Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sylwia Trojanowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sylwia Trojanowska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 stycznia 2026

„Wzgórze Świątecznych Życzeń ”Sylwia Trojanowska – tam, gdzie mróz kruszy mury serc.

Prawdziwa magia nie kryje się w podniosłych gestach, lecz w zdolności do wybaczenia sobie i innym. Objawia się wtedy, gdy milkną wielkie oczekiwania, a zaczyna się prozaiczna codzienność. Często dopiero w ciszy i chłodzie zimy odkrywamy, że to, co najbardziej zepsute, można naprawić dzięki sile ludzkiej solidarności. W świecie, który pędzi bez wytchnienia, warto zatrzymać się przy historiach przypominających o potrzebie przynależności i nadziei na nowy początek. Tak właśnie dzieje się w przypadku bohaterów powieści „Wzgórze Świątecznych Życzeń” Sylwii Trojanowskiej, która po latach od premiery doczekała się swojego pięknego wznowienia, potwierdzając wyjątkowość tej historii, do której czytelnicy chcą ciągle wracać.

Akcja przenosi nas do zaśnieżonego Świeradowa-Zdroju. Pod ciężarem zimowej aury postacie skrywają tam osobiste dramaty i niewypowiedziane żale. To właśnie lokalne, zapomniane wzniesienie staje się niemym świadkiem próby zjednoczenia ludzi, których na pozór dzieli wszystko, a łączy jedynie tęsknota za prawdziwym domem. Pisarka z czułością splata losy osób stojących na życiowych zakrętach, udowadniając, że wspólny cel potrafi skruszyć nawet najtwardsze bariery zbudowane z lat milczenia.

Sercem książki jest świeradowska społeczność – mozaika ludzi zrosłych z surowym, górskim krajobrazem, gdzie codzienne trudy przeplatają się z empatią. Autorka z dużą dbałością o detale oddaje ducha miasteczka, w którym każdy gest ma swoje znaczenie, a historia mieszkańców tworzy niewidzialną, lecz silną więź. Obserwowanie, jak ta początkowo zdystansowana grupa otwiera się na zmiany, pozwala czytelnikowi poczuć się częścią małej ojczyzny, w której pod grubą warstwą śniegu tętni gorące życie.

Choć nie wszyscy bohaterowie od razu wzbudzili moją sympatię, to właśnie ich autentyczność sprawiła, że szybko stałam się częścią tej wspólnoty i z przejęciem kibicowałam każdemu z nich. Na kartach utworu spotykamy barwny kalejdoskop osobowości, którym przewodzą jednostki poturbowane przez los, szukające azylu w górskiej ciszy. Pisarka z dużą wrażliwością kreśli portrety: od osób starszych, będących skarbnicą lokalnych opowieści, po młodych próbujących odnaleźć sens w pomaganiu innym. Każdy wnosi własny bagaż doświadczeń i lęków, a ich ścieżki zbiegają się wokół inicjatywy odnowienia wzgórza. Ta różnorodność sprawia, że proces budowania relacji staje się autentyczny i poruszający, pokazując, że każdy człowiek jest historią wartą wysłuchania.

Konstrukcja dzieła przypomina subtelnie tkaną makatkę, w której krótkie, dynamiczne rozdziały przeplatają się z nastrojowymi opisami, nadając lekturze rytm bicia serca. Klimat książki jest gęsty od zapachu lasów i rześkiego powietrza, które kontrastuje z bijącym ze stron ciepłem ogniska. Autorka z niezwykłym wyczuciem balansuje między melancholią a optymizmem, tworząc atmosferę, która otula czytelnika niczym miękki koc w mroźny wieczór.

Utwór staje się płótnem, na którym pisarka maluje obraz losów splatanych przez przeznaczenie. Centralnym motywem jest tutaj siła grupy, która niczym wiatr przenika przez zasłony obojętności i budzi uśpioną wrażliwość. To historia o szukaniu schronienia w świecie pełnym chaosu oraz o tym, że dom to nie tylko cztery ściany, ale przede wszystkim bliscy dający nam prawo do bycia sobą. Wątki osobistych tragedii harmonijnie łączą się z motywem drugiej szansy. Przypominają przy tym, że każda blizna na sercu może stać się początkiem nowej, pięknej drogi. Autorka z niezwykłą czułością pochyla się nad samotnością, przekuwając ją w ufność, która rozkwita wraz z każdą próbą przywrócenia blasku zapomnianemu miejscu.

Lektura ta jest swego rodzaju lustrem  dla czytelnika  w którym odbijają się fundamentalne prawdy. Wartość człowieka nie mierzy się jego sukcesami, lecz odwagą do bycia kruchym. Pisarka przypomina nam, że każde spotkanie jest lekcją pokory, a najpiękniejsze życzenia to te, które spełniamy własnymi rękami dla kogoś innego. Książka zostawia nas z kojącą refleksją, że choć przeszłości nie da się napisać na nowo, to każda chwila obecna jest fundamentem pod lepsze jutro, jeśli tylko pozwolimy sobie na autentyczność.

Wyjątkowość tego dzieła tkwi w jego bezpretensjonalności i szczerości, z jaką dotyka najczulszych strun ludzkiej duszy. Jej siła nie płynie z lukrowanych obrazków, lecz z głębokiego przekonania, że dobro jest wyborem, którego dokonujemy każdego dnia, nawet wbrew przeciwnościom. Warto przeczytać tę książkę, by przypomnieć sobie o bliskości, która leczy, i o świetle, które nie gaśnie. Polecam tę lekturę każdemu, kto szuka nie tylko literackiego ukojenia, ale przede wszystkim inspiracji do tego, by z nową energią spojrzeć na własne relacje.

Ostatecznie ten utwór to nie tylko opowieść o Bożym Narodzeniu, ale przede wszystkim manifest wiary w człowieka i możliwość regeneracji zgaszonych nadziei. Autorka domyka historię klamrą, która spina bolesną przeszłość z jasną wizją przyszłości. Zostawia czytelnika z przeświadczeniem, że żadne serce nie jest zbyt zamarznięte, by znów mogło bić mocniej. Ta książka to dowód, że najpiękniejsze cuda zdarzają się wtedy, gdy zamiast czekać na los, sami wyciągamy do kogoś pomocną dłoń.

[Zakup własny].

niedziela, 10 stycznia 2021

Otwórz się na drugą szansę.

Wszyscy wiemy, że najlepszym, ale i najbardziej surowym nauczycielem dla każdego z nas jest samo życie. To ono pokazuje nam, jak pięknym uczuciem jest miłość i jak wiele znaczy dla nas bliskość oraz obecność kogoś, kogo kochamy i kto kocha nas. Wszyscy bowiem pragniemy być szczęśliwi i z tego życia gromadzić jak najwięcej dobrych chwil. Jednocześnie jednak to właśnie życie uświadamia nam nierzadko bardzo dotkliwie, że o dane nam szczęście trzeba dbać i pielęgnować je, bo w przeciwnym razie dopiero strata pozwoli nam zrozumieć, jak wiele mieliśmy, a o co nie starczyło nam czasu, aby się zatroszczyć. 

Nie bez powodu użyłam określenia „nie starczyło nam czasu”. Problem nie leży bowiem w tym, że będąc w związku, czy małżeństwie nie zdajemy sobie sprawy z tego, że każdy nawet najlepszy związek, w którym w pewnym momencie, zabraknie wzajemnie spędzanych chwil, bliskości, rozmów może się wypalić. Problemem natomiast jest to, że przez codzienny bieg życia, który powiedzmy sobie to wprost, stał się wyścigiem szczurów, bardzo mocno zmieniła nam się piramida priorytetów życiowych. W dzisiejszym świecie ludzie w pierwszej kolejności stawiają na karierę i rozwój. Chcemy mierzyć, coraz wyżej i osiągać coraz więcej. Oczywiście nie jest to nic złego, do momentu, kiedy nie zatracamy się w tym pędzie. Tymczasem niestety zadając sobie pytanie: "mieć, czy być?”, coraz częściej odpowiadamy mieć. Bo przecież musimy jeszcze tylko przeczekać ten trudny dla naszego związku czas. Kupimy nowe mieszkanie, nowy samochód, rozwiniemy biznes, dostaniemy awans, a potem zwolnimy i będziemy szczęśliwi. 

Nic bardziej mylnego. Potem może się okazać, że niestety zostaliśmy z niczym. Zapomnieliśmy bowiem, że jak mówi cytat z książki Sylwii Trojanowskiej „Daj nam jeszcze szansę”, o której chcę Wam dziś opowiedzieć: 

"To, co dobre, dzieje się teraz. Nie wczoraj ani nie jutro, ale teraz”. 


O ogromnej prawdziwości tych słów przekonali się bohaterowie powieści Olgierd, Marta i Kamila. Wszyscy oni są dla siebie zupełnie obcy, ale, jak wiadomo, człowiek z człowiekiem zawsze się zejdzie. Nie wiedzą jeszcze jednak, że okoliczności, w jakich los niejako splecie ich drogi, zupełnie odmienią ich życia, a przede wszystkim ich samych. Od tej pory już nic nie będzie takie samo i miejmy nadzieję, że otworzy im oczy na to, co w życiu jest naprawdę ważne. Tylko czy na wszystko nie jest już za późno? Przecież czas nie stoi w miejscu, a oni wszyscy popełnili błędy brzemienne w skutkach. My czytelnicy trzymamy za nich kciuki. Chcemy, aby odnaleźli w sobie odwagę, by dać sobie jeszcze jedną szansę i będąc bogatszymi o doświadczenia trudnych przeżyć, przez które przeszli, wybaczyć sobie i innym złe wybory oraz decyzję przeszłości i podjąć jeszcze raz te lepsze. Zawalczyć o to, co jest gwarancją prawdziwego szczęścia i najcenniejszą wartością w życiu. O tym, czy im się uda, musicie oczywiście przekonać się sami? Ja mogę powiedzieć tylko tyle, że nie będzie to łatwe. 

To, co jest niezwykłym atutem książki to fakt, że poznając koleje życia trójki jej bohaterów, przez cały czas stawiamy siebie na ich miejscu i zadajemy sobie pytanie, jak my sami zachowalibyśmy się, będąc w podobnej sytuacji. A to dlatego, że wszystko to, co dzieje się w ich życiu i  związkach to, obraz życia, jaki jestem pewna, możemy spotkać i na pewno spotykamy gdzieś blisko obok nas, a może nawet odzwierciedla on koleje losu nas samych. 

Żebyście mogli sami już teraz poznać każdego z nich trochę bliżej i mocno w to wierzę, jeszcze bardziej nabrali ochoty na lekturę tej wyjątkowej i mądrej powieści, która macie moje słowo na pewno pomoże wielu jej czytelnikom uczynić ich życie lepszym, pozwolę sobie opowiedzieć Wam kilka słów o każdym z nich. Zanim jednak to zrobię, musicie wiedzieć, że Pani Sylwia Trojanowska skonstruowała fabułę książki tak, aby stopniować i podsycać nasze emocje coraz bardziej z każdą przeczytaną jej stroną. Już w opisie na okładce książki wiemy, że nadejdzie dzień, w którym jedna chwila odmieni życie całej trójki na zawsze. To sprawia, że czekamy na ten moment w napięciu i oczekiwaniu tego, co ma nastąpić. Nic nie jest nam jednak podane na tacy. Nim poznamy odpowiedź na to jedno najważniejsze nurtujące nas pytanie, musimy cofnąć się do początku i przekonać kim naprawdę są i jak wyglądało życie Olgierda, Kamili i Marty za nim, stało się to, co się stało. A co najważniejsze, czy wielu zdarzeniom, które miały miejsce można było zapobiec. Wszak nie jest odkryciem, że każda decyzja i wybór, jakiego dokonujemy, zawsze ma swoje konsekwencje. 

Olgierd to mężczyzna, któremu życie zaplanował, ktoś inny, choć on miał na nie zupełnie inny scenariusz. Z biegiem czasu jednak los daje mu wszystko, czego wielu z nas mogłoby mu pozazdrościć. Ma wspaniałą mądrą żonę, która podobnie jak on oddana jest swojej pracy, wspaniałą córkę i matkę, która jest dobrym duchem tej rodziny. Mogliby być szczęśliwi, gdyby tylko nie zboczyli z drogi, która powinna być dla nich najważniejsza. Drogi ku sobie. 

Marta jest kobieta, która zniszczyła swoje małżeństwo. To była chwila, impuls. Winą za to, co zrobiła, obarcza tylko siebie, ale kiedy sięgając po książkę i przekonacie się, dlaczego doszło do tego, co się stało, to wtedy, macie moje słowo, jej odpowiedzialności za tamtejsze wydarzenia nie będzie już tak bezdyskusyjna i jednoznaczna. Nasza bohaterka nie przypuszczała nawet, że koniec pewnego etapu w życiu, będzie początkiem czegoś nowego, jeśli tylko da temu szansę. 

No i wreszcie Kamila. Kobieta sukcesu, która chce piąć się na coraz to wyższe szczeble kariery. Kiedy czytelnik zaczyna ją poznawać, ma przed oczami portret kobiety silnej i niezależnej, która poradzi sobie z wszelkimi przeciwnościami losu. Z biegiem lektury przekonujemy się, że jest to tylko pancerz, w którego wnętrzu skrywa się krucha osoba, która nie może zapomnieć o pewnym mężczyźnie. Ułożyła sobie życie, tak jak chciała, ale nie wzięła pod uwagę, że decyzje, które podjęła, wpłyną na życie bliskiej jej osoby. 

Myślę, że już nikt z Was nie ma wątpliwości, że „Daj nam jeszcze szansę” to książka bardzo życiowa i refleksyjna, która może być pomocna dla każdego z nas, a szczególnie dla osób pragnących stworzyć szczęśliwe związki i rodziny. Z pełną odpowiedzialnością swoich słów uważam, że jest to książka, która może być swego rodzaju terapią dla par. Pani Sylwia Trojanowska, pisząc o uczuciach w piękny przejmujący i trafiający wprost do serca sposób przypomina nam, co w życiu warto najmocniej cenić i nad czym pracować. Czemu poświęcać uwagę i nasze zaangażowanie. Jakich błędów nie popełniać, by nie musieć płacić za nie najwyższej ceny, która zawsze odciska swoje piętno na tych, którzy są nam bliscy. Autorka nie boi się podjąć trudnych tematów od, których nigdy nie da się uciec, ale też daje nam nadzieję i wiarę w to, że nigdy nie jest za późno na zmiany na lepsze. Zawsze warto dać sobie drugą szansę. 

Tą piękną i pozytywną myślą zakończę swoją recenzję gorąco, zachęcając Was do tego, abyście sięgnęli po ten tytuł i czerpali z niego, jak najwięcej dobrego dla siebie i swojego życia u boku kogoś, kogo wybrało Wasze serce. Czyta się ją bardzo szybko, a jej bohaterowie dzięki swojej autentyczności stają się nam bardzo bliscy. Kiedy poznałam już całą historię opisaną na kartach książki i odłożyłam książkę na półkę, jeszcze bardzo długo czułam się wypełniona całym wachlarzem emocji, które pozwoliły mi docenić i dziękować za wszystko, co mam. 

Na zakończenie podzielę się z Wami pięknym cytatem słów Błogosławionego Ojca świętego Jana Pawła II, który w czasie czytania tej książki ciągle tkwił w mojej głowie. 






Książka jest drugą częścią cyklu Dobre chwile, jednak oba tytuły można czytać niezależnie od siebie.
 
Pierwsza część cyklu to: 

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Czwarta strona, za co bardzo dziękuję.




środa, 8 lipca 2020

Życie i szczęście są bardzo ulotne.

Moi drodzy Ci z Was, którzy już od dłuższego czasu odwiedzają mnie na blogu zapewne wiedzą, że to, czego szukam i co cenię sobie w książkach, po które sięgam to, autentyzm i życiowość poruszanej w nich tematyki. Takie historie bowiem pozwalają mi zatrzymać się w biegu codziennego życia, wiele przemyśleć i docenić to, co w życiu najważniejsze. Jednak dziś przychodzę do Was z recenzją najnowszej książki Sylwii Trojanowskiej otwierającej serię Dobre chwile - „Powiedz mi jak, będzie”. I już na wstępie muszę Wam się przyznać, że tym razem bardzo mocno pożałowałam swojego upodobania do tytułów skrywających na swoich kartach opowieści mocno realne. Takie, które mogłyby być treścią życia każdego z nas. Co więcej, wszystko to, o czym przeczytamy w książce dzieje się każdego dnia, może nawet gdzieś obok nas.

Pani Sylwia podjęła się bowiem zmierzenia się z jednym z najcięższych przeżyć, jakiego może doświadczyć człowiek. To właśnie za sprawą tej powieści porozmawiamy dziś o poczuciu straty i cierpieniu, jakie się z nim wiąże. Jednak, jeśli w ogóle poczucie straty można ujmować w kategoriach tych bardziej bolesnych i dotkliwych i tych, z którymi jesteśmy w stanie łatwiej sobie poradzić , to tym razem autorka poprzez koleje losów trzech par bohaterów swojej książki skonfrontowała nas z najdotkliwszą w moim odczuciu formą straty, jaką jest śmierć i utrata dziecka.

Rodzicielstwo to dla wielu par i małżeństw najpiękniejsze czego mogą w życiu doświadczyć, o czym marzą i czego pragną niemalże od zawsze. Nie jestem matką, ale wielokrotnie widziałam przyszłe mamy, które nosząc pod sercem nowe życie promieniały niezwykłym szczęściem i radością, której próżno szukać gdziekolwiek indziej. Nie możemy jednak zapomnieć również o tym, że w czasie oczekiwania na dziecko, poza wspomnianym bezgranicznym szczęściem nieustannie towarzyszący rodzicom maluszka strach i lęk o jego bezpieczeństwo. Choć nie chcemy myśleć o tym, że naszemu maleństwu mogłoby grozić choćby najmniejsze niebezpieczeństwo, to jednak mamy świadomość tego, że każdego dnia wielu rodziców dowiaduje się, że niestety stracili swój tak bardzo upragniony i wyczekiwany skarb. Trudno jest mi wyobrazić sobie, jak ogromy jest ból i rozpacz po tak bolesnej stracie. Oczywiste jest jednak, że w takiej chwili świat rodziców legnie w gruzach i są przekonani, że wraz z odejściem ich aniołka, dla nich samych życie również się skończyło. Ale czas mija i przychodzi moment, kiedy muszą zadać sobie pytanie: „Jak dalej żyć. Jak teraz będzie wyglądało ich życie”?

Powiedz mi, jak będzie. Skłam, jeśli musisz, ale powiedz. Uspokój zmącone myśli, Serce pełne trwogi otul słowami. Niczym szal. I powiedz. Że będzie dobrze, Że słońce wzejdzie, Że wrzosy znów zakwitną, Że dotkniesz mnie o poranku. Czule. Że jutro, Że za miesiąc, Że za rok też mi powiesz. Powiesz mi, jak będzie.

Na to trudne pytanie będą musieli odpowiedzieć sobie Ania i Wojtek, Kinga i Łukasz oraz Ola i Mateusz. To właśnie oni w najbardziej dojmujący sposób doświadczyli tego, jak bardzo ulotne jest życie i szczęście.

Powiem ci jedno, życie jest bardzo ulotne. Niby jesteś szczęśliwy, niby masz wszystko, a tu nagle trach i... zmienia się rzeczywistość".

Nasi bohaterowie są zupełnie tacy, jak ja, czy ty. W życiu doświadczyli już wszystkiego. Znają zarówno słodki smak szczęścia i radości, jak również gorycz łez, smutku i rozczarowań. Teraz jednak mają siebie i czują, że szczęście wreszcie puka do ich drzwi.  Aby poczuć je w pełni, pragną słyszeć tupot maleńkich stópek. Los nie jest dla tych par łaskawy i nawet jeśli przez chwilę pozwala im zaznać szczęścia płynącego, ze świadomości tego, jak bardzo blisko jest możliwość, aby marzenia stały się faktem, to niestety nagle i niespodziewanie świadomość ta przeradza się w cierpienie nie do zniesienia.

W książce pada jedno zdanie, które jest bardzo prawdziwe i uświadamia nam, jak bezlitośnie przewrotny i okrutny bywa los, zaburzając bieg życia „Matka nigdy nie powinna przeżywać śmierci dziecka”. Te małe istotki, które miały przed sobą całe życie, odchodzą, a matki, które pragnęły je chronić, zostają z niewysłowionym cierpieniem i muszą żyć dalej.

„Powiedz mi, jak będzie” to bardzo poruszająca i emocjonalna opowieść, w której w perfekcyjny sposób zostały splecione ze sobą trzy zupełnie odrębne ludzkie historie, które połączyło cierpienie. Bardzo ważnym aspektem, na który zwróciła uwagę Pani Sylwia i który warto podkreślić, jest fakt, że po stracie dziecka cierpi oboje rodziców. Choć to, kobieta nosiła je pod sercem, nie możemy w żaden sposób umniejszać bólu, który czuje ojciec. Zatrzymajmy się w tym miejscu na dłuższą chwilę i poświęćmy uwagę temu, jak bardzo tak trudna sytuacja wpływa nie tylko na matkę i ojca jako odrębne jednostki, ale także na ich związek. Tak traumatyczne przeżycia są często niełatwym sprawdzianem dla pary. Przekonajcie się sami, czy siła miłości wystarczy, aby wspólnie przejść przez to, co zgotował im los.

Jak widzicie, nie jest to łatwa książka i zapewniam Was, że bez łez się nie obejdzie, ale jest coś, co zawsze z nami pozostaje i pozwala nie zamykać się na to, co przyniesie przyszłość.

„Nadzieja... Ona nigdy nie umiera i pozwala przetrwać najtrudniejsze chwile”.

Z całego serca polecam Wam tę książkę. Od czasu kiedy skończyłam ją czytać, minęło już kilkanaście godzin, a ja nadal nie mogę uspokoić ciągle żywych we mnie emocji po jej przeczytaniu. Jestem pełna podziwu i uznania dla autorki nie tylko za wkład pracy włożonej w napisanie książki, ale przede wszystkim za siłę, jaką jako kobieta musiała w sobie odnaleźć, aby poruszyć tematykę poronień, lub innych okoliczności, w jakich umiera dziecko. To za co uwielbiam twórczość Pani Sylwii, to fakt, że nawet kiedy decyduje się napisać o czymś, co boli , ta ostatnia kropka w zdaniu kończącym  całość fabuły wlewa w serce czytelnika nadzieję i wiarę w to, że nawet pośród zgliszczy, można odnaleźć światełko, które wskaże nam kierunek na lepsze jutro i sprawi, że jeszcze raz dane nam będzie poczuć się szczęśliwymi, bo czas może nie leczy ran, ale uczy nas, jak z nimi żyć.

Cierpienie i ból to nie wszystko, czego, doświadczymy, sięgając po książkę. Znajdziemy w niej również wspaniałą przyjaźń, miłość, oddanie. Nic dodać, nic ująć samo życie.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Czwarta strona, za co bardzo dziękuję.



niedziela, 2 września 2018

Już czas.


Witajcie moi kochani. Dziś przychodzę do Was z recenzją książki Pani Sylwii Trojanowskiej „Sekrety i kłamstwa”.
Najpierw jednak porozmawiamy sobie o tym, jak bardzo głęboko mogą tkwić w naszym sercu niewyjaśnione zdarzenia z przeszłości w sytuacji kiedy skrzywdzi nas osoba bardzo nam bliska. Ta bolesna zadra żalu, urazy i poczucia krzywdy zaznanej nawet przed laty może odcisnąć swoje piętno na całym naszym życiu. Czasem bowiem, żadna ze stron ani osoba, która skrzywdziła nas, ani my sami nie jesteśmy gotowi na to, aby wyciągnąć rękę na zgodę. Zazwyczaj zanim nadejdzie czas, aby wypowiedzieć słowa „przepraszam”, czy „wybaczam” musi minąć dużo czasu. Niestety często zbyt dużo, o czym przekonała się główna bohaterka powieści - Magdalena. 


Kobieta staje na progu rodzinnego domu w Szczecinie, by u schyłku życia swojego dziadka Ludwika pogodzić się z nim i spróbować wybaczyć mu krzywdę, jakiej doznała od niego niemal dwadzieścia lat temu. Nie jest to łatwe, ponieważ jej krewny ma bardzo trudny charakter. Apodyktyczny Ludwik, choć jako dyrektor szpitala cieszył się szacunkiem i uznaniem wielu osób, nie wielu z nich darzyło go sympatią. 
Dziś osiemdziesięciosiedmioletni mężczyzna oddałby wiele, aby jego ukochana Dusia, jak zwykł zwracać się do wnuczki, została z nim na dłużej, ponieważ czuje, że jego czas na tym świecie dobiega końca. 
Magdalena jest skłonna przystać na prośbę dziadka, jednak zanim podejmie decyzję stawia mu swój warunek. Chce wreszcie poznać przeszłość Ludwika, której ten przez lata strzegł, jak największej tajemnicy przed całym światem. Magdalena nie potrafi zrozumieć zachowania Ludwika, dlatego w jednej z rozmów pyta go wprost: 


- Dlaczego ty taki jesteś? 
- Jaki? 
- Taki zimny, oschły i… nieczuły. Taki nieludzki i… trudny do zaakceptowania? Jak czasami coś powiesz, to człowiek się gubi i nie wie, co powinien zrobić, jak się zachować, co powiedzieć... 
- Nie wiem. Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale wiem, że gdybym tylko mógł się zmienić, zrobiłbym to bez wahania. Chciałbym być lepszym człowiekiem, wrażliwym, godniejszym innych ludzi, ale sęk w tym, że nie da się tego zrobić. 
- Wszystko się da. 
- Tak ci się tylko wydaje, ale to tylko pozory, populistyczne banialuki. Każdego z nas ukształtowały inne czasy, nasze światy zostały zbudowane z innych wartości. Musimy być inni. Musimy inaczej patrzeć na świat, inaczej żyć i… inaczej umierać.

Ta jakże znacząca rozmowa jest początkiem bolesnych wspomnień Ludwika, którymi z trudem staruszek dzieli się ze swoją wnuczką, a których do dzisiaj bacznie strzegła jedynie pamięć mężczyzny i stare fotografie w rodzinnym albumie. Opowieść, którą poznajemy wspólnie z główną bohaterką przenosi nas do Szczecina z okresu II wojny światowej. Dzięki temu czego się dowiadujemy poznajemy nie tylko nie łatwe losy Ludwika i jego rodziny, ale także obraz i historię Szczecina z tamtych lat. 
Jednak czy to, co Dusia usłyszy od dziadka wystarczy, aby, mu wybaczyć? Czy to wszystko o czym jej opowie, dało mu prawo do bycia takim człowiekiem, jakim jest dzisiaj? Czy obudzone demony przeszłości pozwolą, aby mężczyzna wybaczył sam sobie i wreszcie na końcu swojej ziemskiej drogi zaznał spokoju, a może na to wszystko jest już o wiele za późno? O tym przekonajcie się już sami.

Naprawdę Warto sięgnąć po tę książkę ponieważ, jak pisze sama Pani Sylwia, choć opisane na jej kartach wydarzenia w dużej mierze są fikcją literacką, to niektóre  z nich miały miejsce w rzeczywistości i mało tego niektóre miejsca, o których czytamy istnieją do dziś. 

Muszę Wam powiedzieć,że jeszcze kiedy byłam małą dziewczynką, bardzo lubiłam słuchać opowieści z czasów dzieciństwa i młodości moich dziadków. I właśnie czytając „Sekrety i kłamstwa” miałam wrażenie, że ja również podobnie, jak miało to miejsce, kiedy moi dziadkowie jeszcze żyli siedzę wspólnie z Magdaleną i słucham opowieści Ludwika Starkowskiego. 
Połączenie przeszłości z teraźniejszością okazało się doskonałym zabiegiem, ponieważ dzięki niemu autorka w bardzo poruszający, a czasem wstrząsający sposób uświadamia nam, że od przeszłości nie da się uciec, Choć bywa to trudne trzeba się z nią zmierzyć, bo w przeciwnym razie będzie się ona ciągnęła za nami nawet przez wiele pokoleń. 

Jednak to nie jest jeszcze wszystko, co przygotowała dla nas autorka. Mamy również możliwość dowiedzieć się, jak wyglądało życie samej Magdaleny, od chwili opuszczenia domu dziadków oraz przekonać się w jakim momencie swojego życia kobieta jest teraz. A uwierzcie mi, nie jest jej łatwo. Czy dane jej będzie jeszcze kiedyś zaznać szczęścia i miłości? Czy wróciła do swojej bezpiecznej przystani, a może, tego powrotu będzie żałowała do końca życia? Sprawdźcie sami. 

Gorąco polecam Wam tę książkę, ponieważ jest to bardzo wartościowa, refleksyjna, poruszająca pozycja. Tej książki się nie czyta, przez nią się płynie i chłonie opisaną na jej kartach historię z której otrzymujemy ważną życiową lekcję. 

Nie oceniaj drugiego człowieka zbyt pochopnie, bo nigdy nie możesz być pewny, czy to, co o nim wiesz jest wszystkim, co tak naprawdę przeżył w życiu. Ta książka to niezwykły obraz postaci człowieka, którego ukształtowała przeszłość, jakiej nikt z nas nie chciałby być częścią. 

Cóż mogę więcej dodać? Chyba nić ponadto, co jest zupełnie oczywiste. Książka bardzo mi się podobała i na pewno jeszcze do niej wrócę, a już dziś z niecierpliwością oczekuję na drugą część cyklu. 

Za możliwość lektury książki, jak również niezapomniane emocje, które dzięki niej przeżyłam dziękuję Autorce oraz wydawnictwu Czwarta strona.



sobota, 17 marca 2018

Aby rysy nie przeistoczyły się w szczeliny.

Jak miło jest móc dzielić się z Wami wrażeniami po lekturze książek autorów, którzy należą do grona tych, po których twórczość sięgam w ciemno. Jednak z drugiej strony istnieje obawa, czy autorzy ci, są w stanie jeszcze czymś mnie zaskoczyć. Bo przecież czytając wszystkie książki danego autora, znam doskonale styl jego pisania i mniej więcej wiemy, czego mogę się spodziewać. Tym samym poprzeczka moich oczekiwań względem twórczości danego autora podnosi się coraz wyżej z każdą jego kolejną książką. Dziś przed wyzwaniem sprostania moim czytelniczym oczekiwaniom stanęła Pani Sylwia Trojanowska ze swoją najnowszą książką „A gdyby tak...” Czy owemu wyzwaniu udało się autorce sprostać, dowiecie się już za chwilę?

Na kartach powieści poznajemy Zuzannę i Aleksandra. Kobietę po przejściach, mężczyznę z przeszłością. Obydwoje nie są dla siebie obojętni, ponieważ wraz z ich przypadkowym spotkaniem wracają wspomnienia czasów studenckich, kiedy to rodziło się między nimi uczucie. Niestety wówczas zobowiązania Alka uniemożliwiły rozkwit tej miłości. Dziś już nic nie jest takie samo. Od tamtych wydarzeń minęło dziesięć lat, które wiele zmieniły zarówno w nich samych, jak i w ich życiu. Oboje mają za sobą nieudane małżeństwa. Zuzanna jest kobietą bardzo rozsądną i zachowawczą. W obawie przed kolejnym zranieniem nie pozwala żadnemu mężczyźnie odnaleźć drogi do swojego serca. Kontakty z mężczyznami traktuje na niezobowiązującej stopie przyjacielskiej, w której pozwala sobie na przygodny seks. Jej życie jest spokojne i ustabilizowane, do chwili aż Aleksander ponownie wzbudza w niej uczucia, których tak bardzo pragnie, a jednocześnie, tak bardzo się boi. Jak nie trudno się domyślić w walce serca z rozumem zwycięża serce. Jednak, jeśli myślicie, że happy end tej historii jest oczywisty, to zapewniam Was, że w tej powieści nie ma miejsca na oczywistości. A wszystko przez wstrząsające zakończenie, które wiele zmienia. To, co przygotowała dla Zuzanny i Aleksandra Pani Sylwia będzie wymagało od nich podjęcia bardzo trudnych decyzji. Jestem pewna, że wybór, jakiego dokona główna bohaterka, może w wielu z Was wywołać oburzenie, a tym samym poddacie ją bardzo surowemu osądowi. Jednak nie nie sadźcie, a nie będziecie sądzeni. Piszę o tym celowo, ponieważ perypetie losów naszych bohaterów są bardzo autentyczne i ponadczasowe, co sprawia, że wszystko to, co spotkało ich, może stać się również naszym udziałem w realnym życiu.

„Tak. Czasami trzeba się odważyć, by być szczęśliwym. Szczęście jest tuż obok, ale my, żyjąc w tych swoich hermetycznych światach, po prostu go nie zauważamy. Czasami może i widzimy, ale się go boimy”.

„A gdyby tak... „porusza bowiem bardzo ważne i trudne, a zarazem delikatne tematy takie jak zdrada, brak porozumienia między małżonkami, próby ułożenia sobie życia na nowo po zdradzie i oczywiście strach przed ponowny otwarciem się na nową miłość w obawie przed cierpieniem.

Jeśli chodzi o bohaterów, muszę przyznać, że sama Aleksander nie zaskarbił sobie od razu mojej sympatii. Nie chcę zbyt wiele zdradzać, ale jego przeszłość nie stawiała go w dobrym świetle. Jednak prawdą jest, że prawdziwa miłość często bardzo mocno zmienia ludzi. Tak też stało się w przypadku Aleksandra, co spowodowało, że zupełnie zrehabilitował się w moich oczach.
Były również bohaterki drugoplanowe, które od samego początku podbiły moje serce. Były to Alina i Agnieszka, przyjaciółki Zuzy. Przyjaźń łącząca te trzy kobiety jest wzorem przyjaźni godnej naśladowania. Choć każda z nich wiele w życiu przeszła, nie ma dla nich nic ważniejszego od siebie nawzajem. Bez względu na to, co dzieje się w ich życiu zawsze mogą na siebie liczyć. O każdej porze dnia I nocy, Zawsze się wspierają I są wobec siebie bezwzględnie szczere.

„… Na tym polega nasza przyjaźń, że jesteśmy obok siebie, gdy się śmiejemy, ale gdy płaczemy, jesteśmy dla siebie niezależnie od wszystkiego”.

Teraz już mogę zdradzić Wam, że autorka oddając w moje ręce swoje najmłodsze dziecko, w pełni sprostała moim oczekiwaniom. Co więcej, poznałam twórczość autorki z zupełnie innej strony, niż znałam ją dotychczas. Ta Powieść jest zupełnie inna, niż cykl „Szkoła latania”, który również wyszedł spod pióra autorki. Tam mieliśmy możliwość poznać młodzieńczą miłość, w której jeszcze wszystko widzi się przez różowe okulary. Natomiast „, A gdyby tak…” to historia uczucia wraz z jego blaskami I cieniami. Dojrzała, a przez to, twardo stąpająca po ziemi para ludzi zdaje sobie sprawę, że miłość to nie tylko lukier I chwile uniesień, ale przede wszystkim praca nad sobą I dbanie o to, aby pojawiające się w związku rysy nie przeistoczyły się w szczeliny.

Gorąco zachęcam Was do sięgnięcia po tę książkę. Swobodny styl pisania autorki i wciągająca historia sprawiają, że kolejne strony książki ubywają niepostrzeżenie. Autorka serwuje swoim czytelnikom emocjonalny koktajl. Śmiejemy się, wzruszamy, czujemy złość I niedowierzanie, A kiedy odkładamy książkę na półkę, pozostajemy z wieloma refleksjami I przemyśleniami, by ostatecznie zadać sobie pytanie.:

A gdyby tak…to mnie samej przydarzyła się taka historia? 

Za umożliwienie mi lektury książki, która pozwoliła mi jeszcze bardziej docenić to, co w życiu 
najważniejsze dziękuję wydawnictwu Czwarta strona.