Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 lutego 2024

"Za wszelką cenę" Harlan Coben

Nadszedł ten dzień, kiedy chcę opowiedzieć wam o mojej mocno skomplikowanej relacji czytelniczej z twórczością Harlana Cobena. Bez wahania mogę powiedzieć, że na każdą książkę tego pisarza czekam z ogromną ciekawością, ale jednocześnie nauczona doświadczeniem, nie stawiam im zbyt dużych wymagań. Wynika to z faktu, że mój odbiór twórczości tego autora mogę zobrazować jako sinusoidę. Podczas gdy w moim odczuciu jedne z jego książek są wielkim WOW, inne może nie rozczarowują, ale po prostu są przeciętne. A ja wolę się pozytywnie zaskoczyć, aniżeli czuć, że moje oczekiwania zostały zawiedzione. Właśnie wczoraj skończyłam czytać najnowszy thriller autora „Za wszelką cenę”, więc czas przekonać się, czy tym razem między nami zaiskrzyło.

Wkrocz razem ze mną do więziennego piekła. Miejsca, w którym pod przykrywką prawa rządzą układy i siła pieniądza. Tutaj nie możesz ufać nikomu, a jeśli okażesz słabość, staniesz się łatwym łupem dla kogoś, kto będzie chciał cię zniszczyć. Wie o tym skazany na dożywocie dzieciobójca. David zabił swojego trzyletniego syna Matthew. A przynajmniej tak wskazują zebrane, przeciwko niemu dowody, bo on sam, niewiele pamięta z tej strasznej nocy, która zniszczyła jego szczęśliwą rodzinę. Mężczyzna nie starał się jednak usilnie dowodzić swojej domniemanej niewinności, gdyż dla niego decyzja ławy przysięgłych była niczym w obliczu śmierci syna. Postrzeganie tamtejszych tragicznych wydarzeń zmienia jednak niespodziewana wizyta siostry byłej już żony naszego bohatera. Po pięciu latach od skazania i osadzenia Davida kobieta zjawia się w zakładzie karnym, by podczas widzenia pokazać szwagrowi zdjęcie, na którym ku jego niedowierzaniu widać starszego już chłopca wyglądającego, jak jego syn. Czy to możliwe, że dziecko żyje, a może zwyczajnie oczy zdesperowanego, człowieka widzą to, co on chce zobaczyć?

A jeśli jednak wiara w to, że Matthew żyje, nie jest tylko czczym pragnieniem, to komu zależało na tym, aby tak wiele osób uwierzyło w tę mistyfikację i co się za nią kryje? Tylko ojciec dziecka może odkryć prawdę i je uratować. Chłopiec może znajdować się w niebezpieczeństwie. Teraz Davit za wszelką cenę musi uciec z więzienia i nie dać się złapać.

My czytelnicy, próbując wspólnie z nim dociec prawdy, wpadamy w sieć kłamstw i intryg. Choć w biegu toczących się wydarzeń nie doczekamy się spektakularnych zwrotów akcji, to wszystko, o czym czytamy na kartach książki, od początku do końca utrzymuje nas w napięciu i podsycanej ciekawości, gdyż tu naprawdę dużo się dzieje. Ja mocno wierzyłam w niewinność bohatera i bardzo chciałam, aby ją udowodnił. A o tym, czy słusznie postąpiłam, dając mu kredyt zaufania, musicie już przekonać się sami, sięgając po książkę. Wszak każdy przestępca utrzymuje, że jest niewinny.

„Za wszelką cenę” to bez wątpienia tytuł, który dostarczy każdemu, kto po niego sięgnie ciekawej rozrywki i przyjemności czytelniczej. Jeśli ktoś tak, jak ja zna już trochę pióro autora, na pewno dostrzeże w nim pewnego rodzaju schematyczność. Mnie to jednak zupełnie nie przeszkadzało. Wciągnęłam się mocno w pędzący rollercoaster zdarzeń, który mknął niczym rozpędzona kolejka górska. A to za sprawą podziału całej fabuły na rozdziały opisujące poczynania Davida oraz działania agentów federalnych, którzy postanawiają jeszcze raz wrócić do sprawy morderstwa dziecka. I to właśnie dochodzenie pary agentów było aspektem, który mnie drażnił. Ich zawodowa przebiegłość była zupełnie niewiarygodna. Miałam wrażenie, że są oni jasnowidzami, którzy czytają w myślach osób, z którymi rozmawiają, zanim ci zdążą cokolwiek powiedzieć. Było to dla mnie mocno irytujące.

Nie próbujcie doszukiwać się w tej opowieści głębi i realizmu, bo próżno ich tu szukać, co ostatecznie potwierdza samo zakończenie. Takie rozwiązania w realnym życiu są niemożliwe, ale na pewno na podstawie tej powieści powstałby świetny scenariusz filmowy. Przecież w książkach i filmach może zdarzyć się wszystko, dlatego są one wspaniałą odskocznią od zwykłej codzienności.

Gdybym jednak miała wskazać prawdę płynącą z tej książki, którą warto, aby każdy z nas przeniósł na płaszczyznę swojego życia, powiedziałabym, że brak szczerości i działanie w sekrecie nawet w dobrej wierze, z czasem może stać się kamieniem, który może być początkiem bezwzględnych działań przyczynowo – skutkowych, które mogą zniszczyć komuś życie.

Jeśli szukacie książki z nastawieniem na szybką, zajmującą i niewymagającą lekturę, to ten tytuł  na pewno spełni te oczekiwania. Choć czytałam lepsze książki Cobena, to jego najmłodsze literackie dziecko nie pozwoliło mi się od siebie oderwać i zostawiło mnie z poczuciem ciekawie spożytkowanego na jego lekturze czasu. Jestem pewna, że w waszym przypadku również tak będzie, więc jeśli tylko lubicie thrillery, to zachęcam do jego przeczytania.

[Zakup własny]

sobota, 30 lipca 2022

"To jeszcze nie koniec" Egan Hughes.

W
szyscy wiemy, że miłość jest ślepa, ale często jest również naiwna. Spotykając na swojej drodze osobę, która nas zauroczy i skradnie nasze serce, stajemy się bardzo podatni na jej wpływ. Wierzymy w każde jej słowo i roztaczane przed nami wizje pięknego wspólnego życia. Dajemy się ponieść uczuciom, a racjonalne myślenie i rozsądek przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Oczarowani nie zdajemy sobie sprawy, że wówczas bardzo łatwo możemy stać się marionetką w rękach tej osoby i ofiarą jej manipulacji, której konsekwencje mogą nas bardzo wiele kosztować. Przekonała się o tym główna bohaterka powieści Egan Hughes „To jeszcze nie koniec”, którą dziś będę dla was recenzowała. 

Mia, bo to o niej mowa, dziś już wie, że jeżeli coś jest zbyt piękne, rzadko bywa prawdziwe. Kiedy będąc młodą dziewczyną, poznała starszego od siebie mężczyznę, ten bardzo jej imponował. Podejściem do życia, sposobem bycia oraz głową do tego, jak zarabiać dobre pieniądze. Rob obiecywał jej piękną wspólną przyszłość i sprawiał, że czuła się wyjątkowa. Za zasłoną pięknych słów metodycznie pozbawiał jej wszystkiego, co kochała i co stanowiło jej własną życiową przestrzeń. Przekonywał, że mając siebie, nie potrzebują niczego więcej, aby być szczęśliwymi. Nadszedł jednak dzień, kiedy brutalnie dotarło do niej, że żyła w iluzji stworzonej na potrzeby celów, które Rob bardzo starannie ukrywał. Mało tego, zrozumiała, że musi  jak najszybciej od niego odejść, gdyż w przeciwnym razie grozi jej niebezpieczeństwo.

W momencie, kiedy my czytelnicy wkraczamy w życie kobiety, ona tworzy szczęśliwy związek z innym mężczyzną, wierząc w to, że jej traumatyczne przeżycia z byłym mężem są już tylko trudnymi wspomnieniami toksycznego związku, o których chce zapomnieć i nigdy więcej do nich nie wracać. Nagła wizyta policji i szokująca informacja o jego śmierci sprawia jednak, że koszmar powraca, a z trudem odzyskany spokój zostaje być może bezpowrotnie zburzony. Eksmałżonek został zamordowany, a ona automatycznie staje się podejrzaną. Bardzo szybko okazuje się, że nie tylko ona miała motyw, by zabić. Wiele osób pałało żądzą zemsty na ofierze zbrodni i pragnęło jego śmierci. W tej sprawie jest wiele prawd i tylko jedna jest tą prawdziwą. Mia wie jednak, że ma pewien sekret, którego musi strzec przed wszystkimi, ale teraz już nie może być pewna, czy jest jedyną osobą, która zna jej tajemnicę. Jeśli ktoś wykorzysta ją przeciwko niej, to jeszcze nie będzie koniec jej traumy.

Na kartach książki poznajemy historię, która uświadamia nam, że nasza łatwowierność w sprawach uczuć może być idealnym sposobem dla nieuczciwych łowców samotnych serc, aby omamić kobietę i czerpać dla siebie korzyści z tej reżyserowanej miłości. Zakochana kobieta niepostrzeżenie dla samej siebie połyka zarzucony na nią haczyk i staje się więźniem zamkniętym w pułapce. Najmniejszy nawet przejaw sprzeciwu, kończy się agresją. Oprawca sprowokowany pokazuje swoje prawdziwe oblicze, a my dopiero wtedy konfrontujemy się z rzeczywistością, czując się oszukane. Zranione uczucia rodzą nienawiść i pragnienie odwetu. A to z kolei może doprowadzić do tragedii.

„To jeszcze nie koniec” to thriller psychologiczny skonstruowany tak, aby czytelnik do końca nie wiedział kto jest mordercą, a kto tylko ofiarą bezwzględnej intrygi. Nie wiadomo komu ufać, a kto jest tylko bardzo dobrym aktorem. Całość przedstawionych wydarzeń została podzielona na dwie płaszczyzny czasowe. Przed i po dokonanej zbrodni. Dzięki temu mamy możliwość uczestniczyć w policyjnym dochodzeniu i sami wytropić mordercę mając szeroki pogląd na wydarzenia z przeszłości. Kłamstwa i czyny, których dopuścił się Rob.  W toku prowadzonego policyjnego śledztwa przekonać się, do czego jest zdolna skrzywdzona osoba doprowadzona do ostateczności. Z uwagi na to, że osób zranionych i wykorzystanych przez zamordowanego mężczyznę było co najmniej kilka, powieść jest wielowątkowa. Wątki te jednak łączą się idealnie serwując nam świetne zakończenie.

I teraz na pewno Was zaskoczę, gdyż nie jestem do końca usatysfakcjonowana z lektury tego tytułu, jeśli miałabym wszystko o czym przeczytałam rozpatrywać w kategorii thrillera. Według mnie ta książka została niewłaściwie sklasyfikowana. W moim odczuciu jest to powieść obyczajowa z elementami dramatu i wątkiem kryminalnym. Gdyby tak właśnie została mi przedstawiona, to wówczas moja ocena tej książki byłaby o wiele wyższa. Niemniej jednak uważam, że warto po nią sięgnąć i samemu spróbować poukładać te mocno złożone i pomieszane koleje wielu bohaterów, o różnorodnej osobowości. Wszyscy oni są dowodem na to, że pozory mogą mylić i dopiero przy bliższym poznaniu człowiek może zyskać, bądź stracić w oczach innych, co też z pewnością odczujecie w kontekście tego, czego dowiecie się o każdym z nich. Była to lekka lektura, którą czytało się ciekawie i dość szybko, choć długie opisy bywały nużące. Jednak nie jest to książka, która na długo zostaje w pamięci. Na pewno lepiej zostanie ona odebrana przez osoby, które nie czytają zbyt wielu thrillerów. Natomiast ci z was, którzy tak jak ja są wielbicielami tego gatunku, mogą poczuć się zawiedzeni. To jak, skusicie się?

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Albatros, za co bardzo dziękuję.






niedziela, 29 maja 2022

Dziecięce Koszmary - Lisa Gardner.

P
sychologia i psychiatria to dziedziny medycyny, które zawsze bardzo mnie interesowały i chciałam poszerzać swoją wiedzę w tym zakresie. Ludzki umysł i jego funkcjonowanie jest tak bardzo złożone, że po dziś dzień nikomu do końca nie udało się w pełni zbadać procesów w nim zachodzących. Wiemy natomiast, że wszystko, co się w nim dzieje ma bardzo istotny wpływ na to, jak odbieramy świat i jak funkcjonujemy w codziennym życiu. Z kolei to, jak wygląda nasze życie, jakich przeżyć i emocji w nim doświadczamy, bardzo często odbija się na wszystkim, co dzieje się w naszej głowie. Jak widzimy, jest to swego rodzaju przyczynowo -  skutkowe zjawisko naczyń połączonych w tak zwanym obiegu zamkniętym. Nie da się ukryć, że jest to temat rzeka i mogłabym pisać o nim bardzo długo, ale tym razem chciałabym, abyśmy skupili się na psychologii dziecięcej w odniesieniu do przeczytanej przeze mnie ostatnio książki Lisy Gardner „Dziecięce koszmary”, z której recenzją dziś do was przychodzę.

Już teraz mogę wam zdradzić, że jest to thriller psychologiczny, którego lektura stawia przed czytelnikiem bardzo trudne pytanie: „Czy dzieci mogą być z natury złe”? Odpowiedź wydaje się oczywista, ale kiedy przystępując do lektury utworu, autorka pozwala swoim czytelnikom obserwować życie toczące się na dziecięcym oddziale psychiatrycznym jednego z bostońskich szpitali, bardzo szybko przekonujemy się, że ta odpowiedź wcale taka oczywista nie jest. Pacjentami wspomnianego szpitala są dzieci, w których głowach każdego dnia na nowo dożywają koszmary przeżytych traum, cierpienia i bólu. To zło odradza się na nowo, a one bez pomocy nie są w stanie z nim walczyć, co bezpośrednio przeradza się w agresję i chęć zniszczenia. Potrzebę wyładowania złych emocji, która stanowi zagrożenie dla nich samych i otoczenia, w którym się znajdują. Tylko, czy to one są naprawdę temu winne? A może odpowiedzialność ponoszą ci, którzy mieli je kochać i chronić? Do tego pytania jeszcze wrócimy.

W tym samym czasie w Bostonie dochodzi do makabrycznej zbrodni zbiorowego zabójstwa rodziny Haringtonów. Na miejscu zbrodni policjanci pod dowództwem detektyw sierżant D.D. Warren zastają ciała zamordowanej matki i trójki dzieci. Głowa rodziny Patrick w ciężkim stanie trafia do szpitala. Udaje się ustalić, że rodzina znajdowała się w trudnej sytuacji, ponieważ ojciec stracił pracę. Policja zakłada, że ten stan rzeczy skutkował załamaniem psychicznym mężczyzny, co w rezultacie popchnęło go do desperackiego czynu wymordowania całej rodziny. Jednak, jak się możecie domyślać, takie rozwiązanie zagadki kryminalnej byłoby zbyt proste i oczywiste. Pojawia się wiele pytań i wątpliwości. Liczne elementy tej śledczej układanki do siebie nie pasują. Wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy w bardzo krótkim czasie zespół pani sierżant dostaje zawiadomienie o kolejnej wymordowanej rodzinie. Czy to przypadek? Policja musi działać szybko, zanim media wywołają panikę wśród społeczeństwa. Ku zaskoczeniu wszystkich, wszelkie tropy prowadzą właśnie na oddział psychiatrii, gdzie zaczynają dziać się coraz bardziej przerażające rzeczy. Ale o tym musicie już przeczytać sami, do czego oczywiście was serdecznie zachęcam.

Tymczasem chciałabym zwrócić waszą uwagę na kilka ważnych kwestii i zostawić was z nimi do samodzielnego przemyślenia. Otóż w szpitalu jedną z wykwalifikowanych, świetnie sprawdzających się w swojej pracy pielęgniarek jest Danielle. Kobieta, która podobnie, jak jej podopieczni ma swoje koszmary, które nie chcą wypuścić jej ze swoich macek mimo minionych wielu lat. To, co teraz dzieje się w Bostonie nasila wspomnienia tragedii, która dotknęła jej rodzinę 25 lat temu. Tylko ona ocalała. Teraz nie wie już, czy to szczęście, czy może najgorsze, co mogło ją spotkać. Teraz jako jedyna ocalała czuje, że musi opowiedzieć swoją historię. Stąd moje pytanie. Czy osoba, która przez to, co przeszła utożsamia się z dziećmi, które trafiają pod jej opiekę, powinna pracować w takim miejscu? Czy też bliskość traum, z którymi te dzieci się zmagają, nasila jej własne demony przeszłości, przez co kobieta może stanowić dla nich zagrożenie?
Jestem bardzo ciekawa waszego zdania, dlatego proszę, abyście wypowiedzieli się w komentarzu.

Kolejna bardzo ważna kwestia, w odniesieniu do której chciałabym, żebyście się wypowiedzieli to wątek Victorii. Matki ośmioletniego Evana, której syn nieustannie grozi jej, że ją zabije. Stanowi śmiertelne zagrożenie dla siebie, rodzicielki, jak również otoczenia. Victoria cały czas musi być czujna. Zawsze przewidywać to, co może zrobić jej syn i być sprytniejsza, ponieważ w przeciwnym razie swój brak czujności może przypłacić życiem. Mimo że za swoje poświęcenie dla syna zapłaciła już bardzo wiele: rozpad rodziny – mąż ją porzucił, zabierając ze sobą starszą córkę, brak jakichkolwiek relacji z innymi ludźmi, zatracenie siebie, własnych potrzeb i kobiecości, to jednak nie dopuszcza do siebie myśli o oddaniu syna do miejsca, gdzie, ktoś inny będzie się zajmował chłopcem, a ona odzyska dawną siebie i wszystko, co poświęciła dla swojego dziecka.
Jak myślicie, czy oddanie dziecka do ośrodka psychiatrycznego jest czymś złym? Czy rodzice, którzy się na to decydują, są źli? Czy chcąc wreszcie odpocząć i pomyśleć także o sobie wykazują się egoizmem i brakiem serca? Napiszcie, proszę, jakie jest wasze zdanie na ten temat.

Jak widzicie, w tej książce naprawdę dużo się dzieje. Jej fabuła została spleciona z trzech bardzo ciekawych wątków, które ostatecznie tworzą zajmującą i wciągającą od pierwszej strony historię, której zakończenie mnie bardzo zaskoczyło i znowu zmusiło do zastanowienia nad tym, jak to, co przeżywamy, wpływa na to, jakimi jesteśmy osobami i do czego jesteśmy zdolni. Konstrukcja książki została podzielona na trzy wyraźne części. Pierwsza, to ta przedstawiająca życie w nieustannym strachu, ale też miłości do dziecka Victorii. Kolejna, to śledztwo i dochodzenie policji, która robi wszystko, aby  elementy tej skomplikowanej układanki, jak najszybciej trafiły na właściwe miejsca. Tutaj także poznajemy rąbek prywatnego życia sierżant Warren i widzimy, jak ciężko jest pogodzić je z koniecznością bycia nieustannie dyspozycyjnym w pracy. No i wreszcie wątek tego, jak wygląda życie toczące się w zamkniętym oddziale psychiatrycznym blisko skrzywdzonych i zranionych dzieci, w których oczach czai się zło.

Mnie najbardziej wciągnęły rozdziały poświęcone właśnie Victorii i Danielle oraz pracy w szpitalu. Samo śledztwo trochę mnie nudziło. Były momenty, kiedy miałam wrażenie, że stoi w miejscu i kręci się w kółko. Zostało mi to jednak zrekompensowane nieoczywistym zakończeniem i świetnie wykreowanymi portretami psychologicznymi bohaterów. Oczywiście zdecydowanie warto sięgnąć po tę powieść. Na pewno spędzicie z nią kilka zajmujących godzin, starając się dociec prawdy jeszcze zanim zrobi to autorka. Nie zabraknie również emocji i jak wspomniałam miejsca na osobiste przemyślenia. Nawet jeśli odłożycie książkę z konieczności przerwania czytania, ta historia będzie cały czas w waszej głowie. Będziecie ją ciągle analizować i poddawać drodze dedukcji, dzięki czemu poczujecie się, jak prawdziwi śledczy.

Na pewno wiecie, o czym ja nie wiedziałam, że „Dziecięce koszmary” są czwartą częścią cyklu „Detektyw D.D. Warren”. Ja nie czytałam poprzednich części, ale na szczęście można je czytać niezależnie od siebie. Każda z nich dotyczy zupełnie innej sprawy, a łączy je tylko, jak wskazuje sama nazwa cyklu bardzo interesująca postać pani detektyw. Ja z pewnością nadrobię zaległości, bo ciekawi mnie, przed jakimi wyzwaniami Lisa Gardner postawiła swoją bohaterkę.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Albatros, za co bardzo dziękuję.





wtorek, 8 marca 2022

"Córka Mordercy" Jenny Blackhurst

W
szyscy wiemy, że dzieci nie powinny ponosić konsekwencji czynów swoich rodziców. Niestety życie nie raz pokazało, że jest to tylko bardzo słuszna teoria, niemająca odzwierciedlenia w praktyce. Nie da się zaprzeczyć, że jeśli rodzic dopuścił się jakiegoś karygodnego czynu, to choć przykro to przyznać, jego dzieci już zawsze będą postrzegane przez pryzmat tych wydarzeń. Będą dorastać i żyć z odciśniętym piętnem córki/syna tego, który zrobił coś naprawdę złego. I choć mówi się, że mijający czas leczy rany, to wbrew pozorom ludzie tak łatwo nie zapominają. Zwłaszcza jeśli wszystko, co się wówczas stało, miało miejsce w małej, zamkniętej społeczności. Dziś chcę, abyście poznali Kathryn, bohaterkę najnowszej książki Jenny Blackhurst „Córka mordercy”, która bardzo dotkliwie odczuwa wpływ zbrodni dokonanej przez swojego ojca, na jej własne życie.

