piątek, 3 grudnia 2021

"Topieliska" Ewa Przydryga

N
ie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale w moim odczuciu wszystko, co złe i czego skutki zostawiają swoje piętno na naszym życiu na bardzo długi czas, a nierzadko na zawsze dzieje się nagle i zupełnie niespodziewanie. Najczęściej nic nie wskazuje na to, że wkrótce wydarzy się coś, co sprawi, że już nigdy nic nie będzie takie samo. Nikt z nas bowiem nie myśli o tym, że wystarczy jedna chwila, abyśmy stracili wszystko to, co dotychczas było dla nas wyznacznikiem szczęścia i od teraz pogrążyli się we wszechogarniającej nas pustce, którą wypełni mrok, niepewność i tysiące pytań bez odpowiedzi. A już na pewno tragedii, która spotka jej rodzinę, nie spodziewała się główna bohaterka książki Ewy Przydrygi „Topieliska”, o której chcę wam opowiedzieć kilka słów.

 Pola jest szczęśliwą żoną i matką. Wiedzie ustabilizowane, spokojne życie, które nie wyróżnia się niczym szczególnym od tych, jakie wszyscy znamy. Zimowy poranek, kiedy my czytelnicy wkraczamy w jej życie, miał być taki, jak każdy inny. Tata małego Jasia zabiera chłopca do przychodni na umówioną już wcześniej wizytę, a mama wraca do łóżka złapać jeszcze trochę snu, przed powrotem swoich chłopaków do domu, gdyż tego dnia nie czuje się najlepiej. Spokojny sen przerywa jednak telefon, po którym w serce kobiety wdziera się lęk i obawa o to, co mogło się wydarzyć. Okazuje się bowiem, że Kuba nie dotarł z synem do przychodni. Pola wiedziona impulsem postanawia udać się tam osobiście, mając nadzieję, że szybko wszystko się wyjaśni. Warunki na drodze nie są łatwe, więc o nieszczęście nie trudno, czego potwierdzeniem jest fakt, że po drodze Pola jest świadkiem akcji ratunkowej, w której z rzeki wyławiany jest samochód z rozbitą przednią szybą. Niestety nasza bohaterka rozpoznaje w nim nissana męża. Jego ciało zostaje wyłowione kilka dni później. Dziecka nie odnaleziono. Policyjne dochodzenie wskazuje na nieszczęśliwy wypadek. Serce matki jednak nie traci nadziei. Ciągle tli się w nim nadzieja, że być może jej synek żyje. Pola decyduje się przeprowadzić własne śledztwo.

To, co podczas niego odkrywa burzy jej obraz postrzegania męża. Oboje obiecywali sobie bezwzględną szczerość wobec siebie, a tymczasem, prawdziwe oblicze mężczyzny, z którym dzieliła wspólne życie, jest dla niej zupełnie obce. Mnożą się tajemnice, mroczne sekrety, a na jaw wychodzą przerażające fakty. A wszystko to spowija zimne ramię śmierci, które, jak się przekonacie, dosięgło tę rodzinę już nie raz.

Wszyscy doskonale wiemy, że każde traumatyczne zdarzenie nie pozostaje bez wpływu na człowieka, który go doświadcza. Jak zatem poradzić sobie z czymś, co nas niszczy i od czego chcielibyśmy uciec, a najlepiej zapomnieć o tym na zawsze? Czy to, jest możliwe i do czego jesteśmy zdolni, aby odzyskać utracone życie? Na te i wiele innych szokujących pytań odnajdziecie wstrząsające odpowiedzi na kartach powieści.

Jest jednak coś, o czym wszyscy, którzy znają już twórczość Ewy Przydrygi doskonale wiedzą, a o czym nie wolno nam zapomnieć podczas czytania „Topielisk”. Mianowicie, jest to autorka, w której książkach nie ma miejsca na nic, co przewidywalne i oczywiste. Kiedy zaczynamy je czytać, powinniśmy spodziewać się niespodziewanego. Tak też jest i tym razem. Zostajemy wciągnięci w psychodeliczny klimat thrillera pełnego zagadek, który zwiedzie na manowce nasz umysł i realne postrzeganie rozgrywających się na jego kartach wydarzeń. Oczywiście będziecie ulegali przeświadczeniu, że udało wam się odnaleźć drugie dno tego, co dzieje się niemalże na waszych oczach, ale Pani Ewa właśnie tego chce. Zwodzi nas, gra na naszych emocjach, by za chwile ujawnić kolejny element tej przerażającej układanki zbudowanej z cierpienia, krzywdy i straty. Nie bez powodu napisałam, że ulegamy wrażeniu, iż bieg następujących po sobie wydarzeń rozgrywa się na naszych oczach.

 Ja poznając fabułę tej książki, poczułam się dosłownie wessana w najgorszy koszmar, z którego chciałam się, jak najszybciej obudzić, a jednocześnie nie mogłam się oderwać od czytania, chcąc wreszcie dowiedzieć się, co jest tu prawdą, a co tylko na prawdziwe ma wyglądać. Pani Ewa ma niezwykłą umiejętność oddziaływania nie tylko na emocje, ale także na wyobraźnię swoich czytelników. Wszystko, o czym czytałam, wizualizowało się niczym film klatka po klatce w mojej głowie, co dodatkowo potęgowało moje napięcie, a także odczucie niepokoju, a jednocześnie zagubienia. Tak zagubienia, bo w pewnym momencie nie wiedziałam, komu mogę zaufać, a to dlatego, że kreacje postaci wszystkich bohaterów książki są tak złożone, iż każdy może mieć wiele twarzy, ale o tym już musicie przekonać się sami.

Chciałabym zdradzić wam o wiele więcej na temat tego, co czeka Was, jeśli zdecydujecie się sięgnąć po ten tytuł, do czego serdecznie zachęcam, ale nie zrobię tego, gdyż, jeśli cokolwiek więcej zdradzę, pozbawię jej przyszłych czytelników tej podsycającej ciekawość niewiadomej, która przerazi i zszokuje, kiedy przekręcą kolejną stronę książki. Zależy mi na tym, abyście podobnie jak ja czytali tę książkę w pełni zaangażowani w lekturę, z duszą na ramieniu, ale i z przecież nigdy nieutraconą wiarą, że jeszcze wszystko ma szansę dobrze się skończyć.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Muza, za co bardzo dziękuję.




sobota, 27 listopada 2021

Moje skarby Jesieni. 🦊 🦉 🐿 🦔 🦌


Wiem, że niektórzy z was widzą już za oknem pierwszy śnieg i ten post powinien pojawić się na blogu dużo wcześniej, ale ja jestem typową jesieniarą i jesień zawsze chcę zatrzymać jak najdłużej. Pomagają mi w tym jesienne dekoracje i moje małe "umilacze" długich wieczorów. Dziś chciałabym pokazać wam, co nowego w tym roku udało mi się upolować. Być może coś was zainspiruje na przyszłość. Wszystkie pokazane tu rzeczy zostały zakupione na Allegro.


Jesienne drzewko - W całości wykonane z drewna. Niewielka ilość kolorowych liści  na drzewie jest ewidentną oznaką jesieni. Na gałęziach siedzą ptaszki, a pod drzewem wiewiórka z orzechem robiąca zapasy na zimę. Całość ozdoby przymocowana jest do drewnianej podstawki, która zapewnia jej stabilność.



Drewniany płotek, na którym rozgościły się dwa jeżyki. Płotek porośnięty jest leśnym runem, z którego wyrósł muchomor. Wygląda to świetnie. Ozdoba jest bezpieczna dla dzieci, ponieważ futerko jeży, wykonane jest z miłej w dotyku włóczki. 




Śliczny, bardzo realistycznie wyglądający jeżyk. W porównaniu do poprzednich ozdób jest odrobinę cięższy. Również wykonany z drewna. Kolce są twarde, przez co  można wyczuć w dotyku coś podobnego do ukucia, ale na pewno nie zrobią nam krzywdy.




