niedziela, 8 grudnia 2019

Czy w obliczu doświadczeń przeszłości mamy prawo być szczęśliwi?

W kontekście relacji między ludzkich krąży przekonanie, że przeciwieństwa się przyciągają. Jednak ja sama nie do końca się z tym zgadzam. Owszem zgodzę się ze stwierdzeniem, że kobiety i mężczyźni są od siebie bardzo różni, ale jednak w odniesieniu do tworzenia bliskich relacji z drugim człowiekiem takich jak miłość lub przyjaźń, w moim odczuciu przeświadczenie to nie ma zupełnie racji bytu. Chcąc zbudować związek, czy też przyjaźń zazwyczaj łatwiej nam odnaleźć wspólną płaszczyznę porozumienia i sympatii z osobą, która ma podobne do nas poglądy i doświadczenie życiowe, podobnie postrzega świat. Nie bez kozery mówi się przecież, że„ciągnie swój do swego". Wierzymy bowiem, że osoba, która osobowościowo, a często i emocjonalnie jest podobna do nas samych, będzie mogła nas bardziej zrozumieć, przez co rodzi się szansa na stworzenie czegoś naprawdę wyjątkowego. I owszem, jest to jak najbardziej możliwe, ale co w przypadku, kiedy los splata ze sobą drogi osób, których życie bardzo mocno doświadczyło, a oni sami każdego dnia czują, że tkwią w piekle, z którego nie mogą się wyrwać? Czy będą oni w stanie dać sobie wzajemnie siłę do tego, aby podnieść się z kolan i wyrwać z kajdan bólu, które ściskają ich serca i dusze?
Z tak trudnym wyzwaniem będą musieli zmierzyć się główni bohaterowie powieści Natalii Murawskiej "Wszystkie nuty życia", z której recenzją dziś do Was przychodzę.

Maja Orzechowska i Mikołaj Zdybicki to dwoje młodych ludzi, którzy poznają się na wspólnej imprezie studenckiej i choć jeszcze nic o sobie nie wiedzą, to jednak od pierwszej chwili czują się w swoim towarzystwie wyjątkowo, chociaż jeszcze chwilę temu impreza ta była ostatnim miejscem, w jakim chcieliby się znaleźć. Każde z nich na przełomie roku doświadczyło traumatycznych przeżyć, które nadal nie pozwalają im wrócić do pełni normalnego życia. Demony przeszłości karmione wyrzutami sumienia i poczuciem winy czynią z ich życia czarną rozpacz.
Maja straciła swojego najlepszego przyjaciela. Przyjaźń, która łączyła ją z Kostkiem, była wyjątkowa. Taka, o której marzy każdy z nas. Przez cały czas Maja była przekonana, że oboje wiedzą o sobie nawzajem wszystko. Aż do tego dnia kiedy, zrozumiała, że jednak tak nie było i że choć Konstanty ją uwielbiał, to ta przyjaźń była dla niego niewystarczająca, aby dać mu siłę wytrwania. Dziś już go nie ma, a dziewczyna nadal nie może pogodzić się z tą stratą. W jej głowie ciągle kłębi się mnóstwo wyrzutów. Jak to się stało, że ona niczego wcześniej nie przeczuła, nie zauważyła. Nie chcąc więcej cierpieć z powodu straty bliskiej sobie osoby, Maja chce przestać czuć. Swoje życie wypełnia studiami i pracą w kawiarni.

„Ktoś, kto powiedział, że czas goi rany, był kłamcą. Albo w życiu nie przeżył niczego złego. Czas nie goi ran, pozwala jedynie nauczyć się, jak przetrwać mimo ich istnienia, pozwala nam egzystować, próbując ignorować, to co tak bardzo boli. Ale to nigdy, przenigdy nie jest tak, że po określonym czasie rany znikają”.

Mikołaj jest młodym mężczyzną, który boleśnie przekonał się, jak jedna pozornie błaha decyzja może w zaledwie kilka minut na zawsze zmienić życie nie tylko nas samych, ale co straszniejsze życie tych, których kochamy.
Choć od tamtejszych wydarzeń minęło już sporo czasu to, za każdym razem, kiedy patrzy na swoją siostrę Zosię, wszystkie bolesne wspomnienia wracają, a emocje pozostają wciąż żywe. Dziś życie chłopaka zdeterminowane jest, rządzą zemsty i pragnieniem sprawiedliwości. Jego obecną codziennością są imprezy, alkohol i przypadkowo poznane kobiety na jedną noc.