Choć w dniu, kiedy Patrick Bowen stał się okrutnym mordercą dziewczynek, córka miała tylko pięć lat, a teraz kiedy my czytelnicy przystępujemy do lektury powieści, ma ich trzydzieści, to jednak nadal nie może zaznać spokoju i ułożyć sobie życia. Sytuacji nie ułatwia świadomość, że ofiarą ojca naszej bohaterki była jej przyjaciółka z dzieciństwa. Czarę goryczy przelewa fakt, że Patrick nadal nie wyjawił, gdzie ukrył ciało małej Elsie. Już z pierwszych stron książki dowiadujemy się, że przez te wszystkie lata kobieta odwiedza ojca, tylko po to, aby zadać mu to jedno najważniejsze dla niej pytanie „Gdzie ona jest”? Trauma mająca swoje źródło w przeszłości nasila się każdego roku w dniu rocznicy tej bestialskiej zbrodni, do czego niezmiennie przyczyniają się dziennikarze. Kathryn wie, że wkrótce nadejdzie dzień, który odmierzy dwadzieścia pięć lat. Nie wie jednak jeszcze, że tego dnia dręczący ją paparazzi będą niczym, w obliczu tego, co się wydarzy.

I tak oto przenosimy się do rodzinnego miasteczka Katheryn, gdzie zaginęła Abigail. Cała społeczność wspólnie z policją robi wszystko, aby w jak najkrótszym czasie odnaleźć dziewczynkę, mając nadzieję, że po prostu się zgubiła. Jednak kolejne godziny mijają, a skrupulatne i szeroko zakrojone poszukiwania nie przynoszą rezultatów. Czyżby kolejne dziecko zostało porwane? Przecież zbrodnia została ukarana, a sprawca siedzi w więzieniu. Przerażające, a zarazem rodzące wiele pytań bez odpowiedzi jest to, że to, co teraz dzieje się w miasteczku ma wiele wspólnego z okolicznościami zaginięcia Elsie. Śmiało, można powiedzieć, że osoby zaangażowane w poszukiwania Abi doświadczają deja vu, o czym przekonacie się sami, sięgając po książkę.

Wstrząśnięta Kathryn, postanawia po wielu latach wrócić na walijską wyspę i pomóc w zorganizowanej akcji poszukiwawczej zaginionego dziecka. Chce również zrobić coś dla siebie i odkryć prawdę o tym, co zniszczyło jej rodzinę i odebrało ukochanego wówczas tatę. Od jakiegoś bowiem czasu  także to, co dzieje się z członkami jej najbliższej rodziny rodzi wiele pytań bez odpowiedzi i niedopowiedzeń. Wspólnie z nią wyruszamy w drogę, ku konfrontacji z tym, co najbardziej trudne i bolesne. Jednocześnie stajemy się swego rodzaju częścią grupy poszukującej Abigail. Kat jest przekonana, że nikt jej nie rozpozna, ale pewność tę traci bardzo szybko, bo zaledwie pierwszej nocy, kiedy ktoś bardzo wyraźnie daje jej do zrozumienia, że nie podoba mu się jej powrót na wyspę. Czy kobieta w takiej sytuacji może czuć się bezpiecznie? O tym musicie przekonać się już sami.

Bardzo lubię książki Jenny Blackhurst i zawsze z niecierpliwością czekam na każdą z nich. Autorka doskonale potrafi skupić uwagę czytelnika i mocno zaangażować go w bieg rozgrywających się na kartach jej książek wydarzeń. Tak też było i tym razem. Mogliśmy poczuć się jak śledczy prowadzący dochodzenie w sprawie zaginięcia dziecka. Odczuwamy napięcie i silną presję czasu, który niestety nie jest naszym sprzymierzeńcem w dążeniu do tego, aby dziewczynka wróciła do rodziców cała i zdrowa. Oczywiście zostaje nam przedstawiony szereg spekulacji i odnośnie do tego, co mogło się wydarzyć i kto może być sprawcą uprowadzenia. Poszlak jest wiele, a i jestem pewna, że każdy, kto będzie czytał książkę, gdzieś w głowie przeprowadzi własne dochodzenie. Sprawdźcie koniecznie, czy uda wam się prawidłowo połączyć wszystkie elementy prowadzonej przez policję sprawy, jeszcze zanim zrobi to Pani Jenny.

Z drugiej strony kibicujemy Kathryn w jej staraniach dotarcia do prawdy, mając nadzieję, że ta ją wyzwoli. Jednak możecie mi wierzyć, że to, czego się dowiadujemy, ani przez chwilę nie przyjdzie wam na myśl. Tego nikt nie mógł się spodziewać, a już na pewno nie sama Kathryn. Zaskoczenie było ogromne i to wielki plus dla książki. Oczywiście jest ich o wiele więcej. Jest to bardzo wciągający thriller psychologiczny, który ukazuje nie tylko oblicze okrutnej zbrodni, ale także dramat rodziny jej sprawcy, który zdominował ich życie. W takiej sytuacji zostaje ono podzielone na dwie części na tę sprzed i po dokonanej zbrodni i niestety już nigdy nie stanie się na nowo spójną całością.

Myślę, że już wiecie, iż warto spędzić czas z tą książką, do czego gorąco was zachęcam. Nie doświadczycie tu wartkiej akcji, ale na pewno zostanie wam ona zrekompensowana ciekawym pomysłem na fabułę, który został wykorzystany idealnie od początku do końca. Autorka wzbogaciła całość o ciekawą kreację bohaterów, z których wytypować mogliśmy kilku sprawców porwania Abi. Nie zabrakło również elementów zaskoczenia poprzedzonych świetną grą Jenny Blackhurst, w której wielokrotnie wodzi swoich czytelników za nos. To wszystko, w połączeniu z bardzo przystępnym stylem pisania autorki sprawia, że książkę czyta się niezwykle płynnie i szybko. Nie mogłam się od niej oderwać i nawet nie wiem, kiedy dotarłam do końca. Warto wspomnieć, że na komfort i przyjemność czytania wpływają również krótkie rozdziały oraz przejrzystość tekstu na stronie. O tej książce mogłabym napisać jeszcze wiele pochlebnych słów, jednak nie chcę tego robić, abyście sami mogli odkrywać wiele kryjących się tu sekretów i tajemnic.

Mam nadzieję, że to, co wam zdradziłam wystarczy do tego, abyście dali się skusić na kilka godzin spędzonych z zajmującą książką o zbrodni, dramacie rodzinnym, winie i karze, a także o poświęceniu, która sprawi, że zapomnicie o otaczającej was rzeczywistości. Mało tego, moment odłożenia książki na półkę nie będzie równoznaczny z tym że przestaniecie o niej myśleć. Wręcz przeciwnie jeszcze długo ta historia będzie siedziała w waszej głowie i wywoła wiele pytań, odnośnie do tego, co kierowało Patrickiem, że zrobił to, co zrobił? Jak również, co czułabym i co zrobił/abym stając w obliczu prawdy, którą poznała główna bohaterka.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Albatros, za co bardzo dziękuję. 

Inne książki autorki, które recenzowałam:




poniedziałek, 13 grudnia 2021

Ta, która zawiniła Jane Corre

K
ażdy z nas ma swoje tajemnice. Oczywiście mają one bardzo różnorodny wymiar. Jedne są błahe skrywane ze wstydu, inne natomiast mogą wpłynąć na resztę naszego życia. Zastanówmy się zatem dlaczego bywają sytuacje i zdarzenia, z których czynimy sekret. Chcemy je ukryć przed innymi, a nawet nie potrafimy podzielić się nimi ze swoimi najbliższymi. Powodów może być naprawdę bardzo wiele. Poczynając od wspomnianego już wcześniej wstydu, a kończąc na próbie odcięcia się od tego, co się wydarzyło i zaczęcia wszystkiego od początku, a nawet strachu. Nierzadko zdarza się bowiem, że mamy za sobą trudną przeszłość, która odcisnęła na nas swoje piętno i nawet jeśli udało nam się zbudować nowe lepsze życie, to przez cały czas boimy się, że to, z czym mierzymy się bardzo często przez całe życie we wspomnieniach, ujrzy światło dzienne i zniszczy wszystko, co udało nam się osiągnąć. 

W takim poczuciu lęku żyła główna bohaterka książki Jane Corry „Ta, która zawiniła”, z której recenzją do Was przychodzę. Ellie, bo to o niej właśnie mowa jest szczęśliwą matką i babcią zakochaną bez pamięci w swoim wnuku. Niestety nie może powiedzieć, że jest szczęśliwą żoną. A to dlatego, że jej mąż ma na koncie liczne zdrady, a jego obietnice zerwania relacji pozamałżeńskich kończą się tylko na słowach bez pokrycia. Roger jest świetnym manipulantem i wykorzystuje tę umiejętność perfekcyjnie od początku trwania ich małżeństwa. Nasza bohaterka przez cały ten czas godziła się na takie życie, mimo że bardzo cierpiała. A wszystko dla dobra dzieci i rodziny, którą tworzyli. Dziś, kiedy my czytelnicy, przystępując do lektury powieści, wkraczamy w jej życie, kobieta za radą terapeutki postanawia dać kolejną szansę ich związkowi. Tym razem dla dobra wnuka, któremu nie chce niszczyć rodziny. Ponadto teraz to Josh jest jej oczkiem w głowie i wszystko inne traci na znaczeniu. Pewnego dnia, choć nic początkowo na to nie wskazuje, jedna chwila zamienia jej życie w koszmar, a raczej uśpione dotychczas demony przeszłości budzą się i wyciągają ku niej swoje mroczne macki. Kolejna kłótnia i krótka chwila, kiedy straciła chłopca z oczu, sprawiła, że przeżywa swego rodzaju deja vu. Czyżby historia miała się powtórzyć? Czy znowu ona jest wszystkiemu winna?

Tak oto otwiera się Puszka Pandory skrywająca smutne i trudne życie dziewczynki, która zbyt wcześnie straciła matkę. Dziecka, które pozostając pod opieką kochającego ojca, nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo już wkrótce zmieni się jej życie. A wszystko przez nową żonę taty, który, choć kocha swoją córkę, żeniąc się ponownie jest rozdarty pomiędzy dzieckiem a nową małżonką. Macocha zmienia się w tę, którą znamy z bajek dla dzieci, kiedy sama zachodzi w ciąże. Przyjście na świat małego Michaela napełnia radością serce jego siostry, ale jednocześnie bardzo szybko staje się początkiem bolesnych przeżyć, które - jak się przekonacie - poznając tę historię, poniosą za sobą tragiczne konsekwencje. Macocha uprzykrza pasierbicy niemalże każdą chwilę jej codzienności. Traktuje ją jak służącą. To na nią zrzuca obowiązek opiekowania się bratem, a za wszystko, co dzieje się złego malcowi obwinia wyłącznie Ellie. Jest doskonałą aktorką perfekcyjnie odgrywającą rolę zatroskanej matki, która obawia się o bezpieczeństwo malca, któremu starsza siostra może zrobić krzywdę. Przeciąga na swoją stronę męża i tak Ellie trafia do szpitala psychiatrycznego. Jednak to dopiero początek jej niełatwego życia, bo kiedy wydaje się, że udało jej się wyjść na prostą, dochodzi do tragicznego wypadku. To był błąd, który wszyscy nazwali zabójstwem, a zawiniła znowu ona.

