czwartek, 22 października 2020

Nigdy nie rezygnuj z siebie i swoich marzeń

K
ochane Panie, bo to do Was dziś szczególne chciałabym się zwrócić. Spróbujmy wspólnie odpowiedzieć sobie na pytanie, czego my kobiety tak naprawdę oczekujemy od naszych mężczyzn, będąc w związku, czy małżeństwie? Często bowiem zdarza się tak, że nawet po wielu latach spędzonych u boku naszego współmałżonka czujemy się tak, jakbyśmy chodziły w przyciasnym sweterku. Niby z pozoru dobrze na nas leży, a jednak głębszy oddech wziąć w nim trudno. Przecież nie mamy powodów do narzekań. Mąż nas nie bije, pracuje, przynosi pieniądze na życie, jest dobrym ojcem. Dlaczego więc wiele kobiet ciągle czuje ten ucisk na sercu, myśląc każdego dnia o tym, jak wygląda ich wspólne życie? A może nam się zwyczajnie w głowach poprzewracało i nie potrafiąc docenić tego, co mamy stałyśmy się niewdzięczne. Otóż nie. Moje drogie szczęśliwy związek winien opierać się na trzech podstawowych filarach. Przyjaźni, partnerstwie i miłości. Jeśli te trzy płaszczyzny nie tworzą spójnej całości, to nawet jeżeli mąż nas nie tyranizuje, jest przykładnym ojcem, a w naszym domu panuje spokój, my możemy nigdy nie zaznać prawdziwego szczęścia.

Niestety wiele kobiet ograniczanych przez konwenanse, przysięgę małżeńską, czy też świadomość tego, że ten mężczyzna jest ojcem ich dzieci, godzi się na życie szarej myszki, poświęcając swoje marzenia i pragnienia dla dobra rodziny. Czasami potrzeba dużo czasu, a nawet swego rodzaju życiowej rewolucji, abyśmy uwierzyły, że można żyć inaczej, lepiej. Czas wreszcie wyjść z cienia i pomyśleć o sobie. Chciałoby się rzec, że na zmiany nigdy nie jest za późno. Tylko, jak to w życiu bywa niestety powiedzieć łatwo, ale przeistoczyć słowa w czyny jest już o wiele trudniej.

No dobrze, dość już tych dywagacji. Zapewne zastanawiacie się, dlaczego podejmuję się tego rodzaju rozważań. Wszak mężatką nie jestem. Owszem, nie będziemy mówić o mnie, a o życiu głównej bohaterki powieści Izabeli Grabdy „Życie od nowa” - Malwiny. Nasza bohaterka jest szanowaną panią dyrektor Bielawskiego przedszkola. W momencie, kiedy my czytelnicy zaczynamy poznawać jej życie, kobieta od niespełna roku jest wdową. Nie rozpacza jednak po śmierci męża, a wręcz czuje ulgę. Pamiętacie, jak na wstępie recenzji pisałam o poczuciu noszenia ciasnego sweterka? W przypadku pożycia małżeńskiego Malwiny i Arka można śmiało powiedzieć, że mężczyzna przywdział żonie gorset, który mocno zaciśnięty ograniczał ją praktycznie w każdym aspekcie przez dwadzieścia lat. Mąż nigdy jej nie wspierał, nie popierał także jej dążenia do tego, aby się rozwijać. Ingerował we wszystko, co robiła, szukając okazji, aby sprawić jej przykrość. Ich codzienność przesiąknięta była nudą i rutyną. Malwina nie mogła nawet pozwolić sobie na swobodę w ubiorze, czy makijażu, aby za chwilę nie usłyszeć obraźliwych inwektyw pod swoim adresem. Jak widzicie, uprzykrzać komuś życie można na wiele sposobów.

Teraz Malwina może wreszcie jak wskazuje sam tytuł książki zacząć swoje życie od nowa, do czego usilnie namawia ją przyjaciółka Kasia i dwójka jej dorosłych już dzieci. W staraniach o nowe lepsze życie Malwiny nie ustaje także jej sąsiadka. Samej Malwinie trudno jest uwierzyć w to, że powinna otworzyć się na zmiany i pozwolić im zaistnieć. Żyjąc przez tak wiele lat z kimś, kto nieustannie podcinał jej skrzydła, nie potrafi na nowo uwierzyć w siebie. Gdyby tylko wiedziała, jak bardzo los ją wkrótce zaskoczy. A wszystko za sprawą niefortunnej pomyłki, a może przeznaczenia i ujmująco przystojnego mężczyzny o niezbyt pochlebnej reputacji. Piotr mocno namiesza w jej życiu, ale czy wyjdzie jej to na dobre? A może przyniesie rozczarowanie i łzy. O tym musicie przekonać się już sami, sięgając po książkę.

Z przykrością, ale i nadzieją muszę przyznać, że autorka oddała w nasze ręce bardzo życiową i autentyczną historię. Z przykrością, ponieważ niestety jest wiele kobiet, które w tej książce odnajdą cząstkę samej siebie i mocno utożsamią się z życiem Malwiny u boku Arka. Niestety wiele z nas ciągle pozwala się tłamsić i niszczyć sobie życie przez tych, z którymi połączyłyśmy się przed ołtarzem. Uwięzione w kajdanach kontroli i obaw przed tym, co ludzie powiedzą, spychamy swoje pragnienia tylko do sfery marzeń. Mam jednak także nadzieję, że wszystko, o czym owe kobiety przeczytają na kartach tego tytułu stanie się dla nich motywacją i doda im sił, żeby wreszcie zawalczyć o siebie. Malwina jest przekonana, że w jej wieku na wszystko jest już za późno, ale los udowodni jej, że niczego w życiu nie można być pewnym. Dlatego nigdy nie mówmy nigdy. Tylko czy ten, który będzie chciał zburzyć mur, jaki Malwina wokół siebie zbudowała, ma na pewno czyste intencje. A może to, co się o nim mówi w okolicy to prawda i lepiej trzymać się od niego z daleka. Sprawdźcie to koniecznie sami.

„Życie od nowa” to emocjonalna i niezwykle prawdziwa historia o ludziach takich samych jak Ty i ja. Autorka poprzez bardzo kontrastową kreację postaci pokazała, że jesteśmy różni, ale wszyscy pragniemy zaznać prawdziwej miłości. Jest to poruszająca, piękna i zabawna opowieść o wyjątkowej przyjaźni, marzeniach i pragnieniach, które mają szansę się urzeczywistnić, jeśli znajdziemy w sobie siłę, aby zamknąć za sobą drzwi przeszłości i odwagę, by zaryzykować i zacząć wszystko od nowa.

Jestem pełna uznania dla autorki, że w tak stosunkowo niewielkiej objętościowo, bo niespełna dwustu stronicowanej wykreowała tak wartościową i refleksyjną historię Czyta się ją niezwykle lekko i przyjemnie. Przystępny język i swobodny styl pisania, którym posługuje się Pani Izabela, sprawi, że książkę przeczytacie w mgnieniu oka, ale macie moje słowo, że długo o niej nie zapomnicie.

Pamiętajcie mamy tylko jedno życie. Przeszłości się nie cofnie, ale póki żyjemy, przyszłość stoi przed nami otworem i jeśli my sami dla siebie o nią nie zawalczymy, nikt za nas tego nie zrobi. Nigdy nie rezygnujmy z siebie i swoich marzeń.

Recenzja powstała we współpracy z autorką, za co bardzo dziękuję.



niedziela, 18 października 2020

Czy w życiu warto ryzykować?

K
iedy jesteś matką, chcesz dla swojego dziecka jak najlepiej. Pragniesz, zapewnić mu spokojne i stabilne życie, aby mogło cieszyć się beztroskim dzieciństwem z dala od problemów i zmartwień świata dorosłych. Dokładasz wszelkich starań, aby na jego twarzy zawsze gościł uśmiech, bo dla ciebie jest to najwspanialsza nagroda, jaką możesz otrzymać za trud, który wkładasz w jego wychowanie. Bycie rodzicem to piękna, ale zarazem bardzo trudna rola. Szczególnie wtedy, gdy los bezustannie rzuca ci kłody pod nogi. Co więcej na sercu przez cały czas ciąży ci ciężar świadomości tego, że to, jak teraz wygląda wasze życie, w dużej mierze jest konsekwencją twoich złych decyzji i wyborów, których dokonałaś w przeszłości.

Z takimi wyrzutami sumienia każdego dnia zmaga się główna bohaterka powieści Weroniki Tomali „Nieprzegrany zakład”, którą właśnie skończyłam czytać i o której chcę Wam teraz kilka słów opowiedzieć.

