środa, 29 maja 2019

Gdzie jest granica między życiem, a śmiercią?

Najgorszym przeżyciem dla każdego z nas bez wątpienia jest moment, kiedy dowiadujemy się, o śmierci bliskiej nam osoby. Śmierć, kogoś, kogo kochamy, jest jedną z sytuacji, którą najtrudniej nam zaakceptować i z którą wielu z nas bardzo długo nie może się pogodzić. Oczywiście jest to, jak najbardziej zrozumiałe, dlatego bardzo ważne jest, abyśmy pożegnali kochaną osobę i pozwolili jej odejść. Jednak jak to zrobić, kiedy lekarz mówi nam „Bardzo mi przykro, pani syn, córka, mąż, brat już nie żyje” a my widzimy, że serce tej osoby nadal bije i nie możemy uwierzyć w jej śmierć?

Dziś wspólnie z Agnieszką Bednarską, autorką thrillera medycznego Zanim się obudzę”, chcemy zabrać Was  z wizytą na oddział neurologii jednego ze szpitali, do którego trafiają pacjenci pozostający w stanie śpiączki, bądź śmierci mózgowej.

Kochani zapewne większość z Was wie, że w momencie, kiedy specjalnie do tego uprawniona komisja lekarska orzeknie śmierć pnia mózgu pacjenta, wówczas lekarze najpewniej zapytają jego rodzinę, czy wyraża zgodę to, aby ich krewny został dawcą organów, które mogą uratować, życie nawet kilku osób. Tym samym sprawić, by jego śmierć nie poszła na marne, a on sam, mógł niejako żyć nadal w tych osobach. Oczywiście wszyscy wiemy, że transplantologia to niezwykle ważna dziedzina medycyny, która niestety, mimo swych ogromnych zasług, nadal wzbudza wiele kontrowersji. Jest to dziedzina, która niesie za sobą bardzo dużo trudnych pytań bez odpowiedzi, takich jak między innymi: „Gdzie jest granica między życiem a śmiercią?”, Czy metody, którymi posługuje się medycyna, są wystarczające do tego, aby z całą pewnością stwierdzić, że dana osoba nie żyje, a jej bijące serce i unosząca się klatka piersiowa świadcząca o oddechu, to tylko sztucznie podtrzymywane funkcje życiowe"? „Co dzieje się ze świadomością człowieka, który jest zbyt słaby, by wrócić, lecz wciąż, niegotowy, by odejść?” i wiele, wiele innych. Jak pisze sama autorka, ta książka nie została napisana po to, aby znaleźć odpowiedzi na te wszystkie pytania, ponieważ tak naprawdę jednoznacznej na nie odpowiedzi nie ma. Pisząc tę książkę, autorka chciała skłonić swoich czytelników do refleksji i dać nam nadzieję na to, że:

(...) bez względu na to, co nas spotka, i tak wszystko skończy się dobrze. Po tej bądź po tamtej stronie”.

Czy w moim przypadku Pani Agnieszce udało się osiągnąć swój cel? O tym, przekonacie się już za chwilę. Najpierw przybliżę Wam samą fabułę książki.

Do wspomnianego szpitala na tę samą salę oddziału neurologicznego zostaje przyjęta dwójka pacjentów. Bezimienna dziewczyna wyłowiona z rzeki i Kamil, dwudziestojednoletni chłopak. Oboje trafiają do szpitala w bardzo ciężkim stanie. Kamil z objawami śmierci mózgowej otoczony jest opieką i miłością najbliższych. Natomiast o pacjentkę, której tożsamość pozostaje nieznana, która zapadła w śpiączkę nikt się nie pyta, nikt jej nie szuka. Opieki nad dziewczyną podejmuje się siostra oddziałowa - Brygida. Wkrótce rodzice Kamila zostają poinformowani, że syn, już nie żyje, a jego organizm jest podtrzymywany  przy życiu dzięki aparaturze medycznej, do której jest podłączony, po to, by zostało utrzymane krążenie.
Ordynator szpitala prosi ich również o zastanowienie się nad podpisaniem zgody na pobranie organów do transplantacji, dzięki czemu Kamil da szansę nawet kilku osobom czekającym na nowe życie, a tym samym będzie mógł żyć nadal w kimś innym. Matka, patrząc na syna, który przecież jest jeszcze bardzo młody i silny nie wierzy w jego śmierć. Oboje z mężem nie wyrażają zgody na odłączenie Kamila od aparatury medycznej.

„- Czy jakaś komisja orzekła śmierć mojego syna? - Matka Kamila wyrwała dłonie z uścisku męża i nadzwyczaj sprawnie, jak na kogoś w jej wieku, doskoczyła do biurka, oparła się o blat i pochylając, spojrzała w twarz pani ordynator. Ich nosy dzieliło od siebie zaledwie kilka centymetrów, pani ordynator nieznacznie się cofnęła. Najprawdopodobniej nastąpi to rano. - Ordynator była nieco zbita z tropu. Czy orzekła? - Krystyna Nowacka powtórzyła pytanie. - Nie... Więc niech pani do cholery nie nazywa mojego syna dawcą! Nazywa się Kamil Nowacki, ma dwadzieścia jeden lat i jest pacjentem”.

Mimo że dla tamtejszej ordynator, jak   dla każdego lekarza dobro pacjentów jest najwyższym celem, to jednocześnie kobieta bardzo mocno angażuje się we wspieranie transplantologii, ponieważ wie, że brak podpisanej zgody na pobranie organów za każdym razem wiąże się z odebraniem komuś, kto czeka na przeszczep szansy na przeżycie i powrót do pełni zdrowia. Jak się przekonacie mimo dobrych intencji, które nią kierują, nie wzbudza ona sympatii w oczach czytelnika. Przynajmniej tak było w moim przypadku. 
W tym samym szpitalu pracuje również doktor Yao Nakamura, który jest przeciwnikiem orzekania śmierci mózgowej. To właśnie pod jego opieką znajdują się Kamil i nieznajoma dziewczyna, której siostra Brygida nadaje imię Selena. Czy doktorowi uda się przywrócić swoich pacjentów do świata żywych? O tym przekonajcie się sami.

„Zanim się obudzę” zdecydowanie spełnia swoje zadanie. Daje do myślenia i porusza. Autorka w doskonały sposób przedstawiła nie tylko dylematy, trudne wybory i jeszcze trudniejsze decyzje, przed którymi zostają postawieni lekarze i rodziny pacjentów, ale również bardzo ciekawie ukazała to, jak może się czuć osoba pozostająca w stanie śpiączki. Co może odczuwać i jak odbierać, wszystko to, co się wokół niej dzieje. Czy rzeczywiście możemy być pewni, że walka o to, aby nasz bliski za wszelką cenę był utrzymywany przy życiu, jest tym, czego on sam rzeczywiście by chciał? To kolejne z pytań, postawionych ku naszej osobistej refleksji.

Bardzo ważnym atutem tej książki jest także ukazanie ludzkiej twarzy lekarza, czy pielęgniarki. Każde z nich w pracy musi wykazać się profesjonalizmem i twardo bronić swoich racji dla dobra życia ludzkiego. Nie zawsze środowisko medyczne wzbudza sympatię rodzin pacjentów. Często wydają się nam oni służbistami bez serca. „Zanim się obudzę” przypomina nam, że lekarze i personel medyczny to ludzie, którzy tak samo, jak my w życiu prywatnym zmagają się z wieloma problemami i  troskami, dlatego pozory mogą mylić. Podczas lektury książki poznacie bardzo trudną przeszłość doktora Nakamury, troski siostry Brygidy, a nawet zobaczycie, co skrywa się za maską kontrowersyjnej osobowości samej pani ordynator. Mamy również możliwość obserwować niezwykłą więź, jaka rodzi się między siostrą Brygidą, a Seleną. 
Dodatkową zachętą do tego, abyście sięgnęli po książkę, niech będzie fakt, że przypadek Kamila i Seleny nie jest jedynym, o którym przeczytacie na jej kartach. 

Gorąco zachęcam Was do lektury tego tytułu. Jest to książka, która pochłonie Was bez reszty, ponieważ mimo trudnego tematu, czyta się ją niezwykle lekko. Już od samego początku mocno na sercu leży nam los głównych bohaterów i wspólnie z ich bliskimi czekamy na najmniejszy choćby znak z ich strony. Gest, świadczący o tym, że nas słyszą i wracają na tę stronę życia. Jednocześnie w naszej głowie rodzi się wiele pytań, które nie milkną jeszcze na długo po skończonej lekturze. Także tych natury etycznej. Nie da się również uniknąć stawiania się na miejscu zarówno pacjentów, jak i ich rodzin.
Czy chciałabym/chciałbym, aby utrzymywano mnie przy życiu za wszelką cenę?, albo  jaką decyzję podjęłabym/ podjąłbym, gdyby zaproponowano mi podpisanie zgody na pobranie organów od osoby, którą kocham? Z tymi pytaniami dziś Was zostawię.

Mam nadzieję, że udało mi się przekonać Was, że „Zanim się obudzę” to bardzo wartościowy tytuł, który warto przeczytać i przemyśleć, a później porozmawiać z najbliższymi, o tym, jaka jest nasza wola w przypadku, kiedy trzeba by było zdecydować, o tym, co stanie się z naszymi organami, kiedy nas już po tej stronie nie będzie. To naprawdę bardzo ważne. Do końca możemy czynić dobro.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Media rodzina, za co bardzo dziękuję.

sobota, 25 maja 2019

Chcę umrzeć na własnych warunkach.

Jestem gwiezdnym pyłem; dmuchnij za mocno, a się rozsypię.
Moi drodzy, czy w pędzie codziennego życia znajdujecie chwilę na to, by uświadomić sobie, że czas, który został nam ofiarowany na tym świecie, nie jest wieczny i kiedyś dobiegnie końca?

Moja babcia często powtarzała mi, że w momencie, kiedy się rodzimy, Pan Bóg zapala nam świeczkę, której światło ma prowadzić nas do wieczności. Świeczka, jak wiemy ma jednak to do siebie, że  się topi i robi się coraz krótsza. Podobnie dzieje się z naszym życiem. Każdy dzień, każda chwila zbliża nas do jego kresu, który nastąpi, gdy Pan Bóg postanowi nam tę świeczkę zgasić.
Oczywiście zrozumiałe jest, że nikt z nas nie myśli na ten temat tak po prostu na co dzień, a nawet, jeśli zdarzają się chwilę, kiedy nadchodzą nas tego rodzaju refleksje, to jak najszybciej staramy się je od siebie odsunąć i zepchnąć do najgłębszych zakamarków naszej świadomości.
Niestety są sytuacje, które zmuszają nas do bezpośredniej i bezkompromisowej konfrontacji z tą bolesną prawdą. Jedną z nich jest choroba. Kiedy los doświadczy nas ciężką chorobą, wówczas uświadamiamy sobie, jak bardzo kruche jest ludzkie życie.
Przekonała się o tym główna bohaterka powieści Tammy Robinson „Twoje fotografie”, o której chcę Wam dziś opowiedzieć.

Ava jest młodą kobietą, która kilka lat temu wyszła zwycięsko z trudnej walki o życie z nowotworem piersi. Niestety musicie wiedzieć, że każdy, kto raz zmierzy się z tą chorobą, tak naprawdę już nigdy nie może spać spokojnie. Teraz już zawsze, życie dla osoby z remisją jest niczym bomba z opóźnionym zapłonem i mimo że cieszymy się, że nam się udało, to także doskonale wiemy, że ta choroba jest bardzo podstępna i nie odpuszcza tak łatwo, dlatego musimy mieć świadomość, że ona w każdej chwili może wrócić.
Tak też stało się w przypadku Avy. Dziewczyna w dniu dwudziestych ósmych urodzin dowiaduje się, że rak po raz kolejny się o nią upomina. Tym razem niestety lekarze nie nie dają pacjentce szans na wyleczenie. Otwarcie mówią, że zostało jej zaledwie kilka miesięcy życia. 
Nasza bohaterka, nie chce, aby to lekarze i choroba zdecydowały o tym, jak przeżyje czas, który jej pozostał. Chce mieć wybór. Chce umrzeć na własnych warunkach.
W jej historii nie znajdziecie listy rzeczy, które Ava chciałaby zrobić przed śmiercią. Ona ma tylko jedno pragnienie. Chce przeżyć swój ślub. Już jako mała dziewczynka marzyła o tej chwili, kiedy czuje się jak księżniczka w białej sukni niczym beza. Jest singelką, ale to nie ma dla niej znaczenia. Zorganizuje ślub dla samej siebie. Los ma dla niej jednak niespodziankę. Jej niezwykły plan jednoczy wielu ludzi, wyzwala dobro, a jej samej daje szansę na miłość. Tylko, czy znajdzie w sobie odwagę, by pokochać i siłę, by wkrótce pożegnać ukochaną osobę?

Odpowiedzi na to pytanie, oczywiście ode mnie nie uzyskacie, ale czeka ona na Was na kartach książki, dlatego, mam nadzieję, że uda mi się przekonać Was, abyście po nią sięgnęli. 

Kochani ta historia to dowód na to, że życie to paradoks.

Czasami to ograniczenia pozwalają nam żyć pełnią życia. Wystarczy tylko zrozumieć, jak cenny jest czas, który otrzymaliśmy. I jak ważne jest to, by cieszyć się każdym dniem.

Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wielkim jest ono darem. Paradoksalnie zaczynamy doceniać jego piękno i wyjątkowość, dopiero wówczas, gdy zegar nieubłaganie odmierza jego kres. To właśnie ten zbyt szybko przesypujący się piasek w klepsydrze życia wzmaga w nas pragnienie wykorzystania każdej ofiarowanej nam chwili najlepiej jak to tylko możliwe. Wówczas pragniemy, gromadzić, jak najwięcej wspomnień dla naszych najbliższych, aby stały się one dla nich pocieszeniem na ten trudny czas, kiedy nas już nie będzie. Moi drodzy nie odkładajcie niczego na później, cieszcie się każdą chwilą. Przeszłość jest już tylko historią, a przyszłość wielką niewiadomą. Liczy się tylko tu i teraz.

„Twoje fotografie” to historia, której bohaterem może być każdy z nas, bez względu na  wiek, czy plany na życie. Choroba nie wybiera. Ma sobie za nic nasze pragnienia i marzenia. Boleśnie autentyczny wymiar wszystkiego, o czym czytamy w książce mocno porusza czytelnika, trafia do głębi jego serca i skłania do głębokich refleksji. Ava jest bohaterką taką jak każda młoda kobieta. Ma swoje plany, marzenia, kochającą rodzinę i wspaniałych przyjaciół. To właśnie ten tak wyraźny realizm historii sprawia, że z pewnością podczas lektury nie unikniemy wielu trudnych pytań,  wśród których, na pewno znajdą się: „Jak, ja zachowywałabym się, będąc na miejscu głównej bohaterki? Czy potrafiłabym pogodzić się z tym, co mnie spotkało, i czerpać radość z czasu, który jeszcze mi pozostał?”.

Jak niektórzy z Was zapewne wiedzą, ja sama również zmagam się z nowotworem, a tym samym znam, odpowiedz na każde z tych pytań i od siebie mogę Was zapewnić, że choć może się wydawać to niemożliwe, to jednak da się oswoić i pogodzić z chorobą, wyciskając z każdej chwili wszystko, co najlepsze. Mając do wyboru usiąść, płakać i użalać się nad sobą, czekając na śmierć, albo żyć do końca najpełniej jak  tylko to możliwe, ja podobnie zresztą jak główna bohaterka wybieram drugą opcję.
Często pytacie mnie jak, to się dzieje, że pomimo choroby, ja jestem tak radosną i pełną życia osobą. Teraz już wiecie, z czego to wynika.

Reasumując, „Twoje fotografie” to opowieść o dziewczynie, która nie pozwala, aby to, co ją spotkało zdominowało jej ostatnie miesiące po tej stronie życia. Chce móc świadomie o sobie decydować i przeżyć je najpełniej, jak tylko potrafi. Wie, że nie będzie łatwo i nie karmi się złudzeniami, ale żyje do ostatniej chwili.
Jest to piękny dowód na to, że jeśli masz wokół siebie ludzi, którzy cię kochają nawet najtrudniejszą drogę łatwiej przejść. Książka wzrusza, porusza i daje do myślenia, ale także nie pozostawia bez nadziei. Śmierć to nie ostateczne pożegnanie. Przecież kiedyś wszyscy znów się spotkamy.

Recenzja powstała we współpracy z portalem Papierowe motyle, za co bardzo dziękuję.



wtorek, 21 maja 2019

Bądźcie czujni, zło czai się wszędzie.

Kochani, polski mistrz grozy Artur Urbanowicz powraca, z długo wyczekiwaną przez wielu z nas książką. „Inkub”, bo właśnie o tej książce będziemy dziś mówić, to pokaźnych rozmiarów tomiszcze, które jeszcze zanim przystąpimy do jego lektury, już przykuwa naszą uwagę złowieszczym, a jednocześnie intrygującym tytułem oraz niezwykle tajemniczą i mroczną okładką. Można śmiało powiedzieć, że kiedy poznamy historię, którą skrywają karty powieści, przekonujemy się, jak bardzo już sama okładka oddaje klimat tego, co autor dla nas przygotował.

Jeśli o mnie chodzi, jest to już moje drugie spotkanie z twórczością autora i przyznaję, że mając w pamięci lekturę „Grzesznika”, wydawało mi się, że miej więcej wiem, czego mogę się po autorze spodziewać i wiecie co? Miałam rację, tylko mi się wydawało.

Tym razem zostajemy zabrani na Suwalszczyznę do niewielkiej wioski Jodoziory. Miejsca, do którego, uwierzcie mi, nikt, kto ma, choć odrobinę instynktu samozachowawczego nie powinien się wybierać. Dlaczego? O tyn przekonacie się za chwilę.
Niestety świadomości tego, co czeka na wszystkich, którzy pojawią się w tej wiosce, nie mają policjanci z komendy miejskiej w Suwałkach - Vytautas Cesnauskis i jego partner na służbie Mateusz -  którzy, aby niejako odkupić swoje karygodne postępowanie, które może godzić w dobre imię komendy, postanawiają przyjąć bez szemrania polecenie służbowe dotyczące wsparcia, kolegów z pobliskiej jednostki w akcji ewakuacji mieszkańców Jodozior z przyczyn niewyjaśnionych zjawisk, które tam mają miejsce. Jeszcze nie wiedzą, że z tego miejsca nikt nie wychodzi, takim jakim był, zanim się w nim pojawił.

Nie trzeba długo czekać, aby niemalże na własnej skórze poczuć, że dzieje się tu coś niedobrego. Kiedy czytelnik wspólnie z funkcjonariuszami przekracza granicę wioski, wręcz natychmiast czuje się jakby zupełnie w innym świecie. Ta wioska to dosłownie klaustrofobiczne, duszne i mroczne środowisko, żyjące własnym życiem. Poznając jej mieszkańców i życie, jakie wiodą, ma się nieodparte wrażenie, że każdy ma tu coś do ukrycia, przez co musimy zachować daleko idącą ostrożność i czujność, bo tak naprawdę do końca nie wiadomo, komu można ufać.

Sytuacja zaczyna stawać się jeszcze bardziej przerażająca, kiedy wkrótce w wiosce zostają odnalezione spopielone zwłoki małżeństwa, będącego mieszkańcami wioski. Okoliczności śmierci małżonków są tak niecodzienne, że nie sposób ich racjonalnie wyjaśnić. Wioska od zawsze cieszyła się złą sławą, o czym doskonale wie młody dzielnicowy, który od dawna interesuje się jej historią. Przy okazji prowadzonego śledztwa, dzielnicowy dzieli się, tym, co udało mu się ustalić z kolegami po fachu. Okazuje się, że wśród lokalnej społeczności Jodoziory, to miejsce od dawna zapomniane przez Boga i ludzi, gdzie króluje przemoc i cierpienie. I rzeczywiście my czytelnicy też możemy to dobitnie dostrzec. Gdybym miała określić to, czego doświadczamy, to nieodparte wrażenie, że ktoś w tej wiosce otworzył puszkę pandory. Nasilają się choroby, zaginięcia i samobójstwa. Niestety więcej już się od dzielnicowego nie dowiemy, bo wkrótce chłopak popełnia samobójstwo.

Vytautas, jednak nie zamierza odpuścić. Chce nie tylko wyjaśnić przyczyny samobójstwa kolegi, ale także dalej idąc tropem dzielnicowego odkrywać tajemnice wioski. Miejscowi twierdzą, że w Jodoziorach mamy do czynienia ze zjawiskami nadprzyrodzonymi, których źródłem jest zamknięty od lat nawiedzony dom. Wierzą, że to właśnie ten dom emanuje negatywną energią, która odziera ludzi z człowieczeństwa i wyzwala w nich najgorsze instynkty. Prywatne śledztwo policjanta ujawnia, że początek wszelkiego zła, które wydarzyło się na tej niewielkiej prowincji, miał miejsce w latach siedemdziesiątych, kiedy to, jedną z jej mieszkanek była kobieta parająca się czarami.

Czyżby historia zatoczyła koło? Czy wszystko to, co teraz dzieje się w tej wiosce, było dowodem na to, że niestety historia lubi się powtarzać? Niezwłocznie zabierajcie się za lekturę „Inkuba” i przekonajcie się o tym sami.

Jako że, jak wspomniałam przed chwilą, korzenie całego zła dziejącego się w Jodoziorach sięgają zupełnie innej epoki, tak też została podzielona akcja powieści. Czytelnikowi zostają przestawione wydarzenia mające miejsce tu i teraz, czyli w roku 2016, jak również mamy możliwość cofnięcia się w czasie, dzięki czemu autor umożliwia nam jeszcze głębsze wchłonięcie we wszystko, z czym przyjdzie nam się zmierzyć.

Zapewne jesteście ciekawi, czy „Inkub” straszy.
Oczywiście były momenty, kiedy czytając, byłam dosłownie przerażona. Jednak gdybym miała porównywać pod tym względem „Inkuba” i „Grzesznika”, którego również czytałam, to tym razem bardziej czułam napięcie i ciekawość tego, co będzie dalej, niż sam czysty strach, który przy czytaniu „Grzesznika” towarzyszył mi nieustannie. Artur Urbanowicz po raz kolejny udowodnił, że nie tylko doskonale potrafi budować napięcie, ale również doskonale potrafi zwieść czytelnika.
Ja sama, od samego początku do końca, czułam na plecach oddech wszechobecnej śmierci.

Już w prologu powieści zostaje zadane pytanie, na które ja starałam się, znaleźć odpowiedz przez cały czas, jaki spędziłam na lekturze książki.

„-Dlaczego tak lubisz się bać? Zastanawiałeś się nad tym?”

Do tej pory się nad tym nie zastanawiałam, ale teraz właśnie dzięki „Inkubowi” udało mi się znaleźć, moją subiektywną odpowiedz na to pytanie.
Otóż, kiedy czytamy tę książkę, bywają chwile, kiedy mamy ochotę przerwać, odłożyć książkę, chociaż na chwilę, jednak nie jesteśmy w stanie, ponieważ strach nas hipnotyzuje, nęci, kusi, oplata swoimi mackami i podnosi adrenalinę, a to uzależnia. Nawet jeśli życie codzienne zmusza nas do przerwania czytania, to wszystko to, o czym czytamy, ciągle w nas żyje. Nie możemy przestać o tej historii myśleć. Autor ma niezwykłą umiejętność malowania słowem obrazów grozy, których projekcja trwa w głowie czytelnika jeszcze na długo po skończonej lekturze.

Niedawno, podczas jednej z rozmów z moją przyjaciółką stwierdziłyśmy, że jako wielbicielki twórczości autora zawsze z niecierpliwością czekamy na każdą Jego książkę, ale doskonale rozumiemy, dlaczego musimy czekać na nie dość długo.
Wszystko, co wychodzi spod pióra Artura Urbanowicza to jedna wielka perfekcja. Wszystkie części składowe jego powieści począwszy od budowania klimatu poprzez fabułę, aż do kreacji postaci bohaterów, z których żadna nie pojawia się bez powodu, wszystkie pojawiają się w konkretnym celu, są dopracowane, tu nie ma miejsc na przypadek. A jak wiadomo, profesjonalizm wymaga czasu, pracy, zaangażowania i pasji. Zapewniam Was, że to wszystko i wiele więcej znajdziecie właśnie w „Inkubie”.

Nie pozostaje mi nic innego, jak z całego serca polecić Wam lekturę „Inkuba”. Na pewno ze względu na swoje gabaryty nie jest to książka, którą da się pochłonąć w jeden wieczór, ale z pewnością czas z nią spędzony będzie bardzo emocjonalny. Jestem pewna, że czytając, będziecie bali się spojrzeć za siebie, ale w ostatecznym rozrachunku ciekawość zwycięży. Na zakończenie mam dla Was ciekawostkę dotyczącą książki, która być może sprawi, że sami będziecie chcieli podążyć tropem opisanej w książce historii.
Otóż inspiracją dla powstania „Inkuba” stała się, jak sam autor podkreśla rzekomo prawdziwa historia, która została mu opowiedziana. Mamy tu również odniesienie do rodzimych legend.
Ja jestem pod wrażeniem „Inkuba” i chętnie obejrzałabym jego ekranizację, ale jednak ciągle to „Grzesznik” pozostaje moim numerem jeden.

Jeśli jesteście ciekawi, co pisałam na temat „Grzesznika”, zapraszam Was tutaj.

Bądźcie czujni, zło czai się wszędzie.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Vesper, za co bardzo dziękuję.

poniedziałek, 20 maja 2019

Zapraszam na imprezę urodzinową księgarni Tania Książka! 🎊 🎈 🐱

Moi kochani, dzisiejszy dzień rozpoczął się dla mnie bardzo wyjątkowo, ponieważ zostałam zaproszona na niezwykłą imprezę urodzinową. Otóż księgarnia Tania książka obchodzi swoje 13 urodziny. Co więcej, wszyscy goście tej imprezy zostają obdarowani mnóstwem fantastycznych prezentów. Tak, tak moi drodzy, księgarnia przygotowała dla nas wiele promocji, rabatów książkowych oraz fantastyczny konkurs. Ale o tym już za chwilę.

Ja urodziny Taniej książki postanowiłam obchodzić w plenerze, dlatego w pięknych okolicznościach przyrody chcę pokazać Wam paczkę niespodziankę, którą właśnie od Taniej książki otrzymałam.
Do paczki był dołączony tajemniczy list, z którego dowiedziałam się, że księgarnia przygotowała prezenty również dla Was moi drodzy.
Pierwszym z nich jest 13% kod rabatowy na książki UROTKED9273C302 (Kod ważny do 9 lipca. Nie łączy się z innymi kodami rabatowymi i nie obejmuje kosztów wysyłki).
Kolejna niesamowita niespodzianka to świetny konkurs, którego nagroda jest spełnieniem marzeń każdego książkoholika. Nie uwierzycie, ale w konkursie tym można wygrać bon o wartości 1000 zł na książki oraz 13 pakietów książkowych po 13 książek. Czyż nie brzmi to cudownie?
Gorąco zachęcam Was do udziału w konkursie. Jego szczegóły znajdziecie TU.
A pod tym linkiem, znajdziecie informację o pozostałych urodzinowych promocjach.

Księgarni Tania Książka życzę wielu kolejnych tak świetnych urodzin i gratuluję tak wspaniałej imprezy urodzinowej, a Wam moi kochani, życzę super zabawy!

niedziela, 19 maja 2019

Przedpremierowo “Więcej niż pocałunek” – trzy pierwsze rozdziały Helen Hoang

Drodzy czytelnicy, sympatycy i goście bloga Kocie czytanie. Dla mnie jako blogerki książkowej nadrzędnym celem jest oczywiście sięganie po jak najlepsze w moim odczuciu książki, po to, by móc Wam o nich opowiedzieć i zachęcić do ich lektury. W związku z tym bardzo lubię brać udział w różnego rodzaju formach promowania, książek, które są dopiero zapowiedziami, abyście mogli poznać moje subiektywne odczucia po przedpremierowej lekturze, a tym samym mam cichą nadzieję, że choć trochę uda mi się pomóc Wam w podjęciu decyzji, odnośnie  tego, czy Wy sami również chcielibyście dany tytuł przeczytać.

Jeśli zastanawiacie się, dlaczego piszę Wam o tym właśnie dziś, już spieszę z wyjaśnieniami. Otóż 5 czerwca bieżącego roku, a więc niemalże za chwilę swoją premierę na polskim rynku wydawniczym będzie miała książka autorstwa Helen Hoang „Więcej niż pocałunek”, która za granicą otrzymała wiele bardzo ważnych nagród i wyróżnień, a ja już teraz dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza, za co bardzo dziękuję, miałam wyjątkową możliwość, poznać trzy pierwsze jej rozdziały. Zatem niezwłocznie spieszę do Was moi drodzy, aby nie tylko uchylić wam rąbka tajemnicy dotyczącej tego, co przygotowała dla nas autorka, ale przede wszystkim odpowiedzieć na najbardziej istotne, dla Was, jak przypuszczam pytanie: Czy warto czekać na premierę książki „Więcej niż pocałunek”? Odpowiedz już za chwilę.

Główną bohaterką powieści jest trzydziestoletnia Stella. Młoda kobieta jest uznanym pracownikiem ekonomistą pracującym w korporacji. Właśnie otrzymała kolejny w krótkim odstępie czasowym awans. W pracy czuje się, jak ryba w wodzie, ponieważ wykonując swoje zawodowe obowiązki, musi wykazywać się logiką, a to ceni sobie najbardziej. Niestety w sferze życia prywatnego dziewczynie nie układa się już tak dobrze, co bardzo martwi jej matkę. Kobieta chciałaby już zostać babcią, a córka nadal jest singelką.
Dla samej Stelli relacje damsko - męskie są naprawdę trudne, a to dlatego, że cierpi ona na Zespół Aspergera. Dla tych z was, którzy nie wiedzą, jednym z jego objawów są problemy w budowaniu w relacji społecznych, jak również problemy z bliskością fizyczną. Chory wszelkiego rodzaju relacji społecznych musi się po prostu nauczyć. Tak jakby musiał odbyć lekcje w szkole. I tu zaczynają się schody. Aby dać rodzicom upragnione wnuczęta, musi być związek, ślub, seks, a seks równa się bliskość, która napawa naszą bohaterkę wstrętem. Oczywiście dziewczyna ma za sobą kilka spotkań z mężczyznami, które kończyły się w łóżku, jednak zawsze była w takich sytuacjach traktowana mocno przedmiotowo, przez co jeszcze bardziej zamykała się w sobie. Pewnego dnia po wymianie kilku zdań z kolegą z pracy odnośnie  jej życia intymnego Stella postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Niesiona impulsem chce podejść do problemu zadaniowo. I tak w jej życiu pojawia się Michael, chłopak do towarzystwa, któremu Stella płaci za to, aby ten nauczył ją bliskości. Przystojny i wrażliwy chłopak nie ma łatwego życia, ale do swojego zadania podchodzi bardzo poważnie. Już w tych trzech początkowych rozdziałach doskonale widzimy, że jego plan lekcji bliskości, jakie przygotował dla swojej „uczennicy”, będzie bardzo rozszerzony. Jestem ogromnie ciekawa, jak dalej potoczą się relacje tej dwójki i jak wpłyną one na nich samych.

Oczywiście zachęcam Was do zapamiętania tytułu i daty premiery tej pozycji. A dlaczego?
Przede wszystkim dlatego, że autorka poruszyła bardzo ważny temat, jakim jest życie z Zespołem Aspergera dla dorosłych kobiet w aspekcie seksualności, czy budowania związków. Ponadto podkreślić należy, iż kreacja postaci głównej bohaterki oparta jest o osobiste spostrzeżenia autorki, jako osoby, u której zbyt późno zdiagnozowano chorobę. Bardzo ważne jest również to, że Helen Hoang udało się zainteresować mnie tym, co przygotowała dla swoich czytelników niemalże natychmiast. Już ta krótka chwila spędzona ze Stellą i Michaelem sprawiła, że zdobyli oni moją sympatię. To, co w moim odczuciu także zasługuje na uznanie to niezwykła subtelność w opisywaniu sceny bliskości między kobietą i mężczyzną z podkreśleniem tego, co tak naprawdę powinno być w takich chwilach najważniejsze. Już teraz coś mi mówi, że to niecodzienna relacja zmieni wiele nie tylko w życiu Stelli, ale i Michaela. Czuję, że oboje mogą ofiarować sobie wzajemnie bardzo dużo, jeśli tylko zdecydują się zaryzykować.

Kochani, ja bardzo chcę dowiedzieć się, jak dalej potoczy się ta historia, dlatego z niecierpliwością czekam na dzień 5 czerwca, kiedy swoją premierę będzie miała naprawdę świetnie zapowiadająca się książka. Mam nadzieję, że udało mi się zainteresować Was tą książką i będziecie czekać razem ze mną. Uwierzcie mi „Więcej niż pocałunek”, to tytuł, o którym jeszcze bardzo długo będzie głośno w książkowym świecie.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Muza, za co bardzo dziękuję.

środa, 15 maja 2019

Będę silna dla ciebie córeczko.

Kiedy jesteśmy młodymi ludźmi i zaczynamy budować związki, często nie postrzegamy naszego wybranka tak, jak widzą go inni. Nie raz zdarza się tak, że słyszymy od naszych bliskich „To nie jest chłopak, czy dziewczyna dla ciebie”. Niestety rzadko kiedy bierzemy ich zdanie pod uwagę, zaślepieni uczuciem. Dziś chcę opowiedzieć Wam, historię Lilki, głównej bohaterki pierwszej części sagi Rodziny z Ogrodowej pt. „Słoneczniki po burzy" autorstwa Eweliny Marii Mantyckiej, która na pewno nie raz żałowała tego, że kiedyś nie posłuchała ojca, za co przyszło jej zapłacić bardzo wysoką cenę.

Liliana Kłosowska – Maj jest kobietą, której po pięciu latach toksycznego związku pełnego przemocy, upokorzeń i strachu udało się wyrwać z klatki, jaką uczynił jej życie psychopatyczny mąż Paweł. Oczywiście dla osoby trwającej przez tak długi czas w sytuacji, gdzie poza przemocą fizyczną mąż nieustannie znęcał się nad nią psychicznie, nie był to łatwy krok, ale siłą naszej bohaterki od zawsze jest jej córeczka. Walcząc o lepsze życie i spokojne dzieciństwo dla niej ucieka od swojego oprawcy. Na szczęście może liczyć na wsparcie i pomoc swoich najbliższych. Spokojną przystań dla siebie i dziecka odnajduje w rodzinnym dworku, miejscu, gdzie sama spędziła dzieciństwo. Z dworkiem tym wiąże się ciekawa legenda, w której główną rolę odgrywa nieżyjąca już właścicielka dworku prababka Rozalia zwana niegdyś przez tamtejszą społeczność „Czarownicą z Ogrodowej”. Nie chcę zdradzać Wam oczywiście, skąd wywodzi się owa legenda, ani czego ona dotyczy, ale jak się przekonacie, przeszłość w przypadku tej rodziny nadal ma wpływ na jej życie.

„W potłuczonym lustrze, nie ujrzysz już w pełni swojego odbicia".

Dokładnie tak czuje się Liliana. Jest niczym rozbite lustro. Pełna obaw i niepokoju, jak poradzi sobie z samodzielnym wychowaniem córki Kai. Wie, że łatwo nie będzie, ponieważ kończą się jej pieniądze, a wszystko, co ma to rzeczy mieszczące się w zaledwie kilku kartonach i samochód, który, choć podczas rozprawy rozwodowej został przyznany jej, musiała odebrać byłemu mężowi podstępem.
Pomocną dłoń wyciąga do samotnej matki jej kuzyn Raj, który mieszka wraz z trójką swoich dzieci nieopodal dworku, który teraz stał się nowym domem dla mamy i córki. Wspólnie z nimi mieszka, również dziadek Janek, którym Lilka ma się teraz opiekować.
Raj doskonale rozumie swoją kuzynkę, ponieważ sam również wychowuje swoje dzieci w pojedynkę.
Wszelkie obawy jednak ustępują miejsca nadziei i radości za każdym razem, kiedy kobieta widzi spokój i uśmiech na twarzy Kai. Sama też nabiera coraz większej pewności, że jej życie również może się odmienić, kiedy na jej drodze pojawia się Fabian.
Na ten temat nic więcej jednak Wam nie zdradzę, przeczytajcie koniecznie książkę i przekonajcie się, kim jest ten tajemniczy mężczyzna i jak jego obecność wpłynie na życie Liliany.

„(..) słoneczniki są silne, bo przetrwają każdą burzę, a potem są już bardziej dojrzalsze i bardziej odporne. (,...) Te słoneczniki po burzy są jak ty córciu, coraz silniejsze i piękniejsze. I nadal uśmiechaj się do słońca... dla siebie i dla swojej córki”.

Jak widzicie, wszystko układa się tak, jak zapewne wszyscy byśmy sobie tego życzyli, ale niestety, jak się domyślacie z tak trudną przeszłością, jaką los zapisał naszej bohaterce, nie jest łatwo zerwać. I niestety do niej ona jeszcze wróci.
Jeśli jesteście ciekawi - a przypuszczam, że na pewno tak jest - czy Liliana w istocie jest jak słoneczniki bardziej odporna i twarda po tym wszystkim, co przeszły obie z córką i znajdzie w sobie siłę, aby jeszcze raz stawić czoła demonom przeszłości i zawalczyć o prawdziwe szczęście, a może powrócą strach i niepewność, które złamią ją na zawsze, zachęcam Was serdecznie do lektury „Słoneczników po burzy”.

„Słoneczniki po burzy” to bardzo klimatyczna opowieść osadzona w niewielkiej wsi czasów współczesnych. To historia pokoleń rodziny Żmudzkich, w której echa przeszłości jej przodków są obecne do dziś. To wreszcie dowód na to, że w kochającej się rodzinie tkwi siła i moc. Bez względu na to ile i jak bardzo trudnych burz doświadczymy, żadna z nich nie zniszczy nierozerwalnych więzi rodzinnych. To dom rodzinny jest tą bezpieczną arką, w której możemy zawsze znaleźć schronienie podczas największych sztormów w naszym życiu. Nawet jeśli mamy wrażenie, że wypadliśmy za burtę i toniemy, tam zawsze są ludzie, którzy podadzą nam pomocną dłoń.

Cóż więcej mogę powiedzieć. Jeśli lubicie sagi rodzinne, których autorka pokazuje życie w wielu jego barwach i odcieniach, które nie zawsze jest sielanką, a jednak przez cały czas wlewa w serca czytelników nadzieję i wiarę w lepsze jutro, to jest to tytuł idealny dla Was.
Z pewnością nie jest to historia, której nie doszukamy się przewidywalności i schematów, ale nie odbierają one w żaden sposób przyjemności z czytania. Pan Ewelina ma niezwykłą umiejętność przyciągania uwagi czytelnika i utrzymania jej do samego końca. Bardzo swobodny i lekki styl pisania, który w połączeniu z wyważonym balansem pomiędzy trudną życiową tematyką i subtelną dawką humoru sprawia, że książkę czyta się niezwykle szybko.

Ja na pewno sięgnę po drugą część sagi zatytułowaną „Duszący zapach bzu”, by poznać losy pozostałych członków tej wspaniałej rodziny,

A Wy skusicie się na lekturę „Słoneczników po burzy”, a może już czytaliście i razem ze mną czekacie na kontynuację? Jeśli tak, koniecznie podzielcie się ze mną swoimi wrażeniami odnośnie do tego tytułu.

Recenzja powstałą we współpracy z wydawnictwem Videograf, za co bardzo dziękuję.



niedziela, 12 maja 2019

Konkurs z Sedno życia Katarzyny Kieleckiej


Witajcie kochani, dziś zapraszam Was na zapowiadany kilka dni temu konkursem z książką „Sedno życia” Katarzyny Kieleckiej. Mam nadzieję, że pytanie konkursowe okaże się dla Was ciekawe i chętnie weźmiecie udział w zabawie.


Aby wziąć udział w konkursie, należy:
– zapoznać się z regulaminem rozdania -> REGULAMIN
– odpowiedzieć na zadanie konkursowe.

ZADANIE KONKURSOWE:

Kto lub co jest sednem twojego życia?

Informacje uzupełniające:
– do wygrania są dwa egzemplarze, Sedno życia Katarzyny Kieleckiej.
– rozdanie trwa – 28.04-05.05
– sponsor nagrody – Wydawnictwo Szara Godzina
– koszty wysyłki pokrywa SPONSOR
– miło mi będzie, jeśli zaobserwujesz bloga Kocie czytanie oraz polubisz fanpage wydawnictwa oraz autorki.

Opis:

Co składa się na sedno życia samotnej kobiety? Edyta, zakompleksiona i zdystansowana trzydziestolatka, niechętnie przyjmuje od brata propozycję pracy. Nie przypuszcza, że pociągnie to za sobą kolejne zwroty i zburzy jej cenny spokój. Niespodziewana diagnoza lekarska i spotkanie przyjaciółki z dzieciństwa wyzwalają w zamkniętym świecie bohaterki lawinę zmian, która zdaje się nie mieć końca. Czy kobieta stawi czoła problemom i spełni obietnicę?
Niezwykła powieść o szukaniu drogi do akceptacji siebie, o łamaniu wewnętrznych barier oraz o tym, jak trudno nauczyć się kochać.


***

Wyniki konkursu.

Kochani bardzo dziękuję wszystkim Wam, którzy wzięliście udział w konkursie. Wszystkie odpowiedzi na pytanie konkursowe chwyciły mnie za serce i uwierzcie mi, że wybór dwóch zwyciężczyń był naprawdę trudny, Ale udało się, nagrodzę, egzemplarz książki „Sedno życia” otrzymują Irena (Bujaczek) Bujak i Kornelia Pikulik-Czyż. 

Dziewczynom serdecznie gratuluję i proszę o wysłanie mi adresów do wysyłki nagrody na maila znajdującego się w zakładce „ Współpraca i kontakt”, a tych z Was, którym dziś nie udało się  wygrać, zachęcam do wypatrywania kolejnego konkursu na blogu.

Pozdrawiam serdecznie,

Czytający kotek.:)

piątek, 10 maja 2019

Kiedy życie wystawia więzi rodzinne na ciężką próbę.

Kiedy w naszym życiu pojawi się ktoś, z kim zdecydujemy się założyć rodzinę, doskonale zdajemy sobie sprawę, że zaczyna się dla nas zupełnie nowy okres w życiu. Każdy z nas żyje w przekonaniu, że razem z naszą drugą połówką będzie nam łatwiej przejść przez życie, no bo przecież będziemy dla siebie wsparciem i pocieszeniem. Zawsze będziemy mogli na siebie liczyć. Wszystko to brzmi naprawdę pięknie, ale prawdziwe życie ma to do siebie, że potrafi bardzo mocno i najczęściej w najmniej oczekiwanym momencie wszystkie te wyobrażenia boleśnie zweryfikować. Przekonali się o tym Emily i Paul, bohaterowie powieści Dawn Barker „Rodzina jest najważniejsza”.

Początkowo, kiedy poznajemy ich życie, nic nie wskazuje na to, aby w ich rodzinie mogło zadziać się coś złego. Wręcz przeciwnie, wielu z nas mogłoby pozazdrościć im życia, które wiodą. Oboje tworzą szczęśliwe małżeństwo wychowujące dwójkę dzieci. Małżonkowie przeprowadzili się ze Szkocji do Australii, po to, by Paul mógł rozwijać swoją karierę piłkarską. Praca mężczyzny, która jest jednocześnie jego miłością i pasją, pozwala wieść rodzinie dostatnie życie na wysokim poziomie. Chciałoby się rzec bajka. Jednak już za chwilę, kiedy wchodzimy głębiej w tę idyllę, widzimy, że niestety jest coś, co kładzie się cieniem na ten wspaniały rodzinny obraz. Smutek i niepokój głównie Emily budzi do dziś niezdiagnozowana choroba jej nastoletniego syna Camerona. Chłopiec miewa napady agresji, ma problemy z nawiązywaniem relacji społecznych oraz liczne natręctwa.
Zachowania chłopca przysparzają rodzicom trosk i powodów do niepokoju, jednak Paul tłumaczy, je tym, że chłopiec jest jeszcze dzieckiem i z czasem wszystko się ułoży.
Już wkrótce jednak okazuje się, że rodzina będzie musiała poradzić sobie z jeszcze jednym problemem, bowiem, nagle okazuje się, że Paul jest zmuszony zakończyć karierę sportową. Załamany mężczyzna popada w uzależnienie od hazardu, które w konsekwencji prowadzi jego rodzinę do ruiny finansowej. W tym momencie wszystko, w czym dotychczas pokładała ufność i nadzieje Emily legnie w gruzach. Wsparcie i przeświadczenie, że razem z Paulem wszystko przetrwają, nie jest już takie pewne, jak myślała. Bo oto mąż z godziny na godzinę zostawia ją samą ze wszystkimi zmartwieniami i praktycznie bez wyjaśnień udaje się do mocno niekonwencjonalnego ośrodka leczenia uzależnień.
A w domu nie dzieje się dobrze. Choroba syna nasila się i to właśnie jego matka nie mogąc czekać na powrót ojca, musi podjąć decyzję dotyczące jego dalszego leczenia. Jednak postanawia ukryć przed mężem, to o czym zdecydowała podczas jego nieobecności.
Jak się domyślacie, tajemnica oczywiście wychodzi na jaw, a jakie będą tego konsekwencje, musicie już przekonać się sami.

Podstawowe pytanie brzmi, czy jeden rodzic ma prawo podejmować tak ważne decyzje, jak te dotyczące zdrowia dziecka bez wiedzy drugiego rodzica? Co więcej, w obawie przed reakcją współmałżonka z premedytacją ukrywać przed nim prawdę? Przecież przysięgamy sobie przed ołtarzem uczciwość małżeńską, więc jak należy się do niej odnieść w kontekście takiej sytuacji?

Jak widzicie, autorka podjęła się poruszenia w swojej książce trudnej, ale niestety bardzo życiowej tematyki. Nie są to jedyne problemy, o których przeczytamy w książce, a z którymi być może, czego nikomu z nas nie życzę, będziemy musieli się zmierzyć. Książka ta porusza również jakże aktualny niestety problem izolacji społecznej spowodowanej internetem i mediami społecznościowymi, problemy zaburzeń odżywiania, uzależnienia od używek.
Bardzo istotny jest również wątek gonienia za marzeniami i to, do czego taka droga może prowadzić. Im więcej masz, tym więcej chcesz i nagle orientujesz się, że już nie potrafisz powiedzieć sobie stop, a w konsekwencji tracisz, to co w Twoim życiu najważniejsze.

Zachęcam Was, abyście sięgnęli po książkę i przekonali się, czy naszym bohaterom uda się na nowo odnaleźć drogę ku sobie i ocalić swoją rodzinę, czy też rodzina ta stanie się już tylko wspomnieniem.

To, co bez wątpienia należy podkreślić to fakt, iż zarówno kreacje bohaterów, jak i ich codzienne zmagania, lęki, obawy, problemy i kryzysy, którym muszą stawiać czoła, to po prostu sto procent życia, które z pewnością nie tylko nas poruszy, ale również skłoni do refleksji i przemyśleń. Z pewnością także pozwoli nam zrozumieć, że nie warto biec za sukcesem, karierą, pieniędzmi, czy pozycja społeczną, ponieważ ten wyścig może doprowadzić do utraty kontaktu i zaburzenia relacji między najbliższymi, a w najgorszym wypadku zrujnowania fundamentu, na którym powinno się budować rodzinę.

Nie bez znaczenia pozostaje również, to, że autorka, będąca z zawodu psychiatrą dziecięcym z ogromną dbałością o szczegóły oraz z daleko idącym taktem i wyczuciem przedstawiła nam czytelnikom, nie tylko problemy, z którymi zmaga się syn bohaterki, ale również to, jak bardzo bezsilność rodziców chorego dziecka, a przede wszystkim brak jedności względem metod leczenia dziecka może doprowadzić do tego, iż zamiast działać jak zgodny team, stają po dwóch przeciwnych stronach barykady, co dodatkowo niszczy rodzinę. A przecież to właśnie rodzina jest najważniejsza.

Gorąco polecam Wam ten tytuł moi kochani. Książka wciąga od pierwszej strony i tak zostaje już do końca. Autentyczność podjętej tematyki oraz swobodny styl pisania, którym posługuje się Dawn Barkers, sprawi, że przeczytacie ją w mgnieniu oka, przez cały czas, trzymając kciuki za to, aby rodzina Emily i Paula dostała jeszcze jedną szansę. Czy tak się stanie? Odpowiedz na to pytanie, poznacie oczywiście po lekturze niniejszego tytułu.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Prószyński i S-ka, za co bardzo dziękuję.


poniedziałek, 6 maja 2019

Historia napisana przez życie w samym środku piekła na ziemi.

Już wielokrotnie na łamach mojego bloga pisałam, że bardzo cenię sobie literaturę obozową, dlatego zawsze podchodzę do niej z ogromnym zainteresowaniem i niezmienną czcią oraz szacunkiem. Za każdym razem sięgając po  tego rodzaju książki, dziękuję Bogu za to, że mnie i moim najbliższym dane jest żyć w dzisiejszych czasach i modlę się, o to, by tamte czasy, w których niepodzielną i wszechmocną królową była nienawiść i chęć zagłady człowieka przez człowieka, już nigdy nie powróciły.

Dziś przychodzę do Was z recenzją książki niezwykłej, która, mimo że przesiąknięta jest bólem i cierpieniem ogromnej liczby bezbronnych ludzi, to jednak w ostatecznym rozrachunku przywraca czytelnikowi wiarę w Boga i człowieka.
Zapewne każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu zetknął się z tematyką wojny i holokaustu, chociażby na lekcjach historii, ale zazwyczaj były to suche fakty, które, choć bez wątpienia poruszające, to jednak dla nas osób, które żyją w wolnej Polsce i nie doświadczyły ich  na własnej skórze, trudne do pojęcia i wyobrażenia.

Wojciech Dutka, oddając w nasze ręce swoją najnowszą książkę Czerń i purpura, o której chcę Wam dziś opowiedzieć, opisuje historię dwójki bohaterów Mileny Zinger dwudziestoletniej sowieckiej Żydówki i Franza Weimar-ta austriackiego faszysty, których losy, choć nigdy nie powinny się spleść, dopełnią się w czeluściach ich wspólnego piekła, choć oboje nie są świadomi tego, co ich czeka.

W momencie, kiedy poznajemy tego młodego dwudziestodwuletniego chłopak, chce on odnaleźć swoją ufność w Bogu. Niestety wskutek zawodu, którego  doświadcza ze strony kościoła oraz bolesnych przeżyć związanych z najbliższą rodziną, Franz doznaje załamania wiary i postanawia poświęcić swoje życie służbie Rzeszy Niemieckiej. Dobrowolnie staje się członkiem SS i w 1942 r. decyduje się na pracę w obozie koncentracyjnym, w Auschwitz, w którym jego zadaniem jest nadzorowanie zagłady.
Wkrótce trafia tam również Milena, której życie w szanowanej żydowskiej rodzinie prawniczej brutalnie odeszło w zapomnienie, a jej jedyną przyszłością i przeznaczeniem jest śmierć.

„...Auschwitz było jedynym miejscem na ziemi, do którego Pan Bóg nie zagląda z nieba”.

Kiedy my czytelnicy bierzemy do ręki „Czerń i purpurę” i decydujemy się wkroczyć do tego piekła, możecie mi wierzyć, że to, czego doświadczamy podczas lektury, emocje nam towarzyszące oraz silnie autentyczny obraz bólu, cierpienia, upokorzenia i wszechobecnej śmierci jest tak  przejmujący, że z ulgą przyjmujemy fakt, iż w każdej chwili możemy odłożyć książkę i choć na chwilę uciec z tego okrutnego miejsca. Milena, jednak takiej możliwości nie miała. Auschwitz stało się jej więzieniem, z którego nie ma ucieczki, a wydostać się można stamtąd tylko przez piec krematoryjny.
Na szczęście dla dziewczyny ten, który stał się jej katem i oprawcą, może stać się również jej wybawieniem. Pełna obaw i wewnętrznych sprzeczności Milena wie, że choć Franz ma na rękach ludzką krew, to jednak zdaje sobie sprawę, że tylko dzięki niemu ma szansę przeżyć.
Esesman z każdą chwilą czuje, że Żydówka staje się mu coraz bliższa. Jesteśmy świadkami miłości, która nigdy nie miała prawa zaistnieć .

W tym miejscu chcę zwrócić Waszą uwagę na kreację bohaterów oraz zachodzące w nich wewnętrzne przemiany ich osobowosci, dzięki którym, cała historia mimo ogromu okrucieństwa, które ukazuje, uświadamia nam, że nie wszystko, co białe jest białe, a czarne, nie zawsze jest czarne.
Zacznijmy od postaci młodego esesmana, u którego  możemy zaobserwować dwie takie przemiany.

„Stawał się jego częścią, małym trybikiem w machinie niszczenia człowieka przez innego człowieka".

Pierwsza z nich dokonała się w momencie, kiedy Franz odchodzi od wiary i z ministranta, którym był przed wojną, staje się słynącym w obozie ze swojej bezwzględności katem, którego ból i bezgraniczna samotność pozbawiają ludzkich odruchów. Staje się oprawcą, dla którego życie jednostki nie ma żadnego znaczenia.
Kolejna natomiast odsłona jego prawdziwej osobowości zostaje nam ukazana w momencie, kiedy zdaje sobie sprawę z uczuć, które rodzą się w jego sercu do walczącej o przetrwanie Żydówki, a przypieczętowana  podczas według mnie bardzo istotnej sceny, kiedy to Weimert odprowadza do komory gazowej grupę ludzi i zaczyna rozmawiać z dwiema zakonnicami.
Miłość do Mileny uświadomiła mu, że jednak wojnie nie udało się zabić w nim resztek człowieczeństwa, których ta pozbawia niemal każdego. Zarówno jej sprawców, jak i ofiary.
Jeśli chodzi o postać Mileny, to tym razem widzimy doskonale, jak po pierwsze młoda kobieta mimo tego, że boi się o swoje życie, to jednak ma w sobie wewnętrzną siłę, która nie pozwala jej się poddać. Dzięki niej i pomocy jednej z więźniarek funkcyjnych w obozowym szpitalu, w jej sercu nie gaśnie nadzieja. To właśnie ta wewnętrzna siła zwróciła uwagę członka SS na jej osobę.

„Ktoś, kto jest zdolny do miłości, nie może być zły".

Kiedy kobieta dowiaduje się o uczuciach Fraza, choć obawia się konsekwencji i tego, dokąd to uczucie ich zaprowadzi, pełna lęku zaczyna jednak dostrzegać w nim człowieka. Mimo że czuje, iż ona córka Izraela nie ma prawa żywić pozytywnych uczuć do tego, który przyczynił się do zagłady jej narodu, wie, że w nim kryje się cała jej nadzieja. I oto stoją przed sobą kobieta i mężczyzna, różni jak ogień i woda, a jednak miłość czyni to, co niemożliwe możliwym, tylko czy na pewno to uczucie jest w stanie przezwyciężyć śmierć i ocalić życie?
Koniecznie przekonajcie się sami, sięgając po książkę.

„Czerń i purpura” to historia o miłości rodzącej się na przekór bezwzględnej mocy śmierci i zniszczenia. To świadectwo tego, że nigdy nie jest za późno, by uzyskać przebaczenie i czynić dobro, nawet jeśli wymaga to od nas największego ryzyka i poświęceń. Każdy z nas zasługuje na drugą szansę, jeśli tylko szczerze pragnie się zmienić.
Gorąco zachęcam Was do sięgnięcia po tę niezwykle piękną refleksyjną powieść pisaną emocjami, które przepełniają czytelnika od początku do końca. Autor ma niezwykły dar sprawiania, że podczas poznawania całej historii, czujemy się niemalże jej częścią. A to wszystko dzięki bardzo mocno rozbudowanym stadium psychiki bohaterów. Mamy wręcz możliwość zajrzeć w ich myśli i dowiedzieć się tego, czego im samym w obawie przed zgubą i straceniem nie wolno ujawnić nikomu.

Gwarantuje Wam moi kochani, że po zamknięciu książki, długo nie opuszczą Was nie tylko emocje, ale przede wszystkim wdzięczność za to, jak dziś wygląda Wasze życie.
Po przeczytaniu tej książki docenicie jego wartość.
Jeśli jeszcze macie wątpliwości, czy sięgnąć po ten tytuł, to niech ostatecznie pozbawi ich Was fakt, że książka jest najlepszą książką, jaką do tej pory przeczytałam w tym roku.

Na zakończenie przytoczę cytat, który, w moim odczuciu jest doskonałą puentą dla tej historii, a jednocześnie wlewa w nasze serca spokój, ufność i nadzieję.

„Bóg jest miłością i wszystko, co zostanie uczynione z miłości, jest zawsze ponad złem”.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Albatros, za co bardzo dziękuję.


sobota, 4 maja 2019

Kochani rodzice, to wy kształtujecie mnie i moją przyszłość.


Moi kochani, część z Was zapewne wie, że z zawodu i z zamiłowania jestem psychologiem dziecięcym. I choć z przyczyn ode mnie niezależnych. obecnie nie pracuję w zawodzie, to dobro dziecka, dbanie o jego emocje i to, co dzieje się w jego wnętrzu, a czego z racji swojego wieku, bądź też innych trudnych dla niego przeżyć nie potrafi, nie chce lub boi się wyrazić jest dla mnie zawsze najważniejszym priorytetem. Dlatego też w myśl powiedzenia, że człowiek uczy się przez całe życie, zawsze bardzo chętnie sięgam po książki autorów, którzy chcą, abyśmy my dorośli spróbowali spojrzeć na świat i wszystko, co nas otacza z perspektywy małego dziecka, mając tym samym nadzieję, że dzięki temu będziemy w stanie lepiej zrozumieć nasze dziecko i uczynić jego świat lepszym.

Dziś chciałabym zaprezentować Wam właśnie jedną z takich książek, którą miałam okazje przeczytać dosłownie kilka godzin temu, a to dlatego, że książka liczy sobie tylko sto stron, a więc jest to lektura na chwilę. Mam na myśli oczywiście książkę Klaudii Tokarz – Laska „Oczami dziecka”.

Autorka w niniejszej publikacji skupiła się na przedstawieniu kilkunastu sytuacji, które składają się na prawdziwe życie rodziny i tego, co ją spotyka. Czasami są to sytuacje radosne, innym razem bolesne, trudne i wręcz traumatyczne. Jestem pewna, że po przeczytaniu tej książki przyznacie mi rację odnośnie tego, że z wieloma sytuacjami, które zostały tu opisane, nie jeden dorosły nie mógłby sobie poradzić, a co dopiero dziecko, które niestety często jest z nimi pozostawione samemu sobie. A dlaczego tak się dzieje? A no właśnie dlatego, że dorośli często bagatelizują uczucia dzieci, żyjąc w przekonaniu, że są zbyt małe, by zrozumieć cokolwiek z tego, co dzieje się w ich domu. Często też rodzice nie biorą pod uwagę tego, co dzieci czują i myślą, no bo przecież to tylko dzieci, więc co one mogą wiedzieć o dorosłym życiu. Kolejną grupą rodziców i opiekunów są ci, którzy są przekonani, że to oni wiedzą najlepiej, co jest dla ich dziecka najlepsze i nie dają mu prawa decydowania o sobie, w najmniejszym nawet wymiarze, narzucając swoją wolę.
Bywają również takie momenty, kiedy robimy dziecku emocjonalną krzywdę zupełnie nie świadomie, uznając coś za żart, czy też strasząc, chcąc wyegzekwować w ten sposób na przykład jego posłuszeństwo.

Drodzy rodzice i opiekunowie pamiętajcie, że dziecko to mały człowiek, który tak samo, jak dorosły czuje i nawet kiedy jeszcze nie umie mówić, rozpoznaje podstawowe emocje takie jak radość, smutek, strach, spokój. Wszystkie te emocje chłonie, jak gąbka od swoich najbliższych od mamy jeszcze będąc w jej brzuszku, dlatego też lekarze ciągle powtarzają kobietom w stanie błogosławionym, by się nie denerwowały, wiodły spokojny tryb życia, ponieważ dziecko wyczuwa nastroje mamy. Po narodzinach dziecku udzielają się również nastroje taty oraz innych osób z najbliższego otoczenia.
Im dziecko jest starsze, tym więcej jest w stanie wyczuć i zrozumieć. Dzieci to doskonali obserwatorzy.

Pani Klaudia podzieliła swoją książkę na kilka swego rodzaju kategorii, w których przedstawia sceny z życia, takimi, jakimi postrzegają je najmłodsi, jednocześnie uświadamiając nam, jakie emocje poszczególne wydarzenia wzbudzają w dzieciach, a w konsekwencji, jaki wpływ owe emocje mogą mieć między innymi na ich postrzeganie samych siebie, poczucie własnej wartości, pewność siebie, w przyszłości, kiedy sami będą już dorośli.

Pierwsza kategoria to sytuacja, w której w życiu rodzica pojawia się nowy partner.
Mamy w niej opisanych kilka takich właśnie scen. Oczywiście nie będę Wam ich teraz opisywała. Chcę jedynie, abyście zwrócili uwagę na to, że dla dziecka rozstanie rodziców to bardzo trudne przeżycie i to my rodzice mamy obowiązek pomóc dziecku przejść przez nie, jak najmniej boleśnie. Tylko od nas zależy, jaki ślad to zdarzenie pozostawi w jego psychice. Tego się nie zapomina.

Druga kategoria to Przemoc w domu. Wydaje mi się, że ten temat nie wymaga głębszych wyjaśnień. Wszyscy wiemy jaką traumą są takie sytuacje dla każdego, a już na pewno dla dziecka.

Trzecia kategoria to alkohol w domu. Tu podobnie, jak w przypadku poprzedniej kategorii nie trzeba wiele mówić. Kiedy przeczytacie sytuacje opisane w obu z nich, zrozumiecie, że najbardziej bolesny i uderzający jest fakt, że wystraszone i zagubione dziecko, którego nieodłącznym towarzyszem jest strach, wszelkiej winy za to, co dzieje się w czterech ścianach jego domu szuka w sobie. To ono czuje się wszystkiemu winne.

W książce mamy też opisane sytuacje mieszczące się w kategorii spokojny dom, po to, abyśmy mogli zobaczyć, jak wielkim dobrem dla przyszłości dziecka może zaowocować zapewnienie mu szczęśliwego dzieciństwa.

Mogłaby, jeszcze wyróżnić kilka innych kategorii, ale chcę, byście sięgając po książkę, odkryli je sami. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie tylko jako psycholog, ale również osoba niepełnosprawna nie podkreśliła faktu, że autorka zwróciła również uwagę na to, że należy i warto uczyć dzieci zrozumienia i empatii dla osób niepełnosprawnych, czy też znajdujących się w bardzo trudnej sytuacji życiowej.

Jak widzicie, zakres tematyczny książki, mimo jej niewielkiej objętości jest bardzo szeroki i warty poznania. Podobnie zresztą jak rozpiętość wiekowa osob, których oczami opisane sytuacje są nam przedstawiane. Swój początek mają one już w momencie, kiedy dziecko w łonie matki słyszy głosy i dźwięki, poprzez poród, okres niemowlęcy, przedszkolny, szkolny, nastoletni, aż po dorosłe życie.

W tym miejscu chciałabym, abyśmy się zatrzymali na trochę dłuższą chwilę, ponieważ niestety nie mogę się zgodzić, ze wszystkimi emocjami i myślami, jakie autorka przypisała najmłodszej grupie wiekowej dzieci. Nie będę zdradzała szczegółów, ale jestem pewna, że podczas lektury książki, zrozumiecie, o co mi chodzi. Po prostu tak małe dzieci nie mają tak sprecyzowanych i dalece idących przemyśleń.

Pokuszę się tylko o jeden przykład, żebyście wiedzieli, co dokładnie mam na myśli.
Sytuacja dotyczy dziecka w wieku szkolnym, które jest wychowywany tylko przez mamę.

„... Kiedy się urodziłem, mama miała 19 lat.... Koleżanki mamy mówią, że jestem już na tyle duży, że mogę spędzać czas sam. Że mama nie miała młodości, bo musiała się mną zajmować i żebym przestał jej teraz wchodzić na głowę, zajął się sobą i pozwolił mamie na korzystanie z życia”.

A teraz zauważcie co według autorki na temat zaistniałej sytuacji myśli dziecko:

„Faktycznie, była bardzo młoda, gdy mnie urodziła. Szkoda, że nie mogę cofnąć czasu. Gdybym się nie urodził, ona miałaby czas na młodość, a ja nie byłbym smutny, że nie chce spędzać ze mną czasu”.
Napiszcie mi, proszę w komentarzach, czy według Was dziecko w tak młodym wieku, może mieć tak poważne i trudne przemyślenia? Ja sama uważam, że nie.

Na zakończenie chciałabym wspomnieć o języku, którym posłużyła się autorka. Otóż jest to język typowo dziecięcy, a więc prosty, co jak czytałam w jednej z recenzji tej książki, uznawane jest za jej minus. Ja natomiast uważam, że było to bardzo słuszne posunięcie ze względu na to, że dzięki temu możemy bardziej wczuć się w dziecięcy tok rozumowania, co ułatwi nam zrozumienie naszych latorośli.

Reasumując, oczywiście serdecznie polecam Wam tę książkę. „Oczami dziecka" to tytuł, który pozwala rodzicom spojrzeć krytycznie na swoje rodzicielstwo. Wiele przemyśleć i z pewnością otworzyć oczy na jego aspekty, które do tej pory wydawały nam się błahe i nieistotne. Ta książka uczy rodziców i opiekunów, traktować dziecko z należnym mu szacunkiem, respektując jego uczucia, prawo do wyrażania siebie, dzielenia się swoimi obawami i lękami. Autorka uświadamia nam, że w momencie, kiedy stajemy się rodzicami, jesteśmy zobowiązani zapewnić mu bezpieczne i spokojne dzieciństwo, dbając o jego rozwój. Nie wolno nam zapominać o tym, że wszystko to, co damy naszym dzieciom w dzieciństwie, czyli nasze wsparcie, oddanie, miłość uwagę, wiarę w nie, ma ogromny wpływ na to, jak będzie wyglądała ich samodzielna, dorosła droga przez życie.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Psychoskok, za co bardzo dziękuję.

środa, 1 maja 2019

Barwy Miłości

Wydawać by się mogło, że napisanie książki, której tematem przewodnim jest miłość to nic trudnego. No bo przecież wystarczy wykreować poruszającą historię, która zagra na emocjach czytelnika i gotowe. Otóż nic bardziej mylnego. Dziś, kiedy rynek wydawniczy zalewają wręcz historie miłosne, poprzeczka oczekiwań, które mają czytelnicy względem tego rodzaju tytułów, ciągle rośnie i przed autorami stoi nie lada wyzwanie, by jej sprostać.

Dziś przekonamy się, czy udało się tego dokonać Pani Małgorzacie Kasprzyk, która oddała w nasze ręce zbiór sześciu opowiadań „Miłość w Ustroniach”, których motywem przewodnim jest właśnie miłość.

Myślę, że zgodzicie się ze mną, iż każda miłość jest inna. Nie ma dwóch tożsamych uczuć.
Każda rodzi się w innych okolicznościach, w różnym momencie naszego życia. Autorka w swoich opowiadaniach doskonale przedstawiła różne smaki i barwy miłości. Zapewne zastanawiacie się, czym zatem ten tytuł wyróżnia się spośród już wcześniej nam znanych?
Odpowiedź na to pytanie klaruje się sama od pierwszych chwil, kiedy oddajemy się jego lekturze. Bezsprzecznie tym, co jest jednocześnie największym jego atutem, mianowicie, autentycznym i życiowym ujęciem tematu. Możecie być pewni, że decydując się na poznanie historii, które skrywają karty najnowszej książki, autorki, nie otrzymacie przesłodzonych opowiastek, a prawdziwy obraz z jego cieniami i kontrastami. Wszytko,  czym może stać się i  przypuszczam, że na pewno ma odzwierciedlenie w wielu związkach.

Oczywiście nie będę Wam zdradzała dokładnie, jakiego rodzaju miłości dotyczą poszczególne opowiadania, ale postaram się opisać Wam ich barwę oraz smak, jak również emocje, które towarzyszą ich bohaterom. A ponadto poznacie przesłania i wnioski, jakie ja sama z każdego z nich wyciągnęłam dla samej siebie.

Pierwsze z opowiadań, czyli „Zajazd pod dębami” ukazuje nam miłość, która przez siłę jednej plotki zostanie wystawiona na próbę. Ale, czy w istocie plotka ta jest bezpodstawna? O tym już musicie przekonać się sami.
Kolejne opowiadanie „Letnia rezydencja to historia miłości naznaczonej śladami przeszłości.
Trzecie opowiadanie „Willa w Podkowie to wspaniały dowód na to, że miłość nie liczy lat.
Czwarte z kolei jest opowiadanie „Hotelik na Błoniach”, to wspaniała lekcja dla nas czytelników, która uczy nas, by nigdy nie wyciągać zbyt pochopnych wniosków, bo nie zawsze wszystko jest tylko czarne, albo tylko białe, nawet wtedy, kiedy na takie wygląda.
Piąte już opowiadanie„Pensjonat u Barbary” skrywa w sobie piękne przesłanie motywujące nas do tego, abyśmy nigdy nie rezygnowali z miłości, ponieważ, nawet kiedy czujemy, że stoimy na przegranej pozycji, może okazać się, że nie to, co widzimy, jest całą prawdą.
I ostatnie, ale nie mniej wartościowe opowiadanie „Nissan Sunny”, podsuwa mi jedną konkluzję, która według mnie może stanowić idealne podsumowanie całości zbioru.
Miłość jest pełna niespodzianek, które zaskakują nas w najmniej spodziewanym momencie.
Jedne z nich poddają nas próbom, inne niosą ze sobą smutek, nostalgię, a jeszcze inne dają nadzieje i radość. Jednak niezależnie od tego, jaka ścieżka prowadzi nas ku miłości, dla niej warto się starać i walczyć. Dla niej warto żyć.

Oczywiście gorąco zachęcam Was do sięgnięcia po „Miłość w Ustroniach”. Jestem pełna podziwu dla Pani Małgosi, że w tak, krótkiej formie, jaką jest opowiadanie, udało się Jej przekazać tak wiele wartościowej treści, która skłania do refleksji i przemyśleń także nad własnym związkiem. Dzięki wyrazistości bohaterów poszczególnych opowiadań, a także cechującemu je realizmowi, stają się oni nam bardzo bliscy i bardzo angażujemy się w to, co przeżywają.
Na uwagę zasługuje również bardzo swobodny styl i język, którym posługuje się autorka.
Wszystkie te czynnik sprawiają, że zagłębiając się w lekturę owego zbioru, przez chwilę odrywamy się od codzienności, która nas otacza, by niepostrzeżenie mknąć do końca, który następuje w mgnieniu oka.
Jestem pewna, że jeszcze nie raz wrócę do tego tytułu, a Wam kochani jeszcze raz serdecznie go polecam.
Choć autorka napisała go z okazji walentynek, to jednak myślę, że doskonale sprawdzi się również wiosną, czy też latem, wszak to czas, kiedy miłość kwitnie wokół nas.

Recenzja powstała we współpracy z Autorką, za co bardzo dziękuję.

Jeśli jesteście ciekawi, jakie inne książki autorki już są za mną i czy, podobnie, jak ten tytuł je również Wam polecam, zajrzyjcie, proszę tutaj.