poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Wiem, jak to jest być nastoletnią matką


Moi drodzy dzisiaj poruszymy bardzo ważny temat, jakim jest młode rodzicielstwo, a dokładniej nastoletnie macierzyństwo. Powszechnie mówi się, że bycie matką to najpiękniejsze, czego może doświadczyć kobieta. Ja oczywiście się z tym zgadzam, jednak uważam, że przeżycia, jakie niesie za sobą ten wyjątkowy czas, są ściśle zależne od tego, czy jesteśmy na nie gotowi. Nie jest niczym zaskakującym fakt, że świadomość tego, iż za dziewięć miesięcy w naszym życiu pojawi się mała istotka, za którą jesteśmy w pełni odpowiedzialni, zupełnie wywraca nasz świat do góry nogami bez względu na to, w jakim momencie życia się znajdujemy. Nawet jeżeli jesteśmy dorosłymi, ustabilizowanymi życiowo kobietami, to i tak w głębi serca czujemy obawę i strach przed tym, jak sobie poradzimy w tej nowej dla nas roli. A teraz zastanówmy się przez chwilę, jak czuje się młoda dziewczyna, która sama dopiero uczy się życia, kiedy wieść o byciu mamą spada na nią nagle i niespodziewanie? Kiedy jest to ostatnie, o czym chciałaby teraz myśleć?

Wiem, że wielu z nas jest to sobie trudno wyobrazić, czemu się nie dziwię, bo nikt, kto nie znalazł się w podobnej sytuacji, nie będzie mógł w pełni zrozumieć, jak wiele się wówczas zmienia. Dlatego, jeśli jesteście ciekawi, jaki wpływ na życie tak młodej dziewczyny ma nastoletnia ciąża, zapraszam Was na recenzję najnowszej książki Colleen Hoover „Gdyby nie ty”, w której autorka poświęciła swoją uwagę właśnie tej kwestii.

Główną bohaterką powieści jest Morgan. Odpowiedzialna i oddana rodzinie kobieta, która wiedzie szczęśliwe i ustabilizowane życie u boku swojej miłości z młodzieńczych lat. Jednak musicie wiedzieć, że choć teraz życie tej rodziny płynie spokojnie, to jednak Morgan od zawsze ma świadomość, że mogłoby ono wyglądać zupełnie inaczej, gdyby nie ciąża, w którą zaszła w wieku siedemnastu lat. Na świat wówczas przyszła nastoletnia dziś Clara. Choć Morgan kocha córkę, to jednak wie doskonale, do jak wielu poświęceń i wyrzeczeń była wówczas zmuszona. Podczas gdy jej rówieśnicy decydowali o wyborze studiów, ona wzięła szybki ślub z Chrisem i poświęciła się wychowaniu córki, po to, by mąż mógł się rozwijać  spełniając swoje zamierzenia i plany.

Kiedy my czytelnicy zaczynamy obserwować życie tej rodziny, niemalże od początku wyczuwamy napiętą relację między obiema kobietami. Clara jest teraz w trudnym wieku i czuje, że jej nudna, zgorzkniała i przewidywalna matka ją tłamsi. Dziewczynie zdecydowanie łatwiej porozumieć się z rodzoną siostrą Morgan - Jenny. Samą Morgan tak dobra więź córki z ciotką cieszy, gdyż ona i siostra od dzieciństwa są dla siebie najlepszymi przyjaciółkami. Więź Clary z ciotką sprawia, że to jej zwierza się z tego, co dzieje się w jej życiu i co czuje. Serce nastolatki od dłuższego czasu bije mocniej do miejscowego chłopaka Millera. Rodzice jednak z nieznanych jej powodów nie popierają tego, aby córka się z nim spotykała. Jenny również ułożyła sobie życie z wieloletnim przyjacielem Chrisa – Jonahem.

Jak widzicie, młodzieńcze lata tej czwórki do łatwych nie należały, ale teraz po siedemnastu latach wszystko zdaje się już względnie ustabilizowane, aż do dnia, w którym serca Morgan i Clary przeszywa druzgocący ból na wieść o tragicznym wypadku, w którym śmierć poniosły dwie najbliższe ich sercu osoby. Śmierć Męża i siostry sprawia, że życie naszej bohaterki legnie w gruzach. Tragiczne wydarzenia, które dotknęły tę rodzinę, jeszcze bardziej oddalają od siebie matkę i córkę. Morgan wie, że Clara coraz więcej czasu spędza z Millerem, co wzbudza jej lęk, aby ta nie popełniła jej błędów młodości.

Nie jest to jednak jedyny problem, który nie pozwala kobiecie odzyskać utraconego spokoju. Śmierć najbliższych pozostawiła bowiem wiele pytań bez odpowiedzi. Z biegiem mijających dni na światło dzienne wychodzą sekrety i fakty świadczące o tym, że ci, których już z nimi nie ma, perfidnie oszukiwali, zarówno samą Megan, jak i Jonaha. Przekonajcie się sami, co takiego ukrywali, i jak teraz w obliczu okrutnej prawdy postąpią nasi bohaterowie. Czy zdołają żyć ze świadomością, że ci, których kochali, którym ufali, nie byli tacy, jakimi ich postrzegali? A co najważniejsze, czy znajdą w sobie siłę, aby podnieść się po ciosie, jaki zadał im los i dać sobie szansę na to, by żyć dalej i otworzyć się na szczęście?
Na te i wiele innych pytań oczywiście znajdziecie, odpowiedz na kartach książki, do której lektury serdecznie Was zachęcam.

„Gdyby nie ty” to wielowątkowa bardzo poruszającą opowieść o radzeniu sobie ze stratą, poczuciem krzywdy i zawodu. To także powieść o miłości, która często czeka na nas tam, gdzie byśmy się jej nie spodziewali. To wreszcie dowód na to, że czasami nie warto walczyć z uczuciami i stawiać sobie zakazów, bo choć miłość to nierzadko  trudne wybory i jeszcze trudniejsze decyzje warto zaryzykować, by zaznać jej prawdziwego piękna. Niezależnie od tego, jak spojrzymy na historię, którą Colleen Hoover oddała w nasze ręce, od początku do końca widzimy, że jej największą i najważniejszą wartością, na którą autorka chce zwrócić naszą uwagę, jest rodzina. To ona stanowi dla większości z nas najmocniejszy fundament i choć bywa, że trudne przeżycia sprawiają, iż chwieje się on w posadach, to jednak właśnie w rodzinie tkwi największa siła.

Gorąco polecam Wam sięgnąć po ten tytuł, gdyż  poznacie bardzo emocjonalną i chwytającą za serce historię, która dzięki wspaniałemu połączeniu tak wielu istotnych wątków, które uwierzcie mi, są bardzo prawdziwe i życiowe, skłoni Was zapewne do refleksji i przemyśleń.

Mamy tu bowiem wspaniale ukazaną trudną i złożoną relację matki i córki. Matka chce dla swojego dziecka lepszego życia, niż to w poczuciu niespełnienia, które sama wiedzie. Chce zrobić wszystko, aby jej córka nie powtórzyła jej błędów młodości. Clara natomiast ma za złe matce, że ta nazywa ją „błędem” i nie chce być taka, jak matka.

Kolejny z wątków to bolesny fakt zderzenia się ze świadomością, iż osoby, z którymi dzieliłaś swoje całe życie, prowadziły praktycznie na twoich oczach podwójne życie, a ty niczego nie zauważyłaś. Teraz ich już nie ma i nigdy nie wrócą, a Ty nie tylko próbujesz poradzić sobie z bólem, który trawi twoje serce i duszę, ale także musisz postarać się uporządkować bałagan, który po sobie zostawili, tak, by uchronić przed dodatkowym cierpieniem tych, których kochasz.

No i wreszcie dochodzimy do wątku zakazanego uczucia. Często w życiu postępujemy nie tak, jak byśmy tego pragnęli, a tak jak należy postąpić w danej sytuacji dla dobra innych. Przez co niestety zdarza nam się poświęcać prawdziwe uczucia. Nie zdradzę Wam nic więcej ponadto, że w życiu naszych bohaterów również są relacje, które, choć kiedyś znaczyły dla nich bardzo wiele, dziś zdają się zanikać. Teraz stają przed trudnym pytaniem „czy warto, o nie jeszcze walczyć i czy jest szansa, aby je odbudować”? Jaką decyzję podjęli, sprawdźcie już sami.

Najnowsza książka autorki to prawdziwa uczta dla serc i dusz czytelników. Jestem przekonana, że przeczytacie ją z dużym zaangażowaniem, bardzo namacalnie odbierając emocje i rozterki towarzyszące jej bohaterom. Wszyscy oni staną Wam się bliscy i będziecie mocno trzymali kciuki, aby w sercu każdego z nich na nowo zagościło szczęście i spokój, którego teraz tak bardzo potrzebują.
To jedna z tych książek, którą czyta się bardzo szybko, ale która nie pozwala długo o sobie zapomnieć.

Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania książka, za co bardzo dziękuję.
Zapraszam Was również do zapoznania się z całą ofertą bestsellerów księgarni.


czwartek, 2 kwietnia 2020

Coś jest ze mną nie tak. Nikt mnie nie rozumie.


Kocham życie, jednak wiem, że bywa ono bezwzględnym przeciwnikiem. Doświadcza nas wieloma ciężkimi przeżyciami, które często odciskają swoje piętno na bardzo wiele lat, a nawet na zawsze. Najbardziej bolesny jest w moim odczuciu fakt, że nie oszczędza ono nawet dzieci. Nierzadko bowiem wiele z nich od najmłodszych lat zmuszone jest zmagać się z sytuacjami, z którymi niejeden dorosły miałby problem sobie poradzić. Nie możemy jednak zapomnieć, że wszystkie takie zdarzenia kształtują usposobienie dziecka, jego otwartość na świat i ludzi, a także mają wpływ na to, jak ono samo będą, siebie postrzegało w przyszłości.

Zdecydowałam się podjąć ten temat nie bez powodu. Dziś bowiem chciałabym przedstawić Wam nastoletnią Miriam bohaterkę powieści „Szepty przeszłości” Mileny Breś, która jak nikt inny wie, jak trudno jest żyć w świecie, w którym nikt cię nie rozumie, a jedynie potrafi ferować krzywdzące osądy.

Dziewczyna od zawsze czuje się niechciana przez innych. Boi się ufać i zbliżać do ludzi. Od tragicznej śmierci ojca została pozostawiona samej sobie, gdyż matka pogrążona w chorobie alkoholowej zupełnie straciła jakąkolwiek więź z córką. Jedynym przyjacielem dziewczyny jest Maciek i chciałabym móc powiedzieć, że to świetnie, iż  jest przy niej chociaż jedna osoba, na którą zawsze może liczyć, gdyby nie jeden bardzo istotny fakt,  Maciek jest niewidzialny. Nie widzi go nikt poza Miriam. I nie myślcie sobie, że mamy tu wątek fantasy, nic bardziej mylnego. Sama dziewczyna czuje, że musi być z nią coś nie tak, skoro wszyscy prędzej, czy później ją od siebie odpychają. Jej nietypowa relacja z niewidzialnym przyjacielem sprowadza na nią wiele kłopotów. Po jednym z takich właśnie incydentów matka decyduje się oddać Miriam do szpitala psychiatrycznego. Miriam ma jej to za złe, gdyż przeżywa tam piekło, ale tam też ktoś po raz pierwszy mówi jej, że wszystko, to co się z nią dzieje nosi swoją nazwę i ma miejsce tylko w jej głowie. To schizofrenia. W placówce rozgrywa się koszmar, więc Miriam jest szczęśliwa, kiedy dowiaduje się, że z pomocą przyszedł jej dziadek, który postanawia zabrać wnuczkę do domu rodzinnego jej ojca i tam wspólnie z żoną się nią zaopiekować. Dziadek stawia tylko jeden kategoryczny warunek. Miriam musi chodzić do szkoły. Pewnie wydaje Wam się to dosyć dziwne i oczywiste zarazem, ale dla naszej bohaterki jest to nie lada wyzwanie, ponieważ to będzie jej pierwszy raz w murach szkolnych. Dotychczas uczyła się bowiem tylko w systemie nauki indywidualnej, Co było tego powodem, musicie już przekonać się sami. O pomoc w zaaklimatyzowaniu się wnuczki w nowym środowisku dziadkowie proszą Piotrka, miejscowego chłopaka, którego Miriam zna z czasów, kiedy wspólnie z rodzicami odwiedzała dziadków, ale do którego nie pała sympatią. Nie wie  jeszcze jednak,  jak bardzo on sam i pobyt w rodzinnych stronach taty odmieni jej życie, Tylko czy na lepsze? O tym dowiecie się, sięgając po książkę.

Szepty przeszłości” to książka napisana przez osiemnastoletnią wówczas autorkę i właśnie ten fakt trzeba mieć na uwadze, przystępując do jej lektury. Jestem psychologiem i już teraz mogę Wam zdradzić, że sposób przedstawienia w tej powieści samej choroby, jaką jest schizofrenia, znacznie odbiega od stanu faktycznego. Proces leczenia i samego radzenia sobie z tą jednostką chorobową nie przebiega tak lekko i problem nie znika tak  niemal  na pstryknięcie palcem, jak zostało to ukazane w tej historii, ale za to autorce doskonale udało się pokazać, jak bardzo duże znaczenie ma dla osoby zmagającej się z podobnymi problemami poczucie akceptacji i zrozumienia. Ta choroba, jak i zresztą wiele innych może pozbawić chorego poczucia własnej wartości, możemy przestać wierzyć w siebie i w to, że są wokół nas ludzie, którym na nas zależy i dla których jesteśmy ważni. To właśnie Piotrek i Maja, którą poznacie już sami, starają się pomóc Miriam i przywrócić jej odwagę, którą zaszczepił w niej tata.

Niestety choroba to nie jedyne, z czym przyjdzie się jej zmierzyć. Pobyt u dziadków ujawnia nieznane dotąd fakty z przeszłości, którym Miriam będzie musiała stawić czoła, aby sprawiedliwości stało się zadość. Tylko czy starczy jej na to sił i odwagi? Nie będzie to proste, ponieważ, aby mogło się udać niezbędna będzie konfrontacja z własnymi lękami.

Milena Breś w bardzo trafny sposób uświadomiła nam dorosłym z jak wieloma problemami często w poczuciu osamotnienia i braku wsparcia muszą zmagać się młodzi ludzie. Myślę, że po przeczytaniu tej książki rodzice zaczną bardziej zwracać uwagę na to, co dzieje się z ich dziećmi i jak można im pomóc, nie oceniając z góry.
Mimo że jak wspomniałam wcześniej, w książce nie znajdziecie pełnego obrazu tego, jak wygląda życie ze schizofrenią, to przeczytacie tu o sile przyjaźni i miłości, która jest nam wszystkim niezbędna w tak trudnej sytuacji.
Żałuję tylko, że wszystkie opisane w książce sytuacje działy się tak szybko. Miałam wrażenie, że autorka pędzi przez nie jakby poganiana przez kogoś.
Nie wiem, jak Wy, ale w moim przekonaniu poruszanie tematu choroby, osamotnienia, odrzucenia, czy też miłości i przyjaźni potrzebuje, aby czytelnik zatrzymał się na dłuższą chwilę, po to by mieć czas na przemyślenia i refleksje odnośnie do tego, o czym właśnie przeczytał i mnie tutaj tego zabrakło.

Ostatecznie jednak oczywiście zachęcam Was do tego, abyście sięgnęli po „Szepty przeszłości”, ponieważ pomimo wspomnianych mankamentów uważam, że jest to udany debiut młodej autorki. Choć według mnie jest to książka adresowana głównie do nastoletniego czytelnika, to starsi również mogą spędzić przy niej miło czas, a rodzice, spróbować spojrzeć na wiele istotnych kwestii, oczami dorastającego dziecka z problemami w dużej mierze mającymi swój początek w przeszłości. Podczas lektury robi się ciepło na sercu, kiedy widzimy, jak rozwija się relacja między Piotrkiem a Miriam. Jak również to, jaką piękną przyjaźń ofiarowała jej Majka. Jeśli chodzi o samych bohaterów, to pokochałam Piotrka. Taki chłopak to naprawdę skarb. Jest wspaniały, choć, jak się przekonacie, sam również nie ma łatwego życia. Majka zaprzecza wszelkim stereotypom córki bogatych rodziców i za to bardzo ją polubiłam. A jeśli chodzi o samą główną bohaterkę, to nie od razu wzbudziła ona moją sympatię, ale znając jej historię, jestem w stanie zrozumieć, z czego to wynikało.

Cóż więcej mogę Wam powiedzieć, Jestem pełna podziwu dla autorki, że zdecydowała się w tak młodym wieku podjąć pisania na tak naprawdę trudny i złożony temat. Wyszło jej to naprawdę dobrze z naciskiem na emocje i uczucia młodego człowieka, w sytuacji, kiedy ciężko Ci poradzić sobie samemu ze sobą, a co dopiero z otaczającym Cię światem. Książkę czyta się naprawdę bardzo szybko i lekko więc jedno popołudnie lub wieczór na pewno wystarczą na jej przeczytanie. Zapewniam Was, że jeśli zdecydujecie się sięgnąć po „Szepty przeszłości”,  nie będziecie tego, żałować. Czytajcie i dzielcie się swoimi wrażeniami po lekturze książki, bo niestety jakoś o niej cicho.

Recenzja powstała we współpracy z portalem Czytajmy polskich autorów, za co bardzo dziękuję.



wtorek, 31 marca 2020

Zapowiedź: Melisa Bel "Diabelski hrabia".


Kochani dziś przychodzę do Was z zapowiedzią książki Melisy Bel "Diabelski hrabia", która zainteresowała mnie już od pierwszej chwili, kiedy tylko poznałam zarys jej fabuły. Chciałabym zaprezentować ją również Wam, wierząc, że Was również zaciekawi i zechcecie po nią sięgnąć.



Opis książki:

Jocelyn zna hrabiego Winstona od dziecka. Nie wie, że ten mroczny mężczyzna był w niej niegdyś zakochany. Kiedy wychodzi za mąż za jego kuzyna, Edwarda Ashtona, hrabia, nie mogąc przestać o niej myśleć, zaciąga się na front.

Kilka lat później mąż dziewczyny umiera, zostawiając po sobie jedynie ogromne długi i list, w którym nakazuje żonie szukać pomocy właśnie u lorda Winstona.

Gdy lady Ashton zjawia się w ponurej rezydencji hrabiego, ledwie go rozpoznaje w demonicznej, barczystej postaci o przeszywająco zimnym wzroku. Zdana na jego łaskę nie rozumie napięcia, jakie zaczyna się między nimi rodzić.

Tymczasem na scenie pojawia się oszałamiająco przystojny baron, który jest gotów ofiarować jej wszystko, czego kiedykolwiek pragnęła…

Słowo o autorce:

MELISA BEL-Pod tym pseudonimem kryje się osoba, która od ponad dwudziestu lat komunikuje się ze światem za pomocą dwóch środków wyrazu – słowa i muzyki.

Dyplomowana wiolonczelistka, piosenkarka, autorka polsko i anglojęzycznych tekstów piosenek. Na co dzień zaangażowana w projekty muzyczne i współpracę z wytwórnią płytową. Miłośniczka ekologii, kotów, psychotroniki, medycyna naturalnej oraz oczywiście romansów historycznych, których przeczytała setki.

Jak widzicie, na premierę książki będziemy musieli jeszcze trochę poczekać, ale już dziś możecie kupić ją w przedsprzedaży, do czego gorąco Was zachęcam. 

Moje wrażenia po lekturze „Diabelskiego hrabi” będziecie mogli poznać już niebawem.

A Wy planujecie sięgnąć po ten tytuł? Napiszcie mi, proszę koniecznie w komentarzach.

sobota, 28 marca 2020

"Zdradzona" - Magdalena Krauze / Recenzja patronacka.


Moi drodzy, dziś porozmawiamy o tym, jak bardzo złudne bywa poczucie szeroko pojętej pewności w małżeństwie, która wzrasta współmiernie z przybywającymi latami stażu małżeńskiego. Często bowiem wiele lat przeżytych u boku naszego współmałżonka w połączeniu ze stabilizacją życiową, którą udało nam się wspólnie osiągnąć, sprawia, że taki stan, rzeczy przyjmujemy za swego rodzaju pewnik. Żyjemy w przeświadczeniu, że tak będzie już zawsze, a nasz/a żona/mąż będzie trwał/a u naszego boku do końca naszych dni.

Tymczasem, jak się za chwilę za sprawą najnowszej książki Magdaleny KrauzeZdradzona”, o której chcę Wam dziś opowiedzieć, przekonacie, takowe myślenie bywa bardzo zwodnicze i niestety może sprawić, że pewnego dnia obudzimy się w zupełnie nowej dla nas rzeczywistości, w której naszego ukochanego już przy nas nie będzie, a nasz misternie przez lata budowany wspólnie z nim świat legnie w gruzach.

Zanim jednak przejdę do samej książki, chcę podzielić się z Wami wspaniałą dla mnie informacją, otóż blog Kocie czytanie ma ogromną przyjemność, już po raz kolejny otoczyć najnowsze dziecko autorki swoją troskliwą opieką podejmując się patronowania mu.

Przejdźmy zatem do książki, Poznajcie Joannę, kobietę po czterdziestce, której życia mogłoby pozazdrościć wiele kobiet. Joanna jest szczęśliwą żoną i matką dwójki dzieci. Maturzysty Bartka i niespełna jedenastoletniej Oli. W pracy również odnosi sukcesy, czego dowodem są perspektywy awansu zawodowego. Robert przez dziewiętnaście lat małżeństwa z Asią był dla swojej żony takim mężem, jakiego jestem przekonana, chciałaby mieć każda z nas. A to dlatego, że był mężem nie tylko z nazwy, ale nasza bohaterka zawsze czuła w jego osobie prawdziwego partnera, na którego wsparcie niezmiennie mogła liczyć. Nie bez powodu używam czasu przeszłego, pisząc o osobie Roberta, ponieważ od pewnego czasu bardzo się zmienił i w momencie, kiedy my czytelnicy zaczynamy obserwować życie tej rodziny na kartach powieści, niestety nie możemy już powiedzieć o nim tego samego.
Sama Joasia zauważa te zmiany i choć czuje się z nimi bardzo źle, to jednak stara się znaleźć usprawiedliwienie dla jego postępowania. Ciągłe wyjazdy służbowe męża scedowały na kobietę wszystkie obowiązki związane z prowadzeniem domu i opieką nad dziećmi. Nikt nawet przez moment nie pomyśli o jej potrzebach i obowiązkach służbowych, którym ona musi sprostać.

„Poczułam się jak służąca, której zadaniem jest tylko gotować, prać, sprzątać, prasować i myć obszczany kibel, ale sama nie może mieć żadnych ambicji, ani tym bardziej stawiać jakichkolwiek wymagań”.

I zapewne tkwiłaby w takim położeniu jeszcze bardzo długo, gdyby nie pewna sytuacja z Olą, w której Robert pokazał, że nawet dzieci, które dotychczas były dla niego najważniejsze, teraz zeszły  na dalszy plan. Jak wiadomo pod latarnią zawsze najciemniej i to zazwyczaj osoby trzecie, które potrafią spojrzeć na nasze życie z boku, najczęściej dostrzegają w nim to, czego my sami nie potrafimy, a może nie chcemy dostrzec. Tak też stało się i tym razem. Na szczęście Asia ma blisko siebie wspaniałą sąsiadkę, dzięki której postanawia przestać zadręczać się niezrozumiałymi dla niej zmianami w zachowaniu Roberta i pozbyć się targającym  nią poczuciem niepewności. To właśnie rozmowa z Panią Anią dodaje jej odwagi, by przejrzeć telefon męża, z którym ten ostatnio nie rozstaje się ani na chwilę i sprawdzić, czy podejrzenia, które wysnuła sąsiadka, są słuszne. Jak już z samego tytułu książki możecie się domyślać, fakty niestety są takie, że Joanna została zdradzona.
Fundament, na którym opierało się całe życie rodziny, rozpadł się na kawałki, a ona będzie musiała znaleźć w sobie siłę, by zbudować je na nowo dla siebie i dzieci, ale jak wiadomo, powiedzieć jest łatwo, ale znaleźć siłę, aby stawić czoła tak trudnym przeżyciom, to już zupełnie odwrotna strona medalu. Czy Joannie się to uda, a może jest jeszcze szansa na wybaczenie i uratowanie tego małżeństwa? Jeśli jesteście ciekawi, jak potoczą się losy Joanny i jej rodziny musicie oczywiście sięgnąć po książkę, bo ode mnie niczego więcej na ten temat się nie dowiecie.

„W sercu rozpacz, ból i tęsknota, a życie toczyło się dalej, nie pytało, czy człowiek ma siłę zwlec się rano z łóżka, czy ma siłę pójść do pracy, zrobić dziecku śniadanie, zawieźć do szkoły”

Zdradzę Wam natomiast, że osobiste problemy nie będą jedynymi, z którymi Asi przyjdzie się zmierzyć, bowiem przyjaciółka kobiety będzie potrzebowała jej pomocy. Tylko, czy to nie za duży ciężar na jej barki? Sprawdźcie koniecznie.

Musicie wiedzieć, że zawsze z niecierpliwością czekam na moment, kiedy Magdalena Krauze odda w ręce swoich czytelników kolejną swoją książkę, a to dlatego, że znam wszystkie książki autorki i wiem, że w każdej z nich znajdziemy wiele miejsca na refleksję i przemyślenia także odnośnie do własnego życia.
Życiowy i autentyczny obraz perypetii bohaterek jej książek sprawi, że wiele kobiet w podobnej sytuacji znajdzie w nich cząstkę siebie i tego, z czym zmaga się w swoim życiu.
Na kartach „Zdradzonej” stało się podobnie. Asia ma mętlik w głowie, z jednej strony chce wybaczyć, z drugiej natomiast obawia się, że już nigdy nie będzie umieć zaufać i ciągle będzie żyła w obawie, że mąż karmi ją stekiem kłamstw. Nie trzeba przeżyć zdrady, aby domyślić się, że kobiety, które mają ją za sobą, z takimi dylematami toczą wewnętrzną walkę w samotności, ukradkiem ocierając łzy.

Kolejny aspekt, na który autorka zwraca naszą uwagę to wybaczenie dla dobra dzieci. Wiele kobiet zdradzonych słyszy niejednokrotnie od rodziny, znajomych, czy przyjaciół, że powinny spróbować wybaczyć właśnie dla dzieci, aby nie rozpadł się ich świat, bo one też to ciężko przeżywają. Ale czy trwanie w związku po zdradzie wbrew sobie ma jakikolwiek sens. Dzieci są bardzo mądre, wiele rozumieją i bardzo dużo widzą. Na pewno nie chcą dla swojej mamy takiego życia. Najważniejsze w takiej sytuacji jest to, aby dziecko wiedziało i czuło, że pomimo tego,  iż rodzice się rozstali, zawsze oboje będą je tak samo kochać i niezmiennie jest ono dla nich najważniejsze.

Jak widzicie, autorka zdecydowała się podjąć w swojej książce bardzo ważnego i nie łatwego tematu, ale zrobiła to w bardzo przystępny sposób. Ci z Was, którzy mieli już okazję poznać Jej twórczość, zapewne zgodzą się ze mną, że nawet mimo powagi tematów, które podejmuje w swoich książkach, jak ma to miejsce teraz, historie wychodzące spod jej pióra w żaden sposób nie przytłaczają. Co więcej, pokuszę się o stwierdzenie, że jeśli zdecydujecie się je poznać, dobry humor i relaks dostaniecie w pakiecie. Autorka bowiem poprzez swoje książki chce dać nam przede wszystkim dawkę pozytywnej energii i wiarę w to, że nawet w sytuacji bez wyjścia jest wyjście. Czasami tylko potrzeba czasu, aby je dostrzec.

„Potrzebujesz czasu, Asiu. On może nie leczy ran tak, jak mówią, ale pozwoli zaakceptować to, co teraz tak cię boli”.

W tym miejscu mogłabym właściwie zakończyć swoją recenzję, pisząc Wam, że jeśli doczytaliście ją do tego momentu, to wydaje mi się, że oczywiste dla Was jest, że gorąco ją wszystkim polecam. Książka jest wspaniałym połączeniem przyjemnego z pożytecznym. Lekki i swobodny styl autorki okraszony dawką humoru sprawi, że odprężycie się po ciężkim dniu, a jednocześnie z uwagi na poważny temat, któremu została ona poświęcona, po skończonej lekturze będzie Wam towarzyszyć poczucie spożytkowania czasu na naprawdę wartościową książkę.

Nie skończę jednak na tym swoich odczuć na temat „Zdradzonej”, ponieważ jest jeszcze coś, co mnie w tej książce bardzo mocno poruszyło i wzruszyło i za co z całego serca autorce dziękuję. Mam na myśli postać cudownej i wspaniałej Pani Ani. Starsza kobieta o gołębim sercu pomimo tego, że całe swoje życie poświęciła dzieciom, dziś z bólem w sercu wypowiada te słowa.

„[…] życie to pasmo upadków i wzlotów, które hartują nas każdego dnia. Stary człowiek nie jest nikomu do niczego potrzebny”.

Nie zdradzę Wam oczywiście, w odniesieniu do jakiej sytuacji starsza kobieta dochodzi do takich smutnych wniosków, ale myślę, że są one bardzo wymowne. Nie zapominajmy o tym, że my też kiedyś będziemy starzy i obyśmy nigdy nie musieli doświadczać tak gorzkich refleksji. Zachęcam Was gorąco, abyście przekonali się, czy los jeszcze się do tej cudownej osoby uśmiechnie.

Teraz już naprawdę kończę, dziękując autorce oraz wydawnictwu Jaguar za zaufanie i możliwość patronowania  książce, która oczywiście, jak i dwie pozostałe dołącza do grona moich ulubionych, a Was moi kochani nie zatrzymuję już dłużej, abyście mogli niezwłocznie przystąpić do jej czytania.

Pozostałe książki autorki:


#zostanwdomuczytajksiazki


środa, 25 marca 2020

Czas posprzątać w swoim życiu.

Kiedy młodzi ludzie wkraczają w dorosłe życie, często słyszą, że cały świat stoi przed nimi otworem. Mogą bardzo wiele osiągnąć i tylko od nich zależy, jak będzie ono wyglądało. Brzmi to bardzo pięknie, jednak nie zawsze jest do końca prawdziwe. A to dlatego, że to my dorośli, a szczególnie rodzice jesteśmy odpowiedzialni za to, w jaki bagaż wyposażymy nasze dziecko, kiedy już przyjdzie pora, aby wyruszyło w swoją samodzielną podróż przez życie. Przez całe jego dzieciństwo każdego dnia dokładamy kolejne cegiełki po to, aby kiedy nadejdzie odpowiedni moment, mogło zbudować z nich fundament, na którym ukształtuje swoją przyszłość. Jakość owych cegiełek warunkowana jest tym, w jakiej rodzinie przyszło nam dorastać. I tak jeżeli w naszym domu rodzinnym gościła miłość, poczucie bezpieczeństwa, wzajemne oddanie i wsparcie, wówczas w naszym bagażu znajdą się odwaga, pewność siebie, otwartość na świat i ludzi. Ale teraz zastanówmy się przez chwilę, co stanie się z życiem osób, którym nie było dane cieszyć się szczęśliwym dzieciństwem, a to z czym wyruszyli w swoją trudną życiową podróż to jedynie piętno przemocy, strach i niepewność. W tym miejscu rodzi się jedno z najważniejszych pytań, a mianowicie:

Czy osoby takie, mimo trudnej przeszłości, której winni są dorośli, którzy przecież powinni dbać o swoje dzieci i chronić je mają szansę zawalczyć o lepsze życie, niż to, które znali dotychczas?

Na to pytanie spróbujemy sobie odpowiedzieć wspólnie z Panią Katarzyną Kielecką, przyglądając się życiu głównego bohatera Jej najnowszej książki „Piętno dzieciństwa”, z której recenzją dziś do Was przychodzę.

Wojtek Rawicki, bo to właśnie o nim mowa, jest bratem bliźniakiem Edyty, którą mogliście już poznać w pierwszej części dylogii o rodzeństwie Rawickich „Sedno życia”. Tam też poznacie niezwykle poruszającą historię koszmaru dzieciństwa i jego wpływu na to, co tu i teraz widzianą z perspektywy kobiety. Tym razem natomiast nadszedł czas, kiedy to Wojtek jest gotów, aby podzielić się z nami, tym czego doświadczył i jak wiele przeżył z ręki własnego ojca. Dowiemy się również, jak teraz po latach radzi sobie z piętnem, które pozostawiło na nim dzieciństwo, o ile w ogóle  możliwe, jest, aby z podobnymi przeżyciami móc sobie kiedykolwiek poradzić.

Jak pisałam w recenzji „Sedna życia”, wówczas brat Edyty wzbudził we mnie bardzo negatywne uczucia. Jawił mi się jako pupilek tatusia, podczas gdy sama Edyta nigdy nie zasłużyła na uwagę ojca, Już pod koniec tamtej części zrozumiałam, jak bardzo się myliłam, a w tej części jeszcze wyraźniej dostrzegamy to, jak bardzo pozory mogą mylić.

Bo oto poznajemy spełnionego zawodowo mężczyznę, który ma wspaniałą rodzinę, więc śmiało moglibyśmy zapytać „czego chcieć więcej”? Jednak pamiętajmy, że prawda często pozostaje niewidoczna dla oczu. Dopiero zaglądając do serca i duszy człowieka, możemy dostrzec to, co prawdziwe, a często najbardziej bolesne. Tak też jest w przypadku naszego bohatera. Rany zadane rękę człowieka, dla którego chwile spędzone z synem były rozkoszną możliwością wyładowania frustracji i złości ciągle się nie zagoiły, a bezlitosną „pamiątką tamtych czasów” są nieustające koszmary nocne. Jak się przekonacie, znosząc cierpliwie upokorzenia ojca, mężczyzna nigdy nie zawalczył o siebie, ponieważ przez cały czas miał na uwadze dobro innych.

Jednak nastaje moment, kiedy los daje Wojtkowi szansę, aby wreszcie pomyślał o sobie. W wigilijny wieczór dowiaduje się, że ma córkę, o której istnieniu nie wiedział. Teraz wszelkie jego działania ukierunkowane są na to, aby na nowo przekonać do siebie i uczciwości swoich zamiarów mamę dziewczynki, a dla niej samej stać się ojcem. Nie będzie to jednak łatwe, ponieważ nikt nigdy nie nauczył go  otwartości w okazywaniu uczuć i emocji. W domu rodzinnym wszelkie ich przejawy były surowo karane. Dziś Wojtek chciałby rozpocząć nowe, lepsze życie, ale aby mogło się tak  stać, musi i chce uporządkować własną przeszłość i poznać o niej całą prawdę.

„Tak. Zarządzam wielkie sprzątanie. Zamierzam pozbyć się brudów, żeby nie wejść z syfem w nowe życie. Nie chcę dłużej czekać”.

Śmiało można powiedzieć, że właśnie takiemu porządkowaniu życia i walce o nowe lepsze jutro poświęcona jest ta część historii. Sprawdźcie koniecznie, czy Wojtkowi uda się otworzyć na ludzi oraz odnaleźć w sobie odwagę i wytrwałość, by mógł zaznać smaku prawdziwego szczęścia i miłości. Przekonajcie się, czy komuś uda się rozbić skorupę, w której ukrywał się przez wiele lat.

Tym z Was, którzy chcielibyście wiedzieć, co słychać u Edyty i jak potoczyły się  koleje jej życia, zdradzę, że autorka nie zapomniała także o jej postaci i tym razem, również będziecie mieli okazję się z nią spotkać na kartach powieści.

„Piętno dzieciństwa” to bardzo poruszająca, emocjonalna i refleksyjna powieść, która żadnego czytelnika nie pozostawi bez nadziei. Autorka wlewa w nasze serca wiarę w to, że nawet jeżeli, jako dzieci doświadczyliśmy tylko cierpienia i rozczarowań, to w żaden sposób nie przesądza to o tym, że nasze życie pozostanie takim już na zawsze. Niezbadane są koleje losu i potrafi on zaskoczyć nas również bardzo pozytywnie, jeśli tylko zechcemy się na te zmiany otworzyć i uwierzymy w to, że my również jak każdy inny człowiek zasługujemy na szczęście.

Pani Kasia nie mami nam oczu, że proces sprzątania i rozliczania się z przeszłością będzie łatwy i prosty, ale dodaje nam siły, aby podjąć się tego ciężkiego zadania, gdyż jest to etap konieczny, aby na końcu trudnej drogi czekała na nas upragniona i zasłużona nagroda.

Jestem przekonana, że kiedy już sięgniecie po ten tytuł, historia, którą przeczytacie na kartach książki, pochłonie Was bez reszty. Nie będziecie jej czytać, a chłonąć sercem. Czyta się ją bardzo szybko, a to, o czym czytamy w zależności od tego, jakie doświadczenia z dzieciństwa wynieśliśmy albo pozwoli nam docenić to, jakimi szczęściarzami jesteśmy, mogąc dorastać, bądź wspominać szczęśliwy, przepełniony miłością rodzinny dom, lub pomoże się nie poddać i walczyć o siebie i swoje pragnienie szczęścia.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Szara godzina, za co bardzo dziękuję.