemnie ofiarować.
Niezmiennie jestem przekonana również o tym, że los splata ludzkie drogi w momencie, kiedy najbardziej tego potrzebujemy, choć my sami najczęściej nie zdajemy sobie z tego sprawy. Dlatego nie wierzę w przypadki, a w przeznaczenie. Życie bowiem już niejednokrotnie udowodniło mi, że jest wiele rzeczy, które mogą zbliżyć do siebie ludzi. Jedną z nich jest niestety cierpienie. Wszak zapewne zgodzicie się ze mną, że ból i gorycz tego uczucia najlepiej zrozumie ten, kto również go doświadczył.

Postanowiłam, podzielić się z Wami tymi niełatwymi przemyśleniami, gdyż dziś przychodzę do Was z recenzją najnowszej książki Adriany Rak „Bezmiar cierpienia”, której karty skrywają niezwykłą historię dwójki młodych zagubionych i przytłoczonych przez życie ludzi. Kiedy Izabela i Adam poznają się w Łebie w jednej z tamtejszych restauracji, w której pracuje chłopak, nie wiedzą jeszcze, jak wiele ta znajomość zmieni w ich życiu i jak bardzo wpłynie na nich samych. Zarówno chłopak, jak i dziewczyna są ogromnie zaskoczeni faktem, że choć znają się zaledwie chwilę, czują się tak, jakby znali się przez całe życie. My czytelnicy wiemy, niemalże od samego początku, że oboje znajdują się z problemami życia prywatnego, czując się zranieni i skrzywdzeni. Oboje też nie są gotowi, aby rozmawiać o tym, co dzieje się w ich sercach. Nikt nie naciska na zwierzenia. Wszystko, co dzieje się między naszymi bohaterami jest bardzo szczere i naturalne, co owocuje rodzącą się na naszych oczach piękną przyjaźnią. Kiedy nadchodzi moment, w którym przyjaciele otwierają się przed sobą, dowiadujemy się, że choć pochodzą z zupełnie innych światów i bez wątpienia możemy powiedzieć, że ich cierpienie wydaje się nieporównywalnie i niewspółmiernie różne, to jednak pamiętajmy, że nie wolno nam oceniać żadną miarą ludzkiego bólu.

Izabella jest młodą kobietą, która przez całe życie żyła w luksusie pod czujnym okiem nadopiekuńczych rodziców. W momencie, kiedy zaczynamy niejako uczestniczyć w jej życiu, widzimy, że nasza bohaterka cierpi z powodu trudnego rozstania ze swoim marokańskim księciem Hamidem, który zaprzepaścił ich wspólne szczęście, dopuszczając się zdrady. Wszystko wokół nosi ślady mężczyzny, którego jej serce ciągle nie przestało kochać, dlatego Izabela postanawia, na okres wakacji wyprowadzić się z rodzinnego Gdańska właśnie do Łeby gdzie będzie pracowała sezonowo.

Z podobnym zamiarem pracy do tego samego miasta wyjechał również Adam. Jego sytuacja jednakże jest zupełnie inna. Mimo że chłopak ma dopiero dwadzieścia jeden lat, to przeżył już naprawdę wiele w swoim krótkim życiu, które nigdy go nie rozpieszczało. Jako siedmioletnie dziecko został sierotą i jedyną bliską mu osobą, która została mu na świecie, jest wychowujący go dziadek. W jego życiu był moment, kiedy wierzył w to, że będzie szczęśliwy, u boku dziewczyny, z którą ma  dziś już dwuletniego syna Kamila. Niestety matka dziecka nie dorosła do swojej roli i nadal zachowuje się bardzo niedojrzale, przyjmując sobie za główny cel swojego życia upokarzanie Adama i utrudnianie mu kontaktów z synem. Dla Adama syn jest całym życiem i to właśnie dla niego bardzo szybko wydoroślał i robi wszystko, aby  uczestniczyć w jego życiu. Z trudem podejmuje się pracy w Łebie, bo wie, że będzie musiał   rozstać się z dzieckiem, ale jednocześnie zdaje sobie sprawę z tego, że pieniądze, które w tym czasie zarobi, są bardzo potrzebne nie tylko dla syna, ale i kochanego dziadka.

Nie będę oczywiście zdradzała Wam, co wniesie w życie naszych bohaterów tak nagłe i niespodziewane zacieśnienie więzi między nimi, ale możecie mi wierzyć, że nie będzie to przyjaźń łatwa, ponieważ pomimo swej wyjątkowości zostanie poddana wielu próbom. Jak się przekonacie, nie uchroni, ani jednej, ani drugiej strony przed trudnymi wyborami i decyzjami.
Adam i Izabela stali się sobie bardzo bliscy nie tylko dlatego, że oboje wiedzą, czym jest cierpienie, ale przede wszystkim dlatego, że potrafili patrzeć na siebie sercem. On pokazał jej, że nie warto użalać się nad sobą, a po prostu warto żyć. Ona natomiast pokazała mu jak wspaniałym i wartościowym jest człowiekiem, Czasami jednak niestety nic i nikt nie jest w stanie zdjąć z naszych barków ciążącego nam bezmiaru cierpienia. Bo uśmiech na ustach, a w sercu ból, to najtrudniejsza, ze wszystkich życiowych ról.

Czytając wypowiedzi samej autorki na temat „Bezmiaru cierpienia”, chociażby na Jej socjal mediach możemy dowiedzieć się, że jest to książka niezwykle dla niej ważna. Moglibyście powiedzieć, że przecież dla autora każda książka jest ważna. Owszem z pewnością tak jest, ale zapewniam Was, że dopiero, kiedy dotrzecie do końca historii i przekonacie się, w czym tkwi sedno jej wyjątkowości, zobaczycie ją w zupełnie innym świetle. Ja wiedząc już wszystko i znając jej zakończenie, płaczę, pisząc te słowa i mam ochotę przytulić Adrianę, dziękując jej za to, że znalazła w sobie siłę, aby przelać to, co skrywało jej serce na papier i odwagę, by się tym z nami podzielić. Więcej nic nie powiem, bo zwyczajnie po ludzku brakuje mi słów.

„Bezmiar cierpienia” to bardzo prawdziwa historia ludzkiego życia, które bywa niezwykłe, ale też potrafi zmusić nas do konfrontacji z faktami, które często są ponad nasze siły.

Autorka poruszyła w swojej książce kilka wątków, które na pewno są częścią codzienności wielu z nas. Są to między innymi wybaczenie zdrady i ponowne zaufanie. Wiele kobiet, które zostały zdradzone, jest proszonych przez swoich partnerów, czy mężów o drugą szansę. W pierwszej chwili nasuwa się myśl „nie potrafiłabym wybaczyć”, ale co w sytuacji, kiedy rozum mówi jedno, a serce zupełnie coś innego. Czy warto ponownie zaufać? Przekonajcie się sami, co zdecydowała Iza.

Kolejny aspekt poruszony w książce to utrudnianie przez matki, kontaktów dziecka z ojcem. O ile mogę to zrozumieć w sytuacji, kiedy kontakty ojca z dzieckiem negatywnie na nie wpływają, to nie jestem w stanie pojąć takiego zachowanie matek, które robią tak tylko po to, aby upokorzyć i zranić mężczyznę. A w rezultacie zakpić z niego, mając za nic jego uczucia. Sami się przekonacie, do jak tragicznych i nieodwracalnych konsekwencji może prowadzić tak nieodpowiedzialne postępowanie.

Moi drodzy koniecznie przeczytajcie ten tytuł i przygotujcie się na przejmującą lekturę, która trafi wprost do Waszych serc. Wzbudzi najgłębsze emocje i wyciśnie potok łez. Długo o niej nie zapomnicie, a samo zakończenie roztrzaska Wasze serca na miliony kawałków.

Mam nadzieję, że udało mi się zachęcić Was do sięgnięcia po „Bezmiar cierpienia”. Jeśli tak to, już 21.04.2020. będziecie mieli możliwość wzbogacić swoją biblioteczkę o ten tytuł.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem WasPos, za co bardzo dziękuję.


niedziela, 8 marca 2020

Każdy z nas nosi w sobie piekło.

Moi drodzy każdy z nas w życiu doświadczył i nie oszukujmy, się na pewno w ciągu całego swojego życia doświadczy jeszcze wielokrotnie wielu bolesnych doświadczeń i ciężkich przeżyć. Wszyscy doskonale wiemy, że żadne tego rodzaju zdarzenia nie pozostają bez wpływu na nas samych i nasze dalsze życie. Ich piętno dość często staje się dla nas swego rodzaju klątwą, przez którą nie potrafimy pogodzić się z całym złem, jakie nas spotykało, a tym samym zamknąć tych trudnych etapów, choć często są one naszą już odległą przeszłością i ruszyć dalej budując nasze tu i teraz, nawet jeśli los dał nam taką szansę.

Czując ciężar przeszłości na swoich barkach, nierzadko czujemy się zagubieni i nie wiemy, jaką drogą podążyć, by wyzwolić się od trawiących nas demonów i poczuć wreszcie, tak bardzo wielu nam potrzebne katharsis. Oczywiście nikt, nie da nam gotowej recepty, jak tego dokonać, ponieważ niestety każdy ten niełatwy proces musi przejść sam w głębi swojego serca i duszy, ale jeśli rozejrzymy się uważnie wokół siebie, możemy dostrzec pewne czynniki, czy rzeczy, które mogą stać się dla nas cennymi wskazówkami do tego, co możemy zrobić, aby sobie pomóc.

Mówię Wam o tym wszystkim nie bez powodu, ponieważ dziś przychodzę do Was z recenzją książki Piotra Podgórskiego Anathema”, która piszę to z ogromnym przekonaniem, jeśli tylko zagłębicie się w historię opisaną na jej kartach z całą pewnością stanie się dla Was takim właśnie bardzo cennym drogowskazem.

Poznajcie Marka, chłopca niechcianego i niekochanego już od momentu narodzin. Rodzice, którzy powinni darzyć swoje dziecko największą miłością i zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa uczynili z jego życia gehennę. Chłopiec dorastał w patologicznej rodzinie, każdego dnia doświadczając odrzucenia i upokorzenia. Dziecko już od czasów przedszkolnych wyróżniało się na tle swoich rówieśników i niestety również tam niedane mu było poznać uczucia zrozumienia i akceptacji. W domu gdzie alkohol i przemoc były stałym punktem życia, zawsze wprost mówiono mu, że jest nikim. Nigdy nie udało mu się zasłużyć na miłość i uznanie ojca, który, jak się przekonacie podczas lektury książki, traktował go niczym zbędną rzecz, z którą może robić, co mu się żywnie podoba, nie licząc się z uczuciami syna, by potem bez skrupułów się jej pozbyć.

„Przecież był zerem, a tacy nie mają prawa patrzeć nawet na słońce”.

Jedynym jasnym i najcenniejszym punktem życia Marka była bezgraniczna miłość i oddanie jego ukochanej babci, która pragnęła, aby wnuk zaznał prawdziwego szczęścia, na które tak bardzo zasługuje. Wreszcie wszystko wskazuje na to, że tak wielka wiara kobiety w lepsze jutro dla chłopca przyniosła wymierne owoce, ponieważ Marek odnosi wielki sukces za oceanem. Zakłada rodzinę i staje się poważaną osobą. Jednak w nowym życiu naszego bohatera nie może zagościć pełnia szczęścia i spokoju, ponieważ ciągle podążają za nim cienie przeszłości. Jej demony nie pozwalają o sobie zapomnieć i mężczyzna niestety będzie musiał stoczyć z nimi walkę, w której stawką jest szczęście tych, którzy są w jego życiu najważniejsi.

Anathema to bardzo przejmująca i boleśnie prawdziwa opowieść o rodzinie, jakich niestety wiele w naszym kraju. Rodzinie patologicznej, zdegradowanej, w której oczywiście niestety najbardziej cierpią dzieci, a wszystko, czego doświadczają, ciągnie się za nimi przez resztę ich życia. Konfrontacja z przeszłością bardzo często jest nieunikniona, ale także dla wielu z nas zbyt trudna, aby jej podołać. Przykre jest to, że dopiero w obliczu choroby, czy śmierci rodzina jest w stanie zrozumieć, jak wiele stracili, jak wiele krzywd zostało wyrządzonych. Autor pozwala swojemu czytelnikowi być świadkiem procesu zmian zachodzących w naszych bohaterach. Aby były one możliwe, potrzebne są słowa wybaczenia i akceptacji. Przekonajcie się koniecznie, czy w tej rodzinie jest to jeszcze możliwe. Czy są oni w stanie zaznać oczyszczenia z ogromu cierpienia i zła, aby stać się jednością, którą winna być każda rodzina? Sprawdźcie to już sami. 

Najnowsza książka Piotra Podgórskiego jest jedną z tych po które, kiedy już sięgniemy, nie możemy się od nich oderwać i to nie tylko ze względu na trudną i przejmującą tematykę, która zapewniam Was, poruszy serce każdego, ale także na jej niejako baśniowy i magiczny klimat związany z wierzeniami i legendami, które również tu znajdziecie. Wątek ten podczas czytania budzi w czytelniku pewną niepewność, ale i ciekawość tego, z czym on jest związany i co wniesie do całej opowieści.
To wszystko oczywiście jest ogromnym plusem książki, ponieważ sprawia, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie, ale nie są to już wszystkie mocne strony i atuty tego tytułu.

Kolejne to wspaniale wykreowane postacie bohaterów, którzy w moim przypadku wzbudzili szereg emocji od współczucia, poprzez złość, a nawet czego się po sobie nie spodziewałam nienawiść. To, co sobie bardzo cenię to fakt, iż autor pozwala nam niemalże zajrzeć do serc i umysłów swoich bohaterów, abyśmy mogli poczuć to, co czują i myślą oni sami.

No i ostatni atut, na który chcę zwrócić Waszą uwagę, aczkolwiek nie ostatni dla samej książki to bezwzględny realizm tego, o czym czytamy. Tu nie ma miejsca na koloryzowanie i łagodzenie brutalnej prawdy. Abyśmy przestali tkwić w swojej przeszłości, musimy przyjąć ją taką, jaką ona naprawdę jest, nawet jeśli to nas bardzo boli, dlatego bądźcie przygotowani na to, że będziecie musieli zmierzyć się z uzależnieniem, przemocą, patologią, upokorzeniem, brakiem akceptacji, odrzuceniem i samotnością, ale nie obawiajcie się, ponieważ nie zostaniecie pozostawieni bez nadziei na lepsze jutro i wiary w to, że zawsze jest możliwość uporania się z trawiącymi nas koszmarami.

Zapewniam Was, że po przeczytaniu historii, którą autor oddał w nasze ręce, nie unikniecie wielu refleksji odnośnie do Waszego życia i życia w szerokim tego słowa znaczeniu. A jeśli Wy również zmagacie się z własnymi demonami, wierzę mocno w to, że ta książka będzie dla wielu z Was impulsem do tego, aby znaleźć w sobie siłę i odwagę, by stanąć z nimi twarzą w twarz, za co ze swej strony z całego serca autorowi dziękuję.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem WasPos, za co bardzo dziękuję.

piątek, 31 stycznia 2020

To ty decydujesz, co będzie dalej i kogo zatrzymasz u swego boku.

Kochani dziś porozmawiamy o miłości. Każdy z nas jej pragnie i potrzebuje. Jednak tym razem, chciałabym, abyśmy przez chwilę porozmawiali o tym, jakim niebezpiecznym narzędziem manipulacji może stać się to piękne uczucie. Dzieje się tak wówczas, kiedy dając się ponieść porywom serca i marzeniom o idealnym związku, nagle zaczynamy kochać zbyt mocno, nie zdając sobie sprawy z tego, że w ten sposób zatracamy siebie. A jeśli przestaniemy myśleć o sobie, tak naprawdę nigdy nie będziemy szczęśliwi.

Jako psycholog wielokrotnie miałam okazję spotkać na swojej drodze kobiety, które ze łzami w oczach opowiadały, jak wiele wycierpiały przez człowieka, którego w momencie, kiedy pojawił się on na ich drodze, uważały za najlepsze, co mogło je spotkać. 

„Kochany, czarujący, opiekuńczy, czuły. Czego można chcieć więcej? Rodzina go uwielbiała, a ja czułam się tak, jakbym złapała Pana Boga za nogi. Ale kiedy mijały kolejne miesiące, nagle świat widziany przez różowe okulary zaczął tracić swoje barwy. Dni zaczęły się wypełniać szarością i strachem. Książę zamienił się w potwora, a ja nie potrafię wyrwać się z tego toksycznego związku. Co robić? Proszę mi pomóc”. - Takie właśnie słowa padają wówczas najczęściej.

Do tego, aby poruszyć ten bardzo trudy, ale niestety ciągle często spotykany w związkach problem skłoniła mnie debiutancka powieść Justyny Dziury „Sammer”, z której recenzją dziś do Was przychodzę.

Zanim jednak opowiem Wam o samej książce, już na samym wstępie muszę zaznaczyć, że konfrontując historię, którą odnajdziemy na kartach książki, ze wspomnianym wcześniej moim doświadczeniem zawodowym z pełnym przekonaniem mogę zapewnić Was, że jest to książka niezwykle prawdziwa, o czym przekonacie się już za chwilę. Muszę przyznać, że z ogromną ulgą przyjęłam zapewnienie autorki, że to wszystko, o czym czytamy w książce, jest wyłącznie fikcją literacką, bo bez tej informacji można by mieć obawy, iż opisane w niej perypetie głównej bohaterki, są inspirowane autentycznymi wydarzeniami. Choć czy na pewno jest to do końca fikcyjna opowieść? O tym, przeczytacie w dalszej części recenzji.

A teraz poznajcie Sammer, młodą, atrakcyjną dziewczynę, która mimo swojego młodego wieku bardzo dotkliwie przekonała się, jak wysoką cenę trzeba zapłacić za marzenia o tym, by kochać i być kochanym. W momencie, kiedy my czytelnicy wkraczamy w życie dziewczyny, mamy możliwość obserwować, jak wiele wysiłku kosztuje ją powrót do pełni życia, które straciła przez kogoś, kto miał być jego treścią i sensem już na zawsze.
A miało być tak pięknie. Kiedy nasza bohaterka poznała swojego byłego już dziś chłopaka Damona, czuła się kochana i szczęśliwa. I uwierzcie mi, nie ma się czemu dziwić, ponieważ o takim mężczyźnie marzy każda kobieta. Atrakcyjny, ustabilizowany życiowo mężczyzna, który sprawia, że czujemy się piękne i wyjątkowe. Jednym słowem ideał. Niestety, takie rzeczy zdarzają się tylko w bajkach, a ludzie idealni nie istnieją. Naszą bohaterkę z pięknego snu na jawie, brutalnie budzi pierwszy wymierzony policzek, a potem jest już tylko gorzej, Oczywiście nie będę zdradzała Wam szczegółów, aby nie pozbawiać Was możliwości poczucia na własnej skórze tego, czym dzieli się z nami Summer.

Powiem, tylko że autorce doskonale udało się odzwierciedlić schemat przemocy i uzależnienia od siebie drugiej osoby. Na początku bowiem słyszymy:
-„Kochanie nie wiem, jak to się stało, to był impuls. Wybacz, to się więcej nie powtórzy." Jednak zawsze się powtarza, po czym padają słowa: ”To wszystko przez to, że tak bardzo cię kocham i boję się, że cię stracę. Zawsze, kiedy dostrzegam takie niebezpieczeństwo, tracę rozum”.
I wtedy za to, że ponownie zostałyśmy pobite i upokorzone, obwiniamy siebie. W naszej głowie rodzą się myśli: ” Być może czymś go sprowokowałam. Być może zachowałam się niewłaściwie i to go rozzłościło”.
Jednak moje drogie prawda jest taka, że jeśli ktoś raz uderzył, na pewno zrobi to znowu.
Następnym krokiem jest zastraszanie,”. Jesteś nikim. Nigdy się ode mnie nie uwolnisz. Jeśli spróbujesz odejść, zniszczę cię i twoich bliskich”.

Zastraszone kobiety boją się walczyć o siebie. Ważne jest, aby w tym trudnym procesie rozpoczęcia życia na nowo miały wokół siebie ludzi, którzy pomogą im  uwierzyć w siebie i odzyskać wiarę w to, że mogą i mają prawo zaznać prawdziwej miłości, u boku kogoś, kto będzie je szanował, kochał i dawał poczucie bezpieczeństwa.

Sammer po tak trudnych przeżyciach bardzo trudno jest zaufać komukolwiek. Na szczęście powrót przyjaciela z dzieciństwa pozwala jej na nowo czerpać radość z każdej spędzonej wspólnie chwili. On i rodzice Sammer pozwalają jej mieć nadzieje na nowy start.

„Nikt nie może przestać walczyć o swoje życie. Ludzie pojawiają się i odchodzą, ale to ty decydujesz, co będzie dalej i kogo zatrzymasz u swego boku”.

Jednak, o czym zapewne nie raz przekonał się każdy z nas, teoria i zapewnienia, że  teraz już wszystko będzie dobrze często nie idą w parze z tym, jak w rzeczywistości toczy się nasze życie. Tak też dzieje się i tym razem, ponieważ Damon nie pozwala swojej byłej dziewczynie o sobie zapomnieć. Chce, aby dała im jeszcze jedną szansę.
Czego jeszcze możemy się po tym człowieku spodziewać oraz czy uda mu się dopiąć swego? Odpowiedzi na te pytania czekają na Was oczywiście na kartach książki.

Pamiętacie, jak przed chwilą poddałam w delikatną wątpliwość fakt, że wydarzenia, na których opiera się fabuła powieści, są fikcją literacką? Oczywiście nie wątpię w zapewnienie Justyny, ale o ile nie jest to historia Jej związku, o tyle jest to głos w imieniu wielu kobiet, które latami tkwią w związkach, w których są upokarzane, poniżane, maltretowane fizycznie i psychicznie. Często w obawie przed zemstą cierpią w milczeniu, bojąc się prosić o pomoc.
Jestem pewna, że niestety wiele kobiet znajdzie w tej książce cząstkę siebie, ale jednocześnie mocno wierzę w to, że jej lektura będzie impulsem do tego, aby przerwać ten zaklęty krąg przemocy i uwierzyć w to, że choć nie będzie to łatwe, to jednak da się z niego wydostać.

Cóż mogę więcej powiedzieć. Aż trudno uwierzyć, że „Summer” jest debiutem literackim. To naprawdę bardzo emocjonalna, życiowa i prawdziwa historia, która spotyka młodą kobietę taką jak Ty, czy ja. Realizm zarówno wydarzeń, jak i kreacji bohaterów sprawia, że książkę czyta się z ogromnym przejęciem, a bohaterowie wzbudzają w nas cały wachlarz odczuć. Sama nienawidzę Damona. Za to bardzo mocno trzymałam kciuki za Sammer, która może budzić w czytelnikach skrajne emocje, ale nie oceniajmy jej zbyt pochopnie. Wszak nigdy nie możemy, być pewne, jak my same zachowałybyśmy się, będąc na jej miejscu.

Nie mogłabym nie wspomnieć o samej konstrukcji książki. Została ona podzielona na krótkie rozdziały, które opisują to, jak wygląda życie bohaterki już rok po zakończeniu koszmaru, przez który przeszła oraz na te, które opisują zdarzenia mające miejsce od momentu poznania Damona, aż do momentu zakończenia ich związku.
Bezsprzecznym atutem książki jest fakt, że pomimo iż porusza ona temat, z którym na pewno nie było się autorce łatwo zmierzyć, dzięki lekkości pióra i przystępnemu językowi, którym się posługuje, poradziła sobie z tym tematem doskonale. Książka porusza, ale w żaden sposób nie przytłacza. Widać, że Justyna włożyła w jej napisanie nie tylko dużo pracy i zaangażowania, ale przede wszystkim serce i emocje, a przecież te wszystkie czynniki połączone w jedną całość dają przepis na wspaniałą książkę, od której nie sposób się oderwać. A „Summer” taka właśnie jest.

Justynko, serdecznie Ci gratuluję i dziękuję, że znalazłaś w sobie siłę, aby podjąć się poruszenia w swojej książce tak ciężkiego, ale niezmiernie ważnego tematu, o którym trzeba mówić głośno.
Z niecierpliwością czekam na kolejną Twoją książkę, a Was moi kochani z całego serca zachęcam do sięgnięcia po książkę. Życzę nam wszystkim, coraz więcej tak świetnych debiutów.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem WasPos, za co bardzo dziękuję.