poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Spełniaj swoje marzenia.


Należę do osób, które bardzo mocno wierzą w terapeutyczną moc książek. Niejednokrotnie przekonałam się, że kiedy w moim życiu dzieje się coś złego, o czym, choć na chwilę chcę zapomnieć, bardzo często sięgam po książkę i to naprawdę pomaga. Jednak chwilowa ucieczka od tego, co nas martwi bądź przytłacza, to nie jedyny dobroczynny skutek zatopienia się w świecie książek. Z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że odpowiednio dopasowana do stanu ducha, w jakim w danej chwili się znajdujemy książka, może podziałać na nas tak samo dobrze, jak niemal rozmowa z psychologiem. Co prawda czytanie książek nie rozwiąże naszych problemów, ale z pewnością poznając historie przedstawione na ich kartach, nie raz możemy odnaleźć w perypetiach ich bohaterów cząstkę siebie i codziennych trosk, z którymi również i my się zmagamy. Co za tym idzie, często to właśnie książka pozwala nam spojrzeć na nasz problem z dystansem, podpowiada, jak poradzić sobie z sytuacją, z której w naszej ocenie nie ma wyjścia, a także często staje się impulsem do wielu daleko idących zmian na lepsze.

Dziś chcę Wam właśnie o jednej z takich książek opowiedzieć. Będziemy mówić oczywiście o najnowszej powieści Pani Krystyny MirekTam, gdzie serce twoje”.

Jestem przekonana, że historia Laury, głównej bohaterki powieści może okazać się i na pewno, w wielu przypadkach okaże się bardzo podobna do tego, co każdego dnia przeżywa wiele kobiet. Nie przedłużając, zapraszam Was w takim razie do poznania Laury oraz kolei jej losów.

Kobieta z pozoru ma wszystko - wspaniały dom, męża lekarza i jako jego żona cieszy się szacunkiem wśród lokalnej społeczności. Nie bez powodu, jednak użyłam stwierdzenia „z pozoru ma wszystko”, bowiem jej prawdziwe życie,  do którego  nie sięga wzrok innych ludzi, jest niczym klatka, w której Laura się dusi. W rzeczywistości jest tylko dodatkiem do wizerunku małżonka, a w zasadzie tłem, z którego potrzebami nikt się nie liczy. Zarówno mąż, jak i toksyczni teściowie, a głównej mierze teść, emerytowany i ceniony w środowisku lekarskim doktor Wacław Andrychowski, oczekują od naszej bohaterki, tylko jednego – dziecka. Po wielu miesiącach bezowocnych starań, zarówno mąż Paweł, jak i jego ojciec, pod którego silnym wpływem znajduje się syn, całą winą za zaistniały problem obwiniają Laurę.
Pewnego dnia, kiedy kolejny cykl nie przynosi dobrych wieści zrozpaczona kobieta, wiedząc, że czekają ją kolejne upokorzenia i spojrzenia pełne zawodu, postanawia zamknąć ten etap swojego życia i zacząć walczyć o siebie i swoje marzenia. O czwartej nad ranem rzuca wszystko i wyjeżdża nad morze. My czytelnicy jesteśmy świadkami tego, jak Laura próbuje odnaleźć na nowo dawną siebie i uporządkować własne uczucia. Na drodze tego, bez wątpienia niełatwego procesu spotka wielu życzliwych ludzi, którzy podobnie, jak ona mają swoje troski i problemy, ale jest też coś, co ich łączy. Wszyscy marzą, pragną kochać i być kochanymi.

Autorka dużą część swojej książki poświęciła postaci Alfreda. Mężczyzny, który za sprawą wyłowionych kilka lat temu bursztynów jest bardzo bogaty, ale niestety bardzo samotny. Pochłonięty własnym znaleziskiem zapomniał o tym, co tak naprawdę jest największym skarbem w życiu człowieka. W momencie, kiedy jego życie dobiega końca, bardzo chce naprawić błędy przeszłości i zadośćuczynić krzywdy, które wyrządził. Jednak nie jest to, takie proste, jak mu się wydawało.
Pamiętajcie - całego zła, które popełniamy, nie da się naprawić w pięć minut.
Czy Alfred zdoła odkupić swoje winy i uzyska przebaczenie, zanim jego ziemskie życie dobiegnie końca oraz jaki wpływ On i Laura będą mieli na siebie wzajemnie? O tym musicie już przekonać się sami.


„Tam, gdzie serce twoje” to bardzo życiowa, ciepła i poruszająca historia. To opowieść o miłości, której wartość i obecność doceniamy dopiero wtedy, gdy ją tracimy. To książka, która zostawia nam nadzieję na drugą szansę, jednak tylko od nas zależy, czy ją wykorzystamy, czy pozwolimy jej przejść obok nas, a tym samym, będziemy musieli liczyć się z konsekwencjami. 

To także wciągająca opowieść o trudnych wyborach i decyzjach, od których nie sposób się oderwać. Każdy z bohaterów w chwili, kiedy ich poznajemy, znajduje się na rozstaju życiowych dróg i doskonale zdają sobie sprawę, że od kolejnego kroku, na jaki się zdobędą, bądź nie zależy nie tylko ich przyszłość, ale być może ostatnia szansa na bycie szczęśliwym.

Ze swej strony nie pozostaje mi nic innego, jak tylko z całego serca polecić Wam tę wspaniałą książkę. Całym sercem dołączam się do słów, które Pani Krystyna Mirek zostawiła dla nas w podziękowaniach dołączonych do książki:

„Niech ta historia da Wam wiele dobrych emocji, siły i wiary w siebie. Pomoże odpocząć, zrelaksować się, a potem wstać z nową energią do spełniania marzeń”.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Filia, za co bardzo dziękuję.



środa, 10 kwietnia 2019

Dzieciobójczyni czy ofiara?

Kiedy stajesz się matką, chcesz chronić swoje dziecko i robisz wszystko, aby zadbać o jego bezpieczeństwo.  Wydaje się to tak oczywiste, że często nie jesteśmy nawet w stanie,  pomyśleć o tym, by mogło być inaczej. Niestety, w życiu tak naprawdę niczego nie możemy brać za pewnik. 
Przekonała się o tym główna bohaterka najnowszej książki Jenny BlackhurstTak cię straciłam” - Susan. 

Gdy na świat przychodzi jej synek Dylan, nic nie jest takie, jakie miało być. Młoda mama popada w depresję poporodową, a kiedy już bodźce ze świata zewnętrznego trafiają do jej świadomości, dociera do niej coś, co zmienia jej życie w piekło. 
Wszyscy wokoło twierdzą, że z zimną krwią zabiła swoje własne zaledwie trzymiesięczne dziecko. 
Susan nie pamięta niczego z tamtejszych wydarzeń. Po prostu wierzy w to, co mówią jej policja, lekarze i mąż. 
Dźwigając na barkach piętno dzieciobójczyni, kobieta zostaje skazana na roczny pobyt w szpitalu psychiatrycznym oraz trzyletnią karę pozbawienia wolności. 

W momencie, kiedy my czytelnicy wkraczamy w życie bohaterki, jej pobyt w więzieniu dobiega końca, a ona sama, choć nigdy nie potrafiła do końca pogodzić się z tym, co zrobiła, stara się, na tyle, na ile to możliwe rozpocząć nowy etap w swoim życiu. 
Powrót do funkcjonowania na wolności nie jest łatwy i nasza bohaterka doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dlatego postanawia całkowicie odciąć się od dawnego życia. 
Zmienia nie tylko miejsce zamieszkania, ale i tożsamość, mając nadzieję, że to pomoże jej pozostać anonimową. Tym bardziej że do starego życia, nie ma po co wracać. Mąż nigdy jej nie wybaczy, a ojcu, który wspierał ją w całej drodze przez piekło, przez które, przeszła, nie potrafi spojrzeć w oczy. 
Z pomocą kuratora i  poznanej w więzieniu przyjaciółki wszystko zaczyna się powoli układać, ale niestety względny spokój, który zapanował w życiu kobiety, nie trwa zbyt długo. Nagle przeszłość ponownie domaga się uwagi. Tajemnicza przesyłka, która w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach trafia do Susan, wywraca jej kruchy świat do góry nogami, bowiem wszystko wskazuje na to, że to, w co do tej pory wierzyła, może okazać się kłamstwem. Ktoś, kto przysłał jej tajemniczą kopertę ze zdjęciem chłopca, sugeruje, że Dylan żyje, a ona jest niewinna. 

Czy jest to tylko okrutny żart ze strony kogoś, kto mimo usilnych starań kobiety, by nikt nie kojarzę jej ze zdarzeniami, które miały miejsce cztery lata wcześniej, zdołał poznać jej przeszłość, czy rzeczywiście prawda? 
Tego oczywiście za wszelką cenę, będzie chciała dowiedzieć się matka dziecka. 

Zachęcam Was do tego, abyście wspólnie z główną bohaterką zaangażowali się w proces dążenia do prawdy, ponieważ, jak się przekonacie, wraz z tą trudną sprawą, zaczną wychodzić na jaw inne, nieznane dotąd Susan fakty z życia bliskiej jej osoby, o której dotychczas była przekonana, że wie wszystko. 

„Tak cię straciłam” to przyjmujący, trzymający w napięciu od pierwszej do ostatniej strony thriller psychologiczny, w którym autorka doskonale połączyła ze sobą płaszczyznę społeczną i obyczajową.
Bohaterka opisanej na kartach książki historii, doskonale wie, jak społeczeństwo traktuje takie osoby, jak ona, dlatego pierwsza myśl, jaka przychodzi jej do głowy, to to, że jednak ktoś zna jej przeszłość i zrobi wszystko, by o niej nie zapomniała. A może nawet, chce wymierzyć jej jedyną, w jego mniemaniu słuszną karę. 
Czy życie Susan Jest w niebezpieczeństwie?
Oczywiście, ode mnie tego się nie dowiecie, dlatego sięgnijcie koniecznie po książkę. 

Teraz skupmy się przez chwilę na samej konstrukcji powieści, ponieważ czytając książkę, zapewne zgodzicie się ze mną, że dla całości historii, jest to element niezwykle znaczący. 
Otóż w przypadku tej książki, akcja dzieje się dwutorowo. Czytamy o wydarzeniach, które miały miejsce cztery lata temu oraz o tym, co dzieje się obecnie, jak również o przyszłości, cofając się do zdarzeń rozpoczynających się w roku 1987. 

Muszę przyznać, że początkowo, zupełnie nie mogłam zrozumieć, czemu owa dwutorowość akcji ma służyć i  jaki związek wydarzenia z lat 90-tych  mogą mieć z tym, co  przeżyła Sudan. 
Natomiast, kiedy już wszystko zaczęło układać się w jedną całość, a te, wydawałoby się niemające ze sobą nic wspólnego wątki, zaczęły się uzupełniać, byłam naprawdę pełna podziwu i uznania dla pomysłowości autorki i jestem pewna, że Wy również będziecie pod wrażeniem. A samo zakończenie sprawi, że nie będziecie mogli uwierzyć w to, co właśnie przeczytaliście. 
Ja sama po poznaniu zakończenia, którego nawet przez chwilę się nie domyślałam, miałam nieodpartą ochotę, by zacząć czytać wszystko jeszcze raz. 

Nie możemy również pominąć bez słowa kreacji bohaterów, którzy są bardzo wyraziści i autentyczni. Każda postać, nawet drugoplanowa jest w tej historii po coś, nie stanowi zbędnego tła, a ma do wykonania swoje zadanie, które w mniejszym, lub większym stopniu dopełnia całości historii.

Kochani możecie mi wierzyć, że autorka oddała w nasze ręce historię, która jeśli po nią sięgniecie, nie pozwoli wam na odłożenie książki do momentu, aż nie przeczytacie ostatniego zdania. Nawet jeśli będziecie musieli odejść do czekających was codziennych obowiązków, ta historia będzie trwała ciągle w waszej głowie. Nie przestaniecie o niej myśleć. 
Jej mroczny, pełen napięcia klimat wciągnie Was bez reszty. W tej historii niczego nie można być pewnym. Ona zaskoczy Was niejednokrotnie. 
Myślę, że nie znajdę więcej słów, aby przekonać Was do lektury „Tak cię straciłam”, jednak nie martwię się tym, gdyż o tym, co dobre, nie trzeba mówić wiele. To, co dobre obroni się samo. 
Ta książka jest rewelacyjna. 

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Albatros, za co bardzo dziękuję. 

wtorek, 9 kwietnia 2019

Konkurs z Gdy opadły emocje Anety Krasińskiej



Cześć kochani, dziś zapraszam na swój pierwszy Konkurs z Gdy opadły emocje Anety Krasińskiej, mam  nadzieję,  że zadanie się spodoba i będzie proste do wykonania.

Aby wziąć udział w konkursie należy:
– zapoznać się z regulaminem rozdania -> REGULAMIN
– odpowiedzieć na zadanie konkursowe

ZADANIE KONKURSOWE
Czy w twoim życiu wydarzyło się coś, co znacząco wpłynęło na konieczność zmiany wcześniej podjętych planów życiowych przez ciebie?

Informacje uzupełniające:
– do wygrania jest egzemplarz Gdy opadły emocje Anety Krasińskiej
– rozdanie trwa – 01.04-08.04.2019
– sponsor nagrody – Wydawnictwo Szara Godzina
– koszty wysyłki pokrywa SPONSOR
– miło mi będzie jeśli zaobserwujesz bloga Kocie czytanie oraz polubisz fanpage wydawnictwa oraz autorki.

Opis:
Spotkanie po latach może skutkować sporą dawką emocji i zmianą życiowych planów.
Marcelina jest mężatką wychowującą nastoletnie bliźnięta. Bywa przytłoczona codziennymi obowiązkami. Od czasu do czasu jej przyjaciółka Magda próbuje to zmienić. Tym razem namawia koleżankę do udziału w imprezie zorganizowanej dwadzieścia lat po maturze. Spotkanie otwiera niezabliźnione rany.
Gdy opadły emocje to pierwsza część trylogii. Każdy tom poświęcony jest rozterkom innej osoby w związku z wydarzeniami z czasów liceum, gdy tworzyli zgraną grupę z nadzieją patrzącą w przyszłość.
W przygotowaniu: Gdy nadeszło życie i Gdy powrócił spokój.


Kochani konkurs został już zakończony. Dziękuję wszystkim za udział. Wyniki pojawią się już niebawem, w tym poście. 😊 

***

Gdy opadły emocje Anety Krasińskiej wygrywa...

izabela wyszomirska!

Serdecznie gratuluję i proszę o kontakt na maila w celu ustalenia szczegółów wysyłki.

Pozostałym uczestnikom dziękuję za udział w zabawie i zapraszam niedługo na następny konkurs.

czwartek, 4 kwietnia 2019

Kiedy dorosłość dopada zbyt wcześnie

Kochani, dziś przychodzę do Was, ponieważ chciałabym porozmawiać z Wami o macierzyństwie. 

Ciągle słyszy się, że ciąża to najwspanialszy czas w życiu kobiety, który każda z nas chce przeżywać jak najpełniej, jak najbardziej świadomie, po to, by czerpać z tego wspaniałego okresu, jak najwięcej. Przyszła mama promienieje szczęściem i z niecierpliwością oczekuję przyjścia na świat swojego upragnionego dziecka. 

Właśnie taki wizerunek kobiety ciężarnej najczęściej prezentują nam media, czy prasa. Oczywiście, nie neguję prawdziwości tego przekazu, gdyż na pewno każdy z nas zna mamy, którym stan błogosławiony, a w późniejszym czasie również macierzyństwo służą. Z pewnością, wiele z Was samych drugie mamy doskonale odnajduje się i spełnia w roli rodzica, z czego należy i trzeba się cieszyć. 

Nie możemy jednak zapomnieć o tym, że istnieje również druga strona macierzyństwa, o której niestety się nie mówi, a jeśli już, to niewiele. 
Nie wolno nam bowiem pominąć milczeniem sytuacji tych z nas, dla których wieść o zostaniu mamą, nie jest powodem do radości, a wręcz przeciwnie, budzi mnóstwo lęku, strachu i obaw, a sama ciąża, nie jest dla tych kobiet pięknym przeżyciem, a sytuacją, która wywraca ich świat do góry nogami. 

Na szczęście, w takich sytuacjach, zawsze możemy liczyć na książki. Są bowiem autorzy, którzy nie boją się podjąć, niewątpliwie trudnego zadania, ukazania tego, co dzieje się z kobietą i  jej życiem, kiedy posiadanie dziecka, to ostatnie, o czym w danym momencie swojego życia, chciałaby myśleć. 

Dlaczego piszę o tym właśnie dziś? 

Powodem, dla którego zdecydowałam się poruszyć ten temat, jest przeczytana przeze mnie ostatnio książka Darii SkibyDlaczego, mamo?”. Nasza rodzima autorka, podjęła się trudu opisania na kartach swojej najnowszej powieści problemu nastoletniego macierzyństwa. Czy autorce udało się sprostać temu zadaniu? O tym, przekonacie się w dalszej części recenzji. 

Główną bohaterką powieści jest Marlena 17-latka, która dosłownie za moment kończy naukę w szkole średniej i tak, jak większość osób w jej wieku, planuję pójście na studia. Dziewczyna czuję, że uśmiechnęło się do niej szczęście, ponieważ kocha ją chłopak, o którym marzy niemalże każda dziewczyna w szkole. Jednak niestety, już wkrótce Marlena boleśnie przekona się o tym, że, prędzej niż przypuszczała, bo samej będąc jeszcze dzieckiem, będzie musiała wkroczyć w świat dorosłości, który dopadnie ją tak niespodziewanie. A wszystko, za sprawą dwóch czerwonych kresek na teście ciążowym.
Przekonuje się także, że poważne problemy bardzo mocno weryfikują prawdziwość i siłę uczuć, bowiem ojciec dziecka, ten, którego tak kochała, nie przyznaje się do ojcostwa.

Nasza bohaterka jest przerażona wizją bycia samotną matką. Zagubiona i przepełniona lękiem, obawia się, że nie podoła tak dużej odpowiedzialności. Na szczęście, ma obok siebie wspaniałą rodzinę. Matkę, na której wsparcie i pomoc zawsze może liczyć, siostrę, która służy wsparciem i dobrą radą, a nawet ojca, który, choć nigdy do ideałów nie należał, kiedy dowiaduje się o ciąży córki, przechodzi swego rodzaju przemianę.

Niestety, mimo wsparcia najbliższych, młoda mama popada w depresję poporodową. 

Więcej zdradzała nie będę, ponieważ chcę, abyście sami przekonali się, do czego może prowadzić przedłużający się taki stan rzeczy, a przede wszystkim, sprawdzili, czy znajdzie się ktoś, kto zdoła pomóc Marlenie. A  może, nowa rola, tak bardzo przerosła dziewczynę, że jednak na pomoc jest już za późno?

„Dlaczego, mamo?”, to na wskroś prawdziwa historia, ukazująca przemilczane cienie zbyt wczesnego macierzyństwa. 
Chodź opisane w książce wydarzenia są fikcją literacką, to jednak jestem przekonana, że perypetie Marleny są głosem wielu młodych dziewczyn, które w wielu młodych dziewczyn, które wychowując samotnie swoje dzieci, każdego dnia walczą ze sobą o to aby się nie poddać, nieustannie czując, że są złymi matkami, które mogą skrzywdzić swoje maleństwo. 
Choć kochają swoje dzieci, to jednak często pragną uciec i zostawić wszystko za sobą. 

To niezwykle emocjonalna książka, która nie pozwala o sobie zapomnieć na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Daje do myślenia, wstrząsa czytelnikiem, a także trafia w głąb jego serca. 
Ja na pewno do niej wrócę, a Wam oczywiście, gorąco ją polecam .

A Wy kochane mamuśki, jak wspominacie czas swojej pierwszej ciąży i moment, kiedy musiałyście  odnaleźć się w  roli mamy? 

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Videograf za co bardzo dziękuję.


piątek, 29 marca 2019

Gdy opadły emocje - Aneta Krasińska

Moi kochani, dziś przychodzę do Was z recenzją książki Anety Krasińskiej  „Gdy opadły emocje”, której mam ogromny zaszczyt i przyjemność być ambasadorką, za co już na wstępie bardzo dziękuję.

Muszę Wam się przyznać, że książka ta, stała mi się w pewnym sensie bardzo bliska i pomogła mi spojrzeć z dystansem, bez emocji, także na moją przeszłość, a tym samym, wiele przemyśleć i uporządkować, przede wszystkim wewnątrz siebie. 
Zapewne teraz, zastanawiacie się dlaczego, ale o tym, opowiem Wam już za chwilę. 

Najpierw pozwólcie, że zaproszę Was do swego rodzaju wehikułu czasu, który przeniesie nas do lat, kiedy byliśmy licealistami. 
Dla wielu z nas, czasy liceum kojarzą się z budowaniem przyjaźni nierzadko na całe życie, pierwszych uczuciowych uniesień i pięknych miłości. Wówczas żyjemy w przekonaniu, że cały świat stoi przed nami otworem i tylko my decydujemy o tym, jakich wyborów dokonamy i jak będzie wyglądała nasza przyszłość. To czas decyzji, które często mają wpływ nie tylko na nasze teraz, ale również, a może przede wszystkim na nasze kiedyś. 

Dlaczego o tym piszę? 

Otóż Pani Aneta Krasińska, tworząc historię opisaną na kartach powieści, którą oddała w ręce swoich wiernych czytelników, uświadamia nam, że tak naprawdę, wystarczy jedna chwila, jedno zdarzenie, które już na samym starcie, kiedy dopiero co wkraczamy w dorosłość, może odcisnąć swoje piętno na nas samych oraz wyborze ścieżki życiowej, jaką zdecydujemy się podążyć. 

Przekonali się o tym Marcelina, Magda i Emil, którzy w liceum tworzyli zgraną paczkę i byli pewni tego,  że łącząca ich przyjaźń przetrwa lata. 
Byli niczym wzajemnie uzupełniające się ogniwa, które wspólnie budowały godną pozazdroszczenia relację. Do ich teamu należał również Robert. Niestety, o czym jeszcze wtedy nikt nawet nie śmiał pomyśleć, już wkrótce jednego z tych, jak wówczas tym młodym ludziom się wydawało, niezniszczalnych ogniw miało zabraknąć na zawsze. Bo oto, w dniu rozdania świadectw maturalnych, tragiczną śmiercią ginie Robert. 
Przyjaciele chłopaka, jak się możecie domyślić - przeżywają traumę, która jak się okazuje, nie pozostaje bez wpływu na nich samych. 

Musicie wiedzieć, że, „Gdy opadły emocje”, to dopiero pierwsza część trylogii. Autorka bowiem zdecydowała się, przedstawić tamtejsze tragiczne przeżycia trójki przyjaciół z perspektywy każdego z nich, po to, aby ukazać, jak odejście przyjaciela i jego niestety, po dziś dzień do końca niewyjaśnione okoliczności śmierci, diametralnie zweryfikowały młodzieńcze postanowienia i zapewnienia.

W tej części poznajemy życie Marceliny. 
Dorosła już dziś kobieta jest żoną marynarza i matką nastoletnich bliźniąt. Z racji zawodu męża, praktycznie całe życie rodzinne jest na jej głowie, przez co, często czuje się przytłoczona codziennymi obowiązkami. 
Na szczęście,  ma u swojego boku Magdę, która dba o to, aby przyjaciółka od czasu do czasu pomyślała również o sobie. 

W momencie, kiedy my czytelnicy poznajemy życie Marceliny, Magdzie udało się namówić ją do udziału w spotkaniu klasowym zorganizowanym z okazji minionych dwudziestu lat od matury. 
Mimo że minęło tak wiele lat, okazuje się,  że zjazd ten rozdrapuje zabliźnione rany. 
Pomimo tego, że dziś nasi bohaterowie są już zupełnie innymi ludźmi i emocje tamtejszych wydarzeń zostały wyciszone, to jednak pozostało wiele niewyjaśnionych kwestii i niedopowiedzeń, które nie pozwalają w pełni pogodzić się z tym, co się kiedyś wydarzyło. 

Nie chcę zdradzać Wam zbyt wiele, abyście mogli sami poznać tę poruszającą i niewątpliwie życiową w swojej wymowie historię, która poprzez swój autentyczny wymiar, dostarczy Wam mnóstwo emocji i wzruszeń. 
Lektura książki da Wan także do myślenia i pozwoli zrozumieć, że czasami nie warto patrzeć wstecz, ponieważ przez to możemy postawić na szali to, co kochamy i to, co jest dla nas najważniejsze, ryzykując utratę tego, a tym samym zniszczyć naszą teraźniejszość. 

A teraz odrobina prywatny. 
Jak wspomniałam wcześniej, książka pozwoliła mi w pewnym stopniu uporać się z własną przeszłością. Jak wiecie, albo i nie, jestem osobą niepełnosprawną ruchowo i niestety w czasach liceum często z tego powodu stawałam się obiektem prześladowań i kpin ze strony swoich rówieśników. 
Choć od tamtych wydarzeń minęło już szesnaście lat, to jednak żal do kolegów i koleżanek pozostał we mnie do dziś. 
Nadal nie mogę zapomnieć o pewnych wydarzeniach z tamtego okresu, co wpłynęło również na to, co dziś dzieje się w moim wnętrzu. 
Książka „Gdy opadły emocje” pozwoliła mi zrozumieć, że nie warto chować urazy i żalu, ponieważ uczucia te mogą zniszczyć nasze tu i teraz. 

Na zakończenie chcę oczywiście gorąco polecić Wam lekturę książki i zapewnić Was, że spędzicie z nią wspaniały czas. 
Decydując się na lekturę, poznacie opowieść o przyjaźni, miłości, trudnych wyborach młodości, a więc o wszystkim tym, co zwie się życiem. W historii tej, niektórzy z nas, z pewnością odnajdą cząstkę własnego życia. 
Ja sama przeczytałam tę książkę bardzo szybko, właśnie z uwagi na jej realizm, który nie pozwolił mi się od niej oderwać. Jej bohaterowie stali mi się bardzo bliscy, dlatego z niecierpliwością czekam na moment, kiedy będę mogła poznać kolejne odsłony z perspektywy pozostałych jej uczestników. 

Jeśli udało mi się zachęcić Was do sięgnięcia po „Gdy opadły emocje”, czego bardzo bym chciała, bo naprawdę warto, to mam dla Was niespodziankę. 
Już niebawem na moim blogu pojawi się konkurs, w którym do wygrania będzie jeden egzemplarz książki. Także czekajcie cierpliwie. 

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Szara godzina, za co bardzo dziękuję.