Natalia, bo to o niej mowa jest kobietą samotnie wychowującą syna, który jest dla niej oczkiem w głowie. Na świecie ma tylko jego i wszystko, co robi w życiu, robi właśnie z myślą o nim. Chce, aby chłopiec był szczęśliwym dzieckiem i jak najmniej odczuwał naprawdę trudną sytuację, w jakiej znajduje się jego mama. Pragnie dla niego lepszego życia, ale niestety pozostawiona przez ojca biologicznego Kuby z długami do spłacenia nie jest w stanie zapewnić mu takiego życia, jakie mają chociażby dzieci z przedszkola, do którego uczęszcza.
Praca kelnerki w restauracji, do której nawiasem pisząc, Natalia wolałaby już nigdy nie wracać, pozwala jej na bardzo skromne życie w dzielnicy, w której strach się pojawić nawet na chwilę, a co dopiero tam mieszkać.

Zostawmy jednak na chwilę tę dzielną i godną podziwu wspaniałą mamę samą, ponieważ jest jeszcze ktoś, kogo musicie poznać. Filip jest zamożnym przedsiębiorcą, który, wie, czego chce i konsekwentnie do tego dąży. Dzięki swojej stanowczości i zaangażowaniu we wszystko, co robi, osiągnął bardzo wiele i teraz może, być panem własnego życia i kreować je na własnych zasadach. Jego status społeczny w połączeniu z urodą przyciąga uwagę wielu kobiet. Filip również na płaszczyźnie życia prywatnego lubi rozdawać karty i to do niego zawsze należy decyzja, jak takowe relacje z kobietami będą wyglądały. Nie wie jednak, że już wkrótce na jego drodze pojawi się ktoś, kto nie tylko mocno namiesza w jego głowie, ale przede wszystkim na pewno nie będzie jadł mu z ręki.

Jak się możecie domyślać, los w nieoczekiwany dla obojga naszych bohaterów sposób, splecie ich drogi życiowe. Jeden nieopaczny zakład, w którym Filip jak ma to w zwyczaju, chciał udowodnić swoją rację, może zmienić życie całej trójki już na zawsze. O ile odważą się zaryzykować, ale o tym musicie już przeczytać sami.

Nieprzegrany zakład” to książka, dzięki której uświadamiamy sobie, że wszystko w życiu jest możliwe. Nigdy nie możemy zakładać, że cokolwiek, o czym w głębi serca marzymy, jest poza naszym zasięgiem. Życie bowiem pisze tak nieprzewidywalne scenariusze, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak będzie ono wyglądało  jutro.

Kiedy patrzymy na życie Natalii i Filipa od razu widzimy, jak wielka przepaść społeczna ich dzieli. W pierwszej chwili chciałoby się zapytać, czym taka skromna i biedna kobieta może zwrócić uwagę mężczyzny, który przecież może mieć każdą kobietę, o jakiej zamarzy. Jednak jak się przekonacie podczas lektury książki, to właśnie ta wyraźna odmienność Natalii może stać się jej największym atutem.

Z kolei Filip bardzo szybko przekona się, że choć przegrał ten z przekory podjęty zakład, może wygrać coś o wiele ważniejszego, co nie tylko pozwoli mu odkryć siebie na nowo, ale da mu szansę na zupełnie nowe życie. Nie będzie to jednak łatwe, ponieważ Natalia, mimo że jest biedna, to ma swój honor i swoje zasady. A co najważniejsze wiele już w życiu przeszła i wie, że nie może po raz kolejny podjąć pochopnej decyzji i dokonać złego wyboru podobnie, jak zrobiła to w przeszłości. Musi myśleć o synu i nie narażać go na rozczarowanie i cierpienie. Musicie koniecznie przeczytać książkę i przekonać się sami, czy warto czasami postawić wszystko na jedną kartę. Sprawdźcie koniecznie, czy kobieta odważy się oddać życie i przyszłość swoją i dziecka w ręce Filipa. A co najważniejsze, czy nie będzie żałowała tego, na co się zdecyduje.

Uwierzcie mi, że choć pewnie teraz zakończenie tej historii wydaje Wam się oczywiste, to jednak tu nic nie jest do końca pewne, ponieważ ten władczy i ujmujący zarazem mężczyzna, do którego mocniej bije serce Natalii, skrywa pewne mroczne tajemnice, o których kobieta nie ma pojęcia i które nigdy nie powinny wyjść na jaw. Wiem, że brzmi to intrygująco, ale ja nic więcej nie zdradzę. Nie zwlekajcie ani chwili dłużej i czytajcie „Nieprzegrany zakład”

Gorąco Wam tę książkę polecam. Na jej kartach znajdziecie bardzo wciągającą i emocjonalną historię, którą czyta się z ogromną ciekawością. Perypetie Natalii i Kuby mocno poruszają czytelnika, a ten mały cudowny chłopiec bardzo szybko skradnie Wasze serce. Choć pewnych rzeczy w rozwoju fabuły mogłam się domyślić, to nie zmienia to faktu, że książkę czytało mi się niezwykle przyjemnie. Na jej lekturze spędziłam  miło czas pod kocykiem z kubkiem gorącej herbaty, nie mogąc oderwać się od lektury. Jak wspomniałam wcześniej, emocji na pewno tutaj nie zabraknie. Jednak uchylę Wam rąbka tajemnicy i powiem, że nie zawsze były to dobre emocje wynikające z rodzącego się uczucia, ale również te złe i budzące strach. A to za sprawą wątku sensacyjnego, który także w tej powieści znajdziecie, a który wzbudza w czytelniku uczucie przejęcia i obawy o to, jakie będzie jego zakończenie 

Jak wiemy dobry pomysł na fabułę to  nie wszystko, co stanowi o wartości książki. O wiele ważniejsze jest to, jak ten pomysł został zrealizowany w połączeniu z kreacją bohaterów, językiem, którym posługuje się autor, stylem pisania oraz tempem akcji.
I tutaj z pełną świadomością tego, co piszę, mogę powiedzieć, że Weronika Tomala we wszystkich tych aspektach poradziła sobie świetnie. Książkę czyta się bardzo lekko i szybko. Natomiast jej bohaterowie są naprawdę bardzo różni, co w moim odczuciu miało dodatkowo podkreślić tę dzielącą każdego z nich  przepaść wynikającą z różnych światów, w których żyją.
Mamy Natalię, która jest wspaniałą matką i choć stara się jak może, by polepszyć poziom życia dla swojego dziecka, to ledwo wiąże koniec z końcem. Filipa, który ma wszystko i nawet nie wyobraża sobie, jak można żyć w takim miejscu, jak dzielnica Natalii. Im kibicujemy, widzimy ich wewnętrzne przemiany i to jak wiele dają sobie wzajemnie. Niestety są też postacie, które mamy ochotę udusić gołymi rękami. Na uwagę zasługuje ich świetna kreacja. A zresztą, co ja będę pisać. Nie musicie mi wierzyć. Sami przeczytajcie i się przekonajcie.

Nie ulega wątpliwości, że jest to książka idealna na długie jesienne wieczory, która nawet pozwoli Wam już teraz poczuć klimat świąt. Jeśli szukacie ciepłej, poruszającej życiowe aspekty takie jak błędy przeszłości i samotne macierzyństwo książki, to będzie to idealny tytuł dla Was. Dodatkowo dostaniecie piękną opowieść o niezwykłej miłości matki do dziecka. Miłości wydawałoby się niemożliwej między kobietą a mężczyzną oraz o niezbadanych kolejach losu. Czego chcieć więcej? Nic tylko czytać.

Recenzja powstała we współpracy z portalem Duże Ka, za co bardzo dziękuję.



czwartek, 15 października 2020

Utracona Miłość Magdalena Krauze. /Cytaty część pierwsza.

Moi drodzy, wczoraj był dla mnie wielki dzień, ponieważ swoją premierę miała wspaniała książka Magdaleny KrauzeUtracona Miłość". Jest to patronat medialny mojego bloga Kocie czytanie, z którego jestem niesamowicie dumna. Moje serce cieszy się, tym bardziej że recenzje, które piszecie i wrażenia, którymi dzielicie się po lekturze książki w internecie, świadczą o tym, że przyjęliście ją bardzo ciepło i z ogromnym entuzjazmem. Nie ukrywam, że nie dziwi mnie to wcale. Już, kiedy przeczytałam książkę przed jej wydaniem, wiedziałam, że będzie to perełka literatury obyczajowej tej jesieni. 

Moje odczucia po jej przeczytaniu mogliście poznać już w recenzji, ale gdyby to, co tam o „Utraconej miłości” napisałam, nie przekonało do poznania historii Majki i Michała, to dzisiaj przygotowałam dla Was kilka cytatów z książki, które mam nadzieję, utwierdzą Was w przekonaniu, że naprawdę warto spędzić z nią macie moje słowo wyjątkowy czas.







Jak wskazuje tytuł posta, jest to pierwsza część cytatów. Jeśli chcecie poznać ich więcej, zapraszam na bloga  Zapatrzona w książki.

Napiszcie mi, proszę czy chcecie przeczytać tę książkę? 













niedziela, 11 października 2020

Czy w istocie lepsze jest wrogiem dobrego?

Z
astanówmy się przez chwilę, co wpływa na nasz sposób postrzegania świata. Jak to się dzieje, że kilka osób rozmawiających na ten sam temat będzie postrzegało go zupełnie inaczej. Oczywiście na pewno wielu z Was powie, że istotnym czynnikiem mającym duży wpływ na to, jak odbieramy świat, ma nasze doświadczenie życiowe i to, co przez całe swoje życie przeżyliśmy. Owszem jest to niezaprzeczalną prawdą. Jednak, o czym przekonacie się podczas lektury książki Artura Urbanowicza „Paradoks”, z której recenzją dziś do Was przychodzę, proces kształtowania naszego postrzegania otaczającej nas rzeczywistości rozpoczyna się już w momencie studiów. Młody człowiek już wówczas wybierając kierunek swojego kształcenia, decyduje jaką drogą chce podążać i co jest naturalną koleją rzeczy, bardzo szybko jego umysł zaczyna coraz bardziej odbierać wszystko wokół z punktu widzenia dziedziny, w której się kształci. Choć my jako ludzie jesteśmy do siebie bardzo podobni, to ten sam problem zupełnie inaczej postrzegał, będzie psycholog, inaczej, chemik, a jeszcze inaczej filozof.

Na kartach książki poznajemy Maksa Okrągłego studenta matematyki, którego całe życie zdominowane jest poprzez potrzebę dążenia do perfekcjonizmu. Chłopak robi wszystko, aby stać się najlepszą wersją siebie. Jego analityczny, przesiąknięty matematyką umysł analizuje każdy najdrobniejszy nawet aspekt jego życia i codzienności po to, by osiągnąć najwyższą efektywność swoich działań i czerpać z tego, jak największe korzyści. Nasz bohater jest najlepszym studentem uczelni. Kiedy patrzymy na jego życie z boku, moglibyśmy mu pozazdrościć tego, jak mimo młodego wieku dobrze sobie radzi. Ma własne mieszkanie, sam się utrzymuje i cieszy uznaniem kadry na uczelni. On widzi same profity z tego, aby zawsze być numerem jeden. Jednak choć sam się do tego nie przyznaje, czuje się bardzo samotny. Wynika to z faktu, iż traktuje ludzi za gorszych od siebie. Gardzi nimi. Choć wszyscy przecież mówimy jednym językiem to, często nie czuje się rozumiany przez swoich kolegów i koleżanki z roku. Oni traktują go, jak dziwaka, którego perfekcjonizm przybierając nader skrajne formy, staje się niebezpieczny. Maks nie dopuszcza do siebie możliwości popełnienia nawet drobnego błędu, a kiedy tak się dzieje, czuje do na siebie złość i nienawiść, chcąc jak najdotkliwiej się ukarać poprzez zadawanie sobie fizycznego bólu. Niestety im bardziej zdeterminowany jest do tego, aby być idealnym i nie omylnym, paradoksalnie coraz więcej błędów popełnia. Co więcej, coraz częściej prześladują go paranoiczne myśli, że jego życiu zagraża niebezpieczeństwo ze strony swojego sobowtóra, który pragnie jego śmierci. Nie może być ich dwóch. Czas stanąć do konfrontacji i przekonać się, czy lepsze zawsze jest wrogiem dobrego.

Znam wszystkie książki Artura Urbanowicza i śmiało mogę powiedzieć, że ta choć równie genialna, jak pozostałe, jest zupełnie inna. Tutaj autor perfekcyjnie lawiruje pomiędzy kilkoma gatunkami literackimi. W fabule znajdziemy bowiem wspaniale splecione ze sobą wątki horroru, science – fiction oraz thrillera psychologicznego. I to właśnie na ten ostatni gatunek tym razem autor położył największy nacisk. Na kartach powieści poznajemy bowiem doskonale wykreowaną postać bohatera, który swoim poczuciem wyższości nad innymi nie zyskuje sympatii czytelnika. Maks wręcz budzi niechęć. Warto zwrócić uwagę na to, że on sam nie dostrzega, jak bardzo złe są jego relacje z ludźmi. Porzucony przez matkę nie wykazuje żadnego szacunku ani respektu dla ojca, który go wychowywał. Nie ma przyjaciół ani dziewczyny. Nie zdradzę niczego więcej, ponadto, że jego postępowanie będzie miało znaczący wpływ na przebieg całej jego historii, którą poznaje czytelnik.

Jeśli jednak sięgacie po książki autora ze względu na jego fenomenalny talent do budowania nastroju grozy, to nie martwcie się, tutaj również jej nie zabraknie. Udręczony umysł matematyka pracujący zawsze na najwyższych obrotach może w pewnym momencie stać się bowiem największym jego prześladowcą. My sami jednak od początku do końca lektury nie możemy być pewni, co z w całej historii jest prawdą, a co tylko wytworem wyobraźni, czy sennym koszmarem. Artur Urbanowicz wodzi nas za nos i steruje naszymi emocjami, utrzymując nas w ciągłej niepewności nie tylko tego, w co powinniśmy wierzyć, a w co nie, ale przede wszystkim tego, co wydarzy się za chwilę.

To wszystko i o wiele więcej, co czeka na Was podczas lektury, a o czym nie chcę pisać po to, aby nie tylko nie zdradzić Wam zbyt wiele i nie popsuć przyjemności odkrywania złożonych i mrocznych labiryntów tej opowieści, ale przede wszystkim dlatego, że nie chcę narzucać Wam swoich refleksji i przemyśleń, które na pewno Wam również się nasuną, sprawia, że książkę czyta się z zapartym tchem, niemalże czując klimat niepokoju, który w nas wzbudza. Nich każdy ułoży sobie tę historię po swojemu i wyciągnie z niej własne wnioski.

Z uwagi na to, że fabuła dotyka naprawdę życiowych tematów takich jak poczucie niezrozumienia, dążenie do perfekcji, trudne relacje z innymi. Problemy w relacjach rodzinnych, samotność wynikającą z niezrozumienia przez otoczenie jestem pewna, że niemalże każdy znajdzie w tej historii cząstkę siebie.

Z pewnością nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, że jestem pod wielkim wrażeniem tej książki. Jest świetna i choć inna niż te, z których do tej pory znaliśmy twórczość autora równie wciągająca, świetnie dopracowana i przemyślana. Tu wszystko dzieje się po coś. Fabuła nie posiada żadnych zbędnych elementów. Nawet jeżeli w pierwszej chwili mamy wrażenie, że nasza uwaga została skupiona zbyt mocno, na błahym wydawałoby się jej elemencie, to za chwilę okazuje się, że był to cel zamierzony i przemyślany mający czemuś służyć.

Musicie wiedzieć, że jestem czytelnikiem, który boi się sięgać po książki o dużej objętości. Nie przeraża mnie liczba stron, a towarzyszy mi obawa, że książka w pewnym momencie stanie się dla mnie nużąca i będę się zwyczajnie męczyć jej czytaniem. W przypadku książek Pana Artura obawa zupełnie znika. Już od pierwszych stron bowiem widać, że stara się On, aby jego książki, czytało się lekko, przyjemnie z coraz większą ciekawością i zaangażowaniem. I udaje się to rewelacyjnie. Nie będzie przesadą, kiedy napiszę, że każda Jego książka jest lepsza od poprzedniej, przez co stawia sobie coraz wyższą poprzeczkę, aby następnym razem być jeszcze lepszą wersją siebie jako pisarza. Już nie mogę doczekać się, co przygotuje dla nas w swojej kolejnej książce, a Was nie zatrzymuję już dłużej, abyście mogli niezwłocznie sami przeczytać „Paradoks”, do czego gorąco Was namawiam i zachęcam. Możecie, mi wierzyć, że od momentu, kiedy poznacie tę książkę, szerokim łukiem będziecie omijać poradniki i programy z rodzaju tych „Jak efektywniej zarządzać swoim czasem”, „Jak być bardziej efektywnym w swoich działaniach”.

Na zakończenie mam  ciekawostkę dla tych z Was, którzy czytaliście poprzednie książki autora. Tutaj znajdziecie pewne elementy pochodzące właśnie z tamtych powieści. Jeśli ktoś zna tamte książki, z pewnością łatwo je odnajdzie. Dla mnie była to miła niespodzianka, a więc i Wy czytajcie uważnie.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Vesper, za co bardzo dziękuję.

Inne książki autora, które recenzowałam: