czwartek, 21 lutego 2019

Najtrudniej jest wybaczyć, przede wszystkim samemu sobie.

W życiu często zdarza się tak, że kiedy ktoś się cieszy, w tym samym czasie, ktoś inny cierpi. Co więcej, bywają sytuacje, kiedy wiele osób zaangażowanych emocjonalnie w jedno i to samo wydarzenie odbiera je w zupełnie różny od siebie sposób, odczuwając tym samym nierzadko skrajnie odmienne emocje.

Dziś opowiem Wam historię dwóch rodzin, które, choć łączy wiele, to jednak jest między nimi przepaść wypełniona bólem, złością, poczuciem krzywdy, cierpieniem i samotnością. Tego wszystkiego doświadczają bohaterowie najnowszej książki Diane Chamberlain „Zostały po niej sekrety”, będącej drugą częścią cyklu Przed burzą, których mieliśmy okazję już poznać w pierwszej części „Prawo matki”.

Główną bohaterką powieści, a zarazem sprawczynią wielu negatywnych emocji budzących się w mieszkańcach niewielkiej społeczności Tropsail Island, w której dzieje się akcja powieści jest Maggie Lockwood, młoda dziewczyna, która po rocznym pobycie w więzieniu wychodzi na wolność. Jak możecie się domyślać dla najbliższych dziewczyny, jest to wyjątkowy dzień, ale niestety większa część mieszkańców nie podziela tej radości. Oczywiście nie zdradzę Wam, dlaczego, nasza bohaterka znalazła się w więzieniu, powiem tylko, że czyn, którego się dopuściła, pozbawił życia trzy osoby, a kilkoro innych uczynił niepełnosprawnymi do końca życia. Wieść o uwolnieniu Meggie odbije się przejawem jawnej nienawiści skierowanej w jej stronę, ponieważ wielu uważa, że roczny pobyt w zakładzie karnym to zdecydowanie zbyt łaskawy wyrok za to, co zrobiła.

Mimo że nasza bohaterka ogromnie żałuje swojego czynu, to jednak doskonale wie, że podobnie jak sama nie potrafi sobie wybaczyć, tak samo nie wybaczą jej wszyscy inni, którzy najchętniej spaliliby ją na stosie, Świadoma tego, że powrót to tamtejszej społeczności i normalnego życia nie będzie łatwy pełna obaw i lęku wraca do domu rodzinnego. Niestety nie tylko jej jest ciężko, ponieważ w dniu jej uwolnienia okazuje się, że zaginęła matka jej kiedyś bardzo bliskiego przyjaciela, z którym znała się dosłownie od kołyski, a który dziś jest jej największym wrogiem. To właśnie przez nią kilkanaście miesięcy temu, siedemnastoletni Keith został kaleką na resztę życia.

Pozostawiony sam sobie nastolatek, bez środków do życia, wkrótce zrozumie, że, ta, której tak nienawidzi, jest jedyną bliską mu osobą, która mu została do czasu powrotu jego matki Sary. Tylko, czy Sara wróci?

Jeśli jesteście ciekawi, dlaczego Meggie odbywała roczny wyrok pozbawienia wolności oraz dlaczego w dniu jego zakończenia bez śladu znika matka jednej z ofiar tragicznych zdarzeń sprzed roku, koniecznie sięgnijcie po książkę.

Ci z Was, którzy znają twórczość Diane Chamberlain, zapewne zgodzą się ze mną, że tworzy ona powieści wielowymiarowe, składające się z kilku wątków, które w kulminacyjnym momencie opowiadanej przez nią historii wspaniale się ze sobą uzupełniają, dając tym samym czytelnikowi możliwość szerokiego spektrum wyrobienia sobie własnych poglądów i przemyśleń na temat tego, co zostało oddane w jego ręce.

Nie inaczej dzieje się w przypadku tej najnowszej powieści autorki.

Jak wspomniałam wcześniej, jest to tak naprawdę opowieść o perypetiach dwóch rodzin, która swój początek miała dziewiętnaście lat temu. Wówczas to uczucia, pochopne wybory i trudne decyzje połączyły na zawsze losy rodziny Lockwoodów z losami Sary i jej syna. Sam Keith, jak i my czytelnicy poznaje historię swojej matki, a także wszystkie sekrety, które po sobie pozostawiła dzięki pamiętnikowi, który Sara pisała. Przekonajcie się, jak bardzo to, o czym ten młody chłopak się z niego dowie, wpłynie na jego tu i teraz.

Gdybym miała w kilku zdaniach napisać, o czym jest książka „Pozostały po niej sekrety”, bez wahania odpowiedziałabym, że jest to opowieść o dwójce młodych, cierpiących ludzi, których historie, choć różne, to jednak są do siebie bardzo podobne. Zarówno Meggie, jak i Keith czują się zagubieni i samotni. Pragną akceptacji i zrozumienia. Oboje muszą nauczyć się żyć na nowo i wyjść do ludzi, ale, aby było to możliwe, koniecznie jest wybaczenie. Nie tylko innym, lecz przede wszystkim samemu sobie.

Z całego serca zachęcam Was do poznania tej niezwykle wartościowej książki, która zapewniam Was, trafi wprost do Waszych serc, ale przede wszystkim mam nadzieję, będzie pretekstem do bardzo ciekawej dyskusji, w której pomogą Wam pytania pozostawione przez autorkę na końcu książki. Właśnie z uwagi na możliwość dzielenia się własnymi odczuciami po lekturze pragnę zwrócić uwagę na ten tytuł nie tylko pojedynczego czytelnika, ale również grup dyskusyjnych o tematyce książkowej, czy klubów książki.

Oczywiście zachęcam Was także do zapoznania się z pierwszą częścią cyklu, ale nie jest to konieczne, ponieważ dzięki pamiętnikowi pisanemu przez Sarę powoli poznajemy również wydarzenia, o których czytaliśmy w „Prawie matki”, tym razem, przedstawione z jej perspektywy.

Cóż więcej mogę powiedzieć?

„Zostały po niej sekrety”, to książka, od której nie można się oderwać i która bardzo długo nie pozwala o sobie zapomnieć. Porusza wiele istotnych tematów także natury moralnej, a tym samym daje mocno do myślenia.

Jej istotnym atutem poza życiową i trudną tematyką są autentyczni, bohaterowie, którzy w swej prawdziwości podobnie, jak my wszyscy popełniają błędy, za które często muszą płacić bardzo wysoką cenę do końca życia, ale również pragną odnaleźć swoje miejsce na ziemi, gdzie będą czuli się kochani i akceptowani.

Mam nadzieję, że udało mi się przekonać Was, że naprawdę warto przeczytać tę książkę. Jeśli cenisz sobie książki, które dostarczą Ci naprawdę wiele niezapomnianych przeżyć czytelniczych, tak cennych, że już chwilę po ich przeczytaniu czujesz, że chciałbyś przeczytać tę książkę jeszcze raz, to doskonale trafiłeś, ta książka jest idealna dla Ciebie.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Prószyński i S-ka, za co bardzo dziękuję.

poniedziałek, 18 lutego 2019

Zapowiedz: Walcząc o odkupienie - Kate Mocarthy



Opis wydawcy:

Jako dziewiętnastolatek Ryan wstępuje do Australian Army. Po latach intensywnych szkoleń staje się żołnierzem elitarnej jednostki SASR i zostaje wysłany do Afganistanu, gdzie wraz ze swoim oddziałem podejmuje się niebezpiecznych misji. Jednak bez względu na to, jak daleko ucieknie albo jak zaciekle będzie walczył, myśl o Finlay stale będzie go prześladować.

Po sześcioletniej rozłące wystarczy zaledwie jedno spojrzenie, żeby zdał sobie sprawę, że nie może bez niej żyć. Niestety, czasem miłość nie wystarczy, by zabliźnić wszystkie rany. Czasem mężczyzn takich jak Ryan nie można już uleczyć, z kolei kobiety takie jak Finlay zasługują na znacznie więcej.

To opowieść o wojnie i poświęceniu, o więziach i prawdziwej przyjaźni, o upadku tych, którzy zdawali się silni. To opowieść o rezygnacji z miłości i cierpieniu, w której pewien człowiek zrozumie, że najcięższą walką jest walka o samego siebie.




Ja już nie mogę doczekać się premiery tej książki, a Wy?

sobota, 16 lutego 2019

Patronat medialny: „Naucz się beze mnie żyć” Angelika Ślusarczyk.


Kochani, właśnie dziś nadszedł ten wyjątkowy dla mnie dzień, kiedy mam ogromną przyjemność zaprezentować Wam recenzję debiutanckiej powieści naszej koleżanki blogerki Angeliki Ślusarczyk Naucz się beze mnie żyć, której Kocie czytanie ma zaszczyt patronować.

Zanim jednak opowiem Wam o samej książce, poproszę Was o to, abyście zamknęli na chwilę oczy i razem ze mną wybrali się we wspomnieniach do czasu, kiedy przeżywaliście swoje pierwsze miłości. Kiedy jeszcze byliście tak bardzo ufni i widząc świat przez różowe okulary, wierzyliście, że ten, którego obdarzyliście uczuciem, będzie tym pierwszym i jedynym na całe życie. Teraz z perspektywy czasu zapewne zgodzicie się ze mną, że było to myślenie bardzo naiwne i życie mocno zweryfikowało siłę pierwszych miłości.
Dziś przekonacie się jak, bardzo mocno przeszłość i niespełniona miłość może ukształtować naszą teraźniejszość.

Poznajcie Wiolę, główną bohaterkę powieści, Już jako bardzo młoda dziewczyna poczuła smak łez i dotkliwy ból, kiedy los bezlitośnie z niej zadrwił. Choć tamtejsze zdarzenia kosztowały ją wiele, to jednak w jej życiu pojawił się ktoś, kto na nowo nauczył ją wierzyć we własne szczęście i rozpalił w sercu żar prawdziwej miłości, takiej na zawsze. Jednak i tym razem życie było wobec zakochanej dziewczyny bezwzględne bowiem, tak samo, jak niespodziewanie uczucie to zrodziło się między nią a Mateuszem, który stał się dla niej wszystkim, tak samo nagle zostaje jej odebrane.
Choć w momencie, kiedy my czytelnicy wkraczamy w życie Wioli od chwili, gdy po raz ostatni widziała swojego ukochanego, minęły już trzy lata, do dziś słyszy słowa „Naucz się beze mnie żyć”, które były ostatnimi, jakie Mateusz wypowiedział w dniu, w którym bez słowa odszedł i zniknął bez śladu.

Zapewne jesteście ciekawi, co stało się w życiu naszej bohaterki, zanim poznała Mateusza i dlaczego chłopak porzucił ją skoro byli ze sobą szczęśliwi, nie próbując nawet nic tłumaczyć, ani wyjaśniać. Jeśli tak, to nie musicie się martwić, wszystkie odpowiedzi na nurtujące Was pytania znajdziecie na kartach książki, a to znaczy, że koniecznie musicie ją przeczytać.

Dziś Wiola jest dorosłą młodą kobietą, której mimo bolesnych życiowych doświadczeń udało się wiele osiągnąć. Wyrwała się z małej wioski do dużego miasta, gdzie rozwija swój coraz lepiej prosperujący gabinet kosmetyczny. Ma dwie wspaniałe przyjaciółki, na które może liczyć. Wydawać by się mogło, że doskonale sobie radzi, jednak z biegiem fabuły przekonujemy się, że to tylko maska pozorów skrywająca ogromny ból po stracie miłości swojego życia. Kobieta nie może zapomnieć i przestać kochać. Żyje wspomnieniami, które choć bolą, jednocześnie dają nadzieje na to, że jeszcze kiedyś uzyska odpowiedzi na setki pytań kłębiących się w jej głowie.
A przede wszystkim na to jedno najważniejsze: „Dlaczego odszedłeś”?

„Naucz się beze mnie żyć” to bardzo życiowa książka o kobiecie takiej jak Ty i ja. Jej niezwykły realizm zarówno pod względem historii, którą poznaje czytelnik, jak i postaci w niej występujących sprawia, że od początku do końca bardzo mocno utożsamiamy się z perypetiami Wioli. Współczujemy jej, ponieważ naprawdę dostaje mocno w kość od życia. Ale przede wszystkim kibicujemy , trzymając mocno kciuki, aby wreszcie zaznała upragnionego spokoju i miłości, na którą naprawdę zasługuje.
Ogromną Wartością tej książki jest to, że nie jest to tylko historia miłosna. Autorka poruszyła w niej również szereg innych ważnych tematów takich jak: piętno trudnych przeżyć z przeszłości i jego wpływ na to, co jest tu i teraz, a także przyjaźni, której wartość i prawdziwość weryfikuje życie, potrzebę zamknięcia pewnych etapów przeszłości i spalenia za sobą mostów, po to, by zrzucić ciężar, noszony często przez wiele lat, ze swoich barków i poczuć ulgę.
Jak widzicie, nic dodać, nic ująć, samo życie.

Pozwolę sobie wspomnieć o samej konstrukcji fabuły książki. Otóż została ona podzielona na rozdziały „Teraz” i „Kiedyś”. Jak nie trudno się domyślić wydarzenia opisane w rozdziałach opatrzonych tytułem „Teraz” opisują obecny kształt życia Wioli i jej codzienność, a te opatrzone tytułem »Kiedyś«, stanowią wspomnienia bohaterki, do których ta często wraca, a nawet można powiedzieć, którymi ciągle żyje, a które mocno wpłynęły na jej tu i teraz.

Moi kochani z całego serca polecam Wam ten naprawdę bardzo dobry debiut. Jestem niezmiernie szczęśliwa, że moim pierwszym blogowy, patronatem okazała się tak świetna książka. Jestem pewna, że jeśli tylko Angelika będzie chciała dalej pisać i się rozwijać, na co ogromnie liczę, to przed nią roztacza się wspaniała twórcza przyszłość. Z pewnością usłyszymy o niej jeszcze nie raz.

Ja już nie mogę doczekać się Jej kolejnych książek, a Wam jeszcze raz polecam lekturę „Naucz się beze mnie żyć". Lekkość i swoboda języka, którym posługuje się autorka, sprawi, że książkę tę przeczytacie w mgnieniu oka, a realizm podjętych tematów po przeczytaniu książki skłoni was do przemyśleń z uśmiechem na ustach, ale i z łezką w oku.

Na zakończenie chciałabym skierować kilka skromnych słów do samej autorki.
Kochana jeszcze raz dziękuję Ci za powierzone mi zaufanie, a także za wspaniałą, niezapomnianą lekturę. Za śmiech i łzy, za wzruszenia i nadzieję, za wiarę w to, że to, co piękne i prawdziwe przezwycięży wszystkie przeciwności losu.
„Naucz się beze mnie żyć” już zawsze będzie dla mnie wyjątkową książką, która na zawsze będzie zajmowała szczególne miejsce w moim sercu czytelnika.

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Autorce oraz wydawnictwu Was Pos.



czwartek, 14 lutego 2019

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie!



Moi kochani, czy kojarzycie nadawany przez telewizję polską program „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”? Jeśli nie, powiem Wam tylko, że jest to program, w którym zrozpaczeni bliscy osób zaginionych w niewyjaśnionych okolicznościach apelują do widzów o pomoc w ich odnalezieniu. Zawsze, kiedy oglądałam transmisję tego programu, nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić, co czują te wszystkie osoby. Zastanawiają się zapewne, jak to się stało, że ślad po bliskiej ich sercu osobie zaginął i chcą nie tylko, żeby ich krewny czy przyjaciel wrócił, ale także zależy im na poznaniu całej prawdy o powodach i okolicznościach ich zniknięcia. Jednak, czy zawsze prawda staje się ukojeniem?

Teraz pewnie zadajecie sobie pytanie, dlaczego właśnie dziś chcę poruszyć z Wami ten trudny temat. Pretekstem do tak bolesnych rozważań jest lektura przeczytanej przeze mnie w ostatnim czasie książki B. A. Paris „Pozwól mi wrócić, z której recenzją dziś do Was przychodzę.

Główny bohater jej najnowszej powieści - Fin - przeżył przed laty bardzo podobną sytuację. Kiedy dwanaście lat temu wybrał się ze swoją ukochaną Laylą na wakacje do Francji, wierzył, że już za kilka tygodni zrobi jej wspaniałą niespodziankę, która będzie początkiem ich wspólnej szczęśliwej drogi przez życie. Nic nie wskazywało na to, że może wydarzyć się coś złego. Niestety, jak się okazuje te wakacje, były ich ostatnimi wspólnymi chwilami, ponieważ w drodze powrotnej podczas postoju, kobieta nagle znika. Policja prowadzi dochodzenie, przesłuchuje Fina. Jak to, zwykle w takich sytuacjach bywa, są tacy, którzy wierzą w opisywaną przez mężczyznę wersję tamtejszych wydarzeń, lecz są i tacy, którzy nawet po upływie tak wielu lat nie dają im wiary. Tylko Fin wie, że nie powiedział wtedy całej prawdy…
Dziś jest już w zupełnie innym miejscu swojego życia. Chce ułożyć je na nowo z siostrą swojej zaginionej dziewczyny Elen. Ich związek wkracza w poważny etap, ponieważ planują ślub. Kiedy  wreszcie wszystko zaczyna układać się po ich myśli i udało im się odzyskać utracony przed laty spokój przeszłość, o której, choć nie zapomnieli, to jednak udało im się z nią pogodzić, nagle powraca. Jeden telefon odmienia wszystko. Ktoś twierdzi, że widział Laylę. Co więcej, już wkrótce, zaczynają się dziać rzeczy, które zdają się tę informację potwierdzać. W głowie naszego bohatera panuje chaos. Czy jego ukochana naprawdę żyje i chce wrócić do jego życia, czy może komuś bardzo zależy, aby tak właśnie myślał? Komu może zaufać? Kto jest przyjacielem, a kto wrogiem? Za wszelką cenę, chce dociec prawdy. Tylko, czy rzeczywiście zawsze wiedzieć jest najlepiej?

Zanim podzielę się z Wami moimi odczuciami po lekturze książki, chcę, abyście wiedzieli, że było to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, tak więc nie mam porównania do pozostałych książek, które wyszły spod jej pióra. Niemniej jednak tytuł ten reprezentuje gatunek, który lubię, dlatego też będę oceniała go pod kątem wyczerpania znamion gatunku, jak również osobistych odczuć i emocji, jakie we mnie wzbudziła. I niestety z przykrością muszę przyznać, że nie do końca spełnił on moje oczekiwania.

Jak wiecie, a jeśli nie wiecie, to dziś się dowiecie, że w książkach szukam zawsze odniesienia do realnego życia, po to, aby wynieść z nich coś dla siebie i konfrontując się z opisanymi na ich kartach  historiami, zastanowić się, jak zachowywałabym się i jakie decyzje podjęłabym, będąc zmuszoną stanąć w obliczu podobnej sytuacji. Czytając opis książki, byłam przekonana, że sięgając po „Pozwól mi wrócić”, taką właśnie fabułę otrzymam. Przecież bardzo często, chociażby w mediach słyszymy, że ktoś zniknął i po wielu latach się odnajduje. Niestety poczułam się zawiedziona, kiedy okazało się, że autorka serwuje swoim czytelnikom zupełnie odrealnioną i przewidywalną opowieść. Takie rzeczy w życiu się nie zdarzają. Ponadto, zabrakło mi tu, jakiś naprawdę zaskakujących rozwiązań zagadki zaginięcia bohaterki.

Nie znaczy to jednak, że książka jest zła. To, co trzeba bezsprzecznie podkreślić na plus to fakt, że Pani Paris ma bardzo cenną dla pisarza umiejętność przyciągania uwagi czytelnika. Nawet,  kiedy już wiemy, w jakim kierunku potoczą się dalsze wydarzenia przedstawione w książce, to mimo to, nie jesteśmy się w stanie oderwać od lektury, co w połączeniu z lekkością pióra autorki sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Oczywiście mamy tu również momenty, które owiane tajemnicą wzbudzają dreszczyk emocji, więc jestem pewna, że jeśli zdecydujecie się przeczytać tę książkę, spędzicie z nią naprawdę ciekawie jeden, czy dwa wieczory. Mniej wymagający czytelnik na pewno będzie usatysfakcjonowany. Ja jednak, choć będę tę książkę miło wspominać i polecać czuję czytelniczy niedosyt.

Nie zmienia to, faktu, że na pewno sięgnę po poprzednie książki autorki, jak również czekam na kolejne.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Albatros, za co bardzo dziękuję.

poniedziałek, 11 lutego 2019

Przedpremierowo: "(Nie) miłość" Natasza Socha.



Kochani dziś porozmawiamy o miłości. Jednak nie będziemy mówić o stanie, kiedy jako zakochani widzimy świat przez różowe okulary, a w brzuchu czujemy trzepoczące skrzydłami motyle. Wręcz przeciwnie, tym razem za sprawą książki Nataszy Sochy „(Nie) miłość" i jej głównym bohaterom, spojrzymy na uczucie to w o wiele szerszym aspekcie w sytuacji, kiedy coś się kończy, coś się wypala, miłość traci swoje barwy, a pozostaje poczucie moralnego obowiązku i sumienie, które nie daje nam spokoju.

Cecylia i Wiktor są małżeństwem z wieloletnim stażem, którego owocem jest nastoletnia już dziś córka. Kiedy los splótł ich drogi, byli pewni swoich uczuć. Zakochani i szczęśliwi, bardzo szybko się pobrali i chciałoby się powiedzieć, żyli długo i szczęśliwie. Otóż niestety nie. W momencie, kiedy my czytelnicy mamy możliwość obserwacji tego, co dzieje się tu i teraz w ich małżeństwie, doskonale widzimy, że już nie żyją ze sobą i dla siebie, lecz obok siebie. Oboje zbudowali w milczeniu mur, który ich dzieli. Choć są razem, to jednak osobno.
Wielu z nas mogłoby naprawdę pozazdrościć tej dwójce. Mają wszystko, o czym niejeden, może tylko pomarzyć. Status społeczny na wysokim poziomie, satysfakcjonującą pracę, są bardzo dobrze sytuowani materialnie. Tak więc dlaczego oboje marzą o rozwodzie? Dlaczego ona szuka miłości w internecie, on w ramionach atrakcyjnej doktorantki?
Los jednak szykuje dla nich zupełnie inny scenariusz. Jedna chwila wystarczy, by pragnienie wolności trzeba było odłożyć na półkę „musi zaczekać”, bowiem Cecylia ulega wypadkowi samochodowemu, wskutek którego, na kilka miesięcy  zostaje przykuta do wózka. Doskonale wie, że niestety bez pomocy męża teraz sobie nie poradzi. Wiktor natomiast czuje się w obowiązku pozostać przy żonie w obliczu tak trudnej sytuacji. Choć oboje wiedzą, że nie chcą dłużej trwać w tym związku, nikt nie mówi tego głośno i nadal grają główne role w swoim prywatnym spektaklu „udawajmy, że jesteśmy rodziną”.

Czy choroba Cecylii, będzie tylko odwlekaniem nieuniknionego końca, czy może nowym początkiem? O tym przekonajcie się, sięgając po książkę.

Pani Natasza Socha podjęła w swojej najnowszej książce bardzo trudny i życiowy temat, z którym niestety za zamkniętymi drzwiami własnych domów zmaga się wiele małżeństw. Podjęła się trudnej roli odarcia miłości z tej otoczki lukru i cukru, z którym to uczucie jest kojarzone. Tym samym skłoniła nas do tego, abyśmy spojrzeli na aspekt związku z zupełnie innej perspektywy. Spójrzmy prawdzie w oczy, życie to nie bajka i prędzej, czy później w każdym związku pojawiają się problemy, przytłaczające nas często obowiązki, wzajemne żale, a nawet pretensje. I nagle nie wiedząc, tak naprawdę, kiedy to się stało, między dwojgiem kochających się kiedyś ludzi wszystko staje się czarno białe. Wyrasta mur milczenia, zaczynamy się unikać. Każde z małżonków buduje swój nowy świat, do którego, to drugie nie ma dostępu.

Jak się przekonacie podczas lektury książki najbardziej skutecznym sposobem na to, by tak się nie stało, jest rozmowa. Wydaje się to takie proste, a jednak jest takie trudne. Z biegiem czasu ludzie w małżeństwie przestają ze sobą rozmawiać. Ich codzienny dialog to suche komunikaty dotyczące najczęściej spraw, które trzeba załatwić, obowiązków domowych, bądź kwestii dotyczących dzieci. Zapominamy o sobie wzajemnie. O komunikowaniu własnych potrzeb, mówieniu o tym, co nas boli, co chcielibyśmy zmienić. Wychodząc z założenia, że w małżeństwie przecież już nie trzeba, przestajemy się starać. A potem  zaczynamy się dusić we własnym związku. Narastają przemilczane problemy i nagle uświadamiamy sobie, że z naszej miłości już nic nie zostało.

Lektura książki skłania również czytelnika do refleksji odnośnie rozstania i poczucia obowiązku. Czy kiedy oboje małżonkowie zgodnie chcą się rozstać, a jedno z nich potrzebuje pomocy, na przykład ze względu na chorobę, czy niepełnosprawność to mimo wszystko współmałżonek z racji poczucia obowiązku, powinien trwać przy osobie skazanej na jego pomoc?

A może to wspólne trudne doświadczenie, pozwoli obojgu dostrzec siebie na nowo i da im szansę na to, by spróbować  jeszcze raz. 

„Sumienie ludzkie, jest czymś skandalicznie wkurzającym, Milczy przez długi czas uśpione albo nieobecne, a kiedy o nim zapomnisz, podnosi swój łeb i patrzy ci prosto w oczy. Zagląda w myśli. I nic nie mówi Kompletnie nic. A milczenie jest czasem głośniejsze niż strzał z karabinu”.

Jak widzicie „(Nie) miłość” to bardzo życiowa i ponadczasowa książka, z której bohaterami wielu z nas może się utożsamić. Autentyczni bohaterowie i ich realne problemy sprawią, że zapewne nie jeden z czytelników odnajdzie w ich historii pierwiastek własnego życia. Przyznaję, że na początku można odnieść wrażenie, że książka jest schematyczna, natomiast po przeczytaniu całości, dochodzimy do wniosku, że to nie schematyczność, a samo życie.

Oczywiście gorąco zachęcam Was do tego, abyście nie tylko przeczytali tę książkę, ale także dobrze przemyśleli wszystko, to co ona ze sobą niesie, jak również wcielili w swoje własne życie przekaz, który w sobie skrywa.

Jestem pewna, że wielbicieli twórczości autorki do sięgnięcia po jej najnowszą książkę przekonywać nie muszę, a tych z Was, którzy jeszcze nie czytaliście, żadnej Jej książki, mam nadzieję, że udało mi się zachęcić do tego, aby to zmienić właśnie dzięki temu  tytułowi.

Zapewniam Was, że dzięki bardzo lekkiemu i swobodnemu stylowi pisania, autorki, a także jak zapewne dostrzegliście ważnej tematyce książki, przeczytacie ją w mgnieniu oka na jeden raz, bo uwierzcie mi, nie sposób się od tej książki oderwać.

Premiera książki odbędzie się już 13.02.2019 roku. 

Recenzja powstała we współpracy z portalem Duże Ka, za co bardzo dziękuję.