Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7/10. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 maja 2024

"Uśpiona" Alicja Sinicka

Sen w życiu każdego człowieka odgrywa bardzo ważną rolę. Wszyscy doskonale wiemy, że pozwala nam odpocząć i naładować baterie przed czekającymi nas wyzwaniami, jakie stoją na naszej drodze w ciągu dnia. Warto jednak wiedzieć, że dla niektórych osób sen może być uciążliwy, a nawet stać się dla nich niebezpieczny. Doskonale wiedzą o tym osoby chorujące na narkolepsję, czyli nadmierną senność, paraliż i halucynacje przysenne oraz utrudniony sen nocny. W głębokiej fazie snu narkoleptyk staje się bezbronny, co może sprowadzić na taką osobę zagrożenie, którego ona sama nie będzie świadoma. Zapewne zastanawiacie się, dlaczego zdecydowałam się poruszyć dziś ten właśnie problem. Otóż stało się to za przyczyną przeczytanego przeze mnie w ostatnim czasie thrillera psychologicznego autorstwa Alicji Sinickiej „Uśpiona”, do którego napisania zainspirowała autorkę właśnie ta choroba.

Tytułowa uśpiona to Weronika Krzycka. Młoda kobieta, która ma narkolepsję. Jej życie to lawirowanie pomiędzy jawą i snem. Aby móc funkcjonować potrzebuje dwóch godzinnych drzemek w ciągu dnia. Tylko dzięki nim może utrzymać się na powierzchni swojej świadomości. Kiedy śpi, staje się bezbronna, a wykorzystuje to, o czym ona jeszcze nie wie ktoś, dla kogo stała się obsesją. Intruz zjawia się w sypialni Weroniki, kiedy ta zasypia. Teraz już nie wystarcza mu patrzenie na obiekt swoich pragnień. Chce czegoś więcej. Nasza bohaterka odczuwa niezrozumiały dla siebie lęk. Wokół niej dzieją się, wydawałoby się niepozorne rzeczy, które przypisuje swojej chorobie i halucynacjom, jakie towarzyszą jej na chwilę przed zaśnięciem, bądź tuż po przebudzeniu, zanim odzyska pełną świadomość. Jednak, czytając książkę, przekonacie się, że to dopiero preludium do koszmaru, przez jaki będzie musiała przejść kobieta. A wszystko zaczyna się w dniu, kiedy w jej domu rozgrywa się dramat, wskutek którego śmierć ponosi człowiek. Mimo że Weronika była wtedy w domu, nie jest w stanie opowiedzieć, jak to się stało, bo jak możecie się domyślać, kiedy doszło do tej tragedii, ona spała. Rozpoczyna się policyjne śledztwo. W głowie Werki rodzi się wiele pytań i wątpliwości, ale jedno wie na pewno. Dom, który kojarzy się z poczuciem bezpieczeństwa, właśnie przestał być bezpieczny.

Czytelnik, który sięgnie po tę powieść, od początku do końca stara się przede wszystkim odkryć, kim jest osoba, która sukcesywnie i powoli chce zawładnąć Weroniką i jej życiem. Nie zastanawiamy się przy tym, co nią kieruje, gdyż autorka tworząc tę historię, podzieliła fabułę tak, abyśmy nie tylko mogli być częścią życia głównej bohaterki, ale także mogli być obserwatorami wizyt jej prześladowcy w jej domu. Dzięki temu mamy możliwość niemalże zajrzeć do umysłu osoby owładniętej obsesją. Poznać jej chore myśli, emocje i uczucia. Przy czym możecie mi wierzyć, że do końca nie będziecie blisko odkrycia jej tożsamości. Chociaż pisarka niejednokrotnie pozwala swoim czytelnikom uwierzyć w to, że są o krok od rozwiązania zagadki. By ostatecznie wprawić nas w osłupienie i zupełnie zaskoczyć.

Zapewniam was kochani, że „Uśpioną” czytać będziecie z dużym zaangażowaniem i rosnącą ciekawością tego, co wydarzy się za chwile. To, co warto zaznaczyć to fakt, że w tej książce nie zabraknie tajemnic, sekretów, i kłamstw wynikających ze złożonych i trudnych relacji międzyludzkich, którym autorka poświęciła tutaj dużo uwagi. Na uznanie zasługuje również wkład pracy, jaką Alicja Sinicka włożyła w merytoryczne przygotowanie się do powstania tej książki. Przyznam szczerze, że do tej pory nie czytałam, żadnej powieści poruszającej temat narkolepsji, a na kartach tego tytułu została ona bardzo dokładnie zobrazowana. Jedyne czego mi zabrakło podczas czytania to napięcia. Poczucia mroku i strachu, Co według mnie w przypadku thrillerów psychologicznych jest bardzo ważne. Dlatego też nie mogę napisać, że była to najlepsza książka tej autorki, jaką czytałam. Nie zmienia to jednak faktu, że warto ją przeczytać i spędzić z nią naprawdę ciekawy czytelniczy czas.

[Materiał reklamowy] Zakup własny.

poniedziałek, 5 lutego 2024

"Idealni rodzice" L.G. Davis


Dar rodzicielstwa to największe marzenie wielu par i małżeństw. Niestety nie wszyscy mają szczęście go doświadczyć. Nie oznacza to jednak, że nieudane próby starania się o dziecko niwelują pragnienie zostania mamą i tatą w sercach tych osób. Wówczas szukają alternatywnych dla naturalnego poczęcia sposobów na to, by tulić swoje maleństwo w ramionach. Dziś zapraszam was do wysłuchania historii Marci i Travisa Thorpeów, bohaterów przeczytanego przeze mnie w ostatnim czasie thrillera autorstwa L.G. Davis „Idealni rodzice”.

W momencie, kiedy my czytelnicy wkraczamy w ich życie, towarzyszymy im w wyjątkowym spotkaniu z Grace. Młodą kobietą, która zdecydowała się urzeczywistnić pragnienie małżonków o posiadaniu dziecka, zostając ich surogatką. To właśnie Grace wybrała tę parę, jako tych, których pragnie uszczęśliwić. Długie rozmowy z Marcią zrodziły w niej przekonanie, że będą oni idealnymi rodzicami dla jej dziecka. Ponadto ludzie ci nie zadają pytań o życie prywatne dziewczyny. Bardzo jej to odpowiada, ponieważ nie chce dzielić się z nikim historią swojego dawnego życia, po którym nie pozostał już żaden ślad, czy też tragicznej przeszłości, która uczyniła ją zupełnie inną osobą, a której cienie prześladują ją niemal każdego dnia. Co warto zaznaczyć Grace za to, co robi dla Thorpeów, nie oczekuje żadnej formy wynagrodzenia. Dlaczego więc decyduje się na tak niezwykły czyn wobec zupełnie obcych sobie ludzi i czy na pewno podłożem jej decyzji jest wyłącznie wielki wymiar altruizmu? O tym już musicie dowiedzieć się sami, sięgając po książkę.

Nie wiem, czy też tak macie, ale mnie zawsze napawa lękiem wrażenie, że coś, albo ktoś jest idealny. Nie wierzę w ideały i wiem, że takie przeświadczenie może być mocno złudne i schwytać nas w pułapkę pozorów, za co możemy słono zapłacić. A taka wręcz przyjacielska relacja połączyła naszą trójkę. Grace zamieszkuje w domku gościnnym przyszłych rodziców, aby ci mogli uczestniczyć w rozwoju ciąży oraz otoczyć ją i dziecko jak najlepszą opieką. To, co miało być jasną i klarowną umową zmienia się bardzo szybko, kiedy gość czuje się coraz bardziej osaczany i kontrolowany, a mało tego otrzymuje anonimowe pogróżki. Nasz Grace dzieli się z nami swoim emocjami. Już nie jest tak bardzo pewna, czy może oddać im dziecko, które nosi pod sercem i dla którego chce przecież, jak najlepiej. Nie zdradzę oczywiście zbyt wiele, ale uchylając rąbka tajemnicy, napiszę, że nie tylko Grace ma swoje tajemnice. A to, co odkrywa, przekonuje ją ostatecznie, że w tym domu nie jest bezpieczna. Musi ratować siebie i tę maleńką istotkę.

Bardzo ubolewam nad klasyfikacją gatunkową tego tytułu. W moim odczuciu nie jest to thriller, dlatego jego wielbiciele mogą czuć się rozczarowani. Jest to natomiast godny uwagi i zainteresowania dramat rodzinny z elementami thrillera. Jego fabuła została podzielona na dwie perspektywy czasowe. Obecną oraz tę, w której poznajemy mocno poruszającą i chwytającą za serce opowieść o tragicznych przeżyciach bliskich Grace, które ją samą naznaczyły piętnem poczucia winy i odpowiedzialności, wypełniając serce pustką. Taką, którą stara się zagłuszyć. To właśnie ta odsłona opisanych wydarzeń wciągnęła mnie najmocniej i to te rozdziały czytałam z ogromną ciekawością i zainteresowaniem. Natomiast początkowe rozdziały opisujące teraźniejszość okazały się mocno nużące, gdyż akcja rozkręca się bardzo wolno. Dopiero w połowie książki nabiera tępa, a nasza ciekawość rośnie, będąc mocno podsycaną. Bardzo zaangażowani dotrzemy do końca, który mocno nas zaskakuje. Jednak czy to wystarczy, abyście chcieli spędzić czas z tą książką, musicie zdecydować już sami.

Ja miałam tę książkę na swojej liście czytelniczej już dosyć długo i nie żałuję czasu, który poświęciłam na jej przeczytanie. Mocno zżyłam się z postacią Grace i bardzo chciałam, aby odzyskała dawno utracony spokój i wreszcie zaznała szczęścia, na który bardzo zasługuje. Autorka uświadamia nam również, jak wiele masek i kreacji siebie tworzą ludzie w internecie. Jesteśmy niejako przestrzegani przed nadmierną ufnością wobec ludzi, których tam poznajemy. Nie jest to książka, która zapada w pamięci, ale bez wątpienia może sprawić przyjemność czytelniczą, jeśli zaczniecie czytać ją z odpowiednim nastawieniem, w czym mam nadzieję, udało mi się wam pomóc.

[Zakup własny].

piątek, 2 lutego 2024

"Za wszelką cenę" Harlan Coben

Nadszedł ten dzień, kiedy chcę opowiedzieć wam o mojej mocno skomplikowanej relacji czytelniczej z twórczością Harlana Cobena. Bez wahania mogę powiedzieć, że na każdą książkę tego pisarza czekam z ogromną ciekawością, ale jednocześnie nauczona doświadczeniem, nie stawiam im zbyt dużych wymagań. Wynika to z faktu, że mój odbiór twórczości tego autora mogę zobrazować jako sinusoidę. Podczas gdy w moim odczuciu jedne z jego książek są wielkim WOW, inne może nie rozczarowują, ale po prostu są przeciętne. A ja wolę się pozytywnie zaskoczyć, aniżeli czuć, że moje oczekiwania zostały zawiedzione. Właśnie wczoraj skończyłam czytać najnowszy thriller autora „Za wszelką cenę”, więc czas przekonać się, czy tym razem między nami zaiskrzyło.

Wkrocz razem ze mną do więziennego piekła. Miejsca, w którym pod przykrywką prawa rządzą układy i siła pieniądza. Tutaj nie możesz ufać nikomu, a jeśli okażesz słabość, staniesz się łatwym łupem dla kogoś, kto będzie chciał cię zniszczyć. Wie o tym skazany na dożywocie dzieciobójca. David zabił swojego trzyletniego syna Matthew. A przynajmniej tak wskazują zebrane, przeciwko niemu dowody, bo on sam, niewiele pamięta z tej strasznej nocy, która zniszczyła jego szczęśliwą rodzinę. Mężczyzna nie starał się jednak usilnie dowodzić swojej domniemanej niewinności, gdyż dla niego decyzja ławy przysięgłych była niczym w obliczu śmierci syna. Postrzeganie tamtejszych tragicznych wydarzeń zmienia jednak niespodziewana wizyta siostry byłej już żony naszego bohatera. Po pięciu latach od skazania i osadzenia Davida kobieta zjawia się w zakładzie karnym, by podczas widzenia pokazać szwagrowi zdjęcie, na którym ku jego niedowierzaniu widać starszego już chłopca wyglądającego, jak jego syn. Czy to możliwe, że dziecko żyje, a może zwyczajnie oczy zdesperowanego, człowieka widzą to, co on chce zobaczyć?

A jeśli jednak wiara w to, że Matthew żyje, nie jest tylko czczym pragnieniem, to komu zależało na tym, aby tak wiele osób uwierzyło w tę mistyfikację i co się za nią kryje? Tylko ojciec dziecka może odkryć prawdę i je uratować. Chłopiec może znajdować się w niebezpieczeństwie. Teraz Davit za wszelką cenę musi uciec z więzienia i nie dać się złapać.

My czytelnicy, próbując wspólnie z nim dociec prawdy, wpadamy w sieć kłamstw i intryg. Choć w biegu toczących się wydarzeń nie doczekamy się spektakularnych zwrotów akcji, to wszystko, o czym czytamy na kartach książki, od początku do końca utrzymuje nas w napięciu i podsycanej ciekawości, gdyż tu naprawdę dużo się dzieje. Ja mocno wierzyłam w niewinność bohatera i bardzo chciałam, aby ją udowodnił. A o tym, czy słusznie postąpiłam, dając mu kredyt zaufania, musicie już przekonać się sami, sięgając po książkę. Wszak każdy przestępca utrzymuje, że jest niewinny.

„Za wszelką cenę” to bez wątpienia tytuł, który dostarczy każdemu, kto po niego sięgnie ciekawej rozrywki i przyjemności czytelniczej. Jeśli ktoś tak, jak ja zna już trochę pióro autora, na pewno dostrzeże w nim pewnego rodzaju schematyczność. Mnie to jednak zupełnie nie przeszkadzało. Wciągnęłam się mocno w pędzący rollercoaster zdarzeń, który mknął niczym rozpędzona kolejka górska. A to za sprawą podziału całej fabuły na rozdziały opisujące poczynania Davida oraz działania agentów federalnych, którzy postanawiają jeszcze raz wrócić do sprawy morderstwa dziecka. I to właśnie dochodzenie pary agentów było aspektem, który mnie drażnił. Ich zawodowa przebiegłość była zupełnie niewiarygodna. Miałam wrażenie, że są oni jasnowidzami, którzy czytają w myślach osób, z którymi rozmawiają, zanim ci zdążą cokolwiek powiedzieć. Było to dla mnie mocno irytujące.

Nie próbujcie doszukiwać się w tej opowieści głębi i realizmu, bo próżno ich tu szukać, co ostatecznie potwierdza samo zakończenie. Takie rozwiązania w realnym życiu są niemożliwe, ale na pewno na podstawie tej powieści powstałby świetny scenariusz filmowy. Przecież w książkach i filmach może zdarzyć się wszystko, dlatego są one wspaniałą odskocznią od zwykłej codzienności.

Gdybym jednak miała wskazać prawdę płynącą z tej książki, którą warto, aby każdy z nas przeniósł na płaszczyznę swojego życia, powiedziałabym, że brak szczerości i działanie w sekrecie nawet w dobrej wierze, z czasem może stać się kamieniem, który może być początkiem bezwzględnych działań przyczynowo – skutkowych, które mogą zniszczyć komuś życie.

Jeśli szukacie książki z nastawieniem na szybką, zajmującą i niewymagającą lekturę, to ten tytuł  na pewno spełni te oczekiwania. Choć czytałam lepsze książki Cobena, to jego najmłodsze literackie dziecko nie pozwoliło mi się od siebie oderwać i zostawiło mnie z poczuciem ciekawie spożytkowanego na jego lekturze czasu. Jestem pewna, że w waszym przypadku również tak będzie, więc jeśli tylko lubicie thrillery, to zachęcam do jego przeczytania.

[Zakup własny]

środa, 17 stycznia 2024

"Chcę twojego życia" Amber Garza

My ludzie mamy to do siebie, że zazwyczaj pragniemy mieć to, czego mieć nie możemy, bądź cofnąć czas i odzyskać to, co minęło bezpowrotnie. A życie innych najczęściej jawi nam się, jako to lepsze od naszego, jako takie, jakie my sami chcielibyśmy wieść. I o ile pragnienie samo w sobie nie jest niczym złym, bo jestem przekonana, że każdy z nas choć raz miał podobne myśli, o tyle stają się one bardzo niebezpieczne w momencie, kiedy przeradzają się w obsesję. O czym przekonujemy się, sięgając po książkę Amber Garza „Chcę twojego życia”.

Na kartach powieści przenosimy się do miasteczka w Kalifornii, którego mieszkanką jest jej główna bohaterka Kelly Medina. Starsza kobieta, której życie wypełnione jest samotnością i oczekiwaniem na powracającego do domu w weekendy męża. Jedynym, co na krótko pozwala zagłuszyć wszechogarniającą ją pustkę, są spotkania z przyjaciółką Christine. Wszystko zmienia się, kiedy Kelly odbiera telefon, który okazuje się pomyłką, ale dzięki niemu dowiaduje się, że niedawno w mieście zamieszkała kobieta o tym samym imieniu i nazwisku. Wszystko wskazuje na to, że tamta Kelly Medina ma coś, co ona tak bardzo chciałaby mieć, a co niestety w jej przypadku jest już tylko wspomnieniem. Tak jak ona kiedyś, jest mamą małego chłopca. Jej syn wyjechał na studia, a Kelly, choć wie, że wychowujemy dzieci, a one kiedyś odchodzą, by ułożyć sobie własne życie, to nie jest na to gotowa. Nie może przestać myśleć o młodej mamie, dlatego postanawia zbliżyć się do niej i otoczyć ją i jej dziecko opieką. I nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież warto i trzeba pomagać innym, jeżeli tylko mamy taką możliwość, gdyby nie fakt, że jak mówi jedno z powiedzeń „dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”. Jedna z kobiet już wkrótce przekona się o prawdziwości tego powiedzenia.

A teraz napiszę coś, co na pewno zaskoczy wielu z was. Nie dajcie się zwieść temu, o czym przeczytacie w tej książce. Wszystko to zostało opowiedziane przez kobietę, która na swoich barkach dźwiga ciężar trudnej, bolesnej, a wręcz traumatycznej przeszłości, z której piętnem zmaga się po dziś dzień. To sprawia, że czytelnik nawet przez chwile nie może być pewny, czy dziejące się na kartach wydarzenia miały lub mają miejsce naprawdę, czy też są wytworem udręczonego umysłu. Jestem przekonana, że będziecie próbować oddzielić prawdę od tego, co zostało wykreowane i jest nieprawdziwe, a tym samym zbudować spójną i logiczną całość. Co więcej, z pewnością niejednokrotnie ulegniecie wrażeniu, że wam się to udało. Jednak nic bardziej mylnego. W tej historii nie da się niczego przewidzieć. Następuje bowiem moment, w którym autorka wręcz wywraca wszystko do góry nogami, sprawiając, że my przestajemy wierzyć już samym sobie, a na szali obłędu położone jest ludzkie bezpieczeństwo i życie.

Ta książka jest swego rodzaju przestrogą przed zbytnim odsłanianiem siebie i swojego życia przed innymi. Dziś w dobie internetu i portali społecznościowych, kiedy wystawiamy swoje życie podane na tacy na pokaz publiczny, wstawiając liczne zdjęcia, a także oznaczając miejsca, w których jesteśmy, bardzo łatwo jest stać się obiektem obsesji drugiej osoby, która może zapragnąć naszego życia. A w takiej sytuacji nie ma miejsca dla dwóch osób. Przekonajcie się sami, do czego zdolny jest ktoś, kto uważa, że zajmujecie należne mu miejsce.

Tytuł ten gorąco polecam waszej uwadze i zachęcam do jego przeczytania. Muszę jednak zaznaczyć, że w moim odczuciu nie jest to typowy thriller psychologiczny, a zajmujący dramat rodzinny z elementami psychologicznymi. Nie zmienia to jednak faktu, że na pewno wciągnie was bez reszty i wzbudzi ogromną ciekawość tego, co wydarzy się za chwilę. Jednak nie stanie się to od razu od pierwszych stron książki, gdyż jej akcja rozkręca się bardzo powoli. Całość fabuły została podzielona na trzy części i czytając pierwszą mamy wrażenie, że niewiele się w książce dzieje. Nie zrażajcie się tym jednak, gdyż dwie pozostałe części zrekompensują wam to oczekiwanie z nawiązką. Czeka na was wiele zaskoczeń, niewiarygodne zwroty akcji, a także rosnące z każdą stroną napięcie. W pewnym momencie dojdziecie do wniosku, że jedyne, co wiecie, czytając tę książkę to to, że nic nie wiecie. A samo zakończenie to wielkie WOW. Mnie nie udało się go przewidzieć, a mało tego wbiło mnie w fotel. Jestem także pod wrażeniem kreacji portretów psychologicznych bohaterów. Amber Garza poprzez ich niezwykle złożoną budowę przypomina nam, że za każdym człowiekiem kryje się jego historia, która skrywana za wizerunkiem widocznym dla ludzkich oczu, może sprowadzić na nas kłopoty zagrażające naszemu bezpieczeństwu i życiu. Uważajcie więc, kogo obdarzacie zaufaniem.

[Zakup własny].

sobota, 11 lutego 2023

"Weź to serce" Iwona Żytkowiak

Wszyscy wierzymy w to, że mamy wpływ na to, jak będzie wyglądać nasze życie. To przekonanie daje nam poczucie bezpieczeństwa i nadzieję, że zawsze będzie toczyło się ono według naszych planów i marzeń. Tymczasem zapewne każdy z nas choć raz przekonał się, że niezależnie od tego, jak dokładną jego wizję byśmy stworzyli, to w konfrontacji z jego realiami będzie ono miało z nią naprawdę niewiele wspólnego. Wszak to samo życie pisze przeróżne ludzkie scenariusze i niestety bardzo często nie mają one pokrycia z planem, jaki my sami dla siebie ułożyliśmy.

Za każdym człowiekiem kryje się jego historia, a los ma to do siebie, że potrafi spleść je w najmniej spodziewanym momencie, bowiem nikt z nas nie żyje w próżni. Obok nas żyją inni ludzie, których ścieżki mogą przeciąć z naszymi i znacząco wpłynąć na naszą teraźniejszość i przyszłość. O słuszności tego, co do tej pory napisałam, przekonacie się, sięgając po najnowszą książkę Iwony Żytkowiak „Weź to serce”, o której postaram się opowiedzieć wam kilka słów.

Już teraz mogę wam kochani zdradzić, że lektura tej książki bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Przystępując do jej czytania, wiemy, że będzie poruszała trudny temat tego, że „Czasem, by ktoś mógł żyć, ktoś musi umrzeć”. Jednak autorka w żaden sposób nie powiela schematów, które znamy z innych utworów o podobnej tematyce. Nie kładzie nacisku na dramatyzm sytuacji, nie epatuje cierpieniem, a skupia się na człowieku. Przedstawia szeroki kalejdoskop postaci, z których perspektywy patrzymy na bohaterów będących główną osią fabuły powieści Piotra i Sławę oraz Konrada i Matyldę. Nie będę zdradzała zbyt wiele, abyście sami mogli zagłębić się w tę wciągającą i niezwykle zajmującą historię. Powiem tylko, że jest to bardzo złożona i prawdziwa w swojej wymowie opowieść o skomplikowanych i często bardzo bolesnych relacjach międzyludzkich na wielu płaszczyznach: małżeńskiej, rodzicielskiej i przyjacielskiej.

Bardzo ważnym atutem wszystkiego, o czym czytamy, jest autentyzm zarówno postaci, jak i ich przeżyć. Spotkacie tutaj ludzi takich, jak my, w których kolejach losu na pewno odnajdziemy cząstkę siebie. Przeczytamy tu o zdradzie, skomplikowanych relacjach rodzinnych, żalach, wyrzutach, odnajdywaniu własnej seksualności, utracie dziecka i wpływie tak traumatycznego przeżycia na jego rodziców i ich dalsze życie. No i oczywiście o próbie pogodzenia się z tym, co nieuniknione. Podobnie, jak my ci przypadkowi ludzie podejmują decyzje i dokonują wyborów, których konsekwencje nierzadko ciągną się za nimi bez końca. Nie każda osoba, którą tutaj spotkałam, wzbudziła moją sympatię, ale każda opowieść skłoniła do refleksji i przemyśleń, także na płaszczyźnie własnego życia.

Najbardziej znaczący jest oczywiście wątek przeszczepu i wyrażenie woli pobrania naszych organów. Śmierć nie musi być końcem naszego ziemskiego życia, bowiem cząstka nas może żyć nadal w drugim człowieku. Możemy uratować nawet kilka ludzkich istnień.

Jak widzicie, jest to bardzo wartościowa i ważna tematycznie powieść, do której przeczytania każdego z was zachęcam. Jeśli będziecie nie tylko ją czytać, ale przede wszystkim odbierać sercem, na pewno wzbudzi w was wiele emocji, pozwoli spojrzeć na siebie i ludzi, których spotykacie w zupełnie innym świetle i na długo pozostanie w waszej pamięci.

[Materiał reklamowy] Wydawnictwo Replika. 

 

piątek, 30 września 2022

"Ratując siebie" Małgorzata Brodzik

J
estem przekonana, że gdybym zapytała was, jakie wartości według was stanowią solidny fundament, na którym należy budować szczęśliwy i zdrowo funkcjonujący związek, to bez wahania wymienilibyście: miłość, zaufanie, wierność, uczciwość. Oczywiście mielibyście rację. Dla mnie również są to aspekty, bez których związek nie jest w stanie przetrwać. Ja jednak dodałabym coś jeszcze, a mianowicie seksualność w związku oraz otwartość między partnerami odnośnie do swoich wzajemnych potrzeb w tej sferze. Zapewne teraz wielu z was powiedziałoby, że przecież seks nie jest w życiu najważniejszy. Owszem nie jest, ale bez wątpienia jest bardzo ważnym jego uzupełnieniem. A to dlatego, że jeżeli nie będziemy potrafili rozmawiać z osobą, którą kochamy o swoich potrzebach, pragnieniach i oczekiwaniach, to niestety pewnego dnia możemy poczuć, że coś się między nami wypaliło. Coś wygasło, a wówczas zarówno uczciwość, jak i wierność są mocno zagrożone, co w perspektywie może doprowadzić do wielu poważnych konsekwencji.

Z autopsji przekonała się o tym główna bohaterka książki Małgorzaty Brodzik „Ratując siebie”, o której opowiem wam dziś kilka słów. 

Piotr i Natalia od zawsze byli przekonani, że spędzą razem całe życie, lecz to właśnie samo życie pokazało im, że niczego nigdy nie można być pewnym do końca. Kochali się przecież, a jednak z czasem coś zaczęło się między nimi psuć. A może tylko wydawało im się, że jeszcze się kochają. Zaczęły się awantury i codzienność obok siebie, a nie ze sobą. Aż pewnego dnia Piotr przyznał się do zdrady. Cios, który mąż zadał Natalii strasznie boli. Kobieta próbuje jakość poradzić sobie z tym, co się stało, ale niestety nie potrafi. Kierowana emocjami decyduje się postąpić w myśl zasady oko za oko, ząb za ząb i również dopuszcza się wiarołomstwa. Chce się zemścić i sprawić, aby mąż poczuł dokładne ten sam ból, który złamał jej serce.

Marek wydaje się mężczyzną idealnym. To właśnie on daje Natalii wszystko, czego tak bardzo pragnęła, a czego nigdy nie przeżyła z Piotrem. Ich spotkania są pełne pasji, pożądania i poczucia spełnienia. Nasza bohaterka jest rozdarta wewnętrznie. Tak naprawdę nie wie, czego chce. Nie potrafi ostatecznie zdecydować się na rozstanie z mężem, ale nie umie też wybaczyć. Z biegiem czasu relacje z Markiem, które z założenia miały być tylko układem opartym na seksie, dla niej samej staje się czymś więcej, choć boi się do tego przyznać otwarcie w obawie przed pochopnym podjęciem decyzji. Już nie raz przekonała się, że pośpiech jest złym doradcą. Nie da się jednak długo walczyć z uczuciami. Natalia zatraca się w związku z nowo poznanym mężczyzną i niestety nie dostrzega znaków ostrzegawczych, które powinny uświadomić jej, że ideałów nie ma, a jeśli wydaje nam się inaczej, to najczęściej są to tylko pozory, za którymi, ktoś może skrywać swoją prawdziwą twarz.

Oczywiście nie mogę wam zbyt wiele zdradzić, więc powiem tylko, że Natalia trafia w pułapkę toksycznego związku. Czuje się manipulowana, osaczona, a partner próbuje przejąć nad nią kontrolę i zupełnie ją sobie podporządkować. Marek skrywa pewną tajemnicę, a Natalia musi zawalczyć o siebie, aby uwolnić się z tego chorego związku. Czy, jej się to uda, musicie przekonać się już sami?

„Ratując siebie” to erotyk i na pewno ci z was, którzy choć trochę znają moje upodobania czytelnicze teraz są mocno zaskoczeni, że sięgnęłam po książkę reprezentującą właśnie ten gatunek czytelniczy, gdyż nie należy on do moich ulubionych i naprawdę rzadko decyduję się na przeczytanie tego rodzaju powieści. Dlaczego więc tym razem zdecydowałam się zrobić wyjątek? Odpowiedź jest bardzo prosta. Miałam już okazję poznać twórczość Małgosi i wiem, że nie byłaby sobą, gdyby na kartach swoich książek nie poruszyła ważnych i życiowych tematów, które dadzą czytelnikowi możliwość zastanowienia się nad swoim życiem. W tym przypadku związkiem. Być może lektura tego tytułu pozwoli nam spojrzeć na nasz związek z innej perspektywy i zmienić w nim coś na lepsze. A już na pewno pomoże nam uchronić się przed błędami, za które trzeba zapłacić nie raz bardzo wysoką cenę. Autorka bowiem uświadamia nam, że często to właśnie brak szczerej rozmowy i otwartości w komunikowaniu swoich potrzeb prowadzi do tego, że oddalamy się od siebie i zamiast być małżeństwem żyjemy pod jednym dachem niczym współlokatorzy. Dopiero kiedy coś tracimy, zdajemy sobie sprawę z tego, że czasem wystarczy tak niewiele, by do wielu bolesnych i trudnych kryzysów w związku nie dochodziło. Warto rozmawiać. Ponadto, w osobie postaci Marka został nam przedstawiony klasyczny schemat postępowania i zachowań osoby toksycznej, przez co mam nadzieję czytelnicy, którzy utożsamią je z tymi, jakie wykazują ich drugie połówki odnajdą w sobie siłę, aby zakończyć ten etap swojego życia.

Na uwagę zasługuje również wyjątkowa i piękna przyjaźń Natalii i jej przyjaciółki Patrycji. Wyjątkowa, ponieważ Natalia wie, że może zwierzyć się przyjaciółce dosłownie ze wszystkiego. Może być z nią zupełnie szczera, gdyż wie, że ta nigdy jej nie ocenia i nie krytykuje jej decyzji. Zawsze wysłucha i doradzi. Ma również pewność, że bez względu na to, co dzieje się w jej życiu zawsze może liczyć na wsparcie i pomoc przyjaciółki. Takiej przyjaźni życzyłabym każdemu z nas.

Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do samej warstwy erotycznej powieści. Zdecydowanie jest to książka adresowana do dorosłego czytelnika, gdyż przedstawione w niej sceny łóżkowe są bardzo wyraziste i pikantne. Nie ma ich jednak tak, dużo, abyśmy czuli przesyt.

Jak widzicie, każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie. Nawet jeśli tak, jak ja nie przepadacie za erotykami, to macie moje słowo, że tutaj dostaniecie zdecydowanie coś więcej. Czyta się ją bardzo lekko i szybko, a po skończonej lekturze zaczynamy analizować własne życie w odniesieniu do tego, o czym właśnie przeczytaliśmy. A w moim odczuciu jest to najlepsza rekomendacja dla książki.

Recenzja powstała we współpracy z autorką, za co bardzo dziękuję.

Inne książki autorki, które recenzowałam:



piątek, 14 maja 2021

Bądźcie ostrożni, to co wydaje się idealne, bywa podejrzane.

I
leż to razy słyszymy, aby nie bać się zmian, bowiem są one naturalnym i potrzebnym wynikiem biegu życia. Jesteśmy przekonywani o tym, że są one początkiem czegoś nowego i dobrego, co gdzieś tam na nas czeka. Musimy się tylko na nie otworzyć. Dziś spróbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie ile w takim podejściu, jest prawdy i słuszności. Z drugiej bowiem strony mówi się, że lepsze jest wrogiem dobrego i należy uważać, o czym się marzy, bo jeszcze się spełni. Jestem ciekawa, po której stronie Wy byście się opowiedzieli. Jednak nie odpowiadajcie na to pytanie, zanim nie poznacie historii Alice, bohaterki najnowszej książki B. A. Paris „Terapeutka”, z którą do Was przychodzę. Śmiem przypuszczać, że kiedy poznacie ją nieco bliżej, wówczas Wasza odpowiedź może okazać się zupełnie inna, aniżeli ta, której udzielilibyście w tej chwili. 

Musicie wiedzieć, że nasza bohaterka ma za sobą bardzo trudne przeżycia. Tragedia, którą przeżyła i ogromna strata, jaką poniosła, sprawiły, że jej życie już nigdy nie będzie takie, jak dawniej. Ona sama również bardzo się zmieniła, a pewne aspekty przeszłości przerodziły się niemalże w jej obsesję. Na szczęście spotkała na swojej drodze człowieka, który rozumie jej ból i chce stworzyć z nią nową wspólną przyszłość. Dużym utrudnieniem dla związku jest dzieląca ich odległość. Dotychczas tworzyli tzw. weekendowy związek. W momencie, kiedy my czytelnicy zaczynamy towarzyszyć im na ich wspólnej drodze, para postanawia zamieszkać razem. Szczęście zdaje się im sprzyjać. Otrzymują niezwykle atrakcyjną ofertę kupna domu w ekskluzywnej dzielnicy zamkniętego osiedla. Marzenia wreszcie zaczynają się urzeczywistniać. Nie mogą uwierzyć, że stać ich na kupno domu, o jakim nigdy nawet nie śnili.

Alice stara się zaaklimatyzować w nowym miejscu. Poznaje sąsiadów i chce zyskać ich akceptację w niewielkiej społeczności, której wspólnie z Leo stali się częścią. Co prawda mieszkańcy są dla niej mili, ale Alice wyczuwa dystans z ich strony. Szepty, które milkną, kiedy tylko ją dostrzegają, wkrótce znajdują swoje wyjaśnienie, lecz są jednocześnie początkiem koszmaru, który wywróci życie kobiety do góry nogami. Jej codzienność naznaczona będzie ogromnym strachem, niepewnością. A wszystko za sprawą przerażających sekretów, które skrywają ściany jej obecnego domu. Chce dociec prawdy, ale niestety nikt nie chce zdradzić zbyt wiele. Da się wyczuć panującą zmowę milczenia. Alice jednak nie ustaje w swoich staraniach. Co więcej, czuje się w pewien sposób związana z tytułową terapeutką, która była poprzednią właścicielką jej domu. Jaka więź połączyła obie kobiety? Tego już musicie dowiedzieć się sami, sięgając po książkę.

Nie wiem, czy też tak macie, ale zawsze kiedy, ktoś mi mówi, że coś jest idealne, bądź ekskluzywne podchodzę do tego określenia bardzo ostrożnie. Nie wierzę w ideały. Jeśli coś jawi się jako idealne, to zazwyczaj jest złudne i podejrzane. Musicie koniecznie sięgnąć po tę książkę i sami przekonać się, jak szokująca rzeczywistość ujrzy światło dzienne, kiedy tylko opadnie zasłona pozorów. Nie zdradzę oczywiście zbyt wiele, ale powiem tylko tyle, że tutaj nie można ufać nikomu, nawet samemu sobie.

„Terapeutka” to niespieszny, ale od początku do końca utrzymujący czytelnika w napięciu i poczuciu niepokoju thriller psychologiczny, który czyta się z rosnącym zaangażowaniem i ciekawością tego, co wydarzy się za chwilę. Co prawda nie doświadczycie tutaj dynamiki akcji i wydarzeń, ale według mnie, nie to było celem autorki. Pani Paris postawiła na złożone kreacje bohaterów i genialne dialogi z mnóstwem niedopowiedzeń, które dodatkowo podsycają ciekawość czytelnika i wzbudzają w nas zmysł dedukcji i chęć rozwiązania, zagadki, zanim zrobi to Ona sama. W bardzo szokujący, a zarazem przerażający sposób uświadomiła nam, że nigdy nie możemy, być pewni, kim są ludzie, których los postawi na naszej drodze. Nawet kiedy patrzą nam w oczy, nie znaczy to, że są szczerzy w tym, co mówią, ale czy my jesteśmy do końca szczerzy w stosunku do innych...? Z tym pytaniem Was zostawiam i gorąco zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję.

Jestem wielbicielką twórczości B.A. Paris i zawsze z niecierpliwością czekam na Jej kolejne książki. Choć w każdej z nich można zaobserwować pewne schematy, to jednak sam pomysł na fabułę jest bardzo ciekawy. Nigdy nie poczułam się zawiedziona lekturą i tym razem również, nic podobnego nie miało miejsca. Wręcz przeciwnie, książka czyta się niemal sama, a ja wielokrotnie podczas lektury czułam wielką satysfakcję z tego, jak wielokrotnie autorce udało się mnie zaskoczyć, szczególnie zakończeniem historii.

Mam nadzieję, że udało mi się zachęcić Was do spędzenia czasu z tą książką, bo możecie mi wierzyć, będzie to czas bardzo dobrze spożytkowany. Jej lektura dostarczy Wam nie tylko przyjemności czytania, ale co najważniejsze refleksji, które z pewnością skłonią Was do spojrzenia na środowisko, w którym żyjecie w zupełnie innym świetle. Mało tego, nieuniknione będą także przemyślenia dotyczące osób nam najbliższych, jak również własny rachunek sumienia.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Albatros, za co bardzo dziękuję.




środa, 17 marca 2021

Kiedy nie masz wyboru i aby przetrwać musisz zaufać zupełnie obcym ludziom.

N
ie od dziś wiadomo, że życie, a często także nasze przyzwyczajenia wprowadzają w naszą codzienność pewnego rodzaju schematy, które stają się nieodłącznym elementem każdego dnia. Często latami pokonujemy tę samą drogę do pracy, chodzimy do tych samych ulubionych sklepów, czy pubów. Co za tym idzie, nierzadko pokonując utarte trasy, spotykamy te same osoby. Choć nie znamy mijanych na ulicy ludzi osobiście, to po pewnym czasie jesteśmy w stanie skojarzyć i rozpoznać ich twarze. W pędzie codziennego życia, własnych trosk i problemów nie zastanawiamy się kim są te osoby i jak wygląda ich życie, ale jak się przekonacie za sprawą książki C.L. Taylor „Nieznajomi”, o której chciałabym Wam dziś opowiedzieć kilka słów, los potrafi postawić na naszej drodze zupełnie obce nam osoby w naprawdę przeróżnych sytuacjach. Co więcej, często nie mając wyboru, musimy zaufać im w ciemno po to, aby mieć szansę przetrwać.
No ale nie wybiegajmy zbyt mocno naprzód.

Najpierw bowiem pozwolę sobie powiedzieć kilka słów o postaciach tytułowych nieznajomych. Jest ich troje. Ursula, Gareth i Alice. My czytelnicy wiemy, że każdy z nich wiele przeszedł i zmaga się ze swoimi osobistymi problemami. Jednak oni sami nie wiedzą o sobie wzajemnie zbyt wiele ponadto, że właśnie kojarzą się z widzenia. W trakcie czytania książki możemy od początku do końca obserwować każdą z postaci w obliczu życia takiego, jakie wiedzie każdy z nas. Wiemy, co ich martwi i niepokoi, a co cieszy i sprawia przyjemność. Znamy ich zajęcia i upodobania. I tak:

Ursula jest dziewczyną, która żyje w poczuciu winy za ogromną stratę, której doświadczyła. Zdarzenia z przeszłości odcisnęły na niej piętno w postaci pewnej skłonności, przez którą często wpada w kłopoty i zraża do siebie ludzi. Często czuje się bardzo samotna i tylko ta jedna rzecz, a wręcz krótka chwila pozwala jej poczuć się nieco lepiej. Wkrótce znajdzie się w sytuacji, w której będzie musiała myśleć nie tylko o sobie, ale o kimś dla kogo może okazać się jedyną szansą i ratunkiem.

Gareth - samotny mężczyzna, który swoje życie podporządkował pracy i opiece nad najbliższą sobie osobą. Kobietą, która od dnia tragedii, jaka spotkała ich rodzinę, stała się niczym zagubione we własnym świecie dziecko. Nasz bohater zadaje sobie wiele pytań dotyczących tego, co się wtedy stało. A co najważniejsze, ciągle pozostają one bez odpowiedzi. Kiedy nasz bohater zdaje się już pogodzić z faktem, że pewne zdarzenia są już nie odwracalne, a prawda nigdy nie zostanie odkryta, nagle dzieją się rzeczy, które pozwalają  mieć nadzieję i przypuszczać, że nie wszystko mogło potoczyć się tak, jak sobie to od zawsze zakładaliśmy.

No i wreszcie Alice. Ulegając pierwszemu wrażeniu, możemy założyć, że to właśnie ona z całej trójki ma najwięcej szczęścia. Co prawda wie, jak bardzo boli i jak gorzko smakuje zdrada, ale ma przy sobie kochaną córkę, która wspiera matkę od początku oraz świetną przyjaciółkę, na którą zawsze może liczyć. Ostatnio wszystko wskazuje na to, że nowy mężczyzna, który pojawił się w jej życiu, odwróci złą passę w życiu uczuciowym. Jej szczęście jest jednak tylko chwilowe, bo już wkrótce zaczyna je burzyć nękanie anonimowego prześladowcy. Czy nowo poznany mężczyzna nie jest tym, za kogo się podaje i ktoś chce ją ostrzec, czy też oboje są w niebezpieczeństwie? A może to Simon jest psychopatą, który chce zamienić jej życie w koszmar? O tym musicie już przekonać się sami. Sprawdźcie koniecznie, czy kobiecie grozi realne niebezpieczeństwo.

Już po tych krótkich opisach każdej z postaci widzimy, że są one od siebie zupełnie różne. Niemalże od początku lektury książki zadajemy sobie więc pytanie, co może być punktem, w którym przetną się ich losy. Odpowiedź oczywiście znajduje się na kartach książki i przyznaję, że samo rozwiązanie zagadki, przed którą staną nasi bohaterowie, dostarczyło mi emocji, lecz niestety zbyt długo musiałam na nie czekać, co odebrało mi dużo przyjemności z czytania. Co prawda, przez cały czas czujemy, że coś się wydarzy, ale kiedy już mamy nadzieję, że za chwilę coś konkretnego się wyjaśni, nagle po raz kolejny wszystko się rozmywa i tak naprawdę kręcimy się w kółko. Jeśli chodzi o samo zakończenie, to domyśliłam się go, ale nie zmienia to faktu, że obok bardzo dobrych kreacji postaci bohaterów był to najmocniejszy element całości fabuły. Autorka uświadomiła nam, że losy ludzkie mogą skrzyżować się w obliczu najmniej spodziewanych przez nas okoliczności. Mało tego, nasze życie może leżeć w rękach zupełnie obcych ludzi i tylko jeśli odważymy się zaufać sobie wzajemnie w ciemno i zgodnie współpracować, mamy szansę przetrwać. Tylko, czy mamy w sobie wystarczająco dużo odwagi.

Jak wspomniałam wcześniej, „Nieznajomi” to thriller psychologiczny, którego najmocniejszymi stronami są kreacje postaci oraz ich portrety psychologiczne, jak również samo zakończenie. Każdy z bohaterów jest bardzo wyrazisty, dlatego nie sposób ich pomylić. Poprzez ich perypetie Pani Taylor porusza bardzo ważne tematy życiowe takie jak: zdrada, strata, poczucie winy, starania, by zasłużyć na uznanie rodzica, choroba, zastraszanie, prześladowanie, a także przemoc domowa.

W tych wszystkich ciekawych składowych oraz pomyśle na fabułę tkwił potencjał, ale niestety w moim odczuciu nie został on do końca wykorzystany. Książkę czyta się bardzo szybko i z ciekawością, lecz zabrakło mi mocniejszego nacisku na emocje. Chciałam poczuć strach i napięcie, a tymczasem, od początku do końca trwałam w oczekiwaniu na to, że za chwilę stanie się coś naprawdę mocnego i na tymże oczekiwaniu się skończyło. Mimo to, ostatecznie nie żałuję, że dane mi było poznać tę historię i Wam także z czystym sumieniem  ją polecam. Ja oczywiście już czekam na kolejne książki autorki.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Albatros, za co bardzo dziękuję.

Inne książki autorki, które recenzowałam:





środa, 20 stycznia 2021

"Solo" Anna Dan

T
raumy i demony z przeszłości potrafią siedzieć w nas przez całe życie. Mimo że czas mija, a my staramy się żyć normalnie, to jednak już nigdy nic nie będzie takie samo, dopóki nie będziemy gotowi, aby wyrwać się z macek koszmarnych przeżyć i skonfrontować się z nimi. Wszyscy zapewne zgodzimy się z tym, że przed tym, co nas niszczy i boli, nie da się uciec. Jedyne, co możemy zrobić to starać się jak najlepiej przygotować się na to, co nieuniknione i nie pozwolić się zaskoczyć. Świadoma tej bezkompromisowej prawdy jest główna bohaterka debiutanckiej książki Anny Dan "Solo", której recenzję dziś dla Was przygotowałam. 

Datka jest młodą dziewczyną, której jak mówi, ktoś odebrał radość życia. Wydarzenia, które do tego doprowadziły, mimo upływu czasu nadal nie pozwalają o sobie zapomnieć. Koszmary nawiedzające ją każdej nocy oraz bezsilność, jaką wówczas czuła niszczą jej wewnętrzny spokój. W momencie kiedy my czytelnicy wkraczamy w jej życie, poznajemy młodą kobietę, która stara się żyć tak, aby już zawsze mieć wszystko pod kontrolą i nigdy więcej nie być bezbronną. Poczucie bezpieczeństwa i uporządkowania daje jej praca w firmie informatycznej, którą prowadzi wspólnie z dwoma swoimi przyjaciółmi oraz treningi sztuki walki. Informatyka, to dziedzina, w której wszystko oparte jest na dużej ilości danych. Tu wszystko jest jasne i nie ma żadnych tajemnic. Trzeba tylko umieć te dane odczytać i odpowiednio wykorzystać. Walka natomiast, to gwarancja bezpieczeństwa i umiejętności obrony, kiedy stanie się to konieczne. Nasza bohaterka nie pozwala na to, by to emocje nią rządziły. Choć w środku jest  krucha jak szkło, to na co dzień twarda jak stal. Można by przypuszczać, że jej życie wyglądałoby tak jeszcze długo, gdyby nie pewien zakład dzięki, któremu dziewczyna staje się uczestniczką pewnego ciekawego projektu. To, już tam zaczyna zaglądać w głąb siebie, choć broni się przed tym, aby nie odsłonić się zbyt mocno ze swoimi prawdziwymi emocjami. Nie przypuszcza nawet, że to dopiero początek jej drogi. 

Dzięki jednemu ze współuczestników projektu, którego tam poznaje, trafia do miejsca, które wydaje się oderwanym od reszty świata azylem. Tutaj czuje się bezpiecznie, ale jak się przekonacie, niebawem uświadomi sobie, że mogła dać się zwieść pozorom. A wszystko za sprawą Solo, tajemniczego, niebezpiecznego mężczyzny, do którego wyrywa się jej serce. Ten zniewalający, przystojny chłopak może być dla niej ratunkiem, bądź wręcz przeciwnie nie tylko ją zrani, ale, co więcej, może wciągnąć ją do świata pełnego niebezpieczeństw, w którym będzie zmuszona zawalczyć o to, co dla niej najważniejsze. 

Tytułowy bohater to postać niezwykle tajemnicza. Wiemy o tym, że jego również życie nie rozpieszczało. Pozwoliło mu zaznać bólu i sięgnąć dna. Ma w sobie gniew, który zaprowadził go do świata pełnego przemocy, gdzie jedna chwila nieuwagi i braku czujności może kosztować go życie. Nie mówi o sobie zbyt wiele, jednak Datka czuje, że za maską, którą pokazuje wszystkim wokół, kryje się ktoś zupełnie inny. Przekonajcie się sami, czy jest gotowa poznać prawdziwą jego twarz. 

Ta książka to opowieść o miłości dwojga młodych ludzi, która rodzi się w atmosferze niepokoju i lęku o siebie i osobę, którą kochamy. Miłości, która nie może trwać do momentu, kiedy oboje nie zamkną trudnych etapów tego, przez co przeszli i nie patrząc za siebie, dadzą sobie szansę na nową lepszą przyszłość. By mogło się to stać, potrzebna jest szczerość i otwartość, bez względu na to, jak trudną prawdę usłyszymy. I tu rodzi się pytanie, czy Solo i Datka będą w stanie udźwignąć ciężar tej prawdy? O tym już musicie przekonać się sami, sięgając po książkę. Nie zabraknie tu również bardzo wartościowej przyjaźni, która często zastępuje i wynagradza nie najlepsze relacje rodzinne. 

Jednak to nie wszystko, o czym przeczytamy na kartach tego tytułu. Nie mogłabym nie wspomnieć o gospodarzach chaty, której gościem staje się Datka. Dzięki Pani Hani i jej mężowi to miejsce jest bezpieczną przystanią dla każdego, kto się tam znajdzie. Zarówno dla Solo, jak i dla jego przyjaciół czas, który tam spędzają, jest tym kiedy mogą odetchnąć i przestać być czujni. Wspaniała Pani Hania o nic nie pyta. Akceptuje chłopaków takimi, jakimi są. Ona jedna widzi w nich o wiele więcej, niż oni sami chcieliby, aby ktokolwiek dostrzegł. Bardzo polubiłam tę kobietę i przyznam szczerze, że jej ciepło i serdeczność podbiła moje serce. 

Jak wspomniałam na początku mojej recenzji, jest to debiut Anny Dan i już teraz z pełnym przekonaniem mogę przyznać, że okazuje się bardzo udany. Fabuła książki została skonstruowana tak, aby do końca trzymać jej czytelnika w niepewności tego, co wydarzy się za chwilę, jak również przede wszystkim, jak stopniowo odkrywane tajemnice wpłyną na jej bohaterów. To w połączeniu z bardzo dopracowaną kreacją głównych bohaterów, a także ich portretów psychologicznych sprawia, że w ręce czytelnika trafia naprawdę godna uwagi książka, którą oczywiście polecam. Uważam jednak, że bardziej usatysfakcjonowani jej lekturą będą młodsi czytelnicy, aniżeli ci starsi. Mamy tu bowiem przykład młodzieżówki, którą czyta się szybko i przyjemnie. Zapewne dopatrzymy się w niej charakterystycznych dla tego typu książek schematów. Mnie one jednak zupełnie nie przeszkadzały, Cieszę się, że miałam możliwość jej przeczytania. Nie sięgam zbyt często po tego rodzaju książki, ale była to dla mnie miła odmiana i odskocznie od bardziej wymagających pozycji, po które sięgam najczęściej. 

Autorce gratuluję serdecznie ciekawego debiutu. Z przyjemnością sięgnę po kolejne Jej książki, które mam nadzieję, już niedługo się pojawią. 

Kochani napiszcie mi, proszę, czy planujecie sięgnąć po książkę? A może jej lektura jest już za Wami, jeśli tak, to podzielcie się ze mną koniecznie swoimi odczuciami. 

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Jaguar, za co bardzo dziękuję.



niedziela, 1 listopada 2020

W dążeniu do prawdy.

T
ak to już w życiu jest, że dobry rodzic, który sam nie miał łatwego startu w dorosłe życie, chce zrobić wszystko, aby jego dziecko miało to życie o wiele lepsze. Często poświęcamy samych siebie, swoje plany i marzenia, chcąc otworzyć przed naszą latoroślą, jak najwięcej możliwości i ścieżek rozwoju. W żaden sposób nie żałujemy wysiłków i poświęceń, jakie ponieśliśmy, bo dla rodzica największą nagrodą za wszelkie jego trudy i starania są odnoszone przez dziecko sukcesy. I radość wynikająca z faktu, że może ono realizować się tak, jak tylko zechce. Niestety za chwilę dzięki historii opisanej na kartach powieści Michelle Frances „Córka”, przekonacie się, że brutalne życie bardzo szybko może nam tę przepełniającą nas rodziców radość odebrać. Bo kiedy wydaje nam się, że wreszcie możemy odetchnąć pełną piersią i w poczuciu szczęścia własnego dziecka zająć się sobą, los nagle wywraca nasze życie do góry nogami, zadając bolesny cios, kiedy najmniej się tego spodziewamy. A my jedyne, co możemy zrobić, to owładnięci bezsilnością krzyczeć „To nie tak miało być”! Ale czy na pewno jest to wszystko, co możemy zrobić?

Na taką postawę nie godzi się Kate. Matka, która straciła swoją córkę w wypadku drogowym. Becky była najbliższą sercu kobiety osobą. Od zawsze miały tylko siebie, ponieważ konserwatywna rodzina Kate zerwała z nią wszelkie relacje, kiedy ta w wieku piętnastu lat zaszła w nieplanowa ciąże. Od tego momentu musiały radzić sobie same i choć nie było to łatwe zadanie, nasza bohaterka wywiązała się z niego doskonale. Choć ona sama ma sobie wiele do zarzucenia, wychowała córkę na mądrą i silną kobietę, której na sercu leży walka o dobro drugiego człowieka. Dziewczyna wkraczała w bezwzględny świat dorosłości, będąc młodą dziennikarką. Aby móc coś znaczyć w tym zawodzie, musiała zaznaczyć swoją obecność. Jednak nie miała szansy udowodnić sobie i innym, że jest właściwą osobą na właściwym miejscu, ponieważ śmiertelny wypadek zbyt szybko zgasił płomień jej życia.

Sama Kate chce zrobić wszystko, aby nigdy więcej do podobnych wypadków nie dochodziło. Czuje, że jest to winna Backy. Jednak jak się przekonujemy podczas lektury książki, to dopiero początek tego, z czym przyjdzie kobiecie się zmierzyć. Przez zupełny przypadek trafia na materiały do artykułu, nad którym w tajemnicy przed wszystkimi pracowała dziewczyna. Ku swojemu zaskoczeniu jest on przepustką do tego, aby poznać zupełnie nieznaną jej dotychczas część życia córki. A przecież była pewna, że wie o niej wszystko. Mało tego tu w grę wchodzi zdrowie, a nawet życie wielu ludzi. Matka, podążając śladami córki, chce odkryć całą prawdę. 

Nie zdradzę Wam niczego więcej ponadto, że wszystko, czego się dowie, postawi ją w niełatwej roli tej, która będzie musiała stoczyć nierówną walkę, wydawałoby się z wiatrakami, której celem jest najwyższe dobro, o jakie można walczyć – dobro drugiego człowieka. Proces dążenia do prawdy, rzuci również nowe światło na śmierć Becky, ale o tym musicie przeczytać już sami.

Tytuł ten został określony jako thriller, z czym ja nie do końca się zgadzam, ponieważ jeśli mam powiedzieć coś o tej książce właśnie pod kątem tego gatunku, to niestety muszę uznać, że jest tu zbyt mało thrillera w thrillerze i książka wypada dość średnio. Natomiast jeśli uznamy, że jest to powieść obyczajowa z elementami thrillera, to wówczas książka automatycznie zyskuje na wartości.

Autorka bowiem oddaje w nasze ręce wciągającą opowieść o sile miłości między matką a dzieckiem. Kate ma za sobą trudną przeszłość. Zaszła w ciążę sama będąc dzieckiem i niestety rodzice, którzy powinni ją wówczas wspierać, odwrócili się od niej. Gdyby nie pomoc zupełnie obcej osoby, wspaniałej kobiety Iris, która po dziś dzień jest jej najlepszą przyjaciółką i wspiera ją w jej działaniach, nie wiadomo, w jakim miejscu znalazłaby się ze swoim dzieckiem. Kate wie, jak bardzo ważne dla jej córki było dziennikarstwo i chce dokończyć za nią sprawę, nad którą Becky pracowała, a której sama nigdy już nie doprowadzi do końca. Kiedy decyduje się podjąć tego zadania, nie wie jeszcze, o jak wielką stawkę będzie musiała podjąć to wyzwanie. Zaufali jej ludzie, ale po drugiej stronie barykady stoi bezwzględny przeciwnik, który zrobi wszystko, aby chronić własne interesy.

Jest jeszcze jeden aspekt, który tym razem być może po raz kolejny Kate będzie musiała poświęcić dla dobra kogoś innego. Zycie prywatne, a ściślej ujmując uczuciowe, na które przez wiele lat nie miała czasu i odsuwała gdzieś w najdalszy kont. Od niedawna spotyka się z mężczyzną, na którym jej bardzo zależy. Jednak przez to, że w jej życiu ostatnio bardzo wiele się zmieniło, ich związek nie rozpoczął się najlepiej. Przekonajcie się koniecznie, czy Tim będzie dla Kate wsparciem w tych trudnych chwilach, czy może sytuacja go przerośnie i Kate znowu zostanie sama.

A teraz odpowiedź na zapewne najbardziej interesujące wszystkich, którzy czytają tę recenzję pytanie. Czy polecam sięgnąć po tę pozycję? Oczywiście, że polecam, jednak zaznaczam po raz kolejny, jeśli nastawiacie się na pełnowymiarowy thriller, to niestety możecie poczuć się zawiedzeni. Tutaj na pierwszy plan wyłania się warstwa obyczajowa, która jest świetna i którą czytałam z ogromną ciekawością i zaangażowaniem. Owszem została ona wzbogacona o ciekawe wątki thrillera, które, co bardzo istotne dotykają niestety ponadczasowego i niezwykle ważnego dla zdrowia i życia każdego z nas problemu, o którym należy mówić dużo i głośno. Jestem niezmiernie wdzięczna autorce za podjęcie się tego tematu w swojej książce. Oczywiście sami musicie dowiedzieć się, czego on dotyczy.

Niezwykłym atutem książki jest jej autentyzm. Zarówno fabuły, jak i kreacji bohaterów. Wszystko, o czym w książce przeczytamy, mogłoby być historią każdego z nas, a nawet idąc dalej, jestem pewna, że jest częścią życia wielu ludzi. Ja sama bardzo mocno trzymałam kciuki za powodzenie Kate nie tylko w sprawie, której się podjęła, ale w jej życiu osobistym, bo naprawdę zasłużyła na to, jak mało kto. Chciałam również, aby sprawiedliwości stało się zadość i winni ponieśli konsekwencje swoich czynów, a ich ofiary zaznały, choć odrobiny ulgi. Dla mnie najważniejsze jest to, że zarówno Kate, jak i wiele postaci drugoplanowych stało mi się bliskich. Poczułam się częścią tej niewielkiej wspólnoty. Jednak postacią, która najmocniej skradła moje serce, była wspaniała i kochana Iris. Życzyłabym każdemu z nas takich ludzi wokół siebie. Ona była i jest z Kat od zawsze. Nigdy jej zawiodła i nie odtrąciła. Przekonać się o tym możemy dzięki podziałowi fabuły na trzy strefy czasowe. Okres, kiedy Kat była nastoletnią matką, czas na przed wypadkiem Backy i czas teraźniejszy. Świetne uzupełnianie się wszystkich zdarzeń w połączeniu z lekkim i swobodnym piórem autorki, a także przystępnym językiem, jakim się posługuje, sprawi, że książkę przeczytacie bardzo szybko z poczuciem rosnącej ciekawości jej finału. Ja sama będę lekturę tej książki wspominać bardzo pozytywnie. Choć nie dostałam do końca tego, czego się spodziewałam, to jednak dostarczyła mi wielu emocji, a nawet wzruszeń. Ponadto poczułam jedność z wieloma jej bohaterami, a także skłoniła mnie do refleksji i przemyśleń. Jestem pewna, że w Waszym przypadku też tak będzie. Nie wolno nam nie reagować na problem, nad którym w swoim artykule pracowała Backy. Przeczytajcie książkę i napiszcie mi, czy też tak uważacie.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Albatros, za co bardzo dziękuję.




piątek, 11 września 2020

Strażniczka serca.

Kochani, czy podpisaliście oświadczenie woli wyrażające zgodę na przeszczep waszych organów po śmierci? Wiem, że jest to bardzo trudny i delikatny temat, dlatego nie należy wywierać na nikim presji, aby tak ważną decyzję podjął. Ja niestety z przyczyn ode mnie niezależnych dawcą organów zostać nie mogę, jednak uważam, że jest to najpiękniejszy dar, jaki człowiek może ofiarować człowiekowi. Ten wielki gest może uratować życie wielu osobom, a jakaś część nas nadal będzie w nich żyła, mimo że, nas już nie będzie. Nie wolno nam jednak zapomnieć, że podczas, gdy rodzina osoby, która otrzymała szansę na nowe życie właśnie dzięki przeszczepowi, cieszy się i jest ogromnie wdzięczna losowi za to, że udało się uratować kogoś, kogo kochają, jest również ta druga rodzina. Ta, która cierpi po stracie, kogoś, kto musiał umrzeć, aby ktoś mógł żyć. Co więcej, pójdźmy o krok dalej. Często bowiem zdarza się tak, że decyzja o byciu dawcą musi zostać podjęta bardzo szybko, na przykład wówczas kiedy potencjalny dawca ulega nagłemu wypadkowi. W takim przypadku ciężar tej najtrudniejszej woli spada na jego najbliższych. Ich świat nagle rozpad się na kawałki, a jedyne czego pragną to, aby to wszystko, co teraz dzieje się w ich życiu okazało się tylko koszmarnym snem.

Nie martwcie się, nie zdecydowałam się podjąć tego tematu ze względu na to, iż dotknął on mnie, bądź ważne dla mnie osoby. Jak zawsze jestem wdzięczna autorom, że poprzez książki, które oddają w nasze ręce, nie tylko przypominają nam, co w życiu ma największą wartość, ale przede wszystkim przedstawiają różne perspektywy spojrzenia na ten sam temat, tak abyśmy my sami mogli uświadomić sobie, że nic w życiu nie jest jednoznaczne i oczywiste.
Przekonała się o tym główna bohaterka książki Alex DahlŻycie za życie”, o której chcę Wam dziś opowiedzieć.

Jeszcze rok temu moglibyśmy pozazdrościć jej życia, które wiodła, a ją samą nazwać spełnioną pod każdym względem kobietą. Wiodła spokojne i ustabilizowane życie. Jednak dziś jest ono już mglistą przeszłością, a teraźniejszość spowijają opary alkoholu i otępienie lekami uspakajającymi, dzięki którym nasza bohaterka chce zagłuszyć ból po tragedii, w której straciła swoją ukochaną córeczkę. Amelie odeszła, ale jej serce dało drugie życie innemu dziecku. Jak czytamy w książce, Alice od zawsze popierała możliwość oddania organów do transplantacji, jednak kwestia ta nabrała zupełnie innego wymiaru w momencie, gdy sama musiała zmierzyć się z tak trudną decyzją. Teraz chce, tylko żeby Amelie wróciła.

Pogrążona w poczuciu ogromnej straty i bólu nie potrafi odbudować swojego życia na nowo mimo mijającego czasu. Schwytana w macki poczucia winy popada w depresję i tak każdego dnia powoli gaśnie.

Nie wiem, czy wiecie, ale jedną z podstawowych zasad w transplantologii jest to, aby biorca pozostał anonimowy dla rodziny dawcy. Podczas lektury książki dowiecie się, jak bardzo ważne jest, aby zasada ta była bezwzględnie przestrzegana. Niestety zdarza się tak, że w dobie wielu możliwości technologicznych bliscy na własną rękę starają się poznać tożsamość tego, kto nosi w sobie jakąś część tego, kogo stracili. Tak właśnie dzieje się i tym razem. Zrozpaczonej matce udaje się trafić na ślad małej Kai i jej mamy Ismelin. To właśnie Kaja jest teraz strażniczką serca jej córeczki. Obie kobiety wiodą zupełnie różne pod względem statusu materialnego życie, ale obie łączy jedno. Kochają bezgranicznie swoje dzieci. Iselin jest niezmiernie wdzięczna, że może patrzeć, jak jej krucha córeczka, z którą już tak wiele razy się żegnała, wraca do zdrowia. Tymczasem Alice znajduje sposób na to, aby poznać i zbliżyć się do tej dwójki. Początkowo, nic nie wskazuje na to, że nowa przyjaciółka mamy i córki może być dla nich zagrożeniem. Tylko Alice bowiem wie, jak niebezpieczny plan zrodził się w jej głowie.

Książka ta została zakwalifikowana jako thriller psychologiczny, jednak według mnie nie wyczerpuje ona znamion gatunku. Gdybym miała powiedzieć Wam, czego możecie spodziewać się, sięgając po ten tytuł, to bardziej skłaniałabym się ku dramatowi obyczajowemu. Jest to historia kobiet, które chcą zatrzymać przy sobie swoje ukochane dzieci. Z pewnością z uwagi na ważny temat, jakiemu została poświęcona, warto po nią sięgnąć. Wszystko, o czym w niej przeczytacie, na pewno Was poruszy i skłoni do ważnych życiowych refleksji. Tym bardziej że autorka pokazała nam nie tylko, jak tragedia oraz to, co dzieje się później wpływa na samą Alice, ale także na jej małżeństwo. Widzimy, że małżonkowie oddalają się od siebie. Z każdą niemalże chwilą stają się sobie obojętni. Choć są momenty, w których próbują przestać żyć przeszłością, to w pewnym momencie przestają już udawać. 

Jeśli jesteście ciekawi zarówno tego, co planuje Alice, jak i czy uda jej się ten plan spełnić, ale także czy małżeństwo Alice wyjdzie zwycięsko z tej strasznej próby, zachęcam Was do lektury. Tylko najlepiej zapomnijcie o tym, że to miał być thriller. W przeciwnym razie możecie poczuć niedosyt. Mnie zabrakło tu przede wszystkim zaskoczenia, napięcia i wyrazistych charakterystyk bohaterów. Akcja powieści toczy się mocno jednostajnie. Próżno tu szukać spektakularnych zwrotów akcji. Jedynie ostatnie kilkadziesiąt stron wywołało u mnie szybsze bicie serca. Ponadto wielu rzeczy z całej fabuły można się było domyślić. Natomiast jeśli chodzi o samych bohaterów, to stali mi się oni bliscy poprzez wszystko, przez co przeszli. Czułam ich ból, smutek, cierpienie, ale także nadzieję na lepsze jutro. Oni byli bardzo prawdziwi, ale nie wyraziści. Dla dramatu obyczajowego byłby to atut, ale dla thrillera już nie.

Reasumując, przeczytałam naprawdę godną uwagi książkę, ale zupełnie inną niż to, czego oczekiwałam. Jednak nie żałuję czasu z nią spędzonego, ponieważ lubię życiowe i poruszające historie, które dostarczają wzruszeń i refleksji. Całość jest napisana bardzo lekkim i przystępnym językiem. Czyta się szybko, choć moim zdaniem książka mogłaby być krótsza, a treść bardziej skondensowana, przez co uniknęlibyśmy pojawiającego się od czasu do czasu wrażenia monotonii. Wy drodzy czytelnicy musicie sami zdecydować, czy chcecie poznać tę historię. Ja polecam, ale wszystko zależy od tego, czego od niej oczekujecie.

Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania książka, za co bardzo dziękuję.

Zachęcam Was również do zapoznania się z całą ofertą thrillerów przygotowaną dla nas przez księgarnię.


czwartek, 23 lipca 2020

Zły dotyk boli przez całe życie

Okres bycia nastolatkiem to dla młodego człowieka czas, kiedy kształtuje się jego pewność siebie i poczucie samoakceptacji. To właśnie wtedy również przywiązujemy największą wagę do tego, jak postrzegają nas i co myślą o nas nasi rówieśnicy. Chcemy być lubiani i dobrze odbierani. To także jeden z najważniejszych momentów, w którym bardzo ważną rolę odgrywają relacje nastolatka z rodzicami. To właśnie wtedy dziecko powinno wiedzieć i mieć pewność, że niezależnie od tego, co się w jego życiu dzieje, zawsze może przyjść do rodziców i z nimi porozmawiać, a oni na pewno go wysłuchają, będą służyć wsparciem i radą. Niestety nie każda dorastająca dziewczyna, czy chłopak ma szczęście przeżywać ten etap swojego życia w poczuciu miłości i bezpieczeństwa, które to są niezbędne, aby czuć się osobą szczęśliwą znającą swoją wartość.

Dziś zastanówmy się przez chwilę, do jak poważnych konsekwencji może doprowadzić sytuacja, kiedy dom rodzinny to ostatnie miejsce, w którym dziecko chce przebywać, ponieważ niestety próżno w nim szukać ciepła domowego ogniska, a jedyne, co go tam spotyka to krytyka i upokorzenia. Nakazy i oczekiwania. W szkole niestety często bywa nie lepiej. Jeśli nie jesteś zgrabną, długonogą, tryskającą humorem dziewczyną, a zamkniętą w sobie, mającą trochę więcej ciałka dziewczyną, dla innych kolegów i koleżanek w klasie możesz stać się doskonałym typem osoby, której będą dokuczać, bądź też stanie się dla nich wręcz niewidzialna. Nie trudno się domyślić, że w obliczu takiej sytuacji czujemy się bardzo zagubieni i potrzebujemy kogoś, kto nas dostrzeże i okaże choć trochę zainteresowania i ciepła. Potrzeba bycia kochaną w połączeniu z dużą podatnością na wpływy innych osób, która  bardzo często charakteryzuje osoby w młodym wieku, może skutkować tym, że spotkamy na swojej drodze osobę, która bardzo szybko nas zmanipuluje. Pod pretekstem troski i chęci uczynienia nas szczęśliwymi przejmie nad nami kontrolę i zrobi coś, co zniszczy nasze życie na zawsze.

Przekonała się o tym główna bohaterka najnowszej książki C. L. Taylor „Zanim powróci strach”, na którą wspólnie z wydawnictwem Albatros chcielibyśmy zwrócić Waszą uwagę.

Lou Wandsworth jest kobietą którą, jako dziecko nie miała zbyt łatwego życia. Ojciec alkoholik i częste kłótnie w domu sprawiły, że pragnęła zaznać, choć odrobinę ciepła i zrozumienia ze strony kogoś, komu będzie mogła zaufać. Ku jej wówczas poczuciu ogromnego szczęścia znalazł się ktoś, kto sprawił, że czternastoletnia wtedy dziewczyna poczuła się wyjątkowa i kochana. Mike był dorosłym, żonatym mężczyzną, który przekonywał ją, że ją kocha i chce spędzić z nią resztę życia. Zakochana dziewczyna czuła, że wreszcie spotkała kogoś, dla kogo jest ważna i komu na niej zależy. W tajemnicy przed rodziną i całą lokalną społecznością ucieka z mężczyzną do Francji i tam już nie było tak wspaniale. Lou nie rozumiała jeszcze, że to, co robi  mężczyzna, jest złe i ją krzywdzi.

W momencie, kiedy my czytelnicy zaczynamy poznawać całą historię, którą przygotowała dla nas autorka, od tamtejszych wydarzeń minęło już osiemnaście lat. Od tego czasu Lou próbowała kilkakrotnie zbudować szczęśliwy związek z wartościowymi mężczyznami, ale piętno tego, co spotkało ją w rodzinnym miasteczku i co wówczas wstrząsnęło całą społecznością, odcisnęło się także na jej teraźniejszości. Śmierć ojca, który zostawił po sobie dom, w którym się wychowywała, zmusza ją do powrotu do miejsca, gdzie wszystko się zaczęło. Kobieta wie, że musi zamknąć za sobą drzwi przeszłości, aby móc iść dalej i wierzy, że ten wyjazd się do tego przyczyni. Bardzo szybko orientuje się, że nikt z mieszkańców nie rozpoznaje w niej tamtej dziewczyny sprzed kilkunastu lat. Nikt, poza jedną kobietą, która obwinia Lou za zrujnowanie swojego małżeństwa.

Nasza bohaterka jest wstrząśnięta, kiedy widzi na własne oczy, że ten, który pod pretekstem chorej miłości zabijał ją i niszczył, nie tylko ma się dobrze, ale o zgrozo znalazł sobie kolejną ofiarę. Wtedy postanawia, że musi zrobić wszystko, aby kolejna dziewczyna nie podzieliła jej losu. Aby ratować Chloe, będzie musiała stawić czoła demonom przeszłości i swojemu oprawcy. Musi działać szybko, zanim powróci strach.

Sprawdźcie koniecznie, czy Lou uda się pomóc Chloe, która podobnie, jak ona kiedyś jest zakochana w Mikeu i nie dostrzega niczego złego w tym, jak wyglądają ich relacje. Czy uwierzy w to, co usłyszy od Lou i pozwoli sobie pomóc?

„- Chloe. - Kobieta ponownie dotyka jej ramienia. - Wiem, przez co przechodzisz. Wiem, jaki on jest. Sprawia, że czujesz się wyjątkowa, prawda? Piękna? Czujesz, że cię rozumie i troszczy się o ciebie, że jest jedyną osobą, która naprawdę cię zna. - Kobieta mówi cicho i pospiesznie, jakby traciła oddech i nachyla się zdecydowanie za blisko. - Powiedział ci już, że cię kocha? -  
Chloe kręci głową. 
- Nie wiem, o czym pani mówi.
Owszem wiesz, widzę to w twoich oczach. Musisz powiedzieć policji, co się dzieje. To niebezpieczny człowiek. Myślisz, że jest serdeczny, szczodry i troskliwy, ale on tobą manipuluje. To pedofil Chloe. Chodzi mu tylko o kontrolę, a nie o miłość. Spałaś już z nim?.”

Jest jednak ktoś, kto całą tą przeszłość widzi zupełnie inaczej i to, właśnie w Lou postrzega prowokatorkę tego, co się wydarzyło i winną zrujnowana jej życia oraz zaprzepaszczenia szansy na spełnienie największego marzenia. Dziś śledzi, życie kobiety i dąży do konfrontacji. W co wplącze się Lou. Czy grozi jej niebezpieczeństwo. O tym dowiecie się już sami podczas lektury.

Jak widzicie w książce dzieje się naprawdę dużo, co sprawia, że czyta się ją z dużym zaangażowaniem i ciekawością tego, co stanie się za chwilę. Autorka oddała w ręce swoich czytelników bardzo wciągający thriller psychologiczny, który porusza bardzo trudną tematykę złego dotyku, chorej miłości, manipulacji, zmagań z demonami przeszłości, stalkingu. Zapewniam Was, że książkę naprawdę warto przeczytać. Mimo, że nie była to, najlepsza książka z tego gatunku, jaką czytałam, to z uwagi na bardzo autentyczną jej wymowę i splot wielu życiowych i trudnych wątków wywołała we mnie liczne emocje. Skłoniła do refleksji i przemyśleń. 

Dodatkowo dużym plusem tego tytułu są bardzo ciekawe i złożone portrety psychologiczne każdego z jej bohaterów, a także zastosowanie trzy torowej narracji, dzięki której przez cały czas mamy możliwość wiedzieć, co czują i myślą w kontekście następujących po sobie zwrotów akcji.

Nie dodam już nić więcej ponadto, że naprawdę warto spędzić z tą książką kilka godzin, które pozwolą Wam wsiąknąć w fabułę i zapomnieć o otaczającej Was rzeczywistości, Mam nadzieję, że dacie się namówić.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Albatros, za co bardzo dziękuję.

Inne książki autorki, które czytałam:


piątek, 19 czerwca 2020

Jestem dziewczyną do towarzystwa.

Kiedy młody człowiek wkracza w dorosłe życie, niezbędne jest mu wsparcie najbliższych. Choć ten czas mam już dawno za sobą i dziś jest on tylko wspomnieniem, to doskonale pamiętam moment, kiedy idąc na studia, wydawało mi się, że jestem już taka dorosła i będąc z dala od domu, doskonale sobie poradzę. Bardzo szybko jednak przekonałam się, że w pełnym tych słów znaczeniu „tylko mi się wydawało”. Realia zweryfikowały mocno moje wyobrażenia o wspaniałym studenckim życiu. Na szczęście zawsze mogłam liczyć na pomoc moich rodziców, za co jestem im ogromnie wdzięczna, ponieważ wiem, że dzięki temu udało mi się uniknąć wielu błędów, za które patrząc z perspektywy czasu, mogłabym słono zapłacić i które mając na uwadze koleje losów niektórych moich znajomych, mogłyby odcisnąć swoje piętno na całe moje życie.

Nie piszę Wam o tym dlatego, abyście wyrażali swoje uznanie dla mojej rodziny i moich z nią relacji. Wręcz przeciwnie. Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie każdy młody człowiek ma w swoim życiu kogoś na kogo może liczyć, a często jego rodzina, jest rodziną tylko z nazwy. Co za tym idzie pozostawieni, samym sobie młodzi dorośli, obciążeni problemami dorosłego życia, nie potrafią sobie z nimi poradzić i przyciśnięci do muru, w ich mniemaniu w sytuacji bez wyjścia podejmują bardzo desperackie i nierozważne decyzje, które mają być rozwiązaniem wszystkich ich problemów, a niestety najczęściej okazuje się jednak, że są one dopiero ich początkiem. Przekonała się o tym główna bohaterka najnowszej książki Robyn Harding „Umowa”, o której chcę Wam dziś powiedzieć – Natalie. Poznajcie jej historię.

Dziewczyna jest studentką nowojorskiej akademii sztuk pięknych. Ma dopiero 21 lat, ale mimo młodego wieku chce prowadzić samodzielne życie. W domu rodzinnym nie znajduje już dla siebie miejsca. Rodzina, którą kiedyś miała, rozpadła się. Matka ma już swoją nową rodzinę i dwójkę upragnionych blondasków, jak z obrazka, którymi chwali się bez przerwy. A ojciec przypomina sobie o niej tylko od święta. Nasza bohaterka wyjeżdża na drugi koniec kraju do Nowego Jorku, by rozpocząć swoje wymarzone studia. Nowe życie nie szczędzi jej jednak trosk i powodów do zmartwień. Boryka się z problemami finansowymi. Brakuje jej pieniędzy na czesne, a współlokatorki, z którymi dzieli wynajmowane mieszkanie, tracą cierpliwość dla jej ciągle zaciąganych wobec nich długów i opóźnień w opłatach za wynajem. Jeśli czegoś nie wymyśli, wkrótce zostanie bez dachu nad głową. Pomysł na to, jak sobie radzić w dzisiejszym świecie będąc młodą, atrakcyjną kobietą podsuwa Ninie, jedna z koleżanek na roku. I tak oto zostaje ona dziewczyną do towarzystwa.

Choć nasza bohaterka ma pewne opory przed takim sposobem zarabiania pieniędzy, to jednak mając przysłowiowy nóż na gardle, zakłada, że będzie to tylko chwilowy i doraźny sposób na to, aby wyjść z impasu, w jakim się znalazła. W ten właśnie sposób poznaje o wiele od siebie starszego, przystojnego i zamożnego prawnika Gaba. Romans tej dwójki rozkwita. Przy nim Nat czuje się wyjątkowa i bezpieczna. Ten czarujący mężczyzna troszczy się o nią i dba o jej dobro. Jest to dla niej niezwykle ważne, bo właśnie pojawił się w jej życiu były chłopak, który chce ją zniszczyć. Wszystko układa się wspaniale do momentu, kiedy Natalie łamie reguły umowy zawartej ze swoim kochankiem i nie zakochuje się w nim. Od tej pory zaczynają się prawdziwe problemy. Gabe wbrew pragnieniom swojej kochanki nie chce odejść od żony, a ta nie potrafi się z tym pogodzić. Sprawdźcie sami, co dzieje się w sytuacji, kiedy miłość przeradza się w obsesję i do czego zdolny jest człowiek, by dostać to, co chce i bronić tego, co może stracić.

„Umowa” to książka dobra, ale nie wyróżniająca się niczym szczególnym. Czyta się ją bardzo szybko i z ciekawością tego, jak potoczą się dalej następujące po sobie wydarzenia, ale w moim odczuciu zabrakło mi w całej tej historii napięcia charakterystycznego dla tego gatunku książek. Autorka poruszyła w książce bardzo wiele aktualnych w dzisiejszym świecie tematów. Sponsoring, samotność w rodzinie i małżeństwie. Pokazała nam również, co kryje się za tą cienką granicą dzielącą miłość od nienawiści w obliczu poczucia porzucenia i skrzywdzenia oraz zagrożenia utraty tego, na czym nam zależy. Jest to godna uwagi i polecenia opowieść o miłości, niespełnionych marzeniach krzywdzie, nienawiści, zbrodni i wybaczeniu z bardzo zaskakującym zakończeniem, którą ja ze swej strony oczywiście Wam polecam z zastrzeżeniem, że ja skłaniałabym się do sklasyfikowania tego tytułu bardziej jako powieść obyczajowa z dreszczykiem, aniżeli thriller.

Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania książka, za co bardzo dziękuję.

Zachęcam Was również do tego, abyście zapoznali się z całą ofertą kryminałów, które przygotowała dla nas księgarnia.

Inne książki autorki, które recenzowałam: