Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adriana Rak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adriana Rak. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 lutego 2021

"Złudne nadzieje" Adriana Rak/ Recenzja patronacka przedpremierowa.




W
szyscy pragniemy kochać i być kochani, ale często będąc zakochanymi, przestajemy być ostrożni. Nie bez przyczyny mówi się, że miłość jest ślepa. Dając ponieść się emocjom i uniesieniom tego jakże pięknego uczucia, bardzo często bagatelizujemy sygnały, które mogą świadczyć o tym, iż już wkrótce to, co teraz wygląda tak pięknie, może niestety zamienić się w koszmar. Miłość może stać się przykrywką do tego, aby schwytać nas w pułapkę i niepostrzeżenie ściągnąć nas do czeluści piekielnych, czym teraz stanie się nasze życie. 

Drogi czytelniku dziś przychodzę do Ciebie po to, aby zabrać cię do tajemniczego świata brudnych interesów, mrocznych sekretów, przemocy i namiętności. Świata, w którym ludzkie życie nie ma żadnej wartości, a najmniejsze nawet nieposłuszeństwo jest surowo karane. Jeśli już tam trafisz, masz bardzo nikłe szanse, aby wyrwać się z kajdan podporządkowania oraz nieustannej kontroli i wieść dalej normalne życie. O ile w ogóle zdołasz ocalić swoje życie. Czy jesteś na to gotowy? 
Jeśli odważysz się zaryzykować, to poznasz to bezwzględne środowisko dzięki najnowszej książce Adriany Rak - „Złudne nadzieje”, którą blog Kocie czytanie ma ogromny zaszczyt i przyjemność objąć swoim patronatem medialnym. 

Na jej kartach poznajemy bowiem wstrząsającą i trudną historię młodej kobiety Natalii, która poznając Adama, była przekonana, że to jest właśnie taki mężczyzna, jakiego potrzebowała. Wszystko układało się świetnie i tak miało być już na zawsze, ponieważ para planuje ślub. Niestety w momencie, kiedy my czytelnicy zaczynamy wkraczać w życie naszej bohaterki, pragnienie spędzenia reszty swoich dni u boku ukochanego jest już tylko historią. Dziś Natalia marzy o tym, aby być jak najdalej od mężczyzny, który stał się jej tyranem i oprawcą. Przemoc fizyczna, którą nieustannie wobec niej stosuje, stała się dla niego sposobem na rozładowanie frustracji i odreagowanie po wszelkich niepowodzeniach w ciemnych interesach, które prowadzi. Samą Natalię traktuje jak swój prywatny towar na sprzedaż. Codzienność kobiety wypełniona jest lękiem, bólem i bezsilnością. Widzimy, że jest już pogodzona z tym, jak wygląda jej wegetacja, bo trudno to nazwać życiem. Robi wszystko, aby łagodzić napady wściekłości Adama, ale to nie wystarcza, aby uniknąć upokorzeń i poniżenia z jego strony. Wie, że zasięgi jego wpływów są tak szerokie, że nie będzie w stanie od niego odejść. Nadzieje na życie bez jego codziennej tyranii wydają się złudne. Kobieta czuje się zbyt słaba, aby móc zawalczyć o siebie. I pewnie sparaliżowana strachem konsekwencji, nie znalazłaby nigdy w sobie odwagi na to, aby spróbować zawalczyć o lepsze życie dla siebie, gdyby nie pewna wiadomość, która w obliczu tego, przez co przechodzi, wydawała się najgorszym, co mogła teraz usłyszeć, ale jednocześnie jest to moment pewnego przełomu w jej życiu. Natalia wie, że nie ma nic do stracenia, a jedynie może zyskać szansę, która najprawdopodobniej nigdy więcej się nie powtórzy. Postanawia zaryzykować wszystko i spróbować uciec. Ku jej ogromnemu zaskoczeniu nie jest sama. Poza bliskimi jej sercu osobami jest jeszcze ktoś, dzięki komu może być wolna. W najśmielszych nawet wizjach planu ucieczki nie przypuszczała nawet, że jej wybawcą okaże się człowiek, który jako pierwszy zniszczył jej życie. Daniel, bo to o nim mowa, jest jej byłym, z którym od lat nie utrzymywała żadnych kontaktów. 

To zaledwie niewielki ułamek tego, co przygotowała dla nas autorka, a jak widzicie, już rodzi się w nas wiele bardzo ważnych pytań. Co sprawiło, że Natalia postanowiła postawić wszystko na jedną kartę i uciec? Jaka przeszłość łączy ją z Danielem? W jaki sposób mężczyzna ją skrzywdził? No i oczywiście najważniejsze na ten moment pytanie, czy próba ucieczki się powiedzie? Oczywiście, aby uzyskać odpowiedzi na nie wszystkie, sami musicie sięgnąć po „Złudne nadzieje”, do czego gorąco Was zachęcam, ponieważ ja nie zdradzę niczego więcej. 

Spójrzmy jednak na sytuację Natalii nieco szerzej, a bardzo szybko zdamy sobie sprawę z tego, że ewentualna wolność nie gwarantuje jej upragnionego spokoju i spalenia za sobą mostów do trudnej przeszłości. Jak pisałam wcześniej, Adam to bezwzględny drań, który, jak nie trudno się domyślić nie puściłby płazem tego, co zrobiła Natalia. Ktoś taki nie pozwoli z siebie kpić. Bez wątpienia kobieta znajduje się w sytuacji nie do pozazdroszczenia, z której nie ma już odwrotu. Przekonajcie się koniecznie, czy pożałuje swojej decyzji. 

Aby jednak nie było tak mrocznie siłą i nadzieją na to, że cierpienie nie jest jedynym, co przygotował dla Natalii los, są jej najbliżsi i paradoksalnie Daniel. To oni starają się przywrócić jej wiarę w to, że jeszcze wszystko się ułoży. Daniel chce chronić swoją dawną miłość przed karzącą ręką psychopaty, który miał być jej mężem. Mężczyzna czuje się winny tego, przez co przechodzi jego młodzieńcza miłość, gdyż wie, że gdyby nie zrobił tego, co zrobił, jej życie byłoby zupełnie inne. Ponadto wreszcie przyznaje sam przed sobą, że nigdy nie zapomniał o tej wspaniałej kobiecie. Uczucia odżywają na nowo. Daniel chce zrobić wszystko, aby odzyskać ukochaną. Nie myślcie jednak, że będzie to, takie proste. Wszak kobieta po przejściach, co więcej ich wspólna przeszłość nie jest tu bez znaczenia. Mało tego Daniel również nie jest kryształową postacią i obawia się tego jak  jego "maleńka", jak zwykł do niej mówić, zareaguje, kiedy pozna prawdę o życiu, jakie prowadzi. 

Złudne nadzieje” to zupełnie inna od tej, z której dotychczas znaliśmy twórczość autorki jej odsłona. Bez wahania mogę stwierdzić, że jest to świetny materiał na ekranizację filmową. Macie moje słowo, że poczujecie się bardzo pozytywnie zaskoczeni. Niemalże od pierwszych zdań książki poczujecie cały wachlarz emocji, które nie opuszczą Was aż do końca, a nawet jeszcze dłużej, ponieważ jej fabuła zostaje przerwana w  momencie, kiedy sięgają one zenitu i jak najszybciej chcielibyśmy wiedzieć, co będzie dalej. 

Brutalność czynów, których dopuszczał się wobec Natalii Adam, sprawi, że nawet na chwilę nie przestaniecie drżeć o jej bezpieczeństwo i życie. Wiedząc, że jest on zdolny dosłownie do wszystkiego, nawet przez moment nie przestaniecie być czujni. A jeśli pojawią się chwile, kiedy poczujecie, że teraz już wszystko będzie dobrze, bardzo boleśnie przekonacie się, że owa radość okazała się nader przedwczesna. 

Trzeba powiedzieć wprost, że autorka bardzo mocno doświadczyła swoją bohaterkę, ale jednocześnie, co jest bardzo dużym atutem książki i co należy podkreślić, nacechowała wykreowaną przez siebie historię ogromną autentycznością, jeśli chodzi o aspekt przemocy w związku wobec kobiet. Nikomu z Was zapewne nie muszę uświadamiać, jak wiele kobiet w samotności potulnie znosi przemoc tego, który miał być kochającym, wymarzonym mężczyzną, a okazał się potworem w ludzkiej skórze. Mam nadzieję i chcę mocno wierzyć w to, że czytelniczka, która przeczyta „Złudne nadzieje” i utożsami swoje życie z perypetiami Natalii, dzięki niej nie zawaha się prosić o pomoc i skorzysta z adresów instytucji do tego powołanych, które znajdują się w książce. 

Gorąco zachęcam Was do spędzenia czasu z tą książką. Nie sposób się od niej oderwać. Wszystko, o czym w niej przeczytacie, pokazuje, jak bardzo przewrotne bywa życie. Miłość może być zarówno wybawieniem, jak i przekleństwem. 

Muszę przyznać, że mimo iż od chwili, kiedy skończyłam czytać tę książkę, minęło już trochę czasu, ja nadal nie mogę przestać o niej myśleć. Natężenie przeżyć towarzyszących tej lekturze wyczerpało mnie emocjonalnie. Był strach, łzy smutek, przerażenie, złość, a nawet wściekłość. Nie zabrakło jednak miłości, wiary i nadziei na lepsze jutro. Jestem przekonana, że Ci z Was, którzy choć trochę znają warsztat twórczy Adrianny, dostrzegą i na pewno docenią to, jak wspaniale się on rozwinął, dzięki czemu z każdą kolejną jej książką jesteśmy zaskakiwani czymś zupełnie nowym, choć niezmiennie wspaniałym. 

Na zakończenie chcę podziękować autorce oraz wydawnictwu WasPos za możliwość patronowania tak wspaniałej, wręcz genialnej książce. Jedyne, co mi teraz pozostaje, to serdeczne pogratulować i prosić o jak najszybsze wydanie drugiej części, bo moje słabe nerwy nie wytrzymają zbyt długiego oczekiwania. 

Kochani zapamiętajcie datę 09. O2.2021. To będzie dzień naprawdę wyjątkowej premiery na polskim rynku wydawniczym.




czwartek, 16 kwietnia 2020

"Bezmiar cierpienia" - Adriana Rak. / Recenzja Przedpremierowa.


Kochani nie wiem, jak jest w waszym przypadku, ale ja mocno wierzę w to, że każdy człowiek, który pojawia się w naszym życiu, pojawia się w nim nie bez powodu. Czasem musimy tylko poczekać chwilę, aby przekonać się, jak wiele łączy nas z zupełnie nieznaną nam przecież osobą i jak bardzo dużo możemy sobie wzajemnie ofiarować.
Niezmiennie jestem przekonana również o tym, że los splata ludzkie drogi w momencie, kiedy najbardziej tego potrzebujemy, choć my sami najczęściej nie zdajemy sobie z tego sprawy. Dlatego nie wierzę w przypadki, a w przeznaczenie. Życie bowiem już niejednokrotnie udowodniło mi, że jest wiele rzeczy, które mogą zbliżyć do siebie ludzi. Jedną z nich jest niestety cierpienie. Wszak zapewne zgodzicie się ze mną, że ból i gorycz tego uczucia najlepiej zrozumie ten, kto również go doświadczył.

Postanowiłam, podzielić się z Wami tymi niełatwymi przemyśleniami, gdyż dziś przychodzę do Was z recenzją najnowszej książki Adriany Rak „Bezmiar cierpienia”, której karty skrywają niezwykłą historię dwójki młodych zagubionych i przytłoczonych przez życie ludzi. Kiedy Izabela i Adam poznają się w Łebie w jednej z tamtejszych restauracji, w której pracuje chłopak, nie wiedzą jeszcze, jak wiele ta znajomość zmieni w ich życiu i jak bardzo wpłynie na nich samych. Zarówno chłopak, jak i dziewczyna są ogromnie zaskoczeni faktem, że choć znają się zaledwie chwilę, czują się tak, jakby znali się przez całe życie. My czytelnicy wiemy, niemalże od samego początku, że oboje znajdują się z problemami życia prywatnego, czując się zranieni i skrzywdzeni. Oboje też nie są gotowi, aby rozmawiać o tym, co dzieje się w ich sercach. Nikt nie naciska na zwierzenia. Wszystko, co dzieje się między naszymi bohaterami jest bardzo szczere i naturalne, co owocuje rodzącą się na naszych oczach piękną przyjaźnią. Kiedy nadchodzi moment, w którym przyjaciele otwierają się przed sobą, dowiadujemy się, że choć pochodzą z zupełnie innych światów i bez wątpienia możemy powiedzieć, że ich cierpienie wydaje się nieporównywalnie i niewspółmiernie różne, to jednak pamiętajmy, że nie wolno nam oceniać żadną miarą ludzkiego bólu.

Izabella jest młodą kobietą, która przez całe życie żyła w luksusie pod czujnym okiem nadopiekuńczych rodziców. W momencie, kiedy zaczynamy niejako uczestniczyć w jej życiu, widzimy, że nasza bohaterka cierpi z powodu trudnego rozstania ze swoim marokańskim księciem Hamidem, który zaprzepaścił ich wspólne szczęście, dopuszczając się zdrady. Wszystko wokół nosi ślady mężczyzny, którego jej serce ciągle nie przestało kochać, dlatego Izabela postanawia, na okres wakacji wyprowadzić się z rodzinnego Gdańska właśnie do Łeby gdzie będzie pracowała sezonowo.

Z podobnym zamiarem pracy do tego samego miasta wyjechał również Adam. Jego sytuacja jednakże jest zupełnie inna. Mimo że chłopak ma dopiero dwadzieścia jeden lat, to przeżył już naprawdę wiele w swoim krótkim życiu, które nigdy go nie rozpieszczało. Jako siedmioletnie dziecko został sierotą i jedyną bliską mu osobą, która została mu na świecie, jest wychowujący go dziadek. W jego życiu był moment, kiedy wierzył w to, że będzie szczęśliwy, u boku dziewczyny, z którą ma  dziś już dwuletniego syna Kamila. Niestety matka dziecka nie dorosła do swojej roli i nadal zachowuje się bardzo niedojrzale, przyjmując sobie za główny cel swojego życia upokarzanie Adama i utrudnianie mu kontaktów z synem. Dla Adama syn jest całym życiem i to właśnie dla niego bardzo szybko wydoroślał i robi wszystko, aby  uczestniczyć w jego życiu. Z trudem podejmuje się pracy w Łebie, bo wie, że będzie musiał   rozstać się z dzieckiem, ale jednocześnie zdaje sobie sprawę z tego, że pieniądze, które w tym czasie zarobi, są bardzo potrzebne nie tylko dla syna, ale i kochanego dziadka.

Nie będę oczywiście zdradzała Wam, co wniesie w życie naszych bohaterów tak nagłe i niespodziewane zacieśnienie więzi między nimi, ale możecie mi wierzyć, że nie będzie to przyjaźń łatwa, ponieważ pomimo swej wyjątkowości zostanie poddana wielu próbom. Jak się przekonacie, nie uchroni, ani jednej, ani drugiej strony przed trudnymi wyborami i decyzjami.
Adam i Izabela stali się sobie bardzo bliscy nie tylko dlatego, że oboje wiedzą, czym jest cierpienie, ale przede wszystkim dlatego, że potrafili patrzeć na siebie sercem. On pokazał jej, że nie warto użalać się nad sobą, a po prostu warto żyć. Ona natomiast pokazała mu jak wspaniałym i wartościowym jest człowiekiem, Czasami jednak niestety nic i nikt nie jest w stanie zdjąć z naszych barków ciążącego nam bezmiaru cierpienia. Bo uśmiech na ustach, a w sercu ból, to najtrudniejsza, ze wszystkich życiowych ról.

Czytając wypowiedzi samej autorki na temat „Bezmiaru cierpienia”, chociażby na Jej socjal mediach możemy dowiedzieć się, że jest to książka niezwykle dla niej ważna. Moglibyście powiedzieć, że przecież dla autora każda książka jest ważna. Owszem z pewnością tak jest, ale zapewniam Was, że dopiero, kiedy dotrzecie do końca historii i przekonacie się, w czym tkwi sedno jej wyjątkowości, zobaczycie ją w zupełnie innym świetle. Ja wiedząc już wszystko i znając jej zakończenie, płaczę, pisząc te słowa i mam ochotę przytulić Adrianę, dziękując jej za to, że znalazła w sobie siłę, aby przelać to, co skrywało jej serce na papier i odwagę, by się tym z nami podzielić. Więcej nic nie powiem, bo zwyczajnie po ludzku brakuje mi słów.

„Bezmiar cierpienia” to bardzo prawdziwa historia ludzkiego życia, które bywa niezwykłe, ale też potrafi zmusić nas do konfrontacji z faktami, które często są ponad nasze siły.

Autorka poruszyła w swojej książce kilka wątków, które na pewno są częścią codzienności wielu z nas. Są to między innymi wybaczenie zdrady i ponowne zaufanie. Wiele kobiet, które zostały zdradzone, jest proszonych przez swoich partnerów, czy mężów o drugą szansę. W pierwszej chwili nasuwa się myśl „nie potrafiłabym wybaczyć”, ale co w sytuacji, kiedy rozum mówi jedno, a serce zupełnie coś innego. Czy warto ponownie zaufać? Przekonajcie się sami, co zdecydowała Iza.

Kolejny aspekt poruszony w książce to utrudnianie przez matki, kontaktów dziecka z ojcem. O ile mogę to zrozumieć w sytuacji, kiedy kontakty ojca z dzieckiem negatywnie na nie wpływają, to nie jestem w stanie pojąć takiego zachowanie matek, które robią tak tylko po to, aby upokorzyć i zranić mężczyznę. A w rezultacie zakpić z niego, mając za nic jego uczucia. Sami się przekonacie, do jak tragicznych i nieodwracalnych konsekwencji może prowadzić tak nieodpowiedzialne postępowanie.

Moi drodzy koniecznie przeczytajcie ten tytuł i przygotujcie się na przejmującą lekturę, która trafi wprost do Waszych serc. Wzbudzi najgłębsze emocje i wyciśnie potok łez. Długo o niej nie zapomnicie, a samo zakończenie roztrzaska Wasze serca na miliony kawałków.

Mam nadzieję, że udało mi się zachęcić Was do sięgnięcia po „Bezmiar cierpienia”. Jeśli tak to, już 21.04.2020. będziecie mieli możliwość wzbogacić swoją biblioteczkę o ten tytuł.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem WasPos, za co bardzo dziękuję.


sobota, 19 października 2019

"Zagubieni" Adriana Rak/ Fragment 1/ Przedpremierowo.



Witajcie kochane moliki. Jakiś czas temu mieliście okazję zapoznać się z moją przedpremierową recenzją książki Adriany Rak „Zagubieni”, którą Kocie czytanie postanowiło otulić swoim ciepłym kocim futerkiem i objąć ją patronatem medialnym. Premiera odbędzie się już 6 listopada 2019 roku.
W poście pod recenzją napisałam Wam, że mam dla Was trzy rozdziały książki, którymi się z Wami podzielę.

Dziś spełniam obietnicę i prezentuje Wam pierwszy z nich.

FRAGMENT 1


1. TAMARA

– Przykro mi, pani Tamaro, ale nie zmienię swojej decyzji – powiedział beznamiętnym głosem. – Przez ostatnie miesiące zbyt często była pani niedyspozycyjna, zbyt wiele razy zdarzało się pani przynosić zwolnienia lekarskie, już nie wspominając o tych wszystkich spóźnieniach do pracy… Dlatego musi nas pani zrozumieć, nie jesteśmy zainteresowani dalszą współpracą. Umowa kończy się dokładnie za siedemnaście dni, ostatniego dnia miesiąca…
– Jasne, rozumiem – odpowiedziałam temu bezdusznemu robotowi, za jakiego w tamtej chwili miałam swojego kierownika. – Dziękuję – dodałam, wychodząc z jego biura, po czym wróciłam do magazynu, w którym od rana rozpakowywałam towar.
Od prawie dwóch lat pracowałam tutaj. Best Food był jednym z tych nowoczesnych marketów, które w swojej ofercie posiadały ekologiczne i nieprzetworzone towary. Kiedy zaczęłam pracę w tym miejscu, sieć akurat wchodziła na polski rynek, a ja byłam jednym z pierwszych pracowników zatrudnionych w sklepie znajdującym się w samym centrum Gdańska – miasta, w którym żyłam od kilku lat wraz ze swoimi rodzicami i synkiem, którego kocham nad życie. I to właśnie przez wzgląd na nich i na to, że byłam jedyną osobą w naszym domu, która posiadała zatrudnienie, nie mogłam stracić tej pracy. Po prostu nie mogłam…
– A niech to wszystko trafi szlag! – wykrzyknęłam sama do siebie, kiedy znalazłam się na hali, pośród wielkich kartonów czekających na rozpakowanie. Po chwili usiadłam obok jednego z nich i zaczęłam płakać, rozmyślając o tym, co teraz będzie. Przecież nie mogłam stracić tej cholernej pracy. Nie, teraz kiedy zostałam całkiem sama, bez jakiegokolwiek wsparcia finansowego…
Arek, mój były oraz ojciec naszego syna Olka, trzy miesiące temu trafił do więzienia. Kryminalną przeszłość posiadał już w momencie, w którym związałam się z nim kilka lat temu, jednakże wtedy, jak i wiele razy później, zapewniał, że to tylko i wyłącznie przeszłość. Jak czas pokazał, kłamał… W perfidny sposób oszukiwał nie tylko mnie, lecz również ludzi, z którymi współpracował na co dzień. Zajmował się kradzieżami oraz włamaniami do domów. I to właśnie podczas jednego z ostatnich włamań do pewnego gdyńskiego domu wpadł wraz ze swoim kolegą i jeszcze tej samej nocy trafił za kratki. Obecnie oczekuje na wyrok sądu. Grozi mu od roku do dziesięciu lat więzienia i sądząc po tym, że nie była to jedyna jego akcja, spodziewam się niemałego wyroku…
Od naszego rozstania minęło już pół roku, jednakże wcześniej mogłam liczyć na jakąkolwiek pomoc z jego strony. Nie zawsze był w stanie pomóc mi finansowo, ale często zabierał do siebie Olka i spędzał z nim czas wtedy, kiedy ja byłam w pracy, a moja matka siedziała w domu z pijanym ojcem. Od trzech miesięcy niestety nie mogłam liczyć na cokolwiek, więc byłam skazana tylko na pomoc mojej mamy. Z racji tego, że mój ojciec nie żałował sobie alkoholu i często popadał w kilkudniowe cugi, moja rodzicielka nie zawsze była w stanie zaopiekować się Oleńkiem i właśnie dlatego tak często brałam wolne w pracy… Nie mogłam przecież pozwolić na to, aby siedziała wraz z małym, przerażonym dzieckiem w jednym pokoju z pijanym facetem. Mój ojciec, największy nieudacznik życiowy, jakiego było mi w życiu dane poznać, nie dopuszczał do jakiejkolwiek sytuacji, w której jego „ukochana” żona, którą potrafił zwyzywać wieloma epitetami w jednym zdaniu, mogłaby opuścić go w chwili, gdy wracał pijany do domu i użalał się nad sobą oraz swoim życiem. Była mu potrzebna jak tlen. Potrzebna do tego, aby go słuchać i przytakiwać, wszak odkąd tylko sięgam pamięcią, obwiniał ją o wszelkie zło.
W ostatnim czasie wielokrotnie chciałam wyprowadzić się z tego cholernego mieszkania. Od ponad piętnastu lat, od chwili, w której przeprowadziliśmy się całą rodziną z jednej z pod elbląskich wsi do Gdańska, mieszkamy wciąż w tej samej kamienicy, znajdującej się na ulicy Mickiewicza. Niestety ze względu na brak jakichkolwiek oszczędności na chęciach zawsze się kończyło. Nawet wtedy, kiedy mój młodszy ode mnie i zarazem jedyny brat Tomek udał się do Anglii, proponując mi, abym – tak jak on – rzuciła wszystko i wyjechała. Nie zrobiłam tego, ponieważ nie umiałabym zostawić matki. Gdy myślałam o tym, że zostanie całkiem sama i jako jedyna będzie musiała użerać się z ojcem, nie miałam serca, aby ją zostawić. Tym bardziej że nie była zadowolona z wyjazdu Tomka, więc nawet nie chciałam wiedzieć, jakby się czuła, gdybym i ja ją opuściła…
Mój wspaniały ojciec nie pracował od trzech lat, kiedy to, będąc na jednej z delegacji, spadł z dachu i złamał sobie nogę. Wypadek ten był na tyle poważny, że potrzebne było kilkunastomiesięczne leczenie i późniejsza rehabilitacja. Był to okres, podczas którego przebywał na zasiłkach chorobowych. W tym samym czasie zaczął również pić na umór i to pomimo przyjmowanych leków i zaleceń lekarzy, mówiących o tym, że absolutnie nie powinien był tego robić.
Na domiar tego dwa i pół roku temu zostałam mamą uroczego dzieciątka. Wtedy jeszcze byłam zakochana i pełna nadziei na lepszą przyszłość. I choć wciąż mieszkałam z rodzicami, a z Arkiem spotykałam się tylko kilka razy w tygodniu, czułam się szczęśliwa. Już do końca swoich dni z uśmiechem na ustach będę wspominać pierwsze wspólne chwile spędzone z moim synkiem… Jego pierwszy uśmiech, pierwszy wspólny spacer, pierwsze przypadkowe słowa, pierwsze świadome całusy i przytulenia, którymi zresztą do dziś obdarowuje mnie każdego poranka… W tamtym czasie mogłam liczyć na pomoc zarówno mojej mamy, która pracowała jako sprzątaczka w szkole, jak i Arka, zakochanego w Olku równie mocno, jak ja.
Wszystko jednak zmieniło się tego pechowego dnia, dokładnie trzynastego grudnia… Wtedy moja mama dostała wypowiedzenie z pracy, a ja musiałam wziąć się w garść i zostawić pod jej opieką półroczne dziecko. Początkowo moja rodzicielka poszukiwała pracy, jednakże każdy odsyłał ją z kwitkiem. Miała sześćdziesiąt trzy lata i żaden potencjalny pracodawca nie był zainteresowany zatrudnieniem starszej pani. Nie miałam zatem żadnego wyjścia. Wbrew swoim wewnętrznym obawom zaczęłam szukać jakiegokolwiek zatrudnienia i tak oto znalazłam się w jednej z agencji pracy, która po kilku dniach skierowała mnie na rozmowę kwalifikacyjną do sklepu Best Food, gdzie już po pierwszej rozmowie i zapewnieniom z mojej strony, że będę uczciwym i dyspozycyjnym pracownikiem, zostałam zatrudniona.
Znalazłam się w tym miejscu, z którym za niespełna trzy tygodnie będę musiała się pożegnać. Raz na zawsze… Zostało mi jedynie siedemnaście dni, a licząc od następnego ranka, to nawet szesnaście… A potem? No właśnie, co będzie potem…? Nawet nie chciałam o tym myśleć.
Widząc, jak jedna z pracownic, niejaka Amelia Krauze, wchodzi do magazynu, pospiesznie wstałam, ocierając dłonią wciąż płynące z mych oczu łzy. Nie chciałam, aby ktokolwiek znalazł mnie w takim stanie, a już szczególnie ona, kobieta wszechwiedząca i plotkująca na każdy możliwy temat. Zacisnęłam więc zęby i zabrałam się do dalszej pracy.
Po dwóch godzinach nadszedł wyczekiwany koniec i po kilkunastu minutach od wyjścia z marketu znalazłam się na klatce schodowej prowadzącej do mojego mieszkania. Usłyszałam tam dobrze znany mi krzyk.
– Ty stara szmato! Nawet normalnej zupy nie potrafisz ugotować!
Zajebiście. Czeka nas wspaniały wieczór… – pomyślałam w tym samym czasie.
– No proszę, córeczka wróciła do domu. – Ojciec zaśmiał się, widząc, jak wchodzę do kuchni, w której siedział przy stole. Matka wraz z Olim krzątała się przy lodówce. – Poskarż się jej na wstrętnego męża…
– Zamknij się – powiedziałam, rzucając w jego stronę wrogie spojrzenie. – Chociaż przy dziecku mógłbyś się powstrzymać…
– To dziecko ma ojca kryminalistę, więc niech wie zawczasu, jak wygląda życie… – odrzekł, oblizując się przy tym. – Paskudna ta zupa. Człowiek nawet zjeść nie może normalnie, bo trafiła mu się taka wywłoka, która nie potrafi ugotować normalnego obiadu.
– I kto to mówi… Największa niedojda w okolicy. – Moje zdenerwowanie wzrastało z każdą kolejną sekundą. Po tylu latach słuchania wciąż tych samych i jakże bezsensownych oskarżeń miałam już serdecznie dość. Temu człowiekowi nie należał się żaden szacunek. Przecież on i tak wiedział swoje…
– Widzisz, Wanda, jak sobie dzieci wychowałaś? Jedno uciekło od ciebie, a drugie tylko pyskuje. Dobrze, że chociaż tyle umie zrobić, bo szanować to nawet siebie nie potrafi…
– Chodź, córeczko, pójdziemy do waszego pokoju, bo Oluś jest już bardzo zmęczony – odezwała się moja mama, która wciąż stała przy lodówce ze spuszczoną głową.
– Nigdzie stąd nie wychodź! Wanda! Nie pozwalam – wydarł się ojciec, kiedy skierowaliśmy się wraz z moim synem do naszej sypialni.
– Porozmawiamy jutro, córciu. – Matka zatrzymała się przed drzwiami pokoju. – Widzisz, że on i tak nie da mi posiedzieć. Zresztą na pewno jesteś zmęczona, więc uśpij Oleńka, a później weź szybką kąpiel i idź spać. Dobranoc, kochanie – dodała, całując w czoło wnuczka i udała się do kuchni.
Pół godziny później Olek smacznie spał, a ja wzięłam szybki prysznic. Ojciec nadal debatował z matką, a raczej jak zwykle prowadził monolog o tym, jak bezsensowne ma życie i jak głupia jest jego żona.
Kilka lat temu mój brat za pierwsze zarobione pieniądze kupił radio do pokoju, który kiedyś dzieliliśmy. Odbiornik miał za zadanie zagłuszać pijacki bełkot ojca i nawet teraz, po upływie tak wielu lat, idealnie spełniał się w tej roli.
Po skończonej kąpieli wróciłam do pokoju. Usiadłam na fotelu i włączyłam radio, z którego już po kilku sekundach wydobyły się pierwsze dźwięki doskonale znanej mi piosenki.
– Do you need some time… on your own. Do you need some time... all alone… 1– śpiewał Axl Rose, a ja nie mogłam się z nim nie zgodzić. Potrzebowałam chwili dla siebie. Tak bardzo chciałam oderwać się, choć na moment od swojego życia i spróbować czegoś nowego… Niestety, zarówno o nowym życiu, jak i jakiejkolwiek przygodzie mogłam jedynie pomarzyć, co zresztą robiłam każdej nocy, nim zasnęłam. Ileż to razy w swoich myślach czy snach byłam szczęśliwą żoną i matką kilkorga dzieci… Ile razy prowadziłam życie zupełnie inne niż to, które miałam teraz… Ilekroć nie zasypiałam, myślałam wciąż o tym samym. Byłam jak dziecko pragnące tylko tych kilku najważniejszych rzeczy: bliskości, uwagi i… miłości. Tylko tyle, a zarazem aż tyle…
– Z badań przeprowadzonych przez IMI-MEDIA, firmę zajmującą się badaniem takich zjawisk, coraz więcej osób decyduje się na szukanie swojej miłości w sieci. – Z moich rozmyślań wydobył mnie głos spikera radiowego. – Jak zaznacza Anna Kowalska, szefowa działu badań, problem samotności wciąż się pogłębia, przez co szukamy nowych i prostych rozwiązań, a jednym z nich jest szukanie partnera przez internet. Obecnie w sieci istnieje niezliczona ilość miejsc umożliwiająca szybki kontakt z drugą osobą, a jednym z takich portali jest MeAndYou, platforma, na której w zaledwie kilka sekund możemy założyć konto i rozpocząć łowy. Co zaskakujące, w ostatnich tygodniach niezwykle popularnym trendem jest poszukiwanie tak zwanego sponsora, czyli partnera, który za odpowiednią, umówioną wcześniej kwotę pieniężną lub inne gratyfikacje spotyka się z kobietą, zazwyczaj młodą…
Po wysłuchaniu tych kilku zdań miałam w głowie tylko jedną myśl, dlatego czym prędzej wstałam, wyciągnęłam z szafki mój wysłużony laptop i włączyłam go. Po chwili znalazłam się na stronie wspomnianej przez spikera w audycji i nie zastanawiając się, założyłam na niej własne konto.
Jakie to proste – myślałam, wklepując kolejne zdania w rubryczkę O mnie. Że też wcześniej nie wpadłam na taki pomysł…
Jak każda kobieta żyjąca na tym świecie pragnęłam posiadać mężczyznę. Byłam jedną z tych, które nie miały w głowie żadnego wcześniej wymyślonego ideału. Ot, liczyło się to, aby nigdy mnie nie zawiódł i aby był, po prostu był i trwał przy mnie, bez względu na wszystko… Czas pokazał, że moje wymagania to zbyt wiele na współczesne realia, o czym gorzko przekonałam się na własnej skórze, wiążąc się z Arkiem. Niestety, czasu nie cofnę, a zresztą nawet nie chciałabym tego zrobić, bo dzięki temu mam największy skarb na świecie – cudowne, wspaniałe dziecko, dla którego jestem w stanie zrobić wszystko. Naprawdę wszystko…
Moja obecna sytuacja i brak pewności siebie sprawiały, że już dawno przestałam wierzyć w prawdziwą miłość, w uczucie, które w bezinteresowny sposób potrafi połączyć kobietę i mężczyznę. Zresztą, w obecnej chwili sama już nie wiedziałam, czy jestem gotowa na jakikolwiek poważny związek.
Nie mogłam zatem postąpić inaczej. Musiałam to zrobić… Musiałam napisać to cholerne ogłoszenie, od którego w jednej chwili (przez jeden niepozorny e-mail) zmieniło się moje życie.

Drodzy Podglądacze,

nazywam się Tamara (imię prawdziwe) i od kilku minut rozmyślam o tym, co też mogłabym napisać tutaj, aby kogokolwiek zachęcić do przeczytania mojego ogłoszenia.
Myślę jednak, że najprościej będzie napisać prawdę, więc tak uczynię.
Jestem dwudziestoczteroletnią kobietą, która poszukuje… sponsora… Mężczyzny, który w zamian za określone wcześniej gratyfikacje pieniężne będzie mógł spędzać ze mną czas.
Warunki możliwe będą do omówienia w wiadomościach prywatnych, jednakże przed wysłaniem jakiejkolwiek wiadomości do mnie, bardzo proszę, abyś odpowiedział sobie na jedno ważne pytanie: czy jesteś na to gotowy? Czy jesteś zdolny do tego, aby związać się z kobietą, tworząc z nią luźną, przyjacielską relację? Jeśli tak, pisz śmiało ;-) Odpowiem na wszystkie poważne oferty.

PS. Załączone zdjęcie także jest prawdziwe i aktualne.
PS2. Proszę tylko o dojrzałe decyzje. Nie szukam seksu ani innych, jednorazowych przygód.

Napisałam pospiesznie, bez jakiejkolwiek większej nadziei. Tyle się przecież słyszało o naciągaczach z internetu, czyhających tylko na naiwne osoby…
Dodałam zatem swoje ogłoszenie i odłożyłam laptopa na półkę. W tym samym czasie głosy za ścianą ucichły, więc wyłączyłam radio i położyłam się obok Olka. Zamykając oczy, myślałam o tym, jak wspaniałe mogłabym mieć życie, gdybym tylko trafiła na odpowiedniego faceta. Gdzieś przecież na pewno taki istniał… Pytanie tylko, dlaczego wciąż nie udało mi się na niego trafić…?

cdn.


Zdradźcie mi, proszę, czy fragment zachęcił Was do lektury książki, a także czy chcecie poznać pozostałe przedpremierowe fragmenty, które już czekają u mnie na swój czas?

wtorek, 1 października 2019

Patronat: Zagubieni - Adriana Rak/ Recenzja przedpremierowa.

Kochani, zapewne choć raz ktoś zadał Wam pytanie: 

„Co jest dla ciebie najważniejszą wartością w życiu”?

Oczywiście odpowiedzi na nie jest wiele i są one bardzo różne, ale jedną z najczęściej powtarzających się jest szczęśliwa i kochająca rodzina. Na pewno bowiem przyznacie mi rację, że posiadanie rodziny, w której fundamentem jest miłość i wzajemne wsparcie, to prawdziwy skarb. Mając taką rodzinę, czujemy się bezpiecznie, ponieważ wiemy, że niezależnie od tego, z jakimi problemami przyjdzie nam się zmierzyć w życiu, to wspólnie z naszymi najbliższymi damy radę stawić im czoła, bo jak mówi jedno bardzo mądre powiedzenie „W rodzinie tkwi siła”.
Ja mam to wielkie szczęście, że właśnie w takiej rodzinie dorastałam i do dziś nic się nie zmieniło. Mam nadzieję, że w Waszym przypadku jest podobnie.
Nie zdecydowałam się poruszyć tego tematu po to, aby chwalić się przed kimkolwiek, jaką mam cudowną rodzinę, a właśnie po to, aby uświadomić nam, że niestety jest wśród nas wiele osób, które takiego szczęścia nie mają. Być może, gdzieś bardzo blisko nas żyje rodzina, w której poczucie spokoju i bezpieczeństwa, to dawno zapomniane, dziś już tylko puste słowa, a ich codzienność to każdy dzień, wypełniony strachem i cierpieniem. Nie wolno nam pozostawać biernymi w obliczu krzywdy dziejącej się drugiemu człowiekowi, dlatego cieszę się, że polscy autorzy nie boją się podejmować, tak ważnych tematów w swoich książkach.

Jedną z autorek, która podjęła się tego, bez wątpienia niełatwego zadania jest Adriana Rak. Autorka na kartach swojej najnowszej książki „Zagubieni”, której blog Kocie czytanie ma ogromną przyjemność patronować, przedstawiła historię dwudziestojednoletniej kobiety, która mieszka wspólnie z rodzicami w niewielkim mieszkanku w Gdańsku. Niestety życie jej nie rozpieszcza. Jej rodzinę zniszczył alkoholizm ojca i bierność matki, która jest pogodzona z losem, jaki zgotował jej mąż. Tamara pragnie lepszego, życia nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla swojego synka, którego wychowuje samotnie. Nie chce, aby dziecko dorastało w atmosferze nieustających awantur. Nadzieją na lepsze życie miał być ojciec chłopca, ale ten również zawiódł zaufanie kobiety. Życie naszej bohaterki skupia się na ukochanym synku i pracy, gdyż to na jej barkach, jako jedynej żywicielki rodziny spoczywa ciężar utrzymania całej czwórki. Los nie oszczędza jej jednak bolesnych ciosów. Pewnego dnia dowiaduje się, że za kilka dni straci pracę. Nie trudno się dziwić, że taka wiadomość ją załamuje i wiedziona impulsem w akcie desperacji umieszcza internetowe ogłoszenie z informacją o chęci nawiązania znajomości z dojrzałym mężczyzną.

Nie wie jeszcze, jak bardzo ten pochopny i desperacki krok odmieni jej życie.

Spośród wielu odpowiedzi na ogłoszenie, z których praktycznie wszystkie pozostawiają wiele do życzenia, jedna zwraca szczególną uwagę Tamary. Autorem owej odpowiedzi jest Alexander. Trzydziestoletni biznesmen, który ciesząc się wsparciem rodziców, wychowuje siedmioletniego syna. Już na etapie wirtualnej znajomości widać, że między tą dwójką wywiązuje się niezwykła więź porozumienia, a wkrótce, gdy postanawiają się spotkać, czują, że są dla siebie wzajemnie tymi, na których zawsze czekali.



