piątek, 10 kwietnia 2026

Gdy marzenie staje się towarem. Recenzja powieści „Pod właściwym sercem” Anny Sakowicz

Często myślimy o życiu jako o prostej linii, którą kreślimy własnymi wyborami. Jednak los bywa bezlitosnym redaktorem. Wykreśla nasze plany i zmusza do szukania ratunku tam, gdzie nigdy wcześniej nie odważylibyśmy się spojrzeć. Czasem pomoc przychodzi pod postacią drugiego człowieka. Jest to ktoś obcy, kogo droga splata się z naszą w akcie najwyższej próby. To w takich momentach, na styku desperacji i nadziei, rodzą się więzi, których nie potrafi opisać żadna definicja słownikowa. Ich ciężar i piękno mierzy się nie w genach, lecz w uderzeniach serca.

Właśnie taką trudną, gęstą od emocji i nieoczywistych kroków historię kreśli Anna Sakowicz w swojej najnowszej książce pt. „Pod właściwym sercem”. Pisarka rzuca nas w sam środek życia Patrycji i Marcela, których świat legł w gruzach. Poznajemy też Ekaterinę, stającą się dla nich ostatnią deską ratunku. Gdy medycyna w kraju bezradnie rozkłada ręce, a pragnienie bycia rodzicem staje się bólem niemal fizycznym, bohaterowie decydują się na krok ostateczny. Jest nim podróż do Gruzji. To tam ich nadzieja zyskuje twarz młodej kobiety, która nie szuka wielkich marzeń, lecz ratunku dla własnej rodziny. Eka jest osaczona przez biedę i podejmuje wybór niewyobrażalny. Staje się powierniczką cudzych pragnień i niesie pod sercem życie, które formalnie do niej nie należy.

Nie sposób przejść obojętnie obok samego zjawiska surogacji, które autorka obdziera z marketingowych haseł. Twórczyni stawia nas przed brutalnym dylematem: czy ciało kobiety może stać się przedmiotem umowy? W kontekście Gruzji problem ten zyskuje mroczny odcień etyki „turystyki prokreacyjnej” oraz asymetrii sił między bogatym Zachodem a biednym Wschodem. Czy kobieta w skrajnej nędzy rzeczywiście decyduje się na takie rozwiązanie dobrowolnie?

​Kluczem do pełnego zrozumienia tej opowieści jest sam jej tytuł. W miarę lektury nabiera on coraz to nowych, bolesnych znaczeń. Początkowo fraza „Pod właściwym sercem” zdaje się odnosić jedynie do biologicznego aspektu macierzyństwa zastępczego. Jednak narratorka szybko wyprowadza nas z błędu i pokazuje, że to, co „właściwe”, rzadko bywa oczywiste. Czy właściwe serce to to, które daje życie? A może to, które przelewa na dziecko całą swoją niespełnioną miłość? Ta wielowarstwowość sprawia, że te trzy słowa stają się dla czytelnika bolesnym drogowskazem. Zmuszają one do przedefiniowania pojęcia bliskości.

Siła tej fabuły tkwi w jej bohaterach. Patrycja i Marcel to portret małżeństwa w głębokim kryzysie, który czasem ociera się o egoizm. Na przeciwległym biegunie stoi Ekaterina. Jest to postać, która kradnie serce swoją cichą siłą i godnością. Pisarka mistrzowsko oddaje jej wewnętrznie rozdarty świat, w którym instynkt macierzyński walczy z surowymi zapisami umowy. Książka staje się intensywną podróżą w głąb własnego sumienia i wystawia nasz moralny kompas na ciężką próbę. Uświadamiamy sobie, jak cienka jest granica między nami a postaciami dramatu. Zadajemy sobie wtedy pytanie: jakich wyborów ja bym dokonała i jakie decyzje podjęła, stojąc pod ścianą własnej bezradności?

​O sile rażenia powieści decyduje kunsztowny warsztat autorki. Język jest precyzyjny i pozbawiony taniego sentymentalizmu. Niezwykle istotną rolę odgrywają tu retrospekcje. Niczym brakujące elementy układanki pozwalają one zrozumieć genezę dzisiejszych postanowień. Obok nich, niemal jako osobny bohater, wyrasta sama Gruzja. Twórczyni po mistrzowsku kreśli obraz kraju pełnego kontrastów – od turystycznego piękna po duszny, surowy klimat domów, w których toczy się codzienna walka o przetrwanie. Tempo akcji zostało idealnie wyważone. Sprawia to, że od lektury trudno się oderwać, ale każda strona domaga się jednocześnie chwili namysłu.

Najbardziej przejmującym aspektem jest jednak świadomość, że ta historia jest w dużej mierze oparta na autentycznych wydarzeniach. To sprawia, że każde słowo waży więcej. Twórczyni zostawia nas z bolesną lekcją pokory. Miłość nie jest transakcją, a drugiego człowieka nie można sprowadzić do roli narzędzia. To opowieść o tym, że godność jest wartością nadrzędną. Nie wolno jej poświęcać na ołtarzu nawet najszlachetniejszych pragnień.

Podsumowując, dzieło to jest propozycją dla tych, którzy szukają w literaturze prawdy, a nie ucieczki. Warto zatopić się w tej treści, ponieważ uczy ona empatii wobec sytuacji, w jakich same nigdy nie musiałyśmy się znaleźć. Choć los w tej powieści okazał się surowym redaktorem, to ostatecznie przypomina nam on, że każde życie zasługuje na to, by bić „pod właściwym sercem”. Jest to jedna z tych rzadkich książek, które trwale zmieniają sposób, w jaki patrzymy na drugiego człowieka.

​Pytania do dyskusji:

​Gdzie Waszym zdaniem kończy się prawo do walki o własne marzenia, a zaczyna ochrona godności i wolności drugiego człowieka?

Czy w obliczu wielkiej, niezaspokojonej tęsknoty za rodzicielstwem, zasady moralne zawsze pozostają tak samo jednoznaczne?

Jak oceniacie postawę bohaterów – czy desperacja może być usprawiedliwieniem dla wkraczania w sfery moralnie wątpliwe?

​Czy pojęcie „właściwego serca” kojarzy Wam się bardziej z biologią, czy z emocjonalnym wyborem?

[Materiał reklamowy].

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przed pozostawieniem komentarza pod postem, zapoznaj się, proszę z polityką prywatności bloga, której szczegółowe informacje znajdziesz w zakładce Polityka prywatności bloga Kocie czytanie i wyraź zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych.
Pozostawiając komentarz, akceptujesz politykę prywatności bloga, a tym samym wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych.

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Proszę o kulturę wypowiedzi i podpisywanie się.