Duża figurka jelenia trzymającego na grzbiecie swoich leśnych przyjaciół: zająca, lisa, sowę i wiewiórkę.  Praca wykonana z drewna. 




Naszych leśnych mieszkańców ciąg dalszy. Śliczna wiewiórka wykonana z gipsu przymocowana na obladrze drzewa, gdzie ułożone są jej zapasy: muchomory kolorowe liście, szyszka, żołędzie, dynia. Za wiewiórką widzimy piękne drzewo w typowo jesiennych barwach. 



Z tej samej serii w podobnej odsłonie mamy jeżyka.

Jestem oczarowana każdą z tych ozdób. Wszystkie są wykonane z niezwykłą starannością i dbałością o detale, dzięki czemu nadają wnętrzu niepowtarzalny klimat. Ich ceny oscylowały od 18 do 30 zł. +koszt wysyłki. 



NA JESIENNE CHWILE TYLKO DLA MNIE.


Już niejednokrotnie pisałam Wam, że bardzo lubię kubki i mam ich już całkiem sporą kolekcję. Nie mogło się jednak obyć bez takiego z motywem jesiennym. Kubek ten jest specjalnie dla mnie personalizowany. Pita w nim  herbatka z pomarańczą, miodem i goździkami smakuje przepysznie.



Pan sowa, jak nazywam ten kubek, towarzyszy mi natomiast zawsze podczas picia kakao, które uwielbiam i w coraz chłodniejsze poranki piję bardzo często. Koszt obu kubków, to 30 zł  za sztukę+ koszt wysyłki.




I na koniec najdroższy, ale bez wątpienia wart swojej ceny zakup. Duże świece o zapachu kawy. Jak większość z nas bardzo lubię kawę i piję ją codziennie. Muszę jednak przyznać, że bardziej od samego  jej smaku uwielbiam jej aromat unoszący się w całym mieszkaniu. Pobudza to moje zmysły. Dlatego też kupiłam sobie dwie duże świece, właśnie o zapachu kawy. Jest on bardzo intensywny i mocno wyczuwalny, nawet bez odpalania świecy, Bardzo mnie to cieszy. Jestem również bardzo zadowolona z ich świetnej wydajności i równomiernego wypalania się. Koszt takiej świecy to 79 zł za sztukę + koszt wysyłki. Na pewno długo będę mogła się nimi cieszyć.

To by było na tyle. Napiszcie, proszę w komentarzach, co z moich zakupów podoba wam się najbardziej, a także jakie jesienne zdobycze wam udało się upolować? Wszystkie te dekoracje świetnie prezentują się w towarzystwie książek na zdjęciach.






























czwartek, 25 listopada 2021

„Wszystko, czego nie miała" Dawid Waszak.

J
ak powszechnie wiadomo wszystko, co powtarzalne i znane zapewnia dziecku poczucie bezpieczeństwa. Każdy psycholog i terapeuta dziecięcy na pewno zgodzi się z tym, że wypracowanie codziennej rutyny i wprowadzenie w życiu młodego człowieka pewnego rodzaju przewidywalności zagwarantuje mu tak bardzo ważny spokój i harmonię. Stałe elementy dnia takie jak pójście do szkoły, odrabianie lekcji, wspólny obiad z rodziną, czy spotkania z przyjaciółmi są dla naszej latorośli potwierdzeniem tego, że w życiu jego i jego najbliższych nic złego się nie dzieje i nie musi się niczym martwić. Natomiast gdy w domu dzieje się coś złego, to niezależnie od tego, jak bardzo my dorośli chcielibyśmy ten fakt przed nim ukryć, ono wyczuje nasz niepokój i napiętą atmosferę. Wówczas najgorsza dla dziecka jest niewiedza i niepewność tego, co się może wydarzyć.

Chciałabym, abyśmy dzisiaj spojrzeli na ów problem w kontekście pandemii. Dla nas wszystkich jej początki były bardzo trudne. Żyjąc w lęku o zdrowie i życie swoje i swoich najbliższych, śledziliśmy niepokojące doniesienia medialne, ucząc się żyć z nakładanymi na obywateli naszego kraju zakazami i obostrzeniami. Wirus był dla nas zupełnie nieznanym, groźnym przeciwnikiem i nikt nie był w stanie przewidzieć, jak będzie wyglądał rozwój tych przerażających wydarzeń za kilka dni, tygodni, a jak się później okazało miesięcy. Zostaliśmy zamknięci we własnych domach, nie mając pojęcia, jak długo to wszystko będzie trwało i w jakiej mierze to, co się dzieje, wpłynie na naszą przyszłość. Strach unosił się niemal w powietrzu i udzielał się każdemu. A teraz zadajmy sobie pytanie. Skoro nas dorosłych paraliżował strach, to jak czuły się dzieci, kiedy z dnia na dzień odebrano im wszystko, co lubiły, do czego były przyzwyczajone i co dawało im stabilizację emocjonalną? Szkoły przeszły na tryb zdalnego nauczania, a co za tym idzie, zdezorientowane i zagubione dzieci zostały pozostawione zupełnie samym sobie. Nauki było, coraz więcej, a sił coraz mniej. Przemęczone nie miały czasu dla siebie. Mało tego, ucierpiały również ich relacje koleżeńskie i przyjacielskie. Wszelkie kontakty z kolegami i koleżankami ograniczały się do małego wyświetlacza telefonu i okienka komunikatora. Czary goryczy dopełniały informacje o ciągle rosnącej liczbie osób zarażonych i zmarłych.
Wirus ciągle nas nie opuszcza i zbiera tragiczne żniwo, dlatego tym bardziej z ogromną ulgą przyjmuję fakt, iż nie poruszam tego tematu na podstawie przeżycia kogoś mi znanego, czy też bliskiego, a w odniesieniu do książki Dawida Waszaka „Wszystko, czego nie miała”, z której recenzją do was przychodzę.

Na jej kartach poznajemy dwunastoletnią Anię i jej rodzinę, która wiedzie spokojne życie. Jak wszystkie dzieci w jej wieku chodzi do szkoły, ma przyjaciół. Dobrze się uczy i jest przykładną córką kochających ją rodziców. Ma też starszą siostrę Natalię, z którą jak to w przypadku rodzeństwa się zdarza, relacje bywają różne. Jest jeszcze ktoś, bardzo bliski sercu dziewczynki. Wujek Roman, z którym Ania bardzo lubi spędzać czas. Jak widzicie, jest to niczym niewyróżniająca się typowa polska rodzina, która jak my wszyscy w marcu 2020 roku stała się częścią przerażającej covidowej rzeczywistości. Najgorsze jednak nadeszło dopiero podczas drugiej fali. Wówczas rodzice i siostra Ani musieli zostać hospitalizowani. Sama Ania, pozostając pod opieką wujka, spędzała całe dnie odcięta od świata zamknięta w piwnicy. Nie wiedząc, co dzieje się z jej bliskimi, wszelką ufność pokłada w wujku. Jedyne co jej teraz zostało, to właśnie on i wspomnienia z czasu, kiedy życie było jeszcze normalne. Czasu, który teraz wydaje się tak odległy. Oczywiście o tym, jak wygląda teraz życie dziewczynki w tej uwięzionej w klatce splątanej więzami tęsknoty i lęku musicie już przeczytać sami, sięgając po książkę.

Ja natomiast chciałabym zwrócić waszą uwagę na inny jej bardzo ważny aspekt. Jak się bowiem przekonacie, pozostając w izolacji, Ania zacznie zupełnie inaczej, niż dotychczas patrzeć na wiele aspektów życia. Jeśli komuś bezgranicznie ufacie, przestajecie być obiektywni i stajecie się łatwym celem. Patrzycie na tę osobę przez różowe okulary, a tym samym tracicie czujność i ktoś może wykorzystać to przeciwko wam. Zaufanie może zostać bez skrupułów wykorzystane do tego, aby zadać nam najbardziej bolesny cios, po którym już nigdy nic nie będzie takie samo.

Tak bardzo chciałabym wykrzyczeć teraz swój ból i niemoc, którą czuję po przeczytaniu tej książki, ale oczywiście nie chcę zdradzać zbyt wiele, żebyście mogli sami poczuć wszystkie te poruszające do głębi emocje towarzyszące tej lekturze. Duża część tego, o czym w niej przeczytacie, jest historią nas samych. Bo to wszystko nadal się dzieje. Macie moje słowo, że znajdziecie w niej odbicie własnych obaw. I wiecie co, kiedy już przeczytacie „Wszystko, czego nie miała”, dotrze do was, że to nie samego zarażenia wirusem i doniesień z nim związanych powinniśmy bać się najbardziej, a okrucieństwa, które dzieje się być może gdzieś obok nas za zamkniętymi drzwiami.

Autor oddał w nasze ręce, książkę, którą powinien przeczytać każdy. Taką, wobec której nikomu z nas nie wolno pozostać obojętnym. Nawet jeśli czujecie się zmęczeni i przytłoczeni tematem pandemii, czemu się nie dziwię, proszę was, abyście ją przeczytali. Na pewno otworzy ona wasze oczy na o wiele ważniejsze kwestie, aniżeli pandemia, które przez nią zdominowane nie są dostrzegane. Co w konsekwencji może doprowadzić do tragedii i zniszczyć życie niewinnej, bezbronnej osobie. Ja czytałam całą historię z ogromnym przejęciem i smutkiem z powodu zagubienia i osamotnienia Ani. Dziewczynka chciała tylko znowu czuć się bezpieczna, a w zamian została oszukana i pozbawiona niewinności. Jeśli sięgniesz po ten tytuł, na zawsze pozostawi on ślad w waszym sercu i umyśle.

Na zakończenie chciałabym podziękować Panu Dawidowi, za to, że znalazł w sobie siłę, by nie pozwolić na to, aby karygodne czyny zostały przemilczane.

Recenzja powstała we współpracy z autorem.

piątek, 19 listopada 2021

"Wysłuchaj mnie" Paula Er./ Depresja zabija.

M
oje drogie panie, czy pamiętacie moment, kiedy dowiedziałyście się, że nosicie pod sercem nowe życie. Dla większości z nas wieść o dziecku to wielkie szczęście i radość. Od pierwszych chwil dajemy się ponieść marzeniom o tym, jak wspaniale będzie trzymać nasze słodkie maleństwo w ramionach, czuć dotyk jego maleńkiego ciałka oraz cudowny zapach jego skóry. Przyszłe mamy kompletują wyprawkę i wyobrażają sobie, jak pięknie ich dzieciątko będzie wyglądało w tych słodkich, maleńkich ubrankach, które dla niego kupują. Musicie przyznać, że kiedy tak teraz czytacie moje słowa, macierzyństwo jawi się w nich jako coś najwspanialszego, czego może doświadczyć kobieta. I tak bez wątpienia jest, ale niestety dla coraz większej liczby kobiet cieniem na ten wyjątkowy okres w ich życiu kładzie się depresja poporodowa. Matki nią dotknięte przeżywają bardzo ciężkie chwile, nie mogąc poczuć ciepłych uczuć i emocji do swojego nowo narodzonego dziecka. Mało tego nie mają siły, aby zająć się dzieckiem, a kiedy nawet próbują się nim opiekować, ogarnia je lęk, przed zrobieniem mu krzywdy. Wszystko to wiąże się z poczuciem bycia złą matką i ogromnymi wyrzutami sumienia, co w konsekwencji prowadzić może nawet do samobójstwa. Tak musimy zdawać sobie z tego, że depresja zabija. 

Zazwyczaj, kiedy widzimy matkę z dzieckiem, najczęściej zachwycamy się samym dzieckiem, pytamy, jak maluch rośnie, jak się rozwija. Natomiast niestety bardzo rzadko pytamy o samopoczucie mamy i to, jak ona sobie radzi. Tymczasem, jak się za chwilę się przekonacie, często ich macierzyństwo naznaczone jest grą pozorów, sztucznych uśmiechów i do perfekcji wyćwiczonych ról matki, która doskonale odnajduje się w zaistniałej sytuacji. Prawda skrywa bowiem samotną, wystraszoną kobietę, która pozostawiona samej sobie chce zniknąć z tego świata, będąc przekonaną, że jej dziecku będzie bez niej lepiej. A nawet jeśli zauważamy, że z mamą dzieje się coś niepokojącego, to najczęściej padają wówczas najgorsze słowa, jakie możemy w takiej chwili powiedzieć: „Ogarnij się, musisz wziąć się w garść”. Możecie być pewni, że słowa te na pewno żadnej kobiecie nie pomogą, a wywołają jedynie jeszcze większe poczucie winy.

Bardzo ważne jest, aby podnosić świadomość społeczną odnośnie do tego, czym jest depresja i z jak poważnymi konsekwencjami zagrażającymi nie tylko zdrowiu, ale i życiu kobiety się wiąże w przypadku, kiedy zmagająca się z nią kobieta nie otrzyma niezbędnego jej wsparcia i fachowej pomocy. Warto także dołożyć wszelkich starań, aby kobiety wiedziały, że nie są ze swoją chorobą same. Jest wiele miejsc i specjalistów, którzy pomogą nam kobietom przejść przez ten trudny etap w naszym życiu i na nowo odnaleźć jego radość, będąc tak wspaniałymi mamami, którymi przecież bez względu na okoliczności pragniemy być.
Bez wątpienia jednym z narzędzi, które na szeroką skalę trafia w ręce kobiet i ma na nie bardzo uświadamiający i motywujący wpływ w walce o siebie, jest książka. Dlatego też cieszę się ogromnie, że coraz większe grono autorów decyduje się podjąć temat depresji poporodowej w swoich książkach. A ja właśnie dziś, przychodzę do was z recenzją jednej z nich. Mianowicie opowiem Wam o powieści Pauli Er „Wysłuchaj mnie”.

Na jej kartach poznajemy Anetę. Szczęśliwą matkę i żonę, która właśnie przygotowuje się do przyjścia na świat drugiego dziecka. Wspólnie z mężem Bartkiem i synkiem Mikołajem przeprowadza się do swojego  miasta rodzinnego, gdzie mieszkając blisko  rodziców, będzie mogła liczyć na ich pomoc. Mając w pamięci piękne chwile, które przeżywała po narodzinach Mikołaja, cieszy się na myśl o tym, że będzie mogła doświadczyć ich ponownie. Dzień narodzin córeczki oraz wszystko to, co dzieje się później odbiega zupełnie od jej wyobrażeń. Córka wcale nie jest słodka i pachnąca, a wręcz przeciwnie jest dla niej obca, zimna i oślizgła. Kiedy bierze ją na ręce, czuje strach i wymiotuje. Najchętniej całe dnie spędziłaby w łóżku, nie chcąc słuchać płaczu dziecka. Apodyktyczna matka, owszem chce pomóc przy wnuczętach, ale na swoich warunkach. Nie bierze pod uwagę tego, co czuje i czego chce jej córka. Nasza bohaterka czuje, się coraz gorzej, ale aby nie pokazać tego po sobie, popada w stan zobojętnienia i wykonuje wszelkie czynności mechanicznie. Bliscy kobiety widzą, że coś się z Anetą dzieje, ale jedyne, co robią, to dają swoje „złote rady”, o których wspomniałam na początku recenzji. Słyszy również, że jest niewdzięczna, spędzając tyle czasu w łóżku, podczas gdy matka zajmuje się jej dzieckiem. Aneta nie mogąc liczyć na zrozumienie ze strony najbliższych, w samotności walczy ze swoimi demonami. Własne problemy, to jednak nie wszystko, co niepokoi Anetę. Z biegiem czasu docierają do niej strzępki rozmów, z których wynika, że jej rodzina ma przed nią tajemnicę. Oczywiście, jaka jest to tajemnica, musicie dowiedzieć się sami, czytając książkę.
Zdradzę tylko, że odkrywając ją, poznacie poruszającą, ale i tragiczną historię, która mocno chwyci za serce, ale też wstrząśnie i da do myślenia. Sięgnijcie koniecznie po książkę i przekonajcie się, czy historia zatoczy koło i tak jak dawniej, tak i teraz nad rodziną Anety wisi tragedia.

„Wysłuchaj mnie” to bardzo życiowa i autentyczna historia, którą powinien przeczytać każdy. Nawet jeśli was ani nikogo wam bliskiego problem depresji poporodowej nie dotyczy, to mocno wierzę w to, że po lekturze tej książki, będziecie bardziej uważni i wyczuleni spotykając matkę z dzieckiem. Będziecie wiedzieli jak się zachować, a przede wszystkim, jak pomóc. Tytuł książki jest jak najbardziej adekwatny do historii, którą skrywają jej karty, gdyż często, kobiety cierpiące na depresję poporodową, a nawet pójdźmy o krok dalej, każdy, kto cierpi na depresję, najbardziej potrzebują właśnie tego, aby zostać wysłuchanym. Jedna rozmowa i pytanie Jak sobie radzisz? Nie jesteś sama, moja codzienność również nie jest kolorowa”, może uratować komuś życie. To, co warto podkreślić to fakt, że mężczyźni również padają ofiarami tej podstępnej choroby, o czym również przeczytacie w powieści.

Chyba nikt z was nie ma wątpliwości, że warto spędzić z tą książką czas. Możecie być pewni, że będzie to czas bardzo wartościowy i mocno przemawiający do świadomości czytelnika. Ja będę polecała i promowała ją, jak najbardziej się da i was również o to proszę, ponieważ jestem przekonana, że kiedy trafi ona w ręce osoby utożsamiającej się z przeżyciami jej głównej bohaterki, stanie się światełkiem nadziei rozpraszającym mrok, który spowija jej życie. Na zakończenie chcę serdecznie podziękować autorce za to, że zdecydowała się napisać tę książkę. Pani Paulo, jeśli pomoże ona choć jednej osobie, a wiem, że tak będzie, to było warto. Ja przeczytałam ją z ogromnym zaangażowaniem i całą gamą emocji, które ciągle są we mnie żywe. Było wzruszenie, łzy, współczucie, smutek, ale także złość, na wiele zachowań rodziny bohaterki książki, ale również nadzieja. Jak widzicie, samo życie. Ja na pewno jeszcze długo nieprzestane o tej powieści myśleć.

Recenzja powstała we współpracy z portalem Czytajmy polskich autorów.




poniedziałek, 15 listopada 2021

Autorka Wanda Szymanowska potrzebuje naszej pomocy i wsparcia.



Kochani, wspaniała kobieta i autorka Pani Wanda Szymanowska potrzebuję naszej pomocy i wsparcia, aby mogła wrócić do zdrowia i pisać dla nas kolejne wartościowe ksiazki. Pani Wanda potrzebuję specjalistycznego leczenia, aby mogła wybudzić się ze śpiączki farmakologicznej. Leczenie to jednak jest  kosztowne, dlatego w imieniu rodziny Pani Wandy, proszę o udział w organizowanej na SiePomaga zbiórce pieniędzy. Każda złotówka się liczy, a dobro powraca.

https://www.siepomaga.pl/wanda-szymanowska?fbclid=IwAR2rlS-L0pI_dXtfkV0OyVKkeAHJubHHtEMy5oEcW4Fq07MDQy5LIF7DLuE