Zarówno Maja, jak i Mikołaj każdy swój dzień przeżywają w maskach pozorów, podczas gdy cierpienie trawi ich wnętrza. Jak możecie się domyślać, między tą dwójką rodzi się uczucie. Oboje czują, że jest, to coś niezwykłego, czego nie spodziewali się poczuć jeszcze kiedykolwiek. Jednocześnie są jeszcze pełni obaw i lęków, ale także tego, czy w obliczu własnej przeszłości mają prawo czuć to, co czują.
Miłość to piękne uczucie, ale czy wystarczy, aby kochać kogoś ze wszystkimi jego demonami, bliznami pozostałymi, po niespodziewanych ciosach od życia? Czy naszym bohaterom wystarczy siły, aby udźwignąć nie tylko swój przygniatający ich bagaż doświadczeń, ale także podnieść ku górze tę drugą osobę, kiedy ta upada w dół? O tym musicie przekonać się już sami, sięgając po książkę.

Natalia Murawska na kartach książki „Wszystkie nuty życia” przedstawiła bardzo przejmującą i chwytającą za serce historię, nie tylko w aspekcie tego, co przeżywają jej bohaterowie, ale również, a może przede wszystkim ze względu na dojmujące przeświadczenie tkwiącego w niej realizmu, które przez cały czas czytania książki nie opuszcza czytelnika. To, o czym czytamy może, a co więcej wydarza się na pewno w realnym życiu. To może spotkać każdego z nas.
Kiedy czytałam tę książkę, napisałam na Instagramie „Czytam i płaczę” i tak właśnie było. Dziś, kiedy piszę tę recenzję, minęło już trochę czasu, lecz moje emocje nadal pozostają bardzo silne i wiem, że nie miną zbyt szybko, a „Wszystkie nuty życia” zostaną ze mną na zawsze i na pewno będę do tego tytułu wracała jeszcze nie raz.

Inne książki autorki, które recenzowałam:

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Lucky, za co bardzo dziękuję.


czwartek, 5 grudnia 2019

Czy słyszeliście o książce „Powódź” Pawła Fleszara?


Kochani, czy słyszeliście o książce „Powódź” Pawła Fleszara?
Mam nadzieję, że tak, a jeśli nie, to dziś chcę ją Wam przedstawić.

Powódź to powieść kryminalna, która ukazała się stosunkowo niedawno, bo 24 października 2019 roku nakładem wydawnictwa Księży Młyn Dom Wydawniczy.

Mam nadzieję, że opis książki zachęci Was do sięgnięcia po ten tytuł.

Pewnej nocy czterdziestoletni Jakub wyskakuje z dziewiątego piętra wieżowca w Krakowie. Zostawia list pożegnalny ze zdjęciem pięknej dziewczyny. Być może jest to Zuza, o której Kuba napisał: „Zły człowiek zabrał Zuzę i odtąd moje życie straciło sens”.
Co tak naprawdę skłoniło mężczyznę do samobójstwa? Kim jest Zuza i co się z nią stało? Jaki związek z tym wszystkim mają budzące grozę filmy znalezione w smartfonie Jakuba? Odpowiedzi na te pytania próbuje znaleźć Kris, przyjaciel Kuby z dzieciństwa. Kris jest zawodowym żołnierzem, ale daleko mu do typowego bohatera, który samotnie stawia czoło złemu światu – kiepsko strzela, ma nadciśnienie i początki nadwagi. Tymczasem prywatne śledztwo, w którym pomaga mu dwójka nastolatków, prowadzi go do zaskakujących odkryć…
W tym obfitującym w humor kryminale autor podrzuca czytelnikowi różne tropy, sprowadzając go często na manowce. Tytułowa powódź nieubłaganie zbliża się do miasta…

Słowo od autora: „Od siebie mogę powiedzieć, że to książka bardzo współczesna, ale z wątkami nostalgicznymi, w sferze stosunków międzyludzkich opowiada m.in. o przyjaźni i zdradzie, a sedno jej intrygi jest rzadkie i oryginalne. Ostatnio z tym tematem zetknąłem się 20 lat temu”.


 Autorem zdjęcia jest Tomasz Markowski. 


Paweł Fleszar - Ma 46 lat. Od 1997 roku lat jest dziennikarzem. Najdłużej pracował w Tempie i Przeglądzie Sportowym, poza tym w dziennikach lokalnych, Nowinach i Gazecie Krakowskiej oraz w magazynach: Champion. Sport and more, futbol.pl, Super Volley. Prowadzi też stronę internetową sportkrakowski.pl.

Jest absolwentem studiów politologicznych, dziennikarskich i medioznawczych na Uniwersytecie Jagiellońskim. W teście na inteligencję uzyskał wynik IQ 160 (w skali Catella), uprawniający do członkostwa w Stowarzyszeniu Mensa Polska.

„Powódź” to jego debiut na oficjalnym rynku wydawniczym. Wcześniej napisał „Wyśnioną jedenastkę”, która nie została wydana w formie drukowanej, a jedynie udostępniona-głównie blogerom książkowym-jako e-book na stronie sportkrakowski.pl. W 2019 roku został jednym ze zwycięzców konkursu „Kryminał na 100-lecie AGH”, a jego opowiadanie „Dodatkowy rzut osobisty” znalazło się w antologii „Archiwum Groźnych Historii”, która ukaże się 9 grudnia 2019 roku, nakładem Wydawnictw AGH.

Ja już wkrótce będę czytała „Powódź”, a Wy macie ochotę na jej lekturę?

niedziela, 1 grudnia 2019

Dokąd zmierza ten świat?

Moi kochani, nie wiem jak Wam, ale mnie samej jest ogromnie smutno, kiedy każdego dnia patrzę na to, w jakim kierunku zmierza świat i jakie wartości stają się dla nas ludzi nadrzędnymi w życiu. Niestety, coraz wyraźniej widzimy, że nasze życiowe cele, zamierzenia i plany ukierunkowane są na zysk i chęć posiadania. Tym samym, stawiając pytanie „mieć, czy być”?, coraz częściej pada odpowiedź mieć . W dążeniu do osiągnięcia materialnego komfortu oraz wysokiego standardu życia bez najmniejszych skrupułów potrafimy mieć za nic najważniejsze wartości, którymi winnyśmy kierować się każdego dnia. Tj. empatia, uczciwość i szczerość względem drugiego człowieka. Ku mojemu ogromnemu przerażeniu dążenie po trupach do celu w kwestii podniesienia własnego standardu materialnego, to nie jedyne, co w moim odczuciu woła o pomstę do nieba. Zastanówmy się bowiem przez chwilę, jak trudno w dzisiejszych czasach zbudować trwały i szczęśliwy związek oparty na prawdziwej miłości. Cytując słowa mojej babci: „Za czasów mojej młodości małżeństwo, czy związek to była świętość. Kochające się pary były sobie oddane, wspierały się i szanowały. Choć w życiu bywało różnie, deklaracja miłości miała dla nich ogromną wartość i trwały przy sobie aż do śmierci”. Tymczasem jak to wygląda dziś? Spójrzmy prawdzie w oczy. Coraz więcej związków rozpada się, dochodzi do zdrad, tajemnic i kłamstw. Co więcej, słowa kocham cię bardzo często, są wypowiadane, podobnie jak te rzucane na wiatr, jeśli wiemy, że mogą nam one przynieść, chociażby krótkotrwałą chwilę zapomnienia, czy uniesienia.

Zdaje sobie sprawę, że możecie czuć się zaskoczeni faktem, iż zdecydowałam się poruszyć ten niełatwy i być może dla niektórych z Was kontrowersyjny temat. Zapewne zastanawiacie się, co też stało się czynnikiem, który sprawił, że w mojej głowie pojawiły się tego rodzaju przemyślenia, które z kolei zaowocowały takimi, a nie innymi wnioskami.

Otóż już spieszę z wyjaśnieniami. W większości przypadków, jeśli chodzi o moją osobę, do tak poważnych refleksji zawsze skłaniają mnie książki. Tak też jest i tym razem. Uściślając, sprawczynią wszelkich wyżej poruszonych przeze mnie gorzkich spostrzeżeń stała się książka Anny Stryjewskiej „Kochankowie miasta”, o której chcę Wam dziś opowiedzieć, a konkretnie charaktery i usposobienia jej dwóch głównych bohaterów Tomka i Damiana.

Obaj mężczyźni są braćmi, choć patrząc na ich osoby i sposób życia trudno w to uwierzyć. Są tak różni, jak dzień i noc, jak ogień i woda. Podczas gdy Tomasz wiedzie uczciwe, spokojne i ustabilizowane życie prowadząc niewielką agencję nieruchomości i ciesząc się życiem z ukochaną żoną Martą, której jest bezgranicznie oddany, Damian prowadzi szemrane interesy i choć wie, że oszukuje w ten sposób wielu nieświadomych swojej krzywdy ludzi, to jednak nie widzi problemu w swoim postępowaniu, zawsze znajdując usprawiedliwienie dla swoich działań, tak aby siebie wybielić. Jeśli chodzi o życie prywatne i uczuciowe naszego bohatera, to sytuacja wcale nie wygląda lepiej. Potrafi czarować kobiety, ale o stałym związku nie chce słyszeć.
Tomasz doskonale zna swojego brata, jednak mimo to postanawia wejść z nim w spółkę, do której dołącza syn bogatego łódzkiego Żyda Aron.
Wkrótce w biurze nieruchomości zjawia się samotna, ciepła i skromna starsza kobieta Pani Emilia i prosi, aby mężczyźni zajęli się sprzedażą jej rodzinnej posesji. Choć początkowo wszystko wydaje się dopięte na ostatni guzik to, już chwilę po podpisaniu umowy, nic nie jest takie, jakie być miało. Oczywiście nie zdradzę Wam szczegółów problemu, ale powiem tylko, że w przypadku, kiedy Damian deklaruje, że się czymś zajmie, niczego nie można być pewnym. Tomasz ma w stosunku pani Emilii wyrzuty sumienia i stara się jej pomóc, jak tylko może. W ten oto sposób między tą dwójką rodzi się niezwykła nić sympatii. Podczas jednej z rozmów z babcią, jak zwykł nazywać starszą panią Tomasz, kobieta opowiada mu niezwykle piękną i poruszającą opowieść, która dotyczy wydarzeń mających miejsce na jej rodzinnej ziemi w czasach okupacji niemieckiej. To, czego dowiaduje się Tomasz, generuje kolejne problemy.
Dla Damiana niestety nie ma żadnej świętości, co przejawia się w jego nadmiernej atencji względem żony brata oraz zainteresowaniem dziewczyną Arona. To oczywiście rodzi kolejne problemy, ale o tym przeczytajcie już sami, sięgając po książkę.

Kochankowie miasta” to bardzo piękna, mądra i emocjonalna książka, dzięki której nie tylko możemy oddać się bardzo wielu ważnym życiowym rozważaniom, ale także wspólnie z autorką poznać początki historii pięknych zakątków budzącej się z wieloletniego uśpienia Łodzi, gdzie dzieje się akcja powieści. Ta książka uświadamia nam, że każdego dnia powinniśmy być wdzięczni za to, że nie musieliśmy doświadczyć bólu, cierpienia, poczucia straty, śmierci i upokorzenia, jakie niosła ze sobą wojna.

Już w prologu książki cofamy się do roku 1941, gdzie autorka przedstawia nam bardzo wstrząsającą i bolesną scenę, która bardzo mocno mnie poruszyła, a która jak się później okazuje, jest swego rodzaju klamrą, tworzącą spójną całość tej niezwykłej oddanej w nasze ręce przez autorkę książki.

Najnowsza książka Anny Stryjewskiej skrywa na swoich kartach opowieść, która wywołuje w czytelniku wiele różnych emocji. Pierwszych, tak jak wspomniałam już wcześniej, doświadczyłam już w prologu, który mnie mocno poruszył. Później była złość na postępowanie i zachowanie Damiana. Uwierzcie mi, wiele razy miałam go ochotę udusić. Ani przez chwilę nie zyskał on mojej sympatii. Nie mogę nie wspomnieć o kochanej i serdecznej Pani Emilii, której ciepło i życiowa mądrość bardzo mocno ujęły mnie za serce. No i oczywiście było mi bardzo żal Tomasza, mężczyzny o dobrym sercu, wrażliwym na cierpienie innych, który nie zasłużył na to, co go spotkało. Bardzo mocno kibicowałam mu, aby wreszcie mógł być naprawdę szczęśliwy. A czy tak się stało, przekonajcie się już sami.

Cóż więcej mogę napisać? Drodzy czytelnicy, jeśli szukacie mądrej, głęboko refleksyjnej książki, która nie tylko da Wam pewność spędzenia wspaniałego czasu z wyjątkową lekturą, ale przede wszystkim przypomni Wam, co w życiu jest najważniejsze, o co trzeba dbać, co szanować i jakie wartości w życiu cenić, to koniecznie musicie sięgnąć po ten tytuł. „Kochankowie miasta” to jedna z tych książek, o której myśli się jeszcze bardzo długo po jej przeczytaniu, a może nawet znajdzie ona swoje miejsce w Waszym sercu już na zawsze. W moim na pewno.

Inne, przeczytane przeze mnie książki autorki:

Recenzja powstałą we współpracy z wydawnictwem Szara godzina, za co bardzo dziękuję.



środa, 27 listopada 2019

Kiedy wszyscy widzą w tobie tylko przestępcę-realia więziennego życia.

Książki są swego rodzaju czynnikiem skłaniającym nas do tego, abyśmy skonfrontowali się z często bardzo trudnymi życiowymi tematami, którym my sami nie poświęcamy uwagi, dopóki dany problem nie dotknie nas osobiście, bądź też, jeśli nawet dany temat poruszamy to nierzadko mamy o nim błędne pojęcie. Dlatego cieszę się, kiedy sięgając po książkę mam poczucie, że jej autor, decydując się na poruszenie w swoim utworze trudnego i złożonego tematu włożył naprawdę dużo pracy i wysiłku w to, aby jak najrzetelniej odzwierciedlić jego istotę, a tym samym odrzeć go z mitów krążących wokół niego w społeczeństwie.

Dziś porozmawiamy o tym, jak wielu z nas postrzega więzienną rzeczywistość. Już na wstępie muszę zaznaczyć, że sama wielokrotnie byłam świadkiem rozmów, których uczestnicy z przekonaniem twierdzili, że w dzisiejszych czasach więźniowie odbywający kary pozbawienia wolności mają lepiej, niż wczasowicz w kurorcie wypoczynkowym. No bo przecież są utrzymywani za pieniądze podatników, dostają wyżywienie, spacerki, gazetkę, siłownia, darmowe leczenie, odwiedziny najbliższych, paczki. Dosłownie żyć nie umierać, a więc co to dla takiego przestępcy za kara?
Jeśli i Ty drogi czytelniku masz podobne zdanie, to koniecznie musisz przeczytać najnowszą książkę Karoliny Wójciak „Wyrok” w której, autorka bardzo otwarcie i bezkompromisowo przedstawia realia życia za kratami, a uwierz mi, takiej sielanki, jak ta przedstawiona powyżej w tym świecie nie uświadczysz.
Zacznijmy jednak od początku, bowiem już teraz mogę Wam zdradzić, że temat, o którym wspominałam we wstępie recenzji to dopiero początek tego, co przygotowała dla swoich czytelników autorka.

Przystępując do lektury „Wyroku”, bardzo szybko orientujemy się, że akcja powieści prowadzona jest dwutorowo. Poznajemy dwie, wydawać by się mogło zupełnie różne kobiety - Polę i Anitę. Każda z bohaterek pochodzi z zupełnie różnych odległych względem siebie światów. Obie znajdują się również w zupełnie innym momencie swojego życia.

Pola jest studentką dziennikarstwa przygotowującą się do wyjścia za mąż. Jej czas powinno teraz zajmować pisane pracy magisterskiej, jednak ma z tym problem, ponieważ nie chce, jak większość studentów pisać na temat czegoś, co już było. Chce, aby jej praca mówiła o czymś, co może mieć znaczenie nie tylko dla niej samej, ale także dla społeczeństwa. Znalezienie takiego tematu oczywiście nie jest łatwe, a czas nagli. Niespodziewanie jednak za sprawą rozmowy z ukochaną babcią temat pojawia się sam. Starsza pani wspomina sprawę morderstwa, do którego dziesięć lat temu doszło w mieszkaniu naprzeciwko. Oskarżony o tę zbrodnię został wówczas chłopak zamordowanej dziewczyny. Choć od tamtejszych tragicznych wydarzeń minęło już wiele lat, to jednak babcia Poli ma wątpliwości co do słuszności wyroku w tej sprawie. W naszej bohaterce budzi się dziennikarska ciekawość i zamierza w swojej pracy magisterskiej zwrócić uwagę na perspektywy życia skazanych na wiele lat więzienia po odbyciu kary. Chłopak, o którym opowiadała Poli babcia, jest jedynym, którego „zna”, więc postanawia do niego dotrzeć, mając nadzieję, że ten zgodzi się z nią porozmawiać.
Zapewne zdajecie sobie sprawę, z tego, że nie wszyscy mogą tak po prostu udać się do aresztu i poprosić o widzenie się ze skazanym. Oczywiście, że nie, ale Pola to nie wszyscy. To córka kandydatki na premiera, a więc oczywiste jest, że jej można o wiele więcej, niż zwykłemu szaremu obywatelowi. I tak oto poznajemy Borysa, dziś już mężczyznę, którego każdy kolejny dzień nie różni się od poprzedniego, a jego treścią jest dyscyplina, reguły, zakazy i walka o przetrwanie.

Mamy również wcześniej wspomnianą Anitę. Samotną matkę, która po bolesnych przeżyciach wyrwała się z koszmarnego małżeństwa i próbuje zacząć wszystko od nowa. Nie jest łatwo, ale wkrótce na jej drodze staje Krzysztof, przy którym kobieta czuje się szczęśliwa i kochana. Niestety szczęście nie trwa długo. Zraniona Anita czuje się zagubiona, jednak nie poddaje się i pragnie odnaleźć swoje szczęście. Po drodze jednak popełnia wiele błędów i podejmuje zbyt pochopne decyzje, za które będzie musiała słono zapłacić, ale o tym przeczytajcie już sami, sięgając po książkę.
Zapewne zastanawiacie się, co może łączyć tych troje bohaterów? Ja oczywiście Wam tego nie zdradzę, ale na pewno będziecie zaskoczeni, tym, jak bardzo słuszne jest w przypadku tej książki powiedzenie „Góra z górą się nie zejdzie, ale człowiek z człowiekiem zawsze”.

„Wyrok” to jedna z tych powieści, od której nie można się oderwać, a kiedy już ją przeczytasz, to nigdy o niej nie zapomnisz. Autorka kreując fabułę tej książki, w sposób fenomenalny połączyła ze sobą kilka gatunków literackich, które wspaniale się uzupełniają, tworząc mądrą, życiową i zajmującą historię. Na jej kartach odnajdziemy bowiem elementy kryminału, powieści obyczajowej i romansu.

Bezsprzecznym atutem „Wyroku” jest fakt, że mimo to, iż opisane w książce perypetie jej bohaterów są fikcją literacką, to jednak przez cały czas jej czytania czytelnika nie opuszcza dojmująca świadomość, że takie wydarzenia mają miejsce także w realnym życiu. Doskonale widzimy, że autorka bardzo starannie przygotowała się do napisania tej książki. Już w pierwszych chwilach opisu życia Borysa za kratami dostrzegamy, że cały schemat  zasad tam panujących został nam wiernie odzwierciedlony, co z pewnością wymagało od autorki dużego nakładu pracy. Wysiłek ten jednak zaprocentował wspaniałą książką, którą gorąco każdemu z Was polecam. Chciałabym również podkreślić, że czytając tę opowieść, nie da się uniknąć przeświadczenia, że każdy z nas mógłby stać się jej bohaterem. A to dlatego, że przeczytacie tu również o odrzuceniu, zagubieniu, manipulacji, wykorzystywaniu wpływów społecznych dla własnych korzyści, wykorzystywaniu, poczuciu krzywdy, uzależnieniu od mężczyzny, poniżeniu, a także miłości, nadziei, pragnieniu szczęścia. Cóż więcej pisać. Tę książkę po prostu trzeba przeczytać, bo to samo życie z jego blaskami i cieniami.

Na zakończenie powiem tylko tyle, że chciałabym bardzo, aby ta książka została zekranizowana. Było to moje drugie spotkanie z twórczością autorki i na pewno będzie ich więcej.
Jeśli jeszcze nie czytaliście mojej recenzji książki „Nigdy nie wygrasz”, zapraszam tutaj.

Recenzja powstała we współpracy z autorką, za co bardzo dziękuję.

sobota, 23 listopada 2019

Konkurs specjalny 100.000 wyświetleń!!!



Witajcie kochani. 
Dziś spieszę do Was pełna radości i pozytywnej energii, aby podzielić się z Wami wspaniałymi wiadomościami. Otóż wczoraj, ku mojej ogromnej uciesze  licznik statystyk na blogu Kocie czytanie poinformował mnie, że właśnie wybiła magiczna liczba 100.000 wyświetleń!!!! Tyle razy sprawiliście mi ten ogromny zaszczyt i odwiedziliście moje skromne blogowe progi, za co z całego serca każdemu, kto przyczynił się do tak wspaniałej dla mnie chwili, chcę podziękować.

Aby uczcić to wyjątkowe wydarzenie, wspólnie z wydawnictwem Szara Godzina przygotowaliśmy dla Was konkurs, w którym wygrywa aż 5 osób. 

NAGRODĄ W KONKURSIE JEST: Każda osoba biorąca udział w konkursie wygrywa 1 dowolnie wybraną przez siebie książkę z oferty wydawniczej wydawnictwa Szara Godzina (Proszę nie wybierać książek z działu zapowiedzi).

Aby wziąć udział należy:
- Zapoznać się z regulaminem konkursu -> REGULAMIN.
- Odpowiedzieć na pytanie konkursowe.

PYTANIE KONKURSOWE:
Która z recenzji opublikowanych na moim blogu podoba ci się najbardziej i dlaczego?

Informacje uzupełniające:
-Do wygrania jest 1 egzemplarz dowolnie wybranej przez uczestnika konkursu książki z oferty wydawniczej wydawnictwa Szara godzina.
- Konkurs trwa - 23.11-30.11.2019
- Sponsor nagrody - Wydawnictwo Szara Godzina.
- Koszt wysyłki pokrywa sponsor (tylko na terenie Polski)
- Pod uwagę będą brane tylko zgłoszenia zostawione w komentarzach pod tym postem.
- Będzie mi miło jeśli zaobserwujesz bloga Kocie czytanie (osoby, które po zakończeniu konkursu przestaną obserwować blog, nie będą brane pod uwagę w kolejnych konkursach) oraz fanpage  wydawnictwa, jak również udostępnisz informację o tym konkursie na swoich  socjal mediach.

Wzór zgłoszenia konkursowego:
Zgłaszam się.
Odpowiedz na pytanie konkursowe:
Wybieram książkę: Tytuł i autor.
Obserwuję jako:
Udostępniam: link
Adres email: (w przypadku, kiedy nie podasz adresu email, musisz śledzić wyniki konkursu, które zostaną ogłoszone w tym poście w ciągu dwóch tygodni od daty jego zakończenia).

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych tj. podanie mojego imienia i nazwiska w przypadku wygranej.

Ze swej strony gorąco zachęcam Was  do udziału w konkursie, a wydawnictwu Szara Godzina serdecznie dziękuję za pomoc w jego zorganizowaniu.

Zwyciężczyniami w konkursie są:

izabela wyszomirska, Femina Domi, Sady Sana, monika olga czyta, dorothxy.

Gratuluję i proszę o przesłanie adresu do wysyłki nagrody na maila, którego znajdziesz na blogu w zakładce „Współpraca i kontakt".
W treści maila proszę również o podanie Tytułu i autora książki, o którą prosiłaś w zgłoszeniu konkursowym.

Dziewczynom gratuluję, a pozostałym uczestnikom zabawy serdecznie dziękuję.