Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Zagubiony w mroku". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Zagubiony w mroku". Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 października 2024

"Zagubiony w Mroku" Urszula Gajdowska

Kochani chciałabym zaprosić każdego z was na niezapomnianą, pełną przygód podróż w czasie. Jednak, abyście mogli w niej uczestniczyć musicie usiąść wygodnie i dać się wciągnąć w lekturę książki Urszuli Gajdowskiej „Zagubiony w mroku”. To właśnie ta powieść, o której teraz będę wam opowiadać przenosi swojego czytelnika do Londynu 1824 roku. Miasta wówczas pełnego kontrastów i różnorodności kulturowej, gdzie z jednej strony doświadczyć można luksusu i barwności życia, z drugiej natomiast biedy, brudu, chorób i chaosu. Już na pierwszych stronach powieści poznajemy małego chłopca, któremu niestety przyszło żyć po tej „gorszej stronie” społeczeństwa. William, bo to o nim mowa, choć jest tylko dzieckiem, zdążył już doświadczyć najdotkliwszego okrucieństwa ze strony tych, którzy powinni się nim opiekować i dbać o jego dobro. Tymczasem stał się wyłącznie przedmiotem w rękach dorosłych, którzy nie cofną się przed niczym, aby chłopiec generował dla nich korzyści. Do Willa jednak wrócimy trochę później, gdyż Londyn to dopiero preludium fascynujących, ale i niebezpiecznych przeżyć, które czekają nas na kartach książki.

A wszystko za sprawą jednego z braci Foglar, których mieliśmy już okazję poznać czytając książkę „Zaklęta w ciszy”. Mężczyzna ten jest człowiekiem morza. Kocha je i właśnie wspólnie z załogą przygotowuje się do wypłynięcia w rejs, który ma na celu odnalezienie pewnego skarbu, o którym on i jego bracia dowiedzieli się od nieżyjącego już ojca. Ta odsłona historii przybliża nam również postać Madeline Mackenzie. Tej, która przez innych postrzegana jest jako wyrachowana, bogata kobieta, po śmierci męża poszukująca równie bogatego jego następcy. Tymczasem, o czym przekonacie się, jeśli tylko zechcecie spędzić czas z tym świetnym obyczajowo – historycznym romansem, jest to osoba o bardzo złożonej, niejednoznacznej osobowości, której życie naznaczone było cierpieniem, bólem i pogardą. Dziś, po dwunastu latach małżeństwa, które okazało się pułapką narzucanych na młode panienki przekonań i powinności wobec mężczyzn, miała nadzieję, że wreszcie uwolni się od przeżytych traum. Odzyska upragnioną wolność i spokój, którego tak bardzo potrzebuje. Niestety, nadal pragnienia te muszą pozostać jedynie w sferze jej marzeń, gdyż zmarły małżonek zostawił w spadku długi, za które jej teraz grozi więzienie. Kobieta popada w tarapaty i musi się ukrywać. Chcąc wziąć swój los we własne ręce decyduje się podjąć ryzykownej maskarady. Ukrywając swoją tożsamość, dostaje się na statek Zadara. Wydaje się to najlepszy sposób, by uciec od upominającego się o nią świata. Czy jednak w istocie tak będzie, a co najważniejsze, czy kapitan uznawany za dzikiego barbarzyńcę zdemaskuje fortel Madeline? O tym musicie dowiedzieć się sami.

Tak długa podróż nie tylko dla naszej bohaterki jest swego rodzaju sposobem na ucieczkę przed problemami, które sprowadził na nią mąż. Również Zadar na morzu chce znaleźć zapomnienie. Jednak ku swojemu zaskoczeniu, coraz częściej pogrąża się w rozmyślaniach nad bolesnymi przeżyciami przeszłości, które niczym zadra niewidoczna dla ludzkich oczu tkwią w jego sercu. Jest zły i zawiedziony sobą i światem. Zna gorzki smak porzucenia. Nie ma nic, co stanowiłoby cenną wartość jego życia. Czuł się samotny i pusty. A teraz przeczytajcie, proszę jeszcze raz to wszystko, co napisałam wam o tej dwójce bohaterów i wyciągnijcie wartościowe wnioski, które niech będą cenną lekcją dla nas wszystkich. Pozory bowiem mogą być bardzo mylące, a zachowania i postawy, które dostrzegamy u ludzi mogą stanowić wyłącznie grą mającą ukryć mrok, który spowija ich serca. Każdy z nas przecież zmaga ze swoimi własnymi demonami, które chce ukryć za maską mającą uchronić nas przed ponownym zranieniem i dać choćby pozorne poczucie kontroli nad własnym życiem.

Podczas gdy życie na statku toczy się swoim rytmem, nad niczego nieświadomą jego załogą wisi poważne niebezpieczeństwo. Jest ktoś, komu zaszli za skórę i kto teraz domaga się wyrównania rachunków. Na pewno jesteście ciekawi, kto wyjdzie z tej pirackiej potyczki cało. Ja jednak oczywiście niczego nie zdradzę, więc nie pozostaje wam nic innego jak samemu to sprawdzić, do czego gorąco zachęcam.

Zapewne zgodzicie się ze mną, że nie da się przez całe życie uciekać przed tym, co wzbudza nasze obawy, lęki i niepewności. Urszula Gajdowska dodaje nam odwagi do tego, abyśmy stawili im czoła i spróbowali znaleźć sposób na ich rozwiązanie. Ludzie, choć często sami nie zdają sobie z tego sprawy są bardzo silni i potrafią wiele znieść. Co nas nie zabije, nas pokiereszuje, ale na pewno też uczyni silniejszymi w doświadczenia życiowe, które o tę siłę nas wzbogacą. Tylko od nas zależy, jaką drogę rozwiązania problemów wybierzemy, Musimy jednak pamiętać, że ta łatwiejsza, może okazać się dla nas bardzo zgubna.

Sami widzicie, że pisarka jak w każdej swojej wcześniejszej książce, tak i tym razem zwróciła naszą uwagę na bardzo ważne, życiowe aspekty, które możemy przenieść na płaszczyznę naszego życia i postrzegania osób wokół nas. Bo choć czasy, w których żyjemy się zmieniły, to jednak pewne prawdy pozostają niezmienne. Książka skłania nas do ważnych refleksji i przemyśleń, pośród których możemy obserwować rodzącą się niepostrzeżenie piękną i subtelną miłość, w której nie brakuje niepewności i zmieszania, ale też nieśmiałego otwierania się na siebie i swoje pragnienia, które tak ciężko stłumić. Nie możemy oczywiście zapomnieć o wspomnianym na początku chłopcu, który walczy ze swoimi potworami. Nie mogę zbyt wiele zdradzić, więc napiszę tylko, że jego osoba zapoczątkuje bardzo ciekawy i zaskakujący zwrot akcji toczących się wydarzeń.

„Zagubiony w mroku” ma w sobie wszystko to, co powinna zawierać bardzo dobra książka wyczerpująca znamiona gatunku, który reprezentuje. Klimat epoki, przygodę, miłość. A nawet o wiele więcej, gdyż po skończonej lekturze, książkę na półkę odkładamy z przekonaniem, że nigdy nie należy się poddawać. Zawsze warto walczyć o siebie, gdyż w życiu wszystko się może zdarzyć, a bywa, że cel uświęca środki. Autorka uczula nas również, abyśmy nikogo, nie oceniali z góry. Za każdym człowiekiem kryje się nieznana nikomu jego historia, która ma swoje konsekwencje. Całość czyta się z poczuciem przeżycia wspaniałej przygody, która, choć zupełnie się tego nie spodziewamy, w pewnej mierze nas odmienia.

[Materiał reklamowy] Autorka Urszula Gajdowska

sobota, 28 września 2024

"Zagubiony w mroku" Urszula Gajdowska / Fragmenty książki



Kiedy jedna z twoich ulubionych pisarek napisała świetną książkę, a ty chcesz, żeby przeczytało ją jak najwięcej książkoholików, robisz wszystko, aby ich do tego namówić. Ja przychodzę do was moi kochani właśnie po to, żeby skusić was do sięgnięcia po powieść Urszuli Gajdowskiej "Zagubiony w mroku". Już wkrótce opowiem o niej trochę więcej w recenzji, a dziś w myśl powiedzenia, że wszystko, co dobre samo się obroni, zostawiam wam dwa  krótkie fragmenty z książki.

Fragment I

– Wracasz z niczym? – spytała oskarżycielskim tonem wysoka kobieta o pięknej twarzy i srogim spojrzeniu.

Chłopiec nie odpowiedział. Pokręcił delikatnie głową, pochylił ją i wyciągnął przed siebie dłonie w oczekiwaniu na karę.

– I co ja mam z tobą zrobić, Will? Nie stać mnie na to, żeby cię karmić i ubierać – powiedziała ze spokojem, więc dziecko natychmiast zrozumiało, że nie była sama. Do ich domu, czy raczej wynajmowanego pokoju w kamienicy czynszowej, zawitał na kilka dni marynarz, który od kilku lat spotykał się z matką chłopca. Nie był jego ojcem, co mu wielokrotnie wypomniał, ale William wcale się tym nie martwił, bo nigdy nie chciałby mieć takiego ojca. Podejrzewał, że nie był on uczciwie pracującym człowiekiem, lecz parał się piractwem, za które groziła kara śmierci.

– To nie jego wina. – Szczerbaty mężczyzna wstawił się za nim, unosząc złowieszczo brew. – Nie wzbudza już takiej litości, jak powinien. Ile on ma lat?

– Ze trzy albo cztery – odrzekła kobieta.

– Sześć. Mam sześć lat, mamo. Za tydzień są moje urodziny – przypomniał chłopiec.

– Szczeniak umie liczyć – zarechotał mężczyzna. – A to ci dopiero!

– Nauczyłam, żeby nie dał się oszukać na forsę – stwierdziła kobieta, wzruszając ramionami, jakby to była jedyna rzecz, którą zrobiła dla niego. – Rzeczywiście może mieć sześć. Chociaż nie wygląda. – Spojrzała na dziecko, przechylając głowę na bok. – Ależ ten czas leci.

– Wygląda. Wysoki jest, dlatego nic nie wyżebrał. Ale ja znam dobry sposób na to, żeby go trochę przerobić – oznajmił mężczyzna z zadowoleniem, patrząc na chłopca jak na kawałek mięsa.


Fragment II


Madeline nie zgadzała się z porzekadłem, że wszystko, co nas nie zabije, to nas wzmocni, bo uważała, że jeśli coś nas nie zabije, a działa przeciwko nam, to nas porządnie pokiereszuje. Jednak choć dostrzegała rany, jakich doznała, to potrafiła dostrzec także korzyści.

Od samego początku, dzięki purytańskiemu wychowaniu, rozumiała, że jej zadaniem jest podporządkować się woli męża, dbać o jego dobro i dostosować własne potrzeby do jego potrzeb. Jeśli mąż chciał, by uczestniczyła w przyjęciach, to musiała być duszą towarzystwa, jeśli pragnął, by podróżowała, to spełniała się w roli nienarzekającej podróżniczki, jeśli wymagał ciszy, milczała. Z biegiem lat jednak zaczynała rozumieć, że kobiety też mają coś do powiedzenia, pewnego rodzaju władzę i swoje potrzeby. To dlatego, będąc pozornie nienaganną żoną, szukała sposobności, by poczuć odrobinę kontroli. Takie poczucie dawało jej przyciąganie pochlebnych spojrzeń, ale i pomoc ubogim. Tak jakby mieszkały w niej dwie albo i trzy zupełnie inne osoby…


No i jak, czujecie się zachęceni do lektury "Zagubionego w mroku"? Ja zapewniam, że naprawdę wato.


[Materiał reklamowy] Autorka Urszula Gajdowska.