Teraz gdy straciła z oczu wnuka, obawia się, że historia zatoczyła koło. Musicie koniecznie przeczytać tę książkę i przekonać się, do czego może posunąć się kobieta, która doświadczyła tak traumatycznej przeszłości, która nieustannie żyła, będąc wpędzaną w poczucie winy. Doświadczając poczucia samotności i będąc upokarzaną już jako dziecko a także później przez męża, któremu poświęciła całe życie. Musimy zdawać sobie sprawę, że każda trauma, której doświadczamy, zostawia w nas trwały ślad. I nawet jeśli przepracujemy to, co nas spotkało ze specjalistami, to i tak nigdy nie uda nam się wymazać tych zdarzeń z pamięci. Uczymy się z nimi żyć, ale one w każdej chwili w najmniej spodziewanym momencie mogą odżyć na nowo, budząc w nas silne emocje. Autorka poprzez kreację postaci i doświadczeń głównej bohaterki bardzo obrazowo i wyraziście przedstawiła nam obraz życia z Zespołem Stresu Pourazowego występującego u osób, które przeżyły tragiczne wydarzenia najczęściej zagrażające życiu ich, bądź osób trzecich lub były świadkami takich zdarzeń.

Jednak to nie wszystko, o czym przeczytamy w książce. Na jej kartach poznamy bowiem także Jo. Młodą bezdomną kobietę, która - jak sama mówi - ciągle jest w drodze. Nie ma dachu nad głową, a jej domem jest ulica. Nigdy nie wie, co przyniesie jej kolejny dzień. Nie ma pewności czy będzie miała co jeść i gdzie spać kolejnej nocy. Jej drogi splatają się z innymi bezdomnymi, a za każdym z nich kryje się historia, tego, co uczyniło ich życie takim, a nie innym. Jednak w środowisku bezdomnych nikt nie chce za wiele o sobie mówić. Im mniej inni o tobie wiedzą, tym lepiej dla ciebie. Dzięki tej książce możemy poznać ten niedostępny dla „zwykłego śmiertelnika” świat ludzi bezdomnych. I uwierzcie mi, że po zajrzeniu za jego kulisy zostaniecie skłonieni do głębokich przemyśleń i już z pewnością inaczej spojrzycie na bezdomnego, którego spotkacie, idąc ulicą.
Muszę przyznać, że początkowo poznając ten wątek książki, zastanawiałam się, co może on wnosić do całości fabuły. Przecież życie obu kobiet dzieli ogromna życiowa przepaść, ale z biegiem następujących po sobie zwrotów akcji zrozumiałam, że tak naprawdę łączy je więcej, aniżeli moglibyśmy przypuszczać. O tym jednak musicie przekonać się sami.

Ta, która zawiniła” to bardzo wciągający i angażujący czytelnika thriller psychologiczny, który czyta się z poczuciem więzi łączącej nas z jej bohaterką. Z racji tego, że mamy możliwość przekonać się, jak trudne było jej dzieciństwo, niemalże od początku staje nam się bardzo bliska. Wiemy doskonale jak bardzo po tym, co przeżyła i jakiej tragedii doświadczyła, potrzebuje czuć się kochana i bezpieczna. Jednocześnie czujemy się rozdarci pomiędzy wyborami i decyzjami, które podejmuje, będąc świadomą romansów męża. Z jednej strony nie możemy zrozumieć, jak to jest możliwe, że nie podejmie drastycznych kroków i nie rozstanie się z nim, ale z drugiej wiemy, jak dla osoby, której rozbito rodzinę w tak młodym wieku, ważne jest, aby ta, którą stworzyła przetrwała. Ellie nie chce, aby najpierw jej dzieci, a potem wnuk poczuły to, co kiedyś czuła ona. Dlatego poświęca siebie, tłumi swoje emocje. Pytanie, jak długo będzie w stanie to robić i co stanie się, kiedy któregoś dnia tama tłamszonych emocji pęknie?

Jak widzicie, Jane Corry oddała w nasze ręce wielowątkową opowieść, której wątki perfekcyjnie się splatając, tworzą zajmującą historię ze świetnie wykreowanymi i bardzo złożonymi portretami psychologicznymi jej bohaterów. Co warto zaznaczyć, na uwagę zasługują także kreacje postaci drugoplanowych, które wspaniale dopełniają całość fabuły. Serdecznie zachęcam was, abyście spędzili czas z tą książką. Choć możecie odnieść wrażenie, że czytając ją, zaznacie smutku, cierpienia i goryczy, to możecie mi wierzyć, że znajdziecie w niej także pięknie ukazaną rodzinną miłość. A nawet jeśli poczujecie gorycz smutku i ciężar doświadczeń Ellie i Jo to nawet lepiej, gdyż wtedy nie unikniecie cennych i wartościowych przemyśleń. Nie obawiajcie się jednak, ponieważ mimo niełatwej tematyki poruszanej w książce, dzięki swobodnemu językowi, którym posługuje się autorka, a także przystępnemu stylowi pisania, czyta ją się niezwykle szybko i płynnie. Ja jednak uważam, że sekret tkwi w niezwykłej umiejętności autorki do skupienia uwagi i wzbudzenia ciekawości czytelnika. Od tej książki nie sposób się oderwać. Jej się nie czyta, ją się pochłania.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Albatros, za co bardzo dziękuję.

piątek, 14 maja 2021

Bądźcie ostrożni, to co wydaje się idealne, bywa podejrzane.

I
leż to razy słyszymy, aby nie bać się zmian, bowiem są one naturalnym i potrzebnym wynikiem biegu życia. Jesteśmy przekonywani o tym, że są one początkiem czegoś nowego i dobrego, co gdzieś tam na nas czeka. Musimy się tylko na nie otworzyć. Dziś spróbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie ile w takim podejściu, jest prawdy i słuszności. Z drugiej bowiem strony mówi się, że lepsze jest wrogiem dobrego i należy uważać, o czym się marzy, bo jeszcze się spełni. Jestem ciekawa, po której stronie Wy byście się opowiedzieli. Jednak nie odpowiadajcie na to pytanie, zanim nie poznacie historii Alice, bohaterki najnowszej książki B. A. Paris „Terapeutka”, z którą do Was przychodzę. Śmiem przypuszczać, że kiedy poznacie ją nieco bliżej, wówczas Wasza odpowiedź może okazać się zupełnie inna, aniżeli ta, której udzielilibyście w tej chwili. 

Musicie wiedzieć, że nasza bohaterka ma za sobą bardzo trudne przeżycia. Tragedia, którą przeżyła i ogromna strata, jaką poniosła, sprawiły, że jej życie już nigdy nie będzie takie, jak dawniej. Ona sama również bardzo się zmieniła, a pewne aspekty przeszłości przerodziły się niemalże w jej obsesję. Na szczęście spotkała na swojej drodze człowieka, który rozumie jej ból i chce stworzyć z nią nową wspólną przyszłość. Dużym utrudnieniem dla związku jest dzieląca ich odległość. Dotychczas tworzyli tzw. weekendowy związek. W momencie, kiedy my czytelnicy zaczynamy towarzyszyć im na ich wspólnej drodze, para postanawia zamieszkać razem. Szczęście zdaje się im sprzyjać. Otrzymują niezwykle atrakcyjną ofertę kupna domu w ekskluzywnej dzielnicy zamkniętego osiedla. Marzenia wreszcie zaczynają się urzeczywistniać. Nie mogą uwierzyć, że stać ich na kupno domu, o jakim nigdy nawet nie śnili.

Alice stara się zaaklimatyzować w nowym miejscu. Poznaje sąsiadów i chce zyskać ich akceptację w niewielkiej społeczności, której wspólnie z Leo stali się częścią. Co prawda mieszkańcy są dla niej mili, ale Alice wyczuwa dystans z ich strony. Szepty, które milkną, kiedy tylko ją dostrzegają, wkrótce znajdują swoje wyjaśnienie, lecz są jednocześnie początkiem koszmaru, który wywróci życie kobiety do góry nogami. Jej codzienność naznaczona będzie ogromnym strachem, niepewnością. A wszystko za sprawą przerażających sekretów, które skrywają ściany jej obecnego domu. Chce dociec prawdy, ale niestety nikt nie chce zdradzić zbyt wiele. Da się wyczuć panującą zmowę milczenia. Alice jednak nie ustaje w swoich staraniach. Co więcej, czuje się w pewien sposób związana z tytułową terapeutką, która była poprzednią właścicielką jej domu. Jaka więź połączyła obie kobiety? Tego już musicie dowiedzieć się sami, sięgając po książkę.

Nie wiem, czy też tak macie, ale zawsze kiedy, ktoś mi mówi, że coś jest idealne, bądź ekskluzywne podchodzę do tego określenia bardzo ostrożnie. Nie wierzę w ideały. Jeśli coś jawi się jako idealne, to zazwyczaj jest złudne i podejrzane. Musicie koniecznie sięgnąć po tę książkę i sami przekonać się, jak szokująca rzeczywistość ujrzy światło dzienne, kiedy tylko opadnie zasłona pozorów. Nie zdradzę oczywiście zbyt wiele, ale powiem tylko tyle, że tutaj nie można ufać nikomu, nawet samemu sobie.

„Terapeutka” to niespieszny, ale od początku do końca utrzymujący czytelnika w napięciu i poczuciu niepokoju thriller psychologiczny, który czyta się z rosnącym zaangażowaniem i ciekawością tego, co wydarzy się za chwilę. Co prawda nie doświadczycie tutaj dynamiki akcji i wydarzeń, ale według mnie, nie to było celem autorki. Pani Paris postawiła na złożone kreacje bohaterów i genialne dialogi z mnóstwem niedopowiedzeń, które dodatkowo podsycają ciekawość czytelnika i wzbudzają w nas zmysł dedukcji i chęć rozwiązania, zagadki, zanim zrobi to Ona sama. W bardzo szokujący, a zarazem przerażający sposób uświadomiła nam, że nigdy nie możemy, być pewni, kim są ludzie, których los postawi na naszej drodze. Nawet kiedy patrzą nam w oczy, nie znaczy to, że są szczerzy w tym, co mówią, ale czy my jesteśmy do końca szczerzy w stosunku do innych...? Z tym pytaniem Was zostawiam i gorąco zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję.

Jestem wielbicielką twórczości B.A. Paris i zawsze z niecierpliwością czekam na Jej kolejne książki. Choć w każdej z nich można zaobserwować pewne schematy, to jednak sam pomysł na fabułę jest bardzo ciekawy. Nigdy nie poczułam się zawiedziona lekturą i tym razem również, nic podobnego nie miało miejsca. Wręcz przeciwnie, książka czyta się niemal sama, a ja wielokrotnie podczas lektury czułam wielką satysfakcję z tego, jak wielokrotnie autorce udało się mnie zaskoczyć, szczególnie zakończeniem historii.

Mam nadzieję, że udało mi się zachęcić Was do spędzenia czasu z tą książką, bo możecie mi wierzyć, będzie to czas bardzo dobrze spożytkowany. Jej lektura dostarczy Wam nie tylko przyjemności czytania, ale co najważniejsze refleksji, które z pewnością skłonią Was do spojrzenia na środowisko, w którym żyjecie w zupełnie innym świetle. Mało tego, nieuniknione będą także przemyślenia dotyczące osób nam najbliższych, jak również własny rachunek sumienia.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Albatros, za co bardzo dziękuję.




środa, 17 marca 2021

Kiedy nie masz wyboru i aby przetrwać musisz zaufać zupełnie obcym ludziom.

N
ie od dziś wiadomo, że życie, a często także nasze przyzwyczajenia wprowadzają w naszą codzienność pewnego rodzaju schematy, które stają się nieodłącznym elementem każdego dnia. Często latami pokonujemy tę samą drogę do pracy, chodzimy do tych samych ulubionych sklepów, czy pubów. Co za tym idzie, nierzadko pokonując utarte trasy, spotykamy te same osoby. Choć nie znamy mijanych na ulicy ludzi osobiście, to po pewnym czasie jesteśmy w stanie skojarzyć i rozpoznać ich twarze. W pędzie codziennego życia, własnych trosk i problemów nie zastanawiamy się kim są te osoby i jak wygląda ich życie, ale jak się przekonacie za sprawą książki C.L. Taylor „Nieznajomi”, o której chciałabym Wam dziś opowiedzieć kilka słów, los potrafi postawić na naszej drodze zupełnie obce nam osoby w naprawdę przeróżnych sytuacjach. Co więcej, często nie mając wyboru, musimy zaufać im w ciemno po to, aby mieć szansę przetrwać.
No ale nie wybiegajmy zbyt mocno naprzód.

Najpierw bowiem pozwolę sobie powiedzieć kilka słów o postaciach tytułowych nieznajomych. Jest ich troje. Ursula, Gareth i Alice. My czytelnicy wiemy, że każdy z nich wiele przeszedł i zmaga się ze swoimi osobistymi problemami. Jednak oni sami nie wiedzą o sobie wzajemnie zbyt wiele ponadto, że właśnie kojarzą się z widzenia. W trakcie czytania książki możemy od początku do końca obserwować każdą z postaci w obliczu życia takiego, jakie wiedzie każdy z nas. Wiemy, co ich martwi i niepokoi, a co cieszy i sprawia przyjemność. Znamy ich zajęcia i upodobania. I tak:

Ursula jest dziewczyną, która żyje w poczuciu winy za ogromną stratę, której doświadczyła. Zdarzenia z przeszłości odcisnęły na niej piętno w postaci pewnej skłonności, przez którą często wpada w kłopoty i zraża do siebie ludzi. Często czuje się bardzo samotna i tylko ta jedna rzecz, a wręcz krótka chwila pozwala jej poczuć się nieco lepiej. Wkrótce znajdzie się w sytuacji, w której będzie musiała myśleć nie tylko o sobie, ale o kimś dla kogo może okazać się jedyną szansą i ratunkiem.

Gareth - samotny mężczyzna, który swoje życie podporządkował pracy i opiece nad najbliższą sobie osobą. Kobietą, która od dnia tragedii, jaka spotkała ich rodzinę, stała się niczym zagubione we własnym świecie dziecko. Nasz bohater zadaje sobie wiele pytań dotyczących tego, co się wtedy stało. A co najważniejsze, ciągle pozostają one bez odpowiedzi. Kiedy nasz bohater zdaje się już pogodzić z faktem, że pewne zdarzenia są już nie odwracalne, a prawda nigdy nie zostanie odkryta, nagle dzieją się rzeczy, które pozwalają  mieć nadzieję i przypuszczać, że nie wszystko mogło potoczyć się tak, jak sobie to od zawsze zakładaliśmy.

No i wreszcie Alice. Ulegając pierwszemu wrażeniu, możemy założyć, że to właśnie ona z całej trójki ma najwięcej szczęścia. Co prawda wie, jak bardzo boli i jak gorzko smakuje zdrada, ale ma przy sobie kochaną córkę, która wspiera matkę od początku oraz świetną przyjaciółkę, na którą zawsze może liczyć. Ostatnio wszystko wskazuje na to, że nowy mężczyzna, który pojawił się w jej życiu, odwróci złą passę w życiu uczuciowym. Jej szczęście jest jednak tylko chwilowe, bo już wkrótce zaczyna je burzyć nękanie anonimowego prześladowcy. Czy nowo poznany mężczyzna nie jest tym, za kogo się podaje i ktoś chce ją ostrzec, czy też oboje są w niebezpieczeństwie? A może to Simon jest psychopatą, który chce zamienić jej życie w koszmar? O tym musicie już przekonać się sami. Sprawdźcie koniecznie, czy kobiecie grozi realne niebezpieczeństwo.

Już po tych krótkich opisach każdej z postaci widzimy, że są one od siebie zupełnie różne. Niemalże od początku lektury książki zadajemy sobie więc pytanie, co może być punktem, w którym przetną się ich losy. Odpowiedź oczywiście znajduje się na kartach książki i przyznaję, że samo rozwiązanie zagadki, przed którą staną nasi bohaterowie, dostarczyło mi emocji, lecz niestety zbyt długo musiałam na nie czekać, co odebrało mi dużo przyjemności z czytania. Co prawda, przez cały czas czujemy, że coś się wydarzy, ale kiedy już mamy nadzieję, że za chwilę coś konkretnego się wyjaśni, nagle po raz kolejny wszystko się rozmywa i tak naprawdę kręcimy się w kółko. Jeśli chodzi o samo zakończenie, to domyśliłam się go, ale nie zmienia to faktu, że obok bardzo dobrych kreacji postaci bohaterów był to najmocniejszy element całości fabuły. Autorka uświadomiła nam, że losy ludzkie mogą skrzyżować się w obliczu najmniej spodziewanych przez nas okoliczności. Mało tego, nasze życie może leżeć w rękach zupełnie obcych ludzi i tylko jeśli odważymy się zaufać sobie wzajemnie w ciemno i zgodnie współpracować, mamy szansę przetrwać. Tylko, czy mamy w sobie wystarczająco dużo odwagi.

Jak wspomniałam wcześniej, „Nieznajomi” to thriller psychologiczny, którego najmocniejszymi stronami są kreacje postaci oraz ich portrety psychologiczne, jak również samo zakończenie. Każdy z bohaterów jest bardzo wyrazisty, dlatego nie sposób ich pomylić. Poprzez ich perypetie Pani Taylor porusza bardzo ważne tematy życiowe takie jak: zdrada, strata, poczucie winy, starania, by zasłużyć na uznanie rodzica, choroba, zastraszanie, prześladowanie, a także przemoc domowa.

W tych wszystkich ciekawych składowych oraz pomyśle na fabułę tkwił potencjał, ale niestety w moim odczuciu nie został on do końca wykorzystany. Książkę czyta się bardzo szybko i z ciekawością, lecz zabrakło mi mocniejszego nacisku na emocje. Chciałam poczuć strach i napięcie, a tymczasem, od początku do końca trwałam w oczekiwaniu na to, że za chwilę stanie się coś naprawdę mocnego i na tymże oczekiwaniu się skończyło. Mimo to, ostatecznie nie żałuję, że dane mi było poznać tę historię i Wam także z czystym sumieniem  ją polecam. Ja oczywiście już czekam na kolejne książki autorki.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Albatros, za co bardzo dziękuję.

Inne książki autorki, które recenzowałam:





środa, 17 lutego 2021

Żeby iść w życiu naprzód, czasem trzeba wrócić do miejsca, w którym wszystko się zaczęło

K
ilka dni temu rozmawiałam ze znajomą, która zapytała mnie, co mogę powiedzieć na temat twórczości Nicholasa Sparksa, ponieważ ona nie miała jeszcze okazji sięgnąć po żadną książkę tego autora. Bez wahania odpowiedziałam, że pozostaję pod nieustającym podziwem dla tego, jak pięknie mężczyzna potrafi pisać o miłości, a jednocześnie nie unika trudnych tematów, które nas czytelników nigdy nie pozostawiają wobec nich obojętnymi. Dlatego właśnie zawsze z niecierpliwością i ciekawością tego, co tym razem przygotuje dla wielbicieli swoich książek, oczekuję na każdą polską premierę jego nowego literackiego dziecka. Ku mojej ogromnej radości, wreszcie nadszedł ten dzień, kiedy niezwłocznie po przeczytaniu książki „Powrót” przychodzę do Was, aby podzielić się z Wami swoimi emocjami, które we mnie wywarła.

Zacznijmy zatem od przedstawienia głównego bohatera, który jest jednocześnie narratorem historii, którą skrywają karty powieści. Trevor Benson jest lekarzem marynarki wojennej w stanie spoczynku. Traumatyczne zdarzenia, których padł ofiarą podczas misji w Afganistanie, zmusiły go do zakończenia służby. Nie znaczy to jednak, że wraz z powrotem z misji skończyły się problemy mężczyzny. Niestety został ciężko ranny, a także piekło tamtych przeżyć odcisnęło piętno na jego psychice w postaci Zespołu Stresu Pourazowego. W momencie, kiedy przystępujemy do lektury powieści, naszemu bohaterowi z trudem udaje się w powolnym procesie wieloletniej terapii z psychiatrą odzyskiwać kontrolę nad własnym życiem. Niestety już wkrótce otrzymuje wiadomość o bardzo poważnym stanie swojego dziadka. W momencie, kiedy dociera do szpitala, w którym przebywa jego krewny, musi zmierzyć się ze świadomością, że dziadkowi zostało już naprawdę niewiele czasu. Nie da się nic zrobić i staruszek umiera, lecz przed śmiercią mówi do wnuka zupełnie niezrozumiałe dla niego słowa. Zapisuje je na kartce i pozostawia do przemyślenia na później. Przed nim bowiem duże zmiany. Jest jedynym spadkobiercą domu dziadków, w którym spędził wiele wspaniałych chwil dzieciństwa. Powrót do ukochanego miasteczka dziadka budzi wspaniałe wspomnienia, a tym samym może być idealnym początkiem nowego życia Trevora. Mimo że, jest zajęty doprowadzaniem posiadłości do stanu używalności nie może zapomnieć o nie jasnych dla niego okolicznościach pobytu dziadka w szpitalu z dala od rodzinnego New Bern. Postanawia zrobić wszystko, aby poznać prawdę o okolicznościach niewyjaśnionej podróży dziadka. Nie wie jeszcze, że nie tylko jemu Carl był bliski. Tak oto na jego drodze pojawia się z ponura nastolatka Callie. Dziewczyna jest skryta i ewidentnie coś ukrywa. Zresztą nie tylko ona. Swoje tajemnice ma także piękna zastępczyni szeryfa Natalie, której urokowi, choć Trevor nie planował miłości w swoim życiu, nie może się oprzeć. Nasz bohater stawia sobie za cel poznać sekrety obu kobiet. Oczywiście to, czego się dowie, musicie odkryć już sami, sięgając po książkę. 

