poniedziałek, 9 lutego 2026

Uzdrowić przeszłość: „Wiosna w chacie pod starym świerkiem” Wioletty Piaseckiej

Prawdziwa dojrzałość nie polega na ucieczce przed przeszłością. To odwaga, by stanąć z nią twarzą w twarz i wybaczyć to, co wydawało się niewybaczalne. Często spędzamy lata, budując mury z milczenia i żalu, wierząc, że dystans ochroni nas przed cierpieniem. Tymczasem jedyna droga do wolności prowadzi przez konfrontację z własnymi ranami. Każdy z nas nosi w sobie takie niedomknięte rozdziały – relacje, które utknęły w martwym punkcie oraz słowa, które nigdy nie padły, a mają moc odmieniania losu. Dopiero gdy zrzucimy ciężar dawnych urazów, robimy miejsce na nowe życie. Ono zawsze znajduje sposób, by na powrót rozkwitnąć.

Tę uniwersalną prawdę mistrzowsko rozwija Wioletta Piasecka w powieści „Wiosna w chacie pod starym świerkiem”. Jest to dojrzała kontynuacja historii zapoczątkowanej w tomie „Chata pod starym świerkiem”. Pisarka stawia w niej tezę, że prawdziwe odrodzenie możliwe jest tylko poprzez zmierzenie się z demonami przeszłości. Udowadnia tym samym, że więzy krwi niosą największy potencjał do uzdrowienia naszych pękniętych życiorysów. To właśnie w cieniu tytułowego świerka Jagoda próbuje posklejać odłamki codzienności, tworząc bezpieczny azyl dla dziecka, którym się zaopiekowała. W tym samym czasie sielska atmosfera Zalewu Wiślanego staje się niemym świadkiem dramatu dwóch sióstr.

Relacja Jagody i Maliny to fascynujący, choć trudny taniec przyciągania i odpychania. Jagoda uosabia cichą siłę i chęć odkupienia. Musi ona jednak zmierzyć się z Maliną, która tkwi w toksycznym cieniu rodzeństwa. Powieściopisarka z przejmującą szczerością kreśli obraz kobiety uwięzionej w poczuciu bycia tą „gorszą”. Jej sytuację pogłębiają skomplikowane relacje osobiste, które zamiast dawać oparcie, stają się źródłem emocjonalnej pustki. To głębokie studium postaci, która musi zrozumieć, że jej wartość nie zależy od aprobaty otoczenia. Taka dynamika sprawia, że dylematy bohaterek zaczynamy odczuwać niemal osobiście. Są to postacie z krwi i kości, z których obawami i troskami mocno się utożsamiamy. Dzięki tej niezwykłej wiarygodności mamy wrażenie, że sami stajemy się częścią tej historii, a bohaterowie żyją gdzieś tuż obok nas. To sprawia, że od książki po prostu nie można się oderwać.

Twórczyni dotyka przy tym pułapki porównań, w którą tak często wpadamy. Z boku cudze życie zawsze wydaje się pełniejsze i wolne od trosk, co rodzi w nas destrukcyjną zazdrość. Tymczasem powieść przypomina, że ci, których podziwiamy, nierzadko sami marzą o spokoju, który my bierzemy za oczywistość. Każdy dźwiga niewidzialny ciężar swoich problemów. Brak wdzięczności za to, co posiadamy, wynika jedynie z braku świadomości – dla kogoś innego nasze „zwyczajne” życie mogłoby być przecież szczytem marzeń.

Wszystkie te wątki splatają się w gęstą sieć emocji. Każda odkryta tajemnica zmusza do przewartościowania dotychczasowych priorytetów. Warstwa psychologiczna utworu pulsuje pod skórą każdego zdania. Pisarka rezygnuje z taniego sentymentalizmu na rzecz surowej prawdy o ludzkich pęknięciach. Analizuje proces wybaczenia nie jako jednorazowy gest, lecz jako długą drogę do odzyskania wewnętrznej harmonii. Udowadnia też, że ten trudny akt nie jest oznaką zapomnienia o krzywdach. To świadoma decyzja, by nie pozwolić dawnej traumie kształtować naszej teraźniejszości.

Literacka konstrukcja powieści odzwierciedla spokój i nieuchronność zmian. Tempo akcji początkowo jest niespieszne niczym powolne roztopy, z czasem nabiera jednak dynamiki wymuszonej przez odkrywane sekrety. Język jest niezwykle plastyczny, z malarską precyzją oddaje urok nadmorskiego krajobrazu. Czyni to z natury równorzędnego bohatera, który koi nerwy i wyostrza zmysły. Symbolika budzącej się przyrody staje się tu metaforą odzyskiwania nadziei. Podobnie jak wiosenne słońce rozpuszcza lód, tak szczerość bohaterek kruszy pancerz ich wzajemnych urazów.

​Lektura pozostawia czytelnika w stanie głębokiej zadumy i prowokuje do spojrzenia na własne rodzinne relacje. Zaszczepia odwagę, by, zamiast budować kolejne mury, podjąć próbę wyciągnięcia ręki do zgody. Choć opisana historia jest fikcją, ma uderzająco realistyczny wymiar. Wszystko to mogłoby dziać się tuż obok nas. To propozycja idealna dla osób poszukujących szczerości przekazu i emocjonalnego kompasu – swoisty literacki plaster na duszę. Książka przypomina, że nasza tożsamość nie musi być definiowana przez dawne krzywdy, a prawo do nowego początku przysługuje każdemu, bez względu na ciężar dźwiganego bagażu.

„Wiosna w chacie pod starym świerkiem” to opowieść o tym, że życie nie kończy się na błędach. Ono na nich buduje nową, bardziej świadomą wersję nas samych. Zamykając tę książkę, zostajemy z kojącym przekonaniem: dopóki mamy odwagę kochać i wybaczać, każda chwila jest idealnym momentem, by zacząć od nowa.

​Z niecierpliwością czekam na trzecią część tej niezwykle mądrej i poruszającej sagi – „Lato w chacie pod starym świerkiem”. Finał obecnego tomu sprawił, że serce na moment się zatrzymało. Świadomość, że w tej historii wszystko może się jeszcze zdarzyć, sprawia, że ciekawość dalszych losów bohaterów jest ogromna. Bo niektóre opowieści nie kończą się wraz z ostatnią kropką, lecz zaczynają żyć w nas na nowo.

​Pytania do Was:

​Czy zdarzyło Wam się kiedyś poczuć, że przeświadczenie o tym, iż życie kogoś bliskiego jest lepsze i łatwiejsze, odebrało Wam radość z własnej codzienności?

Czy wierzycie, że wybaczenie bliskim jest warunkiem koniecznym, by móc ruszyć dalej, czy niektóre błędy na zawsze zamykają drogę do porozumienia?

[Zakup własny].

czwartek, 5 lutego 2026

W cieniu rodowej klątwy – dlaczego warto odkryć "Sekrety Abigail" Urszuli Gajdowskiej?

Zapraszam was do świata dziewiętnastowiecznej Szkocji, w którym echa dawnych namiętności wciąż pobrzmiewają w murach starych rezydencji. To tutaj rodzinne legendy okazują się czymś znacznie więcej niż tylko bajkami na dobranoc. Często zastanawiamy się, jak głęboki wpływ na naszą teraźniejszość mają wybory ludzi, których nigdy nie poznaliśmy. Czy sekrety skrywane przez pokolenia mogą determinować nasze własne szczęście?

​Razem wejdziemy w gęstą mgłę szkockich wrzosowisk, sięgając po książkę "Sekrety Abigail" autorstwa .Urszuli Gajdowskiej. Jest to druga część urzekającego cyklu "Dziedziczki zamku Caly". Udowadnia ona, że prawdziwe wyzwolenie od przeszłości wymaga odwagi do zmierzenia się z prawdą ukrytą pod warstwami przemilczeń. To podróż dla każdego z was, kto wierzy, że aby ruszyć naprzód, musimy najpierw odważyć się spojrzeć wstecz.

W murach dumnego zamczyska Caly zaczyna tętnić kronika zdarzeń, która nigdy nie miała zostać opowiedziana. Lady Abigail, nestorka rodu MacCalisterów, decyduje się przerwać wieloletnie milczenie i odkrywa przed młodszą krwią mroczne kulisy swojej młodości. Śledząc te dzieje, wkroczycie w rzeczywistość pełną niebezpiecznych przygód i zakazanych uczuć.

Nad klanem wciąż wisi cień niewyjaśnionego, złowrogiego fatum. Każdy szept przybliża Olivię i Williama do poznania prawdy o ich własnym dziedzictwie. Kluczem do jego zdjęcia może okazać się to, co wydarzyło się dziesiątki lat wcześniej. Młodzi bohaterowie muszą odkryć, czy ich własne szczęście jest możliwe tam, gdzie dawne urazy nieustannie dopominają się o sprawiedliwość.

W sercu fabuły pulsuje motyw nieuchronnego przeznaczenia, uosobiony przez tajemniczą rodzinną klątwę. Niczym niewidzialny całun spowija ona klan MacCalisterów. To fascynujące starcie dwóch osi czasu ukazuje, jak wspomnienia Abigail stają się żywym pomostem łączącym błędy przodków z szansą na nowe jutro. Jednocześnie lojalność nieustannie ściera się tu z pragnieniem wolności.

Sam zamek Caly jawi się tutaj jako niemy świadek. Jego surowe wnętrza podpowiadają rozwiązania tym, którzy mają dość odwagi, by słuchać. Wszystko to splata się w głęboki motyw poszukiwania tożsamości. Autorka udowadnia, że zrozumienie siebie wymaga zmierzenia się ze spadkiem po poprzednikach.

Postacie zostały nakreślone z niezwykłą precyzją. Twórczyni unika czarno-białych schematów na rzecz psychologicznej autentyczności. Lady Abigail to postać monumentalna – jej portret to studium kobiecej siły, determinacji i mądrości opłaconej bolesnymi doświadczeniami. Z kolei Olivia i William stanowią jej doskonałą przeciwwagę. W ich niepewności i rodzącym się uczuciu odnajdujemy powiew świeżości oraz bunt przeciwko skostniałym konwenansom.

​Niezwykłym atutem tej pozycji jest sposób, w jaki autorka odmalowuje klimat minionej epoki. Pisarka z wielką dbałością o detale kreśli obraz dziewiętnastowiecznej Szkocji. Surowość krajobrazu harmonizuje tu ze sztywnymi regułami i klanową hierarchią. Dzięki plastycznym opisom codzienności, strojów oraz etykiety, minione lata ożywają na naszych oczach.

Powieść ta stanowi doskonałą egzemplifikację romansu historycznego z elementami sagi rodzinnej i powieści gotyckiej. Gatunkowy fundament opiera się na umiejętnym splataniu wątku miłosnego z surowymi realiami epoki oraz aurą tajemniczości. Autorka nie tylko wyczerpuje znamiona tych gatunków, ale wręcz je celebruje, dostarczając czytelnikowi wszystkich kluczowych atrybutów: od dusznej atmosfery sekretów po emocjonalną głębię relacji.

Twórczyni posługuje się językiem barwnym, który idealnie balansuje między klasyczną elegancją a przystępnością. Konstrukcja książki opiera się na fascynującym zabiegu szkatułkowym, gdzie teraźniejszość przeplata się z retrospekcjami nestorki rodu. Taka dwutorowa narracja nie tylko buduje napięcie, ale pozwala stopniowo składać w całość skomplikowaną mozaikę przeszłości.

​Lektura to emocjonalny labirynt. Zmusi was on do zrewidowania poglądów na temat siły więzi i ceny, jaką płacimy za błędy innych. Podczas czytania będziecie balansować między dreszczem ekscytacji a nostalgicznym wzruszeniem. W porównaniu do „Czasu Olivii” ta kontynuacja wydaje się znacznie bardziej dojrzała i nasycona mroczniejszym nastrojem.

Tę powieść adresuję przede wszystkim do marzycieli szukających ucieczki w surowe krajobrazy oraz do miłośników sag rodzinnych. "Sekrety Abigail" to poruszający dowód na to, że prawda jest jedyną drogą do wolności. Domykając tę recenzję, zostajemy z przekonaniem, że mury zamku Caly jeszcze nie raz nas zaskoczą. My natomiast z niecierpliwością będziemy wypatrywać powrotu do tego uniwersum, w którym przeszłość wciąż trzyma teraźniejszość w swoich ramionach.

[Materiał reklamowy] Autorka Urszula Gajdowska.

poniedziałek, 2 lutego 2026

​"Zapomniane życie” – Ewelina Paprotny: Mozaika tożsamości na hiszpańskim bruku

Ludzka tożsamość przypomina misterną mozaikę, w której każdy okruch wspomnienia buduje fundament tego, kim jesteśmy. Co się jednak dzieje, gdy gwałtowny podmuch losu obraca tę konstrukcję w pył? Często błądzimy przez życie, przekonani o trwałości własnego „ja”, nie zdając sobie przy tym sprawy, jak krucha granica oddziela nas od całkowitej pustki. To właśnie w przestrzeni między utraconą przeszłością a niepewnym jutrem zawieszona jest historia opisana przez Ewelinę Paprotny. W swojej przejmującej powieści „Zapomniane życie” autorka stawia odważną tezę: utrata pamięci paradoksalnie otwiera drogę do najgłębszej prawdy o własnych pragnieniach. Zatem ucieczka od dotychczasowej rzeczywistości okazuje się szansą na autentyczne odrodzenie.

Akcja rozpoczyna się od desperackiego kroku – ucieczki Leny z Polski do tętniącej życiem Barcelony. To, co miało stanowić chwilowe wytchnienie, zamienia się jednak w egzystencjalny koszmar, gdy bohaterka budzi się w obcym mieście bez najmniejszego wspomnienia o swojej przeszłości. Przyjmuje imię Mariposa i zaczyna budować życie na czystej karcie. W tym samym czasie pisarka prowadzi równoległy wątek poszukiwań rodziny Leny. Ich czyste intencje oraz autentyczna troska boleśnie kontrastują z nową rzeczywistością kobiety, co tworzy emocjonalny mur, którego żadna ze stron nie potrafi przebić.

Twórczyni kreśli obraz katalońskiej stolicy z ogromną plastycznością, przez co miasto przestaje odgrywać rolę tła, stając się żywym, pulsującym organizmem. Przerzucając kolejne strony utworu, niemal czujemy na skórze lepki żar słońca oraz szorstkość morskiej soli. Nozdrza mami intensywna mieszanka aromatów tapas i nagrzanego bruku uliczek Barrio Gótico. Ewelina Paprotny z wielką czułością oddaje dualizm tego miejsca – najpierw zachwyca feerią barw La Rambla, by po chwili budować duszny, oniryczny klimat. W rezultacie za każdym rogiem czai się cień niepewności.

Ta atmosfera sprzyja ujawnieniu się skomplikowanej sieci ludzkich zależności. Toksyczność w świecie Mariposy przybiera przy tym dwa skrajnie różne oblicza. Z jednej strony widzimy bliskich, których miłość staje się dla bohaterki formą osaczenia i próbą wtłoczenia jej w ramy życia, którego już nie pamięta. Z drugiej strony prawdziwy mrok nadchodzi wraz z ludźmi poznanymi na hiszpańskim bruku. Pisarka ukazuje, jak nowi znajomi traktują bohaterkę niczym tabula rasa, którą mogą dowolnie zapisać kłamstwami, by uformować ją według własnych potrzeb. To zderzenie bezradnej miłości z wyrachowanym fałszem sprawia, że walka Leny o własny los nabiera niezwykłego dramatyzmu.

W warstwie psychologicznej opisywana historia stanowi przejmujące studium rozpadu osobowości. Autorka z niezwykłą empatią oddaje stan psychiczny osoby, dla której każdy fakt oznacza bolesne starcie z pustką. Lena balansuje między euforycznym poczuciem wolności a paraliżującym strachem przed prawdą, która może okazać się zbyt przytłaczająca. Podczas lektury poczułam niezwykle silną więź z bohaterką i kibicowałam jej w walce o odzyskanie tożsamości z niemal osobistym zaangażowaniem. Książka wielokrotnie wywoływała u mnie głębokie poruszenie, zmuszając do pytania: co ja czułabym na jej miejscu i jak odnalazłabym się w tej przerażającej pustce?

Należy jednak wyraźnie zaznaczyć, że proza Eweliny Paprotny wymyka się gatunkowym schematom. Choć fundament opowieści stanowi tajemnica, nie jest to thriller nastawiony na epatowanie brutalnością. To przede wszystkim wielowymiarowa powieść obyczajowa z elementami thrillera psychologicznego typu light. Napięcie budują tu subtelne drgania ludzkiej duszy, a nie drastyczne zwroty akcji. Sama konstrukcja powieści opiera się na umiejętnym przeplataniu perspektyw, co nadaje całości dynamiczny, niemal filmowy charakter. Styl twórczyni pozostaje elegancki i nastrojowy; autorka operuje szeptem w scenach intymnych, by za chwilę uderzyć mocniejszym tonem w momentach grozy.

Lektura tej powieści to emocjonalna podróż pozostawiająca czytelnika w stanie głębokiego poruszenia. Towarzyszy jej rzadka mieszanka zachwytu nad pięknem świata oraz dusznego niepokoju o trwałość własnego „ja”. To doświadczenie najpierw subtelnie uwodzi zmysły, by ostatecznie wstrząsnąć sumieniem i zmusić do przewartościowania definicji autentyczności. Utwór nie oferuje łatwych rozwiązań, a jego finał, zamiast stawiać kropkę, zostawia nas z pytaniami, które pracują w głowie jeszcze długo po zamknięciu ostatniego rozdziału.

​Tę książkę polecam szczególnie miłośnikom nieoczywistych historii – czytelnikom szukającym w literaturze intelektualnego wyzwania oraz egzystencjalnego ciężaru. Oczekują oni od lektury emocjonalnej wiwisekcji, a nie tylko chwilowego eskapizmu. Jeśli cenisz prozę, w której gęsta atmosfera splata się z elegancją języka, ten utwór stanie się dla Ciebie pozycją niezapomnianą. Nasza przeszłość bywa ciężarem, lecz pozostaje jedynym spoiwem trzymającym w całości mozaikę naszego „ja”. Być może prawdziwa wolność nie polega na zapomnieniu tego, kim byliśmy, lecz na odważnym zaakceptowaniu każdej, nawet najbardziej bolesnej rysy na naszym odbiciu w lustrze.

[Materiał reklamowy].

sobota, 31 stycznia 2026

Dziedzictwo pełne cieni: Recenzja powieści „Czas Olivii” Urszuli Gajdowskiej

​Literatura ma niezwykłą moc zatrzymywania tego, co ulotne. Pozwala nam na chwilę zwolnić i przyjrzeć się splotom zdarzeń, które kształtują ludzki los. Każda opowieść to swoisty zapis drogi, jaką musimy przebyć, by zrozumieć własne dziedzictwo. Musimy też odnaleźć odwagę do nazwania tego, co dotąd pozostawało w cieniu. W historiach, które wybieramy, szukamy zrozumienia dla skomplikowanej natury naszych własnych wyborów i emocji. Choć są one osadzone w konkretnych ramach czasu, pozostają uniwersalnie bliskie każdemu z nas.

​Właśnie taką wielowymiarową podróż oferuje Urszula Gajdowska w powieści „Czas Olivii”. Książka ta stanowi pierwszą część cyklu „Dziedziczki Zamku Caly”. Pisarka udowadnia, że romans historyczny to nie tylko kostiumowa opowieść o uczuciach. To przede wszystkim głębokie studium walki o prawdę w świecie zdominowanym przez konwenanse i rodzinne przemilczenia.

Autorka zabiera nas w podróż do 1816 roku. Wśród surowych klifów i mgieł północnej Szkocji wznosi się mroczna warownia. To właśnie tam Olivia musi zmierzyć się z bolesną spuścizną, która skrywa więcej pytań niż odpowiedzi. Twórczyni mistrzowsko buduje napięcie i rzuca bohaterkę w wir niedopowiedzeń dotyczących tragicznej śmierci jej matki. Czytelnik wraz z główną postacią i tajemniczym Williamem przemierza duszne korytarze rodowej posiadłości. Każde skrzypnięcie podłogi i każdy szept służby zdają się przybliżać ich do wyjaśnienia faktów, których ktoś za wszelką cenę nie chce ujawnić.

​Siłą napędową tej historii jest misternie zarysowana psychologia postaci. Muszą one udźwignąć ciężar swoich ról społecznych oraz zawodowych ambicji. Dziedziczka, choć formalnie przejmuje zarząd nad majątkiem, toczy wewnętrzną walkę. Ściera się w niej maska uległej damy oraz instynkt śledczy, który każe kwestionować oficjalne wersje zdarzeń. Jej postać to manifestacja kobiecej siły i determinacji. W surowym, męskim świecie XIX-wiecznej hierarchii Olivia musi stać się własnym adwokatem. Pisarka kreśli portret kobiety, która nie czeka na ratunek, lecz aktywnie rozbija szklany sufit konwenansów, udowadniając, że sprawiedliwość nie ma płci.

​Z kolei William nie jest jedynie tłem; jego profesjonalizm i chłodna analiza łączą się z narastającą empatią. Praca nad odkryciem tajemnic staje się dla nich formą autoterapii i pozwala przekuć ból w działanie. Twórczyni tka swój utwór z nici nienazwanego lęku oraz bolesnej straty. Czyni z żałoby fundament, na którym główna bohaterka musi wznieść gmach własnej tożsamości. To nie tylko historia o poszukiwaniu winnych tragedii. To przede wszystkim kameralne studium wyobcowania we własnym domu, gdzie chłód kamiennych murów zdaje się strzec zakazanej wiedzy.

Wątek romantyczny rozkwita tu niespiesznie. Rodzi się on w cieniu podejrzeń jako partnerstwo dwojga rozbitków, którzy w chaosie niedomówień próbują odnaleźć stały ląd. Autorka bawi się kontrastem między salonową etykietą a dzikim mistycyzmem szkockich Highlands. Sugeruje tym samym, że sekrety przodków zawsze w końcu upomną się o głos.

Warstwa literacka tej książki zachwyca elegancją. Język jest zakorzeniony w dziewiętnastowiecznej estetyce, a przy tym pozostaje niezwykle żywy i plastyczny. Stylistyka przesycona jest opisami budującymi gęsty, gotycki klimat. Wilgoć szkockich mgieł i surowość kamienia stają się niemal namacalnymi elementami intrygi. Tempo akcji jest początkowo miarowe i pozwala odbiorcy w pełni zanurzyć się w atmosferze niepokoju. Z czasem jednak, wraz z odkrywaniem kolejnych elementów układanki, opowieść gwałtownie przyspiesza.

Taka konstrukcja zapewnia intelektualną satysfakcję, która idzie w parze z emocjonalnym zachwytem nad hartem ludzkiego ducha. Zakończenie, pełne niedopowiedzeń i nowych znaków zapytania, stanowi obietnicę dalszych wrażeń. Pozostawia ono czytelnika z niecierpliwym oczekiwaniem na drugi tom, czyniąc z powrotu do Zamku Caly literacką konieczność.

​Tę pozycję polecam przede wszystkim miłośnikom nieoczywistych fabuł historycznych. Jest to lektura obowiązkowa dla fanów gotyckich sekretów i gęstego, szkockiego klimatu. Odbiorca decydujący się na tę podróż doświadczy przeszywającego chłodu niepokoju oraz kojącego ciepła rodzącej się więzi. To historia, która wywołuje dreszcz ekscytacji oraz głęboką empatię. Pozostawia ona po sobie poczucie, że każda bolesna przeszłość zasługuje na to, by zostać w końcu opowiedziana.

„Czas Olivii” to coś więcej niż tylko wyprawa do dawnej Szkocji; to przejmująca opowieść o tym, że prawda, choć bywa dotkliwa, jest jedyną drogą do pełnej wolności. Mimo ram romansu historycznego, dzieło Urszuli Gajdowskiej niesie w sobie wiele ponadczasowych wartości, w których niejeden współczesny czytelnik odnajdzie odbicie własnych zmagań z losem. Pisarka stworzyła narrację zostającą w pamięci długo po lekturze, przypominając, że korzenie definiują nas tylko wtedy, gdy mamy odwagę stanąć z nimi twarzą w twarz. To obietnica, której dopełnienie czeka w mrocznych zakamarkach posiadłości, pozostawiając nas z zapartym tchem w oczekiwaniu na dalsze losy bohaterów.

[Materiał reklamowy] Autorka Urszula Gajdowska.

środa, 28 stycznia 2026

Pęknięty monolit prawdy. O powieści „Kim jesteś, Nikolo?” Bernardyny Dareckiej-Władzimiruk

Budujemy nasze życie na podobieństwo monolitu. To niewzruszona bryła, która ma chronić naszą tożsamość przed światem i nami samymi. Wierzymy w trwałość masek, które przybieramy. Jednak w swojej powieści „Kim jesteś, Nikolo?” Bernardyna Darecka-Władzimiruk pokazuje, że to, co bierzemy za jednolity kamień, jest jedynie kruchą konstrukcją pełną ukrytych szczelin. Prawdziwe „ja” nie jest bowiem statyczną formą. To proces, który krystalizuje się dopiero w bolesnym starciu z prawdą o przeszłości i w odwadze do rozbicia pozornej jedności własnego wizerunku.

W sercu tej opowieści pulsuje napięcie między dwiema siostrami. Choć dzielą to samo oblicze, stały się dla siebie obcymi lądami. Natalia i Nikola to dwie strony tej samej pękniętej struktury. Jedna szuka ocalenia w prawdzie. Druga ucieka w chłód wyrachowania i niebezpieczne sekrety. Kiedy w ich uporządkowaną codzienność wkracza Maks – człowiek naznaczony wspólną przeszłością i zagadkowym tatuażem – fasada spokoju zaczyna kruszyć się nieodwracalnie. Mężczyzna ten ucieleśnia skomplikowany wątek uczuciowy, stając się postacią ambiwalentną. Dla jednej z sióstr jest szansą na bliskość, dla drugiej śmiertelnym zagrożeniem dla jej misternie budowanych kłamstw. Pisarka rzuca czytelnika w wir pytań o to, czy miłość może przetrwać w świecie zbudowanym na oszustwie.

Istotnym filarem książki jest oniryczna i duszna atmosfera tajemnicy. Osacza ona czytelnika niczym gęsta mgła. Narracyjną siłą utworu są liczne retrospekcje. To one, niczym bolesne powroty do przeszłości, odsłaniają fundamenty obecnego dramatu sióstr. Autorka mistrzowsko operuje motywem dawnych zdarzeń. Nie są one jedynie wspomnieniem, lecz żywym, niszczycielskim żywiołem. Pokazuje, że sekrety mają swoją wagę i cenę. Nieodkryte latami, z czasem stają się toksycznym osadem, który zatruwa każdą nową relację, odbierając szansę na zdrowe uczucie. To właśnie te mroczne niedopowiedzenia oraz kilka bardzo zaskakujących zwrotów akcji, które wywracają fabułę do góry nogami, sprawiają, że lektura trzyma w napięciu do ostatniej strony.

Narracja książki to wielowymiarowe studium dualizmu ludzkiej natury. Pisarka z chirurgiczną precyzją rozcina tkankę siostrzanej relacji. Na kartach powieści splatają się wątki bolesnego poszukiwania korzeni z niszczycielską siłą rywalizacji o miłość i akceptację. Autorka udowadnia, że więzy krwi mogą być zarówno bezpieczną przystanią, jak i śmiertelną pułapką. Dzieło staje się przy tym fascynującym, głębokim studium psychologicznym. Ukazuje, jak głębokie deficyty emocjonalne mogą przekształcić się w pancerz egoizmu, uniemożliwiający prawdziwe kochanie drugiego człowieka.

Dojrzałość tej pozycji manifestuje się również w samej konstrukcji. Znacząco ewoluowała ona od czasu debiutu pisarki. Porównując ten tytuł do „Zapisanych w kwiatach”, widać ogromny rozwój warsztatu literackiego. O ile jej pierwsza książka urzekała ciepłem, tutaj autorka wykazuje się odwagą w ukazywaniu mroczniejszej strony ludzkich namiętności. Tempo akcji jest precyzyjnie wyważone. Pozwala nasiąknąć klimatem, by po chwili gwałtownie przyspieszyć, gdy kolejne warstwy skorupy odpadają. Niezwykłym atutem jest tu nieoczywiste domknięcie historii, które wymyka się schematom szczęśliwych zakończeń.

Książka ta pełni przede wszystkim funkcję uniwersalnego lustra, w którym może przejrzeć się każdy z nas. Dzięki uderzającej autentyczności dylematów historia przestaje być jedynie fikcją, a staje się ważną lekcją życiową. Pisarka udowadnia, że prawda, choć bywa bolesna, jest jedyną drogą do odzyskania siebie i szansą na autentyczną relację z drugim człowiekiem. Ta szczerość przekazu zmusza każdego czytelnika do zadania sobie pytania: ile w naszym własnym życiu jest autentyczności, a ile starannie pielęgnowanej iluzji?

Lektura ta staje się emocjonalną podróżą, która nie kończy się wraz z ostatnią stroną. Sięgnięcie po ten utwór to spotkanie z trudną mądrością życiową. Odkrywamy, że przebaczenie to najwyższa forma wolności, a konfrontacja z bólem bywa jedyną drogą do prawdziwego porozumienia. Na czytelnika czeka wachlarz emocji – od niepokoju, po nadzieję. Każda szczelina w naszym osobistym monolicie może stać się miejscem, przez które w końcu wpłynie światło.

„Kim jesteś, Nikolo?” polecam szczególnie czytelnikom poszukującym w literaturze odwagi do zadawania najtrudniejszych pytań i nieoczywistych wątków romantycznych. Polecam ją tym, którzy cenią głębokie portrety psychologiczne. Ten tytuł nie pozwala o sobie zapomnieć. Pozostawia w pamięci trwały ślad jeszcze długo po przewróceniu ostatniej strony, prowokując do przewartościowania relacji z bliskimi.

​Ostatecznie powieść ta to poruszający dowód na to, że żadna życiowa konstrukcja nie jest tak trwała, by nie mogła pęknąć pod naporem prawdy. Bernardyna Darecka-Władzimiruk domyka swoją opowieść w sposób, który nie przynosi łatwego ukojenia, ale daje odwagę do spojrzenia w głąb własnych szczelin. To właśnie w tym miejscu zaczyna się prawdziwa wolność. Autorka po mistrzowsku celebruje to na kartach swojego dzieła. ​Nad całością unosi się bowiem najbardziej niepokojące pytanie: czy naprawdę znamy swoich bliskich i czy potrafimy ich kochać bez masek? Lektura uświadamia, że drugi człowiek pozostaje niezbadaną tajemnicą, dopóki nie zdobędziemy się na szczerość, która ma moc kruszenia najtwardszych pancerzy.

[Zakup własny].