Pokazywanie postów oznaczonych etykietą " Self-publishing. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą " Self-publishing. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 września 2026

Głośny akord dorastania. Recenzja powieści „SEK(S)TA” R.A. Ciężkiej


Literatura od zawsze poszukuje języka, który potrafiłby bezceremonialnie oddać trud wchodzenia w dorosłość — etap pełen emocjonalnych zawirowań i rozpaczliwego poszukiwania własnej harmonii. Rzeczywistość młodzieży rzadko bywa przecież podręcznikowo uporządkowana. To raczej rozedgrana kompozycja, w której życiowe zamieszanie i prozaiczna codzienność nieustannie ścierają się z potrzebą bliskości, autentyczności oraz odrobiny magii. Właśnie w tę głośną, pełną emocjonalnych tarć i słodko-gorzkich tonów przestrzeń wpisuje się debiutancka powieść „SEK(S)TA” autorstwa R.A. Ciężkiej. Okazuje się ona niebanalnym studium dojrzałości ukrytym pod płaszczykiem młodzieżowej swobody i muzycznej metafory.

Sercem tej książki jest przestrzeń opuszczonego budynku — niepozornego pustostanu, który wyrasta na cichy katalizator budujących się relacji. Dla większości bohaterów to miejsce staje się czymś znacznie ważniejszym niż tylko kryjówką; zmienia się w prawdziwy azyl. To właśnie tam, we własnym gronie, różnorodny kalejdoskop postaci odnajduje to, czego tak bardzo brakuje im w rodzinnych domach — akceptację, zrozumienie i poczucie przynależności. W tej przestrzeni tętni życie paczki przyjaciół, napędzane ich artystycznymi pasjami, wspólnymi wyzwaniami oraz zderzeniem z niedoskonałym światem dorosłych.

Główny bohater, Michał, zamiast grzecznie wpisać się w zaplanowaną dla niego rolę, zaczyna prowadzić tę historię na własnych zasadach. Sprawnie wciąga przy tym czytelnika w wir wydarzeń i uczuciowych zawiłości.

To jednak nie sama akcja, lecz warstwa psychologiczna stanowi o sile tej powieści. Pisarka kreśli wiarygodne portrety postaci. Z jednej strony mamy pełnego sprzeczności Michała, który ukrywa lęk przed odrzuceniem, z drugiej zaś Jagodę, szukającą własnej tożsamości w świecie pełnym narzuconych oczekiwań. Ich interakcje i wzajemne starcia tworzą poruszający obraz emocjonalnego dojrzewania, w którym najtrudniejszym zadaniem okazuje się szczere odsłonięcie się przed drugim człowiekiem. Jednym z najbardziej przejmujących wymiarów utworu jest przy tym trudny obraz relacji Michała z rodzicami, a w szczególności z ojcem. Autorka bez upiększeń ukazuje przepaść pokoleniową i brak zrozumienia, jednak to właśnie więź z tatą niesie ze sobą największy ciężar gatunkowy. Tę dynamikę przesyca gęsta mieszanka buntu, żalu i głęboko ukrytego pragnienia akceptacji. Obserwowanie tak skomplikowanego konfliktu wywołuje w czytelniku ogromne poruszenie, czyniąc ten wątek jednym z najbardziej przekonujących elementów całej historii.

Wokół tych więzi autorka wyplata wielowarstwową sieć motywów. Muzyka – wyrażona, chociażby w tytule nawiązującym do interwału muzycznego – służy za uniwersalny język wrażliwości postaci, gdzie dążenie do samostanowienia przeplata się z potrzebą artystycznego wyrazu. Niezwykle istotny okazuje się również motyw wiary: główny bohater powoli odkrywa ją w sobie, uczy się jej i zaczyna postrzegać zupełnie po swojemu, zrzucając sztywne ramy na rzecz indywidualnego przeżywania duchowości. Pierwsza miłość, eksploracja cielesności i młodzieńczy bunt zderzają się tu z trudnym dialogiem międzypokoleniowym, tworząc wielogłosowy chór wchodzenia w dorosłość.

Niezwykłe tempo i rytm tej narracji napędza jej przemyślana struktura oraz język — swobodny, pełen potocznych zwrotów, żywego humoru i bezpretensjonalnych przekleństw, które naturalnie oddają stan duchowy postaci. Świetnym dopełnieniem tego klimatu są przewijające się na kartach powieści znane, polskie utwory, z których można stworzyć doskonałą playlistę do słuchania w trakcie czytania. Choć powieść składa się z kilku części, to właśnie przejście między pierwszą a drugą wyznacza wyraźną granicę — moment bezpowrotnego wkroczenia bohaterów w dorosłość, który diametralnie zmienia ciężar gatunkowy historii. Co więcej, ukazanie losów z perspektywy kilku odmiennych postaci nie tylko przełamuje tradycyjny sposób prowadzenia fabuły, ale pozwala zajrzeć w głąb ich subiektywnych światów. Jedynym drobnym utrudnieniem w odbiorze bywa tu jednak stosowane przez pisarkę nagłe wplatanie wewnętrznych przemyśleń bohaterów bezpośrednio w tekst. Taki zabieg chwilami dekoncentruje i sprawia, że czytelnik może poczuć się zagubiony w tym, co stanowi bieżący ciąg fabularny, a co jest jedynie ulotną myślą w głowie postaci.

Dla mnie jako czytelniczki obcowanie z tą książką było doświadczeniem intensywnym i angażującym, pełnym emocjonalnych kontrastów. Obok momentów beztroski, młodzieńczego humoru i okruchów codzienności, autorka pokazuje też trudniejsze, słodko-gorzkie emocje towarzyszące dojrzewaniu. Sam Michał jawi się jako postać złożona — nie od razu byłam w stanie go polubić. Początkowo jego nadmierna pewność siebie wydawała mi się wręcz odpychająca i musiałam zajrzeć głębiej, by dostrzec ukryty pod tą maską lęk. Odbierałam bohaterów jako autentycznych: momentami czułam do nich ogromną czułość, kiedy indziej rozbawienie, a chwilami cichą irytację ich decyzjami. Ta huśtawka nastrojów sprawiła, że opowieść mocno ze mną zarezonowała i przypomniała, jak wielobarwny bywa czas dorastania.

Sam finał tej historii chwyta za serce i zostawia z głębokim, bardzo osobistym pytaniem o to, czym tak naprawdę jest wiara. Czy stanowią o niej jedynie sakramenty oraz instytucjonalne ramy narzucane przez Kościół, czy też jej prawdziwa istota kryje się wyłącznie w tym, co autentycznie nosimy w swoim sercu? To właśnie te końcowe refleksje sprawiają, że niniejsza propozycja nie daje o sobie szybko zapomnieć.

Największą wartością, jaką pisarka pozostawia na kartach swojego dzieła, jest przypomnienie, że dojrzałość nie polega na obojętności, lecz na otwartości na własną wrażliwość. To cicha lekcja akceptacji własnych słabości i bólów wzrostowych, które wpisane są w proces dorastania, udowadniająca, że odnalezienie własnego głosu wymaga najpierw wybaczenia sobie niedoskonałości.

Ta książka to propozycja zarówno dla młodych dorosłych, jak i dojrzałych czytelników poszukujących w literaturze świeżości oraz odwagi w łamaniu schematów. Warto jednak pamiętać, że wymaga ona odporności na dosadny język i liczne przekleństwa — ten bezkompromisowy styl nie każdemu przypadnie do gustu, choć nadaje całej historii organicznej prawdy.

R.A. Ciężka stworzyła dzieło, które działa niczym dobrze skomponowana symfonia — od pierwszych mocnych akordów aż po cichnące, skłaniające do refleksji wybrzmiewanie. „SEK(S)TA” to nie po prostu kolejna opowieść o dorastaniu, lecz przejmująca, literacka ścieżka dźwiękowa do momentów, w których decydujemy się być w pełni sobą.

A jak to wygląda u Was? Lubicie słuchać muzyki podczas czytania, czy preferujecie całkowitą ciszę? I dajcie znać — jakie piosenki nieodłącznie kojarzą Wam się z czasami własnego dorastania?

*Książka do nabycia u autorki.

[Materiał reklamowy].

piątek, 7 sierpnia 2026

Lekcja drugiego wrażenia, czyli „Nie taki gbur straszny” – Urszula Kacprowska

Od dziecka uczy się nas, by nie oceniać książki po okładce, a mimo to w codziennym życiu robimy to niemal odruchowo. Szufladkujemy ludzi w kilka sekund: ten jest zbyt głośny, tamta zbyt skryta, a ktoś inny nieprzyjemny. Rzadko kiedy zatrzymujemy się, by zadać sobie jedno proste pytanie: co musiało się wydarzyć w życiu tego człowieka, że dziś wybiera chłód zamiast ciepła? Łatwiej jest kogoś skreślić, niż poświęcić czas na zrozumienie. A przecież najciekawsze opowieści kryją się często w historiach osób, które na pierwszy rzut oka wcale nie próbują nam się przypodobać. O tę uniwersalną prawdę o potędze drugiego wrażenia i odwadze do zrzucania masek opiera swoją historię Urszula Kacprowska w książce Nie taki gbur straszny”, dowodząc, że pod warstwą dystansu najczęściej kryje się lęk przed ponownym zranieniem.

​Autorka wrzuca nas w sam środek niebanalnego, pełnego przekory pomysłu. Punktem zwrotnym historii staje się spotkanie Zuzy i Tymona – dwóch postaci, które z pozoru nie mają prawa do siebie pasować. Zuza, zmęczona ciągłym ocenianiem przez innych i pragnąca udowodnić napotkanemu mężczyźnie, że świat nie jest aż tak czarny, jak on go widzi, wpada na impulsywny pomysł. Postanawia wejść w rolę jego osobistej swatki. To przekorne wyzwanie i próba znalezienia dla Tymona idealnej partnerki stają się zawiązaniem akcji, która bardzo szybko zaczyna wymykać się wszystkim pierwotnym założeniom i planom.

To zderzenie pozwala czytelnikom wnikliwie przyjrzeć się Zuzie – bohaterce niezwykle wrażliwej, a jednocześnie dojrzałej w walce o autentyczność. Jej pracownia zapachowych świec to nie tylko biznes czy hobby, ale przestrzeń, w którą przelewa całe serce, próbując układać życie po swojemu. Mimo tej determinacji właścicielka pracowni zmaga się z cichym osamotnieniem oraz silną presją ze strony najbliższych, którzy pod płaszczykiem troski usiłują narzucić własną wizję na jej przyszłość.

​Na drugim biegunie tej opowieści stoi Tymon, którego portret autorka szkicuje z wielką czujnością na męskie mechanizmy obronne. To człowiek twardo chodzący po ziemi, związany z surowym światem ciężkiej pracy i zdawałoby się – pozbawiony złudzeń. Pod warstwą gburowatości, tatuaży i ostrych ripost kryje się jednak ktoś mocno poobijany przez doświadczenia, dla kogo szorstkość stała się jedyną znaną architekturą bezpieczeństwa.

​Niezwykłą zaletą powieści jest jej przemyślana konstrukcja – naprzemienna narracja z perspektywy Zuzi i Tymona daje czytelnikom unikalny wgląd w ich wewnętrzne światy. Dzięki temu doskonale widzimy to, czego bohaterowie nie mówią głośno i do czego boją się przyznać przed samymi sobą. Całości dopełnia lekki styl autorki, pyszny humor oraz dowcipne, pełne uszczypliwości dialogi. To właśnie te drobne niuanse i wyczuwalne iskry, krążące między tą dwójką mimo prób ukrycia wzajemnego zainteresowania, budują wyjątkowy, angażujący klimat tej historii.

​Ta historia nie tylko wciąga, ale i mocno rezonuje z odbiorcami, zmuszając do cichej refleksji nad własnym życiem. Główni bohaterowie bardzo szybko stają się nam bliscy – śmiejemy się i płaczemy razem z nimi, z całego serca kibicując ich szczęściu, na które oboje w pełni zasługują. Dla przeciwwagi niektóre postacie drugoplanowe budzą ogromną niechęć, a ich apodyktyczna natura momentami otwiera nóż w kieszeni i sprawia, że ma się ochotę mocno nimi potrząsnąć. Powieść skłania do przyjrzenia się murom, które sami wokół siebie wznosimy, i cenie, jaką płacimy za ochronę wrażliwości. Lekcja płynąca z tej opowieści zostaje z nami na dłużej, przypominając, że prawdziwa relacja wymaga odwagi do otwarcia się na drugiego człowieka, a za dystansem kryje się zwykle ludzkie pragnienie akceptacji. Dla wielu osób lektura stanie się też impulsem do zadania sobie pytania: czy życie, które dziś wiedziemy, jest naprawdę tym, co sami dla siebie pragnęliśmy stworzyć? Powieść zmusza do namysłu nad tym, jak łatwo z braku siły przebicia ulec oczekiwaniom najbliższych i zacząć realizować cudzy scenariusz zamiast własnego.

To idealna propozycja dla wszystkich, którzy szukają w literaturze mądrego, głębokiego przekazu, a jednocześnie nie chcą zostać przytłoczeni nadmiernym ciężarem. Polecam ją każdemu, kto ceni wciągające powieści obyczajowe z wyrazistymi bohaterami, błyskotliwym humorem i pięknie poprowadzonym wątkiem relacji. Jeśli szukacie historii, która potrafi rozbawić do łez, a chwilę później skłonić do ważnych przemyśleń – „Nie taki gbur straszny” będzie strzałem w dziesiątkę.

Urszula Kacprowska stworzyła opowieść, która nie tylko otula ciepłem i dostarcza świetnej rozrywki, ale przede wszystkim przypomina o tym, co w relacjach najważniejsze. To książka, po którą po prostu warto sięgnąć – choćby po to, by dać sobie szansę na zupełnie nowe spojrzenie na ludzi wokół nas i odważyć się wyjść poza utarte schematy.

[Zakup własny].