Ze swej strony mogę tylko zapewnić Was, że odkrycie prawdy z pewnością mocno Was poruszy, da do myślenia, a także skłoni do refleksji natury moralnej. Czasami bowiem miłość, to za mało, by móc być szczęśliwym. Aby móc poznać jej prawdziwą wartość niezbędne jest wybaczenie, przede wszystkim samemu sobie. 

„Powrót” to ciepła i bardzo klimatyczna historia o niezwykłej miłości w różnych jej odcieniach i barwach. Od takiej, jakiej pragnie każdy z nas, a której przez całe swoje życie doświadczali dziadkowie głównego bohatera, poprzez miłość opartą na partnerstwie, aż do tej, która, choć rodzi się między dwojgiem ludzi, nie może trwać bez krzywdzenia innych. Takiej, w której nie ma dobrego wyboru. Cokolwiek postanowisz, ktoś będzie cierpiał. To także chwytająca za serce opowieść o życiu w poczuciu winy. Czytając tę książkę, będziemy również świadkami nieustającej walki o siebie z trudnym przeciwnikiem, jakim jest Zespół Stresu Pourazowego, a także doświadczymy niecodziennej przyjaźni. 

Zapewniam Was kochani, że jeśli jesteście wielbicielami pióra autora na pewno i tym razem dostaniecie wszystko to, za co kochacie jego książki, a jeśli jeszcze nie mieliście okazji przeczytać żadnej z nich to, ta na pewno sprawi, że będziecie chcieli poznać wszystkie pozostałe. Jak zawsze książkę czyta się z niezwykłą przyjemnością, a wszystko, o czym czytamy, sprawia, że nie możemy oderwać się od książki i chcemy pozostać z naszymi bohaterami, którzy stają nam się bardzo bliscy jak najdłużej. Chcemy, aby wreszcie odnaleźli spokój i mieli kogoś dla kogo będą najważniejsi. 

Na zakończenie nie mogłabym nie wspomnieć o jeszcze jednym bardzo ważnym aspekcie książki. Tym bardziej że nie jest to fikcja literacka, a bardzo ważny dla każdego z nas walor edukacyjny, który ma bardzo istotny wpływ na przyszłość ludzkości. 

Dziadek Trevora był ogromnym wielbicielem i miłośnikiem pszczół. Wiedział, że bez nich ludzkość nie przetrwa, dlatego miał swoje ukochane ule, którymi się troskliwie opiekował. Miłość tę przekazał Trevorowi. Z kolei on stara się przekazać tajniki tej cudownej pasji Natalie, a przy okazji my sami jesteśmy uświadamiani, jak bardzo pszczoły są dla nas ważne. W sposób łatwy i przystępny dowiadujemy się wielu ciekawostek na ich temat. Jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że każdą pszczołę trzeba ratować. 

Jeśli i Wy chcielibyście uchronić je przed wyginięciem, wspólnie z wydawnictwem Albatros zachęcamy Was do udziału we wspaniałej akcji.




Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Albatros, za co bardzo dziękuję.


wtorek, 1 grudnia 2020

Dzikie dziecko z lasu.

K
ażdy z nas ma takiego autora książek, na którego kolejne literackie dzieci wygląda z utęsknieniem, zacierając ręce kiedy tylko pojawi się informacja o premierze jego najnowszej książki i chce ją jak najszybciej przeczytać. Dla mnie jednym z takich właśnie autorów jest Harlan Coben. Dziś chcę opowiedzieć Wam kilka słów o jego najnowszej książce „Chłopiec z lasu”. 

Zapraszam Was do niewielkiej miejscowości gdzie wspólnie z tytułowym chłopcem z lasu, który dziś już nie jest chłopcem, a dorosłym atrakcyjnym mężczyzną o niezwykłej intuicji, my czytelnicy będziemy brać udział w poszukiwaniach zaginionej nastolatki Naomi. To, co musicie wiedzieć to to, że dziewczyna nie ma łatwego życia, o czym świadczy fakt, że była prześladowana w szkole, a jej zaginięciem tak naprawdę nikt się nie interesuje. Główny bohater nie może jednak pozostać obojętnym na to, co stało się z nastolatką. Poproszony o pomoc przez kogoś dla niego ważnego z czasów swojej przeszłości podejmuje się niełatwego zadania. Nikt bardziej od niego nie jest świadomy podobieństw, które  łączą go z zaginioną. 

Aby owe podobieństwa dostrzec, musimy się jednak cofnąć trzydzieści lat wstecz do roku 1986, kiedy to do wiadomości publicznej dotarła informacja, że w lesie znaleziono małego porzuconego chłopca. Niestety nie udało się ustalić tożsamości dziecka, ani okoliczności tego jak zalazł się w lesie, a także jak długo w nim przebywał zdany tylko na siebie. Teraz Wilde jak nazwali go obcy ludzie, wiedzie cywilizowane życie, jednak stara się żyć na uboczu i podobnie, jak Naomi czuje się wyobcowany. Oboje są outsiderami. Nikt nie bierze na poważnie zniknięcia dziewczyny, ponieważ zdarzało jej się już wcześniej uciekać z domu. 

Sytuacja staje się o wiele poważniejsza, kiedy ginie kolejny nastolatek. Kolega z klasy Naomi. Czy te zdarzenia są ze sobą powiązane, musicie już sprawdzić sami? Czas nie jest sprzymierzeńcem Wilde'a. Bez względu na to, co się stało, musi działać szybko. A co więcej, aby odkryć prawdę, zmuszony będzie wrócić do swojej przeszłości, która dla wszystkich po dziś dzień pełna jest białych plam i czarnych dziur. Pytań bez odpowiedzi. Prawda, która była skrywana przez wiele lat, owiana jest wieloma mrocznymi sekretami i brudnymi czynami. Jak się przekonacie, wielu z mieszkańców tego miasteczka ma coś do ukrycia. Stawką zerwania kurtyny milczenia może okazać się ludzkie życie, ponieważ są tacy, którzy mają swoje sposoby na to, aby zamknąć komuś usta. 

Zapewne przyznacie mi rację, że fabuła zachęca do sięgnięcia po ten tytuł. Ja też tak uważam. Natomiast nie jestem do końca usatysfakcjonowana tym, co tym razem przygotował dla nas autor. Sam zamysł książki, jak najbardziej zasługuje na uznanie, ale z jego realizacją jest już znacznie gorzej. Przez bardzo długi czas nie mogłam wgryźć się w tę książkę. Szczerze mówiąc, to dopiero ostatnie sto sześćdziesiąt stron przykuło moją uwagę i wciągnęło mnie. Może to dlatego, że o czym możemy przeczytać już na okładce książki, bieg wydarzeń opisanych na jej kartach prowadzi do władz rządowych, a to nie do końca moje klimaty i mówiąc wprost, ten wątek nie był dla mnie ciekawy. Ponadto niestety nie odnalazłam w książce odpowiedzi na rodzące się podczas jej czytania pytania. Czuję niedosyt. Tym razem nie jest ta odsłona twórczości Harlana Cobena, którą znam i uwielbiam. No i to zakończenie, takie zwyczajne i zupełnie niepasujące do całości. 

Nie znaczy to jednak, że książka jest zła. Ma oczywiście także swoje mocne strony. Mamy tu bowiem, watek porzucenia, braku miłości, krzywdy, przemocy. A także osamotnienia i prześladowania Na uwagę zasługują również różnorodni bohaterowie o złożonych osobowościach, które na pewno nie raz nas zaskoczą. A jeśli mowa o bohaterach to bardzo polubiłam postać starszej Pani adwokat, która pomaga Wilde'mu w poszukiwaniu Naomi. Kobieta mimo sędziwego wieku jest pełna energii i werwy. Nie pozwala sobie w kaszę dmuchać, dzięki czemu budzi respekt i uznanie w szerokich kręgach zawodowych i nie tylko. 

To czy przeczytacie tę książkę, zostawiam każdemu z Was do indywidualnego rozważenia. Jeśli jesteście wielbicielami twórczości autora i tak jak ja często sięgacie po jego książki, to tym razem możecie nie poczuć pełni zadowolenia z tego, co otrzymacie, przystępując do lektury. Poznanie tej historii poleciłaby raczej tym z Was, którzy dopiero będziecie chcieli poznać pióro Cobena. Nawet jeśli książka nie zadowoli Was w pełni to, macie moje słowo, że inne jego książki będą tylko lepsze. Tymczasem, to co mogę powiedzieć o tej pozycji, to, że można ją przeczytać w jeden, bądź dwa wieczory, ale nie miejcie wobec niej zbyt wygórowanych oczekiwań. Wówczas być może odbierzecie ją lepiej, niż ja. 

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Albatros, za co bardzo dziękuję. 










niedziela, 1 listopada 2020

W dążeniu do prawdy.

T
ak to już w życiu jest, że dobry rodzic, który sam nie miał łatwego startu w dorosłe życie, chce zrobić wszystko, aby jego dziecko miało to życie o wiele lepsze. Często poświęcamy samych siebie, swoje plany i marzenia, chcąc otworzyć przed naszą latoroślą, jak najwięcej możliwości i ścieżek rozwoju. W żaden sposób nie żałujemy wysiłków i poświęceń, jakie ponieśliśmy, bo dla rodzica największą nagrodą za wszelkie jego trudy i starania są odnoszone przez dziecko sukcesy. I radość wynikająca z faktu, że może ono realizować się tak, jak tylko zechce. Niestety za chwilę dzięki historii opisanej na kartach powieści Michelle Frances „Córka”, przekonacie się, że brutalne życie bardzo szybko może nam tę przepełniającą nas rodziców radość odebrać. Bo kiedy wydaje nam się, że wreszcie możemy odetchnąć pełną piersią i w poczuciu szczęścia własnego dziecka zająć się sobą, los nagle wywraca nasze życie do góry nogami, zadając bolesny cios, kiedy najmniej się tego spodziewamy. A my jedyne, co możemy zrobić, to owładnięci bezsilnością krzyczeć „To nie tak miało być”! Ale czy na pewno jest to wszystko, co możemy zrobić?

Na taką postawę nie godzi się Kate. Matka, która straciła swoją córkę w wypadku drogowym. Becky była najbliższą sercu kobiety osobą. Od zawsze miały tylko siebie, ponieważ konserwatywna rodzina Kate zerwała z nią wszelkie relacje, kiedy ta w wieku piętnastu lat zaszła w nieplanowa ciąże. Od tego momentu musiały radzić sobie same i choć nie było to łatwe zadanie, nasza bohaterka wywiązała się z niego doskonale. Choć ona sama ma sobie wiele do zarzucenia, wychowała córkę na mądrą i silną kobietę, której na sercu leży walka o dobro drugiego człowieka. Dziewczyna wkraczała w bezwzględny świat dorosłości, będąc młodą dziennikarką. Aby móc coś znaczyć w tym zawodzie, musiała zaznaczyć swoją obecność. Jednak nie miała szansy udowodnić sobie i innym, że jest właściwą osobą na właściwym miejscu, ponieważ śmiertelny wypadek zbyt szybko zgasił płomień jej życia.

Sama Kate chce zrobić wszystko, aby nigdy więcej do podobnych wypadków nie dochodziło. Czuje, że jest to winna Backy. Jednak jak się przekonujemy podczas lektury książki, to dopiero początek tego, z czym przyjdzie kobiecie się zmierzyć. Przez zupełny przypadek trafia na materiały do artykułu, nad którym w tajemnicy przed wszystkimi pracowała dziewczyna. Ku swojemu zaskoczeniu jest on przepustką do tego, aby poznać zupełnie nieznaną jej dotychczas część życia córki. A przecież była pewna, że wie o niej wszystko. Mało tego tu w grę wchodzi zdrowie, a nawet życie wielu ludzi. Matka, podążając śladami córki, chce odkryć całą prawdę. 

Nie zdradzę Wam niczego więcej ponadto, że wszystko, czego się dowie, postawi ją w niełatwej roli tej, która będzie musiała stoczyć nierówną walkę, wydawałoby się z wiatrakami, której celem jest najwyższe dobro, o jakie można walczyć – dobro drugiego człowieka. Proces dążenia do prawdy, rzuci również nowe światło na śmierć Becky, ale o tym musicie przeczytać już sami.

Tytuł ten został określony jako thriller, z czym ja nie do końca się zgadzam, ponieważ jeśli mam powiedzieć coś o tej książce właśnie pod kątem tego gatunku, to niestety muszę uznać, że jest tu zbyt mało thrillera w thrillerze i książka wypada dość średnio. Natomiast jeśli uznamy, że jest to powieść obyczajowa z elementami thrillera, to wówczas książka automatycznie zyskuje na wartości.

Autorka bowiem oddaje w nasze ręce wciągającą opowieść o sile miłości między matką a dzieckiem. Kate ma za sobą trudną przeszłość. Zaszła w ciążę sama będąc dzieckiem i niestety rodzice, którzy powinni ją wówczas wspierać, odwrócili się od niej. Gdyby nie pomoc zupełnie obcej osoby, wspaniałej kobiety Iris, która po dziś dzień jest jej najlepszą przyjaciółką i wspiera ją w jej działaniach, nie wiadomo, w jakim miejscu znalazłaby się ze swoim dzieckiem. Kate wie, jak bardzo ważne dla jej córki było dziennikarstwo i chce dokończyć za nią sprawę, nad którą Becky pracowała, a której sama nigdy już nie doprowadzi do końca. Kiedy decyduje się podjąć tego zadania, nie wie jeszcze, o jak wielką stawkę będzie musiała podjąć to wyzwanie. Zaufali jej ludzie, ale po drugiej stronie barykady stoi bezwzględny przeciwnik, który zrobi wszystko, aby chronić własne interesy.

Jest jeszcze jeden aspekt, który tym razem być może po raz kolejny Kate będzie musiała poświęcić dla dobra kogoś innego. Zycie prywatne, a ściślej ujmując uczuciowe, na które przez wiele lat nie miała czasu i odsuwała gdzieś w najdalszy kont. Od niedawna spotyka się z mężczyzną, na którym jej bardzo zależy. Jednak przez to, że w jej życiu ostatnio bardzo wiele się zmieniło, ich związek nie rozpoczął się najlepiej. Przekonajcie się koniecznie, czy Tim będzie dla Kate wsparciem w tych trudnych chwilach, czy może sytuacja go przerośnie i Kate znowu zostanie sama.

A teraz odpowiedź na zapewne najbardziej interesujące wszystkich, którzy czytają tę recenzję pytanie. Czy polecam sięgnąć po tę pozycję? Oczywiście, że polecam, jednak zaznaczam po raz kolejny, jeśli nastawiacie się na pełnowymiarowy thriller, to niestety możecie poczuć się zawiedzeni. Tutaj na pierwszy plan wyłania się warstwa obyczajowa, która jest świetna i którą czytałam z ogromną ciekawością i zaangażowaniem. Owszem została ona wzbogacona o ciekawe wątki thrillera, które, co bardzo istotne dotykają niestety ponadczasowego i niezwykle ważnego dla zdrowia i życia każdego z nas problemu, o którym należy mówić dużo i głośno. Jestem niezmiernie wdzięczna autorce za podjęcie się tego tematu w swojej książce. Oczywiście sami musicie dowiedzieć się, czego on dotyczy.

Niezwykłym atutem książki jest jej autentyzm. Zarówno fabuły, jak i kreacji bohaterów. Wszystko, o czym w książce przeczytamy, mogłoby być historią każdego z nas, a nawet idąc dalej, jestem pewna, że jest częścią życia wielu ludzi. Ja sama bardzo mocno trzymałam kciuki za powodzenie Kate nie tylko w sprawie, której się podjęła, ale w jej życiu osobistym, bo naprawdę zasłużyła na to, jak mało kto. Chciałam również, aby sprawiedliwości stało się zadość i winni ponieśli konsekwencje swoich czynów, a ich ofiary zaznały, choć odrobiny ulgi. Dla mnie najważniejsze jest to, że zarówno Kate, jak i wiele postaci drugoplanowych stało mi się bliskich. Poczułam się częścią tej niewielkiej wspólnoty. Jednak postacią, która najmocniej skradła moje serce, była wspaniała i kochana Iris. Życzyłabym każdemu z nas takich ludzi wokół siebie. Ona była i jest z Kat od zawsze. Nigdy jej zawiodła i nie odtrąciła. Przekonać się o tym możemy dzięki podziałowi fabuły na trzy strefy czasowe. Okres, kiedy Kat była nastoletnią matką, czas na przed wypadkiem Backy i czas teraźniejszy. Świetne uzupełnianie się wszystkich zdarzeń w połączeniu z lekkim i swobodnym piórem autorki, a także przystępnym językiem, jakim się posługuje, sprawi, że książkę przeczytacie bardzo szybko z poczuciem rosnącej ciekawości jej finału. Ja sama będę lekturę tej książki wspominać bardzo pozytywnie. Choć nie dostałam do końca tego, czego się spodziewałam, to jednak dostarczyła mi wielu emocji, a nawet wzruszeń. Ponadto poczułam jedność z wieloma jej bohaterami, a także skłoniła mnie do refleksji i przemyśleń. Jestem pewna, że w Waszym przypadku też tak będzie. Nie wolno nam nie reagować na problem, nad którym w swoim artykule pracowała Backy. Przeczytajcie książkę i napiszcie mi, czy też tak uważacie.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Albatros, za co bardzo dziękuję.




czwartek, 23 lipca 2020

Zły dotyk boli przez całe życie

Okres bycia nastolatkiem to dla młodego człowieka czas, kiedy kształtuje się jego pewność siebie i poczucie samoakceptacji. To właśnie wtedy również przywiązujemy największą wagę do tego, jak postrzegają nas i co myślą o nas nasi rówieśnicy. Chcemy być lubiani i dobrze odbierani. To także jeden z najważniejszych momentów, w którym bardzo ważną rolę odgrywają relacje nastolatka z rodzicami. To właśnie wtedy dziecko powinno wiedzieć i mieć pewność, że niezależnie od tego, co się w jego życiu dzieje, zawsze może przyjść do rodziców i z nimi porozmawiać, a oni na pewno go wysłuchają, będą służyć wsparciem i radą. Niestety nie każda dorastająca dziewczyna, czy chłopak ma szczęście przeżywać ten etap swojego życia w poczuciu miłości i bezpieczeństwa, które to są niezbędne, aby czuć się osobą szczęśliwą znającą swoją wartość.

Dziś zastanówmy się przez chwilę, do jak poważnych konsekwencji może doprowadzić sytuacja, kiedy dom rodzinny to ostatnie miejsce, w którym dziecko chce przebywać, ponieważ niestety próżno w nim szukać ciepła domowego ogniska, a jedyne, co go tam spotyka to krytyka i upokorzenia. Nakazy i oczekiwania. W szkole niestety często bywa nie lepiej. Jeśli nie jesteś zgrabną, długonogą, tryskającą humorem dziewczyną, a zamkniętą w sobie, mającą trochę więcej ciałka dziewczyną, dla innych kolegów i koleżanek w klasie możesz stać się doskonałym typem osoby, której będą dokuczać, bądź też stanie się dla nich wręcz niewidzialna. Nie trudno się domyślić, że w obliczu takiej sytuacji czujemy się bardzo zagubieni i potrzebujemy kogoś, kto nas dostrzeże i okaże choć trochę zainteresowania i ciepła. Potrzeba bycia kochaną w połączeniu z dużą podatnością na wpływy innych osób, która  bardzo często charakteryzuje osoby w młodym wieku, może skutkować tym, że spotkamy na swojej drodze osobę, która bardzo szybko nas zmanipuluje. Pod pretekstem troski i chęci uczynienia nas szczęśliwymi przejmie nad nami kontrolę i zrobi coś, co zniszczy nasze życie na zawsze.

Przekonała się o tym główna bohaterka najnowszej książki C. L. Taylor „Zanim powróci strach”, na którą wspólnie z wydawnictwem Albatros chcielibyśmy zwrócić Waszą uwagę.

Lou Wandsworth jest kobietą którą, jako dziecko nie miała zbyt łatwego życia. Ojciec alkoholik i częste kłótnie w domu sprawiły, że pragnęła zaznać, choć odrobinę ciepła i zrozumienia ze strony kogoś, komu będzie mogła zaufać. Ku jej wówczas poczuciu ogromnego szczęścia znalazł się ktoś, kto sprawił, że czternastoletnia wtedy dziewczyna poczuła się wyjątkowa i kochana. Mike był dorosłym, żonatym mężczyzną, który przekonywał ją, że ją kocha i chce spędzić z nią resztę życia. Zakochana dziewczyna czuła, że wreszcie spotkała kogoś, dla kogo jest ważna i komu na niej zależy. W tajemnicy przed rodziną i całą lokalną społecznością ucieka z mężczyzną do Francji i tam już nie było tak wspaniale. Lou nie rozumiała jeszcze, że to, co robi  mężczyzna, jest złe i ją krzywdzi.

W momencie, kiedy my czytelnicy zaczynamy poznawać całą historię, którą przygotowała dla nas autorka, od tamtejszych wydarzeń minęło już osiemnaście lat. Od tego czasu Lou próbowała kilkakrotnie zbudować szczęśliwy związek z wartościowymi mężczyznami, ale piętno tego, co spotkało ją w rodzinnym miasteczku i co wówczas wstrząsnęło całą społecznością, odcisnęło się także na jej teraźniejszości. Śmierć ojca, który zostawił po sobie dom, w którym się wychowywała, zmusza ją do powrotu do miejsca, gdzie wszystko się zaczęło. Kobieta wie, że musi zamknąć za sobą drzwi przeszłości, aby móc iść dalej i wierzy, że ten wyjazd się do tego przyczyni. Bardzo szybko orientuje się, że nikt z mieszkańców nie rozpoznaje w niej tamtej dziewczyny sprzed kilkunastu lat. Nikt, poza jedną kobietą, która obwinia Lou za zrujnowanie swojego małżeństwa.

Nasza bohaterka jest wstrząśnięta, kiedy widzi na własne oczy, że ten, który pod pretekstem chorej miłości zabijał ją i niszczył, nie tylko ma się dobrze, ale o zgrozo znalazł sobie kolejną ofiarę. Wtedy postanawia, że musi zrobić wszystko, aby kolejna dziewczyna nie podzieliła jej losu. Aby ratować Chloe, będzie musiała stawić czoła demonom przeszłości i swojemu oprawcy. Musi działać szybko, zanim powróci strach.

Sprawdźcie koniecznie, czy Lou uda się pomóc Chloe, która podobnie, jak ona kiedyś jest zakochana w Mikeu i nie dostrzega niczego złego w tym, jak wyglądają ich relacje. Czy uwierzy w to, co usłyszy od Lou i pozwoli sobie pomóc?

„- Chloe. - Kobieta ponownie dotyka jej ramienia. - Wiem, przez co przechodzisz. Wiem, jaki on jest. Sprawia, że czujesz się wyjątkowa, prawda? Piękna? Czujesz, że cię rozumie i troszczy się o ciebie, że jest jedyną osobą, która naprawdę cię zna. - Kobieta mówi cicho i pospiesznie, jakby traciła oddech i nachyla się zdecydowanie za blisko. - Powiedział ci już, że cię kocha? -  
Chloe kręci głową. 
- Nie wiem, o czym pani mówi.
Owszem wiesz, widzę to w twoich oczach. Musisz powiedzieć policji, co się dzieje. To niebezpieczny człowiek. Myślisz, że jest serdeczny, szczodry i troskliwy, ale on tobą manipuluje. To pedofil Chloe. Chodzi mu tylko o kontrolę, a nie o miłość. Spałaś już z nim?.”

Jest jednak ktoś, kto całą tą przeszłość widzi zupełnie inaczej i to, właśnie w Lou postrzega prowokatorkę tego, co się wydarzyło i winną zrujnowana jej życia oraz zaprzepaszczenia szansy na spełnienie największego marzenia. Dziś śledzi, życie kobiety i dąży do konfrontacji. W co wplącze się Lou. Czy grozi jej niebezpieczeństwo. O tym dowiecie się już sami podczas lektury.

Jak widzicie w książce dzieje się naprawdę dużo, co sprawia, że czyta się ją z dużym zaangażowaniem i ciekawością tego, co stanie się za chwilę. Autorka oddała w ręce swoich czytelników bardzo wciągający thriller psychologiczny, który porusza bardzo trudną tematykę złego dotyku, chorej miłości, manipulacji, zmagań z demonami przeszłości, stalkingu. Zapewniam Was, że książkę naprawdę warto przeczytać. Mimo, że nie była to, najlepsza książka z tego gatunku, jaką czytałam, to z uwagi na bardzo autentyczną jej wymowę i splot wielu życiowych i trudnych wątków wywołała we mnie liczne emocje. Skłoniła do refleksji i przemyśleń. 

Dodatkowo dużym plusem tego tytułu są bardzo ciekawe i złożone portrety psychologiczne każdego z jej bohaterów, a także zastosowanie trzy torowej narracji, dzięki której przez cały czas mamy możliwość wiedzieć, co czują i myślą w kontekście następujących po sobie zwrotów akcji.

Nie dodam już nić więcej ponadto, że naprawdę warto spędzić z tą książką kilka godzin, które pozwolą Wam wsiąknąć w fabułę i zapomnieć o otaczającej Was rzeczywistości, Mam nadzieję, że dacie się namówić.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Albatros, za co bardzo dziękuję.

Inne książki autorki, które czytałam:


poniedziałek, 1 czerwca 2020

Gdy coś wydaje się idealne, najczęściej bywa podejrzane.

Większość z nas żywi przekonanie, że osoby żyjące w małych miejscowościach bądź mieszkające na małych osiedlach tworzą swego rodzaju zamkniętą społeczność, w której wszyscy bardzo dobrze się znają i wszystko o sobie wiedzą. Z własnego doświadczenia, jako mieszkanki małej wioski mogę Was jednak zapewnić, że takie myślenie często bywa złudne. Możecie mi wierzyć, że choć wszyscy znamy się tu niemalże od zawsze, to jednak niejednokrotnie dowiadujemy się o kimś z nas, czegoś, czego byśmy się po tej osobie nie spodziewali i co nas mocno zaskakuje. A takie wieści rozchodzą się u nas lotem błyskawicy.

Ten post nie będzie jednak poświęcony zakulisowemu życiu mieszkańców mojej miejscowości, a bohaterom innej niewielkiej grupy osób, którą możemy poznać na kartach książki „Ktoś tu kłamie” Jenny Blackhurst, o której chcę Wam dziś opowiedzieć.

Kochani zapraszam Was serdecznie do tego, abyście wspólnie ze mną odwiedzili niewielkie osiedle Severn Oaks, gdzie dzieją się wydarzenia opisane w powieści. Musicie wiedzieć, że otrzymując zaproszenie, chociażby do odwiedzenia tego miejsca powinniście czuć się wyróżnieni, ponieważ spotkacie tam najbardziej zamożne i szanowane osoby w okolicy. Mieszkanie w tej dzielnicy oznacza prestiż. Tym niezwykłym przywilejem cieszy się szóstka głównych bohaterów, o bardzo różnych i złożonych osobowościach. Kiedy wkraczamy za bramę ich wewnętrznego świata, widzimy, że są oni ze sobą wzajemnie w dość bliskich relacjach. Można nawet powiedzieć, że się ze sobą przyjaźnią. Wraz z rozpoczęciem akcji stajemy się uczestnikami pikniku organizowanego w tamtejszej szkole, którego inicjatorką była jedna z mieszkanek wspomnianego osiedla Erica Spenser.

Nie bez powodu używam w tym przypadku czasu przeszłego, gdyż minęło już pół roku, odkąd na jednym z otwartych przyjęć kobieta poniosła natychmiastową śmierć w tragicznym wypadku. Wygląda na to, że dziś, choć wszyscy pamiętają zmarłą przyjaciółkę, to jednak  powoli zapominają o tragedii, która ją spotkała. Nie wiedzą jednak jeszcze, że za chwilę wydarzy się coś, co nie tylko stanie się przyczyną powrotu do przeszłości, ale przede wszystkim zburzy spokój i harmonię ich codziennego życia.

Oto niespodziewanie dla nich wszystkich właśnie w dniu pikniku na Facebooku pojawia się post nieznanej nikomu osoby, która pisze, że przekonanie, iż Erica zginęła w wyniku nieszczęśliwego wypadku, jest kłamstwem, a tajemniczy mężczyzna Andy Noon, jak się przedstawia, zna całą prawdę, na temat tego, co wówczas wydarzyło się na owym feralnym przyjęciu i będzie ją ujawniał w podcaście zatytułowanym „Prawda o Erice”, bo ewidentnie ktoś tu kłamie. Odcinków podcastu będzie sześć, adekwatnie do tego ilu podejrzanych jest w kręgu tych, którzy mogliby mieć motyw, aby zabić, a ostatni odcinek ujawni nazwisko osoby, która ma krew na rękach i jest mordercą.

Nikt ze wskazanych przez autora podcastu osób nie może czuć się pewnie i bezpiecznie, gdyż nie tylko nie wiedzą, kim jest tajemniczy mężczyzna. Ile wie, i co zdecyduje się ujawnić publicznie, ale przede wszystkim każda z tych osób jest dowodem na to, że nawet w tak małym gronie osób nie wiemy o sobie nawzajem wszystkiego. Wszystkie te osoby ukrywają coś, o czym pozostali nie wiedzą. Wtorkowe wieczory, kiedy zostają wyemitowane kolejne odcinki, nie są już tak spokojne, jak dotychczas. Kiedy na jaw wychodzą nowe, szokujące fakty, mieszkańcy zaczynają zwracać się przeciwko sobie i zdają sobie wreszcie sprawę, że minusem mieszkania we własnym wewnętrznym świecie, jest fakt, że tu nic nie da się ukryć. Tu wszystko widać jak na dłoni.

Jednak to nie wszystko, co spędza sen z powiek ich całej szóstki Nagle bowiem w niewyjaśnionych okolicznościach znika jedna z wytypowanych osób. Wówczas sytuacja ta rodzi kolejne pytania bez odpowiedzi. Czy zaginiona jest winna i dlatego uciekła, a może grozi jej niebezpieczeństwo i za chwilę kolejną ze wskazanych osób może spotkać również coś złego?
Na te i wiele innych pytań i wątpliwości odpowiedzi będziecie musieli poszukać wspólnie z bohaterami historii, którą w nasze ręce oddała autorka, bo ja nie zdradzę już ani słowa więcej.

„Ktoś tu kłamie” to bardzo angażujący czytelnika thriller psychologiczny, który obnaża prawdziwość ludzkiej natury. Czyż bowiem realia naszego, życia nie udowodniły nam niejednokrotnie, że kiedy toczy się ono po naszej myśli, wówczas chcemy zacieśniać więzy z innymi, jesteśmy serdeczni i przyjacielscy, a kiedy dzieje się coś, co może zagrozić naszemu bezpieczeństwu, bądź ktoś staje na drodze naszego szczęścia, wtedy diametralnie zmieniamy swoje nastawienie i często nie zważając na wagę podjętych działań, robimy coś, czego nigdy byśmy się po sobie nie spodziewali. Wystarczy chwila, a potem nie ma już odwrotu.

Autorka świetnie ukazała ten aspekt w momencie, kiedy napięcie wynikające z zaistniałej sytuacji sprawia, że bohaterowie zaczynają patrzeć na siebie wilkiem. Najpierw wszyscy byli przyjaciółmi. Były wspólne przyjęcia, spotkania i herbatki, a teraz każdy myśli już tylko o sobie.

Ja bardzo lubię twórczość Jenny Blackhurst i zawsze gorąco zachęcam Was do sięgnięcia po każdą z jej książek. Tak też będzie i tym razem, ponieważ w tej historii niemalże przepadłam. Autorka w rewelacyjny sposób wciągnęła mnie w cały proces dążenia do odkrycia prawdy, która miała nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Dzięki świetnej kreacji portretów psychologicznych każdego bohatera, do końca nie dało się przewidzieć zakończenia. Co więcej takiego, jakie ostatecznie otrzymaliśmy, nie obstawiałam nawet przez chwilę. Tu każdy ma coś na sumieniu i każdy może okazać się winny. Napięcie, które nie opuszcza nikogo w Sewern Oaks, od samego początku udziela się czytelnikowi i tak już zostaje do końca.

Ja nie mogłam odłożyć tej książki, do momentu, aż nie skończyłam jej czytać i wierzę, że w Waszym przypadku też tak będzie, dlatego będę Was kusić, jak tylko mogę do sięgnięcia po ten tytuł.

Pamiętajcie, jeśli coś na pierwszy rzut oka wygląda zbyt idealnie, to może okazać się złudne i podejrzane, Nie dajcie się zwieść pozorom.

Do następnego razu... Bądźcie szczerzy.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Albatros, za co bardzo dziękuję.

Inne książki autorki, które recenzowałam: