poniedziałek, 20 września 2021

"Gorzki smak marzeń" Aneta Krasińska - Zapowiedź patronacka.


M
oi drodzy, czy czytaliście już książkę "Słodki smak marzeń" Anety Krasińskiej? Ja czytałam i opowiadając Wam o niej w recenzji, pisałam, że nie mogę doczekać się jej kontynuacji. Autorka zakończyła opisywaną na jej kartach historię w taki sposób, że serce drżało mi z emocji. Chciałam jak najszybciej dowiedzieć się, jak dalej się ona potoczy. I nareszcie mogę Wam zdradzić, że się doczekałam. Dziś bowiem przychodzę podzielić się z Wami wspaniałą informacją. Otóż już niebawem, bo 6.10.2021 roku nakładem wydawnictwa Jaguar odbędzie się wyczekiwana przez wielu czytelników premiera książki "Gorzki smak marzeń". Dla mnie będzie to bardzo wyjątkowa chwila, gdyż podobnie, jak miało to miejsce w przypadku pierwszej części cyklu, tak i tym razem mam ogromny zaszczyt i przyjemność, objąć najmłodsze literackie dziecko Anetki swoim blogowym patronatem medialnym. Obiecuję wywiązać się ze swojego zadania jak najlepiej.

Na początek zdradzę Wam nieco więcej szczegółów o książce i tym, co tym razem przygotowała dla nas autorka, a także kilka słów o niej samej.

Gorzki smak marzeń

Aneta Krasińska


Cykl: Słodki smak marzeń

Tom: 2

Wiek: dla dorosłych

Premiera: 6 października

Kategoria: literatura obyczajowa

Liczba stron: 304


Opis wydawcy:


Świat Laury rozpada się na milion odłamków. Kobieta nie może otrząsnąć się po stracie i gdy nie ma już nadziei na odnalezienie sensu życia, nieoczekiwanie na horyzoncie pojawia się pewna trudna nastolatka, która wmawia wszystkim, że należy do rodziny Wolfów. Początkowo nikt jej nie wierzy, ale pełna determinacji Nicole zrobi wszystko, by wyrwać się z rodzinnego piekła.

Dążąc za wszelką cenę do celu, Nicole naraża na niebezpieczeństwo i siebie, i Laurę. A gdy znajduje się na skraju wyczerpania nerwowego, samotność i brak zrozumienia ze strony dorosłych doprowadza ją do wielce ryzykownego zachowania.

Poznając bliżej sytuację dziewczyny, Laura odnajdzie w sobie pokłady uczuć, które zaskoczą ją samą. Niełatwe relacje z Nicole nauczą ją cierpliwości, pokażą, że odwaga i bezkompromisowość mogą zmienić nawet najbardziej beznadziejną sytuację. Kobieta i nastolatka będą przeżywać we wzajemnej relacji upadki i wzloty, co powoli im lepiej poznać siebie i swoje potrzeby. Zrozumieją, jak istotne jest budowanie więzi emocjonalnych z drugim człowiekiem, ale też dostrzegą, jak łatwo stracić to, co się naprawdę liczy.

 Czy Laurze uda się odzyskać wewnętrzną równowagę po tragedii, jaka ją spotkała?


Aneta Krasińska
 – autorka kilkunastu powieści obyczajowych, w których często porusza tematy tabu. Debiutowała w 2015 r. Z wykształcenia humanistka, z zamiłowania pisarka, ogrodniczka, podróżniczka i miłośniczka sztuk wszelakich.

Należy do nowej fali polskich pisarek. Umiejętnie łączy powieść obyczajową z elementami sensacyjnymi i dramatycznymi.

W planach ma wydanie powieści historycznej osadzonej w czasach II wojny światowej.
Bohaterowie jej książek są wyraziści i wzbudzają mnóstwo emocji, zachęcając czytelników do refleksji nad własnym życiem.
Mieszka z córką, synem oraz mężem w małej mazowieckiej wsi, gdzie przy kubku zielonej herbaty przelewa na papier, a właściwie na dysk komputera, kolejne historie.


Wiem, że tych z Was, którzy macie już za sobą lekturę pierwszej części, do sięgnięcia po "Gorzki smak marzeń" zachęcać nie muszę. Natomiast jeśli czytanie pierwszej części macie jeszcze przed sobą to nawet lepiej. Macie moje słowo, że kiedy już ją przeczytacie, natychmiast zapragniecie więcej, a wtedy pod ręką będzie już "Gorzki smak marzeń"


KTO SIĘ SKUSI?









środa, 15 września 2021

"Skradziona kołysanka" Anna Stryjewska Gratulacje w dniu premiery! /Filmik promocyjny./ Patronat medialny.


* Zdjęcie autorki wykorzystane do grafiki zostało wykonane przez: Autorzy Książek w Obiektywie. 

Na wstępie chciałabym jeszcze raz serdecznie pogratulować Tobie Aniu w dniu premiery. Niech "Skradziona Kołysanka" idzie w świat. Niech podbija rankingi książkowe i zdobywa serca czytelników. Świętuję razem z Tobą.: ) <3.

Moi drodzy wreszcie się doczekaliśmy i już dziś wszyscy świętujemy premierę najnowszej książki Anny Stryjewskiej "Skradziona kołysanka". Wczoraj mogliście poznać moje odczucia po lekturze książki w recenzji, którą znajdziecie na blogu. Większość z Was już wie, że jest to mój patronat medialny, z którego jestem bardzo dumna. Chciałabym bardzo, aby jak najwięcej czytelników po nią sięgnęło, ponieważ na swoich kartach skrywa naprawdę wartościową i poruszającą historię. Zdaję sobie jednak sprawę, że to, co napisałam Wam o tej powieści, może nie być wystarczające, aby zachęcić Was do przeczytania książki, dlatego przy nieocenionej pomocy autorki bloga Czytamy bo kochamy, Magdy Zimnej przygotowałyśmy dla Was krótki trailer filmowy do książki. Mam nadzieję, że zarówno dla samej autorki, jak i dla Was będzie to miła niespodzianka, która utwierdzi w chęci jej lektury, tych, którzy od momentu zapowiedzi na nią czekali, a przede wszystkim przekona niezdecydowanych, że naprawdę warto spędzić z nią czas.





Madziu z całego serca dziękuję Ci za pomoc w realizacji niespodzianki. Bez Ciebie na pewno by się nie udała.



 


 

wtorek, 14 września 2021

"Skradziona Kołysanka" Anna Stryjewska - Recenzja przedpremierowa./ Patronat Medialny.


J
est wiele rzeczy i zachowań ludzkich, które sprawiają mi ogromną przykrość, a nawet bolą. Jedną z nich jest powierzchowność postrzegania przez nas drugiego człowieka. Nie mogę zrozumieć tego, z jak wielką łatwością potrafimy oceniać innych i wyrabiać sobie własne o nich zdanie tylko na podstawie tego, co widoczne dla oczu. Nie próbując najczęściej dowiedzieć się o tej osobie niczego więcej. Często w swoim otoczeniu spotykamy osoby ubogie, biednie ubrane, niestroniące od alkoholu. Wówczas trzymamy się od nich z daleka. Bez chwili zastanowienia przyklejamy im łatkę pijaka i włóczęgi, od którego trzeba stronić, bo jeszcze jakąś zarazę przyniesie. Tymczasem, nie wolno nam zapominać o tym, że za tą powierzchownością kryje się życiowa historia, której przewrotny los mógł uczynić tych ludzi, takimi, jakimi widzimy ich dzisiaj. Mówiąc szczerze, poczułam ogromną ulgę, mogąc podzielić się z Wami tym, co myślę i czuję. Jednak zapewne nie zrobiłabym tego jeszcze bardzo długo, gdyby nie lektura najnowszej książki Anny Stryjewskiej „Skradziona kołysanka”, której premiera odbędzie się już jutro, a którą mój blog ma ogromną przyjemność objąć swoim patronatem medialnym.

Mam nadzieję i chcę mocno wierzyć w to, że każdy, kto zechce sięgnąć po tę powieść, do czego już teraz gorąco zachęcam, poznając losy jej głównej bohaterki Barbary Walczak, zanim następnym razem osądzi kogoś z góry, dwa razy się przedtem zastanowi.

Basia jest mieszkanką małej miejscowości Wetlina w Bieszczadach. Kobieta wiedzie samotne, ubogie życie. Wśród tamtejszej społeczności, której jest częścią, spotyka ją wiele przykrości i upokorzeń. Z uwagi na to, że często zagląda w kieliszek, równie często znajduje się na ludzkich językach. Mieszkańcy uznali ją za menelkę, dziwaczkę i wariatkę. Nierzadko zdarza się także, że staje się ona obiektem wielu obelg, drwin i wyzwisk ze strony dzieci. Dla samej Basi jest to jednak niczym w porównaniu do tego, co trawi jej serce i duszę już od kilku lat. Gdyby bowiem ci, którzy traktują ją, jak śmiecia spojrzeli jej w oczy, dostrzegliby w nich ogromny ból i rozpacz wynikającą z traumatycznych przeżyć dramatu przeszłości, od którego wspomnień nasza bohaterka pragnie uciec. Myślę, że nikogo z Was nie muszę przekonywać, iż człowieczy los nie jest bajką, ani snem. Nawet jeśli w danej chwili swojego życia czujesz, że masz wszystko i udało ci się złapać Pana Boga za nogi, wystarczy zaledwie moment, aby zepchnąć cię w otchłań cierpienia, zniszczyć i uczynić wrakiem człowieka. A już z pewnością nie trzeba przekonywać do tego Barbary Walczak. To właśnie jej życie jest bardzo wstrząsającym dowodem słuszności tych słów.

Kiedyś nasza bohaterka cieszyła się wielką sławą. Będąc wokalistką zespołu muzycznego odnoszącego wielkie sukcesy, pławiła się w uwielbieniu i miłości tłumów ludzi, którzy kochali jej piękny śpiew. Scena i muzyka były jej całym światem. Potem przyszłą miłość. Do pełni szczęścia brakowało tylko dziecka. A kiedy i ten długo wyczekiwany skarb pojawił się na świecie Basia czuła, że osiągnęła już pełnię szczęścia i teraz chce poświęcić się wychowaniu dziecka, które przy mamie nucącej napisaną specjalnie dla córeczki kołysankę czuło się najbezpieczniej. Dla matki, która rodzinę stawiała zawsze na pierwszym miejscu swojej hierarchii wartości, była to najlepsza decyzja. Ciesząc się miłością męża i czasem spędzonym z córeczką przy nieocenionej pomocy mamy Haliny mogła napawać się swoim szczęściem.

Oczywiste jest, że nikt wówczas nawet przez ułamek sekundy nie pomyślał o tym, że los bywa przewrotny i tak samo, jak potrafi nas szczodrze obdarować swoimi dobrami, tak samo szybko potrafi zabrać to, co dał. Jeszcze nie wiedzą, że niebawem ich rodzina przeżyje największy dramat, jakiego można doświadczyć. Dramat, który sprawi, że Basia straci wszystko, co miała, a sama umrze dla reszty świata. O tym jednak musicie przeczytać już sami.

„Skradziona kołysanka” to bardzo poruszająca i emocjonalna historia pokazująca przemianę człowieka pod wpływem dramatycznych i bolesnych doświadczeń życiowych. To przejmujący obraz tego, jak pod wpływem nieopisanego bólu i straty z człowieka będącego na szczycie sławy można stać się nikim dla innych. Autorka pokazała nam także, jak bardzo potrafią zmienić się relacje w małżeństwie i rodzinie pod wpływem druzgocących nas przeżyć, z którymi nie potrafimy sobie poradzić. Andrzej, mąż Basi, z którym współtworzyła zespół, nieustannie zapewniał ją o swojej miłości i oddaniu. Patrzył na nią z ogromnym podziwem, aż do momentu, kiedy trzeba było przeistoczyć te piękne słowa w czyny i trwać przy sobie na dobre i na złe. Nie zdradzę nic więcej, abyście sami mogli przekonać się, czy słowa te miały dla tych dwoje jakąkolwiek wartość.

Muszę Wam się przyznać, że kiedy zaczynałam czytać „Skradzioną kołysankę” z racji tego, że jak wspomniałam wcześniej, podjęłam się opieki medialnej nad nią, miałam wrażenie, że mniej więcej wiem, czego mogę się po niej spodziewać. Wszak przygotowując dla Was posty ją promujące, czytałam fragmenty, cytaty. I wiecie co, bardzo się myliłam. Dopiero poznając całość powieści, poczułam się zdruzgotana emocjonalnie nie tylko jako czytelnik, ale przede wszystkim, jako kobieta. Nie potrafię nawet myśleć o tym, co czuje kobieta, która doświadcza tak niewyobrażalnej tragedii, jaka stała się udziałem Basi. Musicie bowiem wiedzieć, że choć ta historia jest fikcją literacką, to niestety takie dramaty zdarzają się także w prawdziwym życiu. Nie dziwię się zupełnie, że przez to, co spotkało Basię, stała się taką, a nie inną osobą. Ktoś okradł ją z największego skarbu i odebrał jej najpiękniejszą melodię.

Czytając tę książkę, płakałam jak dziecko, czułam ogromną bezsilność wobec tego, że w żaden sposób nie mogę pomóc Basi, a jednocześnie przez cały czas w myślach mówiłam do niej „Nie poddawaj się, nie trać nadziei. Nie jesteś sama”. I rzeczywiście na szczęście autorka nie zostawiła Basi w jej niedoli zupełnie samej. Znaleźli się w jej jakże zupełnie odmienionym obecnie życiu ludzie, którzy dostrzegli w niej coś więcej niż podarte ubranie, czy odór alkoholu, które było od niej czuć. Nie będę opisywała Wam szczegółów, ale nie mogłabym nie zwrócić Waszej uwagi na wyjątkową relację, która połączyła Basię z małą Mają. Choć Maja jest dzieckiem, a Basia dorosłą kobietą bardzo wiele je łączy. Obie czują się w pewien sposób wyobcowane. I tylko one potrafią dostrzec u siebie wzajemnie dobroć i wyjątkowość, której nikt inny nie dostrzega. Tylko one czują, jak bardzo są do siebie podobne.

O samej fabule książki nie napiszę już ani słowa więcej, ponieważ chcę, abyście sami mogli ją poznać i poczuć jej wyjątkowość, ale na pewno chcielibyście poznać trochę szczegółów, jeśli chodzi o stronę techniczną tego tytułu. Ci, którzy znają już twórczość Anny Stryjewskiej, zapewne zgodzą się ze mną, że w pisanie każdej swojej książki wkłada ona całe serce i to się czuje już od pierwszych czytanych zdań. Tak też jest i tym razem. Ania już w pierwszej scenie bardzo mocno wzbudza ciekawość czytelnika i przykuwa jego uwagę. I tak zostaje już do samego końca. Powieść ta osnuta została wyjątkowym klimatem, który sprawił, że czujemy się częścią rozgrywających się na jej kartach wydarzeń, przez co, bardzo mocno wpływają one także na nas samych. Bogactwo języka oraz lekkość stylu, którym posługuje się autorka, sprawia, że książkę czyta się z ogromną lekkością i płynnością, a jednocześnie niemijającym uczuciem przejęcia. Na uwagę zasługują również kreacje postaci bohaterów, którzy są bardzo prawdziwi. Popełniają błędy, są często niesprawiedliwi i bezlitośni w swoich osądach. A jednocześnie pragną zrozumienia i wybaczenia. Warto podkreślić również, że całość fabuły została podzielona na dwie perspektywy czasowe. Wydarzeń mających miejsce w Łodzi lat dziewięćdziesiątych i współczesnych w Wetlinie.

Jeśli chcecie przeczytać mądrą, poruszającą i bardzo emocjonalną powieść, która będzie bezlitosna pod względem przeżyć towarzyszących jej lekturze, to nie wahajcie się ani chwili. Będziecie płakać, czuć niemoc i bezsilność, ale także nie stracicie do końca wiary w to, że zły los Basi w końcu się odmieni, bo jak nikt inny na to zasługuje. To jedna z tych książek, której się nie czyta, a  przeżywa i o której nigdy się nie zapomina. Pochłonie Was bez reszty i nie pozwoli przerwać lektury nawet na chwileczkę. Zarwana noc i kac książkowy gwarantowany. W moim sercu „Skradziona kołysanka” ma już swoje miejsce i zostanie w nim na zawsze.

PREMIERA JUŻ JUTRO!

Kończąc, chciałabym serdecznie podziękować Autorce oraz wydawnictwu Szara godzina za zaufanie i możliwość patronowania tak pięknej książce.




czwartek, 9 września 2021

"Skradziona Kołysanka Anna Stryjewska - Przedpremierowy fragment promocyjny/ Patronat medialny.

K
ochani moi jestem bardzo szczęśliwa, ponieważ wielkimi krokami zbliża się dzień 15.09.2021, kiedy to nakładem wydawnictwa Szara godzina swoją premierę będzie miał mój blogowy patronat. Książka znanej i bardzo cenionej przez polskich miłośników literatury Anny Stryjewskiej "Skradziona Kołysanka". Wiem, że wielu z Was nie może doczekać się tego, aby poznać historię, którą skrywają karty powieści. Doskonale zdaję sobie sprawę, jak trudno jest cierpliwie czekać na książkę, którą bardzo chce się przeczytać. Mając to na uwadze i chcąc Wam trochę ulżyć w tym oczekiwaniu, przygotowałam dla Was krótki jej fragment, który mnie samą mocno poruszył.

W pomieszczeniu znajdowała się mało widoczna skrytka, w której trzymała ćwiartkę wódki. Tak na wszelki wypadek, gdyby się okazało, że nie jest w stanie się bez niej obejść. I ten moment właśnie nastąpił. Rozejrzała się badawczo dookoła i wychyliła za róg, by sprawdzić, czy jest bezpieczna. Nikt nie kręcił się w pobliżu, teren był czysty. Odkręciła butelkę i przechyliła. Alkohol popłynął w żyłach i rozmącił w głowie myśli. Powtórzyła tę czynność jeszcze kilka razy, po czym zakręciła butelkę i upchnęła dowód przestępstwa na swoje miejsce. Znów oparła plecy o ścianę, przymykając z ulgą powieki. Zrobiło jej się lepiej, jakaś pozorna błogość objęła jej umysł i pozwoliła odpłynąć tam, gdzie nie było trosk i cierpienia. Biegła, biegła przez łąkę, trzymając za rękę swoją już nieco starszą córeczkę. Miała blond włoski, zadarty nosek i dwa dołeczki w policzkach, kiedy się śmiała. Krzyczała: „Mamo, mamo!”, przystawała, kazała jej się pochylać i gładziła po policzkach. Cudowne, niebiańskie szczęście otulało duszę Barbary. „Jesteś, moja kochana! Nareszcie jesteś!” – próbowała powiedzieć, choć jej gardło zakleszczyło się ze wzruszenia. Pozwalała się więc gładzić, czuła ciepłą rękę na skroni i przesuwające się z tkliwością opuszki palców, które odgarniały jej potargane włosy.

– Proszę pani, proszę pani… Wzdrygnęła się, zanim otworzyła oczy. – Proszę pani, proszę się obudzić! Nie do wiary! Miała przed sobą drobną, trójkątną twarzyczkę ze snu z takimi samymi błękitnymi tęczówkami i szpiczastym noskiem. Dziewczynka mogła mieć jakieś dziesięć-jedenaście lat. Przynajmniej na tyle wyglądała. Była drobna i niska. Baśka chwyciła jej rękę i przytrzymała mocno.

– Zostawiła pani chustkę w klasie – odezwała się mała, wyrywając się z uścisku.

– Ja? – zapytała zaskoczona. – Ach, tak! Faktycznie! Dziękuję ci. Jak masz na imię? Nie widziałam cię nigdy wcześniej.

– Majka – odparła i uśmiechnęła się do niej. Barbara zadrżała, zimny dreszcz przeszył ją od stóp do głów. Dziewczynka miała takie same dołeczki w policzkach jak jej córeczka ze snu.

W komentarzach napiszcie, proszę, czy podoba Wam się fragment oraz, czy planujecie sięgnąć po książkę. Już niebawem podzielę się z Wami w recenzji moimi odczuciami po jej przeczytaniu, ale już teraz nie jestem w stanie ukrywać przed Wami, że książka jest piękna i z całego serca Wam ją polecam



.

niedziela, 5 września 2021

"Dobra siostra" Sally Hepworth.

M
am siostrę i bardzo ją kocham. Odkąd pamiętam, byłyśmy i do dziś jesteśmy sobie bardzo bliskie. Wspieramy się, pomagamy sobie i zawsze służymy dla siebie wzajemnie dobrą radą. Uważam, że nasza relacja jest piękna i jestem za nią bardzo wdzięczna. Nasi rodzice od najmłodszych lat powtarzali nam, że więź, która nas łączy jest wyjątkowa i musimy o nią dbać, ale uczyli nas także, że każda z nas jest odrębną jednostką i nie powinnyśmy budować swojego życia, wieszając się na tej drugiej i uzależniając się od niej. Zawsze czułyśmy, że jesteśmy silne i każda z nas potrafi zbudować swoje życie na własnych zasadach i według własnej wizji. Jest to jak najbardziej zdrowe podejście. Jednak życie pisze naprawdę różne scenariusze i nie w każdej rodzinie relacje między rodzeństwem budowane są poprawnie, choć na zewnątrz nic na to nie wskazuje, a co więcej często są one postrzegane, jako godne podziwu. 

Poznajcie Rose i Fern – siostry bliźniaczki, bohaterki książki autorstwa Sally Hepworth „Dobra siostra”, z której recenzją dziś do Was przychodzę. Kiedy my czytelnicy wkraczamy w ich życie, są już dorosłymi kobietami, które mają za sobą bardzo trudne dzieciństwo spędzone pod opieką matki socjopatki, które możemy poznać na podstawie wpisów z pamiętnika pisanego przez Rose. To z niego dowiadujemy się, że nie matka, a właśnie Rose, stała się najbardziej oddaną opiekunką dla Fern. Ona bowiem, jest inna, niż wszyscy ludzie wokół i trzeba ją chronić. Rose cierpi na nadwrażliwość emocjonalną na bodźce zewnętrzne takie jak dźwięk, światło i dotyk. Często świat wokół ją przytłacza i wtedy staje się bezbronna. Nie potrafi też do końca poprawnie odczytać zachowań ludzi i ich intencji, ale wtedy może liczyć na pomoc siostry. Ona była przy niej zawsze, by ustrzec przed gniewem matki i uchronić przed konsekwencjami strasznego czynu, który popełniła wiele lat temu. Prawda została ich tajemnicą i odeszła w zapomnienie. Fern jest przekonana, że siostra chce dla niej jak najlepiej i to w niej pokłada największą ufność. Przyznajcie, że trudno nie być pod wrażeniem więzi łączącej dziewczyny. A gdybyście jeszcze potrzebowali dodatkowego potwierdzenia jej wyjątkowości, to zdradzę Wam, że największym marzeniem Rose jest zostać matką. Niestety starania o dziecko nie przynoszą rezultatów, więc Fern oferuje siostrze pomoc w urzeczywistnieniu jej pragnienia. Niestety sprawy przybierają nieoczekiwany dla Rose obrót. Widzi, że siostra dokonuje wyborów, które mogą zagrozić im obu, a także odkryć skrywane tajemnice, o których świat nigdy miał się nie dowiedzieć. Klucz do ich odkrycia zniszczy wszystko i ściągnie kurtynę pozorów.

Na kartach książki poznajemy dwie zupełnie różne od siebie postacie. Ich portrety zostały wykreowane tak, byśmy wyraźnie mogli dostrzec te kontrasty. Fern przez to, że zmaga się ze swoimi ograniczeniami, wynikającymi z silnego odbierania bodźców otaczających ją każdego dnia często czuje się, jak w pułapce, w której musi walczyć o każdy oddech. Wówczas jest słaba i potrzebuje poczucia bezpieczeństwa. Uwierzy we wszystko i zrobi wszystko, aby odzyskać ciszę i spokój, którego tak bardzo potrzebuje. Wie, że kiedyś zrobiła coś złego i czuje, że tak, jak wtedy tak i teraz nie poradzi sobie bez pomocy Fern. No właśnie Fern, ona pamięta przeszłość zupełnie inaczej, aniżeli jej siostra, która w każdym człowieku widzi wyłącznie dobro. Jeśli chcecie dowiedzieć się, czyja prawda jest rzeczywiście taka, jaką nam ją przedstawiono, koniecznie sięgnijcie po książkę. Nie zapomnijcie tylko, że przed prawdą nie da się uciec i prędzej, czy później trzeba będzie się z nią zmierzyć, a to, co ona za sobą niesie, może w jednej chwili wywrócić nasze życie do góry nogami. Prawda może okazać się szokująca, a wręcz przerażająca.

„Dobra siostra” to książka, która pokazuje, jak silnym narzędziem władzy nad drugim człowiekiem jest manipulacja i uzależnienie emocjonalne. Fern i Rose, będąc dziećmi, przez wiele lat każdego dnia były jej ofiarami. Matka bez skrupułów grała na uczuciach i emocjach córek po to, by wymóc na nich wyrazy uwielbienia i oddania względem swojej osoby.
Co za tym idzie, same również mogły przez tak długi czas wiele się od niej nauczyć. Musicie sprawdzić koniecznie, która z nich opanowała tę sztukę do perfekcji i czemu ma ona teraz służyć.

Książka, którą Sally Hepworth oddała w nasze ręce, skrywa w sobie pełną tajemnic i pozorów historię zbudowaną na iluzji tego, co jest nam pokazywane. Czytając ją, bardzo szybko zyskacie przekonanie, że już wszystko wiecie, ale autorce właśnie o to chodzi. Chce, żebyśmy tak czuli po to, abyśmy ostatecznie zaskoczeni przyznali, że nie wiemy nic. Autorka również nami manipuluje i wodzi nas za nos. To jest świetne, ponieważ brnąc w fabułę i na każdym kroku przekonując się, jak bardzo nasze przewidywania się nie sprawdzają, z większą jeszcze ciekawością chcemy dążyć do odkrycia całej prawdy.

Macie moje słowo, że ta książka Was wciągnie i zapewni Wam lekturę, od której nie będziecie mogli się oderwać. Od początku do końca bowiem osnuta jest klimatem niepewności tego, co wydarzy się za chwilę. Nie liczcie jednak na dynamiczną akcję. Muszę wręcz powiedzieć, że na wydarzenia, które przykują uwagę i nie pozwolą Wam odłożyć książki, będziecie musieli poczekać dłuższą chwilę. Cierpliwość na pewno zostanie Wam wynagrodzona, bo im wraz z rozwojem fabuły, jest coraz lepiej. Jeśli dacie się namówić na spędzenie czasu z tą książką, na co nie ukrywam, mocno liczę, dostaniecie wciągający i dający do myślenia dramat rodzinny, który skłoni Was do wielu refleksji, odnośnie silnej potrzeby bycia kochanym.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Prószyński i-ska, za co bardzo dziękuję.

Inne książki autorki, które recenzowałam: