Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cykl Zośka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cykl Zośka. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 kwietnia 2021

Zośka. Przepustka do szczęścia. Anna Stryjewska.

K
ochani moi najpiękniejsze, co rodzic może powiedzieć swojemu dziecku to:

Idź swoją drogą i spełniaj marzenia. Niezależnie od tego, jakich wyborów dokonasz i jakie decyzje podejmiesz, my zawsze będziemy cię kochać i wspierać w twoich działaniach.

Zapewne zgodzimy się wszyscy, że każdy z nas, chciałby je choć raz usłyszeć. Szczególnie wtedy, kiedy życie daje nam mocno w kość, a nasze wizje szczęścia, o jakim marzyliśmy od zawsze, mają się nijak do rzeczywistości, z jaką przyszło nam się zmierzyć. Nie wszyscy jednak mamy to szczęście i niestety często zostajemy pozostawieni samym sobie. I o ile podnieść się po trudnych przejściach i zacząć wszystko od nowa zawsze jest ciężko, o tyle czasy, w których żyjemy, są o wiele bardziej przychylne, abyśmy mieli możliwość dostać drugą szansę i zawalczyć o siebie oraz swoje pragnienia. Przekonacie się o tym, sięgając po książkę Anny Stryjewskiej Zośka. Przepustka do szczęścia”, z której recenzją dziś do Was przychodzę. Tytułową Zośkę mogliśmy poznać w pierwszej części cyklu zatytułowanej „Zośka. Dopóki biło serce”.

Już wtedy jako młoda dziewczyna Zosia marzyła o tym, by być kochaną i móc spełnić swoje marzenie o projektowaniu ubrań. Niestety nigdy nie znalazła poparcia dla swoich planów rozwoju ze strony matki, która uważała je za niedorzeczne. Życie uczuciowe i małżeńskie również nie dało jej poczucia spełnienia, a kroplą, która przelała czarę goryczy stała się utrata dziecka.

Kiedy ponownie zaczynamy towarzyszyć naszej bohaterce na niełatwych ścieżkach jej niepewnej przyszłości, młoda kobieta postanawia wyrwać się z miejsca, gdzie nie może liczyć na przychylność nikogo, pakuje się dosłownie w jedną walizkę i wyjeżdża do Łodzi schyłku lat 60., która wówczas jawiła się jako miasto nowych szans i możliwości. Zosia chce się uczyć i wreszcie zrobić coś dla siebie. Nie jest łatwo, tym bardziej że sytuacja wśród grup studentów staje się zaogniona. Studenci wychodzą na ulice protestować przeciwko władzy ludowej. Oczywiście sama Zosia także jest ich aktywną uczestniczką, co sprowadza na nią poważne kłopoty. Ale o tym musicie przeczytać już sami, sięgając po książkę, do czego oczywiście już teraz gorąco zachęcam.

Zosia nie wie jeszcze, że te trudne przeżycia staną się swego rodzaju przełomem w jej życiu i początkiem wielu zmian, zachodzących także w niej samej. A to wszystko za sprawą żarliwej, odwzajemnionej miłości do dużo starszego mężczyzny. Uczucie to od początku nie było łatwe. Wybranek serca Zosi – Szymon jest mężczyzną żyjącym w mackach przeszłości, którą jest mu bardzo trudno zamknąć. Oboje wiedzą, że ich związek sprzeciwia się nie tylko rozsądkowi, ale przede wszystkim ideałom wyznawanym przez Zosię i jej dotychczas wiernych przyjaciół. Nie bez powodu użyłam stwierdzenia „dotychczas wiernych przyjaciół”, gdyż  od momentu pojawienia się ukochanego w życiu Zośki, przyjaźnie te zostaną poddane ważnej próbie. Koniecznie przekonajcie się, czy przyjaciele wyjdą z tej próby zwycięsko.

Anna Stryjewska doskonale ukazała proces wewnętrznej przemiany głównej bohaterki z cichej dziewczyny w silną pewną siebie kobietę. Na oczach nas czytelników dokonuje się niezwykła metamorfoza. Teraz  na nowej Zosi życie wymusi podjęcie trudnych wyborów i decyzji w imię miłości, która może stać się dla niej zarówno przepustką do szczęścia, jak i największą zgubą. Być może za to uczucie przyjdzie jej zapłacić wysoką cenę. O tym oczywiście przekonacie się podczas lektury książki.

„Zośka. Przepustka do szczęścia” to historia młodej dziewczyny, a później kobiety, której życie nigdy nie rozpieszczało. Ona zna smak strachu, osamotnienia, niepewności jutra, cierpienia i rozczarowania. Nie poddaje się jednak nigdy. Jej siłą są marzenia. Czasem zdarza jej się błądzić, ale:


„Czasem trzeba zbłądzić, aby odnaleźć właściwą drogę;

Czasem trzeba umrzeć, aby odrodzić się na nowo”.

Muszę przyznać, że ta książka wywarła na mnie ogromne wrażenie i głęboko mnie poruszyła. Jak pisze Pani Ania Stryjewska, jest ona dedykowana pamięci mamy autorki i w dużej mierze odzwierciedla realia jej życia, a także jest obrazem wyobrażeń córki o matce. Co prawda nie wiemy, które z opisywanych wydarzeń są faktem, ale to nie ma znaczenia, gdyż macie moje słowo, każda matka pragnie, aby jej dziecko zachowało w swojej pamięci i sercu tak piękny obraz matki, jaki pielęgnuje Pani Ania Stryjewska.

Obie części cyklu Zośka są dla mnie wyjątkowe i mają swoje miejsce w moim sercu. Na pewno jeszcze nie raz po nie sięgnę, aby cofnąć się w czasie i wrócić do polskiej rzeczywistości przełomu lat 60. i 70., których niedane mi było poznać, a jednocześnie czerpać siłę, która wręcz bije od głównej bohaterki, kiedy nadejdą w moim życiu chwile zwątpienia. Uwierzcie mi, Zośka mogłaby być wzorem do naśladowania i motywacją o to, co ważne dla wielu kobiet czasów współczesnych.

Historia opisana na kartach tej powieści uświadamia nam, że w życiu nie da się niczego do końca zaplanować i choć nie raz może ono wywrócić nasz świat do góry nogami, to nigdy nie należy się poddawać i rezygnować z siebie. Warto wtedy mieć u swojego boku przyjaciół, na których zawsze możemy polegać.

Całym sercem polecam Wam tę książkę. Z pewnością, kiedy weźmiecie ją w swoje ręce, zagłębicie się w czytaną historię tak mocno, że zapomnicie o całym otaczającym Was świecie. Mało tego, dzięki temu, że autorka wspaniale oddała klimat minionych lat, poczujecie się, niczym w podróży w czasie, gdzie z przejęciem będziecie obserwować życie głównej bohaterki, trzymając za nią bardzo mocno kciuki. Ja po odłożeniu książki na półkę poczułam, że bardzo chciałabym poznać osobiście mamę Pani Ani i bardzo żałuję, że jest to niemożliwe.
Pani Aniu dziękuję, że dzięki tej wspaniałej książce, pozwoliła Pani swoim czytelnikom poznać tak wyjątkową osobę, jaką bez wątpienia była Pani mama.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Szara Godzina, za co bardzo dziękuję.




sobota, 14 listopada 2020

Bez względu na wszystko nie poddawaj się, idź swoją drogą

M
oi drodzy mieszkam na wsi i nigdy nie chciałabym tego zmienić. Jako młoda osoba, która zawsze dąży do tego, aby się rozwijać i robić to, co kocham, cieszę się, że wraz z upływem lat zarówno wizerunek polskiej wsi, jak i również mentalność oraz priorytety jej mieszkańców bardzo mocno ewaluowały. Dziś wygląda ona zupełnie inaczej, niż ta, którą znamy, chociażby z opowieści starszego pokolenia naszych bliskich. Dziś polska wieś stała się przyjazna dla młodego człowieka, a co za tym idzie, mając wsparcie w rodzinie, młodzi ludzie mogą bez przeszkód realizować swoje plany i marzenia. Niestety nie zawsze wyglądało to tak sielsko i anielsko, jak nam się to teraz może wydawać. Wystarczy bowiem cofnąć się w czasie, aby przekonać się, że były takie lata, kiedy aby dać sobie szansę na lepsze życie w poczuciu spełnienia osobistego, młody człowiek zmuszony był stoczyć nierówną walkę z wieloma piętrzącymi się przeciwnościami losu. Nie musicie jednak szukać wehikułu czasu, aby niemalże na własnej skórze poczuć trudne realia minionych lat. Dziś bowiem przychodzę do Was z recenzją książki Anny Stryjewskiej „Zośka. Dopóki bije serce”, dzięki której trafiamy do niewielkiej wiejskiej społeczności lat 60. XX w.

Mieszkańcami tej hermetycznie zamkniętej wioski są tytułowa Zośka i jej trzyosobowa rodzina. Codzienność dziewczyny wypełnia nieustanna praca i opieka nad młodszą siostrą. Zosia nie skarży się na swój los, ponieważ jest bardzo pracowita i zna wpajaną jej nieustannie przez rodziców wartość pracy. Kocha też swoją siostrę Jadzię i robi wszystko, aby okazać jej jak najwięcej miłości i serdeczności, której żadna z nich nie otrzymała od matki. Rodzicielka nigdy nie darzyła swoich córek miłością. Jedyne czego mogły się od niej spodziewać to ciągłe utyskiwania, polecenia rzucane ostrym tonem i krytyka. To, co się dla ich matki liczy to praca i nie ma dla niej nic ważniejszego ponadto. Sytuacji nie ułatwia bieda, która jest nieodłącznym elementem życia mieszkańców tej wioski. Jedyną odskocznią od wielu problemów dnia codziennego są dla dorastającej Zosi marzenia o lepszym życiu i przyszłości, w której będzie mogła realizować swoje marzenia, będąc kochaną.

Anna Stryjewska oddała w nasze ręce bardzo poruszającą i wciągającą historię opartą na faktach. Tę prawdę i autentyzm czujemy niemalże od pierwszej strony. Na kartach książki poznajemy prawdziwe życie z jego blaskami i cieniami. W momencie, gdy przystępujemy do lektury tego tytułu, stajemy się obserwatorami rytmu życia na wsi wyznaczanego przez zmieniające się pory roku i prace polowe. Rodzicom młodego pokolenia nie w głowie są uczucia i wzniosłe marzenia. Mając w pamięci piętno, które odcisnęła na nich przeżyta wojna, teraz tylko w ciężkiej pracy na roli widzą sens. Jednak ich dzieci chcą czegoś więcej.
Nasza Zosia ma niezwykły talent do szycia i właśnie z szyciem chciałaby wiązać swoją przyszłość. Czy znajdzie się ktoś, kto uwierzy w talent dziewczyny i doda jej siły, aby nigdy się nie poddawała? Sprawdźcie to już sami, bo ja oczywiście nic więcej nie zdradzę. Mogę powiedzieć tylko, tyle że przed Zosią jeszcze bardzo trudna droga.

Zarówno czytelnik, jak i sama główna bohaterka pokłada nadzieję na zmiany wiodące ku lepszemu życiu w miłości i małżeństwie. Niestety, jak się przekonacie, bardzo szybko okaże się, że lepsze jest wrogiem dobrego. A miłość to, czasami zbyt mało, aby czuć się szczęśliwym. Niestety bywa tak, że fizyczna dojrzałość osoby, którą kochamy, nie idzie w parze z dojrzałością emocjonalną, a to może być przyczyną wielu krzywd, które nam wyrządza, mimo że darzy nas uczuciem.

Jak widzicie „Zośka. Dopóki bije serce” to wielowątkowa i piękna powieść, która sprawi, że nie będziecie mogli się od niej oderwać. Ja sama bardzo mocno wczułam się jej klimat i rozgrywające się wydarzenia. Szczerze mogę przyznać, że podczas czytania zupełnie zapominałam o otaczającej mnie rzeczywistości i czułam się niemal częścią opisywanej przez autorkę historii.

Niezwykłym atutem tej, jak również każdej poprzedniej książki Pani Ani jest piękny język, którym się posługuje oraz wspaniała umiejętność malowania słowem pięknych obrazów, które my czytelnicy widzimy, zamykając oczy. Nie mogłaby również nie zwrócić Waszej uwagi na wspaniałe kreacje bohaterów książki. Każda z postaci, którą tu spotkacie, jest osobą niezwykle złożoną, dzięki czemu są oni wyraziści i żadnego z nich nie można jednoznacznie ocenić. Dzięki temu książka staje się jeszcze ciekawsza i daje mocno do myślenia. Co więcej, jestem przekonana, że pomimo iż fabuła książki dotyczy lat minionych, to również dziś wielu z nas boryka się z podobnymi problemami. Chociażby trudne relacje na płaszczyźnie matka – dziecko, czy syndrom nieodciętej pępowiny, który potrafi zniszczyć nawet największe uczucie.

Gorąco zachęcam Was do poznania tej historii. Mnie ona mocno poruszyła, dostarczając całą paletę barw i emocji. Jej lektura okazała się dla mnie niezwykłym doświadczeniem, a wspomnienia matki i ciotki głównej bohaterki wycisnęły łzy. Za samą Zosię trzymałam mocno kciuki. Stała mi się bardzo bliska i chciałam, by wreszcie znalazła w sobie siłę i odwagę, by odciąć się od niszczących ją osób i poszła własną drogą. W jej życiu było wiele zawirowań, a ja czułam potrzebę ją przytulić i powiedzieć „Bez względu na wszystko nie poddawaj się, idź swoją drogą". Z tą właśnie myślą, która jest również pięknym przesłaniem książki, Was zostawiam i z niecierpliwością czekam na kontynuację cyklu, która pojawi się już wkrótce.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Szara godzina, za co bardzo dziękuję.