Będąc świadkami rodzącej się miłości Tamary i Alexandra od początku widzimy, że nie jest to romans, w którym żyje się chwilą i nie myśli o tym, co będzie jutro. Autorka wykreowała obraz pięknej, dojrzałej miłości dwojga ludzi, którzy pragną kochać i być kochanymi, ale mając za sobą doświadczenie zranienia, boją się zaufać ponownie. Zdradzę Wam bowiem, że Alexander również poznał smak zawodu i to, co sobie wówczas postanowił, nie stawia go w najlepszym świetle. Ponadto oboje doskonale wiedzą, że muszą myśleć nie tylko o szczęściu własnym, ale również o dobru swoich synów.


Kiedy już wszystko wskazuje na to, że wreszcie dopełnia się ich przeznaczenie, los wystawia ich uczucie na wielką próbę. Wraz z biegiem czasu Tamara uświadamia sobie, że jej marzenie o księciu na białym koniu, to tylko bajkowe wizje, którym dała się ponieść, ale czas wreszcie spojrzeć prawdzie w oczy.
Przekonajcie się, czy miłość jest tą siłą, która pokona wszystkie przeciwności losu. Czy dla niej w istocie nie ma granic, a może to tylko teksty z bajek, które są nam wpajane w dzieciństwie, a dorosłe, bezwzględne życie boleśnie uświadamia nam brutalną prawdę?



Jak widzicie „Zagubieni” to bardzo wartościowa książka, której treść mogłaby być historią każdego z nas. Jestem pewna, że wielu z Was słyszało, a nawet zna rodziny, w których problemem jest uzależnienie od alkoholu. Osoby żyjące wspólnie z alkoholikiem będąc współuzależnionymi i żyjąc w ciągłym strachu, nie widzą dla siebie nadziei na lepsze życie. My patrząc na takie osoby, bardzo łatwo je krytykujemy i poddajemy osądom. Łatwo nam mówić: 


„Nie wiem, jak oni mogą godzić się na takie życie. Ja na ich miejscu zrobiłabym to, czy tamto”. 

Przyznaję, że ja sama czytając „Zagubionych”, miałam ochotę potrząsnąć Tamarą i jej matką, ale po chwili przyszła refleksja. Przecież, dopóki nie staniemy w obliczu podobnej sytuacji, nigdy nie możemy być pewni tego, jak my sami byśmy się zachowywali. Dlatego, nie krytykujmy, a pomagajmy. 

Dla Tamary takim impulsem do zmian i walki o siebie i swoje dziecko stał się właśnie Aleksander, który nie oceniał, a po prostu pokazał jej, że można żyć inaczej. Można żyć lepiej.
Kochani rozejrzyjmy się wokół siebie, być może my również staniemy się dla kogoś takim początkiem zmian na lepsze.

Nie mogłabym nie wspomnieć o wątku przyjaźni Tamary i jej przyjaciółki Angeliki. Życzyłabym nam wszystkim takich przyjaciół. Dziewczyny są dla siebie niczym siostry. Kiedy mamy taką przyjaciółkę, wszystko staje się prostsze.

Drodzy czytelnicy, jeśli zdecydujecie się sięgnąć po „Zagubionych”, do czego z całego serca Was zachęcam, w Wasze ręce trafi bardzo życiowa i wciągająca historia, której nie będziecie w stanie odłożyć nawet na moment przed przeczytaniem jej do końca. Tytuł książki idealnie odzwierciedla to, jak czują się jej bohaterowie w momencie, kiedy los splata ich drogi życia. Możecie mi wierzyć, że lektura "Zagubionych" dostarczy Wam mnóstwa emocji i daleko idących refleksji. Życie nie zawsze jest piękne i wspaniałe, ale nigdy nie należy tracić nadziei na lepsze jutro, bo ono potrafi pisać naprawdę nieprzewidywalne scenariusze. Głęboko wierzę w to, że nad wyraz autentyczne przedstawienie wątku uzależnienia przyczyni się do tego, iż osoby będące ofiarą przemocy dostrzegą dla siebie światełko w mroku bezsilności i beznadziei. Za tą nadzieję właśnie chcę podziękować autorce w imieniu tych wszystkich osób, dla których „Zagubieni” staną się motywacją. Przywrócą wiarę w to, że nigdy nie jest za późno na dobre zmiany. 


W pełni usatysfakcjonowani będą również wielbiciele romansów. Piękno i subtelność, podsycana żarem namiętności to słowa, które doskonale charakteryzują miłość głównych bohaterów. Czytasz książkę i zapominasz o całym świecie wokół ciebie, a mało tego, nieustannie masz wrażenie, że jesteś częścią tej opowieści. Kibicujesz tej miłości, zaciskając mocno kciuki za jej szczęśliwe zakończenie. W wyobraźni widzisz wszystko, to o czym czytasz. A kiedy kończysz czytać ostatnie zdanie, orientujesz się, że twoja twarz jest mokra od łez wzruszenia i chcesz zacząć czytać jeszcze raz. 

Tak właśnie było w moim przypadku. Właśnie takie książki, przypominają mi, dlaczego kocham czytać.

Premiera "Zagubionych" odbędzie się 6 listopada 2019 roku, ale dla tych z Was, którzy są niecierpliwi, czemu w przypadku tej książki trudno się dziwić mam bardzo dobrą wiadomość. Otóż w okolicach premiery będziecie mieli możliwość przeczytania na blogu trzech pierwszych rozdziałów książki.
To, jednak nie koniec dobrych wiadomości, bowiem po premierze możecie spodziewać się również konkursu z „Zagubionymi”.

Na zakończenie chciałabym podziękować autorce oraz wydawnictwu WasPos za zaufanie i zaszczyt patronowania „Zagubionym”. To dla mnie naprawdę ogromne wyróżnienie.