Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inanna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inanna. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 stycznia 2026

Gdy obiektyw przestaje chronić – portret pożądania i uzdrowienia. Recenzja powieści „Poza kadrem” Dagmary Kalinko.


Często mylimy samotność z bezpieczeństwem, wznosząc wokół siebie mury, które – choć mają chronić przed kolejnym ciosem – z czasem stają się ścianami ciasnej klatki. Wygodnie jest trzymać świat na dystans i kadrować rzeczywistość tak, by nie dopuścić do niej chaosu cudzych emocji. Jednak najpiękniejsze barwy życia dostrzegamy dopiero wtedy, gdy odważymy się stracić tę bezpieczną ostrość, co w swojej powieści „Poza kadrem” w niezwykle zmysłowy sposób obrazuje Dagmara Kalinko.

​W centrum tej opowieści stoi Sara – kobieta, która z perfekcji uczyniła swój pancerz, a z obiektywu aparatu barierę oddzielającą ją od świata. Jako utalentowana fotografka i samotna matka nauczyła się, że pełna kontrola nad każdym ujęciem to jedyny sposób, by uniknąć rozczarowań. Jej poukładany scenariusz sypie się jednak w gruzy, gdy w studio pojawia się Patryk. Ten charyzmatyczny i pewny siebie mężczyzna nie zamierza jedynie pozować do zdjęć; on rzuca Sarze wyzwanie, by w końcu wyszła z cienia własnych lęków. To właśnie pod jego wpływem Dagmara Kalinko prowadzi nas przez gęstą sieć rodzącego się pożądania i emocjonalnych barier, które kruszeją pod wpływem dotyku. To nie tylko historia namiętności, ale przede wszystkim portret kobiecej siły, która musi zmierzyć się z bolesną przeszłością. Autorka zmusza przy tym czytelnika do pytania: czy warto zaryzykować stabilny spokój dla ognia, który może równie dobrze ogrzać, co spalić wszystko, co dotychczas zbudowaliśmy?

​Lektura „Poza kadrem” to również głęboka refleksja nad tym, jak przeszłość niepostrzeżenie projektuje naszą teraźniejszość, determinując wybory i lęki. Autorka z ogromną wrażliwością pokazuje, że dla Sary fotografia to nie tylko zawód, ale przede wszystkim rozpaczliwa próba zatrzymania czasu i zapanowania nad ulotnością chwil, które kiedyś ją zraniły. Ta potrzeba zamrożenia obrazu w idealnym kadrze staje się metaforą lęku przed zmianą, którą dopiero Patryk pomaga jej przełamać, ucząc, że życie dzieje się właśnie w tym, czego nie da się uwięzić w obiektywie.

​Właśnie dlatego powieść staje się płótnem, na którym autorka z odwagą maluje motyw emocjonalnego wyzwolenia, pokazując, jak trudno jest zrzucić maskę samowystarczalności. Przez karty książki przebija się bolesny, lecz piękny proces uzdrawiania duszy, gdzie pożądanie nie jest jedynie fizycznym aktem, ale katalizatorem zmian i kluczem do zamkniętych drzwi przeszłości. Kalinko z wyczuciem eksploruje temat macierzyństwa, które w cieniu lęku staje się najdoskonalszą formą oddania, oraz zaufania, które trzeba zbudować na zgliszczach dawnych zawodów. To literacka podróż przez kontrasty – między chłodną dyscypliną a żarem namiętności, między tym, co wypada pokazać światu, a tym, co drży głęboko pod skórą.

​W parze z tą wielowymiarową tematyką idzie sposób, w jaki Dagmara Kalinko kreśli portrety psychologiczne – robi to z niezwykłą precyzją, unikając powierzchownych schematów. Sara to studium traumy i mechanizmów obronnych; jej postać jest autentyczna w swojej kruchości ukrytej pod maską profesjonalizmu, co czyni ją bliską każdej kobiecie walczącej o niezależność. Z kolei Patryk, choć początkowo zdaje się jedynie uosobieniem siły, zaskakuje emocjonalną dojrzałością, stając się lustrem, w którym bohaterka musi wreszcie dostrzec swoje prawdziwe oblicze. Relacja tej dwójki to fascynujące starcie dwóch światów – lęku przed zranieniem i odwagi, by mimo wszystko zaryzykować.

​Co więcej, warstwa erotyczna powieści pulsuje gęstą, namacalną atmosferą, stanowiąc integralną część tego procesu przełamywania wewnętrznych oporów. Autorka kreuje sceny intymne ze śmiałością, dbając jednak o to, by każda z nich była przesycona napięciem budowanym długo przed pierwszym dotykiem. Estetyka tych opisów przypomina grę światłocienia – jest tu miejsce na surowe pożądanie, ale i na subtelność, która pozwala poczuć chemię między bohaterami w sposób niezwykle sugestywny. To klimat, w którym zmysłowość staje się językiem szczerości, pozwalającym bohaterom porozumieć się tam, gdzie słowa okazują się niewystarczające.

​Wszystko to zostało ujęte w unikalny styl Dagmary Kalinko, będący harmonijnym połączeniem plastycznych, niemal filmowych opisów z surową emocjonalnością. Autorka operuje językiem konkretnym i sugestywnym, unikając zbędnych upiększeń tam, gdzie do głosu dochodzą autentyczne lęki. Język powieści idealnie rezonuje z profesją Sary – jest w nim precyzja godna dobrego obiektywu oraz głębia, która pozwala dostrzec to, co ukryte pod powierzchnią. Dzięki temu cała historia zyskuje na wiarygodności, budując napięcie, które nie pozwala odłożyć książki przed finałem. Należy jednak pamiętać, że ze względu na tę bezkompromisową odwagę, jest to lektura przeznaczona wyłącznie dla dorosłych czytelników.





[Zakup własny].




czwartek, 14 stycznia 2021

Własna definicja normalności.

„Kocham Cię”, te dwa krótkie słowa każdy z nas chciałby usłyszeć choć raz w życiu. Mają one w sobie wielką moc. Kryje się bowiem za nimi obietnica troski, oddania, ale przede wszystkim szczerości i lojalności. Niestety w dzisiejszym świecie często o tym zapominamy i co bardzo bolesne szafujemy nimi, mając za nic ich wartość. Przekonał się o tym bardzo dotkliwie główny bohater najnowszej powieści Karoliny Klimkiewicz „Marzenia mają twoje imię”, na której moją recenzję chciałabym Was moi kochani serdecznie zaprosić. 

Cedrick jest mężczyzną, który wie, czego chce od życia i z kim chce przez nie przejść. Ma u swojego boku kobietę, z którą planuje wspólną przyszłość. To dla niej się stara i chce, aby wiedziała i czuła, jak bardzo ważna i wyjątkowa jest dla niego. Nie ma lepszego momentu, aby okazać swoje uczucia, niż rocznica związku. W momencie, kiedy my czytelnicy zaczynamy poznawać perypetie naszego bohatera, przygotowuje on dla swojej dziewczyny cudowną niespodziankę w dniu, który wyznacza już piąty rok ich wspólnego życia. Jestem pewna, że kiedy czytając książkę, poznacie szczegóły niespodzianki przygotowanej dla Diany, pomyślicie sobie, że para zapamięta ten dzień już na zawsze. I owszem macie racę, lecz uwierzcie mi, sam Cedrick chciałby te chwile wymazać z pamięci. Za moment z jego świat, który roztaczał przed nim tak cudowne perspektywy przyszłości z ukochaną, zostaną tylko zgliszcza. Diana porzuca go dla innego, którego dziecko nosi pod sercem, choć jeszcze kilka godzin wcześniej z jej ust padły słowa miłości. Zdruzgotany i przepełniony bólem porzucenia i zdrady Cedrick zatraca się w swoim cierpieniu, co wpływa bardzo destrukcyjnie nie tylko na niego samego, ale także na pracę, która, o czym jest głęboko przekonany, jest jedynym, co mu teraz zostało. Nie wie jednak jeszcze, że los ma mu do zaoferowania o wiele więcej, niż mógłby przypuszczać. Pokaże mu, że tak samo, jak człowiek potrafi zranić człowieka, tak tylko drugi człowiek może nas uratować z przepaści, nad którą stoimy. Ja mocno wierzę w to, że każdy człowiek, który pojawia się w naszym życiu, zjawia się w nim nie bez powodu. Nie wierzę w przypadki, a w przeznaczenie. Podobnie myśli Letty. Osoba, która już wkrótce nauczy Cedricka patrzeć na życie swoimi oczami, a swoje marzenia nazwie jego imieniem. 

Zacznijmy jednak od początku. Musicie bowiem wiedzieć, że nie jest to historia miłości, jakich wiele. Oboje są od siebie tak bardzo różni, a jednak stają się sobie tak bardzo bliscy. On, mimo że nie potrafi patrzeć na tę młodziutką, piękną i tajemniczą nieznajomą jak na kobietę czuje, że staje mu się ona coraz bliższa. Dzieli ich praktycznie wszystko. Nie tylko duża rocznica wieku, ale także sposób postrzegania życia i tego, co w nim tak naprawdę jest najważniejsze. On odkąd tylko pamięta, stara się podporządkować przyjętemu przez społeczeństwo pojęciu normalności. Ona natomiast chce pokazać mu, że definicja normalności może być bardzo uniwersalna i każdy może mieć ją własną. Dzięki temu przy niej Cedrick może być wreszcie sobą i robić tylko to, czego sam chce, a nie to czego oczekują od niego inni. To właśnie ona uczy go, że liczy się tylko dzień dzisiejszy. Jest to, dla niej bardzo ważne, a to dlatego, że ona zna już własne przeznaczenie, którego nic nie jest w stanie zmienić. O tym jednak musicie już przeczytać sami, sięgając po książkę, do czego serdecznie Was wszystkich zachęcam. 

W tym miejscu dochodzimy do bardzo ważnego aspektu książki, który mnie samą skłonił do wielu refleksji i przemyśleń. Letty ma swój świat, do którego nie chce wpuścić Cedrica. On czuje, że dziewczyna skrywa jakąś tajemnicę, jednak ona sama nie zdobywa się na szczerą rozmowę. Wie, jaki będzie koniec ich krótkiej historii, a mimo to pozwala mu uwierzyć w przeznaczenie i marzenia. I tu rodzi się pytanie, robi to dla niego, czy może z myślą o sobie? Czy to już jest egoizm? Nie wyciągajmy jednak pochopnych wniosków, ponieważ, jak się przekonacie, na kartach tej niezwykłej książki odnajdziecie obraz miłości niepodlegającej schematom, niebanalnej i wielowymiarowej opartej na przyjaźni i silnych emocjach. Miłość ma bowiem wiele oblicz i wiele definicji. 

Warto zaznaczyć, że miłość to nie jedyne czemu autorka poświęciła uwagę w powieści. Przeczytamy w niej także o przyjaźni, trudnych relacjach rodzinnych, stracie w różnych jej aspektach, jak również o uzależnieniu. 

Macie moje słowo, że jest to książka wyjątkowa, której emocje udzielają się czytelnikowi bardzo namacalnie. Nie będzie przesadą, że czułam je niemalże całą sobą, a to dzięki temu, że do końca nie wiemy, co tak naprawdę dzieje się w życiu Letty i jak, prawda, która w końcu poznajemy wspólnie z Cedricem wpłynie na niego samego. Tym bardziej że jak czytamy na okładce książki: 


„Los postawił ich sobie w najlepszym i najgorszym momencie ich życie. Mimo że starali się temu zaprzeczyć, to nie był przypadek”. 

Czyż to nie brzmi intrygująco? Koniecznie przeczytajcie tę głęboko poruszającą, piękną i niepozwalającą długo o sobie zapomnieć opowieść. Dawno już nie czytałam książki, którą nie tylko pochłonęłam jednym tchem, ale także od razu, w momencie kiedy, skończyłam ją czytać, miałam ochotę zacząć od początku. A to dlatego, że bardzo nie chciałam rozstawać się z jej bohaterami, a ponadto mam wrażenie, że niezależnie od tego, ile razy ją przeczytam, za każdym razem odkryję w niej coś nowego. Mimo że jestem kobietą, to cieszę się, że Pani Karolina głównym bohaterem książki uczyniła mężczyznę, przypominając nam, że nie tylko mężczyźni potrafią zdradzać i krzywdzić. 

Nie zatrzymuję Was dłużej, abyście i Wy mogli, jak najszybciej przystąpić do czytania książki. Macie moje słowo, że zajmująca fabuła w połączeniu z całym wachlarzem emocji, które zapewne sprawią, że łezka zakręci się w oku oraz z przystępnym i bardzo swobodnym stylem, jak również językiem, którym posługuje się autorka, sprawi, że nie będziecie mogli oderwać się od lektury. Dodatkowo nawet na moment nie opuści Was rosnąca z każdą przeczytaną stroną ciekawość tajemnicy Letty oraz potrzeba jak najszybszego jej odkrycia. Oczywiście nie zdradzę Wam jej, ale powiem tylko tyle, że kiedy ja już ją odkryłam, wzbudziła ona we mnie silny sprzeciw i niezgodę na to, co przeczytałam. Pani Karolino dlaczego?
Musicie sami sprawdzić, czy miłość wystarczy, aby połączyć dwa różne światy.

Książka jest prezentem od autorki za udział i aktywność w spotkaniu autorskim online, za co bardzo dziękuję.

czwartek, 22 października 2020

Nigdy nie rezygnuj z siebie i swoich marzeń

K
ochane Panie, bo to do Was dziś szczególne chciałabym się zwrócić. Spróbujmy wspólnie odpowiedzieć sobie na pytanie, czego my kobiety tak naprawdę oczekujemy od naszych mężczyzn, będąc w związku, czy małżeństwie? Często bowiem zdarza się tak, że nawet po wielu latach spędzonych u boku naszego współmałżonka czujemy się tak, jakbyśmy chodziły w przyciasnym sweterku. Niby z pozoru dobrze na nas leży, a jednak głębszy oddech wziąć w nim trudno. Przecież nie mamy powodów do narzekań. Mąż nas nie bije, pracuje, przynosi pieniądze na życie, jest dobrym ojcem. Dlaczego więc wiele kobiet ciągle czuje ten ucisk na sercu, myśląc każdego dnia o tym, jak wygląda ich wspólne życie? A może nam się zwyczajnie w głowach poprzewracało i nie potrafiąc docenić tego, co mamy stałyśmy się niewdzięczne. Otóż nie. Moje drogie szczęśliwy związek winien opierać się na trzech podstawowych filarach. Przyjaźni, partnerstwie i miłości. Jeśli te trzy płaszczyzny nie tworzą spójnej całości, to nawet jeżeli mąż nas nie tyranizuje, jest przykładnym ojcem, a w naszym domu panuje spokój, my możemy nigdy nie zaznać prawdziwego szczęścia.

Niestety wiele kobiet ograniczanych przez konwenanse, przysięgę małżeńską, czy też świadomość tego, że ten mężczyzna jest ojcem ich dzieci, godzi się na życie szarej myszki, poświęcając swoje marzenia i pragnienia dla dobra rodziny. Czasami potrzeba dużo czasu, a nawet swego rodzaju życiowej rewolucji, abyśmy uwierzyły, że można żyć inaczej, lepiej. Czas wreszcie wyjść z cienia i pomyśleć o sobie. Chciałoby się rzec, że na zmiany nigdy nie jest za późno. Tylko, jak to w życiu bywa niestety powiedzieć łatwo, ale przeistoczyć słowa w czyny jest już o wiele trudniej.

No dobrze, dość już tych dywagacji. Zapewne zastanawiacie się, dlaczego podejmuję się tego rodzaju rozważań. Wszak mężatką nie jestem. Owszem, nie będziemy mówić o mnie, a o życiu głównej bohaterki powieści Izabeli Grabdy „Życie od nowa” - Malwiny. Nasza bohaterka jest szanowaną panią dyrektor Bielawskiego przedszkola. W momencie, kiedy my czytelnicy zaczynamy poznawać jej życie, kobieta od niespełna roku jest wdową. Nie rozpacza jednak po śmierci męża, a wręcz czuje ulgę. Pamiętacie, jak na wstępie recenzji pisałam o poczuciu noszenia ciasnego sweterka? W przypadku pożycia małżeńskiego Malwiny i Arka można śmiało powiedzieć, że mężczyzna przywdział żonie gorset, który mocno zaciśnięty ograniczał ją praktycznie w każdym aspekcie przez dwadzieścia lat. Mąż nigdy jej nie wspierał, nie popierał także jej dążenia do tego, aby się rozwijać. Ingerował we wszystko, co robiła, szukając okazji, aby sprawić jej przykrość. Ich codzienność przesiąknięta była nudą i rutyną. Malwina nie mogła nawet pozwolić sobie na swobodę w ubiorze, czy makijażu, aby za chwilę nie usłyszeć obraźliwych inwektyw pod swoim adresem. Jak widzicie, uprzykrzać komuś życie można na wiele sposobów.

Teraz Malwina może wreszcie jak wskazuje sam tytuł książki zacząć swoje życie od nowa, do czego usilnie namawia ją przyjaciółka Kasia i dwójka jej dorosłych już dzieci. W staraniach o nowe lepsze życie Malwiny nie ustaje także jej sąsiadka. Samej Malwinie trudno jest uwierzyć w to, że powinna otworzyć się na zmiany i pozwolić im zaistnieć. Żyjąc przez tak wiele lat z kimś, kto nieustannie podcinał jej skrzydła, nie potrafi na nowo uwierzyć w siebie. Gdyby tylko wiedziała, jak bardzo los ją wkrótce zaskoczy. A wszystko za sprawą niefortunnej pomyłki, a może przeznaczenia i ujmująco przystojnego mężczyzny o niezbyt pochlebnej reputacji. Piotr mocno namiesza w jej życiu, ale czy wyjdzie jej to na dobre? A może przyniesie rozczarowanie i łzy. O tym musicie przekonać się już sami, sięgając po książkę.

Z przykrością, ale i nadzieją muszę przyznać, że autorka oddała w nasze ręce bardzo życiową i autentyczną historię. Z przykrością, ponieważ niestety jest wiele kobiet, które w tej książce odnajdą cząstkę samej siebie i mocno utożsamią się z życiem Malwiny u boku Arka. Niestety wiele z nas ciągle pozwala się tłamsić i niszczyć sobie życie przez tych, z którymi połączyłyśmy się przed ołtarzem. Uwięzione w kajdanach kontroli i obaw przed tym, co ludzie powiedzą, spychamy swoje pragnienia tylko do sfery marzeń. Mam jednak także nadzieję, że wszystko, o czym owe kobiety przeczytają na kartach tego tytułu stanie się dla nich motywacją i doda im sił, żeby wreszcie zawalczyć o siebie. Malwina jest przekonana, że w jej wieku na wszystko jest już za późno, ale los udowodni jej, że niczego w życiu nie można być pewnym. Dlatego nigdy nie mówmy nigdy. Tylko czy ten, który będzie chciał zburzyć mur, jaki Malwina wokół siebie zbudowała, ma na pewno czyste intencje. A może to, co się o nim mówi w okolicy to prawda i lepiej trzymać się od niego z daleka. Sprawdźcie to koniecznie sami.

„Życie od nowa” to emocjonalna i niezwykle prawdziwa historia o ludziach takich samych jak Ty i ja. Autorka poprzez bardzo kontrastową kreację postaci pokazała, że jesteśmy różni, ale wszyscy pragniemy zaznać prawdziwej miłości. Jest to poruszająca, piękna i zabawna opowieść o wyjątkowej przyjaźni, marzeniach i pragnieniach, które mają szansę się urzeczywistnić, jeśli znajdziemy w sobie siłę, aby zamknąć za sobą drzwi przeszłości i odwagę, by zaryzykować i zacząć wszystko od nowa.

Jestem pełna uznania dla autorki, że w tak stosunkowo niewielkiej objętościowo, bo niespełna dwustu stronicowanej wykreowała tak wartościową i refleksyjną historię Czyta się ją niezwykle lekko i przyjemnie. Przystępny język i swobodny styl pisania, którym posługuje się Pani Izabela, sprawi, że książkę przeczytacie w mgnieniu oka, ale macie moje słowo, że długo o niej nie zapomnicie.

Pamiętajcie mamy tylko jedno życie. Przeszłości się nie cofnie, ale póki żyjemy, przyszłość stoi przed nami otworem i jeśli my sami dla siebie o nią nie zawalczymy, nikt za nas tego nie zrobi. Nigdy nie rezygnujmy z siebie i swoich marzeń.

Recenzja powstała we współpracy z autorką, za co bardzo dziękuję.